All language subtitles for Godmothered.20bbbRP

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian Download
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian Download
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Wróżkuj z Radością

Dawno, dawno temu

była sobie zaczarowana kraina zwana Zawróżem,

w którym żyły Wróżki Chrzestne i uczyły się

wszystkiego, co powinny wiedzieć o swojej pracy.

Bla, bla, bla.

Wiemy, jak to zwykle leci.

Ale to nie jest typowa baśń,

która się kończy zdaniem: „Żyli długo i szczęśliwie”.

Ta historia od tego się zacznie.

Dzień dobry, Zawróże!

Moje drogie, przed nami weekend, a to oznacza tylko jedno.

Łapcie dynie, różdżki w dłonie, szklane pantofelki na stópki.

Zabawimy się jak w 1699.

Na początek sięgniemy po nasz ulubiony szlagier.

Jestem Agnes. Mam przynajmniej 172 lata.

Bardziej cenię luz niż mus.

Dlatego zrobili ze mnie naczelną didżejkę i nie każą chodzić na zajęcia.

Ale to nie jest opowieść o mnie.

To historia Eleonory.

Jest najmłodszą stażystką

i jedyną na przestrzeni dekad, która zechciała się do nas zgłosić.

Jej marzeniem było ukończyć szkolenie

i zostać prawdziwą Wróżką Chrzestną,

jedną z tych, o których piszą w baśniach.

To ta w różowym. Zero przyjaciół.

Będą kłopoty.

Oto Moira, pani dyrektor.

O wróżkowaniu wie wszystko. To ona napisała nasz podręcznik.

Proszę otworzyć księgi.

Od wieków stale przynudza o wielkim wzorze.

Wczoraj rano omawiałyśmy krok pierwszy.

Nie wiecie, że istnieje taki wzór?

Wyrecytujemy zaklęcie.

Sukienka balowa i już się chowa mina marsowa.

Jest taka sama.

A skoro mamy już suknię, można przejść do kroku drugiego.

-Który brzmi... -Znajdź miłość prawdziwą.

Zgadza się.

Skoro jest już i suknia, i miłość,

to czas na krok numer trzy.

Czyli?

-Mogę ja? -Brak chętnych?

-Nikt nie wie? -Ja wiem.

-Ty? -Ręka mi mdleje.

-Ktoś inny? -Już nawet boli.

Ktokolwiek.

-Proszę. -Tak.

-Żyj długo i szczęśliwie. -Bardzo dobrze.

Serio? Znów będziemy wałkować wzór?

Nie możemy zrobić czegoś innego?

Nie. Przecież my tu w ogóle nic nie robimy.

Dość tego!

Dość!

I tutaj zaczęły się prawdziwe kłopoty,

bo Moiry lepiej nie denerwować.

Krok trzeci brzmi: żyj długo i szczęśliwie.

-Tak to już jest. -Właśnie. Tak jest.

Krok trzeci.

Jeśli nie rozumiesz, mogę cię poduczyć.

Kiedy chcesz, w dzień czy w nocy.

Tu nie ma nic do rozumienia.

Wielki wzór jest fundamentem działalności zawodowej wszystkich wróżek,

ponieważ się sprawdza.

Skoro się sprawdza,

to czemu wszystko się tutaj sypie?

Przecież wiadomo, że ludzie już nie wierzą w „żyli długo i szczęśliwie”.

Wszyscy z wyjątkiem Eleonory.

Ona nigdy nie zostanie Wróżką Chrzestną.

Sama nam to pani mówiła.

Kiedy ostatnio któraś dostała zadanie?

Zero zadań to zero potrzebnych Wróżek Chrzestnych.

Kiedy zamierza pani zakomunikować jej i nam,

że ta szkoła zostanie zamknięta,

a nas przeszkolą na Wróżki Zębuszki?

Co?

I w tamtej chwili Eleonora zrozumiała,

że nie zostanie Wróżką Chrzestną, o ile nie znajdzie sobie zadania.

Dla mnie praca Wróżki Zębuszki nie wydawała się zła.

Pracujesz tylko w nocy,

a w kieszeni zawsze masz drobne.

Eleonora jednak nie chciała rezygnować z marzeń.

Potrzebowała tylko jednego przydziału.

I kolejnych 40 do 50 lat szkoleń.

Musi tu coś być.

Szkoda, że nie umiem lewitować.

Tu nic. I tu nic.

Pusto! Pusto?

Znów nic!

Trudno. Poddaję się.

I kiedy traciła już nadzieję...

Chwila. Co?

Proszę.

Jest!

Droga Wróżko Chrzestna, nazywam się Mackenzie Walsh.

Mieszkam przy Hawkins Street w Bostonie, to jest w Ameryce.

Proszę, pomóż mi.

Przeżyłam.

WRÓŻKA POTRZEBNA OD ZARAZ

Oczywiście chciałabym pokoju na świecie,

ale w mojej klasie jest taki chłopak,

najsłodszy w całej szkole.

Bardzo bym chciała, żeby zwrócił na mnie uwagę.

Czy mogłabyś spełnić to moje marzenie?

Szczotka do zębów.

Koszula nocna. Książki.

Hej ho!

A ty dokąd?

Ja? Donikąd.

Gdybym wyjeżdżała, pakowałabym ważne księgi. Właśnie tak.

I szczotkę do zębów.

I majtki na zapas.

I dodatkową różdżkę. Na wszelki wypadek.

Czy robię coś z tych rzeczy? Skąd! Nic podobnego.

Wiem, co robisz, Eleonoro, tylko nie rozumiem po co.

-Dochowasz tajemnicy? -Tajemnica to moje drugie imię.

To Pokój Przydziałów.

Jest pusty. Dlatego zamykają nam szkołę.

Nie jest całkiem pusty. Znalazłam jedno zadanie.

-Nie wymyślaj! -Serio.

Patrz.

Mackenzie Walsh, lat dziesięć.

Pomogę tej małej i uratuję naszą krainę,

udowadniając, że ludzie wciąż potrzebują Wróżek Chrzestnych.

Determinacji ci nie brakuje, młoda.

Ale nawet jeśli ona potrzebuje Wróżki Chrzestnej,

to ty nią nie jesteś.

I nie będę, jeśli zamkną szkołę.

Może nie umiem jeszcze wszystkiego, ale wiem, że dam sobie radę.

Urodziłam się, by chrzestną wróżką być

To przeznaczeniem moim jest!

Nie wolno ci śpiewać przy ludziach. Rozmawiałyśmy o tym.

Zatęsknisz za tym głosem, gdy wyjadę.

Wierz mi,

są gorsze kary niż praca Wróżki Zębuszki.

Moira ma awersję do zbuntowanych wróżek.

Jeśli się dowie, że uciekłaś, może zamknąć portal powrotny

albo pozbawi cię magii.

Nie mów tak.

Muszę to zrobić.

Skoro tak, ktoś musi ci wskazać drogę do świata ludzi.

No tak.

Młoda, tylko nie trać tam czasu.

Masz raptem kilka dni, potem Moira zamknie szkołę.

Dziękuję, Agnes.

Załatw ich, młoda.

Agnes, jeśli wszystko pójdzie dobrze, nikt nie ucierpi.

Do widzenia.

Poradzę sobie, poradzę.

Dam radę.

Nie dam.

Dobra robota.

A tak gadały, że skok przez portal to wyższa szkoła jazdy.

Co, u Matki Wróżki!

Czołem, chłopcy. Którędy do Ameryki?

Wschód? Zachód? W obie strony.

Dynie! Tak!

Do dzieła.

Karoca już się robi.

O nie!

Tylko nie te duże!

Muszę się jakoś inaczej przemieszczać.

Hej. Hej.

Nic ci nie jest?

Nie możesz tu spać.

Dlaczego? Są tu smoki? Złe wróżki?

Można by to tak ująć.

Na taką karocę to pewnie trzeba było wielgachnej dyni.

Ilu dworzan się w niej mieści?

Zero. Jeżdżę sama.

Beth.

Beth. Rozbrajasz mnie.

Każdy wie, że damy nie powożą karetami.

Od tego mamy myszy.

-Skarbie, czy ty brałaś jakieś prochy? -Skąd.

Co to są prochy?

O mamo, czyli brałaś.

Czy mam do kogoś zadzwonić?

Może do mojej współlokatorki.

Agnes!

Agnes! Agnes?

Pewnie czyta poranne komunikaty.

Znajdę potem drozda i wyślę wiadomość

już z Bostonu.

Tam właśnie jedziesz?

Tak. Szukam mojej przyszłej przyjaciółki od serca, Mackenzie Walsh.

Mieszka w Bostonie, Masachustek, w Ameryce.

Zobaczę, co da się zrobić.

Super, masz mapę.

Siri, wyszukaj Mackenzie Walsh.

Oto lista wyników.

Skąd to mówi? Masz tam dżina w środku?

Może nie odpowiadaj.

Dowieziemy cię do tej koleżanki

-tak szybko, jak to możliwe. -Tak.

