All language subtitles for [S01.E11] 1920. Wojna i milosc - Episode 11.Polish

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese Download
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Idziemy!

Małżeństwo z Szymańskim nie było częścią gry?

Żona wyszła za pana z miłości.

Pojedziecie tam, gdzie najtrudniej.

Krok w tył, kula w łeb.

Ognia!

Przed nami polskie dwory!

KRZYK ZOSI

Nie nauczyłem cię odróżniać ludzi, którzy będą chcieli cię wykorzystać.

Mój syn.

Tata, co tu robisz?

Wasz ojciec opowiedział się po stronie Polaków.

Na korytarz.

- Jak się nazywacie? - Czerkiesow. Iwan Kiryłowicz.

- Pochodzenie? - Robotnik.

Zecerem byłem w drukarni jak ojciec.

Znaczy... czytać dobrze umiesz.

A jakże.

Jak wam się udało uciec?

Wartownicy polscy się zbuntowali i paru naszych uciekło.

Polacy się zbuntowali?

U nich głód, im się walczyć już nie chce.

Tylko że oficerowie ich pędzą do boju.

- Długo byliście w niewoli? - Jeszcze w maju mnie wzięli.

To skąd wiecie, jak jest na froncie? Czy chcą walczyć, czy nie?

Bo sami mówili.

Wartownikami robią takich, co z frontu wrócili.

I są lekko ranni lub kontuzjowani.

U nich wartownicy ślepi lub kulawi.

ŚMIECH

- Dlaczego uciekaliście na wschód? - No jak?

Przecież na wschód to do nas.

W obozie strasznie było. Głód, choroby.

- Tyfus? - Nie, ale czerwonka.

Na wychudzonego nie wyglądasz.

Teraz, bo od dwóch tygodni uciekam, ale w polu dużo jedzenia.

Idźcie do Antiochina. Da wam karabin i całą resztę.

- Tak jest! - Antiochin.

Antiochin!

Gdzie?

Broń w gotowości.

Staszek...

Zostań tutaj.

Jezus Maria!

To Zosia!

Dawać koc!

Koc! Zosia!

Zosia! Jezus!

Zosia!

Zosia!

Zosia, Zosia...

Teofil!

Aha...

Zosia...

Co z mamą?

Żyje?

Żyje?

Co?

Tak?

A co się stało?

Powiedz mi, co się stało.

Zosia, słyszysz mnie?

Przepraszam.

Musimy już jechać.

Może pani jechać na koniu?

PŁACZ ZOSI

Dobry wieczór.

Kapitan Jarociński, szwadron jazdy ochotniczej.

Czy moglibyśmy tutaj przenocować?

Cóż za pytanie? Oczywiście.

Nawet znajdzie się trochu obroku dla koni.

Dziękuję bardzo.

Oddział! Z koni!

Dziecko, i ty na wojnie?

Teofil Olszyński, z majątku Dąbrówka.

- To jest moja siostra Zosia. - Agata Kulczycka. Witam.

Proszę wybaczyć, że ja tak familiarnie,

ale gdy zobaczyłam panią wśród żołnierzy...

Już dawno nikt nie nazwał mnie dzieckiem.

Wojsko zakwaterujemy w stodole.

A pana kapitanie i państwa prosimy do nas.

Jerzy, uważaj na porcelanę.

Właśnie... Jadąc, zastanawiałem się, co...

Pogrzeb naszej cywilizacji.

Zapraszam do nas.

Bardzo proszę do środka.

Towarzysze, już niedaleko!

Kto pierwszy wejdzie do Warszawy, może się nieźle obłowić!

Oto pomoc naukowa!

Te żółte to są sklepy ze złotem i innymi kosztownościami.

Czerwone - burżuazyjne restauracje i takie tam różne kluby.

Niebieskie - sklepy z futrami i drogą odzieżą.

Zielone linie zaznaczają dzielnice burżujów.

Czerwone - dzielnice proletariatu, których mieszkańców musimy bronić.

Po wejściu do miasta macie dwa dni i dwie noce.

ŚMIECH

Możecie robić, co chcecie!

A potem na Berlin razem z polskimi robotnikami i chłopami!

