Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Tłumaczenie jolo kinomania. org
Dopasowane przez WILU do wersji: Hitch.TC.5.1. AC3. XviD-MoF
Sklejone do jednego pliku dla wersji z news'ow: 1plik 1455550464 bajtow przez Nicodem'a
Podstawowe zasady: Żadna nie może powiedzieć
"Boże, straciłam dla niego głowę"
Ale może powiedzieć: "To naprawdę nie jest odpowiedni moment"
Albo, coś jak:
"Potrzebuję przestrzeni"
Albo, moje ulubione: "Skupiam się teraz na swojej karierze."
Uwierzycie w to? Ona też nie.
Wiecie czemu? Bo was okłamuje.
Właśnie dlatego. Rozumiecie mnie?
Okłamuje.
To jest odpowiednia chwila. Nie potrzebuje żadnej przestrzeni.
Może i skupia się na karierze, ale naprawdę chce powiedzieć,
to "odwal się ode mnie". Albo raczej "postaraj się bardziej, pajacu".
O co jej chodzi?
60 % komunikacji między ludźmi nie jest wyrażane słowami.
Język ciała. 30 % leży w tonie głosu.
Wynika z tego, że 90 % tego co mówisz nie pochodzi z twoich ust.
Toby!
Cholera.
Oczywiście, że cię okłamie. Jest miłą osobą, nie chce cię zranić.
Co innego może powiedzieć? Nawet cię nie zna.
Jeszcze.
Okazuje się, że podobnie jak wszyscy, nawet piękna kobieta nie wie czego chce
dopóki tego nie widzi. Właśnie wtedy wkraczam.
Moja praca to otworzyć jej oczy.
O Boże!
Jego szukasz?
Podstawowa zasada. Nie ważne kto, co ani kiedy.
Każdy facet ma szansę zabujać w sobie każdą kobietę.
Prawie o własnych siłach.
Nie możesz korzystać z czegoś, czego nie masz.
Jak jesteś nieśmiały, bądź nieśmiały. Jak towarzyski, to towarzyski.
- Nie jestem towarzyski... - Nic nie szkodzi.
Może nie chcieć całej prawdy. Ale masz zawsze być sobą.
Może nie chcieć wszystkiego na raz. Ale za każdym razem coś.
Więc dziś wieczorem, jak będziesz myślał co powiedzieć, albo jak wyglądasz
pamiętaj, że ona już jest z tobą.
Czyli powiedziała tak, kiedy mogła powiedzieć nie.
I zamiast cię olać, ustaliła już sobie plan.
Więc już nie musisz się starać, żeby cię polubiła.
Tylko starać się tego nie spieprzyć.
Buty to podstawa. Pamiętasz co ci mówiłem?
Tak, ale...
chyba nie o takie mi chodziło.
"Ty" to teraz bardzo płynne określenie.
Ty kupiłeś buty. Ty w nich wyglądasz świetnie.
O takim tobie mówię.
Kluczem dziś wieczór będzie ociąganie się.
Daj jej dużo przestrzeni.
Jeśli stanie przy zdjęciu, idź dalej.
Ale zostań w zasięgu wzroku.
W nocy ma być ciepło i pogodnie.
Więc potem idźcie na spacer. Zapytaj ją, co myślała o wystawie.
Jaka fotografia się jej podobała. I dlaczego ta.
I kiedy będzie mówiła, nie patrz na jej usta.
Nie wyobrażaj jej sobie nagiej.
Słuchaj tego, co mówi. I odpowiadaj.
Odpowiadać...
I kiedy przyjdzie twoja kolej, będziesz mógł powiedzieć coś więcej
niż, że podobają ci się jej usta. - A który ci się podobał?
- Elffen, zdecydowanie. I nagle jesteśmy na randce numer dwa.
Wracamy tam. Musisz się uśmiechać.
Jeśli chodziłeś do szkoły, to wiesz, że podrywanie jest fajne.
Jak to się dzieje? Wielka miłość...
- Nic ci nie jest? Nikt tego nie wie.
Daj mi BumpUp i gumę dla pani.
Ale mogę ci powiedzieć, że to się dzieje w mgnieniu oka.
W jednej chwili cieszysz się życiem
a w następnej zastanawiasz się, jak mogłeś żyć bez nich.
Potrzeba mi tylko trzech dni.
W ciągu trzech dni dojdziesz do miejsca,
w którym będziesz musiał pamiętać,
że 8 na 10 kobietom pierwszy pocałunek mówi wszystko,
co powinny wiedzieć o związku.
Potem jesteś zdany na siebie.
Ale pamiętaj:
Życie nie składa się z oddychania,
tylko z chwil, które zapierają ci dech w piersi.
Mówiłam ci, prawda? Mówiłam?
Mówiłam, że sześć miesięcy? A kiedy miała pierwszą randkę?
Więc pięć i pół. Nie cierpię mieć racji.
O co chodzi facetom, którzy potrafią spieprzyć czego się tkną
nawet jeśli chodzi o kogoś takiego jak Allegra Cole?
Przecież to najbardziej znana kobieta w Nowym Jorku.
Żartujesz? Jasne, że to biorę.
Nie straci serca dla jakiegoś szwedzkiego arystokraty.
Nawet jeśli jest... wspaniały.
Jeśli chce oszukiwać, to powinien wiedzieć, że da się go złapać.
Dokładnie. Jestem w windzie, zaraz tam będę.
Jak urlop?
- Powinieneś kiedyś spróbować. - Zdany na samego siebie?
- Nie wytrzymałbym pięciu minut. - Robię, co lekarz kazał.
Śpię do południa, ćwiczę jogę, czytam książki.
- Flirtuję z moim instruktorem. - I wracasz do biura.
- To świetnie, nie? - Powinnaś zabrać kogoś ze sobą.
Kogo miałabym zabrać?
- W tym miejscu przydaje się chłopak. - Nie mam na to czasu.
Mówiłaś tak dwa lata temu.
Tak, i dzisiaj jest to dalej prawdą.
- Nie jesteś na wakacjach? - Zobacz co z tego wyszło i przynieś mi za godzinę.
Poza tym związki są dla ludzi, którzy czekają na kogoś specjalnego.
- Słowa prawdziwego cynika. - Nie jestem cynikiem, tylko realistą.
Realista przebrany za cynika, który naprawdę jest optymistą.
Co tu robisz? Co ona tu robi?
- Ona tu pracuje, pamiętasz? - Nie przez najbliższe cztery dni.
- To nie mogło czekać. - Jasne, że mogło.
Wracaj na plażę. Nie chcę cię tutaj.
- Pewnie, że chcesz. - Stajesz się obłąkanym pracoholikiem,
a takie neurotyczne zachowanie prowadzi prosto do...
Victora Savy z piersiastą brunetką.
...dużej podwyżki.
Jezu. Znajdziesz brud w świeżym śniegu.
- To przychodzi z czasem. - Są inne rzeczy do roboty, niż to.
- Mam ci pomagać oszukiwać na mojej działce? - To świetnie, że ci się podoba praca
tylko trochę się martwię dlaczego.
- Nie martw się o to. - Dobrze. Chcę mieć to na biurku przed obiadem.
- To znaczy, że zapłacisz za mój hotel? - Żebyś mogła wskoczyć w moje buty?
Raczej nie. Wynoś się.
- Daj spokój, liczy się, nie? - Nie!
- Było w środku, tylko wyskoczyło. - Wiesz, jaki masz problem?
Za szybko chcesz kończyć.
Ustawiasz grę tylko na pierwszy ruch.
A nie na to, co przyniesie korzyści
w przyszłości.
Znowu gadasz o kobiecie marzeń i o dzieciach.
Dobrze, że tak masz. Ale to nie dla wszystkich.
Więc zostaw mnie w mojej gorącej i improwizacyjnej szybkiej grze.
- Ja mówiłem o bilardzie, ale jak chcesz. - Jasne.
Naprawdę mam nadzieję, że kiedyś znajdziesz bezgraniczną miłość i zaufanie
i otwartość, którą ja dzielę z Grace każdego dnia.
- Naprawdę chcesz o tym gadać? - Mówię poważnie.
Bo kiedy dojdziesz do tego miejsca, które leży dużo wyżej niż tylko fizyczność
to nie będziesz się musiał uganiać za tymi wspaniałymi, ale płytkimi kobietami.
I zobaczysz, że to śmieszne.
I odrobinę żałosne.
