All language subtitles for Tommaso.2019.polish

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian Download
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam Download
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish Download
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Odważ… na.

Rodzaj żeński, liczba pojedyncza.

- Rodzaj męski, liczba mnoga: odważ… - ni.

Rodzaj żeński – odważne.

To przymiotnik, a to rzeczownik.

Jasne. Jesteś bardzo odważny.

Odważny... z jakiego powodu?

Mieszkasz w Rzymie, więc musisz być odważny!

No tak, rozumiem.

- Jak spędziłeś poranek? - Dziś rano trochę pracowałem, bo...

przygotowuję nowy projekt.

Jak zwykle czekamy na pieniądze.

Nie jest łatwo,

ale wierzę, że się uda.

Skoro tak dobrze ci idzie, mam dla ciebie pracę domową.

Dziesięć zdań w czasie przeszłym

z użyciem dowolnych czasowników.

Do wyboru, jakikolwiek czasownik, byle w czasie przeszłym.

Poczekaj… Mam coś dla ciebie.

Odwróć się, to niespodzianka!

To niespodzianka, nie ma się czego bać.

Dobrze, w takim razie już się nie boję.

Odwróć się z powrotem.

- Sto lat! - Dziękuję!

- Sto lat, Maricla! - Dziękuję.

- Mam pomyśleć życzenie? - Tak.

Dobrze.

Już.

Mogę już zdmuchnąć świeczkę?

Bardzo dziękuję, Tommaso.

Poproszę kawę.

- Cześć! - Cześć!

- Jak się ma twoja córeczka? - Dobrze.

- Mówi po włosku? - Tak.

Ale też po mołdawsku i angielsku...

Taka mieszanka...

To trochę skomplikowane, bo nie znam mołdawskiego.

- Wszystko przez mamę. - Tak!

Te kobiety...

- Cześć. - Cześć, Tommaso!

- Jak się masz? - W porządku.

To nie sezon na radicchio z Treviso, prawda?

Nie, to nie teraz.

- Jutro będzie fasolka i ananas. - Świetnie.

Dzień dobry.

Dziękuję.

Cześć!

Mamusiu?

- Mamusiu? - Tak.

Chcesz przejąć stery?

Nie, nie trzeba.

Nie rozumiem.

Powiedziała, że weźmie kawałek plasteliny i tam go włoży.

- Nic nie rozumiem. - Otworzysz paczkę makaronu?

- Wsypać całe opakowanie? - Tak, już posoliłam wodę.

Ugotujmy cały, najwyżej trochę zostanie.

Pomóż mi, kiedy próbuję mówić po włosku.

- Proszę, nie odpowiadaj po angielsku. - OK.

Już gotowe?

Spróbuj, moim zdaniem prawie gotowe.

Jeszcze dwie minuty?

- Może trochę więcej? - Jeszcze dwie minuty.

Za dwie minuty będziemy jeść.

„Nie ma nikogo oprócz ich dwojga. Słychać tylko ich oddechy.

Matka śpi przy barze, przykryta… Ale nagle pojawia się w oddali...

Clint klęka przed dziewczyną.”

Głodna?

Nikki?

Ile ci nałożyć? Bardzo jesteś głodna?

- Chcesz trochę oliwy z oliwek? - Nie, dzięki.

- Zasnęła? - Tak.

- Bez problemów? - W końcu…

W końcu zasnęła.

Czytam to i sam nie wiem...

O czym to jest?

Jest taki fragment...

„Masz wrażenie, jakby przebyli całą galaktykę.

I teraz, po drugiej stronie, nie było nikogo oprócz ich dwojga.

Słychać tylko ich oddechy. Matka śpi przy barze, przykryta.

Ale nagle pojawia się...

Clint klęka przed Rosjanką.”

Nie wiem, czy to nie brzmi zbyt sentymentalnie…

Moim zdaniem jest raczej urocze.

- Podoba ci się? - Tak, brzmi trochę jak sen.

Coś nie z tego świata.

Przynajmniej próbujesz…

Nie wiem, coś mi tu nie gra…

Ale chciałem coś jeszcze…

Dlaczego?

Jestem zmęczona.

Jestem zmęczona, mała jest...

- Ale chyba dobrze sobie radzi. - Tak, ale...

To nie jest tak, że wystarczy z nią być.

Trzeba się skupić, cały czas koncentrować się na niej.

Dobrze to wiem.

Ja wiem to najlepiej.

To chyba normalne, gdy pojawia się dziecko.

Chyba, że jesteś ze mną nieszczęśliwa.

- Sama nie wiesz... - Czasami.

Wiem. Niepotrzebnie pytałem.

Czasem…

Czasem ze mną nie rozmawiasz, nie komunikujesz się ze mną.

Wiem.

Jestem zajęty.

Ciągle jesteś zajęty i zapominasz, że jestem kobietą.

Że jestem inna.

OK, to co powinienem wiedzieć?

Ty zapominasz, że jestem mężczyzną.

Wiesz, co mam na myśli?

Tak, zapominam, że jesteś mężczyzną, bo mam małą…

- córeczkę. - Wiem.

My.

Mała już śpi.

Dotknij mnie.

Jak dobrze...

