All language subtitles for Liz -The Elizabeth Taylor Story (1995 Kevin Connor)

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional) Download
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Zareklamuj swój produkt lub firmę. Skontaktuj się z www.OpenSubtitles.org

Liz: Historia Elizabeth Taylor

Niegrzeczne dziecko!

Czymkolwiek się martwisz--

Co jeśli każdy powinien uciec z domu?

Czy bez mamy stałbyś się odpowiedzialny?

A ucieczka sprawi, że mama zacznie płakać

Ale Ty przecież nie będziesz

patrzeć jak mama płacze, prawda?

Elizabeth, wyjeżdżamy!

Wyjeżdżamy teraz!

Wracaj, niegrzeczne dziecko!

Och tak, jeśli to zależałoby od Ciebie--

nic byśmy nie osiągnęli!

Saro, nikt nie wątpi w Twoją siłę napędową.

Elizabeth!

Elizabeth Taylor--

czy Ty celowo jesteś tak niegrzeczna?

Po prostu kwestionuję fakt, czy to

naturalne zmuszać dziecko do pracy.

Och tak, przecież Ty jesteś ekspertem

od naturalnego porządku rzeczy, Francis.

Poza tym--

daleko temu od pracy w kopalni węgla.

Po prostu chcę żeby Elizabeth

miała szansę zostać kimś więcej niż--

-Żoną handlarza sztuki?

Kto by pomyślał?

Tego ranka sypiemy zabawnymi mądrościami

jak z rękawa, prawda?

Zabierz te cholerne psy!

Elizabeth--

Powiedz tatusiowi, że tego właśnie chcesz.

Powiedz mu, że mama Cię

do niczego nie zmusza.

Powiedz mu, że zawsze marzyłaś

o byciu gwiazdą filmową.

-Ale to nieprawda.

-Że co?

Czy to jest Twoja sprawka?

Żegnaj, Elizabeth.

Pa, tatusiu.

Ja chcę być aktorką.

Aktorki sprawiają,że ludzie mogą

uwierzyć we wszystko.

Tak. Cóż--

Aktorki chodzą głodne.

Wiem to. Widziałam tego wystarczająco dużo

gdy sama próbowałam kariery w teatrze.

Wchodzimy.

Siadaj.

Ale to gwiazdy filmowe mają wszystko.

A teraz jedziemy--

Nie możemy sprawić, żeby ciotka Hedda

na nas czekała.

Czy pani Hopper jest naprawdę moją ciotką?

Hedda Hopper może łatwo stać się

Twoją wróżką Chrzestną.

Los Angeles, rok 1942.

Saro--

Możliwe gdyby miała jakiś akompaniament--

Ja nie potrafię grać.

Być może Ty?

O mój Boże- nie.

To jest tu tylko na pokaz.

Zresztą jak wszystko inne w tym mieście.

I Saro--

ona jest uroczym dzieckiem, ale--

Elizabeth-- świat jest pełen

rzeczy do robienia dla Ciebie.

Możesz wyjść za mąż, uczyć--

zostać pielęgniarką.

Wiesz o tym, że nie musisz być aktorką.

Nie żeby być szczęśliwą.

Czyż nie jesteś kochany?

Czyż nie jesteś najdroższym kochaniem mamy?

Jesteś taki ładny.

Wiesz, Saro--

Właśnie przyszedł mi do głowy pewien pomysł.

W porządku, Hedda. Co zrobiłem nie tak?

Już nie bądź taki zabawny, Sam.

Mam jednak nadzieję, że przeszkodziłam.

Ależ tak!

Właśnie mamy wybrać dziewczynkę do roli w " Lassie".

Zaczekaj, a będziesz miała prawdziwą sensację do swojego artykułu.

-Och, czyżby?

Sam! Ty właśnie za chwilę popełnisz ogromny błąd.

Około 120 centymetrowe dziecko nie może być tak ogromne.

Cóż--

Jeśli czytałbyś ostatnio moją rubrykę

wiedziałbyś o tym, że

właśnie odwiedziła mnie bliska rodzina z Londynu.

Chwilę przed rozpoczęciem ciekawej współpracy.

Bardzo mi przykro, Hedda--

Już prawie podjęliśmy naszą decyzję.

- Tylko tak myślisz.

Elizabeth!

Samie Marks--

Pozwól, że Ci przedstawię--

panna Elizabeth Taylor.

- Ja już wiem wszystko na temat tej młodej damy.

Byliśmy razem z jej ojcem Francisem lotnymi naczelnikami.

On powiedział mi, że jego żona na śmierć pragnie

oglądać córkę w filmach.

Powiedziałem więc,że rzucę na nią okiem.

Elizabeth--

Tak, proszę Pana.

Elizabeth--

Uważasz, że potrafisz grać?

Już grałam, wiele razy.

A gdzie to było?

-Trochę w wytwórni Uniwersal.

W filmie " Ktoś rodzi się co minutę".

Musiał Pan to oglądać.

- Nie sądzę.

Elizabeth--

Uważasz, że potrafiłabyś mówić do psa

i sprawić, że my wszyscy uwierzymy, że Ty w to wierzysz?

Mogłby Pan chwilę zaczekać?

- Pewnie.

Wiem, że mnie kochasz, Lassie.

Dlatego, że nieważne jak daleko odchodzisz-

ty zawsze wracasz.

A wiesz dlaczego?

Ponieważ mnie kochasz.

Nie chcesz, żeby Twoja mamusia płakała.

Zdradzić Ci sekret, Lassie?

Jeżeli wszyscy by uciekali z domu--

nie byłoby już więcej

domów.

Heddo--

Jestem Ci winien przysługę.

Oto pies wszechczasów

autentyczny lassie

zagra

w filmie " Lassie wróć".

Trzeba to zobaczyć!

Autentyczny lassie

w najważniejszej roli

w filmie " Lassie wróć".

z udziałem

Elizabeth Taylor.

Kochanie, otrzymałaś wspaniałe recenzje

za Twoją rolę w " Lassie".

Ja sama jedną napisałam, pamiętasz?

Dlaczego by nie spocząć troszkę na laurach?

Ale ciociu Heddo, to jest naprawdę moja ulubiona książka.

Elizabeth--

Uważam, że pan Mayer wie lepiej.

Poza tym, Twój czas jest wypełniony pracą nad filmem

"The White Cliffs of Dover".

Twój moment jeszcze nadejdzie, moja droga.

Musi nadejść. Przecież " Lassie" to tak ogromny sukces.

To jest niesprawiedliwe.

Ja urodziłam się, żeby zagrać Velvet Brown.

Jeżdżę konno, prawie tak--

Posłuchaj mnie, Elizabeth.

Mogłabyś nawet zamienić się w latającego konia--

a oni nadal nie dali by Ci zagrać w " Wielkiej nagrodzie".

Szukają po prostu kogoś bardziej--

dojrzałego.

-Wyższego?

-Cóż--

Tak, wyższego.

Ale także kogoś bardziej--

rozwiniętego.

- Masz na myśli--

- Lepiej zostańmy przy wyższym.

" Wielka nagroda" ujęcie 2, scena 28.

Pięty w dole, Elizabeth.

Pięty w dole!

To bardzo zdeterminowana młoda dama, pani Taylor.

Elizabeth naprawdę rozkwitła jako Velvet Brown.

-Cięcie! Cięcie!

-Czy wszystko w porządku?

Bolą Cię plecy?

Wezwijcie karetkę!

-Nie, nie.

Nie róbcie tego.

Wszystko jest dobrze.

Tylko się potłukłam.

Powinnam wiedzieć, żeby trzymać pięty bardziej w dole.

- To był niezły upadek, dziecinko.

Odwołajmy ten dzień zdjęciowy, żebyś--

-Nie, nie.

Dam sobie radę.

Pozwólcie mi tylko złapać oddech.

- Jesteś pewna?

- Tak.

- Kochanie--

Ja wiem, że uważasz, że za bardzo na Ciebie naciskam.

Ale nawet ja nie oczekuję, że--

Obie wiemy, że na początku nie chciałam być gwiazdą filmową--

ale teraz--

teraz gdybym nie mogła grać w filmach--

czułabym się jak usychające drzewo.

Jak prawdziwy las.

Czy ktoś mógłby go nie chcieć?

To jest miłość od pierwszego wejrzenia.

Uważasz, że po tym filmie pozwolą mi go zabrać ze sobą?

-Kochanie--

Przypuszczam, że po tym filmie dadzą Ci wszystko.

Rozległa saga o miłości--

czułości i odwadze.

Dreszcz emocji w nowym

kinowym hicie.

Elizabeth Taylor--

kradnąca Wasze serca

w filmie " Wielka nagroda".

- Pa, skarbie!

-Janey--

Może dokończysz swój esej, który zaczęłaś tydzień temu.

Dickie, Darryl--

Więcej niż miesiąc piszę ten sam esej

o moich ostatnich dwóch filmach.

-Proszę o uwagę moi drodzy!

Obawiam się, że będziecie mieć dużo pracy

aż do jutrzejszego testu z przyrody.

Eksperci od efektownej reklamy chcą przyjechać

i dać wam parę sugestii odnośnie sesji zdjęciowych.

- Nocne zdjęcia?

- Trzy z rzędu.

I jeszcze te cholerne zakuwanie tekstu.

- Ale warto.

Wszyscy mówią, że " Wielka nagroda" zrobi z Ciebie gwiazdę.

- Ja już jestem gwiazdą.

- Trzy, dwa--

- Z tej strony Hedda Hopper, a tutaj jest Hollywood.

Elizabeth Taylor jest w Nowym Jorku z okazji jej

siedemnastych urodzin na sesji Philippe

Halsmana do magazynu " Life".

- To trochę przerażające. Mam na myśli--

magazyn " Life".

- To twoja urodzinowa rozkładówka w magazynie " Life".

Mam wrażenie, że to czas, w którym studio zdało sobie sprawę--

że ich mała dziewczynka jest już całkiem dorosła.

Jest siedemnastolatką.

Siedemnaście lat--

to jest--

Czujesz się niekomfortowo?

- Nie.

Być może.

- Wiesz dlaczego?

Dlatego, że--

Ja skupiam się na całym Twoim ciele.

A to ciało kobiece.

Zachwycające.

Tak jak kobieta--

Wolne.

Jak kobieta

zmysłowe.

-Sama nie wiem.

Wewnątrz wciąż czuję się jak mała dziewczynka.

- Ale już nie jesteś małą dziewczynką.

Ty jesteś kobietą.

O tak.

Tak, tak.

Masz takie kształty--

Więc je pokazuj.

Cóż--

Oto i jest Twój Pan Montgomery Clift.

- On jest taki piękny. Prawda, mamo?

-Idź się przywitać.

- Kawy?

Nie rób tego.

- Czego?

-Nie gap się na mnie.

-Boże, mam to samo.

Jestem tak zmęczona tymi gapiącymi się na mnie ludźmi.

I mówiącymi mi, że jestem piękna. Nie znoszę tego.

- Ale Ty jesteś piękna.

I właśnie tutaj jest tak napisane.

I ja też jestem piękny.

To jest film. Nawet brzydcy ludzie są piękni. I co z tego?

Ja jestem Elizabeth Taylor.

- Monty Clift.

Miło mi poznać.

Posłuchaj--

Nie jesteś tutaj najbardziej światowa.

Jesteś dziewczyną z okładki pudełka słodyczy.

Naprawdę tego chcesz?

Być przedmiotem?

Ponieważ ja muszę być z Tobą szczery, Bessie Mae.

Będę starał się robić wszystko jak najlepiej

grając z Tobą.

W takim razie lepiej mi pomóż panie trenerze aktorstwa metodycznego.

Ponieważ ja wykonałam swoją najlepszą pracę grając z koniem i psem.

Przestań.

Coś nie tak?

Wszystko z Tobą w porządku?

-To ciastka dla psów.

Dla ściemy.

Bardzo dobra metoda aktorska na walkę z tremą.

- Leki przeciwbólowe.

Na moje plecy.

-dzięki uprzejmości- ' Wielkiej nagrody'.

Ale z nas para, Bessie Mae.

Opłakana para.

-Bessie Mae.

Monty, spójrz na siebie. Jesteś taki chudy.

Chodź, zjedzmy coś.

-Do cholery, nie jestem głodny.

-Och, przestań. Wyglądasz jakbyś nigdy nie jadł, a przecież musisz.

No dalej.

Zrób to dla mnie.

Zrób to dla mamy.

-Przepraszam, George--

Co to do cholery jest?

To jest, to jest niedorzeczne!

Jaka młoda dama mówiła by w ten sposób do mężczyzny, którego kocha?

- Właśnie ona.

- Co za mina.

- Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.

- Drugą z kolei.

-Och, Angelo. Gdybym tylko mógł Ci powiedzieć

jak bardzo Cię kocham.

Gdybym tylko mógł to wszystko powiedzieć.

- Powiedz mamie.

Powiedz mamie o wszystkim.

-I cięcie!

- Miałem rację, prawda?

Musisz się z tym zgodzić.

- Nie bądż śmieszny.

Żadna kobieta nie chce być mamą dla mężczyzny

którego kocha.

- Dlaczego nie weźmiesz dnia wolnego od pracy?

Moglibyśmy pojechać na plażę albo gdzieś.

- Puk, puk! Przyjechałam z prezentami!

-Witaj, Bessie Mae!

Czym sobie zasłużyłem?

Daj mi minutę, Billy. Za chwilę pojedziemy. W porządku?

- Do zobaczenia poźniej.

- Przepraszam. Pewnie przeszkadzam.

- Nie, nie, nie!

-Teraz mnie nienawidzisz?

- Nienawidzić Cię?

O mój Boże, Monty. Ja Ciebie kocham.

- Wiem o tym.

Wiem.

Czuję się tak od dnia kiedy odmówiłeś rozmowy z moją piersią.

-Och, Bessie Mae.

Pozwól mi teraz

zwrócić się do Twojej piersi.

Tak bardzo mi nie ufaj.

- A niech Cię!

Złamałeś mi serce.

- Wiem o tym.

Złamałem także i swoje.

Jesteś dziewczyną, Bessie Mae.

Nawet Ty nie jesteś w stanie wyleczyć mnie

z mojej niegodziwej miłości.

- To nie ma znaczenia.

Cokolwiek się wydarzy, ja będę

tu zawsze dla Ciebie.

Mama będzie zawsze tu dla Ciebie.

- Czy ty nigdy nie pójdziesz zatańczyć?

- Chyba nie.

- To przez Monty'ego, prawda?

- Nie bądż głupia. Po prostu chcę być sama z moimi krągłościami.

- Ty wciąż się kochasz w tym facecie.

- Monty i ja mamy do siebie ogromny szacunek.

On rozumie naturę tej relacji.

- Przepraszam bardzo. Co ?

Od czasu filmu " Miejsce pod słońcem", stałaś się królową świata.

-Debbie, to tak, kiedy bratnie dusze gdzieś się odnajdują

i już ze sobą są.

A jeśli już nigdy się nie spotkają,

całą resztę życia spędzają jak włóczędzy, poszukując.

- Gadanie.

- Gadanie?

Mówię Ci coś tak głęboko poruszającego

a Ty odpowiadasz mi jak jakaś nastolatka.

- Ja jestem nastolatką.

I ty też nią jesteś.

- Nikt nie traktuje mnie jak dorosłą osobę.

- Zdaje się, że tamten przystojniak uważa Cię za dość dorosłą.

-Ale kto to jest?

- Nicky Hilton.

- Kto?

Jego rodzice są w posiadaniu Waldorf Astoria

i jeszcze ponad 100 innych hoteli.

- Idzie w tę stronę.

Powiedz coś.

- Tralala!

- Przestań, Debbie.

- Proszę wybaczyć--

Pani nie wie, kim jestem, ale pani to Liz Taylor.

- Och, nie znoszę jak ktoś mnie tak nazywa.

- Liz czy Taylor?

- Jestem w stanie zmienić jedno z nich.

- Liz.

- Nazywam się Nicky Hilton.

- To moja bliska przyjaciółka- Debbie Reynolds.

- Debbie.