Wiem o co ci chodzi. To żałosne.
To jest żałosne.
- To jak go poznałaś? - Byłam w sklepie z bielizną.
A co on tam robił?
- Podobno kupował coś dla mamy. - Dla mamy?
- Jaki facet robi kupuje bieliznę mamy? - Nie wiem, może szukał szlafroka.
On cię podrywał. Kupował bieliznę innej kobiety.
- Wolę wersję z matką. - Wiem, że wolisz, ale nie w tym rzecz.
Rzecz w tym, że nie zacznę od nowa wiedząc, że on kłamie.
- Czemu nie? - Bo wtedy będę...
Jak ja? To chciałaś powiedzieć?
- Chciałam powiedzieć: jak ty. - Jak się nazywa?
Dlaczego?
- Znajdę go w sieci. - Znajduj swoich facetów.
Sprawdzimy, czy jego matka żyje.
- To co w końcu robi Grace? - Niedługo.
- Że co? - Co mówiłeś?
- Chcesz, żebym je tu przyprowadził? - Nie, nie rób tego.
Nie chcesz z nimi pogadać, bo nie możesz ich zabrać do siebie?
Czego ode mnie chcesz? Tylko próbuję trzymać głowę nad wodą.
- Słyszałaś o tym "lekarzu serc"? - Pewnie.
Może potrafi też pomóc kobiecie...
Case, nie jesteś chora, tylko sama.
- Musisz się odprężyć i cieszyć jazdą. - Już dawno nie jeździłam.
Po tej wesołej nowinie, rozejrzę się za kimś ciekawym i napalonym.
Poza mną?
Przyprowadzę tu te dziewczyny i porozmawiamy z nimi jak ludzie.
Potem ty pójdziesz do domu, a ja wrócę do swojego mieszkania.
Mi to pasuje, ale wiesz... nie możemy przekroczyć linii.
Poproszę dwie korony do tamtego stolika.
Przepraszam?
- Mogą być w butelkach. - Hej dupku, ja tu nie pracuję!
Przepraszam, ja...
Zaraz jakiś chirurg wyciągnie mi stopę z ust.
Niech to się nie powtórzy.
- Wiedziałem, że tu nie pracujesz. - Wiedziałeś?
Jak inaczej miałem cię wyrwać od tych facetów?
Dlaczego miałbyś to robić?
Niektórzy faceci mają wrodzoną łatwość w kontaktach z kobietami.
Lubią kobiety, kobiety lubią ich. Wszystko przebiega, jak powinno.
Na studiach nie byłem jednym z nich.
Brakowało mi podstawowych umiejętności w tych sprawach.
Ale jak każdy późno dojrzewający byłem strasznie napalony na coś wielkiego.
Nazywała się Cressida Bayler.
Wiesz może, gdzie się składa papiery?
Tak.
I moje życie już nigdy nie było takie, jak wcześniej.
- Jestem Alex. - Cressida.
To co mieliśmy było piękne.
Kocham cię.
Kocham cię bardzo.
Ja ciebie też, Alex.
Wiem, że mnie nie kochasz tak, jak ja ciebie.
Ale nie szkodzi. Cieszę się, że w ogóle mnie kochasz.
Patrząc wstecz, można powiedzieć, że poleciałem za ostro.
Ale doświadczenie dużo mnie nauczyło.
Cressida!
- Co ty robisz? - Przepraszam, Alex.
Ale ja cię kocham! Powiedz mi, co zrobiłem źle?
Stary, teraz robisz źle.
Alex przepraszam.
I poczułem się zobowiązany przekazać tą wiedzę innym.
Bo bez gierek i podstępu nie ma dziewczyny.
I jeśli ktoś się mógł urodzić bez tego, to było to Albert Brennaman.
{y: i}Kłopoty w raju Allegry
Prowadziłem interesy wyłącznie z rekomendacji. Dlatego byłem nie do złapania.
I w tym całym dyrygowaniu i kierowaniu przeznaczeniem nauczyłem się
latać poniżej zasięgu radaru.
Mam nadzieję, że jest samotna, bo nie rozbijam związków.
Cześć, dziękuję za spotkanie.
A tak, właśnie skończyła pewien związek.
To jakiś kłopot? Bo i tak już jest mi wystarczająco niezręcznie.
Mam za sobą sporo złych doświadczeń.
Kilka dobrych, i zdecydowanie więcej złych.
I jestem zdesperowany. W sumie...
To znaczy nie ogólnie, na każdą. Ale dla niej, tak.
Powiedz mi coś o niej.
Co mogę powiedzieć...
Moja firma prowadzi jej finanse, jestem jej doradcą podatkowym.
Jednym z nich. Jestem młodszym księgowym.
- Wie, że się nią interesujesz? - O nie.
Dlaczego?
- Pożyczyłem jej kiedyś pióro. - Kurczę, ma ktoś pióro?
- Albert, miażdżysz mi ramię. - Przepraszam. Proszę, Allegro.
- Allegra? Jak Allegra Cole? - Tak. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem w jej typie.
Jej poprzedni chłopak był właścicielem Szwecji, czy jakoś tak.
I był durniem. Nie wydawał mi się dobrą osobą.
Rzucasz się na słońce.
Myślisz, że nie próbowałem tego zostawić?
Że nie wiem, jakie to jest głupie?
Wiem o tym. Tylko pomyślałem, że z twoją pomocą...
Wiesz co...
Przepraszam, że zająłem ci czas.
Poczekaj, Albert.
Wiesz jak to jest budzić się co rano z poczuciem beznadziei.
Czuć, że miłość twojego życia budzi się przy niewłaściwym facecie.
Ale jednocześnie mieć nadzieję, że ona jednak znajdzie szczęście.
Nawet, jeśli bez ciebie.
Postradałeś rozum.
Cały rozum. Wiesz o tym?
Tak.
To dobrze.
Naprawdę?
Znasz Michała Anioła? Tego od Kaplicy Sykstyńskiej?
Tak.
Michał Anioł. Kaplica Sykstyńska.
- Więc zrobisz to? - Nazywam się Alex Hitchens.
Chodźmy pomalować ten sufit.
Spokojnie.
O Boże.
{y: i}Jest w windzie. {y: i}Miętówki w lewej kieszeni.
Wygląda na to, że wciąż jestem bogata.
Ale bardzo bym chciała i zastanawiałam się nad tym...
czy mogłabym sama zainwestować 500 000 dolarów?
A w co chciałaś je zainwestować, Allegro?
Cóż, to coś co jest moją prawdziwą pasją.
Marzenia zostaw sobie na później. Kiedy jesteś w pokoju, masz być w pokoju.
Skup się. Kobiety reagują, kiedy ty reagujesz na nie.
Moja przyjaciółka Maggie jest utalentowaną projektantką.
Widziałam biznesplan a próbki wyglądają rewelacyjnie.
I bardzo bym chciała w to wejść.
Powiem ci tak.
Pozwól na przygotować zestaw inwestycji, które mogłyby cię zainteresować
i w przyszłym miesiącu będziesz mogła sobie wybrać.
- Dobrze. - Świetnie. Dziękuję.
Jeszcze raz. Jaki jest cel?
Zszokować wszystkich...
Szokująco straszne. Jaki jest cel?
- Zszokować wszystkich... - Jaki jest cel?!
- Przepraszam pana. - Tak, Albert?
Tak, Albert?
Nie do końca się z tym zgadzam.
Nie do końca się zgadzasz z czym?
Uważam, że jeśli chcesz zainwestować pół miliona w przyjaciółkę
- powinnaś to zrobić. - Albert!
Nie musisz nam mówić, co robisz. Jesteśmy doradcami, a nie opiekunami.
I jeśli chcesz być uważana za dorosłą, musisz sama zacząć się uważać za taką
zamiast pytać znajomych twojego taty o pozwolenie wydawania własnych pieniędzy.
- Wystarczy tego! - Jeszcze nie skończyłem.
Czy ktoś z nas dałby sobie radę w życiu chociaż w połowie z taką klasą, jak ona?
Powinniśmy brać rady od pani, pani Cole.
- Nie odwrotnie. - Siadaj!
Nie, bo odchodzę!
Oddychaj. Jak poszło?
Nakrzyczałem na nią. Nawrzeszczałem na szefa i rzuciłem pracę.
- Co?! - Powiedziałeś... Muszę tam wrócić.
Nie kazałem ci rzucać pracy.
- Uspokój się. - Puść mnie!
