Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
CZARNA KOMNATA
-I co, doktorze? -Dziedzic, mój panie, i jego brat.
BliŸniêta.
BliŸniêta?
-Toast! Wypijmy za to! -Nie.
Nie pijmy za te narodziny, proszê.
Czy wiecie, jaki pocz¹tek mia³a nasza rodzina?
To by³y bliŸniêta.
Brand i Wolfram.
I zakoñczy siê bliŸniêtami.
Brand, m³odszy, zamordowa³ swojego brata.
Ten dom wzi¹³ pocz¹tek w morderstwie. I zakoñczy w ten sam sposób.
"Skoñczê tak, jak zacz¹³em."
Moje oczy. Poruczniku Hassel, móg³by pan?
Oczywiœcie, sir.
"... A po tamtej nocy, nie widziano wiêcej Wolframa,
"ani na zamku, ani poza nim.
"I wszyscy ludzie wiedzieli, ¿e zosta³ zabity
"przez swego m³odszego brata w Czarnej Komnacie."
Nawet jeœli to prawda, tu nie ma m³odszego ani starszego. To bliŸniaki.
Myli siê pan, poruczniku Hassel.
Jeden zawsze jest starszy od drugiego.
Pañscy ch³opcy narodzili siê w odstêpie 1 minuty.
Przepowiednia musia³a paœæ na moje dzieci.
Starszy odziedziczy tytu³ i ziemie. M³odszy rozgoryczony...
M³odszy bêdzie mia³ wiêkszy powód do goryczy, mój panie.
-Jego prawe ramiê jest sparali¿owane. -Sparali¿owane?
Przykro mi.
Ale, wasza lordowska moœæ, naprawdê nie musi siê pan przejmowaæ t¹ barbarzyñsk¹ przepowiedni¹.
Rzecz¹, w któr¹ wierzono przez setki lat?
Niech pan czyta, dalej.
"A m¹droœæ wskazuje, ¿e raz jeszcze narodz¹ siê bliŸniêta
"i m³odszy zabije starszego.
"Oto znaczenie motta domu de Berghman."
-Ale nie mo¿e pan w to wierzyæ, sir. -Wierzê w to.
To morderstwo znowu siê powtórzy. W Czarnej Komnacie, jak dawniej.
Nie, nie, nie otwieraj.
Przyjaciele, ta tragedia mo¿e nie wydarzyæ siê przez 20,30,50 lat.
Nie bêdê ju¿ ¿y³. Wy wszyscy mo¿e te¿.
Co mogê teraz zrobiæ, by zapobiec spe³nieniu siê przepowiedni?
Wasza lordowska moœæ ¿yje przesz³oœci¹. Nie wierzymy...
A ja tak.
Coœ trzeba zrobiæ.
Czy mogê coœ zaproponowaæ?
Wierzy pan, ¿e m³odszy brat zabije starszego w Czarnej Komnacie?
Tak, wierzê.
Wiêc rozwi¹zanie jest proste, niech j¹ pan zamuruje.
Nie bêdzie ju¿ ¿adnej Czarnej Komnaty.
Maria, baronessa de Berghman ukochana ¿ona barona Fredericka de Berghman
Frederick, baron de Berghman ojciec Gregora i Antona
20 lat póŸniej
Jeœli pozwoli mi pan powiedzieæ, wasza lordowska moœæ,
groby pañskich rodziców s¹ w skandalicznym stanie.
Wiem, wiem. Ale teraz, kiedy wraca mój brat...
-... mo¿emy razem siê tym zaj¹æ. -To dobrze.
Poczta z Budapesztu dociera do gospody w godzinê.
Jest pan pewny, ¿e nie chce siê z nim tam spotkaæ?
Prze¿y³em ju¿ wiele prób zamachów
i nie chcê byæ widziany w miejscach publicznych. PrzyprowadŸ go do mnie na zamek.
Pomyœla³em tylko, ¿e skoro nie widzia³ pan brata od 10 lat...
Dlatego chcê spotkaæ sie z nim sam.
Nie obawiaj siê, powiedz to. Baron jest tyranem.
Nawet gorzej. To demon.
Tylko w jeden sposób mo¿emy siê przed nim uchroniæ.
To nie bêdzie takie ³atwe. Pilnuje siê.
Obawiacie siê k³opotów. Jesteœcie tchórze.
Prosiliœmy w³adze o pomoc. I wiele nam to pomog³o.
Co takiego musi nam zrobiæ, ¿ebyœmy odpowiedzieli atakiem?
£atwo mówiæ, ale kto to zrobi?
Dajcie mi tylko mo¿liwoœæ. Dostanê siê do niego.
Powóz z Budapesztu.
Czy powóz barona ju¿ przyby³?
Proszê trochê sherry.
Wygl¹da jak baron.
Rzeczywiœcie.
Czy baron nie mia³ brata, który wyjecha³ dawno temu?
Tak. Po co wróci³?
Jeden de Berghman nam wystarczy.
Oto i powóz barona.
-Anton. -Pu³kowniku Hassel.
-Cieszê siê, ¿e ciê widzê. -A mój brat? Gregor?
Gregor jest w zamku. Mam ciê do niego zaprowadziæ.
ChodŸ, Thor.
Zobaczysz, ¿e wiele siê zmieni³o.
Gdyby list Gregora nie by³ taki natarczywy, nigdy bym nie wróci³.
