Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
WUJ STEFAN: Tak jest, dziś w nocy znowu dwie sztuki.
Tyle wstydu...
Kłusownicy idą do lasu jak po swoje, a moi gajowi chodzą, szukają...
Jak ślepi!
Kulik!
Mówiłem, żeby zrobić zasadzkę.
- My na skraju lasu... - Dosyć!
- Jutro o siódmej wszyscy u mnie! - Tak jest.
My na zbiórkę, a kłusownicy do lasu.
Wejść!
To ja.
Powiedz gajowym, żeby nogi wycierali.
Sprzątanie na okrągło.
A u Tomka na strychu?
Dzieciak domyty, uczesany...
- Żeby nasze chłopaki były takie. - To wymagaj. Wody zabrakło?
Heniek! Coś ty w takich zabłoconych gumiakach tu wszedł?
Mówiłem: inne do pokoju, inne do gnoju.
Żeby mi matka więcej nie mówiła, że wy brudasy niedomyte!
Wy Jastrzębscy i on Jastrzębski.
Jak będę po Marszałkowskiej chodził, też taki będę.
- Nie odszczekuj się ojcu. - Słyszysz, Oleńko?
Co chcesz?
Twój syn.
- Ale niech zna miarę. - Dobra.
Zaczekajcie!
Schyl się.
SZMER
Dobra jest!
RECHOT ŻAB
OKRZYK PRZESTRACHU
ŚMIECH
Ale go załatwiłem!
Wpadł jak żaba!
ŚMIECH JURKA
Nigdzie...
nie ma!
Nigdzie go nie ma!
W TLE - NIEPOKOJĄCA MELODIA
Stój! Gdzie?! Zobacz tam!
Przecież gdzieś musi być!
Jurek!
Jurek!
Heniek!
Nie bij go.
On mnie wrzucił dla kawału,
więc ja też chciałem zrobić wam kawał.
WUJ: Koniec! Aż do odwołania żadnych wycieczek na stawy!
Jesteście nieodpowiedzialni!
Pytaliście, czy on umie pływać?
Przez takie głupie kawały utopiło się wiele osób!
Nigdzie was nie można puścić bez opieki.
Tam były pijawki.
On mnie wrzucił specjalnie.
HENIEK: On się poślizgnął...
WUJ: Jak wam będzie gorąco, pomoczycie się w cebrzyku.
Kamieniem, powiedziałem.
Cieszcie się, smarkacze, że tylko na tym się skończyło.
JUREK: Ja wiem, to był idiotyczny wygłup.
Chwalić Boga, że nie skończył się tragicznie.
Przeprosisz Tomka... Co to - to nie!
Dobrze zrobiłam, że ich nastraszyłam.
Chodźmy, trzeba go szukać.
- To musi być ktoś stąd. - Na pewno.
WUJ: Póki ich nie znajdziecie,
możecie mi się na oczy nie pokazywać.
Na pewno znajdziemy.
- Popytamy ludzi. - Do widzenia, panie leśniczy.
Chciałem prosić, żeby wuj...
żeby wuj...
darował Jurkowi karę.
Kara nie jest po to, żeby ją odwoływać.
Jurek wie, że źle zrobił. Wie, nie wie...
A karę zapamięta.
Bardzo wuja proszę.
No tak, może masz rację.
Komu by się chciało teraz w domu siedzieć.
Niech tam. Ale niech mi jeszcze raz to zrobi,
to go żywcem ze skóry obedrę!
WUJ: Deszcz przestał padać.
Czego tu siedzisz?
Na co jeszcze czekasz? Jazda stąd! I to już!
Jesteś? To dobrze.
No i co? Nic.
Jakoś tu tak... goło.
Cieszę się, że ci się podoba.
Jak masz coś do mnie, to wal.
Fakt, ja wyznaczyłem spotkanie, ale to ty masz do mnie interes.
Ciekawostka!
Chcesz, żebym ci coś oddał. Jesteś złodziej!
Hamuj się, bo dostaniesz w piegi!
Masz szczęście, że nie jestem chamem!
Uważaj. Teraz się zacznie.
Dwie rundy - to wszystko.
Obije ją jak gruszkę.
Niczym mnie już nie zaskoczysz.
Ale do rzeczy. Ja tę książkę tylko pożyczyłem.
Powiedzmy, zwykły podręcznik do historii.
Lubię historię. Mam takie hobby. Dajmy na to, że to hobby.
Wszystko dokładnie przeczytałem
i coś mi się wydaje, że ty musisz lubić historię.
A masz!
Ty podstępna żmijo!
Nie próbuj żadnych sztuczek!
