Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W ROLACH GŁÓWNYCH
SCENARIUSZ
LEW
REŻYSERIA
Wszystkiego najlepszego, kochanie.
Myślałem o tym wszystkim, czego nie zrobiliśmy.
Nurkowanie w turkusowych wodach Polinezji,
wyjazd do Tanzanii,
pocałunek na szczycie Kilimandżaro...
Za tobą, na szóstej.
Chyba nas namierzyli.
Tamci dwaj?
Nie.
Jaki masz plan?
Jak zwykle.
Nie.
Nie, mówię!
- Żyjesz? - Tak.
A ty?
Jeszcze drinka?
Dwa razy Manhattan.
Rachunek!
Jak stąd wyjdziemy?
To kwestia stanu ducha.
Bez spadochronu, ze stupiętrowego wieżowca w Dubaju?
Prosto do olimpijskiego basenu szejka Abdelmaleka El Flatara.
Ciekawe...
Kto ty jesteś?
Już mówiłem. Doktor Tardy.
Zastępuję doktora Faquire'a.
Zlikwidowałeś go?
Wyjechał na urlop.
No jasne.
Wypuść mnie stąd. Anna jest w niebezpieczeństwie.
Muszę wiedzieć coś więcej. Jak się pan nazywa?
Leo Milan. Kryptonim Lew.
Leo Milan nie istnieje.
To moja przykrywka.
Ale z ciebie Bambiś!
Jak ci podam prawdziwe nazwisko, podpiszę na siebie wyrok śmierci.
Na ciebie też.
Co pan tu robi? Mamy sesję!
Mam mu podać Fenobarbital.
Znowu?
Nie ja tu rządzę.
Sam mu podam.
Jak pan chce.
Nie rób tego, błagam.
Muszę mieć jasny umysł. Dla Anny.
Dziękuję.
Potrzebne mi będą konkrety.
Jestem agentem. Specjalizuję się w odbijaniu zakładników.
Pracuję dla Konstelacji.
To agencja szpiegowska, kieruje nią Zodiak.
Supertajna. Dlatego nie słyszałeś.
Rozumiem.
A jakim cudem miesiąc temu znaleziono pana nagiego,
w stanie otępienia, w lesie w Rambouillet?
Rambouillet to nie Dubaj.
Skoczyłem z ukochaną na główkę.
Potem mam czarną dziurę.
Nic panu nie jest?
Żartujesz? Na szkoleniu uczyli mnie znosić ból.
Rozumiem.
- Opowie mi pan o tym szkoleniu? - Czołgałem się przez ogień.
Wspinałem na Mont Blanc z zasłoniętymi oczami.
Byłem w stanie śmierci klinicznej. Robiłem za sobowtóra Putina.
Putina?
- Ciekawe. - Nie przerywaj!
Mówię po rosyjsku, serbsku, arabsku i po chińsku.
Pilotuję maszyny. Znam się na mechanice kwantowej.
Imponujące.
Czegoś pan nie umie robić?
Majonezu.
- Rozumiem. - Przestań.
Nic nie rozumiesz.
I zostaw ten zeszycik! Nie chodzisz już do szkoły.
Racja.
Muszę przetrawić te informacje.
Spotkamy się po obiedzie.
I tak się stąd nie ruszam.
I jeszcze jedno.
Jak usłyszysz, że mnie przenoszą, to mi powiesz?
Po co mieliby przenosić?
Żeby mnie wyeliminować.
Jasne.
Byłem w 308. Niezły życiorys.
Daniel Craig czy "Boję się"?
Nie daj się ponieść emocjom. Odseparuj je.
Mogę przecież okazać pacjentom trochę uczuć.
Daniel Craig to już nie nasz problem.
Jutro go przenoszą.
- Dokąd? - Do szpitala wojskowego.
- Czemu nic o tym nie wiem? - Przyszło z góry.
- Jak to? - Z samej góry.
Dla ciebie za wysoko.
Naprawdę myślisz, że to szpieg?
W sumie nie wiem.
Może to przeniesienie to zbieg okoliczności.
Już jest przymocowany.
Zależy mi na tym rowerze.
-Pamiętasz o sobotniej kolacji u rodziców? - Zapomniałam.
Jeśli znów mam słuchać, jak im przykro, że nie mamy ślubu i dzieci...
Wiem, brak im wyczucia.
Są mili.
Mają dobre intencje.
Powiedzieć mu o tym przeniesieniu?
"Kto nic nie robi, nie zalicza błędów, ale i sukcesów".
- To nie Freud? - Nie.
- Jung? - Też nie.
Homer Simpson.
Wariatka.
Do zobaczenia wieczorem!
Będę szczery: mają pana przenieść...
Jest poważniejsza sprawa.
Twoją pannę śledzi furgonetka z kwiaciarni.
- Słucham? - To zwykle nie są kwiaciarze.
Albo ją porwą, albo zlikwidują.
Rozumiem. Słyszał pan, co mówiłem?
