Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy - HydeFromT70s Korekta - Altair87
PAŹDZIERNIK 1990 ROKU
Jest tam kto?
Proszę! Pomocy!
To krew.
Mam nadzieję, że się wykrwawią.
To trzeci raz w ciągu dwóch miesięcy.
W literze „G” znajduje się 47 żarówek.
To 3,10 dolara za sztukę.
Czyli 145,70 za każdym razem.
Żeby to odrobić, musiałbym wydać 13 obiadów.
Słucha mnie pan?
Tak.
Połowa przychodów pochodzi z międzystanówki.
Przejeżdżasz, patrzysz na szyld...
CZARNY ODBYT
McDonald's to to nie jest.
ZNALEZIONO CZWARTĄ OFIARĘ ZASZTYLETOWANA KOBIETA
Deke.
Pamiętasz tego śmiecia, JJ Kendricksa?
Napadł na Qiuck Mart.
Mamy świadka, ale kobieta się waha.
Jest pewna tylko tego, że miał na sobie ładną parę butów.
Ozdobne szwy.
„Niezapomniane” — mówi.
Ale Kendricks jest podejrzany o napad w Los Angeles.
- W Los Angeles? - Tak.
- Zmierza to gdzieś? - Tak. I ty również.
Pojutrze odbędzie się rozprawa z wnioskiem o oddalenie.
Przywieziesz zakrwawione buty,
ona je zidentyfikuje, a sędzia wyznaczy datę rozprawy.
Sprawdzili grupę krwi?
- Tak. - W takim razie
to problem prokuratora, nie nasz.
Nasz.
Brak dowodu, brak wyroku.
Nie mam nikogo innego.
Tak jest.
Nie patrz tak na mnie, to ty zniknąłeś na dwa tygodnie.
Widzimy się wieczorem.
JEDNOSTKA KRYMINALISTYCZNA HRABSTWA LOS ANGELES
Powiedziano mi, że odbiorę stąd dowód rzeczowy.
Przepraszam.
Nie mogę go panu wydać bez podpisu.
Nie pańskiego. Potrzebuję zezwolenia z Wydziału Zabójstw.
- Jutro rozprawa. - Nie mój problem.
Kapitan Farris zablokował dowód do badań.
- Został już zbadany. - Wiem.
Chce ponownie go zbadać.
- To już norma. - Słyszałem.
Proszę przynieść mi podpis
i może pan zabrać dowód.
Twój?
- Tak. Odczep go. - Zablokowałeś mnie.
- Było poprosić, żebym przeparkował. - Nie mam czasu.
Chcesz specjalnego traktowania? Wracaj do Kern.
Odczep go.
...wszyscy zostali skierowani do tej sprawy.
Spraw.
Zasługuje na to nasze miasto, społeczność,
a przede wszystkim...
te niewinne ofiary.
Ile razy mam ci powtarzać?
Wyjmij to z akt.
...dlatego prosimy o waszą pomoc.
Jeśli ktoś widział lub słyszał coś,
co może mieć związek ze sprawą...
Carl.
Widzę, że wciąż szukasz zbawienia.
PRZYJACIEL KOCHA W KAŻDYM CZASIE, A BRATEM STAJE SIĘ W NIESZCZĘŚCIU
Każdy potrzebuje odrobiny wiary. Nawet ty.
Sprawiłeś sobie nowego...
- podopiecznego. - Świetny detektyw.
Możesz się czegoś od niego nauczyć.
Dzwonili z laboratorium. Wyjedziesz, gdy skończysz?
- Nie zaprosisz na obiad? - Nie chcę cię tu.
Jeśli testy nie wykażą zgodności, to znikasz.
- Przełożony kazał mi... - Rozmawiałem z nim.
Powiedział, że masz zaczekać na zakończenie testów,
a dowód dostarczysz jutro.
Ciebie też miło widzieć.
Spójrz na to inaczej.
Możesz odwiedzić przyjaciół, których zostawiłeś.
Czyli jednak źli goście wracają na miejsce zbrodni.
- Ponownie w mundurze? - Wciąż robisz nadgodziny, Rogers?
- „Sierżancie Rogers”. - Doprawdy?
Nie mieli nikogo lepszego?
- Twój telefon dzwoni. - Wiem.
Sierżant Rogers.
Co powiedział?
Badamy wszystkie tropy...
- Dobrze cię widzieć, Deke. - Ciebie też.
...i zbieramy dodatkowe poszlaki.
Zapewniam, że nieustannie pracujemy nad tą sprawą.
Pytania?
Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę,
ale po dwóch miesiącach i czterech ofiarach,
wciąż nie macie podejrzanego.
Nie mogę o tym rozmawiać.
Cztery martwe dziewczyny.
Nie lustrowali nas tak od czasu Nocnego Prześladowcy.
Ludzie gadają.
Szeryf zasugerował, żeby poprosić o pomoc FBI.
- Żartujesz? - Na pewnym etapie.
Za jakiś czas, nie teraz.
Niech mnie cholera.
- Chodząca legenda. - Cześć, Sal.
- Wciąż pracujesz? - Brzydcy nie odpoczywają.
- Co tu robisz? - Nie pytaj.
Chodź ze mną, postawię ci coś.
- Chodzi mi o kawę. - W porządku.
Kim jest ten facet, który rozmawia z Salem?
Z hrabstwa Kern.
Joe Deacon.
Żartujesz.
Nie.
To zwykłe cioty.
Muszę ich błagać, żeby wyszli na browara.
Ci nowi nie mają duszy.
Pozbawili to miejsce charakteru.
Sam wiesz o tym najlepiej.
Cześć, sierżancie.
- Znasz Joe Deacona? - Masz to, co chciałeś?
Dostanę.
A w międzyczasie będziesz mi działać na nerwy?
Deke działa wszystkim na nerwy.