Jak nam nakazał towarzysz Lenin!

RAZEM Niech żyje towarzysz Lenin!

Tylko musimy tam wejść przed innymi oddziałami!

A skąd taki papier wziąć? Bo spamiętać to wszystko...

Antiochin, tak wszystko dla siebie? O kolegach nie myślisz?

Po wejściu do miasta każdy może się do mnie zgłosić po informację.

- Zresztą...Co ty? Mapę umiesz czytać? - No nie.

Ja umiem.

Oddział! Na koń!

Dobranoc.

Dobranoc.

Józef, możemy porozmawiać?

Słucham?

Nie stój tak nade mną.

Chodzi o Tomka.

Stałeś się dla niego bardzo ważny.

On cię pokochał.

Nareszcie znowu ma ojca. Więc chciałam cię prosić...

Że jeżeli chcesz się ze mną rozwieść,

to żebyśmy to zrobili jak najszybciej.

Nie możemy się rozwieść.

Przecież wiesz o rozkazie.

A jak nam już pozwolą?

Wobec tego proszę, żebyś ograniczał kontakty z nim.

Niech się przyzwyczaja, że nie masz dla niego czasu.

Nie. Nie mogę go odpychać. To jeszcze dziecko.

- A mnie możesz? - Myślisz, że mnie to nie męczy?

Jeszcze to, że ciągle jesteśmy obok siebie.

Nie wiem, jak długo wytrzymam.

A ja?

Pomyślałeś o mnie?

Zgaś światło i chodź do mnie.

Chodź.

Oboje jesteśmy dorośli. Jutro będzie tak, jak zawsze.

Ale teraz póki co, jesteś jeszcze moim mężem.

Nie.

Dziękuję, Jerzy. Możesz odejść.

Jerzy, nie teraz.

My też dziękujemy za kolację. Świetny kompocik.

Niewiele mieliśmy do zaoferowania, ale chociaż tyle.

To... panowie...

Też się wycofujecie?

Dostaliśmy rozkaz przegrupowania.

Ale zarządzono koncentrację sił za linią Wisły.

Rano pojawiła się tu szpica bolszewicka.

Na szczęście we wsi stacjonował nasz oddział i zlikwidowali ich.

Ale przed południem oddalili się na zachód.

A my wyjeżdżamy jutro wcześnie rano.

A może... Może nie powinniśmy opuszczać domu?

Mieliśmy tu Rosjan przez ponad 100 lat.

Najwyżej znowu przyjdą i sobie pójdą.

To nie są Rosjanie.

To są bolszewicy.

Bolszewikami są tylko...

Komisarze.

A zwykli żołnierze to chłopi tacy jak nasi.

Nieprawda. To są zwierzęta.

Zwierzęta!

Przepraszam państwa.

Panno Zosiu!

PŁACZ ZOSI

Przepraszam. Nie mogę sobie dać rady z tym wszystkim.

Może powinna pani z państwem Kulczyckimi jechać do Warszawy?

Nie. Nie! Jadę z wami!

Nie chcę już nigdy być bezbronna!

Proszę się uspokoić.

Najważniejsze, że udało się pani uciec.

Nie udało się.

Słyszy pan?

Nie udało się!

Daj tytoń któryś.

Czajkowski.

Bierz chłopaków i obejmijcie warty.

Szybciej, szybciej!

Tylko nie spać tam!

Co to jest jadalnia?

Co tam masz?

Niezła.

- Z gazety? - Moja.

Masz tytoń?

Jakbym miał, to już dawno bym nie miał.

Dobranoc, panienko.

STRZAŁ

Chodź!

Chodź!

STRZAŁ

Sowa!

Sowa!

Sowa! STRZAŁ

Hej...

Hej!

Co tu robisz?

Gdzie ty idziesz?

ŚPIEW

STRZAŁY

Co jest?! Spokój!

Baczność! Oszalałeś?!

- To oficer? - Nie, swołocz!

Znasz go? Widziałeś go już?

- Dlaczego chciałeś go pobić? - Patrzył tak wilkiem.

Wilkiem patrzył na ciebie. Jaki wrażliwy jesteś!

