Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
DOLINA ŁEZ
Uważaj.
Ostrożnie.
Szyszka!
Sprawdź, czy nic mu nie jest.
Złap się mnie.
Dlaczego go zabiłeś?
Mam ci składać raport?
Powinieneś był strzelić mu w kolano.
Tak?
Czemu nie w łokieć?
Ranny czyni więcej szkód niż zabity.
Wymaga opieki i obniża morale.
Pięknie. Tego was uczyli?
Wszystkiego.
Taktyki piechoty, strategii broni pancernej i podwodnej.
Wszystkiego.
Nauczyłem się czegoś.
Następnym razem strzelę mu w kolano.
Nie miał broni, tylko pił.
Jaja sobie robisz?
Myślisz, że zabiłem go dla radochy?
Że mnie to kręci?
Że staje mi na widok moich zabitych kolegów,
bo chcę ich mścić i ruchać Arabów?
Kiedy widzę obok ciebie Syryjczyka, zabijam go.
Tego was nie uczą, co?
Idziemy.
Ulubioną książką małego Joniego była "Mewa i rybka".
Znasz?
Książkę dla Aszkenazyjczyków?
Zabawne.
Jak się domyślasz, jest o mewie i rybce.
Nietypowa para.
Kochają się, choć ryba jest w wodzie, mewa na niebie...
ale jakoś znajdują sposób.
Czytałem mu ją co wieczór, uspokajała go na tyle, że zasypiał.
Po naszym rozstaniu matka wyjechała z nim do Paryża.
Pewnej nocy spakowali się i wyjechali.
A ja...
nawet nie pomyślałem, żeby za nimi pojechać.
Rozumiesz?
Odpuściłem go.
Mijały lata, dzieciak dzwonił co tydzień.
Rzadko kiedy odbierałem.
Chciał wiedzieć, co u mnie, opowiedzieć o sobie.
Kilka miesięcy temu zapukał do moich drzwi.
Nie widziałem go 15 lat i nagle ten obcy chłopak upiera się,
że do mnie wróci.
Zamiast się ucieszyć, że mam szansę coś naprawić...
czułem tylko złość.
Nie wiem, czy byłem zły na niego, bo wpakował się w moje życie,
czy na siebie, bo nie potrafię...
być z nim blisko.
Dwieście tysięcy ojców ma synów na tej wojnie.
Jakoś nie widzę, żeby ich szukali,
próbowali wyciągnąć.
Cieszyłem się, kiedy wyjechali.
Chyba pomyślałem sobie:
dzieciak jest zdrowy, rozsądny, nie jak jego tata,
którego skrzywiły cztery wojny,
dawały mu po łbie, aż zrozumiał za późno, że tak się nie da żyć.
Pomyślałem, że nie da się wciągnąć w ten mrok.
Będzie kimś, kto nikogo nie zabił
i nie dał się zabić przed dwudziestką.
Dajcie mu odetchnąć.
Odsuńcie się.
Może chce wody.
Co w kraju?
Nie mamy wieści od dwóch dni.
Nie za dobrze.
Mów.
Na Synaju...
padły posterunki przy Kanale.
Egipcjanie zajmują półwysep.
Wzgórza Golan ewakuowano.
Kibuce też?
- Kibuce też? - Kibuce, bazy.
- Wszystkie? - Są setki zabitych i rannych.
Dowództwo na pewno ma plan.
Żadnego, tylko was.
Żołnierzy porozrzucanych w takich piekiełkach.
Cuda się skończyły.
Dni chwały, jasne...
A lotnictwo?
Czemu nic nie robicie?
Straciłem połowę eskadry.
Nie byliśmy gotowi na syryjskie rakiety.
Co mu jest?
Jak daleko doszli?
Dochodzą do Jeziora Galilejskiego.
Syryjczycy?
Tam jest mój kibuc!
Kaspi, uspokój się.
Alusz, syryjskie czołgi, chyba brygada.
Wracaj na posterunek.
Jeśli ktokolwiek ruszy w stronę wzgórza, melduj.
Pilot, patrz na mnie! Na mnie!