Chcesz wciskać kit ludziom, że najgorsze za nimi,
to wciskaj, w końcu ty tu rządzisz.
To prawda.
Słyszałem, że jesteś dobrym gliną.
Ja też o tobie słyszałem.
To dobry glina,.
Trochę świętoszkowaty, ale chyba do niego dołączę.
To szybka droga do awansu.
Sal, zbieramy się.
- Chcesz u nas przenocować? - Nie, dzięki.
- Miło cię widzieć. - Ciebie też.
Przejedziesz się ze mną?
Może udzielisz mi kilku rad.
Wszyscy wyleźli na ulicę. Założę się, że to zgnilec.
Baxter, nr odznaki 362071.
Na co czekają ci ludzie?
- W budynku ofiary brak prądu. - Wezwaliście służby?
- Pracują nad tym. - Byłeś w środku?
- Duże pomieszczenie? - Kawalerka.
Ciało blokuje drzwi, wejść można tylko schodami.
- Mamy generatory. - Niech dupki się tym zajmą.
- Chcesz zamknąć cały budynek? - Bez prądu i tak wiele nie zdziałamy.
- Zaznajomiony z tym wszystkim? - Nie.
Pewnie dużo się zmieniło, odkąd odszedłeś.
- Dalej trzeba złapać sprawcę? - Tak.
To niewiele się zmieniło.
Komuś mentolu?
Wszyscy jedli?
Zgaście.
Cholera!
Rana tętnicy
i rana kłuta brzucha.
Kolejna rana kłuta.
Czołgała się stąd...
aż tutaj.
Tutaj zmarła, więc czemu...
leży tam?
Zdjęli odciski z okna?
Jimmy, zdjęli te odciski?
Dajcie mi dowodzącego.
Wciąż robisz wizyty domowe, Flo?
Dobry Boże.
- Zostajesz dłużej? - Nie.
Zostań, aż skończę.
Dobrze.
Joe Deacon, poznaj Julie Brock.
Julie ma 160 cm wzrostu, waży 54 kg i pochodzi z Manhattanu w Kansas.
Ta praca ssie.
Zabójca wyszedł tą samą drogą, którą my weszliśmy.
Masz za zadanie zabezpieczyć teren przed jego naruszeniem.
Od chwili jej śmierci do momentu schwytania sprawcy,
pracujemy dla niej.
- Tak jest. - Zjeżdżaj stąd.
Zaczyna przypominać Illinois.
To Michigan.
- Zdjęli z niej odciski? - Tak, ale jest zepsuta.
- Jedzenie zgniło. - Nie wszystko.
Kiedy Columbo rozgryzie sprawę?
On ma własne metody.
Masz coś?
Ciało w temperaturze pokojowej od jakichś trzech dni.
- Musimy ją przebadać. - Pochyl ją.
Plamy pośmiertne.
Została przeniesiona.
Przeszukajcie budynek, przepytajcie mieszkańców i dziwki.
Dowiedzcie się o jej zwyczajach, przyjaciołach, zalotników i wrogach.
Znaleźli coś w uliczce?
Odcisk, zbadali też plamy na obecność nasienia, ale na marne.
Zbierz dane o okolicznych przestępcach seksualnych.
Podglądacze i zatrzymani, również ci tymczasowo.
Przyciśnij laboratorium z tymi odciskami, dobrze?
Jamie, przyciśnij ich.
Jesteś dziwnie cicho, Kojak.
Przeoczyłem coś?
- Któraś jeszcze miał ślady ugryzień? - Carrie Holland.
Jedna z ofiar, a co?
Przypomina mi sprawę na północy.
- Deacon. - Tak?
Sal mówi, że zostajesz na noc.
Może postawisz mi śniadanie?
- Czemu miałbym to zrobić? - Dobra, ja stawiam.
- U Nicka o ósmej. - Jeśli wciąż tu będę.
To do środy?
Jasne. Odprowadzę cię.
Nie trzeba, to tylko trzy przecznice.
Dobranoc.
ZAGINĘŁA
Zaskoczona prokurator zmieniła kwalifikację czynu.
Kendricks przyznał się do winy.
- A co z butami? - Zapomnij o nich.
Nie będą mi potrzebne.
Ani Kendricksowi.
Widzimy się jutro.
Wiem, że to ty znalazłeś ten punkt obserwatorki naprzeciwko.
Przegapiłbym to.
Nie ma sprawy.
- Kiedy wyjeżdżasz? - Teraz.
Szkoda, bo mam coś, co może cię zainteresować.
Został dwukrotnie zgarnięty za podglądanie w okolicy ofiary.
Notowany przestępca seksualny. Nazywa się Stan Peters.
Zgarnęliśmy go dziś rano. Niech trochę zmięknie.
Żąda adwokata.
Może zostaniesz?
Ładne buty.
Witaj, Stan.
Jestem Jim.
- Gdzie mój prawnik? - W budynku.
Trochę to trwa.
Dziewczyna z twojego sąsiedztwa.
Nie żyje.
- A ty jesteś przestępcą seksualnym. - Tylko się odlewałem.
- W tamtej alejce. - Miałeś kutasa w łapie.
- Ta dziewczyna... - Nastolatka.
Ona tylko przechodziła.
- Musisz mi uwierzyć. - Chcę.
Nie mam z tym nic wspólnego.
Co wiesz o Mary Roberts?
Słucham?
Mary
Roberts.
Mary Roberts. Stan Peters.
Martwa dziewczyna. Podejrzany.
To on?
Nigdy nie wiadomo. Przywitałem się ze starym znajomym.
Który powiedział, że złamałeś mu szczękę.
Musisz pocałować wiele żab, żeby znaleźć księcia.
- Co tu wciąż robisz? - Właśnie wyjeżdżam.
Znajdź mi wszystko o Mary Roberts.
Idę po kanapkę. Chcesz?
