All language subtitles for Gruppo di famiglia in un interno (Luchino Visconti, 1974)

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

PORTRET RODZINNY WE WNĘTRZU

Wspaniały.

Nie wiem, co powiedzieć.

Tak, na prawdę.

Przepraszam, zrobię pani trochę więcej miejsca.

-Nie, nie trzeba. -Przepraszam.

Jeżeli pan pozwoli, rozejrzę się trochę po galerii.

Oczywiście, jak pani woli. Można się tu zgubić.

-Pójdę z panią. -Proszę się nie trudzić, poradzę sobie.

A więc, profesorze?

To coś wspaniałego, tak jak powiedziałem.

-Nie mogę. -Proszę tylko nie mówić, że jest drogi.

W zeszłym roku, u Sotheby's, zapłaciłem kwotę...

-dokładnie 3.000 funtów. -Więcej, profesorze.

Ja sam zapłaciłem prowizję 3.500.

-Mogę panu pokazać rachunek. -Nie trzeba, wierzę panu...

-To tylko chwila. -Nie, proszę.

Ale bardzo mnie to dziwi. Gratuluję, w każdym razie.

Mimo to, zgodzi się pan,

że ceny zmieniły się w ciągu roku.

Właśnie wczoraj otrzymałem zamówienie...

Jest tam ktoś?

Czy można?

-Mogę o coś prosić? -Oczywiście, proszę pani.

Pozostawimy to tutaj i pan to sobie przemyśli.

Już to przemyślałem.

Poza tym, że cena jest wątpliwa...

To nie jest dobry czas. Podatki, dużo pracy...

Proszę to zabrać. Nie chcę brać odpowiedzialności.

Proszę się nie przejmować.

Czy może pan nam pomóc?

Musimy pójść zobaczyć kilka obrazów w pewnej posiadłości w Cassia.

Nie chcę zostawiać obrazów w samochodzie bez ochrony.

Przyjdziemy odebrać go gdy tylko skończymy.

Oczywiście, że zwrócę go panom, bo go nie kupię.

A ja wciąż mam nadzieję, że zmieni pan zdanie.

Proszę się nie trudzić profesorze, znamy drogę.

-Do zobaczenia, mam nadzieję. -Do widzenia.

-Dziękuję i życzę miłego dnia. -Do widzenia.

Naprawdę szkoda, by coś tak wspaniałego uszło chęci zakupu.

-Ja nigdy nie zmieniam zdania. -Do widzenia.

Już wyszli?

Tak, przed chwilą.

Dobrze.

Przepraszam...

Pani jest właścicielką tego obrazu?

Czego? Nie.

Naprawdę jest wart tyle pieniędzy? Niezłe towarzystwo, ci dwaj.

-Kim oni są, przemytnikami? -Przemytnikami?

Są właścicielami Blanchart, galerii w Paryżu.

Ale, czy pani nie przyszła z nimi?

Nigdy ich nie widziałam. Poznaliśmy się w windzie.

-Czemu więc zawdzięczam tą przyjemność? -Swojemu portierowi i służącej.

Powiedziano mi, że mieszkanie na górze jest wolne.

-Chciałabym je wynająć. -Wynająć?

-Tak. -Ale ono nie jest do wynajęcia.

Chcę tam umieścić większość ze zbiorów mojej biblioteki. Tutaj już nie ma miejsca.

Nie, profesorze, przepraszam.

Obejrzałam górne pomieszczenia. Korytarz, łazienki...

Jest tam wiele wolnego miejsca. Proszę się zgodzić.

Wystarczy umieścić nowe regały i problem jest rozwiązany.

Bardzo dziękuję za radę, ale jeśli pani pozwoli...

Mój mąż, który w całym swoim życiu nie przeczytał ani jednej książki,

ma manię okładania pokoi książkami.

To zwykły pozer.

Otóż, polecił wykonać nowe półki...

nie te kiczowate z metalu,

ale z drewna wiśniowego.

Nie wyobraża pan sobie ile książek tam się mieści.

Nie chcę nowych półek. I mieszkanie nie jest do wynajęcia.

Przepraszam, ale mogę równierz tylko je obejrzeć.

-To znaczy...? -Mieszkanie, może mi się nie spodoba...

I wszyscy będziemy zadowoleni. To tylko chwila.

Nie musi pan iść ze mną. Już idzie pana służąca.

Erminia, tak się nazywa, prawda?

Powiedziała mi, że jest u pana na służbie już od 25 lat.

To wielkie szczęście.

-Pan profesor prosi... -Klucze do mieszkania na górze.

Już, panie profesorze.

Nie chciałbym być nieuprzejmy, ale powtarzam, że jest to strata czasu.

Zobaczmy je. Gdyby pan wiedział ile czasu patrzę na te okna.

Często bywam na Piazza Carpitelli, gdy idę na zakupy do miasta.

Zaparkowanie w centrum to prawdziwy problem...

Dlatego zdecydowałam się poszukać czegoś w tej dzielnicy,

mieszkając 20 kilometrów do Rzymu.

-I jak? -Kochanie...

-Moja córka, Lietta. -Bardzo mi miło.

Przy okazji, proszę mi wybaczyć, nazywam się Bianca Brumonti.

-Pozwoli pan, profesorze. -I co robiliście przez ten czas?

Możemy już iść.

Sytuacja jest bardzo trudna.

-Jak tu ładnie. -Przypomnij mi, czy Stefano

zna właścicieli pewnej Galerii Blanchart.

Wyglądali mi na złodziei.

Galeria Blanchart... Oczywiście!

Jest równie słynna jak Christie’s czy Sotheby's.

Chociaż to nie zmienia faktu, że jak to powiedziałaś, są złodziejami.

Nie otwieram okien, są zablokowane,

i jak już powiedziałem, bardzo się śpieszę.

Lietta, pomóż mi.

Za pozwoleniem, proszę pani, prosiłem, aby...

Zostawię wszystko tak jak było, proszę się nie martwić. Chcę to po prostu dobrze obejrzeć.

I ten zapach zamkniętego pomieszczenia...

Znakomite! Bianca, jesteś genialna!

-Jest wspaniałe. -Nie ciesz się tak, nie chce się zgodzić.

-Dlaczego? -Woli aby tu mieszkały szczury...

-... albo nietoperze. -Będzie chciał więcej pieniędzy.

-Tak myślisz? -Mylisz się.

Mamo, chodź tu.

Dlaczego nie chce się pan zgodzić, jeśli i tak jest do wynajęcia?

Od samego początku, mówiłem twojej mamie, że tego mieszkania nie wynajmuję.

-Ale twoja mama uparła się, aby je zobaczyć. -To nie jest mój syn, dzięki Bogu.

Mówią o nim, że jest synem swoich rodziców.

Bianca! Może tak ruszysz tyłek i zejdziesz na dół?

Zejdź, zabawimy się!

Co tutaj robi Konrad?

Przepraszam.

-Nie widzę go. -A ja go widziałam.

-Dlaczego został na dole? -Nie wiem.

Powiedział, że nie pójdzie ze mną, bo umówił się z tobą.

Bo umówił się ze mną?

Przecież byłam z wami gdy się umawialiście.

Ach, tak! Zupełnie o tym zapomniałem.

Przepraszam za to nieporozumienie.

Proszę mi to zostawić. Czy nie mówiłam, że to zrobię?

Właśnie zwożą twój samochód.

I nie mogłeś temu zapobiec?

Nie zostawiłaś mi kluczyków od twego samochodu, kochanie...

Jesteś żałosny.

No i co? Pokażesz mi ten szczyt luksusu?

Nie bądź głupi.

Lietta, Stefano, zobaczcie, czy już go zwieźli,

i spróbujcie złapać ich waszym samochodem.

Halo proszę pani, czy jest tam pan Blanchart?

Tak, to ja.

Blanchart, czy jest tam mój portier?

Ten, który zwrócił obraz.

Szkoda, bo będzie musiał się potrudzić i przenieść go mi.

Przemyślałem to i zdecydowałem się go kupić.

Sprzedany? Jak? Kiedy?

Adwokat Micheli.

-Proszę wejść, Micheli. -Przepraszam, nie przeszkadzam?

Nie, nie. Proszę wejść i usiąść.

-Nie wchodzi pan? -Już wchodzę.

Wieczorem, zadzwoniła do mnie pana znajoma, markiza Brumonti.

Wiem kim jest, ale jej nie znam. Nie interesuje mnie.

-Mam nadzieję, że nie przyszedł pan w jej sprawie. -Ostrożnie profesorze, wszystko słyszymy.

Niech pan powie czy nie podoba się panu. Kupiliśmy go. Gdzie mamy go położyć?

-Oni przyszli z panem? -Zdobyliśmy go.

Tak jak już powiedziałem wieczorem zadzwoniła do mnie markiza Brumonti

-z bardzo ciekawą propozycją. -Z propozycją?

Tak. Jako pana zarządca, moją powinnością jest wysłuchać każdej korzystnej propozycji.

-I doradzić... -Micheli, proszę mówić jaśniej.

To nasza wina. Przepraszam, profesorze. Ja pana dobrze rozumiem.

Wiem jak trudno rozmawia się z mamą. Ale to nie znaczy, że trzeba jej odmówić.

Tylko na rok.

Gdyby pan wiedział jak ważne jest to dla nas, dałby je nam pan za darmo.

Jeśli pan pozwoli, profesorze, pani Brumonti być może nie powiedziała,

że chciałaby wynająć je tylko na jeden rok.

Powiedział pan, że nie zacznie urządzać tam biblioteki przed wiosną...

i tak postanowiłem sam podjąć decyzję, że...

Nie, przykro mi.

W Rzymie jest mnóstwo luksusowych domów dla takich osób jak wy.

Mama jest w stanie wymyślić mnóstwo powodów aby ich nie obejrzeć.

Tak jak mi to powiedziała markiza Brumonti.

Jej córka jest tu z panem.

Stefano i dlatego właśnie próbujemy.

Mama zgadza się na to aby Konrad i Stefano zamieszkali tutaj.