Co za przepiękny tyłeczek...

Co?

Mała?

Wszystko w porządku?

Przepraszam, za szybko szedłem.

Jeszcze trochę?

- Elisa? - Elisa, nie złość się.

A właśnie, że będę.

Idź uściskać Annę. Nie złość się.

Elisa, nie rób tak.

Jest zazdrosna?

Nie, jest zła na Annę, bo nie chce jej dać baniek.

Anna, podziel się bańkami.

Jak myślisz?

Didi…

Co ty na to?

Jaka wielka!

A ta jest mała.

Didi, masz ochotę na lody?

- Pa! - Pożegnaj się z Didi! Pa, Tommaso.

Dzień dobry.

Jaki smak? Truskawkowy?

Ten? W wafelku?

Truskawkowe w wafelku.

- To wszystko? - Tak.

- Cześć! - Co się stało?

- Nic takiego... - Cała jesteś upaćkana.

Gdzie byłaś? Co robiłaś?

- Jadła lody. - Truskawkowe?

Tak jest.

Pycha!

Elisa płakała? Tak?

Dlaczego?

Nic się nie stało, jutro tam wrócimy i znów będziecie się razem bawić.

- Muszę szybko zrobić jedną rzecz, dobrze? - OK.

Chodź, umyjemy ręce.

„Plener, śnieg, wieś, dzień.

Napisy na tle zimowego krajobrazu.

Po wielu dniach samotnych rozmyślań i poszukiwania swojego »ja«

oraz tego, co dla mnie dobre, a co złe,

nagle usłyszałem głos.

Tylko czyj?

Mój? Kogoś innego?

Głos wewnętrzny? A może z zewnątrz?

Bardzo chciałbym to wiedzieć, ale nie mam pojęcia.”

Dzień dobry.

Dzień dobry.

Może być sexy, pięknie, głupkowato.

Jak chcecie.

Najważniejsze to znaleźć gest

w możliwie naturalny i prosty sposób.

Bardzo ładny ruch! Dobrze.

Dwa!

Wracajcie do kręgu.

Trzy! Idziemy dalej.

To są proste ćwiczenia,

ale wyjątkowo lubię ideę dekoncentracji,

tak jakby dwuogniskowego skupienia,

bo dla mnie aktorstwo jest działaniem na styku kontroli i zatracenia.

Dlatego, kiedy robicie rzeczy, które was rozpraszają,

które do siebie nie pasują, wypadacie z rytmu.

Jeśli uda się wam w tym stanie odprężyć, otworzycie się emocjonalnie.

Wasze zadanie nie polega na tym, by znaną wam czynność przedstawić,

lecz po prostu ją wykonać. Wykonać ją w czystej formie.

Gdy rodzi się działanie,

reagujecie na nie, co was dokądś prowadzi.

Ale czasem to jedynie emocja naśladowana lub wyrażona,

a niekoniecznie dogłębnie przeżyte doświadczenie.

Jeśli nigdy nie wyjdziecie ze strefy komfortu…

Trzeba wciąż przekraczać swoje granice, to dla waszego dobra!

Tak jak w życiu – gdy zatracamy się w tym, co robimy,

według mnie zbliżamy się do doświadczenia prawdziwego piękna życia.

Kręciłem film w Miami,

brałem wtedy dużo cracku.

Do tego alkohol, heroina... Totalnie odleciałem.

- Co słychać? - W porządku.

Strasznie gorąco...

Widzimy się na dole.

Kręciliśmy film w Miami, a wtedy w Miami kwitło nocne życie.

Właśnie skończyłem film...

Nie było ze mną stałych współpracowników...

Pracowałem nad pierwszą fabułą nakręconą kamerą video,

byłem na fali, moje ego pęczniało.

To nie wszystko, zamierzałem zrobić

remake „Słodkiego życia”.

Amerykańską wersję.

W roli głównej młody kubański aktor, chłopak bardzo się jarał.

Był tam, gdy przyjechałem.

Wprawdzie na odwyku, ale to dla mnie żaden problem,

po prostu musiałem go stamtąd wyciągnąć. Wyciągnąłem go,

zresztą już wcześniej dostarczałem mu towar,

spotykaliśmy się na ulicy w środku nocy,

to było jakieś szaleństwo. Ale chłopak był mi potrzebny.

Pewnego dnia na planie zobaczyłem statystkę.

Ładną dziewczynę.

Nie powinienem był z nią kręcić,

ale co tam, robię co chcę, taki ze mnie kozak.

Wyszliśmy razem na miasto. Poszliśmy do knajpy mojego kumpla.

Niby jadłodajnia, ale fajne, modne miejsce.

Położyłem na barze banknot studolarowy

i powiedziałem: „Stawiam wszystkim kolejkę!”.

Wyszedłem przyćpać z właścicielem,

a kiedy wróciłem, dziewczyny nie było.

Wyszła. Barman zapytał: „Kto zapłaci za te wszystkie drinki?”.

Ja na to, że przecież zostawiłem stówę, a on: „Nie widziałem żadnej stówy”.

Wkurwiony złapałem telefon i wydarłem się do słuchawki,

zwyzywałem ją od najgorszych, jakby mnie zdradziła...

