All language subtitles for [S01.E08] 1920. Wojna i milosc - Episode 8.Polish

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese Download
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

- Nie miałem pojęcia, że młynarz oszukuje. - Prokuratorowi się będziesz tłumaczył.

Wstawaj. Dość się nawypoczywałeś, kiedy porządni ludzie ginęli.

ZOFIA: Nie! Tato!

- Pani Tereso... - Wiem, dziękuję.

Won wszyscy!

Dostałem rozkaz utworzenia rewkomów.

SRIBIELNIKOW: To wy odpowiadacie za tę masakrę. Osobiście!

Odwrót!

Ukrycie przez pańską żonę faktu, iż jej rodzice

żyją w Rosji Sowieckiej, jest podejrzane.

- Dlaczego mnie dręczysz? - Nie dręczę. Nie dręczę.

- Jeśli nie masz pewności… - Oni nie żyją!

Obawiam się, że zaczynają mnie podejrzewać.

Idziemy.

Liczyła pani, że to się nigdy nie wyda?

Odkomenderowuję cię na front. Jako oficera wywiadu.

Wujku, kiedy wróci moja mama?

Na pewno sobie poradzimy. Jednego takiego urwisa już wychowaliśmy.

Fajnie, że z nami zamieszkasz.

Zawsze chciałem mieć młodszego brata.

Wszystko będzie dobrze.

Oczywiście.

Proszę mi wybaczyć, pani profesorowo, muszę się już pożegnać.

- Nie zostanie pan na obiedzie? - Niestety.

Muszę iść na dworzec. Jadę koleją na Wschód.

Ile się da.

A potem to już chyba pieszo.

Rozkaz to rozkaz.

Dziękuję za wszystko, profesorze.

- Dziękuję. - Dziękuję. Do widzenia.

Tomku...

- Tomku, pamiętaj... - Kiedy wróci mama?

Tłumaczyłem ci. Przepraszam.

Mama wyjechała na bardzo ważną misję.

Wiesz przecież, że jest wojna.

A mama…

jest jak żołnierz.

Nawet się ze mną nie pożegnała.

Na pewno niedługo wróci. A teraz musisz być...

dzielny i cierpliwy.

- Muszę iść. - Ale wróci?

Oczywiście, że wróci. Oczywiście, że wróci.

A ty, tato?

Ja też wrócę.

Wrócę, synku.

TEOFIL: Mamo! Mamo!

Co się stało?

W koszarach organizują oddział kawalerii ochotniczej.

- Nie. - Ale, mamo...

Na szczęście nie masz 18 lat.

Biorą nawet niepełnoletnich. Wystarczy dobrze jeździć konno.

Nie pozwalam.

Co tu się dzieje?

- W koszarach organizują... - Dosyć!

Mamo, proszę, pozwól mu skończyć.

Organizują oddział kawalerii ochotniczej.

Nie zgadzam się. Rozumiesz?

- Mamo, Teofil na razie jeszcze nawet... - Bardzo mamę proszę. Muszę...

Dziecko, dopiero co pochowaliśmy ojca.

- Przecież jak skończę 18 lat... - Za dziesięć miesięcy.

Wtedy wcielą mnie, gdzie zechcą.

- Do tego czasu wojna się skończy. - Skąd wiesz?!

Teofil, nie denerwuj się.

Nic nie rozumiesz, więc nie mów, co mam robić.

Cicho! Pomyśl o niej, wiesz, w jakim ona jest stanie.

A ja to co?

- Zrozum. - Rozumiem.

Wiem wszystko.

Obiecuję ci, że z nią porozmawiam.

Jeżeli dotychczas nie żałowaliście za swoje czyny,

na pewno wkrótce zaczniecie.

Są wśród was rabusie i gwałciciele,

złodzieje i tchórze.

Awanturnicy i buntownicy.

Jedni z was byli prostymi strzelcami,

inni mieli stopnie oficerskie.

