All language subtitles for Easter.Under.Wraps.2019.polish

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

WIELKANOCNA NIESPODZIANKA

NASZE PIERWSZE WIELKANOCNE CZEKOLADKI!

Dzień dobry.

Skosztuje pani czekoladek? Ręcznie robione.

I śliczne.

To nie jest zwykła klientka. Przepraszam.

- Drobiazg. - To Erin Cavendish, dyrektor marketingu.

Miło mi.

Przepraszam. Nie wiedziałam.

Nie ma za co. To zrozumiałe. Nie jestem twarzą firmy.

- Dzień dobry. - Parker.

Kawa. Notes.

Zaczynają.

Wielkanoc za 6 tygodni.

Nasze pierwsze dostawy docierają do sklepów,

także ze zautomatyzowanej linii w Sweetwater.

Tu mała próbka. Częstujcie się.

Więcej maszyn to większy obrót.

Modernizacja czeka również fabrykę w Iowa.

Dzięki, Carter.

Cenimy twój optymizm.

Ale rok temu po raz pierwszy w historii firmy

wielkanocna sprzedaż spadła. To nie może się powtórzyć.

Jak wiecie, spółka Chocmate

podkupiła naszego wiceprezesa, Bryce'a Camerona.

W połączeniu ze spadkiem sprzedaży...

Mogę powiedzieć parę słów o Chocmate?

Panie Cavendish?

Chocmate jest nowym graczem, ale ma już najlepszą sprzedaż na Zachodnim Wybrzeżu.

Wiem. Nowe smaki robią furorę. Nie sądziłem, że zielona herbata

może zagrać z czekoladą.

Mają bardziej zautomatyzowaną produkcję. Ich towar szybciej trafia na półki.

Dopóki stawiamy na wyroby ręczne...

To czyni je atrakcyjnymi.

Są robione z sercem.

Czekoladki robione ręcznie to ważny składnik naszej tożsamości.

- Słusznie. - Musimy podkręcić sprzedaż i Erin to wie.

Wiem, że stać nas na więcej.

Mówiąc szczerze, Cavendish zostało w tyle.

Chciałem przejść w tym roku na emeryturę, ale nie mogę.

Nie mam komu przekazać firmy.

Muszę dojść, skąd nasze problemy.

Może Carter ma rację. Zostaliśmy w tyle.

Wrócimy do formy, tato.

Chcę się przekonać, jak pierwsza faza automatyzacji

wpływa na działalność fabryki w Sweetwater.

Zakasam rękawy i porozmawiam z ludźmi na linii frontu.

Powiedzą ci to, co chcesz usłyszeć.

Fakt, że szefowi trudno mówić przykrą prawdę.

Możesz pojechać incognito. Przebrać się za szeregowego pracownika.

Głupi dowcip.

- Genialne. - Co?

Ale to nie mogę być ja. Mnie rozpoznają.

- Ja? - Jest ktoś lepszy?

Nie pchasz się na afisz.

Pracuję tu niecały rok.

No właśnie! Nikt cię nie rozpozna.

- Mam dyplom. - I?

Zero pojęcia o pracy w fabryce.

Ta fabryka to nasza wizytówka. Postawił ją twój dziadek.

Włożył w nią serce.

Byłam tam jako dziesięciolatka.

Spojrzysz świeżym okiem.

Trasa z Seattle do Sweetwater jest malownicza.

W maju zaczynam pracę w Chicago. Przyszłam tu tylko, żeby ci pomóc.

Wiem, że to nie jest twoja pasja, ale zrób dla mnie to jedno.

To dla ciebie szansa na rozwój.

- Dowiesz się, kim jesteś. - Ale...

Pojedziesz tam jako pracownica przeniesiona z Iowa.

Załatwię to z kadrami.

Nikt więcej nie musi o tym wiedzieć.

W porządku.

Świetnie.

Spakuj się. Pewnie spędzisz tam parę tygodni.

- Co? - Potrzebny nam pełny raport.

Co z moją pracą tutaj?

Zbudowałaś świetny zespół. Poradzą sobie.

Twój dziadek przyjechał do Sweetwater 90 lat temu.

- Miał tylko... - Walizkę i marzenia.

Co z nich wyrosło? Czekoladowe imperium na Zachodnim Wybrzeżu.

Sieć sklepów w całym kraju.

Oraz własne muzeum czekolady.

To ważna sprawa.

Rodzinna.

Zajączka?

To czekoladowa skrzynia skarbów.

Zrobiłem ją sam.

Jest jadalna i zrobiona z naszej najlepszej czekolady.

A teraz najlepsze: cukierki w środku.

Chcemy odejść od produkcji ręcznej.

Mamy już świetny plan produkcji na ten rok.

Ale doceniam, że wpadasz do mnie z fabryki.

Mam o czym myśleć. Dzięki.

Zostaw kuferek.

Do archiwum.

W porządku.

Nazywam się Veronica Erinson. Miło poznać.

Co ja robię?

Nie mów nikomu w biurze. To nasza tajemnica.

Nie umiem ich dochowywać.

Weź moje kluczyki.

Pożyczasz mi lexusa?

Parkuj na moim miejscu. Dla pozoru.

Pojadę twoim autem.

Zapisuj wiadomości.

- Nikt nie zauważy, że znikłam. - Co za emocje!

Jeśli będziesz miała pytania na temat kampanii, dzwoń.

- Zostawiłam ci wytyczne. - Poradzimy sobie, Veronico.

Dojechałam do pensjonatu. Zadzwonię później.

Witamy.

Jaki piękny dom!

Jestem Lyla. To mój mąż, Grant.

Miło mi. Veronica Erinson.

Cudnie tu.

Dziękujemy. Uważamy, że to najlepszy pensjonat.

Będę tu, póki nie znajdę sobie mieszkania.

- Całe piętro jest do twojej dyspozycji. - Kuchnia jest tu.

Znajdzie się też miejsce przy naszym stole.

Dziękuję.

- Zaczynasz pracę w fabryce? - Z samego rana.

- My też tam pracowaliśmy. - Naprawdę?

- Przez 30 lat. Tam się poznaliśmy. - A teraz prowadzimy Muzeum Czekolady.

- Jak słodko! - Nomen omen.

- Byłaś w nim? - Pewnie.

To rodzinna tradycja. Zwiedzanie muzeów.

Lecę z nóg. To była długa podróż.

Pójdę dziś spać wcześnie. Dziękuję.

