All language subtitles for [S01.E09] 1920. Wojna i milosc - Episode 9.Polish

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese Download
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Ukrycie przez żonę faktu, iż jej rodzice żyją w Rosji, jest podejrzane.

Idziemy.

Co się stanie z Jadwigą?

- Nawet się nie pożegnała. - Niedługo wróci.

W koszarach organizują oddział kawalerii ochotniczej.

Wytłumacz to jakoś mamie.

Teofil Olszyński melduje się jako ochotnik.

To ty zorganizowałeś ten szwindel.

Myśl teraz o własnym tyłku.

Jesteście zwykłymi żołnierzami.

Musimy chronić naszych, żeby przedostali się przez most.

WYSTRZAŁY

- Jakie ma pan rozkazy? - Utrzymać posterunek.

- Ale oni tu jeszcze wrócą. - Wrócą.

WESOŁA MUZYKA

Dziękuję.

Do zobaczenia.

Nieźle ci poszło.

Mógłbym wygrać w cuglach, ale nie opłaca się.

To znaczy?

Doktor Górski jest dyrektorem

w departamencie w ministerstwie sprawiedliwości.

Tych, którzy z nim wygrają, wsadza do więzienia?

Nie, ale może pomóc nie trafić tam tym,

którzy z nim przegrywają.

O czym ty mówisz?

Nie no...

O Bronku myślę.

Ale on już ma wyrok.

Ma, ale... Wojna się skończy i co dalej?

Trzeba będzie zrobić tak,

żeby nie wrócił do celi.

Będziesz się musiał postarać sporo razy przegrać.

Teraz idź pod prysznic, bo spocony jesteś okropnie.

Właśnie.

Tu jest klub!

Dla osób postronnych wejścia tu nie ma!

Nie zamierzam tu grać.

-Zabierz, co przyniosłeś, i idź stąd! - Co się dzieje?!

Nie było mnie przez chwilę, a ten smarkacz wkradł się

i powiesił ten plakat.

Niech pan pozwoli druhowi powiesić ten plakacik.

Bardzo gustowny plakacik.

I taki patriotyczny.

Może któryś z członków klubu da się przekonać?

ŚMIECH

Dziękuję druhowi w imieniu członków klubu.

- Czuwaj! - Spieprzaj!

- Zawołaj Sowę i Jabłońskiego. - Sowa, Jabłoński - do dowódcy!

Ogłuchliście? Porucznik was woła.

Naumiał się dwóch nazwisk, to mu się więcej nie chce.

Żołnierze Jabłoński, Sowa - do mnie.

Idź.

A ty myślisz oficerem zostać?

Co się dzieje?

- Melduję, że... - Jak wy się nazywacie?

Strzelec Niewczas.

- Jaki stopień mieliście? - Wachmistrza.

- Będziecie dowódcą tego patrolu. - Jabłoński był kapitanem.

Pójdziecie na zwiad.

Przejdziecie przez rzekę,

omijając pułapkę imienia kapitana Jabłońskiego.

Jasne?

- Wykonać! - Tak jest.

Swoi, swoi.

Wróciliśta?

Gdzie Ruscy?

Nie ma. W nocy poszli.

- Dokąd? - Nie wiem.

- Sołtysa nowego naznaczyli. - Jakiego sołtysa?

Tu, w chałupie.

Co ty robisz?

Złaź!

Już, już.

Zachodźta!

Nie machaj mi tym przed nosem.

Co wy, ludzie?

Ja nie chciałem. Oni sami mnie...

- Sami wyznaczyli? - Zgonili nas wszystkich.

W jedno miejsce.

I ten ich komisarz mówi: "Niech wystąpią parobki".

A u nas parobków nie ma, sami robim.

To pyta: "Kto ma z was najmniej ziemi?".

To ja podniosłem rękę.

"Będziesz sołtysem - powiada. - Będziesz sielsowiet zakładał".

- Co? - Radę wiejską.

Rano mieli my się spotkać.

Powiedział, że przyniesie pisemka bolszewickie o tych, co umieją czytać.

A nad ranem poszli.

