All language subtitles for The Frisco Kid 1979 DVDRip XviD AC3 MRX (Kingdom-Release)

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian Download
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish Download
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

www.napiprojekt.pl - nowa jakość napisów. Napisy zostały specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.

Tłumaczenie: colas

Z...

Z... Indianami?

Avram.

Chcę z Tobą porozmawiać na osobności.

Mów wyłącznie po angielsku.

I niezależnie od tego, co powiem. . .

. . .nie uśmiechaj się.

Na 88 studentów kończących tę jesziwę. . .

Nie uśmiechaj się.

Wyglądaj poważnie.

- Powstaje nowa kongregacja... - W Ameryce?

Jakiś szaleniec zaproponował cię do objęcia posady rabbiego.

Jestem zmuszony poddać ten pomysł pod oficjalne głosowanie Rady Rabinów.

Było blisko.

Zabrakło niewiele.

Ale to ja tu sprawuję władzę.

To ja muszę podjąć decyzję.

A więc, kowboju. . .

. . .wysyłam cię do to San Francisco.

- Gdzie jest San Francisco? - Niedaleko Nowego Jorku.

Zmykaj. Szybko.

I tak, pewnego pięknego, słonecznego dnia w roku 1850...

...rozpocząłem moją wielką przygodę...

...i udałem się z Polski do Filadelfii,...

...do miasta, w którym wszyscy bliźni szczerze się kochali.

Belinski. Przez B, Belinski.

Nie, nie. Były dwie walizki.

Już pani tłumaczyłem, będzie pani musiała poczekać.

Tatusiu, tatusiu.

Statek już odpłynął.

- Rozumiesz? - Ktoś powinien był nam powiedzieć.

- Co powiedział? - To sprawka szatana.

- Statek odpłynął. - Proszę pana.

- O co chodzi z tym statkiem do San Francisco? - Odpłynął.

To niemożliwe. Miał odpłynąć dopiero rano.

Miał odpłynąć? Co do cholery jest z panem nie tak?

Mamy gorączkę złota. Ludzie, o niczym nie słyszeliście?

Następny statek jest za dwa miesiące.

Boże. Jedyny boże, dopomóż.

Zaledwie rano ja i mój brat otrzymaliśmy wiadomość.

W porządku, kto następny?

Nasza biedna mamusia umiera w San Francisco.

Co ja pocznę?

Och, musi... Musi być jakiś sposób, by dostać się...

...do San Francisco inaczej niż statkiem.

Nie dla nas, sir.

Nie minęło 10 minut, jak z bratem sprzedaliśmy konie i wóz...

...żeby móc kupić bilety na statek.

A teraz zostaliśmy z niczym.

Cóż, może gdybyście udali się do kupca i opowiedzieli o swoich kłopotach...

...i zwrócili mu jego pieniądze, zwróciłby wam wóz.

Myśli pan, że by to zrobił?

Myślę, że tak, jeśli jest dobrym człowiekiem.

Czy mógłby pan...? Mógłby pan mi pomóc?

Nie jestem zbyt dobry w wysławianiu się.

Zazwyczaj po prostu zaczynam płakać.

Pomogę. Zrobię to z radością.

Lecz nie wiem, czy będzie ze mnie jakiś pożytek...

...ze względu na mój angielski. Nie musi pan nieść walizek.

Mój brat ma na imię Matt. A pan jak ma na imię?

- Avram. - Avram. Ja jestem Darryl. Darryl Diggs.

W każdym razie, mój brat ma charakterek.

Czasami puszczają mu nerwy, rozumie pan, co mam na myśli?

- Nie mógłbym pomóc nieść...? - Nie, dam sobie radę.

Proszę tu skręcić. Jak to było, Abrum?

Avram. Ale nic się nie stało.

- Załatwiłeś wszystko? - Spóźniliśmy się na statek.

- Co? - Statek wypłynął wczoraj.

Ludzie w mieście powariowali. Gorączka złota. Odpłynął wczoraj.

Tak? I co my teraz niby zrobimy?

Może dzięki temu dżentelmenowi bóg się nad nami zlituje, Matt.

Avram, to mój brat, Matthew Diggs.

- Jak się pan miewa? - Panie Jones.

Panie Jones, nie zdążyliśmy na statek.

Znaleźliśmy się w przykrej sytuacji. Potrzebujemy z powrotem naszych koni i wozu...

...żeby dostać się do San Francisco i ujrzeć naszą mamusię przed śmiercią.

- Więc jeśli mógłby pan przyjąć pieniądze... - Łączę się z wami w bólu.

Musicie jednak zrozumieć, że ja tu prowadzę interes.

Nie sprzedaję niczego bez zysku.

Ale my nie mamy pieniędzy na pański zarobek.

A więc nici z interesu.

Przepraszam.

Przepraszam, panie Jones.

Jaki zysk chciałby pan uzyskać od tych dżentelmenów?

Pięćdziesiąt dolarów.

Och, 50$. To koniec Matt, jesteśmy ugotowani.

Wybacz, Avram. Wybacz, że zmarnowałem Twój czas.

Cóż, może ja mógłbym zapłacić te 50 dolarów.

Byłbyś doprawdy zbyt hojny, Avram.

Nie wiem, jak moglibyśmy się tobie odpłacić. Co ty na to, Matt?

Pięćdziesiąt dolarów, sam nie wiem.

Gdybym tylko dostał miejsce na wozie do San Francisco...

...zostałbym spłacony z nawiązką.

Za 50$ dostanie pan miejsce wraz z poduszką. Prawda?

Do samego końca.

Podzielę się poduszką.

Matt, Pan uśmiecha się dziś do nas.

Amen.

Cisza, panowie.

Cudowne, wspaniałe wieści.

Dziś rano otrzymałem ten oto list.

''Drogi panie Bender.

Informuję niniejszym, iż już niedługo, jeśli Bóg pozwoli...

...będziecie mieli rabina i Torę.

Rabin Avram Belinski...

...wypłynął z Polski by dołączyć do społeczności w wiosce San Francisco.

Avram dziękuje panu za zdjęcie pańskiej uroczej rodziny.

Z niecierpliwością oczekuje na spotkanie z pańską córką, Sarah Mindl...

...i perspektywę małżeństwa z nią.''

- Tato. - Nie teraz, Sarah Mindl.

Ale Julius.

- Idź do swojego pokoju. - Co też się dzieje z Sarah Mindl?

Bender, rabin jest lepszą partią niż Rosenschein.

- Gryza? - Och, dziękuję.

Oto i on, Avram.

Mały skrót, o którym tobie wspominałem.

Doprowadzi nas do San Francisco o cztery dni szybciej.

Świetnie.

Co się dzieje? Czy to Indianie?

Co się dzieje, panie Jones?

Nie rozumiem. Co...?

Darryl, powiedz mu, ża zapłaciłem 50 dolarów.

Zapłacił 50 dolarów.

- Zapłaciłeś 50$? - Tak, zapłaciłem.

Chodzi wam o ubranie? Chcecie zabrać moje ubranie?