- Nie, dzięki. - Rathbunsowie czekają.
- Zaginiona. - Myślą, że lekceważymy ich córkę.
Mamy zwłoki?
Więc to wciąż zaginiona.
Wypadniesz, wariatko!
Nie masz dość oglądania zwłok?
Mogłabym zapytać o to samo.
O co chodzi?
Podobny przypadek na północy.
- Dzięki za pomoc, Flo. - Nie ma sprawy.
Nie ujrzy noża aż do jutra.
Cóż, jeden już widziała.
Typowa odległość, wzór oraz głębokość jak u pozostałych czterech.
Worek na śmieci był tylko dodatkiem założonym po śmierci.
Może gdy facet wrócił.
Gdy wrócił?
O ile nie był jej niańką, to wrócił na miejsce,
przeniósł i oparł ją o drzwi.
Pogłośnisz?
Stacja KHRT.
Uwielbiam piosenki z lat 50 i 60.
Zbadaliście te ugryzienia?
Tak, ale nic nam to nie dało.
Podobne jak u Hollandówny, więcej ssania niż gryzienia.
- Próbki śliny? - Zabawne, że pytasz.
W ranie znalazłam ślady benzoesanu sodu.
Co to?
Składnik płynu do ust i pasty do zębów.
Spójrz na to.
Ogolił ją po śmierci.
Naciął ją. Brak krwi.
- A jej żołądek? - Najadła się przed śmiercią.
A skoro o tym mowa... Głodny?
Stawiam, jeśli wyciągniesz dla mnie stare akta.
Jasne.
Dupa, nie sprawa na północy.
Co się, kurwa, dzieje?
Dam ci te akta.
Ale jeśli coś się stanie, tym razem ci nie pomogę.
Znałaś go, prawda?
A przynajmniej on znał ciebie.
Dlatego zrobił ci to z twarzą.
Wpuściłaś go.
Pomyślałaś...
„Nie w moim typie, ale...
może się zaprzyjaźnimy”.
Przyjaciół nigdy dość.
Ale wtedy naszło cię przeczucie.
„A co, jeśli...”
Ale odgoniłaś je.
Pomyślałaś: „A co mi tam?.
Życie jest zbyt krótkie”.
I miałaś rację.
Życie jest zbyt krótkie, Julie.
Powinnaś posłuchać
tego przeczucia.
Tak jak ja słucham teraz ciebie. Możesz ze mną porozmawiać.
Jestem twoim jedynym przyjacielem.
Znasz moje podejście do świata?
Raz jest dobrze, a raz źle,
ale trzeba walczyć.
Bo...
kiedy patrzę w twoje oczy,
nie widzę w nich
nic dobrego.
Przypomina mi o tym, co zrobiłam.
Co my zrobiliśmy.
Myślałam, że już skończyliście.
Od dawna ta lodówka nie działa?
Od tygodnia.
- Odpowiada pan za naprawy? - Chce się pan wprowadzić?
Nie.
Zadzwoniłam po fachowca, ale potem dziewczynę zabito,
więc przestało to być takie ważne.
- Muszę tu odmalować, wywalić materac. - Kogo pani wezwała?
Serwis tuż za rogiem.
„ABC Appliance”, czy jakoś tak.
- Jedzenie w lodówce było już zepsute? - Tak.
- Z wyjątkiem mleka? - Dałam dziecku, skuj mnie.
- Coś jeszcze? - W lodówce?
- Kilka piw. - Będę ich potrzebował jako dowód.
Dobrze.
- Zaraz wracam. - W porządku.
Jak można do tego przywyknąć?
- Do czego? - Do tego zapachu.
Jeśli ma się szczęście, nie trzeba się do niego przyzwyczajać.
Proszę.
Proszę zamknąć, kiedy pan skończy.
Nie chcę kłopotów.
- Nie mam związku z tymi dziewczynami. - Chcę tylko pokój.
Dwie dychy za noc, stówa za tydzień.
Zostały jakieś rzeczy po ostatnim gościu.
Wyrzuć je na korytarz. I bez obaw, prześcieradła są czyste.
Chcesz dupę?
- Dobranoc. Kocham cię. - Kocham cię.
- Pacierz zmówiony? - Tak.
- Widzimy się rano. - Dobranoc.
Włączyłeś alarm?
Tak.
To się nigdy nie kończy.
Przepytaj ponownie imigrantów z tego budynku
Jimmy.
Wszystkich.
Zamknij.
Stan Peters.
- Co z nim? - Zabił się zeszłej nocy.
Niedobrze.
- Co to ma wspólnego z hrabstwem Kern? - Deacon tylko obserwował.
Ma podobną sprawę na północy. Nawiązaliśmy współpracę.
Facet nie pracował nad morderstwami od pięciu lat. Widziałeś jego akta?
Świetny detektyw, dostał zawału i wylądował na zadupiu.
Tak harował, że go zawieszono, rozwiódł się i założono mu bajpas,
a to wszystko w pół roku. Kompletnie się rozkleił.
To wrak człowieka.
- Trochę to dramatyczne. - Jedyny z tego plus, że mamy ciebie.
- Zająłem niby jego miejsce? - Prawdę mówiąc, tak.
Dam ci radę,.
Dobrze sobie radzisz.
Nie zadawaj się z tym facetem.
- O co tyle szumu? Wyjechał. - Jego szef mówi, że wziął urlop.
- Co z tego? - Wygląda na takiego, co gra w golfa?
Lista pracowników.
Spis dokonanych napraw.
Proszę sobie sprawdzić.
Możemy ją dostarczyć na jutro.
Wystarczy, że ją zapełnicie i cała rodzina zadowolona.
Przepraszam na moment.
- Mogę w czymś pomóc? - Joe Deacon.
Muszę zobaczyć zlecenia napraw z ostatnich dwóch tygodni
oraz listę pracowników. Dziękuję.