Spodobało się, że będzie władza, co?

Gdzie tam! Rano to musiałem żywinę nakarmić.

A teraz żem wlazł, żeby zdjąć tę szmatę.

No tak.

Co to jest? Do żywiny chciałeś z tym iść?!

Na śmierć żem zapomniał!

A ty nie mogłaś powiedzieć?!

Zostaw ją!

Weź to. Jabłoński.

- Weź to. - Jabłoński!

Oni tu wrócą. Jak to zdejmiesz, zabiją cię.

Bóg zapłać.

No i jak?

Obeszli nas. Mamy ich z tyłu i z przodu.

- Trzeba się przebijać na Warszawę. - Nie ty tu dowodzisz.

Masz lepszy pomysł?

Strzelec Jabłoński - baczność!

Można odejść?

- Świń z wami nie pasłem. - Nie pasł pan porucznik.

Można.

Na pozycje!

Jabłoński.

Zwołaj oddział.

Poprowadzisz szpicę. Nie ma co czekać.

Przebijamy się do Warszawy.

Tak jest.

Przy telefonie leży kartka od nich.

Poproszę 2812.

Tata!

Cześć.

Czy mi się zdaje, czy przez ten tydzień urosłeś?

A na pewno jesteś dużo cięższy.

Już, puść tatę.

Muszę teraz wykonać bardzo ważny telefon.

- Chodź do pokoju. - Chcę zostać z tatą.

- Puść rękę. - Nie trzeba.

Tomek, zakręć korbką, proszę.

Bardzo dobrze.

Poproszę 2812.

Wiem, że rozłączyło.

Melduje się porucznik Szymański.

Tak, z domu.

Rozumiem. Będę za pół godziny.

- Znowu idziesz? - Niestety muszę.

Może chcesz się wykąpać, zanim wyjdziesz?

Później.

Wszystko później.

Nie mamy gwarancji, że pana żona nie jest pod obserwacją.

Czerwoni mogą mieć agenta, który ją kontroluje z daleka.

Nie mogę spokojnie pracować, wiedząc, że w domu czeka szpieg,

czyhający na każdą moją niedyskrecję.

Proszę nie dramatyzować.

Nie popełnia pan chyba aż takich niedyskrecji.

Poza tym ona już pracuje dla nas.

Może to panu pomoże, panie kolego.

Żona wyszła za pana z miłości.

Chciałbym móc w to wierzyć.

Zachowanie pozorów normalności w waszym małżeństwie

jest zadaniem służbowym.

Chyba nie może mi pan wyznaczać takich zadań.

Chce pan rozkaz na piśmie?

♪ Gdy Stach dowiedział się, że Hanka go zdradziła ♪

♪ To się roześmiał swym okrutnym ha, ha, ha ♪

♪ W spelunkach, tam gdzie granda wódkę piła ♪

♪ I Stasiek pił, choć serce z bólu łka ♪

♪ Po roku znów Stach spotkał swoją Hankę ♪

♪ I w ręku błysnął długi, ostry nóż ♪

♪ I nożem w serce pchnął swoją kochankę ♪

♪ A nad jej trupem szeptał: "Cóż jam zrobił, cóż?" ♪

♪ O tobie marzę wśród bezsennych nocy ♪

♪ Bo ja bez ciebie nie potrafię żyć ♪

♪ I wciąż bym się wpatrywał w twoje oczy ♪

♪ I przy twym boku ja tylko chciałbym być ♪

♪ Twe ciało z bólu pręży się, przegina ♪

♪ Daj usta, niech przeminie ból i żal ♪

♪ Że w oczach łzy - ja wiem, to moja wina ♪

♪ Że życie płynie wśród tak burzliwych fal ♪

OKLASKI

Wypijmy kieliszek wina za twój kolejny triumf.

Jak za każdym razem będziemy pić wino, popadniemy w nałóg.

Świetny pomysł.

Muszę ci coś powiedzieć.

Chcę iść do pracy do szpitala wojskowego jako sanitariuszka.

- Po co? - Żeby pomóc.

