All language subtitles for Yes.DsddU

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian Download
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

NETFLIX PRZEDSTAWIA

Niektórzy ludzie są na „nie”.

Inni zwykle są na „tak”.

Ja zgadzałam się na wszystko.

Stoję! Tak!

- Chodź! - Wskakuj!

Tak!

- Allison? - Gdy poznałam Carlosa…

- Allison? - Tak.

Napiłem się twojej kawy. Mogę?

…znalazłam partnera w mówieniu „tak”.

- Arepa pabellón. - Arepa parrió.

- Pabellón. - Pabellón. Tak.

Może damy dyla i pojedziemy na plażę?

Jestem gotowy.

- Myślisz? - Tak.

Chcesz poznać moich rodziców?

Jasne, że tak.

Może wspinaczka?

Allison!

Już zjeżdżam!

Już ci pomagam.

„Tak” było motywem naszego związku.

- Czy bierzesz Carlosa… - Tak!

- Carlos, czy… - Tak!

I choć dzieci to najlepsze, co nas spotkało…

„tak” zmieniło się w „nie”.

Nie!

- Cztery, trzy, dwa, jeden. - Nie!

„Nie” jest częścią roboty.

„Nie” jest światłem.

- „Nie” jest odpowiedzią. - Nie!

Layli rodzice pozwalają.

Nie.

Wyłączamy ekrany.

- Jeszcze pięć minut. - Nie.

Hej, mamo!

„Nie” 50 razy na godzinę?

Nie! Wykluczone, nie!

Nie z kokardą!

Nando?

Katie, żartujesz sobie? Odrobiłaś połowę lekcji.

Nie!

Nie, za Chiny, w życiu,

nie ma mowy, nawet o tym nie myśl, nie!

To właśnie rodzicielstwo.

Cześć, Cheryl. W porządku? Mam szybkie pytanie.

Po południu mam rozmowę o pracę.

Mogłabyś zająć się Ellie kilka godzin po szkole?

Co z skautkami?

Dobrze, weźmiemy trzy paczki ciastek samoa.

Tagalongs? A kto je lubi?

No dobrze, dziesięć paczek.

Cheryl Nelson mnie szantażuje.

Zaczekam.

Mogę jechać na Fleek Fest? Jeśli się zgodzisz, to tata też.

Tak powiedział?

Jedziesz na festiwal freaków?

W końcu pobędziesz ze swoimi!

Fleek Fest. To świetny festiwal muzyczny.

No tak, skoro tak uważasz, to na pewno jest świetny.

- Słyszałaś? - Tak, masz 14 lat.

Nie pojedziesz sama.

Dasz radę? Wrzucę Blue Note i czek do plecaka. Dzięki!

Nie chcę jechać na festiwal z rodzicem.

- Tato, pomóż! - Mama się nie zgadza?

Skoro mama tak mówi, to nie.

Naprawdę? Ja czy my?

Zobaczcie.

Chyba wsypałem idealną ilość sody.

Przygotujcie się na gofrowy wulkan za trzy, dwa…

Źle wymieszałem katalizator.

W końcu załapiesz.

Mogę podpisać ci matmę?

Jasne, wszystkie zadania. Oprócz matmy.

Mówiłeś, że ją odrobiłeś.

Spokojnie, wykorzystam swój urok.

Kochanie, po pracy pojadę na siłownię.

Muszę rzeźbić Carlosa.

- Dzisiaj? - Tak.

- Naprawdę? - Tak.

Nie, jasne, że nie. Przecież jest nasza…

- Twoja… Dzieci… - Dawaj.

- Roczni… Mecz? - Dasz radę.

- Zebranie. - No właśnie.

Jak możesz otwierać lodówkę dziesięć razy dziennie

i nie widzieć kalendarza?

Jest nieco pogmatwany.

Aż oczy bolą.

Kiedyś było łatwiej.

Rano budził cię ptasi ćwierk…

Ja znam twerk!

- Naprawdę twerk? - Mówiłem o ćwierku. Ona twerkuje?

- Tak. - Ellie, nie!

W górę i dół, a nie na boki.

- Pokażę ci. - Nie.

- Mam… - Nie!

Rozluźnij biodra.

Żadnego rozluźniania, dziecko!

Postaraj się.

Carlos, pomóż!

Potrząsaj swym ciałem.

No dalej, postaraj się.

Koniec tego! Jesteśmy spóźnieni!

Chodźmy!

Tak!

Katalizator!

To znaczy… przepraszam.

Jeśli chcesz, możesz włączyć swoją muzykę.

- Naprawdę? - Tak.

Dobrze, dziękuję.

Jestem gumisiem Tak, gumisiem jestem

Smakowitym i sowitym Obfitym gumisiem jestem

Gumi, gumi Gumiś jestem

Gumi, gumi Gumiś jestem

- Co powiedziała? - Złe wieści.

Mama się nie zgodziła.

Co?

Przecież jest taka mądra, świetna i cudowna.

Wiem.

Czasami zastanawiam się, czy nie jest jakąś modelką.

W takim razie zgodzicie się, bym pojechała z wami.

- Nie, dzięki. - Nieważne.

Nie rozumiem. Na koncercie Taylor Swift bawiłyśmy się świetnie.

Miałam wtedy 12 lat.

Tata się zgodził. Wierzy we mnie. Wie, że sobie poradzę.

Po prostu chce być tym dobrym, bo wie, że ja się nie zgodzę.

Wierzę w ciebie, ale na festiwale muzyczne

przyjeżdża cała masa dziwnych ludzi.

Musi być przy tobie rodzic.

To kiedy puścicie mnie samą?

Nigdy. Zawsze będziesz jeździć ze mną.

- Nawet gdy będę w twoim wieku? - Zwłaszcza.

Będzie super, jak ja.

Jeszcze cztery lata.

Mamo, nie.

- Uszy mi krwawią. - Mamo!

O co ci chodzi z tą piosenką?

Uwielbiasz ją.

- Śpiewałam ci ją. - Jak byłam bobasem.

Ściszę, bo dojeżdżamy do szkoły.

Nie chcę iść do szkoły.

Ja nie chcę cię odwozić, ale muszę.

Idziesz do szkoły, a ja do pracy.

- Nie. - Tak.

- Nie. - Tak.

Nie latajcie dronami w środku!

Sorki, mamo!

To się nie powtórzy, panie Torres.

Już naprawiłem, działa!

Hej, za głośno!

Hej! Joan?

Hej!

Dalej jest za głośno.

Reklamy będą twierdzić, że te głośniki stopią ci mózg.

- To by nie przeszło. - Dobra.

Muszę chronić nas przed pozwami. Zmniejszcie tę głośność.

