All language subtitles for The.Match.2019.ITALIAN.1080p.NF.WEBRip.DDP5.1.x264-pawel2006

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian Download
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

KLUB PIŁKARSKI SPORTING ROMA Z PRZEDMIEŚĆ RZYMU ISTNIEJE WIELE LAT.

W CAŁEJ SWOJEJ HISTORII NIC, KURWA, NIE WYGRAŁ.

NETFLIX PRZEDSTAWIA

Dalej, bierz go!

Napieraj!

Podaj na drugą!

Antonio, patrz!

Szybciej! Biegnij wzdłuż boiska!

Podaj do środka!

Miałeś podać wcześniej!

Dalej, Anto!

Zniszcz go!

Świetnie!

Rozproszyć się!

Jedziesz, Antonio!

Nie! On jest na środku!

Ocknij się, Antonio!

Musicie podawać piłkę!

Ile razy mam mówić? Dotykacie piłki maksymalnie trzy razy!

- Ej. - Co?

Ile jeszcze?

Dziesięć minut.

Gdzie oni, kurwa, są?

- Jedziesz! - Zaczekaj!

Zabiję was, gnoje!

Ollellè, ollallà! Vincent Candela!

Idźcie skrzydłem!

Dalej, Anto!

Jedziesz!

Faul!

Sędzia!

Sędzia kalosz!

Niech spierdala!

Nie widziałeś tego? Ile ci zapłacili?

Podaj piłkę.

Dalej!

Przywal mu, Daniele! W nogi!

Zasłużył sobie.

Chcesz go zabić?

- Sędzia! To był faul! - Powinien wylecieć z boiska!

Jest ranny, idźcie.

Tak nie można!

Wal się, gnojku!

Wyrzuć go!

Udawał. Puśćcie mnie!

Pierdol się. Patrzcie na tego dupka.

Coś ty powiedziała? Nie usłyszałam.

Ale zdzira.

Co powiedziałaś? Powiedz mi to w twarz!

Odpierdol się!

Sama się odpierdol!

- Panie prezesie? - Co?

- Nie ogląda pan meczu? - Wolałbym nie.

Dostaniesz lanie, idiotko!

Skup się na meczu, skarbie.

Chicco i Spillo Skaczą w siodle dwa kocury

Mkną z prędkością światła Sukinsyny, nigdy nas nie złapiecie

Nie dawaj boczku, choć wiem, że robicie to na północy.

To coś innego. Zmienia smak.

Guanciale pochodzi z pyska świni.

To szlachetniejszy tłuszcz.

Ma delikatniejszy smak.

Jest kluczowym składnikiem.

Bezdyskusyjnie. Tylko to się liczy.

Za moich czasów

smarowaliśmy patelnię dużą łychą świńskiego tłuszczu.

Już się tak nie robi.

Wystarczy dać guanciale i nic nie przywiera.

Do tego odrobina papryczki chili. Nie za dużo.

Trzeba zmniejszyć ogień

i smażyć,

aż guanciale ładnie się przysmaży.

Jeśli źle to zrobisz, zagotujesz smalec

albo go spalisz.

Nie powiem ci, kiedy jest ten idealny moment.

To trzeba wyczuć.

Wrzuć pomidory, by zatrzymać proces smażenia.

Odcedź spaghetti ugotowane al dente.

Powiedziałem spaghetti czy Bucatini?

Spaghetti.

Bucatini jest rzymskie. To co innego.

Amatrice to miasto spaghetti.

Nie używaj oleju jak na północy!

Po cholerę ci olej? Jest jak kwas.

Zmienia smak.

Wrzuć to na patelnię,

dodaj ser pecorino

i przełóż na talerz.

Na koniec posyp serem pecorino

i gotowe!

Oto spaghetti amatriciana.

Żadnego czosnku,

oleju

ani cebuli.

Ile to kosztuje?

Nie wiem.

Spytaj go.

Ile płacę?

„Ile”?

Macie, jedzcie to gówno.

- Dziękuję. - Dzięki.

- Dziękujemy. - Na zdrowie.

SMACZNE KANAPKI

O czym on mówił?

Nie wiem, ale był śmieszny.

Idźcie do diabła. Mam nadzieję, że się tym udławicie!

Co? Wiedziałeś?

Przecież to było jasne.

Dla kogo?

Nie słyszałeś, jak zamawiali?

Myślałem, że są z Mediolanu.

Nie gadaj, Umberto. Z Mediolanu?

Umyj grill i skończ gadać pierdoły.

A więc to ja gadam…

Leci!

Dobrze. Od początku!

Dalej!

- Tarzan! - Dośrodkuj!

Bardzo dobrze!

Cholera!

Ja pierdolę!

Boże, on ma dwie lewe stopy.

Halo?

Jaki jest wynik?

Przegrywamy 2–0.

A Antonio?

Stresuje się. Nie gra dobrze.

Biedaczek. Ten mecz wiele dla niego znaczył.

- Dalej, Anto! - Żwawiej!

Dalej, Anto!

Podaj to, kurwa. Ślepy jesteś?

- Paolo? - Kurwa!

Zabrałeś Giullettę na mecz?

Mówiłam, że ma zostać u twojej siostry!

- Sędzia debil! - Panie sędzio!

- Widzieliście, co zrobił? - To był faul!

Nie chciała tam iść.

Chciała iść ze mną.