Nie mog³em uwierzyæ, ¿e pisze do mnie w taki sposób.
To nie by³o zaproszenie. To by³o b³aganie, usilna proœba.
Nie powinieneœ by³ nigdy wyje¿d¿aæ.
Nie znoszono mnie tu. Musia³em wyjechaæ.
-Z powodu tej przes¹dnej legendy? -Nie.
Dlatego, ¿e zbyt wiele s³ysza³em, co ona mi robi.
Wbrew sobie zacz¹³em wierzyæ w przepowiedniê.
Za ka¿dym razem kiedy patrzy³em na Gregora, w³asnego brata,
wygl¹da³ jakby oczekiwa³, ¿e go zabijê.
To dotyczy³o twojego brata, Gregora.
-Witamy w domu, sir. -Peter, jak siê masz?
Bardzo dobrze, sir. Dziêkujê.
Dziêkujê, ¿e mnie pan tu dowióz³, pu³kowniku.
Moja bratanica i ja oczekujemy pana i pañskiego brata dzisiaj na kolacji.
-Pamiêtasz Theê? -Oczywiœcie, ¿e j¹ pamiêtam.
-Urocza, ma³a dziewczynka. -Tylko, ¿e teraz jest urocz¹ du¿¹ dziewczynk¹.
-Przyjdziemy. -Dziêkujê.
Wszyscy jesteœmy szczêœliwi, ¿e pan wróci³, sir. Zamek bêdzie bardziej radosny, sir.
To ponure miejsce. 10 lat sprawi³o, ¿e prawie zapomnia³em.
-A teraz wszystko powraca. -Czuje siê t¹ posêpnoœæ, sir.
"Principio et finem similia."
Anton!
Wspaniale.
Niech na ciebie spojrzê.
Dobrze wygl¹dasz.
-Dobrze spêdzi³eœ te lata w Budapeszcie? -Bardzo dobrze. By³o ca³kiem weso³o.
Ale co u ciebie, Gregor?
Gdyby moi poddani nie byli tacy niepos³uszni,
wyda³bym na twoj¹ czeœæ wielkie przyjêcie.
Ale oni nie zas³uguj¹ na ucztê tak, jak ty.
Usi¹dŸ, Anton.
Kaza³em przynieœæ ci trochê wina.
Dziêkujê, ¿e wróci³eœ do domu.
Czu³em siê tu samotny. Lecz teraz mo¿emy dzieliæ siê obowi¹zkami.
WejϾ.
Przynios³em wino z po³udniowych winnic.
-Pamiêtam, ¿e pan Anton je lubi³. -Dziêkujê, Peter.
Wypij.
-S³ysza³eœ, co powiedzia³em? -Tak, wasza lordowska moœæ.
Dlaczego to robisz, Gregor?
W porz¹dku. To wszystko.
Chyba nie myœlisz, ¿e je zatru³?
Myœlê? Ja wiem. Te œwinie zrobi¹ wszystko.
Nie wiedz¹ czego chc¹. Nie mogê ufaæ s³u¿bie, ani nikomu.
Moje ¿ycie nie nale¿y ju¿ do mnie.
Gregor, dzisiaj kiedy tu jecha³em, strzelano do mnie.
Pomylili ciebie ze mn¹.
-Ale co takiego maj¹ przeciwko tobie? -K³amstwa. Nie warto o tym mówiæ.
Ale musisz im zaprzeczyæ, Gregor, albo ja to zrobiê.
Dobrze, Anton. To dlatego po ciebie pos³a³em.
Czarna Komnata i jej przepowiednia sta³y wystarczaj¹co d³ugo miêdzy nami.
Oddziela nas od niej solidny, ceglany mur.
Mo¿emy o tym zapomnieæ. Co ty na to, bracie?
Z ca³ego serca.
Wiêc nic nas nie bêdzie ju¿ drêczyæ,
poza pu³kownikiem, który oczekuje nas na kolacji.
Pójdziemy?
Max, Ludwig, Emil!
Zabij¹ ciê, Anton! Z drogi! Zajmê siê t¹ œwini¹.
Zostawcie psa. Zostawcie psa!
Nie powstrzymujcie go. Nie powstrzymujcie go.
-Zabij go, Thor. -Chcesz go rozerwaæ na kawa³ki?
Thor. Thor.
Co to ma znaczyæ?
Zapytaj go, co sta³o siê z moj¹ siostr¹.
-Twoj¹ siostr¹? -Tak, i z innymi kobietami.
Zapytaj, co sta³o siê ze wszystkimi kobietami. Dlaczego ju¿ wiêcej siê nie pokaza³y?
Zabierzcie go st¹d. PóŸniej siê z nim policzê.
Nie, zaczekaj. Muszê dojœæ do sedna tej sprawy.
Przestañ. Wyda³em rozkaz im, nie tobie.
Zabraæ go.
Dlaczego tak na mnie patrzysz? Jest tak, jak przedtem, kiedy st¹d wyje¿d¿a³em.
To nic takiego, drogi Antonie. ChodŸ, nie mo¿emy spóŸniæ siê na kolacjê.
Bardzo mi zale¿y, ¿ebyœ zobaczy³ Theê. Jest niezwyk³a.
ChodŸ.