-Kto to jest Konrad? -Profesorze! Był wczoraj z nami.

Ten apartament jest... dla niego.

To niezwykła szczerość, panienko. I ja też będę szczery.

Nie zależy mi tak bardzo na wnoszeniu na górę książek.

Jestem już starym człowiekiem, znerwicowanym, nawet histerycznym,

któremu przeszkadza widok obcych, hałasy,

i który nie lubi jakichkolwiek formalności.

Dlatego nie chcę wynająć tego mieszkania.

Pan nie jest ani stary ani histeryczny. Jest fascynujący i kropka. I pan o tym wie.

Może jest trochę maniakiem, tak jak wszyscy interesujący ludzie,

ale przynajmniej pana manią są rzeczy takie jak ten obraz.

Proszę tylko nie mówić, że się panu nie podoba.

Przecież dzwonił pan do pana Blanchart, gdy jeszcze tu byliśmy.

To prawda. Mama miała rację, że to byli złodzieje.

Sprzedał go nam znacznie taniej niż chciał od pana.

-Nie powinnaś tego mówić. -Oczywiście, że tak...

To bezwstydnik i niech profesor o tym wie.

Tych dwóch chciało go wykorzystać, tylko dlatego, że jest kolekcjonerem.

Może tak być, profesorze? To za trzy miesiące wynajmu z góry.

I co, profesorze, sprawimy im tą przyjemność?

Umowa na rok?

Co się dzieje?

O Boże!

Matko Boska!

Ratunku!

Co się dzieje? Wszyscy powariowaliście?

To się zawali!

Domenico!

Jest tam ktoś?

-Dobry wieczór, profesorze. -Dobry wieczór, Erminia.

Co się stało?

Nie zwariowałam, ale niewiele brakowało.

Proszę pójść do garderoby i do kuchni, sam pan zobaczy.

Na szczęście zjadł pan kolację poza domem. Nie mogłabym nawet usmażyć panu jajka.

-Wszystko jest mokre. -Teraz przynajmniej odcięto dopływ wody.

Ale powinien pan widzieć co się działo, i jaki huk. Jak na wojnie!

Jak bombardowanie.

Zawiadomiłam portiera i zadzwoniłam do adwokata ale go nie było.

Na górze nie pozwolili mi wejść i chciałam zadzwonić po policję,

ale Domenico mówił mi, by tego nie robić, żeby najpierw porozmawiać z panem.

Proszę się uspokoić.

Proszę przynieść klucze do mieszkania.

I latarkę.

-To było bombardowanie, naprawdę. -Proszę zadzwonić do adwokata Micheli.

Kto to? To ty, Mauro?

Moje mieszkanie jest pokryte pyłem, woda cieknie ze wszystkich stron.

Patrząc na to co zrobiliście i tak dobrze, że cały dom się nie zawalił.

Coś strasznego. To jakieś szaleństwo.

To pan oszalał wchodząc tu po cichu jak złodziej

Mógłbym pana zastrzelić.

Cieszę się, że żyję, choćby po to aby usłyszeć jak pan tłumaczy swoją głupotę.

To mój dom i robię to co mi się podoba.

Przecież pan pozwolił na rozpoczęcie robót

jeszcze przed podpisaniem umowy wynajmu.

Pozwoliłem na remont łazienki.

To jedyna rzecz o jakiej była mowa.

W umowie, w której widząc jak to wygląda, oczywiście, że nie podpiszę.

To co zrobię, to wystąpię o odszkodowanie za poniesione szkody.

Przepraszam, sądziłem, że umowa wynajmu to była

czysta formalność.

Ale umowa sprzedaży powinna być już wystawiona na mnie.

-Sprzedaży? -To, że jest sprzedana jest chyba oczywiste,

biorąc pod uwagę wartość zaliczki.

To była zwykła umowa wynajmu, na rok. I bez możliwości przedłużenia!

Mogę zadzwonić?

Może pan wyjaśnić tą sprawę z panią Brumonti?

-W mojej obecności, oczywiście. -Jak pan chce.

Pani Brumonti nie będzie mogła mówić, że było inaczej.

-Zadzwoniła pani po adwokata Micheli? -Adwokata Micheli nie było,

ale prosiłam by mu przekazano aby zadzwonił gdy tylko wróci.

Dziękuję.

Proszę przynieść mi whisky, dziękuję.

-Nie mam alkoholu w domu. -A może...?

Charles, czy wróciła pani Brumonti?

Ale jestem głupi, pomyliłem się, przepraszam.

Tak, do zobaczenia. Cześć.

Zawsze się mylę.

Dzwonię do domu w Londynie zamiast do Paryża.

Za te rozmowy niech pan dołączy do rachunku za szkody.

Naprawdę nie ma pan whisky w domu, czy po prostu nie chce mi pan dać?

Jeśli pan chce, jest wino. -Chętnie, nie jest pan do końca abstynentem.

W takim razie, poproszę czerwone.

Tu jesteś, to ty! No więc, wiedźmo...

O co w tym wszystkim chodzi? Tylko nie gadaj głupstw, bo wkurzę się naprawdę.

Ładnie mnie załatwiłaś.

Pieprzone mieszkanko, kochanie. Mieszkanie, lisico.

Więc ja ci to wyjaśnię...

Nie, jest tu ktoś, kto wyjaśni ci to lepiej.

Za kogo ty się uważasz? Jeleniu, głupku, fagasie!

Proszę pani, to ja, profesor.

Pozwoli mi pani coś powiedzieć?

Tak, proszę poczekać...

-Proszę pani, proszę... -Te historie mnie nie interesują.

Ja nie kłamię, chcę aby to było jasne!

O wszystkim porozmawia pani z moim adwokatem.

Profesorze, tylko chwila, przepraszam. Proszę o cierpliwość, to nieporozumienie.

Jeszcze dziś wracam do Rzymu i wszystko opowiem.

To wszystko wina tego nędznika. Wszystko wyjaśnię.

Mnie nie wciągaj w twoje wyjaśnienia.

Chciałaś rozpocząć wszystko od początku, jeszcze jeden rok ze mną, co?

Więc wyliczyłaś to sobie źle, bo jeszcze dziś mówię ci do widzenia.

Madamme Gówniana Markiza!

Idiota.

-Czy wszystko w porządku? -Niestety nie, dziękuję.

Dobranoc, Erminia.

Dobrze, wszystko z nią skończone.

Nie lubię się mieszać do cudzych spraw,

ale niezbyt dobrze zrozumiałem...

Zrozumiał pan dobrze, profesorze.

Im bogatsze tym paskudniejsze.

Wulgarne od środka, wie pan o czym mówię?

Co tu się stało?

To nic takiego.

Gdyby zobaczył pan pozostałą cześć mieszkania.

Niech pan wystąpi o odszkodowanie. Milionowe odszkodowanie.

Proszę mnie posłuchać. Milionowe.

-Kiedy ukazała się ta płyta? -Przysłali mi z Nowego Jorku.

Dopiero co się ukazała.

Jest tu przepiękna aria Mozarta, "Vorrei spiegarvi oh Dio!"

Już dawno chciałem ją usłyszeć. Czy mogę?

Niestety, nigdy nie udaje mi się chodzić na koncerty, ale płyty...

Tak jest lepiej.

Uwielbiam Mozarta.

Muszę zadzwonić. Przepraszam.

Czekałem na górze na przyjaciela...

Na imię mi Konrad. Z kim rozmawiam?

Czy jest Mauro?

Nie, powiedz mu, żeby nie przychodził, jeżeli już, to sam do niego przyjdę.

Jeszcze chwilę.

Jane?

A kogo się spodziewałaś?

Powiedz mi, czy w końcu wybierasz się jutro do St. Moritz?

Spróbuj to załatwić, bo jeśli pojedziecie, jadę z wami.

Sam, głupia.

Arthur Davis.

Nie, to nie do ciebie. Słuchaj, zadzwonię później, dobrze?

To na razie.

To jest Arthur Davis, prawda?

Rzeczywiście, jest to malarz angielski z XVIII wieku.

Moi przyjaciele mają w domu obraz Arthura Davis’a,

pejzaż z postaciami.

Oglądałem go wiele razy.

Tak...

-... to możliwe. -I na tym, który jest u moich przyjaciół...

w środku, nie z boku, jak tu, ma tą samą kompozycję.

A poza tym jest z połowy XVIII wieku.

Powiem im, żeby mi dali fotografię obrazu, przyniosę ją panu.

Interesuje pana malarstwo?

Nie powiem, że bardzo, ale tamten obraz znam doskonale,

jest w pobliżu telefonu.

Kto tam? Marcello?

Jest tam ktoś kogo znam?

No i co?

Dobrze, jeśli jest w pobliżu.

Co robisz potem?

Nie, nie chcę mieć dzisiaj więcej problemów.

Mogę ci to powiedzieć jutro. Na razie.

Dziwny dom.

Nie podoba mi się, ale bardzo mnie fascynuje.

Proszę się nie trudzić, znam drogę.

Szkoda, że ta historia tak źle się skończyła.

Chciałbym móc przyjść tu czasem aby porozmawiać.

Dobrze...

-Dobranoc, profesorze. -Dobranoc.

I jeszcze jedno, jeśli chce pan mieć spokój, lepiej odłączyć telefon.

Wcześniej czy później, pani Brumonti tu zadzwoni.

Za przeproszeniem, ale ma dar denerwowania ludzi.

Nie chcę rozmawiać z pana adwokatem. Pana sprawy mnie nie interesują.

Ma pan rację. Zadowolony?

Nie myśli pan, że przyleciałam z Paryża nocnym samolotem pełnym Arabów,

żeby mi pan powiedział, że wyburzono jedną ścianę?

To nazywa pani wyburzeniem ściany?

Kochany profesorze, zachowuje się pan jak ktoś nienormalny.

Chociaż ma pan powody osobiste, chcę utrzymać moją wersję umowy.

Pan nie ma prawa mi w tym przeszkadzać.

A jeśli pan to robi, to daje mi prawo aby myśleć, że robi to w celu...

ochrony interesów pana Hübbel’a zamiast moich.