- Jako bliska przyjaciółka-

Sądzisz, że Elizabeth

powinna ze mną zatańczyć?

- Ja zawsze mówię Elizabeth, co powinna robić--

ale ona nigdy mnie nie słucha.

- W porządku, mądralo. Co powinnam zrobić?

- Idź z nim zatańczyć.

- Obróć się, proszę.

Obróć się w prawo.

I w lewo.

- To szalone, wiem o tym. Tak bardzo nagłe.

Jeśli chciałabym uciec, miałabym tylko dwie opcje.

Studia albo małżeństwo.

Mam na myśli to, że wszyscy decydują za mnie.

Nie mogę się nawet wysikać bez czyichś instrukcji.

-Bessie Mae, chyba lepiej idzie Ci z rolą

w "Ojcu panny młodej".

- Bądź poważny.

- Dobrze.

Kochasz tego faceta?

- Miałbyś coś przeciwko temu?

- Po prostu chcę, żebyś była szczęśliwa. To wszystko.

Bądź jednak ostrożna.

Cokolwiek zdecydujesz--

pamiętaj o paru sprawach.

- Masz na myśli to, że on nie jest aktorem

albo cierpiącym poetą?

Naprawdę chcę wierzyć, że jesteś zazdrosny.

- Być może jestem.

- To dobrze.

Beverly Hills 1950

- Co potem, Liz?

- Cóż, nie pragnę niczego więcej niż do końca życia

być żoną Conrada Nicholsona Hiltona Juniora.

- Dobry wieczór.

Czyż to nie był wspaniały dzień?

Bardzo proszę za mną.

Pani Taylor- oto pani stolik.

-Nastąpił błąd.

My szukamy stolika Pani i Pana Hiltonów.

-Och, panie Hilton.

Bardzo przepraszam.

To oczywiście jest państwa stolik.

- Dziękuję.

- Życzę smacznego.

- Mężu--

Chcę już tak powiedzieć od ponad tygodnia.

Mężu, mężu, mężu.

Obiecaj, że zawsze będziesz mnie kochał.

Więcej niż zawsze.

- W porządku.

-Jako aktorka radzę Ci popracować nad intonacją.

- Cóż, ja nie jestem aktorem, w porządku?

Rozumiesz to?

- Nie, proszę, to moja podróż poślubna.

- Proszę, tylko jeden.

- Pan także jest sławny?

- Nie dla takich starych wiedźm jak wy.

- Dziękuję.

- Nick--

To jest moja podróż poślubna.

- Moja też.

- Nie zawstydzaj mnie.

- Kelner!

Przynieś nam coś do picia.

- Dżin!

- Wszystko.

-Nicky, skarbie?

Czy to ty?

-Mhm-m.

- Wszystko w porządku?

- Tak.

- Dużo wygrałeś?

- Tak.

Nie wyjeżdżaj mi więcej z tymi

hollywoodzkimi bzdurami, ty suko.

- Było wiele gwałtownych wybuchów.

Mąż był dla mnie obojętny.

-Przepraszam, pani Hilton.

Nie możemy Pani usłyszeć.

- On był dla mnie obojętny.

I sprawiał, że usychałam przy nim psychicznie.

- Rozumiem, że ma Pani własny znacznie duży dochód

i chciałaby Pani zrezygnować z jakichkolwiek alimentów?

Oraz wnioskuje Pani powrotu do nazwiska panieńskiego.

- Tak.

- Rozwód przyznany.

Małżeństwo to zostało rozwiązane.

- Pani Taylor, co teraz?

- Jest Pani wolna, pani Taylor?

- Pozwoliłam sobie wejść.

- Mamo, to jest mój dom.

- W takim razie powinnam wrócić i zapukać?

Co takiego gotujesz?

Francuskie tosty na lunch?

Cóż, nic więcej nie powiem.

Czyż to nie świetne?

Twoje własne miejsce.

Moja mała dziewczynka--

Już taka dorosła.

Nie rozmawiałyśmy jeszcze w ogóle na temat filmu ' Ivanhoe'.

- Jestem zaangażowana, ale--

scenariusz jest beznadziejny.

-Cóż, może i tak--

ale parę miesięcy w Londynie, z dala od tych wszystkich gazet--

pomoże zapomnieć o Twoim małżeństwie.

- Mamo--

- Kochanie, zrób porządek z tym jajkiem--

Za bardzo ocieka tłuszczem.

-Mamo, czy rozmawiałaś z Thorpem?

- O czym?

- O Londynie.

- Ja wszystko wiem o Londynie, kochanie.

Przecież kiedyś tam mieszkałyśmy.

- O tym, że nie będę Ciebie tam potrzebować.

- Uważasz, że to dobry pomysł, moja droga?

- I nawet jeżeli Cię tam nie będzie--

nadal będziesz otrzymywać swoje wynagrodzenie.

Obiecałaś.

- Rozumiem.

-Przepraszam.

Ale tak jak powiedziałaś--

jestem już dorosła.

- Palisz tosty.

MGM, Borehamwood, Anglia, 1951

- I akcja!

- Jest tak jak być musi, Rebecco.

Jest tak jak być musi.

- Nie rozumiem dlaczego.

- Takie jest prawo ziemi.

- I cięcie!

- Czy jest jakiś problem, Elizabeth?

-Tak, ta opaska waży tonę. To zabija moje biedne plecy.

- Mnie bardziej martwią dialogi.

Czy nie możesz włożyć w nie trochę życia?

-Powinieneś powiedzieć to pisarzowi.

-Sir Walter Scott--

on nie żyje. - Co ty nie powiesz.

- Czyż to nie Michael Wilding?

Angielska odpowiedź na Roberta Taylora.

-Ja nigdy nie potrafię dostrzec Twojego uroku, Robercie.

-Zabawny Michael.

Czyżbyś na nowo odkrył pasję dla Sir Waltera Scotta?

-Tak właściwie to stałem się ciekaw

zwyczajów i nawyków hollywodzkiej gwiazdki.

- Ta akurat ma przymiarkę.

- Całkiem fantastyczne.

Zupełnie jak burza na morzu.

Nie obchodzi nas ile statków zatonie, póki możemy na to patrzeć.

- Czy pozwolisz mi poznać Twojego przyjaciela?

- To Michael Wilding.

Michael, to jest Elizabeth Taylor.

- Witam.

-Och, moja droga. Wyglądasz czarująco.

Proszę.

-Uwierzyłbyś, że to pierwszy wieczór, kiedy gdziekolwiek wychodzę?

- Wiesz, wątpię. Taka piękność jak Ty.

-To dziwne. Każdy przyjmuje za oczywiste, że każdego wieczoru mam randkę

a tak naprawdę nikt nie wpadnie na to, by mnie zaprosić.

- Tak więc ja jestem panem nikt?

- Jesteś zabawny.

- Jak na starszego mężczyznę.

- To nie tak. Mój ojciec to starszy mężczyzna.

- Czy jesteś tego pewna, że chcesz--

- Mnie podobają się starsi mężczyźni.

Jesteście bardziej rozumni jeśli chodzi o pewne sprawy--

na przykład- wiesz- życie,

miłość.

-Nie sądzę, że ktoś może być tak bardzo rozumny--

nie jeśli chodzi o miłość.

Poeci tak twierdzą--

ale zdaje się, że nie mają pojęcia o czym mówią.

-Boże, gdybyś nie mógł wierzyć w miłość...--

- A Ty wierzysz w miłość?

- Kiedyś wierzyłam.

Miłość była najważniejszym aspektem mojego życia.

- Strasznie mi przykro.

- Założę się, że ożeniłbyś się ze mną, gdybym się nie starzała, prawda?

- Powiem Ci coś.

- Ty się nie starzejesz--

ale ja staję się młodszy.

-Elizabeth, proszę--

Podziękowania są tutaj zbędne.

Zawsze byliśmy rodziną.

Ty i studio MGM.

Poza tym, Michael jest świetnym aktorem.

Będziemy bardziej niż szczęśliwi

zawierając z nim kontrakt.

- To nam naprawdę bardzo pomoże. Dziękuję.

Poza tym--

Chcielibyśmy zamieszkać w domu, dużym domu.

Tak bardzo pragniemy założyć rodzinę.

Oraz mieć dziesiątki dzieci.

- Owszem, ale nie tak prędko.

Elizabeth--

Mamy wobec Ciebie duże plany.

-Jesteś jak z bajki, wiesz o tym?

- Michał Anioł miał całe sklepienie Kaplicy Sykstyńskiej--

Ja muszę poradzić sobie z nieco mniejszą powierzchnią.

- Artysto, ależ z Ciebie brytyjski światowiec.

- Jesteś wielką piłką, kompletną wariatką--

Ale ja Ciebie kocham i pragnę.

- Nie zapomnij o podpisie.

Dwa lata później

- Och, Elizabeth--

Nie mogę uwierzyć, że studio przysłało mi ten scenariusz.

To bezsens. Całkowity bezsens.

-Co to jest? Trzeci czy czwarty scenariusz

który odrzuciłeś?

Bez grania nie ma pieniędzy, Michael.

My musimy jakoś żyć.

- Czy to nie powinien być film z najwyższej półki?

Mam na myśli to, że człowiek ma swoją godność.

-Godność nie opłaci rachunków.

Ja to robię.

Kręcąc cztery okropne filmy--

Jeden po drugim.

Mówię całkowicie szczerze--

Czuję, że--

Czuję, że nikomu nic by się nie stało.

A niewielka pomoc dla naszego domowego funduszu nie byłaby najgorsza.

Teksas, 1955.

- Witaj, laleczko.

Udało Ci się przyjechać.

- Tak. - Poznałaś Jimmy'ego?

- Witaj, Jimmy.

On zawsze taki jest?

- Nie, jest po prostu niemiły.

Hej George, zobacz kto tu przyjechał.

- Witaj, mamuśko.

- Witaj, ziemniaczku.

-Ja laleczko, jestem tutaj szefem.

Wiesz dlaczego Ty tutaj jesteś?

Bo powiedziałem Georgowi, że jeśli nie będzie Liz Taylor, ja też nie zagram

w tym cholernym filmie. Co o tym sądzisz?

-Cóż, ja uważam, że jest Pan wspaniały, Panie Hudson.

Filmu jak " Olbrzym" nie kręci się codziennie.

- A aktorka z Twoją twarzą i figurą też nie gra codziennie.

Jesteś tak piękna, Liz. Mężczyźni --

tracą głowę na Twój widok.

- I w tym tkwi problem.

Dopóki nie pozbędziesz się tej pozerskiej maniery gwiazdki studia MGM--

nigdy nie staniesz się aktorką.

- Proszę mi wybaczyć, panie Stevens.

Czy to właśnie tak powinna wyglądać prawdziwa aktorka?

Chciałabym, żeby to było jasne, że jestem kimś

więcej niż ładną lalką.

- Rozumiecie?

-Niech Bóg zlituje się nad facetem, który kiedykolwiek nie doceni tej ładnej twarzy.

-Polejemy trochę wódki--

a potem wermutu.

-Nie mamy żadnego wermutu, mój towarzyszu.

-Cóż, zgoda, towarzyszu.

A co takiego mamy?

- Mamy kahluę.

- Pozwoli Pan--

Zobaczymy co to będzie po zmieszaniu

wódki z kahluą.

Oto czekoladowe martini.

Czekoladowe martini!

- Głupi ludzie.

-Dobry wieczór.

Czy mógłby mnie Pan zaprowadzić do Pani Taylor?

- Bardzo mi przykro Proszę Pana, ale--

Zostałem skierowany do tego miejsca prosto z lotniska.

Jestem zmęczony, głodny--

I chciałbym się widzieć z Panią Elizabeth Taylor.

Jestem jej mężem.

Och tak, proszę Pana.

Zdaje się, że ona właśnie je obiad z panem Hudsonem.

- Witaj.

Zawsze wydawało mi się, że--

zakochuję się w odtwórcy głównego bohatera.

Zawsze tak jest.

To nic takiego.

Zdaje się, że w tym raju nie wszystko jest takie idealne.

- Dziękuję.

Mój Boże, jak wspaniale się bawię.

-Może spróbowałbyś być odrobinę przyjemniejszy, dobrze?

Tutaj są pewni ludzie, którzy mogliby Ci pomóc.

-Cóż, nie posiadam Twojego talentu, Elizabeth.

Nie potrafię po prostu pstryknąć palcami, a każdy

mężczyzna zrobi, to co zechcę. - Naprawdę jestem taka zła?

- Zła-- nie.

Rozpieszczona--być może.

- Nie chciałam, żeby to wszystko tak wyszło.

Ja naprawdę Cię kocham.

- Kiedy interesy na to pozwalają.

Dlaczego więc mam narzekać?

-Trzymaj, Bessie.

Z podwójnym lodem.

-Rock--

Co to za film " W poszukiwaniu deszczowego drzewa"?

- Całkowita tajemnica.

Nikomu nie mogę powiedzieć ani słowa.

-Dobry scenariusz?

- Trochę tak jak szalona Scarlett O'Hara .

Ale nie muszę całować Clarka Gable'a.

Ja dostaję tego słodziaka.

- Myślałem, że jesteś za bardzo zmęczony, żeby przyjść.

-Byłem zbyt zmęczony, żeby przyjść, Michael.

Ale Bessie Mae dzwoniła i dzwoniła.

- No i co?

- Ona zawsze wygrywa. - O tak.

- Zdaje się, że chciała porozmawiać--

cóż, wiesz--

wyszła już za mąż dwa razy.

- W rzeczy samej.

Wiesz, największym problemem Elizabeth jest to, że--

mogłaby mieć każdego mężczyznę jakiego zapragnie.

- I to zmusiło Cię, żeby zabawiać się w basenie z dwiema--

-kim one były, Michael?

Striptizerkami--

Które wszystko opowiedziały plotkarskiej prasie.

- To jakaś bzdura.

Te dziewczyny były przelotem. Do niczego nie doszło.

Skąd miałem wiedzieć, że chcą sprzedać historyjkę?

- Michael--

Mieszkasz w Hollywood.

I jesteś mężem Elizabeth Taylor.

- Ona była w Teksasie z- jakkolwiek on się nazywa- robiąc

Bóg wie co.

Co ja miałem tutaj robić?

Niańczyć te cholerne psy.

Ona spędza każdą noc otoczona swoimi zwierzętami.

A co zostaje dla mnie?

- Za zdrowie zwierząt w małżeństwie.

-Zdrowie.

- Najlepsze przyjęcie.

- Dlaczego nie możesz się u nas przespać?

-Nie, nie. Naprawdę wszystko dobrze.

- W porządku, będę jechał przed nim.

- I co z tego?

- Dzięki temu będzie jechał wolniej. Wskażę mu drogę.

- Na razie.

- Bądź ostrożny.

- Jutro do Ciebie zadzwonię.

- To Monty Clift!

-Przestańcie! Do cholery wynoście się stąd!

- Odsuń się, Liz!

-Sępy! Wynoście się stąd!

Idź stąd!

Juhu!

Monty--

Oto i on, Monty.

Twoje zastępstwo jeżeli nie wrócisz

na plan za tydzień.

Dobrze?

Teraz on jest dobry, skarbie.

Nauczył się wszystkich znanych Tobie metod.

- O nie. - Tak.

Stęskniłam się za Tobą, ty moje słodkie nieszczęście.

Ale wyglądasz świetnie.

- Tak mi mówią. - Wiesz, mają rację.

- Jesteś taka podekscytowana. Co się dzieje?

-Wczoraj wieczorem- znowu wpadłam na Mike'a Todd'ego.

On jest naprawdę zabawny.

Zupełnie inny niż Michael.

- A co z Michael'em?

Ech, a co ma być z Michael'em.

- Z tej strony Michael Wilding.

- Michael, tu Elizabeth.

- Elizabeth, jak miło Cię słyszeć.

- Powiedz, jak Monty sobie daje radę?

- Dobrze, dobrze.

Michael--

Chcę żebyś wiedział, że Cię kocham i zawsze będę kochać.

- To bardzo komfortowe.

- Próbuję powiedzieć--

Pragnę, żebyś usłyszał to ode mnie. Zanim wszystko pojawi się w gazetach.