- Wszyscy... - Co mu jest?
Wszyscy liczą na rezerwę.
Musimy wytrzymać kilka godzin.
Wiesz coś o naszej brygadzie?
Pilot...
Co z nim?
To ważne. A co z dowódcą, zastępcą?
Marko, zostaw go.
Musi nam powiedzieć.
To...
- tylko pogłoski. - Co? To ważne.
Jesteście... zdani na siebie.
Na siebie?
Niemożliwe.
Pluje krwią!
Rozepnij mu kombinezon!
- Pozwól... - Spokojnie.
- Co to? - Badałem go!
I nie zauważyłeś?
Ma obrażenia wewnętrzne, bez ewakuacji umrze.
Przecież tu przybiegł.
Na adrenalinie!
Musimy go uratować!
Czujesz puls? Jest puls?
Co jest?
Musimy go stąd zabrać.
Giora Zamir.
Trzeba go stąd zabrać.
Pomóż mi.
Odpocznijmy parę minut.
Powiedz mi...
skąd masz tyle tego w głowie?
Co?
Zjadłeś encyklopedię?
Po prostu tak mam.
Od przedszkola... Nie wiem.
Od przedszkola?
Recytowałeś pani listę czołgów wroga?
Nie.
Znałem na pamięć numery rejestracyjne samochodów na moim osiedlu.
Serio?
Mam na to sposoby.
Listonosz miał numer 72 946.
A dyrektor szkoły - 52 998.
Twój Uzi...
Co?
Sprawdź.
468 26 88.
Geniusz, co?
Dzięki, ale nie, po prostu mam sposoby.
Szedłem do szkoły dłuższą drogą, więc miałem czas je obmyślać.
Dlaczego nie lubiłeś szkoły?
To skomplikowane.
Co?
Rówieśnicy mi dokuczali...
czasem bili.
Rozumiem.
Nie miałeś kolegów.
Radziłem sobie.
Książki były moimi przyjaciółmi.
Czymś więcej: poznałem przez nie cały świat.
Nauczyłem się arabskiego, jak miałem 11 lat, i ruszyłem w podróż.
Przez atlas.
Rozmawiałem z szejkami w Arabii Saudyjskiej,
z nafciarzami w Dubaju.
Wolałem to od...
tych głupków z ich piłką i bójkami.
Słusznie.
To głupki.
Tak więc...
kiedy trafiłem do wojska, poczułem...
że to moje miejsce,
bo mogę się przydać.
Jesteś tam, gdzie należy.
Ruszajmy.
Musimy odstawić jeża do domu.
Jak się nazywa?
Sekunda...
Giora Zamir.
Tokio, tu osiem siedem.
Facet z ptaka, G. Zeew?
Mamy go.
Dzięki!
Osiem siedem, chwała Bogu!
Daj mi pilota, odbiór.
Osiem siedem, daj pilota, odbiór.
Osiem siedem, słyszysz mnie?
Co z pilotem?
Niebiański Izrael czeka na odpowiedź.
Osiem siedem, co się dzieje?
Żyje, odbiór.
No to daj go na radio, odbiór.
Jest ranny, nie może rozmawiać.
Wyciągnijcie nas stąd, odbiór.
Osiem siedem, pomoc jest w drodze.
Tymczasem kryjcie się i strzeżcie pilota.
I siebie też. Zrozumiałeś?
Zrozumiałem, bez odbioru.
Fantastycznie!
Powiadomić lotnictwo.
Ktoś musi tam wysłać ludzi, oni albo my.
Jedynka?
Tu Pantera Jeden. Jak minął post, ślicznotki?
Szykujcie się, bo jadę was wybawić.
Jedynka, słyszysz? Załóżcie odświętne sukienki!
Melachi, ty obiboku, nie zabili cię w areszcie?
Nic z tego.
Nie zdążyłem się zabawić.
Co robisz na moim radiu? Wyjdź stąd.
- Nie byłem na radiu! Nic nie zrobiłem! - Wyjdź!
Melachi!
Melachi?
- Skąd wziął się w Nafah? - Nie wiem.
