Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Wychodzić! Już!
Panie oficerze.
Córka ma tylko sześć lat.
Uczę ją niemieckiego.
Może panu zaśpiewać.
Choineczko
Choineczko
Jak piękne są twoje gałązki
Panie są Volksdeutschami?
Nie.
Studiowałam malarstwo w Wiedniu, cztery lata.
Tylko jedna strona jest właściwa.
Może pani wybrać.
Nie rozumiem.
- Mamy przejść? - Wskazać.
Tę, albo tamtą.
Dlaczego?
Ta czy tamta?
Nie mogę-
Połowa i tak musi.
Reszka - wy, orzeł- oni.
Orzeł. Ci zostają.
Oddział na moja komendę! Baczność!
W tył zwrot!
Ładun
Cel!
Pal!
Cześć.
- No, wreszcie! Jak leci? - Całkiem, całkiem.
Daj mi minutę.
Cześć, mała. Może gdzieś razem wyskoczymy?
- Tom, nie bądź głupi. - Nie.
Nie bądź taka...
Pokaż tę śliczną buźkę.
Panowie oficerowie!
Nie wtrącaj się.
- Nie twoja sprawa. - Ojciec wychował mnie na ułana,
- więc jednak moja. - Daj spokój, Tom.
Słyszałeś go. To nie jest angielski.
Co powiedziałeś?
Zrozumiał pan wystarczająco dobrze.
- Nie jesteś nawet Angolem! - Racja.
Nie jestem.
Jestem za to przyjacielem pułkownika Davida Schillinga,
pańskiego przełożonego.
Chcą panowie wto brnąć?
Nie warto się wto pakować.
Chodź, idziemy.
Usiądę sobie tu obok, kochanie.
Zjedzmy coś, wciąż jestem głodny.
Hej, kolego, obsłużysz nas?
Pan pozwoli?
Mam dość oficerów na dziś.
Obawiam się, że też jestem oficerem.
Porucznik Jan Kwiatkowski.
- Wojsko polskie. - Polskie?
To zaryzykuję-
Dorothea Anderson. Doris.
Proszę, niech pani siada.
Naprawdę zna pan jego dowódcę?
Szczerze mówiąc, nie.
Pokażę coś pani.
Mam za to pamięć do twarzy
i rozróżniam alianckie insygnia, co bywa przydatne.
W imieniu personelu chcę przekazać, że jest pan tu bardzo mile widziany.
Dziękuję.
- Zatrzymał się pan w hotelu? - Nie.
Mieszkam obok, na Burleight Street,
- Jem tu z braku kuponów na jajka. - Też nie mam kuponów.
Właśnie przyleciałam ze Szwecji.
Nikogo tu nie znam.
Chętnie zaprosiłbym panią na śniadanie, ale niestety wyjeżdżam z Anglii.
Panowie, proszę za mną.
Premier przyjmie panów za kwadrans.
Czas spotkania to 12 minut.
Mogę pomóc, sir?
Nie, dziękuję.
Odpoczywam w drodze do jednostki.
Dokumenty!
Co zrobiłem?
Jestem amerykańskim oficerem.
Gdzieś tu mam papiery.
Zaraz...
Dwa n...
Donnerstag, to znaczy czwartek.
Bystry jesteś.
- Panie premierze. - Winstonie.
Pozwól przedstawić sobie. Kapitan Jan Nowak,
- Prosto z Warszawy. - Nowak.
Cudem wydostał się pan z Warszawy
i chce pan tam znowu wrócić?
Szanujący się kurier nie podróżuje tylko w jedna stronę.
Niech pan powie tam, w Warszawie, że jesteśmy i będziemy
niezłomnymi przyjaciółmi waszego kraju.
Ale teraz leży on w sowieckim teatrze wojny
i żadne działania militarne
nie mogą być podejmowane bez zgody sowietów.