Kochanie, wniosłam o prawną separację.

-Cóż, dziękuję. Ale wolałbym chyba przeczytać o tym w gazetach.

-Tak?

-Mógłbym udawać, że ma to związek z dwójką innych ludzi.

Budynek Thalberg, studio MGM

- Powiedzcie mi, czy przeszkadzam.

Zgubiłem się.

- Ależ skąd, Mike. Czekaliśmy na Ciebie.

- Tak, to prawda, chociaż nie jestem pewna po co.

- Wychodzisz?

- Ja? Nie, dlaczego?

Przecież to moje biuro.

Nawet o tym nie pomyślałem.

-Sądziłem, że on się gdzieś wybiera.

-Benny, ja myślę, że on trochę przesadza.

- Wybaczcie mi.

-Nie uciekaj, Benny.

Proszę-- Nie uciekaj.

- Bawcie się dobrze, Mike.

- Cóż, nie przywykłam do wzywania mnie w ten sposób, Panie Todd.

Do tego czekałam jeszcze około 30 minut, tak?

- Wygodnie Ci tutaj?

-Proszę zabrać ode mnie te ręce!

- Tutaj chyba wygodniej.

Jesteś najpiękniejszą kobietą jaką kiedykolwiek widziałem.

A to tylko na początek.

A teraz, zwróć uwagę na ten stół--

Sądzę, że rzucisz na to okiem oraz--

rozważysz kierunek, który obrałem.

Otóż- byłem prezesem swojej własnej firmy kiedy miałem 18 lat.

W wieku, w którym jestem teraz

- a w końcu nie jestem taki stary-

produkuję 16 przedstawień.

' Up in Central Park'. Może słyszałaś o tym?

' Hot Mikado" ?

Niemniej jednak, ostateczny wynik to 18 milionów na Broadwayu.

A to tylko karty, które odkryłem.

Pewnie zapytasz mnie o wszystkie karty.

Teraz widzisz tylko jedną ze stron.

Ale przecież jest cała karta, Pani Taylor.

I ja Ci ją pokażę. Z drugiej strony jest to, że--

jestem w Tobie zakochany.

I nie próbuj się temu sprzeciwiać--

ponieważ ja wiem co czuję.

- Że co?

-Mnie to też zaskoczyło, nawet nie tak jak to--

Skarbie, nie tylko Cię kocham--

Zamierzam Cię poślubić.

Co powiesz na to?

- Brak mi słów.

- Wspaniale!

Wierzysz w przeznaczenie?

-Wierzę w to, że właśnie wychodzę.

- Liz, hej!

Lepiej nie stawiaj mi się!

- Proszę nie nazywać mnie Liz, Panie Todd.

- W porządku, Pani Taylor.

Pobierzemy się, bo- tak jak powiedziałem- to przeznaczenie.

A ja Ciebie kocham.

- Czy Pan nie rozumie, że ja jestem mężatką?

-Rozumiem, że się rozstajesz.

- To nie pański interes, do cholery.

-Właśnie tworzę nasz wspólny interes.

- Oraz nie lubię jak ktoś próbuje mnie ukształtować, rzuca na kanapę

i mówi kogo następnego mam poślubić.

- Wiesz co to oznacza?

- Co niby oznacza?

- Ty już nigdy

więcej mnie nie zobaczysz!

Przenigdy!

- Świetnie, że znów z nami jesteś, Monty.

Wyglądasz wspaniale.

Każdy powinnien tak dobrze wyglądać- tylko, że- przed wypadkiem samochodowym.

W porządku, wszyscy! Zaczynamy za pół godziny.

- Mam dla Ciebie prezent.

- Co to takiego?

- Monty--

To Twój--

- Ząb.

- Lubię dobry dowcip.

- A ty co tutaj robisz?

- Cóż, przyleciałem w interesach i usłyszałem, że jesteś

z powrotem na nogach i postanowiłem, że zrobię małą wycieczkę.

I. -- Jestem Mike Todd.

- Dziękuję, Mike.

- Róże.

Jak pospolicie.

-Cóż, w takim razie cieszę się, że nie przyniosłem ich dla Ciebie.

Moja matka miała sentyment do róż.

Pomyślałem, że będą pasować na tą okazję dla tego dżentelmena.

- Dziękuję ponownie, Mike.

Wybaczcie mi.

- Masz rację.

Róże są rzeczywiście pospolite.

A dla Liz Taylor nic nie może być pospolite.

A od Mike'a Todd'a zwłaszcza.

To--

jest dla Ciebie.

- Mike.--

Boże, to jest piękne.

- Bez żadnego przymusu, Liz.

Zdaje się, że już to ustalaliśmy.

Ale sądzę też, że ja jestem mężczyzną dla Ciebie.

Sądzę, że oboje to wiemy.

- Mike, nie wiem, co powiedzieć. - Cóż, ale ja wiem.

Ty po prostu słuchaj.

W porządku?

Czy dziecko wyjdzie za mąż za starego mężczyznę?

Cóż, czas na to, żeby wybrać prawdziwego partnera.

Takiego, który daje tyle ile dostaje.

Odwagi!

Odpłacisz się.

Będziemy się śmiać się do rozpuku, wydając moje pieniądze.

- Słyszałam, że zawsze dostajesz to, czego chcesz.

- Czy to źle?

- Nie, nie.

Podziwiam mężczyzn, którzy dostają cokolwiek zapragną.

Pod warunkiem, że wkładają w to swoje całe serce.

-Ja już Ci powiedziałem, gdzie jest moje serce.

Acapulco, rok 1957

- Czas na pocałunek!

- Och, Mike, zobacz ile fajerwerków.

Jesteśmy nawet na niebie.

Mike, obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz.

Obiecaj.

- Dostajesz film.

Sztuka jest o detencji.

Ja jej szukam.

Gdzie ta durnota z którą się ożeniłem?

- To niesamowite- połączyłaś rozgniecione ziemniaki z kukurydzą-

-Ze śmietaną.

-Znalazłem więc ochronę i zapytałem:

Widział ktoś przesadnie wystrojoną grubaskę--

- Nie słuchamy Cię, Mike!

-Wiecie, to naprawdę ważne, że wy dwoje jesteście tu ze mną i Debbie.

- Daj spokój, Eddie. Właśnie próbuję Wam coś opowiedzieć.

Posłuchajcie, proszę!

- Zdrowie Elizabeth. Zdrowie Mike'a.

Mężczyzny ważnego dla mnie tak jak mój własny ojciec.

- Dziękuję, dzieciaku.

Dziękuję.

Więc zostawiłem nasze wyznaczone miejsca, bo oni mówią, że żony nie ma.

A żona w barze.

- Latanie sprawia, że się denerwuję.

-Zalana w trupa!

-Siedziałam prosto pod głośnikiem czekając aż ktoś mnie wezwie.

A oni nigdy nie ogłaszają lotu.

-Liz. Posłuchaj mnie.

Ty nie słyszysz niczego, czego nie chcesz usłyszeć.

Jesteś jak ta cholerna Alicja z Krainy Czarów.

Siedzisz po tej cholernej drugiej stronie lustra.

-Wyobraź sobie. Michael przeczytał 'Alicję z Krainy Czarów'.

-Pewnie, że czytałem. To jest klasyka.

- I przeczytałeś całą książkę?

Czy jakiś uprzejmy dorosły Ci ją przeczytał?

On jest taki dziecinny.

- Cóż, ja lubię dzieci.

- Tak, Deb, wiemy o tym.

- Czy to przestępstwo federalne? Powiedziałam tylko, że lubię dzieci.

- Posłuchaj, bracie. To ja jestem tutaj mężczyzną.

W porządku?

Ja jestem twoim uprzejmym dorosłym.

Więc się zamknij!

Co jest z Tobą?

- Zostaw ją!

- Po prostu upadłam.

Naprawdę jesteście tacy głupi?

- Macie deser?

- Mikey uwielbia desery.

- Świat jest taki wspaniały--

jeśli tylko poświęcisz trochę czasu żeby go zwiedzić.

Według Michael'a Todda

'Osiemdziesiąt dni dookoła świata'

Zatrzymujemy się wszędzie-

Dwa oceany

Pięć mórz

W szesnastu krajach

- Państwo Todd-- witajcie w domu.

Chyba można spokojnie powiedzieć, że podbijacie świat.

-To wszystko Mike. To jego film.

Ja po prostu mu towarzyszyłam.

-Cóż, dużo mówi się o Waszych publicznych sprzeczkach--

O rzeczach, których--

-Że co? Uważaj na słowa.

-Słyszałem, że na pewnym lotnisku trzeba było

wzywać ochronę żeby Was uspokoić.

Chodziło o butelkę szampana?

- To najbardziej paskudna rzecz, jaką słyszałam w życiu.

Zwykle ludzie mnie chwalą.

- Cóż, a co powiesz na to?

- Proszę posłuchać--

Życzyłabym sobie, żeby wszyscy byli tak nieszczęśliwi jak my.

Wtedy nie byłoby żadnych wojen, problemów--

I byłoby całkiem przyjemnie.

Ona próbuje powiedzieć, że to co mówi Liz, mówi i Mike.

I jeśli kogoś to tak denerwuje, cóż- trudno.

- Jesteśmy bardzo-- - To nie ma znaczenia.

- Jesteśmy bardzo szczęśliwi.

- Nie obchodzi mnie, co ktoś myśli, ponieważ my wiemy--

I będziemy wiedzieć za 10 lat--

za 20 lat-- jeśli nadal będziemy żyć.

- Liz, Liz, Liz!

Teraz Cię zapytam--

Powiedziałaś kiedyś, że Ty to umysł dziecka w ciele kobiety?

- Tak, miałam wtedy 15 lat. Tak.

- Teraz kiedy jesteś żoną---

takiego Pana Świata--

jak Pan Todd-

Uważasz, że w pewien sposób dojrzewasz?

- Cóż, mam taką nadzieję.

W przeciwnym razie byłabym nieco opóźniona, nieprawdaż?

- Jeśli zaistnieje potrzeba bawić się z dziećmi, to będzie dobry powrót.

- Dobrze, kochana.

To ja jestem tutaj mężczyzną.

- O tak, mężczyzną.

- Nie zaczynaj z tą kotką.

- Nie chcesz,żeby kotka dla Ciebie wystapiła?

- Nie zagrasz w tym filmie.

-Nie chcesz mnie na gorącym blaszanym dachu?

-Potem ogarniasz ten chaos.

I robisz to dla mnie!

Rozumiesz to? - Chcesz kłótni?

-Chcesz kłótni?

- Ja zapytałam pierwsza.

- Jak się Pani czuje, pani Taylor?

- Jakie plany na przyszłość?

- Jakie jest imię dziecka?

- Liza Todd.

- Och, w takim razie to dziewczynka.

- Oczywiście, że dziewczynka.

Świat nie jest gotów na kolejnego Mike'a Todda.

-Akcja!

- Cięcie!

Koniec zdjęć.

-Och, Lizzie, skarbie.

Muszę przyznać, że jesteś cholernie dobra, naprawdę.

Ale kto uwierzy w historię jak ta?

Facet, któremu nie podoba się cud taki jak ty.

Jak Twoje plecy, Lizzie?

- Nie tak źle.

Dlaczego pytasz?

-Szkoda, że nie jesteśmy teraz sami.

Tak bardzo Cię kocham.

- W porządku.

Nie jest tak źle.

- Nie potrzeba medycznego geniusza, żeby stwierdzić, że jesteś chora.

-Przecież to gorączka!

- Lecę dziś wieczorem do Nowego Jorku.

Medyczny geniuszu.

- Do tego wariatka.

-Urojenia.

To przez gorączkę.

-Och, Mikey, Mike.

Mój słodki głuptasku.

Friars przyznają Ci nagrodę Showmana Roku jutro wieczorem.

Co z tego. Przyznają mi ją każdego roku.

-1200 ludzi w hotelu Waldorf Astoria.

- Czy nie mam racji, panie doktorze?

- Powiedziałbym, że zabraknie w Waldorfie jednej osoby jutro wieczorem.

- Hej dzieciaki. Mamusia jest naprawdę chora.

- Powiedzcie mamusi 'pa'.

-Kocham Was. Kocham.

-Idźcie z wujkiem doktorem.

-To jest dobry kadr.

-Do czego? Do filmu na temat zwłok?

- Użyję go do mojego kolejnego filmu.

- Pocałuj mnie.

- Już to zrobiłem. Nie zmienię zdania.

- Więc pocałuj mnie na zgodę.

- Mój Boże, sprawiasz, że jestem taki szczęśliwy.

- Och, Mike.

-Nie martw się, skarbie.

Ja przetrwam każdą burzę.

Ożeniłem się z Tobą, prawda?

Zadzwonię do Ciebie z Tulsy.

- O której godzinie?

- O trzeciej nad ranem, piękna.

-Nie zapomnij. - Tak, mamo.

-Zapomniałem o czymś.

Kocham Cię.

- Kocham Cię.

-Doktorze--

Dzwonię, ale to nie jest nagły wypadek ani nic takiego--

-Elizabeth--

Co jest nie tak?

- Jest już po trzeciej.

- Wiem.

- Mike miał zadzwonić do mnie z Tulsy--

Przed trzecią.

- Mike--

Potrafi sam o siebie zadbać.

- Mam przeczucie.

-Słyszę, że palisz.

- Nie palę.

- Liz--

Jesteś chora.

Idź spać.

-Ale Michael--

- Tak mi przykro.

Tak bardzo przykro.

Mike--

Samolot się rozbił.

Nikt nie przeżył.

O nie!

Nie!

-Eddie--

Tak się cieszę, że jesteś.

- Przyjechałem tak szybko jak mogłem.

Co z nią?

- Idź do niej.

Ty jesteś idealny.

Mike tak bardzo Cię kochał.

- Masz rację.

Co to jest za koszmar.

Ale--

Dla dobra Mike'a.

- Dla jej dobra też.

-Eddie--

Wiesz, co ostatnio pojęłam?

Mike i ja byliśmy małżeństwem dokładnie 413 dni.

Nikt nigdy nie dowie się,jak bardzo kochałam tego człowieka.

- Ja też go kochałem.

- Kochałeś, prawda?

- Opowiem Ci o tym, jak kiedyś powiedział--

' Większość chłopców marzy o tym, żeby w dorosłości zostać--

prezydentem Stanów Zjednoczonych.

Ale nie ja- powiedział.

Ja marzę o tym, żeby dorosnąć

i ożenić się z Elizabeth Taylor'.

Duża, przesadnie wystrojona, głupiutka kumpela.

Wiesz, kiedy byliśmy w Europie--

Debbie i ja--

Kiedy wpadliśmy na Ciebie i Mike'a--

Muszę być z Tobą szczery. Byłem tak bardzo--

zazdrosny.

-Zazdrosny o co?

O kumpli.

- Tak.

Tak, wasza dwójka--

Byliście tak blisko ze sobą.

- Tak.

Bez niego czuję się jak bez drugiej połówki.

- Myślę, że--

Mike chciałby, żebyś--

ruszyła dalej ze swoim życiem.

- Zaprosisz mnie do środka?

- Nie, ja wyjdę do Ciebie.

- Nie miałem szansy, żeby Ci to powiedzieć, ale--

Problemy z tym, że ludzie umierają--

są głupie.

-Tak samo powiedziałby Mike.

Och, Richard--

Ciało Mike'a ledwo co ostygło,a oni myślą tylko o ich cholernym filmie.

- Takie miasto.

Znalazłem inne rzeczy do kręcenia, kręcąc koło Ciebie--

Hej, dzieciaku!

Martwiłem się o Ciebie.

- Dziękuję.

Bywałam w tym miejscach od dziecka.

Szkoła tutaj...--

Oddałam MGM całe swoje życie.

A wszystko co są w stanie mi powiedzieć--

Wszystko, czego chcą to zaprowadzić mnie spowrotem do podstawówki.

- Jestem w tym razem z Tobą.

Poradzimy sobie.

- Jeśli byłabym Judy--

Judy Garland, na litość Boską!

