Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
GRZEBIĘ LUDZI ŻYWCEM
Nauka odkryła, że człowiek posiada moce, które wykraczają poza granice natury.
To opowieść o ludziach, którzy mają w sobie takie dziwne siły.
Witam pana.
Witam w Immortal Hills.
Dziękuję.
To wszystko sprawia, że czujesz się jak w domu Bobby.
Panie przewodniczący.
Proszę tędy.
Za panem.
Wie pan, że to teraz pańskie miejsce?
Oczywiście, ale nie jesteś tu obcy.
Tak, ale jakoś to miejsce wygląda teraz inaczej,
jakbym tu wcześniej nie był.
Może nigdy nie musiałem.
Zimno tu jak w lodówce.
Od lat nie działa.
Cementowe ściany, wilgoć, wiesz...
Sprawia, że powietrze jest trochę chrupiące.
Nic nie przeszkadza, jak zabierzesz się do pracy.
Nie jestem jeszcze zaprzysiężony.
To tylko na pokaz proszę pana.
Sprawdźmy, czy mam listę
członków zarządu.
Najpierw przewodniczący Robert Kraft we własnej osobie.
Dalej pani Honegger, skarbnik,
pana wuj George, sekretarz,
i oczywiście pan Trowbridge i pan Bates,
co daje w sumie pięcioro, prawda?
Prawda.
Znajdzie mnie pan o każdej porze.
Moje mieszkanie jest na wprost bulwaru,
naprzeciwko bramy.
Przyjemnie mieszkać tak blisko pracy.
Chciałby pan zobaczyć zabytki,
dać dachowi szansę się ogrzać?
Gdyby chciał pan pozwiedzać, to na zewnątrz jest cieplej.
To się nazywa mapa.
Tak, to mapa całego cmentarza
aż do ostatniego ździebełka.
Jesteśmy tutaj, to moja szopa z kamienną różą,
a tu brama, którą pan wjechał.
Na pewno aktualizowana,
jest tu już nowe mauzoleum.
Tak jest proszę pana.
Mapa będzie bardzo pomocna.
Załóżmy, że masz klienta i chcesz wiedzieć
którą działkę możemy pokazać,
i tutaj wkracza mapa.
Jedno szybkie spojrzenie
i wiesz kto jest gdzie i co jest co.
To dzięki szpilkom jest to takie łatwe.
Czarne oznaczają tych, którzy już tam są,
a białe tych, którzy mają
takie plany na przyszłość.
Na przykład,
to jest moja działka.
Piękna, prawda?
Proszę.
Rankiem słońce, ale są i drzewa
dające cień w popołudniowy upał.
McKee, pracujesz tu już od 40 lat?
Tak.
Więc chyba zarząd ma rację,
najwyższy czas posłać cię na emeryturę.
Nie ma się czym martwić, pełna pensja.
Każdego miesiąca otrzymasz taki sam czek.
Od teraz mają mi płacić za nic?
Nie, mają ci płacić
za 40 lat poświęceń,
a to chyba coś.
Masz kogoś na oku na zastępstwo?
Nie myślałem o tym zbyt wiele,
bo i po co?
Musi być wielu umięśnionych młodzieńców
którzy oddaliby zęby, żeby być na moim miejscu.
To wspaniałe miejsce do pracy.
Jesteś na zewnątrz, blisko matki ziemi.
Daj znać, jak kogoś znajdziesz.
Dobrze, dam znać.
To się nazywa mapa.
Przepraszam.
Chciałem tylko pokazać gdzie to trzymamy
w razie nagłych przypadków.
Bez obaw, jeszcze się to nie zdarzyło.
Oczekuje pan gości?
Nie, ale brzmi jak Stu Drexel.
Ach tak!
Drexel i śliczna Beth Ferris.
Słyszałem, że się zaręczyli.
Chyba się pobrali.
W końcu mnie dopadła.
Bethie, życzę wielu szczęśliwych powrotów Clay'a.
Świetne miejsce wybrałeś na miesiąc miodowy.
Przez małżeństwo stałem się konserwatywny.
Co pani na to pani "D"?
Mogę przenieść panią przez próg?
Nadal uważam, że to mało śmieszne.
Myślę, że to okropne,
jeśli chcesz znać prawdę.
Nie bądź taka.
O co chodzi?
Chciałbyś dostać działkę cmentarną
na prezent ślubny?
Ojczulek nie miał zamiaru robić z tego prezentu.
To tylko formalności.
Ojciec zostawił część mojego spadku
w depozycie, aż do mojego ślubu.
Jeden zapis mówi, że ja z żoną
będziemy tu mieli kwaterunek w pierwszej klasie.
Nic nas to nie kosztuje,
ale musimy kupić działki
zanim bank wypłaci mi gotówkę.
Znasz ojca,
nigdy nie uważał mnie za odpowiedzialnego .
Był bardzo mądrym człowiekiem.
Tak, był.
I choć oblubienica powinna kierować swe myśli
z dala od śmierci, to szczęściara,
której teść zapewnia przyszłość
z tamtego świata.
Czyż nie jest uroczy?
Dzięki Scotty.
Daj nam dwie kwatery blisko staruszka.
I zadzwoń rano do Owena z banku
żebym mógł zrealizować czek.
To wcale nie jest śmieszne.
Od ostatniego kierownika.
Ludzie czasami robią się trochę niepewni, kiedy tu przychodzą.
Lepiej być przygotowanym.
Do dna.
Dziękuję.
Tutaj leżą Drexelowie.
Znajdę takie, że ci się spodobają Bobby.