Uspokój się! Dajmy jej trochę czasu, zaufaj mi.
- Tu Allegra Cole. - Otwórz.
- Masz chwilkę? - Otwórz drzwi, Albert.
Tak, cześć.
- Co słychać. - Słuchaj, Albert, prawda?
Ludzie zazwyczaj tak do mnie nie mówią.
Powiem inaczej...
Ludzie nigdy tak do mnie nie mówią.
- Stój prosto. - To chyba ich przeraża.
Ale dlatego doceniam to, co tam zrobiłeś.
Ale zastanawiałam się... Myślisz, że moglibyśmy się gdzieś spotkać w tygodniu?
Wiesz, żeby omówić te sprawy...
Finansowe sprawy.
Bo widzisz, chciałabym wiedzieć, czy stać mnie na takie ryzyko.
- Sprawdzę kalendarz... - Sprawdzę kalendarz.
Świetnie. Dam ci mój numer. Masz pióro?
Ja chyba nie mam.
Jasne.
Mów do mnie Allegra.
- Skończyłeś. - Do widzenia.
Dobra robota.
Cholera.
To jakaś dziennikarka. Przychodzi tu czasami. Świetne cycki.
- Co pije? - Zwykle piwo, ale dzisiaj Martini.
Cześć.
Zauważyłem, że kończy ci się drink, więc pozwoliłem sobie przynieść ci następny.
Dziękuję.
I nie mogłem nie zauważyć, że wyglądasz jak moja następna dziewczyna
- Jak się nazywasz? - Mówią na mnie Chip.
- Musisz im powiedzieć, żeby przestali. - To było zabawne.
Słuchaj, wiem ile odwagi musiało cię kosztować przejście przez salę i próba nawiązania kontaktu,
- więc nie bierz tego do siebie. - Masz fantastyczne oczy.
Dzięki. Tu nie chodzi o ciebie. Po prostu nie jestem zainteresowana.
- Ale dziękuję, że chciało ci się przyjść. - Nie ma za co. Lubisz kubańskie jedzenie?
Chip, to naprawdę nie było zaproszenie do dalszej rozmowy.
Zawsze jesteś taka wystraszona? Kiedy mężczyzna sprawia, że czujesz się...
jak prawdziwa kobieta?
Przepraszam za spóźnienie skarbie. Nie było taksówek. Jak spotkanie?
Był początek, środek i koniec.
Miło było cię poznać, Chip.
Ciebie też.
Z jednej strony facetowi ma być trudno się nawet odezwać do kogoś takiego, jak ty.
Ale z drugiej, czy powinno cię to martwić?
Więc tak strasznie to wygląda z zewnątrz?
Nie, jeśli zwrócisz uwagę.
Wysyłasz prawidłowe sygnały. Brak kolczyków, krótki obcas, spięte włosy.
Masz okulary do czytania, ale bez książki. Pijesz martini, czyli okropny tydzień
na który piwo nie pomoże. I masz jeszcze "odwal się" wypisane na czole.
Bo kto uwierzy, że jakiś facet usiądzie obok kobiety której nie zna
i będzie szczerze zainteresowany kim ona jest i co robi, bez własnego planu.
Nawet nie wiem jakby to miało wyglądać. Co by taki facet powiedział?
Że nazywa się Alex Hitchens i jest doradcą. Ale ona by tylko liczyła sekundy, aż odejdzie.
- Myślałaby, że jest taki, jak wszyscy. - Doświadczenie mówi, że miałaby rację.
Ale potem spytałby ją o imię, i o to co robi. I mogłaby go spławić...
albo powiedzieć...
Jestem Sara Melas. Prowadzę dział plotkarski w The Standard.
A potem zacząłby zadawać te wszystkie wścibskie pytania.
- Bo przecież jest szczerze zainteresowany. - Nie.
- Nie? - On jest zainteresowany.
Ale widzi, że nie ma najmniejszej szansy, żeby ona w to uwierzyła.
Może być zabawny i czarujący. I odświeżająco oryginalny.
- To nie pomaga. - Nienawidzisz, kiedy tak się dzieje?
Wcale nie. Pewnie by dalej prowadzili swoje życie, jakby nigdy nic.
Według mnie, całkiem dobrze.
Cieszę się, że cię poznałem Saro Melas.
Zostało Martini od pana, który właśnie wyszedł.
To dla mnie?
Vance Manson. Przepraszam za spóźnienie.
Nic się nie stało.
- Zamówić coś dla ciebie? - Nie, dziękuję, nie trzeba.
Opowiedz mi o niej.
Spotkałeś kiedyś kogoś, o kim od razu wiedziałeś, że to będzie ktoś ważny?
Nie tylko przez to jak wygląda, ale przez inne rzeczy...
- Jak się spotkaliście? - Kupowałem w sklepie pidżamę dla mamy.
Mówiąc pidżamę masz na myśli bieliznę dla innej kobiety.
Tak.
Jak kogoś takiego spotkasz, nie można nic na to poradzić.
Kupowałem ją dla kogoś, kogo już nie spotykam. Ale wracając do rzeczy...
Ona jest cudowna i słodka. Dała mi swój numer, ale nie odpowiada na telefony.
Nie wiem o co chodzi. Nie mogę o niej zapomnieć.
Jedzenie straciło smak, kolory wyblakły, a rzeczy kiedyś ważne już takie nie są.
Wszystko wróci do normy jeśli...
ją przelecę.
Przepraszam?
No wiesz, przelecę. Wejdę, wyjdę i zostawię.
- Chyba nie zrozumiałeś, czym się zajmuję. - Powiedziano mi, że pomagasz podrywać.
Tak, tylko rzecz w tym, że moi klienci naprawdę lubią kobiety.
- Takimi rzeczami się nie zajmuję. - Powiedzmy sobie jasno.
- Potrzebuję fachowej pomocy. - To na pewno.
Cieszę się, że to widzisz, bo większość ludzi nie potrafi.
Widzisz co się dzieje? Tym się zajmuję.
Wszystkim, co ma związek z siłą. Ludzie marudzą, ale w końcu robią co im każę.
Więc to taka przenośnia.
- Właśnie. - Widzisz, ja jestem dosłowny.
Więc kiedy robię tak
to znaczy, że dosłownie połamię ci gnaty jeśli jeszcze raz mnie dotkniesz.
- Dobrze pączusiu? - Tak.
Pablo, nie mogę tylko wspomnieć o restauracji. Ktoś tam musi być.
Nie, ktoś sławny, wiesz o tym.
Sara Melas?
Pani podpis.
Nienawidzę dzwonić do dziewczyny, która nie ma mojego numeru.
- Więc to ja, który nie dzwonię. Odbiór. - Masz rację, tak jest dużo lepiej.
Myślałem o tym napisie na twoim czole. Mogłabyś go zdjąć na kolację w piątek? Odbiór.
Nie mogę, muszę być na kilku imprezach.
- Plotki nie śpią. - Nie do czwartej rano.
Sobota?
Mam randkę.
Znasz definicję słowa wytrwałość?
Wymówka dla bycia uparciuchem?
Kontynuowanie działań bez względu na zniechęcanie i poprzednie porażki. Odbiór.
Dobrze panie Słownik, to co proponujesz?
Śniadanie w niedzielę. To nawet nie randka, bo robisz to z krewnymi, których nie lubisz.
- Dobrze, w niedzielę dam radę. - Zapomniałaś powiedzieć odbiór. Odbiór.
Ta rozmowa się zakończy, o ile mi nie powiesz gdzie i o której.
Siódma rano, przystań północna. Bez odbioru.
Siódma rano? Zwariowałeś? Nie dam rady na siódmą rano.
- Niedziela? - Co? - Powiedziałaś niedziela, prawda? - Tak.
A co jakbym powiedziała piątek?
Niedziela?
Chyba nie pójdziesz do kościoła.
Naprawdę myślisz, że to założę?
Bez tego będzie ci zimno.
- Dzień dobry. - To się mówi o dziesiątej.
- Jesteś wyższy, niż pamiętam. - Nie założysz tego?
- Nie, bo chcę się opalić. - Co chcesz zrobić? Zawieźć mnie do Statuy Wolności?
Jak będzie czas.
Będziesz potrzebowała tego.
Jak wyglądam?
Wspaniale.
Dobra, niech ci będzie. Gdzie się mogę przebrać?
Mijamy tą ścianę, potem w lewo i potem cały czas prosto.
