Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
FILM TEN DEDYKUJĘ MOJEMU OJCU ŚP. SHRI LILARAM BHAGNANIEMU
- Złap go! - Wrzuć tam!
Rusz się!
- Rishi! - Nie wpuszczaj! Dawaj!
Pakkya jest w tarapatach.
KOOLAR I SPÓŁKA
Gdzie jest Pakkya?
Kto to jest Pakkya?
O co chodzi? Czemu go zatrzymaliście?
Masz na myśli tego frajera? Nie karmimy tu biedaków.
Najadł się do syta i nie chciał zapłacić.
- Ile? - 480 rupii.
Trzymaj. Przyprowadź go.
- Przyprowadź go. - Przyprowadź Jego Wysokość.
- Rishi! Ale mnie pobił. - Co ci się stało?
Ten łajdak mnie pobił.
Czemu go uderzyłeś?
Miałem go sobie posadzić na kolanach?
Twoja reszta. Wynoście się stąd.
- Rachunek uregulowany? - Tak.
Poczekaj. Jeszcze jedno.
Hej!
Dawaj!
Dowal mu! No, dalej!
Dowal mu!
Dowal mu! Na co czekasz?
Usiądź.
Co się stało, Devdutta?
Nie wiem, co powiedzieć, Lal. Nigdy wcześniej tego nie zrobił.
Porozmawiaj z nim. W końcu zdał egzamin pisemny i test sprawnościowy.
Została tylko rozmowa kwalifikacyjna.
Z kryminalną przeszłością nie dostanie się do policji.
On dobrze o tym wie, a mimo to...
Ty z nim porozmawiaj.
Przyprowadźcie go.
Przyjdę pojutrze. Pojutrze, mówię.
Co to ma być, Rishi?
Właściciel złożył skargę o usiłowanie zabójstwa.
To bardzo poważna sprawa.
Muszę podjąć odpowiednie kroki.
Zrobimy tak. Wypuszczę go.
- Pozostała dwójka... - Nie, wujku. To nie ich wina.
Lepiej zaaresztuj mnie.
Rishi!
Zabierz ich do domu. Zajmę się tym.
- To ma być ostatni raz! - Tak jest.
Następnym razem masz się pojawić na posterunku w mundurze policjanta.
Powiedz Mahajanowi, żeby wycofał skargę.
Druga strona też wnosi skargę.
Co się wyprawia z tymi chłopakami? Kompletna samowolka.
Co oni w ogóle przeżyli, czego doświadczyli?
Ale oczywiście i tak wiedzą lepiej! Tu jest pies pogrzebany!
Po co tak krzyczysz? Ktoś umarł?
Nikt! Twój ukochany chłopiec stracił pracę.
Słyszałem, że był jakiś incydent.
Nic takiego, Suresh. Chłopak cudem uniknął nieszczęścia.
Kojarzysz Lala z Bangur Nagar?
Asystent Komisarza.
- Nie wnieśli oskarżenia? - Nie.
Bardzo dobrze. Ale co się stało?
Zawołaj tego swojego zięcia. Niech ci sam powie.
Rishi, z kim przestajesz, takim się stajesz.
Już to słyszałem. Babcia mówi, że zanim ojciec cię poznał, nie był wcale taki zły.
Jasne, kpij sobie z przyszłego teścia. Nie ma problemu.
Problem będzie, jak nie dostaniesz państwowej posady.
Przecież wszystko uzgodniliśmy, jak jeszcze byli dziećmi.
Naprawdę odwołasz ślub, jak nie dostanie państwowej posady?
- O czym ty mówisz? - Chyba nie znasz swojego brata!
Suresh Joshi to człowiek honoru.
Miałem propozycję od rodziny Ambanich.
Odmówiłem. Wiesz dlaczego?
- Dalej, zapytaj mnie. - Dlaczego?
Bo nikt w ich rodzinie nie ma państwowej posady.
Chodzi przecież o powagę administracji rządowej.
Pierwszego dnia miesiąca dostajesz pensję.
To jest pewne i już tak pozostanie.
Nawet śmierć nie przerwie emerytury.
Po śmierci męża dostanie ją rodzina.
Żona nie musi martwić się o jedzenie.
- Idealny z nich duet. - Od dziecka tak mają.
Ale Rishi nie bierze tego na poważnie. Inaczej nie wdałby się w bójkę.
Podoba mi się twoja szczerość, wujku. Obiecuję. Bez państwowej roboty
- nie będzie ślubu. - Bardzo dobrze!
Obiecaj mu raczej,
- że nikogo nie pobijesz. - Co ty wygadujesz?
W takim razie, jako policjant ma całować przestępców?
Walkę z niesprawiedliwością ma we krwi.
Twój dziadek był taki sam.
To nie koledzy rozpieszczają twojego syna,
ale ta starsza pani. To nią lepiej się zajmij.
Synku, chodź tutaj.
Nie słuchaj tego wariata.
Ojciec może ci odmówić,
ale jego córka i tak pójdzie za tobą w ogień.
Oj, babciu!
Babciu!
- Babciu! - Co tam?
- Co przyniosłaś dobrego? - Chleb kalafiorowy.
Tak jak mi powiedziałaś.
Dodałaś popiołu ze świątyni Sai Baba?
Zrobiłam dokładnie tak, jak mi kazałaś.
To nie ma się czym martwić.
Rishi oszaleje na twoim punkcie i nigdy cię nie zostawi.
- Idź go nakarmić. - Dobrze.
Babciu, udziel mi błogosławieństwa.
Co to ma być? Już skończyłeś jeść?
Od szóstej rano dla ciebie gotuję.
Babcia mówi, że je uwielbiasz. Kto teraz doceni ich smak?
Mam jeść dwa razy i ryzykować ból brzucha?
Gdyby ci naprawdę zależało, przyszłabyś wcześniej.
Gdybyś mnie kochał, zaczekałbyś!
A co z tym?
Nakarm moich wrogów. Niech ich rozboli brzuch.
- Co za... - Co się dzieje?
- Spokojnie. - Jasne, to moja wina!
- Dziewczyna z ciebie, czy słoń? - Jaki tu bałagan.
To ma być dom, czy ring bokserski?
- Gdzie jest moja książeczka czekowa? - Zaraz przyniosę.
Venu, czy wszędzie muszą poniewierać się tu książki?
To ma być dom, czy biblioteka?
Hej!
O, nie!
Mój Boże!
- Ojciec skończył jeść? - Nie! Chciał zaczekać na ciebie.
Marnowanie jedzenia to oznaka złej gospodarności.
- Oczywiście, mądralo! - Słuchaj.
Co takiego?
- Gdzie są moje okulary? - Zjedz, jak jest gorący.
Chrupiący chlebek!
- Z białym, domowym masełkiem. - Chwila.
Gazeta, dokumenty i okulary są w łazience.
Zrobiłeś z niej swoje gniazdo!
- Venu, wyprasowałaś moją koszulę? - Co?
Tak.
Rishi, podaj mi długopis.
- To chyba jakiś cud! - Co takiego?
Po raz pierwszy w historii Megha jest cicho przez 10 sekund!
Czek do spożywczaka. Podaj go Rishiemu.
W soczewicy były robaki. Supermarkety mają lepsze rzeczy.
Tym razem zrobię zakupy w supermarkecie.
- Venu. - Tak?
Proszę, przynieś mi koszulę. Jak długo mam prosić?
Nie stój jak ten posąg! Rusz się!
- Idź prasować! Dalej! - Ale mamo...
Mój zegarek, gdzie jest mój zegarek?
Hej, co ci jest?
Nie ruszę się, dopóki nie zjesz tego, co przygotowałam.
- Dalej, wstawaj. Mam tego dosyć. - Nie!
- Jest wcześnie. - Hej!
Dalej, rusz się! Czas na ciebie!
- Chwila! - Dosyć tego!
Coś ci się przykleiło do tyłka. Co to jest?
- Nic. - Jak to nic?
Dość tych dramatów. Zostaw ten chleb i idź już.
- No, dalej! Idź. - Hej, Rishi.
Musisz się świetnie bawić. Prosisz o coś dla mnie,
a później sama to wszystko jesz! Jesteś naprawdę cwana, babciu!
- Daj mi liść pieprzu żuwnego. - Masz.
Liść pieprzu dla ciebie. Na zdrowie.
Zjadłaś chleb, a nie chcesz mi dać liścia?
Dalej, jedz!
- Jak ci poszło? - Świetnie.
- Jak przez ostatnie dwa lata? - Tak.
Czemu mówisz, że świetnie? Od dwóch lat słyszę to samo.
Czemu cię nie wybierają?
Do egzaminu przystępuje 1,3 miliona chłopaków.
Cały czas tylko aplikujesz i nic z tego.
Podobno dobrze jest dać łapówkę. Zróbmy tak!
Biedak nie ma wtedy szans.
A jeśli jest w takiej sytuacji jak my?
Bardzo ci się spieszy do ślubu.
Jak ci się tak bardzo spieszy, wyjdź za tego głupka Suryę.
Co znowu? Przecież robię dla ciebie, co mogę.
Mógłbym żyć z odsetek z wynajmu mieszkań
i zabrać cię w podróż po świecie.
Ale dla twojego ojca to za mało.
A ty jesteś jego marionetką. Nigdy mnie nie słuchasz.
Zawsze mnie krytykujesz! Jesteś za mało romantyczny!
Nie mówisz, że mnie kochasz. Nigdzie mnie nie zabierasz.
Nigdy mi nie powiedziałeś nic miłego.
Mam być policjantem, a nie pieśniarzem.
Nie zamierzam latać nad tobą i cały czas cię oklaskiwać.
Idziemy, histeryczko!