Masz szczęście, bo akurat tam jadę.

Świetnie.

Witamy w Bostonie!

A ja mówię, że Wróżką Zębuszką nie będę.

Wiesz, dałam się uwieźć boskiemu wróżowi na Burning Manie w 2004.

Są do niczego.

Mackenzie Walsh powinnaś znaleźć tam.

Dziękuję ci za wszystko.

Czekaj. Weź to.

Dziękuję.

Na pewno nie chcesz, żebym ci zrobiła suknię balową?

Nie. Mam kilka na pace.

Całe szczęście.

Pa.

NA ANTENIE

Za chwilę:

co byście zrobili na wieść,

że wasi rodzice wcale nie są waszymi rodzicami?

Z takim problemem zmierzyli się dwaj panowie pochodzący z Massachusetts.

Zamienieni na porodówce, do właściwych rodzin trafili

dopiero 20 lat później,

następnie okazało się, że do pomyłki wcale nie doszło.

A teraz przejdźmy do wiadomości dnia, sprawy z hrabstwa Essex.

Wydarzenie to wprawia w szok i osłupienie.

Spójrzmy na ten nader wstrząsający widok.

Policja wciąż nie ustaliła motywu, którym kierowali się niszczyciele dyń,

lecz podejrzewa, że mógł to być chuligański wybryk.

Gdyby tylko te strachy na wróble mogły przemówić.

Oddaję wam głos.

Dzięki, Hugh, za ten bombowy materiał.

A już za krótką chwilę

relacja o łóżku wniesionym po drabinie strażackiej

wczoraj w Dedham.

Zachęcamy, piszcie, tweetujcie,

jakie ciekawe meble wnosiliście po drabinie.

Tu nie wolno stać.

Serio?

To wszystko, na co was stać?

Do konferencyjnej!

Już!

A pani co tu robi?

Szukam pewnej smutnej dziewczynki, Mackenzie Walsh.

Dziwna fryzura, ruda, z twarzy rozwścieczony skrzat.

Kelly z Brookline napisała, że kiedyś widziała kaczkę na szczeblu drabiny.

Z tego zrób dobre dziennikarstwo.

Mack, ktoś do ciebie.

Szukam Mackenzie Walsh.

Tak, to ja.

Murry, nie dałoby się przyśpieszyć?

Obiecałam dzieciom domową kolację.

To chyba szukam twojej córki. Podpowiesz, gdzie ją znajdę?

A ty kto, najgłupsza porywaczka świata?

Mam ci mówić, gdzie moje dziecko?

Czy to jakiś głupi żart?

Zaczekaj, możliwe, że doszło do pomyłki.

Szukam Mackenzie Walsh z Hawkins Street 8566.

Skąd znasz mój stary adres?

Stary?

Nie.

Nie, nie.

To nie możesz być ty. Jesteś

stara. Taka stara.

To katastrofa. Niemożliwe, że kobieta w twoim wieku

potrzebuje pomocy w spełnianiu marzeń.

Racja. W końcu żyję jak we śnie.

Kim ty jesteś?

Mam na imię Eleonora

-i jestem twoją Wróżką Chrzestną. -Ochrona.

Mogę sprawić, że będziesz żyć długo i szczęśliwie.

Chcesz się znaleźć w programie.

Jesteś z tych randkowych apek, ze stronki dla singli? Skąd?

Właściwie to ja jestem z Zawróża.

Jasne. Pierwsze słyszę.

-Ochrona. -Mack.

Grant każe ci tu przyjść. Już.

Spóźniłam się na zebranie.

Wymyśl ciekawszą bajkę

niż ta o Wróżce Chrzestnej,

to może załatwimy ci wejście na Walentynki.

-To nie bajka. Ja naprawdę... -Tutaj

-Proszę pani. -Świta?

Wyniki oglądalności spłynęły i nie ma się z czego cieszyć.

Popatrzcie. Nadal zajmujemy...

-Jak to liczyć? -Piąte miejsce.

Piąte? Są tylko cztery programy informacyjne.

Dobrze, to użyję samoopalacza o ciut innym odcieniu.

Nie. Odkąd przeszłaś na kokosowy cud,

plusujesz u nastolatek i zamulaczy.

To pozostali muszą dawać z siebie więcej.

W szczególności wy dwoje.

Co to miało być?

„Policja tropi typków wysadzających dynie”.

Nie tym przyciąga się widzów.

Mówmy: „Policja dopuszcza okultyzm jako główny powód dewastacji dyń”.

To jest news!

Serio jestem jej Wróżką Chrzestną.

Pokazać panom moją różdżkę?

Bierzcie przykład z Dave'a.

Dave przeciągnął blok reklamowy o bite 12 minut

i nikt się nie kapnął.

Nie! Dave sprawił, że ludzie o nas mówili.

I to ma być szczyt naszych ambicji?

Uważasz, że to przebijesz?

Jutro Bruins grają z Golden Knights, klasyczne starcie.

Dave, lubię cię, bierzesz mecz.

A co do waszej dwójki – piknik przed halą.

Jak sprawicie, że ludzie będą o nas gadać?

A może zamiast wywiadów przed stadionem,

zrobimy materiał

o graczach przekazujących kurtki bezdomnym.

Jak ci tam? Mam to gdzieś. Przynudzasz.

Nuda, znudziłeś mnie tym.

Spójrzcie na niego! Z 2008 pytają, kto cię strzyże.

Właściwie to fryzurę widzowie lubią.

Twarz też i jego uśmiech.

Możesz przybić piąteczkę ze swoją głową.

Głowa daje radę.

Przydałby się jej kaftan.

Mam, prawie czarodziejski.

A może dograć gotowanie na parkingu pod stadionem?

News typu: „Widmo salmonelli nad miastem”.

-Mów dalej. -Albo o farbach.

Na twarzach fanów.

„Czy nie są toksyczne. Oglądaj o 11.00.”

-Jasne, że nie są. -Tak. I powiemy to o 11.00.

Dobre. Nie takie zupełnie do bani.

Skupcie się na tym, co naprawdę ważne.

Na czwartym miejscu. W porządku?

Przepraszam. Śpieszysz się gdzieś?

Chyba nas nie zostawisz

z tą dyniową fuszerką na wydanie o 19.00?

Dziękuję.

Nie stać nas na więcej niż farby i salmonella?

Racja. Niech będzie E. coli.

Błagam cię, Mack, bez żartów. Znajdźmy tematy, które inspirują,

i wreszcie coś tu zmieńmy.

Nie mogę stracić tej pracy.

To znowu ja!

-To ja, Eleonora. -To się robi...

-Dobra. -Jestem twoją Wróżką Chrzestną.

Odczep się, kobieto!

Wiem, co myślisz, i rozumiem cię.

Zwykle Wróżki Chrzestne są starsze.

Ale zostawmy mój wiek i twój brak doświadczenia.

Zobaczysz, że się nie poddaję i że razem daleko zajdziemy.

-Dzwonię po policję. -Pokażę ci.

Nie, proszę, błagam, ja mam dzieci.

Co tu się stało?

Chciałam ci wyczarować suknię.

Nie do końca mi wyszło, ale przynajmniej stosowne do pogody.

I stało się. Tak czułam, że w końcu zwariuję.

Nie pleć głupstw. To tylko czary.

Mack, co to za okazja?

Ray, ty też to widzisz?

Ciężko nie widzieć.

Zdjąłbym ci to.

Takich tekstów nie mówi się w pracy.

Znaczy, zdjąłbym, bo strasznie się pocisz.

On to widzi. To istnieje.

Oczywiście, że tak.

Karocę masz gdzieś tutaj,

czy załapiemy się na czyjąś dynię?

-To Grant, mój szef. -Co?

Nie może mnie w tym zobaczyć!

Czemu?

Bo jestem ubrana w wielki śpiwór.

-Nie wciskaj. Możesz... -Co to? A to?

-Czekaj... -96.1 Radio...

Kto to gada?

Po prostu... Dobra.

Wygląda jak ja!

Dobra, chwila. Posłuchaj.

Podrzucę cię na dworzec,

wsiądziesz w autobus

i polecisz tam, skąd przyjechałaś.

Wspomniałaś o lataniu?

W przenośni.

To wy też latacie?

Nie pomyślałam o lataniu.

Faktycznie, będzie szybciej niż dynią.

Czekaj! Dość.

Serio nie masz dokąd iść?

Nie w tych stronach.

Tylko ci uroczy książęta w zaułku

zapraszali do siebie.

Oferowali nawet swoje igły. Chyba dużo szyją.

Dobra, proszę.

Weź te pieniądze. W końcu musisz coś jeść.

Dziękuję, serio zgłodniałam.

-Jakieś twarde i cienkie. -Nie, wypluj!

Wypluj.

Nie, to są pieniądze. Możesz zapłacić za hotel.

Przykro mi, ale musisz odejść.

Co?

Idź już.

Chwila.

A co z twoim życzeniem?

