Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
ŻYCIE
Kawa gotowa! Luca!
- Jeden shoe , dwa shoes. - Doskonale.
- Herbata! - Przepraszam. I oparzyłam cię.
Możesz dopić mleko? Chodź tu.
O, tak. Your milk . Jak jest "dokończ"?
Muszę się zakochać w Matteu Pannim.
Nie możesz wyjść z pustym żołądkiem. Pamiętasz, jak zemdlałaś?
Kurwa, jak późno!
Luca! Kochanie!
Jest za pięć ósma. Pomóż mi.
Zaraz zamkną bramę szkoły.
Muszę się ubrać. Co rano to samo!
Rany...
Ależ ty masz dupę...
Zjedz śniadanie, bo wychodzimy.
Jest dokładna. Uczy ją angielskiego. To ważne.
Gdzie dziś taką znajdziesz? Tylko za wikt i mieszkanie.
- Bardziej kochasz Mattea czy mnie? - Tak samo.
Teraz łyczek za tatusia.
- Dzień dobry! - Dzień dobry.
- Poznał pan Mary Ann, naszą...? - Babysitterkę.
- Rzeczo...? - Rzeczoznawca.
Cholera, jak późno!
Jedziemy. Pozdrawiam!
Cześć, Mary Ann. Na razie!
- Cześć, Rzeczo! - Chodź, kochanie.
- Nie Rzeczo, tylko pan Tranò. - Wy mówicie Rzeczo.
Ale mówi się rzeczoznawca. Zapnij pas.
Do zobaczenia!
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
- Ale ja wciąż tu jestem. - Lucilla...
Czekaj na mnie w samochodzie!
Dziewczęta, dzień dobry!
Sara, włącz muzykę!
Ester, Franca!
Zaczynamy od 10-minutowej rozgrzewki.
Kaczątko: raz, dwa, trzy, cztery.
Łabędź: sześć, siedem, osiem.
Kaczątko: raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem.
Brzydkie kaczątko. Brzydkie, brzydkie.
Piękne łabędzie.
Wciągnąć brzuch.
Dupa prosto. I w górę!
W dół!
W górę.
W dół.
Łabędź, łabędź... kaczątko, kaczątko...
I dalej! Łabędź, łabędź
Kaczątko, kaczątko...
Zapomniałam odwieźć Lucillę do szkoły.
Jedź!
Przypilnujesz ich? Dobrze ci w tej fryzurze.
40 euro? Zwariowałeś. Połowa tego, co dawniej, wciąż za 800 znaków.
Przyszedł okólnik dotyczący dziennikarzy współpracujących.
Ale w wersji online mam od 500 tys. do miliona kliknięć.
Dane z Audioweb.
"Dwugłowa owieczka przez antybiotyki podczas ciąży".
Sprzedaż spadła o kolejne 2300 egzemplarzy.
Tniemy wszystko.
Spróbuj pogadać z Bottim.
Giovanni, przepraszam. Powiedzieli mi w administracji...
Nie mogę przejść, stale mnie ktoś zaczepia.
Korzystacie, bo nie mogę uciec.
Wiesz, że się tym nie zajmuję. Daj spokój.
Trzymaj się.
Nakładasz spejser i naciskasz cztery razy co 10 sekund.
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć,
siedem, osiem, dziewięć, dziesięć. Wdech.
- I znowu. Dwa, trzy... - Cztery naciśnięcia.
...sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć.
Boże! Co to za smród?
Kochanie, chodź tu!
- Uderzyła się? - Nie.
Przypilnuj jej. Czuję spaleniznę. Kurwa!
Na szczęście uważałam.
Idziemy. Tylko trochę się przypaliło.
Ale Lucilla to lubi. Siadaj, kochanie.
Mary Ann tutaj.
- Kochanie, idziesz? - Już.
Za pół godziny zamykają numer. Kazali mi skrócić o 200 znaków.
Nie przejmuj się.
Przyjdzie później.
Proszę.
- Włosi mówią "Smacznego". - Tak mówią wieśniacy.
- Pierpaolo mi to powiedział. - Tak?
Wynoś się!
Czemu to ja mam jej pokazywać Rzym?
Chce zobaczyć kościoły, obrazy, muzea.
Zna wielu trudnych malarzy, nawet Caravaggia i...
Chce zobaczyć Św. Piotra, Muzea Watykańskie. I papieża Franciszka.
Papieża w dupę se wsadź.
- Cześć. Miło mi. - Mnie również.
Mów po włosku. Przyda mi się konwersacja.
Ze mną możesz po angielsku. Susanna mówi jak hiszpańska krowa.
- Co? - Zrozumiałam z tego "Susanna".
Luca, przyjechałem.
"Jak się masz? Jak podróż?".
Przecież jechałem godzinę na to zadupie. Znasz te ojcowskie pytania?
Pięć minut. Prawie skończyłem. Potem...
Naucz się "potem". To dla Luki słowo-klucz.
Dawaj! Boże!
Złaź! Krótkie nóżki! Jazda!
Pierpaolo, spokojna.
- "Spokojnie", nie "spokojna". - Spokojnie!
Sami czarni. Tysiące!
Są w Irlandii czy macie tylko owce?
Chodź! Proszę cię.
Santa Maria della Pace. Fresk Rafaela "Sybille i prorocy".
- Wstęp wolny. Wchodzisz i oglądasz. - Nigdy tam nie byłem.
Chodzicie do szkoły amerykańskiej? Wszyscy?
Tak.
- Czemu? Jesteście Włochami. - Bo to kraj demmerda.
Włochy demmerda?
- Merda to gówno, a demmerda więcej gówna. - Rozumiem.
Pier, czyja kolej teraz?
Chodź ze mną, jeśli teraz nie grasz.
Po co wziąłeś tu tę wieśniarę?
- Za dwa tygodnie mi obciągnie. - Zrób fotkę i dam ci 500 euro.
Masz. Zapłać rachunek.
Dzisiaj nie moja kolej.
Bądź wspaniały. Inwestycja akonto loda.
- Mary Ann? - Tak?
- Przepraszam. - Już.
Przepraszam.
Jaka jest różnica między "rocket motor" a "rocket engine"?
Jeden wykorzystuje paliwo stałe, a drugi ciekłe.
Bardzo dziękuję.
Pracujesz nad programami kosmicznymi?
Po włosku, proszę.
Oczywiście.