I nie możecie tu jeść ani pić.

Wyrzuć tę kanapkę.

Joan? Oboje.

Wypiłem.

Nie lubię tego, ale taką mam pracę.

- Pani Torres? - Witam.

- Byłaś wice ds. marketingu? - Tak, długo.

Uwielbiałam tę pracę,

ale urodziłam dzieci i nie miałam już na to czasu.

Pewnie jesteś wielozadaniowa.

Wciąż pracuję, tylko bez wypłaty.

Rozumiem. Też jestem mamą.

Oczywiście, że tak.

Może to głupie, ale myślę, że się rozumiemy.

Co uważasz?

Chciałabym cię zatrudnić, naprawdę, ale…

Tak się cieszę.

To posada niższego szczebla.

Szukam uzdolnionego milenialsa, który mógłby pracować do wieczora.

Jasne.

Który płakałby przy bezglutenowym burrito,

żaląc się na swoją złą pracę.

Nie zrobię ci tego. Za bardzo cię lubię.

Ja ciebie też.

- Przykro mi, że się nie udało. - Nie szkodzi.

Nie wiem, czy marketing wciąż mnie interesuje.

Nie zaleję łzami bezglutenowego burrito.

Jeśli mam wrócić do pracy,

muszę się upewnić, że dzieci sobie poradzą.

Dzień dobry.

Usiądźcie.

Dziękujemy. Aż dwie osoby. Wrócimy do domu wcześniej.

Chodzi o oceny Nando? Chcemy skupić się na…

Nie chodzi o to, choć faktycznie nie są dobre.

Coraz lepsze.

Chcieliśmy się spotkać,

bo zauważyliśmy pewien wzór w zadaniach Katie i Nando.

Jaki?

Oto haiku Katie z lekcji angielskiego.

„Na uwięzi ptak.

Moja matka trzyma mnie.

Odlecieć nie da”.

„Moja matka trzyma mnie?”

- „Odlecieć nie da”. - Idealna ilość sylab.

Na początku to zlekceważyłam,

ale później pan Chan powiedział mi o filmie Nando na historię.

Nagrał film?

Super.

Może go obejrzyjmy.

Program przeznaczony tylko dla osób dorosłych.

Zawiera przemoc, wulgaryzmy i nagość.

Prosimy o rozwagę przez obejrzeniem.

Spokojnie, nie ma nagości.

Dobrze.

Stalin, Mussolini

i mama.

Może i mama nikogo nie zabiła…

Jeszcze.

…ale w naszym domu jest prawdziwym dyktatorem.

Robią ze mnie dyktatora?

Nie powtórzę się. Masz robić, co ci każę.

Matka nie musi się tłumaczyć.

To prawda.

Jej cel to maksymalna opresja.

Siedzisz w domu, aż odrobisz lekcje.

To wychowanie.

Czuję się jak w Roku 1984. Wielka Matka patrzy.

Świetna ksywka. Czemu pani Hoffling zadaje takie smuty?

Są dość smutne. Czytaliście Małe kobietki?

Miała szkarlatynę.

- Mały książę? - Nie ma rodziny.

Harry Potter to sierota. Nie ma wesołych książek.

Nie odchodź!

MAMA WYBUCHNIE ZA…

Nando!

Dokąd idziesz?

Przez montaż każdego można pokazać w złym świetle.

- Przez ciebie. - Co? Czemu?

Bo jesteś świetnym, kochanym ojcem,

a ja odgrywam złego glinę.

To nie ojciec był bohaterem filmu.

Pewnie wrzuci to na YouTube i stanę się słynną psychomatką.

Kiedyś to ja byłam fajna.

Ally, w pracy jestem tym złym.

Gdy przychodzę, ludzie milkną lub wychodzą.

W domu dzieci cieszą się na mój powrót.

Ale to nie fair.

Sama bym siebie nie lubiła na ich miejscu.

Przepraszam. Mam sugestię.

Nie chciałem was wystraszyć. Po prostu podsłuchiwałem.

Pełno dziś rodziców, więc się tu ukrywam.

Zgłodniałem i zrobiłem sobie ziemniaczki.

Macie ochotę?

Na ziemniaczka?

No dalej, częstujcie się.

Mają idealną temperaturę.

Kim pan jest?

To pan Deacon, pedagog Katie i Nando.

Ale po cięciach budżetowych uczę też WF-u i trenuję zespół futbolu.

Do boju! Zróbcie przyłożenie!

Nie znam się na sporcie.

Specjalizuję się w zachowaniu żołądkowo-jelitowym myszy polnych.

Ale wiem też coś o rodzicielstwie.

Zawodowo i osobiście.

Mam szóstkę cudownych dzieci.

To Timmy, Tommy, Tonya, Tanya, Tyson i Doug.

I jest pan taki wypoczęty?

Zdradzę wam mój sekret.

Daję dzieciakom dzień na „tak”.

Co to takiego?

Planujecie sobie jakiś dzień

i przez całą dobę zgadzacie się na wszystko.

- Serio? - Tak.

- Poważnie? - Zgadzać się na wszystko?

Są jakieś zasady.

Nie mogą prosić o coś w przyszłości ani nikogo zabijać.

Brzmi szalenie, ale to działa.

Wyzwala dzieci, daje im poczucie autonomii

i uwalnia też rodziców.

Tak, trenerze Deacon.

Chciałabym zrobić sobie wolne od bycia mamą

i dać dzieciom wolną rękę,

ale chciałabym też polecieć na księżyc na tęczowym jednorożcu.

Najlepszy będzie pegaz.

Pegarożec.

Nie zna trener naszych dzieci.

Niedobre te ziemniaki.

Taki dzień skończyłby się istną zagładą.

Tak, nie znam waszych dzieci.

Nie wiem wszystkiego, ale…

powiem wam jedno.

Powiedzcie „tak” dniowi na „tak”.

Klopsiki!

„Dzieci z dniem na »tak« jedzą mniej cukru

i spędzają mniej czasu w Internecie”.

Nie daj się na to nabrać.

Wszystko ma swój powód.

Może wpadliśmy na tego gościa nie bez powodu.

Może będzie lepiej, jeśli trochę wyluzujemy.

Sama powiedziałaś,

że nadszedł już czas, by spróbować czegoś nowego.

Nasłuchaliście się, jaki jestem super?

Chcesz dać Spielbergowi dzień na „tak”?

Co to takiego?

Rodzice przez całą dobę zgadzają się na wszystko.

- Super! - I dopiero o tym słyszę?

Nie cieszcie się tak. Mama i tak nam nie pozwoli.

Niby dlaczego?

Bo to coś fajnego.

Ty nienawidzisz zabawy.

