Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranรฎ)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Poprzednio:
Je?li nie zaakceptujesz Lilith, spotka ci? prawdziwa ?mier?.
To fa?szywa bogini. Zniszczy ciebie i wszystkich woko?o.
- Na Alask?? - Za tydzie? ju? tam b?d?.
Zaurocz mnie. Spraw, abym o tobie zapomnia?.
- O nim te?. - ?egnaj, Hoyt.
Dzi? na ?ywo z Nowego Orleanu wielebny Steve Newlin.
Przyjecha? do naszego stanu. Musimy tam by?.
Nie ma go tutaj.
Wiesz, ?e tatu? nie lubi, gdy zmieniasz si? w cz?owieka.
Pozwolisz, by Elijah przej?? wszystko?
B?dziemy ?y? swobodnie, tak jak ja kiedy? z Erikiem.
Nie uciekamy.
Przegra?em walk? o przyw?dztwo. Wyrzekni?to si? mnie.
I jeste? teraz samotnym wilkiem. Jak tw?j staruszek.
Lilith przysz?a do mnie i zniszczy?a mojego stw?rc?,
kt?rego wielbi?em jako fa?szywego boga. Jeste?my dzie?mi Lilith.
Pisane jest wprowadzi? nasz gatunek w now? er?.
W jak? znowu er??
Krew wr??ki pozwala chodzi? w ?wietle dnia.
Jeste?my stworzeniami nocy. Mog? wys?a? ci? z powrotem pod ziemi?.
Mo?ecie sobie wzi?? Lilith! Ja posi?d? s?o?ce!
- Sk?d go macie? - By? pod pod?og? w domu mojej babci.
To umowa.
"Ja, John William Stackhouse, przyznaj? panu M. Warlowowi
moj? pierwsz? kobiec? dziedziczk? z krwi? wr??ki".
Sookie.
Billu Comptonie!
Billu Comptonie!
www.NapiProjekt.pl - nowa jako?? napis?w. Napisy zosta?y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
Ogl?daj legalnie, polecaj i zarabiaj ? Vodeon.pl
Mo?emy mie? tylko jednego przyw?dc?. Wybieram ciebie.
Wypij krew. Wypij wszystko.
Nie.
Nie!
.:: GrupaHatak.pl ::.
B?G NIENAWIDZI K??W
T?umaczenie: kat & Igloo666
Dopasowanie do 720p EVOLVE: Bilu
Lilith to fa?szywa bogini.
Zniszczy ciebie i wszystkich wok??.
Je?li nie przestaniecie zabija?, nic si? nie uchowa, nawet wy.
Genera? Cavanaugh jest w drodze.
- Noro? - Tak?
Otrzymali?my wiadomo?? o wizycie genera?a Cavanaugh.
- Przepraszam. - Dobrze si? czujesz?
- Tak, nic mi nie jest. - Co? si? w tobie zmieni?o.
- Dr?cz? ci? w?tpliwo?ci? - Oczywi?cie, ?e nie.
Martwi? si? Russellem.
Jego lekkomy?lno?? mo?e narazi? ca?? nasz? prac? na fiasko.
Russell to drobnostka.
Jest niczym. To cz??? planu Lilith.
- Naturalnie. - Rozpocz??y?my to razem.
Wszystkie nasze marzenia staj? si? rzeczywisto?ci?.
- ?wiat sp?ynie krwi?. - Tak.
A my b?dziemy tam, aby spi? j? ca??.
I w ciemno?ciach b?dziemy si? radowa?.
- Powiadomi? wszystkich. - Id?.
Bill, mog? skorzysta? z twojego telefonu?
- M?j nie ma zasi?gu. - W jakim celu?
Musz? ostrzec Jasona.
Gdy ci? nie by?o, dwa razy musia?am powstrzyma? Newlina przed atakiem.
Teraz, kiedy szalej? razem z Russellem,
naprawd? boj? si?, ?e zn?w to zrobi.
- To mog? skorzysta?? - Przykro mi, lecz nie.
Nie?
Ale Jason tam jest. Jest ?atwym celem!
Tak samo jak Sookie!
Jessico, sporo czasu zaj??o mi pogodzenie si? z faktem,
?e cz??ci? przyj?cia nauk Lilith do mego serca
by?o zdystansowanie si? wobec nieistotnych ludzkich spraw.
Szalenie zamartwia?em si? ich uczuciami i ?miertelno?ci?,
ich s?abo?ci?...