Mi³oœæ jest jak muzyka
Piêkna muzyka w mym sercu
S³odka muzyka znik¹d
Nigdy nie wiadomo, kiedy mi³oœæ mo¿e rozkwitn¹æ
Mo¿e przyjœæ do ciebie we œnie
Gdy lœni¹ srebrzyste promienie ksiê¿yca
Mi³oœæ jest jak muzyka
Piêkna muzyka w mym sercu
-Urocza. Urocza. -Tak.
To urocze dziecko.
Myœlê, ¿e brat waszej lordowskiej moœci mia³ na myœli muzykê.
Mia³em na myœli obie.
Dziêkujê.
Jeœli pan wybaczy, sir, muszê ju¿ iœæ.
-Dobranoc, sir. -To wielka przyjemnoœæ poznaæ pana.
Dziêkujê. Pu³kowniku Hassel.
-Dobranoc, Thea. -Odprowadzê ciê do drzwi.
Dzisiaj?
Przecie¿ nie musisz tak szybko wychodziæ. Co siê sta³o?
Thea, kochanie, mia³em doœæ widoku, jak ciê ob³apuje,
ale nagle, kiedy patrzy³ na ciebie...
nie chcê ciê wystraszyæ, Thea, ale ten Gregor to potwór.
-Nie czujesz tego? -Za ka¿dym razem, kiedy jest obok.
Krew mi zamarza, kiedy mnie dotyka.
Tylko tyle mogê zrobiæ, by nie stanê³o mi serce.
Odda³bym wszystko, ¿ebyœ tak nie cierpia³a,
ale jeszcze nie mo¿emy nic z tym zrobiæ.
Przysiêgam ci, bylibyœmy szczêœliwsi daleko st¹d.
-Wierzysz mi? -Tak.
Ca³y dzieñ powtarzam to sobie setki razy. Nie martw siê o mnie, Albercie.
A teraz, kochany,
myœlê, ¿e powinnam wróciæ.
Nie wystrasz siê, Thea, ale muszê ciê prosiæ o jedn¹ rzecz.
Nigdy nie pozwól sobie pozostaæ z nim nawet na minutê, sam na sam w jego zamku.
Zawsze miej kogoœ przy sobie. Obiecasz mi to?
Oczywiœcie, mój kochany. Dobranoc.
-Dobranoc Thea. Kocham ciê. -Wiem to.
Wiesz, moja droga, jeœli kiedykolwiek zdecydujê siê o¿eniæ,
myœlê, ¿e ¿adna nie by³aby bardziej czaruj¹c¹ baroness¹ ni¿ ty.
-Dziêkujê. -Nie zgodzicie siê ze mn¹, panowie?
Mashka.
Mashka.
-Beran, co tutaj robisz? -Pilnujê ciê.
Zajmij siê swoimi sprawami. Nie potrzebujê ¿adnego pilnowania.
-Nie pozwolê, ¿ebyœ znów posz³a do zamku. -Wiêc œledzi³eœ mnie?
-Dawniej chcia³aœ byæ ze mn¹ ca³y czas. -No nie wiem.
-Nie pójdziesz. -To ciê nie powinno obchodziæ.
Puszczaj mnie, g³upcze.
S³odka muzyka znik¹d
Nigdy nie wiadomo kiedy mi³oœæ rozkwitnie
Mo¿e przyjœæ do ciebie we œnie
Gdy lœni¹ srebrzyste promienie ksiê¿yca
Mi³oœæ jest jak muzyka
Piêkna muzyka w mym sercu
Czy¿ nie gram tak dobrze jak ona?
Nie s³ucha³eœ?
-Nie poca³ujesz mnie? -Gruszka to najlepszy owoc.
Zawsze, kiedy j¹ widzisz, chcesz siê mnie pozbyæ.
Jest bardzo soczysta.
Przekonasz siê, ¿e nie tak ³atwo jest siê mnie pozbyæ.
-S³yszysz co mówiê? -Adam powinien wybraæ gruszkê.
Wszystko to sobie zaplanowa³eœ, prawda? Chcesz j¹ poœlubiæ.
Uczynisz j¹ swoj¹ ¿on¹, swoj¹ baroness¹.
Lubiê czuæ gruszkê. I kiedy siê j¹ przegryza...
Có¿, nie poœlubisz jej. Nie dopuszczê do tego.
Nie dopuœcisz? Jak?
Nie czuj siê tak pewnie.
Powiem jej, ¿e prosi³eœ mnie na górê, bym ci tu zagra³a.
Jej przysz³y m¹¿, baron, rozmawia ze s³u¿¹c¹, s³uchaj¹c jej œpiewu.
-Sk³amiê. Powiem jej coœ gorszego. -Nie b¹dŸ g³upia, dziecko.
Gdybyœ by³a na moim miejscu, kogo byœ wybra³a?
Bratanicê pu³kownika Hassela, czy siebie?
Dobrze, kogo ty byœ wybra³?
S³odk¹, ma³¹ niewinnoœæ graj¹c¹ na harfie,
czy kogoœ, kto zna drugie wejœcie do Czarnej Komnaty?
Kogoœ, kto widzia³ jak wnosisz tam noc¹ coœ ciê¿kiego.
-Œledzi³aœ mnie. -Nie mia³am zamiaru.
Naprawdê nie mia³am zamiaru.
-Kto tam? -To ja, wasza lordowska moϾ, Peter.
-Czy niczego pan nie potrzebuje? -Nie. Niczego. Niczego.