Dobra robota.
W Safedzie są transportery.
Co najmniej sześć.
Nie mamy kierowców.
Jedzie dziesięciu z rezerwy. Będą za godzinę.
Świetnie.
Łącz mnie z Safedem, powiedz, że kierowcy z rezerwy będą za godzinę.
Jadą po transportery.
Dobra robota.
Zaczekaj.
Jeszcze trochę.
Nie mogę.
Jestem zmęczony.
Napij się.
A on nie chce? Daj mu.
Potrzymasz?
Szyszka, chodź tu.
Chodź.
Polej.
No chodź.
- Pięknie. - Jesteś w porządku.
Skąd wziął się ten jeż?
Dostałem go.
Słodziak.
Kto ci go dał?
Michal.
Jesteś zakochany?
To skomplikowane.
Spróbuj.
Rówieśnicy mi dokuczali...
aż w jedenastej klasie...
porozmawiała z nimi, żeby przestali.
Nie wiem, co powiedziała, ale podziałało.
Od tamtej pory się przyjaźnimy.
I...
zakochałem się.
Ale jej nie powiedziałem.
Szkoda.
Szkoda. Nie dowiesz się, jeśli nie skoczysz na głęboką wodę.
Ty tak zrobiłeś? Skoczyłeś?
Obrączka. Zauważyłem, że masz obrączkę.
Przepraszam, nie chciałem...
Nie przejmuj się. Musimy iść.
Chodź.
To obrączka mojej babci.
Kiedy się rodziłem, przez dwa dni
nie mogłem w szpitalu wyjść z brzucha matki.
Lekarze postanowili operować.
Wtedy na salę wpadła babcia i krzyknęła:
"Ja spróbuję, pozwólcie mi!".
Lekarze spojrzeli na nią...
Stara, krzycząca Tunezyjka...
W każdym razie...
zdjęła obrączkę, którą widziałeś...
i położyła ją na brzuchu matki.
Zaczęła odmawiać psalmy,
tunezyjskie zaklęcia, kilka razy okrążyła matkę...
i w niecałe pięć minut przyszedłem na świat.
Bez żadnej operacji.
Przez lata mówiłem jej: "Meme...
kiedy dożyję 120 lat, obrączka będzie moja".
Musiała przysiąc, że pozwoli mi ją dać mojej przyszłej żonie.
Joaw, kiedy ci zwiał transport,
jechałeś do tej dziewczyny?
Żeby się... oświadczyć?
Powiedzmy.
- Przepraszam. - Za co?
Za co przepraszasz?
Nikt na górze nie wiedział, że będzie wojna.
Nikt.
Z tylu generałów i mądrali żaden nie widział tego, co ty.
A ty przepraszasz?
Pięknie tu, co?
Fakt.
- Nie ruszaj się. - Co jest?
MINY
To pole minowe.
Co?
Melachi, za minutę ruszacie.
Nie ma sprawy.
Uważaj na siebie.
Będę tu czekał na wieści o Jonatanie.
Wierz mi, znajdziesz go żywego.
Melachiego przeczucia nie mylą.
Spotkamy się jeszcze, Mewo?
Jeśli przeżyjesz, będę świadkiem na twoim procesie.
Powiedziałem, że wrócę.
A wtedy wszystko się zmieni.
Po wojnie przebudujemy ten kraj.
Będzie sprawiedliwość społeczna, równość, wszystko.
Amen.
Amen.
Rada starego socjalisty dla młodego.
Jesteś za bardzo ufny.
Uważaj.
Dlaczego tak mówisz?
Melachi, czekają.
Idę!
Mówiłeś, że wtedy w alejce nikt cię nie widział.
Kiedy rzuciłeś butelkę z benzyną.
- I...? - Rząd obawia się Czarnych Panter.
Wszędzie ma konfidentów.
Ktoś cię wsypał.
Nie ma mowy.
Wyjeżdżacie, już. Albo pojadą bez ciebie.
Idę.
Wierz mi: to serce, które tak bardzo usiłujesz ukryć...
jest mocnym i słabym punktem.
