Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
PRAWDZIWE KOBIETY
14, 15, 16...
IIe ich jest?
Siedemnaście.
Twoja mama nie pozwoli nam trzymać tyle żab.
Mój tatuś pozwoli. Pozwala mi na wszystko.
To świadczy o słabym charakterze.
- Phemie... - Tak mówi mój tata.
Na co komu charakter? Będę miała weselsze życie niż ty.
- Kiedy wróci twój tata? - Lada dzień.
Nie chcę, żebyś wyjechała.
Już wiem.
Uciekniemy do lndian z plemienia Krików, tak jak moja babcia. Chcesz?
Nie. Beze mnie tata byłby zbyt samotny.
Będę do ciebie pisała. Umiem pisać.
Ja też, Euphemia, ale z kim będę się bawiła przez całą zimę?
Poradzisz sobie, Georgia.
O co chodzi?
Byliście niedaleko Kentucky?
Jechaliśmy kilka dni i raptem zasłabł.
Dziękuję panu za pośpiech.
Mamo, co się stało?
Tato, co się stało?
Tatuś po ciebie jechał, ale jego serce nie wytrzymało i umarł.
- Nie cierpiał. - Tak mi przykro.
Ona ma w Teksasie rodzinę. Sarah i Bartlett na pewno jąwezmą.
To nie miejsce dla Phemie. Nie możemy jej zatrzymać?
- Dziewczynki są zżyte. - Wątpię, czy Sarah się zgodzi.
Phemie jest jej siostrą, a my tylko przyjaciółmi rodziny.
Wujek Bartlett po ciebie przyjedzie.
Szkoda, że musisz jechać. Wolałabym, żebyś została.
Do licha...
Ależ wyrosłaś!
Przykro mi z powodu twojego taty, Phem.
Zostaję.
Rozumiem, ale ja,
Sarah i Travis chcemy, żebyś z nami zamieszkała.
Nie jadę. Chcę mieszkać z Georgią. To moja jedyna przyjaciółka.
Tam też będziesz miała przyjaciół. Chyba nie sprawisz im zawodu?
W Teksasie jest gwiaździste niebo i szybkie konie.
Kochanie...
Twoja siostra jest najlepszym, co mi się w życiu przytrafiło.
Też możesz zostać moim skarbem.
Teksas potrzebuje takich kobiet, jak wy.
Co ty na to?
To dla ciebie, Phemie. Mam go od babci.
Krikowie go zrobili. Możesz tam trzymać różne skarby.
- Będę tęskniła. - Ja też.
Pa!
Dopóki nie wrócisz, nie będę łapała kijanek!
- Obiecaj, że będziesz pisała! - Obiecuję.
Będzie mi ciebie brakowało.
Nie zapomnij o mnie.
Jesteś milcząca, Phemie. Boisz się jechać do Teksasu?
Nie. Jak tam jest?
Wokół domu rozciąga się Peach Creek, 500 akrów ziemi,
która czeka, żebyś ją zbadała.
Wiosną Teksas pokrywa dywan polnych kwiatów.
Na ich widok samego Boga ogarnia zachwyt.
Cześć, ślicznotko.
Jesteś bardzo podobna do taty.
Chodź.
Chłopcze...
Travis, przywitaj się z młodszą siostrą.
Chuda jesteś.
Przydasz się, Phemie. Nauczysz brata ogłady.
Bądź dla niej miły.
Pamiętasz Tildy?
Wyjechaliśmy z Kentucky, kiedy miałaś trzy lata.
Nosiła cię na rękach.
Dzień dobry, panienko Phemie.
A to moje najmłodsze dziecko, Johnny. Jesteś jego ciocią.
Chcesz go potrzymać?
Niedługo będziemy mieli jeszcze jedno dziecko.
Cześć, Johnny.
Dobrze, że cała rodzina jest znów razem.
Droga Georgio! Nie podoba mi się w Teksasie.
Moja siostra, Sarah, dużo krzyczy i każe mi pracować.
Pewnie dlatego, że jest w ciąży.
Lubię Tildy i Bartletta, ale jego nigdy nie ma.
Jeszcze nie widziałam lndian. Wszyscy nazywają ich dzikusami.
Teksas nawet nie jest stanem. Należy do Meksyku.
Sama już nie wiem, czy żyję naprawdę,
czy tylko się komuś przyśniłam.
Widziałam króla!
Z Alamo dochodziły sprzeczne meldunki.
Wiedziałem tylko, że Santa Anna je oblega.
To jakiś król.
Głupia. To generał Sam Houston.
Rano dowiedziałem się, że miasto padło.
O, Boże! Nie!
Jak to się stało?
Meksykanie wdarli się i wybili Teksańczyków. Co do jednego.
Santa Anna przysiągł, że zabije wszystkich kolonistów
od San Antonio do Zatoki Meksykańskiej.
- Może pan liczyć na Strażników Teksasu. - Na nas wszystkich!
- Trzeba pomścić Alamo! - Tak!
Co z naszymi rodzinami? Nie możemy ich zostawić.
Nie mogę ich chronić. Nie mam żołnierzy.
Bezbronne kobiety łatwo padną łupem grabieżców i uciekinierów.
- Mogę wam dać niewielką straż. - Nie trzeba.
Tu jest Peech Creek, a tu rzeka Sabine, na granicy amerykańskiej.
Pójdziemy na południe od pańskiej armii, z dala od głównych szlaków.
Santa Anna nie będzie wiedział, za kim gonić.
To 320 km. W ciągu dziesięciu dni schronimy się w Luizjanie.
Panie generale! Santa Anna podpalił Gonzales! Jest pół dnia drogi stąd!
Słuchajcie! Zabijemy tego mordercę. Zwabimy go w zasadzkę.
Pani poprowadzi kobiety, pani McClure.
- Musicie wyruszyć o świcie. - Tak jest.
Trzymajcie mocno!
Uwaga na koło! Może odpaść.
Sarah!
- Opiekuj się Johnnym, Phemie! - Dobrze!
Ruszać się! Nie jedziemy do kościoła!
- Czy to Santa Anna? - Nie. On działa inaczej.
- Nie podnoś się. Tildy, pilnuj ich. - Dobrze, pani Saro.
Nikt nie opuszcza wozu. Phemie, opiekuj się Johnnym.
Tym chcesz mnie zastrzelić, murzynko?
Macie tu złoto! Daj dziecko. Wiem, że macie złoto.
Gdzie jest złoto? Gdzie je schowałaś?
- Co robisz? - Buduję tratwę.
Dla tysiąca kobiet i dzieci? Santa Anna jest dwa dni drogi za nami.
Nie zdążymy się przeprawić.
Jesteś w ósmym miesiącu ciąży.
Saro! Co ci jest?
Ona rodzi!
Spokojnie, Johnny. Już dobrze. Pij, mały, pij.
Jesteś chory. Już dobrze.
Proszę.
O, Boże... Możesz ją zabrać.
Tak mi przykro, Saro. Powiem Phemie.
Dziecko Sary urodziło się martwe.
O, Boże...
- Daj mi go, Phemie. - Nie ruszaj go!
- Pozwól. - Nie!
- Oddajcie mi dziecko! - Zabiorę go.
Nie!
- Daj mi go. - Nie!
- Puść, Phemie! - Nie dotrzymałam słowa!
- Puść. - Nie!
- Zrobiłaś, co mogłaś. Daj mi go. - Nie! Zostaw mnie!