Powinnaś być zadowolona, że możesz żyć wesoło, wygodnie,

u boku przystojnego mężczyzny.

Poznałaś jakiegoś przystojnego mężczyznę?

- Co będzie z Mieciem? - Wiesz, co sobie wymyśliła?

- Że zostanie sanitariuszką. - Naprawdę?

Jesteś wielka.

Jeszcze jedna wariatka. Ty nie wytrzymasz jednego dnia

z tymi powyrywanymi rękami, nogami, z wybebeszonymi jelitami.

- Inni wytrzymują. - Taki mają zawód.

-Zgłosiłabym się, gdyby nie dziecko. - Dość tej taniej egzaltacji.

Tanie jest twoje brylowanie na korcie.

Ach tak?

- Bardzo dziękuję. - Bardzo proszę.

- Idziesz? - Zostaję.

Miłego wieczoru.

Ty.

Ty też.

Ty.

Ty.

I co, towarzyszu Sriebielnikow?

Ma się to oko, co?

Polskiego oficera wszędzie rozpoznam.

- Radzę patrzeć na ręce. - Czemu?

Ręce!

Ręce.

Oficerskie ręce, niezhańbione żadną pracą.

Z powrotem.

Co robimy, panie kapitanie?

Oddział - bez rozkazu. My podejdziemy bliżej.

Kto dobiegnie do tego lasu,

jest wolny.

Powodzenia, panowie.

KOMENDA DOWÓDCY BOLSZEWIKÓW

GWIZD

OKRZYKI POGANIANIA KONI, GWIZD

Mosin.

STRZAŁ

ŚMIEJE SIĘ

PŁACZE

PUKA

Proszę.

Muszę wyjść.

Idę zanieść meldunek.

Jak ty to robisz?

Zapisujesz na jakichś karteluszkach, dyktujesz z pamięci?

Piszę na bibułkach od papierosów.

Chcesz zobaczyć?

Chcę.

Widzę.

- Skąd ty to masz? - Jak to skąd?

- Tylko nie kłam. - Kazali mi tak napisać.

- Chodź. - To boli.

- Oddaj mi. - Zostaw.

Poproszę 2812, z porucznikiem Popkiem.

Jak to - już nie ma? Dajcie mi jego domowy numer.

- Proszę cię. - Jak to nie możecie?!

To zadzwońcie do niego sami! Słuchajcie, chorąży...

Jak to nie jesteście upoważnieni, do jasnej cholery?!

Puść.

Idź po świeże bibułki. Podyktuję ci.

- Ale... - Natychmiast.

Jest pani pewna przekazywanych informacji?

- Oczywiście. - Moment.

Podobno ostatni pani meldunek był bardzo nieścisły.

Tak bardzo, że ponieśli duże straty.

Przekazuję to, co udaje mi się zdobyć.

Jest pani dorosła i wie, co robi.

Kiedy tu przyjdą, ja będę daleko.

Ale pani...

Jeśli ich pani oszukuje...

DZWONI TELEFON Słucham.

Już proszę.

Do mnie?

Tak jest, Józef Szymański.

Tak, dzwoniłem. Ale teraz to już...

Nie, myślę, że mimo wszystko lepiej nie przez telefon.

Dobrze.

Jadwiga miała dobre wiadomości zamiast złych, rozumiemy się?

Tak jest. Rozumiem.

Jadwiga. Oddałaś?

Dobrze, że jesteś. Nie wzięłam parasola.

- Pytam, czy oddałaś. - Tak. Coś się stało?

Nie, nic.

- Józef! - Chodź.

Tu.

Skąd panu przyszło do głowy, żeby mieszać się w nie swoje sprawy?!

Pomyślałem, że ona znów...

Że jest jeszcze ktoś u nas, kto przekazuje jej informacje.

Nie pomyślał pan, że ona od czasu do czasu musi im dać coś prawdziwego?

Niech pan się zajmuje szyframi, a nam pozwoli robić naszą pracę.

Nie ma pan prawa interesować się działalnością żony!

Zrozumiano?!

Niech pan pamięta, że jestem wyższy stopniem.

Proszę wyjść.

Bywa.