Dobranoc, Erin.

Nie powiedział jej.

- Wiemy, kim jesteś. - Twój tata nam powiedział.

Znamy się od lat. Pracowaliśmy razem przy taśmie.

Byłaś przekonująca.

Dobry początek.

Dziękuję.

Dobranoc.

Te sortowniki nie są tak precyzyjne jak ludzie.

Cierpliwości. Nic nie działa od razu.

Co?

Czterech dobrych pracowników straciło pracę przez te maszyny.

Przepraszam.

- Słucham. - Erin... son.

- Veronica Erinson. - No tak.

Właśnie mi powiedzieli. Zapraszam.

Susan Enwright, dyrektor fabryki.

Lubię osobiście poznawać wszystkich pracowników.

Transfer z Iowa?

Pierwszy raz w Sweetwater?

Veronico?

- Tak? - Pytałam, czy byłaś już w Sweetwater.

Tak. Przejeżdżałam tędy, gdy miałam 10 lat.

A więc...

Fotel się kiwa. Prosiłam o nowe, ale na wszystko czeka się wieki.

Poddałam się.

Pewnie słyszałaś w Iowa, że nasze nowe hasło reklamowe brzmi "Słodkie życie".

Mamy nowy zespół od marketingu. Naprawdę świetny.

Dziękuję.

Że mi pani o tym mówi.

Witamy w Sweetwater.

Obyś wiodła tu z nami słodkie życie.

Oprowadzę cię. Częstuj się.

Wielkanoc to dla nas najgorętszy okres.

Jesteśmy tu jedną wielką rodziną.

Każdy nowy pracownik jest jak czekolada czekająca na swoją formę.

Będziesz pracować przy taśmie z Florence Baker.

Ma doświadczenie. Wszystkiego cię nauczy.

- Mów mi Flo. - Miło cię poznać.

Zaczniemy od maszyny, która tworzy bazę

do naszego najpopularniejszego wyrobu wielkanocnego.

Maślany zajączek!

W ostatnich dwóch latach prześcignął popularnością tęczowego króliczka.

Ach tak?

Ogólnie sprzedaż spadła, ale maślany zajączek był wyjątkiem.

Tak słyszałam. W pracy.

W Iowa.

Zadbajmy o to, żeby zajączek nie odpadł z wyścigu.

Tu wlewa się czekolada.

Foremki podjeżdżają na taśmie.

Pedałem zatrzymujesz strumień czekolady.

Wypełniasz formę w ten sposób

i odkładasz do ostygnięcia.

- Wszystko jasne. - Twoja kolej.

Pokaż.

Wystarczy.

Nie przechylaj. Trochę szybciej.

Pojedynczo.

Nie podnoś!

Dobrze. Nie tak.

Może zacznijmy od czegoś innego.

Łatwiejszego.

Niebrudzącego.

- Spróbuj trochę przyśpieszyć. - Stresuje mnie to tempo.

- Zawsze mówię: płyń z prądem. - Próbuję.

- Co ty masz na nogach? - Ładne, co?

To nie są buty do pracy.

Bogu dzięki.

- To był bardzo męczący dzień. - Zabawne. Przerwa na lunch.

- Gdzie masz jedzenie? - Nie wzięłam.

Zjesz pianki i czekoladę?

- Pycha zestaw, ale szybko brzydnie. - Jadam w knajpach.

Nie wiem, jak jest w Iowa,

ale my przynosimy sobie posiłki. To zwykła kanapka.

Dziękuję. To bardzo miłe.

Nie bądź taka skromna, Flo. Robisz najlepsze kanapki w regionie.

Przestań. Bryan, Veronica.

Zetknęliśmy się.

Wpadając na siebie.

Byłeś zdenerwowany. Niechcący usłyszałam.

Mamy trochę...

- trudności. Od roku. - Jak to?

Bryan nie cieszy się z automatyzacji.

Od ośmiu lat jestem tu głównym mistrzem

i wiem jedno: szybciej nie znaczy lepiej.

Ilość nie równa się jakość.

Menedżerowie nie mają pojęcia o naszej pracy.

Znów to samo.

Siedzą w biurowcach i decydują o życiu ludzi, którzy dla nich pracują,

nie konsultując się z nimi. Carter Darren,

dyr do spraw operacyjnych, zjawia się tu raz na pół roku.

Olewa moje pomysły. Wypełniam tylko polecenia.

Carter na pewno jest bardzo zajęty.

A menedżerowie mają dobre chęci.

- Po czyjej ty jesteś stronie? - Spokojnie.

Chciałbym, żeby choć raz przyjechał ktoś inny niż Carter Darren.

Ktoś z Cavendishów.

Żeby przyjechał tu i porozmawiał ze mną.

Czy to wielka prośba?

To twój pierwszy dzień, a ja wylewam frustrację.

Powinienem jeść w milczeniu.

- Witaj, skarbie. - Cześć.

Piękne dekoracje. Czuje się święta.

To na nasz wielkanocny festiwal.

Ważne lokalne wydarzenie.

Widowisko, wyścigi w workach...

Dzieci szukają jajek.

To musi być wspaniałe.

Jest.

Jak pierwszy dzień?

Dosyć trudny.

Wszystko się zgadza.

Znacie pracownika imieniem Bryan?

- Bryan Bailey? - Wszyscy go znają.

Miły gość. Nie ma lekko.

- Dwa lata temu zmarła mu żona. - Dwa i pół.

Dochodzi do siebie. Ma uroczą córkę.

To dobrze.

Zaniosłam ci płyn do kąpieli, gdybyś chciała poleżeć w pianie.

Tak!

- Dziękuję. - Nie ma za co, Erin.

Czy jednak Veronica?

Chwilowo nie mam pojęcia.

Dobranoc.

Jak pierwszy dzień?

Otworzył mi oczy.

Najlepiej być tam przed Wielkanocą. Czego się dowiedziałaś?

Że maślane zajączki są dla mnie za szybkie.

- Muszę popracować nad techniką. - Otrzaskasz się.

Jedna z nowych maszyn źle sortuje ziarno. Może to wpływać na jakość czekolady.

Dobrze, że tam jesteś. Bądź czujna.

Robię to. Uczę się od podstaw.

Ty też zaczynałeś tu od zera. Pamiętasz swój pierwszy dzień?

To była porażka.

Idziesz w moje ślady.

Produkcja maślanych zajączków chyba nie jest dla ciebie.