Co takiego, co pani mówi?

Nie chronię niczyich interesów,

a już na pewno nie pana Hübbel’a, o którym nic nie wiem.

Nie wie pan? To ja panu powiem.

Chce pan także wiedzieć ile milionów przekazuję mu co miesiąc?

Co za poniżenie!

Mamo! Co tu się dzieje? Kiedy przyjechałaś?

Biedny głupiec bez rozumu.

Załatw tak, aby wszystko pozostało tak jak było.

Ale ja...

-zrobiłem tak jak mi kazałaś. -Todo como estaba. Y punto.

Chcę z tobą pomówić.

-Gdzie jest Konrad? -Nie widziałam go.

W nocy przejeżdżaliśmy koło 74, ale już było późno.

Mauro mi powiedział, że Konrad chciał się wybrać do St. Moritz na kilka dni,

gdy ty byłaś w Paryżu.

Nie powiedziałaś mu, że wracasz?

Nie, zdecydowałam się w ostatniej chwili.

Przyleciałam pierwszym samolotem.

-Dlaczego? -Nie wiesz?

On jest nienormalny, powiedział mu, że nie kupiłam tego mieszkania,

i teraz, będę musiała je kupić.

Obawiam się, że nigdy ci go nie sprzeda. Prawda, profesorze?

Przepraszam, ale co mam ci powiedzieć?

Histerie twojej mamy nie mają ze mną nic wspólnego.

Ludzie, którzy tracą nad sobą panowanie nie interesują mnie.

Nie będę nikogo osądzać, nie ma to zresztą żadnego znaczenia.

Te historie, w które chcecie mnie wplątać...

Powtarzam, że mnie to nie interesuje, i na tym koniec!

Tak jak to już było powiedziane,

adwokaci już podpisali umowę.

Jeśli obiecacie doprowadzić wszystko do porządku tak jak było, na wasz koszt,

możecie zatrzymać mieszkanie.

Jeśli zmieniliście zdanie i już go nie chcecie, to mi powiedzcie, zapłacę za obraz,

i to w tej chwili.

Zdecydujcie się i zostawcie mnie w spokoju.

Ma pan rację, popełniliśmy błąd, ale pan wydawał się być taki wyrozumiały...

Co do tego też się mylisz.

Obiecuję nic więcej nie mówić o naszych problemach rodzinnych.

Może pan powiedzieć Stefano, co trzeba zmienić, tam na górze.

Ale pamięta pan, że umówiliśmy się na nową łazienkę?

Chcę, aby była dwa razy większa.

Z czego pan się śmieje, profesorze?

To tak, jakbyśmy rozmawiali w dwóch różnych językach. Nie rozumiemy się.

-I to jest takie zabawne? -Niestety, tragiczne.

Jest chyba oczywiste, że straciłem kontakt z rzeczywistością, nie sądzisz?

Pokażę panu nowy układ mieszkania na górze, profesorze.

Ściany, które chcemy wyburzyć zaznaczone są na żółto.

Zobaczmy... W takim razie...

-Czy mogę zadzwonić? -Proszę, telefon jest tam.

Czyli, to...

Tutaj jest w porządku...

Co się dzieje? Nie działa.

-Wie pan, że był odłączony? -Co takiego?

-Telefon. -A tak, zapomniałem, od wczoraj wieczór.

A potem skarży się pan, że traci kontakt.

-Nie skarżę się. -Ale dziwi to pana.

Jane! Co z tobą?

Powiedziano mi, że wybierasz się do St. Moritz.

Kto jeszcze jedzie?

Jane, ależ jesteś naiwna!

Przecież wszyscy wiedzą, że Konrad jest luksusowym żigolakiem.

Stefano, nie udało mu się.

Nienawidzę go, wiesz, nie mogę na niego patrzeć...

Niemożliwe! Czy ty spadłeś z łóżka?

Szukaliśmy cię wczoraj, gdzie byłeś?

-Tutaj, słuchałem muzyki. -Dlaczego mi nie powiedziałaś?

Wiesz, że mama wróciła? Pokłóciliście się, tak?

-Spokojnie, tylko rozmawialiśmy przez telefon. -Histeryczka! Przyleciała nocnym lotem.

Wstąpiłem do domu moich przyjaciół i dali mi tą fotografię.

Proszę na nią spojrzeć.

Interesujące.

Dokończymy to potem.

Naprawdę, interesujące.

Trudno ocenić obraz na podstawie zdjęcia.

Nie chodzi tylko o pejzaż. Także technika.

Te drzewa, są zupełnie inne niż u innych malarzy z tamtej epoki.

Istotnie.

-Czy studiował pan historię sztuki? -Zacząłem, bardzo to lubiłem.

To były trudne lata. Rok 68.

Zaangażowałem się w ruch studencki.

Ściągnąłem na siebie problemy. Musiałem uciekać.

I w końcu zaprzyjaźniłem się tymi ludźmi.

Powiedziałbym, że nie ma żadnych wątpliwości. Moje gratulacje.

Dlaczego mi to nie przyszło do głowy?

Spośród wszystkich moich obrazów, ten ma najpełniejszą dokumentację. Proszę podejść.

Konrad jest tutaj. Miałaś rację. Nie pokłóciliście się.

I co więcej, powiem ci, że nic na ten temat nie mówił.

To głupiec, mówiłby same bzdury.

Mamo, dokończymy to później.

Powiedziałam jej, że wcale nie jesteś zagniewany i wpadła w szał.

-Proszę cię, zadzwoń do niej. Nic cię to nie kosztuje -Skończyłem z nią.

Ale sam powiedziałeś, że nie pokłóciliście się.

Mówię ci, że skończyłem z nią.

Myślisz, że w ten sposób kupi ci mieszkanie?

-Kusząca propozycja, ale odmawiam. -Sam tego chcesz.

Nie bądź taki.

Zrób coś. Nie chcę jej widzieć w takim stanie.

Profesorze...

Profesorze, niech pan coś powie. Może pana...

Nie, bardzo proszę.

Potrzebuję powietrza, czystego powietrza.

Jeśli chcesz je znaleźć jeżdżąc z Jane, to się mylisz.

-Powiedziałem to do Lietty... -Zajmij się swoimi sprawami.

-Gdzie idziesz? -Do Fiumicino. Spotkam się z Bobby.

Świetnie, ja też idę.

Może uda nam się popływać po morzu, jest taki ładny dzień.

To nasz przyjaciel, zamówił wspaniałą łódź.

Mieli mu ją dać w czerwcu, ale otrzymał ją teraz.

Konrad, jesteś genialny. Chodźmy już.

-Zostaniesz tutaj? -Po co?

Aby zająć się domem. Jeśli mama będzie kogoś potrzebowała...

A nie możesz do niej zadzwonić?

Lepiej będzie, jeśli to profesor porozmawia z kierownikiem.

W ten sposób unikniemy pomyłek.

Jeśli chcecie pojechać ze mną, to się pośpieszcie.

Proszę zatrzymać zdjęcie. Jeśli chciałby pan zobaczyć obraz, proszę tylko powiedzieć.

-Chodźmy. -Muszę zaraz zatelefonować.

Zadzwonię z baru na dole, i przy okazji zjem kanapkę.

-Umieram z głodu. -Śpieszę się, nie czekam na ciebie.

Burczy mi w brzuchu.

Profesorze, może mi pan dać kawałek chleba? Tylko kawałek.

Konrad, tylko dwie sekundy.

Erminia!

Chodźmy. Lietta, pośpiesz się.

Chodź ze mną.

Na co masz ochotę?

Stefano, Konrad, chodźcie coś zobaczyć.

Profesor ma tutaj ukryty skarb.

Byłoby lepiej, gdybyście pojechali waszym samochodem. Możliwe, że zostanę w Fiumicino.

Naprawdę zostawisz Biancę?

Tak, chcę być wolny. Mam swoje sprawy na głowie.

-W Fiumicino? -Idź już i nic nie mów.

-Stefano, chcesz spróbować? -Tak, dziękuję.

-Mogę prosić o szklankę? -Tak, już zaraz.

To odmiana pikantna. Na pewno będzie wam smakować.

Na pewno, dziękuję. I może trochę sera...

Pomóc ci?

-Erminia, otwórz drzwi. -Tak.

Nie, ja zejdę. Proszę kontynuować.

Profesorze, może mi pan wyrządzić przysługę? Proszę ich wszystkich wyrzucić.

-Mogę spróbować? -Nie, jeszcze nie jest gotowe.

Cierpliwości, Erminia nie jest przyzwyczajona do takiego zamieszania.

Pan też nie. Nie znosi pan nawet gdy ja kręcę się po domu.

Jesteś okropny.

On nie chciał go wynająć, ja go przekonałam.

Nie chciał przeprowadzać remontu, i właśnie go robimy.

Przekonałabym go nawet, aby je sprzedał.

Co za głupota, wszystko zepsułeś.

Jesteś taki nieufny, mały, skąpy.

Wstyd mi za to co dla ciebie zrobiłam.

Sprawiasz, że wstydzę się samej siebie!

Nigdy ci tego nie wybaczę. Nigdy!

-Gdzie idziesz? Chodź tutaj. -Nędzniku, zostaw mnie. Idź sobie.

Mówię ci, wszystko skończone. Zostaw mnie.

Zatrzymaj sobie twoje mieszkanka, markizo. Nie zdobędziesz mnie twoimi prezencikami.

To boli.

To boli. Zostaw mnie.

Zostaw mnie!

-Krzycz, jeśli się odważysz. -Tak.

Profesorze, zdecydowałam, że pojedzie pan z nami do Fiumicino.

Wrócimy dziś po południu, nie za późno.

Na kolację zjemy mięso przygotowane przez Erminię i ustalimy wszystkie prace na górze.

-Mama! -Dla mnie? Wspaniale.

Jestem pewna, że Erminia gotuje wyśmienicie.

Wyśmienicie.

Mięso i co jeszcze?

-Mięso i krem z karczocha. -Świetnie.

-W takim razie jedziemy? -Gdzie, skarbie?

Konrad zabiera nas do Fiumicino zobaczyć łódź Bobby’ego.