Moje serce raduje się na twój widok
Moje serce raduje się na twój widok
Nie opuszczaj mnie w tym momencie
Nie mogę żyć bez ciebie ani przez chwilę
Boże mój, tak bardzo cierpię przez miłość
Smutek rozstania Ból rozłąki
Nie potrafię tak żyć
Czuję, jak oplata mnie twój dotyk
Wybieram te sny, w których pojawiasz się ty
Moje serce raduje się na twój widok
Nie opuszczaj mnie w tym momencie
Nie mogę żyć bez ciebie ani przez chwilę
Boże mój, tak bardzo cierpię przez miłość
Ta miłość
Ta miłość
Ta miłość
Ta miłość
To właśnie o ciebie prosiłem w modlitwach
Jesteś w każdym moim oddechu
Moje serce raduje się na twój widok
Nie opuszczaj mnie w tym momencie
Nie mogę żyć bez ciebie ani przez chwilę
Boże mój, tak bardzo cierpię przez miłość
Ta miłość
Ta miłość
Ta miłość
Boże mój!
- Gdzie mieszka Satam? - Tutaj.
Pankaj Satam?
To mój syn. O co chodzi? Znowu ma kłopoty?
- Już nie mam sił na tego durnia! - Spokój!
Złożył podanie o paszport?
- To nie ja. Nic o tym nie wiem. - Proszę Pana, ja złożyłem.
Ty? Ty!
- Pankaj Satam. - Tak.
Tak, to on.
- Data urodzenia. - 7 listopada 1988, 1987.
- 1987. - Nie pamiętasz roku?
- Kartka na żywność? - Jest.
Przestańcie przytakiwać! Przynieś kartkę.
- Tak jest. - Już przynoszę.
Proszę sprawdzić.
Tutaj.
Bardzo proszę.
Proszę Pana, kiedy odbiór?
Myślisz, że ja sam je wyrabiam? Dam ci znać.
Dziękuję Panu.
Proszę Pana.
Ciągle mnie krytykujesz!
Lepiej odetnij mi głowę piłą!
- Piku! - Zostaw mnie!
Nie chcę z tobą mieszkać.
- Idź do swojej kochanki. - Nie, Piku!
Jak dostanę paszport, nigdy już na ciebie nie spojrzę.
Wszyscy będą mieli święty spokój. Tak będzie najlepiej.
Mam dla ciebie zaoszczędzone pieniądze na oddzielnym koncie.
Jak tylko mi powiesz...
Ty żałosny nieudaczniku! Wynoś się z domu! I to zaraz!
Czemu mnie nadal dręczysz?
Nic ode mnie nie dostaniesz!
Dorosły facet z brodą i wąsami, a żyje na mój koszt!
Posłuchaj, Piku.
- Przy niej się na mnie wydzierasz. - Hej.
Stary koń chce ukryć swój wiek!
To nie potrwa długo. Ciesz się, póki możesz.
Piku! Posłuchaj!
Baw się dobrze, stolarzu.
Kiedy możemy się spodziewać zatwierdzenia pożyczki?
Mój syn chce otworzyć pracownię komputerową.
Tak, wiem. Jeszcze 15 dni.
Proszę o pośpiech, Panie Paritosh.
Chcę tylko, żeby się szybko ustatkował.
Siadaj.
No już.
Na pewno? Bo jak ja usiądę...
to gdzie usiądzie ona?
- Kto? - Kto?
Siostra Rishiego.
Rishi i jej rodzina coś wiedzą?
Jej rodzina na pewno nie wie.
A o Rishim nie mogę rozmawiać.
Jej rodzina to nasi znajomi.
Nie pozwól, żeby mieli wrażenie, że składasz fałszywe obietnice.
- Wezmę taksówkę. A co do kolacji... - Zjemy w domu?
W domu nie ma kolacji. Powodzenia.
O, nie!
Vinod! Zatrzymaj się!
- Zatrzymaj się! - Gazu!
- Odjechała! - Co?
- Widziałeś? - Zwariowałeś?
- Co tam było? - Na motorze!
- Nie widziałeś ich? - Nie przynudzaj, idziemy!
- Daj spokój. Nie przynudzaj. Oszalałeś. - Zwariowałeś?
Jak mógł niczego nie zauważyć?
Na zdrowie!
50 rupii. Zapisz na moje konto.
Twoje konto zajmuje pięć pełnych zeszytów.
- Ile to miesięcy? - Jesteś mi dłużny za cztery miesiące.
Ty łajdaku! Matka nosiła cię przez dziewięć miesięcy,
a ty masz problem z czterema. O co ci chodzi? Na zdrowie!
- Na zdrowie! - Wiem, jak dręczysz swoją mamę.
Ciągle gadałeś o swojej mamie
Maanowi Singh i dał się nabrać.
Karmił cię i poił, wszystko na kredyt.
Zrujnowałeś restaurację Sai Sagar!
Jak to się skończyło? Właściciel pozbył się go
i wyrzucił na ulicę. - Zapomnij.
-Gdzie jest teraz? -Mów, gdzie jest?
- W swojej wiosce. - Ma własne bistro.
- Zrujnujesz mnie, tak jak Maana Singh. - Przestań paplać.
- Oblewamy nową pracę! - Co ty pleciesz?
Przeszedłem rozmowę, ale pracy jeszcze nie mam.
Na pewno ją dostaniesz. Modliłem się za ciebie.
Modlitwy wujka zostaną wysłuchane.
Jak będziesz zarabiał, wujek na pewno skorzysta.
Nie z tego powodu karmię ludzi.
Ja daję wam, a mnie daje Najwyższy.
Wujku, za miesiąc otwieram pracownię komputerową.
Spłacę wszystkie należności.
- To prawda. - Wujku, ja też.
- Ale nie ręczymy za tego frajera. - To prawda.
- Czemu? - Jak to, czemu?
- Myślicie, że jestem płotką? Chyba asem! - Asem?
Jeszcze wam pokażę. Znajdę sposób.
Zwiedzę cały świat. Stany, Londyn, Dubaj...
- Zarobię kupę pieniędzy, Wujku! - Myślisz, że jesteś taki mądry?
Głębokie pragnienia Odpłynęły wraz ze łzami
Hej!
Wujku, wierzysz mi?
Synu, ja każdemu wierzę.
Hej, Pakkya! Wystarczy!
Ty też! Wystarczy tego prania.
Zrobisz dziurę, jak tak będziesz tarł.
Żebyś wiedział! Klimatyzacja się przyda.
Masz gościa, Rishi.
Joy? Z brodą wyglądasz inaczej! Kiedy wróciłeś?
Co ty wygadujesz?
Nie mógł się doczekać twojego przyjścia.
- Nalegał, żeby go przywieść. - Kopę lat!
To już ponad dwa lata. Po prostu wyparowałeś, Pięknisiu!
Pamiętasz? Opowiadałem ci o nim.
Znam go, od kiedy ojca przenieśli do Lucknow.
Spędziliśmy razem klasy 6-10.
Dzieliliśmy szkołę, ławkę i internat.
Dobra, nie ekscytuj się tak. Znamy tę historię.
- Vinod. - Pakkya!
- Cześć. - Dalej, wskakujemy do wody.
- Nie umiem pływać. - Możesz na mnie liczyć. Chodź!
- Daj mu spokój. - Idziemy do domu.
Będziesz się mógł odświeżyć.
Nieźle w szkole rozrabialiśmy, pamiętasz?
Czemu tak nagle się zjawiłeś?
Bardzo dobrze, że przyjechał. W sam raz na Gowindę. Będzie ubaw.
Zielone spodenki, niebieskie koszulki, flirtowanie z dziewczynami.
Żaden inny Bóg tak się o nas nie troszczy.
Chwała Krysznie!
Niektórzy nazywają go złodziejem serc
Inni intrygantem
Niektórzy nazywają go złodziejem serc Inni intrygantem
Bóg Kryszna z pasterkami
Wieści się rozniosły Są na ustach wszystkich
Jego wyznawcy utworzyli gang
Gowinda!
Gowinda!
Syn Nandy jest z nami Nie oszczędzi cię, młoda damo
Syn Nandy jest z nami Nie oszczędzi cię, młoda damo
Niektórzy nazywają go złodziejem serc Inni intrygantem
Bóg Kryszna z pasterkami
Wieści się rozniosły Są na ustach wszystkich
Jego wyznawcy utworzyli gang
Syn Nandy jest z nami Nie oszczędzi cię, młoda damo
Syn Nandy jest z nami Nie oszczędzi cię, młoda damo
Gowinda!
Werble!
Werble!
Werble! Posłuchajmy dźwięku werbli
Przenikliwe spojrzenie dodaje mu pewności siebie!
Zabierzemy cię stąd Nie pozwolimy ci odejść!
Lektyka jest na dole A twój dom tam, na górze
Zbijemy dzban i dostąpimy zaszczytu!
Słychać banjo i gitarę
Werble grają gdzie indziej
Słychać banjo i gitarę Werble grają gdzie indziej
Wokół panuje radość i nadzieja
Wszyscy szaleni chłopcy Chcą się zabawić
Rób, na co przyjdzie ci ochota!
Syn Nandy jest z nami Nie oszczędzi cię, młoda damo
Syn Nandy jest z nami Nie oszczędzi cię, młoda damo
Prawdziwi przyjaciele są gotowi Jeszcze zanim wyruszą
Nigdy się nie poddadzą Nieważne, jaka toczy się wojna
Odwaga jest tak silna, jak sztorm
Jesteśmy gotowi zginąć za siebie
Jesteśmy gotowi zginąć za siebie
Całkowicie różnimy się od innych
Gowinda!
Gowinda!
Syn Nandy jest z nami Nie oszczędzi cię, młoda damo
Syn Nandy jest z nami Nie oszczędzi cię, młoda damo
Mohan! Spójrz na niego! On nie umie pływać!
Nie mogę dosięgnąć.
Zabierzcie go stąd.
Dalej!
