All language subtitles for 30.Miles.to.Nowhere.2019.HDRip.XviD.AC3-EVO.polish

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Cholera!

Max?

Norma?

- Ile ta dziewczyna ma lat? - 23.

- Nieźle, nawet jak na Jacka. - Jest w Los Angeles.

- Kobiety w tym wieku są jak skamieliny. - Jack stał się facetem,

którego widzisz z nastolatką i myślisz, że to jego córka,

póki nie klepnie jej w tyłek. Można zawiadomić opiekę społeczną

- lub nazwać go dupkiem. - Który zalicza 23-latkę.

- Może tak jest lepiej? - Pragnie tego każdy facet.

- Wtedy ich fiuty są mniej sflaczałe? - Właśnie.

- Przepraszam, jaką podajecie tequilę? - Tę z robakiem.

- Boże. - To bar studencki, co się dziwisz?

Poproszę z lodem, ale bez robaka.

- Przepraszam, a jakie macie Cabernet? - Czerwone.

Poproszę.

- Żenujące. - Nie wierzę, że tu piliśmy.

- Sypiałaś tu. - Owszem.

Pamiętasz piątkowe przebieranki?

- Zawsze byłem piratem. - O tak.

- Myślisz, że co było w liście? - „Zmywam się. Przepraszam,

że musicie lecieć na pogrzeb, gdy Larry ma tyle pracy.”

Napisał żonie dlaczego czy tylko się pożegnał?

Nie wiem. Pewnie tylko: „Wal się, wygrałem. Kocham, Max”.

- Przestań. - Powodzenia z krzyżówką.

O tak.

Kto rozwiązuje ją długopisem, musi być pewny siebie.

Przykro mi z powodu twojej mamy.

Tak to jest, gdy w wieku 70 lat ma się resekcję żołądka.

Stajesz się alkoholikiem. Myślałam, że przez to przebrnę.

- Paul przyjeżdża? - Podobno.

- Teraz chce się pogodzić. - Bądź miły.

Zawsze jestem.

- Dałem 50. - Nie, 20.

Świetnie. Proszę zatrzymać resztę.

Kiedy wsiadamy do „wesołego autobusu”?

Serio?

Przepraszam, mogę?

Bess!

Przytul się.

Chodź tu!

Przepraszam, mam nieświeży oddech przez wino i wdychanie pierdów

- innych osób. - Lecieliście z lotniska JFK?

- Cztery godziny. - Nie było tak źle.

- Leciałeś pierwszą klasą. - Tam też pierdzą.

- Co tam? Widzieliśmy się... - Dawno temu.

- Na twoim ślubie. - Nie. Kiedyś zimą w Nowym Jorku.

- To było... - Wieki temu.

Właśnie. Masz teraz takie cudne dzieci. Dodajesz tyle fajnych zdjęć.

Dzięki.

Dziękuję za kwiaty. Szkoda, że nie byłaś na pępkowym.

Nie mogłam. Sporo się działo w pracy i w moim życiu.

Przez ostatnie sześć lat?

- Poproszę białe wino. - Podmiejskie życie.

- Jak leci? - Dobrze. Dajemy radę.

„Dajemy radę.” Brzmi obiecująco. Co u Chada?

Brada.

Jak to wygląda? Zabawy z dziećmi, obiadki o szóstej?

Tak, pasuje mi to. To moja najważniejsza praca w życiu.

Super. Nie ma nic lepszego niż cztery pokoje w Connecticut.

Lepsze od opryszczki i bluzy Grateful Dead.

Była ręcznie robiona.

Jak praca, Elaine?

- Super, choć zabiłabym się przed 9.15. - Nie zaraziłem cię opryszczką.

- Ktoś to zrobił. - Cięcie.

- Cześć, Sylvia. - Żartowałam. Za słabe światło.

- Biedactwo. Tak mi przykro. - Przykro mi z powodu Maxa.

Pamiętam tę bluzę.

Filmowiec na zawsze zostanie filmowcem.

- Tak myślę. - Możesz to usunąć?

Jak to robisz? Nie jest tu jak w Los Angeles.

- Usuń to z opryszczką. - To prawda.

- Jestem amatorką. - Będzie osiem dolarów.

- Przepraszam. - W kraju jest pełno psychoterapeutów,

a Max lubił życie studenckie.

- Zarabiał na rodzinę. - Chyba wszyscy chcielibyśmy uciec,

- na przykład do Iowa lub... - Wisconsin.

- Właśnie. - 30 mil donikąd.

Obym tylko nie zobaczyła kolejnego karalucha.

Nie ma tu karaluchów.

Zimno je zabija.

Jest tam tak spokojne. Tylko ty i otwarta przestrzeń.

Teraz na pewno.

Przykro mi z powodu Maxa.

- To straszne. - Okropne.

- Przykre. - Napijesz się?

Nie mogę.

- Co się stało? - Jeśli to nie tajemnica.

Zgarnijmy Paula i ruszajmy, zanim się ściemni.

- Jasne. - Co z Jackiem?

- Spóźnili się na samolot. - Spóźnili?

Przyjeżdża z dziewczyną, Amber.

Słodko.

Cześć, Paul!

Cześć!

Wskakuj!

Torba.

Dobrze wyglądasz.

Pasuje ci wygląd głodnego pracownika socjalnego.

Co? Od wystawnych obiadków się tyje.

- Wyglądasz świetnie. - Jak twój staż?

„Psychiatra na przedmieściach. Na żywo.”

- To był dzień słabych sensacji. - Max zabiłby za taką historię.

- To było o Centrum, nie o mnie. - Ale to ważne.

- Nie. - Tak, skoro mówią o tym w radiu NPR.

Coś o tym wiem.

Czasem te badania skutkują przypadkowymi stratami w ludziach

- z psychologicznego punktu widzenia. - Nie czaję.

Student się zaangażował, chciał zadowolić profesora.

- Został nawet w domu. - Jak jakiś więzień.

Nie.

Wyobrażenia mogły przeszkadzać osobom, które na coś chorują,

- ale nic namacalnego. - Co się stało?

Oblał. Ujmując to zgodnie z logiką.

- Zrezygnował? - Zniknął.