Tu nie chodzi o terytorium powojennej Polski
leżącej bardziej na wschód
czy na zachód.
Sowieci zrobią z Polski
swoją 17. republikę. Chodzi 0 wolność kraju,
za który brytyjski rząd,
pod wodzą premiera Chamberlaina...
Nowak!
Nie wyślę ani RAF-u, ani brygady Sosabowskiego
do strefy działań wojennych.
Niech wasza Armia Krajowa zapomni o powstaniu
i czeka na Sowietów.
Gotowi?
Poruczniku!
- To pana pierwszy skok? - Nie, trzeci!
Byle nie ostatni.
Halo!
Skacz!
Skacz!
Skacz!
Skacz!
Poruczniku! Ręce na piersi!
Wszystko dobrze?
Chyba złamałem rękę.
Na następny skok pozwolą panu dopiero po wojnie!
Obersturmbannführer!
Wrócił pan?
Można tak powiedzieć.
Himmler mnie przysłał.
Chwilowo zajmę pana gabinet.
Nasz agent w Londynie nadał to pocztą dyplomatyczną,
przez Madryt.
Zdolny, dobra kreska.
Nie mógł go sfotografować? Przystojny młody człowiek.
Typ nawet aryjski.
Dlaczego to oglądamy?
Ten przystojny młody człowiek to porucznik Jan Kwiatkowski.
Pół roku temu
dotarł przez Sztokholm do Londynu
kanałami organizacji „Załoga...
- Ten wasz konfident... - Jarach.
Jarach donosi,
że przerzucili już na Wyspy
kilkanaście osób.
Czemu ten jest taki ważny?
Kwiatkowskiego przerzucili dwukrotnie...
W tę sama stronę.
Kurier...
No, no...
Z kim spotkał się w Londynie?
Z Mikołajczykiem, Edenem i Churchillem.
Tak jest, z Winstonem Churchillem.
To z kim spotka się w Warszawie?
- Witze? - Z Borem.
Panowie.
Reichsführer przysłał mnie, bym nawiązał kontakt z dowódcą AK.
I to zanim Rosjanie zajmą Warszawę
i zgarną Komendę AK w swoje łapy.
Rosjanie zajmą Warszawę?
Sturmbannführer.
Jako oficer SD nie powinien pan
czerpać wiedzy z przemówień radiowych ministra Rzeszy.
Ten Kwiatkowski...
Jeśli Bóg jest naprawdę z nami,
pomoże nam zmienić losy tej wojny.
Tak jest, panie Reichsführer.
Kwiatkowski to najlepszy sposób dotarcia do Bora.
Tak jest.
Bardzo dobrze pan to ujął.
„Zwykły kurier może zostać posłańcem bogów...
Co za idiota.
Warszawa...
Poczekaj.
Musi pan być bardziej ostrożny. My jeździmy lewą stroną.
To nie wina oficera, tylko cholernego Jankesa za kierownicą.
Możemy zamienić się miejscami?
Dziękuję.
To pani! Co za przypadek.
Żaden przypadek. Widziałam, jak pan wchodzi do kina.
Miał pan wyjechać.
Jestem winien pani śniadanie.
Ma pan już te kupony?
Przepraszam.
Mam lepszy pomysł. Pójdziemy na bal.
Pan nie żartuje, poruczniku?
To dla pani.
Przepraszam na chwilę.
- Kto to jest? - Zaraz wracam.
Nie wiem, czy kobietom tu wolno.
Znów spotkaliśmy się za późno.
Muszę natychmiast wyjechać.
Może się jeszcze spotkamy.
Kiedyś.
Daleko stąd,
w odległym mieście,
jest piękny kościół, a przed nim
Jezus niosący Krzyż na plecach,
jakby wskazywał ludziom drogę.
Będę się tam modlił, żebyśmy znów się spotkali.
Modlił?
Tak.
Czasem żałuję,
że nie jest pan Jankesem.