-Dobranoc, sir. -Dobranoc, dobranoc.
Czy mogê coœ dla pana zrobiæ?
Nie, dziêkujê, Peter. Nie.
-Dobranoc, sir. -Dobranoc, Peter. Dobranoc.
-Och, to pan, wasza lordowska moϾ. -Tak.
Dobranoc, Peter.
Na pewno niczego panu nie potrzeba, sir?
Na pewno. Dobranoc.
Tak, sir. Dobranoc, sir.
Cicho, cicho, Thor.
I to ostatnie, co o niej s³ysza³em.
Podawa³a obiad w domu pu³kownika.
-By³ tam baron. -I kto jeszcze?
Tak. On zawsze jest w pobli¿u, gdy coœ takiego siê dzieje.
Wysz³a, próbowa³em j¹ powstrzymaæ, ale nie chcia³a s³uchaæ.
Wyrwa³a siê i posz³a do zamku.
-Nie chcê mieæ ¿adnych k³opotów. -Nie bêdzie pan mia³.
-Bojê siê, ¿e baron mnie zabije. -Niech pan da spokój.
-Co pan znalaz³? -To.
Nale¿a³o do niej.
To chusta, któr¹ Mashka mia³a na sobie w noc, kiedy posz³a do zamku.
Gdzie co znalaz³eœ?
-Mów, gdzie to znalaz³eœ? -Na szczycie schodów.
-Przed pokojem jego lordowskiej moœci. -Tak myœla³em.
Teraz wierzycie, ¿e baron zabi³ Mashkê?
Ja wierzê. Ale co my z tym zrobimy?
Znowu odwo³amy siê do w³adz?
-Nie mo¿emy pozwoliæ, ¿eby tak dalej postêpowa³. -Doœæ ju¿ morderstw.
-Zrobiê cokolwiek. -Musimy to przerwaæ, tak czy inaczej.
-Jest tylko jeden sposób. -ChodŸmy do zamku!
-Tak! -Wszyscy razem!
No to chodŸmy.
Za mn¹.
Mo¿e pan byæ obojêtny, jeœli pan chce, wasza lordowska moœæ, ale ch³opi s¹ poruszeni.
Czuje siê pan tak wa¿ny, ¿e myœli, ¿e nic mu siê nie mo¿e staæ?
Martwi siê pan, ¿e wieœniacy odbior¹ mi ¿ycie, pu³kowniku?
Czy widzia³ pan kiedyœ cz³owieka rozerwanego na strzêpy przez t³um, wasza lordowska moœæ?
Nie, i nie zobaczê.
Kiedy nadci¹gaj¹ k³opoty, radzê sobie z nimi na swój w³asny sposób.
Có¿, ostrzega³em pana. To wszystko, co mog³em zrobiæ.
Starzeje siê pan, pu³kowniku. Za bardzo siê pan przejmuje.
Dziêkujê.
Gdyby martwi³ siê pan trochê wiêcej, móg³by siê pan zestarzeæ.
ChodŸ moja droga, wychodzimy.
Odprowadzê pañstwa do powozu.
Co mogê zrobiæ, byœcie odwiedzali mnie czêœciej?
-Potrzeba nam tu takiego powabu. -Dziêkujê.
-Dlaczego oni tu id¹? -Spodziewa³em siê tego.
Ale czego chc¹?
Ostrzeg³em twojego brata. Szybko, zabierz Theê do œrodka, nie jest tu bezpieczna.
-Dlaczego, móg³bym... -Zajmê siê nimi.
-O co chodzi? -Chcemy barona.
-Czego od niego chcecie? -Powiem to jemu.
Mo¿esz powiedzieæ mnie. Przeka¿ê mu wiadomoœæ.
-Nie mo¿ecie siê tu tak wdzieraæ. -Wchodzimy. ZejdŸ z drogi.
-Ale pos³uchaj przyjacielu, na pewno mo¿emy... -ChodŸcie. Za mn¹.
Thor. Thor.
Jest tu, w œrodku.
Dzieñ dobry, panowie.
Spodziewa³em siê was.
WejdŸcie, wejdŸcie. Nie stójcie tak uroczyœcie.
-Przyszliœmy... -Po mnie. Wiem.
Ty jesteœ tu przywódc¹, prawda?
Czego tak bojaŸliwie szukasz?
Przyszed³eœ tu dyktowaæ mi warunki, czy tak?
Siadaj, s¹ bardzo wygodne.
Przyszliœcie tu, by siê mnie pozbyæ, tak?
-Tak. -W³aœnie po to.
Zaczekajcie. Wiem, jak siê czujecie, ale musicie zrobiæ to zgodnie z porz¹dkiem.
-Jasne, zgodnie z porz¹dkiem. Ale pozbêdziemy siê go. -Dopóki tu jest, nie jesteœmy bezpieczni.
Nie rozumiecie? Rz¹d nie bêdzie tolerowaæ
waszego sposobu przejêcia w³adzy.
-Rz¹d o nas nie dba. -Ale nie rozumiecie? Próbujê wam pomóc.
Chcemy bezpieczeñstwa dla naszych sióstr, ¿on i ukochanych.
Przecie¿ mój brat nic nie zrobi³. Jaki macie dowód?
Jeœli zrobicie mu krzywdê, odpowiecie przede mn¹.