Nie wiedziałem, że miała chłopaka,

który był strasznie zazdrosny o filmowców, z którymi pracowała.

Wspominała, że się go boi.

Wróciłem do swojego motelu w South Beach.

Zapomniałem zamknąć drzwi na klucz.

Poszedłem spać.

W pewnym momencie wydawało mi się, że we śnie jakiś koleś mnie bije,

ale tak na ostro, spuszcza mi regularny wpierdol.

Okazuje się, że to nie sen – facet tej dziewczyny

wrzeszczał na mnie, pytał, co z nią robiłem

i wciąż mnie tłukł. Coraz bardziej puchła mi twarz.

Koleś w końcu wyszedł, a mnie zabrali do szpitala.

Byłem tam zupełnie sam,

wpadłem w paranoję, że chcieli mnie zabić.

Myślałem tylko o tym, by się gdzieś schronić.

Dowiedziałem się, że w tym szpitalu jest klinika leczenia uzależnień,

zamknięty oddział, wstęp tylko dla członków rodziny.

No więc tam poszedłem.

Ale wcale nie zamierzałem rzucić używek!

Omal nie umarłem, ale nadal nie rozumiałem, że robię coś źle.

Byłem ponad to!

Wciąż do mnie nie docierało… Ciężko w to uwierzyć…

Musiało minąć 12 lat, zanim...

No nic, byłem na odwyku,

ale dalej ćpałem, przychodził do mnie diler...

Z twarzy powoli schodziła opuchlizna.

Czułem, że mogę znów zacząć brać.

Nie mogę uwierzyć, że tyle mi to zajęło.

Wczoraj miałem rocznicę. Jestem czysty od sześciu lat.

Chciałbym wszystkim podziękować.

Wydarzyło się też coś niezwykłego, przynajmniej dla mnie.

W zeszłym miesiącu na jedno z naszych spotkań

przyszedł turysta ze Stanów.

Potem do mnie podszedł i powiedział:

„Byłem twoim lekarzem, terapeutą na odwyku w Miami.

Śledziłem twoje filmy i ogólnie co u ciebie słychać...

Chciałbym powiedzieć ci jedno: cieszę się, że żyjesz”.

Podziękowałem mu. To było piękne.

Dziękuję wam wszystkim.

To tyle na dziś, na koniec modlitwa o pogodę ducha!

Boże…

Użycz mi pogody ducha,

abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić;

odwagi, bym zmieniał to, co mogę zmienić,

i mądrości, bym odróżnił jedno od drugiego.

Wracaj na spotkania. To działa, jeśli ty działasz, więc działaj!

Brawo, gratulacje!

Wszystkiego dobrego.

Nie wypadniesz, trzymamy cię. Jesteśmy tu, jesteśmy.

Dobranoc, księżycu! Idziemy spać.

Zatem przemawiałeś do ludzi na ulicach?

Ja tylko powiedziałem kilku osobom, że świątynia starych praw musi upaść,

by powstała nowa świątynia prawdy.

Oczywiście nie dosłownie.

Po prostu chcę, byś mnie lepiej zrozumiał.

Dlaczego zakłócasz ludziom spokój?

Wydaje ci się, że znasz prawdę.

Czym jest prawda?

Prawda jest taka, że cierpisz...

Masz straszny ból głowy i myślisz o samobójstwie.

Ledwo na mnie patrzysz. Twój wzrok mnie niepokoi.

Nie chcę cię torturować.

Ale to uczucie odejdzie.

Odchodzi.

To uczucie odchodzi.

Odchodzi.

Odchodzi.

Powinieneś pójść na spacer do parku.

Na przykład do Colle Oppio.

Mógłbym pójść z tobą. Wyglądasz na inteligentnego człowieka.

Problem polega na tym, że masz zamknięty umysł.

Brakuje ci empatii.

Zależy ci tylko na twoim psie.

Zdejmijcie mu kajdanki.

Powiedz mi: jesteś lekarzem?

Nie, nie jestem lekarzem.

Skąd wiedziałeś, że zamierzałem pogłaskać psa?

Bo wykonałeś gest… jakbyś chciał kogoś pogłaskać.

A twoje usta…

Jesteś lekarzem.

Nie, nie jestem lekarzem.

To dla ciebie za ciężkie?

Mama ci to poniesie.

To dla ciebie za ciężkie.

Tommaso, wychodzimy.

- Wychodzicie? - Tak.

Jedziemy do babci!

Pozdrów ją ode mnie.

Daj buziaka...

- Na pewno nie chcesz iść z nami? - Daj buziaka.

Nie, mam dużo roboty.

Wezwę ci taksówkę. Zadzwonić po taksówkę?

- Pojadę metrem. - Nie, to za daleko. Zadzwonię.

- Nie, posłuchaj mnie. - To za daleko dla małej.

- Pojadę metrem. - Dzwonię po taksówkę.

Nie dzwoń, proszę.

Dobry wieczór, poproszę o taksówkę na adres via Poliziano, pod numer 120.

- Nie, pojadę metrem! - Dziękuję.

- Będzie za dziesięć minut. - Daj mi trochę pieniędzy...