Nie. Piszę o satelicie, nad którym utracono kontrolę.
- Jeśli podkoloryzuję, kupią to. - Co znaczy "podkoloryzuję"?
Będzie bardziej zadziwiający.
Agencja pisze, że satelita rozpadnie się podczas kontaktu...
z atmosferą Włoch, ale...
Muszę znaleźć ciekawe miejsce, w którym coś się dzieje.
W Jesolo jest finał Miss Italia.
Jak ona się nazywa?
Cześć, Nadia. Mówi Luca Attorre.
Dobrze, dzięki. A ty?
Piszę tekst dla "Mondosera".
Wiesz, że agencja Reuters wskazała Jesolo jako miejsce,
gdzie wylądują części satelity Corpas, który może rozpaść się dzisiaj?
Jesteś w Jesolo?! Dostanę wypowiedź jakiejś finalistki?
Najbardziej emocjonalną.
Dzięki. Oddzwoń do mnie.
- Cześć. - Są w niebezpieczeństwie?
Nie. To nie jest groźne.
250 tys. razy łatwiej można wygrać na loterii.
Czemu to piszesz?
Bo mi zapłacą.
Boże...
Zapomniałam portfela. Mam tylko...
drugie śniadanie córki.
Naprawdę, bo zapomniałam...
Mogłabym zadzwonić?
Proszę przejść tam.
Miss Lukania skomentowała:
"Niebo... to rajskie miejsce.
Tymczasem...
zła natura człowieka zrobiła z niego piekło".
Naprawdę? Tak powiedziała?
Prawie. Troszkę to poprawiłem.
Ale nie byłoby źle,
gdyby spadł satelita i zniszczył...
wszystkich.
To mi będzie potrzebne.
Gdzie ten Luca? Nigdy go nie ma.
Jajka... tutaj.
Stale źle mówisz o Luce. Ciągle.
Taki już jest. Taki mi się podoba.
To...
Idziemy dalej, bo to zawracanie dupy.
Nie martw się. Zaraz zadzwonimy do mamy.
Usiądź tutaj. Jaki piękny fotel!
Kochanie... możesz zjeść przekąskę.
Zobacz, czy jest w plecaczku.
Attorre...
Najpierw C, potem...
Attorre!
Co?
Co ci jest?
- Ropucha słyszy. - Ropucha? Jaka ropucha?
Nie pozwala mi oddychać.
Rozepniemy i ropucha nie będzie... Halo?
- Mama Lucilli Attorre? - Nie jestem żadną mamą!
Ta wariatka zostawiła tu telefon.
I gdzie ja ją znajdę? Co za bajzel...
Kochanie. Jak się czujesz?
- Gdzie ropucha? - Tutaj. Śpi.
I niech śpi.
- Dzień dobry. - Proszę już iść.
Dzieci się denerwują, a potem wy mdlejecie u psychologa.
- Uważajcie! - Dzięki, kapitanie.
Kapralu! Niższa ranga.
Nigdy nie byłam w Londynie.
Tam jest bardzo drogo. Hostel kosztuje ze 40 euro.
Nie masz znajomych w Londynie?
- Nie mam. - Nie?
Nie do wiary! Nigdy nie była w Londynie.
Uwaga wszyscy. Robimy deal.
- Lodówa! - Cicho! Ona jest cała święta.
- Czemu ciągasz ją za sobą? - To przez mojego ojca.
Mówi, że ona nie nikogo nie zna. A naprawdę on chce się jej pozbyć.
Przegrywamy. Musisz strącić.
- Zawiozę cię do domu! - Pojadę autobusem.
Nocne jeżdżą co godzinę, metro kończy o północy.
- Jesteśmy w kolebce cywilizacji. - Za trzy miesiące
- mam egzamin z włoskiego! - Dobra, odwiozę cię!
Odwiozę cię!
Co znaczy "lodówa"?
Przysięgam, że nigdy tego nie słyszałem.
Przesadziłeś z piciem.
I z innymi... "świństwami".
Prawdziwy dzieciak z ciebie.
Przepraszam. Ja naprawdę...
Będę rzygał!
Chodźmy do kuchni.
Kochanie.
Przepraszam. Idź zaraz na górę.
Dziadek czeka na gości. Dobry wieczór. Przepraszam.
Poznamy się później.
- Tato? - Wyprostuj się.
Ostrożnie.
Który pokój jest twój?
Dobry wieczór, ministrze.
- Mów mi Fulvio. Wszyscy jesteśmy równi. - Jasne. Co słychać?
Jakaś ty śliczna, Azzurra.
Proszę.
Tata czeka w gabinecie.
Chodźmy.
- Dobry wieczór, mecenasie. - Dobry wieczór.
Przyjechałam jak najszybciej się dało.
Trochę narozrabiałem.
Jak z tego wyjdę?
Strój robotnika nie pomoże.
- Czemu się rozwiedli? - Nigdy się nie pobrali. Jestem wpadką.
Wszyscy mieszkaliśmy tutaj. Luca gówno zarabiał, mniej niż teraz.
Mama przyłapała Lukę ze swoją najlepszą przyjaciółką.
Spałem w łóżeczku. Obudziły mnie krzyki mamy.
Wytłumacz mi dokładnie tę sprawę z Bogiem.
Ty nie wierzysz?
W co? W tego Świętego Mikołaja w chmurach?
Nie.
A w coś w środku, co nam doradza, co robić?
W to też nie.
Nie czujesz się samotny?
Oczywiście, że tak. Ty nie?
Nie.
- Cześć, kochanie. - Cześć, mamo.
Bardzo tęsknimy. Jak sobie radzisz?
- Dobrze. - Wszyscy o ciebie pytają.
Teraz moja kolej.
Powiedz siostrze, żeby mnie nie dręczyła i wracaj szybko!
Zadzwonię do was jutro. Może być?
- Dobrze. - Pa, mamo!
- Cześć. - Cześć.
Dziwne, nie?
Takie spotkanie.
Chodziłam sobie.
Dziękuję.
Poproszę o to samo.
Wilgoć, nie?
I co... podoba ci się tutaj?
Tak.
Bardzo.
- Nie tęsknisz za domem, rodzicami? - Chyba nie.
A...
masz chłopaka w Galway?
Czuję się dziwnie, rozmawiając o tym z tobą.
Susi o to nie pytała.
Ona o pewnych sprawach wie podświadomie.
