All language subtitles for [S01.E01] 1920. Wojna i milosc - Episode 1.Polish

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese Download
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

MUZYKA Z GRAMOFONU

ŁOMOT OTWIERANYCH DRZWI

- Gaspadin major! - Prosiłem, żeby mi nie przeszkadzać.

- Przynajmniej w czasie obiadu. - Rozumiem, ale...

Do wsi zbliża się oddział. Prawdopodobnie bolszewicki.

- Nie mógł pan pójść z tym do Abratowa? - Pułkownik jest niedysponowany.

Będę musiał sam powitać bolszewików.

WYSTRZAŁ, BRZĘK SZKŁA

WYSTRZAŁY NA ZEWNĄTRZ

Nasze dowództwo odrzuciło ultimatum niemieckie.

Dopóki mamy broń, nie damy się internować.

Będziemy się bronić do ostatniego naboju.

A potem, no cóż, spróbujmy uniknąć niewoli.

Każdy na własną rękę próbuje przedostać się do polskich formacji.

- Zrozumiano? - Tak jest!

W drodze, oprócz Niemców,

będziemy mieli przeciwko sobie także i Rosjan.

Zarówno białych, jak i czerwonych.

Ale najpierw przetrzepiemy trochę skórę Prusakom. Jasne?

Tak jest!

Śrem?

Schrim!

Rozejść się!

PRZYGRYWKA NA ORGANKACH

GRA NA ORGANKACH

Panie poruczniku, już po raz trzeci przyjdzie nam walczyć z zaborcą.

Czwartego nie ma, to może to już koniec naszej tułaczki?

- Co, panie poruczniku? - Nie wiem, wszystko w rękach Boga.

Gotuj broń!

SZCZĘK PRZEŁADOWYWANYCH KARABINÓW

Ognia!

Pocałuj mnie w dupę, co?

WYSTRZAŁY I WYBUCHY

Strzelaj!

OKRZYKI BÓLU

KRZYKI, PIJACKIE ŚPIEWY, KTOŚ GRA NA HARMONII

WYSTRZAŁ

ŚPIEWY PTAKÓW

Granat! Kryj się!

Jezus!

Ktoś ty? Polak?

- Polak? - Ze Śremu...

A ja ze Lwowa.

WYBUCH

Halt!

WYSTRZAŁY I WYBUCHY

Uciekaj!

Ty, a właściwie po jaką cholerę ciągnąłeś mnie ze sobą?

A bo ja wiem?

Zobaczyłem,że biegną na nas Prusacy,

to chwyciłem rodaka za mankiet i w nogi.

Ja też jestem pruskim oficerem.

- Rozstrzelają cię za dezercję. - Co takiego?

Wrócisz bez broni. Pistolet chyba zgubiłeś. I co dalej?

Nie wiem, ale pruski oficer nie dezerteruje.

Nie rozumiesz, że twój kaiser i mój cesarz nas zdradzili?

Dogadali się z Moskalami i oddali nasze ziemie Ukraińcom.

O to chcesz walczyć?

Przestań udawać zaciekłego Prusaka. Wolałeś zostać na ubezpieczeniu.

Wykonywałem rozkaz.

Tak, rozumiem.

ODGŁOS KONIA

- Mój pistolet! - Teraz mój.

Ty zgubiłeś, ja znalazłem. Cicho teraz.

Stój!

Cholera jasna...

ŚMIECH

Widział.

Gówno widział.

A takich baranów jak wy, to chyba nie.

Porucznik Bronisław Jabłoński, herbu Poraj.

Józef Szymański.

Podporucznik z armii cesarza Karola.

Władek Jarociński, oficer Cesarstwa Pruskiego.

Przebierz to.

Idę złapać konia.

- I tak masz najlepiej. - Niby dlaczego?

Uczyłeś się języka i fach masz w ręku.

KASZEL

KASZEL

PRZYGRYWKA NA ORGANKACH

Bronek, jak ty to robisz?

Gram?

Tu można wszystko załatwić. Wygrałem w pokera.