Spokojnie, nie jesteś aresztowany.
Jeszcze.
- Proszę bardzo. - Dziękuję.
Co z tym? Jest wykreślone.
- Anulowane. - Tak?
- Nie miałem nikogo wolnego. - Zawsze tyle to trwa?
Jesteśmy zajęci.
Widzę.
A to jest ta lista?
Jak masz na imię?
- Jack. - Wszystko gra, Jack?
- Jak masz na nazwisko? - Aboud.
Dziękuję, Jacku Aboudzie. Mogę zabrać tę listę ze sobą?
Pokój z tobą.
Dzięki, Jack.
- Przyjrzałeś się temu odciskowi? - Bez porównania nic mi po nim.
Brakuje środkowej części, a bez niej soft nie zadziała.
Ale macie chociaż częściowy odcisk.
Na czym właściwie polega wasza praca?
Dzięki nam dobrze wypadasz w sądzie.
Tato!
Coś jeszcze? Biżuteria?
Czerwona spinka. Kiedy biegała,
zawsze spinała nią włosy.
Jezu.
To nie ona.
Poważnie? Tak spędzasz wolny czas?
Kiedy ostatnio widziałeś dwa radiowozy i karetkę jadące 30 km/h?
Nie chcieli przyjechać, tak jak i ja.
Co masz?
Pasuje do wzorca. Rana kłuta, ślady wiązania, zabita gdzie indziej.
- Topielec? - Tak.
Kilka dni temu zrzucili tu nadmiar wody.
Założę się, że ma pełno mułu w zębach.
Pewnie podmyło jej grób.
Chcesz mi opowiedzieć o Mary Roberts?
Twój kumpel, Stan Peters, palnął sobie wczoraj w łeb.
Jimmy, spójrz na to.
Kiedy nie ma się pojęcia, patrząc z góry...
można powiedzieć, że jest tu pięknie.
Sal powiedział mi, że wstawiłeś się za mną u Farrisa.
- Niezbyt mądry ruch. - Nie jesteś pupilem wydziału.
Może ci to wynagrodzę.
Sprawdź te nazwiska.
Kilka poszlak.
Pracowali w sklepach AGD w sąsiedztwie Julie Brock.
- Ślepy strzał. - Tak jak każdy.
Dzięki.
Muszę coś wiedzieć.
Jakim cudem mimo największej liczby zamkniętych spraw
przez 15 lat nie awansowałeś?
Może nie uczęszczałem do właściwego kościoła.
Wierzysz w Boga?
Kiedy widzę wschód słońca, burzę albo rosę, myślę, że istnieje,
ale kiedy widzę to wszystko, sądzę, że od dawna ma nas w dupie.
- Wiszę ci śniadanie. - Zgadza się.
- Smaczne. Dziękuję. - Nie ma za co.
- Joe jest teraz w hrabstwie Kern. - Twoja żona cię wywiozła?
Jestem rozwiedziony.
Chciałabym uciec z miasta, ale Jim woli zostać.
Też pracujesz w wydziale zabójstw?
Nie, jestem tylko...
zastępcą.
- Witaj, mój skarbie. - Chloe, to pan Deacon.
- Jak się masz? - Bardzo dobrze.
- Masz dzieci? - Dwie córki.
Są już dorosłe.
Spóźnię się.
Zawieziesz Jen, kochanie?
Mam zebranie z rodzicami do 17, więc dziewczynki zostaną u mamy.
- W porządku. - Kocham cię.
Dokąd to?
- Miło cię poznać, Joe. - Dziękuję.
Jest piękna.
Wszystkie są.
- Sprawdzę nazwiska. Gdzie cię znajdę? - St. Agnes.
Słyszałem o życiu na uboczu, ale to coś więcej.
Porównamy później notatki?
Nie musisz zapytać o zgodę wielebnego kapitana?
To moja sprawa.
Dobrze wyglądasz, Marsha.
Ty również.
Wychodzę do pracy. Gdybym wiedziała, że wpadniesz...
- I tak muszę iść. - Wezmę torebkę.
Dom nieźle wygląda. Cieszę się, że go zatrzymałaś.
- Trawnik również. - Cóż, Tom jest...
ogrodowym czarodziejem.
Lepszym ode mnie.
Nigdy nie miałeś czasu na takie rzeczy.
Jak dziewczynki?
- Dobrze. - To dobrze.
Zadzwoń do nich.
Powinienem.
Wszystko w porządku?
Znasz mnie.
Znam.
Muszę...
Mary Roberts.
Paige Callahan, Tamara Ewing.
- Prosiłem tylko o Roberts. - Były prostytutkami.
Odurzono je i zadźgano tej samej nocy w tym samym miejscu.
- Chyba sobie żartujesz. - Tak, boki zrywać.
Nie miałem cię za takiego luzaka.
Chyba zmienili właścicieli.
Napijesz się?
Nikomu nie powiem.
- Skąd pochodzisz? - Dolina San Fernando.
- A ty? - Dolina Missisipi.
Z Birmingham w Alabamie.
No to za pochodzenie.
Z wczorajszą, mamy w sumie sześć ofiar.
Pierwsza, Julie Brock, zabita w domu.
Trzy z północy hrabstwa podrzucone tutaj.
Dwie stąd podrzucone na północy.
A ludzie narzekają na komunikację miejską.
Wszystkie zadźgane i związane, to były przemyślane zabójstwa.
Nie marnuje energii. Więc mam pytanie — czemu?
- Ale co? - Po pierwsze, lokalizacja.
Facet to rekin. Jeśli się zatrzyma, umrze.
Lubi prowadzić, ma niezły wóz, może dwa, wysoki przebieg.
Jeśli nie znajdzie ofiary w pobliżu, to jeździ, aż mu się poszczęści.
Dlaczego torturuje, a potem robi malinki?
Podnieca go to.