Gówno mnie to obchodzi!

Teraz jesteście zwykłymi żołnierzami.

Pojedziecie tam, gdzie najtrudniej

i najbardziej niebezpiecznie.

Każdy z was

może zmazać winy na swoim honorze, ginąc za ojczyznę.

Dopilnuję, żebyście wszyscy spełnili swój obowiązek.

- Po to mnie tu skierowano. - Za co?

Ten, który zadał pytanie, wystąp!

- Nazwisko. - Strzelec Sowa.

Pytałeś o coś?

Pytałem, za co został pan porucznik tutaj skierowany.

- Bardzo jesteś ciekawski, Sowa. - Melduję, że nie o ciekawość tutaj idzie.

Nie chcę słuchać całą drogę kłótni,

czy pan porucznik jest rabuś, gwałciciel, złodziej, czy tchórz.

- ŚMIECH - Zamknąć mordy!

Do szeregu!

Kompania w tył zwrot.

Na ciężarówki pakować się!

- Szybciej! Szybciej! - WOZY ZAPALAJĄ

PORUCZNIK: Ruchy, ruchy!

Towarzysze!

Najważniejsze to nie zrazić sobie tych,

których przyszliśmy wyzwalać. Włościan i robotników.

Macie się trzymać w ryzach. Żadnych gwałtów i bezsensownych morderstw.

Rekwirujemy konie i żywność tylko na potrzeby Armii Czerwonej.

- Zrozumiano? - RESZTA: Tak jest!

A co z dworami pańskimi?

Towarzysze, towarzysz Ostapczuk zadał nam pytanie.

Naszym obowiązkiem jest ustosunkować się do niego.

Co z dworami pańskimi?

Może macie jakąś propozycję, towarzyszu Ostapczuk?

Jak wy tu tak wykładacie,

że w tej Polszy trzeba delikatnie, to my już sami nie wiemy.

ŚMIECH

A tak sami z siebie,

co byście proponowali, towarzyszu Tkaczenko?

Sami z siebie to wiadomo.

Jaśnie panów pod sufit wieszamy,

a jaśniepanie dziedziczki...

GROMKI ŚMIECH ŻOŁNIERZY

GWIŻDŻE

Z ulgą stwierdzam, że towarzysz Tkaczenko ma odpowiednie przygotowanie polityczne.

Dzień dobry, mamo. Co tak wcześnie?

Nie mogę spać. Co ty z tą kanapą robisz?

Zgubiłam spinkę do włosów. Chciałam zobaczyć, czy tam nie wpadła.

Teofil już wstał?

Tak, wstał i poszedł już nawet do stajni siodłać konia.

- O tej porze? - Zawsze znajdzie jakiś powód.

Chce jeździć konno?

Dziś jest ta inspekcja pracy.

Mamo...

- Mama już nie śpi. - Dokąd jedziesz?

Na pole.

Zobaczyć, czy wszystko w porządku.

Wie mama, teraz, jak nie ma taty,

musimy na wszystko mieć oko.

Czego mama szuka?

Rzeczywiście trzeba wszystkiego pilnować.

Ziarno na zewnątrz.

Przyjdzie deszcz, wszystko zamoknie.

- Siwego bierzesz? - A czemu nie?

Słaby już, stary przecież.

Też musi mieć trochę ruchu.

Na obiedzie będziesz?

- Zjedzcie beze mnie. - Jak to?

Wie mama, jak to jest. Zanim ja tam wszystko objadę...

zobaczę, sprawdzę i tak dalej.

Gotowe.

Miłego śniadania. Pa, mamo.

Pa.

Dziękuję, siostrzyczko.

Wytłumacz jakoś mamie, żeby nie płakała.

Wytłumaczę.

- Ty wiesz, że ja muszę. - Wiem.

Jedź już.

CMOKA

PORUCZNIK: 54, 55, 56, 57...

Czołem, żołnierze!