Trzeba tylko wiedzieć jak.

Chyba że ma się wakacje w anclu.

GRA NA ORGANKACH

Bronek, ja już nie daję rady.

Chyba się przyznam. Niech mnie skażą za dezercję.

Nie gadaj głupstw.

I tak masz szczęście.

Panuje tu pruski porządek.

Rosjanie rozwaliliby cię na wszelki wypadek.

A Niemcy tego nie zrobią.

Nie wiedzieliby, co napisać na twoim grobie.

CICHY ŚMIECH

GWIZDEK

W dwuszeregu zbiórka!

Koniec wojny.

Koniec wojny!!!

Hura!!!

Jedziemy do domu!

Do Lwowa!

We Lwowie Ukraina.

Hura!

Bronek!

Bronek!!!

Patrz.

Co robimy?

Huraaa!

WARKOT MOTOCYKLA

Halt!

Nie strzelać!

Nie strzelać, proszę!

Dawaj! SILNIK NIE CHCE ZAPALIĆ

Zostaw! Bronek, zostaw!

- Dokąd?! - Do domu, wariacie!

ZBLIŻAJĄCE SIĘ GŁOSY:

Niech mnie piorun strzeli, jeśli kłamię!

Dokładnie tak było! Po co miałbym kłamać?

Zmiana!

Dajesz, Władek. Teraz twoja kolej.

Panowie!

Z przyczyn technicznych przyszło nam zakończyć podróż.

Witaj, dobry człowieku!

A skąd panowie?

My?

Polscy oficerowie... ... z niemieckiego obozu.

Nie ma tu gdzieś jakiejś karczmy, zajazdu,

gdzie można by się napić herbaty?

Przepraszam, panowie, proszę do mnie.

Do jedzenia to u mnie nie za bardzo.

Ale zapraszam na herbatę z samowara.

- Po akcencie wnoszę, że pan to... - Z Petersburga.

- Za pozwoleniem, Lew Sribielnikow. - Rosjanin?

Da.

To dobrze.

Na herbatę zapraszam.

Proszę.

Pytam tylko z ciekawości,

bo jak panowie widzicie, połączenie kolejowe...

Proszę.

- Dokąd chcecie się dostać? - Do Warszawy.

Tam teraz tworzy się Polska.

Aż trudno uwierzyć, po tylu latach.

A zna pan może jakiś sposób,

którym moglibyśmy się dostać do wspomnianej Warszawy?

Nie...

Znaczy mam dwa rowery.

Jeden po żonie, drugi syna.

Trzymałem je dla pamiątki, ale teraz mógłbym...

To bardzo miłe, dziękujemy. Przepraszam najmocniej, a pana syn...

- Syn? - Tak.

Pojechał w 1913 do Petersburga na studia.

Do rewolucji pisał, potem...

Mieszkam tutaj od czterdziestu lat.

Tutaj urodził się mój syn,

ja tutaj pochował żonę.

Czterdziestu lat.

A możemy zobaczyć te rowery?

Jakie rowery?

- Dziękujemy za wszystko. - Tak.

Dziękujemy. Da Bóg, że wróci do domu cały i zdrowy.

Dziękuję raz jeszcze.

A! Rowery.

Powiedz mi, jak to jest z tymi szlachcicami.

- Konia zgubił, rower popsuł. - Owszem.

Rower to najgłupszy środek transportu.

Tylko tyłek sobie wieziesz, a nogi tak muszą pracować.

To bardzo dobre nastawienie w twojej sytuacji.

Dobra, zaczekajcie.

Nie możemy jechać wolniej, bo się przewrócimy.

- Podjedziemy kawałek, to poczekamy. - Poczekajcie!

Zamiana.

- Józek? - Nie ma mowy. Władek?

Nie ma mowy.

Dobra. To stoimy.

Prosto, prosto, dobrze.

Jest dobrze!

Ruski sprzęt i tyle.

Szajs!

Bronek, rowery cię nie lubią.

Jakem inżynier i matematyk, niech tylko powstanie nowa Polska,

- to zaprojektuję lepszy, trzyosobowy. - A ja będę produkował w Śremie!