- Żeby tak lornetkę... - Myślisz?
"Myślisz, myślisz"! Znam Łukasza.
Dogadywać się z dziewczyną?
Nigdy!
Pomyśl, lepiej będzie, jak się dogadamy.
I to wszystko? Niemożliwe.
Czekaj. On coś kombinuje.
Jeszcze jej dołoży.
Gdyby nie ta kiecka...
Co chcesz za tę książkę?
Właściwie nic, tylko musisz mi pomóc.
Pomóc? Tobie?
Od początku wojujesz z nami.
Moi widzą, jak organizujesz tamten dom.
Piotrek z bratem już mi się urwali.
A to jest mój teren i moje chłopaki.
Namącisz i wyjedziesz, a ja z nimi zostanę.
Rozumiesz? Chyba rozumiem.
Ja to widzę jako wielką zabawę.
Taką dla wszystkich, na całość, jakiej jeszcze nie było.
Ale ty mi na to sprzedasz pomysł, żeby był mój.
To nie powinno być trudne.
Ale mój autorytet...
Mogę ci zaufać?
Jeżeli mnie rozumiesz, to możesz mi wierzyć.
Ja już nic nie pamiętam.
Słowo?
Słowo!
Idziemy.
Zostaliśmy przeciw wszystkim.
Ale się przekabacił. Fałszywiec.
Jeszcze jej dołoży.
Ty pacanie, ruszaj się!
Szybciej!
Tylko ciebie brzuch nie bolał.
Tak?
No to gadaj. Szybko.
Ja nic nie wiem. To nie ja!
Zastanów się, idioto.
Mama gotuje dla wszystkich,
więc jak to się dzieje, że tylko my dwaj latamy?
Masz ostatnią szansę.
Jeśli powiesz, czym nas tak trujesz...
to ci nawet nie wleję.
Może to nie on.
Glisty w makaronie miał tak jak i my.
No właśnie. Sam sobie?
Żaden dowód!
Makaron stał w durszlaku na oknie.
W całości.
Więc inaczej nie mógł, bo przy stole byśmy widzieli.
Odpada.
- Gadaj o tej trutce! - Ja się brzydzę glistami!
Do ręki nie wezmę.
Fakt. Na ryby to on...
To ty się babrzesz w tym świństwie! Na ryby? A może nie tylko?
Po co miałbym to robić?!
Właśnie.
Nie wiem.
Ja już nic nie wiem.
A szczypawki? Pełne łóżka!
Festiwal mają w naszej sypialni.
- Ja się boję tego jak zarazy. - Ja też.
- Co? - Tak.
Wczoraj wieczorem.
Ale skorki... to obrzydlistwo.
Właśnie.
- Ja wiem! - Co?!
- To zupa! - Co "zupa"?
Bo ja jestem zdrów, bo nie jadłem zupy owocowej.
Wiesz, że nie lubię.
To się wszystko nie trzyma kupy.
- To mogą być różne rzeczy. - A Piotrek?
- Kto go dzisiaj widział? - Teraz moczy kije.
A kto widział Tośkę? Jak się ukrywa, to może ona?
Właśnie.
Piotrek? Nie.
Tośka też chyba nie.
Wychodzi na to, że to ja.
Kompletny obłęd.
Ostatnio coś wokoło nas za dużo się dzieje.
OKRZYK PRZESTRACHU
Dobra robota.
Cii.
Łukasz siedzi za tobą.
No to co?
Niech siedzi.
Powiedziałem wyraźnie: z nami koniec.
SYK BÓLU
Diabli nadali! Nie wytrzymam.
Broń się!
Broń się!
Ty żmijo!
I ja ci uwierzyłem!
A te glisty? A trucizna w zupie?
Broń się!
Ani mi się śni.
Ty jesteś wariat. I nawiedzony.
Co?
Łukasz, jesteśmy związani umową.
Przynajmniej ja czuję się zobowiązana, a ty?
Ty ubliżasz mi swoimi podejrzeniami.
I chyba sobie. Zastanów się.
A to są plany naszej zabawy.
STUKI
Przestań stukać, ty dzięciole! Głowa mi pęka.
Sprytna jesteś.
Ale mogę w całości.
ELA: Agnieszka!
Schowaj się.
Schowaj się.
Słyszysz? Schowaj się!
Chcesz, żeby cię zobaczyli?
Chodź.
ELA: Wystarczy podkopywania.
Ogórki już żółkną. Mama się w końcu zorientuje.
Te dżdżownice już się przejadły.
Niedługo nie będzie czym pod kuchnią rozpalić.
Pozbierasz te gazety.
- Co to jest? KUBA: Laxigen.