Dop?ki nie odnalaz?em lepszej ?cie?ki.
?cie?ki Lilith.
Jason, Sookie oraz mieszka?cy Bon Temps nie s? ju? naszym zmartwieniem.
- S? ledwie po?ywieniem. - Nie m?wisz powa?nie.
Sama przekonasz si? z czasem.
Teraz jednak wybacz mi, mam do za?atwienia kilka spraw.
A co, je?li przemieni?abym go w wampira?
Chcesz zosta? stw?rc??
Czyta?am Ksi?g? Lilith i m?wi ona, ?e najwi?kszym darem,
kt?ry mo?esz da? cz?owiekowi, jest uczynienie go wampirem.
To prawda.
Czyli zgadza si?, bo kocham Jasona, a nic nie mo?e nam wyj??.
Uzna?am, ?e to przez to, ?e jest cz?owiekiem, a ja wampirem.
Ale gdybym go przemieni?a, mogliby?my by? razem.
Wiesz, pob?ogos?awi?aby nas Lilith.
- My?lisz, ?e jestem kretynem? - Co?
B?dziesz dalej pr?bowa?a manipulowa? mn? g?upimi k?amstwami?
- Nie robi? tego. - Tak.
- Przy?lijcie Gondry'ego i Lamberta. - Co ty robisz?
Przyjmuj? twoj? wspania?omy?ln? ofert?.
Skoro pragniesz uczyni? Jasona Stackhouse'a wampirem,
- prosz? bardzo, zr?b to. - To nie by?a manipulacja.
Ale? nie, masz racj?.
W czasach, kt?re maj? nasta?,
wzmocnienie linii Compton?w mo?e by? dla mnie istotne.
Czemu? wi?c nie mia?bym zacz?? teraz?
Jak s?usznie zauwa?y?a?, by?bym wielce hipokrytycznym kanclerzem,
gdybym domaga? si?, by wampiry przemienia?y ludzi,
podczas gdy nie wymagam tego samego od ciebie.
- Bill, czekaj! - Gondry.
To moje dziecko, Jessica. Zabierzesz j? do Bon Temps,
gdzie przemieni m?odego m??czyzn? nazwiskiem Jason Stackhouse.
We?miecie helikopter. Ma to by? zrobione odpowiednio.
- Nie, naprawd? nie musz?! - Nie spuszczajcie z niej oczu.
Wybacz mi, wybacz!
Co my teraz zrobimy?
Wydostan? nas st?d.
Dasz sobie rad??
To troch? dziwne, gdy dowiadujesz si?,
?e 300 lat temu sprzedano ci? wampirowi.
Ten ca?y zw?j to jakie? g?wno.
Mam gdzie?, co w nim jest. Nikt nie b?dzie ci? sprzedawa?.
- Przynajmniej dop?ki ja tu jestem. - Chyba po mnie przyszed?.
- O czym ty m?wisz? - Tylko ?e nie by? wampirem.
By? tym dziwnym kszta?tem w powietrzu.
- Powiedzia?: "Jeste? moja". - C??, to jest...
centralnie posrane.
Maurella powiedzia?a, ?e pogadanie z t? ca?? Najstarsz?
mo?e przynie?? par? odpowiedzi.
M?wi?a, ?e warto spr?bowa?.
Chod? tu, Sook.
Musz? lecie?.
Andy zarz?dzi? potr?jne dy?ury z tymi atakami wampir?w.
Wr?c? jutro i sprawdz?, co u ciebie.
Masz tu zosta?, jest mi?o i bezpiecznie.
Musisz mi tylko pom?c wyj??.
Jason, obiecaj, ?e b?dziesz na siebie uwa?a?.
Nigdy si? do tego nie przyzwyczaj?.
B?dziemy w gotowo?ci.
Generale Cavanaugh! C?? za niespodzianka.
Mi?o pana zn?w widzie?.
Prosz? sobie darowa?, kanclerzu. Gdzie jest Roman?
Niestety Opiekun jest w tej chwili nieosi?galny.
- Kim ty, kurwa, jeste?? - To kanclerz Compton.
Jest tu nowy.
Na powierzchni jest niez?y pierdolnik, a Roman nie odbiera telefon?w.
??dam wyja?nienia mi, co si? dzieje.
Nie jeste? uprawniony do wysuwania ??da?.
