All language subtitles for Berlin.Berlin.2020.GERMAN.1080p.WEBRip.x264-VXT

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian Download
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German Download
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian Download
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

NETFLIX PRZEDSTAWIA

Miałam 18 lat, okropną fryzurę i świetny plan.

Chciałam rysować komiksy…

zakochać się i poczuć, że żyję.

I udało się. Pokochałam Svena, mojego kuzyna.

W ekstremalnych sytuacjach reagujemy inaczej niż zwykle.

Reagujemy ekstremalnie.

Innymi słowy,

wszystko się może zdarzyć.

Czasem jeden pocałunek pomaga zapomnieć o głupiej miłostce.

Ale nigdy nie wiedziałam czyj.

Gdzie on jest?

- W szafie. - W szafie?!

Sven świetnie całuje.

Jest też mój przyjaciel Hart.

Cześć, Lolle.

- Zgadnij, co to. - List?

Hart jest w sumie najlepszy na świecie.

Uroczy jesteś.

Uroczy?

Gdyby nie to „w sumie”, nie emigrowałabym ze Svenem. I dobrze.

- Sven? - Lolle?

To dopiero była przygoda!

A raczej katastrofa.

Ale teraz jest inaczej.

Po ponad 30 latach życia mam plan B.

Dziecko. Wkrótce wypowiem

sakramentalne „tak”.

Będę szefową berlińskiego studia animacji,

a także żoną i matką.

Albo sprzedam je Hollywood.

Oskarżona może usiąść.

Przyznaję, inaczej wyobrażałam sobie mój najpiękniejszy dzień w życiu.

Nie wierzcie

weselnym magazynom.

Już?

Spójrzmy…

o co

jest pani oskarżona,

pani…

Holzmann.

Tak.

Jak wygląda

pani wersja

wydarzeń?

W ekstremalnych sytuacjach reagujemy inaczej.

Reagujemy ekstremalnie.

To, co dzieje się

w takiej sytuacji, nie powinno się liczyć,

bo poza sytuacją ekstremalną

nie miałoby miejsca.

O jakiej ekstremalnej sytuacji mowa?

O moim ślubie.

Znacie to uczucie, gdy jest idealnie,

zupełnie jak na Instagramie?

I czasem jest…

No nie wiem.

…miłość, szacunek, wierność w zdrowiu i chorobie

i że go nie opuścisz aż do śmierci?

Powiedz: „Tak, chcę”.

Pani Holzmann?

Sven.

Właśnie miałem to mówić.

Olałeś zaproszenie.

A nie powinienem, Hart.

Miło cię widzieć.

Nie trzeba.

Jesteś chory?

Ja do Lolle.

Zamknij się!

Choć często zawodziliśmy, jesteśmy sobie pisani.

Zrozumiałem to, gdy spaliśmy ze sobą miesiąc temu.

Co takiego?

Wpadliśmy na siebie

na plaży w Los Angeles.

Myślałem, że miałaś

spotkania w związku

- z naszą firmą! - Miałam…

Powiedz, że jesteśmy w ukrytej kamerze.

Chciałabym.

- Nie ma żadnej kamery? - Chciałabym, ale…

Lolle?

Kocham cię.

Wyjdź za mnie.

Wyjdź za mnie

tu i teraz.

I kogo pani wybrała?

Przeczucie.

Dalej!

Jedź!

I wszystkie te wykroczenia,

bo nie mogła się pani

zdecydować?

Skazuję panią.

Nie, proszę tego nie robić!

W tygodniu wpadają ludzie z Hollywood,

a jeśli podejdzie im nasz pomysł,

kupią firmę, ratując tym samym

wiele miejsc pracy.

Ale najpierw muszę zaprojektować postać.

Wie pani, co myślę?

Że panu to wisi?

Właśnie.

Skazuję panią

na 40 godzin prac społecznych począwszy od jutra rana.

Czy może 50?

Nie, 40 wystarczy.

- Hart! - Odejdź!

Hart!

Zaczekaj, proszę. Przepraszam cię.

Tak bardzo przykro.

Nie masz prawa płakać.

Nie.

Wyprowadzę się.

- Do hotelu. - Nie.

- Hart! - Spadaj.

Tak będzie lepiej,

- zaufaj mi. - Lepiej?

I tak by o mnie myślała. Wiem to.

I ty też.

Nic nie wiesz.

Nie byłeś w Berlinie od lat.

Jeździsz od plaży do plaży jak nastolatek po maturze.

Nie masz pojęcia, co ja i Lolle stworzyliśmy.

Nasze wspólne mieszkanie i firma.

- Nasza wspólna przyszłość. - Tak.

Ale ona mnie kocha, Hart.

Przepraszam!

Idiotka ze mnie.

Nie, Lolle.

Hart, zaczekaj!

Co mówiłam po tamtej nocy w Los Angeles?

Że za dużo wypiłaś?

Że potrzebuję czegoś innego.

Nie faceta, który żyje z dorabiania w plażowych barach.

To dobre życie. Bez przymusu, presji.

Ale ja chcę czegoś innego!

Czego chcesz?

- Rodziny. - Chcesz dzieci?

- Nie jesteś w ciąży, Lolle. - Nie jesteś w ciąży.

Nie jestem w ciąży.

Hart to wspaniały ojciec.

I choć rozwiódł się z Sarah, codziennie opiekuje się małym.

Twój syn dotrwał do 18 bez twojej pomocy.

Zaczekaj.

- Lolle? - Tak?

O co chodzi?

Nie mogę bez ciebie żyć.

Znów zacznę od zera.

W wieku 38 lat.

Gratulacje, Lolle.

I powodzenia w dalszym życiu,

wciąż pani Holzmann.