Tak bardzo wam na nim zależy? Nie macie swoich ubrań?

Nie! Nie, tylko nie Tora. Błagam.

Weźcie moje pieniądze, możecie wziąć... Boże, Boże, pomóż mi!

Proszę, nie. Błagam, nie róbcie tego.

Nie. Błagam. Błagam. Nie.

Po co wam mój tałes?

- Dlaczego to robicie? - Kochamy cię.

- Panie Jones, dlaczego pan to robi? - Nie jesteś zadowolony z naszych usług?

Nie.

Boże, nie chcę mieć nic do czynienia z tymi nikczemnymi oszustami.

- Wedle życzenia. - Proszę bardzo.

- Jak nam poszło? - Mam resztę jego pieniędzy.

Co...?

Nie mogliście tego wyrzucić na początku?

Ameryka.

Rodacy! Krajanie, witajcie!

Rodacy!

Witajcie, ziomkowie!

Rodacy!

Czy ty mówić angielski?

Czy ty...

...mówić ang...

Wiesz, to chyba wariat.

Dzień dobry.

Zdecydowaliśmy...

...że powinien mieć te pieniądze na pociąg do Akron.

Przepraszamy, że nie może być więcej.

Mamy nadzieję, że pomogą mu w podróży, bracie Avram.

Nigdy nie zapomnę...

. . .waszej dobroci.

Dziękuję.

Do widzenia.

Do widzenia dzieci.

Do widzenia.

Bardzo wam dziękuję.

Dziękuję. Żegnajcie.

Żegnaj, Avram. Żegnaj.

Moi rodzice też mają farmę. Nie tak dużą jak ta...

...ale równie ładną.

Jak to jest, że ty nie jesteś farmerem?

Cóż, Bóg chciał, bym został rabinem.

- Dlaczego? - Dlaczego?

Myślę, że miał wystarczająco dużo farmerów.

Co za wspaniała okolica.

Prosty Szymon mówi, ''Dotknijcie palcem nosa. ''

- Prosty Szymon mówi, ''Nie śmiać się. ''

Prosty Szymon mówi, ''Dotknijcie palcami nosa. ''

/Naprawdę muszę iść.

Prosty Szymon mówi, ''Dotknijcie palcami nosa. ''

Kochanie, nie przeszkadzaj panu.

Prosty Szymon mówi, ''Nie musisz się bawić. ''

- Jaki jest następny przystanek? - Jeszcze chyba półtorej godziny.

Mamusiu, chce mi się spać.

Nie wydaje mi się, żeby te pociągi trzymały się rozkładu.

- Mamo, jestem głodny. - Za wcześnie na obiad.

/Nie zapomnij sprawdzić bagaży zanim wysiądziemy.

/Wiem, wiem. /Mówiłaś to już ze sto razy.

Panie i panowie, czy mogę prosić o uwagę?

Zachowajcie spokój i słuchajcie uważnie, bo powiem to tylko raz.

Po pierwsze, nie odwracać się.

Stoi za wami człowiek ze strzelbą. Nie będzie miał skrupułów.

Kto mi nie wierzy, ten zginie.

A teraz...

...wszyscy kładą ręce na głowie.

Dobrze. Naprawdę dobrze.

A teraz zabawimy się w to samo, co w kościele.

Mogę prosić o datek, sir?

Bardzo pan łaskawy.

Pani? Dziękuję. Dziękuję bardzo.

Pani?

Dziękuję.

Jeszcze raz wszystkim bardzo dziękuję.

Jake, ja wyskakuję tutaj. Ty skaczesz na kolejnym zakręcie.

Pamiętajcie, najlepszy sposób by nie stracić głowy...

...to trzymać ją w rękach. I nie odwracać się.

Lepiej jest dawać, niż otrzymywać, nieprawdaż?

Prosty Szymon mówi:

''Wszyscy się śmieją. ''

Nie zrozumieliście żartu?

Prosty Szymon mówi, ''Wszyscy mają się śmiać. ''

Ciężko jest wytłumaczyć, dlaczego Żyd nie podróżuje w sobotę.

A sobota dla Żyda zaczyna się w piątek.

- Nazwisko? - Joseph Peloton.

Do brygadzisty. Nazwisko?

Dobrze. Dobrze.

- Dobrze. - Do brygadzisty.

- Nazwisko? - Ty dziwacznie wyglądasz.

- Tak. Tak. - Do brygadzisty. Nazwisko?

Tak.

- Do brygadzisty. - Pracowałeś kiedyś przy torach?

- Nie. To mój pierwszy raz. - K-O-B.

- Do brygadzisty. - Ty mówisz naprawdę śmiesznie.

- Tak. - Do brygadzisty.

- Tak. - John Browning.

Coraz więcej dziwaków szuka pracy.

Do brygadzisty.

- Nazwisko? - Belinski.

Hej!

Hej!

Hej!

Przepraszam. Przepraszam, Paco. Wybacz. To ostatni raz.

Możesz się założyć o swoje buty.

Och, znów to zrobił.

Czekaj. Czekaj Paco, czekaj. Wstrzymaj się, to nie było celowo.

- Avram, przynieś trochę wody. - Już idę.

Świeżutka woda już nadchodzi.

- Avram. - Co? Co się stało?

Paco. Poczekaj, nie.

- Och, nie. - Sam się o to prosiłeś.

Połamię ci te żydowskie kości!

Ty mądry, ty słuchaj. Otwieramy duża restauracja.

Ty pracujesz rok, robisz tyle pieniędzy, ile potrzeba na wóz.

Może nawet pojedziemy z tobą? Otworzyć wspólny interes w San Francisco.

Paco, pokażesz mi, gdzie kupić konia?

- Jak zamierzasz znaleźć drogę? - Paco, proszę.

Po prostu pokaż mi, gdzie kupić konia.

Ty zwariowany Żydzie.

Zabłądzisz.

Wierz mi...

...nie zabłądzę!

O tak, zgubisz!

Żegnajcie.

Żegnaj, Paco.

Do widzenia, panie Ping.

Stój. Stój, koniku. Zatrzymaj się, koniku. Spokojnie.

Dobry konik.

O tak, dobry konik. O to chodzi.

Powolutku i spokojnie.

Powoli. Powoli. O to chodzi. Bądź dobrym konikiem.

Sarah Mindl.

Sarah, Sarah, Sarah.

Och, moja Sarah. Sarah.

Och, gdybyś wiedziała, ile dla mnie znaczysz.

Hej, sio!

Moje jedzenie. Moje jedzenie.

Dlaczego ja? Odbierzesz mi moje jedzenie?

Masz cały świat, a zabierasz moje jedzenie?

Nie ty. Stój. Nie ty.

Nie, koniku, poczekaj. Poczekaj!

Ani jedzenia, ani konia.

I co teraz?

Wracaj! Komme hier, koniku.

Będę dla ciebie dobry. Będę miły!

Nazbieram ci trawy. Będę drapał po grzbiecie.

Zrobię ci masaż.

