All language subtitles for The Human Factor (1979)

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

CZYNNIK LUDZKI

172 osoby wjechały wczoraj do Kinszasy,

169 wróciło poranionych.

Nieprzyjemne.

Idę na lunch. Davis zajmuje stanowisko.

Dobrze.

Przepraszam, spóźniłem się. Czy sprzedaje pan sekrety?

Brytyjskie tajemnice są obecnie mało poszukiwane. A pan?

Muszę brać co się da. Kawalerowie potrzebują pieniędzy.

- Jak tam Sara? - Dobrze.

- A ten mały drań? - Również dobrze.

Mój Boże, ktoś dzwoni.

Jeśli Zair odpowie, poinformuj o tym MSZ i Skarb.

Oh, sir, jest pan proszony do brygadiera Tomlinsona.

- Brygadier Tomlinson? - Tak, piętro wyżej. Pokój A3.

A3. Dziękuję bardzo.

Proszę wejść.

Ach, Castle, wejdź.

- To jest pułkownik Daintry. - Jak sie pan ma.

- Proszę usiąść.

-Chyba poznałem pana kuzyna w Cambridge.

- Pułkownik jest nowym szefem bezpieczeństwa.

- Mówi pan o moim kuzynie Rogerze.

Jest w Ministerstwie Finansów. Miał najlepsze oceny z matematyki.

Ja z moją tróją minus poszedłem do tajnych służb.

Właśnie mówiłem, że tylko ty i Davis czytacie wszystkie raporty...

...dotyczące sekcji 6A.

Oczywiście, ale Watson prowadzi sekcję 6. On też je czyta.

- Davis studiował w Reading.

- Rozmawiał pan z nim?

Tak, o tobie. A teraz porozmawiamy z panem o nim.

To jest otwarte sprawdzanie.

Wydaje mi się, że jego poglądy są lewicowe.

- Tak, jest członkiem Partii Pracy.

- A pan?

Jestem apolityczny.

To nie jest nic osobistego. Ale takie są wytyczne.

Zrobię to krótko. Spieszę sie na pociąg.

- Na weekend, na polowanie? - Tak, skąd pan wie...

Oh, racja, dobrze skojarzone.

Mój drogi Watsonie.

- Watson prowadzi sekcję 6. - Miałem na myśli...

To czysta rutyna.

Przy tak wielu zasadach możesz czasami się rozluźnić. To jest bardzo ludzkie.

Zgodnie z przepisami nie należy nic zabierać z biura.

Pana teczka.

Mieszka pan na wsi. Czy to nie jest trochę niedogodne?

To blisko. Mamy dziecko i psa.

- „Huckleberry Finn”. Czy to dobre? - Tak, lepsze niż „Tomek Sawyer”.

- Kupujesz swój ser w Paxton's. - Tak.

- Czy jest lepszy niż Fortnum? - Nie.

Ale ten sklep z serami jest w jakiś sposób wyjątkowy i taki angielski.

- Co to jest "maltańska"? - To czekolada.

Dobra?

To dla mojego syna. Dziś rano byłem zbyt surowy.

Bez obrazy. Poprosiłem o to również Davisa.

- Davis nie miał ze sobą torby. - Zgadza się.

Ale myślałem o tym, co miał w kieszeniach płaszcza.

Czy często bierze raporty w południe, żeby czytać poza biurem?

- Nie wiem.

- Naprawdę żenujące.

Muszę prosić dorosłych mężczyzn, aby opróżniali kieszenie płaszcza jak dzieci.

Nie żebyśmy panu nie ufali.

Dziękuję.

Czy te czekoladowe rzeczy będą stosowne dla mojej gospodyni?

Chciałbym przynieść jej coś wyjątkowego.

Pasują na prezent.

- Czy są jakieś w Fortnum?

- Nie wiem. Są tanie.

- Ale czy to stosowne?

- Wielu tak robi.

Pięć pudełek? A może dziesięć?

- Pięknie zapakowane, prawda?

- Na pewno.

Cóż, to wszystko.

Dziękuję.

Sarah.

Przepraszam, rozmawiałam z doktorem Barkerem.

- Co się dzieje?

- Sam ma odrę.

Nic wielkiego. Potrzebuje teraz odpoczynku.

- Szklaneczkę whisky? - Dzięki, muszę iść.

Jest tak wielu hipochondryków. I prawdziwych chorych też, naturalnie.

- Zasuńcie zasłony u Sama.

- Dzięki za wizytę.

- Do widzenia. - Do widzenia.

- Co ci jest? - Zaniepokoiłem się.

Wszystko zastałem inaczej. Nie ma kobiety, ani dziecka, psa, nikogo nie było.

- Pies jest na zewnątrz. - A tutaj nie ma whisky.

- Jesteś nałogowcem. - Wiem.

Nie lubię takich niespodzianek,

ani whisky w ogrodzie, ani psa na kredensie.

Wszystko jest jak zwykle. Tyle, że Sam ma gorączkę.

- Mogę do niego iść? - Zasypiał. Lepiej nie.

Cześć, Buller.

- Dlaczego nie szczekasz, frajerze? - Nie jest takim frajerem.

Przestraszył elektryka. Po prostu chciał się tylko bawić.

Czuję się bezpieczniej, odkąd go mamy. I Sam go kocha.

- Już skończyłeś? - Chcę przeczytać coś innego.

Może „Wojna i pokój”, zanim będzie za późno.

- Nie mamy tego. - Kupię to w poniedziałek.

Ser. A czekoladki dla Sama.

Dlaczego elektryk się bał? Zna Bullera.

To był nowy.

Wygląda jakby miał gorączkę i był odwodniony.

Czułbyś się tak samo, gdybyś miał gorączkę 39,4 ° .

Czy żałujesz, że nie mamy swojego dziecka?

- Początek szkoły mnie martwi. - Jest dobry w biegach.

W Anglii jesteś akceptowany, jeśli jesteś dobry w sporcie.

Nie powinien udawać Białego.

Nie, nie powinien.

- Kochasz go, prawda? - Jasne.

- Dziwne, "mały drań". Tak nazywa go Davis.

- Davis nie zna go... - Nie, on tak nazywa wszystkie dzieci.

Zapomniałem czegoś.

Czy coś ci przeszkadza?

Nie, wcale nie.

Mały incydent w biurze.

Nowy szef bezpieczeństwa udaje ważniaka.

- To mnie zdenerwowało. - Tak właśnie jest w twojej pracy.

Tak. Ale jestem w Firmie od 15 lat.

Powinni mi już ufać.

Kocham Firmę. Przyprowadziła cię do mnie.

Będę ją kochała, dopóki nie zabierze cię ode mnie.

Jak Wszechmogący Pan.

Należą do ciebie, Daintry.

Czy ten Daintry nie jest trochę dziwny?

Nie. Strzelec pierwszej klasy. Dlaczego?

Dał mi ogromną paczkę.

A w niej jakieś 200 torebek z czekoladowymi kulkami.

Co do diabła mam z tym zrobić?

- Przeładuj! - Psy przy nogach!

Chodź tu. Chodź tu. Teraz szukaj!

Chodź tu.

Szukaj, dalej.

Chodź tu. Chodź tu. Przy nodze.

Mój drogi przyjacielu.

Idę na górę. Tutaj macie coś do picia.

Udane polowanie?

O tak, ptaków było dużo.

Ja wolę wędkować.

Pan Daintry? Chyba raz mierzyłem panu ciśnienie krwi.

Aaaa, tak... dr. Percival.

Chodźmy do pracowni, tam porozmawiamy w spokoju.

Mój Boże, są Maltanki.

- Kupowałem je w kinie. - To od pułkownika Daintry.

Nie jadłem wieki całe. Nie chodzę już do kina.

W sekcji 6 mamy przeciek.

- Na miejscu czy w terenie? - Obawiam się, że tutaj.

- W sekcji Afryka, 6A.

- Sprawdzałem sekcję 6.

- Rutynowa kontrola. - I co?

Bezpieczeństwo zmniejszyło się. Ale tak jest we wszystkich sekcjach.

Bierzesz ze sobą akta na lunch...

Może Rosjanie spreparowali poszlaki

żeby wywołać skandal.

Aby osłabić nasze morale. Byłoby to gorsze niż sam kret.

- Czy to jest duży wyciek? - Nie. Chodzi o sprawy gospodarcze.

Co pan myśli, Daintry?

Szef sekcji 6, Watson, będzie sprawdzany.

Jest jeszcze ten Castle.

Kiedyś był sprawdzany ale mniej dokładne. Myślę jednak, że jest czysty.

Wdowiec, ożeniony po raz drugi, jedno dziecko.

Dom ma wsi, ubezpieczenie na życie. Bardzo solidne.

- Wiejska posiadłość? - Nie, mały domek w Berkhamsted.

Nie zadłużony. Żyje skromnie. Nie ma samochodu.

Imponujące. Został sprowadzony z Pretorii siedem lat temu.

- Miał tam problemy? - Prywatnej natury.

- Z powodu jego narzeczonej.

- Czarna, prawda?