Tu pomoże tylko melisa.

Muszę siusiu.

Cholerna melisa.

Mogłabym otępić się pracą.

Jak współczesne kobiety.

Może nie o trzeciej rano.

Nie mogłabym mieć supermocy?

Moc podejmowania właściwej decyzji.

Jak Super Zajączek.

Wiedziałem, że przyjdziesz…

- Hart! - Cholera.

Boli?

Wszystko boli.

Chyba wiem,

czemu znów mu uległaś.

To był za duży stres. Dla nas obojga.

80 pracowników, każdy chce zarobić.

Prezentacja dla Hollywood.

Gigantyczny ślub.

I uprawianie seksu

w każdy dzień płodny.

Co sądzisz o małym ślubie?

W jakiejś wiosce w Toskanii?

Weźmiemy losowych ludzi na świadków.

- Lolle? - Tak?

Polecisz ze mną do Toskanii?

Jutro zaczynam prace społeczne.

Tak, ale potem.

Wpadają Amerykanie.

Tak, ale potem.

Dobra, potem.

Jeśli musisz pracować w szkole, wiesz, że w twoim życiu coś poszło nie tak.

KOCHAM KUTASY

Halo?

Ja do pana dyrektora.

- Tutaj. - Gdzie?

Tutaj.

Powinnam była lecieć do Toskanii.

Carlotta Holzmann.

Miałam tu przyjść na odróbki.

- Ile godzin? - 40.

W osiem tygodni.

Mnie zostało jeszcze

- 31 433. - Godzin do odróbki?

Do emerytury.

Trzydzieści jeden tysięcy czterysta trzydzieści trzy godziny.

Ile ma pan lat?

Trzydzieści siedem.

Rozumiem.

Przed tą robotą

podobałem się kobietom.

Mówiły na mnie „Gosling”.

- Ryan Gosling. - Kumam.

Kojarzę go.

- Wiesz, co mnie ciekawi? - Nie.

- Nie. - Ile palców

należy włożyć w wentylator,

aby dostać rentę.

Nie!

Nie powie mi pan,

- co mam robić? - Nie.

Tym zajmie się Dana.

Też ma odróbki.

Nie!

Tak.

- I jeszcze raz! - Nie!

- Podtapia ucznia w toalecie. - Tak.

Więc czego się nauczyliśmy?

Skasuję nagie zdjęcia Lilly.

- Co jeszcze? - Włożę trzy palce.

Cała grupa na WhatsAppie też usunie.

I?

Jeśli to się powtórzy, nauczę się pływać w kiblu.

- Właśnie. A teraz przeproś. - Przepraszam.

A podobno szkoła nie uczy.

Wypad!

I po strachu.

Dziękuję.

- Jestem Lolle. - Nie kazali ci się przebrać?

- Niby czemu? - Bo my

tu pracujemy.

Nie radzę sobie z narzędziami.

Mam tu coś,

czego potrafi użyć każdy.

Trzymaj.

- Co z tym zrobić? - Ja ogarnę zlewy.

A ty zatkane toalety.

Jasne.

- Dana? - Co?

Muszę dokończyć ważną prezentację.

Może dam ci 100 euro,

a ty wyczyścisz toalety za mnie?

Sto euro?

Trzysta.

- Tak? - Wiesz co?

Myślę, że brudna robota dobrze ci zrobi.

Tonę w długach, ale wolę uczciwą kradzież.

Dobra, nawaliłam. Ale nie tak to sobie wyobrażałam.

Sytuacja ze Svenem nie była w porządku.

Mogłam być szczera z Hartem i zatrzymać się na czerwonym.

Ale poza tym…

Nie!

Stój!

Z drogi!

Przepuśćcie mnie!

Czy to naprawdę konieczne?

Boże, przepraszam!

Zatrzymaj się!

Ostrożnie!

Cholera!

SHAH-RUKH BOMBAJ

- Shah? - Tak.

Namierz mój tablet.

Spoko, żaden problem

Dzięki Bogu.

- Jutro. - Jutro?

- Skończyłem pracę na dziś. - Że co?

Jako nasz administrator jesteś dostępny 24/7.

Nie. Na umowie mam osiem godzin dziennie.

Więcej pracy to więcej forsy.

Serio chcesz teraz gadać o podwyżce?

- Zapomnij. - Życzę miłego wieczoru.

Zgoda, dostaniesz.

Trzysta.

Trzysta czego? Rupii?

Czterysta.

- Czemu już 400? - Te rupie były rasistowskie.

- Nie jestem rasistką. - Pięćset.

Bo rozpowiem, że chrzanisz frazesy.

Dobra, tylko się pospiesz.

Bez pracowników było lepiej.

Szybko poszło.

Tak?

Idź prosto i w prawo.

Teraz musisz wejść do klubu.

Mogłeś mówić, bym wzięła taksówkę.

Daj mi się nieco zabawić.

Co?

Od dziesięciu lat nie byłam w klubie.

A chłopcy wciąż tańczą tak samo chujowo.

Dana!

- Masz mój plecak. - Skoro chodzi tylko o to…

Proszę.

- Nie! A gdzie mój tablet? - To nie jest

łódź podwodna.

To znaczy?

Już nie wypłynie.

Posłuchaj!

- Nie wymachuj tym paluchem. - Nie rozkazuj mi!

- Boli! - Ostrzegałam.

Nie chcesz forsy, ale kradniesz mój tablet?

Nie chciałam odwalać za ciebie roboty. Mam długi.

Mam na nim ważną prezentację.

Żadna prezentacja nie jest ważna.

Ta jest!

Biznesmeni i ich wieczny stres.

Kariera i pieniądze.