Niech siê pan nie wtr¹ca, nie chcemy pana skrzywdziæ. Szanujemy pana.
Ale ten pañski brat-rzeŸnik
porywa³ nasze kobiety, zanim pan tu przyby³.
Ale teraz koniec z tym.
Jeœli jesteœcie przychylni memu bratu,
mam sugestiê.
Zrzeknê siê mego tytu³u na korzyœæ brata.
-Mówi pan powa¿nie? -Tak.
Tak naprawdê, po to go tu sprowadzi³em.
Wiedzia³em, ¿e jesteœcie niezadowoleni.
Wiedzia³em, ¿e chcecie, by ktoœ inny wami rz¹dzi³.
No i go macie. Mojego brata, Antona.
To œmieszne. Nie chcê o tym s³yszeæ.
Myœlê, ¿e to doskona³y pomys³.
By³em pewny, ¿e pan to zaaprobuje, pu³kowniku.
A wy wszyscy bêdziecie tak szczodrzy i oszczêdzicie mnie.
Nie zapomnê tego.
Czy mogê mieæ trochê czasu na uporz¹dkowanie spraw, zanim opuszczê kraj?
Jestem pewny, ¿e mój przyjaciel pu³kownik,
zajmie siê uci¹¿liw¹ spraw¹ przekazania posiad³oœci.
-Czy¿ nie, pu³kowniku? -Zrobiê to z przyjemnoœci¹.
ChodŸ, Thea.
Twoje obawy równie¿ siê skoñczy³y. W koñcu nie bêdziesz ju¿ musia³a byæ baroness¹.
ChodŸ, Thea.
Nigdy wiêcej obowi¹zków.
Stanê siê tym, kim ty by³eœ. Studentem, wêdrowcem.
Wolnym cz³owiekiem.
Oto rozliczenie zarz¹dcy z tegorocznych upraw.
Spis podatków, baronie Anton.
Brzmi nieŸle, prawda, bracie?
Nie? Có¿, niech ciê to nie zdenerwuje.
To ja siê z tym Ÿle czujê, nie ty.
Och, jest tylko jeszcze jedna rzecz, o której powinieneœ wiedzieæ,
zanim wyjadê.
PodejdŸ tu, bracie.
Jesteœ zaskoczony.
Myœla³eœ, ¿e nikogo tu nie by³o od 40-tu lat.
To by³a prawda, dopóki nie postanowi³em tu zajrzeæ.
I nic. Niepotrzebne stulecia strachu.
WejdŸ.
Nadal obawiasz siê tej g³upiej legendy? Nie b¹dŸ g³upi.
Zgodnie z legend¹ to ty mia³byœ zabiæ mnie.
Uwa¿aj na g³owê, Anton.
Czarna Komnata.
Rzeczywiœcie jest czarny.
Œciany s¹ z onyksu.
Co to takiego?
Studnia.
Nasi przodkowie zwykle wrzucali tam swoich wrogów
i zostawiali ich, dopóki nie zgnili i nie zmarli.
To w³aœnie tu, kiedy Brand zabi³ Wolframa, rozpoczê³a siê legenda.
Ale tam s¹ cia³a.
Tak.
A to jest nó¿. Jest na nim krew.
Tak.
Czy to kobieta?
Tak. Mashka.
Wiêc te straszne rzeczy, które o tobie mówi¹, to prawda.
Tak.
Dlaczego mnie tu przyprowadzi³eœ?
A dlaczego nie?
Nikt siê o tym nie dowie.
Nie! Nie!
Gregor.
Naprawdê myœla³eœ, ¿e zrzeknê siê tytu³u?
Przygotowywa³em siê do tego przez miesi¹ce. Wiedzia³em, ¿e chc¹ siê mnie pozbyæ.
A teraz, kiedy stanê przed nimi jako uprzejmy Anton,
nikt mi siê nie sprzeciwi.
Nawet Thea.
¯egnaj, bracie.
Teraz nie ma siê czego obawiaæ. Przepowiednia siê nie spe³ni.
Spe³ni siê.
Mo¿e wrócisz zza grobu by mnie zabiæ?
Nawet zza grobu.
Zapowiesz barona Antona?
Dobry wieczór, pó³kowniku Hassel.
Moja droga Theo.
Grasz niezwykle okropnie w szachy, drogi Antonie.
Atakujesz tak anemicznie, jak b³yskotliwie robi³ to Gregor.
Szachy by³y jedyn¹ zalet¹, jak¹ w nim odkry³em.
Dzisiaj otrzyma³em od niego list w Warszawy.
Wiêkszoœæ poœwiêcona jest proœbie, bym przekaza³ panu pozdrowienia, pu³kowniku.
Pozdrowienia dla mnie?
Có¿, jeœli mia³bym je przyj¹æ,
zrobi³bym to raczej przez pocztê ni¿ w inny sposób.
Prosi równie¿, ¿eby Thea mile go wspomina³a.
On j¹ kocha³, pu³kowniku.
Pomyœleæ, ¿e moje dziecko kochane by³o przez takiego demona...
wybacz, Antonie.
Zapomnia³em, ¿e mówiê o twoim bracie.
Jesteœ do niego taki niepodobny. Wybacz mi.
Niech siê pan tym nie martwi, pu³kowniku. Nikt nie zna Gregora lepiej ni¿ ja.
S¹dzê, ¿e teraz pañski ruch.