Ale nie pojadę taksówką, tylko metrem.

- Naprawdę mi to nie przeszkadza. - Już jedzie.

- Zamawiam ci taksówkę! - Tommaso, nie rób mi tego.

Naprawdę tak wolę.

Jeśli damy rodzajnik z przyimkiem „in”, zmienia się znaczenie.

A nie miałam na myśli „we wnętrzu samolotu”, tylko „samolotem”,

więc nie „in l’aereo”, a „con l’aereo”.

No dobrze.

- Dasz radę. - To wyczerpujące.

Wszystko jest możliwe, dobrze o tym wiesz!

No dobrze.

- Jesteś zmęczony? - Nie, ale...

- Chcesz skończyć trochę wcześniej? - Nie, tylko...

Posprzeczałem się z Nikki,

bo chciała jechać z małą metrem, a ja tego nie lubię.

To trudne.

Może to tylko mój problem, ale...

Wiesz co…

Ostatnio doszłam do wniosku, że powinniśmy bardziej wyluzować.

- Ale że ja? - Tak ogólnie, nie tylko ty.

- Tak ogólnie. - Tak.

Nauczyłem się różnych ćwiczeń oddechowych…

Ja tak nie potrafię.

- Nie? - To dla mnie za trudne, Tommaso.

Nie umiem tych oddechowych.

Wdech...

I w dół, aż do podbrzusza.

Teraz drugie nozdrze...

i z powrotem do góry,

przeponą wypchnij energię przez czubek głowy.

Teraz oddychamy razem.

Czyli kończysz oddech tutaj...

To tylko…

- Podoba ci się? - Dziękuję, Tommaso.

Muszę szybko znaleźć nauczyciela medytacji.

Im wcześniej, tym lepiej.

Kiedy się widzimy?

W piątek.

- Zgoda. - Do zobaczenia.

- Pa, miłego dnia! - Nawzajem.

- Halo? - Anastasia? Tu Tommaso.

- Czy mogę rozmawiać z Nikki? - Już ci ją daję.

- Nikki, dzwoni Tommaso. - Dziękuję.

- Nikki... - Po co dzwonisz?

Dzwonię, bo wciąż nie odbierasz! Co jest grane, do cholery?

Dzwoniłem chyba z 50 razy!

Zostawiłam w domu ładowarkę.

A ty albo nie odbierałaś, albo włączała się poczta głosowa!

Bałem się, że coś się stało małej! To nie jest zabawne.

Niepotrzebnie się martwiłeś.

Nie zachowuj się jak dzieciak. Trochę odpowiedzialności!

Naprawdę się zaniepokoiłem. Proszę, nie rób tego więcej!

Jestem u mamy, nic się nie stało, po prostu zapomniałam ładowarki.

- OK, następnym razem odbierz! - Dobrze. Pa.

Moja żona...

Zostawiła w domu ładowarkę do telefonu

i nie mogłem się do niej dodzwonić,

a jest z naszą córką.

Zacząłem się niepokoić i musiałem zadzwonić do teściowej.

Trzeba było wszystkich obdzwonić...

- Ile płacę? - 10 euro.

Dziękuję.

- Dziękuję, do widzenia. - Do widzenia, miłego wieczoru.

Ostatnio mam problemy z matką mojej córeczki Didi,

bo za każdym razem, gdy próbuję się do niej zbliżyć,

coś dla niej zrobić, ona mnie odtrąca.

Mówi, że to ja mam problem.

Jest ode mnie młodsza, ma 29 lat.

Myślałby kto, że doceni moje doświadczenie...

Czasem mówi: „Pozwól mi podejmować własne decyzje.

Nie wiem, kim jestem, jeśli nie mogę sama o sobie decydować”.

Chodzi o drobne sprawy:

co zjeść, pojechać metrem czy taksówką i tak dalej...

Przez to nie mogę się cieszyć tym, że się nią opiekuję.

Wiem, że ma trudną relację z ojcem alkoholikiem.

Wiecie, rosyjski pijak. Dużo wódki.

Znęcał się nad jej matką. Odszedł, gdy miała cztery lata.

Potem na wschodzie Europy zaczęły się zmiany,

jej matka wyjechała do Moskwy,

a ona pomieszkiwała u rodziny i znajomych,

więc od dziecka była niezależna.

Nauczyła się samodzielności,

a z drugiej strony ma nierozwiązane problemy z ojcem.

Wciąż go idealizuje!

Nadal chce z nim rozmawiać,

ale on nie ma na to ochoty. Wciąż żyje, wciąż pije.

Trudno się z tym pogodzić.

Przeraża mnie myśl, że Didi ma trzy lata,

a kiedy jeszcze piłem, miałem dwoje adoptowanych dzieci.

Odszedłem…

W gruncie rzeczy odszedłem z powodu uzależnienia,

gdy młodsza córka miała cztery lata.

Myślę, że to zniszczyło jej życie i nie chcę, by to się powtórzyło.

Teraz jestem trzeźwy i strasznie się tego boję.

Ale nie wiem, co robić, bo staram się opiekować rodziną,

ale ona tego nie docenia.

Sama koncepcja, że dziecko potrzebuje ojca,

wydaje się jej opresyjna.