- Na mecz? - Tak.

Dziś jest pierwsza komunia Priscilli.

Powiedz, że dałeś jej znać, Paolo.

Proszę usiąść.

Drodzy rodzice,

zebraliśmy się tu, by świętować tę wyczekiwaną chwilę.

Dziś wasze dzieci po raz pierwszy spotkają Jezusa,

- żywego i prawdziwego… - Priscilla.

…podczas komunii świętej.

- Od teraz… - Priscilla!

…będą iść przez życie,

z waszą pomocą i całej społeczności,

zbierając nowe doświadczenia

z Panem Jezusem u boku.

Gdzie twój brat?

Jest dupkiem.

Jesteś dupkiem.

Nie mogłeś dać jej znać?

Zwali winę na mnie, a już mnie nienawidzi.

Jakoś nie starasz się o jej względy.

Stoję przy garach,

bo obiecałam Priscilli nadziewane pomidory.

Dobrze o tym wiesz.

Rozpieszczaj ją dalej! Jej rodzice i tak to robią.

Źle to wygląda. Nie będzie tam nikogo z naszej rodziny.

Jak to? Gdzie jest Zoe?

Nie wiem. Ty wiesz?

Nie przyszła na noc.

Dzwoniłaś do niej?

Jasne. Nie odbiera.

Dobra, ja spróbuję.

Mówię, że nie odbiera.

I tak spróbuję.

- Pa. - Pa.

- Skarbie? - Co?

Jestem wkurwiona.

Pa.

Podaj na drugą!

Co to ma być? Strzelaj.

TATA

Zdzira!

Daj spokój. Ona tylko dobrze się bawi.

Dalej, Anto!

Osłaniajcie ich!

Pamiętajcie, kogo obstawiacie!

Nie wkurwiaj mnie.

Czego chcesz, gnoju?

Jest twój, Anto!

- Wybijaj! - Wykop daleko!

Dawaj!

- Tak! - Gol!

Gol!

Pięknie, kapitanie!

- Tak! - Dobrze!

Tak!

Daliśmy im po dupie!

Kurwa.

- Dalej! - Tak to się robi!

Ja pierdolę. Obudźcie się!

Masz jakiś problem?

A ty?

Obudź się.

Ej, Paolo.

Co twój syn dziś wyprawia?

Wszyscy na niego liczymy. Pogadaj z nim.

Skupmy się na meczu.

To koniec?

Nie widzisz, że dopiero połowa?

Chodźmy usiąść.

Potrzebuję bibułki i filtra.

Nie wierzę w Boga i cuda.

Jeśli wy wierzycie, jesteście w błędzie.

Aby wygrać, trzeba walczyć.

Pomoc nie spadnie z nieba.

Jasne?

Tak, trenerze.

To dlaczego tak stoicie?

Antonio.

Wierzysz w to?

Tak, trenerze.

Więc dlaczego, kurwa, zawsze wybijasz piłkę w diabły?

Dario, wierzysz w to?

Wybacz, trenerze. Powinienem złączyć nogi.

Twoja matka powinna je złączyć dawno temu.

Nie wiem jak wy,

ale ja mam dość kolejnych porażek

i nieosiągalnych pucharów.

Nie zniosę tego!

Macie wyjść na boisko i skopać im dupy.

Gryźcie ich po kostkach. Szczekajcie, jeśli będzie trzeba!

Mają srać ze strachu na wasz widok!

Chcę czuć gówno na murawie!

Przez bite 45 minut!

Jeśli go nie poczuję, przysięgam, że zabiorę was na obóz,

gdzie będziecie robić pompki w upale na piasku, aż zaczniecie srać krwią!

Nie wygrają.

Nie tutaj. Nie u nas.

Nie dzisiaj.

Chcecie wygrać to jebane trofeum?

Tak, trenerze.

Nie słyszę!

- Tak! - Tak!

To wypierdalać!

Leo!

O to chodziło.

- Co za mecz. - Widziałeś to?

Wypierdolił piłkę jak z armaty.

Jest trzy do zera. Uważaj.

- Hej, Leo. - Hej.

Jestem jak bestia!

Nie gadaj. Leć!

- Gdzie mój ojciec? - Tam.

- Jak się ma? - Wariuje.

I dobrze. Jakby co, mów, że mnie nie ma.

Jasne.

Coś nie tak?

Dragi, które mi dałeś…

chyba mają w sobie środki przeczyszczające.

W końcu. Gdzie byliście?

- Daj spokój. - Jak mecz?

- Daj spokój. - Daj zapalić.

Tak lepiej.

Dobre?

Pewnie. Prawdziwy towar z Amsterdamu.

Musimy iść.

Na razie.

Chwila, nie wyrzucaj.

- Został kiep. - Nieważne.

Trzymaj.

Trzeba ich rozgrzać?

Nie. Zobaczymy, co będzie.

Claudio, masz chwilę?

Jasne, mów. Zaraz przyjdę. O co chodzi?

Co u ciebie?

Słucham? Przegrywamy.

Chodzi o to, że postawiłem zakład.

Przegrywamy 3-0. Zaczynam się denerwować.

Ile postawiłeś?

Niewiele.

Italo, ile, kurwa, postawiłeś?

Mów ciszej!

Postradałeś rozum?

Pomóż mi, proszę.

Jak mam ci niby pomóc?