Jednak jest jeden temat, w którym zgadzam siê z bratem.
Thea by³aby czaruj¹c¹ baroness¹.
-To dla mnie niespodzianka. -Mam nadziejê, ¿e mi³a.
Zjednoczenie naszych rodów by³oby szczêœliwym wydarzeniem.
Nie widzê ¿adnych przeszkód.
Ufam, ¿e Thea podziela pañskie ¿yczliwe uczucia.
Wiem, co on tutaj robi. Chce ciebie.
Myœlisz, ¿e ka¿dy mnie chce, bo i ty chcesz.
-Widzia³em, jak na ciebie patrzy³. -Och, daj spokój.
-Na pewno coœ sobie wyobrazi³eœ. -Nie.
Twojemu wujowi pewnie schlebia pomys³, ¿e poœlubisz barona.
Przedtem, kiedy jego brat prosi³ o ciebie, to nie by³o nic groŸnego,
bo pu³kownik go nie lubi³. Ale tym razem...
-Nie wdasz siê w ¿adn¹ sprzeczkê. -Wdam, jeœli bêdê musia³.
Odk¹d jestem na emeryturze, nie myœlê o niczym innym.
-Jak szybko mogê oczekiwaæ od niej odpowiedzi? -Dam ci jej odpowiedŸ teraz.
-Jej odpowiedŸ brzmi: nie. -Proszê, Albercie.
Co?
Ona poœlubi mnie.
Zapewniam pana, pu³kowniku, nie mia³em pojêcia, kiedy mówi³em...
Ale teraz pan ju¿ ma.
M³ody cz³owieku, oœmiela siê pan mi mówiæ, co mam robiæ?
Nie oœmielam siê, sir.
Lecz jeœli ktokolwiek spróbuje odebraæ mi j¹,
wbijê stalowy but w jego cia³o.
Jak pan œmie?
Proszê wybaczyæ, pu³kowniku Hassel. Zapomnia³em siê.
Rzeczywiœcie, zapomnia³ siê pan.
-Nie wolno ci wychodziæ w tak¹ burzê. -Có¿, nie jestem tu mile widziany.
Mogê prosiæ o moj¹ czapkê?
-Nie. -Dlaczego nie?
Poniewa¿ jeœli ci j¹ dam, i wyjdziesz w niej na burzê,
nie przeziêbisz siê, czy nie z³apiesz zapalenia p³uc,
a ja nie bêdê mog³a przynieœæ kwiatów do szpitala,
czy ubraæ siê piêknie w czerñ na twój pogrzeb.
Poza tym, twój charakter zosta³ ju¿ odkryty,
wiêc mo¿esz wracaæ i przeprosiæ swego prze³o¿onego.
-Nie powiedzia³em nic, za co musia³bym przepraszaæ. -Wiem.
Ale zrób to i tak, bo wuj jest takim mi³ym staruszkiem.
Nie odchodŸ, kochanie.
Przed pó³noc¹ ¿o³nierz musi byæ w koszarach.
Jesteœ jak ten mê¿czyzna na pozytywce,
zawsze pokazuj¹cy siê swojej pani
i znikaj¹cy w tañcu.
Z wyj¹tkiem tego, ¿e zawsze zostawiam ci barona.
Nie, kochanie.
Porozmawiajmy o nas, skoro mo¿emy.
Co tu siê wyrabia, Thea?
Twój wuj i on siedz¹ w gabinecie i aran¿uj¹ wasz œlub.
Nic takiego nie robi¹. Widzia³eœ ich w gabinecie przy stole.
S¹ tam i graj¹ t¹ sam¹ partiê szachów,
któr¹ zaczêli po po³udniu.
Rozumiesz, Anton, by³em niezwykle zadowolony, kiedy poprosi³eœ o rêkê Thei.
Zgodnie z tym, uczyni³ mnie pan jej opiekunem.
Tak.
Prze¿yje pan jeszcze ³adnych parê lat, pu³kowniku.
A jeœli nie, spokojnie spocznê.
Da³ mi pan ca³kowit¹ kontrolê nad mieniem Thei.
Bêdê mia³ takie samo upowa¿nienie, jakie ma pan.
-Dok³adnie. -Mog¹ wyst¹piæ komplikacje.
-Wie pan, jak ceniê sobie Theê. -Czemu mia³oby coœ przeszkadzaæ?
-M³ody porucznik? -Cielêca mi³oœæ.
Jej interesy bêd¹ moim pierwszym obowi¹zkiem.
-Wiêc zgadzasz siê? -Z przyjemnoœci¹.
Wiedzia³em, ¿e siê zgodzisz.
Podpisz Anton. Tutaj.
-Nie chce pan tego jeszcze przemyœleæ? -Nie, nie.
Podpisz, i niech wiem, ¿e sen siê ziœci³.
-Ale na pewno nie chce pan porozmawiaæ z The¹? -Nie, nie, chodŸ.
Usi¹dŸ tu. Powiemy jej, kiedy bêdzie po wszystkim.
-Ju¿ jest atrament. -Och...
To taki oficjalny akt...
Czujê, ¿e powinniœmy wypiæ by... by dope³niæ ceremoniê.
Za spe³nienie.
Mo¿e trochê kordia³u Thei?
-S³odkiego likieru? -Có¿ mog³oby byæ bardziej odpowiedniego?