A wieczorem wracacie do swoich eleganckich loftów,

gdzie topicie smutki życia w winie.

Przede wszystkim nie mam eleganckiego loftu.

A poza tym moje życie nie jest smutne.

A te zmarszczki?

Jakie zmarszczki?

Takie nie robią się od śmiechu. Może to menopauza.

Nie mam jeszcze menopauzy!

- Tik-tak. - Co?

Twój zegar biologiczny

tyka.

A ty… ty…

Ja…

- Ty… - Ja…

Zaraz coś wymyślę.

- Z pewnością. - Jesteś

głupią…

durną krową!

Rany. Poszłaś po bandzie.

Ostro poszłaś…

po bandzie.

Cholera!

Tyle lat ciężkiej pracy…

Gin z tonikiem.

Cholera.

O nie.

- Hart. - Lolle. Udało mi się

znaleźć księdza w Toskanii i…

Lolle? Gdzie jesteś?

Nie chcesz wiedzieć.

- Jesteś ze Svenem? - Nie.

Mówię serio.

Dzięki.

Posłuchaj.

Próbowałem cię zrozumieć, ale mam swoją dumę.

Chcę się z tobą ożenić i mieć z tobą dzieci.

Ja też tego chcę.

Jeśli po prezentacji

nie polecisz ze mną do Włoch…

- to koniec. - Zaczekaj.

Proszę…

Hart.

Cholera.

Wzywam policję.

Może najpierw się napijemy?

Potem oddam ci tablet.

Proszę to samo.

Mnie też się przyda.

Dzięki. Na zdrowie.

Chrzanić to. Dobre historie nie zaczynają się od sałatki.

- Dzień dobry. - Nie tak głośno!

Nie tak głośno.

Proszę wysiąść. Aresztuję panią za kradzież auta.

Ale…

Proszę posłuchać…

To jakieś nieporozumienie. Ja…

Wszyscy tak mówią.

A następnie mówią…

- Dokładnie. - Zgłoszę to

jako brutalność policji i nadużycie władzy.

I trucie mnie cuchnącym oddechem.

Opór poskutkuje większym bólem

i wizytą w areszcie.

Nie da się inaczej?

A ty kto?

Mogę ci obciągnąć.

A ja miałbym jej odpuścić?

Obie ci obciągniemy.

Słucham?

Nie jest najmłodsza, ale wciąż przed menopauzą.

Czekaj tylko…

Tak twierdzi.

- Więc my… - Nie,

nie ma mowy.

Zgadzasz się,

czy nie dasz rady?

Jasne, że dam.

Do roboty.

Nie.

To Super Zajączek!

Tak, to mój ulubiony serial.

Wiem, że to bajka dla dzieci, ale dorośli

też znajdą w nim coś dla siebie.

To moje dzieło.

- Nie! - Tak!

To niesamowite!

Tak.

Mogę cię oprowadzić po naszym studiu.

- Naprawdę? - Jasne.

Świetnie!

Tak.

Możesz nas już uwolnić.

Dlaczego?

Bo stworzyłam twojego ulubionego Zajączka.

Tak szczerze…

to mnie bardziej podkręca.

- Miejmy to z głowy. - Nie,

- nie rób tego. - Spokojnie, dam radę.

Nie chcę na to patrzeć.

Najpierw go złapię. Następnie wykręcę.

A potem pociągnę.

Miłej wizyty u urologa.

- Cholera. - Chodź!

Wy mendy!

Dorwę was!

Chodź!

- Chodź! - Chyba mam halucynacje.

Uważaj!

- Nie w tę stronę. - Gdzie ty biegniesz?

Nie tak szybko.

Dziś musimy rozliczyć kwartał.

Lolle nie ma w domu.

Oddzwonię.

Stalkujesz Lolle?

Martwię się.

To podpada pod paragraf.

- Nie odbiera. - Ale tylko

od ciebie.

Cholera. Ode mnie też.

Na pewno nic się nie stało.

Uwaga, gałąź!

Nie wyraziłam się jasno?

Cholera, słyszysz go?

Nie.

Chyba go zgubiłyśmy. Nie dam już rady.

Podnieś rękę.

Musimy mu powiedzieć, że to nieporozumienie.

A co dokładnie?

Że nie ukradłyśmy auta.

Co?

- To nie takie oczywiste… - Boże!

On nie istnieje.

Prowadziłaś po pijaku. Mogłaś nas zabić.

Odejdę na własnych warunkach.

Gdzie my, do cholery, jesteśmy?

- Co? - Myślę…

Ty myślisz?

Jesteśmy w lesie.

Nie podziękujesz mi?

Podziękuję?

To przez ciebie jestem

- w tym gównie! - Mogłam zostawić cię z gliną.

- Dziękuję. - I już.

Co znowu?

Musisz namierzyć telefon Lolle.

Muszę? Namawiasz mnie

do popełnienia przestępstwa, a to kosztuje ekstra.

Szukam Lolle,

- a ty pytasz o forsę? - Tak, pięćset.

- Pięćset czego? Rup… - Przemyśl, co chcesz powiedzieć.

Po prostu ją namierz.

Nie rozumiesz?

Przeniosłam się do Berlina 20 lat temu,

bo nie mogłam znieść drzew, lasów i zieleni!

Uspokój się. Natura dobrze ci zrobi.

Hart pewnie się martwi.

- Kto? - Hart.

Co to za imię?

Hart.

Hart.

Tutaj nie znajdą jej zwłok.

Tak, Shah-Rukh?

Mogę wgrać program śledzący na twój telefon.

Gdy zadzwonisz do Lolle,

sam ją namierzy.

- Dobra, dzięki. - Jeszcze jedno.