Burleight Street 21B, mieszkania 5.
- Zaskoczony? - A powinienem być?
Ja się sobie dziwię.
To nie przeszkodzi chyba pani wejść?
Teraz już nic mi nie przeszkodzi.
Dobry wieczór pani.
Poruczniku, musimy niezwłocznie porozmawiać.
Właśnie wychodziłam. Do zobaczenia.
Wystraszyłem pana?
- Dzień dobry. - Pan wsiada, musimy porozmawiać.
Dostajemy meldunki, że RAF zrzuca skoczków w Generalnym Gubernatorstwie.
Ostatnio wylądował nawet brytyjski samolot.
Pod Tarnowem.
Przed wyjazdem do Tarnowa, niech pan wyśle samolot do Bremerhaven.
Gdy tylko nasz angielski agent zejdzie z pokładu U-Boota,
- ma tu przylecieć. - Do Warszawy?
Podąża za Kwiatkowskim krok w krok.
Gdy Kwiatkowski wyląduje w Polsce, on też powinien tu być.
Cholera.
Teraz muszę do Polski.
Dobry wieczór, poruczniku.
Co jest, koledzy?
Proszę odjechać. Nie może pan tu parkować.
Teraz?
Tak, poruczniku. Teraz.
Cholerni Jankesi.
Majorze, porucznik Nowak. Moje dokumenty.
Proszę 0 wpisanie mnie
na najbliższy lot do Polski.
Proszę zaglądać codziennie o 5 i 17 i pytać 0 lot.
- Jak długo to potrwa? - Może 24 godziny,
może 24 dni.
Musi pan być cierpliwy.
Muszę lecieć teraz.
Za 24 godziny może być za późno.
Widzi pan, co się tu dzieje?
- Muszę się dostać do Polski! - Rozumiem,
ale my tu prowadzimy wojnę.
Widzi pan? Prawdziwą wojnę.
Chciałbym, aby moja była mniej prawdziwa.
Każdy ma swoją wojnę.
Dla świata pańska nie jest najważniejsza.
Proszę codziennie pytać.
Nie ma pan kwatery?
Nie potrzebuję kwatery.
Nie odejdę, póki nie wpisze mnie pan na lot.
To można podciągnąć pod niesubordynację.
A nawet bunt.
Organizuję tysiące lotów,
żeby zaopatrzyć partyzantów we Francji, Jugosławii i Grecji.
- We Francji mamy drugi front... - W Polsce pierwszy.
To wojna Sowietów. Tam nic nie zależy ode mnie.
Zdradzę panu sekret.
Tylko nikomu ani słowa, choćby pana rąbali na kawałki.
Teraz, w tej jednej chwili, w ciągu pięciu lat cholernej wojny,
w tej jedynej chwili,
która za chwilę minie, i znów nic nie będzie od pana zależało,
właśnie teraz, tylko tu i teraz, przez Jedną minutę,
los Polski zależy ode mnie i od pana.
Wrzućcie tu wszystko związane z Anglią.
Papierosy, zapałki, stare bilety, przepustki,
konserwy, dokumenty, broń osobistą.
Wszystko oddałem przed wejściem do samolotu.
Sprawdź jeszcze raz.
Wyrwał pan metki?
Wyprułem.
Ma pan broń?
Nie pobrałem.
Na wszelki wypadek.
Przygotować się do lądowania!
Słyszy pan?
Dwusilnikowa Dakota. Raczej nie będą nas bombardować.
Ilu ma pan ludzi?
To mechanicy.
Miejsca lądowania
pilnuje co najmniej stu partyzantów.
Nie wyślę tam dwunastu mechaników.
To bunt, panie poruczniku!
Tak, ale nie głupota.
Proszę wezwać SS z Tarnowa. Wtedy pojedziemy.
Nie mamy...
Pytają, czy wystartujemy w tych warunkach.