- Prosto czyli gdzie? - Jedź za mną, to zobaczysz.
- A tym maleństwem możesz... - A tym maleństwem mogę ci skopać tyłek.
- Rozmyśliłeś się? - Po prostu zdechł.
- Nalałeś benzyny? - Tak.
Pewnie wessało w pieluchę.
Spróbuj jeszcze raz.
- Ślicznie się załatwiłeś. - Chodź tutaj i weź mnie do siebie.
No nie wiem, też popsujesz. I oboje będziemy uziemieni.
Nie popsułem mojego, tylko sam padł.
Wskakuj.
- Przesuń się do tyłu. - Ja będę kierować.
- Ale nie wiesz, gdzie jechać. - To mi powiedz.
Sara?
Mężczyźni to czyste ego. Nie wiem jak ze sobą wytrzymujecie.
To nie moje ego. Nie chcę popsuć niespodzianki.
Sara!
Przepraszam. Nic ci się nie stało?
- Zawsze trochę tego trzymam. - Dziękuję.
Mam kłopoty z tyłem. Zawsze tam mam woreczek z lodem.
- I jak ci się podoba? - Mieszkam w Nowym Jorku od urodzenia
- i nigdy tu nie byłam. - Tak myślałem, mało kto tu zagląda.
- Larry nas osobiście oprowadzi. - Świetnie.
Dla Hitcha wszystko.
Początkowo nazywała się Ostlich Island. Do obecnego rozmiaru powiększono ją sztucznie
ziemią wydobytą podczas budowy metra.
- Naprawdę? - Tak.
- Wiedziałeś o tym? - Tak, to moja działka.
Ponad sto milionów amerykanów może znaleźć swojego przodka wśród osób
które przypłynęły statkiem do tego portu.
Do 1910 roku 75 % mieszkańców Nowego Jorku, Chicago...
To miejsce nazywamy Słupem Pocałunku.
Plakaty pokazują, jak różne kultury całują się po długiej rozłące.
Co możemy uznać za długą rozłąkę?
To znaczy...
To się liczy?
Nie.
Moja rodzina też miała w tym swój udział.
- Naprawdę? - Tak.
Co?
- Co? - O co chodzi?
Nic. Tylko tak myślałem...
Nie możesz wiedzieć dokąd idziesz, póki nie wiesz skąd przyszedłeś.
- Nie jest tak, Larry. - Tak jak mówisz.
To dość głębokie jak na pierwszą randkę, nie?
Może sprawdzisz...
O Boże.
To mój prapradziadek, to jego podpis...
Jezu, on tu jest.
Skąd wiedziałeś?
Hitch się dowiedział ja tylko znalazłem stronę.
Przepraszam.
W mojej głowie to wyglądało inaczej.
Nikt z rodziny go więcej nie widział. Był tylko na listach gończych.
Naprawdę przepraszam.
Znalazłem go w sieci jako "Rzeźnika z Cadeese".
Myślałem, że chodzi o zawód.
Nagłówki...
To takie rodzinne dziedzictwo o którym staramy się zapomnieć.
Dziękuję. To była...
Wielka wtopa.
- Nie... - Jest taksówka.
Dzięki.
Papa.
Taxi!
- Nieźle cię wpakował. - Było fajnie.
W katastroficzny sposób. To nie do końca jest malinka.
Przynajmniej nadaje się na historię, prawda?
- Prawda? - Spróbuj z majonezem, jest świetne.
Znowu się z nim spotkasz?
Sama mówiłaś, że oczekuję po facetach, że się na nich zawiodę.
- Zakładam, że nie wypali. - I tak sie stało.
Tak, ale zrobił to z hukiem.
- Naprawdę, Casey. - I to jest dobra ścieżka?
Tak. Tak myślę.
Tak jak ćwiczyliśmy, szybko i prosto. Tylko zostawisz wiadomość.
Kobiety jak Allegra nie odpowiadają na nieznane numery.
Odebrała!
Witam panno Cole. Łączę z panem Albertem Brennemanem.
- Chwileczkę. - Nie. Powiedz, że jestem na obiedzie.
Zadzwoniliśmy, żeby powiedzieć, że jesteś na obiedzie?
Allegra? Cześć, tutaj Albert Brennaman.
- Cześć, co słychać? - W porządku, wszystko.
Dzwonię w sprawie najbliższej środy.
- Nie dam rady. - A kiedy będziesz mógł?
Kiedy będę mógł...?
Nie wiem, cały przyszły tydzień mam zawalony.
Ale wszystko w porządku.
Na pewno mi się uda.
Tak, na pewno.
- Co się tam dzieje? - Tylko coś się rozsypało...
- Sky Studios. - Dzisiaj wieczorem będę na pokazie w Sky Studios.
Pomyślałem, że to może zainteresować twoją przyjaciółkę projektantkę.
- Na pewno. - Świetnie! Przełączę cię z powrotem do...
- To był świetny pomysł. - Też tak myślę.
- Gdzie jest Maggie? - Spóźni się jak zwykle.
Tej nocy masz być jak góra lodowa.
- Wiesz dlaczego? - Bo jestem fajny?
- Nie. - Wiem, nie jestem.
Jak góra lodowa, czyli 90% twojej masy leży pod powierzchnią.
Wiem, że jestem ciężki.
To przenośnia, mówię o tym, jaki jesteś.
Księgowość, interesy, to tylko mała część prawdziwego, głębokiego Alberta.
Będzie głośno, więc będzie okazja na przełamanie bariery dotyku.
Idźcie tam, gdzie jest najgłośniej, zaproponuj jej drinka
nachyl się, przesuń rękę na jej plecy i powiedz jej to do ucha, jak sekret.
Uważaj na rękę, za wysoko oznacza, że chcesz być przyjacielem
za nisko oznacza, że chcesz złapać za tyłek.
Przyjaciel, tyłek, ja.
Allegra Cole to znana osobistość. Ci, którzy z nią rozmawiają, ciebie ignorują.
Ale ma klasę, więc cię przedstawi. Wtedy uściśnij rękę mocno i mów głośno.
Pokaż jej, że potrafisz stać u jej boku.
To jest Albert. Albert, to jest Zan.
- To znajomy Maggie. - Byłaś w tej restauracji brazylijskiej?
- Nie, ale mam zamiar... - Jest odrażająca. Napisałem artykuł.
- Widziałaś ten nowy pomnik nad morzem? - Tak, a ty...?
Odrażający...
Kobiety zawsze wiedzą, kiedy udajesz.
Najgorsze co możesz zrobić, to udawać. Bo jesteś świetnym facetem
i masz coś dla Allegry, czego inni nie mają.
Jak masz na imię?
Egon.
Co myślisz o projekcie nowego stadionu w zachodniej dzielnicy?
Niech zgadnę... odrażający?
Przemyśl to. Wrócimy.
Dziękuję. Nie znoszę tych facetów.
Naprawdę? Ja ich polubiłem.
Ale cały czas pamiętaj, że tej nocy nie chodzi o Allegrę.
- Nie? - Nie. Chodzi o Maggie.
Najlepszy przyjaciel kobiety musi podejmować takie decyzje.
Więc nie wolno ci tego zepsuć. - Albert, poznaj Maggie.
- Cześć Maggie. Cieszę się, że mogę cię poznać. - Ja jestem Maggie.
Tak naprawdę Magnus Forester. Dziękuję za zaproszenie.
- Bardzo miękkie dłonie. - Dziękuję.
- Twoje też. - Dziękuję.
Więc tej nocy koncentrujesz się na tylko jednej rzeczy.
Maggie. - Skąd się biorą twoje pomysły?
O rany. Wszystko co widzę, coś w gazecie,
Coś z ulicy, ze starego filmu.
Zdolność tworzenia zawsze mnie zdumiewała.
- To śliczny krawat, nie taki jak reszta... - Dziękuję.
- To gej? - Nie wydaje mi się.
Podoba mi się.
Jeśli chodzi o muzykę. Generalnie mam twarde zasady jeśli chodzi o tańczenie.
- Ale jak poprosi, nie możesz powiedzieć nie. - O taniec akurat się nie martwię.
- Ale jeśli tam będą ludzie... - Przepraszam, ale muszę sprawdzić.
Pokaż co masz na myśli mówić, że o taniec się nie martwisz.
O to w tym chodzi.
Widzisz to?
Tak rozpalam ogień
I robię pizzę
pizza zawsze dobrze wychodzi.