Co znów za życzenie? O czym ty w ogóle gadasz?

Widzisz?

Skąd to masz?

Przysłałaś mi to. Miałaś 10 lat.

Po co stajemy pod tą szopą?

Nie jedziemy prosto do zamku?

To właśnie mój zamek.

Ceny nieruchomości w Bostonie muszą być dużo wyższe

niż w Zawróżu.

Możesz zostać na jedną noc.

Coś mnie chwyciło za suknię.

I zaznaczam, z daleka od dzieci.

Nie możesz sobie wyczarować jakiegoś igloo?

Konstrukcja z lodu.

Chciałabym.

Wtrącasz mnie do lochu?

To nie jest loch.

To piwnica.

-Zostań tu i nie hałasuj. -Pewnie.

Wydostań mnie z tego.

Jasne.

Oczywiście.

Już się robi.

Zabawna historia. Średnio pamiętam, jak cię odczarować.

Super.

Przepraszam.

Może zaśpiewam coś

Gdy siedzę w tym lochu

To o piwnicy mrocznej, mroczna pieśń

Policja nie wyklucza udziału magii

w popełnieniu zbrodni na nawiedzonym polu dyń.

Już za chwilę pokażemy...

-jak z szyszki zrobić... -Hej.

...ulubionego celebrytę.

Cześć, Bingo.

Moim jest Chris Pine.

Za chwilę: oddział neurochirurgii

z nowym szefem o niewiarygodnym nazwisku.

-Przepraszam za spóźnienie. -To Ryan Mózg.

Widzę, że wszyscy nadal oglądają telewizję.

Do pełni szczęścia brakuje tylko

dowodów, że wsunęłyście pizzę i nie zajrzałyście do książek.

Zupełnie jakbyś tu z nami cały czas była.

Pizza była z warzywami.

Nie jadłyśmy ich, ale były na pizzy.

Co ty masz na sobie?

Robiliśmy materiał.

Jak poszło dyktando?

-Nie zaliczyłam. -Co?

Sprawdzałam cię wieczorem. Umiałaś wszystko.

To wiesz, że umiem tyle, co ci szóstkowi.

Do łóżka. Już.

-Dobranoc. -Dobranoc.

-Pa, Bingo. -Hej.

-Hej. -Mamo.

Pani w średnim wieku dynda na linie nad rzeką.

Chyba każdy wie, jaki będzie finał. Jak ci minął dzień?

Spoko.

Pan Clancy chce jej dać solo na występie chóru.

-Paula. -Przecież to super.

Nie należysz do chóru.

Nie, ale Kent Buckus należy i złapał mononukleozę.

Zaraził połowę chóru, w tym Kim Murphy.

Pan Clancy chce, żebym zaśpiewała jej partię za tydzień na paradzie.

Na jakiej paradzie?

Wielkiej, świątecznej, w śródmieściu.

Powiedziałaś, że za nic w świecie?

Powiem. To głupi pomysł.

To nie jest głupi pomysł.

Dużo byś tam wniosła.

Ale zrezygnowałaś nie bez powodu.

Wiem, spoko. Nieważne, idę się położyć.

-Pa, skarbie. -Dobranoc.

Dobranoc. Kocham cię.

Założę się, że młodą Beyoncé

matka tak samo dopingowała.

Czy Beyoncé hiperwentylowała się przed występem w ósmej klasie tak,

że zemdlała i złamała sobie żebro?

W siódmej miała wysypkę.

Tak drapała krosty, że wdała się infekcja

i trafiła do szpitala o drugiej w nocy.

Miała 40 stopni gorączki i podejrzenie sepsy.

Jak cię znudzi robota producentki,

zacznij zawodowo motywować ludzi.

W szóstej klasie był paw, zanim wyszła na scenę.

Każdy jej występ kończy się zupełną katastrofą,

a ona jest totalnie załamana.

Mówisz jak mama.

Rozsądna z niej kobieta.

Mama nie wychowała Beyoncé.

Co ty robisz?

-To twoja prawdziwa miłość? -Już nie.

Jak to? Co masz na myśli?

Krok trzeci mówi, że znajdujesz prawdziwą miłość,

i żyjesz długo i szczęśliwie.

Żyliśmy szczęśliwie,

ale życie to nie bajka.

Czasem ludzie się zmieniają, rozwodzą,

odkochują, wstępują do sekt,

zakochują się w chudej instruktorce pilatesu.

W życiu nie ma „żyli długo i szczęśliwie”.

Ale musi być.

Przybyłam tu do ciebie, żeby spełnić twoje marzenie.

Chwilowo marzy mi się sprzątnięty dom

i może ładne brwi, jakie miałam, zanim zaczęłam je w stresie wyrywać.

W życiu nie usłyszałam nic smutniejszego.

Co się stało...

Co się stało z dziewczynką, która napisała te słowa?

Chyba wydoroślała.

Posłać ci łóżko?

Nie, wszystko gotowe.

Przestań już grzebać w moich rzeczach.

Jasne. Dobranoc.

Nie, dziękuję.

Dzieciaki, idzie Moira.

Na razie udaje, że nic się nie stało.

Proszę otworzyć księgi.

Rolą Wróżki Chrzestnej jest...

-Dzień dobry, przyjaciółko! -Jak tu weszłaś?

Teraz wyglądają świetnie, jak dwa małe, lisie ogonki.

Co?

Coś ty zrobiła z moimi brwiami?

I coś ty zrobiła z moim domem?

Tak sobie myślałam.

Nie wierzysz w długo i szczęśliwie,

ale ja mam to zmienić.

Jeśli chcemy znaleźć twoje szczęście, musisz żyć w zamku.

Ta szopa odpada.

Zrobiłaś mi tu średniowiecze.

Przepięknie, prawda?

O matko! Bingo!

Bingo, to ty?

Zmieniłaś mojego psa w knura?

Zasadniczo to prosiaczek.

W planach miałam uczynnego krasnala,

który pomógłby przy obowiązkach domowych,

ale zaklęcie mi się pokićkało.

Musisz to wszystko natychmiast odkręcić.

Poważnie. Nie chcę tu zamku.

Córki nie mogą wiedzieć, że mam Wróżkę Chrzestną.

Cześć, dziewczynki.

Cześć.

Bingo?

Komu bajgla?

Coś ty zrobiła z tym domem?

I co z twoimi brwiami?

Mama ma Wróżkę Chrzestną.

Nie. Eleonora odpowiada za dekoracje w naszej stacji.

Tu jesteś!

Gdzieś ty się podziewał?

Spokojnie. Pan szop pomoże w pracach domowych.

Szop pracz będzie mi prał?

Radzę trzymać go z daleka od garderoby.

Szopy celują w lekkich zajęciach.

Świetnie sobie radzą z miotłą,

zamiatają, odkurzają.

Jak ty to zrobiłaś z tą miotłą?

To magia. Lewitację mam opanowaną w zasadzie do perfekcji.

-Wyczarujesz mi opaskę i iPada? -Pewnie.

Opaska, ta nie spada.

Chwila. Czy możemy wrócić do faktu,

że w kuchni jest szop, który zamiata podłogę?

Tak w ogóle to ma na imię Gary.

Wiecie co?

Zupełnie tego nie łapię, ale wrzucam na Facebooka.

Odbiło ci? Zamkną nas w pokojach bez klamek.

Szczerze, mnie w ogóle nie powinno być w waszym świecie.

Jeżeli pani dyrektor Moira w Zawróżu

się o tym dowie,

nastąpi katastrofa.

Nie chcemy, żeby szefowa Wróżek Chrzestnych

się dowiedziała.

Dlatego Eleonora dziś wróci do domu.

Tak jest. Eleonora... Chwila. Co?

Nie odejdę, póki ci nie pomogę.

Nie potrzebuję pomocy!

Żartujesz?

Ciągle narzekasz, jaka jesteś zestresowana.

-I wiecznie zmęczona. -I zrzędliwa.

To nie do końca prawda.

Mam rację?

To może zostać? Proszę!

-Proszę, mamo. -Zgódź się.

Prosimy.

No dobrze.

Musicie się zbierać do szkoły, a ja do pracy.

Poradzisz sobie w domu całkiem sama?

Oczywiście! Wykopiemy wam z Garym fosę.

Wiesz, może jednak pójdziesz ze mną do pracy,

tylko napraw mi brwi. Proszę.

Witamy na Zimnej Wojnie!

Boston Bruins kontra Golden Knights.

Jazda, Bruins!

Proszę. Załóż to i się nie wyróżniaj.

Nie czaruj, bo cię zamknę w bagażniku.

Cześć, wszystkim.

Proszę, kto się zjawił.

Wybaczcie spóźnienie.

Mam dziś dziwny dzień. To moja kuzynka, Eleonora.

Właściwie to chrze...

Chrześnica. Przyjechała w odwiedziny.

Jestem Duff, operatorka.

Duff Operatorka. Piękne nazwisko.

Ile tu artefaktów.