Przepadł bez śladu. Uczelnia rozpoczęła śledztwo.

Odwołali wszystkie zajęcia Maxa, dotacje się wyczerpały.

Wiesz, Paul, że niekompletne badania są bezużyteczne.

- Co to było? - Zatrzymamy się?

- Nie! - Kręci się tu dużo bezpańskich psów.

- Nie mogę patrzeć na... - Krew, wiemy.

Z oszczędności ludzie przestają się nimi zajmować.

Robią, co muszą, by przetrwać.

- Przykre. - Aż umierają.

Jak się zabił Max?

- Daj spokój. - Colt 1911, kaliber 45.

Nie znam się na broni, tak powiedziała policja.

Przykro mi. Cieszę się, że możemy tu być.

- Wszystkim przykro. - Lata studiów wiele znaczyły dla Maxa.

Szczególnie wy, „Załoga McHale Hall”.

Byliście jak rodzina.

Zawsze wiedział, że będziecie przy nim.

Nie wierzę. Nic się nie zmieniło.

- Wspomnienia. - Jak w „Wielkim chłodzie”.

- Tamci ludzie mieli ze sto lat. - My tyle mamy.

- Spali razem, co nie? - Tak?

Tak przypuszczam.

Wpiszcie się do księgi. Max chciałby wiedzieć, kto tu był.

- Przywiązywał wagę do szczegółów. - Dziwne, że nie prosi o próbkę śliny.

Pościeliłam wam na górze. Paul i Larry mogą spać osobno,

a Bess z Elaine na łóżku dwuosobowym.

Dobrze się znacie. Jack z dziewczyną zajmą drugą sypialnię.

Jak zwykle.

- Jakby co będę z teściową w domu obok. - Norma tu mieszka?

Jest tu już od paru miesięcy.

Ma lekkie zaburzenia świadomości.

Max zawsze interesował się procesem starzenia.

Norma niby jest obecna, ale żyje we własnym świecie.

Ale nie zostawia się rodziny.

Paul, twój ojciec też to miał?

Tak, nie jest łatwo.

Niesamowite, co stres robi z mózgiem.

W kuchni nic się nie zmieniło. Nadal mamy wodę ze studni.

System filtracji nie jest taki jak kiedyś, więc może pojawiać się osad.

Woda specyficznie smakuje, ale można ją pić.

Cholera!

Na litość boską!

Maisy!

Chodź tu!

Co za kot.

Max pracował w domku dla gości. Maisy codziennie przynosiła mu szczury.

Pewnie za nim tęskni.

O jednego szczura mniej.

Komórki tu nie działają.

Jeśli chcecie gdzieś dzwonić, to ze stacjonarnego.

Tu macie ulotki, gdybyście chcieli zamówić coś do jedzenia.

Tylko dwie czy trzy knajpy dowożą tu jedzenie.

- Polecam Top Ling's Chinese. - Zabiłbym za bułeczkę z wieprzowiną.

Zapamiętam.

Nie zamawiajcie z Caldo Veloce. Ciężko tu dojechać,

a dostawcami są dzieciaki, mogłoby się im coś stać.

Obyśmy nie mieli tu wypadku. Zanim dotrą tu gliny,

zaczniemy się rozkładać.

Dziękuję.

Że przyjechaliście. To wiele znaczy.

Ile można gadać? Nic dziwnego, że ze sobą skończył.

- Pewnie dawno z nikim nie rozmawiała. - 10 lat temu mieli się rozwieść?

- Wtedy się pobrali. - Właśnie.

Co z jedzeniem? Umieram z głodu.

- Chińskie żarcie w Wisconsin? - Jest też hinduskie i tajskie.

- Nie mają tu cheeseburgerów? - Pewnie nie dowożą ich na zadupie.

Podobało ci się tu. Byłeś dziwką Cheza Lehmanna.

Serio?

- Było jak w sezonie polowań. - Wasze randki były udane.

- Żalisz się? - Zawsze wracałem do domu

w niezręcznej ciszy i z paczką kondomów.

Nie możesz spędzić czterech nocy w lesie z laską, która wypłakuje ci się w ramię.

Nikt nie chce się pieprzyć z pluszowym misiem.

- Zamawiamy z Top Ling's? - Tak.

Skoro muszę.

- Nie ma takiego słowa. - Czekaj.

- Nie ma. - Jest.

- Co znaczy? - Nie wiem, ale istnieje.

- Nie sprawdzimy. - Nie bez Wi-Fi.

Czemu gość z doktoratem nie ma słownika?

Język umysłu. Słowa są zbędne.

- Tak jak etyka. - Co to?

Słyszeliście?

- Nie. - Ciągle słyszę to bzyczenie.

- Naukowców nikt nie rozumie. - Tak jak Mengelego.

- Nic nie słyszę. - Ucichło.

- Porównujesz Maxa do nazistów? - Dręczysz ludzi dlatego,

- że masz tytuł doktora? - A on to co? Sprawdzają te badania.

- Naprawdę? - Znowu.

Przestało.

To, że pomagasz ludziom, nie oznacza, że wszyscy psychiatrzy są święci.

- Powiedziałem tak? - Naiwniacy płacą 200 dolców,

by usłyszeć, że ich życie jest do bani.

- Byłbyś okropnym pacjentem. - Żaden fiut w golfie nie musi mi mówić,

- jak radzić sobie z emocjami. - Nikt już nie nosi golfów.

Max nie jest fiutem, tylko naukowcem i twoim kumplem.

Był naukowcem. Nie widzieliśmy go wieki. Kto wie, kim jest teraz.

Trupem.

Nie żyje.

Nieważne. Ten dzieciak wiedział, w co się pakuje.

- Inaczej by się nie zgodził. - Miał wtedy 18 lat.

- Pomyśl o nas w tym wieku. - Miej się na baczności.

„Wariat zawsze znajdzie wyjście.”

Gotowi na imprezę?

Co tu się dzieje?

- Jack! - Cześć!

- Oto i on! - Cześć, brachu!

- Co słychać? - Kopę lat!

Minęło sporo czasu.

Pomogę ci z tym.

- Jesteś modelką? - Zapomnij!

Gdy masz Jacka, olewasz innego chłopaka.