Przywieź pilota, bez wygłupów.
Oczyszczam drogę, trzymaj się jej.
Stawiasz nogę tam, gdzie ja.
- Słyszysz? - Nie mogę... nie ruszę się.
- Nie siadaj! - Co?
Nie siadaj! Słyszysz?
Nacisk dziewięciu kilo uruchomi minę przeciwpiechotną.
Osiemdziesięciogramowy ładunek wywołuje poważne obrażenia...
Uspokój się...
Spójrz na mnie!
Patrz na mnie.
Nie panikuj. Chcesz dotrzeć do domu, tak?
Do mamy?
Jeśli coś mi się stanie mama dostanie załamania!
To nie myśl o niej, myśl o czymś innym!
Lubisz zwierzęta, tak? Swojego jeża.
Mówiłem ci, że mam konia?
Pięknego, karego konia. Nazywa się Blackjack.
Jeździłeś kiedyś konno?
Wydostaniemy się stąd, wojna się skończy i przejedziesz się na Blackjacku.
Dobrze?
Stawiasz stopy tam, gdzie ja.
Damy radę, to tylko kilka metrów, byle do ścieżki.
Patrz na ścieżkę, tylko tyle.
Stawiasz stopy tam, gdzie ja.
Awinoam...
idź za mną.
Nie bój się.
Stanąłem tu. Postaw tu stopę.
Postaw tu stopę.
Krok do przodu. Daj rękę. Daj.
Jeden krok, razem.
Prawa noga.
Awinoam, prawą stopę tutaj.
Tu nic nie ma. Jeden krok.
Czekaj, aż przestawię nogę. Czekaj...
czekaj, aż przestawię.
Teraz lewa. Lewa stopa tutaj.
Pięknie. Przestawiam lewą, rób to samo.
Zachowuj równowagę, trzymam cię!
Dobrze!
Przestaw nogę. Tak jest.
W porządku.
Postaw ją.
Tak jest.
Widzisz?
Jest pierwsza.
Pierwsza.
O nie, ja wracam.
Nie ruszaj się!
Jeden krok i możesz wybuchnąć!
Nie ruszaj się!
Ten koń, o którym mówiłem?
Nie jest mój, tylko Dafny.
Nie mój.
Jest Dafny.
Dafny, twojej dziewczyny.
Z którą się zaręczysz tą obrączką.
Jak ty to powiedziałeś?
To skomplikowane. Skomplikowane.
Gotowe...
Poznaliśmy się w wojsku.
Ale ona miała chłopaka, więc nie chciałem...
Pragnąłem jej od dawna, ale...
z daleka.
Nie zaryzykowałeś.
Nie. Nie.
Byłem pewien, że...
nawet na mnie nie spojrzy.
Dlaczego?
Jaka kibucniczka przedstawiłaby mnie rodzicom?
A moi rodzice...
Tata się załamał.
Był pewien, że ożenię się z jedną z naszych.
Że zamieszkamy na jego podwórku, z gromadką jego wnuków.
A przyprowadziłem aszkenazyjską socjalistkę z kibucu.
Heretyczkę.
Ale na pewno jest ładna.
Ładna to mało.
Piękna.
Długie, czarne włosy.
Malutki nosek, jak guziczek.
Ale jej śmiech...
kiedy się śmieje...
jestem w raju.
Postaw krok. Postaw.
Idę po ciebie.
Idę. Idę po ciebie.
Daj rękę. Podaj rękę i stań tu.
Prawa do przodu. Już dobrze.
Prawa noga.
- Zaufaj mi. - Czekaj...
Tutaj...
stawiasz nogę tam, gdzie ja.
Równowaga. Postaw nogę.
Postaw! Pięknie.
Idziemy dalej, już niedaleko.
No i...
jak się udało?
Jej rodzinny kibuc ma stadninę.
Pewnego dnia usłyszałem, jak rozmawia o stadninie z koleżanką,
że jest instruktorką.
Pomyślałem: "To jest to.
Joaw, skaczesz na głęboką".
Powiedziałem, że od dzieciństwa marzę o jeździe konnej.