Pewnie jesteś silna jak olbrzym

i mądra niczym mag, skoro sobie z tym radzisz.

Miło mi. Hugh Prince.

Prince.

Fajowy kostium. Stuprocentowa fanka.

-Jazda, Bruins! -Dajcie czadu!

Tak. Jazda, Brudni!

Bruins.

Bruins.

-Bruins. -Bruins. Komiczne.

Już ją lubię.

-Na pewno nie potrzebujesz pomocy? -Dzięki.

Ogarnianie tych kamer to moja praca.

A co ty robisz?

Pomagam ludziom żyć długo i szczęśliwie.

To musisz być z Kalifornii.

Pomyślałem, że możemy zrobić materiał poświęcony recyklingowi.

Wiesz, że Bruins chronią środowisko...

Pewnie, możemy.

A za miesiąc będziemy mieszkać pod mostem, pić deszczówkę

i jeść resztki ze śmietników,

bo Grant nas wyleje.

Jacyś goście urządzili zawody.

Napychają się hot dogami przez maski. Ohyda.

Może szczęśliwie ktoś się zadławi,

i mamy materiał o zabójczym daniu.

Pomarzyć zawsze można.

A tymczasem poszukam ofiar niedopieczonych skrzydełek.

Super.

Jazda, Brudni!

O matko chrzestna!

Ten Hugh Prince jest superprzystojny i miły.

Duff mówi, że nie ma długo i szczęśliwie z żadną damą.

Skończ z „żyli długo i szczęśliwie”.

Ja tu pracuję. Proszę.

Pomożesz mi? Może...

Widzisz te gary z zupami i owoce morza na stoisku?

Spróbuj wszystkiego, przyjdź i opowiedz, co jest najlepsze.

Konkurs na magiczne kulinaria?

-Tak! -Nie zawiodę cię.

Dziękuję.

Proszę.

I nagroda Pulitzera w kieszeni.

Czekaj, czy to...

Czy to Eleonora?

Eleonoro?

-Stój. -Cześć.

-Wszystko w porządku? -Hej.

-Tak, tylko trochę ciężko mi się oddycha. -Okej.

Więc jednak farba jest toksyczna?

-Nie. To... -Popatrz!

Identycznie puchnę, jak przegnę z małżami.

Jadłaś owoce morza?

Niedużo. Sześć misek zupy rybnej i 18 roladek z homara.

Nie.

-Kiepsko. -To mam na później.

-Nie! -Dobra.

W wozie jest EpiPen. Wszystko gra.

Coraz trudniej mi się oddycha.

-Mam! -To dobrze.

Nie ma instrukcji.

Po prostu zdejmę kapturek i wkłuję ci się w udo.

Ukłucie? Nic nie mówiłaś!

Musisz to dostać!

-Nie! Żadnych ukłuć! Nie! -Eleonoro!

Eleonoro, potrzebujesz tego!

-Żadnych ukłuć! -Spójrz, jednorożec!

Gdzie?

Nie!

Zamęt przed halą Boston Bruins.

Na miejscu był nasz reporter Hugh Prince.

Władze Bostonu twierdzą, że pokazu nie było w planach,

i nie potrafią wytłumaczyć, jak do niego doszło.

Władze wierzą jednak,

że zajście było spowodowane nietypowymi zjawiskami pogodowymi.

A jak skomentujesz pogłoski, że mogły to być

testy nowej broni kosmicznej?

Nie mam wiedzy o broni kosmicznej. Czy to potwierdzone doniesienia?

-Nie, ale po potwierdzeniu -Dzięki.

...z pewnością podamy nowe szczegóły.

Broń kosmiczna?

Dziękuję, Hugh, i uważaj na siebie.

Wiem, że chciałaś dobrze, ale nic z tego.

Co? Minął zaledwie jeden dzień.

Tak i już mam chatę jak z Gry o Tron,

prosiaka zamiast psa i omal nie rozwaliłaś stadionu.

Bo mnie ugodziłaś.

Ocaliłam ci życie. Kto zjada tyle owoców morza?

Rekiny!

Późno już. Zostaniesz na jedną noc, ale rano się pakujesz.

Wydarzenia na lodzie nie ustępują tym w powietrzu.

Eleonoro, cześć!

Golden Knights przegrywają 12 do zera już w drugiej tercji.

Twój materiał jest na każdym kanale.

Wszyscy o tym nadają. Jakie to jest super.

Zupełnie jakby ktoś rzucił zaklęcie szczęścia na zespół gospodarzy.

Młoda?

Agnes?

Cześć, młoda. Dobrze mnie widzisz?

Co to takiego?

Co? Nigdy nie słyszałaś o FaceTime?

Agnes...

Stęskniłam się za tobą.

Tak miło cię widzieć.

Chciałabym móc rzec to samo, młoda,

ale chodzą słuchy, że Moira wie o twoim zniknięciu.

Właśnie. A jeśli odkryje,

że po cichu wykonujesz zadanie, zagotuje się jak rosół.

O nie. Ona uwielbia rosół.

Musisz wrócić do domu.

Nie mogę. Nie skończyłam jeszcze.

Czyżby były problemy?

Nie.

Po pierwsze Mackenzie nie ma 10 lat.

Jest dorosła i ma własne dzieci.

Mówi, że ludzie uciekają z piratowymi instruktorkami.

Chyba chodzi jej o piratów.

Jest tu taki piękny Hugh, którego zupełnie nie dostrzega.

Nie wierzy w „żyli długo i szczęśliwie”.

Greta miała rację.

-Niesłychane! -Wiem!

Wygląda na to, że ona nie wierzy nawet w szczęście.

Agnes...

Muszę lecieć.

Chyba wreszcie wiem, co robić.

Leć, młoda, tylko się śpiesz.

Zostały ci tylko cztery dni.

Jasne. Pędzę. Pa!

Ja się rozłączam czy ty? Pa!

Świetnie, też już nie śpisz. Mam świetną wiadomość.

Odkryłam, czemu nie wierzysz w „żyli długo i szczęśliwie”.

Bo to baśniowe założenie,

przez które zwykłe życie nam nie wystarcza?

Bo nie przeszłaś metamorfozy!

Bez obaw. Wiem, że wolisz się ubierać jak wiedźma.

Mówię o metamorfozie stanu ducha.

Poczytałam wczoraj troszeczkę i czego nie ma w księgach?

Marudzących księżniczek!

Racja.

Musisz poczuć, jak to jest tanecznym krokiem biec przez wieś,

śpiewając zwierzakom i wieśniakom.

Pewnie. Wpiszę „śpiewanie wieśniakom” do kalendarza.

Musisz zrobić dla siebie coś miłego. Chociaż raz.

Nie dziś. Muszę jechać do banku, pomóc dzieciom w lekcjach,

naprawić światło w łazience.

Od tych spraw mamy Gary'go. Gary!

Światło w łazience!

Dziewczyny, do lekcji!

Hugh coś mówił o jednym miejscu w śródmieściu

pełnym ludzi i eliksirów,

które mają cię uszczęśliwić.

Słyszałam, że jest też miejsce,

które magicznym sposobem da ci skórę młodego dziewczęcia.

A co z dzieciakami?

Jestem twoją Wróżką Chrzestną. Poradzę sobie z dwójką dzieciaczków.

Właściwie to powinnam zrobić zakupy.

Tylko nie daj im cały dzień gapić się w ekrany.

Jasne.

DŹWIĘKI MUZYKI

Więc to jest film.

Cudowna sprawa ten film.

Halo?

Jane?

Mia!

Przestań!

Na karzełka! Piękny głos. Kto to?

-Nikt. -To ona.

To ty? O mamusiu!

Masz ogromny talent.

Serio tak myślisz?

Gdybym ja tak śpiewała,

robiłabym to stale, dla każdego.

Na ulicach, w szkole, w lasach,

w pałacach, pociągach, dolinach i łąkach

i na tych metalowych jeżdżących schodach!

-I w tych wielkich sklepach... -Wiemy,

ciągle byś śpiewała.

Powinnaś dać koncert.

Nie może.

Panikuje, jak ma wyjść i zaśpiewać przed ludźmi.

Naprawdę? Czemu?

Nieważne. Nie mam ochoty o tym gadać.

Boję się, że nie zdołam sprawić, aby mama i Jane były szczęśliwe.

Mama nie wierzy w szczęście.

Ani w święta.

Wiedziałam!

Mówiła cioci Pauli, że „nie ma co wierzyć w szczęście,

„bo jak uwierzysz, zaraz coś wyskoczy

„z przeciwka i przywali ci na czołówkę”.

Ale co to znaczy?

Wydaje mi się, że chodzi o śmierć taty.

On nie żyje?

O nie!

Nie, nie, nie.

Myślałam, że zwiał szkolić chudych piratów.

Miał wypadek jakieś cztery lata temu, przed samą Gwiazdką.

Nie rozmawiamy na ten temat, bo zaraz robi się smutno.