Piękne, zielone i w cudnym miejscu.
Dobre miejsce, by wymknąć się troskom świata.
Wymknąć się i trochę pożyć.
"Jako przechodzący na emeryturę szef zarządu
cmentarza Immortal Hills... "
George, nie mam...
"Z wielką przyjemnością ogłaszam...
Nie mam...!
powołanie Roberta Krafta,
prezesa domu handlowego Kraft... "
George, nie uciszaj mnie. Ty mnie w to wciągnąłeś.
Chwila. Teraz twoja kolej.
Jego kolej była zeszłego roku.
Rok wcześniej była moja.
Nikt nie odmawia prezesury.
Wybacz Henry.
"Prezes domu handlowego... "
Dlaczego?
Dlaczego?
Nikt nigdy tego nie zrobił.
Jeszcze nie koniec synu.
Możecie podać mi jeden, dobry powód,
dla którego miałbym objąć zarząd
nad całym cmentarzem,
podczas gdy jestem zarobiony we własnym interesie?
"Jako przechodzący... "
Chwila. Jasne, że podam.
Tradycja, szczególnie dla nas Kraftów.
Zawsze mówisz o godności, honorze, prestiżu.
Jak myślisz, skąd to wzięliśmy?
Bo twój pradziadek, dziadek
i ojciec służyli w każdym projekcie społecznym,
zarządzie i komitecie, który kiedykolwiek powstał.
Służyli bezpłatnie.
Ale robili to dla interesu.
To właśnie ma robić w tym mieście porządna rodzina.
I nie możesz odmówić bez utraty szacunku
naszych klientów.
I jeszcze jedno... To jeszcze nie koniec.
Przesuńcie mnie na kolejny rok.
Zarobiony jestem.
Zdajesz sobie sprawę, że mówisz
najwyżej o kilku godzinach miesięcznie?
Dozorca McKee wszystkim się zajmuje.
Musisz jedynie pojawić się raz w tygodniu
i podpisać czeki.
- Późno się robi George... - Kontynuuj Henry.
Unieś prawą rękę.
A co z Billem Honeggerem?
Unieś prawą rękę.
"Czy ty, Robercie Kraft, przysięgasz wypełniać obowiązki
i przyjmować odpowiedzialność tego biura
solennie i całkowicie,
pełnią swoich możliwości?"
Przysięgam.
Gratulacje Bob. Na razie.
- Do zobaczenia Henry. - Dzięki panie Trowbridge.
Dziękuję wujku George.
Panno Lane, może już pani przyjmować jego telefony.
Dziękuję panie Watson. Zadzwonię teraz.
Halo.
Dzwoni niejaki pan Watson, mówi, że to pilne.
- Znasz go? - Z Olds&Watson?
Z Olds&Watson, wiesz.
Z zakładu pogrzebowego. Klawo.
Halo.
Bardzo dziękuję panie Watson.
Będę robił, co w mojej mocy.
Tak jest.
Żartuje pan.
Proszę się o to nie martwić.
Osobiście się tym zajmę.
Będę w ciągu godziny.
Tak, dziękuję.
Co z tą reklamą?
Musi poczekać, przykro mi.
Zadzwoń do McKee.
Nie musisz za każdym razem tam jechać.
To co innego.
Ktoś znany?
Stu Drexel i jego żona.
Stu i Bethie?
Nie.
Cześć.
Cześć Jess.
McKee, to pan Jessup z gazety Milford Herald.
Cześć. Jessup, Jessup... Zachodnie zbocze
pomiędzy Pattersonami, a Finley'ami.
Jakieś nowiny?
Moją wiadomością dnia jesteś ty.
"Pytany o plany na przyszły rok,
Kraft ujawnił, że Immortal Hills zainstalują
bar drive-in, by stymulować handel."
Utknąłem na nekrologu.
Ależ tu zimno.
McKee, do jutra trzeba tu nagrzać.
Przygotujmy się do pochówku.
Będzie gotowy proszę pana.
I zmień szpilki Drexelów,
z białych na czarne.
Już są czarne.
Kto je zmienił?
Ostatnie, co pamiętam
to dzień, w którym tu przyjechali
złożyć zamówienie, wtedy wpiąłeś dwie szpilki.
Tak było.
Musiałem wybrać zły kolor.
To tylko trochę dziwne, nic więcej.
Co?
Dzieciaki przyjechały tu zaraz po ślubie
i kupili kwatery.
Stu narzekał na pewne zapisy w testamencie.
Było bardzo miło. Pośmialiśmy się,
a potem,
wpiąłem szpilki w mapę. Myślałem, że białe,
żeby było oficjalnie.
Dziś słyszę, że nie żyją,
a mapa miała ich przez cały czas na czarnej liście.
I co z tego?
Nic, tylko to trochę upiorne,
to wszystko.
Chyba chodzi mu o to, że naznaczył
młodych śmiercią.
Tak, chyba tak.
To właśnie musiałem czuć.
Zabawne, co czasem roi się
w głowie człowieka.
Zrób coś dla mnie McKee.
Jeśli znów zacznie kombinować z tymi szpilkami,
nie daj mu się zbliżyć do zachodniego zbocza
pomiędzy Pattersonów, a Fynleyów.
W rzeczy samej proszę pana.
Cześć Annie.
Co tu robisz?
Miałam mieć randkę, ale wystawiono mnie do wiatru.
Znam niedaleko urocze miejsce.
Mogłabym cię tam zabrać.
To raczej nie przejdzie.
George powiedział mi o Beth i Stuardzie
i musiałam się z tobą zobaczyć.