Lubię sobie pomarzyć.

- Nic się nie zmieniłeś. - Dobrze, że ktoś przyniósł alkohol.

- Przedstawisz mnie? - To Amber, a to wszyscy inni.

Gotowi na opłakiwanie przy winie?

Masz szczęście, że zrobiliśmy zakupy. Kupiliśmy ser w spreju,

suszoną wołowinę

i gumki świecące w ciemności.

Mówcie!

Wiecie, dlaczego ten pojeb się zabił?

Nie odzywał się dwa tygodnie, bo nie wypełniłem ankiety o seksie.

Ankieta o seksie!

Tylko ja to zrobiłam?

- Frajerka! - Był jak Houdini. Zawsze kogoś nabrał.

Myślę, że każdy chce wziąć udział w jakimś badaniu.

Najszybszy sposób, by dostać kosza, to szczera rozmowa o seksie.

Laski rzuciły nas z powodu tej chujowej ankiety,

- a on je poderwał? - Podrywacz!

Polubiłby cię.

Z pewnością.

Stary.

To było zwykłe badanie, a nie erotyczne opowieści.

Oboje mieliście gówniane akcje.

- Rywalizowaliśmy na studiach. - Wsypałeś go, że splagiatował cytat

- z dziennika naukowego. - To nie był jeden cytat.

To nie była nasza sprawa.

Przestańcie!

- Dzięki temu dostałeś dotację? - Tak, ale nie dostałbym,

- gdybym nie miał osiągnięć. - Nic byś nie osiągnął,

- gdyby kumple na ciebie donosili. - Przestań.

- Przeprosiłem. Ciągle przepraszam. - Mnie nie musisz.

Patrzcie na to!

- Opuść bluzkę, widać ci cycki. - Dzięki ci za to. Pomóc ci?

Pewnie.

Seks z nieznajomym nie jest zdradą tylko wtedy, gdy jest się kurwą.

Wtedy to zwykła praca.

Co to jest, do cholery?

Gdzie ty idziesz?

To kobieta.

- Duch. - Dlaczego z nim rozmawia?

- Kurwa! - Co się dzieje?

To wilk?

Spadaj stąd!

- Masz psa? - Jest alfą.

Mogę być też betą.

- Cały się trzęsę. - Jak przy odstawieniu?

- Chyba zrobiłam butelkę. - Ile ich było?

- Nieważne. Tylko ja dziś nie zaliczę. - I ja. Mam męża.

- Bułeczki z wieprzowiną też nie. - Jest pogrzeb. Serio chcesz zaliczyć?

To była Norma.

- Szukała Maxa. - To smutne.

- Nie poznała mnie. - Co było w tych bułeczkach?

Mamy coś jeszcze?

Whiskey. Trzy białe wina i jedno czerwone.

Top Ling's próbuje mnie zabić.

- Chcę białe, czerwone i Jacka. - Chcesz Jacka?

Kurwa.

Co jest?

- W porządku? - Tak.

Muszę się przyzwyczaić do wody ze studni.

- Jakby filtrować jajko przez pieluchę. - Był ktoś teraz w piwnicy?

Nie, chyba że ten dzieciak wrócił po swoją godność.

Co jest? Jesteś spięta.

Ciekawe dlaczego.

Umarł nasz przyjaciel.

Tęsknisz za dziećmi? Problemy małżeńskie?

- Co? - Błagam.

„Dajemy radę”? Widzę, że coś jest nie tak.

Też przez to przechodziłem.

- Z Karen. Poważnie? - Między nami wszystko skończone.

Przykro mi. To okropne.

Nie jest tak źle.

Powtórzymy lato 2005?

Czuć od ciebie rzygami.

Cholera.

Boże!

- Co się stało? - Ktoś tam jest!

Był na balkonie!

Stał za oknem jak jakiś wampir.

- Seksowny? - Co?

- Skarbie, jesteś zmęczona. - Ktoś tam jest!

- Widziałaś drabinę? - Nie.

A skrzydła?

Spierdalaj!

Z tego co wiem, ludzie nie latają!

Zapomniałam, że jej się to zdarza. Mówiliśmy na to „ciągnięcie Cho”.

Wystarczy ją ułożyć.

Przed chwilą przyciągnęłam ją z łazienki. Jest jak betonowa płyta.

Będę z nią spać. Złącz łóżka.

Dopiero teraz, po 20 latach, odważysz się zrobić krok?

- Będę spać w ubraniu. - Jasne, że tak.

Śpijmy razem na złączonych łóżkach jak za dawnych czasów.

Dlaczego to my zawsze tkwiliśmy na balkonie,

podczas gdy reszta zgonowała lub pieprzyła się w sypialni?

- Brzmi znajomo. - Zawsze zostawałeś mi ty.

Nie, otaczały mnie wilki.

Nie dzisiaj. Nie po tych bułeczkach z wieprzowiną.

- Dziwne uczucie, znowu tu być. - Czuje się to samo.

- Tylko jestem starsza. - I bardziej pijana.

Bez tego całego bagażu.

No dobra.

Dobranoc.

Dobranoc.

- Opowiesz mi coś? - Nie.

- Tylko jedną historię. - Czas spać.

To moja twarz.

Dzień dobry. Mam nadzieję, że dobrze się spało.

- Cześć. Która godzina? - Czas na śniadanie.

- To my powinniśmy się tobą zająć. - Bez przesady, jesteście moimi gośćmi.

- Kto to? - Pomyślałam, że przyda się wam

- coś na kaca. - Przepraszam. Byliśmy głośno?

Nie.

Pomyślałam o dawnych czasach. Max mówił, że lubiliście zaszaleć.

- Mogłaś się do nas dołączyć. - Nie, już nie piję.

Boże.

Skarbie, dobrze się czujesz?

Przywiozłam to z miasta. Wcześnie zamykają przy takiej pogodzie.

- Ma padać? - Deszcz z gradem.

Może być tornado. To sezon powodziowy.

Najlepiej się zamknąć i się nie ruszać.

- Myślę... - Martwi nie czekają na deszcz.

Zaraz po was przyjdę.

Strasznie to głośne.

Chyba nigdy nie działało. Pewnie wyprodukowane w 1998.