Katie, twoja mama potrafi być zabawna.

Miałam długi dzień. Idę spać.

- Dobranoc. - Ale musimy…

- Spokojnie. - Powiedz mamie, że jest fajna.

- Nando? - Mamy nie kłamać.

Właśnie.

Słuchajcie.

Nie uważacie mnie za fajną, bo mnie nie znacie.

Kiedyś byłam najfajniejszą osobą na świecie.

Co się stało?

Urodziłam trójkę dzieci, które musiałam chronić.

To była duża presja, ale nieważne.

Teraz mogę znów być fajna.

Naprawdę? Nie wydaje mi się.

Będzie dzień na tak.

Zabawy będzie w bród.

Przekonacie się.

Mama też zna haiku.

Nie potrafisz mieć ranka na „tak”. Zapomnij o całym dniu.

Chcesz się założyć?

Wiesz co? Z chęcią.

Jeśli choć raz powiesz „nie”,

pojadę bez was na Fleek Fest z Laylą.

Dwie nieletnie, same dziewczyny.

Na pewno, kochanie?

Zgadzam się,

bo nie powiem „nie”.

A kiedy już przegrasz,

to i tak pojedziesz na ten koncert.

- Serio? - Tak.

Ze mną.

Usiądę obok, złapiemy się za ręce

i będziemy nimi beztrosko machać.

Ja też chcę.

I ja.

Zróbmy to. Arriba!

Ustalimy pewne zasady. Musicie zasłużyć na ten dzień.

Wykonujcie obowiązki, odrabiajcie lekcje.

Popraw się.

SZEŚĆ DNI DO DNIA NA „TAK”

Nie możecie prosić o coś niebezpiecznego i nielegalnego.

Co robicie?

Spokojnie, to bezpieczne.

Dostaniecie budżet.

Możemy pojechać najdalej 30 km od domu.

To wyklucza Magiczną Górę, Japonię i cały kosmos.

Musicie zgodzić się na wszystko?

Prawie, są pewne zasady.

Rany!

4+

Brawo.

Najważniejsza jest ostatnia zasada.

Mamy bawić się tak, jak nigdy w naszym życiu.

DZIEŃ NA „TAK”

Już za chwilę!

Dzień na „tak”!

Pobudka!

Dobra.

No dalej, śpiochy! Wstawajcie!

Jest za wcześnie.

Mamy cały dzień. Wracaj spać.

- Mamo? - Już żałujesz?

Aż boi się ruszyć.

Co?

Gotowi na dzień na „tak”?

Gdzie nasza mama?

Zwykle ganię za skakanie po łóżku.

Chcecie poskakać?

- Tak! - Jasne!

Dawajcie!

Wiem, jesteś na to za duża.

- Ale super! - Nando!

Cześć!

- Wstawaj! - Nie!

Wstawaj!

- Wstawaj! - Nie!

Dzień na „tak”!

Baste!

Dzisiaj nie ma ekranów.

- Serio? - Wybacz, mamo.

Nie możecie używać niczego z ekranem.

Telefonów, laptopów, iPadów.

Mogę chociaż wszystkich uprzedzić?

- Co? - Mnie nie pytaj.

Dobrze, masz minutę.

- Czas leci już 30 sekund. - Dobra!

Nie wysyłajcie głośników, póki nie uzyskamy zgody.

Tak, głośników… Napiszę do ciebie.

Czas minął.

Mogłeś się spodziewać.

Dobrze, że ty się spodziewasz.

Ellie wybierze ci strój, uczesze i pomaluje.

Mam wizję.

- Ale mam koszulkę. - Wybacz.

DZIEŃ NA „TAK”!

Miło, że używasz akwareli.

Niczego nie pomiń.

- Świetnie nakładasz. - Tak.

- Naprawdę? Brokat? - Tak.

Użyje brokatu?

Pomalować cię w szalony sposób?

Tak.

- Nando może jeździć na desce w domu? - Tak.

Kupimy sobie psa?

- To przyszłość, cwaniaro. - Dobra.

- Tak! - Super!

- Świetnie. - Nie.

Nie!

- To wciąż nie to! - Przecież jest idealnie.

Ten jest super!

Podoba ci się?

Tak! To najlepsze przebranie, jakie miałem.

Ile razy się przebierałeś?

Wcześniej? Zero.

Super, Ellie.

- Dzięki. - Co to?

Zrobiliśmy listę dużych „chcę”.

Musimy je spełnić, by ten dzień był udany.

Uwielbiam listy.

Numer jeden!

- To koreański? - Poranna niespodzianka!

Do auta!

- Przebierzemy się. - Nie!

- Katie? - Co?

Nie z kokardą.

Po co te gwiazdki przy numerze piątym?

To główna atrakcja.

Jedyne, co możemy zdradzić, to nic.

Ani trochę?

Im mniej wiecie, tym lepiej.

No dobrze.

Ja będę już wtedy na Fleek Fest.

Będzie super!

Nauczyłam się słów wszystkich piosenek H-E-R. Są super!

Mamo, H.E.R.

H.E.R? Dobrze.

- Kto to? - Leci w radio.

Gwiazda Fleek Fest.

- Naszego dzisiejszego wypadu. - Ty nie jedziesz.

Zawiezie nas Julie, kuzynka Layli. Obiecałam jej bilet.

Niech nie robi sobie nadziei,

bo to ja wygram ten zakład.

- Nie. - Tak.

- Tak. - Nie, proszę.

Co za żenada.

Świętujemy nasz pierwszy…

Nie mów mu o dniu na „tak”!

Dobrze.

Kawa.

Śniadanie.

Wracacie z Burning Mana?

Co dla was?

- Acai, smoothie? - Tak.

Poprosimy to.

Pogromcę jelit?

Tak!

Kosztuje 40 dolarów.

Jeśli zjemy w 30 minut, to za darmo.

- Racja. - Co to takiego?

Lody!

- Rany. Chciałam cappuccino. - Mój Boże.

Jesteście gotowi?

- Super. - Tak!

Uwielbiam borówki!

Chcę jeść!

Musicie zjeść wszystko na talerzu,

lody, brownie, wafelki…

Co to?

Standardowa umowa.

Ile osób straciło gałki oczne?

W tym miesiącu czy w ogóle?

- To prawnik. - Tak, jestem prawnikiem.

- Macie 30 minut. - Gotowi.

Nie mogę się doczekać.

Gotowi? Start!

Ellie, no jedz!

Idzie wam dobrze, ale przyspieszcie!

Sporo tych lodów.

Pyszne!

Dawajcie! Nie przestawajcie!

- Zmroziło mi mózg! - Pomóż bratu.

Klaun z urodzin. Węże w toalecie. Szkoła letnia!