Szkoda twoich rąk na swołocz.

Karmcie go lepiej ołowiem! Widać, że jest głodny i spragniony!

Wyprowadzić ich!

Skurwysyny!

To ma być ten wasz nowy ład i porządek?

Walczycie z jaśnie panami, a mordujecie zwykłych,

wywodzących się z ludu pracującego, szeregowców.

Ciekawe, co by na to powiedział towarzysz Trocki.

- Gieroj jesteście! - Podporucznik Nowak.

Żądam cofnięcia rozkazu,

dotyczącego mojego podwładnego - szeregowego Jabłońskiego.

I żądam przestrzegania konwencji haskiej.

Konwencji haskiej... powiadacie.

Nie słuchajcie go!

Milczeć, szeregowy!

Milczeć, powiedziałem!

Wiecie co? Przekonaliście mnie.

Towarzyszu, pozwolicie na takie obelgi?

Trzeba odróżnić obelgi od celnej krytyki!

Walczymy z burżuazją, a nie z szeregowcami, zgadza się?

Oddaj mojej żonie.

Nie!

Wstawaj, szeregowy!

Podziękujcie swojemu dowódcy, szeregowy Jabłoński.

No! Strzelaj!

Strzelaj!

Panie kapitanie, tyle, ile pan kazał.

Wystawię kwity za kucie i te blaszki.

- Nie trzeba. - Dziękuję.

Chodźcie tu wszyscy!

Szybciej!

Kiedyś, jeszcze w '14, spotkaliśmy na froncie jednostkę rosyjską.

Mieli takie emblematy.

Co to oznacza?

To oznacza dla wroga, że albo z nami wygra, albo zginie.

Bo jeńców nie bierzemy. To znaczy.

- Na ramię? - Lewe.

Rozejść się!

Nie zostawicie mnie tutaj.

Nie. Ale po dotarciu do miejsca koncentracji...

Dobrze jeżdżę konno! Chcę być z bratem i z wami!

Walczyć też się nauczę.

Mam powody.

Towarzysze, czas nagli! Jesteśmy już blisko celu!

Rozdzielamy się, aby później spotkać się w Warszawie.

A więc, towarzysze, w drogę!

Jabłoński! Jak nie zdechniesz w naszym obozie, i tak cię odnajdę.

Będę czekał, Sribielnikow!

Do wymarszu!

Panowie, tędy. Ostrożnie, powoli.

- A co pani tu robi? - Przyniosłam meldunek!

Proszę! Szybciej!

Powoli, ostrożnie.

Nie będziemy się widywać. Likwiduję sklep.

- Gdzie mam to teraz dostarczać? - Nigdzie.

- Nie będzie już to potrzebne. - Co mam teraz zrobić?

Świat jest wielki, a bez bolszewików bardzo wielki!

Musi pani to dostarczyć.

Bardzo proszę. Słyszy mnie pani? Ten ostatni raz.

Błagam!

Adieu!

Pani Jadwigo...

Powodzenia.

Ostatnio żegnałem cię prawie jako banitę,

wyjeżdżającego na cofający się front.

A dziś wysyłam oficera do sztabu naczelnego wodza przed ofensywą.

To jest zmiana na lepsze, co?

Czy ja wiem? Ostatnio podałeś mi koniak.

Wypijemy po zwycięstwie. Jeśli zwyciężymy.

Jeżeli Rosjanie dostatecznie szybko otrzymają ostatni meldunek Jadwigi.

Czyli co? Ostatecznie jednak nam się przydała.

Ładne qui pro quo.

Jak wasze sprawy?

- Może nie powinienem pytać. - Powinieneś.

Powinieneś. Od początku jesteś moim powiernikiem.

Może jak będzie po wszystkim.

Wydaje mi się, że już jest po wszystkim.

Podobno czas leczy rany.

Nie sądzę.

Bielas, obejmujesz dowództwo warty.

Rozkaz. Jakie hasło i odzew? "Martwy bolszewik".

Serafin, za 15 minut chcę mieć raport o stanie naszych koni.

Staszek!

- Nie widziałeś gdzieś Teofila? - Nie.

- A Zosię? - Nie.