Rozumiem. A ty kim, kurwa, jeste??
Generale, ogromnie nam przykro, ?e Romana tu nie ma,
ale czy mo?emy jakkolwiek pom?c?
Wiemy, ?e wysadzili?cie fabryki Tru Blood.
To absurdalne. Fabryki zosta?y wysadzone przez terroryst?w.
Nie ucz dziada, jak charcha?, Rosalyn.
Rz?d i Zwierzchnictwo maj? umow?. Zwie si? integracj?.
Oznacza to, ?e nie robimy si? nawzajem w chuja.
Przez 20 lat chroni?em z Romanem to Zwierzchnictwo.
Posun?li?cie si? za daleko.
W Pentagonie w?a?nie debatuj?, jak zmie?? wampiry z powierzchni ziemi.
Musz? wi?c porozmawia? z Romanem.
Romana nie ma ju? w?r?d nas.
Jak to?
Nie m?g? p?j?? z duchem czasu, wi?c musia? odej??.
Rz?dy sprawuj? sangwini?ci.
Lilith poprowadzi?a nas na nale?ne nam miejsce,
sk?d te? poprowadzimy ca?y rodzaj wampirzy.
Doradzi?abym panu rozwag? w kwestii doboru nast?pnych s??w.
Wy por?bani krwiopijcy. Roman trzyma? ten burdel w ca?o?ci.
Tylko on powstrzymywa? ?wiat przed powrotem do ?redniowiecza.
Roman by? niewiernym, kt?ry odrzuci? nauki Lilith.
Spotka?a go ?mier?.
Wydaje si? pan by? uczciwym cz?owiekiem, generale.
Pragmatyst?.
Sytuacja, w jakiej si? znale?li?my, przedstawia si? nast?puj?co:
Mo?e si? pan do nas przy??czy? lub nie.
Oby wybra? pan pierwsz? opcj?.
Posiadamy nagranie, przedstawiaj?ce Russella Edgingtona i Steve'a Newlina
patrosz?cych ubieg?ej nocy 22 cz?onk?w bractwa studenckiego
w siedzibie miejscowego Gamma Kappa Tau.
Istniej? kopie nagrania.
Je?li cokolwiek mi si? stanie, zostanie ono upublicznione.
Zapewnili?cie ?wiat i prezydenta,
?e Russell Edgington nie ?yje i sk?amali?cie.
Je?li wi?c poleci to na YouTube'a,
ludzka populacja powstanie przeciwko wampirom szybciej,
ni? zdo?acie powiedzie? "koktajl Mo?otowa".
- To gro?by bez pokrycia. - Naprawd? jeste?cie tacy g?upi?
Jeste?my przygotowani. Przygotowali?my bro? na t? okazj?.
Bro?, o jakiej nigdy nie s?yszeli?cie.
Wymiatamy. Wampiry nie maj? jebanych szans.
Mi?dzy wami i regularn? wojn? z lud?mi stoi facet, na kt?rego patrzycie.
Wi?c lepiej wy przemy?lcie dob?r kolejnych s??w.
Tak te? my?la?em.
- O Bo?e. - B?g jest wampirem.
O kurcz?.
- Cze??, Jason. - Jess.
Co tu jest grane? Kim s? ci kolesie?
Panowie, nie pozwalacie mi rozwin?? skrzyde?.
Tw?j stw?rca kaza? mi wszystko nadzorowa? i dok?adnie to b?d? robi?.
Jason, wiele razem przeszli?my,
i my?l?, ?e przez to wszystko nauczyli?my si? sobie wzajemnie ufa?.
Czy ja wiem? To jeden z naszych problem?w.
- Tak tylko m?wi?. - Tak, wiem.
Ale my?l?, ?e wiesz, ?e mo?esz mi ufa?.
I tak samo ja ufam, ?e post?pisz w?a?ciwie.
To kolejna rzecz. Nigdy nie post?pujemy s?usznie.
Zaczn? od sypiania ze sob? za plecami Hoyta.
Staramy si? by? dobrzy, ale niekoniecznie nam wychodzi.
To zaczyna si? robi? m?cz?ce. Macie si? znale?? w ziemi.
- Pozw?l mi to zrobi?. - Dalej albo sam to zrobi?.
O czym on, do cholery, m?wi?
Jeba? to.
Zaufaj mi.
Nie!
O kurwa!
Ty jebany kretynie! Co z tob? jest nie tak?