-Jeœli mo¿na, pu³kowniku? -Ale¿ oczywiœcie.
Da³em ten likier matce Thei, kiedy bra³a œlub.
Przy ró¿nych uroczystych okazjach zwykle próbowa³a tego parê kropelek.
Thea posmakowa³a go pierwszy raz, gdy by³a bierzmowana.
Jak¿e s³odszy bêdzie dla niej teraz,
kiedy przypieczêtuje jej zgodê na œlub.
-A teraz podpisz, Anton. -Ju¿ podpisane.
Kiedy wyjmowa³ pan kordia³.
A wiêc za³atwione. Dobrze.
Nigdy w ¿yciu nie by³em szczêœliwszy. Jestem bardzo szczêœliwy.
-Za zjednoczenie szlachetnych rodów. -Dziêkujê.
Matka Thei pochodzi³a z królewskiego rodu.
Mówi¹c o królowych,
myœlê, ¿e zajmê miejsce pañskiej ochrony.
Obrona.
-Niech pan broni swojej królow¹. -Bardzo dobrze.
Obawiam siê, ¿e muszê zaszachowaæ pañskiego króla.
Proszê uwa¿aæ.
Po moim szachu, pañski król i królowa.
Wspaniale! Po mistrzowsku!
Wykona³eœ dok³adnie to samo posuniêcie 3 tygodnie temu.
-Ale my nie graliœmy 3... -Widzia³em jak podpisujesz ten papier.
Gregor!
Co zrobi³eœ z bratem? Gdzie jest Anton?
Jego te¿ zabi³eœ?
Nie wyci¹ga pan pochopnych wniosków?
Zabi³eœ swojego brata.
Dlaczego nie zawiadomi pan w³adz?
Myœlisz, ¿e nie zawiadomiê? Nie bojê siê ciebie, Gregor.
Moim obowi¹zkiem jest ciê aresztowaæ.
Dziêki Bogu, ¿e mogê uchroniæ Theê przed tob¹.
IdŸ, kochany.
Dobrze, Thea.
-Dobranoc, Albert. -Dobranoc, kochanie.
Pu³kowniku Hassel?
Pu³kowniku Hassel?
Widzia³aœ pu³kownika Hassela?
-A nie ma go w swoim gabinecie, sir? -W³aœnie tam by³em, pokój jest pusty.
W takim razie musia³ ju¿ pójœæ spaæ, sir.
-Dziêkujê, Anno. Dobranoc. -Dobranoc, sir.
Postaramy siê udowodniæ, ¿e ten cz³owiek, Albert Lussan,
w przyp³ywie ob³¹kanej zazdroœci, zamordowa³ pu³kownika Paula Hassela.
Pierwszy œwiadek, lokaj, Michael.
Wiem tylko, ¿e s³ysza³em, jak porucznik Lussan krzycza³ na pu³kownika.
Co mówi³?
Powiedzia³, ¿e nikomu nie pozwoli ich rozdzieliæ.
Nastêpny œwiadek. Kamerdyner, Raoul.
Powiedzia³, ¿e jeœli pu³kownik bêdzie siê wtr¹ca³,
przebije jego cia³o stalowym butem.
Nastêpny œwiadek, gosposia, Anna.
Porucznik Lussan wyszed³ z gabinetu pu³kownika Hassela.
-Powiedzia³, co tam robi³? -Powiedzia³, ¿e szuka pu³kownika.
-I co zrobi³ potem? -Opuœci³ dom.
Nastêpny œwiadek, pokojówka, Marie.
Co znalaz³aœ, kiedy nastêpnego ranka otworzy³aœ gabinet?
Znalaz³am cia³o pu³kownika.
By³ pchniêty no¿em.
Nastêpny œwiadek.
Tak, tak. K³ócili siê.
-Widzia³a pani, jak wchodzi³ do gabinetu pu³kownika? -Nie...
-w³aœciwie nie widzia³am jak wchodzi³. -Czy mówi³, ¿e idzie do gabinetu?
Tak. Powiedzia³, ¿e tam idzie, ale...
Nastêpny œwiadek, baron Anton.
Proszê, aby zwolniono mnie z zeznañ.
By³em przyjaŸnie nastawiony do m³odego porucznika. Nie chcê bardziej zaszkodziæ jego reputacji.
Uznano pana za winnego zamordowania pu³kownika Hassela.
Takie jest orzeczenie tego s¹du,
i za miesi¹c od dzisiaj, zostanie pan rozstrzelany
zgodnie z prawem tej ziemi.
Nie wydaje ci siê, ¿e przychodzisz tu za czêsto, Thea?
To nie jest dla ciebie dobre.
-Tak ciê¿ko jest sobie uœwiadomiæ, ¿e ju¿ go nie ma. -Tak.
Odszed³.
Wszyscy oni odeszli.
Oni?
Wszyscy, którzy tu byli, kiedy siê urodzi³em. Moi rodzice, rodzina.
On by³ ostatni. Zosta³em sam.
-Ale twój brat. -O tak, mój brat.
Przepraszam. Wybacz. Tyle myœli k³êbi mi siê w g³owie.
ChodŸmy.
Widzia³eœ porucznika Lussana?
Tak, widzia³em siê z nim dzisiaj w wiêzieniu.
-Czy mówi³ o mnie? -Tak.
Powiedzia³, ¿e nie chce ciê widzieæ.