Kołyszcie nim.
Joy! Joy! Joy!
- Mocniej! - No i co narobiłeś?
- Wiedziałeś, że nie umie pływać. - Wszedł do wody.
Czemu mu pozwoliłeś?
Nie pozwoliłem! Chciał się utopić.
- Co się stało? - Uderzył mnie!
Pobiegłem go uratować.
- Chciał się utopić! - Co się stało?
- Przynieście go tutaj. - Jasne.
- Przynieście ławki i połóżcie go. - Gdzie go zabieracie?
- Co robicie? - Nic mu nie będzie.
Szybciej.
Odwróćcie go do góry nogami. Nogi do góry, głowa w dół.
Potrząśnijcie nim energicznie.
- Potrząsajcie nim! Mocniej! - Ruszać się!
Dokładnie tak!
Chłopak napił się dużo wody. Przenieście go.
Połóżcie go.
Posadźcie, właśnie tak.
Ledwo co uszedłeś z życiem, synu.
Możecie go zabrać do domu.
Koniec przedstawienia! Zbierać się!
Zabierajcie się stąd!
Przejechałeś taki kawał, żeby umrzeć?
- Pakkya. - Nie mogłeś znaleźć innego miejsca?
- Zapomnij o tym. - Czemu?
- Czemu przyjechał tutaj? - Przestań, już po wszystkim.
- Uderzyłeś mnie! Zapytaj go. - W porządku, mówię ci, przestań.
Czemu to zrobił? Zapytaj go!
Czemu to zrobiłeś?
A więc masz romans.
W czym problem?
Rodzina Jasmine się o wszystkim dowiedziała.
Na pewno odstawiłeś jakiś numer.
Dopóki chłopak nie zdobędzie dziewczyny, jest zwykłym drapieżnikiem.
Będzie cierpliwie czekał. A jak już ulegnie...
to koniec! 80 rupii na paliwo,
100 rupii na przekąski, szal do przykrycia twarzy.
Wsiadają na motor i w siną dal!
- Zamknij się, idioto! - A potem próbuje się zabić!
Czemu nie zwierzyłeś się mamie?
Nie interesuje jej to.
Wybrała mi inną dziewczynę.
- Co ty gadasz? - Cicho!
Córka ministra. Nie podoba mi się.
- Pogięło cię? - Siedź cicho!
Jasmine zabije się beze mnie.
Rozmowy telefoniczne, spotkania online, wszystko skończone!
Nie wolno jej nawet spotkać się z przyjaciółmi.
Jak mam problem, zawsze myślę o tobie.
Czemu nie mówiłeś od razu? Co sobie myślałeś, idioto?
Że problem zniknie po twojej śmierci?
Musisz żyć, durniu.
Sam nie wiem.
Nie wiem.
Słuchaj, nie każdy rozumie, czym jest miłość.
W takich chwilach jedyna nadzieja w przyjaciołach.
Musi ożenić się z Jasmine.
- Jak? - Uprowadzimy ją.
Podróż do innego miasta i porwanie dziewczyny, to jak...
To nie takie proste jak otwarcie butelki, bracie.
Nikt nie mówi, że będzie łatwo. Ale jak się przygotujemy, uda się.
Mam złe przeczucia.
Nie musisz jechać, jak nie chcesz, ale ja jadę.
Muszę to zrobić dla przyjaźni.
Dobra, do dzieła.
Trzymaj klucze.
Rishi pytał,
ile wyniesie zaliczka za wynajęcie.
Przecież to dla miłości. Powiedz mu, że jesteśmy z nim. Powodzenia!
- Dzięki! - Bawcie się dobrze.
Jedziemy.
Vinod, jestem spakowany,
ale nie podjeżdżaj do głównej bramy.
Nikt nie może wiedzieć.
Spotkamy się na tylnym wjeździe.
Jeśli mój ojciec kiedyś zmieni zdanie,
mnie też porwiesz?
Obiecuję, poskromię swój charakterek.
- Podejdę do ciebie na twój znak. - Wariatka!
W porównaniu z Joyem, nasz problem to nic.
Twój ojciec jest trochę sztywny, ale szczery.
Wszystko jest już w naszej sprawie ustalone.
Jak dostanę pracę, on mi da dziewczynę. Rozumiesz? Idziemy.
To wszystko?
Czego jeszcze chcesz?
Nie będzie cię przez kilka dni, prawda?
O co ci chodzi? Mów, szybko!
Może byś mi dał coś miłego?
Żebym cię miło wspominała.
Prawie zapomniałem! Twój ojciec jest jak zepsuty bankomat.
Nie lubi rozstawać się z pieniędzmi. Trzymaj.
Nie jedz nic ze straganów, bo rozboli cię brzuch.
Nie chcę pieniędzy!
To czego chcesz?
Dalej, mów szybko! Muszę iść.
Teraz?
Chodź tutaj!
Nikogo nie ma! Dalej.
- Rishi! - Boże!
Teściu?
- Zięciu! - Gdzie jesteś?
Jestem tutaj.
Dostałeś ofertę pracy?
Dostanę, teściu, dostanę.
Ale twoja szczerość mnie dobija.
- Trzymaj. - Przecież to kupa pieniędzy!
- Bierz. - Nie mogę!
To moje oszczędności.
Jakie to przyjemnie uczucie! Zakochana para, która musi uciekać.
A my im pomagamy.
Wezmą ślub dzięki nam!
My też kiedyś możemy potrzebować pomocy i ktoś przyjdzie
na pomoc przyjacielowi.
- Przyjaciele? Wystarczy mój ojciec. - Zamknij.
- Pokaż. - Rishi jest tutaj! Idź już!
Naprawdę?
Tak, wpadniemy!
- Co się stało? - Widziałeś?
- Co miałem widzieć? - Nie widziałeś?
- Co miałem widzieć? - To, co ja!
Co za bzdury. Przestań nudzić.
Widziałeś to, widziałeś tamto!
Na pewno widział, ale nie chce się przyznać.
Ten telefon bez przerwy dzwoni.
Wyłącz go, jak nie chcesz odebrać.
Może to Jasmine.
Nie myśl o tym. Jedziemy do Goa.
Gdzie jest impreza?
W Lalitpur.
LALITPUR 10 KM
Poproszę cztery herbaty.
Proszę.
Halo? Mów, Bhola.
Co? Znalazłeś go?
Dobra, zrób coś dla mnie. Wyślij mi adres jego bistro i domu.
Wyślij mi też jego numer telefonu. Dobra, rozłączam się.
Znaleźliśmy Maana Singh. Jest tutaj.
Znalazłeś Maana Singh?
Teraz to na pewno się ożenisz.
- Maan Singh to idealny facet. - Tutejszy.
Zna każdy zakątek miasta.
Pewnie ma też wtyki.
- Będziesz miał nocleg i wyżywienie. - Niech żyje Maan Singh!
Czy wy w ogóle wiecie cokolwiek
o dziewczynie, którą chcecie uprowadzić?
Jej ojcem jest Brij Bihari Pandey.
Mów ciszej!
Ciszej.
Myślicie, że dom Pandeya to otwarte pole?
Nie można sobie tam tak po prostu wejść.
Sami się prosicie o kłopoty.
Mama Joya to nie jest zwyczajna osoba.
Jest byłą posłanką Gopalganj.
On też w tym siedzi? To komplikuje sprawę.
- Może warto z nią porozmawiać. Kobiety... - Cię zabiją!
Nie warto z nią gadać. Mamy na ogonie kupę ludzi.
- Co? - Szuka nas kupa ludzi.
Nas?
Kiedy się widzieliśmy?
- Teraz! - Nieprawda!
Musiałem przez was, dranie, uciekać z Bombaju.
Dawałem ci jedzenie, przekąski.
A ty oskubałeś mnie swoim gadaniem!
- Straciłem sześć miesięcy pensji. - Czemu tak się tym przejmujesz?
- Masz przecież swoje bistro. - To prawda.
- Wszystko dobrze się skończyło. - To prawda.
Będziesz miał swój udział w naszej świetlanej przyszłości.
Joy, jedz.
Nie jestem głodny.
Daj mi więcej mleka.
Wykąpię cię w mleku. Odziedziczyłem ten hotel po ojcu.
Nie chcesz nam pomóc, to nam daj przynajmniej dobrze zjeść.
- Jako właściciel dobrego hotelu. - Właściciel?
Ja... Przestań...
Ja... Nie!
Kto wam powiedział, że jestem właścicielem?
Naopowiadałeś nam niestworzonych historii.
Niestworzonych historii? Nigdy w życiu!
Próbujecie mnie pozbawić jednej jedynej pracy?
Posłuchaj. Joy ma adres Pandeya.
Siedź cicho!
Patrz przed siebie!
Tak, są tutaj.
Ten gość to człowiek Pandeya.
Zabił w biały dzień na rynku członka gangu złodziei.
Poszedł na policję ze sztyletem i odciętą głową.
- Teraz rozumiesz? - Tak.
Czego sobie Pan życzy?
Neem w cieście i dwa jalebi.
- Bardzo proszę. - Dziękuję.
Proszę.
Co ten gość robi dla Pandeya?
Jest jego kierowcą.
Tak często, jak odwiedza się teściów,
ten gość chodzi do więzienia.
Zamówię wam zimne napoje.
Dobrze?
Życzy Pan sobie coś jeszcze? Czy rachunek?
Przygotuj rachunek dla tego stolika, neem w cieście, mleko i jalebi.
Proszę bardzo.
- Do zobaczenia. - Do widzenia.
- Przepraszam Pana! - Rachunek dla nich.
Stój!
PRZEWOZY AMAN
Proszę wejść.
Proszę usiąść.
Tak.
Czy sprzedaje Pan samochody ze złomowiska?
Ze złomowiska?
To znaczy, stare i używane.
Czy ma Pan zepsute i używane samochody?