Masz jakie? poj?cie, co w?a?nie zrobi?e??
By? wkurzaj?cy.
Ja si? ciesz?, ?e zabi? tego nad?tego nudziarza.
Maj? bronie.
- Blefowa?. - Nie w tym rzecz.
Ja tylko m?wi?, ?e zna?am tego grzechotnika.
- Zna?am jego rodzin?. - Przymknij si?, Rosalyn!
- Musimy po tym posprz?ta?. - Co zrobimy?
S?uchajcie!
Zachowa?em si? impulsywnie, ale mog? to naprawi?.
Zrobi? festiwal zaurocze?, wyma?? wszelkie wspomnienia o tym nagraniu.
B?dzie tak, jakby nic si? nigdy nie sta?o.
Tak, a ja znam jego szefa sztabu.
Je?li b?dziemy dzia?a? szybko, opanujemy t? sytuacj?.
We?cie nasz odrzutowiec i dajcie zna?, kiedy sko?czycie.
We?cie ochron?. Mo?ecie potrzebowa? wsparcia.
Oczywi?cie.
Zajm? si? ?wit? genera?a.
Kochanie, tak mi przykro.
Wszystko b?dzie dobrze, bo obudzisz si? jako wampir.
Nie powinna? p?aka?, dziewczynko. To szcz??liwy dzie?.
Kiedy obudzicie si? jutro z ksi?ciuniem, mo?e odwdzi?czy? si? ugryzieniem.
Zam?wimy sobie jakie? ?arcie wracaj?c?
Zr?b to.
- Kurwa! - Przepraszam.
- Kurwa! - Tak bardzo mi przykro!
- Pr?bowa?am nie wypi? za du?o krwi. - Dlaczego to zrobi?a??
Russell Edgington i Steve Newlin chc? dorwa? Sookie,
a Bill i Eric zwariowali na punkcie wampirzej religii.
Tym razem nikt jej nie uratuje.
- O Jezu. - Jason, czekaj.
- Czego? - Wiem, ?e to nie by?o powa?nie,
ale gdybym mia?a sp?dzi? z kim? wieczno??...
- Nie udawa?am tej cz??ci. - Musz? ostrzec Sookie.
Posprz?ta?y?my wszystko. Ani kropelki Elijah.
Przejecha?am wszystko szczoteczk? do z?b?w.
Zabicie szeryfa... To p?jdzie wy?ej.
- Wy?ej? - Do jebanego Zwierzchnictwa.
- A co to za cholerstwo? - Nasz rz?d i ko?ci?? w jednym.
Ko?ci?? sprawuje rz?dy.
- Co? jak Watykan? - W ten dese?.
Ustanawiaj? prawo, kt?rego musimy przestrzega?.
- Tak to funkcjonuje. - Papie? mo?e mnie jeba?, oni te?.
Trzyma? te prawa z daleka od mojego cielska.
Zwierzchnictwo mo?e zrobi? z tob? i twoim cia?em, co zechce.
Nie b?dziemy wi?cej o tym rozmawia?y.
- Ale czy my?lisz... - Do kurwy n?dzy, Tara.
Jako tw?j stw?rca rozkazuj? ci nigdy wi?cej nie m?wi?
o szeryfie Stormerze i jego przedwczesnej prawdziwej ?mierci.
- O, cze??. - A tobie co si? sta?o?
- Musisz mnie ukry?. - Nie.
Dlaczego nie?
Od kiedy zosta?am przytu?kiem dla krn?brnych ma?ych wampirk?w?
Nie mieszaj mnie w swoje problemy. Mam wystarczaj?co w?asnych.
Wiem, gdzie jest Eric.
- Gdzie? - Powiem ci, je?li mnie ukryjesz.
Nie graj ze mn? w gierki, ma?a, ry?a dziwko.
Ukryj mnie.
Przynie? jej trumn? z magazynu.
A teraz odpowiadaj.
WAMPIRY SS?
Pomimo tego, co powiedzia? rzecznik Steve Newlin,
obroty ma?ych przedsi?biorstw spad?y o 75%,
prowadz?c do w?tpliwo?ci, czy kurcz?ce si? zapasy Tru Blood
wi??? si? jako? z kryzysem ekonomicznym...
Macie co? przeciwko zmianie stacji?
B?d? nas ?ciga?.
?wit za dwie minuty.