Wcale nie uważa, że to konieczne, a dla mnie to podstawa.

Boli mnie serce na samo wspomnienie mojej czteroletniej córki,

która wtedy zapytała:

„Odchodzisz dlatego, że za bardzo hałasuję?”.

A była najspokojniejszą i najsłodszą dziewczynką na świecie.

Wciąż o tym pamiętam i nie chcę, by znów się wydarzyło.

Jestem wdzięczny za wiele rzeczy, choćby za trzeźwość,

ale to jest coś, z czym się teraz mierzę.

Dziękujemy, Tommy.

Nazywam się Deirdre i jestem uzależniona.

To, co właśnie usłyszałam, bardzo do mnie przemówiło.

Bycie w związku i bycie rodzicem nie jest dla mnie łatwe.

Cytując jedną z naszych publikacji – praktycznie niemożliwe

jest dla nas stworzenie partnerskiej relacji z drugim człowiekiem.

Nic dodać, nic ująć.

Nie mamy partnerów, tylko zakładników.

Albo dominujemy, albo jesteśmy zdominowani.

Nie ma równości.

Wiem o moim partnerze więcej niż on sam.

Zawsze wiem dokładnie, na czym polega jego problem,

co powinien zrobić, znam jego przeszłość, psychikę. Wiem wszystko.

Dzięki temu programowi uczę się trzymać swojego pasa.

Muszę się skupić na tym, co sama robię.

I jak tylko zaczynam obwiniać innych, powinnam przyjrzeć się sobie.

Tak czy inaczej, jestem bardzo wdzięczna. Oddaję głos.

Lecę, umieram z głodu. Do zobaczenia!

- Też będę lecieć. Buziaki! - Dobranoc.

- Dobrze cię było zobaczyć. - Ciebie też.

Pogadamy później. Pa!

Też idę w tę stronę.

Jak tam, zostaniesz tu na trochę?

Tak, przez całe lato.

- Nigdzie się nie wybierasz? - Nie.

Wolę podróżować, gdy nie ma wszędzie takich tłumów.

Sprytnie!

Nie rozumiem upodobania Włochów do wyjazdów w tym samym czasie...

I do tłoku na plaży...

To znaczy wiem, z czego to wynika...

Dzieciaki mają wakacje i tak dalej...

Mogę sobie pozwolić na wakacje poza sezonem,

więc korzystam z tego przywileju.

- Podróżujesz sama? Z przyjaciółmi? - To zależy, ale zwykle sama.

Przez jakiś czas byłaś z tym kolesiem, to aktualne?

Nie?

Nie, rozstaliśmy się.

Jak długo byliście razem?

Z przerwami około sześciu lat. Rozstaliśmy się półtora roku temu.

- Odprowadzę cię. - OK... Dziękuję.

- To kiedy się rozstaliście? - Około półtora roku temu.

Jak to jest znowu być singielką? W porządku?

Szczerze mówiąc, tak.

Na początku byłam przybita, bo tak długo się z sobą szarpaliśmy,

ale teraz jestem szczęśliwą singielką.

Niedawno mówiłam koleżance, jak kocham spać w pojedynkę.

Raj na ziemi, całe łóżko dla mnie.

Ja chyba zawsze z kimś byłem.

- Serio? - Tak.

Ja też nigdy nie miałam okazji spać solo, więc teraz korzystam.

Po prostu potrzebujesz dużego łóżka, wtedy masz dużo miejsca.

- Dobrze mówię? - O tak!

Nie ma jak wielkie łóżko!

- Tu mieszkam. - Wiem, wiem.

- Dobranoc. - Dzięki. Nawzajem.

Dziękuję, że mnie odprowadziłeś.

- Gratulacje z okazji rocznicy! - Dziękuję.

- Poczekam, aż wejdziesz. - Dziękuję.

- Dobranoc, śpij dobrze! - Ty też!

Hej, jak się masz?

Dobrze się bawiłyście?

Tak, dobrze.

Tęskniłem za wami.

- W porządku? - Tak.

Świetnie się bawiłyśmy.

- Weź parasolkę. - Zdejmij drugi bucik.

- Fajnie było? - Tak, zawsze jest fajnie.

Tam jest wielki ogród, mała się bawi i jest bardzo miło.

Tęskniłem.

- Serio? - Tak.

- Serio? - Tak! Tak!

- Nie wierzę. - Nie wierzysz?

Nie wyglądasz na stęsknionego.

Co robiłeś?

Po prostu pracowałem.

Próbuję coś wymyślić do scen z niedźwiedziem.

I...?

Nie chcę przeginać z efektami specjalnymi,

ale zależy mi na tym, by niedźwiedź był naprawdę straszny...

„Clint odkłada ścierkę i obchodzi kontuar, by lepiej widzieć.

Ostatnia liczba – znowu przegrana.

Drwal odwraca się do Clinta, ale tym razem ma głowę niedźwiedzia.

Dla Clinta – bez Mitchella u boku –

zaczyna się długa i krwawa walka o życie.

Na zewnątrz wściekle ujadają psy.”

- Jecie? - Tak.

Dlaczego mnie nie zawołałaś?