Przepraszam...
za nachalność... ale Pierpaolo?
To chłopak dojrzały jak na swój wiek.
W sensie, że dużo wycierpiał. Dziadek...
jest taki apodyktyczny.
Miażdży go. A ja... nie potrafię go uchronić.
Wiesz, mam wadę.
Ja...
nikogo nie potrafię uchronić.
Byłeś w oddziale?
- Do mnie mówisz? - Tak.
- Byłeś porozmawiać z dyrektorem? - Z jakim dyrektorem?
Banku! Mówiłeś, że pójdziesz.
Nie dałem rady.
Boże, obiecałeś! Musi nam dać debet w koncie na 5000.
Pani, która przychodzi na taniec, mówi, że trzeba iść z groźną miną.
I powiedzieć: "Jeśli pan nie da, zmieniam bank".
Ale dupa!
- Nie chcę was słuchać. - Przepraszam.
- Pójdę jutro. - Wszystko potem!
Załatwiłbyś dzisiaj, to jutro poszłabym z małą do profesora.
Gdzie jest ropucha?
- Dam jej jeść. - Cały dzień pracowałem w domu.
- Wyszedłem tylko zrobić ksero. - A, ksero...
Oczywiście.
Ten pulmonolog faszeruje ją kortyzonem.
A jedna mama powiedziała mi, że ten... Marinoni
ma zupełnie nową metodę, naturalną. Leczy astmę oddychaniem.
Wizyta kosztuje minimum 200.
Ile ich będzie? Co ty robisz?
Ropucha je.
Ropucha je?
Kochanie!
Jak się czujesz? Chodź tu.
Wezmę cię.
Jak się czujesz?
Zrobimy sobie balet?
To twoja przestrzeń, a to moja.
Ty wchodzisz w moją przestrzeń, a ja w twoją.
Zimno.
Biegniemy.
Kur... Biegnij do samochodu. Luca!
- Lu! - Co?
- Wracam o 21:00. - Czemu?
Połowie moich uczennic nie pasuje godzina.
Dołożyłam późniejszy kurs, żeby ich nie stracić, kurwa!
- Dzień dobry. Przepraszam za wyraz. - Dzień dobry pani.
Podwójna praca za tę samą płacę.
Tak. Cóż za umysł przemysłowca.
Do widzenia!
A wyraz był na miejscu!
Jeszcze nie zapięłaś pasa? Lucilla, już późno!
Przepraszam.
- Przepraszam za tamto. - Nie przejmuj się.
Kim była ta blond dziewczyna?
Nikim.
Jestem nieszczęśliwy.
Mamo?
Nie jestem mamą. Jestem czystym duchem.
Będę mamą za pół godziny.
Dziadku...
Wyprostuj się.
Siadaj.
Luca jest w tarapatach.
Ogromnych.
Mają problemy z Lucillą. Choruje na astmę.
Powinni iść do lekarza, bardzo drogiego profesora.
Moglibyśmy... ty mógłbyś mu pomóc.
Może chociaż w płaceniu czynszu.
- Wzięli kredyt na najem z opcją kupna. - Właśnie.
Podnieśli im raty. Bank zabierze dom.
Wiesz, w życiu istnieją zasady.
I dlatego...
Posłuchaj.
Twój ojciec nie miał nic, przyjęliśmy go. On prosił, my dawaliśmy.
Ten, kto prosi, bo potrzebuje, musi szanować tego, który daje.
A on złamał tę zasadę.
Nie okazał szacunku twojej mamie, a więc i mnie.
Jesteśmy niewolnikami prawa, abyśmy mogli być wolni. Cyceron.
Nie.
Kochanie.
Ależ jestem głodna. Irina ma dzisiaj wolne.
Nienawidzę gotowania!
Jak myślisz? Zamawiamy obiad u Ottavia?
Spaghetti z małżami?
Labraks z ziemniakami?
- Wezmę tatar z labraksa. - Mamo.
Mówisz to co niedziela, jakby to było coś genialnego i nowego.
Ile to kosztuje? 100 euro?
Żeby...
O co chodzi?
Co się dzieje?
Schowam do lodówki.
Wyrzuć ten jogurt.
Spaghetti z małżami.
- Ile tu jest? - 700.
- Zwinąłeś cichcem? - Gotówka z mojej karty kredytowej.
- Jeśli mama zauważy? - Weź to.
Ona nie sprawdza mojego konta.
Będę ci dawał co miesiąc.
A Luca?
- Luca co? - Przed chwilą był tutaj.
Zawsze znika, gdy trzeba nakrywać do stołu.
Jest z Pierpaolem. Ja ci pomogę.
Nie musisz tu robić wszystkiego.
Z przyjemnością ci pomogę. Zaufaj mi.
Ślepo.
Kochanie! Czemu tak patrzysz?
Oddychaj. Jak się czujesz?
Źle z Lucillą.
Zawiń się w pelerynę! Szybko!
Pelerynę niewidkę! Wtedy ropucha nie wejdzie!
Zawijamy.
Już. Zawiń.
Świetnie. Ropucha się wkurzyła.
- Widzisz ją? - Nie, słyszę.
"W dupę z wami! Ta złośnica włożyła pelerynę!"
Zamknij oczy. I nie otwieraj!
Oddychaj. I zamknij oczy.
Jesteś geniuszem.
Na pusty żołądek... Daj kawałek chleba.
Gdy wracam o 9:00, rób kolację. Mary Ann nie jest niewolnicą.
O 10:00 już nie można jeść.
- I chuj! - Nie zawsze wiem, z kim rozmawiasz.
Z kim rozmawiasz?
Ze ścianą.
Peleryna zaciśnięta. Oddychaj.
Ja jej dam.
Kochanie, proszę...
Ropusze też damy.
Starszemu bratu.
Mary Ann.
Mamusi...
Po cichu.
Śpię tutaj. Będę słyszeć, jak oddycha.
Tak?
- Dobranoc. - Dobranoc.
Dobry wieczór.
- Dobry wieczór. - Macie problemy ze światłem?
Te liczniki...
są już...
Jeśli chcecie, mogę pomóc.
- Jeśli chcecie. - Oczywiście.
Mamy takie same.
Zobaczymy...
Te liczniki są niezgodne z normą.
Wszyscy musimy je wymienić.
Może i tak. Dzięki.