Może skieruję cię do koszy wielkanocnych?

Bryan cię przyuczy. Nadzoruje nowe maszyny.

Nie wiem, czy to się rozeszło, ale nie dogadujemy się z Bryanem.

Jak mówiłam wczoraj...

Jak mówiłam wczoraj, jesteśmy jedną wielką rodziną.

Musimy współpracować pomimo różnic.

Nadal dzwoni.

- Przepraszam. - Śmiało.

- Nie mogę teraz. - Carter pyta o ciebie od wczoraj.

Powiedz, że poszłam na służbowe śniadanie. A raczej brunch.

Twoje auto tu jest.

Pojechałam uberem. Przepraszam.

- O czym mówiłyśmy? - O twojej współpracy z Bryanem.

- Czy to na pewno dobry pomysł? - Nie mam złych.

Częstuj się.

Melduję się do pracy.

Tak. Słyszałem.

Nie nadzorujesz dziś składników?

Nie potrzebują mnie tam ostatnio.

Ale jako kontroler jakości nadzoruję produkcję koszy.

Zaczęliśmy znajomość niezręcznie, może uda się to naprawić?

- Chciałabym. - To dobrze. Chodź.

Najnowszy nabytek. Kompletuje koszyki za nas.

- W miejsce 12. osób. - Rozumiem.

- A to Murray. - Nie należę do nowych nabytków.

- Miło cię poznać, Veronica. - Ciebie też.

- Murray pracuje tu... Jak długo? - Dłużej niż którakolwiek z maszyn.

To prawdziwy artysta.

Autor wielu najsłynniejszych czekoladek firmy.

Co myślisz o nowym systemie?

Maszyna się nie zna.

Jak to? Czym różnią się te koszyki?

Coś ci pokażę.

Nie da się zastąpić koszyka składanego ręcznie.

Murray jest mistrzem.

Gotowe.

Przepiękny.

Który wolałabyś kupić? Murraya czy maszyny?

To oczywiste.

Chcesz zrobić własny?

Dobrze.

Czy kontroler tylko kontroluje, czy daje przykład?

- Mam zrobić dla pani koszyk, panno... - Nie wiem, jak masz na nazwisko.

Ca...

- Wody? - Suche powietrze.

Veronica Erinson.

Panno Erinson, dziś będę świecił przykładem.

Zajączek idzie na środek.

Dookoła rozsypujemy jajka z czekolady.

- Teraz te plastikowe? - Tak.

Po bokach.

Nie zapomnij o kurczaczkach.

A ty o marchewce dla zajączka.

Kwiaty.

Lubię te staroświeckie koszyki.

- Ja też. - Zajączek łączy wszystko w całość.

To według mnie jeden z naszych najlepszych wyrobów.

- Serio? - Tak. Mam doktorat z czekoladologii.

- Uniwersytetu w Kakao? - Zgadza się.

Skończyłem szkołę dla kucharzy w Oregonie.

A robisz czekoladę?

Zakochałem się w niej w trakcie nauki.

Gdy mieszkasz tutaj, jest dla ciebie czymś oczywistym.

Ale szkoła pokazała mi ją w nowym świetle.

Dostrzegłem w niej sztukę.

Doceniłem rzemiosło.

Wspaniale jest tworzyć piękno.

Tym jest dla mnie czekolada.

Ucztą dla zmysłów.

Dla dotyku,

wzroku,

węchu...

- i słuchu. - Słuchu?

Robimy jeszcze jeden?

Pewnie.

Pyszne.

Mam pytanie. Jak się pracowało z moim tatą?

Foster był pracusiem.

Chciał wiedzieć wszystko o produkcji.

Zasłużył na przejęcie schedy po twoim dziadku.

Prawie nie znałam dziadka.

Nim pan Cavendish postawił fabrykę,

miał wózek i sprzedawał czekoladę od drzwi do drzwi.

Cieszył się uśmiechami na twarzach dzieci.

Byliśmy wśród nich.

Twój dziadek wiedział, że w czekoladzie nie chodzi tylko o smak.

Ale też o tradycje rodzinne i wspólny czas.

O tworzenie wspomnień.

Szkoda, że nie robią już Legendarnych Jaj.

To było coś.

- Jedliśmy takie na pierwszej randce. - Zgadza się.

Pamiętam je.

Moje ulubione. Były wielkie i pięknie zdobione.

Wypełnione żelkami.

Dzieło sztuki.

- Z zabawką w środku. - Tak!

Nie widziałam ich od wieków.

Dlaczego przestali je robić?

Były bardzo pracochłonne. Ręczna robota.

Czasy się zmieniły.

Rynek też.

Mamy replikę jaja w muzeum.

W weekend będą warsztaty z robienia pisanek.

Może wpadniesz?

Może tak.

Folder o nazwie Wielkanoc?

Wyślij go do wszystkich z moim podpisem.

I przyślij mi katalog krzeseł biurowych.

Później ci wyjaśnię.

Idę zwiedzać Muzeum Czekolady.

Uwielbiam je! Byłam tam dwa lata temu.

Parker! Pracujesz w weekendy?

Czasem jest tyle roboty...

- Za dużo. - Przekazałaś wiadomość?

- Gdzie Erin? - Na konferencji marketingowej.

Pierwsze słyszę.

Spontaniczna decyzja.

- Rozmawiasz z nią? - Z mamą. Tatą.

Z rodzicami.

Mówiła coś o grafice?

Coś o grafice?

- Stawiamy na błękit i róż. - Mówiła o błękicie i różu.

Tak? Świetnie.

Spisujesz się. Dziękuję.

Co za stres.

Podoba ci się?

Nie chciałem cię przestraszyć.

Nie szkodzi. Oglądałam jajo.

I jak?

- Chciałabym zobaczyć prawdziwe. - Ja też.

Pewnie dziwisz się, że chodzę z farbami.

Do twarzy ci z nimi.

Przyszedłem na warsztaty pisankowe.

- Fajnie. - Ja też.

Serio?

To tam.

Wspaniale.

Poznaj naszych małych geniuszy.

- Jak ci idzie, skarbie? - Dobrze, tato.

Ładne jajo.

Veronico, poznaj Madison.

- Cześć. - Miło cię poznać.

- Jestem cała w farbie. - Widać, że ciężko pracujesz.

Zaangażowanie artysty widać po farbie poza płótnem.

Albo poza jajkiem.