Wiem, że on jest twój. Daj mi go.
Przepraszam!
Ojcze Niebieski, przyjmij do swojego domu te dwie cenne duszyczki.
Dziękujemy Ci za to, że obdarowałeś nas nimi choć na chwilę.
Pociesz Sarę.
Pozwól nam się przeprawić na drugą stronę rzeki Brazos,
a gdy przyjdzie czas, wrócić do naszych domów.
Dziękujemy Ci, Panie. Amen.
Zrobiłaś, co mogłaś, Phemie.
Co ona chce zrobić?
Przeciąga linę. Przeprawimy się tratwąjak promem.
Płyń!
Widzę ją!
Udało się!
Tego dnia przeprawiłyśmy się przez Brazos i nikt nie umarł.
Ranek był cichszy niż kiedykolwiek przedtem.
Czekałyśmy na mężczyzn, ale nie wracali.
Nikt nie powiedział ani słowa. Tylko czekałyśmy.
Raptem z oddali usłyszeliśmy konie. Mężczyźni wracali!
Teksańczycy zwyciężyli, tracąc tylko dwóch ludzi.
Zaskoczyli Santa Annę. Był z mulatkąw namiocie.
Żołnierze nazwali ją "Żółtą Gwiazdą Teksasu".
Sarah powiedziała, że to prawdziwa patriotka.
Nie wiem, dlaczego.
Zginął Saracen, koń generała Houstona.
W bajkach królewski koń nigdy nie ginie.
Sarah i ja czekałyśmy na Bartletta.
Wszystkie kobiety cieszyły się z powrotu swoich mężów.
Z wyjątkiem wdów po zabitych pod Goliad.
Sarah martwiła się, ale ja wiedziałam, że Bartlett wróci.
Rzeczywiście wrócił.
Cześć, ślicznotko.
Sarah bardzo się ucieszyła. Długo się całowali.
Jedźmy do domu.
Sarah mówi, że za dużo potworności przeżyłam.
Chce, żebym się bawiła.
Będę cię mogła odwiedzić?
Phemie do mnie przyjedzie!
Umiesz czytać, lndianinie? Umiesz?
W Georgii nie ma dla was miejsca!
- Zostaw ich. - Co ci do tego?
Nie zrobili nic złego.
Spójrzcie na jej włosy. Wygląda jak mała squaw!
Łapcie ją!
Zagoi się bez śladu.
Dlaczego nazwali mnie "małą squaw"?
Są niechętnie nastawieni wobec lndian. Nie wiedzą, co mówią.
- Gdzie jest mama? - W mieście, ale posłałem po nią.
Ludzie mówią, że jest lndianką, bo ma na imię Cherokee.
Ojciec dał jej to imię i jest z niego dumna. Ja też.
Ludzie mówią, że mama pochodzi z Krików.
Nie powinnaś słuchać nikogo, z wyjątkiem mnie.
Tato!
Jesteś najpiękniejszą Georgiąw całej Georgii.
Phemie ma cię odwiedzić. Uśmiechnij się.
Chcę wiedzieć!
- Szybko! - Za późno! Ratujmy konie!
Mamo!
To już ostatni.
- Co z bawełną? - Przepadła.
- Wszyscy cali i zdrowi? - Tak, panie kapitanie.
Niech się pali...
Ścięłaś włosy!
Boże... Muszę ci powiedzieć, kim naprawdę jesteś.
Mój tata wyruszył na wyprawę na polecenie władz,
ale pokochał Krików. Zakochał się w Tuckabatchee,
mojej matce. Szczerze ją kochałam.
Widzę ją, kiedy na ciebie patrzę.
- Musimy uciekać, mamo? - Nie, zostaniemy.
A Tobe? Jest lndianką.
Wyzwolę Josiah. Bezpieczniej będzie, jeśli odejdą.
- Mogę jej powiedzieć? - Oczywiście.
Obiecaj, że nikomu nie wyjawisz naszej tajemnicy.
Ludzie są ślepi. Bądź dumna z tego, kim jesteś.
Piękny.
Josiah!
- Dokąd go zabieracie? - Do fortu Hawking.
Droga Euphemio!
Prezydent Jackson nakazał opuszczenie Georgii wszystkim Czerokezom i Krikom.
Niektórych zabrano wozami, ale większość musiała pójść pieszo.
Podobno tysiące po drodze zmarło.
Nic dziwnego, że nic nie mówisz. Piszesz do Phemie?
Jestem ciekawa, czy dziewczyna z obrazka jeszcze żyje.
Może ją powiesili, tak jak Tobe?
Spalono i złupiono pobliską wioskę Krików. Wszystko widziałam.
Zginęło tylu ludzi.
Jestem w jednej czwartej lndianką z plemienia Krików, ale to tajemnica.
Wiem, że ci to nie przeszkadza, ale nikomu nie mów.
Mam nadzieję, że przyjedziesz, jak to się skończy.
Piszesz, że twoje życie jest smutne. Też tak się czuję.
Tęsknię.
Jeszcze nie dostałam od ciebie listu.
Na razie nie przyjadę, bo muszę pomagać Sarze walczyć z Komanczami.
Indianie to bardzo źli ludzie, ale Sarah ich się nie boi.
Uczy mnie rzucać nożem i jeździć konno.
Co pisze Phemie?
Uczy się rzucać w lndian nożem.
Komancze poją konie. Widzieli nas.
Zawróć powoli i jedź południowym szlakiem do domu.
- A co ty zrobisz? - Odciągnę ich w stronę skarpy.
Ich konie nie zeskoczą. Ruszaj.
Tu jestem, wy szczury preriowe! Spróbujcie mnie złapać!
Nie lepiej rozmawiać z przystojnymi młodzieńcami niż oglądać konie?
Od tego ogiera pochodzi wiele koni wyścigowych.
Nie mogę uwierzyć, że nowy dom już stoi.
Moglibyście wyciąć dziurę w dachu i narzucić świeżej ziemi.
Byłoby swojsko.
Ty i Mattie stale przebywacie na dworze.
Powinnaś sobie poszukać męża.
- Co oni tam robią? - Lepiej nie pytaj, Esther.
Musicie położyć kres najazdom Komanczów.
Coś ci powiem, John.
Powinniśmy unikać zatargów z Komanczami.
Oni nie atakują bez powodu. Lepiej ich nie prowokować.
A Tarantula, który paraduje w starym cylindrze?
Zabiłby cię dla łyka stęchłej wody.
Jest inny niż reszta.
Chłopcy powiedzieli, że nie poproszę cię do tańca, więc muszę.
William King. Zatańczymy?
- Uwielbiam tańczyć. - Dziękuję.
- Było cudownie. - Dziękuję.
Sarah! Gdzie whisky? Ludzie chcą pić.
To Tarantula!
O co chodzi?
- Czego oni chcą? - Koni albo kobiet.
Wiele indiańskich dzieci zmarło na ospę.
Potrzebują kobiet do rodzenia dzieci.
Co zrobimy?
Przepędzimy ich.
Miejmy nadzieję, że nie dopadną tych wszystkich kobiet.
Zostań z Tildy.
Chodź do mojego wigwamu.
Nie tknę pozostałych. Daję słowo.
Bardziej trzeba ci zwierząt.
Idź do obory. Weź, co chcesz.
Nie lubię damskiego siodła, koń też, więc po co go używać?