Nie, musimy rozładować
i spalić samolot.
Szybko!
Dalej!
Ogniska jeszcze się dymią.
Samolot się zagrzebał, wykopywali go.
Nadam wiadomość do Luftwaffe.
Musimy przeczesać chałupy, dworce i drogi.
Kogo szukamy?
Tego człowieka.
Pan pojedzie na dworzec.
' MV Sprawdzim h - Tak jesytlc ałupy'
Niech przestanie kurzyć.
Gdzie są jej maż i synowie? U bandytów?
Mąż Stolarskiej zaginął jeszcze w "39.
Starszy syn aresztowany.
Młodszy być może w lesie,
ale raczej nie żyje.
Pytaj, gdzie młody.
Zapytaj, czy widziała jakiś obcych.
Niech odpowie.
Co pan robi? Witze?
Czemu płakała?
Spalić chałupę.
Panie oficerze...
Szkoda dobra...
Nie jesteśmy złodziejami.
Na stację-
Jedzie pan, poruczniku?
Nie wysiadać!
Nie wysiadać! Czekać w pociągu!
Kontrola. Nikt nie opuszcza pociągu!
Proszę.
Za mną!
Dokumenty! Czapkę zdjąć!
Dokumenty!
Czapkę Zdjąć!
Dokumenty!
Kapelusz zdjąć!
Czapkę Zdjąć!
Dokumenty!
Dokumenty!
Dokumenty!
Czapkę Zdjąć!
Można jechać.
Meldujcie, gdy go zobaczycie!
Baczność!
Ognia!
Tego tam.
I tamtego.
Ty! Otworzyć walizki. Dokumenty.
Hej, wy dwaj!
Papiery. Otworzyć walizki.
Boże... Ranni, którzy nie dojechali.
Przyjechał nocnym pociągiem z Krakowa.
Niech to! Witze, mieliście go!
Jeszcze jeden błąd i spiszemy tę operację na straty.
Tak jest, Obersturmbannführer.
Oni chcą nas wszystkich zabić.
Szykują się do tego od lat.
Knują, konspirują.
Mają największą podziemną armię w Europie.
I to się stanie, Witze. Niedługo, może nawet dziś...
Himmler kazał mi
spotkać się z Borem i przekonać go, że to Rosjanie są ich wrogami.
My... My jesteśmy tylko mniejszym złem.
Polacy nas i Sowietów utopiliby w łyżce wody.
Mamy kogoś, kto widział Kwiatkowskiego?
Tylko Jaracha.
Resztę aresztowało gdyńskie gestapo.
Jeszcze jedno.
W nocy przybył ten agent z Londynu.
Obersturmbannführer Steiger, Sturmbannführer Witze.
Wysłali panowie po mnie samolot transportowy.
Co za miła niespodzianka.
Jak podróż?
W śmierdzącym U-Boocie, czy lodowatym samolocie?
Co ja tu robię?
Nie mówię nawet po polsku.
Nie chce być nieuprzejmy, ale miałem być przeniesiony do Niemiec.
Tu wisi na mnie wyrok śmierci.
Chodzi 0 tego polskiego agenta, którego spotkała pani w Londynie.
Wiemy, że Kwiatkowski przebywa obecnie w Warszawie.
Mam szukać porucznika błąkając się po jego rodzinnym mieście?
Taki jest panów plan?
Jarach ma adresy,
pod którymi Kwiatkowski bywał w '43.
Z nim mam szukać kuriera?
Mieliśmy go, ale się nam wymknął.
Wie, że jest poszukiwanym numer jeden.
Pani jest naszą ostatnią nadzieją.
Mam plan.
Poszukam w Warszawie pewnego kościoła.
Proszę pomyśleć.
Pół miliona akowców,
których uzbroimy po zęby!
Jaki to bicz na Rosjan.
Polacy ich nienawidzą!
Nienawidzili ich bardziej niż nas, to prawda, ale w '39.