- To na czkawkę. - Złap nos!

- Pociągnij za język. - Też czkawka!

Jedzcie!

Nie mogę. To zrobiło się ohydne.

Zaraz wybuchnę.

Już nie mogę.

Jezu, tato, pochłaniasz je.

Już to widziałam na randce z „jesz, ile chcesz”.

Wiedziałam, że się przyda.

Daj mi łyżkę.

Tata!

Dziesięć, dziewięć,

osiem, siedem, sześć,

pięć, cztery, trzy, dwa, jeden!

Cuda się zdarzają!

W porządku?

To było piękne.

Będzie cofka?

Zgodnie z punktem dziesiątym wymiotowanie anuluje wygraną.

- Zatrzymaj to. Dasz radę. - Pomyśl o reputacji rodziny.

Uspokój to.

Nie myśl o niczym ohydnym, jak suszona wołowina.

- Tak. - Daj radę.

Twój wybór. Tu jest wiadro.

- Nie. - Poradzi sobie.

Wytrzymaj.

Oficjalnie przegraliśmy.

Niech to się skończy.

- Przykro mi. - To brzmi źle.

Nie zwymiotował!

Wyszło z drugiej strony!

Udało się!

Dzieciaki, spójrzcie na ojca.

Zostanie legendą dnia na „tak”.

Tak, ale błagam, koniec jedzenia.

Tato, będzie super.

- Na luzie. - I higienicznie.

- Co to może być? - Nie wiem.

- Kupujemy sedes? - O nie.

MYJNIA

To mi się podoba.

Myjnia jest jak odrodzenie.

Tego potrzebowałem, dzięki.

- Jasne. - Tak, to jest proste.

Ale jest jeden szkopuł.

- Opuszczamy okna! - Co?

Że co?

Musicie się zgodzić.

Co robimy?

To twoje auto.

Dasz radę, mamo.

Jedno słowo, trzy litery: N, I, E.

Opuszczamy okna!

Nie!

Boże!

PIENISTE TSUNAMI

Mamo, twój makijaż!

Dzień na „tak”! Rany!

Tak!

Dzień na „tak”!

Tydzień bez prysznica!

Czyli jak zawsze!

DYNAMICZNE SUSZARKI

- Przetrwamy ten dzień? - Chcą nas zabić.

Nando, jesteś…

Ohyda!

Przynajmniej tajemniczy smród w końcu zniknął.

Chcę wiedzieć, dokąd jadę.

Wybacz, tato. To wbrew zasadom.

Po co tyle pytań?

Nowa aktywność, nowe ciuchy.

Proszę, Katie.

To dla taty.

Będziemy tańczyć?

Chciałbyś.

Poważnie, co robimy?

To balony wodne?

Kablowey!

- Tak! - Co to?

Połączenie zdobywania flagi, paintballa i masy Kool-Aid.

Katie nauczyła się tego na obozie. Graliśmy w to kiedyś.

Mama odpadła pierwsza. To było straszne.

Tylko wojownicy przetrwają.

Polegliśmy.

Nie dziś. Dziś będzie Kablowey!

- Kablowey! - Tak!

Skąd wzięliście tyle osób?

Przyjechali tu dla kierowniczki obsady nowego sexy reality show.

To ty, mamo.

Nienasycona Wyspa.

Chodźcie! Cześć!

Nienasycona Wyspa? No dobra.

Trzeba to wygrać. Zaczynamy!

Pan Torres! Macie dzień na „tak”!

- Brawo! - Co pan tu robi?

Nando mnie zaprosił, żebym sędziował.

Nie zna się pan na sporcie.

Racja, ale w dzień na „tak” musiałem się zgodzić.

Zajmujemy miejsca.

Boicie się, osiłki?

I powinniście!

Jeśli chcecie wrócić do mamusi, teraz macie szansę.

Komu mam dać swój portret?

Zająłem drugie miejsce w 12. sezonie The Bachelorette.

Ja byłem w dziewiątym.

- Sezon 13. - Nieważne!

Każda drużyna chroni swojej flagi.

Cel to przejąć flagę przeciwnika

bez trafienia balonem Kool-Aid.

Dostaniecie Kabloweyem, odpadacie.

Wygrywa zespół z wszystkimi flagami.

Czas na grę w Kablowey!

- Wielki Błękit! - Co?

Do boju!

Dobra.

Wystarczy, zrobiło się niezręcznie.

Zaczynamy.

Chrońcie swoich flag jak ziemniaczków.

Atakujcie na trzy.

Trzy, dwa…

Nie, przepraszam, zawaliłem.

Raz, dwa…

Trzy!

Mama to nasz największy wróg!

Bierzmy ją!

Olejcie czerwonych. Mój mąż głównie się broni.

Zieloni to nie problem. Katie jest bystra. Zaatakuje ojca.

Słuchajcie. Obrona to klucz.

Zaczekajmy, aż się powybijają. Wiem, co robię.

Najpierw atakujemy tatę!

To będzie łatwe.

Ty, z włosami, odpadasz!

Ty w opasce, odpadasz!

Ta druga.

- Zrobimy selfie? - Jasne.

- Super. - Otaguj mnie.

- Raz, dwa, trzy. Nienasycona Wyspa! - Tak!

Czerwoni, co robicie? To jakaś rzeź!

Połowa z was odpadła!

Zmiana strategii. Ratuj się kto może!

Kocham zapach Kool-Aid o poranku.

Chwila, tracimy zbyt wielu!

Odpadasz!

Za dużo ofiar! Wracamy!

Wycofajcie się!

Nowa strategia.

Witam, jestem Eric.

- Robię mięśnie, nie dobre uczynki. - Ja mam lepsze.

Mam znajome ciało, świetne do TV.

Tak, ale do TV. Załóżcie ciuchy.

Wybijają nas. Potrzebuję torby.

Załadujcie amunicję!

- Dajcie amunicję! - Szybko!

Kto podcierał wam tyłki?

- Mama! - Nasze mamy!

Kto wiązał wam sznurówki?

Mamy!

Walczcie dla mamy!

Do boju, niebiescy!

Nando, uważaj!

Brawo, kapitan Ellie.

Odpadasz!

Dawaj!

Widzicie ich?

Zniszczcie moje piękne dzieci!

Dorwiemy was!

Niedobrze.

Chcieliście mamy wojowniczki?

To macie wojowniczkę!

Musimy pokonać ją wspólnie.

Umowa.

To fair?

W miłości i Kablowey wszystko jest dozwolone.

Dajesz.

DYM

Świetnie. Jest w szoku.

- Tak. - Grasz brudno, Nando?

Gdzie ona się podziała?