- Skąd masz ten słój? - Od Bartka.
Zamieniłem się na procę.
Dobra była, z bzu. Niosła jak diabli.
On to skombinował od mamy, z apteki.
Po co ci tyle tego?
Jakby im to wszystko w studni rozpuścić,
mieliby dość do Nowego Roku.
ŚMIECHY
Czy ty się dobrze czujesz?!
Głowa cię nie boli?
Rany boskie! On narobi nieszczęścia!
Dziewczęta, trzeba na niego uważać.
Jakub, natychmiast się z Bartkiem odmienisz.
A proca trafi do mnie.
Żeby najlepszy uczeń wybijał sąsiadom szyby!
TOMEK CHRZĄKA ZNACZĄCO KUBA: Ale to działa.
ELA: Teraz trzeba nam czegoś innego.
Może by tak ten ich szałas podpalić?
To się nazywa eskalacja działań. Ho, ho!
KPIĄCO: Ho, ho.
No i co powiecie?
W domu wszystko zrobione. Nic się nie dzieje.
Tak? Dzieje się, dzieje.
Gazety same wyszły w pole,
pieprz jest biały,
kaszanka pełza...
Śmietana w butelce galopuje.
A to są zapewne pastylki miętowe.
Podsłuchiwałaś! Bynajmniej.
Wiem. I to od Łukasza.
Łyso wam?
Mnie też było miło, jak się na mnie rzucił.
Teraz już wszystkich podejrzewa.
Ale my... przecież to twoja szkoła.
- No nie? - Kuba, błagam cię...
Czy wy się chcecie wszyscy wytruć i pozabijać?
Wszystkie dowody waszej działalności
mają być natychmiast zniszczone.
Jestem wam winna wyjaśnienie. Zawarłam układ z Łukaszem.
To porozumienie ma dać stałe zawieszenie broni.
Wyjeżdżając, muszę mieć spokojne sumienie.
Mają tu zapanować prawdziwie dobrosąsiedzkie stosunki.
Dlatego od zaraz nie będziecie robiły nic przeciwko nim.
Czy to jawnie, czy podstępem.
I żadnych eskalacji.
Mam nadzieję, że się rozumiemy.
Pacyfistka.
Ta maskarada to...
Co? Nie podoba się wam?
Tak?
I słusznie. Mnie też się nie podoba.
Właśnie.
Ale to nie wszystko.
Zrozumcie, mamy jedyną szansę odegrać się
za te glisty, skorki, trutki...
i wszystko.
Na nich i na tej całej Tośce.
Legalnie, za ich zgodą. W obliczu prawa!
Będziemy lać gdzie popadnie, ile wlezie.
Jak barany.
Nie przestrzegając żadnych konwencji wojennych.
To jasne, prawda?
Łap! Zanieś do stajni.
Nie przeszkadzaj! Zjeżdżaj!
No, zjeżdżaj stąd!
Czego tu stoisz?
Co ja ci zrobiłem? Może i nic.
Popatrz, jaki szlachetny.
Starzy ciągle o tobie!
Wstawił się za Jurkiem... Ty przykładzie jeden!
Ja nie chciałem. Niewiniątko! "Nie chciałem"...
A ja ci mówię, że honoru za grosz nie masz!
Honorowy się znalazł! No, no! Uważaj!
A kto wygadał o poprawce?
Musiałeś?
No to wsiadaj.
Fajnie. Podsadź mnie.
Zegnij lewą nogę.
Trzymaj się łęku.
PODŚPIEWUJE: Tra la, la, la...
Wolniej... Dam ci cukru, dużo cukru, tylko jedź wolniej.
Dobrze mu tak!
Jak ty siedzisz? Wstań! Na koniu się nie leży!
A teraz spadnij! Masz spaść!
Spaść? Spadaj!
Jak nie spadniesz, to się nie nauczysz.
ŚWIST PATYKA
PISKI TOSI
Nie ma sprawy. I tak spadnie.
W TLE - DYNAMICZNA MELODIA
KRZYK TOSI
RŻENIE KONIA
RŻENIE
POJĘKUJE Z BÓLU
JĘK
O rany...
Sidła.
Byli boso i nie było gdzie wiać.
Tylko przez pole pokrzyw. W kąpielówkach!
A my z procy!
A na podwórku jeszcze go ojciec batem, bo to wozak.
Żeby nie było nieporozumień: nie wiemy, o co chodzi.
A przyszliśmy, bo nas Tośka prosiła.
Dziękuję za przybycie.
Wyjaśnię wszystko, jak będziemy w komplecie.
Żeby nie mówić dwa razy.
- Tośka musiała się z nimi dogadać. - Dlatego nas prosiła.