Nie mam jeszcze dosyć, i wtedy...
Patyczki...
wyrzucam je.
Jak to nie zadziała, to robię tak.
Nie rób tego nigdy więcej.
Słyszysz mnie?
- Tak wyrażam siebie. - Nie, nie.
Na pewno nie tak.
Masz wyglądać tak. Dokładnie tak.
To wszystko. Nie tak.
Nie potrzebujemy pizzy. Mają swoje żarcie.
Łokcie. 20 cm od tułowia. Zgięte pod kątem prostym.
Nie zagryzaj warg. Przestań.
Kobiety wiążą taniec z seksem. Nawet dobry tancerz może to stracić przez coś takiego.
Tego się jeszcze muszę nauczyć.
Nie możesz przestać. Nie możesz...
Co dalej?
Wynoś się.
Dziękuję.
Lubisz Knicks'ów?
Są nalepsi.
- Przykro mi. - Dlaczego?
- Była tam? - Wychodzi na to, że tak.
- Jak mogłam to odpuścić. - Może, ale jest gorzej.
- Nie wierzę w to. - Myślałem, że to ochroniarz.
Teraz to ja potrzebuję ochrony. Max będzie...
Bardzo zdenerwowany. Jak wsiadałem w pociąg myślałem, że to będzie dobry dzień.
Kim do diabła jest Albert Brennaman?
- Jak to się mogło stać? - Byli tam fotografowie.
- Czy to dla ciebie wygląda jak taniec? - Wygląda trochę jak ja.
Nie. Tam jest za dużo ciebie takiego, jakiego nie powinno być.
- To tylko jeden taniec. - Nie.
Jeden taniec, spojrzenie, pocałunek. To wszystko, co dostajemy Albert.
Jest jedna szansa na stworzenie różnicy pomiędzy
"szczęśliwi na zawsze" i "to jakiś facet, od którego coś chciałam".
Rozumiesz?
- Co? - Powiedziałeś pocałunek.
To jakiś problem?
To nie problem, ale...
Albert, 8 na 10 kobiet uważa, że pierwszy pocałunek powie im wszystko.
I uwierz mi, na pewno już o tym myślała.
- Myślała? - Pewnie.
To znaczy, nie tak, żeby to zaczynać, więc to nic wielkiego...
- Nic wielkiego... - To coś bardzo wielkiego!
Ogromna sprawa. W ogóle nie słuchasz.
Zakoduj to sobie w głowie.
Jutro wieczorem Allegra Cole może przeżyć swój ostatni pierwszy pocałunek.
Dobra, pokaż mi co potrafisz.
- To znaczy? - Pokaż mi, jakbyś mnie pocałował.
- Nie pocałowałbym cię. - Nie jestem sobą, tylko Allegrą.
Ale nie naprawdę.
Wieczór się kończy, odwozisz mnie do mieszkania
- oczaruj mnie. - Naprawdę nie czuję się dobrze...
Albert, doskonale się z tobą bawiłam.
To do następnego razu.
Widzisz co robię? To jest sygnał.
Brzęczę kluczami.
Kobieta, która nie chce pocałunku wyciąga klucz, otwiera i wchodzi.
Kobieta która chce, pobrzękuje.
- Ja pobrzękuję. - Dobranoc, Allegra.
- Widzisz co robię? - Okradasz mnie?
Nie.
Większość facetów pogania pierwszy pocałunek.
Ale ty taki nie jesteś.
Tajemnica pocałunku, to przebyć 90 % drogi
a potem się zatrzymać.
- Na jak długo. - Tyle, ile trzeba.
- Żeby ona przeszła ostatnie 10. - No dobra 90 na 10.
Dawaj. Twoja kolej.
Doskonale się dzisiaj bawiłam.
Ja też, Allegro.
Masz zarost.
- Jesteś wysoki. - Za daleko.
Przeszedłem 90.
Ale masz robić, jak uważasz.
Jestem Allegra Cole. Kobieta z twoich snów.
Której zielone oczy są jak jeziora pożądania.
Oczaruj mnie, Albert. Oczaruj...
- Co to do cholery było? - Oczarowałem cię.
Powiedziałem 90 % a ja ostatnie 10!
Nie przechodzisz całych 100. Moje usta były otwarte.
Ty napalony dziku!
I jak było?
Przyszli razem, tańczyli razem i wyszli razem.
- Jest słodki, ona też tak... - Z tego co wiem, jest uroczy.
- Ale żeby się z nią umawiał. - Denerwujesz się.
Chyba się nie rozumiemy. Jak zapraszasz Allegrę, powinnaś zadzwonić do mnie.
Sara, nie zapraszałam jej. Szczerze. Myślałam, że jest w Europie.
- Więc zaprosiłaś Alberta? - Nie.
Bilety należały do jakiegoś... Alexa Hitchensa.
Hej, tu Sara.
Chciałam ci tylko podziękować
za niezapomniane przeżycie.
Jak chcesz znowu spróbować możesz przyjechać na targ rybny dziś o ósmej.
Dobrze. Pa.
- Myślisz, że przyjdzie? - Tak.
Jest za dobrym graczem, żeby mieć w aktach nieudaną randkę.
- To twoje źródło, czy randka? - Źródło.
Brzmiało jak randka.
Tak powinno.
Więc wygląda na randkę i brzmi jak randka, ale...
- to nie randka? - Tak. Właśnie.
Tylko sprawdzam.
Cześć. Nie byłam pewna, czy dostałeś wiadomość.
Ja nie byłem pewien, czy dzwoniłaś do właściwego faceta.
- Pewnie kombinujesz jak mnie ukarać. - Bardzo bym ci chciała odpłacić.
To chyba jest twoje.
Dziękuję. Powieszę to na mojej ścianie wstydu.
- Naprawdę? Jest cała ściana? - Co będziemy robić?
Byłeś kiedyś na pokazie jedzenia? Raz w miesiącu, kucharze z całego miasta...
- Byłeś kiedyś w kuchni? - Radzę sobie z upałem, jeśli o tym mówisz.
Dobrze. Bo tam jest mój szef i jego żona.
Ciekawe.
Idea jest taka, że płacimy, żeby sami sobie gotować.
Inna idea jest taka, żebyś się zamknął.
Czas mija i coraz mniej wychodzimy. Za kilka lat utkwimy w naszym mieszkaniu na dobre.
- Ty też siedzisz w czasopismach? - Nie, jestem psychiatrą.
W życiu bym nie powiedział.
Saro, nie mówiłaś mi jeszcze jak było na pokazie w Sky Studios?
Spotkałaś kogoś wartego wspomnienia?
Nie.
Naprawdę? To bardzo dziwne.
- Max! - Teraz ty jesteś dziwny.
Zawsze jestem dziwny. Dlatego jesteśmy małżeństwem.
Jeśli już o tym mówimy, jakie są twoje zamiary co do Sary?
Wiesz co, właściwie spotkałam tam kogoś.
Spotkałam twoich znajomych Alberta i Allegrę.
- Kogo i kogo? - Allegra Cole? Naprawdę?
Jak ją poznałeś?
- Nie poznałem. - Ale znasz Alberta?
- Nie. - Miał twój bilet.
To znaczy... Jak dobrze możesz znać swojego księgowego.
Mówi ci piętnaście, i wiesz, że powiedział ci piętnaście.
Panie i panowie, łódeczki z musem cytrynowym, specjalność naszego szefa.
- Dziękujemy. - Smacznego.
Są naprawdę dobre.
Jestem pod wrażeniem.
- Dlaczego? - Wiesz, ludzie nie mogą się zwykle doczekać
żeby móc poplotkować o takich znajomościach. Jesteś bardzo dyskretny.
- To bardzo ujmujące. - Dokładnie tak, więc może zmienimy temat?
- Nic ci nie jest? - Nie, nie. W porządku.
Sara mi powiedziała, że jesteś konsultantem.
Tak. Głównie marketing i reklama...
- Nie mam pojęcia co to jest. - Nikt nie ma. Dlatego tyle płacą.
- Na pewno dobrze się czujesz? - Tak, nic mi nie jest.
Czy kogoś coś swędzi, czy tylko mnie?
- Wiem, co się dzieje. - Nie, nie.
Myślisz, że jestem zestresowany, bo chcę zrobić dobre wrażenie
i nie radzę sobie z zaangażowaniem.
Staram się uniknąć tej kłopotliwej rozmowy.
Nie. Myślę, że jesteś uczulony na jedzenie.