- Kto rzyga do kuchennego zlewu? - Mówi ten, który pół nocy

- spędził w toalecie. - No wiesz? Zatrułem się bułeczkami,

a ona winem, młodością i głupotą.

Była zdenerwowana. Ma 23 lata. W jej wieku też tonęłam w rzygach.

Pamiętam.

Teraz mam tolerancję irlandzkiego żeglarza.

Myślałem, że to wykorzystam.

Żartuję.

Odbijasz dziewczyny od 20 lat. Daj szansę komuś innemu.

Kurwa.

Nadchodzi burza.

Tak lepiej.

Jak dobrze.

Cześć. Przepraszam.

Przyniosłam ci aspirynę, wodę i klina, jeśli masz ochotę.

- Chyba tego mi trzeba. - Proszę.

- Chcesz aspirynę? - Tak.

- Było bardzo źle? - To znaczy?

Trochę wymiotowałam.

Naprawdę?

Do zlewu, no tak.

- Lepiej niż do lodówki. - Tak sądzę.

Larry się lepiej poczuł. Myśli, że zapomnieliśmy, że srał w nocy.

Zazwyczaj nie piję whiskey. Wolę różowe wino.

Kiepskie czasy.

- Kiepsko wyglądam? - Nie, to cytat.

- Piję, gdy się denerwuję. - Nie przejmuj się.

- Zobaczyłam to coś w oknie. - Rozumiem.

Ciężko być nową wśród szalonych ludzi.

- Jack się strasznie wkurza. - Ma szczęście, że ciebie ma.

Przynajmniej się nie rozbierałam.

Zabije mnie.

- Nic się nie stało. Rozebrałaś się. - Co za wstyd.

Ale tylko na chwilę. Nie przejmuj się. Masz świetne cycki.

- Serio? - Tak.

- Dzięki. - Nie ma za co.

Powinnaś się częściej upijać i denerwować.

Co ty robisz?

- Pomyślałem, że potrzebujesz pomocy. - Nie.

- Wiem, że ciężko ci sięgnąć do pleców. - Przestań. Podaj mi ręcznik.

Lato 2002. Co ty na to?

- Jest jego pogrzeb. Nie chcę... - Znowu go zdradzić?

- Tak. - Daj spokój.

Sprawa ulega przedawnieniu, zwłaszcza, gdy poszkodowany jest martwy.

- Twoja dziewczyna jest w pokoju obok. - No i?

- Wymiotowała. Idź do niej. - Moglibyśmy popływać kajakiem.

- Sprawdź co z nią. - Nie powiem Maxowi, jeśli ty też nie.

Cudownie.

O tak. Kto by pomyślał?

Jako dziecko lubiłam łaskotanie po ręce.

Po szyi też jest fajnie.

- Co się stało? - Karaluchy! Było ich tysiące!

- Były wszędzie! - To tylko robale.

Wiem, że to robale! Czemu jesteś mokry?

- Co się stało? - Na łóżku były karaluchy.

- Co? - Obrzydliwe.

- Myślałam... - To kłamstwo! Nie zdychają w Wisconsin,

- tylko grzeją się w pościeli. - Mam jednego w buzi.

- Karaluch? - Nie! Mnóstwo karaluchów! Były...

- Na tobie. Wiemy. Uspokójcie się. - Wyjedziemy stąd?

- Nie. Musimy iść na pogrzeb. - Ja go nie znałam.

Nie idę.

Jesteśmy w lesie. Są tu robale. Może wiatr coś dmuchnął.

- Jak twoje spodnie? - Cholera.

- Jakby koniec świata. - Po prostu październik w Wisconsin.

Jest jak ninja.

Czas się pożegnać.

Zebraliśmy się tu, by uczcić życie Maxwella Lehmanna,

który powróci do Domu Boga Ojca.

Z każdym kwiatem okazujemy naszą miłość i oddanie, by uczcić twoją pamięć.

Obyś odnalazł pokój wśród aniołów,

a twoja udręczona dusza ukojenie w życiu pozagrobowym.

Proszę.

- Dzięki. - To do trumny.

Nie, dziękuję. Nie znałam go.

Przyjaciele Jacka są przyjaciółmi Maxa.

Oni bardzo za tobą tęsknią.

Gdziekolwiek jesteś.

Złap mnie za rękę!

Piękna ceremonia.

- Mimo okoliczności. - Krótko i zwięźle.

Max nigdy nie był sentymentalny. Szkoda, że nie przyszli jego koledzy,

by okazać wyrzuty sumienia.

Naukowcy potrafią być tacy nieczuli.

Pamiętam.

Z mleka jest twa wątroba!

Sam swe policzki na ciosy podstawiasz! Wyłup mu oczy!

Myśli, że znowu jest w Pittsburghu i przedstawia „Króla Leara”.

Przerabialiśmy to na zajęciach z zimnego odczytu.

Obłąkanie jest takie bezlitosne.

- Oby to nie było dziedziczne. Co, Paul? - Słucham?

Od czego się zaczęło u twojego taty?

Ale smród! Cholera.

- Świnie! - Może ciebie szybko dopaść.

Max nie żyje.

Umarł.

- Ona tak ma. Przepraszam. - Pójdziemy już.

O co chodziło z twoim ojcem?

- Nieważne. - Larry, przestań.

To było nie na miejscu.

Ludzie rożnie przechodzą żałobę.

Gdy zmarł mój pies, piłem przez tydzień i poszedłem postrzelać.

Nigdy tego nie robiłem.

Śmierć robi z nami dziwne rzeczy.

- Kurwa! - Dlaczego tu tak zimno?

- Gdzie jest drewno na opał? - Na zewnątrz.

Nie, dzięki.

- Ja pójdę. - „Ja pójdę.”

- Co? - „Jestem taki idealny.

- Pracuję w non-profit.” - Chciałem iść tylko po drewno.

- Nie ma za co. - To nie jego wina, że jesteś kutasem.

Przynajmniej wciąż go mam. Widzieliście tamte cycki?

- One ciebie nie chcą. - Skąd wiesz?

Straciłeś okazję.

Ty nie.

- To nie jest tego warte. - Jak zwykle pacyfista.