Mówię, że twoja panna jest w niebezpieczeństwie!
Proszę mnie puścić!
Kwiaciarnia!
Miał być na Fenobarbitalu.
Może podałem za małą dawkę.
Ostrzeż ją!
- Co robimy? - 60 miligramów.
Trochę dużo.
Pora spać.
- Kiedyś ja cię uśpię. Z hukiem! - Już się boję.
Louise?
To ja!
Zaraz!
Powiedziałem mu, że go przenoszą.
A on na to, że cię śledzą,
chcą porwać, a nawet grozi ci śmierć.
Ale nie bój się, kochanie.
Ten gość uważa się za Jamesa Bonda.
Twym kurczaczkiem mogę być.
To pasuje mi.
Nawet gdybym pieskiem był, Pasowałoby.
Musimy pogadać.
Zamówiłem chińszczyznę.
Dla ciebie wegańskie sajgonki z ostrym sosem.
"Kochany, nie mieszaj się do tego". Co to ma znaczyć?
Nie do wiary!
Odbierz!
Imię, nazwisko, data urodzenia.
Louise Roc.
Urodzona 22 marca 1984 roku
w Paryżu.
- Nie ma takiej. - Pewnie źle pan wpisał.
Roc, przez C.
- Widział pan napastnika? - Był w masce.
Samca szympansa.
Na nocnych dyżurach oglądam filmy przyrodnicze.
- Na dyżurach? - W szpitalu psychiatrycznym.
Brzmi niepokojąco, wiem.
Niedawno byłem na pańskim miejscu, tylko z Lwem.
Zostawiła liścik.
Pewnie pisany pod przymusem -
nie mówi do mnie "kochany", tylko "mój kurczaczku".
- Rozumiem. - Nie rozumie pan.
Lew to mój pacjent. Uprzedzał mnie o tym porwaniu.
Jak tam?
W skrócie: narzeczoną kurczaczka porwał szympans.
Zostawiła liścik ze zwrotem "kochany".
Jej kurczaczka.
Lew go ostrzegał, ale on nie uwierzył.
Grubsza sprawa.
Właśnie mu to tłumaczę.
Co zamierzacie?
Przydzielimy do tego najlepszych ludzi.
Obstawimy drogi, dworce, lotniska, szpitale...
Dziękuję. Już myślałem, że nie traktuje mnie pan serio.
Tu Kelly. Zostaw wiadomość.
Mówi Romain. Możesz do mnie pilnie oddzwonić?
Miał pan rację. Porwali Louise!
Skórzana tapicerka... Szyberdach...
Niech pan się obudzi!
Anno, to ty?
Jesteś cudowna. Wiedziałem, że żyjesz.
Rozumiem.
Czemu mnie przywiązałaś?
Coś ty mi zrobił?!
Nie to, co pan myśli. Wstrzyknąłem amfetaminę na pobudzenie.
Proszę się skupić!
Żartujesz? Tyłek sam mi tańczy techno.
Stała się rzecz straszna. Porwali Louise!
Policja mi nie wierzy. Nie wiem, co robić.
Uspokój się. Uspokój!
Jestem spokojny!
Właśnie widzę.
Opowiedz, co się stało.
Rozmawialiśmy przy winie...
Co to było? Chablis.
- A to ma znaczenie? - Nie.
To się streszczaj.
Właśnie mówiłem Louise, że może być śledzona, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
Myślałem, że to zamówiona chińszczyzna.
Ale za drzwiami stał facet w masce małpy.
Walnął mnie, a jak się ocknąłem, Louise nie było. Zostawiła to.
- Pic na wodę. - Jak to?
- Przynęta. To kitajce. - Kitajce?
Żółtki. Chińczycy z Pekinu!
- Co ona robi? - Sprzedaje płyty.
No co?
Wśród szpiegów to popularna przykrywka.
Louise szpiegiem?
Bzdura.
To pewne.
Jak dostaną od niej, czego chcą,
zaleją ją betonem albo rozpuszczą w kwasie.
Kitajce się nie patyczkują. Saudyjczycy to przy nich słodkie misie.
Co mam zrobić?
Beze mnie?
Módl się.
Znajdzie ją pan w ciągu doby?
Byk i ja odbiliśmy w Gwatemali czeskiego inżyniera w osiem godzin.
Jeszcze zabarłożyliśmy po drodze, bo wpadła mu w oko jedna Gwatemalka.
Pasował do niego ten kryptonim.
Idziemy czy nie?
Wyprowadź mnie stąd.
Na 99 procent specjalizuję się w takich sprawach.
Dlaczego nie na sto?
Bo byłbym kłamcą.
Chodźmy.
Dla jasności.
Pomogę ci odnaleźć tę laskę, ale już tu nie wracam.
Puścisz mnie do Anny.
Umowa stoi?
Stoi.
Co znowu?
Z balastem nigdzie nie idę.
Z balastem?
Z gościem, który mnie będzie spowalniał. Nauczę cię paru chwytów.
Znam podstawy dżudo.