Nie wiem. Umów się z innymi trenerami.

Mam kasę. Niewiele, ale mogę zapłacić.

O czym ty, kurwa, mówisz?

O czym?

Co miałbym powiedzieć dzieciakom?

Pomóż, proszę.

Zejdź mi z oczu.

Claudio, nie bądź taki.

Ile chcesz?

Ile, kurwa, chcesz?

Słyszysz mnie?

Podzielimy się po połowie. To dobra kasa.

Przyda ci się.

Nie ma ci się urodzić dziewczynka? Pomyśl.

Ty gnoju! Jak śmiesz?

Nie mieszaj w to mojej rodziny.

Jak mogłeś postawić na te dzieciaki?

Przez przypadek. To wina mojego syna. Znasz przecież Leo.

Nie ściemniaj.

Przysięgam. Wrobił mnie.

Zamknij się!

To boli!

Cla.

Musisz wygrać ten mecz.

Albo odbiorą mi wszystko.

Bar, dzieci, boisko. Wszystko.

O czym ty mówisz? U kogo stawiałeś?

Straciłem wszystkie pieniądze. Nie wiem, co robić.

Spójrz na siebie.

Spłacasz długi ćpuna.

Za kogo ty się uważasz?

Trenujesz dzieciaki od 30 lat, a nigdy niczego nie wygrałeś.

Żadnego trofeum!

I co?

Myślisz, że ten mecz

to Liga Mistrzów?

Pierdol się!

Spójrz na mnie.

Mówię coś!

Jak skończy się mecz,

niezależnie od wyniku więcej mnie nie zobaczysz.

Teraz odejdź.

Zejdź z mojego boiska, zanim cię zabiję przy dzieciakach.

I módl się o wygraną.

Halo?

Skarbie? Wiem, że jesteś na meczu, ale dzwonili ze szkoły.

Masz jak najszybciej oddzwonić.

W niedzielę?

Może zmienili zdanie?

Pewnie.

Nie denerwuj się.

Wczoraj zadzwoniłam do ojca Mario.

Podobno wciąż kogoś szukają.

Co zrobiłaś?

To świetna szkoła.

Prywatna, z dużym boiskiem

i wieloma salami.

Mógłbyś dalej uczyć WF-u.

- Czego więcej ci trzeba? - Już ci mówiłem.

Nie chcę uczyć w szkole religijnej. Nie potrafiłbym.

- Dlaczego? Zarabiałbyś pieniądze. - Koniec dyskusji!

Dobra, uspokój się.

Mam się uspokoić? Przegrywamy 3-0.

Słyszysz się? Wypływa z ciebie gorycz.

Jak się czuje dziecko?

Denerwuje się. Ciągle kopie.

Czytałam, że kiedy rodzi się po czterdziestce,

dziecko może mieć problemy z psychiką.

O czym ty mówisz?

Według psychiatry z Nowego Jorku.

Amerykanie się znają.

Nic nie wiedzą.

Z takim ojcem jak ty na pewno będzie dobrze.

Znowu to robi.

Co?

Kopnęła. Słyszałeś?

Słyszysz?

Nie.

Naprawdę nie słyszysz?

Nie.

A teraz?

Nic nie słyszę.

Usłyszysz, jak wrócisz do domu.

Pa, skarbie.

Dalej, Anto!

Do boju!

Zmieciemy ich.

Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje…

Przyjdź królestwo Twoje…

Bądź wola Twoja…

Jako w niebie tak i na ziemi.

Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…

I odpuść nam nasze winy,

jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.

I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw od złego.

Amen.

Grajmy.

Łatwizna.

Wracaj.

Dalej!

Musisz mnie dobrze traktować.

Musisz.

Sprawię, że świetnie wypadniesz w sobotę.

Zarezerwowałem stolik dla pięciu facetów i dziesięciu zdzir.

Co ty na to?

Co?

Dobra.

Do usłyszenia.

Ściskam.

Na razie.

Dalej, panowie!

Żwawiej!

Jeszcze raz!

Szybciej, Tommi.

Dawaj!

Ruszać się!

Co to za mina, Paolo?

Wyluzuj.

Co ty, kurwa, robisz?

Co ja robię?

- Powiesz mu? - Sam powiedz.

Mam to zrobić? Wiesz, kim jestem?

Synem prezesa. Sam nie mogę stawiać zakładów.

Myślisz, że są głupi?

Nie są. Dlatego wyślemy niewinnie wyglądającego Marcello.

Spójrz, jaki jest piękny.

Paolo, wyluzuj się. Już to robiłem.

Rozmawiałeś już z nim?

Dziś wieczorem.

- Dziś? - Tak.

Nie schrzań tego.

Nie schrzań.

Dalej!

Żwawiej!

Szybciej!

- Dzień dobry, Remo! - Cześć, Leo.

Dwadzieścia piłek. Tych ze skóry dobrej jakości.

Dobra?

Świetnie. Ja też. Dzięki.

Do widzenia.

Hej.

A któż to? Leo!

Gotowy, tato?

Na co?

- Otwórz. - Co to jest?

Miałeś otworzyć.

- Co to? - Przyszłość.

Przedstawiam ci

sztuczną murawę trzeciej generacji. Zrobiona z polietylenu.

Jest miękka.

Dotknij.

- Czujesz? - Czuję!

To jak granie na aksamicie.