- Bo nie obchodzi mnie twój kutas? - Bo twojego ojca ktoś nazwał świrem

- i powiedział, że ciebie też to czeka! - Straciła niedawno męża!

- Nie będę się o to wkurzał! - No tak. Zniszczyłoby ci to reputację!

- Stul pysk! Nie wiesz, co mówisz. - Wyrzuć to z siebie!

Wal się!

Zadowolony? Spierdalaj!

Przestańcie!

- Masz swoją pokojową nagrodę. - Pójdę z tobą.

Chodź złapać kleszcza.

- Zawsze tak jest. - Serio?

- Dokąd idą? - Pieprzyć się.

No tak.

- Umawia się z dziewczynami? - Jak większość lesb.

- Paul jest miły. - Pan Rogers też był.

Kto?

Ten stary facet, który miał ciuchcię i sadzał na nią lalki.

- Odrażające. - I to jak.

Tacy są zawsze ci, których się najmniej podejrzewa.

Co do cholery?

Co to było?

- To szop. - Wielkości konia?

Ile ich tam jest?

To on!

Kto?

- On! - Co z nim?

- To ten facet, którego widziałam. - Na zdjęciu?

- Nie, za oknem. - Napij się wody.

- Naprawdę go wczoraj widziałam. - To nie może być on.

Dlaczego nie?

- Bo to Max. - Jaki Max?

- Dziś był jego pogrzeb. - Nie żyje.

- Jest martwy. - Już nie.

Ale zawierucha!

- Wszystko dobrze? - Tak.

- W porządku. - Jesteśmy trochę wstawieni.

Tak ma być.

- Okno w kuchni jest rozwalone. - Bo ma z tysiąc lat.

Dzwonię po taksówkę.

Nie dziwię ci się. Mogę jechać z tobą?

No tak, bo taksówki są wszędzie. Złapiesz ją na każdym rogu.

- Nie zostanę tu. - Jesteśmy w Wisconsin.

Na jakimś zadupiu. Chciałaś tu przyjechać.

- „Chcę krowiego mleka.” - Nie wiedziałam, że znajdę się w chacie

- pełnej trupów i wściekłych psów! - To nie do końca chata.

- Mówiłem, że to wiejski domek! - Tu jest jak na obozie przetrwania!

Halo?

Chciałabym zamówić taksówkę na lotnisko.

Tak, wiem.

- Gdzie jesteśmy? - W Domku Lehmanna.

- Na Black Hill Road. - Black Hill Road.

Halo?

- Może działa w drugim domku. - Może Sylvia nas podwiezie?

Dopiero pochowała męża. Nie będzie nas wiozła w ulewę.

Gdy się mieszka na zadupiu, trzeba podwozić ludzi.

- Spokojnie. - Nie zachowuj się jak cipa.

Nie pozbawiłem martwego gościa dotacji. Nie mam za co przepraszać

- ani się obwiniać jak ty. - A spanie z jego dziewczynami?

To było na studiach. Kto z nimi nie spał?

- Ty spałeś? - Co?

Nie.

- Nie wiem! - Każdy z nas robił coś,

z czego nie jest dumny, ale zachowujmy się teraz kulturalnie.

- Kurwa, kto wypił całe wino? - Masz problem z alkoholem.

- No co ty? - Kto w ogóle ma pogrzeb na odludziu?

Max! Zawsze wszystko utrudniał.

To jak zapraszanie ludzi na ślub do Ohio w Nowy Rok.

- Nie musiałeś przyjeżdżać. - Drogi są zamknięte.

- Nikt cię nie zawiezie. - To pójdę pieszo.

Jak chcesz. Idź.

- Co ty robisz? - Przecież chcesz iść!

- Zostaw mnie! - Spokojnie!

To idź! Nie umiesz nawet złapać pociągu na Brooklyn, a chcesz znaleźć lotnisko?

Powodzenia!

Ja pierdolę!

Przepraszam. Dzwoniłam, ale linie są zerwane.

Wiemy.

Natura tak nam mówi, by nie używać prądu.

- Jakiś problem z pokojami? - Tak.

W kuchni jest rozbita szyba.

- Wszystko dobrze. - Właściwie to nie.

Przepraszam. O nic się nie martwcie. Skorzystamy z tych plandek.

Przyniosłam na wszelki wypadek.

Kiedyś przeciekał nam strop. Zastanawiam się, co z fundamentami.

W tym domku?

Pod nim.

Hodujesz tam na dole zwierzęta? Chyba urządziły sobie imprezę.

Nie wydaje mi się, by zwierzęta się tam zmieściły.

Mieliśmy kiedyś szopy, ale Max je przepędził.

Nie.

Są tam tylko stare pudła i kurz.

To nie był kurz, tylko raczej para grubasów na bieżni.

- Może lepiej zastaw na nowo pułapki. - Nie zastawiamy pułapek.

Jeżeli zabijamy, to tylko z litości.

Boże.

Macie tu plandeki. Paul, mógłbyś sprawdzić strop?

Póki nie przejdzie burza, nie mogę wezwać żadnego majstra.

Nie ma sprawy.

Świetnie. Przejdziesz przez wiatę.

I wejdziesz pod dom.

Dobra.

Niektórzy z nas chcą wcześniej wyjechać.

- Zanim skończy lać. - Mogłabyś nas zawieźć na lotnisko?

Mogłabym, ale drogi są zalane. Do rana będą nieprzejezdne.

Do rana?

Tak. Natura wprowadza godzinę policyjną od października do marca.

Cudnie.

Gdy nie ma światła, to z tyłu piwnicy są świece i lampy naftowe.

Można się tam też schować przed burzą.

Może to zostawmy i idźmy spać?

- Jestem zbyt zdenerwowana, by iść spać. - A ja za trzeźwa.

- Ten młynek do odpadków w ogóle działa? - Może Amber ma rację,

- że to wszystko jest powalone? - Raczej ona. Paul!

Zlew jest zatkany. Może to coś z rurą?

Nie jest powalona. Jest młoda i seksowna.

- Paul, możesz sprawdzić studnię? - Nie jest głupia.

- Miło, że ją bronisz. - Nawet nie chce tu być. Zejdź z niej.