Automobil! To jest to, panowie.

Za pięć lat w tym miejscu przyjadę swoim. Przysięgam.

Ja też.

Ja też.

Wstawaj, idziemy.

ODGŁOS MASZEROWANIA I WOJSKOWE KOMENDY

To co,

idę.

Jesteś pewien, że to dobry pomysł?

- A co mam robić? - Cokolwiek.

Nie dość ci woja?

Całe życie byłem żołnierzem.

- Z jakiej ty jesteś rodziny? - Z wielkopolskiej, u nas...

Jak z wielkopolskiej, to...

Z Bogiem.

Do komisji werbunkowej.

To co robimy?

Powodzenia.

Pani wybaczy.

Słucham.

Czy nie byłoby zbyt dużą śmiałością,

gdybym poprosił o podwiezienie w kierunku miasta?

- Mógłby pan pójść ze swoim kolegą. - Istotnie, ale...

Wtedy nie mógłbym porozmawiać z panią. Chyba się nie przedstawiłem,

Bronisław Jabłoński, herbu Poraj.

Drogi panie, ja... O!

Jak widzisz, wszyscy zdrowi.

Twoja mama zdołała w sierpniu spędzić tydzień na letnisku.

A kto wie, co tam teraz.

Kto wie.

Ale trzeba być dobrej myśli.

Miasto jest w naszych rękach, linia kolejowa ponoć także.

Za kilka dni zapewne poczta będzie działać.

Nawet ja muszę pochwalić Piłsudskiego.

Odsiecz dla Lwowa była pierwszym jego rozkazem.

- Może jeszcze kawy. - Poproszę.

To już będę leciał, bo mam zbiórkę o czwartej.

- Jakby co, to będę o siódmej. - Dziękuję.

- Do widzenia. - Pa, kochanie.

Dziękuję.

Nie zaznał na szczęście okropności wojny.

Za to poznał smak zwycięstwa.

Brał udział w rozbrajance Niemców. Wracał do domu z wypiekami na twarzy.

Mówił, ile karabinów im zabrali, potem nosili to wszystko do koszar.

Mnie to nieco przeraża.

Młodzi ludzie widzą się zawsze zwycięzcami.

Mój drogi, chciałbym skorzystać z twojej obecności.

A to ja panów na chwilkę przeproszę.

Przed kilku dniami zwrócono się do mnie ze sztabu generalnego.

Chcą mi tam coś zaprezentować.

Mają jakieś nowatorskie pomysły na metody szyfrowania.

Chcę cię prosić, abyśmy tam poszli razem.

Stworzymy takie dwuosobowe, matematyczne konsylium.

Ja coś przygotowałam dla pana. Nie wiem, czy dobry rozmiar.

Na pewno dobry. Dziękuję.

Raz! Dwa! Raz! Dwa!

Więcej! Raz! Dwa!

Raz! Dwa! Raz! Dwa!

Równaj! Raz! Dwa!

Raz! Dwa! Raz! Dwa!

Życia trochę! Życia!

Może mam jeszcze zasalutować do wypiętej dupy?

Chyba że mnie w nią najpierw pocałujesz.

Major Mikulicz!

- Co pan tu robi? - Melduję uprzejmie, że... golę się!

Raczej spodziewałem się raportu na temat pańskiej sytuacji. Spocznij.

Zamierzałem wstąpić do wojska.

- Oczywiście, uprzednio ogolony. - Oczywiście.

Cieszę się, że majorowi udało się uciec z tego piekła.

Jak pan uciekł, ta hołota potraciła głowy i jakoś poszło.

Widzę, że u pana też.

- Dał Bóg. - No dobrze.

Niech się pan stawi na komisję,

a za pół godziny proszę się zameldować u szefa intendentury.

To ja.

Na rozkaz.

Nie ociągać się!

WARKOT SILNIKA SAMOCHODU

Służbowy!

Panie poruczniku, strzelec Bocian melduje się na rozkaz.

Spocznij. Zabierz to.

Według rozkazu.

