All language subtitles for [S01.E05] 1920. Wojna i milosc - Episode 5.Polish

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino Download
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese Download
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

- Dostaliśmy rozkaz wymarszu. - Życzę żołnierskiego szczęścia.

ŚWIST KULI

Polska odznacza pana orderem wojskowym.

MAURYCY: Pan Aleksander

- będzie naszym rządcą. - Naprawdę?

- Cieszę się, że myślisz o sobie. - Spokojnie, tato.

Jesteście mężem i żoną.

Ma pan kogoś na jego miejsce?

Jak będzie wyglądać moja praca?

Dalej podpisujecie kontrakty na dostawę mąki?

Tak.

Zbliża się koniec kwartału.

Pogonię tego młynarza, a na jego miejsce wezmę innego.

Masz tego innego?

Dla pana z podziękowaniem.

GWIZD LOKOMOTYWY

POCIĄG RUSZA

To pan! Nie poznałem.

- Witam, panie poruczniku. - Dzień dobry.

Gratuluję odznaczenia, panie poruczniku.

Kapitanie.

Przepraszam, nie zauważyłem, panie kapitanie.

Nic się nie stało.

Dlaczego nie ma woźnicy przed stacją?

Na pewno zaraz ktoś przyjedzie.

A na razie zapraszam do mnie na herbatę.

Dziękuję.

Proszę bardzo.

- Ale z samowara. - Z samowara.

- To syn? - Tak.

On wrócił.

Czy mógłbym zapytać...

Za jaki czyn?

Za szybkie pływanie w mundurze.

Robiłem swoje po prostu.

NA ZEWNĄTRZ - STUKOT KOŃSKICH KOPYT

Tak.

PRYCHANIE KONIA

O, któryś przyjechał.

Nie. To pan Olszyński.

Proszę wybaczyć, muszę mu oddać przesyłkę.

- Pan Władysław? Dzień dobry. - Dzień dobry.

Co się stało w rękę?

W bark. Nic poważnego.

- Wyjeżdża pan? - Dopiero przyjechałem z Warszawy.

- A nas kiedy pan odwiedzi? - Jeszcze nie wiem.

Za trzy dni kończy mi się urlop, obejmuję kompanię i...

Trzy dni?

Wobec tego zabieram pana do siebie.

Nie pozwolę, aby spędzał pan urlop w koszarach.

Jakem Olszyński.

Nie uważamy, by konarmia,

ta zbieranina biedoty kozackiej, stanowiła dla nas zagrożenie.

Pan komendant ma świeżo w pamięci, jak na początku wojny

kawaleria rosyjska wykrwawiła się

w bezsensownej szarży na piechotę austriacką,

uzbrojoną w cekaemy.

Z relacji naszych pilotów wynika,

że ta masa jeźdźców robi wielkie wrażenie.

Stanowisko sztabu jest tu jasne.

Z powodów politycznych musimy wycofać się z Kijowa.

Rzecz w tym, żeby cofając się,

rozbić albo zdecydowanie osłabić Budionnego.

Problem polega na tym, że konarmia skutecznie unika otwartego starcia z nami.

A Budionny i jego sotnia atakują nasze tyły.

PUŁKOWNIK: Spójrzcie, nasze główne siły będziemy wycofywać tędy.

SZYMAŃSKI: Dziękuję. Poradzimy sobie.

Może pani iść do domu.

Myślałam, że będą panowie prosili kawę albo herbatę...

Myślę, że Tomek jest już wystarczająco długo z Anielą.

A służąca to nie matka.

Przepraszam.

Panie kapitanie, gdzie się podział pański adiutant?

Panie pułkowniku,

pani Jadwiga od kilku dni jest małżonką pana porucznika.

- Gratuluję, poruczniku. - Dziękuję, panie pułkowniku.

PUŁKOWNIK: Musimy zmusić ich do otwartej bitwy.

Ale wcześniej maksymalnie osłabić.