Jeśli czegoś wam potrzeba...
jestem tutaj, jak wiecie.
- Do dyspozycji. - Dobrej nocy.
Nawzajem.
Lucilla to śliczne imię.
Pasuje do ciebie i cię przypomina.
Szczuplutka i skoczna jak ty.
Teraz oddychaj normalnie.
Marinoni też do pana pasuje.
Ta końcówka brzmi tak majestatycznie.
Bardzo chciałam przyprowadzić ją do pana
i myślałam: "Marinoni wszystko naprawi, Marinoni ją uzdrowi".
Jakbym sobie to wymarzyła.
Dziękuję.
Teraz weź głęboki wdech.
Teraz, Lucilla... trochę cierpliwości... i zrobisz badania.
- Robiła trzy tygodnie temu. - Moje są dokładniejsze.
- Może ją pani ubrać. - Tak... Oczywiście.
- Ile lat? - 35.
36.
Kurna, za miesiąc 37.
Pytałem o córkę.
Mam 6 lat i pół roku.
Siadaj.
Proszę zrobić jak najszybciej wszystkie testy alergiczne,
które właśnie zlecam.
Plus spirometria, bronchoskopia...
i rentgen klatki piersiowej.
I proszę nie robić takiej miny, bo tu wszystko rozwikłamy.
Jaką mam minę?
Nie wiem...
Jest panu mnie żal?
- Jest pani w separacji? - Nie.
Przepraszam... wydało mi się, że może jest pani...
Głupia?
Samotna.
Dokąd idziesz?
Zapisać się na egzamin z włoskiego.
Możemy to zrobić online.
Ty też mną gardzisz jak wszyscy?
Gardzę tobą? Nie.
Zostań.
Jednego dnia dostajesz z buta,
następnego w twarz, potem umierasz.
A pomiędzy...
reguły, zakazy, nakazy.
Jedna rzecz może dać ci trochę szczęścia, ale nie możesz go dotknąć.
Czy możemy tak żyć? W mrocznym więzieniu?
I w tych egipskich ciemnościach...
zapaliło się światełko.
Ty nim jesteś.
- To, co mówisz, jest niesprawiedliwe. - Dlaczego?
Bo krzywdzące dla innych.
Kocham Susi i Lucillę.
Muszę wiedzieć, o czym ty wiesz.
Co wiem?
Twój smak...
Nie możecie tego zrobić?
- Nie... - Ale zrobicie! Doniosę skierowanie.
Nie można! Wykluczone.
A jeśli ona ma jakieś alergie? Kto za to odpowie?
Proszę.
Luca, powiedz coś.
Czemu stale czegoś zapominasz?
Do jednego mózgu nie wszystko wchodzi: badania, zakupy, kroki taneczne.
I pranie: białe z białymi, kolory z kolorami!
- Teczka! - Dzięki.
Chodź, Lucilla.
Proszę. Jest!
Pamiętasz, jak się urodziła?
Spała z nami w jednym łóżku.
Jak kamień.
Ile razy ją przygnietliśmy podczas seksu.
- Nie protestowała. - Jest taka grzeczna.
- Wybacz mi. - To ty mi wybacz.
Jesteśmy za bardzo zestresowani.
Za bardzo.
- Mecenas. - Idę do niego.
Grudzień, styczeń, luty. Przelicz.
- Bo sobie nie ufamy? - Przelicz.
Jeśli dowiem się, że ktoś tam poszedł...
Co mi pan zrobi?
Jak jest w domu?
- Jest pan tajemniczy? - Skądże.
Tu nie widzę przyczyn alergicznych ani fizjologicznych.
Astma może mieć też podłoże psychosomatyczne.
Wiedziałam.
To moja wina.
Jako matka...
nie mam głowy...
To nie jest prawda.
Powie mi pani prawdę?
Prawdą jest, że paliłam w ciąży.
Moja matka mówi, że Lucilla ma astmę przeze mnie.
W Luce... zakochałam się tak, że nawet nie myślałam.
Piękny, intelektualista...
Ale pusty. Ktoś mu wyjadł wnętrze.
To prawda, że jego syn, który ma 17 lat...
daje nam pieniądze na kredyt
i kpi ze mnie, bo nie znam angielskiego.
Widziałam siebie na scenie w "Jeziorze łabędzim".
Ale zaszłam w ciążę.
Uczę tańca dupiaste baby, które chcą schudnąć.
Prawda jest taka, że nie chudną i wkurzają się na mnie.
Mogę kontynuować, jeśli pan chce.
Dziękuję.
Zrobimy tak. Razem porozczulamy się nad sobą.
Chce pani poznać moją prawdę?
Od pięciu lat jestem wdowcem.
Mam dwóch dorosłych synów,
którzy mieszkają za granicą nie wiem od kiedy.
I prawdą jest, że od pięciu lat... co wieczór sam jadam kolacje.
Zajmę się Lucillą. Pani nie jest tu winna.
- Proszę się nie martwić. - Matko Boska...
Przepraszam, przepraszam...
Dziękuję.
- Nie ma nikogo? - Nie.
- Dlaczego? - Nie wiem.
- Dlaczego?! - Nie wiem!
Oglądam bajki. Przyjdziesz?
- Lubisz czekoladę? - Tak.
Umiem zrobić gwiazdę.
- Co? - Gwiazdę.
A co to?
Jesteś fenomenalna.
Potrafisz wszystko. Jesteś mistrzynią.
Ale... kto cię tego nauczyć?
Mama.
Więc masz to po niej.
Soku owocowego nie mam.
Mleko wypiłem. Chcesz trochę czerwonego wina?
- Nie? - Mama mi nie pozwala.
Żartuję. Czy proponowałbym ci wino?
Nawet ja go nie piję. Kręci mi się w głowie.
Mamo!
- Mamo! - Kochanie!
Lucilla, kochanie moje! Zostań tam, bo pada!
Czemu jesteś u Rzeczo?
- Zostawiłaś to. - Panie Tranò, przepraszam.
Nie ma za co.
Żabka i... to.
Zaczekaj chwilę! Weź jeszcze to!
- Dzięki. - Talerz oddacie później.
Odniesiemy!
Do widzenia! Gdzie jest tata?
A Mary Ann? Gdzie oni są?
- Tata był przy komputerze... - Kurewsko zimno! Idziemy.
Zamknij buzię, bo się nawdychasz powietrza.
Ale zmokłyśmy.