Kurczaku, kurczaku, kurczaku. Kurczaku, chodź tu.

Nic ci nie zrobię. Chcę cię tylko zjeść.

Komme hier. Zaczekaj!

Nie zrobię ci krzywdy! Sprawię, że będziesz koszerny!

Jak bardzo jesteś głodny?

Dość mocno.

Gdybyś był tu wczoraj, moglibyśmy mieć pieczonego kurczaka.

Czyli to jest żydowska kuchnia?

Całkiem smaczne, co?

Skąd przybywasz?

Stamtąd.

Jesteś z Kalifornii?

Tam jest Kalifornia?

Zgubiłeś się, prawda?

Masz jakieś pieniądze?

Nie.

A jedzenie?

Nie.

Śmiesznie mówisz. Gdzie się urodziłeś?

W Polsce.

Czy to koło Pittsburga?

Nie, koło Czechosłowacji.

Aaa, tak, tak.

I jedziesz do Kalifornii?

Tak.

Nie uda ci się.

Przepraszam...

...czy byłbyś tak dobry i wskazał mi rano...

...drogę do San Francisco?

- Jasne. - Świetnie.

- Rano. - W takim razie...

...staniesz do walki o ostatnią rybę?

Myślisz, że masz szanse?

Myślę, że z czystym sumieniem mogę stwierdzić...

...żadnych.

Mimo to wciąż jestem głodny.

- Częstuj się. - Dziękuję.

Jak nazywacie ten gatunek ryby?

Och, to pstrąg.

Pstrąg?

Ma mnóstwo ości.

Czeka tam na ciebie rodzina?

Obiecano mi żonę, gdy tylko dotrę do San Francisco...

...lecz jeszcze jej nie spotkałem.

Zamierzasz poślubić kobietę, której jeszcze nie widziałeś?

Nie powiedziałem, że jej nie widziałem. Powiedziałem, że jej nie spotkałem.

Zanim opuściłem Polskę, przesłali mi jej fotografię.

- Cóż... - I co myślisz?

Właśnie takie kobitki lubię. Ty sukinkocie.

Ty szczęśliwy sukinkocie.

Kurna!

- Też tak myślę. - Ta druga też niczego sobie.

Dobranoc, Rabbi.

- Dobranoc, kowboju. - To ci paniusia.

Eins, zwei, drei, ciasno.

Najpierw przeciągnąć przez to i dociągnąć.

To idzie w dół.

- Miło było cię spotkać, tygrysie. - Mi ciebie również, tygrysie.

- Wszystko zrozumiałeś? - Oczywiście.

Na prawo od drzewa...

...potem przez pięć, sześć tygodni prosto na północ, aż krajobraz zrobi się płaski.

- Dokładnie. - Wtedy przez dwa dni jadę w lewo.

Tam staram się unikać Indian.

Następnie przekraczam rzekę...

...skręcam ostro w prawo, zostawiając za sobą góry.

Gdy tylko, z Bożą pomocą, dotrę do pustyni...

...jadę prosto, jak siknął, aż dotrę do oceanu.

Skręcam w lewo, po prawej mam ocean...

...i jak z bicza strzelił, prosto do San Francisco.

Dobrze?

Całkiem nieźle.

Więc...

...mam nadzieję, że ci się uda.

Okej, poczekaj koniku.

Dobrze.

Ruszaj koniku.

Właśnie tak.

Prosto przed siebie.

Mówisz po meksykańsku?

Nie. Dlaczego pytasz?

O, bez powodu.

Jestem tylko ciekawy.

Jeśli kiedykolwiek odwiedzisz San Francisco...

...mam nadzieję, że mnie odszukasz i pogadamy o starych czasach.

Jedź, koniku.

Hej!

Tędy.

Tędy?

Oczywiście, wiem przecież, że tędy.

Zanim jednak pojadę w tamtą stronę, okrążę ten pień.

Nie wolno zawracać konia tak nagle. Bywa wtedy dużo wypadków.

Trzeba wystartować delikatnie i powoli, tak jak wstaje się prawą nogą.

Jakież to dzikie koniska mają w tym kraju.

Jak mówicie na to po żydowsku?

A więc nie spuszczaj wzroku z tego tochis tak długo, aż ci nie pozwolę.

Wpatrywać się w tochis.

Kurna! Nie zbliżaj się do krawędzi, Rabbi.

- Co to za słowo? - Jakie słowo?

W pewnych sytuacjach zawsze mówisz ''kurna''.

Kurna?

Cóż, to znaczy...

Znaczy... Co wy...?

Musicie mieć w swoim języku słowo, które mówicie...

Co mówicie, gdy coś naprawdę was zaskoczy?

Tak.

To właśnie oznacza ''kurna''.

O kurna!

Tak, to ma sens.

Powoli. Powoli, koniku.

No cóż, to tutaj.

- Dokąd jedziesz? - Kilka mil w dół rzeki.

Jest tam niezłe miejsce na przeprawę.

- Dlaczego nie tu? - Tutaj?

To jest dobre miejsce by się zabić, a nie, by przebyć rzekę.

Po prostu wskoczymy do rzeki i ją przepłyniemy. Bułka z masłem.

Jeśli chcesz się zabić - proszę bardzo.

Nie lubię głupich pomysłów. Jadę dłuższą drogą.

To nie powinno być zbyt trudne.

To zabójcze zwierzę!

Poczekaj! Poczekaj chwileczkę!

Dokąd pędzisz, koniku? Jeszcze nie wydałem komendy!

Och nie! Och nie!

Chyba wiem, co to oznacza! Kurna!

Hej, ten wąż o mało mnie nie zabił!

A niech mnie. Jeśli on mógł, to ja też.

Pomocy!

Cholera!

Kurna.

Wiesz Rabbi, stuknięty z ciebie skurczybyk!

Zapamiętaj sobie - należę do ludzi, którzy jeśli mówią, że coś zrobią...

...to to zrobią!

Możesz za to ręczyć?

A może on teraz leży martwy gdzieś w dziczy!

Ugryź się w język! Mówisz o moim przyszłym zięciu.

Może ktoś powinien przypomnieć o tym Sarah Mindl.

Rosalie.

Rosalie, trzymaj siostrę z dala od tego idioty.

Nie zamierzam się mieszać. Nie zamierzam się mieszać.

Wygląda na bardzo miłe miasteczko. Zimne, ale miłe.

Możliwe.

Nie sądzę, żeby ten koleżka był w pełni sił.

Zobaczę, czy uda mi się znaleźć jakiś nocleg.

- Niech to będzie coś taniego. - Jasne, coś taniego.

A propos jutra...

To nie najlepsza pogoda na podróż.

Wiem, że to niezbyt wykwintne miejsce, ale przynajmniej ma dach.

I jest tanie, tak jak chciałeś.

Zostaniemy tu kilka miesięcy, potem wyruszymu na południe.

Nie. Już i tak zmarnowałem zbyt wiele czasu.

Gdy przywalili ci wtedy w łeb, musieli uszkodzić mózg.