Profesor też jedzie, jest bardzo dobry wiatr.

Proszę tylko pomyśleć jak pięknie będzie nad morzem.

Morze jest zawsze piękne. Te kolory,

szum i ruch fal...

Nigdy nie mogłem zrozumieć, jak artyści greccy

byli w stanie skoncentrować się i stworzyć takie wspaniałe rzeczy

mając zawsze przed oczami

przedstawienie tak fascynujące, tak zachwycające?

Mi wystarczy samo wspomnienie morza, by zająć całą moją fantazję.

-Więc jedzie pan z nami? -Nie pojadę.

-Dlaczego? -Dlaczego nalegacie?

Profesor nie chce się rozpraszać.

Lubi być sam, przecież wiecie.

Wszyscy mówią, że lepiej jest być samemu, ale tak nie jest.

Profesor woli być sam, taka jest prawda.

Profesorze, proszę powiedzieć prawdę.

Jaką tajemnicę ma pan w swoim życiu?

Dla mnie, pan...

jest bardzo przystojnym mężczyzną, mówię szczerze.

W dalszym ciągu nim jest. Jest pan fascynujący.

Proszę mi powiedzieć, dlaczego wybrał pan taki tryb życia?

Żyjąc między ludźmi, myśli się jak ludzie,

zamiast o ich dziełach.

Cierpi się za nich, zajmuje się nimi.

Poza tym, ktoś napisał: {y:i}"Ptaki latają w stadach..."

{y:i}"orzeł lata sam".

Tak jak chcieliście. Chodźcie, ptaszki, polatamy sobie.

Do widzenia, profesorze. Zobaczymy się dziś na kolacji.

-Dobrze. Niech tak będzie. -Do zobaczenia.

Do widzenia.

Ale jest napisane w Biblii: {y:i}"Biada temu, kto jest sam,"

{y:i}"bo gdy upadnie, nie będzie {y:i}miał przy sobie nikogo do pomocy."

Konradzie, w Biblii?

-Dziękuję, profesorze. -Do zobaczenia wieczorem.

-Erminia, proszę to posprzątać. -Tak, już.

To do nich nie podobne. Myślę, że po prostu zapomnieli.

Wiedząc, że są umówieni na kolację, zawiadomiliby gdyby się mieli spóźnić.

Osoby z takim taktem, tak wykształcone.

Nie są osobami taktownymi jak pani mówi.

Są próżni, głupi, i przede wszystkim, do niczego nieprzydatni.

Zaczynam, nie czekam ani minuty dłużej.

Jak pan chce, profesorze.

-Dzień dobry, profesorze. -Dzień dobry.

-Tutaj są próbki materiałów. -Próbki?

Już od kilku dni, nie widzę ich ani nie słyszę.

Tracę zbyt dużo czasu przez to czekanie.

To wszystko zostanie u pana, mieszkanie jest pańskie. Może pan zdecydować jak chce.

Jeśli chodzi o ściany, to jest mi wszystko jedno.

Profesorze, musi pan zdecydować się teraz.

-Mam podjąć decyzję teraz? -Tak.

No dobrze.

W takim razie, zobaczmy to.

Do kuchni, powiedziałbym, że to będzie dobre.

-Tak. -To będzie dobrze pasować.

Zdecydowany kolor. Na ściany.

Profesorze!

Profesorze! Czy może pan nam otworzyć? Chcemy panu coś dać.

Nie chcemy wejść. Wystarczy, że pan nam otworzy.

Tylko chwila. Mamy niespodziankę.

Nie możemy powiedzieć o co chodzi.

Profesorze, niech pan będzie taki miły i otworzy nam.

-To mi dopiero niespodzianka. -Niech pan ich nie słucha, profesorze.

Jutro się zobaczymy. Dobranoc.

Już otwieram.

Dobry wieczór, profesorze. Chcieliśmy przynieść panu upominek.

-Tam na górze jest wspaniale. -Dokonał pan cudu.

Jutro zobaczymy to lepiej. Szkoda, że nie ma tu jeszcze dwóch łóżek.

-Profesorze, ma pan mój koc? -Pana koc?

-Tak. Jest tam gdzie pan go położył. -Pójdę po niego.

Przedstawiam panu Simone'a.

Ostrzegam pana. Nie umie mówić nic innego i nigdy się nie nauczy.

Dlatego kupiliśmy go.

Nigdy nie miałem w domu zwierząt.

Powinny być w swoim naturalnym środowisku, na wolności.

Jeśli coś zniszczy, proszę go zanieść na górę. Pokryję koszty.

Za każdym razem, gdy Konrad się upijał, znajdował go w swojej kabinie na statku.

Szkoda, że nie pojechał pan z nami, profesorze.

Proszę jej nie słuchać, miał pan dużo szczęścia.

Przynajmniej dziś w nocy, musi tu pozostać...

Proszę mnie posłuchać, musimy porozmawiać.

Nie można było zrobić remontu mieszkania.

Miałeś wrócić tamtej nocy, by to ze mną omówić,

a minął już cały miesiąc.

Przyjdźcie tutaj. Znalazłem pokój szkieletów.

-To Sinobrody. -Co on wygaduje?

-Całkiem nieźle. -Jak to nieźle? To genialne.

-Czy to już było, czy pan kazał to zrobić? -Już było.

Bardzo się przydał wielu ludziom w czasie wojny.

Tu nie ma co oglądać, To tylko pokój.

Chodźmy, Stefano.

Moja mama, była Włoszką, ukrywała się tu w czasie wojny.

Zrobiła ten pokój, aby ukrywać uchodźców politycznych...

partyzantów, Żydów.

Mało wiem o tym co się działo w tym domu.

Umarła, zanim jeszcze skończyła się wojna.

Ja byłem w Ameryce i wróciłem z piątą armią.

Od tamtej pory, mieszkam tutaj.

Profesorze, my już idziemy. Oczy mi się zamykają

Konrad, idziesz już?

Muszę wziąć mój koc.

Trochę mnie pan rozczarował. Myślałam, że Simone się panu spodoba.

Kto wie, może pewnego dnia mi się spodoba?

No dobrze, jestem już gotowy.

Mogę spać opierając się o jego głowę.

-Ale nikt nie może o tym wiedzieć. -Dobrze?

-Do zobaczenia. Dobranoc, profesorze. -Dobranoc.

Bianca myśli, że znowu jest w Wiedniu.

Niewinne wakacje po miesiącu we wspólnej kajucie.

Daj już spokój. Do zobaczenia, profesorze. Dobranoc.

Dobranoc, Lietta.

Stefano.

-Dobranoc. -Dobranoc, profesorze.

Kto to? Zatrzymać się!

Mój Boże, co tu się stało? Zadzwonię po policję.

Nie, proszę nigdzie nie dzwonić. Niech pan się nie kłopocze.

-Proszę tylko mi pomóc wejść na górę. -Dobrze, już pana wnoszę.

Nie, proszę się nie ruszać. Spokojnie.

-Gdzie ja jestem? -W moim domu.

Dwukrotnie stracił pan przytomność. Przyniosłem pana tutaj.

Łajdaki, zabiję was.

Proszę się położyć.

Zna pan ich?

Ja? Nie. Dlaczego?

No cóż, ponieważ...

Nawet ich nie widziałem, zaszli mnie od tyłu.

Jednego z nich zobaczyłem. Na pewno bym go rozpoznał.

-Chociaż mi pan powiedział, żeby nie... -Co?

Prosił pan, aby nie dzwonić po policję.

Sądziłem, że wiedział pan kto to był, że była to jakaś sprzeczka.

Chciałem upewnić się zanim zadzwonię.

Proszę poczekać!

Moim obowiązkiem jest panu pomóc, zadzwonić po policję.

Pan nie jest do niczego zobowiązany.

Ja nie chcę mieć nic wspólnego z policją.

Poza tym, i tak ich nie złapią, nawet ich nie będą szukać.

Mają dość roboty z mordercami każdego dnia.

Zabójstwa, kradzieże, manifestacje, strajki...

Policję to nic nie obchodzi.

Rozcięta warga, cztery zadrapania i na tym koniec...

a dalej, do śmieci.

Nie, policję to nic nie obchodzi.

Zawsze znajdzie się jakiś dziennikarz, który mnie rozpozna...

"Młody człowiek, wpadł w złe towarzystwo..."

Tak, tak właśnie najczęściej piszą w gazetach.

"... a Bianca Brumonti, kobieta słynnego faszysty."

Niech pan się domyśli jak by to się skończyło.

Tak jest lepiej.

-Ale ta krew... -Krew?

-Na górze są ślady krwi. -Jutro się wyczyści.

Już powiedziałem. Lepiej, żeby nikt o tym nie wiedział.

-Proszę pozwolić mi pójść... -Tak będzie lepiej. Niech pan tu zostanie.

Ja pójdę. Proszę tu pozostać.

I nie ruszać się.

Wszystko wyczyszczę, ale trzeba zadzwonić po lekarza.

-Ale... -To konieczne, może się panu pogorszyć.

Nie chcę, aby ktoś się do tego mieszał.

Dobrze, niech tak będzie.

-Profesorze. -Słucham..

Mogę tu pozostać na noc? Boję się iść na górę.

-Oczywiście, proszę tu zostać. -Dziękuję.

Zaraz wrócę.

To poniżające, gdy ci rozwalają łeb. Gdyby zabili, byłoby w tym więcej godności.

Nie mogłem się bronić. Będą się ze mnie śmiali.

Dam nauczkę tym dwóm.

-Chce pan jakiś środek przeciwbólowy? -Nigdy ich nie biorę.

Profesorze, proszę otworzyć!

Profesorze!

Proszę otworzyć!

Co pan zrobił? Dlaczego mnie pan zamknął?

Dlatego, że Erminia wcześnie wstaje aby sprzątać dom.

Przepraszam. Jestem całkiem rozbity.

Nie, proszę nie zamykać. Nie mogę czuć się zamknięty.

Poza tym co i tak myślał pan o mnie, teraz sądzi pan że jestem tchórzem.