Chwilkę...
Widzę tu jednego zawodowca i nie jesteś to ty.
- Zaatakuj mnie. - To śmieszne.
Śmiało! Atakuj, mówię!
Unik kraba.
Nie jesteś gotowy.
Śmiało, zaatakuj.
Gdzie mój balaścik? O, tam!
Nieźle!
Nauczę cię ciosu Lwa.
Ciosu Lwa? Co to?
Widzisz moje kciuki? Widzisz?
Psychol jeden!
Lew wrócił do gry.
I zaryczy!
Musimy być cicho.
Co pan wyprawia? Mam kartę.
Trzeba zaskoczyć przeciwnika.
- To się udało! - Dyskrecja jest dla frajerów.
Tu trzeba działać z rozmachem. Szpula!
Rozdzielimy się.
Na dwie grupy.
- Spotkamy się na trzy zero. - Na czym?
Trzy zero.
No tak, nie byłeś szkolony.
Trzy zero to taki kod.
Trzy to trzy kilometry, a zero znaczy "zachód".
Kumasz?
Trzy kilometry na zachód stąd.
Dwa pięć znaczyłoby dwa kilometry na południe stąd.
- Powiedz, że załapałeś. - Z grubsza.
Trzy kilometry to nie tuż obok.
- To na zero zero. - Czyli gdzie?
Trzymaj się mnie.
Mówiłem, że będzie huk.
Dogadamy się.
Zamknij dziób.
Doktorku, chodź!
Tardy? To przez ciebie?
Dawaj! Cios Lwa!
To mój szef.
Cios Lwa, mówię! Bo odpuszczę.
Przykro mi. Patrz na moje kciuki.
Odbiło ci?
Lew ma wyrwać Louise z łap pekińskich Chińczyków.
- Z łap pekińczyków? - Oni ją chcą zlikwidować.
- Kto?! - To przeniesienie to podstęp.
Przestań!
Wybacz, że byłem wobec ciebie surowy.
Weź się w garść. To jest psychopata.
Dobrze gada.
- Przepraszam. - Odzyska pan...
- Pan go zabił! - Z bańki?
Ożył.
Słusznie, nie pomagaj mi!
Jak stąd wyjdziemy?
To kwestia stanu ducha.
Twoja kolej! Skacz!
Hop siup!
Nie jest wysoko.
Dawaj!
Żyjesz?
Ale grzmotnąłeś!
Pana to bawi?
Zwichnąłem sobie dwa palce!
Pokaż.
To nic takiego.
- Psychopata! - Spadamy!
- Gdzie twoja bryka? - Nie mam auta.
- Żartujesz? - Przyjechałem na rowerze.
- Czemu nie na elektrycznej hulajnodze? - Bo to niebezpieczne.
Weźmy wóz Marca. Kluczyki są w środku.
- Clio odpada. - Dlaczego?
- Renault to wróg. - Co pan bredzi?
Fiat nie! To auto szefa!
Szpieg i nie umie uruchomić samochodu?
- Coś mówiłeś? - Nic.
Karta!
Dawaj, dawaj.
Nie mogę znaleźć. Pewnie mi wypadła. Co pan wyrabia?!
Co pan robi?
Mógł pan uprzedzić!
Mogłeś zapiąć pas.
- Gdzie mieszkasz z tą laską? - Z Louise!
Jakie to ma znaczenie?
Śledztwo zaczyna się tam, gdzie doszło do porwania.
Logiczne.
Prosto i pierwsza w prawo.
- Rozmyśliłem się. - No nie...
Gdzie ona pracuje?
Nie jedziemy do domu?
Spryciara nie ukryła wrażliwych informacji w chałupie.
Czyli śledztwo zaczyna się w miejscu porwania tylko w przypadku głupków?
Gdyby porwali ciebie, jechałbym prosto do mieszkania.
To miłe.
- Więc gdzie to? - Zawrotka i pierwsza w lewo.
- Co znowu?! - W tamtym samochodzie chyba była Anna.
Podobno, żeby odnaleźć Louise, musimy się spieszyć.
Louise?
- A kto to? - Moja narzeczona!
Podpuszczam cię.
Ale mina!
Zabije nas pan!
Panuję nad sytuacją.
Super pan panuje.
Co znowu?
Myślisz, że będzie jak w "Locie nad kukułczym gniazdem"?
- Jaki masz PIN? - Co pan!
PIN.
3236.
Tylko ostrożnie, mam otwartą...
linię kredytową!
ZWALNIAM CIĘ! ODDAJ MÓJ WÓZ!
Mam przesrane! Co za palant!
- To u Prady strzygą? - Nie każdego.
- Prezent. - Co to?
Etui na karty ze strusiej skóry. Lepsze niż ten plastikowy szajs.
Strusia skóra...
Mógłbyś podziękować.
- To za moje pieniądze. - Ale prezent.
2174 euro?! Zwariował pan?
Ja nie ubieram się w Lidlu.
- Do mnie pan pije? - Zgadnij.