Mnie przypomina plastik.

Co?

Tato, koniec z kamieniami.

Koniec z dziurami, rozciętymi kolanami i przeklinaniem.

To przełom.

We wtorek przyjedzie dostawa. Od razu mogą ją wyłożyć.

- We wtorek? - Tak.

Jest koniec sezonu. Jutro finał.

Pięćdziesiąt tysięcy euro?

Kazałeś mi to zrobić.

- Kiedy? - Podczas świąt.

Pozbyłeś się ostatniej szarej komórki w mózgu?

Mamy maj.

Nie miałeś prawa

podpisywać kontraktu bez mojej wiedzy!

Przecież jestem w zarządzie.

Jesteś palantem. Zamknij się!

Gdzie niby byliśmy na święta?

Wszyscy byliśmy u babci.

Babcia, dziadek, Claudio, Gina i dzieci.

Są świadkami naszej rozmowy.

Boże, co za gówniane święta.

Jestem skończony.

Jak to?

Możesz mnie wysłuchać?

Choć raz w życiu. Tak czy nie?

Ze sztuczną murawą nie będą nam potrzebne drużyny.

Boisko można wynajmować na godziny.

Od rana do nocy.

Ludziom w każdym wieku, od 15. do 70. roku życia.

Przychodzą, grają i odchodzą.

Będziesz płacił tylko za prąd i wodę.

To wszystko. Reszta to czysty zysk.

Drużyny będą stać w kolejkach,

żeby u nas trenować.

Jeśli będziesz chciał mieć drużynę,

znajdziesz kolejną.

Nic cię nie powstrzymuje.

Ale musimy to zrobić teraz.

Natychmiast. Boisko powstają jak grzyby po deszczu.

Musimy znaleźć stałych klientów na samym początku.

To jest przyszłość.

Jeśli nie będziemy iść z duchem czasu, zakopią nas pod tą glebą.

Modlisz się? Co robisz?

Co jest?

„Co jest”?

Żarty sobie, kurwa, stroisz?

Właśnie spłaciłem twoje jebane długi,

niewdzięczny ćpunie!

Nie mam pieniędzy!

Jak mamy za to, kurwa, zapłacić?

Powiedz mi!

Poza tym nie lubię tego sztucznego gówna.

Lubię glebę.

Glebę, kurz i brud.

Zadrapania, które powstają na skórze.

Ten sport

powstał na glebie.

I co z tego?

Nie powinniśmy się dostosować do czasów?

Kto powiedział, że boisko zawsze musi być takie samo?

Claudio też nie lubi sztucznej murawy.

Znowu ten Claudio. Zawsze to samo.

Claudio to, Claudio tamto. Jest właścicielem?

Wygrał jakieś mistrzostwa od 40 lat?

Nie wygrał!

Claudio był trenerem, zanim się urodziłeś!

- Co z tego? - Jak śmiesz?

Uspokój się. Zaraz będziesz miał wylew.

Za kilka lat mistrzostwa odbędą się na sztucznej murawie.

Rozumiesz?

Prędzej czy później musimy to zrobić.

Zróbmy to teraz.

Zarabiajmy na tym już teraz.

Tato, gleba odeszła w niepamięć.

Gotowy na jutro?

- Tak, trenerze. - Dobrze.

Co tu jeszcze robisz? Idź do domu. Koniec treningu.

Pójdę za pięć minut.

No i?

Co powiesz?

Chcę wygrać.

Chcę podbić świat.

Na pewno?

Tylko tego chcę.

Musisz wziąć się w garść,

bo boisko nie wybacza błędów. Nawet mistrzom.

Wszystko jest w głowie.

Wiem, trenerze.

Wystarczy tego. Spierdalaj stąd!

Jest cała suma.

I nie sprzedawajcie mu już nic.

Niby dlaczego?

Z tak kochającym ojcem nic nam nie grozi.

Na miejscu Leo też byłbym ćpunem.

Dziękuję, prezesie.

- Chwila. Co robisz? - Co?

- Chcę postawić zakład. - Serio?

Naprawdę znów chcesz obstawiać?

Mam ci złamać drugą nogę?

Pięćdziesiąt tysięcy na jutrzejszą przegraną Sporting Romy.

Poważnie?

Tak.

Dobra. Możemy przyjąć zakład.

Wyjaśnijmy sobie coś.

My postawimy na przegraną, żebyś nie mógł ustawić meczu.

- Jasne. - A ty postawisz na zwycięstwo.

W porządku?

Nie mamy całego dnia.

Dobrze.

Powiem szefowi.

Uważaj na siebie.

Uważaj.

Giulia, idź do pokoju.

Przecież jest wcześnie.

Muszę pogadać z Antoniem.

- Ale tato! - Idź!

Ale kaszana.

Cóż.

Co?

Jesteś już duży.

Musisz coś wiedzieć.

Umierasz?

Jestem bezrobotny.

Twoja matka znowu wzięła nadgodziny.

Powiedziała, że musi odetchnąć.

Posłuchaj mnie. Powiem ci coś ważnego.

Jutro musisz przegrać.

Co?

Graj źle i nie trafiaj.

- Jak to? - Tak to.

Mówię ci, jak będzie, a ty masz mnie słuchać.

Nie mogę.

Spójrz na mnie.

Musisz to zrobić. Bez dyskusji.

Dla dobra wszystkich. Rozumiesz?