- Czy to ważne?

- A powiedziałem to?

- A co z Davisem? - Nie mam dobrego wrażenia.

Bardziej rozrywkowy typ.

Kawaler, mieszka sam, wydaje dużo pieniędzy.

- Jeździ drogim samochodem. - Ja też.

- Lubi hazard, markowe porto. - Też to lubię.

Studiował matematykę i fizykę w Reading. Członek Partii Pracy.

- Jaka połowa Anglii. Sekretarki? - Są sprawdzane najściślej.

W 6A pracuje córka generała Chamberlaina.

- Od kogo przyszła wskazówka? - Z Moskwy.

Sowiecki uciekinier. Jest na miejscu.

To co mnie martwi, jest to

że Davis wziął raport z biura.

- Możemy go śledzić przez cały czas. - A potem?

Jeśli to on, co wtedy?

- Pójdzie pod sąd. - Wredy oni osiągną swój cel..

- Ich cel? - Jeszcze jeden proces. Nagłówki w prasie.

Znowu napiszą: nasze tajne służby zostały ponownie zinfiltrowane.

A informator rosyjski nie może być ujawniony, gdy jest przydatny.

Może powinniśmy zignorować tę sprawę,

Odstawić zdrajcę na boczny tor i zapomnić o nim.

- Ukryć przestępstwo? - Rosjanie też to robią.

Jeśli chcemy ich pokonać własną bronią,

powinniśmy tak postąpić.

Logiczne?

- Nie mam pojęcia o czym mówisz.

- Chcesz jeszcze szklaneczkę czy zostawić pustą?

Chciałbym jeszcze jednego.

Chciałbym też czegoś bardziej wyraźnego.

To jest proste.

Davis, na przykład: inwigilujecie go przez cały czas,

Podsuwacie mu spreparowane akta i sprawdzacie czy pojawią się w Moskwie.

Mógłbym dla Davisa

Dać pyszną przynętę od bakteriologów z Porton.

Kiedy wróci, sprawa jest jasna.

A jeśli on jest naszym człowiekiem,

musimy go wyeliminować.

Wyeliminować?

Nie możemy ryzykować konferencji prasowej w Moskwie.

- Powinienem kogoś wepchnąć pod pociąg? - Nie może być policyjnego śledztwa!

Powinien umrzeć spokojnie i możliwie bezboleśnie.

- Kto taki? - Jeśli to Davis... dopiero rozpoczął 40-tkę.

Niełatwo umrzeć przy tych wszystkich antybiotykach.

- Atak serca? - Albo wątroba, jeśli dużo pije.

Mówili o winie porto.

- Nigdy nie powiedziałem, że jest winny. - Davis jest teraz tylko przykładem.

Możemy potrzebować naszych biegłych do badań medycznych.

Dlatego spotkał pan tutaj Percivala.

Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.

- Czym mogę ci pomóc? - Co to jest?

Zalecenie od dentysty. Do przestrzeni międzyzębowych.

Jesz dużo czekolady, prawda?

A to, moje zalecenie od Cartiera.

Percival, już minęła północ.

Chcę, żebyś spał spokojnie.

- Postawa Hargreavesa cię zszokowała. - Tak, może.

Hargreaves lubi szokować. To bezczelne z jego strony.

Ach tak?

- Golisz się wieczorem? - Tak, zazwyczaj.

- Czy to ma coś wspólnego z twoją żoną? - Rozwiedliśmy się.

Nigdy nie chciałem się ożenić.

Sezon połowowy pstrąga jest i tak zbyt krótki.

Coś innego. Niedawno jesteś z nami. W przeciwnym razie wiedziałbyś.

Wszyscy żyjemy w czymś w rodzaju klatek.

- Znasz Mondriana? - To ktoś z Firmy?

Nie, o ile wiem. Był malarzem, moim przyjacielem.

Klatki.

Wszystkie połączone razem tworzą ten obraz.

Każda przestrzeń w doskonałej równowadze.

Wszyscy jestesmy w swoich klatkach, ty w swojej, ja w swojej.

Każdy jest odpowiedzialny tylko za swoją. I to ma sens.

Znajdź kreta i przekaż go do następnej klatki.

- A będziesz mógł spać spokojnie. - Czy ten malarz tak interpretuje obraz?

On już nie żyje.

- Dzień dobry.

- Wszystko w porządku w ministerstwie?

- To zależy.

1897 był naszym najlepszym rokiem.

Czy ma pan „Wojnę i pokój” w przekładzie Aylmer Maude?

- A co z „Huckleberry Finnem”?

- Chcę go odłożyć.

Mam tłumaczenie Aylmer-Maude. Jest najlepsze.

- Dwa razy, jak zawsze. - A jak rodzina?

Sam ma odrę, ale to niegroźne.

- A co u pana syna?

- Jego interes prosperuje dobrze, mam nadzieję.

- Może kiedyś go spotkam.

Często o panu rozmawiamy.

Rzeczywiście?

- Zawsze pyta, co pan kupuje.

"CO POWIESZ NA LUNCH"?

Proszę wejść.

List do pana Davisa i telegram.

- Mozambik, jak sądzę.

- Dlaczego pan tak myśli?

Tu nie ma żadnych tajemnic. On musi się podpisać.

Mała chwila.

List dla ciebie. Podpisz.

- A moja wiadomość? - Mam dużo roboty.

Telegram z Mozambiku, z Lourenço Marques. Rozszyfruję to.

Pojedziesz ze mną do Lourenço Marques?

Marzę o tym, żeby tam pojechać.

Byłeś tam, prawda?

Tak. Byłem z Sarą przez kilka dni w hotelu Polana.

- Osiem lat temu.

- O czym marzysz dla kraju?

Bezpieczeństwo. Ale nie według reguł Daintry'ego.

Ja jestem romantykiem. Myślałem, że tutaj będą tajemnice nuklearne i pistolety.

Tajemnice nuklearne można znaleźć w sekcji 8.

Castle...

Co mam z tym zrobić? Też to dostałeś?

Dobrze.

- Muszę iść do Hargreavesa. - A mnie każą iść do lekarza.

Może z powodu ubezpieczenia. Tak było przed moim zadaniem za granicą.

- Czyli wyślą mnie za granicę?

- Mogę im to zasugerować.

Castle, mówię poważnie. Mam tego dość tutaj.

Proszę bardzo.

- Dzień dobry, sir. - Siadaj.

- Pamiętasz Corneliusa Mullera? - Tak, bardzo dobrze.

Przyjechał właśnie z Afryki. Chciałby zobaczyć twój materiał.

- Zna Zair lepiej niż my.

- Chodzi o Mozambik.

To akurat przygotował Davis.

Nawiasem mówiąc, w moich aktach zapisano, że moje kontakty z Mullerem nie były dobre.

Znam twoje akta. Jak tam twoja żona?

Dobrze, dzięki. Myślę, że Davis powinien przyjąć Mullera.

Brakuje mu doświadczenia z szefostwem.

Moje doświadczenie z nim miało osobiste odniesienia.

Ale jako przełożony Davisa jesteś osobą kontaktową.

Wiem, że to trudne, noże są zaostrzone.

- Czy ty i twoja żona jesteście wegetarianami?

- Nie.

Dobrze. Weź.

Bażant był dla mojej sekretarki. Ale ona nawet nie je jaj.

- Bardzo przyjazne.

- Następnym razem chodź razem z nami postrzelać.

Nigdy w swoim życiu do niczego nie strzelałem.

- Dlaczego dajemy Mullerowi informacje?

- Sam nie jestem fanem Burów.

To nie jest moja Afryka. Ale czy rosyjska Afryka byłaby lepsza?

Nie.

Istnieje wspólna operacja nazwana "Wuj Remus".

Muller może ci o tym coś powiedzieć.

- Rozumiem.

- Zaproś go do siebie.

Tak trzymam ludzi na dystans.

Oni jednak czują się przyłączeni.

- Ale moja żona może się sprzeciwić.

- Ona powinna zdecydować.

Prawda?

Nie zapomnij swojego ptaka. Weź oba.

Jeden dostanie Davis.

- Możemy porozmawiać o nim przez chwilę?

- Jasne.

Powinien pan wysłać go do Lourenço Marques.

- Nasz człowiek byłby zadowolony.

- Czy to był pomysł Davisa?

Nie bezpośrednio. Ale chciałby odejść.

- Jest dość zdenerwowany.

- Dlaczego?

- Ból serca i nuda biurowa.

- Będę miał to na uwadze.

Przy okazji, wizyta Mullera jest ściśle tajna.

Nawet Watson o tym nie wie. Ani słowa do Davisa.

Dokładnie ten kolor mają 47er Château d'Yquem,

To taka nowość w sklepach Francji.

Na szczęście to jedyne podobieństwo.

Czy widzi pan jakieś problemy? Ja czuję się w porządku.

Zadbaj o swoją wątrobę. Ważenie teraz.

A co z moją wątrobą?

Trzeba na to uważać, zwłaszcza my, kawalerowie.

Intensywne życie towarzyskie.