Jak wam się podoba?

- Jest fantastyczne. - Cudo.

Kolory wiosennych kwiatów.

Chciałam dodać motylka, ale nie umiem ich rysować.

- Mogę ci pomóc? - Jasne.

Jaki kolor? Fiolet?

Tak.

- Uwielbiam motyle. - Ja też.

Są ładne.

Tak. I niezwykłe, bo...

Przemieniają się.

Właśnie. W piękne stworzenia.

- Ta jest brokatowa. - Musimy jej użyć.

- Podobało ci się? - Tak.

- A tobie? - Też.

Erin!

Veronico!

To chyba do ciebie.

Spójrz.

Wygląda pysznie.

To prawda.

Chcę takie.

- Już ich nie robimy. - Dlaczego?

Świat kręci się coraz szybciej. I ludzie nie chcą czekać.

Jest takie piękne!

Bez wątpienia.

- Wzywała mnie pani? - Tak. Usiądź.

- Chodzi o to, że próbowałam czekoladek? - Nie.

W sobotę wypada doroczny Festiwal Czekolady.

Mieszkańcy Sweetwater i okolic spotykają się

i dzielą czekoladą własnej roboty.

- Dzieci biegną w sztafecie z jajkami. - Wspaniale.

Cavendish jest sponsorem.

Potrzebuję dwojga pracowników, którzy będą rozdawać naszą czekoladę.

Mam już Flo. Jest do tego stworzona.

- Poprosiła o twoje towarzystwo. - Moje?

Czy jest inna Veronica Erinson?

- Co ty na to? - Pewnie.

- Wchodzę w to. - Świetnie.

Polecam te z karmelem.

Cudownie. Mój pierwszy Festiwal Czekolady.

To bajka.

Co oni tu robią?

To Chaz i Trent, właściciele Chocmate. Znam ich z mediów społecznościowych.

Pekan i prosciutto.

Wszyscy z okolicy są mile widziani.

W sumie mają fabrykę godzinę drogi stąd.

- Nie jedli państwo lepszych czekoladek. - Umieją rozmawiać z ludźmi.

Popatrz.

Betty! Witamy!

Jak się panie macie w to piękne popołudnie?

Musicie spróbować. Kolekcja miętowa.

- Nie przepadam za miętą. - Ja też.

Bywa zbyt mocna w smaku.

Ale w naszych czekoladkach jest delikatna jak wiosenny wietrzyk.

- Wietrzyk? - Tak.

Nie mówiłam?

Zapraszam.

Dziękujemy.

Brawo. Powinnaś iść do działu sprzedaży.

Próbowałam. Aplikowałam kilka razy. Zero odzewu.

To nie w porządku.

Madison bawi się z dziećmi,

więc postanowiłem przejść się po stoiskach i dokonać degustacji.

- Dołączysz? - To było do ciebie.

Poradzę sobie sama.

Ani słowa o pracy. Obiecuję.

Chodźmy.

Kurczaczki pani Gillingham.

Słynne na całe Sweetwater.

Co roku zmienia składniki.

Krem kakaowy, nuta pomarańczy i nutka amaretto.

Wystarczył ci jeden kęs?

Otwórz serce i słuchaj, co ci mówi czekolada.

- Tylko tyle? - Tak twierdzi Gabriel Belanger.

- Mistrz czekolady? - Jeden z najlepszych.

Zawsze marzyłem, żeby uczyć się w jego szkole w Szwajcarii.

- Nie jest za późno. - Może.

Stary przepis Billa Wallhama.

Twoja kolej.

Zamknij oczy. Skup się na smaku.

Co czujesz?

Otwieram serce i wsłuchuję się w czekoladę.

Mocna nuta czekolady.

Bardzo śmieszne.

Zaufaj swoim zmysłom. Temu, co czujesz.

Nuta...

- Czego? - Dymu?

Tak. To wędzona papryka.

- Serio? - Znak rozpoznawczy Billa.

Widzisz? Wystarczyło pójść za uczuciem.

Uwaga!

Czas na sztafetę wielkanocną!

Zapraszam.

Do biegu...

- Jest podekscytowana. - Tak.

- Gotowi... - Ćwiczyliśmy w domu.

Start!

Dasz radę!

Naprzód, Maddie!

- Jak mi poszło? - Fantastycznie.

- Byłam druga! - Wspaniały wyścig.

- Brawo. - Dzięki.

- Mogę zabrać Madison na mrożoną herbatę? - Pewnie.

Brawo, córciu!

Co za emocje.

Tak. Jajko, łyżka, wyścig...

Proste rzeczy bywają najlepsze.

Podoba mi się tutaj.

Pierwszy raz tu jesteś?

Przejeżdżałam przez Sweetwater jako dziecko.

Świetne miejsce dla dzieci. Dla rodzin.

Bryan? Słyszałam o twojej żonie.

Przykro mi.

Dzięki.

Na szczęście mam wspierającą rodzinę i przyjaciół.

Czuję, że wychodzę na prostą.

Byłem szczęściarzem, że ją poznałem. Każdy chce spotkać kogoś,

przy kim stanie się lepszy. Komu zaufa.

- Przesadziłem z wyznaniami? - Wcale nie.

A ty?

Jaka jest twoja historia?

Moja historia?

Nie jestem zbyt interesująca.

To nieprawda.

Od czego zacząć?

Od początku.

Słusznie.

Urodziłam się w Seattle.

Podobno tego dnia padł rekord,

jeśli chodzi o opady deszczu w tym mieście.

Serio? Musiało nieźle padać.

Mama mówiła, że to dobry znak,

że po prostu muszę świecić mocniej, żeby przebić się przez chmury.

Ładne.

Wychowałam się w Seattle, ale wyjechałam na studia.

- Uniwersytet w Kakao? - Nie dostałam się.

To był college na Wschodnim Wybrzeżu.

Po studiach próbowałam różnych prac w różnych miastach,

ale do niczego i nikogo się nie przywiązałam.

To w porządku, że szukasz siebie.

Tata namawiał mnie, żebym dołączyła do rodzinnej firmy,

ale nie wiedziałam, czy to coś dla mnie.

Chciałam być sobie sterem, ale to trudne, gdy nie wiesz, dokąd płynąć.

Rozumiem.

Może ta praca nie jest spełnieniem marzeń, ale krokiem we właściwą stronę.

Nie jesteś tu przypadkiem. Wierzę w to.

- Czekoladkę? - Bryan?