- Co? - Pięćset tygodniowo.

- To więcej ode mnie. - Już zarabiam więcej niż ty.

- Co? - Chcesz ten program czy nie?

To szantaż.

Tak.

Dobra.

Lepiej było bez pracowników.

Co znowu?

- Zgubiłam komórkę. - Czasem się przegrywa.

Nie pomagasz.

Nie pomogę każdemu.

Masz z kimś na pieńku?

Nie twoja sprawa.

Zrozumiałabym, gdybyś odjechała przez faceta.

- Też tak zrobiłam. - Zamkniesz się?

Bo zwabisz złe zwierzęta.

To pewnie jeleń.

Masz telefon?

Tak.

Od teraz jest mój.

- Bateria padła. - Tak.

Dawaj.

Bateria padła.

Nie mam komórki, a twoja nie działa. Dobrze nam idzie.

Nie musisz mi pomagać. To nic.

Wspięłam się na tyle gór.

Jedna czy dwie więcej nie robią różnicy.

„Schnitznitz”?

„Harz”?

To z pewnością nie Paryż.

Wschodni Westharz?

Gdzie to, do diabła, jest?

A gdzie leży Zachodni Eastharz?

Pewnie na zachód od wschodniego.

Nieważne.

To jakieś zadupie.

- Jadę do Lolle. - Ja też.

- To twój samochód? - Tak, firmowy.

Naładowano.

- Jeżdżę bezemisyjnie. - Świetnie.

- Jakiś problem? - Skądże.

Ekologia jest spoko, ale nie wiem, czy zdołamy dojechać na tamto zadupie.

Zaraz zwymiotuję.

Może mają tu telefon. Wezwiemy pomoc i wrócimy do Berlina.

Nie wrócę do Berlina.

Czemu nie?

Nie twoja sprawa.

Zabierzesz mnie do Berlina, do mojego tabletu.

Ja i narzeczony harujemy od miesięcy. Bez wolnego, śpiąc po cztery godziny.

Nic dziwnego, że nie cieszysz się na myśl o nim.

Bez tej prezentacji Amerykanie nie przejmą naszej firmy.

Sprzedasz duszę korporacji?

- Nie to chciałam robić w życiu. - A co?

Być księżniczką?

- Rysować komiksy. - Więc rysuj

i mnie nie wkurzaj.

- Nic o mnie nie wiesz. - Może wiem więcej niż ty.

Powinnaś być wdzięczna, że zabrałam ci tablet.

Więc go ukradłaś?

I sprzedałam.

- Komu? - To była

pani doktor…

nie twoja sprawa.

Pojedziemy do Berlina,

- gdzie oddasz mi mój tablet. - Nie.

Zrobisz to.

Już po tobie.

Mrugniesz pierwsza.

Pojedynek spojrzeń? Serio?

Żebyś wiedziała.

Dobra, cipko.

Nie przepiłam cię

i nadal nie wiem,

gdzie ukryłaś tablet…

ale już po tobie.

Dzięki prostej sztuczce

wygrasz każdy pojedynek spojrzeń.

Prawie każdy.

Odbiło ci?

Wygrałam.

Niedziwne, że masz problemy z facetami.

Żaden z tobą nie wytrzyma.

Telefon.

- Tam. - Stoją do ciebie w kolejce?

Dzwonią nawet na stacjonarny.

Zabawne. A kiedy ktoś dzwonił do ciebie?

Już wiem.

Chłopak cię rzucił.

To mogła być dziewczyna.

Dziewczyna cię rzuciła?

Nie jestem lesbijką.

Więc to był chłopak?

Może jestem

poliamoryczna.

Irytujesz mnie.

Ogarnij życie miłosne, zanim będziesz miała dzieci.

Skąd wiesz, czy chcę je mieć?

Tik-tak, tik-tak.

Gdzie ten telefon?

Chyba tam.

Tutaj?

Trochę tu siedzisz, co?

Jest.

Nie.

Zero jeden…

Zero…

Nie, zero pięć…

Cholera.

Odkąd mam komórkę, nie pamiętam numerów.

Gotują tu metamfetaminę.

Metamfetaminę?

On nie żyje.

Mogłam zostać przed ołtarzem.

- Do szafy. - Co?

- Do szafy! - Serio?

- Masz lepszy pomysł? - Dobra.

Chodź!

Dalej nie pojedziemy.

Niezły software.

To gdzieś tutaj.

Sam po nią pójdę.

Nie jestem twoim szoferem. Też idę.

Mam cię już dość.

Chwileczkę!

Spałeś z moją narzeczoną!

Nie popychaj mnie.

Będę to robił do woli!

Wiesz, czemu nie odbierałem?

Bo mnie zostawiła.

Potem wróciła do Berlina.

Wiesz, jak się czułem?

Przez lata byłem na dnie.

W sytuacjach kryzysowych rozmawia się z przyjacielem.

Mój przyjaciel ukradł mi ukochaną!

Przyjaciele nie robią

takich rzeczy.

Nie popychaj mnie!

Będę cię popychał do woli!

Przygotujcie kwas.

Podnieście go.

Ostrożnie. Nie opłacę wam kolejnego L4.

Mówiłem, że nie wygrasz wojny handlowej.

Poza tym Mungo wciąż jest w bagażniku.

Wyciągnijmy go.

Wiem, że wciąż żyje. Ale i tak można go rozpuścić.

Na zdrowie.

Szlag.

To któryś z was?

- Kup mi trochę czasu. - Niby jak?

Cześć!

Co robisz w mojej szafie?

Ciężko odpowiedzieć

na to pytanie

„tak” lub „nie”.

Użyłem formy pytającej.

Uczył pan języka?