- Siadaj, teraz zmierzę ciśnienie krwi.

- Nie imprezuję zbyt wiele.

Lubię porto, czasami chodzę do pubów

Czasem w klubie wypiję drinka lub dwa.

Patrzę na mężczyzn, do jakich chodzą klubów.

- Do „Garrick”? - Albo „Playgirl” klub rewiowy?

Ja należę do „Wig and Pen”.

Jeśli ty zabierzesz mnie do swojego, zabiorę cię też.

- Naprawdę chciałby pan? - Czemu nie?

Nigdy nie byłem w klubie rewiowym.

Wszystkie te zgrabne piersi i takie tam.

To złe dla ciśnienia krwi.

- Czy wie pan po co to wszystko?

- Niestety nie.

Żyję w moim własnym małym pudełku, tak jak ty w twoim.

- Możesz się ubrać.

- Ale należy pan do Firmy.

- Formalnie należę do Centrali w Porton.

- Źle myślę o Porton.

Odkąd jest broń jądrowa lepiej zapomnieć o wojnie bakteriologicznej.

Nie mów nic przeciwko Porton. Tam wyprzedzamy Amerykanów.

- Ciągle przydatna rzecz.

- Niby czemu?

No nie wiem. Ale, dam ci przykład.

Jeśli Amerykanie zapytają nas, czy mamy dla nich jakiegoś owada...

który przetrwa każdy środek owadobójczy...

tak, że Kubańczycy mogą spryskiwać te swoje plantacje...

Możesz powiedzieć: „Oczywiście, ale jeśli wyświadczycie nam przysługę”.

Rozumiesz?

- Przyjdź jeszcze na badanie krwi.

- Po co te wszystkie testy?

My, lekarze uwielbiamy testy. To rodzaj uzależnienia jak polowanie.

Polujemy na choroby u pozornie zdrowych ludzi.

Idę zjeść z jednym z przełożonych i zanocuję u Davisa.

- Skończycie tak późno? - Przeszkadza ci to?

O nie. Ufam, że Davis zadba o ciebie.

- To ten szalik, proszę pani. - Dziękuję.

Muller przyjeżdża tutaj.

- Cornelius Muller?

- Tak.

Muszę być dla niego przyjazny.

Nie martw się. Nie może nas już krzywdzić.

- Jak wyglądam? - Świetnie wyglądasz.

- To będzie 35 funtów, sir. - W porządku.

- To tak jak za dawnych czasów, prawda? - Dlaczego?

Afryka.

- Pomyśl o swoim ciśnieniu krwi. - Nie straszysz mnie.

- Jescze jedna kolejka. - Dla mnie nie.

Panowie, tutaj mieszkam. Wobec tego dobranoc

- To głupie, że był z nami.

- Przecież go lubisz

Wcześniej tak. Dziś mnie denerwował.

Ta rozmowa o moim ciśnieniu krwi.

O co z tym chodziło?

- Czy on naprawdę jest lekarzem? - Ma coś wspólnego z ośrodkiem Porton.

- Tak, powiedział mi to. - Ach tak?

- Tak, jest bardzo dumny z Porton.

- Dlaczego niby?

Są przed Amerykanami.

Amerykanie muszą teraz prosić:

"dajcie nam owada, który zjada trzcinę cukrową na Kubie"

Tak mówi.

Rozgość się.

Przygotuję drinki na dobranoc.

Czy chcesz posłuchać muzyki?

Czy nikt tu nie sprząta?

W poniedziałki przychodzi kobieta. Zostawię jej to.

- Kieliszek porto? - Czy wolisz szkocką?

I to właśnie nazywa się „Black & White Walker”.

Niezłe.

Musimy zareklamować to przy pomocy gigantycznej pandy w cylindrze.

Kto to do diabła jest?

- Halo? - Mówi Sarah. Czy bardzo przeszkadzam?

Nie, wcale nie. To Sarah.

- Spałeś? - Czy coś jest nie tak z Samem?

Sam jest w porządku.

Ale się boję. Ktoś zadzwonił dwa razy w nocy.

To pewnie pomyłka. Nie bój się.

Ktoś wie, że cię nie ma.

- Wróciłbym do domu, ale... - Nie. Teraz poczułam się lepiej.

Jestem głupia. Kocham cię, skarbie.

- Ja też, kochanie. - Powiedz Davisowi, że go przepraszam.

- Dobranoc, kochanie. - Dobranoc, Maurice.

Czy coś jest nie tak?

Myślę, że twój telefon jest podsłuchiwany.

- Skąd to wiesz? - Coś mnie zastanowiło.

Jak otwarte drzwi, które są zawsze zamknięte.

Nie zauważysz nowoczesnych pluskiew.

- Chyba że powinieneś to zauważyć. - Ale dlaczego?

- Bv cię przestraszyć. - Dlaczego mnie?

Martwi mnie to, co powiedział Percival. Podejrzewają wyciek.

- I nas podejrzewają? - Jednego z nas. Albo obu.

Skoro to nie my, co nas to obchodzi?

Kogo to do diabła obchodzi?

Mam tego dość.

Chciałbym wyskoczyć w ponieedziałek, w porządku?

Zaprosiłem Cynthię do zoo i na sałatkę z homarów.

- Zgodziła się? - Nie, ale też nie odmówiła.

- Może zlituje się nade mną.

- Zakochałeś się na poważnie, prawda?

Jeśli ktoś zapyta, to jestem u dentysty.

- Wrócę o pierwszej. - A twój raport dla Watsona?

Zrobię potem. Zaborę akta ze sobą.

To ryzykowne.

Popatrzę z Cynthią jak małpy kopulują.

- Spóźniam się. - Cześć tato. Piję sherry.

To samo dla mnie.

- Jak tam twoja matka?

- Mam nowe wiadomości.

Tylko matka o tym wie.

Nie jesteś ciekawy?

Że co?

Och, przepraszam, kochanie.

Jest tutaj znajomy.

Ja...

...wychodzę za mąż.

- Za mąż? Czy twoja matka o tym wie?

- Właśnie to powiedziałam.

Pracuje w agencji reklamowej „Jameson's Baby Powder”.

Super.

Wydają ogromne sumy pieniędzy by wyprzedzić specyfik "Johnson Baby”.

Hasło pochodzi od Colina: „Jameson delikatnie pudruje twoje dziecko".

Możesz być tego pewien.

- Colin jest bardzo kreatywny.

- Rzeczywiście?

Moja droga...

...czy jesteś pewna swoich uczuć?

Oboje jesteśmy pewni, tato.

W końcu mieszkamy razem od roku.

Przepraszam, tego nie wiedziałem.

Skoro jesteśmy tutaj razem, skorzystam, by dać ci nr telefonu.

Całkiem oficjalnie.

Od 21.

Pobieramy się tylko cywilnie, bez gości.

To znaczy bez rodzin też. Będzie tylko mama.

Zapraszamy ciebie również, o ile nie boisz się zobaczyć mamy.

Nie wiem, czy dam radę przyjść.

Co mam dać wam w prezencie?

Najprościej gotówkę, czek. To także łatwiejsze dla ciebie.

- Powinieneś przyjść.

- Spróbuję.

- Możesz zabrać kogoś, przyjaciela.

- Przyjaciela?

Masz przyjaciół, prawda?

O tak.

Tak, oczywiście.

- Wiem, gdzie Davis był w poniedziałek rano.

- Więc?

W zoo.

I?

Powiedział Castle'owi, że idzie do dentysty.

Czy spotkał kogoś?

Nie, ale czekał na kogoś. Miał ze sobą akta.

- Wszystko to tylko poszlaki.

- On jest naszym człowiekiem.

A co z Watsonem? Nie jest u nas długo.

Został dokładnie sprawdzony. Brak kontaktu z komunistami.

Castle jest jeszcze mniej prawdopodobny.

Jego ojciec był staroświeckim lekarzem rodzinnym, matka w obronie plot w czasie wojny.

Trzyma też z konserwatystami.

Ale to o niej mówi.

On jest dobrym synem, odwiedza ją co miesiąc.

Rodzinny człowiek, który żyje oszczędnie, niewiele alkoholu.

Ma za mało wyobraźni jak na podwójnego agenta.

Jeśli jesteśmy już pewni, to co zrobimy?

W tej chwili opracowujemy plan.

Orzeszki ziemne.

Orzeszki ziemne?

Wiesz, jakie są orzeszki ziemne.

Tak, jasne. Byłem na placówce sześć lat w Nigerii.

Jeśli się psują, pleśnieją.

A pleśń wytwarza substancję zwaną aflatoksyną.

Panie Ober.

Proszę, panie Davis, proszę.

W porządku. Najpierw ja się chowam.

Jeden, dwa,

trzy, cztery,

pięć, sześć,

siedem, osiem,

dziewięć, dziesięć!

- Cholernie zimno, co? - To był twój pomysł.

Sam, mały drań, uwielbia bawić się w chowanego.

- Zawołam go. - Nie, czekaj.

Chcę z tobą porozmawiać.

Jestem śledzony.