Dlaczego pytasz?
Mam firmę. Prowadzimy biznes.
Uważam, że lepiej jest wykorzystać stare rzeczy, niż je wyrzucić.
Naprawię je i sprzedam.
Myślimy w podobny sposób.
Ja też wierzę w stare rzeczy.
Starocie to kopalnia złota!
Po jakie licho sprzedawać złoto?
Ma Pan rację.
Dziękuję.
Jesteś z Bombaju?
Tak.
Rozpoznałem po akcencie.
To ten dom. Spadamy!
Co wy wyprawiacie?
Będę miał przez was same kłopoty.
Zabiją was.
Boże mój!
Czego tu szukacie?
Zepsuło nam się auto. Czy może je ktoś naprawić?
Jak wam się popsuło auto, zepchnijcie je na pobocze.
Albo oberwiecie, zrozumiano?
Kim jest ten frajer?
- Kto? - Ten, co tam siedzi.
- Nie wiem. - Pchaj!
- Co tam robisz? - Załatwiam się.
Ty łajdaku, przestań paskudzić!
- Pójdę w inne miejsce. - Wynoś się!
Zrobię ci kilka dodatkowych dziur. Zatrzymaj się, durniu!
Pomocy!
Dobry Boże!
Dzisiaj tylko obrzucili nas kamieniami. Zaraz będziemy uciekać przed kulami.
Siedzicie z założonymi rękami i bezczelnie prosicie się o kłopoty.
Nie boicie się?
Czego się mamy bać? Mamy ciebie.
- To nieprawda! - Jesteś nasz gość!
Mieszkamy w twoim domu, jemy w twojej restauracji.
Nic w tym dziwnego, że wszyscy myślą, że trzymasz z nami.
Co to, to nie! Zajmę się tym. Nie martwcie się.
Oszczędźcie mnie. Nie jadę dzisiaj z wami.
- A jutro? - Ani jutro, ani nigdy!
Jak taki słabeusz miałby porwać dziewczynę?
Na pewno się do czegoś przydasz.
- Chcesz mnie sprowokować? - Nie.
Ale nie kupuję tego.
- Mamo! - Hej, Maan Singh!
- Mann Singh! - Hej!
Idź i daj jej telefon.
Idź i daj go jej.
Idź i daj jej ten telefon.
Rusz się.
Po prostu daj jej ten telefon.
- Ty durniu, przecież tobie kazał? - Czemu mnie?
- Tylko ty jesteś na tyle odważny. - Kto tak mówi?
- My. - My.
- Dalej, pośpiesz się! - Rusz się.
- Teraz! - Teraz!
Zawsze mnie traktują jak chłopca na posyłki.
Ty łajdaku!
Kim jesteś?
- Gopal! - Gopal?
Skąd jesteś?
- Z Badlapur, proszę Pana. - Z Badlapur?
Ty mendo!
Błagam, wypuśćcie mnie.
- Złodziej! - Złodziej?
Jestem złodziejem!
- Co ukradłeś z domu? - Proszę, zostawcie mnie.
Nie ukradłem zbyt dużo.
Jestem drobnym złodziejem. Byłem głodny!
Nie jadłem od trzech dni. A ten mnie uderzył.
Dosyć tego.
Potrzebuję lekarza.
Dajcie mi 50 albo 100. Cokolwiek.
Dajcie mi jakieś jedzenie. Tutaj nie ma żadnego jedzenia.
Przecież to narkoman.
Daj mu 100 rupii i pozbądź się go.
Myślę, że ten facet...
- to dobry człowiek. - Co ty gadasz?
Nie warto tak ryzykować.
Weźmy symbolicznego kokosa i sari
i poprośmy o rękę dziewczyny. Zgodzi się!
Na pewno się zgodzi! Jeszcze do tego skopie ci tyłek!
Ciebie tam nie było, zdrajco! Czemu ciągle gadasz?
Tak żałowałem, że mnie tam nie było, że zwymiotowałem.
Miałem do was dołączyć, ale dałeś się złapać, idioto!
Chyba naprawdę ci na mnie zależy!
Odwróć się! Wracaj!
- Mam gdzieś twoją miłość! - Słuchaj.
Mówię to po raz ostatni.
Nie chcę być częścią misji szpiegowskiej Agenta Vinoda!
I tak cię złapią w ciągu tygodnia. Przeklinam cię.
Nie kąsaj ręki, która cię karmi! Wstrętny typ!
Wynosić mi się stąd. To wszystko przez ciebie.
Tyle dziewczyn, a musiałeś zakochać się w tej!
Maan Singh!
To nie jest jakiś serial telewizyjny.
To się dzieje naprawdę i będzie niezły bajzel.
Nie mamy innego wyjścia.
Zaufał nam i dlatego tu jesteśmy.
Musimy to jakoś załatwić, nieważne jak.
Słuchaj, 3929.
Jayeshkara.
Słuchaj! Zadzwoń później.
Halo? Dobrze.
Zadzwonię później.
Dzień dobry Pani.
- Mój syn zaginął! Co to ma być? - Rozumiem.
- Nie odbiera. - Spokojnie.
Myślałam, że jest w mieście.
Ale założę się, że jest w domu Brija Bihari Pandeya.
- Proszę usiąść. - Witam.
Dzień dobry.
Dlaczego mnie Pan o to obwinia?
Po co miałbym się mieszać w czyjeś sprawy?
- Sprawdźcie wszystkich. - Jaki chłopak? Czyj chłopak?
Moja córka jest ze mną. To wszystko.
Rozłącz się. Weź to.
Dobra.
Mój syn też powinien mieć ochronę.
Jak mu się coś stało, popamiętasz!
Dopóki tu jestem, włos mu z głowy nie spadnie.
Jest z nami sekretarz okręgu.
- Witam. - Witam.
Proszę się nie martwić. Zajmę się tym.
Znajdę Pani syna, bez względu na wszystko.
Halo? Mów! Co?
Dziękuję!
Miałam rację, mój syn jest na miejscu.
Niech Pan powie swoim ludziom, żeby otoczyli budynek.
Jeśli ktoś z niego wyjdzie,
chcę o tym wiedzieć. Czy to jasne?
Jestem pewna, że mój syn pojedzie do tej dziewczyny.
Na pewno!
- Gdzie ona jest? - Wewnątrz.
A Jasmine?
Musi tam być. Nie wiem, która to. Są tam ze cztery dziewczyny.
Idziemy.
Ruszcie się!
Jak ona wygląda?
Co za różnica? Nie nasza sprawa.
- Chcę ją zobaczyć? - Po co?
Jak jest nieładna, nie idę.
Dureń z ciebie!
- Znamy Joya. - Co?
Nie zatrzymuj się! Idź przed siebie.
Naprawdę go kochasz?
Umrę bez niego.
Zgarniemy cię na zewnątrz świątyni.
- Dobrze. - Nie bój się. Musisz nam pomóc.
- Gdzie on jest? - W samochodzie.
- A co z ojcem? - Nie martw się.
Nie spiesz się. Nie poślizgnij się. Rób, jak mówię.
Dobra.
Gdzie jest ten dureń, Pakkya?
Był przecież tuż za nami!
Zawsze to samo!
Kapłanie!
Jest tam!
Tam!
Tam jest!
- Jest tutaj. - Chodź.
- Co robisz? - Chodź!
- Rozdawali laddu! - Dureń!
Ani nie mogę zjeść laddu, ani zobaczyć dziewczyny.
- Widzieliśmy ją. - Naprawdę? Jaka jest? Ładna?
- Pokażcie mi. - Sam zniknąłeś.
Nie idę, jak nie pokażecie mi dziewczyny.
Zaraz cię walnę! Kto ci kazał jeść laddu?
Nie idę z wami.
Daj mi telefon. Wyciągnij telefon!
Zadzwoń do mamy.
Po co?
Powiedz, że porwali cię ludzie Pandeya.
Już dzwonię.
- Joy? Joy? - Mamo!
- Co? - Porwali mnie ludzie Pandeya.
- Mamo, biją mnie! - Odłóż ten telefon!
- Ratunku! - Gdzie jesteś?
Mamo, robią mi krzywdę!
Zabierz mnie stąd!
Nie ruszaj się, dobra?
Halo? Joy?
Joy?
Brij Bihari Pandey!
Gdzie jest mój syn? Mów! Gdzie on jest?
Dlaczego mnie Pani pyta?
Dlaczego cię pytam? Złodziej lubi prowokować!
Porwałeś go i próbujesz go zabić!
Gdzie go trzymasz? Mów!
Wracaj do samochodu. Nie wygaduj bzdur.
Odpowiedz, tchórzu!
- Myślisz, że jesteś taki bystry! - Co za nonsens!
Siedź cicho, figurancie jeden! Rozumiesz?
Pandey! Zniszczę całą twoją rodzinę!
- Obiecuję ci to! - To nasz teren.
- Grozisz mi? - Zobaczysz!
- Bądź cicho! - Nie jesteś u siebie.
- Ani słowa więcej! - Bądź cicho!
- Odsuń się! - Jak śmiesz?
Spadaj! Za kogo się masz?
Odwal się!
Co mi zrobisz?
- Zostaw mnie! - Puść mnie!
Nie znasz mnie!
Odwal się!
- Przestań! - Zaraz ci pokażę!
- Co mi zrobisz? - Pomocy!
- Doczekałeś się! - Nie!
Słuchaj!
Pożałujesz tego!
- Masz! - Doigrałeś się!
- Dawaj! - A masz!
Bierz!
Jasmine!
Dokąd idziesz?
Powiedzcie jej ojcu!
Przecież ona ucieka!
Patrzcie! Idźcie po nią!
Nie!
Jasmine!
Chwała Bogu Śiwa!
Chwała Bogu Śiwa!