- Myślałam, że już jadłeś. - Nie.

- Dlaczego? - Dlaczego mnie nie zawołałaś?

Dlaczego jeszcze nie jadłeś?

Co za jebany brak pomyślunku.

Wczoraj cały dzień siedziałem sam, sam jadłem kolację,

a ty przygotowujesz sobie jedzenie i nawet mnie nie wołasz.

- Czekałem na ten wspólny obiad. - Ale po co na mnie czekałeś?

Umiesz gotować, jesteś dorosły.

Tak, umiem gotować. Sam sobie coś ugotuję.

- Kurde, a ja na ciebie czekałem... - Daj spokój.

Wkurzyłem się, strasznie to słabe…

Lubię jeść z tobą i małą.

- Oj przestań. - Co to ma znaczyć?

Co masz na myśli?

Jasne, śmiej się.

Śmiejesz się, kiedy pieprzysz głupoty.

Chciałabym po prostu jeść, kiedy chcę i z kim chcę,

bez tego twojego pierdolenia.

Nawet nie myślę o pierdoleniu, wierz mi.

Po prostu myślę, że powinniśmy się o siebie troszczyć.

Gadasz głupoty, hipisowskie głupoty.

Boże!

Dlaczego nie ugotowałaś też dla mnie? Próbuję pracować.

Ja dla ciebie gotuję, to kwestia wzajemnej troski.

Myślałam, że już jadłeś!

W rodzinie, związku, miłości chodzi o to, by być razem.

Chodzi o uwagę. Trzeba o siebie dbać.

- Staram się robić swoje. - Czyli co?

Robisz swoje – czyli to, co chcesz robić ty,

a to, co ja myślę, w ogóle się nie liczy.

Chcę robić to, co chcę, kiedy chcę, wszystko, czego naprawdę pragnę

i nie musieć się z tego nikomu tłumaczyć.

Czyli teraz mam dwoje dzieci.

Zacznij swoją opowieść.

Poznałam kiedyś chłopca.

Podobały mi się jego oczy.

Jego oczy i usta.

Podobały mi się jego usta. Byłe duże i piękne.

Wziął mnie w ramiona i zaczął mnie całować.

Z miejsca się zakochałam.

Podobały mi się jego oczy, jego zapach...

Wystarczy. Dobrze?

Nie przejmuj się.

Mama!

Już idę.

Wszystko w porządku, nic się nie dzieje.

Zamknij mordę!

Przeginasz, zjebie!

Niech ktoś wezwie policję!

Przestań albo ci wpierdolę!

- Mała jest przerażona. - Wiem.

Uważaj, z takimi typami nigdy nie wiadomo.

Dość tego!

Dosyć!

Wystraszyłeś moją córkę!

Dosyć! Morda w kubeł!

Won stąd!

Mówisz po angielsku?

Wypierdalaj stąd!

Wynocha!

Wynoś się stąd!

- Zniszczę cię... - Tak? Dobrze. Wypierdalaj.

Spadaj!

No już, w drogę!

Zabieraj swoje jedzenie i idź.

Moja córka nie może przez ciebie zasnąć, przestraszyłeś ją.

Ach tak? Twoja córka nie może zasnąć?

Tak. Tam na górze.

- Przeszkadzam ci? - Przeszkadzasz.

- Naprawdę? - Tak, naprawdę.

- Będę cicho. - Właśnie.

OK, możesz tu siedzieć, ale już bez krzyków, dobrze?

- Nie chcę ci przeszkadzać. - Dobrze.

Dobry z ciebie człowiek, poratuj groszem.

- Skąd jesteś? - Ze Stanów...

- Z której części Stanów? - Z Nowego Jorku.

Mam znajomych tuż za rogiem, też są z Nowego Jorku.

A ty skąd jesteś?

Z Pakistanu.

- Znasz ten kraj? - Słyszałem o nim.

Jestem gnojkiem z Pakistanu.

Co za kupa gówna, wszyscy mamy przejebane.

Nie chcę krzyczeć i przeszkadzać...

Wiesz, że to trucizna?

- Baw się dobrze, dobranoc. - Nawzajem.

- Do zobaczenia! - Powodzenia.

Już sobie idę. Nie wrócę.

Po prostu idź, jest w porządku.

Didi!

Ma ktoś historię do opowiedzenia? Jeśli tak, ręka w górę.

W wieku 19 lat wyprowadziłam się od rodziców

i wyjechałam za granicę.

- Dokąd? - Do Dubaju.

Dobrze. Powtórz to.

Z tymi samymi ruchami, ale tym razem opowiedz całą historię.

Wyjeżdżam, wszystko jedno dokąd. Byle jak najdalej od rodziny.

Wybiorę pierwsze miejsce, w którym mnie zechcą i tam pojadę.

Już tu jestem. Jestem w Dubaju.

Chciałam wyjechać do Dubaju, bo myślałam, że…

znajdę tam to, czego brakowało mi w domu.

Ale tutaj też niczego nie ma.

To gdzie on teraz jest?

Nie wiem.

Nie wiesz. Ale właśnie do ciebie napisał, prawda?

Wysłał maila.

Tak, w ciągu ostatnich trzech lat wysłał mi kilka maili.