Teraz dociera do mnie ile mamy szczęścia żyć i być razem.
To jest pan McKee.
To panna Craig, moja narzeczona.
- Miło mi pana poznać. - Panienko.
Będziesz jeszcze czegoś ode mnie potrzebował?
Nie, dzięki Andy.
Coś nie tak?
Nic takiego.
Jestem tylko trochę przybity,
ale ty się tym zajmiesz.
Żałuję, że nie mogliśmy się spotkać.
Iść na randkę, jeśli łaska.
- Wyłazi ci szara flanela. - Tak.
Wiesz, co tak naprawdę skłoniło mnie zawrócić
i przyjść tu, zamiast iść do domu?
Jechałam sobie z poczuciem odrzucenia
i wtedy nagle bardzo wyraźnie ujrzałam cię oczami wyobraźni.
To dlatego, że jesteś zbyt przystojny.
W końcu prezes domu handlowego
i zarządca Immortal Hills?
Zniewalający.
Ujrzałam i usłyszałam cię.
"Pora lunchu Annie."
Wyraźnie tak powiedziałeś.
"Pora lunchu Annie"?
Mam nadzieję, że mogę bardziej się postarać.
Postarałeś.
Powiedziałeś...
"Pragnę i potrzebuję cię" i...
I wiele uroczych rzeczy, których wstydzę się powtórzyć.
Tak.
Wiesz, że mniej więcej wtedy,
gdy mnie widziałaś,
myślałem o tobie?
Niesamowite.
Poważnie.
I nie winię cię za to,
że nie chciałaś powtórzyć tego, o czym myślałem.
Chodźmy na lunch kochanie.
Albo pobierzmy się.
Albo mogę dołączyć do Jessa w tej knajpce
o której mówił.
Żałujemy, ale kierownictwo nie zezwala na wymianę
po zakupie towaru.
Więc się odświeżę.
Immortal Hills, Kraft.
Cześć Carl.
Nie, strasznie.
Przykro mi, ale pogrzeb był zamknięty,
tylko dla najbliższej rodziny.
Dobrze Carl. Do zobaczenia.
Nie...
Masz rację Ann.
W czym?
Masz rację. Mamy szczęście...
Szczęście, że żyjemy...
I jesteśmy razem.
Chodź.
Wybrałem Drexelom ten kamień.
Piękny i bogaty w formie.
Sam jestem z granitu.
Bobby!
Mam dla ciebie niespodziankę.
Znalazłeś zastępstwo.
Jeszcze nie,
ale przeszukuję okolice.
To o wiele lepsze.
To się nazywa załatwianie spraw.
Powinieneś być dyrektorem.
Lepiej się rozpłaszcz,
bo się przegrzejesz.
Dość cicho w tym tygodniu, tylko jeden zgon.
Proszę to podpisać.
Pozbądźmy się tych kwiatów.
Pachną trochę mdło.
Myślałem, że będą na dzisiejszy pogrzeb.
Potrzebujesz pomocy?
O nie.
To zwykły pogrzeb.
Dzięki bogu pogrzeby, jak ten Drexelów,
nie zdarzają się codziennie.
Za co jest ten rachunek dla Ishama?
To jego chowamy dziś po południu.
Nie ma co się tak martwić.
Will lsham był w moim wieku.
Jest coś, o czym chciałem ci powiedzieć.
Cholera, teraz do mnie dotarło.
Podszedłem do mapy zaraz po tym, jak dostaliśmy wiadomość,
żeby zmienić szpilkę Ishama na czarną.
Już była czarna.
Wygląda na to, że z tą mapą
może być coś upiornego.
Zmienia kolory szpilek,
bez ludzkiej pomocy.
Ja zmieniłem szpilkę pana Ishama.
Ale nie było cię tu od jego śmierci.
Z Jessupem.
Wiem, zmieniłem ją zanim umarł, a nie później.
Jess, mówi Bob Kraft.
Możesz tu zaraz przyjechać?
Nie, jestem na cmentarzu.
Ta mapa to tylko stary kawałek papieru
wiszący na ścianie.
Wbijając w niego szpilki
robisz jedynie dziury w papierze.
Białe szpilki, czarne szpilki, agrafki,
baz różnicy, rozumiesz?
Przykre, że tak wyszło,
ale przypadki są częścią codzienności.
Niektóre zabawne, niektóre dziwne,
ale ten nawet nie wystarczy
na tylną stronę ulotki sklepowej.
To tylko przypadek.
Tak.
Masz rację.
Dzięki.
W porządku.
Jeśli kiedyś trafię na podobną zagwozdkę,
możesz dla mnie zrobić to samo.
Co cię gnębi?
Nic, ale
przerabiałem to już.
Trawa i cisza...
i ten dźwięk.
Nigdy nie wiedziałem, co to takiego.
To dźwięk nazwiska wykuwanego na nagrobku.
Tak, słyszałem o ludziach, którzy myśleli,
że już wcześniej przeszli przez to samo
w swoich snach.
Mnie chyba również się to przytrafiło.
A co ty na to, gdybym ci powiedział
że mnie przytrafia się to,
od dziecka regularnie,
czasem co drugi tydzień?
Powiedziałbym, że jesteś wrażliwy,
albo przesadzasz.
"Trzecie piętro odzież sportowa... 9280$ brutto."
W porównaniu do 8500$ w zeszłym roku.
Piwnica, odzież sportowa...
Zadzwonię do Batesa, Honeggera
i Trowbridge'a i powiem im, że odchodzę.
Nie martw się George.