Daj nam siłę
Daj nam ufność
Żebyśmy nigdy się nie poddali
Chwała boskiej Ganges
Żebyśmy nigdy się nie poddali
Po niebie niesie się brzmienie bębna
Patrzymy na taniec zniszczenia
Chwała boskiej Ganges
Chwała Bogu Śiwa!
Chwała Bogu Śiwa!
Musimy położyć kres temu złu
Musimy nauczyć się walczyć Ze sztormem bez strachu
Świat to zaakceptował
Wróg już się nam nie wymknie
Nasze serca wypełnia ogień Nasz oddech wypełnia płomień
Pijemy z kielicha wypełnionego jadem Trzymając wysoko w górze trójząb
Chwała!
Chwała Bogu Śiwa!
Chwała Bogu Śiwa!
Daj nam siłę Daj nam ufność
Żebyśmy nigdy się nie poddali
Chwała boskiej Ganges
Muzyka gra
Po niebie niesie się brzmienie bębna
Ale wypełnia nas moc zwycięstwa
Chwała boskiej Ganges
Chwała Bogu Śiwa!
Chwała Bogu Śiwa!
Hej, zaczekaj!
Postąpimy zgodnie z planem
Zmienimy kierunek wiatru
Rozbijemy skały wodą
I złożymy jest na nowo Jeśli tego zapragniemy
Jesteśmy jak beztroscy cyganie Błąkamy się po świecie jak nomadowie
Wiemy, jak pokonać śmierć Nie jesteśmy na usługach czasu
Chwała Bogu Śiwa!
Chwała Bogu Śiwa!
Chwała Bogu Śiwa!
Chwała Bogu Śiwa!
Chwała Bogu Śiwa!
Daj nam siłę
Daj nam ufność
Żebyśmy nigdy się nie poddali
Chwała boskiej Ganges
Muzyka gra
Niesie się brzmienie bębna
Ale wypełnia nas moc zwycięstwa
Chwała boskiej Ganges
Chwała Bogu Śiwa!
Chwała Bogu Śiwa!
Chwała Bogu Śiwa!
Chwała Bogu Śiwa!
Chwała Bogu Śiwa!
Hej!
Został w tyle!
Odsuń się!
AUTOBUS SZKOLNY
Musimy ich zgubić!
SZPITAL ŚWIĘTEGO DUCHA
Rusz się!
Tędy.
- Dalej! - Dalej!
Pośpieszcie się!
Idziemy do kapłana!
Nie tego. Tamtego.
Chwała Bogu Śiwa!
Chwała Bogu Śiwa!
Stój!
Chwała Bogu Śiwa!
Chwała Bogu Śiwa!
Dalej, wskakujcie!
Joy!
Masz, weź to!
Dobra.
Chwała Bogu Śiwa!
Chwała Bogu Śiwa!
- Halo? - Szpital prosi o pieniądze, pośpiesz się!
- Ile? - Gotówka!
Pieniądze!
- Ile chcą? - Daj mi telefon.
- Pieniądze! - Daj mi telefon!
Powiedz mu, że szpital chce pieniędzy.
Lekarze dali mi leki i zastrzyki.
- Chcą 25 tysięcy rupii. Bądź cicho. - 25 tysięcy rupii.
Dobra, ale czemu ten dureń powtarza w kółko to samo?
- Powiedz mu, żeby przyniósł 25 tysięcy. - Kiepsko z jego słuchem.
Powiedz mu!
- Tak. - Udało się.
Halo? Co?
Mam nadzieję, że się udało.
Boli!
Pakkya, słyszysz coś?
- Słyszysz mnie? - Co?
Pakkya.
Zachowuje się tak od samego początku.
- Co? - Od samego początku.
Co mówisz?
Rishi!
Rishi!
Rishi!
Straciłem nogę! W tym wieku!
Jestem teraz kaleką!
Dobij mnie, Rishi!
Pozwól mi umrzeć!
Halo?
Halo?
Do środka!
Miałeś nam pomóc! Po co tu przylazłeś?
Złamię ci szczękę, jak będziesz tak dużo gadał!
Co?
Przyniosłeś nam pecha, frajerze. Dopilnuję, żebyś już więcej nie gadał!
Nie gap się tak, bo wydłubię ci oczy!
- Co się tu dzieje? - Hej!
Nic się nie dzieje. Stęskniliśmy się za sobą.
Pytam go o rodzinę.
Jak cię usłyszę na korytarzu, strzelę ci w łeb.
Rozumiesz?
Wszyscy śpią.
Musiałem cię zaaresztować, żeby cię ocalić.
Rozumiesz?
Rozumiem, czym jest miłość!
To są dorośli studenci prawa.
Powiedz im, żeby się ze mną spotkali.
Nie pozwolę ich skrzywdzić.
Możesz mi zaufać.
Ich rodziny są bardziej wpływowe niż Pan. Anulują ślub.
Właśnie o tym mówię.
Martwię się o ich bezpieczeństwo.
Nie mam pojęcia, co robić!
Zróbmy tak. Niech podpiszą list,
że potrzebują ochrony. Zapewnimy im ją, a was wypuścimy.
Zadzwoń do nich.
Dalej, dzwoń!
Dostanie Pan ten list.
Do tego momentu, będziemy was tu trzymać.
W porządku.
Przyprowadź drugiego.
Słyszysz mnie?
Co?
Zapisz, co mówię i pokaż mu.
Co cię łączy z Joyem?
Nic.
Jak go poznałeś?
Jest przyjacielem Rishiego.
Czemu z nim pojechałeś?
Rishi to mój przyjaciel.
Co cię łączy z gościem z bistro?
To kluczowa postać w tej sprawie.
Po co mnie w to wciągnąłeś?
Byłeś u mnie na przeszpiegach?
Gdzie jest moja córka?
Ważne, że jest szczęśliwa.
Jesteś jej ojcem. Powinieneś był ją wyswatać.
Ale tego nie zrobiłeś.
Musieliśmy cię zastąpić.
Matka i ojciec mają wyjątkową pozycję.
Ale w potrzebie, przyjaciel może każdego zastąpić.
Tak się robi w naszej rodzinie. Takie mamy zasady.
Wy tylko chcecie człowieka spętać. Nie rozumiecie, co czuje serce.
Przyjaciel to rozumie i pomaga się uwolnić.
Nie mogę powiedzieć, gdzie są.
Rób, co chcesz.
Idziemy.
Panie Mishra, dlaczego ich Pan tak dobrze traktuje?
Mają wszelkie wygody, a i tak nie puszczają pary z ust.
Dlaczego jeszcze nie są w więzieniu?
Wiem, co do mnie należy.
Nie musi mi Pan mówić.
Niech mnie Pan posłucha i odda ich w moje ręce.
Wiem, jak znaleźć moją córkę. Sam to załatwię.
Trzeba było się pośpieszyć i złapać ich przed nami.
Wpłynęła skarga i zamierzamy się nią zająć.
Panie Mishra, ja nie składałem skargi.
W takim razie, kto?
To ja wniosłam skargę!
Nic Pan nie zamierza zrobić?
Chcesz zmusić policję, by siedziała cicho?
To wszystko przez ciebie!
Ile im dałeś w łapę?
- Ile zapłaciłeś? - Bądź cicho, bo się zapomnę!
Co mi zrobisz?
Wiesz, że mam dla swojego syna świetną partię?
Po co mu wciskasz swoją córkę
i każesz tańczyć, jak mu zagrają?
Masz swoich ludzi i każdy jest ci posłuszny.
Jego też nabrałeś, ale nie!
Nie wystarczy ci to!
Zamknij się! Za dużo gadasz!
Zostaw mojego syna w spokoju.
Jasne, to ja się kurczowo trzymam twojego beznadziejnego syna!
Możesz mnie błagać i milion razy,
a nadal nie wydam swojej córki za twojego syna.
- Możecie się... - Cała twoja rodzina
- i ty jesteście dobrze znani! - Nie!
- Znasz mnie? - Hej.
Co ty o mnie wiesz?
Każdy wie.
Każdy wszystko o tobie wie.
- Nie waż się obrażać kobiety! - Poważnie?
- A więc jesteś szanowaną kobietą? - Hej.
- Pilnuj się! - Zamknij się!
- Opanujcie się! - Dosyć tego!
Należycie do elity.
Wybaczcie moje słowa,
ale robicie z tego posterunku targowisko.
- Zaaresztuj ją. - Bądź cicho!
- Ty... - To moja praca!
Patrzcie, jak mi wytyka błędy!
Mam tego dosyć.
Proszę posłuchać. Przeciwko tym dzieciakom wpłynęła skarga.
Zrobię, co do mnie należy.
Jak się czegoś dowiem, znajdę i przyprowadzę Pani syna.
Nie pozwolę, że uszło to tym łajdakom na sucho!
Podam ich do sądu! Wniosę pozew!
- Raghu! - Tak, słucham.
Zadzwoń do Lali w Bombaju. Muszę z nim porozmawiać.
Uderzę go tam, gdzie zaboli.
Wtedy prawda wyjdzie na jaw.
Moment.
Lala, Pandey z tej strony.
Kto tam?
Kto tam?
Chwileczkę.
Już idę.
Nie znam was!
Halo?
Gdzie ty jesteś? Wracaj! W domu są jakieś zbiry!
Zbiry w naszym domu?
Wszystko demolują!
Nie wiem, co robić!
Uspokój się.
- Zadzwoń na policję! - Zaraz będę w domu.
- Dobra. - Pośpiesz się!
Wracamy.
Cała rodzina straciła honor i reputację.
Chłopak, który miał być policjantem, okazał się zbirem.
Nazywają go już Rishi Dada!
Mamy ze sobą swoich ludzi.
Po obrzędach zabierzemy matkę.
- Nie ma sensu tego robić. - Nici z państwowej posady!
Rodzina przeżywa żałobę. Uspokój się.