Poszedłem do Scotta z Cynthią. Przed jej domem był mężczyzna.

Później ten typ pił whisky w Scott's.

Kiedy dziś wyszedłem z domu, na poboczu stał się mini-cooper.

Pomyślałem, że znam kierowcę.

Tak nie było. Jechał za mną aż opuściłem Londyn.

- Śledził cię tutaj?

- Nie.

- Jak powiedziałem, twój telefon jest podsłuchiwany.

- O co tu chodzi?

Oni demonstracyjnie szukają kreta. Liczą, że ty stracisz nerwy.

- W wypadku, gdybyś ty nim był.

- Wierzysz w to?

Ależ nie. Olej te ich podchody a wszystko bedzie dobrze.

Nie podoba mi się to.

Nie mogę kontynuować czytania „Wojny i pokoju”.

To wspaniała książka.

Potrzebuje pan tylko cierpliwości. Czy doczytał pan do odwrotu z Moskwy?

Nie, a mój przyjaciel porzucił lekturę jeszcze wcześniej.

Zobaczmy, co jeszcze dla pana mamy.

Może autor wiktoriański? Trollope.

Mój syn powinien coś zasugerować. Uwielbia Trollope'a.

- Zabawne. - Niezwykły chłopak.

- Ale pieniądze przyciągają.

- Z pewnością zarabia dobrze.

Musi płacić też „podatek dochodowy od policji”.

Tak go nazywa. Wchodzi policja, a potem musisz zapłacić.

Jak zwykle dwie kopie?

Może pan wejść.

Podejdź bliżej.

Znacie się już, tak.

To miło, że pan tu przyszedł. Proszę usiąść.

Nie jest to dla mnie dogodne, ale jestem.

Aby zapobiec skandalowi, wasz ambasador nie został poinformowany.

Byliście lekkomyślni.

Kapitan Van Donck z policji bezpieczeństwa zwrócił nam na to uwagę.

Mówił, że status dyplomatyczny był często nadużywany.

dla młodszego personelu ambasady.

Mówił, że złamałeś prawo.

- Jakie prawo?

- Jeśli chciałeś pieprzyć czarne kurwy...

...mogłeś iść do burdelu w Lesotho lub Suazi.

- Są w waszej Wspólnocie Narodów.

- Byłeś obserwowany.

Bez immunitetu dyplomatycznego byłbyś teraz w więzieniu.

- Gdzie ona jest?

- W porządku. Reszta do mnie należy.

Dzięki za pomoc

Bez obaw, znajdę ją.

Nie byłby dla niej zbyt miły.

Oczywiście, że mógłbym ją chronić.

Czasami musisz zdecydować, gdzie masz swoich przyjaciół.

Czy Sir John wie, że chciałem cię zwerbować?

Zwerbować? To chyba nie jest właściwe słowo.

Ale teraz pracujemy razem.

Gdybym wówczas wiedział, jaka jest prawdziwa natura twojej pracy...

Nigdy bym ci nie zagroził z powodu tej kobiety z Bantu.

Nie zdawałem sobie sprawy, że ona była tylko twoim agentem.

Uważałem cię za idealistycznego, sentymentalnego przeciwnika apartheidu.

- Masz mi to dalej za złe?

- Cóż, obaj jesteśmy profesjonalistami.

-Przy okazji - jak wyciągnąłeś tą swoją agentkę?

- Moją agentkę?

Tą kobietę Bantu. Przez Suazi?

Tak.

Myślałem, że granica była całkowicie zamknięta.

- Pamiętasz Van Doncka?

- Tak, żywego.

Został zdegradowany, ponieważ ta mała uciekła mu.

Jak miała na imię? Mankosi?

Sarah Mankosi, tak.

Byłem przekonany wówczas, że to historia miłosna.

Ale nie przejmuj się mną.

Myślałem, że jeśli ją zatrzymamy, będzie dla nas pracować.

Wie pan...

Miałem kiedyś nawet czarny tyłek na kolanach...

Oczywiście, że nie w RPA.

W Lesotho, z moimi czarnymi braćmi w Holiday Inn Casino.

I niespodziewanie zdarzyło się coś zupełnie innego.

Oczywiście było to również legalne.

Przyjedziesz o wpół do jedenastej?

Teraz porozmawiamy o operacji "Wujek Remus".

i o problemach, które nas czekają.

Twój kraj, mój kraj i oczywiście USA.

- Oto i ona. Cześć kochanie. - Hallo.

To jest pan Muller. Moja żona Sarah.

Bardzo mi przyjemnie, ​​pani Castle.

Siedem lat temu prawie się spotkaliśmy.

Siedem zmarnowanych lat.

- Pańska żona to piękność, Castle. - Dziękuję.

Nasz syn Sam.

- Hallo Sam. - Hallo.

- Ile masz lat? - Siedem.

A ty?

Polubiła pani tutejszy klimat?

W porównaniu do RPA?

Tutaj nie jest tak ekstremalnie.

Ma pan na myśli pogodę?

Tak,

pogodę.

Tutaj nie jest tak ekstremalnie.

Za co pijemy? Za operację Wujek Remus?

- Zostawmy to w biurze. - Jak pan chce.

Wypijmy za pana i pana żonę.

- Czy zostawiła nas samych z mojego powodu? - Nie, nie.

Za was oboje.

Mieliśmy kiedyś wino porto z Lourenço Marques,

kiedy był jeszcze portugalski.

Miasto się zmieniło.

Biedny Davis.

Kto?

Och, nic. Młody kolega.

- Twojej żonie musi brakować Afryki.

- Ma inne wspomnienia niż pan.

Ależ proszę pana. Przecież obaj jesteśmy Afrykanerami.

Moja rodzina była tam przed Bantu.

Tylko późni imigranci utożsamiają Afrykę z czarnoskórymi.

Zwłaszcza komuniści.

Jak biedny Connolly.

- Dlaczego biedny?

- Posunął się za daleko.

Kontaktował się z partyzantami.

Był dobrym prawnikiem. Stwarzał problemy policji bezpieczeństwa.

Już nie?

Nie.

Zmarł w więzieniu rok temu.

Zapalenie płuc.

To oszczędziło mu procesu sądowego.

- Dzień dobry. - Dobrze.

- Nazywam się Castle. - Dobrze.

Dzień dobry. Miło, że pan przybył.

To pan Castle z ambasady brytyjskiej.

Nie przychodzę jako dyplomata, ale jako pisarz.

Weźmie udział w naszej dyskusji i odpowie na pytania, tak?

- Czy mogę również zadawać pytania? - Ale w omawianym temacie.

Zgoda. Kto zaczyna?

Mam pytanie. Czego tu u licha szukasz, człowieku?

- To pytanie retoryczne. - Więc?

Nie mówimy tym samym językiem i nigdy nie przeczytam twoich książek.

Chciałbym...

Mamy już dość liberalnych Białych.

- Pozwól mu mówić. - Co on może nam powiedzieć?

Wie pan, co mają tu do roboty liberałowie?

- Niech pan powie.

- Siedzieć cicho.

- To co powiedział nie jest zbyt mądre. - Ale to pouczające.

- Jak tam twoja książka? - Trudno mi dotrzeć do pewnych ludzi.

- Potrzebujesz pośrednika. - To byłoby dobre.

Coś mogę z tym zrobić.

To jest Sarah Mankosi.

- Możesz ją zabrać? - Oczywiście.

Staraj się nie przyciągać uwagi.

- Do widzenia. - Do widzenia. Dziękuję.

Jestem trochę naiwny w sprawach Afryki Południowej.

Jako pokojówka mogłam siedzieć z przodu.

Pan po prostu odwozi pokojówkę do domu.

Connolly mówi, że potrzebuje pan pomocy.

Dobrze. Szyfruj dla Londynu.

OK, JUTRO, HOTEL CARLTON, POKÓJ 299

- Sarah. Wszystko w porządku? - Lot był opóźniony.

Ale twojego człowieka nie było w samolocie.

- Myślałem, że coś ci się stało. - Nie mnie. Jemu może.

Musisz poradzić sobie bez niego, są jednak inni.

- Czujesz się tutaj bezpieczna? - Do pewnego stopnia.

To drogi hotel, jeden z najlepszych.

Gdybyśmy spotkali się w Mamelodi lub Soweto...

...zaraz pojawiła by się policja bezpieczeństwa.

- Pieniądze zmieniają zasady.

- Napijesz się czegoś?

- Whisky? - Tak, małą. Dziękuję.

Z wodą proszę.

Powodzenia.

Dzisiaj poszło źle. Następnym razem się uda.

- Powinnaś już iść. - Dlaczego?

- Boję się o ciebie. - Ale tęskniłabym za tym.

Dlaczego Connolly Cię wybrał?

Nie czułam się dobrze. Matthew uważał, że powinnam się czymś zająć.

- Co się stało? - Mój przyjaciel został zabity.

- Został przejechany. - Dobry przyjaciel?

Tak.

Czy nie możemy napić się czegoś gdzieś indziej?

Pretoria jest w tym bardziej konserwatywna niż Johannesburg.