Nikt nie może o tym wiedzieć.

Nawet matka.

Jesteś mężczyzną.

Musisz się poświęcić.

Słucham? O czym ty, kurwa, mówisz?

Jutro jest finał!

Mam w dupie jakiś finał!

Choć raz pomyśl o rodzinie.

Nie rozumiesz, że tego potrzebujemy?

Postarasz się za rok.

Nie!

- O czym ty mówisz? - Wracaj tu!

Jestem twoim ojcem.

Masz mnie słuchać. Zrozumiano?

Rozumiesz?

Jesteś gnojem.

Nienawidzę cię!

Pierwsza liga to jedno, a życie to co innego.

Włosi mają piłkę nożną we krwi.

W kraju istnieje ponad 7000 szkółek piłkarskich.

Ta liczba jest szokująca, bo szkół średnich jest 8000,

a podstawowych 16 000.

To cała armia młodych piłkarzy z wielkimi marzeniami.

Trzy tysiące małych żołnierzy

nie spełni swoich marzeń.

To przyszli mechanicy, pracownicy biurowi, księgowi…

Dzieci nie mogą marzyć o tym, żeby zostać piłkarzami?

Przecież muszą mieć marzenia, prawda?

Nie zabijajmy ich marzeń, ale nie dawajmy im fałszywej nadziei.

Mówmy, że życie nie kręci się wokół piłki.

Niech dostrzegą wagę nauki, pracy i bycia lepszym obywatelem.

Dzieci, które marzą o profesjonalnej piłce…

ROZWIĄZANIE UMOWY O PRACĘ

JESTEŚMY ZMUSZENI CIĘ ZWOLNIĆ

Dla dzieci piłka jest kryształową kulą.

Wiążą z nią przyszłość, a rzeczywistość jest nieubłagana.

To tylko liczby, ale ostatnie badania dowodzą,

że tylko 1 na 5000 piłkarzy zostaje profesjonalistą.

Dziękujemy Riccardo Cucchi. Kontynuujmy.

Trzeci rok z rzędu zwycięzca mistrzostw

zostanie wyłoniony w finale.

Nadal tu jesteś?

Zabiorę cię do domu.

Chodźmy.

Wstawaj.

Trzymam cię. Idziemy.

Spójrz, w jakim jesteś stanie.

Gdzie idziesz?

Pojadę motorynką.

Zwariowałeś? Ledwo stoisz na nogach.

Daj mi spokój.

Jestem profesjonalnym alkoholikiem!

Nie chcę cię mieć na sumieniu.

Nie do wiary. Chodź, zabiorę cię do domu.

Walić to! Posłuchaj.

Jeździłem już w ekstremalnych warunkach.

Kiedyś w Carsoli…

Kiedy wracałem z Carsoli…

Nie obchodzi mnie to.

Rób, co chcesz, tylko załóż kask.

Italo, nie zabij się, proszę.

Chodź.

- Claudio? - Co?

Nic.

O co chodzi?

- O nic. - Powiedz.

Mówię, że o nic.

Na pewno?

Wyluzuj!

Idź. Nie wygłupiaj się.

O co chodzi?

Co za nudziarz! Powiedziałem, że o nic.

- Co to znaczy? - Że nie mam ci nic do powiedzenia.

Chcę wiedzieć.

- Co? - Skąd mam wiedzieć?

- To, co chcesz powiedzieć. - Głuchy jesteś?

Nic nie chcę powiedzieć. Idź do domu!

Powiesz mi.

Co?

Nie wiem. Sam mi powiedz!

Nie mam nic do powiedzenia!

Nie możesz tak robić.

- Jak? - Tak!

Mówisz, że coś powiesz, a później nie mówisz.

Albo mówisz, albo nie!

To jasne, że jestem ciekawy!

- Na razie. - Na razie.

Coś ukrywasz.

Idź już, na litość boską!

Pierdol się.

Co za wrzód na tyłku.

Drodzy słuchacze, witajcie w naszym studio.

Nadszedł dzień sądu.

Za 90 minut któraś z drużyn odniesie zwycięstwo, a któraś porażkę.

Rzym jest gotowy.

Ma pojawić się ponad 60 000 fanów Interu.

Żyje tym całe miasto.

W Mediolanie ustawiono telebimy

na głównym rynku.

Liczą na to, że wraz z drużyną

będą mogli świętować zwycięstwo po 13 latach.

Ekscytujący finał. Teraz nie można sobie pozwolić na błędy.

Ogląda go 178 krajów, na trybunach jest 80 000 kibiców

i tyle samo widzów przy telebimach.

Walka o tytuł mistrza będzie zacięta

i tylko jedna drużyna przejdzie do historii.

Czekamy na wieści z obozu przeciwników.

Oddaję głos komentatorom,

którzy poprowadzą to spotkanie.

Trybuny są czarno-niebieskie.

Przyszło 76 000 osób.

Południowe skrzydło to fani Interu,

ale w każdym sektorze, z wyjątkiem północnego,

znajdują się fani Interu i Lazio.

Kibice obu drużyn są sobie bliscy.

To jasne, co czują dziś Rzymianie.

Idź długą!

Atakuj!

- Dobrze! - Długą!

Biegnij!

Nie poddawać się!

Tak!

Dobrze!

Minęło 15 minut. Czas leci.

To nie jest mecz dla osób o słabym sercu.