58, 59, 60. Wstawać.

Pij!

Odmaszerować. Raz, dwa, raz, dwa.

SERAFIN: Oddział, stój!

Porucznik Stefański.

- Cześć. - Cześć.

- Cześć. - Witaj.

Jakie rozkazy, panie kapitanie?

Odpocznijmy sobie trochę.

SERAFIN: Rozejść się. Wolno palić.

- Gdzie jest stary? - Siedzi nad mapą. Szuka pomysłu.

Był dziś goniec z dywizji.

I co?

Panowie Jarociński i Stefański proszeni do pana pułkownika.

Odmaszerować.

- Serafin, odpocznij sobie też trochę. - Tak jest, przyda się.

To co? Chodź. Może będziemy mądrzejsi.

PUŁKOWNIK: Panie kapitanie, to miejsce ma doskonałe położenie.

Zarygluje pan drogę do mostu i utrzyma pozycję przez osiem godzin.

Za pozwoleniem, panie pułkowniku,

obrona tego miejsca wydaje mi się bezcelowa.

Bolszewicy przejdą obok.

Kawaleria i piechota - tak. Ale mają tabory i artylerię.

Nie zostawią was na jedynej drodze do mostu.

Przejdą nas w kilka godzin.

Kilka godzin to też coś. Nie uważa pan?

Zwiążecie ich walką

do czasu, aż nasze siły przejdą rzekę. Potem się wycofacie.

Do mostu są dwa kilometry.

Ja i Staszek zostajemy, a pan pułkownik co?

Ja się wycofuję na drugi brzeg rzeki, a potem w kierunku Warszawy.

Postarajcie się nas dogonić. To wszystko.

Tak jest.

Powodzenia.

Zwijamy obóz!

JAROCIŃSKI: Żołnierze!

Zostajemy tutaj.

Musimy chronić naszych, żeby przedostali się przez most.

Potem my się wycofujemy i za rzeką

atakujemy...

pierwszą napotkaną kuchnię polową! Zgoda?

RAZEM: Tak jest, panie kapitanie!

PORUCZNIK: Lewa, lewa, lewa, lewa...

Oddział, stój!

Może by tak spocznij, co?

A to po co?

Szykują most do spalenia.

- Jak to spalenia? - Normalnie.

W beczkach jest olej albo nafta. Rozleją, podpalą i dawaj!

Spocznij!

Nasze zadanie to zająć stanowiska wzdłuż brzegu

i przygotować się do obrony.

Jakieś pytania są? Nie widzę i dobrze.

Kiedy nas zamienią?

- Zamienią nas, jak nas zamienią. - Aha.

PORUCZNIK: Baczność!

KLEKOT BRYCZKI

Panie oficerze, dojechali my.

Mnie się należy skręcić, a do rzeki i do mostu - tam prosto.

- Daleko to będzie? - Daleko, daleko, z dziesięć kilometrów

- trzeba iść. - Dzięki, dobry człowieku.

Nie, nie. Nic się nie należy. Mój syn też w wojsku.

No tak.

- Z Bogiem. - Z Bogiem.

Wio!

Panie majorze, Teofil Olszyński melduje się jako ochotnik.

- Jeszcze raz godność. - Olszyński.

- Koń jest twój? - Tak, panie poruczniku.

Mamy 12 koni pod wierzch, ale ten jest najlepszy. Sam go ułożyłem.

- Wiek? - 17 lat. I dwa miesiące.

Te dwa miesiące, to zmienia postać rzeczy.

Z rodziny jest ktoś w wojsku? Ojciec, brat?

Nie, ojciec zginął w zeszłym miesiącu.

Na froncie?

Nie, zamordowany przez bolszewickiego agenta.

Tak...

Słuchaj, Teofilu.

Twoja matka straciła niedawno męża. Co będzie, jak i ty zginiesz?

Im więcej nas będzie, tym szybciej się skończy ta wojna, panie majorze.