Ciągle śpiewał z Jane.

O jejciu!

Brawo. Pięknie wyszło.

Mia, idziemy po twoją siostrę.

Dziękujemy. Wesołych świąt i miłego dnia.

Dobrze, jeszcze raz to samo.

Mamy jakieś 45 minut.

Popróbuj z herbatą jak rok temu. Wyszło świetnie.

I ruszamy.

Daj mi chwilę.

Mackenzie?

Hugh?

Czemu wyglądasz jak książę z bajki?

Nie jak książę z bajki.

Eleonora wymyśliła ten cyrk?

Jaki cyrk?

Masz ładne włosy tak w ogóle.

Dziś rocznica herbatki bostońskiej. Synowie Wolności nigdy nie śpią.

Jesteś jednym z tych wariatów od rekonstrukcji?

Samuel Adams. Do usług.

-Ale po co? -To obywatelski obowiązek.

Obowiązkiem jest głosowanie, ale...

Ależ obcisłe te portki.

Może na chwilę dołączysz?

-Nie. -Chodź, będzie fajnie.

Za nic, ale widzimy się w poniedziałek.

Nie wiesz, co tracisz.

Synowie wolności potrafią zaszaleć.

Jak popijać, to tylko herbatkę.

Co ja wyprawiam?

Dobra, będę śpiewać, a wy mi pomóżcie.

Zgoda?

Wierzcie mi.

Jak ja zacznę, nikt nawet nie zwróci na was uwagi.

Rosa na różach Kociaki milutkie

Ale czad.

Miedziane czajniczki Rękawiczki cieplutkie

Paczki, które listonosz niesie Nie wiedzieć gdzie

Zapłacę, tylko przestań.

To są ulubione rzeczy me

Kremowe kucyki Ciastka jabłkowe

Dzwonki u sań Sznycle wieprzowe

Gęsi dzikie co lecą Nie wiedzieć gdzie

To są ulubione rzeczy me

W białych sukniach dziewczęta Opasane błękitem

Mój nosek i rzęsy Śnieżnym puchem pokryte

Srebrzysta zima Co odchodzi nie wiedzieć gdzie

To są ulubione rzeczy me

Gdy psiak ugryzie

I gdy użądli pszczoła

Gdy jest mi źle

Pamiętam o ulubionych rzeczach mych

I znów jestem wesoła

Nieładnie.

To było wredne.

Rosa na różach Kociaki milutkie

Miedziane czajniczki Rękawiczki cieplutkie

Paczki, które listonosz niesie Nie wiedzieć gdzie

To są ulubione rzeczy me

Kremowe kucyki Ciastka jabłkowe

Dzwonki u sań Sznycle wieprzowe

Gęsi dzikie co lecą Nie wiedzieć gdzie

To są ulubione rzeczy me

Gdy psiak ugryzie

I gdy użądli pszczoła

Gdy jest mi źle

Pamiętam o ulubionych rzeczach mych

I znów jestem wesoła

Dziękuję!

Wiem, byłyśmy świetne.

Mamo!

Skarby.

Mamo!

Mamo, wyglądasz genialnie!

Jak księżniczka.

Słyszałaś Jane?

Eleonora mnie odczarowała.

Oberwałam śnieżką w twarz i wyszło nam strasznie,

ale bez pawia.

I zebrałyśmy sześć dolarów.

I kawałek kurczaka.

Fajnie, że dzień się udał.

Lecimy do domu? Kupiłam lody.

Mamo, spójrz. Kupimy? Jest taka śliczna. Proszę.

-Byłaś wspaniała. -Proszę. Proszę.

Proszę. Proszę?

-Prosimy. -Bardzo prosimy.

Gary, trochę wyżej i w lewo.

Gary?

To jest prawa łapa.

Wszystkie szopy tak bezczelnie olewają?

Te z miast zwykle są bardziej wyniosłe

od tych żyjących przy wsiach.

Wolałabyś zaczarowanego borsuka?

Są bardziej posłuszne.

Patrzcie! Tam, na górze!

Najpierw pogadam z szopem.

Wiesza światełka?

Gary? Czy ja powiedziałam: „Rób, co chcesz”?

Przepraszam, mógłbyś posłuchać?

-Ta pani mówi do niego? -Nie narób mi wstydu.

Mógłbyś powiesić je nad oknem?

Czy ja powiedziałam: „Wsadź żarówki do pyska”?

Nie. Nie, nad...

Proszę, wsadź to do pyska, zobacz, co będzie.

Nie wierzę, że gadam o etyce pracy szopa.

Nie wiem, co się ze mną dzieje.

Wreszcie zaczynasz wierzyć w magię.

Ten etap mam już za sobą.

Mia powiedziała mi, jak było.

Wiem, że twój książę tak naprawdę nie wyjechał.

Wiem, że nie żyje.

Tak bardzo mi przykro, Mackenzie.

Teraz już wiesz, dlaczego nie bardzo wierzę w baśnie.

Dziewczyny, na dwór!

Idziemy!

Kocham ciebie i dzieci,

ale jak mi każesz rozplątywać te lampki, zwariuję.

Ty zwariujesz?

Widziałam, jak szop wiesza lampki.

Pamiętacie jak tata...

Co?

Chciałabym posłuchać.

Pamiętacie, jak tata podpalił choinkę, wieszając lampki?

Przyjechała straż pożarna.

Ale wstyd.

-Ja tego nie pamiętam. -Bo byłaś mała.

Wszyscy gotowi?

Dmuchnij.

Widziałaś?

Gary!

Awarie zasilania nie dają Bostończykom spokoju

po prawdopodobnym zamachu na sieć energetyczną.

Lokalna młodzież dostarczyła policji portret pamięciowy

domniemanych sprawców całego zajścia.

Słyszę, że dysponujemy już portretem podejrzanych.

POLICJA POSZUKUJE WRÓŻKI I JEJ WSPÓLNIKA SZOPA

Każdy, kto posiada jakiekolwiek informacje w tej sprawie,

proszony jest o kontakt z naszą infolinią.

Prawdziwa magia, co?

Eleonoro, rzuciłaś zaklęcie na mamę?

Bo mam dobry humor?

O której mam po ciebie być, Janie?

15.45 u cioci Pauli?

Muszę zostać dłużej na próbę chóru.

Postanowiłam zaśpiewać tę partię.

Wiem, co powiesz, ale myślę, że dam radę.

Oczywiście, że dasz.

Nie wierzysz we mnie.

Kocham cię, ale pamiętam, jak było ostatnio.

-I jeszcze wcześniej. -Chcę zaśpiewać.

Ale będzie wesoło w aucie.

Dobra, wskakujcie. Już.

Serio? Ma śpiewać?

Mówisz i nie ruszasz buzią?

Ukatrupię cię.

Miłej zabawy!

Miłej zabawy!

Może się przyczesz, zanim spotkasz Hugh Prince'a.

Przestań!

Jest taki przystojny i czarujący.

Ty też musisz ładnie wyglądać.

-Tu jesteś. -Cześć.

Wziąłem ci torbę. Mamy temat na mieście.

Strzelaj.

Mamy akredytacje na ten szczyt NATO?

Pudło! Patrol śnieżny!

ŚNIEŻNY WOJOWNIK

To karoca i wojownik w jednym? Ma przyjazne zamiary? A jakie moce?

Napęd cztery na cztery i kapcie z kolcami.

Góry ożywają

Dzięki dźwiękom muzyki

Co się robi na patrolu?

Widzisz, jak jest cudownie? Uśmiechy, zabawa.

Coś pięknego. Słodka idylla.

Nie mamy prawa tego transmitować.

Grant kazał się skupić na korkach i nieodśnieżonych drogach.

Albo na walce na śmierć i życie o jedzenie w puszkach.

Rok temu Mack dostała szampana od szefa za hasło: „Za mieć w świecie”.

Pewien bar za nic w świecie nie chciał pracować w zamieć.

Ta robota polega na wymyślaniu bzdur typu: „Lulajże, śnieżuniu”

lub „jeden bałwan zimy nie czyni”.

„Leon Śnieżynkowiec”, „śnieżki kariery”.

Skoro nie możemy liczyć na katastrofalne w skutkach lawiny

lub śmierć na skutek postrzału śnieżką, pójdziemy w sprawdzone

ujęcie dzieciaków na sankach.

No to pośnieżmy się. Znaczy pośpieszmy.

O to chodzi. Załapałaś, Eleonoro. Pomogłabyś może?

Nie, dziękuję.

Młoda? Jesteś tam?

Czy oni cię wtrącili do lochu?

Skończże już te wygłupy.

Moira się gotuje tak, że pokrywka podskakuje.

Za dwa dni na zawsze zamknie wszystkie portale.

Tutaj jest dobrze?

Jak myślisz?

Mógłby się trochę cofnąć, stanąć bliżej dzieciaków?

Jakie to fajne! My też byśmy tak mogły?

Ja nie. Zaraz wchodzimy na żywo.

-Tak? -Tak, jest idealnie.