A pan, nigdy pan się nie bał?

Tak.

Tak, bałem się.

Bałem się, gdy byłem na wojnie.

Ale są rzeczy gorsze od...

Bałem się, gdy wyrzekłem się swojego zawodu.

Strach, gdy nie wie się, jak rozpocząć nowe życie.

-Pana zawód? -Wtedy studiowałem na politechnice.

To dziwne. Sądziłem, że jest pan profesorem nauk ścisłych.

-To było dawno. -Dawno?

Cena postępu i destrukcja.

Zacząłem zdawać sobie sprawę, że nauka...

nie może być neutralna, i gdy jest na usługach praktycznego rozumu,

zamienia się z siły wyzwalającej w technologię prowadzącą do zniewolenia,

i że używanie nauki w obecnej rzeczywistości społecznej...

A widzę, że tu jest nasze ptaszysko.

-Dzieci są razem z profesorem? -Nie.

Przyszli wczoraj wieczorem?

Co za okropne ptaszysko.

-Czy mogę zadzwonić? -Zaraz przyniosę.

Przepraszam, już niedługo u nas też będzie zainstalowany aparat.

Przepraszam, profesorze. Przyszłam po telefon.

Jest tu pani z mieszkania na górze i czeka.

Spał pan tutaj całą noc?

Nie, ja...

obudziłem się wcześnie.

Przyszedłem popracować i tak zasnąłem.

-Zaraz przygotuję śniadanie. -Proszę podać je tutaj, dobrze?

-Telefon jest w salonie. -Dziękuję.

Chyba umiera z głodu.

Erminia, proszę mi zrobić kawę.

Halo? Tak, jestem Bianca.

Erminia, szukam pani Brumonti. Muszę jej przekazać wiadomość od Stefano.

Jest tu, czy na górze?

To pani? Jestem tutaj. Proszę przyjść do salonu.

Dzień dobry. Chciałem pani przekazać, że Stefano czeka na panią.

Proszę mu przekazać, że już idę.

W międzyczasie, proszę mu kupić coś do jedzenia.

Proszę... Przepraszam, że musiałeś czekać.

Mamy potwierdzenie daty premiery na piątek...

Są tutaj. Daniel, szybko.

Cieszę się, że panią widzę. Luisa, kochana.

Wszystko w porządku. Daniel, co u ciebie?

Proszę mi dać torbę. Dziękuję.

Przepraszam panią.

Oto wreszcie przybył nasz Amerykanin.

Ale podobny.

Proszę to wziąć. Tak, już.

Powiedz coś, przywitaj się z Luisą.

Nie podoba ci się mój dom?

Uśmiechnij się do mamy.

Jest bardzo nieśmiały, proszę pani.

Połóż to tutaj, na stole.

Pani Brumonti prosiła mnie o kawę, czy mam podać?

Oczywiście.

Spałem 16 godzin bez przerwy. Dlaczego mnie pan nie obudził?

Tak było lepiej.

Poza tym, lepiej, żeby wyszedł pan stąd niezauważony.

Gdy się obudziłem, pani Brumonti już była tu w domu.

-Czy pytała o mnie? -Nie, przyszła, żeby zadzwonić.

A potem poszły razem z Erminią na górę.

Straszny zamęt przez cały dzień.

-Czy Erminia wie, że jestem tutaj? -Oczywiście, że nie wie.

Nikt sobie z tego nie zdaje sprawy.

Profesorze, umieściłam ptaka na tarasie...

i zasłoniłam klatkę ścierką. Dobrze zrobiłam?

Dlaczego nie umieścić go w kuchni? Te zwierzęta potrzebują dużo ciepła.

A może tak dać go w prezencie portierowi? Bardzo mu się podobał.

Zwrócę go do sklepu.

-Jak pan chce. Czy coś jeszcze? -Nie, Dziękuję.

-Dobranoc, Erminia. -Dobranoc, profesorze.

Muszę coś panu powiedzieć. Okłamałem pana wtedy w nocy.

-Doskonale wiem kto i dlaczego na mnie napadł. -Nie wątpiłem w to ani przez moment.

Ma pan prawo oczekiwać wyjaśnień.

Nie potrzebuję żadnych wyjaśnień, to nie moja sprawa.

Myślę, że jest pan ze mną naprawdę szczery.

Chyba tak.

Już czas na mnie, prawda?

-W pewnym sensie, tak. -Dobrze...

Dziękuję za pomoc.

Rozumiem, że nie chce pan mieć nic wspólnego z tą sprawą.

To nie ma żadnego znaczenia. Przyzwyczaiłem się być sam.

Świadomość, że jest w domu ktoś obcy uniemożliwia mi pracę.

Muszę zadzwonić do paru osób i zobaczę, czy pójdę sobie dziś w nocy.

Jak pan chce.

To co mówiłem o mnie, o moich studiach...

jest prawdą.

Aby uwolnić się od problemów, wpakowałem się w coś znacznie gorszego,

ale przedtem to było zupełnie coś innego.

Pewnego razu,

teraz nie ma to żadnego znaczenia, absolutnie żadnego,

nie spałem przez cały dzień, wciąż się budziłem,

słyszałem pana kroki, wyobrażałem sobie...

Chciałem opowiedzieć panu tyle rzeczy...

-Potrzebuję pana rady. -Dlaczego miałbym panu doradzać?

Mężczyzna tak inteligentny i w tym wieku sam dobrze wie co ma robić.

Dobra rada.

No tak. Dobra i szybka.

Jeśli Erminia poszła już spać, to przyniosę panu coś do jedzenia.

Ja już też idę spać. Może pan dzwonić ile pan chce.

Jak pan wyjdzie, proszę dobrze zamknąć drzwi.

Jutro sam zajmę się wszystkim i to załatwię.

Muszę ci wszystko powiedzieć. Chcę, żebyś wiedział, że to moja wina.

Uwierz mi, tylko ty możesz mi pomóc.

Obudziliśmy pana.

{y:i}"Gdy zobaczysz kogoś {y:i}przyciągającego uwagę,"

{y:i}"złap go i obejmij, jeśli możesz."

{y:i}"Obojętne, czy to kobieta czy mężczyzna..."

{y:i}"bez wstydu, twarzą w twarz, odważnie."

{y:i}"Życie jest krótkie, {y:i}korzystaj z bliskości,"

{y:i}"która porusza twe ciało {y:i}w chwili uniesień."

{y:i}-"Nie ma życia seksualnego w grobie." -Co ty mówisz?

To ty mnie tego nauczyłeś. Nie pamiętasz?

To ostatni wiersz Odina. Pan ze swoją wiedzą pewnie go zna?

Przyszliśmy po walizki i samochód rannego,

który to wreszcie wybiera się w podróż do Monako.

Całkowite rozstanie nie istniało nigdy.

-Co chcesz przez to powiedzieć? -Profesor wie o czym mówię.

Mi to nie wystarcza. Też chcę wiedzieć.

Profesor mówi, że powinienem odmienić swoje życie.

A mi się wydaje, że profesor wymaga zbyt wiele.

-A ty co o tym możesz wiedzieć? -Co mogę wiedzieć?

Stefano popęłnił ostatni z grzechów głównych: zazdrość.

Wyjaśnij mi, czego miałbym zazdrościć Konradowi?

Dobrze, kiedyś ci to wyjaśnię.

Biedny nasz profesor. Jest bardzo śpiący.

Już idziemy.

Tak naprawdę, to też jest gra.

Nie ma w tym nic złego, naprawdę.

Pan też był młody, prawda? Nie był pan do nas podobny?

Nie. Zdecydowanie nie.

Jaka szkoda. Wiele pan stracił.

Ale miał pan jakieś rozrywki? Był pan przystojny, bogaty. Co pan robił?

-Co robiłem? -Tak.

Studiowałem, podróżowałem.

Studiowałem w czasie wojny, ożeniłem się...

i nie udało mi się.

Potem, gdy już miałem czas rozejrzeć się dookoła, znalazłem się...

wśród ludzi, których nie rozumiałem.

Proszę mówić, profesorze, niech pan nie myśli, że tak bardzo się od siebie różnimy.

Nie, nie masz racji.

Ludzie są teraz inni.

Konrad, daj już spokój z tymi głupstwami.

A ja chcę dowiedzieć się wszystkiego o naszym profesorze.

-O jego życiu intymnym, w przeszłości i teraz. -Teraz?

-Teraz jestem już stary. -Bardzo proszę, niech pan nie mówi głupstw.

Powinien dać się przekonać, że w dalszym ciągu jest pan bardzo atrakcyjnym mężczyzną.

Przynajmniej dla mnie. Co by pan zrobił, gdybym pana chciała pocałować?

Nie miałbym na to ochoty, bo gdybym to ja był na twoim miejscu,

zobaczyłbym twarz człowieka,

który już nie jest młody i to od dawna.

Już wystarczy, głupia.

Ale ja chcę tego naprawdę. Bardzo mi się podoba.

I gdyby pan mnie o to poprosił, wyszłabym za pana.

Nie będę cię prosił.

Czułbym się jak postać z opery buffo.

Stary, z którego wszyscy się naśmiewają.

Dla mnie, jedyna historia o miłości to ta z “Króla Lear'a”,

o ojcu i jego synach.

Dobrze się pan przed tym zabezpieczył.

Ani synów, ani tragedii.

Profesor byłby znakomitym ojcem.

Jeśli tylko zajdę w ciążę z którymś z tych dwóch, a nie będących tego świadomych,

to nie usunę jej.

Urodzę i oddam dziecko panu.

Nie mam już dużo czasu.

Musiałby być to syn już dorosły. A do tego nic nie wiem o wychowaniu małych dzieci.

Konrad! Dlaczego nie zaadoptuje pan Konrada?

Jest inteligentny, przystojny, dystyngowany...

I nie będzie się już pakował w problemy dla zyskania trochę pieniędzy.

Konrad, niech profesor cię adoptuje.

Ostrzegam pana, profesorze, to kosztowałoby pan dość drogo.

Jeszcze dziś w nocy musiałby pan dać mu już 5 milionów.