Mała była u Rzeczo.
Kochanie...
Dzwoniłam, nie słyszałeś, Rzeczo dawał mi wino.
Przepraszam!
- Gdzie Mary Ann? - Nie wiem, pewnie wyszła.
Ty nie mogłeś jej przypilnować?
Pracowałem! Muszę się skupić!
Bez gabinetu daleko nie zajadę.
Skupiaj się.
Chodź. Cała mokra, cholera.
Wykąpiemy cię.
Jak mnie pan znalazł?
Wypełniła pani kartę.
Rzeczywiście. Głupia jestem.
Dziękuję. Jest!
- Przepraszam, nie chciałem być nachalny. - Nie...
To bardzo elegancki gest.
Dawno już z nikim tak nie rozmawiałam.
Tak czyli jak?
- Że ktoś mnie słuchał. - Więc proszę mówić, ja słucham.
Zdarza się panu myśleć o tym,
żeby zmienić tożsamość, przefarbować się na blond, zniknąć?
- Ja na blond? - Ja tylko...
Nie. Ja chcę się pokazać!
Żyć dla kogoś.
- To pani. - Irina, zanieś je do sypialni,
bo inaczej zgubię.
Kochanie...
Czemu nie poszedłeś dziś na kręgle?
Nie pasowało mi.
Przesuń się.
Czego chcesz?
- Co ci jest? - Nic. Bo co?
Jak w domu twojego ojca?
Jak zwykle, bankruci.
Ale Mary Ann jest dobra. Nawet pomaga Luce w pracy.
Lucilla trafiła do sławnego lekarza.
A skąd na to pieniądze?
Skąd mam wiedzieć?
Czasem wciskają mi Mary Ann.
Jest sympatyczna.
- Susi ciągle w rozsypce. - Cóż...
Mary Ann mówi, że nie jest tak głupia, jak się wydaje.
Tak uważa?
Nie martw się.
Ta dziewczyna wyjedzie.
Nie myśl o tym za dużo.
Kto myśli? Czemu gadasz takie głupoty?
Bo wspomniałeś o niej trzy razy w ciągu 10 sekund.
Młoda, miła i pomaga ojcu w wyszukiwaniu pierdół.
Kiedy wraca do swojego kraju?
Dobra.
Idę na górę.
- Nie może tam jechać! To niebezpieczne! - Dlaczego trafiłeś mi się ty?!
Pojedzie na Wielkanoc!
Z całą klasą! Inaczej będzie dla nich chorą i odmieńcem!
Przecież to Anguillara! Coś się stanie - odpukać w niemalowane -
dojedziemy w godzinę.
To kupa czasu, gdy będzie kryzys!
- Spytałam Marinoniego! - I co powiedział ten prorok?!
Powiedział "Pewnie", nie powiedział "Tak"!
Powiedział "Pewnie"!
Jasna cholera!
Z tobą nie można rozmawiać! Ani wymieniać opinii bez wrzasku!
Jeśli nie krzyczę, nie słyszysz, że mówię!
Ani mnie nie widzisz! Kurwa!
Nie widzisz mnie! Nawet nie słyszysz...
że mówię!
Idziemy, bo już późno.
Dokąd?
Dobrze się czujesz?
Powiesz tacie, żeby mnie puścił na wycieczkę?
Pod namiot. On mamy nie słucha, ciebie tak.
Zaraz zamkną bramę. Jedziemy.
Chodź!
Pamiętasz dzień, kiedy spotkałam cię z tą blondynką?
Powiedziałeś, że masz wadę.
Nie wiedziałam, ale ja też mam wadę.
Wszyscy mamy wady.
Cofnijmy się. Wróćmy do tamtego baru.
Nie...
Luca, nie...
Kochana Susi...
wybacz mi błędy w pisaniu.
Jesteście tak wyjątkowi...
że zapomniałam o tym, że powinnam się uczyć, oglądać, poznawać.
O wszystkim, co mnie fascynowało we Włoszech.
Przepraszam, że wyjeżdżam tak nagle.
Kocham Was tak bardzo, że przykro mi jest się żegnać...
Nic ci nie powiedziała?
- Pracowałem. - Nie zauważyłeś, że się pakuje?
Nie.
Co się stało, że ona tak nagle...?
Była za młoda na nasze problemy.
Pieniądze, astma, zmęczenie...
Ale żeby wyjechać ot tak...
Może w Irlandii tak się robi.
A Mary Ann?
Nie ma jej.
Gdzie jest?
Wyjechała.
- Umarła? - Nie.
Ja i tata jesteśmy zaskoczeni tym, że...
odeszła... nic nam nie mówiąc.
Ja wiem dlaczego.
Kochanie?
- Czemu mówisz, że wiesz? - Bo wiem.
Powiedz. Tylko mnie.
Nie!
- Powiedz na ucho. - Nie!
Spójrz na mnie.
Gdzie jest Mary Ann?
Cholera! Nic się nie stało.
Co ci mówiła?
Powiedz.
Mamusia już jest.
Mamy cortilen. Weźmiemy dwie tableteczki.
- Proszę. Nie, kochanie... - Weź lekarstwo.
Weź tabletkę.
Zostaw ją.
Chodź tu. Weź.
Dobrze. Oddychaj.
Oddychaj! Jesteś wspaniała, kochanie.
- Bądź grzeczna! - Nie!
- Kilka wdechów. - Mary Ann brzydzi się ropuchą.
Co?
Wdychaj. Skarbie, musisz.
Spokojnie, kochanie.
Jaka grzeczna dziewczynka.
Daj.
Oddychaj. Rozepnij tę pelerynę.
Ma sine paznokcie.
- Ma sine paznokcie! - Co to znaczy?
Kurwa! Dzwoń po karetkę!
Umiesz zadzwonić po karetkę?!
Nie ma łóżka, spytam w poliklinice.
Jest łóżko. Prof. Marinoni to jej pulmonolog.
- On jest na innym oddziale. - Łóżko musi się znaleźć.
Proszę zrozumieć sytuację...
Zadzwonię do niego.
Odwiedziny od 14:00 do 16:00. Może pan już iść.
Chodźmy. Pani zostanie z córką.
- No proszę. Zapomniałaś piżamy. - Mamo...
Nawet teraz nie używasz mózgu! Ta mała ma umrzeć?!
Wszystko stało się nagle. Musieliśmy jechać natychmiast.