Spotkaliśmy się na targach czekolady w Spokane.

- Tak. Chaz i Trent. - Na odwrót.

- Miło was widzieć. - Robicie ciekawe rzeczy.

- To komplement? - Nie wiem.

Moja koleżanka Veronica.

- Pracujemy razem. - Miło nam.

Skosztujecie?

To "wiosenna gorączka".

- Dzięki, już próbowałem. - Ja chętnie. Poznaję czekoladę.

Ostre papryczki.

Żyjesz? Zaraz przyjdę.

Przyjechaliśmy tu z paru powodów.

Szukamy mistrza.

- Nie podołamy wszystkiemu sami. - Wiceprezes cię poleca.

- Nazywa artystą. - Ten, którego podkupiliście? Teraz ja?

- Trudno poprzestać na jednym. - Miałbyś niemal pełną swobodę.

Lubimy być na pierwszym miejscu. Drugie nas nie urządza.

- Cavendishowie patrzą wstecz. - My w przyszłość. Zadzwoń.

Nie zwlekaj.

Wszystko w porządku?

Tak. Jak się czujesz?

Nigdy tyle nie wypiłam.

Ale chyba ugasiłam pożar.

- Tato? - Zapytasz? O zoo?

Madison Bailey chciała ci powiedzieć,

że dostała upragnioną rolę zajączka

w widowisku wielkanocnym.

Fantastycznie!

- Muszę poćwiczyć kicanie. - Chce...

Popracować nad rolą.

Jutro w małym zoo.

Pójdziesz z nami?

- Z przyjemnością. - Będzie super.

- Naprawdę się wczuła. - To będzie wcieleniówka.

- Przerzuci się na same marchewki. - No coś ty.

Wszyscy wiedzą, że króliki jedzą trawę i siano.

- Uczę się całe życie. - Bo życie to szkoła.

Wybierasz się na festiwal wielkanocny?

Poprowadzę poszukiwanie jajek.

To odpowiedzialne zadanie.

Jeszcze nie zdecydowałam.

- Może być? - Jestem z ciebie dumny.

- Wszystkim opadną szczęki. - Muszę jeszcze dokończyć kostium.

Robi go sama.

- Twarda sztuka. - Dokończymy razem?

- Tylko uszy i ogon. - Maddie.

- Są najważniejsze. - To prawda.

- Tata umie prawie wszystko. - Z wyjątkiem szycia?

- Ja tego nie mówiłam. - Nie musisz.

Kiedyś dużo szyłam. Chętnie pomogę.

Tatusiu, kozy!

Widziałem.

Cześć, Flo.

Taka radość z powodu przyjścia do pracy?

Jest wiosna i wszystko kwitnie.

Automatyzacja idzie zgodnie z planem?

Świetne te nowe projekty.

Chcę was komuś przedstawić.

Nie wstydź się!

Carter Darren, dyrektor do spraw operacyjnych.

Odwiedza nas co kilka miesięcy, ale dziś nas zaskoczył.

Spontaniczna decyzja.

Chciałem zobaczyć przygotowania do świąt.

Został miesiąc.

- Florence Baker. - Miło mi.

A to Veronica Erinson.

Co robisz?

Aranżuję pudełka.

Chodź. Poznaj Cartera.

Cartera Darrena? We własnej osobie?

- Erin? - Son.

- Veronica Erinson. - Ty tutaj?

Przeniesiona z Iowa.

Podziwiam niektóre z pańskich rozwiązań. Maszyna do zajączków to marzenie.

Gorzej z tą do koszyków.

Nic nie rozumiem.

Może wyjaśnię to panu w drugim pomieszczeniu, przy maszynie?

Dobrze.

Tajna misja?

Jak to?

Byłaś tu cały czas? Nic dziwnego, że Parker mnie zwodzi.

Nie robi tego. Pracuję zdalnie z jej pomocą.

- Czego się dowiedziałaś? - Mnóstwa rzeczy.

Na przykład o złej komunikacji między fabryką a biurem.

Poznałeś Flo. Jest geniuszem sprzedaży.

Ile razy aplikuje o stanowisko, nikt jej nie odpowiada.

Susan prosiła o nowy fotel, ale nikt jej nie słucha.

- To ma wpływ na morale. - To nie jest główny problem.

Myślę, że sprzedaż spada z powodu automatyzacji.

Maszyna nie robi równie ładnych koszyków.

To prototyp. Uczymy się na błędach.

A sortownik do ziarna?

Więcej ludzi do nadzoru to lepsza jakość.

Może nasza czekolada jest gorsza niż dawniej.

Być może namierzyłaś kilka problemów. Wrócisz teraz do biura?

Mam mnóstwo do zrobienia. To wierzchołek góry lodowej.

Nie ociągałbym się.

O czym myślisz?

Podoba mi się tutaj.

- Sweetwater rozmiękcza serca. - Uczę się mnóstwo o prowadzeniu firmy.

Ale?

Czuję, że jest jakieś.

Ale...

to życie pod przykrywką...

Muszę się kiedyś ujawnić.

Przed wszystkimi.

- Przed Bryanem. - To twoja decyzja.

Chyba lubisz spędzać z nim czas.

Jeśli powiem mu prawdę, może się wkurzyć

i już nigdy do mnie nie odezwać.

Przeszedł już tyle... Nie chcę go skrzywdzić.

- Może nie muszę mu mówić? - Jak to?

Dokończę,

co mam dokończyć, i wyjadę.

Musisz podjąć decyzję.

Niesamowite.

Zrobiłem na poczekaniu.

- Co to? - Przysmak Madison.

Nie mówię po czekoladowemu.

Przetłumaczę. Krem z białej czekolady.

Ze świeżego masła i laski wanilii.

Pycha.

Sam to wymyśliłeś?

Mam dużo własnych przepisów,

ale przy mojej pozycji w firmie tylko się kurzą.

- Ale my możemy je testować. - Słodki przywilej.

Zostawiam was. Praca czeka.

- Dobrze szyjesz. - Dziękuję.

- Miałam dobrą nauczycielkę. - Kto nią był?

Moja mama.

- Tatusiowie też są dobrymi nauczycielami. - Mój jest najlepszy.

Wierzę.

Ogon.

Przyszyjemy go tu.

- Chcesz spróbować? - Tak.

Spójrz.

Igła jest jak króliczek.

Wchodzi do norki

i wychodzi.

Spróbuj.