Tylko tyle? Myślałem, że niedawno do ciebie napisał.

Nie.

- Kilka maili w ciągu trzech lat. - Koszmar.

To trochę za mało, jak na ojca.

Czyli zerwałaś z nim kontakt, jesteś na niego zła.

Oczywiście, że jestem zła.

Był dla mnie wszystkim.

Rozczarował cię.

On...

wpajał mi wiarę w pewne wartości,

a potem pokazał, że te wartości nie istnieją.

Zniszczył mój świat.

Zniszczył moją nadzieję. Wszystko zniszczył.

Jak to możliwe, żeby ojciec...

Sama nie wiem.

Jestem jego dzieckiem,

powinien mnie kochać, być blisko, troszczyć się o mnie,

ale tego nie robi, zajmuje się innymi pierdołami.

Nie wiem, co powiedzieć.

- No nic, porozmawiajmy o czymś innym. - Dobrze, o czymś innym.

Co u twojej córeczki?

Jest świetna, każdy dzień to mały cud,

uczy się nowych rzeczy, coraz więcej mówi.

Uwielbiam zabierać ją do parku.

Nie zawsze dogaduję się z jej matką, ale...

to akurat wiesz.

Nie jest łatwo, ale sobie radzę.

Pracuję nad tym, no i mogę z tobą porozmawiać.

- Fajne były dzisiejsze zajęcia, co? - Tak, było niesamowicie.

Cieszę się, że jesteś w tej grupie.

- Dziękuję. - Nie ma za co. Zawsze miło cię widzieć.

No dobrze, chyba powinienem już lecieć.

A ty jakie masz plany?

Jeszcze nie wiem.

- Musisz już iść? - Pewnie tak.

Pa.

- Muszę iść. - OK.

Gdy dotrzesz do sedna i odkryjesz jedyną prawdę

dowolnego fenomenu, odczujesz przyjemność.

Absolutnie wszystko jest w stanie wywołać przyjemność,

ale nasze ciasne umysły mają neurotyczne obsesje,

jak na przykład: „podobają mi się tylko fioletowe rzeczy”.

Wtedy tylko fioletowe rzeczy wydają ci się piękne.

Ten neurotyczny, dualistyczny, nierealistyczny sposób myślenia

tylko pakuje nas kłopoty, ale wciąż go powielamy, prawda?

Co za niespodzianka!

Zajęcia się skończyły...

- Jak było? - Fajnie.

- Fajnie? - Tak.

Cześć!

Elisa!

Świetnie się bawią. Biegałam za nimi po całym parku.

Nazywam się Daniel i jestem alkoholikiem.

Bardzo fajne spotkanie.

Słuchałem waszych historii i myślałem o tym,

że często, gdy tu przychodzę w piątkowy wieczór,

w mojej głowie dominuje żal, że wszyscy są w pubie,

a ja muszę tu przychodzić i słuchać gadania innych ludzi.

Myślę o tym, jak było w pubie: browar za browarem, żart za żartem.

Idąc tu, użalam się nad sobą,

ale szybko przypominam sobie, jak dobrze być trzeźwym.

Jestem za to wdzięczny, bo w tym tygodniu…

Jak wiecie, Noemi chorowała na raka...

Przeszła leczenie i było coraz lepiej, ale...

miała w tym tygodniu badania i niestety ten skurwiel wrócił.

Nie ma zagrożenia życia.

Ale kiedy tu przychodzę i się nad sobą użalam,

bo muszę siedzieć i słuchać cudzej gadaniny,

a potem myślę o tym, co czeka moją przyszłą żonę…

Wtedy wyraźniej widzę

samolubną i egocentryczną naturę mojej choroby…

To mi przypomina, jakiego mam farta, że tu jestem.

To tyle na dzisiaj, dziękuję.

Nazywam się Sutan i jestem alkoholikiem.

W wieku 19 lat, już od 13 lat piłem i brałem narkotyki.

W końcu sięgnąłem dna, no i przyszedłem na spotkanie AA.

Pomogło – zostałem w programie przez 8 lat.

Potem program się skończył, raz wypiłem drinka

i znów wpadłem w to gówno. Na kolejne 18 lat.

Cztery lata temu znów sięgnąłem dna, ale inaczej niż za pierwszym razem.

Byłem u siebie w domu, pełnym ludzi, których nie znałem.

Na podłodze butelki z alkoholem.

Na stole kokaina.

W moim łóżku kobiety, których nie znałem.

A najgorsze, że moja żona zaraz miała przylecieć z Amsterdamu.

Wszystkich wyrzuciłem, wysprzątałem dom,

a gdy wrzucałem do śmieci ostatnią butelkę,

podjechała taksówka z moją żoną.

Pobiegłem do łazienki, spojrzałem w lustro

i zobaczyłem w nim to samo, co 18 lat wcześniej:

bladą twarz i czerwone oczy.

Pomyślałem: „To nie ty, to diabeł”.

Wtedy mnie to uderzyło… jakiś głos mi podpowiedział,

że muszę coś zrobić ze swoim życiem.

I zrobiłem.

Przez cały rok codziennie chodziłem na spotkania.