Gdzie jest Benadryl?
- Stojak drugi. - Gdzie to jest?
- Ten z wielką dwójką. - Sara, nic mi nie jest.
- Na pewno na dwójce? - Nie.
To nic poważnego.
Więcej Benadrylu, więcej.
Co za świństwo zrobili.
No dalej!
Nieźle nam idzie. Jeszcze kilka bloków i się położysz.
- O kim jest ta piosenka? - O dziewczynie w ogniu.
Powinieneś odpuścić sobie śpiewanie.
Z lodem byłoby świetne.
Dobre, nie?
Mogłabym cię teraz spytać o cokolwiek.
Nie. Jestem jak zamknięty skarbiec.
Co taka kobieta robiła z księgowym?
Idą na mecz Knicksów.
Tak. Na pewno.
- On ją bardzo kocha. - Na pewno kocha.
Mówię ci. Ludzie całe życie szukają
powodów dla których żyją...
Nie mam pojęcia o tym.
Miałabyś, jakbyś zobaczyła.
Czasami bardzo trudno się w tym wszystkim połapać.
A ty? Byłeś kiedyś zakochany?
Tak.
Ale nigdy o tym nie będziesz wiedziała.
Dobrze, dobrze. Już wystarczy ci soczku.
To jakieś miejsce.
Mieszkasz tu sama?
Tak. Tak wolę.
A ty?
Nie miałem lokatora od koledżu. Będzie się żenił z moją siostrą.
- Naprawdę? - Tak, niedługo będą mieli dziecko.
Wujek Hitch.
Dziękuję.
- Jak się czujesz? - Dobrze.
Odprężony.
A ty masz jakieś rodzeństwo?
Siostrę. Maria.
Mieszka w Waszyngtonie.
Młodsza, prawda?
Słychać to w twoim głosie.
Taka chęć ochraniania.
Chyba tak.
Kiedyś prawie zginęła.
Miałam dziesięć lat.
Jeździliśmy na łyżwach po zamarzniętym stawie
i wpadła pod lód.
Ojciec ją wyciągnął
i robił sztuczne oddychanie.
Najdłuższe trzy minuty w moim życiu.
Nie dziwię się.
Chyba jeszcze z tym sobie nie poradziłam.
To mocno na ciebie wpłynęło, prawda?
W jednej chwili szybujesz po niebie
w następnej stoisz w deszczu i patrzysz na rozpadające się życie.
Tylko wtedy to był śnieg.
Tak. Miałem powiedzieć, że śnieg.
Powiedziałeś deszcz.
To taki rodzaj przewidywania.
A tobie co się stało?
To nie takie dramatyczne, jak wpadnięcie pod lód.
Też to miałaś.
Na pewno.
Zawód miłosny?
Tak.
Chyba najlepiej wcale nie kochać, prawda?
Ani jeździć na łyżwach.
Hitch?
Jesteś tu?
Sara, jesteś idiotką.
Powinnaś wiedzieć. Straszną idiotką...
Mam wrócić później?
Cześć.
- Myślałam, że wyszedłeś. - Wyszedłem, ale...
Ale potem wróciłem. Ze śniadaniem.
Pomyślałem, że przynajmniej tyle mogę zrobić.
Nie wiem, co pijesz. Więc mam kawę z mlekiem, herbatę
i coś z "Czaj" w nazwie.
- Dla mnie herbata. - Herbata. Miałem nadzieję, że tak powiesz.
Boże, jesteś rannym ptaszkiem, prawda?
Zawsze powtarzam klientom: "Zaczynaj każdy dzień, jakby miał swój cel".
- Piękny dzień. - Tak.
- Piękna dziewczyna. - Dziękuję.
Ja idę tam.
A ja tam.
Zrób coś, od czasu do czasu.
To znaczy, przez telefon.
Na pewno zrobię.
Dobrze.
Muszę iść do pracy.
No dobrze.
Do zobaczenia.
Możesz uwierzyć jaki piękny dzisiaj dzień?
Nie? Co się stało, pączusiu?
Jaka jestem głupia. Mogłam ciebie posłuchać z tą randką.
Z kim?
- Z facetem od bielizny? - Vance Manson.
Taka z niego świnia, że pewnie nigdy nie miał matki.
- Aż tak źle? - Umówił się ze mną i był czuły i słodki.
Mówił te wszystkie rzeczy. Że mu nic nie smakuje, że chce mieć trójkę dzieci.
Więc przespałaś się z nim?
- Nie widziałam, żeby ktoś tak szybko się ubierał. - Przykro mi, Casey.
- Pewnie umrę samotnie. - Wcale nie!
Poznasz świetnego faceta ze świetnym uśmiechem i objedziecie cały świat.
Kim jesteś i co zrobiłaś z moją przyjaciółką?
To prawda. Tylko cię jeszcze nie znalazł.
Zgadnij co powiedział, kiedy odchodził.
- "Lekarz serc" pocałował mnie w dupę. - Co to znaczy?
To znaczy, że gdzieś tam jest.
I jak go spotkam, będzie potrzebował prawdziwego lekarza.
To on.
- Vance? To ty? - Tak. Witam.
Sara Melas z The Standard. Chciałam porozmawiać z tobą
o konsultancie od randek, który pomógł ci zerwać z Casey Stanwick.
Jak nie chcesz o tym rozmawiać to i tak o tym napiszę.
- I dostaniesz wielki tytuł z własną fotką. - Co?
- Świetnie. - Już sobie wyobrażam, co powiedzą twoi klienci.
Nie masz dowodów, nie znasz faktów.
Fakty? Prowadzę dział plotkarski a nie wieści ze świata.
- Ile będzie mnie to kosztowało? - Nie chcę pieniędzy, tylko nazwisko.
- Nie wiem jak się nazywa. - A co wiesz?
To wiem.
Wszystko z powodu marnego dymanka.
Zadowolona?
Prawie.
- To naprawdę konieczne? - Widziałeś swoje plecy?
Nie, ale widziałem przód i powinniśmy zacząć od siłowni.
Boże wszechmocny!
- Halo? - Rany, to wariactwo.
- Słyszę cię i już się cieszę. - Co słychać?
Całkiem dobrze. Właściwie trochę dziwnie...
Ale właściwie to dobrze.
- Co to było? - To tylko...
jakiś facet krzyczy.
Czy w jakiejś sytuacji nazwałabyś randką zniekształcenie twarzy i interwencję medyczną?
- Prawdopodobnie nie. - Co powiesz żeby to naprawić?
- A co masz na myśli? - Kolacja u mnie.
Bo jakiekolwiek miejsce publiczne z tobą nie wchodzi w rachubę.
Wystarczy. Dziękuję bardzo.
- Co to jest? - To taki...
- pokaz fryzjerski. - Pokaz fryzjerski?
Jest duński.
- Więc w piątek? - Nie mogę.
Mam iść ze znajomym na randki. Wiesz, jako wsparcie.
Ale jutro jestem wolna.
- Świetnie. O ósmej? - Jasne.
- Dobrze. Papa. - Pa.
Nie było tak źle, prawda?
- To tak się to robi? - Czyli jak?
Świetne miejsca. Świetny mecz.
Świetna randka.
To znaczy... w pewnym sensie. Dla mnie...
- czuję się jak... - Na randce?
- Tak. - Tak.
Patrz, wygląda na szczęśliwą.
Nie widzę, żeby taki gość skończył z taką laską.
Jestem zazdrosna. Zawsze chciałam to umieć robić.
Naprawdę? Dzisiaj jest twój szczęśliwy wieczór. Pokaż co umiesz.
Dobrze. Gotowy?
Przepraszam...
Czyli jutro, zoo w Central parku, w południe przy światłach morskich.
Nie martw się, ja cię znajdę. Do jutra.
Nie, przepraszam...
Niech to szlag.
Hej! To było to!
Jacy oni są słodcy!
Dziękuję.
Świetnie się dzisiaj bawiłam.
Ja też, Allegro.
Cóż...
Dobranoc.
Dobranoc, Albert.
- Allegra. - Tak?
Poczekaj.
Podobają mi się twoje usta.
Mi twoje też.
- Dobranoc. - Dobranoc.
- Masz coś? - Na razie nic.
Ale mam świetne fotki, jak obgryzasz paznokcie.
Świetna historia.
- Ktoś idzie. - Naprawdę?
- Tak, ściskają sobie dłonie. - Świetnie, nie mogę się doczekać jak go dorwę.