Żeby ludzie nie wzięli cię za dzikuskę.
- Oni są nudni. - To prawda.
Większość ludzi nie może się z tobą równać, ale nie musisz
przy nich pokazywać tego, co w tobie najlepsze.
Znajdą się tacy, którzy cię pokochają za to, kim jesteś.
Ale na razie to tajemnica.
Nikomu jej nie wyjawię. Żałuję, że zwierzyłam się Phemie.
Pewnie dlatego nie odpisała. Zresztąjuż mi nie zależy.
Może list do niej nie dotarł i myśli, że przestałaś do niej pisać?
Czegoś nie rozumiem, mamo. Na co mi prawda, skoro muszę kłamać?
Esther...
Jezu!
Bartlett, chodź tu! To John Lockhart.
Obcięli mu ręce i nogi.
Szukajmy dziewcząt!
Komancze najechali na dom Lockhartów.
Zabili Johna, Esther i dwóch starszych chłopców.
- Co z Mattie? - Była z Betty na wzgórzu.
Zbierała winogrona. Znalazłem Betty martwą.
Miała w ręku medalion.
Tylko nie Mattie!
- Pewnie Komancze ją porwali. - Nienawidzę lndian!
Co się stało?
O co chodzi?
- Mój brat nie żyje. - Moja droga... Tak mi przykro.
To jego ludzie. Napisał, że nam ich przekazuje.
Później się tym zajmę.
Co? Która z was nazywa się Martha Benny?
Ja.
Wuj Madison napisał, że jesteś moim prezentem ślubnym. Nie wyszłam za mąż.
Uznał, że wkrótce wyjdziesz.
To wujek i ty.
I moja mama. Ona też nie żyje.
Jesteś jego córką. To znaczy, że jesteś wolna.
Zgodnie z prawem, jeśli matka jest niewolnicą, to jej dzieci również.
Nieważne, że ojciec był biały.
- Dlaczego cię nie uwolnił? - Bo znów trafiłabym do niewoli.
Kim ty dla mnie jesteś? Kuzynką czy niewolnicą?
Powiedział, że zrozumiesz, jak to jest być w części czarną,
bo twoja babka była lndianką.
Nie wolno ci o tym mówić. Nigdy.
- To nie to samo. - On mnie kochał.
Żałuję, że umarł.
Jesteśmy spokrewnione. Nie mogę cię wypędzić.
Tu przynajmniej będziesz miała dom.
Masz na myśli swój dom?
- Ed Tom, zajmij się tymi ludźmi. - Z przyjemnością, panienko Georgio.
- Myślałam, że jesteś pokojówką. - Pracowałam w polu.
Pan Madison nie potrzebował pokojówki.
Mówisz o nim "pan Madison"?
- Był moim panem. - Był twoim ojcem.
- Tak, ale to nic nie zmienia. - Odłóż to
i zasznuruj mi suknię.
Nie za ciasno.
Na osobności możesz mi mówić po imieniu,
ale przy ludziach "panienko Georgio".
Wolę wszędzie mówić "panienko Georgio".
Chciałabym być dla ciebie miła. Jesteśmy kuzynkami.
To tylko słowo, a niewolnik ma niewolę we krwi.
Nie zrobiłam z ciebie niewolnicy ani swojej kuzynki.
Mogłam cię nie przyjąć, więc lepiej się nie dąsaj!
Za ciasno!
W mule sumów nie nałapiemy.
Biali ludzie nie mają pojęcia o rybach.
Zawsze sama wędkujesz?
Obiecałam przyjaciółce Euphemii, że z nikim innym nie pójdę na ryby.
- Gdzie ona jest? - W Teksasie.
- Od dawna? - Od siedmiu lat.
- Długo sama chodzisz. - Śledzisz mnie?
Mama się o ciebie martwiła, więc jej powiedziałam, gdzie jesteś.
- Chodzę tam, gdzie chcę. - Powinnaś ją najpierw zapytać.
Mądrala!
Swoje wiem, ale łatwo się denerwuję, a to niedobrze.
Imię Benny mam po twoim dziadku, Benjaminie. Znałaś go?
Nie. Znałam Josiah, jego niewolnika, zanim odszedł.
- Moja babcia była królową. - Nie wszystko się dziedziczy.
- Dokąd mnie prowadzisz? - Zaraz zobaczysz.
- Wesołych świąt. - Wesołych świąt.
Koń jest twój.
Będzie się nazywał Saracen, tak jak koń generała Houstona.
Jest równie energiczny jak ty.
Chudzielcu, cywilizowane dziewczęta dosiadają konia bokiem.
Tylko syreny, bo inaczej nie mogą.
Wesołych świąt!
Panie, dziękujemy Ci za tchnienie życia, słońce i deszcz,
za dach nad głową, dostatek jadła na stole i za naszego syna, Joela.
Hojnie nas obdarzasz. Amen.
Amen.
Joel też będzie jadł indyka?
- Ogryzłby korę z drzew. - Dość żartów.
Dobrze, że ciebie nikt nie widzi, Travis.
Myślałam, że szkoła z internatem wychowuje.
Gadasz, jak Sarah, chudzielcu.
Nie powinieneś tak do mnie mówić.
Ciekawe, jak by było, gdybyśmy mieli spokojne święta.
Nudno.
Może Mattie też grzeje się przy ogniu?
A może nie wie, że są święta?
Modlimy się za nią.
- Ona zawsze siedzi przy stole? - Tak, Travis.
W Austin by nie siedziała. Tam niewolnicy znają swoje miejsce.
Miejsce Tildy jest przy stole.
Nie będę siedział razem z czarnuchami.
Myślę, że ona powinna jeść na dworze.
Nie obchodzi mnie, co myślisz. Ona tu zostanie.
Niech je ze świniami!
Ich towarzystwo byłoby lepsze niż twoje. Chodź, Tildy.
- Co my robimy? - Musimy o siebie zadbać.
To nie jest śmieszne. Tildy należy od rodziny.
Zaczynam wątpić, czy ty wciąż do niej należysz.
W tym dokumencie uznaję cię za siostrę.
Wystarczy, że podpiszesz. Ja już to zrobiłam.
To dla mnie zaszczyt.
- Tu jesteś! - Cześć, tatusiu.
Przemyślałam twoje słowa.
Powiedziłeś, że jestem najładniejszą dziewczyną na całym Południu.
Skoro znasz wszystkie dziewczyny z Południa, to byłabym głupia,
gdybym ci zaufała.
Dziękuję.
Ely, jesteś spóźniony!
Nic się panience nie stało?
Mogę zbadać pani kostkę?
- Boli? - Nie.
To dobrze, ale radzę nie obciążać nogi.
Pomogę pani.
Jest pani lekka jak piórko.
Proszę stanąć.
Już nie boli. Co pan zrobił? Jest pan czarnoksiężnikiem?
Tylko lekarzem. Nazywam się Peter Woods.
Noga jest cała. Bardziej ucierpiała pani duma.
Psy często panią niepokoją, panno...
Lawshe. Georgia Virginia Lawshe.
- Noszę imiona dwóch stanów. - Georgii i Virginii?
- Czy pan mi dokucza? - W żadnym razie.
Jak pan został lekarzem?
W dzieciństwie próbowałem leczyć wszystkie zranione zwierzątka.
Teraz robię to z ludźmi.
Pochodzi pan z Francisville?