Moja wnusia...
Widziałam Lukę. Uciekał jak zwykle.
Proszę pani...
Nie ma dowodu naukowego potwierdzającego to, że astma ciężka
- dopada płody kobiet palących w ciąży. - Czytałam na Facebooku.
Sam prowadziłem badania na Johns Hopkins University w Baltimore.
A odwiedziny są między 14:00 a 16:00.
Nie może pani tu zostać. Do widzenia.
Dziękuję, mamo.
- Zobaczymy się później. - Tak.
Wasza "au pair" Mary Ann
O'Hagan zapomniała...
telefonu.
I potrzebny mi adres...
I jest mi potrzebny...
jej adres...
żebym mógł jej go zwrócić.
Cześć.
Luca, nie!
Przestań!
Przyszłam spytać o Lucillę.
Miała atak.
- Potrzymają ją tydzień. - Poważny stan?
Nie, ale muszą poznać przyczynę.
A Susi?
Jest z nią.
- Powiedziałeś jej? - Co?
Co?
Nie czujesz się podle, nie mówiąc jej prawdy?
- Ty znasz tę prawdę? - To, co się stało.
Fakty?
Fakty nie są prawdą. Ani ty, ani ja jej nie znamy.
Dlaczego tu jesteś?
A ty dlaczego? Dla Lucilli?
Taka jest prawda?
Nie!
Spójrz na mnie.
Dobry wieczór.
Niesiemy ciasteczka.
A ja myślę, że prezerwatywy.
Cześć!
Dobry wieczór!
Potknęłam się.
Cześć.
Pomyślałem, że masz dość kurczaka i kartofli, więc przyniosłem sushi.
Kurna, jest też wino!
- Chodźmy do mojego gabinetu. - Dobrze.
Chwileczkę.
Biedny Pierpaolo.
Pukaj, ale nikt ci nie otworzy.
No, poćwicz trochę.
Ejże.
No już!
Moja matka stała w kulisach.
Powiedziała, że upadnę przy piruecie.
I przy pierwszym piruecie trach i łubudu!
Upadłam, a potem poszła łąkotka i koniec.
Życie to tajemnica.
Kto to powiedział?
Życie to tajemnica. Wyleciało mi.
Nigdy nie przypuszczałem... że będę na kolacji tutaj,
w swoim gabinecie, z baletnicą.
- To instynktowny odruch. - Przemieszczenie łąkotki.
Łokieć nie jest zły.
To się dzieje?
Udawajmy, że nic się nie stało.
Wtedy tego nie zauważymy.
Wiesz, jaka jesteś piękna?
Nie.
- Prześliczna. - Nie...
Profesorze!
Mała płacze, bo czeka na panią.
Nic się nie stało...
Nic nie zrobiłam.
A nawet gdybym coś zrobiła, to co?!
Mówię do siebie.
Zwykle wkładam słuchawkę do ucha,
wtedy ludzie myślą, że rozmawiam przez telefon.
Mnie często się to zdarzało.
Jak ja wytrzymam...
Przepraszam.
Kochanie!
Kochanie moje...
Mama już jest.
Kochanie.
Nawet ty sobie poszłaś.
Nie, ja tylko...
na chwilę...
Wiesz?
Ropuchy już nie ma.
- Przestań... - Powiesz Mary Ann, żeby wróciła?
Oczywiście.
Przestań, kochanie...
Kochanie moje...
Jak noc?
Oddycha pięknie. Wezmę prysznic i wracam.
- Dzwonili w sprawie auta? - Nie.
Bankomat coś jeszcze dał. Chcesz?
Musisz mi pomóc.
Wystarczy benzyny?
Musisz zadzwonić do Mary Ann.
- Przebierz ją od razu. Uprane? - Tak.
Lucilla chce, żeby ona wróciła. I mieszkała z nami.
Nie wiem, czy to dobry pomysł.
Nie mam lepszego.
To na egzemę.
Masz. Tym razem ten cholerny kortyzon.
Co jest?
Coś jest.
To ty mi pomóż.
Nie pora, żeby się rozdrabniać.
Mieszka u jakichś zakonnic irlandzkich na Awentynie.
Zainwestuję 10 euro i wrócę jak najszybciej.
Idź!
Nie wiem, kto mu dał ten adres. Co cię to obchodzi, mamo?
Bardzo jesteś zmęczony?
- Bardzo. - Też jesteś chory?
Może...
Otwórz buzię i bez kaprysów.
To na żołądek.
A to na serce.
Boisz się mnie?
Dlaczego? Co ci zrobiłam?
Musisz mi coś powiedzieć.
Spójrz na mnie.
Czy przypadkiem Luca nie...?
Rozumiesz? Wiesz, o co chodzi?
Molestował cię?
Nie!
- Nie. - Nie dlatego odeszłaś? - Nie.
Bo Luca jest samotny.
Nie ma nikogo. Wszyscy umarli.
Pamiętasz uczestników programu "Wyspa przetrwania"?
Dla nich ważne jest tylko, żeby przeżyć.
Taki jest Luca. Wcale nie walczy.
Luca się ukrywa.
Ale to on jest grotą. Ukrywa się w sobie.
Jest sam i się kuli.
- Ale jesteście wy. - Z tego nie można się wyleczyć.
Nad jego głową zawsze wisi cień topora.
Stale śledzi go morderca.
- Na co tamci umarli? - Na raka. Najpierw ojciec.
Sześć miesięcy i trach. Matka też.
Luca był w liceum.
Nie...
Luca nie jest winny.
Przestraszyłam się...
A on cię zrozumiał...
Ciebie...
która nie siedzisz w grocie, jesteś otwarta na innych.
Czemu nie wrócisz?
Lucilla bardzo za tobą tęskni.
Mnie też ciebie brakuje.
- Choćby przy nakrywaniu do stołu. - Raz!
I dwa!
I... trzy!
Zaczekaj!
Pierpaolo, zaczekaj na mnie!
- Co się stało? - Jadę z tobą.
- Dokąd. - Daleko stąd.
Po prostu stąd.
- Tak? - Tak.
Uważaj.
- Jak się czujesz? - Okej.
Weźmiemy jeszcze?
Nie można przesadzać.
Niech Nicolò powie, czy możemy jeszcze.
Nie.
Raz...
dwa...
trzy!
Moja matka to robiła. Staję się taka jak ona.