- To spotkajmy się Johannesburgu. - Tak, dobrze.

- Naprawdę jesteś dyplomatą, Maurice? - Tak, jasne. Dlaczego?

- Nie zachowujesz się dyplomatycznie.

- To co robię jest zgodne z zasadami dyplomacji.

Dobre kontakty z miejscową ludnością.

- Czy zarezerwowałeś pokój?

- Nie. Dlaczego?

- Boisz się odważyć?

- A ty?

Nie.

Sarah...

W porządku.

- To był mój pomysł.

- Nie to miałem na myśli.

Ale czy nie żałujesz teraz tego?

Czego mam żałować?

Nie mogę tu zostać.

- Odwiozę cię - Nie, ty musisz zostać.

W przeciwnym razie przyciągnęłoby to uwagę. Mam tu przyjaciół.

- Jutro pojadę do domu.

- Kiedy znów się spotkamy?

Jeśli będziesz mnie potrzebować, powiadom Connolly'ego.

Na pewno cię potrzebuję. Chcę się z tobą spotkać bez tego strachu.

Przyjdę do ambasady.

Terytorium brytyjskie. Całkiem legalnie, w twoim biurze.

- Nie żartuj z tego. - Czy wyglądam dobrze?

Bądź ostrożna.

ZACHOWAJ SWOJE MIASTO W CZYSTOŚCI

Nie możesz przyjść do mnie? Potem zostaniesz na całą noc.

Ale tutaj nikt nie przychodzi.

- Czy bierzesz coś ... - Jakie coś?

By nie zajść w ciążę.

- Na to jest za późno. - Dlaczego?

Nie martw się. Jestem w ciąży zanim się spotkaliśmy.

- Co ty mówisz? - Dziesiąty tydzień.

- I nic mi nie mówisz? - To ciebie nie dotyczy.

- Ojciec dziecka nie żyje, mówiłam ci.

Nie powiedziałaś mi że nosisz bękarta.

- Czy tak zrobiłby biały człowiek?

- Oszukałaś mnie.

Jesteś hipokrytą! Nie udawaj, że jestem z twojego klubu tenisowego.

Chciałeś wiedzieć, jak to jest być czarnym, co?

- Nie mów jak dziwka.

- Mówię tak, jak to czuję.

A teraz zawieź mnie z powrotem.

Czy chciałaś zaczekać, aż to sam zauważę?

-Zatrzymaj tutaj. - Dlaczego?

Zatrzymaj auto!

- Więzień mówi, że pan go kopnął. - Nie.

- Kiedy leżał na ziemi.

- On wtedy nie leżał na ziemi.

- To skąd wzięło się pęknięcie śledziony?

- Odepchnąłem go ręką...

...kiedy do mnie podbiegł i chciał mnie przewrócić.

- Czy to było tak?.

Proszę niech swiadek podejdzie do mnie.

Więzień też.

Czy możesz nam to pokazać?

Czy więzień podbiegł do pana na szczudłach?

Sąd odracza rozprawę do drugiej.

- I co powiedziała? - Tak, zgodziła się.

- Ona przyjdzie? - Tak.

- Gdzie? - Do ciebie.

Cześć, Sarah.

Dziękuję. Nie wiedziałem, jak mogę cię znowu spotkać.

- Przepraszam. - Nie musisz przepraszać.

Chciałem cię znowu zobaczyć.

Tęskniłem za tobą.

Też za tobą tęskniłam.

To było okropne.

Tak.

Zakochałem się w tobie.

To dlatego, że pewne sprawy pozostały niedopowiedziane.

- Wkrótce wyjedziesz. - Nie, nie.

- Kocham cię.

- Wpakujesz się w kłopoty.

Nas.

Tak, nas.

Kocham cię

Klucz Sarah.

- Nie martw się, jest pod dobrą opieką.

- Dzięki Bogu.

- Czy twoi ludzie coś wiedzą?

- Tak, powiedziałem im, że muszę wyjechać.

Dobrze. Leć natychmiast do Lourenço Marques.

Wynajmij pokój w hotelu Polana. Tam dostarczę Sarę.

- Jestem ci bardzo wdzięczny, Connolly.

- Wszystko to robię dla SPRAWY.

Chciałbym brać w tym udział. Bo nic nie robię teraz.

Wasz komunizm nie jest prawdziwym komunizmem.

Ależ nie, właśnie że jest.

Sarah przyjedzie tydzień, dwa później.

- Do widzenia. - Do widzenia.

- Miło cię widzieć. - Myślałem, że już nigdy cię nie zobaczę.

Zostałem tu ponownie wysłany po twoim raporcie o Mullerze.

- Co tu robisz?

- Uczę języka.

- Uczysz rosyjskiego?

- Ależ angielskiego. Mój student jest Polakiem.

- W porządku, wiedziałeś, że Connolly nie żyje?

- Dopiero od kilku tygodni.

Zrobiłem to tylko dla Connolly'ego by ochronić Sarę.

Nigdy nie podzielałem waszych poglądów. Teraz on nie żyje.

Powiedziałeś, że miłość uczyniła cię czarnym mężczyzną.

- Tak.

- Tak więc robisz to dla Sary i czarnych ludzi.

- Potrzebujemy cię.

- Moje informacje są nieistotne.

Traktujemy operację Wujek Remus bardzo poważnie.

A jak w domu?

Sarah boi się włamywaczy, ponieważ wciąż dzwoni telefon.

Martwię się. Jeśli coś mi się stanie...

- Twoja droga ucieczki jest dokładnie zaplanowana.

- Mojej ucieczki - a Sarah i Sam?

Oni też dołączą. Zaufaj nam.

Tak. Przepraszam

- O co chodzi? Samolot czeka. - Lecisz do Waszyngtonu?

Na krótko. Czego pan chce?

- Zielone światło. - Zielone światło?

- Pojawiły się zaznaczone akta. - Które akta?

Czy pamięta pan wieczór po polowaniu na bażanty?

Pan, ja i Daintry.

I wymyślone informacje dla naszego przyjaciela,

- który nie jest zdrowy. - Tak.

Wróciły jak gołąb pocztowy.

- Jesteś pewien? - Absolutnie pewien.

W porządku.

W biurze mówią, że masz kaca.

Źle się ze mną dzieje.

- Nie wypiliśmy zbyt dużo. - Może to sprawa portweinu.

Usiądź. To musi być spowodowane szampanem.

Listy win w niektórych sex-klubach są narodowym wstydem.

- Co robisz? - To lepsze niż piwny klin.

- Naprawdę miło z twojej strony. - Nie powinieneś tego lubić.

- Poczta. - Czy coś przyszło z Zairu?

Tak. Tak przy okazji - Artur jest chory.

- Co mu jest? - Ma silny ból głowy.

- Właśnie sam zadzwonił i to przekazał. - Kac?

Możliwe. Powiedział, że był u niego Dr. Percival.

Idę na lunch. Idziesz?

Niestety mam pracę do wykonania.

- Dziękuję za wizytę. - Przyjdę jeszcze.

Następnym razem...

...czy możesz zapytać Cynthię, czy ona przyjdzie?

- Jak tam Sara? - Dobrze.

- A ten mały drań? - też.

Chciałbym też mieć dziecko. Ale tylko z Cynthią.

Tak.

„Nigdy nie powinna na mnie patrzeć, jeśli nie chce mojej miłości”.

Zostałem trafiony. Czytam poezję.

Maluję miejsca, które pasują do Cynthii.

- Zapytam ją. - Nie symuluję.

Moje ramiona i nogi są jak galareta.

Ale to mnie nie powstrzyma, prawda?

Powstrzyma?

W Lourenço Marques byłbym inną osobą.

- Rozmawiałem z C.

- Jesteś świetnym kumplem.

Do zobaczenia wkrótce. - Dziękuję.

Proszę wejść.

- Chcesz ze mną porozmawiać? - Usiądź.

- Moja córko. - Jest piękna.

- Dzisiaj wychodzi za mąż. - Gratulacje.

O czym mam rozmawiać z jej mężem? O "babypopos"?

- Babypopos? - Tak, to hasło reklamowe jego dzieła.

„Jameson delikatnie pudruje twoje dziecko i możesz postawić swój tyłek też”.

Czy często nie czujesz się tu samotny?

Dobrze radzę sobie z Davisem.

Czy jesteś z niego zadowolony?

Były jakieś skargi? Jestem w pełni za nim.

Tak, ja... zrobiłbyś mi przysługę?

Moja eskorta na ślub zawiodła mnie.

A moja córka nie powinna myśleć, że nie mam przyjaciół.

Nie musielibyśmy iść do urzędu stanu cywilnego.

Ale jest małe przyjęcie w...

z moją żoną, niedaleko stąd.

- Chętnie pójdę z tobą. - To naprawdę miłe.

Nikogo tam nie znam. Z wyjątkiem żony, oczywiście.

Przez siedem lat nie miałem z nimi kontaktu.

Oczekiwany człowiek!

- Och, jestem Daintry. - Daintry?

- Ojciec panny młodej. - Och, mąż Sylvii.