Nie. Urodziłem się nad rzeką Tennessee.
Proszę mi mówić Peter.
To w Tennessee? Oczywiście, że tak.
Kiedy pan... tu zamieszkał?
Mieszkam w Springdale.
W takim razie nie jest pan z Francisville.
Jutro mamy jarmark. Pojedzie pani ze mną?
Tak, panie doktorze... Peter. Chętnie.
Tylko sprawdzę, czy będę mogła.
Uwielbiam letnie targi... jarmarki.
Ledwo szłam i plotłam trzy po trzy.
Podczas kolacji jedzenie wypadło mi z ust, odbiło się od talerza
i wylądowało mi na kolanach.
To nic, bo wyjeżdżamy i nigdy więcej go nie zobaczę.
Zawołaj moją matkę. Musi się przygotować.
Wszystko przez te wściekłe psy.
Nie śmiej się. Upadłam jak długa.
Żałuję, że tego nie widziałam.
Wstąpię do klasztoru i zatracę się w modlitwie.
Łatwiej byłoby znów się z nim spotkać.
Zbytnio się od siebie różnimy. To wykształcony lekarz.
Kieruje się logiką, a ja jestem taka nieobliczalna,
że sama nie wiem, co zrobię.
Nogi uginają się pode mną, kiedy na niego patrzę.
Nic z tego nie będzie. O ile się nie zmienisz.
Nie chcę się zmieniać.
Nigdy nie próbowałaś.
Dotąd tylko brykałaś. Pora się ustatkować.
- On jest dwa razy starszy ode mnie! - Nie to cię martwi.
Chodzi o twoje indiańskie pochodzenie.
Tego nie zmienię.
Twoja tajemnica to żaden powód, żeby go okłamywać.
Twierdzisz, że kłamię? Jak śmiesz tak do mnie mówić?!
Sama nie wiesz, jakie masz dobre serce.
Nie kłamiesz, ale zatajasz prawdę.
Do licha, Sarah!
Jedź chociaż do Gonzales, tak jak Travis.
Nie wyjadę. Czemu ty nie zostaniesz?
Bo jestem Strażnikiem Teksasu!
Nie jestem tu, żeby zbierać siano.
Od strony gór nadciąga tysiąc Komanczów. Nie możesz tu zostać!
Ty zabijaj Komanczów, a ja będę broniła naszego domu!
Ona kocha cię bardziej niż powietrze, którym oddycha.
Przemów jej do rozsądku.
Martwię się o niego.
Saracenowi nic się nie stanie.
- Czuje się samotny. - To koń. Przeżyje.
W tej chwili musimy myśleć o przetrwaniu.
W życiu nie liczy się nic więcej?
Co o tym myślisz, Tildy?
- Zawsze godzę się z losem. - Słusznie.
Trzeba było pożegnać się z Bartlettem.
Wstąpił do oddziału, aby nas chronić, a ty pozwoliłaś,
żeby wyjechał w poczuciu winy.
- Masz rację. - Wiem o tym.
Spokój.
Kobieta nie wymyśliła powiedzenia, że z dala
od pola bitwy jest bezpiecznie.
- Nie widzę Saracena. - Nic mu nie będzie.
Idę tam.
Pani Sarah się rozgniewa! Nie pozwolę na to. Obudzę ją.
- Może być ranny. - Dobrze. Ja pójdę.
Zajrzę do niego i wrócę.
Szybko!
- Phemie! Gdzie Tildy? - Poszła zajrzeć do Saracena.
Wypuściłaś ją?
- Trzeba ją ratować! - Za późno. Weź strzelbę.
Powinnam ją była zatrzymać. To moja wina.
Przestań! Stało się.
- Zastrzelimy ich? - Nie. Jest ich zbyt wielu.
- Co zrobimy? - Poczekamy na rozwój wydarzeń.
Idę po Tildy. Uchyl drzwi, żeby dobrze celować.
Jeśli mnie złapią, zastrzel mnie,
Tildy, a potem weź pistolet i zabij dziecko oraz siebie.
Kocham cię, Phemie. Wybacz.
Rób, co musisz.
Przestańcie!
Ja też cię kocham, Saro.
Będziesz chodzić,
ale słabo.
Nie popędzisz na koniu, jak na skrzydłach.
Dzielna mała squaw.
Nic mi nie jest.
Jednak się udało.
- Jesteś zatroskana. - Zamyśliłam się.
Już myślałem, że chcesz mi powiedzieć coś złego.
- Zgadłeś. - Wiem. Słyszałem.
Co takiego?
Twoje rękawiczki. Nie są prawdziwe.
Tylko w jednej czwartej.
Dlatego mi się podobają. Sąwyjątkowe.
Ty wiesz? Skąd? Nie przeszkadza ci to?
- Tak się bałam. - Ja też, ale nie o to.
Jesieniąwyjadę z Francisville.
Skoro tak nam się układa, nie chciałbym jechać sam.
- Dokąd jedziesz? - Do Teksasu.
Tam wcale nie jest tak źle.
Można się urządzić, a oni bardzo potrzebują lekarzy. Coś nie tak?
Chcesz się ze mną ożenić?
Tak. Chcę.
- Masz codziennie przysyłać telegram. - Nie miałabym kiedy uprawiać bawełny.
Wszystko gotowe do drogi. Oby wystarczyło zapasów.
Georgia, moje drogie dziecko.
Dochowaj tajemnicy.
Szkoda, że nie możecie jechać z nami.
Będzie mi was brakowało.
Czego się szczerzysz?
Odkąd tu jesteś, sprawy układają się coraz lepiej.
Jest pani gotowa na nowe życie, pani Woods?
Nareszcie jadę do Teksasu, doktorze Woods. Nie może być lepiej.
Tatuś mówił, że na świecie są dwa rodzaje ludzi: panowie i niewolnicy.
Różni ich tylko jedno: ziemia. Tracąc ziemię, tracimy wolność.
Jeśli zadbamy o ziemię, ona zadba o nas.
- Jestem rozwiązła? - Kompletnie, krańcowo,
cudownie.
Kiedy dotrzemy do Teksasu?
Może w dwa tygodnie, zależnie od pogody.
- Co cię trapi? - Nie wiem.
Całe życie marzyłam o tym, żeby jechać do Teksasu,
chociaż nie miałam pojęcia, jak mi tam będzie.
Nie znam się na prowadzeniu plantacji.
Boisz się, że Teksańczycy nie przyjmą królowej Tuckabatchee?
Przyszło mi to do głowy.
Mattie żyje!
Komancze podpisali układ z osadnikami. Odsprzedadzą kobiety.
Mattie żyje?
Dzikusy!
- Czy to Mattie? - Chyba tak. Nie wiem.
O, Boże!
Nie strzelać!
Po powrocie na wschód musi trafić do szpitala.
Wątpię, czy zdołają wyleczyć oparzenia. Blizny za bardzo zgrubiały.
Mattie...
To ja, Phemie.
Phemie...
To było straszne.
Kładli mi na twarzy gorące węgle, żebym nie zasnęła.
Wódz Ciemny Księżyc nazwał mnie "sztuką rozpłodową".
Lubił mnie, bo nie błagałam o litość.
Nie płakałam, bo bałam się, że mnie zabije.
Teraz nie wiem, czy kiedykolwiek przestanę płakać...
Zefirki kwitły, gdy nasze wozy przemierzały prerię.