Jeśli tak zależy ci na czasie, to czemu nie możesz jechać w sobotę?

Mówiłem już, że moja religia zabrania podróżować w szabas.

Cóż, ja od teraz też mam religię.

Jedną z rzeczy, których zabrania jest umieranie.

Przed nami potężne góry, a na zewnątrz wzbiera potężna śnieżyca.

Mówię ci, że się nie przebijemy.

- Mi się uda. - Niech to szlag.

Nie dam się na to namówić.

To wręcz niemożliwe. Każdy cholerny Indianin to wie.

Każdy cholerny traper to wie.

Wiem, nie podoba się tobie, gdy mówię w taki sposób.

Ale zapewniam cię, że tym razem nie dam się na to namówić.

A czy ja staram się ciebie do czegoś namówić?

Dobranoc. Przyjemnej podróży.

Dobranoc. I dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłeś...

...do momentu, w którym potrzebowałem cię najbardziej.

Nie budź mnie rano.

Postaram się być tak cicho, jak to tylko możliwe!

I co teraz powiesz, Rabbi?

Zimno.

Musisz tu przyjechać zimą.

W Talmudzie jest napisane, ''Znajdź sobie nauczyciela.''

Tak też uczyniłem.

Jednakże czasami lękałem się, że znajdzie sobie innego ucznia.

Połóż konia!

Zamarzlibyśmy na śmierć gdybyśmy pojechali dalej.

Nie. Przygotuj jedno.

Ruszaj się.

Chodź tu!

Bliżej.

Moment, robimy to po to, by się ogrzać, prawda?

W takim razie, możesz mnie objąć.

Chodź tu, kochanie.

Tak lepiej.

Hej, spójrz.

Chyba znaleźliśmy Rajski Ogród.

To nie do końca Rajski Ogórd.

Jakimż pięknym miejscem jest Ameryka. Nie ma żadnych murów wokół miast.

Nie trzeba się martwić, że z sąsiedniego miasta przybędą żołnierze i będą mordować.

Wiesz co, myślę, że tu jest Zachód. Jesteśmy na Dzikim Zachodzie.

- Jak w książkach, które czytałem w Polsce. - Poczekaj chwilę.

- Jakie wspaniałe miasto. - Zaraz wracam.

Mają tu banki i restauracje.

Mają kupców w każdym rodzaju.

I spójrz na ludzi, jak oni się ubierają.

Myślę, że to kowboje.

- Dobry. - Dobry.

Zatrzymaj się tutaj.

Mam tu drobną sprawę do załatwienia.

Zajmiesz się końmi?

Za chwilę będę z powrotem.

Ruszaj

- Co się dzieje? - Właśnie obrabowaliśmy bank!

- Co powiedziałeś? - Właśnie obrabowaliśmy bank!

Co rozumiesz przez ''my''?

Bank! Właśnie obrabowali bank!

Ruszamy w pościg! Szybko!

- Po co? - Powiedziałem, ''ruszamy w pościg''!

Sam sobie jedź. Nie trzymałem pieniędzy w banku.

- Ale oni go obrabowali! - To ich sobie goń. To twój bank.

Pięć dolarów na łebka!

- Pięć? - Siedem pięćdziesiąt!

- Nie warto. - Pojadę za jedenaście.

- Dziesięć! - Jedenaście!

Dobra, dranie. Jedenaście dolarów. W drogę!

Nie jest tobie za wygodnie? Nie możemy się tu zatrzymać.

- Jak mogłeś mi to zrobić? - Tym się zajmuję. Napadam na banki.

- Ale zrobiłeś bandytę i ze mnie! - Co z tego? Dostaniesz swoją działkę.

Znikaj z mojego życia.

Co?

Znikaj z mojego życia! Wynocha! Nie chcę cię tu widzieć!

- Znikaj z mojego życia! - Daj spokój!

Spokojnie. Tylko spokojnie. Lepiej ochłoń.

Uspokój się.

Broń?

Celujesz we mnie z broni?

Broń?

Wiesz, naprawdę jesteś wariat.

Jasne, że jestem wariat. Rabuję banki. Kto, jak nie wariat, napada na banki?

Żaden z ciebie bandyta Ty tylko trzymałeś konie.

- Myślisz, że mogę im to powiedzieć? - Pewnie!

- A posłuchają mnie? - Jasne, że posłuchają. A potem cię powieszą.

- A jeśli oddam im pieniądze? - Masz na myśli swoją część?

Tak, mam na myśli swoją część!

Wtedy powieszą cię za jaja, aż wyśpiewasz, gdzie reszta.

A potem powieszą!

Lepiej szybko się zastanów, partnerze.

Szybko, koniku! Szybko! Poczekaj, Tommy, poczekaj! Już jadę.

Wygląda na świeże tropy.

Byli tu. Jest nawet krew.

Hej, to pewnie ja. Wiedziałem, że jednego trafiłem.

Trochę mu to zajęło, zanim zaczął krwawić...

Dobra, w drogę, panowie. Poszukajmy drzewa, na którym zawisną!

Hej! Hej! Hej!

Kolejna rzeka?

Chciałbym rozpalić większe ognisko.

Niestety to niemożliwe. Cieszmy się, że mamy choć takie.

Nie są daleko za nami.

Do świtu połapią się w moim prymitywnym triku.

Masz, to powinno cię ogrzać. Trzysta dwadzieścia dolarów dla każdego.

Nieźle, co?

Niezłe z ciebie ziółko.

Nie sądziłem, że weźmiesz pieniądze...

...brudna forsa i takie tam.

A więc jesteś bogaty. Co zrobisz z taką sumą?

Odeślę je, jak tylko dotrzemy do następnego miasta.

Do tego czasu miej się na baczności. Całkiem tu niebezpiecznie...

Można zostać okradzionym.

Będę wypatrywać obcych.

Gotowe.

Koniec tego kościoła. Lepiej ruszajmy w drogę.

Założe się, że już wiedzą, gdzie jesteśmy.

Znalezienie nas nie zajmie im zbyt wiele czasu.

- Nie ruszaj się, koniku. Bądź grzeczny. - Nie możemy sobie pozwolić na zwłokę.

Co ty do cholery robisz?

Dziś nie jadę.

O czym ty gadasz?

Dziś jest sobota.

- Więc? - Nie jeżdżę w sobotę.

To wiem. Nie mów mi tylko, że nawet dziś nie zamierzasz jechać.

Nawet dziś nie zamierzam jechać.

- Prosiłem, żebyś tego nie mówił! - I to właśnie ci mówię.

To nie jest zwykła sobota!

A czymże ta sobota różni się od wszystkich innych sobót?

Tym, że w tę sobotę gonią nas ludzie, którzy chcą nas powiesić!

Zapewniam cię, że wrócili już do właściwej odnogi strumyka.

W sobotę nie jeżdżę!

Jezu, ja przez ciebie sfiksuję!

Wiesz, że w pościgu nie ma Żydów?!

W sobotę powieszą cię tak samo chętnie, jak w każdy inny dzień.