- A wojnę wygramy? - Tak.

Zosia poszła nad rzekę.

Wciąż myli mnie ten strój.

Nie powinna pani opuszczać obozowiska.

- Jest wojna, jest niebezpiecznie. - Skąd pan wie, że chcę żyć?

Pan nie rozumie, że tu nie chodzi o hańbę?

O to, co myślą inni?

Tu chodzi o to, co zostało we mnie.

Nie zabiłam się, ale żyć też nie chcę.

Ale ja chcę, żebyś żyła.

Jesteś mi bliski.

Jak rodzina.

Ale nie możemy być razem.

Nigdy.

- Kiedy wyjeżdżasz? - Natychmiast.

Już powinienem być przed domem.

Przytulisz mnie na do widzenia?

- Nie mogę. - Tak się nie dać żyć.

W nocy jesteśmy ze sobą, a w dzień...

W dzień jesteśmy sobą.

Wyszłam za ciebie, bo cię kocham.

Z Bogiem.

- Stój, bo strzelam! - Strzelaj.

Pan kapitan. Przepraszam, nie poznałem.

- Nazwisko? - Ułan Kalita.

- Kalita, pochwała. - Ku chwale ojczyzny!

- Panie kapitanie! - Czego chcesz?

Chciał pan mieć raport o stanie koni w ciągu kwadransa.

No i co? No i czekałem na pana kapitana...

Nie mądrz się!

- Jak sytuacja wygląda? - Konie zdrowe jak byki.

Dzięki, możesz iść spać.

- Dobranoc. - Dobranoc.

Tak. Dobra, dziękuję.

- Proszę siadać. - Dziękuję, postoję.

Spieszę się do pracy.

Mówił pan, że to ma wyglądać tak, jakby nigdy nic.

To już nieistotne. Musieliśmy zdjąć ich siatkę, zanim wyfruną z kraju.

Więc dalsza pani praca w wojsku jest bezcelowa, a nawet niepożądana.

- Czy to znaczy, że teraz mnie... - Słucham?

Nie, nie. Nie aresztujemy pani.

Proszę iść do domu i nie opuszczać Warszawy bez poinformowania nas.

Co teraz ze mną będzie?

Czeka panią rozprawa przed sądem wojskowym,

który oczywiście weźmie pod uwagę współpracę pani z nami.

- Na jaki wyrok mogę liczyć? - Być może żaden.

Wszystko zależy od wyników tej wojny.

I w tym sensie nie wiem, na jaki powinna pani liczyć.

Jak pan śmie?

Jestem Polką.

To sąd również weźmie pod uwagę.

ŚMIECH

Panie majorze! Niech pan zobaczy!

Co to jest?

- Spokojnie. Wpuśćcie ich. - Tak jest.

Dowódca 1. Ochotniczego Oddziału Śmierci melduje się.

Przyjąłem. Spocznij.

- 1. Ochotniczy Śmierci? - Tak, właśnie.

- A według czyjego rozkazu? - Mojego.

Cieszę się, że wam się udało!

Niech oddział odpocznie, posili się. Zapraszam do siebie.

Bez urazy, ale nie czas na odpoczynek.

Prosiłbym o mundur i konia dla ułana.

Tylko ten mundur nieco mniejszy jakiś.

Nieco mniejszy jakiś...

Nie zapomniało wam się o regulaminie?

Nie mnie.

Postaram się wam jakoś pomóc.

Laskowski!

Tak jest, panie majorze!

Znajdźcie mundur i konia dla pana kapitana.

Tylko ten mundur nieco mniejszy jakiś.

- Tak jest! Ale nie mamy... - Żadnych "ale"!

Ma być i tyle!

Mundur się jakiś znajdzie, gorzej z koniem.

Wykonać.

ŚMIECH

Dawaj, fajeczki! I co? Nie mówiłem?

Zosia, zwariowałaś?

Zosiu! Zosiu!

OKLASKI

Pomóż mi!

KRZYK KOBIETY

Aby mógł żyć i umierać jako prawy i mężny żołnierz polski!

Za dezercję kula w łeb!

STRZAŁY

Tak ci spieszno do walki?

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.