Dobrze, że to ty. Pomożesz mi?

Muszę sprawdzić studnię. Zlew jest zapchany.

Przepraszam za to. Nie ma lepszego sposobu,

by się ich pozbyć.

Nie będziesz tego pamiętać. Do 9 będziesz nieprzytomna.

- Co, kurwa? - Mówię o dwóch pępkowych.

- Boże. - Nie byłaś ani u Jojo, ani u Sally.

- Jest adoptowana. Miała cztery lata. - Dwa i pół. To moje pierwsze dziecko.

Nie odwiedzisz mnie tylko dlatego, że musisz dojechać busem?

- Do Connecticut nie ma busa. - Ale jest pociąg!

- Dojazd zajmuje półtorej godziny! - Masz rację! Znalazłabym czas

na przyjazd na zadupie między pracą a pilnowaniem mamy,

- żeby nie spadła ze schodów! - Przyjechalibyśmy na pogrzeb,

- wyszlibyśmy do parku. - Bo marzy mi się spędzić pierwszy dzień

- jako sierota w zoo z twoją rodzinką! - Twój wybór, że ciągle pracowałaś

- i nie wspominałaś o dzieciach! - Bo ty ciągle gadasz o swoich!

Wszystko dobrze?

Chyba odetkałyśmy zlew.

Błagam.

- Kurwa! - Przebiorę się.

To się nie uda.

Boże.

- Mogłam zaufać przeczuciom. - Śmierdzi tu gównem.

Dzieciom też mówimy, by ufały intuicji.

Mają z pięć lat. Są za głupie.

- Nie widzę żadnych lamp. - Możesz zaczekać?

Powiedziała, że są z tyłu piwnicy, czyli tam.

- Daj spokój, Larry. - To na pewno tu.

Tak.

Może leżą tu stare pornole?

Albo dmuchana lala?

Byłoby śmiesznie.

- Czekaj. Czy to jedna z tych... - Pokaż.

- To lampa kempingowa? - Tak.

- Czy my właśnie... - Raczej ty.

- Tak. - Super.

- Mamy światło. - Śmierdzi jak w publicznej toalecie.

To było jak sterta zwierząt, a Sylvia...

Wolę nie wiedzieć. Nie mam ze sobą lufki.

Nie mogę tego słuchać, bo nie jestem na haju.

Nie mów dziewczynom. Nie potrzeba nam więcej paniki.

- Podasz mi plandekę? - Jesteś stuknięty.

- To ostatnie, co powinniśmy robić. - Daj spokój.

Dlatego Sylvia cię o to poprosiła. Wiedziała, że tylko ty się zgodzisz.

Na razie!

Patrz na to.

- Włączona? - Tak. Uśmiech.

Może Sylvia kręci dokument o szczurach.

- Powiesz coś? - Wyłącz to.

- Seksownie wyglądasz. - Zamknij się.

Może Max prowadził wideobloga „Samotny Max 15”.

Max w internecie? Nie byłby nawet na zdjęciach.

- Sprawdźmy, co tu jest. - Nie. Może się masturbuje?

- Nie chcę tego widzieć. - Trupa walącego sobie konia?

Żadnych nagich filmów.

Może chciał się umyć.

To były piękne lata.

Byliście „Załogą McHale Hall”.

Moimi najlepszymi przyjaciółmi.

Zobaczymy się po drugiej stronie.

Wybaczcie mi.

Ja pierdolę.

- Boże. - Po co mi to pokazałeś?

- Idioto, dlaczego to obejrzeliśmy? - Skąd miałem wiedzieć,

że zastrzeli się przed kamerą? Sylvia nic nie powiedziała.

Powiedziała, że Max o nas pytał.

- Nie zanim się zabił. - Nie musiała.

- Sami mieliśmy to zobaczyć. - Dlaczego nic nie mówił?

- Kogo miał? Sylvię? - Miał nas.

- Racja. - Powinien komuś powiedzieć.

- Komu? Sam był terapeutą. - To jakiemuś innemu!

Nie powinniśmy tego oglądać. To prywatne nagranie.

Nie wyjęła taśmy, a kamera była włączona.

Może jest jej ciężko sobie z tym poradzić.

Dlatego wysłała nas tu po świeczki i lampy?

Cholera.

Stary?

Chyba coś tam jest. Kurwa!

Złaź ze mnie!

- Kurwa. - Stary, wszystko w porządku?

Tak.

Wszystko dobrze.

Cholera.

Kurwa.

Przeładował?

To Sylvia?

Tak.

Wcale nie chowa się przed burzą.

Co to było?

Boże.

- Kurwa! - Szybciej! Otwieraj te cholerne drzwi!

Zablokowane!

Ludzie!

Jesteś święty. Na świecie jest za mało takich jak ty.

Dzięki.

- Cholera, co się stało? - To tylko...

Musisz to opatrzyć, bo wygląda paskudnie.

Tak zrobię.

Znalazłeś coś? Jakąś kasę?

Tylko pełno śmieci.

- Pewnie był zbieraczem. - Niektórym trudno pozbyć się rzeczy.

Gdzie się wszyscy podziali?

- Tędy się nie uda. - Czekaj. Słyszysz to?

- Ludzie! - Kto to?

- Może Jack i Gandhi kręcą się na dole. - To nie Jack.

Ani nie Paul.

Kurwa mać!

Otwórzcie te jebane drzwi!

- Co wy robicie? - Biegniemy do drugiej bazy, a niby co?

- Co się stało? - To Max.

Że co?

Powrócił.

- Widzieliście, jak się zabił. - Tak było!

- Kto by go zabił dwa razy? - Ja pierdolę!

- Był tu, przysięgam. - Mówiłam.

Ktoś tu walczył. Słyszeliśmy ciosy, a potem zobaczyliśmy trupa Maxa,

- patrzącego się na nas. - Tego samego, co go dziś pochowaliśmy?

- Nie wiem. - Gdzie jest ciało?

- Odszedł? Nie widać śladów ciągnięcia. - Padało. Bawisz się w CSI?

- Będziesz szukał włókien ubrań? - Co z twoją ręką?

Gdybyście widzieli ciało, to by tu było.