Nie rozumiesz, że guzik ich obchodzi twoje świętowanie?

Ni cholery, nie będę szedł pieszo!

Prosiłem, żebyś tak nie mówił.

Ty głupi, niegramotny sukinsynu.

Nie zamierzam tu czekać, aż pościg nas dogoni.

- Jadę. - Czy ktoś prosi cię, byś został?

Żegnaj.

Tutaj.

Coś ci pokażę.

Spójrz tam.

Wiesz, co to jest?

Tak.

I co?

Dopiero gdy słońce zajdzie.

Wiesz, kim jesteś?

Prawdziwy z ciebie ''meshuggener''.

Nadjeżdżają. Niech cię szlag.

- Dalej. - Nadjeżdżają.

Już?

Jeszcze nie.

Już?

- Jeszcze nie. - Już?

- Teraz! - Dzięki Bogu.

Najdłuższy, cholerny dzień w moim życiu.

Te drzewa to jabłonie.

Gorąco.

Ale gorąco.

Dasz już spokój? Zgubiliśmy ich.

- Skąd wiesz? - Bo minęły już cztery dni.

Mowię ci, że ich zgubiliśmy. Uspokój się.

A to co?

Indianie. Ruszaj!

- Wio, koniku. - Szybciej!

No dalejo! Nie jadą tu z zaproszeniem na herbatkę, idioto!

Jedź, koniku.

Kurna!

Szybciej! Trochę szybciej, koniku.

Czy oni nie widzą, że jesteśmy przyjaciółmi?

Czego oni mogli chcieć?

Chcieli naszych koni, rewolwerów, skalpów i naszych głów.

Jezu, nie mam pojęcia. Chcieli nam się dobrać do tyłków.

Ale dlaczego? Co im zrobiliśmy?

Tak długo biały człowiek kopał ich w tyłek, że już nie zadają pytań.

Jedno wiem na pewno - nie pomalowali się tak ze względu na bar micwę.

Och, nie. Och, nie.

- Och, mój Boże. - Co się stało?

- Och, mój Boże. - Co się stało?

-Och, Boże. Tora. - Stój! Niech cię szlag, stój! Czekaj!

Tym razem nigdzie z tobą nie jadę!

- Puść! - To były barwy wojenne, głupi tłuku!

- Puść mnie! Łapy precz. - Nie będą z tobą rozmawiać, zabiją cię!

- Nigdzie nie jadę, sukinsynu! - A kto cię prosi?

Żegnaj, frajerze!

Miłego pogrzebu!

Barani łeb!

Jak mnie w to wciągnąłeś?

Proszę.

Będę grzeczny.

Och, Boże, wyciągnij mnie z tego!

Och, błagam. Błagam, Jezu.

Jestem twoim przyjacielem. Nie chcę umierać.

Ty cholerny sukinsynu.

Puszczajcie. Nie zrobiłem nic złego.

Jak ja się w to wplątałem?

Kim ty do diabła jesteś?

Ja Rabbi.

Żydowski Rabbi.

Przybywam z daleka. Zza wielkiego oceanu.

Czytałem dużo książek o Indianach.

Nie za dobrze mówisz po angielsku.

To święty mąż, wodzu. Co rano i wieczór rozmawia z duchami.

I jest taki dobry, życzliwy i delikatny. Dusza człowiek.

Gdy obrabowaliśmy bank i uciekaliśmy przed pościgiem...

...nie jechał w sobotę. Ani troszkę.

To jego święto. Nie chciał rozgniewać swoich duchów.

Umie przywołać deszcz?

Deszcz. Deszcz?

Jasne, że sprowadzi deszcz.

Będzie lało jak z cebra, dzień po dniu.

Nie wiem, co wy z tym wszystkim zrobicie.

- A jeśli chceci porozmawiać o śniegu... - Ani słowa o śniegu.

Nie.

Przybyłeś tu po to?

Tak.

Przeczytałem tę księgę.

Nie zrozumiałem ani słowa.

- Jak nazywa się ta księga? - Tora.

- Tora. - Tora.

Tora.

- Tora? - Dobrze.

Oddasz swego konia za Torę?

- Tak. - Konia i buty?

- Tak. - I ubranie?

- Tak. - I wszystko inne, co posiadasz?

Tak. Wszystko.

- Nawet swój nóż? - Nie mam noża.

Nie masz noża?

Biała twarz bez noża?

- Nie masz noża? - Nie.

Jeśli oddam ci Torę...

...oczyścisz swą duszę w ogniu?

Tak.

Kurna.

Czy jeśli puszczę cię wolno, będę mógł zatrzymać Torę?

Nie!

Rabbi Bez Noża, jesteś odważnym człowiekiem.

A ty...

...który mówisz do Indian, jakby byli dziećmi...

...masz wielkie serce, choć nie tak wielkie, jak usta...

Cóż.

...a w nim wiele dobrych uczuć.

Dzięki, wodzu. Wielkie dzięki.

Dzięki.

Obyś był zdrowy, bo to najważniejsza sprawa.

Tak, to jest dobry napój.

Wielki Duch przysyła nas...

Cudownie!

Cudowny i przyjemny taniec.

Przyjemny, lecz nie przynosi deszczu. Tak czy nie - czy twój Bóg zsyła deszcz?

- Tak. - Ale nie zesłał?

- To prawda. - Dlaczego?

- Bo to nie jego działka! - Ale gdyby chciał, mógłby?

- Tak! - Kim jest twój Bóg?

- Nie mów ''mój Bóg''. To także twój bóg. - Nie oddawaj go nam.

- Mamy dość problemów z własnymi bogami. - Ale istnieje tylko jeden Bóg.

- Co takiego potrafi? - Wszystko!

Dlaczego więc nie ześle deszczu?

Bo on nie zajmuje się deszczem!

On daje nam siłę, gdy cierpimy.

Okazuje współczucie, gdy czujemy jedynie nienawiść.

Dodaje nam odwagi, gdy szukamy po omacku...

...niczym mała mysz w ciemnościach.

Ale nie zsyła deszczu!

Oczwiście, czasami zmienia zdanie, ot tak sobie.

- Naprawdę pyszne jedzenie. - Uważaj na to.

Co z tobą? Kocham te owoce.

To nie owoce. Mówię ci, uważaj.

Jedz.

Widziałeś?

Dobre. Nie znam przepisu, ale to naprawdę dobre.

Powiedz, jak Żydzi okazują radość?

Tak jak Indianie. Tańczą, tak jak tutaj.

- Pokaż mi. - Ja? Och, jestem fatalnym tancerzem.

- Odczuwasz radość? - Tak. Ogromną.

A więc proszę, pokaż mi.

Zatańcz z moim ludem.

Trudno, co mi szkodzi.

Nie.

Chcę, żeby zatańczył z wami.

Pokaże wam, jak tańczą jego ludzie.

Więc...

...bębny gotowe?

Ruch. Wszyscy tańczą. Lewa noga zawsze pierwsza.

Najpierw wolno, potem ładnie popracujemy stopami.