A poza tym mnie za dziesięć miesięcy i tak czeka pobór.

NIESŁYSZALNE

Dobrze jeździsz?

- I ugrzęźli my. - O co ci chodzi?

Nie widzisz, ilu ich lezie?

Część mogłaby nas zastąpić, ale nie, wezmą ich na tyły.

A my zostaniemy, aż Moskale po nas przejdą.

Może przyślą uzupełnienie?

Gdyby nas było trzy razy tyle, można się bronić.

- Nie przyślą. - Spalimy?

SOWA: Już przysłali, nas.

Porucznik prędzej zdechnie, niż się cofnie o krok.

Dlaczego?

Dowodził plutonem

i kazali mu iść na ruski kulomiot.

Sto metrów przez odkryte pole.

Powiedział, że nie weźmie ludzi na śmierć.

I co?

Co? Jego zastępca, chorąży, poszedł z plutonem.

Wybił wszystkich Moskali.

Wrócił z jednym zabitym i dwoma rannymi.

Zastępca dostał podporucznika i Virtuti, a on o.

Czyli podchorąży miał szczęście, a on pecha.

To o tym mówię, nie? On ma pecha. To i my.

No proszę. Najwięksi kombinatorzy już się napracowali.

Dobrze. Weźmiecie te kozły z drutem kolczastym

i przeniesiecie na drugi brzeg.

Jak spalą most, Ruskim będzie ciężej przejść.

- JABŁOŃSKI: Bez sensu. - Co powiedziałeś?

Powiedziałem, że to bez sensu. Miną kozły i przejdą przez wodę.

Strzelec Jabłoński, baczność!

Wykonać rozkaz! Już!

Zostaw tego papierosa, Sowa!

WYSTRZAŁY MASZYNOWE Z ODDALI

Słyszycie?

Niedługo ta walka przeniesie się tutaj.

Kto zrobi krok w tył, kula w łeb.

SOWA: Uważaj.

Co jest, Jabłoński?

Zaczekaj.

Panie poruczniku!

- Panie poruczniku. - Czego?

Do wody z nimi.

- Co? - Rozstawimy zasieki pod wodą.

Moskale wejdą do rzeki, wpadną na druty

i nie będą wiedzieli, ile tego jest i gdzie.

Porwie je prąd.

- Nic nie porwie, to nie Missisipi. - To wypłyną na wierzch.

Obciążymy je workami z piaskiem.

WYSTRZAŁY MASZYNOWE NA DRUGIM BRZEGU

Cel - obsługa działa!

Obsługa działa!

OKRZYKI BOJOWE

Gaś kto!

Oddział, przerwać ogień!

WESOŁA MELODIA GITAROWA

RUSZA USTAMI

Gdzie dowódca?

Towarzyszu dowódco! Towarzyszu dowódco!

Nasza kompania zaległa dwie wiorsty stąd.

Dowódca Łukaszenko prosi o wsparcie.

TKACZENKO: Powiedzcie Łukaszence,

że moi ludzie

teraz jedzą swoją michę i że wspomaganie jego ataku mam głęboko...

SRIBIELNIKOW: Towarzyszu dowódco!

Co?

Macie wesprzeć towarzysza Łukaszenkę.

TKACZENKO PARSKA

Towarzyszu Srebielnikow, nie wy tu rządzicie

- i nie będziecie… - LIPMAN PO ROSYJSKU: Komendancie.

PO POLSKU: Towarzysz Srebielnikow ma rację.

PO ROSYJSKU: Towarzysze!

UDERZA W TALERZ

Na konia!

Alarm!

KRZYCZY PO ROSYJSKU

PO POLSKU: Na koń!

Panie kapitanie! Panie kapitanie!

Możecie wycofywać się w kierunku mostu. Nasi kończą się przeprawiać.

Oddział, wycofujemy się. Podaj po linii.

Staszek, wycofujemy się.