Co jest główną zaletą konarmii? Czy raczej w ogóle kawalerii.

- Szybkość, zwinność, ruchliwość... - Otóż to.

A co daje kawalerii ową zwinność? Konie. Więc trzeba uderzyć w konie.

Należy ich nękać całonocnym ostrzałem, rzucać granaty, robić dużo hałasu.

Koń, który nie zaznał spokoju w nocy, szybko się zmarnuje.

Na froncie ukraińskim zostawimy tyle sił, ile jest niezbędne.

Resztę przerzucimy na front białoruski.

- Kłaniam się szanownej pani. - Dzień dobry.

Pozwoli pani, że pokażę najnowsze kapelusze?

Zastałam madame Sabinę?

KLIENTKA: Do widzenia.

Jakie modele mogłabym zaproponować pani?

Przychodzę od mojego wuja Feliksa.

Przesyła pozdrowienia z Krakowa i dziękuje za pocztówki.

Zawsze staram się wybierać najładniejsze, secesyjne.

Zapraszam do mojego pokoju.

Mondi!

Sio!

Dzień dobry, panie Władysławie.

- Dzień dobry. - Witam.

Dzień dobry, panie Władysławie.

Nasz dom doczekał się pod swoim dachem prawdziwego bohatera.

Tak...

Prawie wtedy narobiłem w portki.

Nas uczą, że żołnierz powinien ruszać do szarży z imieniem ojczyzny na ustach.

Jeśli już z imieniem na ustach, to ukochanej.

Zakochał się pan, panie Władysławie? Kiedy pan przedstawi swoją wybrankę?

Zosiu... Niech pan siada.

Proszę, niech pan mówi.

Jak jest naprawdę z naszą wyprawą na Kijów?

Czytając gazety, można się tylko zdenerwować.

Naczelne Dowództwo zdecydowało,

że najważniejszy jest front białoruski.

I tam skoncentrowało siły.

I tak pogoniliśmy bolszewików.

Pan rządca do jaśnie pana.

Prosić.

- Dzień dobry państwu. - Dzień dobry.

Dzień dobry, panie kapitanie...

- TERESA: Niech pan siada. - SRIBIELNIKOW: Ja tylko na chwilkę.

Jutro rano nie będzie mnie w majątku. Muszę się stawić na policję.

- Co się stało? - Nie, nic.

Chodzi chyba o mój status,

o sprawy wojskowe. Takie tam.

W każdej chwili potwierdzę, że jest pan tu niezbędny.

Tu też pan spełnia swój obowiązek wobec kraju.

Nie może pan iść do wojska,

bo musiałby pan strzelać do swoich, rodaków.

To nie jest wojna narodów, to wojna ideologii.

Bolszewicy nie mają narodowości.

Oni sami twierdzą, że liczy się tylko pochodzenie klasowe.

Oczywiście wolałbym nie strzelać ani do nich,

ani do nikogo innego.

Miłego dnia państwu życzę.

SZYMAŃSKI: Dobry wieczór. Dlaczego nie śpisz?

JADWIGA: Trochę spałam.

No dobrze, czekałam na ciebie. Napijesz się kawy albo herbaty z mlekiem?

- Nie budź Anielki. - Sama potrafię zrobić. Z czym chcesz?

- Chodź. - Wszystko jedno.

Jadzia...

Tak właściwie co cię podkusiło, żeby tak po prostu wejść do gabinetu?

Przecież znasz procedury.

Pułkownik był tak zaskoczony, że na pewno wytknie to kapitanowi.

Może być z tego lawina kłopotów. Przecież wiesz, że tak się nie robi.

Co?

WZDYCHA

JADZIA PŁACZE

Jadzia. Przepraszam, nie chciałem. Nic się nie stało. Już.

Nie zrobiłam tego specjalnie.

Po prostu woda się zagotowała, jak nie było Brzezińskiego.

- I wtedy zrobiłam kawę... - Nic się nie stało. Już.