Czułam się, jakbym płynęła statkiem przez drżące morze zieleni.
Widziałam tańczące w powietrzu kardynały
i wspaniałe, pierzaste obłoki.
Było tak pięknie...
Pięknie...
Mógłbyś przez jakiś czas zostać w domu?
Przywykłabym do twojej obecności.
Prosili, żebym został sędzią objazdowym,
ale nie muszę się zgodzić.
Musisz.
Powinien już być.
- I co? - Nic.
- Może rozprawy się przeciągnęły? - W ten upał? Wątpię.
Może powinnyśmy zacząć go szukać?
To koń Bartletta.
Ma spuchniętą pęcinę.
Wąż go ukąsił.
Bartlett!
O, Boże...
Phemie!
Boże, nie!
Myślałam, że zginie od strzał Komanczów.
Nie w ten sposób.
Niech jego dusza spoczywa w pokoju.
Ja go zmusiłam, żeby przyjechał do Teksasu.
Bartletta nikt nie mógłby zmusić.
Bardziej niż Teksas kochał tylko ciebie.
Gdzie on jest, Phemie?
Jak mógł odejść?
Nie chcę jechać do szkoły.
Ty mnie wszystkiego nauczysz. Chcę zostać z tobą!
Nauczyłam cię wszystkiego, co umiem. Chcę być sama.
- A Tildy i Joel? - Będą mieszkać u McCulloughsów.
Jedź do szkoły. Sagine nie jest daleko.
Śmierć już znasz. Teraz poznaj życie.
Kto będzie ci pomagał?
Nie możemy już sobie nawzajem pomóc. Nie rozumiesz?
Nie będę wchodziła ci w drogę.
Nie chcę, żebyś tu była! Jedź wreszcie!
Pojadę, ale jeśli mi się nie spodoba, wrócę.
Wybaczam ci ten policzek.
Nigdy ci tego nie mówiłam, ale nie żałuję przyjazdu do Teksasu.
Do widzenia, Saro.
- To jest Sagine... - Otóż to.
- Urocze miasteczko. - Tam jest kościół.
Wszystko to nasze? Jeszcze nie widziałam tyle przestrzeni.
Już czuję się jak w domu. Peter, tu jest pięknie.
Spójrz, mamy pierwszych gości.
- Doktor Woods? - Tak.
Mamy epidemię cholery. Zmarło już dziewięć osób.
Musieliśmy spalić zwłoki. Muszę pana prosić o pomoc.
Teraz? Dopiero przyjechaliśmy.
Ludzie umierają i brakuje nam lekarzy.
- Jedziesz? - Wrócę, jak tylko będę mógł.
Ed Tom, podaj mi torbę.
- Sytuacja jest naprawdę poważna. - Rozpakuj rzeczy i rozbij obóz.
Zaraz rozbiję namioty.
Niedługo wrócę.
Zaczekaj. Co mam robić? Peter!
Przyj! To poród pośladkowy. Trzeba sprowadzić lekarza.
Przyj!
Nellie!
Peter, kochanie. Nareszcie wróciłeś.
Nie znoszę bawełny.
Nie wytrzymam.
Przyjazd do Teksasu był potwornym błędem.
Żyjemy jak cyganie. Wróćmy do Francisville.
Nie.
Jak to?
- Zostaniemy tu. - Nie chcę.
Zestarzeję się, zanim skończę dwadzieścia pięć lat,
a przed trzydziestką umrę. Chcę wrócić do domu.
To jest nasz dom. Tu wychowamy nasze dzieci.
Nie chcę mieć dzieci.
Ale ja chcę.
Nie obchodzi cię, że mogę umrzeć?
Uwielbiam się z tobą kochać, ale dlaczego rozkosz musi pociągać
za sobątaki ból, a może nawet śmierć?
Przykro mi, że widziałaś śmierć tej kobiety.
Dobrze, że przy tym byłam.
Dotąd słyszałam pochwały radości macierzyństwa, a to żadna chwała,
tylko śmiertelna mordęga.
Bóg musi być głupcem, skoro tak zakpił z kobiet.
Popełnił potworny błąd!
Georgia!
Nawet tobie nie pozwolę na bluźnierstwa w tym domu.
Naprawdę jesteś taka samolubna?
Wiesz, ile dzieci ostatnio przy mnie zmarło?
W życiu na wszystko trzeba zapracować. Jeśli ktoś popełnił błąd, to tylko ty.
Wybacz mi.
Urodzę ci dziecko.
On zmarł na cholerę. Rzeka jest zakażona.
Musimy się przenieść.
Nie mamy w zwyczaju uciekać. Nie możemy porzucić bawełny.
Kochanie. Jesteś w ciąży. Musimy zadbać o dziecko.
Nie boję się, bo moim mężem jest najlepszy lekarz w Teksasie.
- Lekarze nie sąwszechmocni. - Mój poradzi sobie ze wszystkim.
To nie igraszka.
Cholera zabija w straszny sposób. Chory usycha na śmierć.
Zginiemy, jeśli stracimy ziemię!
Gdzie indziej nie kupimy tak tanio czterech tysięcy akrów.
Poczekajmy do żniw. Potem wyjedziemy, jeśli będzie trzeba.
Droga Saro! Od miesięcy nie dajesz znaku życia.
Tłumaczę sobie, że na pewno masz się dobrze.
Myślę, że historia jest niesprawiedliwa.
Zwycięskim bohaterem San Jacinto będzie Sam Houston,
a nikt się nie dowie, że Sarah Ashby McClure przeprowadziła
2 tysiące kobiet w bezpieczne miejsce, dając generałowi czas
na odbudowanie armii.
Jak twierdzi moja nauczycielka, wszystko dlatego,
że historię piszą mężczyźni.
Postanowiłam więc stworzyć własny podręcznik historii.
Będzie w nim miejsce także dla ciebie. Miałaś rację. Pokochałam szkołę.
Mam nadzieję, że nie siedzisz bezczynnie w domu.
Wiem, że przepełnia cię smutek, ale Bartlett rozgniewałby się,
gdybyś się poddała. Wiem, że jesteś zdolna do wielkich czynów.
Twoja oddana siostra, Phemie.
Bartlett, wiecznie nie mogę rozpaczać.
Będę o tobie myślała w każdy skwarny dzień.
Zapamiętam twoje powroty do domu i naszą miłość.
Mam co wspominać.
Będzie mi brakowało rzadkich chwil twojej obecności.
Ale trzeba powyrywać chwasty i wymienić w okiennicach zawiasy.
Pewnego dnia do ciebie dołączę. Pogadamy o dawnych czasach.
Jestem dumna z tego, że byłam żoną świetnego Strażnika Teksasu.
- Dokąd jedziesz? - Do gospody w Peach Creek.
Gna co koń wyskoczy!
- Tildy! - Sarah!
- Niech ci się przyjrzę. - Bałam się, że już cię nie zobaczę.
Jestem niezniszczalna.
- Co to? - Gospoda Peach Creek.
- Dyliżans wiózł do nas gości? - Potrzebujemy pieniędzy.
Jak możesz podawać lemoniadę imigrantom, którzy niszczą Teksas?
Też kiedyś byłyśmy imigrantkami.
Nie przypuszczałam, że zostanę kaleką prowadzącą gospodę.
Kot skacze i na trzech nogach.
- Nie użalaj się nad sobą. - Słusznie.
Georgia!
To ja, Phemie.