Wchodzi do norki

- i wychodzi. - Brawo!

O to chodzi. Umiesz szyć.

Skończone.

Wspaniały. Dziękuję!

Wyglądasz słodko.

Będziesz najmilszym zajączkiem.

- Co to? - Madison nazywa to "hippity hop".

Sok pomarańczowy, żurawinowy, kostki lodu z soku ananasowego,

a bąbelki to sekret.

Woda gazowana.

Za wiosnę i nowe początki.

Pyszne.

To nasza tradycja wielkanocna.

Zwłaszcza podczas poszukiwania jajek.

W domu też przewodzisz poszukiwaniom? Imponujące.

Ty to narysowałeś?

Szkicuję sobie czasem pomysły.

Zazdroszczę.

Masz wielki talent.

Bez przesady.

Z tą skromnością.

Niech będzie talent, ale nie "wielki".

- Zgoda? - Zgoda.

Późno już.

To prawda.

Czas na mnie.

Dzięki za wszystko, co robisz dla Maddie.

- To tylko szycie. - To znacznie więcej.

Nazwała cię przyjaciółką.

Posłuchaj...

Co?

Veronico! Zrobiłam to dla ciebie.

Pracowała nad nim od wczoraj.

Całkiem sama.

Tatuś mówi, że ludzie lubią ręcznie zrobione rzeczy.

- Prawda? - Tak jest.

Tata ma rację. To najlepsze prezenty.

Dziękuję.

Proszę.

Możesz je ozdobić, jak chcesz.

- Veronico? - Wszystko w porządku?

Jak najlepszym.

- Wychodzisz? - Tak.

Dziękuję za sok i za piękne jajo.

Mogę pożyczyć rysunki?

- Oddam. - Nie ma sprawy.

Spodobało jej się jajo.

LEGENDARNE JAJO CAVENDISHÓW

- Legendarne Jajo Cavendishów. - Wznawiamy produkcję

- najlepszej czekolady w historii. - Bo ja wiem...

Będzie większe i ładniejsze niż wcześniej. Ty sprzedasz to zarządowi.

- Ja? - Tak.

Chyba że jest tu inny Brian Bailey.

Twoja kreatywność i wiedza to gwarancja sukcesu.

- Wielkanoc za trzy tygodnie! - To co?

Z trudem wyrabiamy normę, gdzie tu czas na nowy wyrób?

Poza tym zarząd nigdy się nie zgodzi.

- Zignorują mnie jak zawsze. - Jesteś pewien?

Tak.

Więc obmyślimy to razem.

Wiedziałam, że cię przekonam.

- Naprawdę myślisz, że się zgodzą? - Pomyśl.

Wokół wyrastają nowoczesne firmy jak Chocmate.

Trufle z zieloną herbatą, ogórkiem, ketchupem...

- Serio? - Ostatnią wymyśliłam.

Pójdźmy w drugą stronę.

W stronę tradycji i świetnej przeszłości firmy.

Dorzućmy do naszej produkcji retro smaczek.

Legendarne Jajo Cavendishów.

- Mogę być szczery? - Pewnie.

Myślałem o tym od wielu tygodni.

- Tęgie umysły. - Właśnie.

Jeszcze jedno.

Zamiast zabawki włóżmy do środka motyla.

Motyla?

Z kremem z białej czekolady.

Twojego przepisu.

Skrzydła będzie miał różowo-fioletowe.

Piękny pomysł.

Motyl symbolizuje wiosnę.

- Odnowę. - Zmianę, której potrzebuje ta firma.

Możemy stworzyć kolekcję niespodzianek.

Bo liczy się to, co w środku.

Od czego zaczynamy?

Może od początku?

Słusznie.

Piękne.

Ale Wielkanoc już za trzy tygodnie.

Jestem tylko dyrektorką fabryki, nie mogę inicjować produkcji.

Musimy iść do Cartera?

Tak.

A może pójdziemy do działu marketingu?

- Serio? - To jest myśl!

- Te działy często współpracują. - Ciekawe.

Dział marketingu prowadzi Erin Cavendish.

- Podobno jest świetna. - Tak słyszałem.

Mam jej numer.

- Mogę zadzwonić. - Teraz?

Tak.

Nie.

- Po co czekać? - Nie traćmy czasu.

Dzwonię.

Nie odbiera.

Pewnie ma zebranie.

Poczta. Dzień dobry.

Susan Enwright z fabryki w Sweetwater.

Mam tu dwoje pracowników z fantastycznym pomysłem.

Nie wiedziałem o misji Erin.

- A powinienem. - Chciałem utrzymać to w tajemnicy.

Co panu powie, czego ja nie mogę?

Byłem w fabryce, faza pierwsza idzie świetnie.

Erin widzi to inaczej.

Jestem w firmie od sześciu lat.

Zależy mi na niej. Chcę rozwijać się razem z nią. Faza druga:

automatyzacja połowy produkcji. Możemy wejść nawet w ten weekend.

Podejmę decyzję, gdy Erin zakończy misję.

I poznam pełny raport.

Dobrze. Zna pan moje zdanie.

Co myślisz, tato? Jesteśmy gotowi?

Dobre wieści. Dostałam maila od Erin Cavendish.

Masz prezentację w siedzibie firmy w środę o 10.

Co? Nie wierzę.

- Cudownie! Zasłużyłeś. - A ty?

Będzie cały zarząd.

- Dziękuję. - Podziękuj Erin Cavendish.

Środa. Mało czasu.

Damy radę.

Macie jajo do zrobienia.

Lećcie.

- Dobra robota, panno Erinson. - Wzajemnie, panie Bailey.

- Dzięki, Murray. - Drobiazg.

Idę spać.

Wygląda pięknie. Powodzenia.

Dobranoc.

Zrobisz furorę. Mogę pomóc ci w przygotowaniach.

Pomóc? Będziesz tam ze mną.

To twoje dzieło. Ty je zachwalaj.

- O nie. - Nie mogę wystąpić przed zarządem.

Możesz. Stanowimy zespół.

Razem pracowaliśmy, razem jedziemy.

Kropka.

Wszyscy dostali wiadomość? Veronica Erinson to nasza Erin Cavendish.

Bryan o tym nie wie?

- Nie. - Jasne.

Muszę napić się kawy.

Ciekawe, czy będzie Erin.

Nie wiem, co odpowiedzieć.

Wiem, że jest zajęta, ale chcę jej podziękować.