Nie języka,

ale WOS-u i PO. Nie uczą tego

od 1989 roku.

Kapitalizm oznacza

naukę przez całe życie.

Tak. To wystarczy, by zbuntować się

- przeciw globalizacji. - Skoro już

mowa o globalizacji,

to najwyższy czas, bym powiedział,

że od upadku muru miewam wybuchy agresji.

Wkurzam się, gdy ktoś ściemnia!

To zrozumiałe.

I bywam agresywny.

To nieładnie. I źle wpływa na serce.

Wynośmy się stąd!

Stary tunel.

Szybciej!

Daj rękę, bo się zgubimy.

To mój nos.

Kumam.

To moje ucho.

A to cycki.

- To seksistowskie słowo. - Cycki!

W lewo czy prawo?

Cycki.

Poszły tędy!

- Nieważne. Chodź! - Szlag!

Do boju, towarzysze! Zabijcie je!

Jasna cholera!

Cholera!

Padnij!

Do wody, zanim wstaną!

- Chodź! - Nie umiem pływać.

Naprawdę?

Teraz bym nie kłamała.

Chodź, trzymaj się mnie!

Chodź!

Chodź! Dana!

Dana.

Dana?

Dana!

Cholera!

Dana. Cholera.

Dana.

Wytrzymaj.

Damy radę.

Stary, walnąłeś mnie w nos.

A ty mnie w wargę.

- Bójki są takie męczące. - Tak.

Lolle.

Czekaj.

Cholera. Niedźwiedź dzwoni.

Czy on… zjadł Lolle?

Oglądasz za dużo filmów.

Musiała zgubić komórkę.

Nie wygląda na zachwyconego. Dalej!

Chodu!

Boże! Cholera!

- Nie zatrzymuj się! - Szlag!

Cholera!

Śpij…

Śpij, mój misiu, śpij

- Co robisz? - Śpiewaj ze mną.

Twoja mama jest owieczką…

Mylisz tekst.

Owca nie może być mamą niedźwiedzia.

Przestań się mądrzyć i śpiewaj

Śpij, mój misiu, śpij

Twoja mama jest owieczką

Twój tata jest wielbłądem

Czy to jest niedźwiadka wina?

Śpij, mój misiu, śpij

Zgrany z nas zespół.

- Na to wygląda. - Tak.

Cholera!

Co się stało?

Rozwiesiłam ciuchy, żeby wyschły.

Ktoś zostawił tu ręczniki.

Czemu rodzice nie nauczyli cię pływać?

Mieli inne zmartwienia.

Tak? Jakie?

Rozumiem.

Nie moja sprawa.

Jesteś spoko

jak na starą babę.

Dziękuję, ty też.

Młoda babo z pryszczatą dupą.

- Tędy. - Już wiem, czemu mieszkam w mieście.

- Cholera. - Dalej!

- Już. - Właśnie.

Kurwa!

Moje kolano.

Chyba mam artretyzm.

Chodź!

Cześć, Lolle.

Lolle? Coś przerywa.

Lolle? Jest z tobą Hart?

- Moje kolano. - Jak niedźwiedź?

- Gada przez telefon. - Co?

Znowu coś złego?

To zależy, co sądzisz o nudyzmie.

Nie, moje ciuchy!

To nie jest śmieszne!

Cholera.

Niech to.

Coś ci powiem.

Akay.

Co z nim?

To miłość mojego życia.

Wyjdziesz za mnie?

Chcieliśmy mieć dzieci. Czworo.

Chcieliście?

Pewnego niedzielnego popołudnia pojechał motocyklem po papierosy.

Stracił panowanie.

Zginął?

Nie, choć to byłoby chyba lepsze.

Sparaliżowany. Od szyi w dół.

Zawsze powtarzał…

że już nie daje rady, ja zresztą też.

Rozumiesz? To dlatego…

czasem biorę narkotyki.

Rozumiem.

Boże,

nic nie rozumiesz.

Planujesz ślub, a uśmiechasz się

na myśl o innym.

Jeśli nie wiesz, którego wybrać, nie kochasz żadnego.

Żadnego.

Jestem za głupia na miłość.

Wolałabym małżeństwo aranżowane.

Nie musiałabym wybierać.

Dana! Czekaj.

- Kto jest teraz z Akayem? - Ja powinnam.

Więc wrócisz do Berlina?

Nasze ciuchy!

Pewnie złamałyśmy ich zasady.

O, łożysko

O, łożysko

Co oni robią?

Przerażają mnie.

To reklama tabletek antykoncepcyjnych?

Znam ten zapach.

To…

Lolle!

Harald.

Lolle, jak miło

cię widzieć.

Kto to?

Część odpowiedzi może cię zaniepokoić.

Jestem stabilny emocjonalnie.

- Nie oszalałem. - A ja jestem modelem.

Już po tobie. Zapłacisz za to.

Zabiję cię!

Jeszcze się spotkamy.

- Lolle to dziwka. - Harald!

Harald!

Jestem teraz innym człowiekiem.

Wystarczy, że człowiekiem.

Po tych wszystkich latach

odkryłem cudowną społeczność, która wyleczyła

moją duszę.

Nieważne, kim są ci nadzy sekciarze, za ściągnięcie z ulicy

psychopaty pokroju Haralda

zasłużyli na medal.

Cieszę się, Harald,

że ta cudowna społeczność…

cię wyleczyła.

Ale potrzebujemy ubrań

i telefonu.

My żyjemy tu bez telefonów.

Nazywasz to życiem?

Uprawiamy też wolną miłość.

To pomogłoby ci rozwiązać problem z facetami.

Znów masz dwóch facetów?

Każdemu może się zdarzyć.

Nieprawda, nie każdemu.