Nie gwałci ich, nie bezcześci...
Zabija dla zaspokojenia seksualnego.
Czy to był Stan Peters?
Mam nadzieję, że nie.
Wróćmy do żywych, do sprawcy.
Ma jaja. Przyznaję.
Wraca do domu Julie
kilka dni po zabójstwie, przenosi ciało, goli jej nogi,
ustawia ją, przynosi browar,
mleko, jedzenie. Urządza sobie imprezkę.
W jej żołądku znaleziono częściowo strawione mięso,
ale była rygorystyczną wegetarianką, nigdy nie zjadłaby mięsa. Podobnie Ana.
Nawet z nożem przy gardle? Nikt nie lubi jeść sam.
Ostatnie pytanie.
Dlaczego próbujesz rozwiązać sprawę, o której wszyscy dawno zapomnieli?
Farris i ja byliśmy...
kilka kilometrów stąd, gdy usłyszeliśmy wezwanie.
Zgłoszono krzyki. Sal dotarł jako pierwszy.
Brak świateł.
Problem z przełączeniem, który zdarza się co jakieś 10 lat.
Widzisz...
kobietę za mną?
Gladys Fulcher. Stara panna.
Oczy i uszy dzielnicy.
Wrzód na tyłku gliniarzy, ale zbawienie dla detektywów.
I co miała do powiedzenia?
Że wyszła. Kłamała z zażenowania, ale...
- okazała się czysta. - Czego się wstydziła?
Była na pierwszej randce od 15 lat, nocowała w domu staruszka.
W tę pamiętną noc nie było światła,
Gladys była posuwana,
a my mieliśmy małe szanse na znalezienie czegoś w tym upale.
Trzeci strike.
Susza. Brak wody.
Brak błota, brak odcisków.
Ziemia była twarda jak cement.
Ofiary zostały ułożone na tej skale.
Odurzone gdzie indziej, przywiezione i zadźgane tutaj.
Zwrócone twarzą do siebie.
Miały worki na głowach, a skała robiła za stół, jakby to było
przyjęcie herbaciane, na którym goście zasnęli.
Wciąż ciepłe.
Niedawno podrzucone.
Gdzie była trzecia ofiara?
Niedaleko.
Pracujesz z dowodami, a i tak wciąż nic nie masz.
Nic więcej nie, zdarza się każdemu.
A potem...
losujesz najkrótszą słomkę.
Ofiara może wyglądać jak dzieciak, którego zaczepiałeś w szkole
albo jej oczy przypominają ci żonę.
A może to coś innego, ale cokolwiek to jest,
to twoja odpowiedzialność.
Jesteś im to winien.
Jesteś im to winien.
Gdziekolwiek się znajdują, jesteś ich aniołem,
próbującym z całych sił
znaleźć zabójcę.
Mała rada, Jimmy, nie chcesz być tym aniołem.
Czego w tym wszystkim szukasz?
Zamknięcia sprawy.
Tak samo jak ty.
To nie ten sam facet.
Jest różnica między zabójcą dziwek a zabójcą zwykłych ludzi.
Z czymś takim się nie rodzisz, facet się wprawił.
To nie może być ten sam facet. To rekin — zatrzyma się, to umrze.
- Może planuje kolejny ruch. - Wysiądę tutaj.
Dwóch pracowników sklepu AGD ma kartotekę.
55 lat i prawie 40. Mieszkają w Hollywood.
Zatrzymani za zwykłe napaście.
Raczej szkoda zachodu, ale wszystko masz w środku.
A to twoje przeczucie? Nie trzyma się kupy.
- Więc czemu cię to interesuje? - Czyste sumienie to twoja sprawa.
Musisz rozwiązać moją sprawę, aby rozwiązać swoją. W to mi graj.
Ale jeśli mi zaszkodzisz, z nami koniec.
Jaki był ostatni posiłek Julie?
Pieczeń wołowa.
- Czemu pytasz? - Diabeł tkwi w szczegółach.
To przez nie dajesz się złapać.
Mogę w czymś pomóc?
Zauważyłem napis „na sprzedaż”.
Dotyczył innego samochodu.
Duży przebieg. Handlujesz samochodami?
Nie.
Duży ma bagażnik?
Przeciętny.
Mogę zerknąć?
Siedzę w biznesie.
- Nie jest na sprzedaż. - Tylko zerknę.
Musiał ci się spodobać.
To prawda.
Sal, sprawdź w wydziale komunikacji, czy Albert Leonard Sparma
sprzedał ostatnio samochód.
Niejednoznaczne.
Ale są pewne podobieństwa do Brock i Ewing.
Częściowy odcisk siekacza na policzku Ewing.
- A co z Brock? - Częściowy odcisk przedtrzonowca.
- Jest coś jeszcze. - Co?
Pochodzi ze Wschodu.
Składa pizzę.
Przeczeszmy okolicę.
Spokojnej nocy.
Mamy pieczeń wołową, mamy striptizerki...
Mamy dziwki.
Cholera.
Nawet nie wiecie, jakiego macie farta.
Duży ma bagażnik?
Baxter.
Gdzie znalazłeś drugą dziewczynę?
Kilkaset metrów za 126-tą.
- Prasa się dowiedziała? - Nie.
Na pewno?
Informacja poszła przez centralę, ale nie powiadomiliśmy prasy.
- Jaki jest najbliższy znacznik? - Zaczekaj.
467.
Deke prosił o sprawdzenie auta niejakiego Sparmy.
W Topandze mają wóz na jego nazwisko, porzucony dwa tygodnie temu.
- Zgłoszono kradzież? - Nie.
Niech go przywiozą.
Wino.
- Sal, masz coś? - Czysty. Przebieg 35 tys. km.
- Cofany? - Z pewnością.
Daj znać, jak coś znajdziesz.
Zabiorę odciski. Powiadom laboratorium.