O to chodzi. Ręce bardzo ładnie. Uwaga na tę panią.

Ta pani jest chyba żydowską Indianką.

Po prostu się bawcie i nie martwcie się o to, co myślą sąsiedzi.

Pilnujcie lewej nogi.

Starajcie się trzymać rytm z innymi.

Właśnie tak. Pozwólcie przemówić waszym stopom.

One wciąż do was mówią.

Zdradzę wam, że będziecie bardzo zadowoleni z rezultatów...

...jeśli ruszycie biodrami i udami. A teraz w lewo.

Rzucamy lewym ramieniem.

Tak to robimy w naszej ojczyźnie.

Trzymajcie się blisko siebie. Zaczynamy.

Nie pogubcie się. Teraz ruszamy trochę szybciej.

Wsłuchajcie się w swoje stopy. Trzymamy się blisko. A teraz wszyscy krzyczą.

Przygotujcie się na podskoki.

Teraz skaczemy. Mały podskok.

Tak właśnie to robimy. Podskakujemy, raz, dwa, trzy.

Za chwilę zmiana. Teraz! Dwa klaśnięcia dłońmi.

Raz, dwa, trzy, cztery. Klasnąć z prawa, klasnąć z lewa.

Raz, dwa, trzy, cztery. Klasnąć z prawa, klasnąć z lewa.

Chyba złapaliście. Czujecie rytm.

Po prostu słuchajcie tych zwariowanych stóp. Robią milę w minutę.

Raz, dwa, trzy, cztery. Klasnąć z prawa, klasnąć z lewa.

Wszyscy klaszczą.

Raz, dwa, trzy, cztery. Klasnąć z prawa, klasnąć z lewa.

Czołem.

Czy ja jestem w...? We właściwym miejscu?

Słyszę dzwony.

Czy ja...?

Czy to...?

Ja nie...?

Chyba trochę się pochorowałem, prawda?

Chcesz mnie o coś spytać?

On nie może.

- Tommy. - Jak się czujesz?

- Dobrze. - Och, wyglądasz dużo lepiej.

Chłopie, ostatniej nocy dałeś do wiwatu.

Naprawdę się o ciebie martwiłem.

Zjesz coś?

Zawsze.

Świetnie. Czekają na nas ze śniadaniem.

Zostaw Torę, tutaj będzie bezpieczna. I tak dość mamy z nią kłopotów.

- Wszystko w porządku? - Jasne.

To dobrze. Chłopie, trzeba było mnie posłuchać, gdy mówiłem o tych owocach.

Myślisz, że myślę tylko o sobie?

Coś tobie powiem. Nie troszczę się o swoje zdrowie...

Na co się zdało całe moje dowiadczenie?

Ty po prostu nie słuchasz. Chodź, czekają ze śniadaniem.

Oni naprawdę nigdy nic nie mówią? Nigdy?

Widzisz, gdy złożą śluby, przestają mówić.

Ani słowa.

Jest tu pewien staruszek, Ojciec Joseph. Nie powiedział słowa od 45 lat.

Czterdziestu pięciu lat? Co...? Jak oni...?

A co, gdy grają w karty...

...i chcą o coś spytać partnera, co wtedy robią?

Czterdzieści pięć lat?

Jak możesz żyć nie mogąc zadać nikomu nawet jednego pytania?

Smaczne!

Smakuje mi.

Wiem, mam nie zadawać pytań.

Nie martwcie się, rozumiem.

Hodujecie je tutaj...?

Przepraszam, przepraszam.

Rozumiem. Żadnych pytań.

To po prostu dla mnie coś nowego.

Mógłbym prosić o...?

Sól!

Proszę o sól.

- Dziękuję. - Nie ma za co.

Naprawdę to zrobiłeś?

Oddałeś im te pieniądze.

- Tak! - Tak.

No cóż, nie tak to robimy w Ameryce.

Co więcej, teraz nie masz już pieniędzy.

- I co teraz zamierzasz? - Nie wiem.

Nie wiesz? Powiem ci, co ja zamierzam zrobić.

Zafunduję sobie kąpiel. A potem się upiję.

Później przygrucham sobie jakąś pannę z wielkimi cycuszkami.

I znów się upiję.

Na końcu wpadnę na pocztę w Wells Fargo i odzyskam swoją forsę.

Ty żydowski matole.

Dobry wieczór.

- Dobry. - Nie wolno tańczyć na ulicach.

Jeśli chcesz tańczyć, idź do baru.

Dziękuję.

Proszę obstawiać.

Koniec zakładów.

- Dwójka wygrywa! - Dziwne.

Nie widziałem kogoś takiego w naszej knajpie.

Ok, koniez zakładów.

Witam.

- Mogę popatrzeć? - Nowy w mieście?

- Witamy pod Czeronym Psem. - Ładnie pan gra.

Koniec zakładów.

- Ależ ty masz diabelskiego farta. - Dwie wygrane z rzędu!

Znów wygrałeś, Matt!

- Dziękuję. - Rozbij bank.

Pachnie mi to niezłą serią.

Koniec zakładów.

Jedynka, czerwone! Znów wygrana!

Hej, co pan do licha wyprawia?

Przytrzyma pan to dla mnie?

Cóż, ja... Nikt inny...

- Fortuna nie będzie czekać. - Dalej.

- Proszę obstawiać. - Ona ma dzisiaj nieliche szczęście. Gramy.

Dalej, niech się kręci.

Jedynka, czerwone. Znów wygrywa.

Oddajcie mi moje pieniądze.

- My się chyba skądś znamy, prawda? - Pan chyba jest szurnięty.

Chcę z powrotem moje 200$.

Odwal się.

Nieźle...

Koniec zakładów.

- Znowu tu jest. - W głowie mi się nie mieści.

Jeśli jest bystry, wyjdzie stąd w tej chwili.

Chyba ma poważne kłopoty.

Nie chcę nikogo skrzywdzić.

Chcę tylko odzyskać pieniądze.

Zabijemy cię.

To tylko przedsmak tego, co cię czeka.

Leż i nie ruszaj się. Udawaj rannego.

- Jest pan gotowy, panie Jones? - O tak, jestem gotowy.

Teraz sobie ciebie przypominam.

- Gotowy? - Tak.

Połóżcie go na bar.

Zapozna się z beczką.

Nie robiliśmy tego od miesięcy.

Nie pobrudź sobie tej fikuśnej brody.

Jak nic rozwali mu tę buźkę.

Tylko nie połam baru.

Mam nadzieję, że stać go na nowy komplet zębów.

Niech nikt się nie rusza.

Ty.

Połóż 200$ na barze.

Wiesz, w co trafi kolejna.

Tak, psze pana.

Ty ile masz?

- Osiemdziesiąt dwa dolary. - Połóż je tam.

Odłóż beczułkę.

Teraz...

...wszyscy troje...

...zrywajcie się stąd.

Zostaw resztę.

Tak, psze pana.

Jesteś zamożnym człowiekeim.

Mam tu twoje 200$.

Twoi znajomi właśnie wyszli.