- Nie każdemu? - Nie.

Widzę, że mamy nowych.

To Helene.

Nasza duchowa uzdrowicielka.

Chodźcie do naszego

leczniczego tipi.

Na ceremonię.

Tak!

Chodźcie.

Zamknijcie oczy.

Niech wasz oddech rozbudzi yoni

i lingam.

Chwyćcie dłoń partnera

i połóżcie na waszym brzuchu.

- Nie zrobię tego. - Kładź tę rękę

i zamknij się.

Poczujcie,

jak lingam wzmaga.

Poczujcie, jak yoni otwiera się i darzy nas swoim zapachem.

Tylko nie na moich hemoroidach.

Czemu nie pozwoliłaś mi utonąć?

Jęcz jak pozostali.

Zaufaj mi.

Już prawie stałam się dawną sobą.

Tak.

Weźcie głęboki oddech i poczujcie

przejmującą woń kadzideł.

A teraz pokażcie mi…

jak bardzo erotyczni potraficie być.

O tak…

Auć. Znów sadomasochizm?

Naruszyły nasz akt płciowy. Za nimi!

Za nasz

akt płciowy!

Wyglądają, jakby ofiarowali ludzi.

Za nimi! Łapcie je!

Mam halucynacje.

- Mam plan. - Tak?

Weź to.

- Ratujcie nasze tipi! - Chodź!

Ugasić ogień!

Pali się!

- O nie. - Nasze tipi!

O nie… Zniszczyły je.

Jesteś po pięćdziesiątce, a żyjesz jak 20-latek.

To kryzys wieku średniego.

Zmień podejście, bo będziesz nieszczęśliwy.

- Mówisz tak, bo chcesz Lolle. - Tak. To też.

Ale jesteś moim przyjacielem.

Byłeś.

- Muszę się zregenerować. - Masz gorsze problemy.

Lolle.

Tak, to też.

- Słuchasz mnie w ogóle? - Tam jest Lolle.

- Chodź, Dana, nie poddawaj się. - Kurwa.

- Pomóż mi! - Chodź.

Regeneruj się i wstawaj.

Dalej.

Halo?

Halo!

Pusto. Świetnie.

Dziś rano nie mogłaś biec tak szybko.

Ekstremalne sytuacje wyzwalają masę energii.

Odpoczniemy i pojedziemy do Akaya.

Głucha jesteś?

- Pomogę ci. - Nie chcesz tego robić.

Dosypałam ci coś do drinka.

Stąd twoje halucynacje.

- Co zrobiłaś? - Tak,

byłaś na haju. I tylko dlatego wzięłam cię

- ze sobą. - Ale…

Niszczysz mi życie!

Ciesz się, że masz życie!

Jasne, po prostu odejdź!

Spieprzaj!

- Lolle. - Lolle.

O rany.

- Naga? - Półnaga.

Co tu robicie? Nago?

Półnago.

Musisz zdecydować.

Tak.

Jestem wam to winna.

I co postanowiłaś?

Miałam dość chaosu w życiu.

Ale po części wciąż jestem dawną sobą.

Posłuchaj.

Nie będziemy spieszyć się z potomstwem.

Sprzedamy firmę i zwiedzimy cały świat.

- Co? - Co?

Tak, nie zniosę już tego szaleństwa.

- Dziś miarka się przebrała. - Ale część mnie

nie jest już taka jak kiedyś.

Chcę w końcu dorosnąć.

Lolle?

Chcę się ustatkować.

Moglibyśmy adoptować dzieci, być rodziną.

- Co? - Co?

Mam już dość stresu.

Mnie też wykończył dzisiejszy dzień.

- Dobrze… - Więc?

Więc?

Potrzebuję więcej czasu.

Cholera.

Oto festiwal ślepych zaułków.

Czyli Lolle Holzmann.

Każdy ma jedną drogę, która wiedzie do szczęścia.

Ale na mojej stoją chujowe znaki.

Płacz w niczym nie pomoże.

Chodź!

Powtarzał, że chce umrzeć.

A ja uległam.

Nie chciałam, żeby cierpiał.

Podałam mu mieszankę tabletek.

I czekałam.

Zamknął oczy…

- i zapadł w śpiączkę. - Nie umarł?

To moja wina.

Skądże.

Tak. Nie dokończyłam tego.

Obiecałam mu, że to zrobię.

Nie odważyłam się odwiedzić go w szpitalu.

Bo go kochasz.

Odwiedzimy go razem?

Z chęcią tam pojadę.

Najpierw twój tablet.

Aby go odzyskać, musisz iść do Rose.

To jakaś knajpa?

Kobieta, której nie chcesz znać.

Prowadzi klub

i daje dragi za fanty.

Zadłużyłam się u niej przez te tabletki.

- I po prostu go odda? - Jak zobaczy, że go potrzebujesz,

będzie chciała przynajmniej 10 000 euro.

Nie zbiorę ich tak szybko.

Więc ci go nie odda.

Zostało jedno wyjście.

Włamiemy się.

To twoja szalona strona? Jak chcesz to zrobić?

Najpierw otworzymy drzwi.

Potem wejdziemy na klatkę schodową.

Jak się tu dostaliśmy?

Po drabinie.

Boże, nie. Mam lęk wysokości.

Akay nie oświadczył ci się

- na szczycie zamku? - Z nim się nie bałam.

To pójdę sama.

Znajdę ci inne wejście.

Otwieraj się!

Jak już wyłączę alarm,

wejdziesz tyłem.

KOD NIEPRAWIDŁOWY

Biuro Rose jest na piętrze.

- Musisz ominąć Mielonę. - Mielonę?

- Ochroniarza. - Skąd ta ksywka?