Pojedź z patrolem po Deke'a i zgarnijcie Sparmę.
A co z Tiną Salvatore, potencjalnym świadkiem?
Daj jej gazetkę.
- Wpuści nas? - Zajmij go, niech mówi.
Powiedz, żeby się nie spieszył, przebrał się, wymyśl coś.
Odciski są niejednoznaczne.
- Wyjaśnij. - Jedenaście identyfikatorów.
Hrabstwo wymaga osiemnastu, a LAPD dwunastu.
Czyli brakuje jednego, żeby móc to prawnie załatwić?
- To coś oznacza. - Oznacza, że brakuje siedmiu.
Spójrz mi w oczy i powiedz, że to nie jest ten facet.
Jest inny facet, Pan X.
Ma osiem dopasowań, trzy mniej niż Sparma.
- Może on jest zabójcą. - Kto?
Dzięki.
Jedziemy?
Mówiłam już.
Było ciemno, miał okulary, kapelusz...
Myślisz, że rozpoznałabyś go na zdjęciach?
Może.
Choć wątpię.
Nic. Jakby nas oczekiwał.
Daj jej coś do picia i miej na oku.
Muszę skorzystać z toalety.
Jasne. Chodź.
Po prawej. Zaczekam.
Masz chwilę, Jamie?
W porządku, trafię z powrotem.
- Dobrze. Chcesz coś do picia? - Cokolwiek dietetycznego.
Wróć prosto do mnie.
Samochód był czysty jak łza.
Cholera.
Wziąłem z twojego biurka.
- Mogę przestawić stół? - Śmiało.
Pomóż.
Czysto.
Przyprowadźcie go.
Dobra, Jerry.
Jak się dostaje taką fuchę? Trochę uwłaczająca, co?
Rozkuj go.
Gdzie nasz wielki detektyw? Dołączy do nas?
Witaj.
- Jestem detektyw Baxter. - Wiem.
Znam cię z telewizji i gazet.
Dziękuję.
Jestem miłośnikiem zbrodni.
Więc wiesz, że jeśli jesteś niewinny, powinieneś oczyścić swoje imię.
I tyle?
Nie spróbujesz mnie rozpracować?
Powołuję się na piątą poprawkę o zasadach składania zeznań.
Żartuję.
Powinniście zobaczyć swoje miny.
Przezabawne.
Ale chcę podpisać kartę moich praw.
Wiem, że nie jestem aresztowany...
ale lepiej dmuchać na zimne, co nie, chłopaki?
A niech mnie.
Wypas.
Mogę zatrzymać?
- Nie możesz. - Zero zabawy.
Chcecie coś wiedzieć? Ernesto Miranda...
był faktycznie winny.
Dlaczego porzuciłeś swój samochód?
Miał duży bagażnik, dobry do przewożenia różnych rzeczy.
- Słuchaj, Jimmy. - Detektywie Baxter.
Mówiłem, że został skradziony.
Dziękuję, że go znaleźliście. Wrócę nim do domu.
- Przetrzymamy go. - Niefajnie.
- Dlaczego nie zgłosiłeś kradzieży? - W tym cały sęk.
Zgłosiłem.
Ktoś musi odrobić pracę domową.
Była urocza.
- Kto powiedział, że nie żyje? - Nie jestem głupi.
Ale to nie mnie szukacie.
Poza tym gdybyście cokolwiek mieli,
byłbym aresztowany.
Czyż nie?
A chcesz zostać?
Z chęcią zerknę na dowody, które rzekomo masz.
Do mnie?
Masz wrażenie, że dobrze się bawi?
Tak.
Dla mnie z ananasem i jalapeno.
Mogę?
Jeszcze jedenaście i będzie na kalendarz.
Witaj, nieznajomy.
Znudziło się za szybą?
- Prezencik? - O tak.
To ta część, w której zaczynam się czuć
osaczony.
Otwórz, przekonaj się.
Rękawiczki to nie są.
No spójrz.
Na pewno chcesz.
Otwórz to, pieprzony dziwaku.
Jasna cholercia.
Ene, due, rike, fake,
złap martwą dziewczynę za palec.
Kiepski kontrast.
Weegee to nie jest.
Boże.
Zapytam cię o coś.
Dlaczego tak jest?
Co?
Dlaczego tak jest?
Jesteś inteligentny.
Znasz każdy zjazd na autostradzie.
Pomogę ci.
Serio.
Dlaczego?
A dlaczego nie?
Jesteś twardy jak sam skurwysyn.
- Deke! - Dlatego.
Dlatego. Zostaw!
- Dlaczego? - Spokojnie, Deke!
Chcę wiedzieć.
Już dobrze, Sal.
Wszyscy wiemy,
że trzymamy cię za jaja, chociaż są małe.
Sukinsynu.
Straciłeś panowanie.
Rizoli.
- Twoja żona. - Niech zostawi wiadomość.
Co myślisz?
Może gdybym lepiej się mu przyjrzała...
Co masz przez to na myśli?
Przyjrzeć się temu facetowi.
Macie go tu, prawda?
Dziękuję, Tina.
Przepraszam. Co z tym rozpoznaniem?
Nie mamy podstaw.
Identyfikacja jest spalona. Widziała go w kajdankach.
- Ostrzegałem cię. - Biorę to na siebie.
- To moja sprawa. - Na razie.
Co to niby znaczy?
To, że mam sześć trupów, brak świadków, dowodu ani zabójcy.
Przesłuchano dwóch facetów, a za co są podejrzani?
Pierwszy, który się zabił, za rozpięcie rozporka.
Drugi za to, że mu staje.
- Czego oczekujesz od prokuratora? - Wizualizował zbrodnię.
Jego zbrodnię.
Szeryf zadzwonił po FBI. W poniedziałek kogoś przyślą.
Wówczas wycofamy się i przeorganizujemy.