Prosz? uda? si? do kwater. Rozpocz?to procedury bezpiecze?stwa.
Gdzie my, cholera, jeste?my?
- Chyba pod ziemi?. - Co to za miejsce?
- Jebana kwatera g??wna wampir?w? - Emma gdzie? tu jest.
Pami?taj, spotkanie Najstarszej to wielki zaszczyt.
Kim ona tak dok?adnie jest?
Jest najstarsz? wr??k?, jaka uciek?a przez portal.
- Jest tylko jeden problem. - To nie problem.
Najstarsza by?a w tak wielu wymiarach,
przybra?a tak wiele kszta?t?w i m?wi?a w tylu j?zykach,
?e czasami ma trudno?ci ze...
- skupieniem si?. - Skupieniem si??
Dzia?a na wielu cz?stotliwo?ciach. Czas nie ma dla niej znaczenia.
- Ale my?licie, ?e mo?e mi pom?c? - Przekonamy si?.
Wasza Mi?o??. To jest Sookie Stackhouse.
P??krwi wr??ka, o kt?rej ci m?wiono.
- Ke$ha, za czy przeciw? - S?ucham?
- Podoba ci si? jej muzyka? - Przykro mi.
- Nie za bardzo. - W og?le nie ?piewa, prawda?
Ona m?wi.
To chyba czyni z niej co? w rodzaju poetki.
To niepokoj?ce, bo robi b??dy w piosenkach.
Zostawcie nas.
Je?li mi wolno, pani Najstarsza,
Maurella powiedzia?a, ?e mo?e pani zna? mojego pra-pra-pra
i tak jeszcze z 15 razy, pradziadka Johna Stackhouse'a.
Johnny Stackhouse? Owszem, zna?am go.
By? posiadaczem ziemskim. Bardzo przystojnym.
Cho? troch? odra?aj?cym. Bez urazy.
Nic si? nie sta?o.
Dlaczego przyobieca? mnie wampirowi nazwiskiem Warlow?
Nie mo?na rozmawia? o tych rzeczach.
- Jakich rzeczach? - John Mellencamp, za czy przeciw?
Przeciw. Jakich rzeczach?
Widzisz, jest przyczyna, dla kt?rej nie mo?esz si? oprze? wampirom.
Dla kt?rej latasz z cipk? za ka?dym przystojniaczkiem z k?ami.
- S?ucham? - Ty, ja, Warlow...
- Nasze przeznaczenia si? splataj?. - Fajnie, ale o co w tym chodzi?
Nadchodzi mroczny czas. B?dziesz poddana pr?bie.
Trzymaj si? swojego ?wiat?a.
Jak d?ugo my, wr??ki, panujemy nad naszym ?wiat?em,
b?dziemy wolne.
Boyz II Men, za czy przeciw?
Za. Wiem, ?e ma pani k?opot z cz?stotliwo?ciami,
ale jest pewien straszny, wampirzy ducho-potw?r z powietrza,
kt?ry zabi? moich rodzic?w i chce teraz dopa?? mnie,
a ja naprawd? potrzebuj? od pani czego? przydatnego.
Prosz? o wybaczenie. Mam w g?owie eony danych.
Warlow jest bardzo...
Sook! Musimy pogada?! Wpu??cie mnie!
- Gdzie ona jest? - Ugryziono go.
- Musimy ci? natychmiast ukry?. - Co si? sta?o? Jeste? ca?y?
Niewa?ne. Russell Edgington i Steve Newlin id? po ciebie.
Bill i Eric oszaleli na punkcie wampirzej religii,
- wi?c nikt ci? nie uratuje. - Russell Edgington ?yje?
- Tak. - M?wi?a pani, ?e Warlow...
Russell Edgington ?yje?
- Czo?em, pi?kna. - Witam, szeryfie.
Kanapka z jajkiem, bekon, du?a kawa z podw?jn? ?mietank? i cukrem.
Jeste? tak s?odziutka, ?e zaczynam lubi? tutejsze ?arcie.
To nie wszystko. Chod? ze mn?.
Moi synowie chcieliby ci co? powiedzie?.
Witam, panie szeryfie.
Chcia?em przeprosi? za wrzucenie pa?skiego ty?ka na Facebooka.
Nie powinni?my tego robi?. Widz?, ?e uszcz??liwia pan mam?.
O wiele bardziej ni? tatko. Zatem przepraszam.
Ja te? przepraszam, ?e nie mog? zapomnie? o twojej dupie.