- Tak. A jakie jest twoje imię? - Sylvia! Sylvia!

- Chodźmy. - Musisz zobaczyć swoją córkę.

Tak.

- Całkowicie zapomniałem te sowy. - Mój drogi. Miło, że tu jesteś.

- To Castle, um... - Maurice.

- Maurice Castle. - Miło mi.

Na Boga, Edward! Czy to była sowa?

Nie, tylko popielniczka.

- Znasz Colina? - Nie.

- Genialny człowiek. - Pana kolega?

Jestem jak „Proszek dla dzieci Jamesona” też.

Och, płaszcze. Do sypialni. -Tam na dole.

- Nazywa się pan Castle? - Tak.

Dzwoni do pana jakaś kobieta. Brzmi niepokojąco.

Cynthia. Co się dzieje?

- Nie znasz jeszcze Colina. - Nie.

- Davis nie żyje. - Davis?

Nie żyje. Percival jest z nim.

Percival. Mój Boże, ten facet!

- Edward! John zniszczył sowę!

- Nie mogę być wszędzie!

Ty stary głupcze, nigdy ci tego nie wybaczę.

- Chodź.

- Czego szukasz w ogóle w moim domu?

- Nie spodziewałem się tego. - Co to znaczy?

Nie sądziłem, że choroba tak szybko się rozwinie.

- Będzie sekcja? - Oczywiście. Jego lekarz też tego chce.

- Co robi tutaj policja? - Rozgląda się.

Dlaczego? Czy został zamordowany?

Oczywiście, że nie.

Jego wątroba była całkowicie kaput.

- Co oni tutaj robią wobec tego? - To rutynowe czynności sprawdzające.

Tutaj jest jeszcze jeden. Zapisek na marginesie.

„Nigdy nie powinna na mnie patrzeć, jeśli nie chce mojej miłości”.

- Wychodzisz? - Tak, na świeże powietrze. Z Bullerem.

Kochanie, nie mówmy jeszcze Samowi o Davisie.

- Najpierw musi zaadoptować się w szkole. - Cokolwiek postanowisz.

- Biedny Davis. Nigdy więcej zabawy w chowanego. - Tak, to koniec. Chodź, Buller.

MÓWISZ: NIE JESTEM WOLNY.

ALE PODNIOSŁEM RĘKĘ I OPUŚCIŁEM JĄ.

PROSZĘ ZANIECHAĆ KONTAKTÓW. OD ZARAZ.

WOJNA I POKÓJ

Biegnij, tatusiu, biegnij!

Buller!

Musimy...

Panowie.

Tom. - To jest mr. Ferguson, Kancelaria Stanu. - General Phipps, służba obrony.

- John. - Panie Muller.

- Usiądź. - Dziękuję.

Przepraszam. Pan Watson jest na pogrzebie.

- Cholera. Z tej sekcji 6. - Ale pan Castle jest tutaj.

Wezwij go.

- Mamy jedną śmierć. - Przepraszam. Kto?

Nazywał się Davis.

Pan Muller był teraz w Niemczech.

Dziękuję za przybycie.

Castle, przepraszam, musisz reprezentować Watsona.

Oczywiście.

Rozpoczynaj. Proszę nie notować, panowie.

Dziękuję.

To nieoficjalna konsultacja na temat operacji Wujek Remus.

Operacja Wujek Remus nie działa

Obrona RPA to obrona Wolnego Zachodu.

Wiedzą o tym również w Waszyngtonie, gdzie ostatnio był sir John.

Kiedy nasze kopalnie złota zostaną zamknięte z powodu wojny...

Rosja staje się najważniejszym jego źródłem.

Dla porównania - kryzys naftowy byłby nie do zaakceptowania.

A tutaj chodzi o złoto, diamenty i uran.

A jeśli sprawy pójdą tak jak w Wietnamie...

byłoby to bardzo niepokojące.

Stany się teraz nie zaangażują....

z wojskami na obcym kontynencie.

Nie znają Afryki, jeszcze mniej niż Azji.

Operacja Wujek Remus sprawiłaby, że użycie wojsk byłoby zbędne.

W przypadku inwazji na nas planowane jest...

Zaryglowanie Południowej Afryki od północy.

I zatrzymanie wroga w korytarzu.

Ale jak?

Macie długą, otwartą granicę, zbyt długą dla pól minowych.

- Chcesz zbudować ścianę? - Niewidzialną ścianę, tak.

Poprzez ostrożne użycie broni taktycznej na pustkowiach.

- Broń taktyczna? - To takie uspokajające słowo.

Bomba taktyczna jest całkiem czysta, znacznie czystsza niż ta w Hiroszimie.

O Boże.

Panie Castle, miałem nadzieję, że pan przyjdzie.

Trollope czeka na pana.

Mój syn mówi, że się panu spodoba.

Chciałbym się z nim zobaczyć. Czy jest tutaj?

Nie, proszę pana. Czy coś mu przekazać?

To trochę skomplikowane.

Wciąż mam kilka książek kupionych wcześniej

ilustrowane, może zainteresują pańskiego syna.

I myślę, że niektóre mogą być warte dużo.

I... cóż, wiesz jak to jest.

Mam ze sobą listę.

Dam mu to, jak tylko wróci.

- Byłbym wdzięczny. - A co z tą książką?

Powieścią Trollope'a.

Zatrzyma pan ją? Potrzebuję przerwy na czytanie.

Do widzenia.

Racja.

Dziękuję.

Chwila.

Masz. Idź już.

Tak.

Dobrze. W porządku.

- Biedny Davis. - Nic o nim nie wiesz.

- Dolej chociaż wody... - Nie przeszkadzaj mi!

Przepraszam.

Stało się.

Dlaczego nie możesz mi powiedzieć? Bo ci zabraniają?

- Z tymi waszymi tajemnicami... - Nie chodzi o to.

Kiedy się tutaj przeprowadziliśmy, Connolly przysłał tu kogoś.

On uratował ciebie i Sama.

Poprosił mnie o pomoc. Z wdzięczności zgodziłem się.

Co w tym złego?

Jestem podwójnym agentem od siedmiu lat. Tak...

A teraz ci o tym mówię po raz pierwszy.

Maurice.

- Czy jesteś w niebezpieczeństwie? - Zawsze byłem.

- To znaczy teraz. - Teraz jest gorzej.

Prawdopodobnie przypuszczali, że to Davis był źródłem przecieku.

- Oni go zabili? - Tak.

- To mógłbyś być także ty. - Tak.

- Skąd dowiedzieli się o krecie? - Od swojej wtyczki w Moskwie.

Miał dostęp do moich raportów i wysłał je do nich.

Wobec tego jesteś teraz bezpieczny.

Jeśli przestaniesz, wina Davisa zostanie potwierdzona.

Ja to wiem. Powiedziałem człowiekowi Connolly'ego, że kończę z tym.

Wtedy coś się stało.

To spadło mi na kolana jak boski żart.

Największy sekret, jaki poznałem w życiu.

Ponieważ Watson poszedł na pogrzeb.

O czym ty mówisz

Musiałem poinformować, co zamierzali ci dranie.

Maurice, to czyste samobójstwo.

Davis nie żyje. Kiedy twój raport wróci...

Wiem, ale to ratuje ludzi twojego narodu.

Nie mów mi nic o moim narodzie. Ty i syn jesteście moim narodem.

Co powinnam teraz zrobić?

Najlepiej idź z Samem do mojej matki.

Oddal się ode mnie na jakiś czas. Działaj tak, jakbyśmy się kłócili.

Jeśli nic się nie stanie, pogodzimy się.

- A jeśli coś się stanie? - Obiecano mi plan ucieczki.

Tylko dla mnie.

Skontaktowaliby się z tobą gdyby wszystko się uspokoiło.

Nie mielibyśmy kontaktu

Może przez długi czas.

Nie obwiniasz mnie wcale.

Dlaczego miałabym?

Cóż...

Jestem zdrajcą.

My mamy własny kraj:

ty, ja i Sam.

Nigdy go nie zdradziłeś.

Ile mamy czasu?

Dlaczego ten pochopny wniosek?

Coś mnie irytowało tego wieczoru z Castle.

Później dotarło do mnie - co.

- Jak przedstawił śmierć Connolly'ego. - Był jego przyjacielem.

- Komunistyczny przyjaciel. - To była część jego pracy.

Nie zaniepokoiłem się specjalnie, ale pomyślałem...

Jeśli kiedykolwiek nastąpi przeciek, to będzie Castle.

- Ciekawe. - Teraz ten pogrzeb.

- Pogrzeb Davisa. - Zmarł na marskość wątroby.

Tak, a Connolly na zapalenie płuc.

Mówię tylko jedno, Sir John.

Jeśli jest przeciek w sekcji afrykańskiej...

to jestem absolutnie pewien, że źródłem jest Castle.

Nie ma przecieku. Umarł mężczyzna, który pił za dużo.

- Mam nadzieję, że mówisz prawdę. - Uważaj, to jest mój dom.

Nie chcę cię obrazić. Oboje musimy czasem kłamać.