Dokąd poszła?

Nie wiem. Chodźmy.

Mama!

Dostałeś Kabloweyem!

Po tobie!

Pani Torres ma czerwoną flagę!

Jeśli zdobędzie zieloną, wygra!

- Pozwoliłeś na to? - Co?

Mogę pożyczyć telefon?

Sprawy służbowe.

- Pochwalisz mnie żonie? - Jasne.

Czekajcie.

Mamo, to koniec. Nie masz już balonów.

To czemu widzę w twych oczach strach?

W twoich strachu jest więcej.

Tu.

Nie. Tu!

- Tu! - Tu!

Chwila!

To moja mama!

Udało się!

Niebiescy rządzą!

Wysłaliśmy nanokamery? Nie mamy pozwolenia.

Niech Allan je cofnie.

- Tato? - Kochanie.

- Rozmawiałeś przez telefon? - W życiu.

Po prostu obserwuję… naturę. Jest piękna.

- Chyba jednak rozmawiałeś. - Nie.

- Nie. - Słyszysz?

- Co? - Dochodzi z krzaka.

Wypadła z gniazda.

Tak.

Musimy ją odłożyć.

- Co? - Przecież kochasz naturę.

Ale gniazdo jest wysoko.

Pomóż ptaszkowi,

a nie powiem nikomu o telefonie.

Chwila.

Szybko, tato!

Rodzina znów jest razem.

Super, tato!

To był dobry pomysł. Dziękuję.

Co to?

Myśli, że kradniesz jej dzieci!

Chcieliśmy tylko pomóc!

Allison, kochanie!

Schodź, tato!

Schodzę!

W porządku?

Tak.

Nic mi nie jest.

Nic mi nie jest.

Boże! Przestań!

Zawołaj mamę!

To było świetne.

Widzisz? Potrafię być fajna.

Dzisiaj tak.

Nie przetrwasz całego dnia.

- Mówię „tak”, prawda? - Dzwońcie po karetkę!

- Allison! - To tata?

Tak.

Brat zawiezie cię po suchy lód?

Tak. Będą tu istne tłumy.

- Będzie super. - Świetnie.

Potrzebujesz tyle sody?

Tak, to lepszy katalizator.

Zaufaj mi, jestem ekspertem.

- Allison, wezwij karetkę! - Zaraz oddzwonię.

Wezwij karetkę!

Potrzebujemy lekarza!

Ptaki zaatakowały człowieka!

Mam wściekliznę?

Nie, ten szpital jest do dupy, więc trochę to wyolbrzymiam.

Ona tylko żartuje.

Jasne.

Jest poczekalnia.

Katie, pilnuj ich. Zostańcie z nią, bym was znalazła.

- Szybko! - Spokojnie, zaczekajcie.

Spokojnie, panie Torres.

To tylko lekkie zadrapania.

Żadnego wstrząśnienia, wścieklizny i siniaków? Może iść?

Tak.

- Przyślę pielęgniarkę. - Dziękuję.

Super, nic ci nie jest.

Pójdę po dzieci. Odpocznij chwilę.

Nie chcę psuć zabawy, ale jestem wykończony.

Dokończmy to kiedy indziej.

Serio?

Tak.

Jeśli źle się czujesz, wrócimy do domu.

- Dzięki. - Rany.

Może jeszcze tylko podskoczę do biura.

Co?

Podskoczę do biura.

Czujesz się na tyle źle, że rezygnujesz z dnia z rodziną,

ale dość dobrze, by jechać do biura?

Muszę zażegnać mały kryzys.

Jeśli chcesz to przerwać, w porządku,

ale ty mówisz dzieciom.

Teraz to ty będziesz tym złym.

Proszę posłuchać.

Chciałam dać Karen dzień na „tak”, a ona nawet nie chce.

Mamy karetkę z syreną.

Tyle możliwości.

Dorośnij, Jean. Serio.

A ty trochę wyluzuj, Karen.

W porządku?

Tak, tylko pokłóciłam się z mężem.

Mam go sprać?

Nie.

Naciągnąć mu gacie?

Nie, ale dzisiaj pierwszy raz od roku

poczułam, że tworzyliśmy zespół.

- Tak. - A teraz stchórzył.

Jak Karen.

Jest zła, bo kupiłam karetki za nasze oszczędności,

a ledwo nimi jeżdżę.

Ale nie zmusimy ich do zmiany.

Rób swoje.

On może dołączyć albo spadać.

Racja.

Cześć.

Możemy pogadać?

Tak.

Czuję się winny. Nie chcę tego psuć.

Przestań. Rób swoje.

Zostań z nami albo nie. Jasne?

Co macie dalej? Wielkie „chcę” numer cztery.

Numer cztery. Putts N 'Stuff.

To byłoby super.

Ale nie pobije to…

Magicznej Góry!

Co?

Co z odległością?

Zrobię wyjątek.

Tata chce coś powiedzieć.

Śmiało.

Słuchajcie.

Czuję się nieco…

chory.

- Chory? - Wracasz do domu?

Chyba dopadła mnie gorączka Magicznej Góry!

- Jak tam dojedziemy? - Właśnie.

Auto zostało przy Kablowey, a do tego są straszne korki.

Jest dzień na „tak”!

Gotowi na kolejkowe szaleństwo?

Tak!

Jeśli ktoś będzie potrzebował pomocy,

zostawię was na poboczu.

- To my potrzebujemy pomocy. - Boże!

Dobre.

Rany, trzymajcie się.

Możecie się ze mnie śmiać, ale wzięłam czyste ubrania.

- Boże! - W razie czego!

- Dzięki, mamo. - Fajna mama.

Wiem, nie lubisz, gdy cię ubieram.

Wolę to niż Kool-Aid.

Magiczna Góra!

Oczy na drogę.

Racja, mój błąd.

Uwaga, goście parku,

rodzina Torresów przybyła na dzień na „tak”.

Przywitajcie ich gromkim „tak”.

Zgadzajcie się na wszystko i przygotujcie się na zabawę!

Czy ktoś przyniesie mi jakąś przekąskę?

Zgódźcie się.

Nie!

Czemu się zgodziłam, Katie?

Dobra.

- Proszę, kochanie. - Dzięki.

Fajnie wyjść razem z domu.

Musimy robić to częściej, bo dorastasz.

Wykorzystajmy to.

Pójdę po watę cukrową. Chcesz?

Nie, dzięki.

Katie, twój…

CHŁOPACY, Z KTÓRYMI UMÓWIŁA NAS KUZYNKA

PODOBASZ SIĘ WYSOKIEMU

Świetnie.

Natychmiast odpisz Layli,

że to ja zawiozę was na Fleek Fest.

Co?