-Gable...--

Tracy...--

I pozwolili Garbo odejść bez takiego podziękowania.

- Posłuchaj--

Nie obchodzi mnie ten film.

Zmienimy obsadę.

Ty idź proszę do domu.

To tylko film na miłość boską!

- Jesteś jednym z niewielu ludzi w tym mieście

którzy by tak powiedzieli.

-Tak, to jest irytujące.

-Myślę, że Mike chciałby żebym wróciła do pracy.

- Cóż--

Jeśli myślisz, że Mike by tego chciał.

- Przyszłam tu dzisiaj, po to, byś przekonał mnie do powrotu.

- Nie, ty przyszłaś tutaj po to, by przekonać samą siebie.

A teraz zabierz swój tyłek do garderoby.

-Dostałem Twoją wiadomość.

Co się stało?

- O nie, nic się nie stało.

Pragnę Ci coś dać.

To należało do Mike'a.

- Jego złoty klips z dolarem?

Jesteś tego pewna?

-Bezwzględnie.

Mike kochał Cię jak syna.

Zresztą jak i ja.

Usiądź.

- Chciałbym, żebyś przyjechała do Vegas.

Na mój występ w Tropicanie.

Chociaż może to nie jest dobry pomysł.

Ludzie mogliby sobie coś pomyśleć.

-Nie jeśli będzie z Tobą Debbie.

- Ona nie znosi Vegas.

Nie znosi facetów, z którymi spędzam czas.

Twierdzi, że za dużo gram.

- Cóż--

to prawda.

- Czy to przestępstwo?

- Nie w Vegas.

Taki urok tego miejsca.

Czego pragniesz?

Czego naprawdę pragniesz?

- Chcę wolności.

-A czego chce Debbie?

-Ona chce żeby jej małżeństwo funkcjonowało.

- I to jest problem.

- Ja mam większy problem.

Myślę, że się w Tobie zakochałem.

Chcę się z Tobą ożenić.

Nowy Jork, rok 1958

- Słucham?

- Tak?

Deb--

Debbie--

Skąd wiesz, że jestem z ---

Cóż, to dobre przypuszczenie.

Debbie--

Posłuchaj.

To nie jest łatwe.

Elizabeth i ja jesteśmy--

tutaj razem.

My się kochamy, Debbie.

- Co powiedziała?

- Powiedziała--

Omówimy to. Tylko--

przyjedź do domu.

- Jedziesz do domu, Eddie?

- Boże, jak mógłbym?

Szczerze mówiąc, jestem w szoku jak takie kłamstwa mogą się szerzyć.

Eddie i Liz są po prostu dobrymi przyjaciółmi.

Cóż złego w tym, że jeden przyjaciel zaprasza drugiego na wieczorne wyjście?

- Debbie--

Robisz to bardzo dobrze, ale--

Nazywam się Hedda.

Bądź ze mną szczera.

Obie wiemy, że Eddie nie jest dokładnie typem zdrajcy.

Co tak naprawdę się dzieje?

- Wszystko co chcę powiedzieć--

Eddie to świetny facet.

Ja go kocham.

Nie obwiniaj Eddiego.

- Bądź ze mną szczera.

I tak się dowiem prawdy.

Mówi się--

Oni się rozstają--

a Ty jesteś tego przyczyną.

To bzdura.

Ja nie rozbijam małżeństw.

Poza tym, nie można rozbić szczęśliwego małżeństwa.

-Nie możesz w ten sposób zranić Debbie

nie raniąc siebie jeszcze bardziej.

Elizabeth, ona rzeczywiście kocha Eddiego.

- On jej nie kocha. Nigdy nie kochał.

Ich małżeństwo to farsa.

- Jak myślisz, co Mike by sądził o tym wszystkim?

-Mike umarł!

Ja żyję.

Czego ode mnie oczekujesz? Mam sypiać sama?

Hedda Hopper ' Wielki kłopot malutkiej Debbie'

- Ty żmijo!

Dla mnie jesteś wystarczająco okrutna by całkowicie nie mieć serca.

- Kochanie, ja tylko napisałam to, co mi powiedziałaś.

- Nie sądziłam, że to wydrukujesz na litość Boską!

-Skarbie, taką mam pracę.

-Zdradziłaś mnie--

Ciociu Heddo.

Nigdy Ci tego nie wybaczę.

-Myślę sobie, że Debbie ma na dzień dzisiejszy tą samą przyśpiewkę.

- Eddie jest oczywiście zrujnowany.

Las Vegas, rok 1959

- Nienawistne listy przypływają jak powódź ulicami tego miasta.

Telewizja go zwolniła.

Tylko ten element w Las Vegas jeszcze go kiedykolwiek zatrudni.

Chociaż ten człowiek ma pracę na pełen etat.

Ma Elizabeth na pełen etat.

Ale chyba wiedziałaś o tym wszystkim, prawda Saro?

- Nie powiem złego słowa na Elizabeth.

Ale jeśli posłuchałaby mnie, nigdy by do tego nie doszło.

Ten cały Fisher zabiera ją do Europy w podróż poślubną.

Elizabeth mówi, iż ma nadzieję, że to będzie trwać 40 lat.

- Biedny Eddie.

- Mówisz po angielsku?

- Pomóc Panu w czymś?

- Nie, w porządku.

Tylko to odłóż.

Bardzo dobrze.

W porządku, tak.

To niech pójdzie na dół do przechowalni.

Dziękuję.

- Dziękuję Panu.

-Zamówiłeś mi szkocką?

- Tak, już, skarbie.

-Naprawdę, tak mnie boli.

Znowu moje plecy.

Zamierzasz odebrać ten telefon?

O mój Boże!

- Wszystko w porządku.

To tylko lek.

Nie martw się. To wszystko przepisał mi doktor Jacobson z Nowego Jorku.

-Och, Eddie.

Czy ty nie czytasz gazet? To doktor 'Dobre Samopoczucie'.

Przecież on cieszy się okropną sławą.

- To tylko witaminy oraz--

kilka innych rzeczy.

-Rzeczy?

-Dokładnie tak! Rzeczy!

Rzeczy pomieszanych z amfetaminą.

Różnego rodzaju rzeczy.

- Tak, to amfa. I co z tego?

-Boże...--

To mnie przeraża.

Eddie, jak długo to robisz?

- Od jakiegoś czasu.

To pomaga mi występować.

A co ze wszystkimi tabletkami, które ty bierzesz?

-Moje są przepisywane przez prawdziwego lekarza, Eddie.

No dalej.

-Tak?

Och, tak. Witaj, Walter.

Tak, słyszę Cię.

Jak zza sąsiednich drzwi.

-Zza Twoimi sąsiednimi drzwiami jest Darryl Zanuck?

Jesteś w Hollywood.

Bardzo zabawne.

To Walter Wagner.

- Pewnie chodzi o tę Kleopatrę.

Ty z nim rozmawiaj.

- Mówi, że Fox jest gotów doprowadzić to z Tobą do końca.

- Powiedz mu, że jestem zbyt młoda, żeby doprowadzać to do końca.

- Walter--

Teraz nie ma jej w pokoju. Uczy się francuskich czasowników czy coś takiego.

Ale mów, ja to zapiszę.

- Powiedz mu, że zagram za milion dolarów i 10 procent od dochodu filmu.

- Nikt jeszcze nie dostał miliona dolarów za film.

- Ani procentów od dochodu filmu.

-Właśnie weszła.

Na pewno chcesz usłyszeć, co powiedziała?

Mówi, że zagra za milion dolarów i 10 procent od dochodu filmu.

-Od dochodu filmu.

-Od dochodu.

W porządku, Walter.

- I co powiedział?

Zapomnij o tym?

-Nie.

- Więc co powiedział?

-Powiedział--

Odezwę się do Ciebie.

-Nie!

-Liz, zanim oczywiście pozwolimy Ci

zagrać Kleopatrę--

za 1 milion dolarów..-

i 10 procent dochodu z filmu --

Muszę Ci przypomnieć, że jesteś nam winna film.

A tym filmem musi być Butterfield 8.

-To jest oburzające!

-Obawiam się, że będziesz musiała zagrać w 'Butterfield 8' bez większych dyskusji.

-Prosisz mnie, żebym zagrała dziwkę.

-To słowo nie pojawia się w naszym scenariuszu.

Pragnę Ci przypomnieć, że Butterfield 8 to bestsellerowa powieść

napisana przez znanego i szanowanego amerykańskiego autora.

-Nie obchodzi to!

Nie zrobię tego.

W żadnym wypadku.

-Cóż, jeśli odmawiasz podporządkowania się warunkom umowy--

Obawiam się, że nie zostawiasz nam innego wyboru poza

zakazem pracy dla Ciebie gdziekolwiek przez następne dwa lata.

-Więc w taki oto sposób chcesz zakończyć osiemnastoletnią współpracę.

-Liz--

Czas na sentymenty w tym biznesie dawno przeminął.

Przystosuj się.

Ja musiałem.

O tak, taki jest ten biznes.

Ja osobiście--

wciąż jestem bardzo sentymentalnym facetem.

Pamiętam jakie szczęście przyniosła nam ' Wielka nagroda'.

A ten koń.--

Ten piękny koń King Charles,

którego tak bardzo kochałaś.

-Wielkie dzięki, ty sukinsynie.

Wciąż płacę za jazdę na tej cholernej szkapie!

-Nie rób mi tego.

Możesz mnie zmusić, żebym to zrobiła, ale nie zmusisz mnie żebym w tym zagrała.

Będę nieprzygotowana.

Będę się spóźniać.

-Wydaje mi się, że jesteś na to zbyt profesjonalna.

-Akurat.

Ale chcę żebym Eddie tam był.

- Cóż, oczywiście.

- Żeby zagrał rolę Steve'a.

- Że co?

On jest śpiewakiem!

-Śpiewanie to aktorstwo.

Mam na myśli to, że on występował przez setkami tysięcy ludzi.

Jest idealny do tej roli.

Zrób to dla mnie. Proszę.

Plan 'Butterfield 8'

-Dlaczego byłeś na mnie zły dzisiaj rano?

-Załóż swój płaszcz!

-Dlaczego dzisiaj rano?

- Ponieważ mam dość otwierania drzwi co drugi dzień

i znajdowania Cię nawalonej, wycieńczonej i...--

nawalonej, nawalonej-- wycieńczonej i..--

Przepraszam, skarbie.

- Eddie, nawet się nie starasz.

- Wstaliśmy wcześniej, żebyś mógł poćwiczyć.

- Staram się. Nigdy nie mówiłem, że jestem aktorem.

- Nie, to ja tak mówiłam.

Jeśli ten nienawistny film tego nie zniszczy, ty to zrobisz.

Zaryzykowałam dla Ciebie swoją reputację.

-Czy ja o to prosiłem? Czy kiedykolwiek prosiłem, żeby być w..--

- Nie, nie prosiłeś.

Ty po prostu siedzisz i czekasz, aż mama zrobi to lepiej.

- Hej, hej, hej!

Przestańcie. Wy nie chcecie tego robić.

- Ja chcę.

Chcę coś zamordować.

- Nie, nie, Bessie Mae.

No dalej, idź się ubrać.

Umówiliśmy się z ochroną.

No idź.

Eddie, chodź tutaj.

W porządku. Chodź tutaj.

Posłuchaj, nie możesz po prostu wypowiedzieć tych słów.

- No co ty nie powiesz. - Nie, nie.

Mam na myśli to, że musisz poczuć, iż przekazujesz te słowa.

One są niczym, na przykład kopertą.

Wiadomość pochodzi stąd.

Rozumiesz to?

- Pewnie.

- W porządku, tutaj. Chodź.

Ten facet Steve--

Patrzy na tę kobietę--

On już ją miał. Prawda?

Patrzy na nią i widzi plugawość.

Nieczystość.

Musisz spojrzeć na Elizabeth i zobaczyć w niej plugastwo.

- Ale ja ją kocham. - Nie.

Dalej, przyjacielu. Uda Ci się. No dalej.

Uda Ci się.

- Mam dość tego, że codziennie otwieram drzwi

Mam dość--

Będę chodził. Lepiej jak będę chodził.

Mam dość.

Dość, że otwieram drzwi co drugi dzień

i widzę Ciebie

nawaloną, wykończoną i brzydką.

Nawaloną, wykończoną i brzydką.

Londyn, rok 1961

- Tylko nie te listy z pogróżkami.

-Fox pisze o opóźnieniach związanych z ' Kleopatrą'.

Budżet został sporo przekroczony.

-Skarbie--

-Co?

Jestem chora, w porządku?

- Nie wiem, ile jeszcze jestem w stanie tego wytrzymać.

-A co ja mam powiedzieć?

- Wszystko nam tutaj odebrano.

Ja nie robię żadnej kariery.

Ty jesteś zbyt chora żeby pracować.

Nawet jeśli moglibyśmy pracować, deszcz nie przestanie padać.

W tym mieście żyje się jak w jakimś cholernym piekle.

- Ja też tego nie znoszę, Eddie.

-Może powinienem wrócić i spróbować poszukać jakiejś pracy czy coś.

- Nie zaczynaj z tym jeszcze raz.

- Powiedziałem, że się nad tym zastanawiam.

- Powiem Ci, o czym ja myślę.

Każdy mężczyzna, jakiego znałam, był kolejnym

który mnie porzucił.

- O mój Boże!

Pomocy!

Potrzebuję pomocy!

Co jej jest?

- To ostre zapalenie płuc.

Nie może oddychać.

- Uwierzysz w to?

Mnóstwo listów i telegramów...--

I spójrz, nie ma nawet tej nienawistnej poczty.

-Widziałam.

-Wszyscy Cię kochają.

-Wszyscy kochają mnie kiedy jestem martwa.

Jako żywa--

jestem szmatą.

-Nie, skarbie, nie.

Kochają Cię. Fani--

oni wybaczą Ci wszystko.

-Dam im znać, kiedy sama sobie wybaczę.

- Wiesz, że to jest sposób, żebyś poczuła się lepiej.

-Mamusiu--

Tak bardzo za Tobą tęskniłam.

Mamusiu--

Widziałam Mike'a, naprawdę.

-Gdzie, kochanie?

- Wtedy, kiedy umarłam.

Widziałam się z nim.

Tak bardzo pragnęłam być razem z nim.

Ale on powiedział 'Nie'.

Wiesz, mówił, że--

' To jeszcze nie Twój czas.

Wracaj'.

Wracaj.

- Naprawdę, kochanie?

- 'Wracaj i walcz'.

To właśnie powiedział.

' Ja tutaj będę'.

Powiedział tak.

' Ja tutaj będę'.

- Słyszysz to, huh?

Pozwalasz na to?

Burt Lancaster zdobywa Oskara dla najlepszego aktora

jako jedyny spośród publiczności pełnej najlepszych filmowców.

Znamienita publiczność jest podniecona.

Napięcie jest ogromne, kiedy Yul Brynner

ogłasza kto zdobywa Oskara dla najlepszej aktorki.

- Elizabeth Taylor.

Eskortowana przez swojego męża Eddiego Fisher'a

Gwiazda, która została nagrodzona za swoją rolę

w filmie studia MGM ' Butterfield 8'

zbliża się, aby odebrać Oskara.

To naprawdę wielka przyjemność

dla Elizabeth Taylor która zwyciężyła

z niemal śmiertelną chorobą.

Po uprzednich nominacjach wreszcie zdobywa Oskara.

To właśnie teraz nadszedł jej czas.

Podczas podziekowań, była przepełniona emocjami.

- Nie do końca wiem

jak wyrazić moją wdzięczność.

Nie w tej całej sytuacji.

Chyba wszystko, co mogę zrobić to powiedzieć dziękuję.

Dziękuję z całego serca.

Nagroda Akademii przypomina, że drzwi do każdego filmu są także twórcą gwiazd.

- Gratulacje.

Tak bardzo się cieszę z Twojego sukcesu.

A teraz-- miałabyś ochotę wrócić na plan?

- Tak.

- Mamy zamiar zacząć od nowa z ' Kleopatrą'.

Tylko tym razem jedziemy do Rzymu.