-Dobra. -Tak.

Wiesz co? W bagażniku jest jabłuszko.

Weź je i poszalej.

Dobra, wszystko gotowe.

I wchodzimy za trzy, dwa...

Witam wszystkich. Tu Hugh Prince prosto z Marblehead.

Sypnęło śniegiem, więc na górce tłumy i wszyscy wyglądają jak bałwany.

O nie.

Nie, nie, nie.

Prognozy zapowiadają dalsze opady.

-Z drogi! -Więc czuję,

że dzieciaki z Marblehead nie wysiedzą w domach.

I będzie zabawa do białego...

I będzie zabawa do białego...

Właśnie dlatego nie przestaję nagrywać.

To jest mistrzostwo świata.

Bardzo przepraszam. Wszystko wam popsułam.

Naprawdę mi przykro.

Tak, zaraz jej powiem.

Tak. Dobrze.

Co zrobić, prawda?

Dzięki. Zdzwonimy się jutro.

Wylali nas?

Ledwo poszło na stronę, a już jest 200 000 wyświetleń.

Grant mówi, że zarażamy śmiechem, jak jego ciotka ospą. Jest zachwycony.

Trzeba to uczcić!

Można i tak.

Pójdę po więcej tego eliksiru.

-Jak się nazywa? -Jasne piwo.

Jasne piwo.

„LOL, ale ruda fruwała”.

„Wkurza mnie laluś, ale czadową glebę zaliczył”.

„Nieźle pognębiło idiotów z ósemki”.

Mamy 400 000 wyświetleń i to nie koniec.

Za kolejne wspólne wirale.

Jak na poważnego dziennikarza,

nie bardzo się przejmujesz tą wpadką.

Wiedziałem. Masz mnie za nudziarza i drętwusa.

Skądże, Samuelu Adamsie.

No dobra. W sumie to też gra.

Jasne. Spoko.

Wyjątkowo okazała różdżka.

Kij. To kij bilardowy.

Już czaję. Za bardzo pomieszałaś.

Co to za nieziemski napój?

To tak zwany lemon drop. I to jest mój drink.

Był mój.

Jak przyjemnie rozgrzał.

Czy już wygrałam?

Dojdziemy do tego.

Przepraszam. O, nikogo nie ma.

Nie wpadłabym na to, że jesteś po rozwodzie.

Wiem, trudno pojąć, że ktoś mógł wypuścić taką partię,

ale tak właśnie było.

Dlatego wkręciłem się do grupy rekonstruktorów.

Syn ich uwielbia i tak spędzamy weekendy.

Czuję się strasznie. Nie uważam cię za wariata.

W porządku.

Wiesz, chciałem przejść do Kanału Ósmego,

bo słyszałem o pewnej dziewczynie,

która robi materiały na najwyższym poziomie.

Dziwię się, że nie kierujesz ósemką.

Właściwie proponowali mi tę posadę, ale to było krótko po tym, jak...

Duff opowiadała o twoim mężu.

Musiałam się skupić na córkach,

a posadę dali Grantowi i jest jak jest.

Przykro mi, Mack.

Mnie też. Grant to wyjątkowy burak.

A u ciebie co? Jak się żyje po rozwodzie?

Jak by to ująć? Trochę doskwiera samotność.

Tak, znam to.

Czasami marzysz o tym, żeby ktoś się zjawił i...

Odśnieżył podjazd.

Za odśnieżanie.

Za odśnieżanie.

Wiem. Ustawimy ci bile w rzędzie.

Dasz radę.

Różdżką, cieńszym końcem, stuknij białą, ta czerwoną

i czerwona wpada do dziury, czyli łuzy.

-Jasne. -Gotowa?

Biała, czerwona, łuza.

Jasna wróżka! Nic ci nie jest?

Wygrałam? Tak myślę.

Prawda?

Cały miesiąc uczyłam się tego zaklęcia.

Ale warto było.

Chyba miałaś rację co do Hugh.

Nie mówię, że to mój książę, ale jest naprawdę czarujący.

-Wiedziałam. Przystojny i... -Eleonoro,

wiem, że próbujesz pomóc, ale

nie wiem, czy jestem gotowa na kolejną baśń.

Eleonora zaś

całe życie święcie wierzyła w baśnie.

Nie podejrzewała, że ta wkrótce dobiegnie końca.

Nie mam zamiaru pytać, gdzie jest Eleonora,

ponieważ i tak mi nie powiesz.

Nawet gdybym wiedziała, nie powiedziałabym.

Przecież właśnie mówię!

I dobrze! Cieszę się, że mamy w tej sprawie jasność.

Agnes, posłuchaj.

Nie wiem, co Eleonora knuje, ale ona nas nie ocali.

Nikt tego nie dokona.

Już jutro o północy wrota Zawróża zostaną zamknięte na zawsze.

-To wielka szkoda! -Ale jest coś gorszego.

Jeżeli Eleonora nie wróci na czas, zostanie pozbawiona całej magii.

-Odmagicznienie? -Tak!

Przez wszystkie moje lata tutaj nie straciłam podopiecznej

i nie zamierzam tracić teraz!

Nawet jeśli będę musiała zastosować poważniejsze środki.

Więc,

jeśli jest tu ktoś, kto kocha Eleonorę i utrzymuje z nią kontakt,

proponowałabym, żeby ten ktoś przekazał, że ma zadrzeć balową kiecę i tu lecieć!

Muszę pilnie zadzwonić

w sprawie zupełnie niezwiązanej z tą rozmową.

Żartujesz sobie? Rany!

Panie i panowie, mamy to! Czwarte miejsce!

Liczę, że wpadniesz.

-Jesteśmy na szczycie. -Na razie.

-Czwarte miejsce! -Mackenzie, cześć!

Twoi koledzy od pączków powiedzieli mi coś cudnego.

Szykuj się, to wielka nowina.

Wieczorem jest świąteczne przyjęcie.

Wiem o przyjęciu i się nie wybieram. To nie dla mnie.

Co konkretnie? Przyjęcie? Święta? Zabawa?

Dobrze, nie idź. W końcu baśnie zaczynają się od:

„Dawno, dawno temu zaszło coś cudnego,

„gdy sączyła wino w dresach”.

Przemyśl to jeszcze.

Radość światu

Radość światu

Wiem, kolego. Mnie też więdną uszy.

Ładnie.

Wyglądasz ślicznie. Eleonoro, świetnie się spisałaś.

To nie moja zasługa, tylko jej.

Serio? Możesz się tak zrobić bez żadnych czarów?

Tak, bo wasza mama jest piękna i nie tylko na zewnątrz.

To prawda.

A przede wszystkim ma to, co liczy się najbardziej.

-Stanik push-up? -Spanxy?

-Uśmiech. -Właściwie wszystkie te trzy.

Jak samopoczucie przed koncertem?

-W porządku. -To dobrze.

Obie wychodzimy poza strefę komfortu.

Tak.

-Co to za dźwięk? -Agnes na FaceTime.

Lepiej odbiorę.

Odmagicznienie? Na zawsze?

Przykro mi, młoda. To koniec.

Nie, nie poddam się.

Należy im się „żyli długo i szczęśliwie”.

Ja to zorganizuję. Dam radę, jeśli tylko podkręcę tempo.

Lepiej je podkręć, bo jeżeli nie wrócisz do nas w porę,

nie zostaniesz ani Wróżką Chrzestną, ani żadną inną.

Jutro o północy zamykają Zawróże na zawsze!

Muszę lecieć.

Czwarte miejsce! Czwarte!

Czwarte, skarbie! Czwóreczka!

DZIEWCZYNA NA JABŁUSZKU ATAKUJE!

2 MILIONY WYŚWIETLEŃ!

To był szalony wieczór.

Zabrał mnie do domu i...

Liczyłam, że coś z tego wyjdzie.

Co za historia. Cała Barb.

Sukienka balowa i już się chowa mina marsowa.

Tak. Sukienka balowa i już się chowa mina marsowa.

Tak okropnie się pociłam, że moja sukienka była praktycznie przeźroczysta. Pamiętasz?

Do tego zacieki z samoopalacza.

Wyglądałam jak zebra w konkursie miss mokrego podkoszulka.

Dlatego na wizji już nie występuję w bieli.

Ja nie mam więcej historii z frontu.

Może zatańczymy?

Mack! Czekaj!

Mackenzie? Jesteś tu? Mackenzie?

-Eleonoro? Co ty tu robisz? -Nic.

Tańczyliśmy i stało się coś dziwnego. No jasne.

Maczałaś w tym palce, mam rację?

Co to ma być?

Eleonoro!

Ładna suknia. Nowa?

Coś ty ze mną zrobiła?

-Nie złość się. Ja tylko próbuję pomóc. -Serio? W ten sposób?

Wyglądasz przepięknie.

-A tobie co się stało? -Hej, Barb.

Rozdarłam sukienkę, więc pożyczyłam tę z garderoby.

-Komiczna. -Tak.