Czy ciebie w ogóle obchodzi, co mówię?
Tylko ten, co cierpi, rozumie swoją niedolę.
Czyja to córka, moja czy twoja?
Kto się ma martwić, jak nie ja?
Kto się teraz z nią ożeni?
Wszyscy wiedzą o niej i Rishim.
Jego nic nie obchodzi!
Nawet jak padnie mi do stóp,
wolałbym zabić moją córkę,
- niż pozwolić jej... - Przestań! Za dużo gadasz.
Taka jest prawda. Prawda boli.
Jesteś za słaby, żeby to przyznać.
Powiedz swojemu synowi, że po wyjściu zabraniam mu się spotkać z moją córką.
Nikt by nie wydał swojej jedynej córki za zbira!
Kto by tam chciał twoją córkę! Mało to dziewczyn na świecie?
Nawet jakbyś mi dawał miliony, nic z tego.
Mój syn ma złote serce.
Robi to, co uważa za słuszne.
Martwię się o niego, ale niczego nie żałuję.
Nie rób scen! Zostaw nas w spokoju!
Widzicie? Obraża mnie!
Mamo! Teściu!
Proszę, wysłuchajcie mnie.
Proszę, nie zmieniajcie decyzji.
Ojcze, nie denerwuj się, proszę!
My tu przeżywamy żałobę, a on odstawia sceny.
Czy twój ojciec nie ma za krzty rozumu?
Tato, proszę!
Nie rób tego! Nie zmieniaj zdania!
Znosiłem go, bo wszystko uzgodniliśmy, jak byliście dziećmi.
Nie z powodu jego bogactwa.
Jeśli ma z czymś problem, ja go nie potrzebuję.
Ludzie przyszli, żeby poznać dziewczynę. Wszystkich ich obraził!
A ty chcesz mnie uczyć dobrych manier!
Bezczelny facet!
- Wynoś się! - Zaczekajcie!
Błagam cię, uspokój się.
Moja córka ma mnie słuchać!
Chodź tu!
Tato!
Będziesz mi posłuszna?
Czy też mnie zamierzać znieważyć?
Mojej córce na mnie nie zależy!
Na oczach wszystkich zrobiłaś ze mnie popychadło!
Miarka się przebrała!
Tato, posłuchaj.
- Nie! - Tato!
- Zabiję się! - Tato!
- Co ty wyprawiasz? - Tato, zaczekaj!
- Co ty wyprawiasz? - Niech idzie.
To jego własna wina. Niech sam to teraz odkręci.
- Złapcie go! - Dobry Boże!
- Przestań! - Dajcie mi spokój!
Odechciało mi się żyć!
Moja córka nie jest mi posłuszna.
Powiedz, że jesteś mu posłuszna!
Jak nie, to połkniemy truciznę i umrzemy!
Będziesz wtedy zadowolona?
Uratuj mojego męża!
Błagam cię!
Będę mu posłuszna.
Zrobię, co mi każe.
Tato, nie rób tego.
Tato, posłuchaj nas.
SĄD OKRĘGOWY LALITPUR
Będziecie wezwani za godzinę.
Nie powinno być problemów z kaucją.
Pamiętajcie o jednym.
Wasi przyjaciele, którzy wzięli ślub
nie powinni spotykać się z rodzicami
do momentu rozprawy.
- Dobrze. - Zawołam was.
- Na górze? - Powiem wam.
Synku, masz.
Nie trać odwagi, synu.
Wszystko się ułoży.
Co się dzieje? Hej! Chodź!
Wejdź.
Chodź, moja droga.
Usiądź.
Pogadajcie sobie. Zaraz wracam.
Nie ma co płakać.
Powinieneś być ostrożniejszy.
Nic mi się nie stało! Widzisz?
Tato, powiedz jej, że ma nie płakać.
Do tej pory robiłeś, co chciałeś.
Nigdy cię nie powstrzymywałem.
Ale podjąłem za ciebie pewną decyzję.
Tym razem musisz mnie posłuchać.
Ta dziewczyna nie jest ci potrzebna.
- Halo? - Co słychać, bratanku?
W porządku, wujku, a u ciebie?
Ludzie w Goa to szczęściarze. Wszyscy mają się świetnie.
- Co u Joya? - U Joya?
Moment, jest gdzieś tutaj. Joy?
- Kto dzwoni? - Rishi.
Hej! Rishi!
Co słychać?
Nieważne, co u nas. Co u was?
- Kto dzwoni? - Porozmawiaj z Jasmine.
- Kto tam? - Rishi!
- Cześć! - Hej. Co u ciebie?
Wspaniale!
Ani razu nie wyszliśmy z kurortu.
Wujek Chaudhary bardzo o nas dba.
- Jak tam twoi koledzy? - Sama ich zapytaj.
Twoja kolej.
Cześć! Co słychać?
Wszystko dobrze? Jak tam Pakkya?
Świetnie. Daję ci go.
- Joy dzwoni! - Kto?
- Co? - Joy dzwoni, z Goa! Pogadaj z nim.
- Pogadaj z nim. - Ale kto dzwoni? Mówcie!
Joy! Który świetnie się bawi w Goa!
Już ci wszystko mówię.
Twoi rodzice wnieśli przeciwko nam sprawę.
Dlatego przyjedziemy później.
Zabierz mu telefon.
Jak będzie po sprawie, cała nasza trójka pojedzie nad morze.
Dobra, trzymajcie się.
Niedługo będzie po wszystkim.
- Nie mogę już wam pomagać. - Cześć!
Co znowu?
Mój ojciec zniedołężniał.
Wszystko wysprzedaje. Chce jechać na wieś i uprawiać ziemię.
Czemu?
Nie wiem.
Powinien przynajmniej zadbać o godziwą zapłatę.
Chce sprzedać Jalaram Snacks za bardzo niską cenę.
Nie tylko w Bombaju można robić biznes. W czym problem?
Ma za dużo długów.
Wszystkim zawsze chce pomagać!
Nigdy nikogo nie prosi o pieniądze.
Jestem synem, więc nikt się ze mną nie liczy.
To symboliczna zaliczka. Resztę zapłacę po rejestracji.
Proszę przeliczyć pieniądze, a potem podpisać.
Inaczej ludzie powiedzą, że Goradia zaprowadził Pana w ślepą uliczkę i okradł.
Ale Bóg Kryszna rozumie, że sprzedaje Pan, bo ma Pan dosyć.
Kupując, tylko Panu pomagam, prawda?
Tak, nie mam innego wyjścia.
Wujku, co się tu dzieje?
Umowa jest nieważna. Proszę odejść.
Przecież wniosłem zaliczkę.
Chce sprzedać, bo ma problemy. Dobrze go znam.
Proszę odejść. Nie ma umowy.
Nie podskakuj mi, dzieciaku!
Kupuję i koniec.
Wujku, czemu sprzedajesz biznes z powodu długów?
Pomogę ci w prowadzeniu biznesu.
Od tego momentu masz czterech synów.
To nie takie proste.
Jesteś wykształcony, a ta robota wymaga ciężkiej pracy.
Nasze życie wisi na włosku, tak jak twoje.
Posłuchaj mnie. Coś wymyślimy.
Moi kucharze też odeszli!
Kto będzie gotował?
Potrzebujesz kucharza? Mam dla ciebie świetnego kucharza.
Zaczekaj chwilę.
- Maan Singh! - Tak?
Od dzisiaj to on gotuje. Poznajcie szefa kuchni.
To co, mam pracę?
Pracę tak, ale bez pensji.
Mam tyrać za darmo jak jakiś wół-włóczęga?
Nie rozumiem. Za kogo mnie masz?
- Uspokój się. - Tylko przez jakiś czas.
Spłacimy długi, a potem zaczniemy bić kasę.
Hej, mądralo! Trzeba kupić produkty, zapłacić ludziom.
Prowadzenie hotelu to jak gonienie słonia na kółkach.
- Macie pieniądze? Czy tylko.... - Hej!
Nie twoja sprawa.
Pilnuj swojego nosa! Dalej, wujku.
Wujku, mówię do ciebie. Każ mu się wynieść.
Dobrze. Przykro mi.
Podpisaliśmy i zawarliśmy umowę.
Nigdy się nie damy
Przezwyciężymy cały ten smutek
PRZEKĄSKI JALARAM
Oczy wypełnione marzeniami
Marzenia wypełnione nadzieją
Nadzieją, która nam mówi
Że w kolcach skrywają się kwiaty
Kiedy zakwitną, będą się uśmiechać
To jest nasza opowieść, przyjaciele
Musimy razem żyć i umrzeć
Musimy uporać się z każdym problemem
Osiągniemy to, o czym zawsze marzyliśmy
Z głębi ciemności
Zmierzamy ku światłu
Stworzymy swoje własne niebo
Naszymi własnymi myślami
Któregoś dnia dostąpimy gwiazd
Wskażemy drogę przez ciemność
To jest nasza opowieść, przyjaciele
Dlaczego jesteś tak uparty?
Nie możemy przyjąć tego zamówienia.
- Ale dlaczego? - Nie i koniec!
- Hej! - Nie bądź taki dociekliwy.
Mamy zamówienie.
Tu są pieniądze. Wujku, na konto.
Masz zaproszenie na ślub. On nie chce go przyjąć.
Dopiero się rozkręcamy. Daj nam szansę. O co chodzi?
Rishi, nie możemy przyjąć tego zamówienia.
Więc to ty jesteś szefem, tak? Nie jestem ci potrzebny.
Sam sobie radź.
Obudź się i idź spać na chodnik.
Doprowadzasz mnie to szału.
Jak ci się nie podoba ciężka praca,
idź spać na chodnik.
- Przestań! - Nie pozwalają mi nawet spać!
Wszyscy powariowaliście!
Patrz, kto bierze ślub.