O, Boże... To naprawdę ty? Skąd wiedziałaś, że jestem w Teksasie?
Widziałam cię w mieście, więc cię odszukałam.
Wspaniale wyglądasz.
Chciałam cię odwiedzić, ale mam na głowie plantację i jestem w ciąży.
Martha, to jest moja przyjaciółka, Phemie.
- Panno Eufemio... - Martha Benny też jest w ciąży.
Nie do wiary, że tu jesteś.
Wiem, że okropnie wyglądam.
Zwykle tego nie robię, ale wszyscy niewolnicy sąw polu.
Wejdziesz do środka?
Napisałam do ciebie o Szlaku Łez.
- List nie dotarł? - Nie.
Mieszkamy w namiocie jak beduini.
Doskwierają nam zarówno upały jak i chłody.
Nie ma mowy o prywatności.
Ed Tom obiecał, że po żniwach zbuduje mi piękny duży dom.
- Kim jest Ed Tom? - To nadzorca.
Bez niego nie mogłabym prowadzić plantacji.
Peter jest lekarzem i nigdy nie ma go w domu.
Czasem przyjeżdża.
W końcu będziesz musiała coś powiedzieć.
Przepraszam.
Pamiętam, jak latem bawiłyśmy się razem.
To moje ulubione wspomnienia. Znad rzeki.
- lle żab złapałyśmy? - Osiemnaście.
- Upiekłam ciasto. - Dziękuję.
Nasze drogi się rozeszły.
Nie potępiam cię za to, że masz niewolników,
ale tego nie pochwalam.
Nie ty jedna. Większości znajomych to nie przeszkadza.
Podziwiam ich tolerancję, ale jej nie podzielam.
Wybacz, Georgia. Nie powinnam cię nachodzić.
Co? Euphemia! Chyba nie odjedziesz?
Dobry wieczór pani. Sprawdzam maszyny przed żniwami.
Nie poradziłabym sobie bez ciebie, Ed Tom.
To miłe, że pani tak mówi.
Miałem kiedyś brata. Nauczył mnie wszystkiego o maszynach.
Nasz pan był okrutny.
Kiedyś brat wpadł na panią, zupełnie przypadkiem,
a pan kazał go rozebrać do naga, przywiązać do drzewa i wychłostać.
Pani jest dla mnie uprzejma i mam czystą pracę.
Skoro już muszę być niewolnikiem, to lepiej trafić nie mogłem.
- Nigdy bym cię nie sprzedała. - Sęk w tym, że mogłaby pani.
- Wciąż ci na niej zależy? - Nieważne.
Ależ tak. Miłość jest ważna, jak wszystko, co ludzkie.
Spójrz tylko.
Kocham cię.
- Martha? - Doktorze Peter!
Zaczyna się.
Dobrze. Spokojnie. Połóż się.
Dobry moment wybrałaś.
Udały nam się pierwsze żniwa.
Powiodło nam się, pani Georgio.
Dobrze nam poszło! Opiekuj się mamą.
- Uważaj na siebie. - Ty też. Wrócę.
- Mamy wspaniałą plantację. - Tak, proszę pani. Mamy.
Z Bogiem, przyjacielu.
Nigdy cię nie zrozumiem.
Żaden biały nie odda wszystkich plonów niewolnikowi.
Komancze nazywają cię dzielną squaw. Wiesz, co im o tobie powiedziałem?
Że powinni zobaczyć, jak tańczysz.
Pamiętasz jeszcze, jak tańczyliśmy u Sary?
To był square dance. Najbardziej zapamiętałem twój uśmiech.
Przyznałeś się, że mnie poprosiłeś za namową kolegów?
Przemilczałem to. Wiesz, czego jeszcze nikomu nie mówiłem?
Uważam, że jesteś najpiękniejsza na świecie. Taka jest prawda.
Uważasz, że jestem ładna?
Chcę hodować konie. Najlepsze konie wyścigowe w Teksasie.
Będziesz potrzebowała paru rzeczy.
Rancza, ziemi, koni hodowlanych
oraz mężczyzny.
Mogę poprowadzić ranczo sama.
Nie potrzebuję do tego niewolników ani mężczyzny.
Zresztą mam ziemię i konie.
Któryś mężczyzna się obłowi. Ziemia, konie, twój tupet...
Można by trafić gorzej.
Szkoda, że nie mogę wyjść za mąż.
To tragedia.
Jest rozpalony.
Ma cholerę.
Georgia...
Georgia!
Trzeba spalić wszystko, czego dziecko dotykało.
- Widziałaś Georgię? - Nie ma jej w środku?
Również fotel i kołyskę.
Doktorze Peter, ona jest na polu.
Meybelle, tatuś wrócił.
Nie wiedziałam, co się z tobą dzieje.
- Wróciłeś. - Witam panią.
Masz coś dla mnie?
Owszem. Mam!
4503 dolary i 32 centy.
Niezmiernie się cieszę.
Po przeprowadzce wybudujemy dom dla każdej rodziny,
a w głównym domu będzie biuro z widokiem na pola bawełny.
W tym roku obsiejemy przynajmniej tysiąc akrów.
Tak! Tak!
- Pamiętaj o oddychaniu. - Oddycham!
Ostrożnie, Henry.
Trzeba będzie naprawić płot.
Wiem. Musimy postawić nową stajnię i ogrodzić padoki,
- tylko brakuje nam rąk do pracy. - U mnie nie będzie niewolników.
Nie ja wymyśliłem niewolnictwo.
Nie rozumiesz, że to niemoralne?
- Tildy jest niewolnicą. - Nie. Należy do rodziny.
Jest rodzinną niewolnicą. Masz o jednego niewolnika więcej niż ja.
Afrykanin z natury nie nadaje się do życia na wolności.
Po co tak obarczać ukochaną służącą?
Chcę ją uwolnić dlatego, że ją kocham.
- Męża też pani kocha? - Słucham?
William King szanowany gospodarz.
Jeśli pani uwolni Tildy, ludzie zaczną go podejrzewać
o sprzyjanie abolicjonistom. To mogłoby go zrujnować.
Tildy jest moją niewolnicą, a nie jego.
Jako jego żona, nie jest pani niezależna.
Chyba nie muszę pani tego tłumaczyć.
Niech pan nic nie mówi. Zwrócę się do kogoś innego.
Panie Walker, przy panu każdy kurczak to geniusz.
Zmuszają mnie do posiadania niewolnicy.
Z nimi nie wygrasz.
Nie położysz kresu niewolnictwu, uwalniając Tildy.
- Trzeba coś zrobić. - To walcz o prawa wyborcze kobiet.
Pokonaj mężczyzn na ich własnym polu. Zmień prawo i sposób myślenia ludzi.
Kobiety chcą mówić donośnym głosem.
Nie jestem typem działaczki.
Lepiej się przymknij.
Georgia! Co za niespodzianka. Wspaniale wyglądasz.
- To moja siostra, Sarah. - Miło mi cię poznać.
Mnie również. Sporo o tobie słyszałam.
- Wciąż mieszkasz pod Segine? - Nie. Mamy nowy dom pod San Marcos.
Chcemy posłuchać mowy wyborczej Sama Houstona.
- Dołączysz do nas? - Sam Houston? Nie, dziękuję.
Nie jestem ciekawa, co generał ma do powiedzenia.
- Alkohol wyżarł mu mózg. - Doprawdy? Tak uważasz?