Zrób dobre zdjęcia jego twarzy.
- Jak wygląda. - Wysoki, czarne włosy, przystojny.
Podstawowe zasady: "Nieważne co, kto ani kiedy"
- To mnie dobija. - Jeff i tak nieźle udaje hetero.
- Jak długo ją kochasz? - Trudno powiedzieć... jakieś dwa i pół roku.
Popatrz.
- Skąd masz moją wizytówkę? - Albert... Brennaman.
- Świetny facet, nie? - Doskonały.
Co... Sara!
Miło było cię poznać, Jeff.
{y:i}- Skąd masz moją wizytówkę? {y:i}- Albert... Brennaman.
{y:i}- Świetny facet, nie? {y:i}- Doskonały.
- Na pewno chcesz to zrobić? - Dlaczego miałabym nie?
Luise powiedziała coś ciekawego w drodze do domu.
Ludzie ostrożni obawiają się, że...
ktoś może ich przejrzeć. Dlatego ukrywają się za tajemnicami, albo humorem.
W tym przypadku będzie musiał wymyślić o wiele więcej na swoją obronę.
Miała na myśli ciebie.
Co mam powiedzieć?
Że go polubiłam? Tak. Polubiłam go.
Cóż... To jego koszula.
- Przemyśl to i zadzwoń do mnie. - Dzięki.
- Tak? - Sara Melas przyszła do ciebie, Misiu.
Dzięki Raoul, wpuść ją. I przestań nazywać mnie Misiu.
Twój widok cieszy moje oczy.
To chyba należy do ciebie.
Wygląda jak kiepskie spodnie.
- Więc to tak wygląda. - Właśnie tak.
- Interes musi się kręcić. - Ma swoje plusy.
Założę się.
- Zły dzień? - Można tak powiedzieć.
Może usiądziesz i odprężysz się. Ja wszystko przygotuję.
Hiszpańskie wino?
- Czyż to nie cudownie? - Daj, naleję ci.
Nie trzeba.
- Chcesz trochę? - Jasne.
Więc, "Hitch".
Co to za część mowy?
To zależy.
Rozumiem. Za co powinniśmy wypić?
Nigdy nie kłam, nie oszukuj nie kradnij i nie pij.
Ale jak musisz kłamać, kłam w ramionach ukochanej.
Jeśli musisz kraść, kradnij złym ludziom.
Jeśli musisz oszukiwać, oszukuj śmierć.
A jeśli musisz pić, pij za chwile, które zapierają dech w piersiach.
Sam to wymyśliłeś?
Czuj się jak u siebie. Sprawdzę, co z risotto.
Popatrz na to. Który jest od muzyki?
Światłami też można?
Pomogę ci z tym.
To, to jest coś.
- Co ty wyprawiasz? - Jak to dokładnie działa?
Zazwyczaj, najpierw kolacja, potem deser.
Nie, nie. Mam na myśli twój kwitnący interes.
Nie udzielam wywiadów.
Jeśli wrócimy do kolacji, chętnie o tym porozmawiam.
Świetny pomysł. Ty zaczynaj.
Może bym zaczął, gdybyś zaczęła chrapać.
A co, jeśli ci powiem, że wiem dokładnie, czym się zajmujesz.
I jak to robisz. I uważam, że to jest podłe.
Wiesz co. Może lepiej wyjdziemy na kolację.
Tak, znam świetną tajemniczą restaurację. Chodźmy tam razem.
Może lepiej dam ci tasak, rzeźniku?
- Może mi daj! - Co się z tobą dzieje?
Nic, czego nie naprawi historia na pierwszej stronie.
Więc o to ci chodzi?
Albert i Allegra na okładce twojego szmatławca?
- Przez ciebie tam są. - Przez ciebie.
Przez niego. On do ciebie zadzwonił.
Hitch, posłuchaj Misiu. Muszę zabrać moją dziewczynę gdzieś na rocznicę.
Może to nie twoja sprawa, albo może tak.
- O co ci chodzi, Raoul? - To ty, prawda?
{y:i}TRENER ROKU {y:i}Wpakuje cię do łóżka Allegry Cole
I jak przyjacielu? Jaka ona jest? Niezła, co?
Mówię ci, to on.
Przepraszam. Znasz go?
Nie.
Popatrz mi w oczy i powiedz, że on cię nie wynajął.
Nigdy nie widziałem tego człowieka na oczy, proszę pani.
Na razie, Tony.
Albert, tu Hitch. Wszystko w porządku?
Nie mogę za bardzo teraz rozmawiać...
Kobiety zostaną na miejscach. Mężczyźni będą się przesuwać.
Na lewo na dźwięk gongu.
Każdy ma dwie minuty, w sumie cztery.
Więc rozmawiajcie, aż usłyszycie gong.
Jeśli wam się uda, dostaniecie numerki. Jeśli nie, może następnym razem.
Panie, zajmujcie miejsca.
Casey, jesteś żyjącym świadectwem na bezustanne starania.
Dzięki, że przyszłaś. Wiem, że to żałosne, ale lepiej się poczuję.
Naprawdę wolę Rachmaninova niż ciężkich twórców romantycznych,
ale pomimo swojego antysemityzmu moim ulubieńcem wciąż jest Wagner.
- Dziękuję, pa. - Pa.
Cześć.
Przepraszam, to moje miejsce.
Cześć.
- Cześć. - Cześć, nazywam się Ron.
Albert Brennaman to dobry człowiek. Właściwie to świetny facet.
I rozwaliłaś swoją gazetą jego życie na kawałki.
A na mnie jesteś zła, za to czym się zajmuję?
Już mam twój numer, więc idź lepiej konsultować swoje sumienie.
- Albert jest w niej zakochany. - Jasne, tak jak Sebastian?
- Jakiś problem? - Nie, jeszcze chwilka.
- Masz coś przeciwko zakochiwaniu się? - Nic.
Chcę chronić kobiety od takich dupków jak ty.
Raz wspinałem się na lodowiec.
- Nawet mnie nie znasz. - A czyja to wina?
- ...i lód zaczął się odrywać. - Na pewno. Przepraszam.
- Znasz tego faceta? - Najwyraźniej nie.
- Siedzisz na moim miejscu. - Nie chciałbyś... to dla twojego dobra, uwierz mi.
Ogólnie lubię sporty na zewnątrz, ale pozostałe też...
Pewne aspekty mojej pracy powinny zostać tajemnicą.
A moją pracą jest ujawnianie prawdy.
Prawdy? Nie poznałabyś prawdy, jakby cię strzeliła w głowę.
- A jeśli Albert musi na tym ucierpi, to trudno. - Powiedz, co naprawdę cię wkurza?
Dobra, koleś już czekałem za długo...
Przepraszam.
Nie powinieneś się przesiadać, on powinien...
- Nic nie szkodzi. Jestem Alex Hitchens. - Ja jestem Casey.
- Cześć Casey. - Pracuję dla małego wydawnictwa
chociaż w sumie nie chcę tam pracować. Ale w sumie jest niezłe.
Poznałeś mnie, manipulowałeś mną. Znalazłeś o mnie informacje
i pokazałeś mi podpis mojego prapradziadka.
- Ty to zrobiłeś? To było słodkie. - Dziękuję.
- Casey, nie pomagasz. - Przepraszam, mam randkę.
Czy kobieta kiedyś pomyślała, że facet może mieć jakiś plan.
Bo wiesz, może być zdenerwowany. Obawiać się, co powiesz na jego "lubię cię".
Lubię cię. Lubię cię!
- Mi się podoba. - Ale nie powinno się takich rzeczy mówić...
Ja kiedyś tak zrobiłem i nie skończyło się dobrze.
Zrobiłeś to i ja też cię lubiłam.
Tylko nie chciałam być obrabiana przez zawodowca.
On nie ma plakietki.
A szczery i spontaniczny byłeś tylko kiedy wszystko szło źle.
- Wszystko miałeś w głowie. - Przepraszam, czy my się znamy?
Nie wydaje mi się. Mam być spontaniczny?
- Jasne, chcesz dalej kręcić? - Wiecie co, to bardzo rozprasza
a ja nie miałam numerku od roku!
Przepraszam, może wrócicie do swoich randek.
Albo gdziekolwiek.
A może z banku?
Jak chcesz się umówić, zadzwoń do niego to złapiesz kogoś w Hiltonie.
To jest to. Jesteś "lekarzem serc", prawda?