Biedny Konrad, ma dług pochodzący z nielegalnej gry.

Dlatego mu rozwalili łeb.

Powiedziałeś, że te 5 milionów uzyskasz ze sprzedaży mieszkania na górze.

Obojętne czy Bianca wie o tym czy nie, i tak zapłaci, jak zwykle.

Dług ze zwykłej gry nie byłby tak poważny.

Szkoda, że tak właśnie nie jest. No cóż...

Muszę już iść, jeśli mam być w Monaco jutro po południu.

Tam masz kurtkę, Stefano.

-Zejdziemy razem. -Dziękuję.

Jeśli się pośpieszysz.

Czy przekonałeś go aby cię adoptował?

Jeszcze nie, zrobię wszystko co możliwe, ale to nie takie proste.

Profesorze, niech pan powie swojemu synowi, żeby nie jechał jak szalony.

Ryzykuje pan, że go straci zanim zdąży go pan zaadoptować.

A ja, że stracę samochód.

Czy przyszedłby pan na mój pogrzeb, profesorze?

Byłby pan jedyną porządna osobą w całym kondukcie żałobnym.

Wszystkie damy Rzymu ubrane na czarno.

Piękne wdowy.

A za nimi, mnóstwo odrażających typów, narkomanów, lesbijek.

Reprezentacja idiotów.

-Panie profesorze, przepraszam. -Tak?

-O co chodzi, Domenico? -Dwóch panów chce z panem porozmawiać.

-Z nikim się nie umawiałem. -Są z policji.

-Z policji? -Tak.

Poświęci nam pan chwilę, profesorze? Sierżant Bernai

z komisariatu Campetelli.

Potrzebujemy pewnych informacji, jeśli to panu nie przeszkadza.

-Właśnie chciałem wyjść... -To kwestia tylko kilku chwil.

Pan Konrad Huebel. Czy mieszka w pana domu?

Z całą pewnością, nie.

I nie zna pan tej osoby?

Już mnie pan pytał czy mieszka w moim domu, powiedziałem panu, że nie.

-Przepraszam, czy w ogóle widział go pan? -Tak, widziałem.

Jest gościem osób, które wynajęły mieszkanie będące moją własnością.

Bylibyśmy wdzięczni, gdyby pan mógł na chwilę przyjść na komisariat.

Jeśli nie ma pan nic przeciwko temu oczywiście.

-Ja nie... -Najlepiej wyjaśni to panu komisarz.

Chodzi o to, że ten Huebel utrzymuje iż spędził u pana w domu

noc z 2 na 3 lutego i cały dzień 3-go.

Dobrze, pójdźmy do komisariatu.

To jest okropne.

-Ależ mamo. -Chce mi się wymiotować.

Trzeba dać tu jakiś akcent kolorystyczny nad tą sofą.

Jak na akcent kolorystyczny to dla mnie jest trochę drogi.

-To kosztuje 10 milionów. -Stefano ma rację.

Według mnie, jakiś stary obraz byłby idealny.

Zejdę do mieszkania profesora i przekonam go, by dał któryś ze swej kolekcji.

Aby dalej mu przeszkadzać.

Profesorze, jak się cieszę.

Przyszedł pan szukać swojej Erminii? Proszę mi wybaczyć, profesorze...

w tych dniach wykorzystałam ją tak, że aż mi wstyd.

Erminia, jeśli już pani skończyła, na dole jest kilka rzeczy do zrobienia.

Wydaje się panu okropny? Przyzwyczai się pan.

Pozwoliłam dzieciom zdecydować, bo one tu zamieszkają.

A mi się wydaje, że tutaj jakiś piękny stary obraz...

Wie pani, że Konrad Huebel został zatrzymany na granicy?

-Zatrzymany? -Przez policję.

Ale kiedy? Gdzie?

Konrad jest przecież w Monako.

Zawieźli go na lotnisko tego samego dnia, gdy wróciliśmy z przejażdżki statkiem.

Pojechał samochodem wczoraj wieczorem, ale to nie ma znaczenia.

Ma znaczenie, ponieważ to nieprawda.

Co się stało, mamo?

Profesor mówi, że Konrad pojechał samochodem.

Tak, nic ci nie mówiliśmy, bo zawsze gdy jedzie samochodem, martwisz się o niego.

Co się stało? Czy miał wypadek?

-Jest aresztowany. -Ja tego nie powiedziałem.

Zatrzymano go jako podejrzanego.

Aby mieć alibi, podał moje dane...

mówiąc, że przebywał jako gość, w moim domu przez dwa dni.

To bardzo przykre.

Ale czy to prawda, że wyjechał wczoraj w nocy?

Tak, to prawda, my też tu byliśmy.

Opóźnił swój wyjazd bo miał jakieś sprawy do załatwienia.

Nie jestem w stanie zrozumieć tych wszystkich tajemnic.

Dlaczego mi tego nie powiedzieliście od razu?

Macie ten głupi zwyczaj dogadywania się beze mnie.

A pan profesorze, pan też jest po ich stronie.

Nie jestem po niczyjej stronie. Ograniczyłem się do udzielenia mu gościny.

Bardzo dobrze, profesorze.

Czy czasem nie jest pan jeszcze jedną ofiarą uroku Konrada?

-Co pani chce przez to powiedzieć? -Dokładnie to co powiedziałam.

Mamo...

Dlatego, że Konrad był tu przez dwa dni nic nie mówiąc...

Cicho bądź, głupia!

Tylko wtedy jest mądra, gdy musi znaleźć wymówki do spędzenia nocy poza domem.

Czy nie słyszałaś? Został zatrzymany.

Dlaczego? Co zrobił przez te dwa dni, kiedy przebywał tutaj?

Czy nie widzisz, że martwię się o niego?

Jesteś zazdrosna, chciałabyś wiedzieć co robi o każdej godzinie, każdej minucie.

Daj mu oddychać. Każdy ma prawo wziąć parę dni wolnego.

-Mam tego dość. -Profesorze...

...mógłby mi pan wyjaśnić, dlaczego Konrad prosił pana o gościnę?

To nie ja powinienem udzielać pani takich informacji.

Nie powiedziałem tego nawet policji i dużo mnie to kosztowało.

Nie jestem przyzwyczajony do ukrywania tego rodzaju spraw.

Śledztwo może objąć zarówno moje mieszkanie jak i to tutaj.

Szukają narkotyków.

To czego nie wiedziałem, to to, że policja jest w posiadaniu...

długiej listy spraw z przeszłości Konrada Huebel’a.

Wiedzieliśmy o tym, on sam nam o tym powiedział.

Był zamieszany w ruch studencki w Berlinie. Dlatego założyli mu kartotekę.

Nie opowiadaj głupstw.

Jesteś niesprawiedliwa. Wiesz dobrze, że go zatrzymali.

Był jednym z najbardziej zaangażowanych.

To prawda, budował barykady.

Aby być blisko pewnej fanatyczki, która później, co za przypadek,

okazała się być córką najbogatszej rodziny w Berlinie.

Co do jednego możemy się zgodzić.

Aby dopiąć swego, Konrad jest zdolny do wszystkiego.

-Jakikolwiek pretekst jest dla niego dobry. -Cieszy cię opluwanie go.

Zwariowałam na punkcie Konrada,

ale to nie oznacza, że nie wiem z kim mam do czynienia.

Wiesz dlaczego Konrad nie chciał zejść ze statku w Cannes?

Bo jeśli stanie na lądzie we Francji zamkną go do więzienia.

Jestem przerażony. Kim wy jesteście?

Powierza pani swoją nieletnią córkę osobie, do której nie ma pani żadnego szacunku?

Nigdy nie myślałam powierzać jej Konradowi.

Żyją razem w tym mieszkaniu.

Mama przesadza. Konrad nie jest taki straszny.

To niesprawiedliwe sądzić go w taki sposób.

Nikogo nie osądzam.

Konrad może być niewinny, oskarżony niesprawiedliwie.

Rzeczą poważną jest, że twoja matka widzi w nim niemoralną osobę,

i mimo to, powierza jego opiece i narzuca go swoim znajomym.

Moi znajomi są uodpornieni. O to proszę się nie martwić.

Lietta jest bezpieczna. Nic jej nie grozi.

W moim domu byłem świadkiem czegoś przeciwnego,

ale to wszystko jedno.

-Moim obowiązkiem jest panią ostrzec... -Abym sobie nie robiła nadziei.

Nie, nie robię sobie nadziei.

To było jedyne możliwe wytłumaczenie.

Nie mamy o czym więcej mówić.

Pani powiedziała mi, że nie ma nic przeciwko temu...

abym przyszła pomóc gdy będę miała czas.

Jeśli chce pani pójść na górę, to proszę, ale ja nie chcę mieć z nimi nic do czynienia.

Bardzo przepraszam, gdybym wiedziała...

Erminia, proszę pójść na górę i powiedzieć im, żeby nie robili hałasu.

Tak, panie profesorze.

-Słucham? -To pan, panie profesorze?

-Tak. -Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.

Bardzo mi przeszkadzacie, jeśli chcesz wiedzieć.

Wolałbym abyście ściszyli tą muzykę.

-Dobrze, zaraz ściszymy. -Dziękuję.

-Profesorze... -Tak?

Wie pan, że mamy już telefon?

To chyba oczywiste, skoro do mnie dzwonisz.

Podam panu numer: 676013.

676013.

Gdyby pan czegoś potrzebował, może pan zadzwonić. Zapisał pan?

Tak, zapisałem.

Tak?

Profesorze, wiem, że się naprzykrzam, ale nie odpowiedział pan na mój list.

List? Nie otrzymałem żadnego żadnego listu.

Nie? Zostawiłam go pod drzwiami dziś po południu.

-Dobrze. -Chciałabym, żeby mi pan odpowiedział.

Coś mi mówiło, że nie odpowie mi pan, dlatego przyszłam.

To było zaproszenie. Konrad wrócił.

Chcieliśmy zorganizować przyjęcie na otwarcie domu i zaprosić dużo osób,

ale potem wymyśliliśmy coś przeciwnego.