SZYMAŃSKI: No już, nic się nie stało. Słyszysz? Jadzia!

Dlaczego płaczesz, mamusiu?

Chodź do nas.

Chodź. Mama nie płacze.

Po prostu ma katar.

I trochę jej oczy łzawią.

No i kicha.

- A psik. - A psik.

POLICJANT: Deklaruje pan narodowość polską.

Ale z Rosji przyjechał pan niedawno.

Coś nie bardzo tęsknił pan za ojczyzną, panie...

Sriebianikow.

Sriebielnikow. Z Rosji nie da się ot tak wyjechać.

Bolszewicka rewolta zaskoczyła mnie w Petersburgu.

Na początku myślałem, że to kolejna awantura po upadku cara.

Potem już się nie dało przejechać przez kraj.

Wojna domowa wybuchła.

A w czasie wojny nigdy nie wiadomo, kto jest wróg, a kto swój.

Ciekawe. Jakoś milion osób przedarło się przez te bolszewickie hordy.

- Dla pana było to ryzykowne? - Chciałem dalej studiować.

Dopiero potem się przekonałem,

że pod rządami bolszewickimi to niemożliwe.

Myślałem, że drzwi wszystkich uczelni w Rosji bolszewickiej

stoją przed panem otworem

za dawne zasługi kolporterskie.

To? To są stare dzieje. Szczeniackie wygłupy.

Tak? Widzi pan? U nas nic nie ginie.

Nasi carscy koledzy po fachu zostawili nam masę takich teczek.

Wtedy się panu upiekło, bo był pan niepełnoletni, a teraz?

Jeżeli pan pozwoli, chciałbym wracać do pracy.

Słuchaj... Masz siedzieć u Olszyńskich na dupie

i trzymać się z dala od komisji werbunkowych.

Nie chcemy takich jak ty w naszej armii.

Co tydzień meldować się na posterunku!

Tak jest.

Świata poza końmi nie widzi.

Boję się, że nigdy nie wystawi nosa poza próg stajni

i nie zauważy żadnej kobiety.

Same go zauważą. Starokawalerstwo mu nie grozi.

- A panu? - A nie wiem.

Może szuka pan wśród niewłaściwych dla siebie kobiet.

Pani chyba też już bal debiutantek ma za sobą.

Debiutanci nie byli interesujący.

Tak, teraz są w wojsku albo niedługo w nim będą.

- Tam dojrzeją, staną się męscy. - Jak pan.

Męskości akurat trudno panu odmówić.

Pani Zosiu...

Tak?

Mistrzem retoryki nie jestem.

Chciałbym pani powiedzieć...

Tak?

To znaczy...

TĘTENT KOPYT KONI

Już odstawiliście konie?

Macie czego żałować.

Ominęło mnie coś ciekawego?

No właśnie nic.

O co chodzi, sierżancie?

Proszę mnie zameldować panu majorowi.

Pan major jest zajęty. Zameldujcie mnie, o co chodzi.

Melduję posłużnie, że muszę zameldować osobiście panu majorowi.

Nie zawracajcie głowy.

Zwróćcie się drogą służbową przez pana porucznika Jabłońskiego!

Melduję, że nie mogę przez porucznika Jabłońskiego.

Co to za wrzaski, poruczniku?

Co się dzieje?

Czekam na wyjaśnienia.

Nie miałem pojęcia, że młynarz oszukuje.

Powiedziałeś sierżantowi,

że ciemniejsza mąka to z wilgotnej pszenicy czy coś takiego.

Ale on pochodzi ze wsi i w życiu nie słyszał większej bzdury.

- Kryłeś oszusta. - Powiedziałem, że zmienimy dostawcę.

- Nie chciałem robić afery. - Dlaczego?

Zależało ci na tym, żeby swołocz uniknęła kary?

Skąd ty go w ogóle wytrzasnąłeś?

Od Miecia.