Będziemy udać, że Rzym

jest Rzymem.

A teraz najlepsze- Joseph Mankiewicz powiedział, że będzie reżyserował.

- Och, Walter. To wspaniale!

- Ale chce on ponownego castingu dla mężczyzn.

Tylko brytyjscy aktorzy. Sama śmietanka.

- Rex Harrison, oczywiście.

- Tak, w roli Cezara.

Prawdziwy aktor.

Człowiek teatru.

- A Antoniusz? Kto zagra Antoniusza?

- To Ci się spodoba.

Najlepszy.

Nowy Olivier.

- Kto?

- Richard Burton.

- Kto?

-Powiedz jej, żeby zabrała stąd swój tyłek.

- Tak po prostu, panie Mankiewicz?

-Tak.

Ale przekaż jej, że powiedziałem to z ogromnym wdziękiem.

- Ta ladacznica będzie się spóźniać za każdą cholerną opinię.

- Mam nadzieję, że będziesz hamował swój język przy Elizabeth.

- Mój język jest poskromiony jak Galdi.

- Macie przed sobą długie lato.

- Cóż--

A kto to powiedział, że

ona to tylko

duże piersi

bez nóg

i głos przekupki?

- Cóż--

- Przekupka oraz królowa.

-Wasza Wysokość!

Czy ktoś kiedykolwiek powiedział Pani

jak ładną dziewczyną jest?

-Zdaje się, że Ty jesteś pierwszy.

Ale trzymajmy się scenariusza.

- Rzeczą, która motywuje tych dwoje, jest to, iż

oboje potrzebowali Cezara.

Jednak on nie żyje.

Żeby więc zachować władzę, ona podrywa nowego faceta.

Ale on też ją podrywa.

Pierwszy raz w swoim życiu

Kleopatra zakochuje się głęboko i namiętnie.

- Ale ona--

Ona kochała Cezara.

Prawda?

-Nie, nie w ten sposób.

To jest wzajemne.

Jak kot i mysz.

Kot dostaje mysz, ale i mysz łapie kota.

Oboje idą na dno.

Żadnych ocalałych.

- Mrożąca krew myśl.

- Tak.

Musisz się strzec, moja Pani.

Nie można zagrać miłości

bez faktycznego zakochania się.

To wspaniałe.

- Ze mną tak nie jest.

Być może tak było z twoimi szkolnymi miłostkami, ale--

Zauważ, że ja nigdy nie wyszłam za odtwórcę głównej roli w moim filmie.

- Nie powiedziałem nic o małżeństwie. Mówiłem o miłości.

- Cóż, jestem staroświecka, panie Burton.

Tak jak wychowała mnie mama.

Najpierw się zakochuję,

a potem wychodzę za mąż.

- Powiedziała, że

jest staroświecka, Walter.

Cokolwiek to znaczy.

W porządku!

Zobaczmy, jak to wyjdzie.

I--

Akcja!

Cięcie!

- Bardzo przepraszam. - Nie przepraszaj.

Joe, daj nam chwilkę.

Wszystko w porządku?

- Tylko późna noc albo wczesny ranek.

Nie mogę się zorientować, które mnie dopadło.

-Zobacz, co narobiłeś.

-Kleopatro--

Widzę to, w jaki sposób zdobywasz.

- Nie jesteś wciąż pijany,czyż nie?

-Nie.

Chociaż wciąż jestem Walijczykiem.

Zdaje się, że to to samo.

Dziękuję.

Obiecuję jutro lepsze rezultaty, moja władczyni.

- Cóż--

Jak ustaliliśmy dzisiaj

wracasz do domu i idziesz spokojnie spać.

- Tak. Tak, to dobry pomysł.

Ty też idź się położyć z Twoim drogim mężulkiem.

- Nie bądź bezczelny. - To ty zaczęłaś.

- Nie, ty zaczęłaś. - Nie, to Ty.

- Może spróbuj pokazać się jutro trzeźwy.

- Będę trzeźwy, jeśli Ty będziesz na czas.

- Witajcie, dzieci.

Cześć.

Och Mike, mój najdroższy.

Skarbie, kocham Cię.

Co dzisiaj robiłaś?

- Jak było na planie?

- Na planie?

- Czy to nie był pierwszy dzień z Burtonem?

- Och--

Tak.

Prawda, był.

- Był trzeźwy?

- Wystarczająco.

Eddie, czy my jesteśmy szczęśliwi?

- Co to za pytanie?

Sądzę, że tak.

Nikt nie jest szczęśliwy przez cały czas.

- Naprawdę?

Dlaczego by nie.

- Co sprawiło, że jesteś taka poważna?

- Nie wiem.

Jest coś takiego...--

Może jesteś mi winien coś, co sprawia, że

my kobiety stajemy się bardziej poważne.

Eddie, ja pragnę kolejnego dziecka.

- Dlaczego? Przecież masz

chłopaków Wildinga,

masz córkę Mike'a...-

-Oni wszyscy już dorastają.

Ja chcę mieć niemowlę.

- To zbyt niebezpieczne. Miałaś trzy razy cesarkę.

-Och, wiem. Wiem.

Trzy cesarki z rzędu.

Ale wiem, że dziecko by mnie uszczęśliwiło.

Niemowlę będzie mnie potrzebować, Eddie.

-Wszystko jest w porządku.

Bardzo proszę.

- Ma na imię Maria.

To imię po mojej przyjaciółce, Marii Schell.

Ona ją dla nas znalazła.

-W niemieckim sierocińcu.

To dziecko zostało przebadane

uznane za zdrowe.

Tak.

Pani Taylor, ona ma zdeformowane biodro.

- I co z tego?

Przecież to aniołek.

- Co to znaczy, doktorze?

- Dla niej nauka chodzenia

to będzie bardzo długi proces.

W najlepszym wypadku, będzie nosić gips z lewej strony

przez co najmniej 6 miesięcy.

- To nie ma znaczenia.

Na co innego przydadzą się nasze pieniądze?

Mówiłam Ci, że ona mnie potrzebuje.

- I--

Akcja!

Cięcie!

- Zaintrygowałaś mnie, moja Pani.

-Jest teoria, że zwykle zakochujesz się w każdej odtwórczyni głównej roli.

-Dżentelmen nigdy nie mówi o takich rzeczach, Taylor.

- Co za dżentelmen, o cholera!

Więc naprawdę spałeś z nimi wszystkimi?

- Długa historia.

Co robisz dziś wieczorem?

- Och, przestań. Oboje jesteśmy w szczęśliwych małżeństwach.

- Naprawdę?

- Mogę mówić za siebie.

- Możesz? - Tak.

- W tej sytuacji

będziesz odpowiadać za całą wytwórnię.

- Powiedzmy.

- Jeśli tak dobrze się bawicie, zaczniemy od nowa.

-Więc zacznijmy od nowa.

Oczywiście nigdy nie byłaś w moim typie.

- A według mnie, Ty zawsze robisz z siebie niebywałego durnia.

Wybacz, że tak mówię.

- To nic takiego.

- Nie chciałam być niemiła.

- Na pewno.

- Cięcie!

- Nie przeszkadzam?

-Uwielbiam Cię, staruszku.

- Ty stara złośnico.

Napijmy się.

- Nie sądzę, że oni to zagrali.

-Wiesz, Joe--

Jeżeli cokolwiek się zacznie dziać między tą dwójką-

to może nas zniszczyć.

- Sam nie wiem.

On jest punktualny.

Przynajmniej ta dwójka pojawia się na planie o ustalonej godzinie.

- Dlaczego on?

On zawsze wygląda tak jakby potrzebował komuś dowalić.

- Jest dla niej wredny.

Jedyną rzeczą, której ona nie może znieść, jest miły facet.

- Czuję się prawie jak pacjent popijający mrożoną herbatę.

Albo i naprawdę nim się stanę po tym filmie.

Sądzę, że potrzebuję tego nieco więcej.

-Richard...-- - Przecież się nie upijam.

- Cóż, czy nie wyglądasz fantastycznie?

Proszę, jedzcie. Jedzcie.

- Och, dziękuję.

Ale sądzę, że najpierw napiję się trochę więcej

tej palącej wody.

-Jedyną rzeczą, którą można się tu upić jest jedzenie.

Mógłbyś pomyśleć, że jesteśmy Żydami.

-Cóż, oczywiście.

A powiedziałbyś, że

Walijczycy

są właściwie ponad to wszystko?

Wiedziałeś o tym?

- Cóż, naprawdę?

- Tak.

- Nie wiedziałem.

- Elizabeth--

To jest Sybil.

Moja żona.

- Witam.

- Cieszę się, że mogła Pani przyjść.

- Miło poznać.

- Och, Eddie. Ta muzyka jest zbyt głośno.

- Jaka piękna!

- Są tam we dwie, Richard.

Zarezerwuj swój czas.

- Och, Sybil. Błagam.

- Lepiej się pośpiesz. Mogą zaraz wyjść.

- Twoje słowa mnie ranią.

- Dlaczego? Ponieważ nie jestem ślepa?

Cóż, oczywiście.

Ty byś tego chciał.

-Więc to oblicze

wysłało na morze Tysiąc okrętów i zniszczyło ogniem

Wieże Ilionu, pozbawione szczytów?

Słodka Heleno!

Unieśmiertelnij mnie

swym pocałunkiem.

Duszę wysysają Ze mnie jej wargi.

Patacie,

ulatuje!

-Co to jest, Richard? Powiedz mi.

- Sztuka

o raczej szalonym niż wspaniałym facecie,

który nazywał się Faust.

-Szalonym niż wspaniałym?

- Och, tak.

Błyskotliwy gość

ale

zmuszony

zaprzedać swą duszę diabłu.

-Dlaczego?

-Dlaczego...--

Miłością do najpiękniejszej kobiety na świecie

oczywiście.

- Dla mnie to nie brzmi tak błyskotliwie.

Eddie, czy mógłbyś?

Nie słyszymy swoich myśli.

Przepraszam. Recytowałeś.

-Ach, tyś piękniejsza niż wieczorne niebo--

Strojne urodą swoich gwiazd tysięcy.

- Więc to jest Twoja urocza kryjówka?

- Mam taką szczerą nadzieję.

Ani jednego paparazzi w środku.

- Jak wyglądam?

- Idiotycznie.

- Przynajmniej nikt mnie nie zauważy.

- Zauważy?

Wyglądasz jakbyś założyła cholerną piankę marshamallow na głowę.

Napij się.

Zdaje się, że porzuciliśmy bezwstydne kajdany sławy

i wymieniliśmy je na ten widok.

- To niesamowite.

Oni szukali Elizabeth Taylor w Rzymie, a my ją właśnie tam zostawiliśmy.

- Przypuszczam, że to będzie zbyt banalne

jeśli wskoczymy

do łóżka?

-Sądzę, że tak. - Naprawdę?

- Tak.

- Jaka szkoda.

-Zaszłam zbyt daleko, żeby to robić.

- A jak daleko zaszłaś?

- O wiele za daleko.

Wiesz, Richard- to może głupio zabrzmieć--

Nie pamiętam czasów, kiedy nie byłam sławna.

Nie zostawało mi wiele czasu na cokolwiek innego.

- Przykładowo?

- Cóż--

Na miłość.

Mam na myśli--

Kiedy byłam dzieckiem, nigdy nie czułam, że mam wystarczająco dużo miłości.

Przez całe swoje życie, wszystko czego chciałam, to miłość. Więcej miłości.

- Cóż, mogę zrozumieć, że chciałaś więcej kochanków.

- Nie, nie kochanków. Więcej miłości.

Rodzaju miłości, której się poddajesz i która poddaje się Tobie.

Co o tym myślisz?

- Jestem tylko trochę zmieszany płynami.

A tak naprawdę

jak wszyscy dobrze wychowani walijscy chłopcy-

Kochałem swoją matkę,

której nigdy nie poznałem.

Oraz swoją siostrę.

Od tego czasu całe swoje życie szukałem kogoś z kim mógłbym się równać.

- Sybil?

- Chcę się z nią rozstać.

Ona nie ma żadnych wymagań.

- A ja mam wymagania?

- Tak.

- Pragniesz mnie?

Ze wszystkimi moimi wadami?

- Wadami...--

Tak, pragnę Cię.

Jesteś głębokim,

rozległym,

przerażającym oceanem, w którym nocą

łatwo się utopić.

Jednak ja mógłbym

całkiem szczęśliwie w Tobie zatonąć.

- Dzwonili dziś do mnie z wybrzeża.

Najwyraźniej pojawiło się wiele plotek,

że ponoć Ty i Burton

pojechaliście razem aż na wybrzeże.

Kto by pomyślał...-

Czy to prawda?

Elizabeth, to prawda?

- Tak.

Kocham Cię.

Witaj, słodziutki.

Moglibyście zostawić nas samych, proszę?

Czekają na mnie?

- Tragiczna próba, kaczuszko.

Nawet w to nie uwierzysz.

Tak, siedzi tam wielu profesjonalistów.

Starzy głupcy siedzą i czekają na Ciebie.

- Kiedy ten czas minął?

- Też się zastanawiam.

- Dzisiaj rano raczej byłaś w lekkiej rozsypce, kiedy przyszłaś--

Nieprawdaż, staruszko?

-A ty wyglądasz jakby coś Cię dopadło, staruszku.

- Miałem kaca.

Wypiłem za dużo wina wczoraj wieczorem.

- Ja też.

Szczera miłość.

Prawdziwa miłość.

- Oceanie, wyolbrzymiasz.

To nigdy nie była miłość.

- Nie? - Nie.

To było zatracenie.

- Miłość, ty cholerny stary capie.

- Miłość!

-Ty głupia trollico!

- Widzę, że potrzebujesz treningu jeśli chodzi o bardziej subtelne rzeczy.

- To właśnie moją szczerość podziwiasz.

- Ty cholerny tchórzu!

Tchórz!

- Ty gwiazdorska szmato!

- Joe...--

- Przestań--

Masz zamiar przypomnieć mi, że siedzę tutaj 40 minut,

a ja nie chcę, żebyś mi to przypominał.

- Co oni do cholery robili?

- Ćwiczyli sceny miłosne.

Wszystko oprócz dialogów.

Elizabeth--

Wyglądasz olśniewająco, moja kochana.

Słoneczko naszego dnia.

- Wejdźcie. Czujcie się jak u siebie w domu.

Gdzie jest Eddie?

Właśnie mieliśmy usiąść.

Co się dzieje?

- Skarpety...--

Bielizna...

- Przestań.

- Posłuchaj--

Nie wyjeżdżam na stałe, więc nie wariuj.

- Oczywiście, że nie.

Zbyt wiele się dzieje.

Jestem w połowie zdjęć do filmu. Potrzebuje Cię.

- Lecę na parę dni. Jadę do Szwajcarii.

Mam zamiar wziąć udział w Shalah.

Pamiętasz? Shalah?

Nasze marzenie.

- Eddie, nie możesz tego zrobić.

- Czemu nie?

Masz tutaj swoich ludzi.

Masz Richarda.

- A on ma swoją żonę!

- Ktoś mi powiedział, że powinienem uważać Cię za dziwkę.

Ich osądy jeszcze bardziej mnie przekonywały,

zwłaszcza jeśli chodzi o Włochy.

Tutaj, wiesz co by zrobili?

Wstaliby do cholery i bili brawo!

Urządzili by paradę!

- Eddie, posłuchaj--

Proszę, zostań tutaj.

Potrzebuję Cię.

Proszę, zostań.

- Dobry wieczór, Panu.

Wiedział Pan, że czasownik ' być'

jest najbardziej znakomitym czasownikiem w języku angielskim?

Ja jestem,

ty jesteś,

my jesteśmy.

O tak.

Są i oni!

- To Richard.

- Widzę.

- Właśnie mieliśmy siadać do stołu.

- Co on tutaj robi?

Co Ty tutaj robisz?

- Jestem zakochany

w tej dziewczynie.

- Masz swoją własną dziewczynę.

Masz Sybil.

- Sybil

oraz Elizabeth

są obie

moimi dziewczynami.

Ty jesteś

moją dziewczyną, nieprawdaż?