W takim razie...

...zabawmy się trochę.

Cóż, brachu, udało nam się.

Spójrz, jest tak, jak ci mówiłem.

Z prawej strony drzewa, potem przez kilka dni w lewo...

...ostro w prawo, potem prosto jak siknął, aż dotrzesz do oceanu.

Kto by pomyślał, że to takie proste?

Właśnie.

Jakby co, to mnie nie znasz.

Inaczej wykopię twoje dupsko z powrotem do Polski.

Dlaczego nie miałbym cię znać? Wybierasz się gdzieś?

Jasna sprawa. Tu właśnie przyjdzie się nam pożegnać, Avram.

Co masz na myśli?

To, że ty za półtorej dnia jazdy tą plażą dotrzesz do San Francisco.

Już mnie nie potrzebujesz.

- A ty niby gdzie jedziesz? - W tę stronę.

Sutter's Mill.

Tam właśnie jest złoto.

Ale ja nie chcę, żebyś tam jechał.

Ale ja muszę.

Dlaczego?

Mam ludzi do poznania...

...banki do obrabowania, rozumiesz, muszę jakoś żyć.

A kto zostanie drużbą na moim ślubie?

Jak to?

To zadanie dla któregoś z twoich żydowskich przyjaciół.

Do tej roli musisz wybrać swego najlepszego przyjaciela.

Ty jesteś moim najlepszym przyjacielem.

Ja?

Jesteś moim jedynym przyjacielem.

Posłuchaj mnie, brachu.

Wbij wzrok w ten oto tochis...

...i wpatruj się w nigeo, aż dotrzemy do San Francisco.

Nigdy nie miałem najlepszego przyjaciela.

Ale zimno. California jest chłodna.

Hej, złapałem złodzieja.

Myślisz, że złodziej jest silniejszy niż Bóg?

Jestem rabinem! Pokonam każdego złodzieja!

Koniec nauki pływania.

- Spójrzcie na te syrenki. - Złapaliśmy je bez spodni.

Czas dostać za swoje, chłopcy!

Co z tobą, koniu!

Nie ma już naboi!

Upuścił rewolwer! Podnieś go!

Zastrzel go!

Jest tam! Spójrz!

Jest w piasku! Nie pozwól mu chwycić drugiej spluwy!

Zastrzel go! Inaczej nas pozabija!

Zastrzel go, Avram!

On idzie po drugą spluwę!

Zastrzel go na miłość boską!

Pomóż mi!

On nas zabije!

Zastrzel go, Avram! Nie rozumiesz?

On idzie po drugi rewolwer! Nie pozwól mu się do niego dostać!

Nie pozwól mu go chwycić!

On jest właśnie tam!

Zobacz, leży w piasku! Zastrzel go, Avram!

To tylko tak źle wygląda, brachu. Bywało ze mną gorzej.

Podaj mi whiskey.

Podaj mi sakwy.

Pokażę ci, jak mi pomóc.

W porządku?

Nigdy wcześniej nie zabiłeś człowieka?

Podaj mi sakwy.

A teraz kładź się spać.

Wciąż zachowujesz się dziwacznie.

- Na pewno wszystko w porządku? - Nic mi nie jest. Śpij już.

Hej, Rabbi...

...myślisz, że to Bóg przysłał mnie, bym wskazał ci drogę?

Być może.

Muszę być kimś w rodzaju anioła.

Całkiem ładny dzionek dzisiaj mamy, co?

Tak.

Piękny dzień.

Dobry.

Witam.

Dobry.

Dobry. Co słychać?

- Witam. - Potrzebuje pan czegoś?

Cóż...

Czy czegoś...? Nie!

A niech mnie, panienko, nazywam się Tommy Lillard.

Przybywam z Teksasu... Jestem z Teksasu.

I...

Proszę wybaczyć za to niespodziewane wtargnięcie.

- Choć było ono niespodziewane tylko z początku. - Czego pan chce?

Jestem tu by doręczyć panu Benderowi tę rzecz.

- Oczywiście jeśli dobrze trafiłem. - Dobrze pan trafił. Jestem jego córką.

Tak, to wiem. Och, pani jest jego córką?

Pani jest córką Bendera?

Dobry.

Wejdzie pan do środka?

Chciałbym, ale...

Dziękuję, muszę odmówić. W barze czeka na mnie przyjaciel...

...i ten przyjaciel, rabin...

...prosił, bym przyniósł to panience, to znaczy, pani ojcu.

Co to takiego?

To coś? Nie mam pojęcia. Myślę, że to jakaś Tora.

Tora?

Tak, tak to chyba nazywa.

Więc gdzie on jest?

- Kto? - Rabin.

Gdzie jest rabin? Och, gdzie jest rabin? Rabin...

Właściwie to nie wiem, panienko.

Gdy widziałem go po raz ostatni w trakcie wzuwania portek w burdelu...

...mój przyjaciel rabin zapytał mnie, czy przejeżdżając przez Frisco...

...nie wpadł bym do tego domu i nie wyświadczył mu przysługi?

W każdym razie, było miło...

...panienkę poznać...

...i będę już...

Czy coś się stało?

Nie, nie, nie. Nie.

Nie zdawałem sobie sprawy, że pani oczy będą aż tak brązowe.

Skąd niby miałby pan to wiedzieć?

Skąd miałbym wiedzieć?

Skąd miałbym wiedzieć? No właśnie.

Skąd miałbym wiedzieć? Nie mogłem tego wiedzieć.

Lepiej już pójdę,...

...nie lubię, gdy mój dzielny rumak czeka.

Proszę to przekazać swojemu ojcu.

- Proszę poczekać. - Muszę się pożegnać.

- Tatusiu. - Nie, nie, nie, proszę nie wzywać tatusia.

Lepiej będzie, gdy zabiorę stąd swoje dupsko. Więc dzięki i adios za wszystko.

Proszę poczekać. Tatusiu!

Niech pan poczeka!

Tatusiu.

Nie zamierzasz nic zjeść? Stary, nie rozumiem cię...

...jeśli nie będziesz jadł, na bank stracisz siły.

To przedni kawałek mięsa. Powinieneś skosztować.

Musisz coś zjeść. Dziękuję.

Dobra, teraz idź na górę się przebrać, a potem razem...

...powiemy twoim ziomkom, że przybył nowy rabin. Jasne?

Mówiłem już, że nie mogę być rabinem.

Nie mów mi takich rzeczy. Nigdy więcej tego nie mów.

Nie po tym, co przeszedłem, żeby dowlec tutaj twój tyłek w całości.

Gdybyś nie zastrzelił tego gościa, obaj bylibyśmy martwi.

Rozumiesz to, barania głowo?

Rozumiesz to?

Najpierw zabiłby ciebie, a potem mnie. Mam rację?

Zabicie tego sukinsyna nie było grzechem.

A więc o czym my do cholery gadamy?

Gdy ci ludzie strzelali do ciebie...

...pobiegłem ratować Torę.

I co? Rozumiem to. Jesteś wybrańcem Boga. To zrozumiałe.