Nic drastycznego ze sklepem się nie stanie.
Zdecydowałem się już.
Chyba się zaplątałeś.
Całe życie mieszkam w Milford
i nie przypominam sobie nikogo,
kto dałby temu miejscu więcej.
Założę się, że gdy byłem szefem
wbiłem zły kolor szpilki
z dziesięć razy.
Gdy skończył mi się jeden kolor
używałem innego.
Byłeś tam tylko kilka razy.
Wpiąłem na mapę czarne szpilki
dla Drexelów w dzień ich śmierci.
Wtedy nic sobie z tego nie robiłem.
Potem wyciągnąłem z mapy białą szpilkę,
zupełnie losowo,
i zamieniłem ją na czarną,
a dzisiaj dowiaduję się, że staruszek, do którego należała
zmarł w tym tygodniu.
To straszne.
Na litość boską, każdy lubi historyjki o duchach.
Gdzie twoje poczucie humoru?
Chyba nie wierzysz w to, co mi mówisz,
prawda?
Nie.
Ale myślę, że może dowiaduję się
czegoś o sobie.
Dokąd idziesz?
Chyba przejadę się na cmentarz.
Po co?
To może być zabawne.
W końcu latami starałem się
znaleźć sposób, by wygryźć konkurencję.
Dobranoc.
Pojedziemy moim?
Dobrze.
To chwilę potrwa proszę pana.
Nie trudź się McKee.
Chyba znalazłem.
To wszystko McKee.
Wszystko w porządku Bobby?
Zobaczymy się później.
Nic się tu nie zmieniło
odkąd ja byłem szefem.
Parę szpilek na mapie więcej.
Czarnych.
Białych też.
Usiądź i odpręż się.
Chyba mogę ci to wszystko
jakoś rozjaśnić.
Co masz zamiar zrobić?
Przekonam cię,
że nie ma się czym martwić.
Zapomnijmy o tym.
Mówiłem, że chcę cię przekonać.
Załóżmy, że wyciągniesz białą szpilkę Henry'ego Trowbridge'a
i wepniesz na jej miejsce czarną,
a jutro rano okaże się, że nie żyje.
Nie ma szans.
Wiem że nie ma,
ale załóżmy, że jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności
to się wydarzy.
Mnie już się to przytrafiło trzy razy.
Opieram się wyłącznie na faktach.
Nie łyknę tych bredni o zbiegach okoliczności.
Ale jeśli Henry Trowbridge
będzie jutro choćby blady,
możesz zrezygnować, a ja cię poprę.
Henry Trowbridge... niech pomyślę.
Wymieniłem Henry'ego tylko jako przykład.
Chyba nie zamierzasz go użyć.
A czemu? Henry jest dobry, jak każdy inny,
biorąc pod uwagę to, że poprzedzał cię
na stołku przewodniczącego komisji.
Chwila George.
Lepiej niech ja to zrobię.
Jeśli ty to zrobisz i nic się nie wydarzy,
to nie będzie miarodajne.
Nie odbiegajmy od ustalonego wzorca.
Ale musisz wiedzieć, że będąc dzieckiem
nie wymiękałem, gdy trzeba było skoczyć
na głęboką wodę.
Nie rozmyślaj nad Henrym.
Śmiało Bob.
Lepiej zadzwoń do Henry'ego i powiedz, co zrobiliśmy.
Pomyśli, że żartujemy.
Uwierzy ci.
Potem zadzwoni do mojego psychiatry
i zarezerwuje mi ładny, cichy pokoik
w szpitalu Providence.
Nie rozpowiadajmy o tym.
Henry nie może narzekać.
W końcu, gdyby jego kadencja trwała tydzień lub dłużej,
to on miałby cykora, a nie ty.
Halo?
Pani Trowbridge? Mówi Bob Kraft.
Czemu nie śpisz o tej godzinie?
Nic ważnego.
Miałem zadzwonić do Henry'ego wcześniej,
ale wyleciało mi z głowy.
Dasz go do telefonu?
Jeśli ogląda film i podoba mu się,
poproś, żeby oddzwonił w przerwie reklamowej.
Nie, nie, Bob.
Zaczekaj, zawołam go.
Czyta książkę na górze, ale na pewno nie śpi.
Nie cierpię mu przeszkadzać.
Zaczekaj na linii.
Halo, Henry?
On...
On nie oddycha.
Muszę dzwonić po lekarza.
Rozumiem.
Już się rozłączam.
Bardzo mi przykro.
Zaczekaj tu. To nie potrwa długo.
Dzień dobry!
Jak się pan miewa?
Nie rozumiem.
Jess mówił, że będzie za 20 minut.
Na pewno jest w drodze...
Poruczniku Clayborne.
Więc to jest to?
Kawał mapy.
To te czarne szpilki?
Szczególnie interesują nas te cztery.
Isham, Drexelowie i teraz Trowbridge.
Powiem wprost panie Kraft.
Mówi pan, że za każdym razem,
gdy wpina pan czarną szpilkę
ludzie umierają?
Dokładnie.
Śmiało poruczniku.
Uważa mnie pan za szaleńca i mam nadzieję, że tak jest.
Chcę tylko udowodnić to ponad wszelką wątpliwość.
"Stuart i Elizabeth Drexel,
zmarli przed dotarciem do szpitala
w wyniku kolizji drogowej."
"William Isham, przyczyna śmierci...
krwotok mózgowy."
"Henry Trowbridge... zakrzepica naczyń wieńcowych."
Zasady są takie,
gdy w początkowym dochodzeniu
nie ma dowodów morderstwa, sprawa zostaje odrzucona.