On mnie z nim poznał i poprosił o załatwienie tego kontraktu.

Powiedział, że facet potrzebuje pilnego i pewnego odbiorcy.

Nie przyszło ci do głowy, że w wygłodniałym kraju

sprzeda się każdy worek mąki?

- Ile za to dostałeś? - Nic.

Poruczniku Jabłoński, niech pan nie obraża mojej inteligencji.

Doskonale pamiętam, jak przyszedłeś do mnie,

żeby zapytać, czy nie mam nic przeciwko zmianie dostawcy.

Myślałeś, że ja coś brałem?

Możliwe, że Miecio miał profity, ale ja nie.

- Prokuratorowi będziesz się tłumaczył. - Ale zrozum! Utopisz Miecia!

Są rzeczy ważniejsze niż rodzinna solidarność.

Panie poruczniku,

proszę wezwać dowódcę warty z dwoma wartownikami i zameldować się u mnie.

Poruczniku Jabłoński, jest pan aresztowany.

Proszę oddać broń.

Pozwól mi to rozwiązać honorowo.

Do honorowej śmierci ma prawo oficer, którego żona zdradza z ordynansem,

a nie złodziej okradający ojczyznę.

Porucznik Jabłoński jest aresztowany. Do dyspozycji prokuratora.

Panie poruczniku, proszę oddać broń.

SZCZĘK ZAMYKANYCH DRZWI

ODDYCHA NIESPOKOJNIE

Nic nie mogę zrobić. Nawet nie zamierzam.

- Wuju... - Znam cię dobrze.

Wiem, że to ty zorganizowałeś ten szwindel.

Myśl teraz o własnym tyłku.

Zastanów się, jak nie zhańbić rodziców.

Teraz chciałbym mieć spokój.

A teraz chciałbym mieć spokój.

Przynajmniej raz dziennie, w czasie obiadu.

Jeszcze jedno.

Zachowaj się honorowo i nie zwalaj winy na niego.

Lulu, spokojnie. Nie trzeba się tak denerwować.

To ewidentnie pomyłka.

Ale on siedzi w więzieniu.

Jak jakiś przestępca.

Na pewno zaraz go wypuszczą. To oczywiste, że jest niewinny.

Na pewno zaraz to udowodni.

Skąd miał wiedzieć, że młynarz go oszukuje? No skąd?

Kochanie, wszystko będzie dobrze.

Powinnaś teraz myśleć o dziecku, a ta sprawa za chwilę się skończy.

Muszę mu jakoś pomóc.

- Znaleźć jakiegoś adwokata, prawnika. - Teraz nic nie zrobisz.

Adwokata dostanie z urzędu.

I musisz pamiętać, że to jest sąd wojskowy.

Nie martw się. Sąd wojskowy wcale nie jest groźniejszy od cywilnego.

Jedynie tyle, że w sądzie wojskowym.

Lulu, idź do dyrektora, poproś go o parę dni wolnego. Odpoczniesz.

Mam siedzieć w domu i płakać?

Myśl o dziecku.

Witam! To do naprawy? Pozwoli pani, że wezmę.

- Nie, dziękuję. - Ale ja wezmę.

Bonjour.

Znalazł się znawca damskich kapeluszy. Zajmij się panią.

Zależy mi zwłaszcza na tym z niebieską wstążką.

Ach, tak.

- Naprawa może długo potrwać. - Nie szkodzi. Noszę je tylko wiosną.

Pozwolę sobie do pani zadzwonić pojutrze i powiem, kiedy będzie gotowe.

- Do widzenia. - Do widzenia.

Dzień dobry. Nie wiedziałam, że mamy gości.

Tuż po moim przyjściu zjawiła się u nas Lulu. Przyszła z przyjaciółką

i jakimś kolegą Bronka.

A Bronek?

Chodźmy.

Dowiedziałem się, o co go oskarżają. Ale to absurd.

Naturalnie.