Jedziemy do domu. Nie!
Bierz.
- Jedziemy do domu? - Jestem zmęczony.
Czołem.
Cześć!
Kutas z ciebie!
Co ci jest?
Co mi jest?
Wyglądasz trochę dziwnie.
Przyjęłam kokainę.
"Przyjęłaś"?
Akcent mam, jaki mam, ale egzamin zaliczyłam na 100%.
Pytam wszędzie, ale nikt mi nie odpowiada.
- A kogo pytałaś? - Świętego Mikołaja w chmurach.
Jutro zawiozę cię do taty.
Dlaczego masz 17 lat?
I 4/5 roku.
Ależ jesteś podobny do Luki.
Co się dzieje?
Szykują się wielkie problemy. Takie jak z Luką.
Czyli problemy nas wszystkich.
- Dobranoc, skarbie. - Dobranoc, tato.
Cześć. Przepraszam za spóźnienie, ale...
wróciłam do szkoły tańca.
- Przytyły? - Nie, teraz uczę dziewczynki.
Jeszcze nie koniec.
Co robią?
Ćwiczenia oddechowe.
Dzieci z astmą oddychają częściej niż trzeba.
Co zmienia proporcje dwutlenku węgla do tlenu.
Hiperwentylacja staje się nawykiem.
- Dzięki. - Zaczekaj z podziękowaniami.
Pomyślałem sobie...
że skoro...
stale się spóźniasz, nigdy nie masz pieniędzy...
Jeśli musisz, sprzedaj. Nie obrażę się.
Jeśli zatrzymasz, spoglądaj na niego często.
Będzie ci przypominał o mnie.
Będzie ci przypominał, która jest godzina i to, kim jesteś.
Gwiazdą.
Wskakuj.
Jaki elegancki!
Kochanie... co jest?
Zostaw mnie.
- Chodź tu. - Zostaw mnie.
Nie dotykaj mnie.
Nie dotykaj.
Ledwie mnie zauważasz.
Choć jesteśmy we dwoje, ja jestem sama.
Nie mówię ci o tym, co robiłam, o czym myślę...
Nic ci nie mówię.
Czemu mi o tym nie mówisz?
A skąd mam wiedzieć?
Myślę, że wszystko jest zbędne. Że wszystko to twoja wina.
A potem myślę, że też moja wina.
Może się rozstaniemy?
Może wszystkim będzie lepiej.
I...
może tobie z inną...
mnie z innym...
a nawet Lucilli będzie lepiej.
Oszalałaś?
Myślisz, że po dymaniu wszystko wróci do normy?
Przez takie gadki nie mogę spać.
Rozumiesz?
Bo ci zgniotę jaja!
Kochanie...
- Pan Moreno? - Zgadza się.
Co robimy?
Tu nikt nie chce problemów.
Trzeba je przekonać.
Zajmę się tym. Zajmę się wszystkim.
Ile wynosi szkoda?
- 200. - 300.
- Dziewczyny, 200. - 300!
Biorę tę.
- Dziewczyny, kurwa! Oryginalna! - Dość! Hieny z was!
Precz! Okażcie mu szacunek!
Zapewniam was, że to porządni ludzie.
On ci ją sprezentował?
- Tak. - W kolorze winnym.
Mnie we wrzosowym.
Ty to Pierpaolo.
Jakiś ty piękny.
A ty jesteś ojcem.
Trochę pechowy... i dupkowaty.
Przepraszam, ale znam was.
Stale o was mówił.
Taki dobry... taki kochany Bibo.
Bibo?
Nie...
Dlaczego?
W prywatnej klinice wystawią kartę zgonu, powiedzmy "oględną".
Fałszywą.
Za sumę, która tobie wystarczyłaby na dwa lata. Przepraszam.
- Zdzwonimy się jutro? - Nie zostawię cię samej.
Jak chcesz.
Kupione na skrzyżowaniu?
Patrz, kto jest. Chodź.
- Dzień dobry. - Wyrazy współczucia.
- Dzięki, że panowie przyszli. - To był wielki człowiek.
To prawda.
- Znacie Lukę? - Cześć, Luca.
- Zostawiam was. - To Luca Attorre, mówiłem ci o nim.
- Szukasz kogoś? - Mary Ann. Widziałaś ją?
Nie.
Hostie halucynogenne!
- Odważny temat. - Milion kliknięć.
Wpadnij do mnie.
- Dzień dobry. - Dzień dobry, profesorze.
Proszę.
Dzień dobry.
De Sanctis był przyjacielem moich przyjaciół.
Liczyłem, że cię spotkam.
Nie odbierasz telefonu, ja nie sypiam.
Ja...
chcę powiedzieć, że jestem gotów dać ci...
wszystko, czego pragniesz. Mój dom i moje życie są twoje.
Dzięki, profesorze. Wyrazy współczucia dla pana.
Złożyłam mu kondolencje przy wszystkich. Ale nie miałam wyjścia.
Co tu robisz?
- Zrobiłaś tylko test? - Tak.
Trzy razy.
To się stało, gdy odeszłaś?
- Wyglądałaś dziwnie. - Co mam zrobić?
Chcesz mieć dziecko? Tak czy nie?
Chcę.
Ale jeśli jest jakiś powód...
- Czyli masz kłopoty. - Kłopoty?
Niby jaki to powód?
- Może Bóg nie działa bez powodu. - Więc jest wałem.
I to niezłym.
Czemu nie spytasz, kto jest ojcem?
Obudź się! Nie ma ojca, nie ma dziecka. Tylko ktoś...
splunął komórkami!
Jesteś ty i jest twoje życie. Pomyśl o sobie.
Dobra... umówię cię na wizytę.
Potem mamy tydzień na decyzję.
I nie mów Luce. Faceci w tych sprawą się nie przydają.
Wcześniej tak, gdy gdzieś ci go wsadzają.
A potem nic. Zupełnie nic.
Dzień dobry!
Dzień dobry.
- To nie to, że ja... - Proszę się nie tłumaczyć.
Wiem, że macie... przykry okres.
Bardzo trudny.
Nie rozumiem, o co chodzi.
W sensie, że mogę panu pomóc.
Jeśli pan chce.
Samochód. Mogę go od was kupić.
Jasne, przepraszam.
- O czym pan myślał? - O niczym.
- Da mi pan znać? - Tak. Ja albo moja żona.
Ona też może.