I spytałem, czy mnie nauczy.
I powiedziała "Tak".
Tak. Powiedziała "Tak".
Już.
Jeszcze trochę.
Co?
Nie mów, że kolejna.
Przyjeżdżam na pierwszą lekcję, udaję twardziela...
Nakręcony macho...
wskakuję na konia...
i spadam na drugą stronę, głową w końskie łajno.
Dafna patrzy na mnie...
i zaczyna się śmiać.
Ja patrzę na nią...
i już wiem.
Mówię sobie: "To będzie moja żona".
Od tamtej pory noszę obrączkę w kieszeni, dwa miesiące.
Dlaczego? Czemu jej nie dasz?
Nie wiem, co robić.
Nic lepszego od Dafny mnie nie spotkało...
ale nie wyobrażam sobie...
jak nasze światy mogłyby się pogodzić.
Jeszcze tylko trochę.
Prawie wyszliśmy.
Już prawie.
Jesteś tam? Gotowe.
Chodź.
Daj mi Szyszkę. Daj.
- Ostrożnie. - Daj.
Dobra. Noga tutaj.
Daj rękę. Daj rękę.
Postaw nogę tutaj.
Nic tu nie ma. Tutaj.
Chodź. Chodź do mnie.
Tylko prawą.
Pięknie! Pięknie...
Pięknie.
Przesunę się, a ty unieś lewą stopę.
Przesunę się, unieś lewą.
Przeskocz do mnie. Skocz.
Skacz. Raz, dwa...
Już. Już.
Mówiłem, że damy radę.
Już dobrze.
Wszystko w porządku.
Usiądźmy, chwilę odpocznijmy.
Joaw...
Dafna musi być świetną dziewczyną,
skoro ma kogoś takiego jak ty.
Musisz skoczyć na głęboką wodę.
Słusznie.
Ty też.
- Tak! - Jak tylko wojna się skończy.
Obaj.
Bez wahania, na głęboką wodę...
Masz.
Łap.
Szyszka.
Szyszka, jesteś głodny?
Joaw!
Joaw! Joaw!
Nie, nie...
Joaw! Joaw!
Proszę, nie odchodź!
Pomocy! Pomocy!
Alusz!
Ktoś nadjeżdża, to chyba pomoc.
Dobra robota.
Marko!
Melachi!
O cholera!
Marko, serce ty moje!
Bracie...
Jak tam?
Po co się tu pchałeś? Wiesz, co tu się dzieje?
Ilu jest zabitych? Po co?
Melachi was nie zostawi.
Trzeba było zostać, wariacie.
- Gdzie pilot? - Tylko pilot was obchodzi?
Nie wiecie, co tu przeszliśmy?
Ważne, że jesteśmy.
Pilot...
Gdzie hełmy? Założyć hełmy.
- Stęskniłem się za tobą. - Ja za tobą też.
A za mną nie?
Pewnie, że tak.
- Gdzie pilot? - Przy poległych. Nie przeżył.
Co? Dlaczego nie daliście znać?
Zmarł dopiero co.
Kryć się, jesteśmy na wzniesieniu.
Co?
Obrażenia wewnętrzne.
Jest zimny, nie żyje od dawna.
Pięknie.
Ściągnęliście nas po trupa.
Widzisz, Melachi?
Nawet martwy jest ważniejszy od nas.
A gdzie Awiram?
Widziałem czołg Kaspiego, myślałem...
Jak się wszyscy zmieścimy w jednym jeepie?
Zabieram tylko rannych. I czołgistów.
Są pilnie potrzebni.
Wciśnijcie do jeepa jak najwięcej.
Nie możecie zostawić spadochroniarzy samych.
Piechota zostaje.
Marko, nie możemy ich zostawić.
Mamy zostać?
- Odbiło ci? - Zostawiacie nas na śmierć?
Nie, na walkę.
Przywieźliśmy amunicję.
Sardynki, konserwy, ciastka, udławicie się.
Wszelkie dobro armii Izraela, co?
Zabiorę ciało, dobrze?
Zwłok nie zabieramy, nie ma miejsca.