Obawiam się, że jest już za późno.
Heinrich Himmler jest innego zdania. Chyba nie będzie pani go kwestionować?
Resztę proszę zostawić mnie.
Stać!
Dokumenty, proszę.
Koniec kontroli.
- Odejdźcie. - Jesteśmy na służbie.
My też.
Wszystko w po rząd ku . Dziękuję.
- Jutro też jedziemy? - Nie trzeba.
Dzień dobry.
- Telefon? - Tam z tyłu.
Jest tutaj.
Krasińskich 12. Mogę zaczekać, ale jak długo?
Pośpieszcie się.
Stój-
Większość wyszła godzinę temu.
Mężczyźni po czterdziestce.
Kwiatkowski?
Możemy zgarnąć jego i kolejną łączniczkę.
Albo...
- Proszę mi pomóc. - Pani?
Nie znam miasta!
Po schodach!
Lewo.
Pierwsze drzwi po lewej.
Biegnij!
Jedynym powodem, dla którego widzę cię w Warszawie,
może być to,
że jesteś agentką MI6.
Sam wiesz najlepiej, że nie mogę tego potwierdzić.
Co za niebywały przypadek.
Gdyby nie ta łapanka, minęlibyśmy się.
- Masz broń? - Nie.
- Dokumenty? - Mój szwedzki paszport.
Spokojnie.
To tylko moja łączniczka.
Coś ważnego?
Jutro zbierze się tu KG AK...
Zmieniają awaryjnie lokal.
Przygotuję ci posłanie.
- Nie mogę zostać. - Musisz.
Zaraz godzina policyjna.
Właścicielka wyjechała na wieś. Obawia się wybuchu walk w mieście.
Ale coś ci przygotuję, jedną chwilę.
Będą walki?
Jutro na godzinę 17 AK wyznaczyła rozpoczęcie powstania.
Jestem w mieszkaniu na Grottgera.
Komenda AK spotyka się tu jutro 017.
Nie przeraża cię to?
Powstanie?
Tak.
Przeraża mnie to, co przypadkowe.
To, co nieuniknione,
akceptuję bez strachu.
W Londynie myślałem,
że Alianci wszystko za nas załatwią. Ale nic ztego.
Wszystko co dotyczy nas,
Polaków, musimy zrobić sami.
Naprawdę muszę iść.
Mam patefon.
W Londynie byliśmy na balu
i nie zdążyliśmy zatańczyć.
Jeden taniec i idę.
Idź za nią.
Mam ją śledzić na pustej ulicy?
Idź, polska świnio!
- Za pięć minut godzina policyjna. - Wiem, ja niedaleko.
Dawajcie, wchodzimy.
Wiesz co? Tak sobie myślę.
Może być jeszcze inny powód twojej obecności w Warszawie.
Jesteś agentką gestapo.
Przyjdą po ciebie rano.
Gdzieś...
Gdzieś musisz spać.
I co teraz?
Będziemy się strzelać?
To moi Iudzie.
Nie uciekniesz.
Nawet, jak mnie zabijesz.
Ale nie zabijesz mnie, prawda?
Nigdy nikogo nie zabiłeś.
Jest inne wyjście.
Mój szef chce spotkać się z Borem.
Możesz pomóc i nam, i swoim ludziom.
Twoich ludzi już nie ma.
Pójdziesz z nimi.
Szkoda.
Znów spotykamy się na próżno.
Możesz mi pomóc.
Właśnie to zrobiłem.
To on. To Kwiatkowski.
- Nie sądziłem, że tu zostanie. - Czemu?
Zniknęła Doris
i czterech naszych obserwujących lokal.
Jeśli Bór nie zjawi się do 17,
to zdejmujemy Kwiatkowskiego.
Może Doris tam jest.
Rozkaz.
Wchodzimy.
Powstanie...
Choineczko. ..
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.