Zbadałem sprawę i niczego nie znalazłem.
Przykro mi.
Jessup.
Co nowego? A może powinienem zapytać co realnego?
Żadnego morderstwa, jeśli tego szukasz.
Przepraszam, Bob uznał za stosowne panu przeszkodzić.
Nic się nie stało.
Co o tym sądzisz?
Powtarzam mu, że to zbieg okoliczności.
Tak.
Na pana miejscu wziąłbym z tydzień, lub dwa wolnego,
uspokoił się.
Zapomni pan o tym wszystkim.
Jeśli opiszesz tą historię,
powstrzymaj się od wymieniania mojego nazwiska.
Wiem.
Porucznik Clayborne z "e" na końcu.
Chłopie...
Nie myślałem, że cztery zgony będą dla policji
tak błahe.
Nie powinieneś był dzwonić na policję.
Clayborne jest jednym z najlepszych.
Każdy inny poszukałby
ciężkiej książki, by nią w ciebie rzucić.
Może masz rację.
Z drugiej strony, może i to jest niebezpieczne.
Naprawdę groźne.
A może ta groza leży w człowieku.
We mnie.
Czy ja się zmieniłem?
Zaczynam się zastanawiać.
Kolego, jeśli coś jest w tej mapie,
nie zwalaj tego na nieznane siły.
Może ktoś chce cię nastraszyć.
Pewnie masz wroga, albo dwóch?
Ktoś używa twojego biurka?
Przyszedł dotrzymać mi towarzystwa kochanie.
To urocze.
Musisz być skonany.
Nic mi nie jest.
Nie wyspałeś się, a potem musiałeś
- znów tam wrócić... - Nic mi nie jest!
Potrzeba odpoczynku to nie zbrodnia.
Mam korespondencję,
którą muszę się zająć.
Już się zająłem twoją pocztą.
I pozwoliłem sobie zrobić dla ciebie rezerwację.
Lot 33 do Miami o 17:45.
Mój kumpel Sanford, jest właścicielem najlepszych hoteli
na plaży...
Tak czy owak dziękuję.
Marzę o tym, ale teraz nie mogę.
Dałem ci słowo,
że jeśli cokolwiek przydarzy się Henry'emu,
będziesz mógł zrezygnować.
Rozmawiałem z Charlie'm i Billem Honeggerem,
i w pełni to rozumieją.
Wszystko ustalone synu.
Sytuacja uległa zmianie.
Dopóki ta sprawa się nie wyjaśni,
nie zrezygnuję.
Przekażesz reszcie?
Poproś ich na spotkanie u mnie w biurze
dziś o 19:30.
Bliski termin.
Zarząd nie może zignorować tych zdarzeń.
Chyba masz rację.
Kochanie.
Przepraszam.
Nie chciałem na ciebie naskoczyć.
Czemu nie możesz zrezygnować?
Ponieważ...
może to coś realnego, a może nierzeczywistego...
Nie wiem...
Czai się, żeby zabić kogoś zawsze,
gdy wpinam w tą mapę czarną szpilkę.
Jeśli mówisz o Henry'm Trowbridge'u,
to biedak zmarł na atak serca.
Choroba serca, to krajowy zabójca numer jeden.
Może nie w Milford.
Nie twierdzisz chyba, że ta mapa
naprawdę morduje ludzi?
Nie, może to nie mapa.
Cóż...
Pamiętasz tamtego dnia?
Widziałaś mnie, słyszałaś...
"Pora na lunch Annie. Pragnę cię. Potrzebuję cię."
Chciałam po prostu wnieść trochę
romantyzmu w nasze bardzo nudne
i ponure życie.
Nie próbuj zaprzeczać.
Właśnie, że zaprzeczam!
Kocham cię Bob.
Nie jestem dla ciebie żadnym niewolnikiem okultyzmu.
Nie znasz się na żartach?
Dobra, ja też kłamałam.
Czy dzięki temu wrócisz do rzeczywistości?
Lepiej skorzystajmy
z tych biletów lotniczych.
Pan Sanford mógłby zostać drużbą.
Oferta jest wyjątkowo atrakcyjna.
Tak cię kocham.
Jeśli masz zamiar płakać, to rób to gdzie indziej.
To bardzo proste.
Jesteśmy gotowi nadal z tobą współpracować.
Jeśli chcesz pozostać prezesem zarządu
nie mamy zamiaru cię od tego odwieść,
bo mamy do ciebie zaufanie.
Pełne zaufanie.
Ufamy ci, jak nikomu innemu.
Nim się rozejdziemy, chcielibyśmy tylko
uzyskać obietnicę panie prezesie,
że jeszcze przed wieczorem
pójdzie pan na cmentarz... Proszę dać mi skończyć.
Pójdzie pan tam
i zamieni moją białą szpilkę na czarną
jak również Charlie'go i George'a.
Łatwizna.
Potem wróci do domu i pójdzie spać.
Nie proszę pana.
Nie jesteś zarządem Bob.
Jesteś tylko naszym szefem i masz obowiązek
wypełniać wolę większości.
Uważamy, że powinieneś zrobić, co mówi Bill,
bo zakończy to ten temat
raz na zawsze.
W innym razie przyjmiemy rezygnację
tu i teraz.
Niech się z tym prześpię.
Wszyscy się z tym prześpijmy.
Chyba nie zdajecie sobie sprawy, z czym możemy mieć do czynienia.
Dziś wniosek przepadł.
Wasze oddanie
zasadzie większości
głęboko mnie poruszyło.