- Zostań z siostrą. - Dobrze.

Umawia was ze starszymi facetami.

- Sprawdzasz mój telefon? - Zostawiłaś go.

Przesadzasz. Nie wiem, co wysyła mi Layla.

Odpowiadała na twój SMS: „Chłopacy w szkole są tacy nudni”.

- Czyli czytałaś. - Tak, gdy zobaczyłam zdjęcie.

Tato, poprzesz mnie?

Wiem, że chcesz niezależności, a ja to psuję,

ale wyrażę się jasno.

Albo was zawiozę, albo nie jedziesz.

- Koniec tego dnia na „tak”. - Masz szlaban.

Dałam się nabrać, że się zmieniłaś. Naprawdę mi nie ufasz.

Chodzi o wychowanie, a nie zaufanie.

Daj spokój.

Nie potrzebuję cię, a tobie to przeszkadza.

Katerina.

Dość. Weź rodzeństwo na karuzelę.

Idźcie.

Chodźcie.

- Dokąd? - Na karuzelę.

Najlepszy dzień w życiu!

Nie rozumiecie?

Rodzice wykorzystują ten dzień, by nas kontrolować.

Byśmy do końca życia robili to, czego chcą.

- Nie. - Właśnie.

To wielka ściema.

Skoro tak, niech ściemniają mnie do końca życia.

Mnie też!

Mogłam nie zaglądać do jej telefonu. Jasne, że się wściekła.

Ale zobaczyłam zdjęcie chłopaka.

- Nie znoszę, gdy mnie nienawidzi. - Po prostu się indywidualizuje.

Indywidualizuje? To irytujące.

Oby rozumiała, że robię to z miłości.

- Wiem. - Prawda?

To nasze maleństwo.

Nie takie maleństwo.

Ten goryl wygląda tak samo, jak ten, którego miała Katie.

Nazywała go „pan golil”.

Pamiętam, że strasznie się ubrudził.

Miał własny fotelik do auta. Zabieraliśmy go wszędzie.

Była taka słodka z kucykami, i ogrodniczkami z kieszeniami w serca.

Tak.

- Kochała mnie i przyjaźniłyśmy się. - Wiem.

- Chcecie zagrać? - Nie, dziękujemy.

Chcę zagrać i wygrać Katie goryla.

- Wtedy będzie miła. - Na pewno?

- Cześć. - Cześć.

Chcę wygrać goryla.

Musi pani pokonać ją.

Jasne. Dzień dobry!

Muszę wygrać różowego goryla dla córki. Pokłóciłyśmy się.

Ja też chcę go wygrać.

Mam już niebieskiego i brązowego. Brakuje mi różowego.

Proszę dać mi fory. Dziewuchy razem.

- Katie nie ma pięć lat. - Wiem.

Ale ten goryl przypomni jej, ile dla niej zrobiłam.

Gotowe?

Lepiej chodźmy.

Przestań mnie rozpraszać.

Gotowe?

Rzucajcie!

Polegniesz.

Już prawie!

Za dowiezienie aparatu na zęby na obóz.

Za sikanie przy kichaniu.

Możesz być cicho?

Grajmy uczciwie.

Za odkładanie cię do snu po trzy razy.

Cicho bądź!

- To dla mojej Katie! - Cicho!

Udało się. Mama górą!

Nie.

To ja wygrałam.

Co? Przecież to ja wygrałam.

Wygrałam o włos.

Widzieliśmy, że wygrała.

Wcale nie.

- Pani gepardzico? - Tak?

Wygrałam, prawda? Byłam niczym snajper.

To ja jestem snajperem.

- W życiu. Wygrałam! - Kochanie!

- Nie mieszam się. - Nie warto, Allison!

Mój goryl!

Ty krętaczko z przedmieść!

Nie rób tego! Mam bilety, zagraj jeszcze raz.

Nie muszę grać jeszcze raz. Wiesz, co to sprawiedliwość!

To moja żona!

Odwal się!

Ochrona!

Ty…

Proszę, przestań!

Uspokój się!

Czemu to mnie spotyka? Kochanie.

Daj mi tego „golila”.

Skoro taka z ciebie matka, to gdzie są twoje dzieci?

Nie!

Nie pouczaj mnie o dzieciach!

Puszczaj!

- Carlos, złap „golila”! - Puść!

- To wszystko? - To dla dziecka!

- Gdzie jest ta kobieta? - Kochanie, przestań!

- Kto pilnuje naszych dzieci? - Uwielbiam prawo.

- Profil. - To pora jedzenia Ellie.

- Kciuk. - Prawo prawu nierówne.

- Proszę pani. - Mam organiczne smoothie.

Proszę stać prosto.

- Jeszcze raz. - Prosto.

Dalej, Antonio.

Wklejam tu zdjęcia złego gościa, by szybko go znaleźć.

- Jakkolwiek wygląda. - Może być łysy?

No nie wiem.

Mogę? Widzicie?

- Wygląda jak pan. - Co?

Chcę brodę.

Nie ty jeden.

Mówisz o… Mogłem się domyślić.

Zobaczmy.

- Niezła bródka, brachu. - Dziękuję.

Są irokezy?

- Jasne. - To irokez!

Dobra.

Niech będzie piratem.

To zbyt skomplikowane.

Trzeba świetnego policjanta, by…

Kapitan Mokre Gacie!

Miasto piratów!

Wygrałaś tego goryla.

- Wiem, dziękuję. - Tak.

Ciesz się, oszustko!

Chyba to nie o goryla się wściekasz.

Tak?

Gdy widziałem cię z Katie…

Byłaś cudowna.

To rodzicielstwo.

Zrzuciłem na ciebie trudne rzeczy.

Nie potrzebujesz dnia na „tak”,

tylko partnera.

Od teraz nim będę.

Partnerem.

Kocham cię.

Ja ciebie też. Bardzo.

Dobre wieści! Już uciekamy.

- Babcia i dziadek nas odwiozą. - Uroczo ich nazywasz.

Chciałam tylko przeprosić,

że tak poznał pan rodziców. To dobrzy ludzie,

ale porywczy.

To nie wasza wina.

Gdzie babcia i dziadek?

- Co? - Gdzie oni są?

Czekają w aucie.

Dziadek ma rwę kulszową. Strasznie go męczy.

O mój Boże. To straszne. Tak mi przykro.

- Nie każcie mu czekać. - Idziemy. Dziękuję.

Wypiszę was. Powodzenia.

- Miło było. - Pa.

Będzie mi was brakowało! Ale mam wielu znajomych…

- Cześć, Julie. - Hej.

Nie wierzę, że twoi rodzice siedzą.

Masakra, nie?

Naprawdę ich zostawimy?