Jeśli go wkurzysz…

Już rozumiem.

Mielona.

Potem miniemy Kebaba.

Przerabia ludzi na kebaby?

Nie, po prostu mu smakują.

Będziesz musiała rzucić go puszką w łeb.

Oszalałaś?

Jak schowasz się za zasłoną,

pomyśli, że pobiegłaś korytarzem.

- Zaufaj mi. - A skąd mam wziąć puszkę?

Leży obok ciebie.

Tam.

Mielona, daj mi wsparcie.

Idę.

Musisz popracować nad żartami.

- Skąd wiedziałaś, że plan wypali? - Nie wiedziałam.

- Było 50% szans. - Niepokoi mnie twoja szalona strona.

Lubisz.

- Pora odzyskać tablet. - Tak!

Poszukaj tam, ja tu.

Pod biurko.

- Biurko, jasne. - Tak.

Niech mnie chuj.

Rosalie.

Też ją znasz?

- Cześć. - Hej.

- Jesteś lesbijką? - Hart!

Uważaj, suko!

Może potrzebna mu

prawdziwa kobieta.

- Nie łap mnie za dupę. - Nie śmiałbym.

- Chodź tu. - Co?

- Całowałyście się? - Niestety

Lolle kiepsko całuje.

Wyobrażam sobie.

Zajmujesz się paserką i handlem dragami?

Tak. Nie sądziłaś chyba, że zajmę się czymś przyzwoitym?

A twoja kariera aktorska?

Nie wierzę w to.

- Czemu nie dzwoniłaś? - A czemu ja? Ty też mogłaś.

Dobra, wszystko stało się…

tak nagle.

- Prawda? - Tak…

lesbijko.

Dobrze. Co słychać?

Przygody z facetami?

Skąd ta myśl?

Zawsze miałaś penis alarm.

Jesteś opryskliwa.

Jesteś coraz lepsza.

To nie ta.

Ta też nie.

Nie.

Nie.

N…

Tak.

Nareszcie.

Jeśli te kobiety wydadzą nas policji…

to będzie koniec.

Ostateczny.

Nie świruj. Kto miałby cię zgwałcić w pudle?

Zamknij się.

Poszukiwana Carlotta Holzmann.

Zamieszkała w Berlinie przy Töteberg Straße 3a.

Mam cię.

Piętnaście lat zajęło mi odnalezienie wewnętrznego spokoju.

Piętnaście

cholernie bolesnych lat.

I znów pojawiła się ona!

Lolle!

Szybciej!

Tak, mamo. Szybciej się nie da.

Szybciej!

Jestem na to za stary.

Spotkamy się jeszcze?

Nie zaszkodzi.

Daj rękę.

No dobra. Zadzwonię.

- OK. - I spiszemy się…

lepiej.

Dobrze.

Nadal nie umie całować.

Nie mogę na to patrzeć.

Przytulcie się i kończmy.

Spadaj już.

Uważaj na siebie.

- Zatańczymy? - Nie.

Najpierw dokończysz

tę durną prezentację.

- Tylko chwilę… - Nie!

Gratulacje.

- Teraz możesz sprzedać duszę Hollywood. - Tak.

O dziesiątej rano.

Nie ciesz się tak.

Mam już dość tej presji.

Chcę znów rysować komiksy. Mniej pracować, więcej żyć.

I nie chcę uprawiać seksu w każdy dzień płodny.

- Co? - Nie chcę tego słuchać.

To twoja prywatna sprawa.

Więc zostawisz narzeczonego i wybierzesz Svena?

Tak.

Nie, ja…

Nie wiem.

Źle do tego podchodzisz.

- Serio? - Chodzi o to…

Zapomnij o nich i bądź szczęśliwa sama.

Mam 38 lat.

Pewnie nie będę miała dzieci.

Ja chciałam

mieć dzieci z Akayem. Wszystko skończone.

Odwiedzimy go?

- Już za późno. - Za późno?

Jest druga w nocy.

Fakt.

Zatańczmy.

Czemu nie?

Cześć.

Też już zdążył wrócić z Harzu.

Ale teraz jedziemy do Akaya.

Sama tam pojadę.

Nie. Nie sama.

Dokąd?

Tam, gdzie mi się oświadczył.

Do zamku.

Do zamku.

Też cię kocham.

Zostanę z Akayem. Na zawsze.

Do kolana dochodzi jeszcze obolała dupa.

- Mojej przydałby się krem. - Dziwnie to zabrzmiało.

- Lolle? - Lolle?

- Lolle? - Wszystko gra?

Tak, wszystko w porządku.

Nie możesz tak dłużej.

Wiem.

Wiem, że muszę zdecydować.

Właśnie.

Ale decydując,

stracę jednego z was.

Odejdę na własnych warunkach.

To moja wina.

Zostanę z Akayem. Na zawsze.

- Lolle. - Lolle.

Halo?

Poszła do zamku.

Do ataku!

- Nie będę już za nią biegał. - Ani ja.

- Odbiło jej. - Nie będę pajacował.

Niemożliwe.

Niebywałe.

- Cholera. - Cholera.

Jakieś 190 centymetrów.

Wyglądam jak Ryan Gosling.

- Ludzie mi tak mówią. - Mogę…?

Jak ci na imię?

- Na moment. - Chayenne, pięknie. Indiańskie.

Boże, dzięki.

Szybko poszło.

Wieśniaro?

- Pomóż mi. - Chodzi o ciebie

i twoich facetów?

Nie chodzi o mnie.

To coś nowego.

Chodzi o Danę.

Słucham.

Tam.

- Lolle. - Lolle.

Mamy prawo wiedzieć.

- I to już! - Tak.