Co tu robisz?

- Przyszłam się pożegnać. - Aha.

- To do widzenia. - Zrozum. Ja muszę.

Inaczej czułabym, że coś jest nie tak.

A to, że mnie tu zostawiasz?

Nie mogę występować w kabarecie, kiedy inni...

Co inni? Nie mam zamiaru na ten temat teraz rozmawiać.

Za godzinę muszę być w pociągu sanitarnym.

Staszek! Pozwól tutaj.

Staszek Batorski - Mietek Pijanowski.

- Ach, to tak. - Staszek jest sanitariuszem.

- Jedziemy razem na front. - Życzę udanej podróży.

- Zaczekaj! - Daj spokój.

Pan chyba pozował do tego plakatu, bo podobny.

Ale walczyć nie może, bo codziennie musi być na korcie.

Przestań. Chodźmy.

Uszanowanie panu.

Panie Franku! Kogo pan tu wpuszcza?!

- Tato... - Wychodzisz na zbiórkę?

Nie. Chciałem ci powiedzieć...

Masz minę, jakbyś zamierzał się ożenić.

Chcę wstąpić do wojska.

Wszyscy moi koledzy się zapisali, tylko nie ja.

Leszku...

Wojna to straszna rzecz.

Wiem.

Synu...

Mamy tylko ciebie jednego.

Co się stało?

Macie takie poważne miny.

Leszek chce iść na ochotnika do wojska.

Nie zgadzam się.

- Nie puszczę cię! - Kochanie...

Leszek!

Leszek!

Porozmawiajmy spokojnie.

- Kiedy chcesz się zgłosić? - Witold, jak możesz?

Proszę.

Ja wiem... Za dzień, może dwa.

Już nawet sobie napisałem na kartce, co mam wziąć z bielizny.

- Gdzie masz się stawić? - W Cytadeli.

Tam też będą szkolenia.

Jak długie?

Podobno dwa tygodnie.

Słyszysz? Jeszcze nie idzie na wojnę.

Teraz będą go musztrować.

Pan kapral będzie wpajał mu zasady służby wojskowej

przy pomocy słów, jakich nie wypada używać w towarzystwie.

A zanim nauczą go strzelać, wojna pewnie się skończy.

Panie kapitanie!

Wstawaj.

Co się stało?

- Wstawaj. - Nie dam rady, panie kapitanie.

- Dasz. Dojdziemy do swoich. - I tak bolszewicy nas zabiją.

Jeszcze raz to usłyszę i zastrzelę cię za defetyzm.

A ty wstań. Słabość w takiej sytuacji to dezercja.

- Rozumiesz? - Nie dam rady.

Nie dam rady.

My też nie dajemy rady.

Wszyscy jesteśmy zmęczeni.

Nie pozwolę wam zdechnąć!

Rozumiecie?!

Mamy zabić jeszcze kilku bolszewików. Baczność!

Wstawaj!

Oddział, maszerować!

Władek.

Przepraszam. Przy najbliższej okazji oddam się pod sąd wojskowy.

Maszeruj!

Panie kapitanie, trzech na koniach. Chyba nasi.

Oddział, na pozycję.

Opuścić broń.

Dzień dobry, panie majorze.

Pan Władysław!

- Teofil. - Wy kto?

Kapitan Jarociński, dowódca 2. pułku piechoty.

- Dezerterzy? - Nie. Trzy dni wędrujemy do naszych.

Pan kapitan ma Virtuti.

Major Jaworski, szwadron ochotniczej jazdy.

- Dobrze pan jeździ konno? - Jeszcze jak.

Jak oficerowie rozmawiają, ułan milczy.

Tak jest!

- Daj kapitanowi konia. - Tak jest.

A oddział poprowadź do naszego obozu.

Przekażcie ludziom, żeby się za bardzo nie rozsiadali.

Władek!

Nie przeszkadzajcie sobie.

Proszę wybaczyć, panie majorze.

- Co teraz zamierzacie? - Właściwie to nie wiem.

Niespecjalnie jestem zorientowany w obecnej sytuacji.

Ale wygląda to nieciekawie.