Możesz mu jakoś pomóc?

Oczywiście.

Oczywiście.

Tylko na razie zupełnie nie wiem jak.

Rozprawa ma się odbyć za trzy tygodnie.

Rozumiem.

Skąd ma pan tak precyzyjne informacje?

Wuj Mietka jest zwierzchnikiem Bronka.

I nie może mu pomóc?

SZCZĘK OTWIERANYCH DRZWI

Dzień dobry, panie poruczniku.

Podporucznik Kazimierczak. Jestem pańskim obrońcą.

Pierwsze pytanie.

Muszę to wiedzieć, żeby zdecydować o linii obrony.

Jest pan winny czy niewinny?

- Niewinny. - Na pewno?

Pan mi nie wierzy.

Dobrze.

Pijanowski przyznał się jedynie do skontaktowania was,

co oczywiście nie jest karalne.

Młynarz przyznał się do wręczenia panu gratyfikacji za kontrakt.

Zeznał także, co jest ważne,

że nigdy między wami nie było mowy o oszustwie.

Sądził, że domyślił się pan tego po wysokości kwoty, którą pan otrzymał.

Niczego się nie domyśliłem!

W takim razie te pieniądze potraktował pan jako...

Jako formę wdzięczności za załatwienie kontraktu. Jako prezent!

Ale uczciwy układ.

Ile mi grozi?

Prokurator mówi...

o karze śmierci.

Teoretycznie w czasie wojny można pański czyn uznać za sabotaż.

Ale ile mi grozi?!

W praktyce powinno skończyć się na degradacji

i roku lub dwóch latach więzienia.

Panie poruczniku,

proszę od tej chwili codziennie być ogolonym i gotowym do walki z losem.

Niech pan nie zapomni,

że można równie dobrze funkcjonować poza wojskiem.

Co ja mam robić?

SZCZĘK ZAMYKANYCH DRZWI

JAROCIŃSKI: Do nogi broń!

Na ramię broń!

W prawo zwrot!

Co to jest?!

Co to jest?!

W prawo zwrot!

Łajzy się z was zrobiły, a nie żołnierze!

Do nogi broń!

Na ramię broń!

Panie kapitanie, melduję posłusznie,

w kancelarii jest pilny telefon do pana kapitana. Z Warszawy.

Spocznij. Odmaszerować.

Tak jest.

Spocznij!

Piętnaście minut na cigareta.

- Znasz regulamin. - Łatwo ci mówić.

Łatwo ci mówić. Ja muszę zrobić wszystko, żeby mu pomóc.

Możesz do tego podejść spokojniej.

Kapitanie, nie mogę go tak zostawić.

Jeżeli Bronek jest czemukolwiek winny, co najwyżej lekkomyślności!

Nie uwierzę, że chciałby świadomie zaszkodzić...

W warunkach wojennych to się nazywa dywersja.

Naprawdę uważasz, że dywersant skoncentrowałby się na tym,

żeby karmić wojsko kluskami gorszej jakości?

Ja cię rozumiem. Ale muszę dbać o dobro służby.

Twoje zaangażowanie w obronę oficera,

oskarżonego o czyn nie tylko hańbiący, ale przynoszący szkodę armii,

może być źle widziane.

Pójdę do oddziału liniowego.

Proszę bez deklamacji.

Jedyne, co mogę zrobić, to zwrócić się, oczywiście nieoficjalnie,

do majora Mikulicza, żeby cię przyjął.

Może go przekonasz na tyle,

że sam weźmie twojego przyjaciela w obronę.

Bardzo dziękuję.

Przez 12 lat służby w armii carskiej

nie widziałem tylu generałów i inspektorów,co przez ostatni tydzień.

W końcu to mój podpis był na zamówieniu.

- Panie majorze... - Rozumiem, ale znamy Bronka i wiemy...

Ja też go znam.

Znam też słowa Napoleona, który powiedział,

że każdego kwatermistrza

można rozstrzelać po czterech latach służby

bez śledztwa i bez wyrzutów sumienia.