Tutaj wszystkiego się dowiecie. Wybacz.

Tu się dowiecie. Chodźcie.

- Gdzie ona jest? - Dorwiemy ją.

Zabiję cię!

Za mną!

Wszyscy!

Nie mogę tak dłużej żyć.

Co to oznacza dla nas?

Hart, kocham cię. Naprawdę.

Ale w niewłaściwy sposób.

Stworzyłbyś cudowną rodzinę, ale…

My próbowaliśmy…

tyle razy.

Tyle razy.

Skoro do tej pory się nie udało…

Chcę dzieci z odpowiednią osobą.

A teraz straciłam obu cudnych przyjaciół.

To idealny moment, by zaprzeczyć.

Cóż…

Tam jest!

- Za nią! - Szybko!

- Rosalie? - Nie. Shah-Rukh.

Jeśli chodzi o podwyżkę…

Ale tym razem chodzi o podwyżkę dla ciebie.

- Są już Amerykanie. - Boże.

- Mają świetną propozycję. - Jak bardzo?

Bardzo świetną.

Dają dziesięć milionów za udziały.

- Nie rupii, euro. - Dziesięć?

Tak, dziesięć. W końcu możesz robić, co chcesz.

Na przykład rysować te dziwne komiksy.

Ale musisz się spieszyć.

Są u ciebie w domu, chcą cię poznać osobiście.

Jeśli się tam nie zjawisz, wrócą kolejnym samolotem.

Lolle, nie spieprz tego.

Dziesięć…

Skończą się moje wszystkie zmartwienia.

Znikną wszystkie problemy.

Jebać Hollywood.

Ale…

Jednak chcecie mnie znać?

To dobra pora, by powiedzieć ci…

Że my… wciąż jesteśmy twoimi przyjaciółmi.

Kocham was.

A my ciebie.

Kocham was.

Co my tu robimy?

Ratujemy jej życie.

O nie.

- Szlag. - Gdzie ona?

Tam!

- Tam jest! - Gdzie?

- Zatrzymajcie ich. - Jasne.

Lolle.

- Brama. - Brama.

Tędy! Tutaj!

Tędy!

Dana!

- Czegoś nam brakuje. - Czego?

Kluczy.

Cholera.

Sven?

- Harald? - Wal się!

- Otwórzcie! - Nie!

A mury runą!

Dana!

Nie mówiłam, że Akay żyje.

Nie.

Miał za słabe serce.

- To nie twoja wina. - A czyja?

Ja dałam mu te tabletki.

Bo go kochałaś.

Za bardzo.

Nie można kochać za bardzo.

Jak skocze, nie będę musiała kochać.

- Fakt. - Tylko bez żadnych ale.

Ale…

Można znaleźć odwagę, by żyć od nowa.

Jak?

Dzięki wsparciu przyjaciółki.

I ty nią będziesz?

Mówiłam o tobie.

Co?

Z drogi.

Do ataku!

Tylko amatorzy się poddają.

Pomożesz mi wrócić na właściwe tory?

Naprzód!

Dokąd teraz?

Tak.

Zniszczyłyście nasze

lecznicze tipi.

Przez was musiałem

iść do urologa.

Wszystko zniszczyłaś.

Boże!

- Podaj rękę! - Nie mogę.

- Podaj rękę! - Nie mogę!

- Tylko amatorzy się poddają. - Głupie powiedzenie.

Chciałaś przyjaciółki, to ją masz.

Podaj rękę! Już!

Chodź.

No chodź.

Boże.

Nie cierpię, gdy to mówisz.

Stać!

Po moim trupie.

Czas na policyjną pałę!

Spadaj!

Nie.

Pora na bohatera.

Rosalie?

Jeszcze mnie trzyma.

Mnie chyba też.

Dobra, przyznaję.

Zajączek to moja fantazja,

ale nie moja wina, że ktoś

daje się ponieść.

Kiedyś myślałam,

że rozmiar

się nie liczy.

Mam sporo papierkowej roboty.

Może wspólna tantra?

Chętnie spróbuję.

Też mogę?

Mamo, już idę.

Co ty byś beze mnie zrobiła?

Jest coś lepszego niż posiadanie przyjaciółki.

Co takiego?

Posiadanie dwóch przyjaciółek.

Chodź tu.

Skoro muszę…

Chodź, tłuściochu.

- Nie. Rosalie? - Rosalie?

Tylko nie za dupę!

Oczywiście!

Są ratownicy.

Spójrzmy.

Fajnie byłoby

tam zeskoczyć.

- Skok w nowe życie? - Albo dla zabawy.

Skok w nowe życie.

Nie masz lęku wysokości?

Już nie.

Nowe życie. Czemu nie?

Wszystkich was pogięło.

Ale mnie też, więc…

do diabła z tym.

Raz…

dwa…

trzy!

Chwila.

Czy sieć utrzyma pięć osób?

Berlin?

Berlin!

Musimy wyjaśnić policjantowi, że to niepo…

Co ty wygadujesz?

Shah-Rukh, musisz zatelefonować namierzenie Lolle. Co ja gadam?

Wyglądasz jak poduszka z frędzlami.

Bez naszych ręczników…

Musisz tu przyjechać, żebyśmy mogli porozmawiać o mojej…

Ale część mnie wciąż tkwi w przeszłości.

Jeszcze raz.

Tak, szybko. - Jeszcze raz.

Ssij mi stopy!

Kocham cię.

Mój Hart.

Mój Sven.

Chodź.

Słucham.

Cięcie.

Moja babcia miała łysą głowę z balustradą

Potrzebuję wakacji.

A ja fizjoterapeuty.

Przegapiłem coś?

Napisy: Bartosz Zieliński

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.