To nie nasza wina, że ich aresztowali.

Nie możemy jeździć z obcymi.

Znacie Laylę. Julie to jej kuzynka.

Jest nawet fotelik.

Pomyślcie pozytywne. Główna atrakcja będzie jeszcze lepsza.

- Super. - Co jest?

Co to za tuby i wiadra?

- To impreza dla nerdów. Hej! - Nando!

Powinniśmy byli o tym pogadać…

Zacznijmy tę imprezę!

SODA OCZYSZCZONA

Wyglądasz pięknie!

Dzięki, Ellie.

- Nie jadę. - Co?

Nie jadę.

Nie zostawię ich. A jak coś się stanie?

Jestem za nich odpowiedzialna.

Ale od dawna chciałaś jechać na ten koncert.

Poradzimy sobie. Będziemy rozsądni, obiecuję.

I w razie czego napiszesz?

Oczywiście.

Chodź, chłopacy już tam są.

Dobra.

Uważajcie.

Dzieci są całe?

Tak. I mam świetną wiadomość.

Park was nie zaskarży.

- Tak! - Dobrze.

Przejrzeli nagrania. Okazało się, że pani wygrała.

Wiedziałam to!

Dobra.

- Ona też wyjdzie? - Niedługo.

Rany. Weź go.

Weź „golila”.

Wygrałaś go uczciwie.

- Dziękuję. - Chodźmy.

- Katie? - Nando?

Ellie? Gdzie nasze dzieci?

Zapomniałem wspomnieć. Odebrali je dziadkowie.

Mieszkają w Pittsburghu.

Wpadli na wakacje?

- Nie. - Puściliście nasze dzieci same?

Teraz rozumiem, że to był błąd.

O nie.

Dacie wiarę?

Idzie jak po maśle. Sprawdzę niespodziankę.

Jasne. Na razie.

Kto jest gotowy na naukowe cuda?

- Imię i nazwisko? - Hailey Peterson.

Mieszkam naprzeciwko.

IMPREZA

Nie ma cię na liście.

Żartuję, nie umiem czytać. Wchodź.

- Tak! - Gotowi?

Dajesz, Nando!

Nando też nie odbiera.

Katie jest na Fleek Fest, a oni na głównej atrakcji.

Nieznanej.

Dzieci to zostawiły. Mówicie o tym?

Impreza na nerdów. Gdzie mogli ją zrobić?

Ma 11 lat. W domu.

Musimy być zdecydowani.

Wrócę do domu i skończę tę imprezę.

Będziesz tym złym dla wielu dzieciaków.

Wiem. Dam radę.

- Dzięki za bilet. - Jasne.

Mamie w areszcie się nie przyda.

Ale super!

- Hej. - Co tam?

- W porządku? - Co tam?

Cześć.

- Katie. - Layla.

Chase.

Rob. Super koszulka.

Dzięki.

- Jak idzie? - Prawie gotowe.

Zbierz ludzi w ogródku i wyślij SMS-a, a dodam katalizator.

- Pamiętaj o tubach. - Jasne.

- Będzie super. - Wiem!

Powiedz mamie Nando, że nie robię dni na „tak”.

Jasne.

Uwielbiam odpalać syrenę i mknąć przez miasto.

Jedziemy szybko.

Ale może trochę przesadzacie?

Jest zła na matkę

i spotyka się z lipnymi, wąsatymi gośćmi.

Nie wiem, co wiesz o nastolatkach,

ale to przepis na straszną sytuację.

Cokolwiek znaczy „lipny”, wierzę.

- Wygrałam ten zakład. - Tak.

Wygrałam ten bilet, a ona go ukradła.

Nie powiedziałam „nie” w dzień na „tak”,

Jadę tym autem pierwszy raz.

- Wsiąść za kółko? - Nie, jestem dorosły.

Dobra.

- Chcesz się bić? - Hej!

Tak nie można.

- Dopadnę cię. - Przestańcie!

Popsuliście lampę.

Przestańcie!

Co robicie?

Tyler, przestań!

Ellie, nie otwieraj tego.

Uwielbiam naukę!

- Rodzice nie dają mi sody. - Ellie!

Ale super!

Musimy opanować tę imprezę!

Ale to miała być główna atrakcja!

Tak, ale spójrz na to.

Idźcie na ogródek! Tam czeka główna atrakcja!

Jak ją znajdziemy? Wszyscy są zwierzętami.

- Na scenę. - Dobrze.

- Z drogi! - Szukam córki!

- Jest fatalnie. - Mam słabe kostki.

- Hej. - Gdzie byłaś?

Julie rozstawiła namiot. Posiedzimy tam.

Po co iść do namiotu?

Nie wygłupiaj się.

Dopiero ich poznaliśmy. Mogą być podejrzani.

Nie mogę.

To zły wybór.

To do później.

- Przepraszam. - Katie?

- Katie? - Hej!

Przepraszam, jest spanikowana.

Widzę ochroniarza.

- Super. - Pokaż odznakę.

- Przepraszam. - Halo?

Moja córka jest tu bez pozwolenia. Muszę ją znaleźć.

Żaden problem.

- Wrzucę jej zdjęcie na telebim. - Dziękujemy!

To był sarkazm. Cwaniaczek.

- Katie Torres? - Dzięki, dobranoc!

- Muszę wejść na scenę. - Tylko muzycy mają wstęp.

Będzie taka zła, że będzie musiała przyjść.

Wtedy wszystko będzie dobrze.

A jeśli cię znienawidzi?

- Dobra. - Dobra.

Co to za cudowny proszek?

Cukier.

Główna atrakcja jest tam. Mam wielką niespodziankę.

Idźcie na ogródek!

- To album z wesela rodziców. - Przecież siedzą w areszcie.

Zostaw go.

- To dzień na „tak”. - Przestań!

O nie. Co ja zrobiłem?

Czas na niespodziankę!

Nie, Ellie! Wracaj! Nie ma niespodzianki!

- Zrobię to. - Nie.

To dzień na „tak”.

Ellie.

Oddaj katalizator.

- Chcę zobaczyć pianę. - Zobaczysz, obiecuję.

Ale musimy podłączyć tuby, żeby wyszła na ogródek.

Dobrze, ale szybko.

Nie!

Raju.

Nie dokręciłem pokrywek, ale udało się.

Tak, w domu.

Rodzice mnie zabiją.

Nando odpalił pienistą bombę na górze!

Zlatuje po schodach.

- Pełno jej. - Chodźcie.

Pożre nas!

Spokojnie, to podstawowe artykuły kuchenne.

O nie!

Nie!

Ognia!

Dajesz, Nando!

Dosyć!

Boże!