Biegnij skrzydłem!

Frank, rozgrzewka!

Tak, trenerze.

Ale jestem głodny.

Masz, zjedz to.

Jesteś najlepszy.

Tommi, rozgrzewaj się. Szybko!

Ale się upaliłem.

Ja też.

Sztuczna murawa będzie we wtorek.

O 8.30. Już zamówiłem.

Świetnie.

Zabierz nogę z motoru. Pobrudzisz.

Dalej, Sporting!

Niezłe nudy.

To prawda.

Idziemy?

Chodź.

Zostało mi pięć euro. Idziemy zagrać?

Znowu automaty? Masz obsesję.

W ogóle nie lubisz cipek?

A gdzie one niby są?

Daj spokój.

Teraz nie śpiewacie?

Otwieraj drzwi!

- Szybko! - Masz przesrane.

Jazda!

Tędy.

Cholera. Sukinsyn.

- Dalej, Anto! - Biegnij!

Dalej!

Zatrzymaj go!

Dalej!

- Nie! - Biegnij!

Jak zwykle!

Nie poddawaj się, Antonio.

Co jest?

Ocknij się. Co ty, kurwa, robisz?

Uwaga!

- Antonio! - Dacie radę!

Łukiem!

Strzelcie tego gola!

Dośrodkowanie!

- Nie! - Tak!

Gol!

Tak!

Świetnie, Anto!

- Dobrze! - Tak!

Wiedziałem!

Dalej!

Frank, usiądź na razie.

Dacie radę!

Zróbmy to!

Kapitanie, rozwalmy ich!

Zabiję cię.

- Halo? - Gdzie jest, kurwa, mój brat?

Szukam go cały dzień. Nie raczył odebrać telefonu!

Wiesz, ile na niego czekam? Godzinę.

Lauro, wstyd mi.

Paolo ma rozmowę o pracę…

W niedzielę?

Tak.

Kłamczucha. Wiem, że jest na meczu.

Dzisiaj jest finał.

Mogłaś mi powiedzieć.

Oboje jesteście dupkami.

I jesteście spaleni przed ojcem Mario.

Pytał o was.

Wszystko poszło dobrze?

Obchodzi cię to?

Zrób coś dla mnie.

Nie zakładaj tej okropnej, kwiecistej sukienki. Nie znoszę jej.

Oby pomidory były przepyszne.

Mam zawał.

Naprawdę mam zawał.

Zabrałaś stąd zdjęcie.

Ty i te twoje pomysły.

Wiesz, że w Nowej Gwinei jest plemię,

które zmusza dzieci do picia spermy dorosłych?

Podobno stają się wtedy silniejsi.

Dlaczego mi o tym mówisz?

Nie wiem. Czytałam w sieci.

W starożytnym Egipcie faraoni masturbowali się do Nilu.

Teraz robimy to pod prysznicem.

Daj jointa.

Ty jesteś zboczony, a oni tak zapobiegali klęskom głodu.

To dlatego,

że byli uważani za bogów.

Mieli boską spermę,

którą użyźniali glebę.

Dobra. Też chodziłem do szkoły, wiesz?

Mądrala. Pieprzysz głupoty.

Mamy tu eksperta.

- Mój ekspert. - To kultura.

- Tak? - Pierwszy przesąd w historii.

- To prawda. - Tak było.

Nie ruszaj się.

Zamknij oczy.

Nie możesz się ruszać!

Znowu polaroidy.

Zasypiasz?

Tak?

Odwieźć cię do domu?

Masz wrażenie, że wszystko się zmienia, a ty nie?

Jasne.

- Mówię poważnie. - Wiem.

Na przykład w nocy.

Kiedy zasypiasz…

Patrzysz w sufit

i myślisz, że wszystko masz poukładane.

Tak po prostu.

Wtedy zasypiasz

i następnego ranka

to uczucie mija.

Nic nie pamiętasz.

Chcę tu zostać.

Jesteś filozofem?

- Tak. - Dobrze.

Muszę się wysikać.

Nudziarz!

Co zrobić?

Na twarzach zawodników

widać strach przed porażką.

Dopada ich zmęczenie.

Dramatyczna sytuacja.

Tak!

Cholera!

Zawodnicy stracili nadzieję.

Drużyna jakby się poddała.

Arbiter, zmiana!

Zdejmij kamizelkę.

- Wchodzisz. - Dalej, Tommi!

- Dobra robota. - Super!

Nie poddawać się!

Co ja wypaliłem?

Boże.

Dasz radę.

Jasne.

Dalej, Tommi!

Kolejny. Boże.

Po goleniach!

Teraz!

- Dalej! - Dobrze, Anto!

Gol!

Świetnie, Anto!

Północne trybuny wiwatują. Lazio strzela gola.

Tak!

- Tak! - Oby tak dalej!

Wstawaj. Nic ci nie zrobiłem.

Czego chcesz?

Idźcie do niego.

Wstawaj, Anto!

Z drogi!

Zawsze jest to samo.

Wstawaj!

- Patrz, co zrobiłeś! - Czego, kurwa, chcesz?

Ej, palancie!

Sędzia! Czerwona kartka!

Gnoje!

Wykopuje go. Wal się!

Tak!

Pierdol się, pajacu!

Widziałeś to? Świetna robota, gnoju.

Co się gapisz, dupku?