- Tak.

- Ty jesteś moją dziewczyną.

Podejdź tutaj

i

mnie pocałuj.

- Słucham?

Sybil...--

- Tak, ona jest tutaj.

Tak, ja także jestem.

Tak, cóż. Wiem jedną rzecz.

Czy pozwolisz mi mówić?

Dziękuję.

Zdaję sobie sprawę

z popełnianego grzechu

i w ostrym świetle

moje myśli się rozjaśnią

a ja--

Ja uratuję swoją Ginewrę.

Naprawdę.

Zrobię, to co powinienem. Ja--

- Nie jedziesz?

- Muszę.

- Nie musisz.

A chcesz tego?

- Ona jest moją żoną. Muszę.

A ty co chcesz zrobić?

- Pragnę Ciebie kochać.

Powiedziałeś, że pragniesz od życia więcej.

I my to właśnie mamy.

Jesteśmy czymś więcej.

- To co dostajemy w życiu, Elizabeth

to miłość.

Odrobinę. Tylko odrobinę.

A potem umieramy. Tracimy ją.

- Ja nie chcę umierać!

- Przekażę mu, kiedy już tam dotrę.

- Richard...--

- Myślałem, że uda mi się z tego wiwnąć.

- Z czego?

- Z Ciebie.

Zatapiam się w Tobie.

Ty jesteś oceanem.

- Faktycznie nie wyjeżdżasz, prawda?

- Tak, wyjeżdżam.

- Powiem Ci coś, Richard.

Jak śmiesz ode mnie uciekać?

Poświęciłam dla Ciebie wszystko!

Zrobiłam z siebie widowisko dla Ciebie!

- Dla mnie? - Tak!

- Kochana--

Ty latami jechałaś

na wizerunku kapryśnej Elizabeth Taylor.

Spodziewałem się, że Ty zawsze będziesz widowiskiem.

Przynajmniej do czasu, aż przeminie Twoja uroda.

- Richard!

- Tak się cieszę, widząc te oczy otwarte.

- Och, Mank.

- Nasi ubezpieczyciele także są zadowoleni, powinniem dodać.

- To nie jest tak, jak myślisz.

Gdzie jest Eddie?

- Eddie odszedł, moja droga.

Już jakiś czas temu.

- Och, tak.

Zapomniałam.

Prawie straciłam głowę.

Byłam złą dziewczynką, Mank.

Widziałeś to?

' Watykan potępia Elizabeth Taylor'

To z gazety Watykanu.

Nie wiedziałam nawet, że papież wydaje gazetę.

Będą mi jeszcze mówić, kogo mogę, a kogo nie mogę kochać.

- Zignoruj to.

- Mówią też, że jestem pewnego rodzaju erotycznym włóczęgą.

Cokolwiek to do cholery znaczy.

- To nic pochlebnego.

- To wszystko są kłamstwa.

Mam na myśli to, że kocham swoje dzieci.

Jestem wspaniałą matką.

Zaopiekowałabym się każdym.

Boże, a jeśli oni spróbują zabrać mi Marię?

Muszę znaleźć na to jakiś sposób przez prawników.

Nie mogę do tego dopuścić.

- Nikt nie zabierze Twojego dziecka.

Ty po prostu musisz się skupić na tym, żeby stanąć na nogi.

- Czy można pozwać papieża?

- Ładuj baterie.

Nie zaprzestamy pomocy, ale musimy Cię

jakoś zmotywować, byś dokończyła ten film.

- Cóż, nie wiem, czy się gdziekolwiek wybieram.

- Ja wiem.

I to naprawdę niedługo.

- A gdzie jest walijski staruszek?

- Odprowadza swoją żonę na samolot.

- Och? - Tak.

Sybil zdecydowała zabrać dzieci z powrotem do Londynu.

Nie mogę powiedzieć, że ją potępiam, a Ty?

- Ischia...--

- Hej, hej. Nie.

- Ischia...-- - Co ty robisz?

- Ischia. Co to jest? To wyspa, prawda?

Co to będzie za ucieczka. Morze, spacery...

- I światło księżyca.

- Czy na Ischii księżyc wspaniale świeci?

- To wspaniały obszar.

To właśnie tak paparazzi odkryli Ischię.

- Boże. Czy nie możemy się ich pozbyć?

Chciałbym, ale jak inaczej stać się

gwiazdą Hollywood?

- Cierpliwości. Cierpliwości, Wy sępy!

Ostatnie wielkie ujęcie

bez blasku fleszy.

Wkrótce zakończy się

niekończący się projekt.

- Przepraszam. Telegram dla Pana.

-Bądźcie ciszej. Nic nie słyszę.

- Czy to nowy klejnot?

- Och tak. To mała broszka,

którą Richard kupił mi w butiku Bulgari.

- Tak. Ja zapoznałem ją z piwem,

a ona zapoznała mnie z Bulgari.

- Czy Wasza dwójka ma zamiar się pobrać?

- Zakochane małżeństwo?

Nigdy!

- W takim razie o co chodzi?

- Cóż--

Nie jestem pewna, czy powinnam się tym z Panem dzielić.

To raczej osobista myśl, ale--

czasem serce bije i trzeba to zrobić.

Zawze wierzyłam w to, że jestem dzieckiem przeznaczenia.

I jeśli jest to prawda,

to Richard Burton jest niewątpliwie mi przeznaczony.

- Tędy, moja najdroższa.

- Kochanie, co to jest?

- Wystarczająco dużo przeznaczenia na jeden dzień.

- Jesteś w jednym z tych swoich czarnych walijskich humorów?

- Dostałem to.

- Kto to?

- Od kogo.

- Od kogo.

- Od Sir Laurence'a Oliviera.

Sir Larry zadał mi pytanie

czy chcę mieć znane nazwisko

czy pragnę być wielkim aktorem.

- Cóż, czego chcesz?

- Obydwu.

- Wszyscy podążamy za czasem.

Rzymianie

i Egipcjanie.

Wszyscy wrócili do domu.

I to wszystko.

- Bitwa.

To było właśnie to?

- Pierwszego dnia. Tak.

- A teraz gdzie się wybierzemy?

- W jakieś miejsce...

tak przerażające jak na przykład rzeczywistość.

- Musimy?

- Nie.

Zawsze możemy

się upijać przez cudowną wieczność.

- Zawsze nie znosiłam końca zdjęć.

Grupa ludzi zebrana razem

tworząca

taką wielką

zwariowaną rodzinę.

A potem

każdy idzie w swoją stronę.

To jest tak jakby

dwudziestka ludzi

opuszczała mnie i to w jednym czasie.

- Wszystko się kończy, Elizabeth.

- Wszystko?

- Prawda jest taka,

że zawsze wiedziałaś, że nigdy nie będę mógł jej zostawić.

- Rozumiem.

Ona jest dobrą kobietą.

Wszyscy mi to powtarzają. Przez cały czas.

Była przy Tobie przez te wszystkie lata.

Mimo Twoich wszystkich nieodpowiednich zachowań.

- Tak. Znam tę historię.

- Więc wracamy do domu?

- Tak.

- Naszych oddzielnych domów.

- Tak.

- Mogłabym Cię zatrzymać.

- To prawda.

-W takim razie tego nie zrobię.

- A to po co?

- To dla Pani Taylor. Na wypadek gdyby potrzebowała.

- Zabierz to. Pani Taylor sobie poradzi.

Gstaad, Szwajcaria

- Jak pięknie!

- Chodź, babciu. Pobawmy się.

- Zaczekaj. Daj nam chwilę, a potem przyjdziemy do Was. W porządku?

- Proszę, kochanie. Idź się bawić.

Przyjdę później, dobrze?

Och, Elizabeth!

To jest marzenie.

Absolutne marzenie.

Cóż, dom jest idealny dla dzieci.

Masz tutaj wszystko, czegokolwiek potrzebujesz.

- Wszystko poza mężczyzną.

Och, mamo. Słyszałaś o tym?

Odkąd zakończyliśmy zdjęcia,

Fox zwolinił wszystkich.

Waltera Wagnera,

i biednego Joe Mankiewicza.

A on powinien dostać medal za samo radzenie sobie ze mną.

- Elizabeth--

Naprawdę musisz spróbować zostawić Richarda za Tobą.

- Cóż, postawiłam między nami kanał La Manche.

To już jakiś początek, prawda?

- Wiesz, to takie dziwne.

Razem z Eddiem kupiliście ten dom

a potem wybuchł ten skandal.

Le scandale.

Szczerze mówiąc

można pomyśleć, że prasa nie ma nic ciekawszego do pisania.

Więc--

naprawdę nie widziałaś się z nim od czasu--

Rozstanie było przyjacielskie

i obustronne.

- Dzień dobry, tutaj Chalet Ariel.

Witaj.

Jak się miewasz?

-Pani Taylor!

- Proszę nazywać mnie Elizabeth.

- Tędy proszę.

Wziąć płaszcz? - Nie, dziękuję.

- Wszystko u Ciebie w porządku?

- Jestem bardzo zajęta.

- To dobrze. - A u Ciebie?

- Nijako. Nadal...--

bezproduktywnie.

- Ja staram się być zajęta.

W większości zajmuję się domem.

Jest naprawdę piękny. Dzieci go uwielbiają.

- Praca.

To jest to, czego potrzebujesz.

Prawdziwa praca.

A nie tego

rancza dla pospólstwa.

Czytałaś scenariusz?

- To z tego powodu chciałeś się ze mną zobaczyć?

Żeby rozmawiać o filmie ' Z życia VIP-ów'?

- Zawsze chcę się z Tobą widzieć.

Życie bez Ciebie jest nic nie warte.

Jednak---

Czytałaś scenariusz.

Wiem, że jest on

niskich lotów, ale mamy kontrakt.

- I naprawdę uważasz, że to dobry pomysł?

My pracujący razem?

- A dlaczego nie?

Po pół miliona dla każdego.

Londyn. Ty lubisz Londyn.

- A ty gdzie będziesz przebywać?

- Cóż, oczywiście w Londynie.

-Masz na myśli, że Sybil jest w Londynie?

Twoja rodzina?

- Tak.

- Dziękuję. Poradzę sobie z tym.

- Richard--

Nigdy nie chciałam, żebyś mnie nienawidził.

Stracił do mnie szacunek i uważał mnie...

- Co w Ciebie wstąpiło, kochana?

- Kiedyś nazywałeś mnie oceanem.

- Cóż, wciąż mogę to robić.

Mój oceanie.

Dla mnie

nie masz żadnych granic.

- Miałam mnóstwo czasu, żeby wszystko przemyśleć.

I Richard--

Ja Cię potrzebuję.

Potrzebuję Cię przez cały czas.

Wiem, że nie chcesz się ze mną ożenić

albo nie możesz się ze mną ożenić.

Pogodziłam się z tym.

To tak jak połknąć kamień,

ale w porządku.

Jestem skłonna być Twoją tajemnicą.

- Tajemnicą?

- Będę Twoją kochanką.

Nie dadzą mi żyć, jeśli się dowiedzą,

ale przynajmniej nie będę nikogo więcej krzywdzić.

- Och, moja Elizabeth.

- Ale musisz mi coś obiecać.

Musisz obiecać, że nigdy nie będziesz myślał o mnie źle.

- Nigdy.

Nigdy.

Ani jednej

niepochlebnej myśli

w tej starej

pijackiej walijskiej głowie.

Nie na temat Elizabeth.

- Obiecujesz?

- Tak.

Londyn, rok 1963

- Czy kiedykolwiek opowiadałem

o Sir Larry'm?

Stanley Baker!

Właśnie staję się zalany.

Z powodu tych otaczających mnie trucizn.

- Nie widziałem Cię na premierze, Rich.

- Tak, wiem, wiem. Nic mi nie mów.

To wszystko jest do dupy.

- A gdzie jest Kleopatra?

- Kleopatra jest w toalecie

tracąc resztki swojej wiary

i resztki swojego lunchu.

- Mówią, że się sprzedałeś, Rich.

- Tak.

Ja stałem się

starym Faustem.

Albo Faustem dnia dzisiejszego.

Mam kontrakt na trzy filmy z diabłem we własnej osobie.

Albo z Elizabeth we własnej osobie.

To zależy od tego, ile szmatławców czytasz.

- Ona jest kimś.

- Spędziłam dwa lata kręcąc ten parszywy film

a oni i tak go krytykują.

- ' Rzadko

w świecie filmowym

pojawia się

bezbarwny występ.'

-To są tortury.

- Och, skarbie.

To brzmi lepiej.

Piszą tutaj, że nie jesteś najgorszą aktorką na świecie.

- Jak możesz to czytać?

- Czyż lekarstwem nie jest trucizna?

- A co to do cholery ma znaczyć?

- To oznacza kochanie, że to najwyższy czas

żebym powrócił do teatru.

- Czytając te śmieci.

- Przeproś. - Nie.

- Przeproś! - Zmuś mnie!

- Przeproś!

- Ty mała choleryczko.

Przepraszam.

Napijmy się kolejnego drinka.

150 tysięcy funtów.

Ile to będzie w dolarach?

Pół miliona?

- Yhm. - Dziękuję.

- Dziękuję Panu.

- To jest najpiękniejszy kamień, jaki kiedykolwiek widziałam.

Czy Ty naprawdę...-

- Cóz, właściwie to tak, jakbym Ci kupił połowę Walii.

- Wiesz, jest tylko jedna rzecz, która uczyniłaby

mnie jeszcze bardziej szczęśliwą.

Nie pij tyle, staruchu.

- Powiedziałem, żebyś się zamknęła.

Chcę Cię o coś zapytać.

- Tak?

- Wyjdziesz za mnie?

- Powiedziałeś Sybil?

- Powiem jutro.

- Tata!

- Witaj, kochanie.

- Kiedy wrócisz do domu?

Kocham Cię.

Tak bardzo za Tobą tęskniłam.

- Wkrótce Ci to wynagrodzę.

Idź pobawić się z dziećmi.

Nie bądź smutna.

- Wracasz do domu, Rich?

-Tato!

Tato!

- I to on jest przy piłce, lider zespołu Burtonów

i zaraz poda ją do Jenkinsa Juniora!

I gol!

- Słucham?

- Wracasz do domu?

- Do domu. Tak.

Tak.

-Już na dobre?

- Tak.

- Powiedziałeś jej?

- Powiem jej dziś wieczorem.

- Jest już po czwartej. Martwiłam się.

Jak to zniosła?

Sybil. Co powiedziała?

- Niewiele.

- A powiedziałeś jej?

- Nie.

Żadnych wyrzutów.

Żadnego szału.

Żadnych gróźb

śmierci czy destrukcji.

Richard--

Ty głupcze.

Richard, ty chamie. Ty robaku.

Oto Twoja śpiewka.

A gdzie ty, do diabła, idziesz?

- Idę do swojego pokoju.

A ty jedziesz do domu. Do Sybil.

- Za cholerę!

Zaraz przejdę przez te drzwi.

- Chyba w Twoich snach.

- Nie możesz mnie wyrzucać jak jakiegoś uczniaka.

- Richard, możesz mieć żonę i kochankę.

Nie możesz mieć żony i narzeczonej.

- Dlaczego nie?

- Ponieważ

to ja jestem tą narzeczoną.

- Myślisz, że skoro teraz jestem pijany, to nie będę nic z tego pamiętał rano?

Ty krowo!

Masz, kurwa, pecha!

- Sybil.

Moja kochana.

Tak, wiem, że jest dosyć późno.

A tak właściwie to wcześnie.

Nie, nie.

Nie powiedziałem jej.

Cóż, rzecz w tym, kochana

wydaje mi się,

ze będę potrzebował rozwodu.

Broadway, rok 1964

- To wszystko jest tak pochłonięte sztuką.

- Tak, każdego wieczora to samo.

Jeszcze więcej tych... Tych....--

- Sępów. - Nie. Fanów.

Fanów.

Oni przychodzą, żeby mnie zobaczyć.

- Kochanie, oni przychodzą zobaczyć nas.

Jesteśmy parą z pierwszych stron gazet.

To prawda. Jedyny powód dla którego tego nie znoszę

to ten, że razem z nami jest też Sybil.