- Ale Łukasz? - Ale musimy tu zostać.
Mów, o co chodzi, bo nie mamy czasu!
Pozwólcie, że ja zagaję to spotkanie.
Krótkie wypowiedzi moich przedmówców
najlepiej świadczą o panujących tu nastrojach.
Jako wyrazicielka opinii ogółu...
Gadają jak obici. Coś się za tym kryje.
O tym potem.
Mój wspaniały brat Tomek,
któremu opisałam panujące tu układy,
doradził mi działanie na rzecz spokoju.
Chciałam podziękować Łukaszowi za to, że zorganizował naradę.
Wspólna zabawa, którą nam zaraz zaproponuje,
będzie początkiem przyjacielskich stosunków,
które tu zapanują nawet po moim wyjeździe.
Chodzi o historyczną bitwę.
O szczegółach pogadamy potem.
Dla mnie jest to nie do przyjęcia.
Proszę cię o określenie się w układzie: my i nieprzyjaciel.
Co? My jesteśmy nieprzyjaciel?
Cii... Pogadamy o tym w domu.
- Jako wojska zaciężne... - My jesteśmy neutralni.
Walczące strony zobowiązują się używać broni tępej,
stosowania markowanych ciosów,
nieużywania proc i tak dalej.
To znaczy, że musicie wyrazić zgodę
na coś w rodzaju konwencji wojennej.
No jak, Ela?
Zgoda.
Dziś jeszcze wam odpowiem.
Może wam się wydać dziwne,
że zabawa w wojnę ma służyć nawiązaniu stosunków pokojowych.
Wierzę, że tak będzie.
Jeśli będziecie przestrzegać konwencji.
Ja pewnie mam być za pazia? Wiesz, gdzie ja mam tę hecę?
Sprawę kostiumów...
Sprawę kostiumów pozostawiam inwencji stron.
W porządku.
Zgadzam się.
W ramach części artystycznej
Tosia opowie nam o swoim wspaniałym bracie,
patronie naszej imprezy.
No... jeśli bardzo chcecie...
OKLASKI Brawo! Prosimy, opowiadaj!
No więc...
Mój brat Tomek...
jest wspaniały.
OKRZYKI: Brawo, Tomek!
CIĘŻKO WZDYCHA
W TLE - TRIUMFALNA MELODIA
Dlaczego my mamy być za te ofiary wojny?
Jakie ofiary?
Bo jak będziemy... ten... wróg, to mamy przegrać, nie?
Nie zawsze. Wróg często z nami wygrywał.
Bujasz. Niemożliwe!
Nie chodź tutaj! Wszystko psujesz!
Do tego kapelusza potrzebuję długiego płaszcza.
I miecza, o tyle dłuższego.
Dobrze, dostaniesz.
Czemuś się tak łatwo zgodziła zamiast się kłócić?
To Łukaszowi zależy, nie nam.
Kuba, nie chodź tutaj! Zamazałeś mi.
A może chciałaś się Tośce podlizać?
Właśnie dlatego, że jemu zależy.
No to ja już cię zupełnie nie rozumiem.
O to chodzi. I nie pyskuj.
Kuba, pamiętaj o szałasie.
Kuba! Skombinujesz świecę dymną?
Taką jak w filmie.
Kuba! Teraz.
A gdzie Kuba?
Nie widzisz? Tam biegnie.
CHICHOT
- Pali się! - To szałas!
Biegiem! Na ratunek!
W TLE - ODGŁOSY Z POLA BITWY:
SZCZĘK MIECZY, TĘTENT KOPYT, RŻENIE KONI
CISZA
W TLE - SMĘTNA MELODIA
OKRZYK PRZESTRACHU Co to?!
Chciałem ci zagrzać łóżko.
Zawału przez ciebie dostanę!
Przepraszam. Wiedziałem, że późno wrócisz.
Proszę iść natychmiast spać!
Wyczekałem się na ciebie. Chcę być sama!
Nie rozumiesz? Rozumiem, rozumiem.
Właśnie dlatego tu jestem.
Czy ty wiesz, co się stało?
Wiem. Ale nic się nie stało.
Nie udało ci się, bo nie mogło się udać.
Takie jest życie.
Nic na to nie poradzisz.
Nie naprawiaj świata, nie będziesz cierpiała.
Tomku, ja wiem, gdzie kłusownik ukrył sidła.
W takim dole.
Tam są sprężyny i noże.
Tomku, co robić?
Powiedzieć chłopcom? Może wujowi?
Boję się. Tomku!
Tomku!
NAPISY DLA NIESŁYSZĄCYCH - TVP SA
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.