Nie znam jej, ale czuję, że to wszystko jej zasługa.

To pewnie najgorszy moment na wyznanie,

- ale nie jestem tym, kim myślisz. - O czym ty mówisz?

Jeśli to trema, to wezmę na siebie gadanie.

- Nie o to chodzi. - Zapraszamy.

Idź przodem.

Bryan zacznie.

Opowie o procesie tworzenia, jak i inspiracjach.

Dziękuję, Veronico.

Legendarne Jajo Cavendishów to powrót do rzemiosła najwyższej próby,

które zapewniło sukces firmie.

Czekoladowa skorupa ozdobiona jest żelkami w kolorach Wielkanocy.

Dodaliśmy nowy akcent.

Kwiaty, które podkreślają świąteczny nastrój.

Ładny wstęp. Mam pytanie.

- Tak? - Możemy je zjeść?

Dobrze, że pytasz. Rozbijmy je.

Chyba nigdy nie jadłam tak dobrej czekolady.

Częstujcie się.

A to motyl z białej czekolady.

Zastąpi zabawkę.

- Mogę go zjeść? - Pewnie.

Jeśli dostaniemy zgodę, możemy stworzyć całą kolekcję zwierząt.

Jeśli? Raczej "kiedy".

Przypomniałeś mi ulubione powiedzenie. "Wiara w siebie to krok w stronę sukcesu".

Ale Er...

Ale arogancja może słono kosztować? "Bądź śmiały, ale nie szarżuj"?

To chciałem powiedzieć. Dziękuję... Veronico.

Świetny produkt, ale powrót do wyrobów ręcznych...

Nie wszystkie czekoladki będą tak robione. Tylko te wyjątkowe.

Związane z historią.

Bogatą historią firmy Cavendish.

Podoba nam się pomysł modernizacji fabryki.

Naprawdę?

Automatyzacja części produkcji pozwoli przesunąć pracowników.

- Do innych zadań. - Do wyrobów ręcznych.

- Dwie pieczenie na jednym ogniu. - Złapiemy dwie czekoladowe sroki za ogon.

Jesteśmy pewni, że klienci pokochają ten wyrób.

Co na nowo rozbudzi zainteresowanie ofertą firmy.

- Jest tu ktoś z marketingu? - Tak.

Zlecisz prognozę dla wznawianej klasyki?

- Tak jest. - Dziękujemy.

Jest mało czasu, więc odezwiemy się rano.

Dziękujemy.

Udało się.

Mniejsza o to, że się zgodzą.

- Jestem szczęśliwy. - Cieszę się.

Bardzo.

Tu Chaz i Trent z Chocmate. Wybacz, że dzwonimy do domu.

Nie szkodzi. Jak wiosenna oferta?

Czy mówimy z naszym nowym mistrzem?

Dziękuję za propozycję, ale to dla mnie zły moment na zmiany.

- Przejdź do nas po Wielkanocy. - Mamy pomysły na ofertę letnią.

- Powiedz mu. - Smak oceanów.

Czekolada z wodorostami i solą z Pacyfiku

Będą wyjeżdżać z fabryki z prędkością światła.

- Zrobił na nas wielkie wrażenie. - Więc zróbmy to!

Chciałbym, ale brakuje czasu. Carter musi to klepnąć.

Wiesz, jak to działa. Są procedury.

Wiem.

Niezły z was zespół.

Mówisz o Veronice i Bryanie?

Powiem mu, kim jestem.

Jutro.

To trwa zbyt długo. Nie mogę go już okłamywać.

To może się źle skończyć.

Postępujesz właściwie. Jestem z ciebie dumny.

Dzięki, tato.

Dzień dobry. Przywiozłem fotel.

Naprawdę? Nie wierzę!

Susan Enwright.

Cześć, Carter.

Tu jesteś!

- Widziałaś Bryana? - Mam dobre wieści.

Jest zgoda na jajo.

Serio?

Niecałe trzy tygodnie do świąt, ale damy radę.

Carter powiedział, jak to zrobić. Zaczynamy dzisiaj.

Dziękuję.

Mówiłaś Bryanowi?

Zaraz powiem. Będzie krótkie zebranie.

Jeśli pozwolisz, ja chciałabym mu powiedzieć.

Pewnie! Ani pisnę.

Mówiłam ci?

Mam nowy fotel. Znienacka.

Wiosna na całego!

Co za niespodzianka.

Wyrabiamy się z zajączkami,

ale mamy opóźnienie z liliami. O co chodzi?

Zauważyłeś coś?

- Masz nowy fotel. - Tylko popatrz!

Drewniane podłokietniki. Miękkie siedzenie.

- Chcesz się pokręcić? - Pewnie.

Małe szkody. Tylko to...

Bryan!

Rozmawiałam z Susan. Dostaliśmy zielone światło!

Myślałam, że się ucieszysz.

Chciałbym się cieszyć, Erin.

Tak masz na imię?

Posłuchaj...

Zobaczyłem twoje zdjęcie z tatą w gabinecie Susan.

Powiedz prawdę. Chcę ją usłyszeć od ciebie.

Tak, jestem Erin Cavendish.

Czyli to wszystko było żartem?

Nie! Chciałam ci powiedzieć.

- Po co było to wszystko? - Żeby zobaczyć firmę od środka.

Strategia biznesowa.

- Nie przewidziałam, że tak się... - Zbliżymy?

Gdybyś wiedział, kim jestem, nie byłbyś ze mną szczery.

Ty mówisz o szczerości? A ten występ przed zarządem?

Wszyscy byli wtajemniczeni? Ciekawe metody.

- To zaszło za daleko. - Czuję się jak idiota.

Nie chciałam cię skrzywdzić.

Za późno.

Teraz chcą robić Legendarne Jajo.

Nie za sprawą mojej prezentacji, ale twojego nazwiska.

- Ja się nie liczę. - Jest wręcz przeciwnie.

Błyszczałeś tam. Wszyscy to widzieli.

Projekt był twój.

W Chocmate oferują mi pracę.

Stanowisko mistrza. Nie lubię ich czekolady, ale zastanawiam się.

Dotąd powstrzymywało mnie przywiązanie do tej firmy,

do twojej rodziny i wszystkiego, co stworzyła.

Uwierzyłem, że coś się dla mnie zmieni. Ty obudziłaś tę wiarę.

Uwierzyłem w siebie, a teraz... Nie wiem już, w co wierzyć.