Nie myślałem wtedy o Bogu.

Nie zrobiłem tego z powodu Boga.

Nic nie wiem o Bogu.

Myślałem wtedy o księdze.

Bardziej martwiłem się o księgę niż o najlepszego przyjaciela.

Nie wiem, czy to rozumiesz. Nie chcę cię urazić...

...ale czy wiesz, o co mi chodzi?

Wybrałem kawałek papieru zamiast ciebie.

Ale ja ci wybaczam.

Wiem, że mi wybaczasz.

Jesteś dobrym człowiekiem.

Jestem dobry, to prawda. Ale nie jestem rabinem.

Nie mów tak.

- Tommy, nie jestem rabinem. - Nie waż się tak mówić!

- Znów to zrobił. - Dlaczego wpuszczają tu takich ludzi?

Jesteś rabinem.

Ja napadam na banki.

Rżnę w karty i obracam dziewczynki. Tym ja się zajmuję.

A ty jesteś rabinem.

Możesz wpaść w błoto, możesz się potknąć, podróżować w złym kierunku...

...ale nawet leżąc na glebie, albo w błocie, albo odrobinę błądząc...

...wciąż jesteś rabinem! Oto, kim jesteś.

Racja?

Skoro ja jestem, jaki jestem, dlaczego ty nie miałbyś być sobą?

Jesteś za dobry, żeby mierzyć się tą samą miarą!

A teraz odpowiedz mi.

Spójrz mi prosto w oczy i odpowiedz.

Nie waż się tak siedzieć i milczeć.

Lepiej, żebyś miał dla mnie odpowiedź.

Czy to jest to miejsce?

Nie wygląda mi na miejsce odpowiednie dla rabina.

- Może Rosalie się pomyliła? - Chodźmy, Bender, my tu nie pasujemy.

Spójrz na tych dziwaków.

Wyglądają, jakby dopiero co przypłynęli z Europy.

O czym on mówi?

- O czym on gada? - Chce wiedzieć, czy jesteś ich rabinem.

Ja?

Powiedz mu.

Ja jestem rabinem.

Ty jesteś rabinem?

Zabawne, nie wyglądasz na rabina.

Właśnie przemierzyłem 3000 mil wzdłuż całego kraju...

...i właśnie dziękowałem mojemu przyjacielowi za to, że dotarłem tu żywy.

Nazywam się Avram Belinski...

...i przybywam z małej wioski w Polsce.

A wy nie oceniajcie ludzi po ich wyglądzie!

- Mamy rabina! - Mamy rabina!

Wybacz mi, Rabbi. Wybacz mi. Bardzo się cieszę na twój widok.

- Napijmy się, na miłość boską. - Tak!

Chwileczkę! Chwileczkę! A kto zapłaci?

Weźmiemy z funduszu remontowego. Wszyscy do baru!

Przepraszam wszystkich. Proszę zrobić trochę miejsca.

Dziękuję. Przepraszam, że psuję...

Barman, drinki dla moich przyjaciół.

- Co podać? - Czystą whiskey.

- Whiskey dla wszystkich! -Whiskey.

Rabbi, to pani Bender.

Witamy. Witamy, Rabbi.

A to moja młodsza córka, Rosalie.

Wiem, że umawialiśmy się na małżeństwo...

...z moją drugą córką, Sarah Mindl.

- Czy byłoby wielkim kłopotem, gdyby...? - Tatusiu!

Pani ojciec myśli sobie, że można ot tak zamienić jedną obiecaną żonę...

...na inną, ale ja wiem, że tak się nie robi w Ameryce.

Proszę się nie czuć w żaden sposób zobowiązana.

Zechciałby pan ze mną zatańczyć?

Chętnie. Z radością bym zatańczył...

...ale to nie przystoi rabinowi.

Rabbi chyba może zatańczyć ze swoją narzeczoną?

Barman!

Tak?

Chodź tu!

Słucham?

Słuchaj uważnie.

Ten człowiek zabił mi brata.

Zamierzam wyzwać go na uczciwy pojedynek.

Nie będzie żadnej taryfy ulgowej.

Wychodzimy na zewnątrz.

Barman, chcę, żeby wszystko było jasne.

To będzie czysta walka.

Rabbi...

Rabbi, chodźmy.

Dosyć zabijania.

Och, tak.

Och, tak.

Proszę, nie rób tego.

Byłoby chyba straszne, gdyby ucierpieli niewinni ludzie?

- Ten człowiek to szaleniec. - Spójrzcie, jak wymachuje tym rewolwerem.

I co, Rabbi?

Czy to prawda, co mówi?

Prawda?

Koniec z tym, jazda na zewnątrz, oboje.

Rabbi, błagam cię. Proszę.

Proszę, nie rób tego.

Niech ktoś przemówi mu do rozsądku.

Idźmy stąd.

Masz broń, Rabbi?

Proszę bardzo.

Nie martw się...

...znasz przecież tę broń.

To z niej zastrzeliłeś mojego brata Darryla.

Nie ma mowy o nierównej walce.

No proszę.

Prawie jak mężczyzna.

Twoja kolej.

Nie gap się tak na mnie! W ten sposób się nie wymigasz!

Chwytaj za broń, śmierdzący tchórzu!

Przestań, proszę!

Wyciągnij broń, draniu.

Wyciągnij ją, albo rozwalę ci łeb.

To tylko ostrzeżenie!

A teraz posłuchaj mnie.

Wojna skończona!

Rozumiesz?

Dosyć zabijania!

Odstrzelę ci łeb, jeśli jeszcze raz sięgniesz po rewolwer!

To nie twoja walka.

Właśnie, że moja!

To on zabił mi brata i to jego teraz zamierzam zabić!

Ty, twój partner i twój brato świńskim ryju zasadziliście się na nas na plaży.

Gdyby Rabbi nie pociągnął za spust...

...zastrzelilibyście nas z zimną krwią!

- Kto ma broń? - Wygląda na niezłego przystojniaka.

Wiedziałem. Co ci mówiłem?

Sięgnij po niego! Proszę bardzo!

Wstrzymajcie się na chwilę.

Poczekajcie.

Porozmawiajmy o tym.

Nie bez powodu jestem rabinem.

Chyba mam rozwiązanie.

Tylko dajcie mi chwilę.

To jest bardzo duży kraj.

Wyłożę wam, co według mnie powinniśmy zrobić.

Ja przejmę San Francisco, ty weź sobie resztę Ameryki.

A jeśli kiedykolwiek tu wrócisz...

...łatwo się nie wywiniesz.

A teraz zjeżdżaj stąd.

Czy ktoś pokaże temu nędznemu gnojkowi drogę za miasto?

Przebyłem rzeki, pokonałem wysokie góry...

...i zostałem pojmany przez cudownych Indian.

Uczyniłem tak wiele. Bóg prawdziwie mnie pobłogosławił.

Co więcej...

...ilu rabinów może powiedzieć, że miało za drużbę złodzieja?

Maestro - muzyka.

Tłumaczenie: colas

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.