Może ktoś wykopał ciało Maxa i teraz straszy wszystkich wokół?

- Chwila. - Co tutejsi ludzie robią dla zabawy?

Jakiś gówniarz miałby ciągnąć stukilowego trupa?

- Może ktoś mu pomógł. - Niby kto?

- Ktoś z uniwersytetu? - Może.

- Dlaczego? - Co to?

- Zaraz. - Nie wiem dlaczego.

- Z Maxem trudno było się dogadać. - Nie był potworem.

- Nie wykopaliby go za to z grobu. - Może uznali, że śmierć to za mało.

Co?

Cholera!

Boże!

- W porządku? - Co to było?

To pułapka na zwierzęta.

- Patrzcie na to! - To na psy, by trzymały się z dala.

- Co to było? - Spadajmy stąd.

- Trzeba go zabrać do szpitala. - Zapytajmy Sylvii, czy pożyczy auto.

- Po prostu je weźmy! - Nie będę kradł!

To zostań tu i pocieszaj wdowę! Powiedz jej, jak ci źle,

bo jej mąż zjawia się cały we krwi! Ja mam dość!

Musimy jej powiedzieć. To na pewno żart.

- Bardzo zabawny. - Jeśli to nie żart, to musi wiedzieć,

- że ktoś bezcześci grób Maxa! - Jeśli chcesz, to jej to powiedz.

- Powodzenia. - Typowe.

A to co?

Nadstawianie karku nie jest w twoim stylu?

- Teraz stchórzysz? - Dobra.

- Ja to zrobię. - Nie! Ja pójdę.

- Jak chcesz. - Wybrałeś świetny czas na stchórzenie.

- Biorę samochód. - Idę z tobą.

- Co? - Albo mogę zostać z Amber.

Bess zostanie.

Zaraz wracam.

Jeśli wyjedziesz beze mnie, powiem Amber,

- że pieprzyliśmy się pod prysznicem. - Musisz być świetną matką.

Mówię serio. Nie odjeżdżaj beze mnie.

Po co ci nóż? Facet nie żyje!

Masz rację. Potrzebna nam strzelba.

- Umiesz strzelać? - Nie. Weźmy siekierę.

- Trzeba mu ściąć głowę. - Oglądasz za dużo telewizji.

- Nie chcę, by zjadł mi mózg. - To jakiś wkurzony student Maxa,

który chce nastraszyć jego żonę. Ludzie są chorzy.

- Nóż. - Przestaniesz? Nie potrzebujesz noża!

Skąd możesz wiedzieć, że nie wróci z bandą innych umarlaków?

- Przestań! - Zapowiada się na apokalipsę zombie!

Przestań!

- Pani Lehmann? - Norma?

Głośniej.

Nie chcemy pani przeszkadzać.

To kamera? To jakaś nora, nie ma tu co ukraść.

Nie obserwują domu.

Tylko nas.

Tu Jack i Elaine, przyjaciele Maxa. Możemy wejść?

Szukamy kluczyków do samochodu Sylvii.

Moglibyśmy...?

Nie chcieliśmy pani obudzić. Ma pani kluczyki do samochodu?

Proszę nie wstawać.

Jasna cholera.

Nie żyje?

- Kurwa mać! - Spadamy!

Uciekamy!

Mam kolejną.

Kurwa.

Jedna jest nad zlewem. Chore pojeby. Skierowana na toaletę.

Sami tego chcą. Stawiają kamerę w łazience,

to zobaczą gówno.

No już!

Otwórzcie!

Co u diabła?

Halo?

Podglądacie czy się bawicie? Bo tak czy siak płacicie.

Jest tu kto?

Nie wyglądasz na przejętą.

Stan Normy stale się pogarsza. Nie mogę nic zrobić,

- póki nie działają telefony. - Co z masakrą szczurów?

To nie masakra. Maisy zabijała jednego szczura dziennie.

Dziwnie to zabrzmi, ale nadzorowałam pracę męża.

- Po co te kamery? - Max się denerwował.

- Dostawał wiadomości z pogróżkami. - To miejsce jest zabezpieczone

- jak Biały Dom. - Bał się, że jest na celowniku.

- Naukowców? - Obawiam się, że nie zrozumiecie.

Gdzie Paul i Larry?

- Nie ma ich z wami? - Gdzie Max?

- Max nie żyje. - Pewna jesteś?

Nie muszę tego wysłuchiwać.

Musisz, jeśli chcesz jeszcze zobaczyć nagrania.

Mam.

Teraz powiedz nam, gdzie są Paul i Larry

i dlaczego ciało Maxa ciągle się pojawia albo Amber spali wszystkie nagrania.

To projekt Maxa. Nieszczególnie mnie obchodzi.

- Tego by się pewnie po was spodziewał. - Nie po mnie. Nie znał mnie.

Nie musiał, to dość oczywiste.

Widzicie? Natura ludzka nigdy nie zawodzi.

Dobra.

- Chodźcie za mną. - Nie.

Nie wyjaśnię tego w dobry sposób.

- Spróbuj. - Znam kogoś, kto potrafi.

Jeśli nie wrócimy za kwadrans, spal je.

- O Boże! Larry? - To Max?

Nie dotykajcie ich. Są dorośli. Chyba wiedzą, co robią.

- Co się stało? - Nie dotykać ich!

- Nie wierzę. - Odłóż broń.

To nie wygląda dobrze.

Max wyjaśniłby wszystko, ale różnice poglądów sprawiły,

że zaniemówił, więc ja to wyjaśnię.

- Możemy... - Cofnij się!

Do tyłu.

Gdyby mógł, powiedziałby, że nie miał wyboru.

„Niekompletne badania są bezużyteczne.” Obiecałam mu, że skończymy je razem.

Tylko że mi chodzi o sztukę, a jemu o naukę,

- co robi się denerwujące. - Daj spokój. To tylko badania.

- Ja pierdolę! - Cholera jasna!

Musieliśmy dać sobie nieco przestrzeni. Jak w każdym normalnym małżeństwie.

Zamknij się!

Wiedzieliście, że podczas drugiej wojny światowej

tylko 25 procent żołnierzy wystrzeliło do wroga,

będącego na linii strzału?