Jest poza nami tylko kilku przyjaciół,

słuchamy muzyki, tańczymy, rozmawiamy. Przyjdzie pan?

Bardzo dziękuję...

Konrad nie miał nic wspólnego z całą tą historią.

-Tak, wiem. -Powiedział pan nam straszne rzeczy.

-Zdenerwowałam się, wie pan? -Stałam się bardzo nerwowa.

-Nie powinienem był tego robić. -Miał pan rację.

Ale to wszystko co mama mówiła o Konradzie.

Ona sama nie wie wszystkiego o życiu Konrada, my też nie.

Biedny Konrad, gotów zrobić wszystko aby zdobyć trochę pieniędzy.

Jak na przykład grać i wpędzać się w kłopoty. Sam pan widział.

Jedyny raz kiedy wygrał dużo pieniędzy, kupił za wszystko prezent dla mamy.

Był tak dumny, że mógł poznać kogoś tak ważnego jak pan.

Możliwe, że kiedyś będzie miał takie ambicje, o których nie wiemy.

Reasumując, może nas wszystkich uszczęśliwić.

Musi pan przyjść na chwilę. Tylko na chwilę.

Nie.

To z powodu tej słynnej nocy? Proszę o niej zapomnieć.

Ja nie powinnam o tym zapomnieć. To się już nie powtórzy, przyrzekam.

Przyjdzie pan?

Nie, właśnie pracuję.

Jeśli chcecie, przyjdźcie na kolację jutro wieczorem.

Dokładnie o dziewiątej.

To wino, jest z pana winnicy?

-A skąd dokładnie? -Z Toscanii, blisko Rezzo.

Dobre.

Niech pan się rozchmurzy, profesorze. Już prawie skończyliśmy.

Jeszcze trochę, i nie będziemy się panu naprzykrzać.

Jest pan bardzo poważny. Chyba nie chciał pan nas zaprosić.

-Lietta pana zmusiła? -Przysięgam, że to nieprawda.

Nie, to był mój pomysł.

To dlaczego nie mówi pan ani słowa?

Wszyscy jesteśmy poruszeni.

Może to z powodu prasy? Panuje tragiczny nastrój.

Wszędzie jest tak samo. Już od dłuższego czasu nie jadłem w domu.

Ale dziś tam poszedłem. To był błąd.

Ojciec, którego pracownicy od tygodnia strajkują,

siedział zamyślony, przy końcu stołu,

nie odzywał się do mojego brata.

Tak jak pan, profesorze.

Ale pan nie ma strajkujących pracowników,

ani syna o tendencjach marksistowskich.

Jest pan otoczony osobami spokojnymi, szczęśliwymi,

bez żadnych problemów.

Pewnie są zawsze sympatyczni?

Mam swoje preferencje i także niewierności.

Mam wielką słabość do "Rodziny Sitwell".

Umieściłem obraz bezpośrednio w sypialni,

ale głębsze poznanie nie zwiększyło przyjaźni.

Obraziłem się na starszą córkę, tą wysoką, w rogu.

I na kogo się pan obrazi w nowej rodzinie?

W jakiej rodzinie? Tej?

Na pewno na wszystkich. Co więcej, to już się stało.

Ale jest już po wszystkim, a najlepszym tego

dowodem jest to, że zebraliśmy się wszyscy razem.

Starzy ludzie stają się dziwnymi zwierzętami, nie wiedziałaś o tym?

Czepiającymi się wszystkiego, nietolerancyjni.

Czasami przestraszeni samotnością, którą sami wybrali...

i której bronią, gdy tylko jest ona zagrożona.

Miałem taki krótki kryzys,

gdy zaprosiłem was tu, dziś w nocy.

Ale gdy przyszliśmy, kryzys został przezwyciężony.

W takim razie, będzie pan musiał zmienić swoje przyzwyczajenia.

Profesorze, pana samotność już się skończyła.

Nam jest tu bardzo dobrze.

Będziemy częstymi gośćmi przy pana stole.

Gdy staniemy się już rodziną, mama usiądzie na końcu stołu.

Ja też zaliczam się do tej rodziny?

-Mamo! -Niech pan nie wstaje, profesorze.

Jasne, że zaliczasz się do niej.

Utworzyliśmy ją teraz. Ojciec, matka i my, wasze dzieci.

Pięknie wyglądasz, mamo.

-Jak na rodzinę, trochę skandalizująca. -Nie bądź niemądry.

-Jeszcze raz, przepraszam, profesorze. -Nic nie szkodzi.

-Erminia, proszę podać... -Dziękuję, jestem po kolacji.

Chociaż, może trochę deseru.

Cieszę się, że pani przyszła.

Dobrze robisz, szukając ojca zastępczego.

-Twój już odszedł. -Odszedł?

Towarzyszyłam mu w drodze na lotnisko.

Czy zauważyliście,

że lotniska wyglądają jak cmentarze?

Jak to się stało, że towarzyszyłaś mu w drodze na lotnisko?

Do tej pory sama tego nie mogę zrozumieć, kochanie.

Okropne chwile.

Twój ojciec całkiem oszalał.

Jeśli ty tak mówisz.

Mój mąż zaprosił zaprzyjaźnioną rodzinę,

nazywają się Gasparri, to jego przyjaciele, oczywiście...

I ponieważ musiał zrobić coś bardzo pilnego,

poprosił mnie, bym zajęła się nimi aż do kolacji.

Właśnie prosiłam ich aby usiedli, gdy w tym momencie wbiegł mój mąż,

wściekły, krzycząc, że musi natychmiast wyjechać,

i że ja powinnam mu towarzyszyć, bo ma mi coś do powiedzenia.

Bardzo oryginalne.

A Gasparri?

-Zamurowało ich. -Nie dziwne.

Przez chwilę myślałam, aby ich posłać tutaj.

Świetny pomysł. A gdzie pojechał tata?

Do Madrytu.

A do Gasparri'ch powiedział, że sytuacja polityczna jest bardzo poważna.

I, że musi udać się w tajnej misji.

Wyglądali, jakby w to naprawdę uwierzyli,

ale mi się wydaje, że twój ojciec przypomniał sobie za późno,

że inauguracja domu jest już jutro, razem z Villaverde, w Madrycie.

Tak jak w zeszłym roku.

Z kim rozmawiał przed kolacją?

Nie wiem, kochanie. Z kimś, kogo widział po raz pierwszy.

Mój mąż powiedział Gasparri'm, że ten ktoś pracuje...

na poczcie parlamentu.

Proszę, przejdźmy obok napić się kawy.

Ale ostrzegam was, cała ta historia jeszcze się nie skończyła.

Przepraszam, Bianca, nie jest to czasem Gisberti?

Już powiedziałam, nie wiem.

Dziękuję. Możesz już pójść. Kto chce kawy?

Mama nigdy nie pije kawy wieczorem, nie jest przyzwyczajona.

Ale dziś w nocy, tak. Tylko trochę, z kropelką śmietanki.

-Mogę panu pomóc? -Proszę.

-Dziękuję. -Profesorze?

Tak, dziękuję, bez śmietanki.

-Konrad? -Ja mu zrobię.

-Stefano? -Nie, dziękuję.

Teraz, gdy jesteśmy w rodzinnym gronie, opowiem wam do końca.

Słuchaj Konradzie, bo dotyczy to ciebie w bardzo szczególny sposób.

Zostawiamy Gasparri'ch zupełnie zaszokowanych.

Jedziemy szybko na lotnisko. Pytam męża: "co masz mi do powiedzenia?"

"Proszę cię...", to jego słowa,

"... abyś natychmiast zostawiła Konrada i nigdy już się z nim nie spotykała".

-Tata? Od kiedy stał się taki emocjonalny? -No właśnie, od kiedy?

Był tak zdenerwowany, że nie chciałam mu przerywać.

Nigdy nie widziałam go w takim stanie.

To nawrót miłości. Jest zazdrosny.

Proszę, wyobraź sobie. Przecież to jasne.

Nie ma nic przeciwko temu, żeby go zastąpić, nawet natychmiast.

Ale nie chce nic słyszeć o Konradzie,

powiedział mi też wiele innych rzeczy.

"Niech się wynosi i masz się z nim nie spotykać, bo jeśli nie..."

Aż straciłam cierpliwość i powiedziałam mu...

"Słuchaj, jeśli tak się mają nasze sprawy, to wolę się z tobą rozwieść".

-I tak zrobimy. -Abyś mogła poślubić Konrada?

Ależ nie!

Przede wszystkim, dlatego że Konrad nigdy mnie o to nie prosił.

Prawda, kochanie?

-Proszę cię o to teraz. -I jestem ci za to wdzięczna,

ale moja odpowiedź brzmi nie.

Ktoś się żeni aby założyć rodzinę,

a rozwodzi aby się od niej uwolnić.

-Wolny, aby móc ponownie wyjść za mąż. -Nie, wolny, po prostu wolny.

-Nie bądź nieszczera. -Co chcesz przez to powiedzieć?

-Wiesz doskonale. -Co się stało?

Powiedz, dlaczego nie chcesz wyjść za mnie?

-Nie nalegaj, bądź już cicho. -Konrad.

Czy chcesz abym ja to powiedział?

Nie musisz, kochanie. Ja to powiem.

Nie chcę, bo jesteś o 12 lat młodszy,

bo nie jesteś tym, za kogo chciałabym wyjść za mąż.

Nie jestem? Dlaczego nie?

Wcale nie jesteś zabawny.

Nawet nie próbuję. Odpowiedz.

Jest pijany. Nie robisz nic poza piciem.

Nie jestem i nie mam zamiaru przekonać Biancę aby za mnie wyszła.

To byłoby absurdalne. Wiem ile jestem wart.

Wiem też ile jesteście warci, i nie pozwolę, abyście się ze mnie naśmiewali.

-Nikt się z pana nie naśmiewa. -Przepraszam, nie pana miałem na myśli.

W takim razie, kochanie. Powiedz mi dlaczego

zgodnie z normami waszych szacownych sfer

nie jestem odpowiedni do ożenienia się?

Już dosyć tych głupstw.