Dobrze.
I dobranoc.
Dobra Charlie.
Nic się nie stanie George.
Kto tam?
To ja. Otwórz.
Zobaczyłem z okna twój samochód
jadący przez bramę, więc przybiegłem.
Nie trzeba było McKee.
Przepracowałeś cały dzień. Widzimy się jutro.
Nie, nie, nie.
Posłuchaj proszę.
Gdy się tu zamknąłeś,
powiedziałem sobie,
"to jest człowiek, który zna się na swojej robocie."
Tak powiedziałem.
"Może nie wie wszystkiego, co się za tym kryje,
ale wie, kiedy można z czegoś pożartować,
a kiedy należy zostawić sprawy w spokoju."
"Z takim człowiekiem za sterami jak Bobby Kraft
nie ma się czego obawiać," powiedziałem.
W porządku. Teraz idź do domu
i niczym się nie martw.
Nic ci się nie przytrafi.
Proszę, nie.
Zamknij te drzwi i jedź do domu,
bo kto znajdzie rozwiązanie na to, co może się stać
z naszym nędznym losem?
Kiedyś trzeba będzie otworzyć.
Jeśli ja tego nie zrobię, przyślą kogoś innego.
Dobranoc Andy. Dobranoc.
Idź do domu.
Halo?
Czy to cmentarz Immortal Hills?
Czego chcesz Jess?
Bob?
Czemu nie odbierasz?
Szukałem cię po całym mieście.
Dzwonię od ciebie.
Co tam znów robisz?
Mało ci jak na jeden dzień?
Chyba zrobiłem coś strasznego.
Na miłość boską,
o czym ty mówisz?
Po zamknięciu mieliśmy zebranie
zarządu cmentarza.
Bill Honegger, Charlie Bates i George, wszyscy.
Zażądali, żebym poszedł na cmentarz
i wpiął w mapę czarne szpilki
dla każdego z nich,
jakby to był jakiś dziecięcy koszmar.
Tak też zrobiłem.
W mapę wbite są czarne szpilki
dla Charlie'go Batesa, Billa Honeggera
i George'a.
I jeśli cokolwiek im się stanie,
komukolwiek,
to będzie moja wina, nikogo innego.
Nic im się nie stanie.
Właściwie, to oddali ci przysługę.
Nie słyszałem o przypadkowej
śmierci trojga ludzi jednocześnie.
Do jutra, wszystkie twoje zgryzoty
będą jedynie wspomnieniem.
Tak.
Mam nadzieję, że masz rację.
Chyba nie pozostało mi nic innego,
jak doprowadzić to do końca.
Sam chcę się przekonać i...
Honegger, Bates i George.
6-6-6.
Słucham.
Proszę z porucznikiem Clayborne'm.
Wydział zabójstw.
Wydział zabójstw, sierżant Greer.
Z porucznikiem Clayborne'm.
Nie ma go. Przekazać coś?
Mówi Bob Kraft,
z domu handlowego.
Oczywiście. Chwileczkę.
Chwilkę, sprawdzę.
Dzwoni pan w spawie służbowej,
czy chodzi o coś osobistego?
Trochę tego i tego sierżancie.
Proszę spróbować Adams 1-3-1-1.
Dziękuję.
Adams, 1-3-1-1.
Adams, 1-3-1-1.
Adams, 1-3-1-1.
Bill Honegger, Adams 1-3-1-1.
Adams 1...
- Słucham? - Z wydziałem zabójstw.
Tak jest.
Wydział zabójstw.
Mówi Bob Kraft.
Nie mogę się połączyć.
No i?
Clayborne jest pod tym numerem, a koniecznie
muszę z nim teraz mówić.
Chwileczkę proszę pana.
Chyba zdaje raport na innej linii.
Próbowałem pana złapać, ale linie są zajęte.
Proszę się rozłączyć, a ja zaraz oddzwonię.
Stało się coś Billowi Honeggerowi?
Halo?
Mówi Jess.
Jess, czekam na telefon od Clayborne'a.
Rozłącz się i oddzwoń za 10 minut.
Clayborne jest ze mną.
Daj mi go.
Teraz go tu nie ma. Jest...
Co się stało?
Bill Honegger nie żyje.
Jak tylko się dowiedziałem,
zerwałem Clayborne'a z łóżka
i wprowadziłem go w tą całą szaloną historię.
Byliśmy u Honeggera w 10 minut,
dwie brygady wysłano
do zabezpieczenia Charlie'go Batesa i twojego wujka.
Jak został zabity Honegger?
Nie został. W tym problem.
Co?
Biedak po prostu padł trupem.
Tak zwyczajnie?
A Bates?
Charlie Bates?
Znaleźli go w jego mieszkaniu.
No mów.
Nie został zamordowany.
Po prostu przestał oddychać.
A George?
George, tak...
Zadzwoniłem i powiedziałem mu o Honeggerze
nim wyszedłem od Clayborne'a.
Do tego czasu dotarła tam policja,
ale George już wyszedł.
Znajdą go. Nie martw się.
Będę czekał na wieści o George'u.
Daj znać.
Widzę, że twoje życzenia spełniają się co do joty.
Daj spokój.
Odwiozę cię do domu zanim złapiesz zapalenie płuc.
Wasza trójka złożyła dziś straszliwą ofiarę
temu miastu, czy chcieliście tego, czy nie.
Nigdzie nie jadę wujku George.
Zostaję tutaj.
Przyznam, że...
z Charlie'm i Billem stało się to tak nagle...
Charlie i Bill i Henry
i Isham i Beth oraz Stu.