Na przeszkodzie stawały ich idiotyczne mózgi.

Uwierzycie, że nie chcieli zabijać kogoś ze swojego gatunku?

- Co za strata kasy państwa! - Czuję się niekomfortowo.

Ale stymulowali tę część mózgu odpowiedzialną za strach,

badali ją z odrobiną obrzydzenia, ale zaangażowali się i sprawili,

że ten głupi mózg po prostu zasnął. Mała drzemka, która wystarczyła,

by nacisnąć spust. Nagle zwykły obywatel stawał się żołnierzem.

Widzisz, Jack, że to nie są zwykłe badania.

To przełomowa taktyka wojny.

- To powalone. - Co nie?

Niedokończone badania równa się zero kasy.

Kumple Maxa byli oczywistym wyborem.

Idealna płytka Petriego z amerykańską klasą średnią.

- Oddaj nam przyjaciela i pójdziemy. - Którego?

Możecie wziąć tylko jednego.

Zamknij się! Nie mogę się skupić, gdy tak jęczysz.

Co ja mówiłam? Gdyby to zależało od ciebie,

nadal szukalibyśmy w necie plastikowych zapinek.

- Więc siedź cicho! - Nie musisz tego robić. To sprawa Maxa.

- Ty kręcisz dokumenty. - Nikt ich nie dofinansowuje.

Chyba że są o sierotach w Sudanie lub grubasach w Ameryce!

Max był w tym wszystkim.

Aż do teraz.

Tutaj nasze drogi się spektakularnie rozchodzą.

Dosłownie.

Nie wiedziałam, że mam tyle siły. Czas ją wykorzystać.

Kurwa!

Trzeba wykopać większy dół.

- Sylvia, błagam. - Jak nas zabijesz, twój projekt umrze.

Jesteście częścią historii. Ostatecznie jesteście zbędni.

Jeśli nie wrócimy, Bess i Amber spalą wszystkie nagrania.

- Myślisz, że nadal tam będą? - Tak.

Tak myślałam.

Jesteś wielką optymistką jak na osobę z tak beznadziejnym życiem.

On tak powiedział, nie ja.

Masz okazję się zemścić.

- Wstawaj! - Kurwa!

Wstawaj, do cholery, zanim zabiję twoją postać!

Musi mieć zakończenie.

Sprawa wygląda tak.

Jeśli jedno z was pobiegnie, ma 10 procent szans na wydostanie się.

Jeśli pobiegniecie wszyscy naraz, wasze szanse wzrastają do 50 procent,

ale szanse na to, że zastrzelę Larry'ego,

są stuprocentowe.

Możecie żyć, ale wasz przyjaciel na pewno umrze.

To zależy od was.

Patrzysz na wyjście?

Kto może cię winić?

Po co ryzykować życie dla kogoś, kto nie zamówiłby ci taksówki,

gdyby padało?

Jesteś wariatką.

Rozejrzyj się. Wszystko na to wskazuje.

Wahasz się.

Powiem dlaczego.

Jest chujowym kumplem, ale nie potrafisz znaleźć sobie innych.

Nieszczęścia chodzą parami.

Twoje beznadziejne życie to jedyna rzecz,

dzięki której jego beznadziejne życie nie wygląda aż tak źle.

Chcesz się poświęcić dla kogoś, kto siedzi tu i myśli:

- „Przynajmniej nie jestem tobą”? - To naprawdę miłe, Larry.

Ale nie ty, Jack. Nigdy nie lubiłeś Larry'ego.

Nie mogłeś pogodzić się z tym, że on jest prawnikiem,

a ty sprzedajesz pakiety telefoniczne. W tydzień zarabiasz tyle

co on w godzinę. Musi ci być ciężko. Tacy goście jak Larry

są złem na tym świecie. Zabierają ci pracę, dziewczynę.

Może czas się odpłacić.

Nie wcinaj się!

No dalej.

Wszyscy wiemy, że życie w Connecticut by ci nie wyszło.

Wisi na włosku.

Myślę sobie,

ile jeszcze potrzebujesz terapii, by uporać się z ostatnią traumą

i jak bardzo czujesz się winna, że nie dałaś się przelecieć Larry'emu.

- Boże, Bess. - Co cię to obchodzi?

Ma rację.

Właśnie.

Możemy oczyścić atmosferę, póki wszyscy ją wdychamy.

Zabić czy zginąć, moje małe szczury laboratoryjne?

Wybierajcie.

Fascynujące!

Można by pomyśleć, że wynik będzie oczywisty,

ale Departament Obrony uwielbia skomplikowane sprawy!

Szkoda, że Max nie może tego zobaczyć.

Mój film w końcu pokaże naszą pracę, moją pracę, całemu światu!

Potrzeba tylko idealnego zakończenia.

Nie ma nic bardziej ostatecznego niż ogień.

Już dobrze.

- Proszę odejść. - Nie rozumie pan!

- Ja nie muszę. - Nie możecie!

- Proszę odejść. - Jest terapeutą. To pacyfista.

- Z naładowaną bronią. - Nikogo by nie skrzywdził.

Do czasu. Nie mają tego wypisanego na czole.

To przykre. Była bardzo miła.

To wszystko nie tak. To nie on jest chory psychicznie.

Nie jestem lekarzem. Jesteście dorosłymi ludźmi.

Jeśli nie chcieli państwo brać w tym udziału,

- trzeba było nie podpisywać zgody. - Czego?

„Strach jako broń.

Obszerne studium wpływu strachu na ludzki umysł.” Brzmi znajomo?

- To państwa podpisy? - Ja nic nie podpisałam.

Przynajmniej ktoś tu myśli. Czego to ludzie nie zrobią dla forsy.

Zabierzemy państwa na komisariat.

Co do cholery?

- Złożycie państwo zeznania. Jedziemy. - Chwila.

Co z tym studentem? Tym co oszalał, zniknął...

I rzucił studia, tak?

- Jego żona nie żyje! - Profesora Lehmanna?

- Byłego profesora. - On wciąż pracuje na uczelni.

- Na wydziale psychologii. - Pierwszy państwu wyjaśni,

że wariat zawsze znajdzie wyjście.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.