On i jego lojaliści nie mają wizji przyszłości Teksasu.
Mówisz o ludziach takich jak ja, którzy chcą ochronić Teksas
przed wyzyskiwaczami takimi jak pani, pani Woods.
Teksas to zabiedzone odludzie, pani King.
Dzięki bawełnie stanie się bogaty.
Kosztem pracy niewolników. Ilu ich pani ma? Pięćdziesięciu?
Pani idol, Sam Houston, ma piętnastu.
Gada o zniesieniu niewolnictwa, ale rozumie,
że to kwestia gospodarcza, a nie moralna.
Rozumie, że Ameryka to wspólnota, a niewolnictwo ją niszczy.
Nie można pozbawiać ludzi podstawowych praw.
Na przykład lndian? SąAmerykanami dłużej niż czarni i biali,
ale w mieście ich dzisiaj nie widać.
Szczycicie się tym, że ich wybiliście, zagarnąwszy ich ziemię.
Co z ich prawami?
Robi się niespokojny. Niech go pani weźmie na ręce.
Jednak masz niewolnicę? Fatalnie!
Wdali się w bójkę nad rzeką.
Zachowują się, jak dzikie bestie, pani Georgio.
To pani dzieci?
Jest takie powiedzenie: "dzieci są odbiciem rodziców".
Do widzenia, pani Woods.
- Nie zapomnij niewolnicy, Phemie. - A ty o swoich bzdurach, Georgia.
Psiakrew! Następna wojna!
- Wróć żywy, Joe. - Kocham cię, mamo.
Wróć.
Wrócę, kochanie. Obiecuję.
- Opiekuj się mamą. - Wracaj szybko! Pa, tato!
Łatwiej było walczyć z Komanczami. Przynajmniej było do kogo strzelać.
Georgia!
Kiepsko się czuję, ale chciałabym pomóc.
Dobrze, że przyszłaś. Przedstawię cię wszystkim.
Witaj, Georgio.
Jankesi są mocniejsi niż myślimy. Mająfabryki.
Walczymy w słusznej sprawie.
Bóg nie pozwoli, żeby Południe zostało pokonane.
Mam dość gadania o słusznej sprawie. Mój mąż jest lekarzem.
Poświęcił się ratowaniu ludzi, a teraz pojechał ich zabijać.
Jankesi chcą zlikwidować niewolnictwo i zmienić nasz styl życia.
Nie możemy im na to pozwolić.
Czuję się odpowiedzialna za swoich niewolników.
Czy dlatego Jankesi chcą mnie zabić?
Nie ciebie, Georgia. Tacy odważni to oni nie są.
To wojna o zmiany, a Południe zbyt wolno się zmienia.
- Nic na to nie poradzę. - Mylisz się.
Możesz wypłacać niewolnikom pensję, kształcić ich
i nie traktować jak dzieci.
Południe nie potrzebuje niewolnictwa, żeby przetrwać.
To bzdura.
Nie traktuję niewolników jak dzieci.
Ale nie traktujesz ich jak równych sobie.
Poczytaj Fredericka Douglasa. Był niewolnikiem, a świetnie pisze.
Jankesi będą ginąć od tych kul, które przeszyją ich serca i głowy.
Na północy kobiety robią dokładnie to samo, co my.
Odlewają pociski, które mają zabić naszych mężów,
synów i kochanków! To bez sensu!
Mój syn też poszedł na wojnę i chcę, żeby mógł się bronić,
ale do tego potrzeba kul.
Ja widzę w tym sens.
Dzień dobry. Pani jest w gabinecie.
Dziękuję, Martho.
Georgia.
Phemie!
Co za niespodzianka. Rozgość się.
Masz piękny dom.
Tak mieszkająwyzyskiwacze.
Źle cię osądziłam.
Wątpię, chociaż wierzę, że nie jestem najgorsza.
Przeczytałam książkę Fredericka Douglasa. Spodobała mi się.
Wspaniale walczył o swąwolność.
Nie wiedziałam, że pobożni właściciele niewolników są najokrutniejsi.
Nie traktuję źle swoich ludzi.
Wcale tak nie myślę.
Zgadzam się z tym, co mówiłaś o okrucieństwach wojny.
Chciałabym móc im zapobiec.
Kobiety muszą mieć prawa wyborcze. Mogłabyś nam pomóc je wywalczyć.
Ja tylko walczę o przetrwanie.
Całe życie to robiłam. Meksykanie wypędzali nas z domu,
Komancze nas w nim więzili.
Torturowali moją przyjaciółkę - przypalali jej twarz.
Mężczyźni próbowali się z nimi układać, ale bezskutecznie.
Kobiety były bezradne.
Udział w wyborach pozwoli nam zrobić coś więcej niż tylko przetrwać.
Ty mogłabyś ludzi przekonać.
Nie jestem zainteresowana.
Myślałam, że przychodzisz jako przyjaciółka, ale widzę,
że polityka jest dla ciebie ważniejsza niż przyjaźń.
Przykro mi, że dzicy lndianie tak was traktowali.
Czekam na list od ciebie, Williamie.
Kiedy jedzie pocztylion, wzdrygam się z obawy,
że przyniesie złe wieści.
W tej okropnej wojnie giną najlepsi chłopcy Sagine.
Sarah!
Ktoś jedzie.
Joel?
Został ranny pod Shelby. Przykro mi.
- Wróciłem, mamo. - Już dobrze.
Joel nie żyje.
Dwa lata temu prezydent Lincoln wydał Proklamację Emancypacji,
głosząc wolność niewolników na Południu.
W dniu zakończenia wojny, czyli 19 czerwca 1865 roku
Proklamacja staje się prawem.
Jeśli chcecie odejść, to dziękuję wam za to,
że przez te wszystkie lata troszczyliście się o moją rodzinę.
Niech was Bóg błogosławi. Jesteście wolni.
Długo rozmawialiśmy o tej całej wolności.
Obawiam się, że biali bardziej będą nienawidzili wolnych czarnych
niż niewolników.
Większość tych ludzi nie umie czytać ani pisać.
Nie znają swojego miejsca ani daty urodzenia.
Potrafiątylko uprawiać bawełnę.
Zastanawiam się, co mamy robić, jako wolni ludzie.
Nie wiem, jak zaczęło się niewolnictwo,
ale to jeszcze nie koniec.
Ty i Martha na pewno sobie poradzicie.
Zostajemy.
Co? Dlaczego?
Jesteśmy rodziną.
Kocham cię.
Zawsze miałaś dobre serce.
Też cię kocham, kuzynko.
Cherokee! Tatuś wrócił!
Pięknie tu.
Nie musisz.
Chcę. Kocham cię.
Mów do mnie.
Stęskniłam się za twoim głosem.
- Zaparzyłam herbatę, tatusiu. - Dziękuję, skarbie.
Nie jestem taki zwinny jak kiedyś, ale z głodu nie umrę.
Nie możesz już być lekarzem.
Ależ tak! Wciąż mogę pomagać ludziom. W porządku.
Nie w porządku.
Co Jankesi ci zrobili! Zabiłabym ich wszystkich.
Potrzeba świeżej słomy.
William!
Jestem cały i zdrowy.
Delegaci z całego stanu zbierają się w Austin,
by przygotować konstytucję Teksasu.
Zostałem zaproszony. Później przedstawimy projekt w Waszyngtonie.