Mam tylko nadzieję, że nie robisz tego teraz.

Dobranoc

Halo?

- Czy jest tam pan Halliday? - Nie.

Tutaj pani Halliday.

Nazywam się Ca... Jestem klientem.

- Tak, panie Castle? - Chodzi o pewien list.

- Nie wiem, kiedy mąż wróci.

- Gdzie on jest?

W sądzie.

- W sądzie?

- Nasz syn został aresztowany.

Aresztowany?

- Ale mieliśmy umowę. - Do dzisiejszego rana też tak myślał.

Wredne, czyż nie?

Przepraszam, myślałem, że jest jeszcze czas. Myliłem się.

- Musisz zabrać Bullera ze sobą. - A ty?

Mam numer alarmowy. Może nadal jest ważny.

Albo mnie wyciągają, albo przychodzi policja.

- To już koniec z nami? - Na pewno nie.

Jeśli tylko będziemy żyć, spotkamy się ponownie.

- Twoja matka nie była zadowolona. - Jeśli nic się nie będzie działo, wracasz do domu.

- W przeciwnym razie? - Udaj się do hotelu Polana, pamiętasz?

Tak.

- Do widzenia, tatusiu. - Do widzenia, synu.

Do zobaczenia wkrótce.

Cholerne gówno.

Chodź. Chodź.

- Jak do tego doszedł Muller? - Intuicja.

Intuicja?

Moja sekretarka nie dodzwoniła się do Castlea.

Z pewnością wyjechał.

Mogę wysłać Daintry'ego. Powinien sprawdzić, czy coś w tym jest.

Mam nadzieję, że nie. W przeciwnym razie Davis był niewinny.

To nie jest duża strata.

Był nieskuteczny, nieostrożny i pił za dużo.

On i tak stałby się problemem.

- Może orzeszki ziemne? - Nie, dziękuję.

Czy mogę zadzwonić?

- Czy to ty, Maurice? - Tak.

Dobrze, że tam jesteś. Sarah mówi, że jesteś nieobecny.

- Nie, wciąż tu jestem. - Co to za nonsens?

- To nie jest nonsens. - Sarah mówi, że zapomniała o Bullerze.

- Wiem. - Sam pyta, czy go nakarmiłeś.

Tak, nakarmiłem.

- Daintry. - Czy mogę wejść?

- Tak. Proszę, wejdź. - Dziękuję.

Proszę.

- Wejdź. - Dziękuję.

Szkocka?

Tak, mała.

- Usiądź. - Dziękuję.

- Co ty tu robisz, Daintry? - Papierosa?

- Nie, dziękuję. - Czy mogę?

Proszę.

Byłem w pobliżu i chciałem się przywitać.

Przepraszam, wiem, bezpieczeństwo to poważna sprawa.

- Czy powiększysz mój smutek? - Dlaczego?

Moja żona odeszła. Z moim synem. Do mojej matki.

- Przykro mi. - Posprzeczaliśmy się.

To zawsze jest złe.

Ostatnio widzieliśmy się na weselu mojej córki.

Musieliśmy wyjechać z powodu Davisa.

Tak, biedny Davis.

- Co myślisz o jego śmierci? - Och, ja... nie wiem.

- Staram się o tym nie myśleć. - Myśleli, że jest kretem.

Nie mówią wszystkiego szefowi bezpieczeństwa.

Davis nigdy nie przekazał żadnej informacji.

- Wierzysz w to? - Ja to wiem.

- Szczerze mówiąc też mam wątpliwości. - Więc powiedzieli ci jednak coś.

To był dla ciebie zły dzień, prawda? Po pierwsze, sowa.

Potem martwy Davis.

- Nie podobało mi się to, co Dr. Percival powiedział. - Mianowicie?

Powiedział: „Nie spodziewałem się tego”.

- Zgadza się. - To otworzyło mi oczy.

Działali pośpiesznie i ignorowali alternatywy.

- Masz na myśli siebie. - Lub Watsona.

- Watson, tak. - I nasi lokalni agenci.

- Zgadza się. - I sekretarki. Może któraś z nich?

Mam mniejszą swobodę działania niż ci się wydaje.

Czy powiedzieli ci o pudełkach?

- Też to wiesz? - Tak, o tym nam powiedziano.

Cóz, Davis jest teraz w pudełku.

- Kolejna szkocka? - Nie, dziękuję, mam dość.

My także możemy popełnić błąd, wyciągając przedwczesne wnioski.

Może Davis był winny.

Gdyby wyciek był od nas, musiało by chodzić o Afrykę.

Tak, zgadzam się.

Wskazuje to na zainteresowanie Afryką.

Lub na jakieś relacje z Afrykanami.

Davis nie znał Afrykanów

Oprócz mojej żony i dziecka.

Z drugiej strony

człowiek taki jak wielu w Lourenço Marques.

Który wie, jakich ma przyjaciół. Że ma wielu komunistycznych agentów.

Taki ktoś jak ja w Pretorii.

Rozumiesz?

Muszę już iść. Dobranoc

- Czy to twój samochód? - Nie, mój stoi jest dalej.

Źle czytam numery domów.

Dzięki za szkocką.

Tak...

Jesteś miłym facetem.

Ach, pan Castle.

Drzwi ganku były otwarte i nie mamy zbyt wiele czasu.

Twój pies stróżujący jest bardzo miły.

Znalazł mnie, gdy wchodziłem przez okno.

Panie Halliday, nie oczekiwałem pana.

- Tak właśnie myślałem. - Mój list, czy twój syn go dostał?

Myślę, że nie powinien.

Popełnił pan błąd.

Mój syn nie jest aktywny w twojej branży.

Przekazałem wiadomość dalej.

Gdzie jest twoja rodzina? Mam polecenie...

Rozumiem. Ale odesłałem ich.

Dobrze, jeden problem mniej.

- Szkoda, że ​​pies tutaj został. - To się stało w pośpiechu.

- Co z nim będzie? - Nie wiem. Czy mógłbyś...

Niestety nie jesteś sportowcem, prawda?

Prawdopodobnie nie masz strzelby?

Mam rewolwer Smith & Wesson.

Z kulą w drugiej komorze. Nie korzystałem z niego od dziesięciu lat.

- Masz piwnicę? - Tak.

- Jak nazywa się zwierzę? - Buller.

Nie chcesz sprawiać kłopotów, prawda?

Mój stary.

Jakie masz wrażenie?

Moje wrażenie?

Zabili niewłaściwego faceta.

Zbyt głupi.

e- Jak się zaangażowałeś? - Już jako chłopiec należałem do partii.

-Zostałeś członkiem? - W tajemnicy.

Żadnych zebrań, żadnych pochodów, zawsze sam.

Używają mnie do małych zadań. Często opróżniam twoją kontaktową skrzynkę na listy.

Czy nigdy się nie wahałeś?

Węgry, potem Czechosłowacja...

Musiał pan zrobić coś znaczącego.

Jestem dumny, że mogę ci pomagać w drodze do Moskwy.

Nigdy nie chciałem jechać do Moskwy.

Nie jestem komunistą, panie Halliday.

W schowku jest klucz. Pokój 1028.

Wjedź windą.

- A potem? - Nie wiem.

Prezent. Trollope, którego chciałeś.

- Przyda ci się coś do czytania. - Dziękuję.

Trzymaj się.

Proszę.

Nie mamy wiele czasu.

Proszę, usiądź.

To twój paszport, panie Partridge.

Masz bilet lotniczy do Paryża.

Będą sprawdzać wszystkie samoloty.

Przede wszystkim sprawdzą samolot do Pragi.

Start ma w tym samym czasie co samolot do Moskwy

A ten będzie opóźniony.

Może Aeroflot czeka

na ważnego pasażera.

Policja

skoncentruje się na lotach do Pragi i Moskwy.

- A co z wejściem? - To już załatwione.

Proszę zachować spokój, panie Partridge.

Ale... kim jestem z zawodu?

Emerytem.

Przynajmniej to się zgadza.

Chciałbym z panią Castle.

- Pana nazwisko? - Butler.

- Proszę poczekać tutaj. - Dziękuję.

Dziękuję.

Pan Butler dla ciebie, Sarah.

Schowaj swoją piłkę, bądź taki miły.

- Pani Castle? - Tak.

Jestem inspektor Butler.

Tak?

Czy wie pani jak dotrzeć do męża?

- Nie wie pan gdzie on jest? - Dlaczego policja powinna to wiedzieć?

Próbował pan w biurze?

Biuro skierowało mnie do pani.

Nie wiem, gdzie on jest. O co chodzi?

- Między innymi o psa. - Buller?

Sąsiedzi skarżyli się na głośne skomlenie.

Jeden wezwał policję.

Pies został postrzelony, ale źle.

Niestety, musiano go dobić.

- O Boże, co Sam powie na to? - Sam?

Mój syn. Uwielbia Bullera.

Powiedz mu, że został przejechany.

Tak, może.

Nie mogę panu pomóc Rozdzieliliśmy się.

- Kiedy to się stało? - W sobotę rano.