Może pójdę do Chocmate.

Tatusiu?

Spotkamy się jeszcze z Veronicą?

Nie wiem.

To długa historia, ale naprawdę ma na imię Erin.

- Nie rozumiem. - Szczerze mówiąc, ja też nie.

Ale nadal jest tą samą osobą?

Jak to?

Gram zajączka w przedstawieniu, ale to tylko kostium.

Wciąż jestem sobą.

Potrzebujemy cię. Nasze konta społecznościowe też.

Czuję się trochę aspołecznie.

Jajo Cavendishów wymaga dobrej kampanii.

- Skończyły mi się pomysły. - To nie w twoim stylu.

Zawsze nam powtarzasz, że trzeba tylko dać się zainspirować.

Co cię zainspirowało w Sweetwater?

Stoję przed sklepem flagowym Cavendish w Seattle.

Przed wejściem kłębi się tłum. Dlaczego?

Stare znów jest nowe, gdy na rynek wraca Legendarne Jajo Cavendishów.

Popyt na ten wielkanocny klasyk jest ogromny i to w całym kraju.

To zasługa świetnej kampanii marketingowe

i pysznej czekolady.

Wielki sukces. Twój dziadek byłby dumny.

Mama też.

Cieszę się, że kampania trafiła do ludzi.

To od nich wszystko się zaczyna. I od dobrego produktu.

To twoja zasługa.

I Bryana.

I Bryana.

Porozmawiaj z nim.

On nie chce ze mną rozmawiać.

Zmięknie.

Chcę cię o coś zapytać.

- Odpowiedz szczerze. - Jasne.

Po co naprawdę wysłałeś mnie do Sweetwater?

Co tam zobaczyłaś?

Mnóstwo rzeczy.

Produkcję czekolady.

Ludzi, którzy ją robią.

A co zobaczyłaś w sobie?

Cechy, o których istnieniu nie wiedziałam.

Może potrzebowały czasu, by się ujawnić.

Masz odpowiedź na swoje pytanie.

Na moje też.

Powrót Legendarnego Jaja to wielki sukces.

Dziękuję wszystkim.

Ale Wielkanoc to czas niespodzianek.

Jak wiecie, mamy do obsadzenia ważne stanowisko w firmie.

Znalazłem na nie osobę.

Z dumą ogłaszam, że nowym wiceprezesem zostaje Erin Cavendish.

Dziękuję wszystkim. To komplement i zaszczyt.

Nie spodziewałam się tego.

Po ostatnich tygodniach wiem,

że nie tylko powinnam, ale chcę zostać w tej firmie.

Jestem dumna ze swojego nazwiska.

90 lat temu mój dziadek zjawił się w Sweetwater z walizką i marzeniami.

Te marzenia towarzyszą na do dziś.

Z ekscytacją patrzę w przyszłość.

Czy mogę?

Nasz sukces

to owoc pracy wszystkich pracowników Cavendish.

Dziękuję Carterowi za zaufanie mi

i umożliwienie realizacji projektu.

Ale przede wszystkim chcę podziękować nieobecnemu tu Bryanowi Baileyowi.

Bez jego inwencji i wiary...

Dziękuję Bryanowi, naszemu utalentowanemu mistrzowi czekolady.

Byli też inni, znani wam i nieznani, którzy wspierali mnie w tym projekcie.

Dlatego proponuję kilka zmian.

Słyszałem nowiny. Główny dekorator wyrobów ręcznych?

- Gratki. - Dzięki.

GRATULUJĘ AWANSU!

Cześć, Flo.

Veronico. Erin. Pani Cavendish.

Zostańmy przy "Erin".

Gratuluję nowego stanowiska.

Dziękuję.

Mam dla ciebie wieści.

Chcemy cię przenieść.

Do innej hali?

- Czy do Iowa? - Do Seattle.

Na stanowisko zastępcy dyrektora sprzedaży.

Co?!

Dziękuję!

Podziękuj sobie.

Bryan?

Wesołych świąt.

Nawzajem.

Piękna impreza. Cieszę się, że mogłam przyjechać.

Gratuluję wyników i awansu.

Dziękuję, ale jajo zrobiło furorę dzięki tobie.

- Chciałam... - Nie musisz mi dziękować.

To cudowne, że ludzie zachwycili się czymś, co stworzyliśmy.

Chcę cieszyć się tym sukcesem.

Nie powinnam była udawać kogoś innego.

Ale jako Veronica dowiedziałam się więcej o Erin niż kiedykolwiek wcześniej.

Czy to ma sens?

Dużo się nauczyłam w Sweetwater,

a najwięcej od ciebie.

Obserwując twoją relację z Madison,

twój zapał i inwencję przy tworzeniu czekolady...

Ale przede wszystkim to, kim jesteś dla mnie.

Wydobywasz ze mnie to, co najlepsze.

Dobry z nas zespół.

W każdym sensie.

Mogę być szczery?

Zawsze.

Nie tylko ty udawałaś.

Ty też sprawiasz, że jestem lepszy.

Chyba się zakochałem.

Ja też.

Ale ostrzegam: jedną z moich pierwszych decyzji będzie wprowadzenie na rynek

nowej kolekcji klasyki na każde święta.

Hasło nowej kampanii: "Wielkanoc była legendarna?"

- "Zaczekaj na Halloween"? - Bingo! Ale wolnego.

- Potrzebujesz szkolenia. - Szkolenia?

Mój dyrektor do spraw produkcji i główny mistrz musi poszerzać horyzonty.

W lecie polecisz na trzy tygodnie do Szwajcarii uczyć się robienia czekolady

- pod okiem Gabriela Belangera. - Serio?

- Tak. - Bryan Bailey!

- Panie Cavendish. - Gratuluję awansu. Zasłużony.

- Dziękuję. - Udało się! Znalazłam skarb.

Ja też, kochanie.

- Erin! Dobrze, że wróciłaś. - Nie mogłam tego przegapić.

Przepraszam, że nie mówiłam prawdy o sobie.

Nie szkodzi. To tylko imię. Wiem, kim jesteś.

Moglibyśmy polecieć do Szwajcarii razem.

- Podobno jest tam pięknie latem. - Do Szwajcarii?!

Tak jest!

Tatuś mówi, że robią tam najlepszą czekoladę.

Prawie najlepszą.

- Czas na przedstawienie! - O rety.

Chodźcie!

Tekst: Joanna Kalińska

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.