Rzeczywiście, mało jesteście rozeznani.

Czytajcie.

"Sytuacja po upadku Brześcia i Białegostoku jest krytyczna.

Gaj-Chan uderza w..."

"Gaj-Chan uderza na Włocławek i Płock.

Armia Łazariewicza i Sołłohuba rozwija się wachlarzowo.

Następnie Wyszków, Przasnysz, Siedlce..."

17 czarne.

Pan wygrywa.

Dzień dobry, panie Mieczysławie.

- Dzień dobry, panie doktorze. - Dobrze, że pana widzę.

Panie Mieczysławie...

Zaraz przyjdę.

Sprawa tej mąki...

Nowy prezes złożył kasację od wyroku.

Byłoby lepiej, gdyby pan...

Rozumiemy się?

Zniknął na jakiś czas.

Gdzie mam zniknąć? Co to da?

Nie wiem. Przeniósłby się pan na przykład do Krakowa czy Poznania.

Teraz nikt nie będzie pana szukał. A po wojnie ogłoszą amnestię.

- Dziękuję, panie doktorze. - Powodzenia.

Według rozkazu Piłsudskiego

wszystkie oddziały mają być kierowane

w miejsce koncentracji armii.

Pomogę panu majorowi.

W tym miejscu zrobię zagon.

Albo w tym.

Spróbujemy opóźnić trochę Rosjan. Będziemy szarpać ich oddziały.

Piechotą?

To zależy, czy pan major pomoże.

Muszę przyznać,

że w opowieściach Olszyńskiego nic nie jest przesadzone.

Jeżeli chodzi o Teofila Olszyńskiego...

Chciałbym, żeby przyłączył się do mojego oddziału.

Znam jego rodzinę i...

Sam pan major rozumie.

Rozumiem. Dobrze.

Dam wam jeszcze ułana Bielasa. Zna teren.

- Będzie pomocny. - Dziękuję, panie majorze.

Niech wiara w zwycięstwo was prowadzi.

Będziemy szarpać.

Równać!

Mamo...

Dzień dobry, jaśnie panu kapitanowi.

Dzień dobry.

- Gdzie jest Zosia? - Na polu.

Dogląda żniw.

Dziękuję.

Dzień dobry!

Dzień dobry. Przepraszam, myślałam, że to Teofil.

- Teofil też jest. - Naprawdę?

- W końcu razem zabijamy. - Ale gdzie jest?

Poszedł do mamy. Mają o czym rozmawiać.

- To chyba damy im trochę czasu. - Właśnie. Może się przespacerujemy.

Teraz pani zajmuje się gospodarstwem?

Muszę, skoro brat wyruszył po sławę.

Często teraz myślę o panu.

- Naprawdę? - Tak.

Pamiętam, co pan mówił o organizacji pracy, o chłopach. Może to racja.

Może powinno się zrobić tak, żeby nie trzeba było potem pokazywać palcem.

Mało romantyczne te pani myśli o mnie.

- Ale Bóg zapłać i za to. - Zabawny pan jest.

Jakoś tak zmienił się pan.

- Jak się sprawuje mój braciszek? - Ułan, że hej.

Niech pani spojrzy.

Panie Władku...

To są podziękowania za medalik, który bardzo mnie chroni.

Chyba że tak.

Lech Kozłowski.

Ile ty masz lat?

Siedemnaście.

- Zgoda rodziców jest? - Tak, już.

Proszę.

- Tam poczekaj. - Dzięki.

Przeszedłem.

Dzień dobry. To pan.

Druh agitator?

Widzę, że jednak plakat się przydał.

Jak widać.

Lech Kozłowski.

- Mieczysław Pijanowski. - Miło mi.

To powojujemy, co?

No.

Powojujemy.

WYSTRZAŁ Co wy robicie?!

Potrzebujemy ludzi takich jak ty.

Czemu po nas nie przyjechaliście?

Wy, Polaki, słabe jak wasza wódka.

Jeśli depesza okaże się nieprawdziwa,

staniecie przed plutonem egzekucyjnym.

WYSTRZAŁY

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.