W Lidlu kupuje się żywność.
A ta kwota to dwukrotność płacy minimalnej. Nie mam tyle.
Ale tyle wydałeś.
Jedziemy w złym kierunku!
Lew nie pracuje na głodniaka.
Mógłby pan wytrzymać.
Nie jesz?
Nie jestem głodny.
Wątpliwości odbierają mi apetyt.
Mięczak.
- Masz zdjęcia tej panny? - Tak. A co?
Widziałem ją raz i z daleka. Chyba powinienem wiedzieć, jak wygląda?
To ona?
Tak. W Touquet.
Mitoman.
- Naprawdę byliśmy w Touquet. - Nie o tym mówię.
- To nie może być twoja dziewczyna. - Ale jest.
To wasz syn?
Mój siostrzeniec.
Nie macie dzieci?
To skomplikowane.
Strzelasz ślepakami?
Widzę, że trafiłem w czuły punkt.
Co pan robi?
Zapamiętuję ją.
Już wystarczy!
Dobra.
Wryła mi się w pamięć ta twoja blondynka.
Jest szatynką.
Wygłupiam się.
Idziemy? Czas mija.
Księga gości, a dla pana rachunek.
350 euro? To przez Bordeaux. W dodatku go pan nie tknął.
Nie będę się stołował w McDonaldzie.
Niespodzianka.
Wybacz, że zakłóciłem twój żywot amiszki, ale jesteś mi potrzebna.
Wal się, Swanney.
Nieładnie tak mówić do byłego. Jak się żyje z psychiatrą?
Wcześniej żyłam z chorym psychicznie.
Nie straciłaś poczucia humoru.
Ale taka dziewczyna z takim frajerem?
Kocham go.
To chciałem usłyszeć.
Twój ukochany.
Nie wiem, w co on gra, ale jeśli nie będziesz wykonywać moich poleceń,
kropnę go.
Zrozumiano?
Wysiadaj.
Aki? To żart?
Słodka jest.
Zajmij się nią.
Moja Solo! Nic się nie zmieniłaś.
- Nie może pan normalnie zaparkować?! - Stuknąłem go?
Układ kierowniczy do przeglądu.
To pan jest do przeglądu.
- Obserwuj furgonetkę. Idę na reko. - Na co?
Na rekonesans.
To ta, w której śledzili Louise?
Możliwe. Nie spuszczaj jej z oka.
- Nie puszczę pacjenta samego. - Rób, co mówię, bo się wycofam!
- Nie musi pan być niegrzeczny. - Bądź tak miły i pilnuj furgonetki,
kiedy ja będę zbierał informacje o twojej narzeczonej.
Teraz dobrze.
Czym mogę służyć?
To jednak samochód kwiaciarni.
Panie Lew? Co to ma znaczyć?
Nie do wiary!
Co to za świr?
Wytłumaczę ci. To...
skomplikowane.
Widzisz, jakiego bajzlu narobił?
Louise została porwana.
- Poważnie? - A wyglądamy na kawalarzy?
Kto to?
Tajny agent od odbijania zakładników.
Agent?
- Wziąłeś go z psychiatryka? - Nie mów tak.
Coś tu nie gra.
Pracuję tu od dwóch lat. Zauważyłabym.
Jeśli nie ma nic, to znaczy, że coś jest.
Ten koleś jest walnięty.
Muszę się skupić.
- Powiedz mu, żeby przestał. - Niech pan przestanie.
Gdzie z tą ręką?!
Chyba powinniśmy wrócić do szpitala. Potem wyjdzie pan jak człowiek.
Ulubiony wokalista twojej dziewczyny?
Ja.
A drugi ulubiony?
- Ten po angielsku... - Bob Dylan.
Właśnie miałem powiedzieć. Albo Freddie Mercury.
Puk puk.
Sprawa się klaruje.
To nie należy do Louise.
Nie Louise, tylko Julia...
Camilla...
Sofia...
Lubi imiona kończące się na A. Ten jest autentyczny.
Twoja panna nazywa się Jessica Rocher.
Nie wierzę...
Muszę usiąść.
Masz może szklankę wody?
- Marnie się czuję. - Bo nic nie jadłeś.
Nie jadł.
Na koniec zwiedzimy prywatne salony prezesa Banku Francji,
przebudowane na początku Piątej Republiki.
A rezerwę złota?
To zabronione. Proszę pomyśleć dlaczego.
Jak tam?
Dobrze.
Karty proszę.
Dzięki.
Ja swoje zrobiłem. Kolej na was.
Dasz mu...?
Nie.
Jesteś współwinna zabójstwa.
Hasło.
Hasło.
- Chodzi mi o hasło. - Hasło, bez kreseczki.
- Twoje hasło to "hasło"? - Właśnie.
Jessica Rocher, w środowisku znana jako Solo...
To jakaś bzdura.
W wieku 17 lat włamała się do systemu Dyrekcji Bezpieczeństwa Zewnętrznego.
I co jeszcze?
A 11 września to nie ona?