No ju¿, ju¿, moja droga, nie p³acz.
Kocha³am go.
Oczywiœcie. Wszyscy mylimy siê co do ludzi.
Jesteœ teraz jedynym prawdziwym przyjacielem, jaki mi pozosta³.
Twój wuj pok³ada³ w nas wszystkie swoje nadzieje, Thea.
Jego ostatnim ¿yczeniem by³o, byœ zosta³a moj¹ ¿on¹.
I moim równie¿.
Chcia³abym ciê kochaæ.
Nie spróbujesz?
Daj mi trochê czasu, Anton.
Proszê.
Oczywiœcie, moja droga.
-Musi byæ pani bardzo szczêœliwa. -Jest pani wspania³¹ pann¹ m³od¹.
Jest pani urocza, nawet jak na baronessê.
Baronessa.
Co siê sta³o, Jaœnie Pani?
Kiedy zwykle marzy³am o zam¹¿pójœciu,
to nigdy jako baronessa.
Proszê Jaœnie Panie, myœlê, ¿e ten jest najbardziej odpowiedni,
jeœli pozwoli pan powiedzieæ.
Bêdzie pan dla panny m³odej bardziej atrakcyjny.
-Znakomicie. -Znakomicie.
-Piêknie. -Wspaniale.
-Cudownie. -Cudownie.
Jestem bardzo zadowolony. Mo¿ecie odejœæ, panowie.
Nigdy ju¿ nie u¿ywaj swego prawego ramienia.
Nigdy go nie wyci¹gaj.
Nigdy nie obejmuj Thei. Nigdy nawet nie broñ siê nim.
Jest zupe³nie sparali¿owane.
Tak.
Jesteœ martwy, Anton.
Dobry i martwy.
Dzisiaj siê ¿enisz.
Ale ciebie tam nie bêdzie.
-Emil. -Tak, Jaœnie Panie?
Czy nie mówi³em ci, ¿ebyœ pozby³ siê tego psa?
Próbowa³em, Jaœnie Panie, ale zawsze wraca.
Otruj go. Utop. Zrób cokolwiek, ale siê go pozb¹dŸ.
Tak, Jaœnie Panie.
Nie rozumiem.
Zawsze tak lubi³ tego psa.
-ChodŸ, chodŸ tu! Wracaj! -Thor! Thor!
-Thor! ChodŸ tu! -Wracaj tu! Wracaj.
-Thor! -Thor!
Ale mo¿e pan przekroczyæ granicê w kilka godzin, poruczniku.
Nie!
Wszyscy bêd¹ na œlubie. Nie zauwa¿¹ pana znikniêcia przez godzinê.
-Nie! -Mo¿e pan opuœciæ kraj.
Dlaczego mia³bym uciekaæ przez coœ, czego nie zrobi³em?
Ale dlaczego pan tego nie zrobi, dlaczego siê pan nie ratuje? Niech pan ucieka.
W koñcu bêdzie mia³ pan szansê udowodniæ, ¿e pan tego nie zrobi³.
Thea wierzy w moj¹ niewinnoœæ.
Odk¹d tu jestem, nie us³ysza³em od niej ani s³owa.
-Nie dbam o resztê. -Myli siê pan, poruczniku.
Wiem, ¿e pyta³a o pana wiele razy.
-Jesteœ pewny? -Ca³kowicie.
Ale powiedziano mi...
-Zmieni³em zdanie, Beran. Idê. -To dobrze, sir.
W ka¿dym razie wynoszê siê st¹d. I zobaczymy.
Jeœli moja pani pod¹¿y za mn¹, poka¿ê jej, gdzie ma czekaæ.
Moja pani.
Zaprowadzê ciê do przedsionka, moja pani.
Thea.
Albert. Jak siê tu dosta³eœ?
Mój kochany!
Musia³em ciê zobaczyæ, Thea. Powiedz, ¿e mi wierzysz.
Ale¿ wierzê, lecz proszê, kochany, nie mog¹ ciê tu znaleŸæ.
Przytul mnie, kochanie.
Najdro¿sza, nie mo¿esz go poœlubiæ.
Co ja robiê? Nie mo¿esz tu zostaæ. Musisz iœæ.
Tak ciê kocham. Nic nie ugasi mojej mi³oœci do ciebie.
Ani mojej. W ca³ym moim ¿yciu nie bêdzie nikogo innego.
Tylko, ¿e bojê siê o ciebie. Proszê idŸ ju¿, zanim ciê znajd¹.
Jaœnie Pani.
Prêdzej!
Niech ciê Bóg b³ogos³awi... i...
Jaœnie Pani.
Tak.
Baron czeka. Wszystko gotowe.
Ju¿ idê.
Jeœli ktokolwiek zna powód, dla którego tych dwoje nie powinien po³¹czyæ œwiêty wêze³ ma³¿eñski,
niech wyjawi go teraz albo zamilknie na wieki.
W takim razie
og³aszam was...
-Gregor. -Patrzcie, poruszy³ prawym ramieniem.
To jest cz³owiek, który zamordowa³ porucznika Hassela!
To Gregor!
Spójrzcie, tu musi byæ jakieœ otwarcie.
Obaj.
Starszy brat zabity no¿em m³odszego.
Przepowiednia siê spe³ni³a.
"Skoñczê tak, jak zacz¹³em."
t³umaczenie: Orion1
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.