Zabrać i... spalić?

Tak.

Albo nie. Spakuj i wyślij swoim na wieś. Chyba się przyda, nie?

Przyda się, melduję posłusznie.

- Na wsi wszystko się... - Wiem, wiem. Odmaszerować.

MUZYKA

Jeszcze raz dziękuję za odkomenderowanie mnie do siebie.

Panie poruczniku,

obydwaj wiemy, że ani pan, ani ja

nie jesteśmy stworzeni do gnicia w okopach.

Tym bardziej, że z powodzeniem mogą to za nas zrobić inni.

Zdrowie.

O! Wreszcie jesteś.

Panowie pozwolą,

Mieczysław Pijanowski, herbu Topór. Bronisław Jabłoński, herbu Poraj.

Mój podwładny, jeszcze z 7. Gwardiejskogo Połka.

Mieciu, zajmij się panem porucznikiem. Ja muszę do domu.

Moja żona nie przyzwyczaiła się do mieszkania w Warszawie.

Zbyt nagle spadła na nią ta nasza polskość.

Do swidanija, gospoda.

Do widzenia.

Dwa koniaczki.

Cieszę się, że mogę pana poznać.

To dla mnie strasznie, z braku odpowiedniego kompana do...

Może mówmy sobie na ty, będzie łatwiej.

- Bronisław. - Mietek.

Kelner!

Słuchaj, co zamierzasz robić w Warszawie?

Właściwie nie wiem.

Jechałem na zachód. Nie znam sytuacji.

Chcę się zorientować i jechać do Lwowa.

- Nie wiem, czy to dobry pomysł. - A dlaczego?

Nie mogę się wczasować w stolicy,

kiedy Lwów być może znowu będzie zagrożony.

Oni, ze sztabu, proponują mi miejsce w wywiadzie.

To praca lepsza dla oficera niż cywila.

Jesteś zdolnym matematykiem, walczyłeś w Legionach.

Zrobisz u Piłsudskiego karierę.

Proszę mi wybaczyć, profesorze, ale mundur...

... wcale już mnie nie pociąga.

Ja chcę pracować na uczelni.

Bez trzaskania obcasami.

Do pracy naukowej wrócisz, kiedy kraj będzie całkiem bezpieczny.

ODGŁOSY NASŁUCHU RADIOWEGO

Literatury fachowej nazbierałem we wszelkich językach.

Ale niewielu tu takich, którzy potrafią z tego zrobić użytek.

Musimy szybko stworzyć służbę z ludzi,

którzy wiedzą, co to zasada Karkowsa.

Panie komendancie, pan profesor Wit Kozłowski z politechniki.

Dzień dobry, panie profesorze.

Oraz podporucznik Józef Szymański, matematyk ze Lwowa.

Ze Lwowa? Akurat udało nam się odebrać miasto Ukraińcom.

Ale to jeszcze nie koniec, panowie. Będziemy się jeszcze bić o granice.

Sądzę, panie naczelniku, że raczej zależeć będą one od Ententy,

niż od naszej militarnej siły.

Nie ma pan profesor racji.

Wszystko, co możemy zdobyć w sprawie granic na zachodzie,

zależy od Ententy, ale na wschodzie to inna sprawa.

Są drzwi, które się otwierają i zamykają,

zależy kto i jak szeroko

siłą je otworzy.

Co to ma być, panie kapitanie?

Propozycja kamuflażu dla naszych agentów

czy zakłada nam pan tu trupę cyrkową?

Melduję, że pan porucznik jedyne towarzyszy panu profesorowi.

Natychmiast wydać porucznikowi mundur!

Witam.

Ci, których partia wybrała, muszą świecić przykładem.

Najpierw niech przestaną świecić dupskiem.

Niech mi pan powie, czy oni tu przyjdą.

Ależ pani Jadwigo.

- Była pani wspaniała. - Dziękuję.

O – nasza córka.

Nie najciekawiej u mnie z finansami ostatnio.

Ty nie myśl, jak zaoszczędzić,

ty myśl, jak zarobić.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.