- Spokojnie. - Idź do diabła!

Zamknij się, frajerze.

- Złodzieje i gnoje! - Uspokój się, Claudio.

Żal mi ciebie. Słyszysz mnie?

Widzimy się po meczu!

Spadaj do domu.

- Jebani złodzieje! - Daj spokój.

Dobra, uspokoję się.

Antonio!

Słyszysz mnie?

Leż spokojnie. Nie ruszaj nogą.

Spokojnie, Antonio.

Nie ruszaj nogą!

- Będzie dobrze. - Gramy!

Nie ruszaj się.

Słyszysz mnie, Antonio?

Nie ruszaj się.

Możesz ruszyć nogą?

I co teraz?

Leo!

Musimy wyjechać!

Leo?

Leo!

Gdzie ty, kurwa, jesteś?

Boli. Nie dotykaj.

- Boli tutaj? - Tak.

- Co teraz? - Ile zostało czasu?

Dwie minuty, do tego doliczony czas.

Frank, rozgrzewaj się. Szybko!

Nie, trenerze.

Spokojnie.

- Chwila. - Nie ruszaj się.

Nie możesz jej podnieść. Jeśli jest złamana, mamy problem.

Zabandażuj ją.

Nie pozwolę ci grać. Może być złamana.

Daj bandaż!

Całkiem ją złamiesz przy pierwszym kontakcie.

Zabandażuj mu kostkę. Szybko!

Nie zgadzam się. Jesteś świadkiem.

Siadaj, Frank.

Świetnie.

Szybciej.

Migiem!

Biegnij skrzydłem.

- Dalej! - Podaj piłkę!

Dobrze.

Wracaj!

Nie! Ja pierdolę.

Dajcie spokój!

Koniec meczu!

Jedna minuta!

Zabij ich.

Dalej, Antonio. Dasz radę. Świetna robota.

Mistrz!

Sukinsyn.

Sędzia!

Widzimy się w kiblu.

Biegnij!

- Dalej! - Patrzcie na niego!

Skrzydłem!

Mają jeszcze moc.

Dawaj!

Nie!

Zabij ich, zniszcz!

Dalej, Anto!

Uważajcie.

Idź skrzydłem.

Anto, podaj!

Pilnujcie go!

Dawaj!

- Tak! - Mamy karnego!

Rzut karny. Walcie się!

Jakim cudem?

To dobra decyzja, idiotko! Zamknij się, bo gówno wiesz.

To niesprawiedliwe. Koniec meczu!

Nawet go nie dotknął.

Spadać!

Dzięki, stary.

Co się stało?

Kto będzie strzelał?

Antonio, błagam cię!

- Dalej, Anto! - Dalej, Anto!

- Dasz radę! - Poradzisz sobie!

Dajesz, Anto!

Błagam cię, Anto. Proszę.

Proszę, strzel.

Jesteś mistrzem!

Dalej, Antonio!

- Dawaj, Antonio! - Dalej, Anto!

Pierdol się.

- Tak! - Tak!

Cześć, wujku!

Witaj, skarbie.

Cześć, mistrzu.

Nie poszło dzisiaj?

Los się jeszcze odmieni.

Gdzie Zoe?

Przyjdzie.

Anto, zrób coś dla mnie.

Zrób mi zdjęcie z Marią.

Przytul mnie. Chwila.

Super. Porób trochę zdjęć.

Co to?

To puzzle. Układa się je…

Wiem, co to jest. Puzzle są do bani!

Skarbie, nie martw się. Będą też inne prezenty.

Daj mi inny prezent.

Zaraz podamy pomidory!

Hura!

Sama to zrobię.

Pomogę, bo inaczej zjemy dopiero jutro.

Za mało.

Co?

Nie starczy dla wszystkich.

Nie wiedziałam, że będzie tyle osób.

Pewnie. Zawsze myślisz tylko o sobie.

Dramatyzujesz.

Pierwszy dla mojej gwiazdy.

Tak!

Podzielimy je i każdy zje.

Nie bądź taką zdzirą.

Uważaj sobie. W moim domu tak nie mówimy.

W moim też nie, ale są pewne granice.

Mogłam cię nie zapraszać.

Ty zdziro!

Oszalałyście?

Jebane pomidory!

- Dość! - Spokojnie!

Chodź tutaj. Paolo, zejdź mi z drogi!

Co jest?

Chodź tu ze swoimi zasranymi pomidorami!

To ty tu przyjdź!

Odsuń się!

- Dziwka! - Przestańcie!

Ty jesteś dziwką!

Nie obrzucajcie się pomidorami!

- Jesteś dziwką! - Twój mąż nią jest!

Racja. Jesteś palantem!

Nienawidzę cię!

- Chodź tu. Puśćcie mnie! - Dość!

Jebana zdzira!

Przestańcie!

Dość tego!

Podnieście mnie, a ją wykończę!

- Niby kogo? - Puśćcie mnie!

Masz. Lubisz pomidorki? Jedz.

Dość. Zostawcie ją w spokoju!

Lekarz powiedział, że poród opóźni się o dwa tygodnie.

Miło by było pójść na plażę.

Co to za mina?

Wszystko będzie dobrze.

Słyszałem ją!

Musimy się zbierać. Już późno.

Ogarniesz stół?

Jasne.

Halo?

Ojciec Mario?

Kto mówi?

Claudio Bulla.