Przestań patrzeć na mapę.
Ty na nią patrzysz!
Ja patrzę na ciebie.
I oboje czekamy, prawda wujku George?
Czekam, żeby zobaczyć czy uciekniesz.
Uciec przed śmiercią?
Nikt jej nie ucieknie chłopcze.
Pytanie tylko na jak długo?
Pytanie tylko, czy człowiek umiera
w swoim czasie, czy czasie danym przez mapę?
Jak dotąd każdy musiał podporządkować się
jej harmonogramowi.
Każdy poza tobą.
Więc wracam do harmonogramu.
Mojego własnego.
Jeśli poczujesz się przez to lepiej.
Powiem ci coś...
Odtąd, gdybyś chciał się ze mną spotkać,
będziesz musiał pofatygować się do sklepu.
Nie będę kolejny raz specjalnie
do ciebie jechał.
Następnym razem gdy się spotkamy,
oboje będziemy tutaj.
Słucham.
Z wydziałem zabójstw.
Wydział zabójstw.
Mówi Robert Kraft z Immortal Hills.
Tu Clayborne.
Mój wujek dopiero co stąd wyszedł.
W tych okolicznościach powinniście przynajmniej
wysłać kogoś, by go obserwował,
nieważne jak absurdalna wydaje się panu ta sytuacja.
Wielkie dzięki panie Kraft.
Zaraz się tym zajmiemy.
Nosi palto założone na szlafrok.
Puściliśmy opis w eter
już jakiś czas temu.
Więc uważa pan, że istnieje zagrożenie.
Sierżancie, Kraft, George
jedziemy na wschód Bunker Hill.
Możliwy cel, mieszkania ...
Za 10 minut będziemy mieli pana wuja
całego i zdrowego panie Kraft.
Odezwę się.
Jest pan pewien, że pański wuj był tam dzisiaj?
Nie przewidziało się panu?
Mówiłem, że dopiero co wyszedł.
To było dwie godziny temu i nadal żadnego po nim śladu.
Wszystkie miejsca wyeliminowałem w godzinę.
Nie ma go na drodze i w domu.
Proszę zaczekać poruczniku.
Niech pan przyjedzie poruczniku.
On wciąż tu jest.
ŚMIERĆ LIKWIDUJE ZARZĄD SZEF OCALAŁ
Spalę to w szklarni
jeśli nie będzie działał do wieczora.
Całe życie zbierałem
cały ten kram.
Nawet nie tknąłeś jedzenia.
Musisz jeść
jeśli chcesz utrzymać się przy życiu.
Mnie się udało.
Oczywiście nie odpowiadam za to,
co dzieje się po zmierzchu.
Lepiej tu zaczekaj.
Zniewalający, co?
Wariatka ze mnie.
Kompletna.
Obawiam się, że się nie zmienię.
Zobaczymy się później?
Cofam to.
Co?
Wtedy w samochodzie...
Widziałam cię i słyszałam.
Naprawdę. Nie powinnam była zaprzeczać.
W porządku Annie.
Widzimy się później.
Czy macie na mapie miejsce z nazwiskiem
Jacob Mittel? M-i-t-t-e-l.
Ten importer? Jasne.
Zna go pan?
Tak.
Przez Mittela kontaktowaliśmy się z francuskimi projektantami.
Właściwie, to teraz jest w Paryżu.
Można go odznaczyć.
Jay?
Śmiało.
Jak zmarł?
Nie umarł. Przynajmniej jeszcze nie.
Wiem, co pan myśli panie Kraft.
Myśli pan, że wrobiliśmy pana
w zabójstwo Jacoba Mittela.
Ma pan rację, więc proszę się uspokoić.
Policja bierze to na siebie.
Widzi pan, Jacob Mittel jest w kwiecie wieku.
Żadnych poważnych chorób,
przewidywana długość życia wyjątkowo długa.
Jest w Paryżu i przed tym całym bałaganem
chronią go wody oceanu.
Dotąd wszystkie zgony
ograniczone były do obszaru lokalnego.
Jeśli przytrafi się to komuś na innym kontynencie,
wtedy rzeczywiście będziemy mieli coś.
Wiedziałem, że powinienem był
pozbyć się tych szpilek cztery dni temu.
Mapy też. Tego wszystkiego!
Chciałbym wiedzieć
kogo przed prokuratorem
obarczycie winą za te zgony?
Prowadzimy pełne śledztwo w tej sprawie,
panie Kraft.
Przesłuchaliśmy pana, wszystkich podejrzanych
i świadków aż do granicy absurdu.
Nie znaleźliśmy nic. Brak motywu, brak możliwości,
brak podejrzanych, brak zbrodni, brak broni.
Poza siedmioma wbitymi szpilkami.
I zmarło siedmioro ludzi.
Nie jeden, siedmioro.
Kto wbił te szpilki?
Pan. Wszystkie siedem.
Poprzedni szef i wcześniejsi wbijali szpilki
całymi latami i nic się nie działo.
A ze mną...
Jest możliwe, żeby pewnego typu człowiek
posiadał moc
o której nikt nawet nie śnił.
Wielu naukowców tak twierdzi.
Mapy i szpilki nie mogą zabijać,
musi za nimi stać moc ludzkiego umysłu.
Jak w Indiach.
Słyszał pan o laleczkach voodoo.
Szaman wbija w nie szpilki
dopóki człowiek nie zostanie doprowadzony do śmierci.
Oczywiście wiem,
że nie chciał pan nikogo zabić.
Muszę wracać.