- Dobrze. - Jestem tutaj. Jeśli chcecie...
- Też jesteśmy. - Ręka rękę myje.
A obie?
- Obie? - No?
Myją twarz.
To prawda.
Z czego ty się śmiejesz?!
- Co zrobiłem? - Mary Ann!
Mama i Susi! Czy jesteś, kurwa, jakimś pawianem?!
To koniec. Nawet nie wiem, czemu to się zaczęło.
Wybaczcie mi wszyscy...
Nie do wiary, jakiś ty bezmyślny!
Wybacz mi...
Luca, ty płaczesz? Przestań.
Wszyscy na nas patrzą. Chodź.
Idź normalnie.
Normalnie, mówię!
Siedź tu, zaraz wracam.
Gazeta zamówiła materiał o dziadku. Mam opisać wszystko.
- Wszystko co? - Wszystko.
- Co ich to obchodzi? - Chcą go zdemaskować.
Dziadek odgrywał bardzo mroczną rolę w polityce.
Atakując życie prywatne, wywlekliby i to.
Kochałeś go?
Tak.
W niektóre dni bardzo.
A kiedy się wywyższał...
było mi go żal. Nie wiem czemu.
Zamierzasz napisać ten kawałek?
Wtedy by mnie zatrudnili.
Pensja?
Emerytura, biurko, miejsce na świecie.
Luca, siadaj! Wyglądamy jak dwa pedały na łódce!
Gdybyś czasem mówił do mnie "tato", byłoby nam łatwiej.
Weź to.
Ja zajmę się mamą.
Giovanni.
Luca... Siadaj.
Właśnie gadałem z szefem kadr.
Zaraz przyjdzie po ciebie.
Chcę cię posłać do publicystyki.
Na trzecie piętro?
Marzyłem o tym od lat.
Myślałem o pięciu tekstach. Przepraszam.
Jak się czujesz?
Nieważne.
Reportaż w odcinkach.
Dopiero na końcu...
opiszesz przyjaźń adwokata De Sanctisa
z sędzią Barresim z II Wydziału Sądu Apelacyjnego,
który doprowadził do kasacji ważnych wyroków.
Od lat wiedziano, że obaj wykorzystywali transów.
Nazywano ich Bibo i Ninni.
- Wiem. - No proszę.
Wystarczy, że w tekstach o teściu wykorzystasz ten sam styl,
co w tekstach o zmyślonych pierdołach.
- Wszystko jasne? - Oczywiście.
Ale...
Ale?
Nie mogę się zgodzić.
Co?
- Wiesz, jak dawno nikogo nie przyjęliśmy? - Wiem.
Może nie zrozumiałeś.
Jeśli zechcesz, możesz trafić za granicę.
Poślę cię do Nowego Jorku albo, nie wiem kurwa!, na olimpiadę!
- To był dziadek mojego syna. - To był gnój!
- Wiem. - Zniszczył ci karierę.
Był ojcem Azzurry.
Pierdol się, Luca.
Cześć.
- Dzięki, że przyszedłeś. - Jak się czujesz?
Nie wiem.
Kiedy znajdujemy się na rozdrożu,
to my decydujemy? To naprawdę wybór czy wola Boga?
Słucham?
Nieważne.
Widzisz te kościoły bliźniacze?
W Galway pisałam o nich pracę, choć ich nie widziałam.
A mój profesor mówił z hiszpańska "renacimiento".
Dlaczego kazałaś mi tu przyjść?
One nie są bliźniacze.
Sprawiają takie wrażenie.
Zbudował je Carlo Fontana według projektu Berniniego.
Teren był nierówny, nie było tu harmonii.
Bernini wszystko poprawił.
Santa Maria dei Miracoli jest na planie koła,
Santa Maria in Montesanto jest eliptyczna, żeby zachować symetrię.
Ale to nieprawda.
To złudzenie, oszustwo.
Włoska pomysłowość.
Co chciałaś mi powiedzieć?
To.
Dokąd oni jadą?
O tej porze.
Bardzo dobrze!
O mój Boże!
Jeśli znów narozrabiasz w barze, to zostaniesz trzy dni dłużej.
Dopilnuję tego. Gdzie ta Szkotka?
- Irlandka, Mary Ann. - A bo widać różnicę.
Wyobrażam sobie tego włoskiego kutasa, który cię wyrolował.
Co nie?
Pani musi wyjść.
Będę tutaj.
Będę czekać. Zobaczymy się.
I co? Boisz się?
Trochę.
Jak trochę, to dobrze.
Zrobimy to szybko.
W Szkocji robią "na Mohikanina" jak wy?
Śmiejcie się.
Są straszne. Odkąd tu jesteś?
- Długo jesteś we Włoszech? - Rok.
Nie masz już dość?
Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą...
- Pogadamy przez Skype'a, jak dolecisz? - Obiecuję.
Nie płaczemy.
Nie płaczemy.
Trzymaj się. Pamiętaj.
W uczelniach do wyboru zaznaczyłem Dublin.
Wspaniale.
Podejdź.
Zrozumiałaś, co znaczy "na Mohikanina"?
Podgolone od dołu.
Jak Indianie.
Z pasmem włosów. O to jej chodziło.
- Rozumiem. - To też musisz wiedzieć.
Dzięki, Susi.
Dzięki za wszystko.
Odwróć się.
Panie Tranò?
Panie Tranò?
Dzień dobry. Odstawiłam samochód.
Proszę.
To miłe z pana strony.
- Dzięki. - To my dziękujemy.
Nie będzie już potrzebny?
Nie. Syn Luki pożyczy nam auto.
W domu dziadka jest ich pięć albo i więcej.
Weźmiemy taki, co mniej pali.
A właśnie, moje kondolencje.
- Dziękuję. Wiedział pan? - Tyle o was wiem...
Przepraszam, że jesteśmy tacy... narzucający się.
A pan jest... dobrze wychowany i taki miły.
Widzę was stale w biegu, spóźnionych.
Słyszę krzyki.
I śmiechy.
Słyszę...
jak się kłócicie.
Widzę, jak płaczecie.
Widzę, że żyjecie.
Mieliśmy przykre chwile...
Teraz będziemy uważać.
Na co?
Susi, na co?
Zazdroszczę wam.
Zazdroszczę.
Do widzenia panu.
Wszystkiego dobrego.
Do widzenia.
Tekst: Grzegorz Janiak
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.