?e b?d? musia? wyda? kas? mamy na terapi?, po kt?rej sko?cz? w pierdlu.
- Rocky Cleary, przesta?. - Nie b?d? k?ama?.
Nie szkodzi, Holly. Nie ma powod?w, by mi ufa?.
Jeszcze. Ale co? wam obiecam.
B?d? dobry dla waszej mamy, dop?ki mnie b?dzie chcia?a.
- Macie to jak w banku. - Bank odebra? nam dom.
Tak si? m?wi.
Co powiesz?
Ju? dobrze.
Widzimy si? na lunchu.
Jackson. Alcide, no prosz?.
- Ostatnio widzia?em ci? za szczeniaka. - Panie Rollins.
- Czego chcesz? - Tak tylko ostrzegam.
M?ode wampiry rozpocz??y ataki w hrabstwach Madison i Ranklin.
S? bardzo okrutni. Zabijaj? w dziki spos?b.
My?limy, ?e wampiry poszerzaj? szeregi, spuszczaj?c przemienionych ze smyczy.
Te ??cz? si? w watahy. Zmierzaj? w waszym kierunku.
To srebrne ogrodzenie.
Nie powstrzyma doros?ych wampir?w, ale poradzi sobie z m?odymi.
Wynocha z mojej ziemi.
Dobrze wiedzie?, ?e nadal z ciebie kawa? sukinsyna, Herveaux.
Przyszed?em tu z szacunku dla cz?owieka, kt?rego kiedy? zna?em.
Wida? nie ma co wy?wiadcza? niekt?rym przys?ugi.
By?e? przyw?dc? watahy, ale wszystko zaprzepa?ci?e?.
Bo mnie wyrzucili?cie, zdrajcy.
Nie pozw?l, by tw?j staruszek poci?gn?? ci? na dno, Alcide.
Rollins to k?amliwy skurwiel. Zgrywa tu cwaniaka.
Mo?e i?? do diab?a. Nie mo?na mu ufa?.
Zrobi?e? to, wi?c przesta? udawa? niewinnego, co?
Okrad?e? watah?. Dlatego ci? wyrzucili.
I za choler? tego nie zmienisz.
Nie trzeba mi tu Rollinsa, odgrzebuj?cego stare brudy.
Ani syna, kt?ry by mnie os?dza?.
Kapujesz?
Co si? sta?o z watah??
Zostawili mnie tu, bym zgni?. Mog? si? pierdoli?.
Pos?uchajcie mnie!
Russell nie przestanie na mnie polowa?.
A gdy dopadnie mnie, zapoluje na was.
Nie wiem jak wy, ale ja mam do?? uciekania.
Musimy wsp?lnie stan?? z nim do walki.
- Wybacz, ale to samob?jstwo. - Ale i tak musimy to zrobi?.
Wr??ki z Bon Temps b?d? walczy? za ciebie, Sookie Stackhouse.
Rozumiesz nasz plan? Powiedz mu prawd?.
- Nie b?d? musia?, bo go zabij?. - Nie musisz tego robi?.
- Mo?esz zosta? ze mn?. - Chc? to zrobi?.
Z moich czas?w, kiedy by?em rozgrywaj?cym, wynios?em to,
?e najlepsz? obron? jest atak.
Koniec ze sraniem w pory przed Russellem.
Czas do??czy? do gry.
Kocham ci?.
Ja ciebie te?, Sook.
- Za?atw go! - Nie ma innej opcji.
Cze?? wam. Prosz?.
Terry Bellefleurze, przez ciebie wpadn? w tarapaty.
- Sama tu nie ma. - Ale Lafayette to jego kret.
Nie kret, tylko seksowny zwierz.
Mi?o was widzie? takich zakochanych.
Dzi?ki, kuzynie. Codziennie ratuje mi ?ycie.
Jak wam to si? udaje tak na d?u?sz? met??
Kluczem jest chyba zaufanie.
I szczero??.
- To te?. - I wierno??.
Musisz wiedzie?, ?e ta druga osoba b?dzie przy tobie trwa?,
bo nie wiesz, kiedy duch Irakijki rzuci kl?tw? na twoj? rodzin?.
Tu jeste?!
- Maurella, co tu robisz? - Zbli?a si? niebezpiecze?stwo, Andrew.
Przysi?g?e? na ?wiat?o, ?e ochronisz mnie i owoc naszego zwi?zku.