Nie wyobrażam sobie ciebie jako polityka.
Chodzi o utrzymanie pokoju.
- Nie zostawiaj mnie. - To ważne.
Sątu Jankesi!
- Gdzie pani mąż? - W Austin.
Zajmujemy ten dom na kwaterę dla sił okupacyjnych.
Proszę go natychmiast opuścić i przenieść się do niewolników.
Myślałam, że już po wojnie.
To Odbudowa. Jankesi dadzą nam nauczkę.
- Daj strzelbę. - Nie oddam im domu.
Oni go tylko pożyczają.
Trzeba to schować.
Mam za zadanie was chronić.
I chronię.
Inaczej nie puściłbym płazem napaści dziewczyny na moich żołnierzy.
Przecież to jeszcze dziecko. Jest bardzo podobna do matki.
Ponieważ wojna się skończyła, uznam to za próbę zabójstwa,
czyli poważną zbrodnię.
Pan kapitan musi być bardzo znudzony, żeby wymyślać takie brednie. Dobranoc.
Jestem znudzony.
Podoba mi się pani córka, Cherokee. Proszę z nią pomówić.
Panie kapitanie...
Proszę nie mówić nic, czego mogłaby pani żałować.
Moi ludzie są groźni i tylko ja nad nimi panuję.
To strzelba małej?
Chcę Cherokee.
Daję słowo, że kiedy znajdzie się w moim łóżku,
młodsza córka pozostanie na wolności.
Kobiety z Południa mają cudowny temperament!
Ciekawe, czy Cherokee jest równie energiczna jak matka.
- Mamo? - ldź spać.
Dostałem liścik.
Proszę obiecać, że nie skrzywdzi pan mojej młodszej siostry.
Panie kapitanie...
Masz moje słowo.
Chodź.
Rozbierz się.
Co się stało?
Dlaczego konie są osiodłane?
Nie!
Wróć do domu przez las. Spal tę koszulę.
Popełniłam zabójstwo.
Nie, pani Georgio. Spełniła pani wolę bożą.
Nie wiem, jak kapitan Haller znalazł strzelbę,
ale nie dałby nam spokoju.
Przykro mi. Co się z nim stało?
Zniknął. Trzy oddziały Jankesów go szukały, ale bezskutecznie.
Szkoda. Brakowało mi ciebie.
Też o tobie myślałam. Jak twoja działalność wyborcza?
Robimy postępy.
Pytam poważnie.
Chcę, żebyśmy były przyjaciółkami.
Przyjaciółki mogą rozmawiać o polityce. Nie lubię tylko agitacji.
Więc jak?
Chcemy zawrzeć w konstytucji prawo wyborcze kobiet.
Obchodzi cię to?
Zbieramy podpisy, ale trzeba też będzie jechać do stolicy.
Czy to coś da?
Prawdę mówiąc prędzej żaba powstrzyma kojota niż kobiety
zdobędą prawo wyborcze.
Pomyślałam, że jeśli chciałybyśmy zdobyć jakieś wpływy,
najlepszy byłby twój urok osobisty.
- Czy to agitacja? - W żadnym razie.
Nie odważyłabym się.
- Zastrzeliłaś kapitana Hallera? - Nie.
Ja bym go zabiła.
Po przeanalizowaniu wniosku o prawo wyborcze dla kobiet,
bez wahania wyrażamy nasz sprzeciw.
Nie uważamy kobiet za mniej zdolne, ale ich przyrodzona skromność
wzdraga się przed wyborczym zgiełkiem.
Przyznanie kobietom prawa głosowania byłoby obrazą dla ich płci,
gdyż sugerowałoby, iż są tak niekobiece, że pragnątego przywileju.
Z całym szacunkiem dla wszelkich cnót każdej prawdziwej kobiety,
zalecamy odrzucenie wniosku.
Mój szanowny przedmówca powołał się na przyrodzoną kobiecą skromność.
Gdyby Bóg chciał, by owa skromność była przyrodzoną cechą kobiet,
nie obarczyłby ich rodzeniem dzieci!
Łamie pani dopuszczalne ramy!
Jesteśmy tu, gdzie nasze miejsce!
Jak można twierdzić, że wzdragamy się przed wyborczym zgiełkiem?
Czy wy, mężczyźni, myślicie, że dom pełen dzieci
jest wolny od zgiełku?
Każdego z was wychowały i wykształciły kobiety!
Dlaczego mój syn...
Proszę zamilknąć!
Dlaczego mój syn ma prawo głosować, a ja nie?
Ma pan fałszywe wyobrażenie prawdziwej kobiety!
Nie chcę być mężczyzną, tylko kobietą, ale kobietą,
która ma prawo głosować!
Czy nienawiść nigdy się nie skończy?
Nigdy, Georgio.
Jesteś mi jedną z niewielu pociech na tym nędznym świecie.
- Powiedziałaś już dzieciom? - Zaczekam do ślubu Cherokee.
Kapitan Haller zostawił mi pożegnalny prezent.
Przyniosłam ci coś.
Należał do Tarantuli, wodza Komanczów.
Był w nim środek, który uleczył ranę w nodze Sary.
Jego wojownicy torturowali moje przyjaciółki z dzieciństwa.
Nienawidziłam go i uznałam wszystkich lndian za dzikusów.
Myliłam się.
Weź go. Nie jest godny królowej Tuckabatchee, ale musi wystarczyć.
Znasz wszystkie moje tajemnice.
Myślałam, że ja jestem tą dziewczyną.
Tymczasem byłam ptakiem, który czekał, by wyrwać się na wolność.
Bardzo cię kocham. Jesteś równie piękna jak zawsze.
Bądź dumny z tego, kim jesteś.
Nie myślałam, że tak cię pokocham.
Bóg obdarzył nas łaską. Inaczej by do tego nie doszło.
Przepraszam. W drodze zerwała się uprząż.
- Naprawiłaś ją? - Tak.
Zastrzeliłam kapitana Hallera.
Wiem. Rozczarowałabyś mnie, gdybyś tego nie zrobiła.
Dziękuję Bogu, że mogłam cię kochać.
Zawsze będę cię kochała.
Wybacz, że umieram tak młodo.
Dzielna mała squaw.
Nie powinieneś chodzić pieszo. Weź konia.
Widzicie? Oddałam mu konia.
Opowiadają o nas legendy, Saro, a przecież jeszcze żyjemy.
Wszyscy odeszli.
Mattie, mały Johnny, Jenny Boles, która przeprowadziła nas przez Brazos,
Bartlett, Joel, nasi rodzice,
Georgia.
Chwilami myślę, że nie żyli naprawdę.
Czy moje dzieci też kiedyś zwątpią, czy byłam rzeczywista?
Oni wciąż tu są. Georgia liczy krzewy bawełny.
Tarantula galopuje ze swymi wojownikami.
Bartlett go ściga.
Mattie Lockhart tańczy, a Joel i dzieci śmieją się.
Wcale nie czuję się staro.
Jest w nas coś - płomień, który z czasem nie gaśnie
i rozświetla nam starość tak samo jak świecił,
gdy pierwszy raz ujrzałyśmy świat.
Czy my czegoś dokonałyśmy?
Wytrwałyśmy.
Powiodło nam się.
Wystarczyło dla dwóch teksańkich kobiet.
Napisy: RMR s.c.
>> Napisy pobrane z http://napisy.org >>>>>>>> nowa wizja napisów
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.