UROCZYSTOŚĆ ŚLUBNA
Czyj to ślub?
Surya! Ty łajdaku!
Jesteś diabłem, a nie człowiekiem!
Rób, co chcesz! Jesteś nikim!
Nie znajdziesz takiego chłopaka, jak Rishi.
Zapamiętaj sobie. Znalazłeś jakiegoś żałosnego mięczaka.
Wydajesz córkę za mąż, żeby uratować swój wizerunek.
Będziesz miał za swoje! Daję słowo!
A ty? Jak możesz bez niego żyć?
Cały czas się wokół niego kręciłaś, ciągle go wołałaś.
Obejmowałaś i całowałaś. Nie było tak?
Domagałaś się ślubu!
Karmiłaś go popiołem ze świątyni Sai Baba!
Udawałaś? Czy zagroził, że się zabije?
Co za tchórz! Żeby się zabić, potrzeba odwagi.
Ten tchórz wystrychnął cię na dudka!
Nie rozumie, co to znaczy umrzeć. Jego życie jest nic niewarte.
Ja... Nie!
- Zrobię, co trzeba. - Co ty wyprawiasz?
- Pakkya! - Zabiję go i pójdę do nieba.
- Nie oszczędzę go! Zabiję go! - Pakkya!
- Nie odpuszczę mu. - Posłuchaj!
Sam nic nie zrobisz. Proszę, pozwól mi.
Pakkya, nic nie rozumiesz.
W pewnym sensie ma rację.
Poprosili mnie tylko o jedną rzecz.
Nie wywiązałem się.
To jest bardzo szczery człowiek.
Chodź.
Chodź.
Cierpisz, prawda?
Jasne, że cierpisz, ale się nie przyznasz.
Venu!
- O co chodzi? Jestem tutaj. - Co to ma być?
Mów!
- Mamo! - Devyani!
Tato! Mamo!
Co się stało?
- Mamo! - Czemu ją bijesz?
Sam ją spytaj! Spójrz na to!
Zapytaj swoją kochaną córeczkę!
Mówi, co ty kombinujesz?
- Co? - Mamo!
- To jakaś klątwa! - Przestań!
Powiedz coś!
- Rishi! - Przyszedł. Zapytaj go!
Co się stało?
Co to ma być?
Ugościliśmy twojego przyjaciela, a on tak się nam odpłaca.
Powinien się wstydzić! Wykorzystał naszą życzliwość.
Wiedziałeś o tym?
Tak, tato. Wiedziałem.
Wiesz, kim on jest, prawda?
Tak, jest moim przyjacielem.
To nasza wina, że go wzięliśmy do siebie.
Jest moim przyjacielem z dzieciństwa.
Lepszym człowiekiem niż ja. Czego więcej chcecie?
Przez twoją niedojrzałość, mamy wyprzeć się naszej religii?
Mamo, nie musisz wypierać się religii.
Zaprzyjaźniłem się z nim i chyba wtedy wyparłem się religii.
Co jest dla was ważniejsze?
Szczęście Venu, czy co myślą krewni?
Chcecie ją wydać za kogoś obcego i się zamartwiać?
Lepiej niech wyjdzie za kogoś, kogo już znacie.
On się nią zaopiekuje lepiej niż my.
Jestem tego pewien, tato.
Zgódź się, tato. To ją uszczęśliwi.
Ja już straciłem to, czego pragnąłem.
- Pozwól jej mieć, czego pragnie. - Mój synu.
Dokąd idziesz?
Powiedz przynajmniej tak lub nie!
Jedyne co się liczy to szczęście dziecka.
Co?
Jesteśmy jak ptaki
Które nigdy nie przestaną latać
Sprawimy, że
Niebo spotka się z ziemią
Rozpoczniemy
Naszą podróż
Bez względu na odległość
Nie damy się trudom
Oczy wypełnione marzeniami
Marzenia wypełnione nadzieją
Która nam mówi
Że kolce zakwitną kwieciem
Zmienią się w uśmiechy
To jest nasza opowieść
Moi przyjaciele
Razem będziemy żyć
I razem umrzemy
To jest nasza opowieść, przyjaciele
Razem będziemy żyć I razem umrzemy
Uporamy się z każdym problemem
Spełnimy wszystkie nasze marzenia
STARSZY SĘDZIA SĄDU CYWILNEGO
Mamy dowody. Nic nie mogą zrobić.
Proszę Pana!
- Dzień dobry. - Witam.
Zdążyliśmy?
To już ostatni raz, prawda? Mam nadzieję, że już nas nie wezwą.
Już po wszystkim, chłopcy.
Obie strony wycofały sprawę. Nie postawiono zarzutów.
Co takiego?
Co Pan mówi?
Żadnych pytań. Ale od tej chwili zachowujcie się.
Udanego życia i powodzenia.
- Nie rozumiem. - Ja zrobiłem swoje.
Ale co ze sprawą?
Słuchaj.
Zrób tak.
Nie wiem, co się stało.
Wujku, co się stało?
Gdzie oni są? Gdzie jest Joy?
- Zapomnijcie o wszystkim. - Po co się zgodziłeś?
Zaufaliśmy ci.
- Czemu nas oszukałeś? - Ja was oszukałem?
Ja oszukałem was?
Zawiodłem wasze zaufanie?
Chodź ze mną.
TOALETA
Wystarczyłaby im brudna łazienka.
Nie chodziło im o wspólne życie. Zrobili to wszystko z głodu.
Jak zwierzęta. Nasycili się i zeszli z pola.
O czym ty mówisz?
- Gdzie oni są? - Wrócili do swoich domów!
Co?
Do domów rodziców?
Poprosili o pieniądze na zakupy. Dostali je.
Dał nam tylko 5 tysięcy rupii!
To połowa jego pensji.
Nie kupiłam niczego, co chciałam, ani nie byłam w salonie.
Nasze rodziny nas prześladują,
a ciebie obchodzi wygląd!
Co za nonsens!
Pilnuj swojego nosa.
Co to za odzywki?
Prosiłaś i błagałaś.
- I co z tego! - Wziąłem pożyczkę.
Na twoje zakupy. Zachowuj się.
Nie dyskutuj.
Co chcesz zrobić? Spadaj!
Już mnie nie doceniasz?
Mam cię ubóstwiać?
Jak już chciałeś uciekać, powinieneś był wziąć pieniądze.
- Nie masz za grosz rozumu! - Przestań!
Ciągle o tobie myślałem. Byłem w fatalnym stanie.
Co za idiota! Jaka ja byłam głupia!
- Popełniłam błąd. - Popełniłem błąd.
- Zamknij się. Nie takim tonem! - Hej!
- Nie podnoś głosu. Opanuj się. - Ty też! Przymknij się!
Co tu się dzieje?
Daje upust swojej złości. Mówi, że popełniła błąd.
On powiedział to samo.
Wszyscy wielcy kochankowie też musieli płacić rachunki.
Jak będziecie ciągle razem, na pewno będziecie się kłócić.
Poszedł sobie.
Chłopak znalazł pracę i nie wytrwał 10 dni.
Przyniósł tygodniówkę.
Cała ta gadanina.
Gadanie nic nie kosztuje, jak się jest zakochanym.
Bezsensowne gadanie. Ładne, puste słówka.
To nie takie proste.
Nie dotykaj mnie.
Za kogo ty się masz?
Mogę sobie znaleźć kogoś lepszego!
Jakże by inaczej? Twoja cała rodzinka jest ohydna.
- Nie gadaj o mojej rodzinie! - Bo co? Uderzysz mnie?
Nie będę siedziała z założonymi rękami!
Pokaż, na co cię stać.
- Uderzysz mnie? - Tak.
- Uderzysz mnie? - Tak, uderzę cię!
- Uderzę cię! - Przestań!
Zostaw mnie!
- Chcesz mnie uderzyć? - Złaź ze mnie!
- Joy! Hej! - Przestań!
- Po to się ze mną ożeniłeś? - Przestańcie!
Co wy wyprawiacie?
Ludzie was usłyszą!
Moja reputacja!
To jest nasza sprawa! Wynoś się stąd!
Jakim prawem się wtrącasz?
Rozumiem, a więc jak macie problem,
mam wam pomagać, a jak wam się nie układa, mam się trzymać z daleka?
Dobrze, ale zapamiętajcie sobie.
Jesteście tutaj dzięki mnie.
Co z tego? Chcesz z nami spać w jednym łóżku?
Wynoś się stąd!
Ty!
Doigrałaś się. Dam ci nauczkę!
Co ty wyprawiasz?
Jasmine, posłuchaj mnie!
- Mam tego dosyć. - Jasmine.
Tu chodzi o twoje życie. Nie podejmuj pochopnych decyzji.
Cierpiał dla ciebie.
Ja nie będę cierpieć dla Rishiego!
Co?
Też cię nienawidzę!
Zadzwoń do Rishiego.
Co mam mu powiedzieć?
Nie mógł bez niej żyć.
Stare dzieje.
- Ona też szalała na jego punkcie. - Stare dzieje.
Chciał się dla niej utopić.
- To było dawno! - Myśleliśmy, że to prawdziwa miłość.
To nie była miłość, tylko romans.
Lgnęli do siebie jak para węży.
Myślał, że seks to całe życie.
To był tylko przelotny romans.
Spotkali się, zabawili i odeszli.
Jest wielu takich ludzi.
Co teraz?
- Co teraz? Zapomnij o nich. - Mam zapomnieć?
Zapomnieć? Jak to możliwe?
Uwierzyliśmy im. Wszystko to było dla nich.
Nieźle oberwaliśmy. Cudem uszliśmy z życiem.
Nie możemy tego tak zostawić.
To już narodowa rozrywka społeczeństwa.
Nawet sklepy spożywcze nie mają takich kolejek,
jak sądy w sprawach rozwodowych.
Przyjaciele mogą tylko doprowadzić do ślubu.