Pan przyjechał specjalnie ze swojego garnizonu?

Tak jest.

Ten krzyż robi wrażenie. Także na mnie.

Ale mnie nie chodziło o to, żeby...

Panowie, przykład Bronka to dowód, że odwaga w boju to nie wszystko.

Cygaro?

Nie, dziękuję.

Ma pan rację. Czasem trudniej o odwagę w codziennym życiu niż na polu bitwy.

Wysoki sądzie, oskarżony postanowił świadomie i cynicznie

wzbogacić się na naszej armii.

Na oszustwie na niej.

Nie na armii.

Cena, jaką płaciliśmy za dostawy,

była identyczna, jak przy poprzednim dostawcy.

No właśnie, identyczna.

Gdyby nie apetyt finansowy oskarżonego,

byłaby o kwotę łapówki niższa.

Oskarżony świadomie zakontraktował towar w tej samej cenie gorszej jakości.

- Nie gorszy. - Jak to?

Czy oskarżony nie rozumie aktu oskarżenia?

Mąkę pszeniczną droższą i lepszej jakości

zmieszano z tańszą i gorszą mąką żytnią.

Ale była to mąka świeża, a nie zatęchła.

Poza tym skończyły się skargi żołnierzy.

A zatem, zdaniem oskarżonego, nic się nie stało?

Stało się, wysoki sądzie.

Jestem słusznie sądzony o przyjęcie łapówki.

Ale nie dam sobie wmówić chęci oszukania kogokolwiek.

Świadek major Mikulicz.

ZAMYKANIE DRZWI

SĘDZIA: Panie majorze, staje pan przed sądem jako świadek obrony.

Pańskie zeznania

z postępowania wyjaśniającego zawarte są w aktach.

Chciałby pan coś do nich dodać lub wyjaśnić?

Wysoki sądzie,

porucznik Jabłoński był moim podwładnym jeszcze w armii carskiej.

Już wtedy swoim zachowaniem przynosił zaszczyt mianu Polaka.

Raczej: jeszcze wtedy.

- Teraz jest oskarżony... - Znam zarzuty, kapitanie.

Wysoki sądzie, w roku osiemnastym

porucznik Jabłoński natychmiast po wyjściu z niewoli

udał się do Warszawy.

Już pierwszego dnia wstąpił do wojska.

I natychmiast uwił sobie ciepłe gniazdko w intendenturze.

Ja też uwiłem sobie ciepłe gniazdko w intendenturze.

Tyle że wcześniej byłem cztery lata na froncie wielkiej wojny.

Zapewne te same cztery lata, które pan, panie kapitanie,

spędził w ciepłym gniazdku w prokuraturze.

- Panie majorze... - SĘDZIA: Proszę o spokój.

Wysoki sądzie, porucznik Jabłoński splamił swój honor, przyjmując łapówkę

jednak jego intencją nie było bogacenie się kosztem armii.

Chciałbym też zaznaczyć, że nasza ojczyzna nie wynagradza oficerów

w stopniu adekwatnym do ich pozycji społecznej.

Chyba go nie skażą?

Oczywiście, że nie.

Ale to jest sąd wojskowy.

Nie becz, głupia. Wszystko będzie dobrze.

Co oskarżony chciałby powiedzieć w ostatnim słowie?

Nic.

Sąd udaje się na naradę.

- Dla mnie jesteś tym samym człowiekiem. - Nie jestem!

Ma pani zdobyć dane o dyslokacji polskich oddziałów na froncie białoruskim.

Polskie wojsko przyszło i ich pogoniło.

Jeszcze nie wieczór.

- Czego ci brakuje? Partyjnej literatury? - Baby.

- Powiesz wreszcie, o co chodzi? - Trzeba żyć.

To tak Szczepana szukata?! Pod siennikami i w garnkach?

Odpalaj!

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.