- A pani nie wie, gdzie on jest? - Nie obchodzi mnie, gdzie on jest.

Dziękuję, pani Castle.

Pani Castle. Miło, że cię przekonałem, żebyś przyszła.

Chce pani coś do picia? Zamówiłem sherry.

Tak, z przyjemnością.

- Nie wiem dlaczego tu jestem. - Najpierw skończmy ważną rzecz.

W tej restauracji polecam gulasz wołowy.

- Może być. - A jaka przystawka?

- Nic. - Podążę za twoim chwalebnym przykładem.

- Coś do picia? Może wino? - Tylko kieliszek.

Doskonale.

- Prawdopodobnie ostatnio się bałaś. - Bałam się?

- Bo nie wiedziałaś... - Nie byłam bardzo zainteresowana.

- Ale tu przyszłaś. - Na pana prośbę.

- Bardzo lubiliśmy Maurice'a. - Mówisz, jakby był martwy.

Nie, zakładam, że dotarł pomyślnie do Moskwy.

O Boże, zraniłem cię.

W porządku.

Poprosimy o gulasz.

Myślałem, że wiesz o dobrych wiadomościach.

- Dobre wieści? - Z twojej perspektywy.

Maurice idzie niebezpieczną drogą.

- Mamy nadzieję, że nie pójdziesz za nim. - Rozdzieliliśmy się.

Naturalnie, to oczywiste, prawda?

To byłoby zbyt oczywiste, cała trójka.

- Myślisz, że jestem zdrajcą? - Nie używamy tego słowa.

Pozostawiamy to prasie.

Powiedzmy, że wybrał inną lojalność.

A co jest bardziej święte niż lojalność wobec rodziny?

Co zrobisz, kiedy się odezwie?

Zrobię to, co mi powie.

Cieszę się, że tak mówisz. Więc możemy mówić otwarcie.

Prędzej czy później będzie chciał żebyś do niego przyjechała.

- A zatem pojadę.

- Z dzieckiem?

Oczywiście.

Nie, butelka Mouton Cadet.

- Nikt nas nie powstrzyma.

- Nie byłbym taki pewien.

Twoje akta są obszerne.

W Południowej Afryce przyjaźniłeś się z agentem Connollym.

Tak, jasne. Pomogałam Maurice'owi w jego pracy dla ciebie.

Nie wiedząc o tym. Myślałam, że pisze książkę.

Może Maurice już wtedy pomagał Connolly'emu.

Maurice jest teraz w Moskwie.

MI5 może cię przesłuchać. Prosimy tylko, abyś była rozsądna.

Zostań ze swoją teściową z dzieckiem.

- Dziecko Maurice'a.

- Z tym jest pewien problem.

Znasz Corneliusa Mullera.

On myśli, wybacz moją szczerość,

że prawdziwy ojciec był Bantu.

- Miałeś przyjaciela. - On nie żyje.

Muller mówi, że siedzi na dożywociu.

Muller kłamie.

Prawdopodobnie. Ale co teraz? Czy dziecko jest wymienione w paszporcie?

Nie.

Biuro paszportowe czasami działa powoli.

Jesteś draniem.

Jeśli dam ci jakąś radę, jako przyjaciel Maurice'a...

I Davisa. Byłeś także przyjacielem Davisa, czyż nie?

- Chyba nie odchodzisz już? - Tak, odchodzę.

Proszę już do mnie nie dzwonić.

Witam. Jestem Bellamy.

Pomyślałem, że okażę trochę serca i przyjdę tutaj.

Mały prezent.

Dziękuję.

Cruikshank pokazał mi, gdzie to jest, a ja Batesowi.

- Próbowałeś to już? - Nie.

Wkrótce tu przyjdą, teraz, gdy został pan zdemaskowany.

- Pan się chowa przed prasą? - Skąd pan to wie?

Od rosyjskiego przyjaciela.

Okropne, nie?

Nie martw się, po prostu musisz domagać się swoich praw.

Możesz osiągnąć niesamowite rzeczy. Chcą, abyśmy tutaj czuli się dobrze.

Proszę jeszcze raz powiedzieć...

- Powiedział pan „Bellamy”? - Bellamy z British Council.

Tak, to skomplikowana historia. Miałem niemieckiego przyjaciela.

Miał wielu agentów na Wschodzie. Nic o tym nie wiedziałem.

Został uwiedziony przez pewną kobietę.

Straszną kobietę.

Zasłużył na karę. Więc go wyrzuciłem.

Ta kobieta doniosła na mnie do ambasady.

Uciekłem przez Checkpoint Charlie.

- Jesteś tu szczęśliwy? - Tak. Mam rosyjskiego przyjaciela.

To nielegalne, ale oni to tolerują.

Mój przyjaciel pracuje dla KGB.

Musisz odwiedzić nas wiosną w naszej willi.

- Co to było? - Twój telefon, mój kochany.

Halo? Halo?

To działa. Jak zadzwonić do Londynu?

Za wcześnie. Będą informować.

- Borys! - Witaj!

Nie będę przeszkadzał. Idę już.

To jest pan Bellamy.

Do zobaczenia wkrótce, chłopcy.

- Jak jest u Sary? -Zaraz.

Sara poprosiła mnie, żebym ci ją dał

A ta jest od Sama.

Z nimi wszystko w porządku.

- Kiedy tu przyjadą? -Pojawiły się problemy.

- Problemy? - Miej cierpliwość.

- Widziałeś ją? - Mówiłem przecież.

- Co ona mówiła? Co się dzieje? - Blokują ich wyjazd.

- Nie mogą tego zrobić! - Sam nie ma paszportu.

Grożą, że ją aresztują, jeśli spróbuje wyjechać.

- Obiecałeś. - W dobrej wierze.

Może wyjechać, ale bez Sama.

- Sara nie wyjedzie. - Wiem.

Dlaczego mnie tutaj wysłałeś? Halliday miał mój raport.

Wysłałeś sygnał o niebezpieczeństwie.

I było dla nas ważne, żeby cię wydostać.

Dlaczego?

Nigdy nie powiedziano ci całej prawdy.

Twoi ludzie myśleli, że mają agenta w Moskwie.

Ale my go odwróciliśmy.

Odesłał to, co nam wysłałeś.

Dzięki twoim raportom ich agent wydawał się wiarygodny.

W innych sprawach mogliśmy przekazywać fałszywe informacje do Londynu.

Niezła sztuczka.

Okłamaliście mnie - ty i Connolly.

Zapłaciłem drogo za współpracę.

Potem pojawiła się operacja "wujek Remus".

Zdecydowaliśmy się jej plany upublicznić.

Nie mogłeś wobec tego tam zostać.

- Potrzebowaliśmy cię jako źródła. - Mogłem zostać!

Teraz odwiedzałbyś mnie w więzieniu.

- Wkrótce pojawi się prasa. - A jeśli odmówię?

To będzie szło i bez ciebie. Jesteśmy ci wdzięczni

ale wdzięczność musi być pielęgnowana, inaczej umrze.

Tu nie jest tak źle.

Polubisz bardziej gdy przyjdzie wiosna.

Sarah!

Sarah!

- Maurice jest w Moskwie. - Wiem.

Był w telewizji z wieloma dziennikarzami.

On usprawiedliwiał się.

Miał śmiałość...

To dlatego się pokłóciliście?

Dobrze ci było go zostawić.

Kłótnie były udawane. Chciał mnie od tego izolować.

- Czy miałaś z tym coś wspólnego? - Nie.

Dzięki Bogu. Nie chciałabym cię wyrzucić.

Wyrzuciłabyś Maurice'a?

Nie.

Zatrzymałabym go tutaj i wezwała policję.

Zrozum. Z miłości do nas...

- Maurice jest zdrajcą. - Kogo on ujawnia?

- Mullera? Szefa policji bezpieczeństwa? - Nie wiem, kim jest Muller.

Zdradził swój kraj.

Jeśli tego nie rozumiesz, powinnaś także udać się do Moskwy.

-Zrobię to, jeśli mi pozwolą. - Ale bez Sama.

Sam jest moim wnukiem. Jest obywatelem brytyjskim.

- Zatrzymam go tutaj. - Nie możesz tego zrobić.

Jutro idę do prawnika.

Halo?

- Maurice, gdzie jesteś? - Wiesz przecież, kocham cię.

Kocham cię też, Maurice.

Połączenie może zaraz się przerwać. Jak Sam?

- Pozdrów go ode mnie. - Zrobię to. U ciebie w porządku?

- Strasznie za tobą tęsknię. - Ja też.

Ale nie mogę zostawić Sama tutaj.

- Oczywiście, że nie. Rozumiem to. - Wszystko w porządku?

Wszyscy są dla mnie mili. Są wdzięczni. Zrobiłem dla nich więcej...

... niż myślałem. - Masz tam jakichś przyjaciół?

O tak, zapraszają mnie do siebie.

A wiosną może pojadę na wieś.

Nadal tam jesteś? Maurice, proszę nie rezygnuj z nadziei, proszę!

Sarah?

Sarah!

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.