Jak małżeństwo się kończy, nie wolno tego kwestionować.
Mogą błagać, kiedy zechcą?
Robimy wszystko, żeby ich połączyć, a oni zrywają?
I nie mamy prawa tego kwestionować? Sam ich o to zapytam!
- Rishi! Posłuchaj! - Hej!
Głową muru nie przebijesz!
Nie idź do nich, Rishi!
- Rishi! - Rishi!
Rishi!
Czego chcesz?
Zobaczyć się z Jasmine.
A potem?
Spójrz na mnie.
Byłeś kiedyś ojcem dziewczyny?
Do kogo przyszła prosić o pomoc?
Do ciebie czy do mnie?
Odpowiedz!
Powiedziałeś mi kiedyś.
Pozycja rodziców jest wyjątkowa. Najbardziej liczy się przyjaźń.
Taki jesteś odważny?
To jest moja córka.
Wiem, co ją uszczęśliwia. To moja córka, z krwi i kości.
Twoje wtrącanie się jest niedorzeczne!
Gdzie to jest?
Gdzie są marzenia o miłości i obietnice?
Gdzie się podziały?
Nie masz pojęcia, co narobiłeś! Zrujnowałeś mi życie!
Muszę ją teraz rozwieść.
Znaleźć innego kandydata, inną ofertę małżeństwa.
Dziewczyna ma zszargany wizerunek. Boże! Honoru nie da się kupić.
Zrujnowałeś moją rodzinę!
Jesteśmy pogrążeni w rozpaczy!
Wynoś się stąd!
Wynoś się albo cię zabiję na miejscu!
Zabierz ich stąd.
Chcę z nią porozmawiać.
- Zawołaj ją. - Dobrze.
Porozmawiaj z nimi.
Nie chcę z nikim rozmawiać.
To był koszmar. Chcę o nim zapomnieć.
Koszmar? Zmarnowałaś nam życie! Co ty gadasz?
- Siedź cicho! - Wracaj!
- Wystarczy! - Tyle wycierpieliśmy!
Wracaj! To wszystko przez ciebie i twoją miłość.
- Dalej. - Spadaj.
- Nie dotykaj mnie! - Wynosić się!
Zbierać się po dobroci!
Nie pokazujcie mi się więcej na oczy.
- Hej! Dokąd to? - Odwal się!
Wyłaź stamtąd! Czemu nie odbierasz telefonu?
Wracaj! Odwal się!
- Hej! Nie próbuj... - Przyszliście tutaj
karmić mojego syna głupotami?
Paradowanie po świątyni na oczach żebraków,
nakładanie cynobru, strojenie i dekorowanie panny młodej
nie oznacza małżeństwa. Rozumiecie?
Nielegalne małżeństwo musi być anulowane legalnym rozwodem.
Chłopak i dziewczyna
za obopólną zgodą podpiszą dokument i tego dnia
Joy poślubi córkę ministra.
Zapraszam na bankiet weselny.
- Puśćcie nas! - Wyłaź stamtąd, draniu!
- Draniu! Wyłaź! - Usunąć ich!
- Wyciągnijcie go. - Co to ma być?
Wyłaź!
- O co chodzi? - Chodź tu!
- Chcę pogadać. - Nie mam nic do powiedzenia.
Odejdźcie stąd.
- Idźcie sobie. - Zejdź na dół.
Jak o niej myślę, ogarnia mnie wściekłość.
- Porozmawialiście sobie. Teraz precz. - Puśćcie nas.
- Ile razy będziesz to powtarzał? - Z drogi!
Wynoście się!
Niech to szlag!
Jedno z nich mówi, że to jakiś koszmar, a drugie się wścieka.
Czy my byliśmy normalni?
Co zrobimy?
Możemy ich pociąć na kawałki.
Tyle wycierpieliśmy, żeby byli razem!
Wszystko na nic!
Teraz muszą za to umrzeć.
Napiszą o tym w gazetach, opowiedzą w telewizji.
Jak ktoś będzie chciał się zabawić i zostawi dziewczynę,
przerazi go sama myśl o tym.
Przynajmniej dwa razy się zastanowi.
Przed zerwaniem dobrze się zastanowią.
Co o tym myślicie? Mogę to zrobić sam.
Ja im pokażę, na co nas naprawdę stać.
Jego matka myśli, że jesteśmy żebrakami. Zniszczę ich.
Zniszczę ich wszystkich.
- Dosyć tego. - Pakkya!
Idziemy z tobą.
Tam jest.
Hej!
Chwała Bogu Śiwa
Chwała Bogu Śiwa
Obyśmy mieli siłę Obyśmy mieli ufność
Żebyśmy nigdy się nie poddali
Chwała boskiej Ganges!
Muzyka gra
Po niebie niesie się brzmienie bębna
Wysoko trzymamy flagę zwycięstwa
Chwała boskiej Ganges!
Chwała Bogu Śiwa
Chwała Bogu Śiwa
Ruszymy do przodu
Musimy nauczyć się walczyć ze sztormem
Świat zaakceptował naszą siłę
Wróg już się nam nie wymknie
Nasze serca wypełnia ogień Nasz oddech wypełnia płomień
Pijemy z kielicha wypełnionego jadem Trzymając wysoko w górze trójząb
Chwała Bogu Śiwa
Chwała Bogu Śiwa
Obyśmy mieli siłę Obyśmy mieli ufność
Żebyśmy nigdy się nie poddali
Chwała boskiej Ganges
Muzyka gra
Po niebie niesie się brzmienie bębna
Wznosimy flagę zwycięstwa
Chwała boskiej Ganges
Chwała Bogu Śiwa
Chwała Bogu Śiwa
Zrobimy, na co przyjdzie nam ochota
Zmienimy kierunek wiatru
Rozbijemy skały wodą
Złożymy je na nowo Jeśli tego zapragniemy
Jesteśmy jak beztroscy cyganie Błąkamy się po świecie jak nomadowie
Wiemy, jak pokonać świat Nie jesteśmy na usługach czasu
Chwała Bogu Śiwa
Chwała Bogu Śiwa
Chwała Bogu Śiwa
Chwała Bogu Śiwa
Chwała Bogu Śiwa
Chwała Bogu Śiwa
Chodź tu!
Wstawaj!
Byłeś zachwycony ostatnim porwaniem.
Teraz lamentujesz! Niby dlaczego?
Zatłucz ich na śmierć!
- Przeklęta dziewczyno! - Nie!
- Pakkya! Nie! - Tak!
- Pakkya, nie! - Błagam, nie!
Tak łatwo nie zginą.
Nie tak prędko.
Co powiedziałeś?
Co powiedziałeś?
Jesteś wściekły?
Co powiedziałeś?
Wielkie marzenie! Spalę was żywcem!
Podli ludzie!
Ty łajdaku!
Czemu udawałeś, że jesteś zakochany?
Mogłeś powiedzieć, że chciałeś się z nią przespać.
Użyczyłbym ci pokoju w swoim domu.
Ja zrobiłem to dla ciebie. A on, po co to zrobił?
A on? A on?
Dla ciebie? Dla niej?
Dla miłości i przyjaźni.
Nieważne, gdzie są zakochani. Powinni być razem.
Powinni być ze sobą. Każdego można poprosić o pomoc.
Każdy z nas zrobił, co było w jego mocy.
Wszystkich znieważyliście.
W prawdziwej miłości nie chodzi o czułe słówka.
Nawet jak was ktoś połączy, taka miłość nie będzie prawdziwa,
dopóki nie pomieszkacie razem i nie odkryjecie prawdziwego uczucia.
Wtedy zrozumiecie. Czemu rodzice tak się boją romansów?
Bo wiedzą, że kończą się rozstaniem.
Powiedzmy, że to w porządku. Że się zdarza.
Teraz ją zostawisz i poślubisz kogoś innego.
A jeśli ci się nie spodoba?
Ty też się zwiążesz z kimś innym.
A jak tobie też się nie spodoba?
Tak nie wolno żyć! To jest rozpusta!
Każda opowieść ma swoją ciemną stronę.
Po co ludzie pomagają innym wiedząc, że wpakują się w kłopoty?
Bo chcą, żeby inni mieli to, czego oni sami nie mają.
Albo żeby podzielić się swoim szczęściem.
Mają nadzieję, że któregoś dnia też będzie im to dane.
Ludzi zawsze interesuje miłość.
Dlatego pomagają. Wszystkich ich znieważyliście!
Kto pomoże zakochanym, których wszyscy zawiedli?
Chcecie wszystkiego, ale się nie staracie.
Czemu nie jesteście wobec siebie lojalni? Ludzie będą was obrzucać kamieniami.
Rishi! Zabij ich! Z nich już nic nie będzie.
Nie możemy ich zabić! Już są martwi.
Umarli w dniu, w którym odjechali.
To, co widzisz, to wstrętne, gnijące ciała.
Mam jedno życie i nie chcę go zmarnować.
Mamy w życiu wiele do zrobienia.
DWA LATA PÓŹNIEJ
POSTERUNEK POLICJI
Chłopak ma 28 lat, dziewczyna 25.
On prowadzi sklep z usługami biurowymi, a ona targ rybny.
Od dwóch lat ledwo wiążą koniec z końcem.
Rodzina dziewczyny jest bogata, ale nie chce im pomóc.
Przekonajcie ich rodziców albo weźmiemy sprawy w swoje ręce.
- Zgadza się, Bala? - Co zrobicie?
Uprowadzimy ich i doprowadzimy do ślubu.
Chyba że wy nam pomożecie ze ślubem.
Policja wam pomoże.
Ale najpierw zapytajcie tę parę,
czy potrzebują ołtarza, czy wystarczy łóżko?
BĄDŹ JAK RANGREZZ
W STYLU GANGNAM
Napisy: Karolina Ginalska
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.