- Przeorganizujemy? - Przejmą dowodzenie.
Jeszcze jedno.
Wiedziałeś, że osiem lat temu Sparma przyznał się do morderstwa?
Wprowadzili go
i wałkowaliśmy temat 10 godzin.
Przyznał się, a nazajutrz go wypuściliśmy.
- Dlaczego? - Kłamał.
Znał szczegóły, ale nie było go w pobliżu miejsca zabójstwa.
Mam dwa dni, tak?
O co chodzi z tobą i Dekiem?
Chcesz być przy jego kolejnym zawale?
To jego przeznaczenie, nie twoje.
Deacon!
Co to jest?
Przeszłość...
staje się przyszłością, która staje się przeszłością,
staje się przyszłością, staje się przeszłością, staje się...
Spójrz na mnie.
To chore.
Potrzebujesz pomocy.
Nie wytykaj palcem. Znam wszystkie objawy.
Gratulacje.
- Mamy podejrzanego. - Doprawdy?
Wiedziałeś, że Sparma przyznał się już do zabójstwa?
No i?
Całą zmianę drażnił Rogersa.
Przyznał, że jest miłośnikiem zbrodni.
Spowiednicy nie są zabójcami. Gówno mamy.
Masz to samo przeczucie, co ja.
Mamy coś, tylko nie wiemy co.
Gdybym dostał się na pięć minut do jego mieszkania...
- Nie mamy dość na nakaz. - Jestem święcie przekonany.
- O czym? - Że znajdę tam odpowiedzi.
Pozwól, że o coś zapytam.
- Czego chcesz? - Dorwać sukinsyna.
- Dla kogo? - Dla dziewczyn, które zabił.
I dla Rondy Rathbun, gdziekolwiek jest.
Też chcę go dorwać.
Z tą różnicą,
że robię to dla siebie.
Pięć minut, Jimmy.
Proszę.
Przepraszam za to, co zaszło. Chciałbym ci to wynagrodzić.
Spotkajmy się u Pike'a, niedaleko ciebie.
To tam mają ziemniaczane skórki?
Zobaczymy.
Jak będzie wracał, zatrąbię dwa razy.
7-0, zgłoś się. Kod siedem, róg Piątej i Main.
- Jest tu telefon? - Tak.
Lokalna.
I Shirley Temple na drogę.
PROSTYTUKI Z SUNSET BLVD NA CELOWNIKU
POTRÓJNE MORDERSTWO POD MOSTEM
Ranny funkcjonariusz. Powtarzam, ranny funkcjonariusz.
San Marina Street 10929.
Powtarzam, ranny funkcjonariusz.
Policja, otwierać!
Idę na prawo.
- Biuro szeryfa. Co się dzieje? - Ranny funkcjonariusz.
Z całym szacunkiem, ale to nie pańska jurysdykcja.
- Biuro szeryfa. - Baxter, 362071.
Jak mogę pomóc?
Detektywie?
- Łazienka czysta. - Czysto.
Sparma to zgłosił.
- Przebiegły sukinsyn. - Na tyle, by mieć czyste mieszkanie?
Ma tam pudełko pełne pamiątek.
- Była tam czerwona spinka? - Czerwona spinka?
Ronda Rathbun taką na sobie miała.
Daj mi pięć minut, a się dowiem.
Najpierw złe wieści.
Sparma zgłosił kradzież samochodu. Rogers tego nie zarejestrował.
Teraz dobra.
Opuścił miasto niecałe sześć tygodni po twoich morderstwach.
- Dokąd się udał? - Detroit.
- Mają tam nierozwiązane sprawy? - W Detroit?
Racja.
Wie, że go obserwujemy.
Chcę, żeby wiedział.
Myślałeś kiedyś,
że może to strata czasu?
Całe to siedzenie, czekanie,
obserwowanie, spędzanie życia w cieniu innego człowieka.
Dokądkolwiek się uda, zawnioskuję o nakaz przeszukania.
Po drugie, przyłapię go na gorącym uczynku.
Po trzecie,
kiedy jestem przy nim, nikt nie ginie.
- Nikt nie ginie na mojej zmianie. - Ile ona trwa?
Tyle, ile będzie konieczne.
Co on robi?
Jak możesz słuchać tych ckliwych piosenek?
Przypominają mi, gdy w wieku 16 lat byłem na tylnym siedzeniu
z Marshą McConnell.
Ma samochód, czemu jedzie autobusem?
To jakaś komedia.
Kończy nam się czas, a typ jeździ miejskim.
- Sprawdziłeś to miejsce? - Tak, brak powiązania.
Kurwa!
- Wszystko w porządku? - W jak najlepszym.
To dobrze.
Rozpracowujemy sprawę. Nic więcej nie możemy zrobić.
To jak z łowieniem ryb.
Możesz siedzieć kilka dni i nic, aż nagle masz branie.
Ja tu, kurwa, umieram.
Wróć w takim razie do domu, a ja ułożę go do snu.
- Pierdol się. - No i proszę.
Tak sądziłem.
Będą tam mieć baterie do zegarków?
Przejdę się.
- Chcesz coś? - Czarną kawę.
Ręce do góry!
- Już! - Dobrze.
Do góry. Pod bramę.
Ruchy!
- Tu jest dobrze? - Do przodu!
Ręce na głowę!
Spleć palce.
- Słucham? - Spleć swoje palce.
Brzmi skomplikowanie.
Skieruj palce do góry.
Już!
- Rozłóż nogi. - Myślałem, że nie poprosisz.
Gdzie ona jest?
Oryginał. Jak do tego doszedłeś?
Gdzie ona jest?
Nie chcesz wiedzieć.
Serio.
Wygrałeś.
Zaprowadzę cię do niej. Chcesz?
Jezu.
Idziesz?
Masz problemy z gniewem, wiesz?
Prawie złamałeś mi żebro.