Andy Bellefleurze! Ten brzuch to twoja sprawka?
Widzia?em ci? tydzie? temu i nie by?a? w ci??y.
- Wtedy zosta?o pocz?te dziecko. - Tydzie? temu i teraz...
W sam? por?.
- Zdajesz si? by? mi?? osob?. - Owszem.
- I wiem, ?e... - Dwukrotnie.
Ale nie jestem g?upi. Wielu tak my?li, ale jest w b??dzie.
Ja nie uwa?am ci? za g?upiego.
Najwyra?niej tak, skoro my?lisz, ?e si? na to nabior?.
Czy? nie przysi?ga?e? na samo ?wiat?o?
Za?wieci? ci si? palec, a ja go dotkn??em, tyle.
Przyj??e? moje ?wiat?o.
Inaczej nie odda?abym ci mojego cia?a... dwukrotnie.
Nie mog?. Dobrze mi si? uk?ada z Holly.
I czuj? si? lepiej z kim? z tego samego gatunku.
Odrzucenie tego przymierza zha?bi mnie i m?j klan.
To wypowiedzenie wojny.
Nigdy nie widzia?am Billa w takim stanie.
By? zimny i okrutny.
To charakterystyczne dla gniazda.
Gdy wampiry d?ugo ze sob? ?yj? i pij? w?asn? krew,
tworz? gniazdo i staj? si? sadystyczne i oszala?e.
A ta ca?a krew Lilith sprawia, ?e to gniazdo na sterydach.
- By?a? kiedy? w gnie?dzie? - Unikali?my ich z Erikiem.
Wi?kszo?? wampir?w wkurza mnie tak samo jak ludzie.
Martwisz si? o Erica?
To du?y ch?opiec. Poradzi sobie.
Dzi?kuj? jeszcze raz za przyj?cie mnie.
Spoko. Mo?e potem poczeszemy sobie w?osy i pogadamy o ch?opakach.
Pierdolone wampirze dzieciaki.
- Nic tylko szczeka, co? - Du?o szczeka i du?o gryzie.
- Lubisz j?? - Co?
- Podoba ci si?? - Nie.
- Sk?d taki pomys?? - Tak tylko pytam.
Nie znam tylu homoseksualist?w. My?la?am, ?e mo?e co? mi?dzy wami jest.
- Nie wiem, o czym bredzisz. - Tylko pyta?am.
- Pam i ja? Zero szans. - Spoko. Przepraszam.
Dlaczego musisz wtr?ca? si? w moje sprawy?
Bo nie mam przyjaci??. Nie mam z kim pogada?.
Nawet, je?li ci? irytuj?, to mo?esz mnie pobi?.
Jestem wampirem, ulecz? si?. I lubi? z tob? rozmawia?.
Mo?e za?atwi? ci potem wampirojebc?.
Dzi?ki.
- Nie mamy Tru Blood. - A co jeszcze podajecie?
Mo?esz popr?bowa? szcz??cia z tymi ludzkimi niedorozwojami.
Szukam mojego dziecka.
- Jest tutejszym szeryfem. - By? tu zesz?ej nocy.
Zap?acili?my podatek, wi?c ruszy? dalej.
Naprawd??
Czuj? na tobie krew Elijah.
Stw?rca zawsze wyczuwa ?mier? swojego dziecka.
By? jednym z 204, ale i tak poczu?am uk?ucie w sercu.
- Kto go zabi?? Ty? - To by?am ja.
Co ci? op?ta?o, by go zamordowa??
Wkurza? mnie.
W imi? jedynego, prawdziwego, wampirzego Zwierzchnictwa,
kt?rego m?dro?? i sprawiedliwo?? zes?a?a sama Lilith,
aresztuj? ci? za morderstwo szeryfa Elijah Stormera.
Tatu? ci? szuka.
Billu Comptonie...
Mo?emy mie? tylko jednego przyw?dc?. Wybieram ciebie.
Nie jestem tego godzien.
Wypij moj? krew. Wypij j? ca??.
Ju? go ma. Kryje go, ?lepy zjebie!
Lecz? si?.
Nie wy?a? tam.
Id? do Reeves?w.
Zawsze musisz by? pieprzonym bohaterem.
Wychowa?e? mnie na m??czyzn? i wilka, a nie z?odzieja i tch?rza.
- Jezu! - Pozna?em go osobi?cie.