Mąż Roberty. Przepraszam, że o tej porze.

Claudio! Nic nie szkodzi.

W czym mogę pomóc?

Chodzi o tę posadę.

Wciąż jest wolna?

Zamknij się.

Zawsze to powtarzam.

Branża spożywcza nie umrze.

Nie przejedziesz się.

Ludzie zawsze są głodni.

Muszą jeść.

Pewnie, że trzeba dobrze inwestować.

Znamy się do wieków, więc to wiesz.

Uwielbiam inwestycje,

odkąd zacząłem sprzedawać trawkę w szkole.

Proszę.

Świeżutka umowa.

Bardzo prosta zmiana właściciela.

Podpisz i jesteśmy kwita.

Anuluję dług.

W zamian wezmę boisko i cię nie zabiję.

W końcu jestem rozsądnym gościem.

Co ty na to?

Podpiszę.

Wszystko.

Oddam wszystko.

Boisko, dzieci, bar. Wszystko.

Tylko zostaw nas w spokoju.

Mnie.

Mojego syna.

Może gówniana z nas rodzina…

ale on nie ma z tym nic wspólnego.

Wystarczy, Alfredo. Wyłaź.

W końcu!

O rany.

Dziękuję. Miło z twojej strony.

To nic takiego.

Umieram z głodu. Kopałem przez dwie godziny.

Jedz. Regeneruj siły.

Tu są grzyby?

Borowiki. Naturalne, prosto z mojego lasu.

Dziękuję, Umberto, ale nie lubię grzybów.

Cóż. Są świeże.

Jedz. Nie bądź mięczakiem.

Oddaj mi boisko,

a nikomu nie stanie się krzywda.

Ale Leo zostaje.

Leo?

Mam w związku z nim pewne plany.

Plany?

O czym ty, kurwa, mówisz?

Mój syn nie ma z tym nic wspólnego!

- Zamknij się! - To boli!

- Boli! - Zamkniesz się?

To mnie boli!

I co z tego?

Cóż…

Nie przeczytałeś umowy?

To pomysł mojego prawnika.

Kazał się nie wychylać.

Nie kupię wszystkiego.

Zostawię ci trochę udziałów.

Czytaj.

Co tu jest napisane?

„Jeden procent”.

Świetnie.

Ze względów lojalnościowych

twój syn będzie posiadaczem tych udziałów.

Zrozumiałeś? No to jazda.

Podpisuj.

Albo zabiję ciebie i twojego tępego syna.

- Masz długopis. - Boli mnie.

- Dalej. - Zrób to.

Podpisz tutaj.

Grzeczny chłopiec.

Nie mogę.

Ostatni podpis.

Nie mogę!

Wystarczy krzyżyk.

Zostawcie to w jego biurze.

W biurze?

O jakim biurze mówicie? Wracaj!

Urzędujesz tu 30 lat

i nie poznajesz swojej murawy?

Światła!

Wyobraź to sobie.

Wszystko tu będzie zielone.

Piłka będzie się ładnie toczyć, bez niespodzianek.

Trybuny…

będą pełne ludzi.

Będzie się na nich roić od fanów

dodających otuchy graczom.

Jakbym był na stadionie olimpijskim.

Zamiast obskurnego baru będzie restauracja.

Otwarta dzień i noc.

Telewizja satelitarna i wszystkie mecze.

Całe rodziny będą tu przychodzić.

Mecze, turnieje, letnie obozy,

komunie święte, bierzmowania, urodziny.

Wszystko.

Będą grać w piłkę. Pięciu na pięciu, ośmiu na ośmiu.

Później postawimy tu dwa korty tenisowe, basen i będzie zajebiście!

Najnowocześniejsze centrum sportowe!

Chodzi o wizję…

Można mieć wszystko, ale bez wizji

jesteś tylko szarakiem.

Do widzenia, prezesie.

Zrozumiałem, Umberto. Teraz proszę, puść mnie.

Umberto.

Umberto.

Proszę, Umberto.

Proszę!

- Błagam cię! - Spokojnie!

To boli!

Ty draniu!

Umówiliśmy się!

Obiecałeś mi!

Nie możesz mnie zabić.

Rozumiesz? Dałeś mi słowo.

Słowo?

Serio?

Nadal nie rozumiesz?

Jest nic niewarte.

Tak jak twoje.

- Umberto! - Nie ruszaj się.

Umberto!

Nie zostawiaj mnie!

Umberto!

Umberto, wybacz mi!

Prezesie, koniec meczu.

Grałem tu jako dzieciak.

Codziennie.

Przychodziłem przed treningiem. Otwierał mi woźny.

Wieczorem odbierał mnie ojciec.

Nie masz pojęcia, ile wybiłem tu piłek za płot.

- Więc byłeś do bani. - Byłem dobry.

- Niewystarczająco. - Dobrze mi szło.

Daj spokój.

Nie było mnie tu wieki.

A mieszkam tuż za rogiem.

Szaleństwo.

TATA

Antonio.

Anto!

- Anto. - Co?

- Twój ojciec dzwoni. - Oddzwonię.

Dzwonił już dziesięć razy.

Zadzwonię później.

Na pewno wszystko gra?

Tak.

Dobra.

Jestem głodna.

Ja też.

Pizza?

Pewnie. Siadaj z przodu.

Napisy: Jakub Skiba

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.