- Ten człowiek to dziecko teatru.

- To jego naturalne środowisko.

To tutaj jest jego miejsce.

- Nie miałabyś nic przeciwko, gdyby tu został?

- Ja tylko chcę być z Richardem.

- Dziękuję.

Jesteście tak miłą publicznością.

Wszyscy.

Jednakże

moje serce

czuje także inne wyrazy uznania.

Otóż ja

nareszcie

ożeniłem się z kobietą.

I ona jest niewątpliwie

tak ogromnym skarbem,

że muszę

ją uczcić.

Panie i Panowie--

Jak powiedział Hamlet-

Nie będziemy mieli więcej małżeństw.

- Oboje przeszliście wiele zmian grając w Virginii Woolf.

- Nie będziesz pewien dopóki tego nie przeczytasz.

Jedna część to ja, a druga to fałszywka.

Przytyłam 15 funtów

i postarzałam o 15 lat.

I pierwszy raz wytwórnia na to nalegała.

- Czujesz się, jakbyś stała się tą kobietą?

- Tylko na planie.

Richard w domu nie pozwala mi przeklinać.

- Ostrzegłem Elizabeth przez używaniem raczej niefortunnych konstrukcji.

- A załóż się o swoją dupę.

- No cóż, chyba się nie udało.

Oczywiście moim jedynym zmartwieniem

jest to, że jakość mojej osoby nie jest dokładnie taka

jaką przedstawia amerykański profesor.

- Rich?

- On nie jest mną.

Ten facet o księżycowej buźce upokarzany przez kobietę.

- Richard!

- Dziękuję, Panie Burton.

- Bełkoczesz.

- Czytam swój tekst.

- To bełkot.

- Jedną z Twoich mniej uporczywych wad jest, Elizabeth

jest fakt, że nigdy nie byłaś w stanie odróżnić

sztuki od bełkotu.

- A ty umiesz?

Ty bełkoczesz.

To jest Twój tekst?

- Strona 4.

Jest napisane, że George bierze do ręki butelkę

i sobie polewa.

- Nie sądzisz, że ćwiczyłeś już to wystarczająco?

- Och, to jest metoda, kochanie.

Widzisz, wczuwam się w rolę pijanego.

- Wczuwasz się latami.

- Widzisz, to boli.

Mam powód żeby pić.

- Strona 27. Martha bierze z lodówki udko kurczaka.

To jest w scenariuszu.

- Nic w życiu nie pozwoliło mi zrozumieć

Twojego pociągu do tych biednych ptaków.

- Naprawdę?

Co za frajer.

Może to jedna z wad w tej Twojej wielkiej grubej...

- Dlaczego najpierw tego nie połkniesz?

- I te Twoje wszystkie odżywki w butelkach.

A może czasem chciałbyś spróbować jedzenia?

- Te wszystkie małe ptaszki, o które się martwię.

One wydają się takie nagie i bezbronne.

- Och, bracie.

- Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się nad tym, że powinnaś jeść

tylko to, co potrafisz zabić?

- Zastanawiałam się nad złamaniem

Twojej małej, grubej walijskiej szyjki.

-Ja sam sobie dostarczam warzyw.

Na przykład chmiel.

Albo jałowiec, który znajdę w dżinie.

- Bla-blabla. Bla-blabla.

- Rosjanie zamienili to w magiczną wódkę.

Ja jestem wegetarianinem.

- A mnie brak słów.

- Och, mam nadzieję, że nie.

Tęskniłbym za Twym głosem, kochana.

- Byłbyś zachwycony.

- Nie aż tak.

Ja jak żeglarz cieszę się, gdy

słyszę Twoje mgliście odległe

wycie niczym syrena.

- Pijaczyna!

- Jestem gotów

poświęcić wiele rzeczy

dla dobra związku, Elizabeth.

Ale moja godność

- Och, godność.

- Dickie ma odrobinę godności.

- Dosyć tego.

O tak. Ty poświęciłeś swoją godność w dzień, gdy wyciągnąłeś

z trzaskiem korek z tej butelki.

Wystrzelony korek!

Ten strzał słyszał cały świat.

Dickie wystrzelił swój mały korek.

Korek! Korek!

Korek! Korek!

- Żryj! Żryj! Żryj!

Ty mała żmijo!

- Przestań!

- Nie trafiłaś.

No dalej, dalej.

To tylko gra.

Gra kurczakami.

- Nie podobają mi się nasze gry.

Nie znoszę naszych gier.

- Nie smuć się.

- Nie jestem smutna.

Ja czuję się zagubiona.

Rzym, rok 1966

plan filmu ' Poskromienie złośnicy'

- Kiedy przestaniecie

tak zasuwać?

- To wszystko przez te cholerne halki.

To jest tak jakbym ubierała się pięć razy.

Nie tak ja Ty.

I te Twoje rajstopy.

- Pani.

Czy mogę przypomnieć,

że to ja

jestem pani mężem

oraz jestem Panem

życia.

A moja kobieta jest

- Wrzodem na tyłku.

- Tak, niewątpliwie.

Wejść!

Elizabeth, to dla Ciebie.

A potem się napijemy.

Elizabeth--

Co się stało?

- Monty.

Monty nie żyje.

- Pozwól mu odejść.

Miał zawał serca.

Nikt nie mógł go uratować.

-Zaangażowałam się za bardzo

w nasz związek.

Zapomniałam o Montym.

- Zakochałaś się.

Wyszłaś za mąż.

On nigdy niczego od Ciebie nie oczekiwał.

Miał pracę.

Film ' W zwierciadle złotego oka'.

- On był jedyną osobą, której mogłam wszystko powiedzieć.

Nawet o rzeczach, które były bardzo osobiste.

- Kochał Cię.

- Bessie Mae.

Uwielbiał Bessie Mae.

Miałam tyle propozycji zaręczyn, ale to on był jedynym mężczyzną

którego powinnam poprosić, żeby został moim mężem.

- To smutne stwierdzenie.

Przedawkował narkotyki?

- On przedawkował życie.

Oskar dla Elizabeth Taylor za rolę w ' Kto się boi Virginii Woolf? '

Elizabeth Taylor nie jest dziś wieczorem z nami. Przebywa na południu Francji.

Oskara w jej imieniu odbierze przyjaciółka Anne Bancroft.

- Właśnie przyznali Ci Oskara

a ty narzekasz.

- Nie narzekam ze swojego powodu. Narzekam ze względu na Ciebie.

- Moje narzekanie jest już chroniczne. Nie potrzebuję pomocy.

- Do diabła, to Twoja piąta nominacja, Richard.

Ty zasłużyłeś na Oskara, nie ja.

- Nazwaliśmy jacht na cześć

naszych trzech dziewczynek.

Kate, Lizy i Marii.

Kalizma.

- Tak się cieszę.

- To naprawdę pocieszające,

że nazwanie jachtu może uczynić Cię szczęśliwą, moja kochana.

- Dziękuję.

Gdzie Ty idziesz?

Ludzie się schodzą. Będziemy świętować.

- Nie, nie zapomniałem o tym.

Wybieram się na ląd, żeby odebrać kilku moich kolegów.

- Masz na myśli tych pozostałych pijaków?

- Nie.

Mam na myśli innych aktorów dramatycznych, Elizabeth.

Przybyli oni z daleka,

żeby uczcić Twoje największe osiągnięcie.

- Cóż, tylko pytałam.

- Nie pytałaś.

Martwisz się o to, czy nie mam zamiaru ośmieszyć

tego całego pokładu, który także sprzątam tak desperacko

przez ostatnie trzynaście dni.

Cóż--

Nie martw się, kochana.

Ponieważ jak widzisz, ja jestem

jednym z ostatnich oczekujących tego jachtu pasażerów.

- Nie potrafię Panu opowiedzieć o tych wszystkich--

Och, wszystko jedno. Wymogach.

Richard je zna.

- Bonjour, Champeau! - Bonjour, Elizabeth!

- Wszystko, co wiem, to to, że czujemy się tu jak w domu.

Spóźniłeś się.

- A Ty jesteś bardzo

ładną dziewczyną.

- Richard--

Znowu zacząłeś pić?

- Naprawdę?

Węgry, rok 1972

- Elizabeth--

Moja kochana.

Pani Taylor.

Wszystkiego najlepszego, najdroższa.

- Dziękuję.

- Muszę Ci to powiedzieć.

Czterdziestka?

W ogóle na tyle nie wyglądasz.

- Cóż, a co powiesz na to, że zostałam babcią w tamtym roku?

Uwierzyłabyś? - Nie chcę wierzyć.

- To uwierz. Potrzebuję wszelkiej pomocy, jaką mogę uzyskać.

- Nie mogę uwierzyć, że pozwoliłaś Richardowi

zoorganizować to przyjęcie tutaj, w Budapeszcie.

Przecież Ci wszyscy goście musieli tu przylecieć.

- Wiesz, mamo.

Musieliśmy tak zrobić, bo kręcimy tutaj ' Sinobrodego'.

Pomyśl rozsądnie.

Nie chcieliśmy żeby ci wszyscy

próżniacy zza granicy bawili się beze mnie.

Naprawdę.

- Proszę bardzo, mamo.

- Byłem ciekaw

czy powinniśmy mówić, że są ze sobą ściśle związane...-

- O mój Boże.

Kogo tam Richard teraz zanudza?

- Ambasadora Szwajcarii i jego żonę.

- Pójdę zobaczyć.

Kochanie, przestań opowiadać te swoje sceniczne żarty.

Daj Państwu spokój, dobrze?

Proszę nam wybaczyć.

- Strasznie przepraszam.

Ona jest okropnie nieuprzejma.

- Przepraszam bardzo-- - Richard.

- Muszę zobaczyć go z bliska.

- Ależ oczywiście, Wasza Wysokość.

- To Krupp, nieprawdaż?

Diament Krupp.

- Tak.

Drobny upominek od Richarda.

- Widziałam go w gazecie. Na pierwszej stronie.

- To tak jak lubimy, kochana.

Diamenty na pierwszej stronie,

a złe recenzje na ostatniej.

Och, wyglądasz na lekko spragnioną, kochanie.

Pozwól, że Ci czegoś naleję.

- Dziękuję.

- To najbardziej wulgarna rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam.

- Chciałaby Pani go przymierzyć?

Cóż, teraz już nie wygląda tak wulgarnie, prawda?

Londyn

- Kochanie?

Jest już ten dziennikarz z tej jakiejśtam

gazety.

Filmowego magazynu.

Poradzę sobie z nim.

- Pan Burton. - Tak, pan Darrum.

- Darron. - Och, nieważne.

Proszę usiąść.

- Jestem ogromnie wdzięczny...

- Przykro mi to mówić, ale moja ukochana jest

dzisiaj chora.

- Och, bardzo mi przykro. Czy wróci do zdrowia?

- To nic poważnego.

Twierdzimy, że to różyczka.

- Pan żartuje?

- Będzie zdrowa za jeden dzień.

Przepisaliśmy jej włoską wódkę.

Dość niezwykła.

Smakuje jak środek przeciwbólowy.

Proszę zaczynać.

- Przepraszam?

- Pański wywiad.

- Och, tak.

- Mam nadzieję, że nie przyszedł Pan pytać nas

o ostatnie niepowodzenia, które przeżywaliśmy.

- Richard. Ja Ciebie słyszę!

- Tak.

Właściwie my tylko gramy role niepowodzeń,

niektóre z nich są bardziej realistyczne.

- Jestem pewna, że ten pan wolałby wrócić,

kiedy nie będzie padać.

- Nieprawda.

On to prawdziwa kaczka.

Nie przeszkadza Panu deszcz, prawda?

- Wcale.

- Gdyby nie padało,

być może miałbyś do powiedzenia bardziej pogodne rzeczy.

- Tak, tak.

Gstaad, Szwajcaria

- Jak Ty się ścigasz.

- A Ty się wleczesz.

- Zawsze byłem zdania, że matkę naturę

podobnie jak i teściową

powinno się odwiedzać, ale z umiarem.

- Te wszystkie drinki wypalają Ci mózg.

Tak samo papierosy.

- Właściwie to masz rację.

To przypomina mi, że czas na lekarstwo.

- Och, Richard. Martwię się o Ciebie.

- Ja też się o siebie martwię. Dlatego piję.

- Naprawdę żałujesz urlopu tutaj?

Rozejrzyj się.

Ten dom, góry.

Czy kiedykolwiek uwierzyłbyś, że będziemy mieć takie życie?

- Och, tak. To jest dokładnie taki rodzaj życia, który

myślałem, że będziemy prowadzić.

Oprócz naszych sporadycznych wycieczek

do tego śnieżnego pałacu,

prowadzimy życie w

hotelowych pokojach i wynajętych domach

oraz, och tak--

na jachcie, który sprawił

że nasze luksusowe dryfowanie było tak przyjemne.

- Nie podoba mi się Twój ton, Richard.

- Takie jest życie.

A tak właściwie to połowa życia.

A żeby zrekompensować sobie brakującą połowę,

ja piję. Dwa razy więcej.

- Och, przestań, Richard.

- Przestanę.

Ja umrę.

Zapiję się na śmierć.

A ty--

Ty będziesz jedyną osobą żyjącą

w swoim półświatku.

- Czy Ty musisz mówić to wszystko?

Wiem, że o tym myślisz.

Ale czy musisz to wypowiadać?

Bezustannie?

Poradzisz sobie jakoś?

- Poradzę.

Krwawa Mary mi pomoże.

Poproszę dwie duże Krwawe Mary.

- Nie podoba mi się, że muszę Cię tu zostawić.

Nowy Jork jest straszny o tej porze roku.

- Ty pojedziesz na wybrzeże, a ja dam sobie radę.

Zresztą tutaj zawsze jest okropnie.

Tu zawsze jest sezon.

Jeśli lubisz się zabawić.

- Nie rozchodziliśmy się w różne strony już od dłuższego czasu.

Dobrze postępujemy?

- Już od dłuższego czasu dobrze nie postępowaliśmy.

- Richard--

- Postępować dobrze...-

To tak jakby

pojawiać się i znikać.

Znikać i pojawiać.

To show Liz i Dicka.

Jesteśmy jak Flip i Flap.

- Zawsze lubiłam Flipa i Flapa.

- Och, tak. Ale nie jesteśmy tak uroczy jak oni.

Już nie.

Wszyscy są nami znudzeni na śmierć.

Szczególnie ja.

Szczególnie ja.

Wiem.

Potrzebujemy--

nowych scenarzystów.

- To mój samolot.

- Pani Taylor, odprowadzimy Panią.

- Niech czekają godzinę.

Wtedy będą wiedzieć, że to Ty.

- Żegnaj, Duffy.

- Pa.

- Czy mógłby Pan to przekazać prasie?

- W ten sposób?

Przekazać prasie?

- Po prostu nie potrafię spojrzeć mu w oczy.

Jestem przekonana, że to dobry i korzystny pomysł

żebyśmy- ja i Richard- rozstali się na jakiś czas.

Może kochamy się aż za bardzo.

Nigdy nie wierzyłam, że coś takiego jest możliwe.

Jednakże my byliśmy ze sobą cały czas.

Nigdy się nie rozstawaliśmy, nawet w sprawach życia i śmierci.

Wierzę całym sercem, że separacja koniec końców przywróci nas

tam, gdzie być powinniśmy.

To znaczy razem.

Bądźcie z nami podczas tego trudnego okresu.

Módlcie się za nas.

' Rozstanie Liz i Dicka- Może kochaliśmy się aż za bardzo- mówi Liz.'

' Burton i Taylor ponownie wzięli ślub w Afryce.'

' Liz rzuca Dicka- już kolejny raz'.

Waszyngton D.C., rok 1976

- Dobry wieczór.

Byliśmy umówieni na dziś wieczór.

- Tak więc Pan musi być Johnem Warnerem.

- Tak. Ja nie mam wątpliwości, kim Pani jest.

- Och, proszę nazywaj mnie Elizabeth.

Nie pamiętam już takich czasów.

Musiałam być nastolatką, kiedy byłam ostatnio na randce w ciemno.