Twórczyni Fantoma - oprogramowania,
które potrafi złamać każdy kod informatyczny.
Ktoś tu majaczy.
To dlatego nazwała kota Kacper! Jak ten duszek.
Mogę dokończyć?
W 2014 pracowała dla organizacji anarchistycznej 12 Małp.
Była w związku z jej szefem, niejakim Swanneyem.
- W związku? - Jak tata i mama.
Wiem, co to jest związek.
Od 2015 nie ma nic.
Wtedy się poznaliśmy.
26 stycznia, w supermarkecie.
Mamy to gdzieś.
Ja nie.
Swanney porwał ją dla Fantoma.
Nie zna pan Louise.
- Jak się uprze, nikomu go nie udostępni. - Chyba że pod naciskiem.
Myśli pan, że to mnie...?
Pan naprawdę jest tajnym agentem?
Współczuję mu.
Niemiło się dowiedzieć, że było się przykrywką.
Ale ona naprawdę go kocha.
Rozumiem ją. Jest taki seksowny.
Tak?
Pan też.
Chodź. Lecimy do Pekinu.
- Nie mam paszportu. - Żartuję.
Jedziemy do Konstelacji, to niedaleko.
Tylko oni mają aktualny spis terrorystów.
No nie, nie możemy. Mam wracać do szpitala.
Jedziemy do Konstelacji.
- Na pewno? - Tak.
Co jest, do cholery?
- Alarmy dźwiękowe? - Dezaktywowane.
Alarmy termiczne?
Dezaktywowane.
Kamery?
Odcięte.
Świetnie.
Mamy cztery godziny do najbliższej zmiany.
Medycyna, czwarty na roku, dwa lata studiów nad Lacanem,
wydana książka, a nie zauważyłem, że żyję z hakerką.
Baby nie rozgryziesz. Dlatego zatrudniamy je w wywiadzie.
Dlaczego?
Wiesz, ile tajemnic państwowych wyśpiewuje się w łóżku?
A ta twoja panna ma takie oczy...
Wyobrażam sobie poranną pobudkę.
Te oczy wśród pościeli...
Aż chce się żyć.
Zamknij się pan!
Nie denerwuj się.
Będę!
Mam dosyć tych głupich gadek!
Lepiej niech pan znajdzie Louise.
Raczej Solo albo Jessicę. Pogódź się z tym.
Teraz ty.
Stawką jest życie twojego faceta.
Powtarzasz się.
Lubię jasne sytuacje.
Widzicie to?
Francuskie rezerwy złota.
2435 ton.
To żart, prawda?
Konstelacja ma różne przykrywki.
Dzisiaj salon fryzjerski, jutro spożywczak albo mięsny.
Mają fantazję.
Tamten wygląda na fryzjera.
I o to chodzi. Czy ja wyglądam na szpiega?
Nie.
Zasada numer jeden: nie wierz pozorom.
To on jest szpiegiem?
Zasada numer dwa: nie kłap dziobem.
Niech pan się uspokoi.
Zamknięte!
Zamknięte, mówię! Przerwa obiadowa.
Jestem z firmy.
- Słucham? - Lew. Nic ci to nie mówi?
Nie. Strzyżenie najwcześniej we wtorek...
- Aie! Putain! Aie! - Dosyć!
- Może to zwykły fryzjer! - Fryzjer? Zasada numer jeden?
Nie wierz pozorom.
Boli!
Potrzebne nam info.
Szukamy Jessiki albo Louise. Metr siedemdziesiąt, szatynka.
I te wielkie, piękne...
oczy.
Właśnie. Piękne oczy.
To ona.
Nie organizuję schadzek.
Masz mnie skontaktować z Zodiakiem.
Z jakim zodiakiem?
On nic nie wie.
Kazali mu grać fryzjera. Zastępujesz Skorpiona?
Jestem Bykiem.
Skorpionem!
Nie będę już tracił czasu!
Basta!
On nic nie wie i nic nie powie.
To prawdziwy fryzjer.
Może i tak. Spadamy stąd.
Pomyłka. Proszę nam wybaczyć.
I ja w to uwierzyłem? W życiu nie znajdziemy Louise.
Jessiki albo Solo.
Pan nie jest żadnym szpiegiem.
A ja jestem idiotą.
Nadal tu jest?
- Kto? - Ten z kwiaciarni.
- Basta. - Chcesz, to wracaj.
Ja zawsze kończę misję.
Zostaw.
Dam panu coś na rozluźnienie. Dla pana dobra.
Tymi łapkami?
Ciosem Lwa.
Proszę patrzeć na moje kciuki.
To nie cios Lwa, tylko Balastu.
Mam kiepski humor, uprzedzam.
Ślub u Justinów, piętnasta.
Róże dla Robinów, orchidee dla Madarów.
Ten też kwiaciarz.
Żartowałem. Zobacz. Nieźle, co?
O kurczę!
"Trwa akcja".
Nie wiemy, gdzie są?
Spoko. Ściągnąłem apkę.