- Jesteś "lekarzem serc"? - Mamy tu jakiś problem?
O tak. Wielki. Co ja ci takiego zrobiłam?
Czy coś przeoczyłem?
Będzie pan musiał nas opuścić.
Może pójdziesz do baru go-go ze swoim kumplem Vancem?
Nie do wiary.
To twoje źródło?
Pogrzebałeś się Alex.
- A ty nie słuchałaś. - Słyszałam każde słowo.
Jesteś szumowiną. Oszukujesz kobiety, żeby...
Żeby odnalazły swoją drogę. Żeby świetni faceci, jak Albert mieli swoją szansę.
Nie. Chcę, żeby wszyscy się teraz rozejrzeli.
Bo właśnie dlatego zakochiwanie się jest tak cholernie trudne.
Idziemy, proszę pana.
A Vance Manson to świnia. I nie chciałem dla niego pracować.
Poczytaj swoje faxy dokładnie.
To przez durni jak on mam w ogóle co robić.
Miałem co robić.
Uwierzyłabyś w to?
Właściwie tak.
{y:i}Uzupełniasz mnie.
{y:i}- Ja tylko... {y:i}- Zamknij się.
Bez komentarza.
Nie, nie.
To jest...
nieoficjalnie.
Przyszłam cię przeprosić. Wymyśliłam te rzeczy o tobie
w oparciu o coś, co nie było prawdą.
I chyba...
- Chyba Casey ma rację, mój najlepszy przyjaciel... - Wiem o co chodziło.
Powinnam cię była spytać. Ale czasami jesteś taki ostrożny
i nie chciałam być kolejnym powodem...
Nie jestem kimś, kto lubi się wiązać po pewnym punkcie.
A ten punkt nastąpił około tygodnia temu.
Więc...
chciałam tylko powiedzieć, że naprawdę mi przykro.
I nie chciałam cię zranić.
Nie zraniłaś.
Ulżyło mi.
{y:i}Ty to zrobiłeś!
- Jak leci? - Nieźle, a u ciebie?
Co tam masz?
To? I tak już nie zaszkodzi na moje serce.
Nie oddzwoniła?
Chcesz kawy?
Chcę, żebyś to naprawił.
Nie mam już nic, Albert.
Jak chcesz coś zrobić, odpuść sobie.
Szczerze mówiąc, nigdy się tak nie czułem.
Odchodzę od zmysłów.
Chcę się rzucić z każdego budynku w mieście. Albo rzucić pod każdy samochód.
Nie mogę o niej przestać myśleć.
- Przestaniesz, tylko poczekaj trochę. - Ale ja nie chcę.
Całe życie czułem się okropnie. I jeśli tylko tak mogę do niej wrócić
- to niech tak będzie. - Nie, nie będzie.
Możesz się zmienić i przystosować.
Żebyś nigdy się już nie czuł jak teraz. Nigdy więcej!
Nie rozumiesz tego, prawda?
Rozumiem.
Powiem tak. Sprzedajesz towar, w który sam nie wierzysz.
- Miłość to moje życie. - Nie, to twoja praca.
Jeśli chcesz skakać bez spadochronu proszę bardzo.
Ale wybacz, że nie dołączę.
Dla ciebie nigdy nie chodziło o miłość, prawda?
Cały czas myślałem, że to ja jestem tchórzem.
- Gdzie idziesz? - Polatać w powietrzu.
Allegra!
Taxi!
Allegra!
Taxi!
Pan Hitchens.
Dziękuję, że się pani chciała ze mną spotkać.
Powiedział pan, że to sprawa życia i śmierci.
Ten mężczyzna zaprzedałby duszę, żeby pani była szczęśliwa.
Czy to nie czyni pana diabłem?
Moją pracą nie jest oszukiwanie, tylko stwarzanie okazji.
Jak w tym przypadku.
- Zauważyłaby go pani w innym przypadku? - Tak. - Naprawdę?
W końcu.
Może.
Skąd pan tyle o mnie wiedział?
Odrobił pan swoje zadanie.
Jak w szkole wszyscy mi dokuczali, bo nie potrafiłam gwizdać?
I że ma tańczyć jak łamaga, bo ja też nie potrafię tańczyć?
I żeby upaćkał sobie koszulę, żebym czuła się mniej głupio?
- To był wszystko pan, prawda? - Nie.
- Oczywiście, że nie. - To był on?
To wszystko Albert sam wymyślił.
To pan wymyślił numer z inhalatorem?
Proszę przestać. Nie pokazał go pani.
Zatkało go zanim mnie pocałował.
Więc to...
to zadziałało na panią?
To było urocze.
A co pan zrobił?
Nic.
Absolutnie nic.
- To taki miałeś plan cały czas? - Cześć, Albert.
Odpłynąć o zachodzie słońca z moją dziewczyną?!
Albert!
- Byłeś dla mnie jak brat! - Albert!
- Przyszedł tu dla ciebie. - Kto?
Facet, którego dusisz.
- Kocham cię. - Ja cię kocham.
- Ja ciebie bardziej. - To ja ciebie bardziej.
Muszę coś załatwić. Więc...
- Kto tam? - Hitch.
Możemy porozmawiać?
Co?
Prawie dostałem.
Chciałem wpaść...
Chodzi o to, że...
to dziwne, lepiej mi idzie za drzwiami...
może zamknę usta.
Bo wiedziałem, że w końcu będę...
no wiesz, tutaj. Ale myślałem...
no wiesz...
nic nie wyjdzie, jak...
i mnie rozwali.
- Możemy zamknąć drzwi? - Co?
- Przepraszam, ale lepiej będzie... - Mówisz poważnie?
Czego chcesz, Hitch?
Ciebie.
Z całej masy powodów, które dla mnie nie mają sensu.
No bo byliśmy na trzech randkach. To jakieś wariactwo.
To wariactwo, bo wiem. Bo głęboko wiem,
tam głęboko, w tamtym rejonie,
że wiem, że chcę
że chcę być
nieszczęśliwy, naprawdę nieszczęśliwy
bo jeśli tego trzeba, żebym był szczęśliwy
To nie tak miało być.
- Co z tobą do cholery?! - Nic!
Nie, nie z tobą.
Mówię do siebie.
Alex Hitchens, Tom Reno.
Zaniosę to do samochodu.
Może jest tak, jak mówiłeś. Pójdziemy swoimi ścieżkami i będzie dobrze.
A jeśli dobrze to za mało?
Jeśli chcę, żeby było wyjątkowo?
Nie ma czegoś takiego.
Boję się tak samo, jak ty. Ale jestem tutaj.
- I nasz czas jest teraz. - A wcześniej co było?
Jestem facetem. Odkąd to wiążemy się od początku?
A ja realistką. I wiem co miłość robi z ludźmi.
- Nie wiesz. - Kluczyki.
Nie wiem kto to jest. I nie obchodzi mnie to.
Ale wiem, że nie będzie do ciebie czuł tego, co ja.
Przestaw bieg.
Zamknijcie się obaj!
- W porządku? - Tak. Nie. Czemu?
Nigdy nie będzie ci dobrze. Ani mnie.
Może ja poprowadzę.
Chcesz się zabić?
- Jeśli to będzie potrzebne. - Sara, co się stało?
- Wskoczył na samochód. - Po co?
Bo to robią ludzie.
Żyją. I mają nadzieję, że potrafią latać.
Bo inaczej... będziemy lecieć jak kamienie.
Zastanawiając się po drodze dlaczego do diabła
skoczyłem.
I po to jestem, Saro.
Spadam.
I tylko jedna osoba sprawi, że będę latał.
To ty.
Więc trochę mnie lubisz, tak?
Nie...
Kocham cię.
Wiem, że cię kocham od pierwszego...
Jeśli powiem że ja też, to będzie żałosne.
Sara!
Maria, to o nim ci opowiadałam. Hitch, to moja siostra, Maria.
A to jej mąż, Tom.
Mąż...
- Gdzie twoja połówka? - Nie mam.
Wiem, straszne, nie?
O Boże!
Nic pani nie jest?
Co się stało, babciu?
Ta młoda dama uratowała mi życie.
Zaproś ją do tańca.
Cóż... skoro nalegasz.
- Jestem Casey. - Charles Wellington.
Nie martw się. Po prostu idź.
Podstawowe zasady:
Nie ma żadnych.
>> Napisy pobrane z http://napisy.org >>>>>>>> nowa wizja napisów
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.