- Jesteśmy ogromnie wdzięczni – cały nasz komitet marynarki wojennej-

że zgodziłaś się wziąć udział w naszym niewielkim balu,

tutaj, w Waszyngtonie.

- Uważam to za mój patriotyczny obowiązek.

Opowiedz mi o sobie.

- Cóż, nie mam wiele do opowiadania.

Pochodzę z Wirginii. Mam tam gospodarstwo.

Pracuję dla rządu, a pewnego dnia planuję zostać senatorem.

Masz więc gospodarstwo? - Tak, proszę Pani.

- W takim razie masz zwierzęta. - Oczywiście.

- Ja uwielbiam zwierzęta.

Jak tu jest pięknie--

- To miłe, że przyjechałaś tutaj ze mną.

- To jest jak moje dzieciństwo.

Naprawdę. Czuję się, jakbym była znowu w Anglii.

- Jeśli Ci się podoba--

- Tak.

Czy kiedykolwiek momentalnie się zakochałeś?

W jakimś miejscu.

- Opowiedz mi o sobie, Elizabeth.

- Wciąż próbuję się pozbierać po moim drugim rozwodzie z Richardem.

Richardem Burtonem.

- Tak, wiem kim on jest.

- Och, poznałeś się z nim?

- Nie.

Ale czytałem o nim.

Tak jak wszyscy w Stanach.

- Cóż, dla odmiany

to, co czytasz w gazetach, jest w większości prawdziwe.

Miałam pięciu mężów i pięć razy się rozwiodłam.

- To brzmi trochę zniechęcająco.

- Cóż--

Tylko jeśli wierzy się w miłość.

rok 1978

- Witajcie wszyscy!

Nazywam się John Warner i zamierzam być waszym kolejnym senatorem.

A oto moja cudowna żona

Elizabeth.

Pamiętajcie kochani!

Głosując na mnie, oddajecie głos także na nią!

- Co powiedzieć publiczności pełnej tych grubych ryb?

- Wolałbym, żebyś ich tak nie nazywała.

- O Boże, jeszcze ich nie spotkałam, a już powiedziałam coś źle?

- Brzmisz jakbyś była w partii przeciwników.

- Cóż, jestem Twoją żoną. To jest moja partia.

-To dla mnie zaszczyt

przedstawić następnego senatora ze stanu Wirginia

naszego nowego senatora

Johna Warnera i jego żonę, panią Warner.

- Dziękuję wszystkim.

Chciałbym przedstawić

prawdziwą siłę, która pchała moją kampanię.

Moją żonę wsi-

Elizabeth.

- Dziękuję Wam wszystkim za Wasze wspaniałe,

ciepłe przywitanie.

Chciałabym, żeby każdy z Was wiedział, że czuję się jak w domu.

Tutaj, w stanie Wirginia.

A nie czułam się tak już jakiś czas.

Dziękuję.

- Ubranie w takim stylu może i by przeszło w Kalifornii,

ale tutaj w Wirginii, mamy coś takiego, co lubimy nazywać gustem.

- Dla Johna to nieistotne.

Im więcej uwagi przykuwa ta damulka, tym bliżej ma on do senatu.

- Musimy trzymać się razem.

Nigdy nie umniejszałbym wkładu kobiet w ten kraj.

Ale nie możemy prosić płci pięknej, aby brała udział w walce.

To jest nie do przyjęcia.

Dla większości Amerykanów.

- John?

-I żadna tak zwana nowelizacja dotycząca praw równości,

która naraziła by kobiety na szkodę,

nie powinna być zaakceptowana.

Kobiety tworzą naszą cywilizację

a zmuszać je, żeby stawiły czoła tej najtrudniejszej rzeczywistości

współczesnego życia- nie możemy na to pozwolić.

- Och, przestań.

- Słucham, Elizabeth?

- Kobiety stawiały czoła najtrudniejszej rzeczywistości życia od początku dziejów.

Po prostu nie rozumiem, jak możesz…

- Ja rozumiem, że zaraz będziemy rozmawiać o polityce zagranicznej.

Warner wygrywa wybory senatorów.

Liz mówi: To cudowne!

Dwa lata później

Zbiera się kongres.

Zatrzymam się w Georgetown.

- Widzę, że potrzebujesz mleczarki, która zostanie na gospodarstwie.

- Cóż, Ty nie chcesz zostać żoną Waszyngtonu.

One wszystkie stają się brzydkie.

- Tak. I grube.

- Ludzie gadają.

W telewizji sobie żartują.

- Dlaczego do cholery nie mogą pokazywać wiadomości?

A nie moich zdjęć przed i po.

Nie wyszłam za Ciebie, żeby stać z boku.

- Dlaczego więc się ze mną ożeniłaś?

- Żeby być szczęśliwą.

A tymczasem tkwię w tym kurniku.

Samotna w tym całym raju.

'Rozwód Elizabeth Taylor i senatora Warnera'

rok 1983

Elizabeth Taylor i Richard Burton w sztuce ' Private Lives'.

- Jesteśmy gotowi?

- Tak, już prawie.

Jak wyglądam?

Nie musisz odpowiadać.

Już nigdy więcej tyle nie przytyję.

- Wyglądasz wspaniale.

Właściwie gdyby moje zobowiązania mi pozwoliły,

sam bym przytył.

Widzę, że na nowo leczysz swoje plecy.

- Tak, to prawda.

Bolą mnie.

- Wiesz, to nie te tabletki,

a mieszanka leków i alkoholu--

To Cię zabije.

- Nie bądź śmieszny.

- Tak.

- Dobrze.

- Do zobaczenia na pokładzie, kochana.

- To takie wspaniałe- słyszeć to wszystko.

- Co?

- Te brawa.

Za każdym razem czuję się uwielbiana na nowo.

- Elizabeth, znasz Sally.

- Sally?

Och, tak. Oczywiście, że znam Sally.

- Witam. - Witaj, Sally.

Wasza dwójka była więc niegrzeczna?

Rozumiem, że byliście w Las Vegas.

- Tak, w weekend.

I pobraliśmy się.

- Przepraszam, nie dosłyszałam?

- Wzięliśmy ślub.

To dziwne. Usłyszałam, że powiedziałeś ślub.

- Tak.

To wspaniała droga miłości.

I czasami

każdy z nas powinien nią podążyć.

- Cóż--

Gratulacje.

Richard--

- Elizabeth.

- A wy co?

- Mamo.

Posłuchaj mnie.

Masz problem.

Masz bardzo poważny problem.

- Zaczekaj chwilę.

Co się stało?

Czy ja zemdlałam? Albo coś podobnego?

- To wszystko leki, skarbie.

I alkohol.

Ty naprawdę masz bardzo, bardzo poważny problem.

- To niedorzeczne!

Nigdy nie miałam problemu z alkoholem!

- Nie miałam problemu z alkoholem! - Mamo!

Ty krzywdzisz samą siebie!

- Elizabeth.

Słuchaj, ale słuchaj. Proszę.

Krzywdzisz także swoją rodzinę. Wiesz o tym?

- Czy ja Ciebie krzywdzę?

- Tak!

- Proszę.

- Juu-huu, drogi Panie!

- Jest jakiś problem, Liz?

- Cóż, mam prawdziwy problem.

Nie podoba mi się imię Liz.

- Przepraszam.

- I ja nie sprzątam...--

kuchni.

- Droga Pani--

To jest centrum Betty Ford.

Robimy wszystko, co tylko będzie trzeba.

Ale przede wszystkim

nie pijemy ani nie zażywamy narkotyków,

nawet jeśli nas o to poproszą.

- Tak, wiem.

Nazywam się Elizabeth Taylor i jestem alkoholiczką.

- Dziękuję Al, że podzieliłeś się z nami swoimi doświadczeniami.

Elizabeth--

Jesteś w stanie przypomnieć sobie jakie zdarzenie

albo incydent

uświadomiło Ci,

że masz problem?

- Mnie nadal jest trudno uwierzyć, że jestem tutaj.

Ale...--

Tak.

Pamiętam, kiedy obudziłam się w szpitalu.

Otoczona przez przyjaciół i rodzinę.

I oni powiedzieli mi,

że mam problem.

- Każdy z nas ma problem.

I dlatego jesteśmy tutaj.

-Cóż, chyba stałam się alkoholiczką.

I...-

Alkohol mieszałam z lekami przeciwbólowymi, które zażywałam.

I nie mogłam sobie z tym poradzić.

- Przynajmniej nie próbowałaś tego ukrywać.

Miałaś na tyle odwagi, żeby tu przyjść i się otworzyć.

- Cóż--

Tak, ja modlę się do Boga, że to wszystko jest już teraz za mną.

Celigny, Szwajcaria

Elizabeth Taylor publicznie mówi o uzależnieniu od substancji chemicznych

Ta kobieta nie ma w swojej głowie ani jednej myśli,

której nie wypowiedziała.

Gdy umrę, żałuj mnie tak długo, miły,

Póki nie zabrzmi dzwon posępny, czarny,

Ostrzegający świat, że porzuciłem

Dla najmarniejszych robaków świat marny.

- Kocham Cię, Richard.

I nigdy nie przestanę Cię kochać.

Hej, Rock!

- Witaj, Bessie.

Uważaj kogo całujesz.

- Ja zawsze całuję wspaniałych mężczyzn.

- Nie takich wspaniałych.

Już nie.

- Gadasz bzdury.

- Nie tak jak ty.

Wkurzasz mnie.

Wyglądasz tak samo dobrze, jak wtedy gdy kręciliśmy ' Olbrzyma'.

- A ty zawsze jesteś aktorem.

Kto Ci pisał scenariusz, hmm?

- Nie.

Mówię poważnie.

Wyglądasz wspaniale.

A jak Twoje życie?

- Och, znasz mnie, dzieciaku.

Zawsze wyjdę cało z opresji, mam to w genach.

- Cóż, zawsze byłaś twarda dzięki swoim genom.

- Hej, partnerze.

Co byś powiedział, jakbyśmy wrócili z powrotem do Teksasu?

- Chciałbym wrócić.

Gdziekolwiek.

- Wiem.

- Wiesz za czym z Teksasu tęsknię najbardziej?

Za czekoladowymi

martini.

- W porządku, w takim razie zrobię Ci jedno takie.

- Tylko jedno?

- Całą partię.

- Czekoladowe martini.

- Jestem zmęczona oraz zrozpaczona.

Jestem zmęczona tym, że muszę przekonywać cały świat o tym,

iż AIDS jest powszechnym zagrożeniem dla całego gatunku ludzkiego.

Tuliłam w ramionach swojego dobrego przyjaciela,

kiedy jego ciało traciło siły.

I jestem pogrążona w żałobie.

Zwłoki osoby w takim wieku

tragicznie przypominają mi, jak wysoką cenę trzeba zapłacić,

gdy dominują uprzedzenia.

Choroba AIDS nauczyła mnie, jak kruche jest ludzkie istnienie.

Oraz tego, że każde życie należy cenić.

- Będzie Pani ponownie grać, pani Taylor

czy po prostu będzie Pani działać na rzecz AIDS?

- Cóż, nie wiem, czy to ja działam na rzecz AIDS

lub czy to AIDS działa na moją rzecz.

- Od czasu śmierci Rocka Hudsona, zdaje się, że praca stała się łatwiejsza.

- Tak, ale powiem Panu, co mnie zadziwia.

To naprawdę zadziwiające.

Zadzwoniłam do paru swoich przyjaciół

i poprosiłam, żeby uczestniczyli w tym projekcie.

Taki życiowy kompromis.

A oni się na mnie wypięli.

Po prostu nie odbierają ode mnie telefonów.

- Wie Pani, to AIDS.

Ludzie się tego wstydzą.

- Tak, ale to jest okropne.

Podobnie jest z alkoholizmem.

Tej choroby wszyscy powinni się wstydzić i nawet już tak się stało.

- Co można więc począć?

- Cóż, każdy z nas może coś zrobić.

Próbować uświadamiać ludzi.

Wierzę, że to jest pierwszy krok. I to staram się robić.

Dziękuję.

Nie wiem, co sprawiło, że tutaj wróciłam.

Kolejny raz zbyt dużo alkoholu, jedzenia...-

tabletek. Znowu.

- Przyczyną zawsze są tabletki, u mnie też.

- Tak, ale to były recepty.

Leki były przepisane na mój ból pleców.

Demerol, percodan...--

Valium.

- To nieźle.

- Jak dla mnie, to tego lekarza trzeba leczyć.

- Och, skarbie. Ty jesteś zupełnie taka jak ja.

- Przepraszam, ale nie rozumiem.

- Daj mi tabletki,

alkohol,

jedzenie,

mężczyzn.

Nic nigdy nie będzie wystarczające.

- Tak, ale nie możesz porównywać

alkoholu i leków z mężczyznami.

- Mogę.

To jest uzależnienie od miłości.

Spójrz na mnie. Miałam 4 mężów.

I nigdy nie znalazłam niczego

w całym swoim życiu,

co by wypełniło tą wielką, ogromną pustkę wewnątrz mnie.

- O mój Boże.

Nigdy nie myślałam o miłości, jak o uzależnieniu.

- Masz na imię Larry?

- Tak. Larry Fortensky.

- Czym się zajmujesz, Larry?

- Poruszam Ziemią.

- Bez wątpienia.

- Jestem pracownikiem budowlanym. Przenoszę ciężki sprzęt.

- Jestem pod wrażeniem.

- Chcesz się przejść?

- Dobrze.

Na początku jestem trochę powolna.

Może i ja powinnam dostać pracę i poruszać Ziemią.

Cholera wie. Potrzebuję czegoś.

Moja kariera--

już prawie się skończyła.

- Przecież jesteś Elizabeth Taylor.

- Bycie Elizabeth Taylor może kiedyś było dobrym i wystarczającym powodem

do budzenia się każdego ranka. Ale teraz to wszystko wydaje się

po prostu niczym.

- Nie mów tak.

Nadal masz ogromny zapał.

Prowadzisz fundację na rzecz AIDS.

Ile ludzi, którzy coś znaczą, troszczy się o innych tak jak Ty.

Nawet nie proś o więcej niż bycie Elizabeth Taylor.

Bez urazy.

- W porządku, dzieciaku. Dam radę.

Ktoś mi zasugerował, żebym rozpoczęła nową karierę.

Kampanię perfum.

- No proszę.

A jak je nazwiesz?

- Co takiego najlepiej znam?

- Co?

- Namiętność.

- To jest piętrowy burger.

Ogórki, cebula, przyprawy, musztarda, majonez i frytki.

Masz wystarczająco dużo frytek?

- Och, tak.

Nie byłam w takim miejscu od lat.

- Cóż--

To raczej nie jest typowy pałac w Bel Air, ale--

Gotowa na jedzenie?

- Tak, jedzmy.

Co takiego?

- Nigdy wcześniej nie spotkałem kogoś takiego jak Ty.

To przerażające.

Ale i wspaniałe.

- Może też być niebezpieczne.

Co jeśli się w sobie zakochamy?

- Myślę, że ja już się zakochałem.

Bel-Air, rok 1992

- Jak się czuje moja mała dziewczynka?

- Jest szczęśliwa.

I lada chwila skończy 60 lat.

- Cóż--

To nie jest takie złe.

Ważne jest, że te 60 lat to było dobre 60 lat.

Miałaś wspaniałe życie.

-I poznałam, co to wielka miłość.

- I ofiarowałaś wielką miłość.

- Witajcie.

- Czas na zdjęcia.

Zaczynamy.

Chodźcie wszyscy.

Dobrze. Zbliżcie się do siebie.

Tak dobrze...--

- O nie, nie, nie. Wszyscy muszą być na zdjęciu.

Proszę zrób nam zdjęcie.

- Oczywiście. - Dziękuję.

- Och, jeszcze chwila. A co z moim makijażem?

- Mamo...--

- Tylko żartowałam.

- Jest tylko jedna Elizabeth Taylor.

- Dzięki Bogu za to.

Dla kochanej mamy

tłumaczyła Agata

Wspomóż nas i zostań członkiem VIP, by pozbyć się reklam z www.OpenSubtitles.org

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.