Moja córka ma w domu podobny kostium.

Pomyśl, że to przebranie.

Nie bądź zła. Nie złość się. Mackenzie!

Mackenzie! Dokąd tak pędzisz?

Do domu. Zanim ktoś jeszcze mnie w tym zobaczy!

Co? Nie! Spójrz w lustro!

INTERCOM NIE WCISKAĆ

Wyglądasz jak księżniczka.

I jesteś na balu. Powiedzmy.

I Duff, i wszyscy inni wieśniacy tu są.

I nawet zatańczyłaś walca z najprzystojniejszym z mężczyzn.

-Z Hugh Princem! -Wiedziałam, że to twoja sprawka.

Sama powiedziałaś w hotelu. Uważasz, że jest uroczy.

I zwrócił na ciebie uwagę.

Przecież pragnęłaś tego, odkąd skończyłaś 10 lat.

Po co odrzucać prawdziwą miłość? Lepiej dać buzi i żyć długo i szczęśliwie.

Ponieważ...

-Żyć długo i szczęśliwie? -Tak!

Jesteś jej księciem. Miejmy to z głowy!

-Eleonoro, ja wcale tego nie chcę! -Czemu jesteś...

Zaraz, chwila. Ty...

-To ty frunęłaś na jabłuszku. -Tak. To ja.

Hej.

Mackenzie i Hugh mówili, że wyszło świetnie.

Tak uważają?

Początkowo bali się, że stracą pracę.

Ale okazuje się, że aby zachować posadę, trzeba nagrać durne wideo.

-To wcale nie tak. -Nic do końca tak...

Punkt dziewiąta obydwoje u mnie. Pogadamy o zachowywaniu posad.

Mackenzie! Przepraszam! Proszę, porozmawiajmy.

Po co, skoro i tak w ogóle mnie nie słuchasz?

-Nieprawda. -Prawda.

Przyszłaś i zrobiłaś to, czego obiecałaś nie robić.

A najgorsze, że wcale nie musiałaś.

Naprawdę dobrze się bawiłam. Czułam się ładna.

Czemu ci to nie wystarczy?

Jestem do niczego, jeśli nie wyglądam jak ryży Elvis?

-Nie jesteś do niczego. -To po co tu jesteś?

Bo nie chcę nawalić. Zamykają Zawróże.

Tylko dzięki tobie, mogę zostać Wróżką Chrzestną.

Jeśli nie załatwię ci „żyli długo i szczęśliwie”,

przez resztę życia będę Wróżką Zębuszką.

-Od początku chodziło o ciebie. -Nie! Oczywiście, że nie.

Czekaj. A może?

A ja cały czas myślałam, że próbujesz mnie uszczęśliwić.

Myślałaś tylko o sobie.

Nieważne, czego chcę. Liczy się twój cel.

Tak mi przykro, Mackenzie.

Mnie też jest przykro, ale musisz już odejść.

Mackenzie!

Od początku miała rację. Nie nadaję się na Wróżkę Chrzestną.

A te durne happy endy istnieją tylko w baśniach.

Nam pomogłaś.

-Nie wyjeżdżaj. -Przykro mi. To koniec.

-Przejdzie jej. -Potrzebujemy cię.

Na mnie już pora.

Żegnajcie, dziewczynki.

Pa, Bingo.

Bingo?

To skąd ta świnia?

To mamy świnię i psa.

Eleonoro, gdzie jesteś?

WSTĘP DO ZAKLĘĆ WYDANIE DLA WRÓŻEK

Tykwy? Dynie? Karoce?

Transport.

Cześć.

-Chciałbym ci coś powiedzieć. -Muszę ci...

Tak.

Chcę cię przeprosić za wczorajszy wieczór.

Okropnie mi wstyd.

Chyba przesadziłam z ponczem i odrobinę mnie poniosło.

Nie. Fakt, bylem zaskoczony, ale

nie w złym sensie.

Hej! Wy dwoje! Co tak stoicie? Do mnie!

Mój żołądek.

Będę z wami szczery. Przegiąłem wczoraj z ajerkoniakiem,

więc załatwmy to szybko. Czy akcja na górce była ustawiona?

-Nie! Nigdy w życiu. -W żadnym razie.

Serio? To jak wyjaśnicie to?

I co ta dziewczyna od jabłuszka robiła przed stadionem?

To jest moja kuzynka. Wpadła do nas w odwiedziny, z Kanady.

I mam uwierzyć, że ty i ta dziewczyna

nie macie nic wspólnego z gradem ognistych kul?

To był wypadek.

Tak samo ta awaria prądu, jak rozumiem.

To ona, zgadza się?

Puściliśmy trzy wielkie niusy w ciągu tygodnia

i twoja kuzynka miała swój udział w każdym z nich. Tak czy nie?

Mack, o czym on mówi?

Nie bardzo...

Trudno to wyjaśnić, ale zapewniam, że nie było ustawki.

Wiem. Nie wykazałabyś się taką inicjatywą. Wierzę ci na słowo.

Zresztą siostrzenica jest walnięta, co?

Nie, jest tylko ciut inna.

To mistrzyni chaosu, a ty powinnaś się wstydzić,

że nie wciągnęłaś mnie w to od razu.

Dobra jesteś. Blondi podbija słupki!

Wiem. Puścimy ją w miasto z kamerą

i niech robi rozwałkę, aż będziemy numerem jeden.

-To nadużycie. -Żadne dziennikarstwo.

Wiem. Wyjdzie genialnie.

Nie!

Nie pozwolę ci ośmieszyć kogoś tak miłego i dobrego

w imię poprawy oglądalności.

Jesteś samotną matką i niewiele ostatnio pokazałaś,

więc „nie” to dla ciebie słaby wybór.

Rób, co ci każę, albo wylatujesz.

-Mam dość robienia, co każesz. -Mack, może lepiej...

Przez ciebie jesteśmy najgorsi.

Czwarte miejsce!

Ciągle każesz podkręcać fakty,

opowiadać o podłych ludziach i zepsuciu,

ale widzowie nie chcą się ciągle bać.

Pragną

śmiać się, wierzyć, liczą, że pomożemy im dostrzec magię tego świata.

-Bo ona istnieje. -Urocze.

Wylatujesz.

Co ty nie powiesz.

Marnujesz się tu, zasługujesz na więcej.

Wiem. Nawet próbowałem ci to powiedzieć.

Dostałem pracę w lokalnej czwórce.

Wesołych świąt. Odchodzę.

Jak ci się podoba nius?

Pa.

Halo? Tak, przy telefonie.

Dzień dobry, panie Clancy.

Co jest z Jane?

Jane? Kochanie?

Jane?

Jane? Jane!

-Janie? Kotku? -Zostaw mnie.

Dzwonił pan Clancy. Skarbie, powinnaś być na próbie.

To gitara taty?

Miałaś rację. Od początku miałaś rację.

Nie dam rady. Jestem do niczego.

Nie mówiłam tak.

Ale nie mówiłaś też, że sobie poradzę.

Ani że będę niesamowita.

A Eleonora mówiła.

A teraz odeszła. Bez niej nie dam rady.

Strasznie cię przepraszam.

Kochanie, jeśli potrzebujesz Eleonory, znajdę ją. Obiecuję.

Zabierzemy gitarę taty? Na szczęście.

Gary, jesteś potrzebny!

-Tu go nie ma! -Gdzie Eleonora?

Gary, odkryję ci śmietniki, tylko wyjdź tu do nas!

-Potrzebujemy cię! -Eleonoro!

Gary!

Nie jestem pewna, czy Gary rozumie po ludzku, ale zobacz!

Ciocia Paula chyba też szukała Eleonory.

Mam Eleonorę! Targ na Prince Street!

To na nic.

Jesteś pewna, że karoca z dyni to najlepszy transport do Zawróża?

Tak, ale

-nigdy jej nie wyczaruję. -Nie dołuj się.

To była ostatnia dynia.

Mam pomysł.

To nie jest dynia.

-Wiem, że nie. -To dobrze.

-Słuchaj, spróbuj wyluzować. -Jasne.

Po prostu rozluźnij się i nie myśl o tym,

że to arbuz, nie dynia,

że może nie starczy ci magii na powrót do domu

i że utkniesz tu na wieki.

Przepraszam, słabo dodaję otuchy.

Nie. W porządku.

Eleonoro! Paulo!

Hej!

Co tu się stało?

Chciałyśmy zrobić karocę.

I niezbyt to wyszło.

Jane, co ty tu robisz? Czemu nie jesteś na paradzie?

Bez ciebie nie dam rady.

Proszę cię, Eleonoro. Tak mi przykro.

Janie cię potrzebuje.

I my tak samo.

Zgoda.

Zaczniemy od początku. Wystroimy cię.

O karmelek! Suknia mi wyszła!

-Wyglądasz wspaniale. -Na serio.

Strój idealny? Jest. Co teraz?

Musimy tam dotrzeć. Mam być na scenie za 20 minut.