Wyślę mu SMS z ukrytym linkiem.
Jeśli odpowie, apka nam ich zlokalizuje.
Jeśli.
Odpowie. "Zlikwidować psychiatrę?"
Nie.
Nie bój się, zaprzeczy.
Proszę. "Jeszcze nie". Masz szczęście.
Są w Paryżu. W Banku Francji.
W Banku Francji? Jedziemy?
To jest misja rządowa. Proszę odjechać.
Jedźcie stąd. Jesteśmy tajnymi agentami.
Naćpani. Ręce na głowę. Na kolana.
Jesteśmy na misji! Nie dociera do was?
Patrzcie na moje kciuki...
Ty kładziesz ludzi, żeby gadali, a ja na odwrót.
Nie ma czasu! Spotkamy się na jeden trzy.
Nie...
A ten co? Mój rower!
Przymknij dziób!
Mój dziób!
Brawo! Równo na jeden trzy!
Może aż za precyzyjnie. Potłukł się.
Zbieraj się.
Twój tyłek będzie tańczył techno.
Wskakuj.
Lew? Normalnie nie wierzę.
Myślałem, że nie żyjesz!
Król dżungli nie umiera. Mój kumpel Romain, psychopata.
- Psychiatra. - Na jedno wychodzi.
Psychiatra to lekarz, a psychopata - ktoś jak wy.
To ćpun.
Jasne.
Długo zna pan Lwa?
Z dziesięć lat. Z czasów, kiedy rozwalał szyfry.
- Spieszy nam się. Lecimy do Panamy. - Ratować moją pannę.
Napada właśnie z pekińczykami na Bank Francji.
Przedstawia się jako Louise, na imię ma Jessica,
a w środowisku znana jest jako Solo. Skomplikowane.
Dzisiaj się nie da. Czekam na klientów.
W imię dawnych czasów,
kiedy schodziliście z Himalajów z zasłoniętymi oczami!
Co on bredzi?
Przytrzymaj.
Bomba! Wkurzał mnie. Nic nie kumał!
Romain, zostaw! Oddaj to!
Dosyć tego!
Uspokój się.
Jestem spokojny!
Idziemy.
W śmigłowcu niczego nie dotykaj.
I spokojnie.
To nie...
To nie...
To nie, to nie...
To nie może być trudne.
Mówił pan, że pilotuje maszyny. Że umie zrobić wszystko oprócz majonezu.
Gadałem bzdury.
Palant.
Lecimy.
Cała trudność to start.
Nie drzyj się!
Zaraz puszczę pawia.
Znam się tylko na śmigłowcach wojskowych.
Dla Lwa to jest Tygrys albo Super Puma.
Dotrzemy za trzy minuty. Wezwij Ubera.
Ubera?
Daj mi się skupić. Lądowanie jest najtrudniejsze.
A twierdził pan, że start.
Zapomniałem o lądowaniu.
Zaraz zginiemy!
Coś mówiłeś?
Chyba już lepiej.
Czy my ją znajdziemy?
Jak Bóg da.
Jak Bóg da?
Będziemy próbowali wszystkiego. Grunt to działać.
Pan żartuje?
Jesteś jak wodnik - najbardziej depresyjny znak zodiaku.
- Jestem wagą. - To gorzej.
Znajdziemy ją czy nie, będziesz miał czyste sumienie.
Bo zrobiłeś wszystko, żeby ją ratować.
Wolałbym znaleźć.
Jak już znajdziemy, będzie z ciebie taka dumna.
Zobaczysz te oczy.
- Jak Bóg da. - Chodź,
tata Lew cię przytuli.
Nie trzeba.
Chodź, mówię.
Z życiem!
PRZYŚLIJCIE POMOC
Jest w środku?
Możliwe.
Idziemy?
No co?
Lepiej, żeby się nie kapnęli, że jesteś jej facetem.
Wymyślimy ci pseudonim.
Tylko szybko.
Niecierpliwe lwiątko. Pasuje do ciebie. Zrób lwiątko.
Idealnie.
Lwiątko?
Średnio mi się podoba.
Chodź, Simba.
Tajne służby. Zgłoszono nam strzały.
Nic nie słyszeliśmy.
Pewnie jakiś kawał. Chcecie sprawdzić?
Przydałoby się.
- Z Dyrekcji Bezpieczeństwa Zewnętrznego? - Nie. Wolni strzelcy.
Nie wiem, jak tu dotarłeś,
ale to koniec podróży.
Oni nie wiedzą.
Chcemy wam z Lwiątkiem zrobić "Dobranoc, pchły na noc".
Z czego oni rżą?
Chyba nie traktują pana serio.
To się załatwi.
Kevlar. 10 milimetrów.
Mawashi-geri. 300 kilo.
Cios Lwa!
Palant!
Kość nietknięta. To tylko draśnięcie.
Bassai Dai!
Żelazny rycerz. Unik kraba.
Pomóż pan zamiast pajacować!