40, 50,
60, 70...
Śmiało.
Nie gryzę.
Wsiadaj.
Przed nami długa droga,
a jutro pracuję.
Przeszukałeś mnie. Jesteś uzbrojony, ja nie.
Czego się obawiasz, chłopczyku?
Twój koleżka nie jest zaproszony.
Pasy. Bezpieczeństwo przede wszystkim.
Kiepskie z ciebie towarzystwo.
Dokąd właściwie jedziemy?
Ronda Rathbun?
Mamy wiele wspólnego.
W innym życiu
moglibyśmy się przyjaźnić. Szalone, co?
Mógłbyś?
Znałem gościa, który tu polował.
- Mamy pełnię. - Skończ pieprzyć.
- Gdzie ona jest? - Prosto do sedna.
Zacznij iść w tym kierunku.
Dotrzymuję słowa.
Chłodno.
Zimniej. Nie, nie, zimno.
Boże, jesteś beznadziejny.
Podpowiem ci.
W tamtą stronę.
Ciepło.
Cieplej.
Gorąco. Goręcej.
Najgoręcej.
Bingo.
A teraz spójrz na ziemię i powiedz...
„Cześć, Ronda”.
Przyda ci się.
- Ty kopiesz. - Diabeł tkwi w szczegółach.
Świadkowie, namacalne dowody.
Musiałbyś pozbyć się mojego ciała i samochodu.
Sporo do rozważenia.
Poza tym...
to oferta pokojowa.
Zabijesz mnie.
Kurczę.
Chyba mi się pokićkało.
Jak się nad tym zastanowić, to nie wygląda znajomo.
Ale to miejsce...
wygląda bardziej obiecująco.
- Tak, to tutaj. - Co powiedziałeś?
Kurczę.
A potem, że to miejsce wygląda bardziej obiecująco.
Nie mam ze sobą mapy.
Ja kopię, ty mówisz.
X oznacza miejsce.
Do trzech razy sztuka.
To jak z wyborem płatków na śniadanie.
Chcesz poznać prawdę?
W życiu nikogo nie zabiłem.
Jeśli mi wierzysz, to wracamy do domu.
Może nawet wstąpimy na taco.
Jeśli nie...
Właśnie tak.
Już niedługo.
Tyle się nakopałeś i nie widać końca?
Zapomniałem ci powiedzieć.
Widziałem zdjęcie twojej rodziny.
Powinieneś był trzymać się z dala od reporterów.
Ty i twoje ego.
Jaki z ciebie ojciec?
Jak chcesz ochronić swoje córki, kiedy nie możesz nawet pomóc jednej
z tych biednych dziewcząt ani ich rodzinom.
Jesteś nieistotny.
Nie liczysz się.
I tak będzie na zawsze.
Nic z tym nie zrobisz.
Wstawaj.
Wstawaj.
- Deke, o co chodzi? - Cicho.
Kurwa.
Przeszłość staje się przyszłością,
staje się przeszłością...
To był on.
Mamy go. To był on.
To on.
- Powiedział mi. - Na nic się to teraz zda.
Musimy kogoś powiadomić.
Co im powiem?
- Co ja teraz zrobię? - Nic.
Zupełnie nic. Zakopiesz go w dole.
Przynajmniej w metrowym. Wrócę za kilka godzin.
Jestem pewien, że to był on.
Zadbałem o to, że nikogo to nie obejdzie.
Posłuchaj.
Wrócisz
i powiesz Farrisowi, że Sparma był stratą czasu.
I że potrzebujesz przerwy.
Dwa tygodnie. Powiesz...
że wyjechałem w sobotę, a ty wróciłeś do domu.
Słuchasz mnie?
Nie żyje.
Jest zapomniany, gnije w ziemi, a wróci, jeśli na to pozwolisz.
Nigdy nie wracaj do jego mieszkania,
nie wypowiadaj jego imienia, nie wyciągaj jego akt,
bo jeśli to zrobisz,
powstanie z tej ziemi i cię załatwi.
Diabeł tkwi w szczegółach.
One mogą rozerwać cię na strzępy, to przez nie…
dajesz się złapać.
Mój chłopak.
On był...
Joe...
A to oznacza koniec świata, jaki znamy.
Dziękujemy za słuchanie przez te wszystkie lata.
Wybiła dwunasta.
W samo południe Bobby Saunders wita w nowym KHVY,
królu audycji radiowych, w którym to, co mówisz...
Biały mężczyzna w wieku od 25 do 40 lat.
Jest ponadprzeciętnie inteligentny i towarzyski.
Pracuje jako wykwalifikowany pracownik.
Najstarsze dziecko lub jedynak.
Śledzi zbrodnie w mediach.
Ma co najmniej jeden samochód w dobrym stanie, może dwa.
Często zmienia pracę.
W jednej chwili ją zaczyna, w drugiej rzuca.
Oto facet, którego szukamy.
A co z poszlakami, które badamy?
Można śmiało założyć, że wracamy do punktu wyjścia.
Ale jedno mogę wam obiecać.
Dorwiemy sukinsyna.
- Ana. - Cześć, Sal.
- Wejdź. - Dzięki, ale muszę lecieć.
Wszystko w porządku?
Już za nim tęsknimy.
Joe Deacon kazał przekazać to Jimmy'emu.
Dzięki.
- Trzymaj się. - Ty też.
Dzięki, Sal.
Wiesz, że cię kocham, tato, ale możesz sobie pójść?
Zawsze jesteś w pobliżu, kiedy cię nie potrzebuję.
Sal to podrzucił.
Powiedział, że to od Joe Deacona.
NIE BĄDŹ ANIOŁEM
Przyczyna śmierci — liczne rany kłute.
Tak napiszę w raporcie.
Napisy - HydeFromT70s Korekta - Altair87
facebook.pl/GrupaHatak
facebook.pl/AzajFilm
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.