To wcale nie jest fajne!

Nie rzucajcie pianą!

Proszę, przestańcie!

Tasha!

Co robisz w Cleveland?

Nie jestem Tasha, to nie Cleveland. Muszę iść.

WSZYSTKO W PORZĄDKU?

Nie!

Ma ktoś ładowarkę?

- Nie byłem za kulisami. - Skup się, by tam wejść.

- Musimy minąć tego gościa. - Jasne.

Stróż prawa. Doceniam…

- Przemknąć obok? - Nie.

Powiedz mu.

Mówię: „Wchodzimy za pięć minut”.

To ona! H.E.R.

- Co? - To H.E.R.

Ta gwiazda.

Spoko, widzimy gwiazdy na co dzień.

Porwałam bluzkę. Załatw mi szwaczkę.

- Mamy tu jakąś szwaczkę? - Jasne.

Lub chociaż igłę i nitkę.

Ja mam!

Tak. Idziemy.

- Mam igłę i kolorowe nici. - Ma wszystko.

- Zszyję bluzkę. - W porządku?

- Tak! - Super.

- Dzięki. - Pewnie.

Przy trójce dzieciaków zawsze mogą się przydać.

Moja córka i ja jesteśmy twoimi fankami.

Cenimy twój talent i wiemy o tobie wszystko.

Jak prześladowca.

Dziękuję bardzo. Za zszycie też.

Naprawdę ratujesz mi życie.

Teraz będzie dobrze. Wybacz.

Gotowe.

Przepraszam, oby to nie był problem, ale…

też potrzebuję pomocy.

Nie jest tak źle.

- Dziękuję. - Jasne.

Nando?

Ellie! Co się dzieje?

Nando!

Koniec imprezy!

Przestańcie!

- Dość! - Tato!

Powiedziałem dość!

Brawo, tatku!

Dzieci…

to mój dom. Koniec imprezy.

Jasne? Dokąd to?

Koniec imprezy. Macie posprzątać!

Zacznijcie zbierać pianę i wynieście ją na ogródek.

No dalej.

Ellie, zejdź ze stołu, kochanie.

No dalej! Wszyscy pomagają!

Jestem taki podjarany.

To mój ósmy Fleek Fest.

Raz pochorowałem się od nachosów, ale na reszcie byłem.

Sporo ludzi.

Panikowałem na pokazie karate, a były dwie osoby.

Macie ładowarkę? Padł mi telefon.

Macie ładowarkę? Chcę wrócić do domu.

- Chcesz do domu? - Tak.

I jesteś w domu.

Czemu to zrobiłaś?

Wchodzimy za dwie minuty. To twoja szansa.

Jesteś taka miła.

Twoja szansa.

Nie każ mi tego żałować. Idź.

Przepraszam.

Wybaczcie, jestem…

Chcę kogoś znaleźć, nie sprawiając mu wstydu.

Jeśli usłyszysz mój głos i wiesz, kim jestem…

Szukam telefonu. Przepraszam.

- Szukam telefonu. - Uważaj!

Co robisz?

Dasz radę.

Nie da rady. Nie oddycha i zamarła.

- Chcę do domu. - Serio?

- Uspokój się. - Dorośnij!

Bo bardzo cię kocham, Katie

Mamo!

Mamo!

Mamo!

Katie!

Dziękuję. Katie?

Kochanie.

Wybacz mi, mamo.

Cały czas miałaś rację.

Jesteś wspaniała.

- Przepraszam. - Kocham cię.

Kochanie.

- Wchodzimy po nich? - Boję się.

Spokojnie. Po prostu grajmy.

Przepraszam za to, co mówiłam.

Spokojnie.

Mamy słyszały gorsze rzeczy.

Ciężko pozwolić ci dorosnąć.

Taka jest prawda. To ciężkie dla matki.

Wolałabym przyjechać tu z tobą.

- Serio? - Tak.

I tak przyjechałam.

Rany, łzy zmyją mi brokat.

Nakładałem go przez dwie godziny.

Pomożecie mi śpiewać?

Mówi do ciebie, mamo.

- Nie. - Idź na scenę.

- Nie. - Musisz.

Mówiłam do was obu.

- Chodźcie. - Wszyscy?

A, tylko one.

Chcesz?

Tak.

Śpiewajcie!

Dajesz, Tasha!

Jestem sam, spoko.

Kocham cię, wilku!

A ja ciebie!

Ostrożnie z głośnikami. Wracają do szkoły.

Mieliście to wynieść.

No już, wszystko.

I szoruj dalej.

Nie obijaj się. Widzę cię.

Rany, tato.

Zrobiłeś się groźnym ojcem.

Tak?

No cóż,

czasami muszę być stanowczy.

Nawet wobec ukochanych. Jak wy.

To było super. Nie wiedziałem, że masz to w sobie.

Chodź.

Ale wciąż masz szlaban.

Jasne, na całego.

Rozumiesz. Nie obijaj się!

Szoruj całą kolumnę.

Cześć, kochanie.

Tak się cieszę, że nic wam nie jest.

Chcę być naukowcem i wysadzać rzeczy.

- Chcesz wysadzać rzeczy? - Tak.

Dziś chyba dużo ćwiczyłaś.

Nando, pozwoliłeś na to?

Miałeś do mnie pisać.

Czemu ty na to pozwoliłaś? Jesteś najstarsza.

Też jesteś odpowiedzialna za to, co tu się wydarzyło.

Powinnaś mieć dwa razy dłuższy szlaban.

Jeśli to pomoże, cały czas się martwiłam.

Jaka matka, taka córka.

Pomóż bratu sprzątać.

Całkiem fajnie być tym złym.

To dziwne, że już czekam na kolejny dzień na „tak”?

Dzień wciąż trwa.

Chcę zrobić jeszcze jedno.

Hashtag „wygrywam”.

Nie wierzę, że ukradłaś goryla.

Nie ukradła, a uczuciowo wygrała.

Uczuciowo wygrałam. Tak.

- Teraz ja. - Dzięki, mamo.

- A moje stopy? - No dalej.

Prosto w twarz.

Nando, połamiesz mi nos?

Tylko tego dziś nie złamałem.

- Kocham cię, mamo. - Ja ciebie też.

Nando, na pewno wyrzuciłeś katalizator?

Tak, spuściłem w toalecie.

- Co? - Co to za dźwięk?

Oby deszcz.

Mamo, piana!

- O nie! - Nando!

NA PODSTAWIE KSIĄŻKI

Trzy, dwa, jeden!

Nando, czemu?

Nie na to się pisałem.

Nie złapią mnie!

Jestem jak gazela!

Dzień na „tak” rządzi!

Napisy: Krzysztof Zając

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.