Badam, dlaczego mój chwyt się nie udał. Nauczył mnie go Baran. W Peszawarze.
Dosyć! Wykrwawiam się!
Ledwie ciurka.
Już po wszystkim.
Nic się nie dzieje.
- Nie ściskaj pan tak! - To ma być opaska.
Opaskę zakłada się nad raną.
Idziemy!
Trzeba wziąć spluwy.
Zostaw to.
Jak sobie poradzimy bez broni?
Moje dłonie to śmiercionośna broń czwartej kategorii.
Niepotrzebna nam spluwa.
Winda. Pewnie nią jechali.
Tu też jest kod.
To zawsze dzień urodzin szefa.
Dlaczego ja na to nie wpadłem?
Urodziny prezesa Banku Francji to...?
18 lipca '65.
No nie...
Pewnie, że nie.
Zwinąłem kartę wstępu.
Sierota.
Szybciej!
Nie pan oberwał nożem w udo!
Przywitaj się.
Jesteśmy prawie gotowe. Co tam na górze?
Mark, zgłoś się.
- To nie jest angielski. - Mówię po arabsku,
rosyjsku, serbsku i chińsku, nie po angielsku.
To mów pan po chińsku.
- To ma być chiński? - Mandaryński.
Poproszę ze Swanneyem,
szefem Małp, please.
Please znaczy "proszę".
Kto mówi?
Lew.
Lew?
Tak, przyjacielu. Znowu.
Lew we własnej osobie.
Co to za kretyn? Pokaż kamerę w holu.
Winda.
BRAK SYGNAŁU
Panie Lew, o co panu chodzi?
Nic już nie mówmy. Wychodzimy na amatorów.
Macie siedem i pół minuty, żeby się poddać.
Potem tam przyjdę.
To po niemiecku.
I koniec gry. Jasne?
Przychodź. Czekam.
Brawo. Już wiedzą, że tu jesteśmy. A mogliśmy ich wziąć z zaskoczenia.
Znów nie rozumiesz.
Facet się przeraził.
Wie, że Lew wysunie pazury, ale nie wie gdzie ani kiedy.
Słyszałem, jak się śmiał.
Mylisz się.
Zaręczam ci, że robią teraz w gacie.
A ja mam plan.
Na wszelki wypadek będziesz moim wsparciem.
Nie wejdę tam.
Czekają na jedną osobę. To będzie zaskoczenie. Właź.
Mam rozharataną nogę!
- Chcesz uratować swoją pannę? - Tak.
Więc będziesz wsparciem.
Moja noga!
Przestań jęczeć! To męczące.
Wsparcie bez broni to żart.
W razie problemów zgrywasz mongoła.
To mi nie raz uratowało życie.
Teraz mówi się "osoba z zespołem Downa".
Przepraszam. Schowaj się! Szybko!
- Jest pan pewny? - Spoko.
Robiłem to już w Indochinach.
To były lata sześćdziesiąte.
- No i? - Nie było pana na świecie.
Skąd wiesz?
Siedź cicho.
Szczur ogłuszony.
Przynieś go.
Masz za swoje, królu dżungli.
I co ja teraz zrobię?
- Skąd się tu wziął? - Nie wiem.
Nic nie zrobiłam.
- Korytarz C - drugi szczur. Sprawdź. - Przyjąłem.
Nie rób tego. Zrobię, co zechcesz.
Za późno.
Proszę.
Ej, ty!
Kto?
- Ja? - A jak myślisz?
Tatuś!
Co to za debil?
Kocham cię, tatusiu!
Nie podchodź.
Działa, widzisz?
Jednego mniej.
Chodź, mamy robotę.
Spadajcie! Weźcie broń.
Szybciej! Na górę!
Zostań ze mną.
Chodź.
Zamknij drzwi.
Zamknij te cholerne drzwi.
Patrz, jacy amatorzy.
Świetnie. Chodź.
Ciekawe, jak przejdziemy przez te zasrane drzwi!
Lew Artysta.
Wie pan, jakie jest prawdopodobieństwo trafienia szesnastu cyfr?
A ty wiesz?
W Lotto, gdzie trzeba trafić sześć, szansa to jeden do dziewiętnastu milionów...
Znasz lepsze rozwiązanie? Daj się skupić.
Przestań.
Szesnaście cyferek...
Wiadomo.
Jak pan to zrobił?
To jest poza mną.
Idziemy. Będzie huk.
Zapomniał pan huknąć.
Brawo, Simba!
Jesteście otoczeni!
Jest nas dwóch, nieuzbrojonych.
Ale uprzedzam, że moje dłonie to śmiercionośna broń czwartej kategorii.
I nie zawaham się ich użyć!
Cholera.
Wyszli.
Którędy?
Zobacz.
Niezła logistyka.
Szacun.
Twoja kolej!
Sprężaj się, bo ich zgubimy!
Ta noga mnie zabije!
Wisisz tam?
Już nie.
Mam tego dosyć!
Trzy dni biegałem na złamanej nodze po dżungli. Nie jęcz.