Mój pierwszy rok trzeźwości. To był cud.

A potem zaczęły się dziać inne cuda.

- Podwieziesz mnie? - Jasne, chodź.

Do zobaczenia!

Chcę być wolny. Wolny od tego syfu.

- Muszę uważać. - Dobrze, idę tuż obok.

Jest z tym coraz większy problem.

Wiem, że między innymi dlatego, że mała śpi z nami w łóżku…

- Ale ma swoje łóżko? - Nie.

- Śpi z nami, do kurwy nędzy. - Czyli dziecko to pretekst.

Nie wiem, na pewno wszystko się zmieniło, gdy mała się urodziła.

Niemal z dnia na dzień.

Myślę, że ona wciela w życie swoje doświadczenie dzieciństwa.

Wasze interakcje prawdopodobnie odzwierciedlają sceny,

których była świadkiem jako dziecko. Ona je prowokuje.

Stworzyła sobie postać rycerza w lśniącej zbroi...

Ale nie powinieneś odbierać jej tej postaci,

bo teraz to dzięki niej jakoś się trzyma.

Problem polega na tym, że zbiera się we mnie mnóstwo złości,

- bo nie mam jak... - Jej wyładować.

No właśnie, to jest teraz kluczowe: dlaczego reagujesz złością?

Złość odgrywa w twoim życiu tak ważną rolę,

że zostaje niewiele energii na cokolwiek innego.

Jeśli stworzysz sobie nowe obszary zainteresowań,

pogłębisz empatię, zaangażujesz się w życie innych ludzi,

to tam popłynie twoja energia i zostanie jej mniej na złość.

Słuchaj: wszyscy jesteśmy zagubionymi duszami,

twoja dusza albo zwisa z drzewa, albo jest za rogiem.

Musisz ją odnaleźć.

Gdy odnajdziesz swoje człowieczeństwo, jednocześnie dołączając do innych bogów,

twoja dusza w końcu odnajdzie swoje miejsce...

W swoim, kurwa, czasie!

Znów staniesz się sobą.

Sam musisz przywrócić sobie godność. Nie ona.

Wtedy wasza relacja stanie się zdrowsza. Rozumiesz?

„Wnętrze, knajpa, zmierzch.

Dwie kobiety wchodzą do knajpy i podchodzą do baru.

Clint wchodzi za bar i szykuje im ciepłe napoje,

bo już wie, czego potrzebują.

Kobiety rozmawiają ze sobą po rosyjsku.

Nie do końca wiadomo, czy Clint zna ten język.

Zachęcona przez matkę,

dziewczyna wstaje i rozchyla poły płaszcza,

pokazując, że jest w ciąży.

Oczy Clinta rozbłyskują.

Czuje się, jakby przemierzyli całą galaktykę

i teraz byli jej jedynymi mieszkańcami.

Zaczynają się kochać na rozłożonych futrach.

Oddychają w tym samym rytmie.

Razem dochodzą. Brzmi to jak muzyka.”

Idę spać, jestem zmęczona.

Kurwa mać!

Weźcie to.

Nie mam nic innego.

- Dzień dobry. - Dzień dobry.

Poproszę szybką kawkę.

- Proszę, oto kawa. - Dziękuję.

Dziękuję, pa!

Ej, ty!

- Do cholery, dokąd idziesz?! - Przestań!

- Czemu na mnie nie poczekałaś? - Daj spokój.

Dobrze wiesz, że cię potrzebuję!

- Nie możemy tak rozmawiać! - Nie dotykaj mnie! Przestań!

- Co się z tobą dzieje? - Przestańcie krzyczeć!

Pierdol się! Przestać? Co mam przestać?

- Nie dotykaj mnie! - Co ty wyprawiasz?

Mieliśmy zanieść lampę do naprawy i nawet z tym nie chcesz mi pomóc!

Przestań!

Masz jakiś problem! Potrzebuję cię!

Wyszliśmy naprawić lampę, a ty uciekasz?

- Co jest, do kurwy nędzy?! - To nie jest normalne, spójrz na siebie!

To ty jesteś problemem!

Nie krzycz jej nad głową!

Spójrz na siebie! Zachowujesz się jak świr!

- Co się stało? - Oszalał!

- To ty jesteś problemem! - Co się stało?

To moja córka!

Co się stało? Ukradli panu portfel?

Nic się nie stało! Nic!

Kurwa!

Kurwa!

Zastanów się głębiej...

nad tym, co robisz… i co zrobiłeś... przez całe swoje życie...

by wnieść do niego szczęście i radość. Pomyśl.

Skup się na sobie, a nie na innych. Myśl o swoich własnych czynach.

Masz ciało, słowa i umysł.

Z nich się składasz. Czy zrobiłeś z nich właściwy użytek?

Pomyśl o tym w ten sposób. To naprawdę proste.

Spójrz na mnie.

Spójrz na mnie! Spójrz!

Spójrz na mnie!

O Boże!

Trzymaj.

Trzymaj.

Przestań! Przestań!

Zwariowałeś!

Mam cię dosyć! Nie mogę cię znieść!

Nie kocham cię, przykro mi! Nie kocham cię!

Tłumaczenie: Paulina Gorzkowska

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.