Nudny hipis, od kt?rego jecha?o olejkiem eterycznym.
Witaj, Jason.
No prosz?, wpakowali?my si? w pedalski tr?jk?cik.
- Spierdala? ode mnie! - Gdzie jest twoja siostra?
Nie znajdziecie jej, bo jest w miejscu, do kt?rego nie macie wst?pu.
Czyli gdzie?
- Jest z wr??kami. - Jakimi wr??kami?
Jest ich tu pe?no. Maj? lokal niedaleko farmy Thibodeaux.
Zaprowad? nas wi?c do tego szwedzkiego sto?u.
- B?d? taki, a? jej nie znajdziemy. - Jasna sprawa.
- Kto wie, jak si? bawi?? - Ty!
- Nie skrzywdzimy was! - Tylko zjemy!
- Przewr??my skurwysy?stwo. - Zostaw j?!
- Jeste?my takim g?wnem po ?mierci? - Ju? jeste?cie trupami.
Skr?? mu kark!
Kurwa ma?!
- Emma? - Co z was za potwory?
Skarbie! Nic ci nie b?dzie. Nie przemieniaj si?.
Musimy si? ?pieszy?.
Kurwa, a wy co robicie na zewn?trz?
- Zmie? si?. - Nie zostawi? jej!
Ja te? nie.
- Kanclerz Compton oczekuje ?niadania. - Zaczekajcie, ja p?jd?.
- Tak ci ?pieszno do grobu? - Chc? to mie? za sob?.
R?b, co trzeba!
Kanclerzu?
Objawi?a mi si? Lilith.
Wybra?a mnie.
Nie.
Wybra?a mnie!
Zabra? j? do aresztu. Chelsea, powiadom kanclerza Comptona.
- Co tu, kurwa, robisz? - A ty? Pom?? Lunie!
A co to, kurwa, za jedna? Pierdolcie si?!
Kanclerzu Comptonie, twoja c?rka zmierza do g??wnej sali.
- Co masz mi do powiedzenia? - Przepraszam.
Jason nie chcia? si? zgodzi?. Uzna?am, ?e tak nie mo?na.
Wi?c postanowi?a? zabi? dwa wampiry?
Ten ochroniarz chcia? mnie do tego zmusi?.
Wykonywa? swoj? prac?. Wype?nia? moje rozkazy.
Jaki? cz?owiek znaczy? dla ciebie wi?cej ni? dwa wampiry.
To Jason! Sam zabi?e? Longshadowa, aby ochroni? Sookie.
Lilith m?wi, ?e wampiry maj? rz?dzi? lud?mi.
Kogo obchodzi Lilith?
Pam m?wi, ?e jeste? w gnie?dzie i przez to wariujesz.
Kim jeste?, by mi si? sprzeciwia??!
Jestem wybra?cem Lilith!
Mo?emy mie? tylko jednego przyw?dc?. Wybieram ciebie.
Wypij moj? krew. Wypij j? ca??.
Skarbie, otw?rz drzwi.
- C?? to za zapach? - Wr??kowy.
- Gdzie one s?. - Tutaj.
- Gdzie? - No tam.
- C?? za zapach! - Gdzie one s??
Czuj? je wok?? siebie! Co to za popierdolone czary?
Gdzie one s??
Lito?ci!
- Na co czekasz? - Jeste?my gotowi do walki.
Jason ich tu sprowadzi?. Taki by? plan.
- Plan uleg? zmianie. - Gdzie jeste? wr??ko?
Sookie Stackhouse, poka? si? albo rozerw? twego brata na strz?py!
- Musimy z nimi walczy?. - Nie pozwol?, by?cie zgin?li.
- M?wi?a?, ?e... - Spokojnie, zajm? si? tym.
Sookie Stackhouse!
Niewiarygodne. Wr??ka.
Jestem pod wra?eniem. Jeste? nie?le na?adowana.
Wampirze, wyganiam ci? do kr?lestw zewn?trznych.
Odejd?!
Kaza?am ci odej??!
O?e? w kurw? mamuta! Co? przepysznego!
Kto posmakuje wr??ki, smakuje samego nieba.
O Bo?e. Widzi nas.
Dzi?kuj? bardzo.
Ch?tnie wpadn? na kolacj?.
.:: GrupaHatak.pl ::.
www.NapiProjekt.pl - nowa jako?? napis?w. Napisy zosta?y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.