Nie opowiadaj pan bzdur. I jeszcze szczury!
Odcumuj tę łajbę! Już!
Notre-Dame czy Wieża Eiffla?
Pewnie uciekli na wschód.
- Twoja panna. - Gdzie?
Nie widzę! Gdzie jest?
Wierz mi, to ona.
Przejmij ster. Dasz radę?
Tak. W Touquet zrobiłem patent.
- Masz patent, a nie masz prawa jazdy? - Co z tego?
Nic.
Uważaj!
Przepraszam, fale.
- Na Sekwanie? - Tak, na Sekwanie.
Uszkodziłeś mi rękę.
Ja ze złamanymi skakałem na skakance.
Nie jęcz pan, to męczące.
Na co pan czeka?
Stajesz się mężczyzną.
Po ludzku.
Rozdzielimy się.
Ja znajdę pannę, ty zatrzymasz łódź.
- Nie lepiej trzymać się razem? - Trzeba ich zakleszczyć.
Stosowałem tę metodę w Jemenie...
Nie chcę wiedzieć.
Dzięki.
Szybko, szukamy panny!
Nie ma co.
Jesteśmy tu.
Kochanie, wyciągniemy cię stąd.
"Kochanie". Urocze.
Jak na kogoś takiego to sukces, że tu dotarłeś.
Gratuluję.
Za to ty za często uchodzisz cało.
Wkurza mnie to.
Koniec.
Game over.
Mówił mi to już gostek w Afganistanie, podczas misji z Panną.
"Dla ciebie game over".
I co się stało?
A jak sądzisz?
Tamten nie żyje.
Mam propozycję. Przemyślcie ją.
Ty bierzesz dziewczynę, ja złoto. Co ty na to?
- Zgoda. - Zgłupiałeś?
Brzmi interesująco.
Chcesz go puścić z dwoma tysiącami ton złota?
Zostaw ją!
- Nie bądź głupi! - Właśnie, nie bądź głupi.
Panie Milan!
Udało się.
Jestem Lwem.
Będzie dobrze.
Panie Milan?
No i?
Mam nadzieję, że z tego wyjdzie.
- Nie do wiary, że to dla mnie zrobiłeś. - Zrobiłabyś to samo.
Chyba śnisz.
Właściwie jak masz na imię? Bo nie wiem.
Jessica.
Powinienem wiedzieć o czymś jeszcze?
Jestem w ciąży.
Ile
nadamy mu imion?
Ze dwanaście?
Lew naprawdę jest szpiegiem?
Niezupełnie.
TRZY LATA WCZEŚNIEJ
LEONARD LEGRAND SPRZEDAWCĄ ROKU
Anno.
Nareszcie.
Wszystkiego najlepszego.
Myślałem o tym wszystkim, czego nie zrobiliśmy, ale zrobimy.
Nurkowanie w turkusowych wodach Polinezji...
Wyjazd do Tanzanii.
I...
Pocałunek na szczycie Kilimandżaro...
Fajny program.
Mówiłem, że tu wrócę, gnoju!
Zostawcie mnie!
Już dobrze.
Na pomoc!
Błagam!
SIEĆ KONSTELACJI MIT CZY RZECZYWISTOŚĆ?
A Leonard Legrand?
Co z nim będzie?
Trafi do zakładu zamkniętego. Pewnie na resztę życia.
Tak nie można.
Uratował moją narzeczoną i udaremnił skok stulecia.
Jest niebezpieczny.
Nie jest. Wymyślił sobie życiorys, żeby przykryć traumę.
Tak radził sobie z cierpieniem.
Przykro mi.
Niech chociaż ja mu to powiem.
- Co pan robi? - Wykonuję rozkazy.
Jak żyjesz, Lwiątko?
Dobrze.
Znowu coś cię boli?
Nie.
Nie boli.
Już wiem, kim pan jest.
Pan to...
Leo Milan, kryptonim Lew. Agent Konstelacji.
Gdzie Anna?
Powinien jej pan poszukać.
Jak mam stąd wyjść?
To kwestia stanu ducha.
Negocjacje?
Tak bez rozmachu?
Racja.
Mało poetyczne.
Może cios Lwa?
Cios Lwa...
Zna pan cios Lwa?
Co?
Bambiś.
Proszę patrzeć uważnie na moje kciuki.
Jesteś zaskakujący.
Jeszcze trochę i wciągnę cię do Konstelacji.
Proszę wyjrzeć.
Wypożyczony na fałszywy paszport Jessiki. Nie musi go pan zwracać.
Kluczyki są w stacyjce.
Idziemy?
Ja nie.
Zgłupiałeś? Jesteśmy ekipą.
Jessica jest w ciąży.
Co za niefart.
Wygłupiam się. To wspaniale!
Dojedziesz do mnie?
Jasne.
Ma być z rozmachem?
Momencik.
Będzie mi ciebie brakować.
Tłumaczenie na zlecenie Monolith Films: Katarzyna Wojsz
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.