Tylko rannych i czołgistów.
Zbieramy się.
- Awiram, wrócę po ciebie. - Kaspi, chodź.
Czołgiści, idziemy.
Spadochroniarze, rozładujmy jeepa.
Fixman, Sulami, Pitzi.
Amunicja...
racje...
Daj radio.
Operacyjny do Tokio.
Odbiór.
Ptak padł. Odbiór.
Wracacie.
Jedziemy.
Czołgiści, wsiadać.
Sulami, Pitzi, Fixman.
Gdzie Gutterman? Wsiadać.
Kaspi.
Trzy, cztery.
Spadochroniarz... zostajesz.
Nie jest stąd.
To rekrut, jest z nami.
Piechota zostaje.
Nie możecie przysłać jeszcze dwóch jeepów?
Nie znajdą się dwa gruchoty?
Tokio do osiem siedem, słyszysz mnie?
Tokio, mów.
Zjedź ze wzgórza, zanim odetną ci drogę. Nie czekaj.
- Kaspi, Alusz, słyszeliście. - Jedziemy.
- Ilu Syryjczyków jest na dole? - Ze trzy tysiące.
I dwieście czołgów?
I ani jednego izraelskiego w sektorze?
Ani jednego transportera, działa?
Syryjczycy urządzą tu rzeź.
Zabieramy ich.
Nie ma miejsca!
I potrzebujemy tu oczu, żeby przekierować rezerwy, kiedy dotrą.
Z czym zostaną? Uzi i grejpfrutami?
Nie do mnie te pretensje.
Chłopaki...
moi żołnierze, Joni... walczmy jak lwy.
Może odeprzemy Syryjczyków jeszcze przez parę godzin.
Głowy do góry.
Zróbmy to.
Wracajmy do pięknego czołgu.
Kaspi, Alusz, jedźmy.
Jedźcie, ja zostaję.
Zostajesz?
- Tak. - Jedź, poradzimy sobie.
Nie ty tu decydujesz.
Też zostaję. Będziemy walczyć obok piechoty.
Marzy o śmierci.
Wsiadajcie.
Jedź z nimi.
Jesteś potrzebny gdzie indziej.
Mam tylko czterech.
Melachi, wsiadaj.
Potrzebujemy więcej czołgistów.
Słyszałeś.
Potrzebują nas, będziemy walczyć w czołgu.
Mam ratować siebie i zostawić ich na śmierć?
Jesteśmy potrzebni gdzie indziej, to nie zabawa!
Odkąd miałeś 15 lat, mówisz, że ten kraj ma nas w dupie.
Ile butelek z benzyną rzuciłeś w imię solidarności?
Rozejrzyj się: to jest solidarność.
My, razem, równi.
Skoro utrzymanie tego wzgórza jest takie ważne,
zostaję.
Każdy człowiek się liczy.
Co to da, jeśli i my zginiemy?
Wolę umrzeć z czystym sumieniem niż żyć z myślą, że porzuciłem przyjaciół.
Marko ma rację. Czym jest czyste sumienie?
Wiesz, co dzieje się w domu? Kraj się zawalił.
Mam przywieźć pluton i to robię.
Wsiadaj do jeepa, z Kaspim!
Muszę jechać!
Popełniasz błąd.
Alusz, zostajemy z tobą.
- A wy dokąd? - Spadochroniarze nas potrzebują.
Też zostaję.
Przyda wam się lekarz.
Banda łajdaków! Przyjechałem po nic?
Nie, popachniałeś nam szamponem.
To co?
Zostajemy?
Trzymaj się, bracie.
Popełniasz błąd.
Alusz, chodź.
Zająć pozycje!
Syryjczycy są na dole!
Sulami, tam, na stanowisko.
Masz amunicję?
Nataniel, obserwuj cały sektor.
Kryć się, jesteśmy na widoku!
Słuchaj...
obejmujesz obszar stąd dotąd.
Beze mnie nie wytrwacie nawet minuty.
Cholera.
Nienormalni...
Co ma być, to będzie.
Tekst: Michał Kwiatkowski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.