Dam znać, jak tylko czegoś się dowiemy.
Ja chyba też będę szedł.
Zabiłem ich.
Coś we mnie zabiło ich.
Coś we mnie.
Ale przecież nie mogłem nie wykonać pracy.
Nie człowiek obdarzony mocą rozsądku.
Moc.
Skoro mam moc uśmiercania
czarnymi szpilkami,
to muszę mieć moc ożywiania
szpilkami białymi.
Cmentarz. Tak jest.
Mówi Rosemond Mittel.
Rosemond, ja nie... tak.
Słyszy mnie pan?
Mówi Rosemond Mittel, żona Jay'a.
Rosemond. Tak.
Otrzymałam telegram.
Słyszy mnie pan?
Otrzymała pani telegram z Paryża.
Dokładnie.
Przeczytam raz jeszcze.
"Z przykrością informujemy, że Jacob W. Mittel zmarł
w Hotelu Royale."
"Ciało czeka na odbiór."
"Podpisano Ambasada amerykańska w Paryżu."
Tak jest. Zmarł tam.
Zmarł w Paryżu.
Zmarł.
Jacob W. Mittel.
Niemożliwe.
Niemożliwe. On nie mógł umrzeć.
Co? Co?
Nadal uważasz, że to coś jest zabójcą?
Albo twoja żałosna moc panie prezesie?
Jedyną mocą, jaką kiedykolwiek miał pan, czy ta mapa
byłem ja, więc dopóki zabijanie trwa...
Pan oznaczył ich śmiercią panie prezesie,
ale kto dokonał czynu?
Andrew McKee.
Andy, dlaczego?
Ty i twój najwyższy zarząd
zwalniacie człowieka po 40 latach służby
w terenie.
40 lat.
Mówiłem ci Andy, pełna pensja.
To nie gotówka napędza człowieka chłopcze,
daje twardo stąpać po ziemi
i utrzymuje przy pracy, dopóki bóg go nie zwolni.
Bóg...
I nikt inny.
To mój dom, moja ziemia,
moje zajęcia.
Przeszliśmy długą, ciemną drogę,
by przyłożyć tą broń do twej skroni.
Nigdy nie próbowaliśmy ci
niczego odebrać.
Zadbałem o to.
Podkradałem się do nich po kolei
gdy byli sami
i szybko przytrzymywałem dopóki nie odeszli.
Nawet wielki, stary George, twój wujek,
odszedł łatwo jak dziecko.
A Mittel?
To nie wyjaśnia co stało się z Mittelem.
Mittel nie żyje.
Skończysz z tym bełkotem?
Ta mapa to zwykła pierdoła głupcze.
Nie ma się tu czego bać.
Ta mapa.
Andy, mów o czymś innym, szybko.
To ważne.
Skończyłeś już z gadaniem.
Ty jesteś skończony,
z tymi mapami, szpilkami białymi i czarnymi.
Mów o czymś innym powiedziałem.
To ważne.
Natychmiast. Mów o czymkolwiek innym.
Już!
Czemu?
Bo to ja spowodowałem, że zabiłeś tych ludzi.
Lepiej mi to wyjaśnij Andy.
Słyszałeś porucznika.
Dla niektórych jest możliwe
mieć coś w sobie, co sprawia
że dzieją się inne rzeczy.
Nic nie jest dla takiego człowieka niemożliwe,
jeśli myśli o tym wystarczająco mocno.
Znam cię Andy, nie jesteś zabójcą.
Ja ci kazałem to zrobić.
Kazałeś mi ich zabić?
Więc oni wszyscy mogą powrócić.
Nigdy o tym nie wiedziałem.
Jak to wyjaśnisz?
Ten hałas. Słyszysz go?
Przestań Andy. Nikogo tam nie ma.
Wszyscy mogą powrócić.
Wszyscy mogą powrócić.
Kraft,
nie pozwól im wejść.
Nadchodzą.
Nie powinieneś był wbijać w nich białych szpilek,
ale już za późno.
Za późno.
Zabiłem jedynie pięcioro.
Dałeś mi jedynie pięcioro.
Tylko nie młodzi Drexelowie.
Odejdźcie. Zostawcie mnie w spokoju.
Odejdźcie.
Ratuj mnie.
Nie żyje poruczniku.
Dobra, zapomnijcie o zwykłych procedurach.
Zabierzcie go stąd.
Dowód "A". Nie potrzebował tego.
Umarli ze strachu, tak jak on.
Zapomina pan o tych siedmiu spacerach
do mauzoleum poruczniku.
Siedem ciał, siedem spacerów.
Oni pomogli.
Poruczniku,
Jacob Mittel zmarł w Paryżu?
Nie, to była zasadzka panie Kraft. Mittel ma się dobrze.
Przykro mi, że musiał pan przez to przejść,
ale to był najlepszy sposób
żeby McKee się otworzył.
Pani Mittel była całą noc na komisariacie
czekając aż się odezwiemy.
Nasz radiowóz stoi na zewnątrz.
Kazaliśmy jej do pana zadzwonić
i przekazać to kłamstwo o mężu.
Rozumie pan, co do niego mówię panie Kraft?
Jeszcze nie do końca.
Obserwowaliśmy go.
Zdołał...
odkopać wszystkich siedmioro.
Ciekawe, co w niego wstąpiło.
To przez te białe szpilki.
Naprawdę.
Zgubiłem płaszcz.
Gdzie?
Który? Przyniosę.
Nie, nieważne.
Chyba mogę znaleźć go sam.
Tłumaczenie: UNDERROOF 12.2018
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.