Parada jest w śródmieściu. Nie ma szans.

A może się uda.

Miałaś tym wrócić do domu.

Są sprawy ważne i ważniejsze.

Dobra, dziewczyny, krok w tył.

-Eleonoro, udało ci się! -Wiem!

Musimy lecieć.

Tak. Szybko. Jazda!

-Pachnie tu arbuzem. -Niesamowite.

Eleonoro, udało ci się!

Tak, ja to zrobiłam.

To jak się tym rusza?

Racja.

Proszę, nie pękaj.

Tam! Jest nasza scena!

Oto i one, piękne mażoretki, kochani!

Co za uśmiechy! A tuż za nimi gna...

Piękna tradycyjna karoca stylizowana na arbuza.

Co jest? Kręć to, kręć. Ruchy! Ograj to!

O, śmieszna, krótka ciekawostka. Otóż w liceum grałam na tubie.

To nie najlepszy instrument dla nastolatki.

Jeśli się dmuchnie za mocno, można nawet dostać wytrzeszczu oka.

Ale o tym innym razem.

Czas przenieść się na główną scenę na świąteczny koncert młodych chórzystów.

-Przepraszam -Stop.

Córka śpiewa w tym chórze. Występuje za chwilę. Duff!

Cześć.

-One są ze mną. -Panie i panowie,

oklaski dla młodych i zdolnych z Downtown Crew.

Byli fantastyczni.

Musisz mi dodać odwagi. Rzuć jakiś czar, zaklęcie.

Jane, wiesz, że to tak nie działa.

Nie umiem zaczarować twoich uczuć.

Przepraszam, nie dam rady.

Posłuchaj.

Nie wierzyłam w ciebie, ponieważ zapomniałam, jak wierzyć w siebie.

Pogubiłam się, bardzo się bałam

i przelałam ten strach na ciebie.

Niepotrzebna ci magia, bo sama jesteś nieziemsko magiczna.

Chodź, szybko.

Jestem. Zdążyłam.

Jane! Co za ulga! Nie miałem nikogo za ciebie.

Biegnij.

Dasz radę.

A teraz gromkie brawa dla gwiazd wieczoru,

zespołu chórzystów z liceum Hamiltona. Na scenie solistka, Jane Walsh!

Jesteś zwyczajnie zmęczony

My...

Na...

Przepraszam.

Tata byłby z ciebie bardzo dumny.

Rozumiesz? Uda ci się.

Jesteś zwyczajnie zmęczony

Życiem na tej szalonej karuzeli

Ty nie widzisz w sobie siły

Ale ja ją widzę Więc chodźmy razem

Poruszymy góry

Pójdziemy razem

Poruszymy góry

Gdy powstanę Powstanę jak nowy dzień

Powstanę Powstanę bez strachu

Powstanę

Jeśli będzie trzeba Podniosę się tysiąc razy

Powstanę Mocna jak fala

Powstanę Nie zważając na ból

Powstanę

Jeśli będzie trzeba Podniosę się tysiąc razy

Kiedy cisza dźwięczy w uszach

I coraz trudniej oddech wziąć

Dobrze znam ten koszmar

Lecz uwierz mi Jeszcze możemy zdobyć świat

Poruszymy góry

Pójdziemy razem

Poruszymy góry

Radość światu

Radość światu

Jeśli będzie trzeba Podniosę się tysiąc razy

-Dla ciebie -Nowinę dobrą nieś

-Dla ciebie -Nowinę dobrą nieś

-Dla ciebie -Nowinę, nowinę

-Dla ciebie -Światu nieś

-Nadzieja -Nowinę dobrą nieś

-Nadzieja, bez niej trudniej jest żyć -Nowinę dobrą nieś

-Dlatego mamy siebie -Nowinę

-Dlatego mamy siebie -Nowinę dobrą nieś

Powstaniemy

Nowinę dobrą nieś

Nowinę dobrą nieś

-Powstaniemy -Nowinę, nowinę

-Dla ciebie -Światu nieś

Była niesamowita! Widziałyście to?

Udało się jej!

Naprawdę się udało!

Co pani tu robi?

Zabieram cię do domu, nim będzie za późno.

-Nie! To boli! -Proszę ją puścić!

To przez ciebie ugrzęzła w tym bagnie. Rzuciła się ratować ofiarę losu.

Jeśli zaraz nie wróci, może stracić wszystko. Chodź.

-Czy to prawda? -Nie, nie jesteś ofiarą losu.

-Proszę mnie puścić. -Za nic.

-Nich ją pani puści! -Nie odbierzecie mi magicznych zdolności!

Eleonoro Fay Pustodyńska.

Tylko nie po nazwisku.

W tej chwili do mnie!

Cały ten cyrk tylko potwierdza, dlaczego Wróżki Chrzestne

mają się trzymać ustalonych reguł.

A ty nie jesteś Wróżką Chrzestną.

Wracamy do domu.

Co?

Jestem Wróżką Chrzestną.

Wróżki Chrzestne mają pomagać ludziom.

I pomogłam. Pomogłam Jane.

Zadanie nie dotyczyło Jane.

Ponadto w przydziałach nie ma nowych próśb od ludzi.

Mackenzie wysłała ostatnią.

I nie widzę balowej sukni ani też księcia.

I nie sprawiłaś, że pożyje długo i szczęśliwie.

-Ale... -Nie ocaliłaś wróżek ani krainy.

Wszystkich zawiodłaś.

-To nie jest prawda. -Słucham?

Eleonoro, może się mylę, ale czy wzór wymaga,

aby moją miłością był książę?

-Nie sądzę. Raczej nie. -To świetnie.

Mia, Jane.

Oto moje prawdziwe miłości.

A ty nie zawiodłaś.

Przypomniałaś mi, jak być szczęśliwą.

To nie to samo, co nasze długo i szczęśliwie.

Tak pani sądzi?

Cztery lata temu

myślałam, że to już koniec.

Eleonora pokazała mi, że wcale tak nie jest.

Tyle że nie tak to działa.

Więc być może już czas coś zmienić.

Myślimy, że miłość musi spełniać pewne wymogi.

Książę, zamek, suknia.

Tkwimy po szyję w baśniach,

ale w prawdziwym świecie jest o wiele więcej możliwości.

Zamiast wmawiać ludziom, jak ma wyglądać prawdziwa miłość,

podpatrujmy, uczmy się od nich.

Mia, powiedz, kogo kochasz.

-Mogę kilka osób? -Pewnie. Czemu nie?

Mamę i Jane, ale też i ciocię Paulę.

Kochane...

Macie prawdziwą miłość? Nie mówcie tego mnie, powiedzcie sobie.

Wy?

-My? -Tak.

Kocham cię, babciu.

A wy?

Kochamy cię, Jonah.

A dla ciebie, Hugh Prince?

Czym jest miłość?

Dla mnie?

Dzięki. Miłość?

Miłość. Tak. Miłość to bardzo

cudowna sprawa.

Nie. Miłość to...

Kocham cię, tato.

...przebieranie się za kolonialnego żołnierza dla synka.

Innym razem miłość to na przykład odśnieżanie czyjegoś podjazdu.

To drugie nie za bardzo miało sens.

Miłość często przybiera najróżniejsze formy.

Czas to zaakceptować.

Eleonora nie odmieniła mojego życia zaklęciem.

Pokazała mi, jak je samej odmienić.

I tak pomagajmy ludziom.

Nie sądziłam, że tego dożyję.

Zrobiłaś coś wielkiego!

Spisałam się!

-Może czas zmienić przepis na szczęście. -Tak.

A teraz już chodźmy ratować Wróżki Chrzestne.

Dziękuję za wszystko.

To ja dziękuję.

-Pokaż im jak być wróżką. -Załatwione.

Pa.

Różdżki w górę!

Co?

Gary!

Koniec

Chwila! To jeszcze nie koniec.

Dzień dobry, Zawróże!

Ja wcale nie krzyczę. Momencik.

Rozpocznijmy dzionek utworem, który doda nam pozytywnej energii.

Lecimy z tym.

Mówiłam wam, że to nie będzie baśń, ale trochę minęłam się z prawdą.

W końcu marzenie Eleonory się spełniło,

choć w sposób całkiem inny od tego, jaki znała z książek.

To nas cieszy.

Nie byłyśmy za stare. Byłyśmy do bólu staromodne.

Nie brak wróżek, które twierdzą,

że przez całe życie wierzyłam w baśniowe prawdy.

Teraz wierzę w nie jeszcze bardziej,

bo zaczęły przybierać różne formy i kształty.

Zupełnie jak my. A dzięki naszemu odświeżonemu podejściu:

SPEŁNIONE ŻYCZENIA

„Nieważne jak długo, byle szczęśliwie” mamy robotę.

Eleonoro! Różdżka w dłoń! Sporo zleceń nam jeszcze zostało.

Gotowe?

WRÓŻKUJ Z RADOŚCIĄ

Napisy: Karolina Kremplewska

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.