O co chodzi? No już, powiedz. Co się z tobą dzieje?

Czy to nie z powodu mojego pochodzenia? Życia jakie prowadziłem?

Utrzymanek, nielegalny handel. Czy o to chodzi?

Tak kochanie, o to właśnie chodzi.

Dlatego, że nie udało mi się.

Wciąż jestem...

pieskiem, którego pani zaprowadza do miejsc zakazanych.

Pozostali, siłą rzeczy godzą się z tym,

że kradnę w kuchni, że nabrudzę lub kogoś pogryzę.

Nie mów tak. Wiesz, że to nieprawda.

Bianca, nie podpuszczaj go.

Nie widzisz, że atakuje społeczeństwo skorumpowane, kapitalistyczne i burżuazyjne?

Jeszcze raz to samo? Takie społeczeństwo dzisiaj nie istnieje.

A jeśli istnieje, to dzięki Bogu! Jesteś ostatni, który może to wykorzystać.

Jeśli to jest powodem, to istnieje.

Dziś jest bardziej niebezpieczne niż kiedykolwiek, ponieważ jest ukryte.

Pan też, profesorze?

Nie jestem reakcjonistą, sądziłem, że to zrozumieliście.

Nie, nie zrozumiałem, pan też się ukrywa.

Nie znam żadnego intelektualisty, który nie jest lewicowcem.

Stwierdzenie to, na szczęście, prawie nigdy nie uwidacznia się w ich czynach.

Intelektualiści mojej generacji

robili wszystko, aby utrzymać równowagę pomiędzy polityką a moralnością.

Szukanie czegoś co nie istnieje.

I do dziś nie ustają w tych poszukiwaniach.

On na pewno nie ma problemów politycznych, a już na pewno moralnych.

Nie może krytykować społeczeństwa dzięki, któremu żyje jak panisko,

nawet jeśli dostał się tam poprzez drzwi dla służby.

Dokładnie, ze starą koszulą

i marynarką, której nie mógł zapiąć bo już z niej wyrósł.

Pierwszy raz, gdy wszedłem do domu tych...

wspaniała, to prawda...

i wszedłem do łóżka pani domu,

która nie była tak piękna jak ty, ale wydawała mi się wspaniała.

Miała chustkę na szyi i łzy w oczach.

Tak jak poszukiwacz złota widzi coś błyszczącego wśród piasku na dnie rzeki.

To było coś co kochałem i zrobiłem wszystko aby tam pozostać.

Moich metod, które tak cię zawstydzają, nauczyłem się właśnie tam.

I są takie same, jakich używa się w twoim świecie.

Tylko ludzie są inni, bo zakłady idą o wyższą stawkę.

To ludzie z najwyższych sfer, o których wyrażasz się z najwyższym szacunkiem.

Zamiast na nich się wyrzygać.

Myślisz, że poruszasz się między gentelmenami,

a zapominasz, że bardzo często, są przestępcami.

Gdybym ci powiedział, że twój małżonek uciekł, bo z jego grona...

mają zamiar wyrzucić 12 komunistycznych parlamentarzystów,

chcących dokonać zamachu stanu, to byś się mocno zdziwiła.

Wcale bym się nie zdziwiła.

Powiedziałabym, że jesteś żałosny.

Mój mąż jest przemysłowcem. Prawicowym, oczywiście.

A gdzie są lewicowi przemysłowcy?

Możliwe, że tylko w słowach, tak myślę.

Mój mąż jest prawicowcem i mówi to otwarcie.

Ale mówić, że jest członkiem kryminalnej organizacji...

Więc jest jej członkiem. Zapytaj Stefano.

On coś o tym wie.

Oszalałeś.

To nie salonowy, ale drapieżny pies.

Tak jest. To też możesz zrobić.

Aby cię chronili w tym co nazywasz "twoje małe zajęcia".

Gdy wszyscy biegiem wyrzucają kokainę za rufę,

ty jesteś jedyny, który może pozostać spokojny.

Zatrzymują cię na granicy, ale następnego dnia zwalniają.

Ochraniają cię! Szukasz ochrony, w zamian za donoszenie o obmawianie.

-Już wystarczy! -Nie, to nie jest obmawianie.

To ja doniosłem na nich na policję, i cieszę się, że to uczyniłem.

Profesorze, zezwoli pan na to w swoim domu?

-Co chcesz? -Kochanie!

Konrad!

-Zostaw mnie! -Stefano, nie!

-Uspokójcie się! -Już dosyć! Dosyć!

Nie pozwalam na to. Już wystarczy.

Nawet w najgorszym piekle nie rzucają się tak na siebie jak wy tutaj.

Chwileczkę. Konrad chciał opowiedzieć nam swoją wersję wydarzeń.

Przede wszystkim dlatego, że właśnie miał okazję

poznać ludzi, z którymi ma do czynienia.

Są wulgarnymi przestępcami, którzy rozbili mu łeb.

To jego świat...

i tylko o nim powinien się wypowiadać.

Konrad, odpowiedz mu.

Świnia!

Już powiedziałem, że wystarczy!

Rozszarpiecie się na kawałki, jak wilki. Sądziłem, że się kochacie.

Myślałem, że jesteście wielkimi przyjaciółmi, nierozłączni.

Nie kochamy się? Ależ tak, jesteśmy przyjaciółmi.

Zawsze jesteśmy ze sobą razem.

Rozmawiamy, śmiejemy się, razem się kochamy,

ale gdy już kończy się rozrywka, kto chce się widzieć z przyjaciółmi?

-Każdy idzie swoją drogą. -Tak, każdy swoją drogą...

Poza tym, tacy jak ty, zawsze spadają na cztery łapy.

W takim razie żegnam was i idę, bo tego właśnie chcecie.

Czy tego pan chce, profesorze. Czy tak nie jest?

Powiedział pan rzeczy bardzo poważne.

I jeszcze raz to potwierdzam i właśnie dlatego nie proszę o przebaczenie.

Dziękuję za kolację.

Mam nadzieję, że szybko mi przejdzie.

Wy też zawsze spadacie na cztery łapy.

W moim wieku jest to trudniejsze, ale spróbuję.

Dokąd idziesz?

Idę z tobą.

Nie.

Zawsze sądziłam, że mu się podobam.

Ubiory, podróże, to też jest częścią życia.

Chociaż przyznaję, pomyliłam się, zawsze robiłam dla niego wszystko.

Kochałam go, naprawdę.

-Co się z tobą dzieje? -Daj mi spokój.

To, że go obraziłeś, rozumiem.

Że go wyrzuciłeś jak służącego przyłapanego na kradzieży,

to jeszcze mogę tolerować.

Ale pan panie profesorze,

nie powinien traktować go w ten sposób.

Nie powinien pan.

Nie, pan nie.

Już dobrze, nie przypisujmy sobie nie istniejących win.

Jeśli poczekacie, zaraz pójdę go poszukać,

i na kolanach będę błagał, aby mi wybaczył.

Myślę, że Konrad nie wybaczy nikomu. Zaczynając ode mnie.

Tego dnia, kiedy przyszła pani Brumonti aby spotkać się ze mną

i poprosić o wynajęcie mieszkania,

odmówiłem.

Odczuwałem strach przed nieznanymi mi ludźmi,

którzy mogli mi przeszkadzać.

Ale to było o wiele gorsze niż mogłem sobie wyobrazić.

Jeśli istnieją lokatorzy z, którymi nie można wytrzymać,

to właśnie trafiło na mnie.

Później, pomyślałem, tak jak mówiła Lietta,

że mogliby utworzyć moją rodzinę...

przybraną, znacznie różniącą się ode mnie.

Nawet pokochałem tą trudną rodzinę

i chciałem coś dla niej zrobić,

tak jak wy, nieświadomie, zrobiliście dla mnie.

Jest pewien pisarz, którego książki trzymam w mojej bibliotece

i czytam nieustannie.

Opowiada, że jakiś lokator zamieszkał nad jego mieszkaniem.

Pisarz słyszy jak ten się porusza,

chodzi, włóczy się po domu.

Potem nagle znika, i zostaje tylko cisza.

W pewnym momencie wraca,

jego nieobecności stają się coraz krótsze...

a obecności coraz dłuższe.

To śmierć.

Świadomość, że doszło się do końca swojego życia,

która pojawia mu się w jednym z nielicznych przebrań.

Jej obecność tu na górze

znaczyła dla mnie coś zupełnie przeciwnego.

Nie sądzę, abym sam siebie oszukiwał.

Przebudziliście mnie gwałtownie

z głębokiego snu,

niewrażliwego i głuchego,

jak śmierć.

Jest list do pana.

Erminia, proszę pójść szybko na górę i sprawdzić czy jest pan Konrad.

Proszę iść, szybko!

Kochany profesorze, chciałbym się mylić,

ale myślę, że już się więcej nie zobaczymy.

Pana syn, Konrad.

-Mój Boże! -Nie, profesorze, proszę go nie ruszać.

Poczekajmy na policję.

Proszę oddychać spokojnie.

Tak.

Dobrze.

Jeszcze chwila i już skończymy.

Profesorze, ktoś do pana.

Klucze do mieszkania dałam Erminii.

Mój adwokat porozmawia z pańskim...

na temat kosztów związanych z mieszkaniem na górze.

Poinformuję pana o przebiegu śledztwa.

Chciałabym...

Chciałabym móc wątpić.

Niestety...

samobójstwo było jego sposobem na przekazanie nam ostatniego słowa.

W straszliwy sposób, chciał ukarać nas na zawsze.

Ale jest jedna rzecz, o której Konrad nie miał czasu panu powiedzieć:

zapomnijmy o tym, zapomnijmy.

Był zbyt młody, aby zrozumieć społeczeństwo tak brudne i wstrętne,

i że ból zawsze przemija, jak wszystko inne.

Do widzenia, profesorze.

Niech pan nie wierzy mamie.

Proszę mi wierzyć, on nie popełnił samobójstwa. Zabili go.

Był pan jedynym, do którego miał choć trochę zaufania.

Niech pan go nie zawiedzie teraz, gdy umarł.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.