Wycofujemy się. Wycofujemy się.

JAROCIŃSKI: Matwiejczuk, krótkie serie, przyciskaj ich do ziemi tak długo...

- Słyszycie mnie? - Panie kapitanie, oni nas tu...

MATWIEJCZUK: Jasiu, idź stąd.

- Panie kapralu. - Idź stąd!

Panie kapitanie, pan go weźmie.

Taśmowy...

Wycofuj się, taśmowy.

Matwiejczuk, jak ci się skończy amunicja, pryskaj.

- Może... - Może.

Co ma być, to będzie.

Matwiejczuk...

Zgodnie z rozkazem - krótkie serie.

Zawijamy! Szybko! Biegiem!

No już!

Dawaj!

OKRZYKI BOJOWE

ŻOŁNIERZ: Władek! Władek!

KROKI

Rozlewaj.

Szybciej!

PORUCZNIK: Rozlewajcie!

ŻOŁNIERZ: Wstawaj!

Podpalaj.

- Czekaj! - ŻOŁNIERZ: Nie zdążymy!

Stój!

To nasi!

Szybciej!

Do broni!

Brać broń!

Dawaj! Dawaj!

Dawaj, dawaj, dawaj!

Szybciej!

Dawaj!

- Są wszyscy? - Wszyscy.

Odpalaj!

Przeładować broń!

PO ROSYJSKU

- Tędy! - Nie pójdziemy tędy!

GWIŻDŻE Odwrót!

Czekać!

Czekać!

Ognia!

PORUCZNIK: Amunicja!

WYCISZONE

KRZYCZY

Wstrzymać ogień!

ŚMIEJĄ SIĘ

JAROCIŃSKI: Bronek, w mordę!

Cieszę się, że pan kapitan spotkał kolegę.

Niech zgadnę, te koziołki w wodzie to ty wykombinowałeś.

Ano, ja.

Istotnie to wymyślił Jabłoński.

Dał się poznać nam wszystkim jako wyjątkowy kombinator.

A pan tu jest w nagrodę?

A ma oficer może cygaretę czy pogubił?

Może mieć. A co?

Za uratowanie tyłka coś się chyba należy.

Strzelec Sowa! Jabłoński! Na pozycje!

- Jakie ma pan rozkazy? - Utrzymać posterunek.

- Oni tu jeszcze wrócą. - Wrócą.

Oddział zbiórka!

STRZAŁ Z BRONI

- A temu co? - Nic.

- LIPMAN: Ilu? - Ilu, ilu. Za dużo.

- Żyje? - ŻOŁNIERZ PO ROSYJSKU: Nie.

Wszystko przez waszą solidarność.

- Spokojnie. Nie podnoście głosu, dowódco. - Będę mówił, jak będę chciał.

Piechota Łukaszenki miała zdobyć wieś, a my mogliśmy czekać do jutra.

Konie muszą odpocząć.

Czy wy nie widzicie, towarzysze,

że nasze konie galopują wolniej od uciekającej polskiej piechoty?

Może to złudzenie optyczne? Uciekają szybciej, niż my ich gonimy.

Czy wy chcecie mnie rozśmieszyć?

Najlepsze konie zostały w rzece.

Przed nami polski dworek. Tam konie dobre.

PO ROSYJSKU: Pożyjemy, zobaczymy.

- Ciepła chociaż? - Tak jest!

Uciekaj! Uciekaj!

NARASTAJĄCY ŚWIST

STŁUMIONE KOBIECE JĘKI

WYBUCH

Wio, dalej! Wio, dalej!

- Trzeba się przebijać na Warszawę. - Co to? Wiec bolszewicki?

TKACZENKO GWIŻDŻE

Chcę się zgłosić do szpitala jako sanitariuszka.

Skąd to masz?

- Jak to skąd? - Tylko nie kłam!

Chcę wstąpić do wojska.

Nie pozwolę wam zdechnąć! Maszerować!

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.