Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
www.NapiProjekt.pl - nowa jakość napisów. Napisy zostały specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
Polskie napisy - Titi Korekta - InvaLidka
Kiedyś myślałem, że przeprowadzam się na Zachód, ponieważ tak będę mógł pomóc wielu ludziom.
Kiedyś myślałem wiele rzeczy.
Tak naprawdę chciałem tylko wyrwać się z domu.
Po prostu zapomnieć.
Wydawało się to łatwe: zmieniasz kody, wymazujesz przeszłość.
Ale to wszystko ciągnie się za tobą.
Skończyłem Uniwersytet Pensylvania; to jedna z najlepszych instytucji medycznych w kraju.
Treningi IR, organizacja...
Nigdy nie czytałem lepszych referencji i CV.
Skąd pochodzisz, Tom?
Z Pensylwanii. Z Altoona.
Skąd?
Altoona.
Altoona w Pensylwanii - stąd właśnie jestem.
No, i dlaczego sądzisz, że to praca dla ciebie, co?
Z twego CV wynika,
że miałeś praktyki w szpitalu.
Ale to zupełnie inna praca.
Mam kurs ratowniczy, po którym mam nadzieję zostać paramedykiem,
więc myślę, że praca kierowcy karetki pozwoli mi nabrać praktyki.
A jestem dobrym kierowcą.
Jasne, dobry kierowca, tak?
Każdy twierdzi, że jest dobrym kierowcą.
Ej, a tego czemu nie wypełniłeś?
A co tam jest?
Kogo powiadomić w razie wypadku. To bardzo istotne.
Cóz, moi rodzice nie żyją, więc chyba podam swego współlokatora.
Powiedz temu pojebowi, że do niego oddzwonię!
OK, więc oficjalnie: masz tę pracę.
Gdy przyjdziesz jutro, dam ci jako partnera mego najlepszego ratownika.
Obserwuj Jimmiego, a szybko się nauczysz.
Ale miej się na baczności. Miał juz wielu partnerów.
OK.
Połóż to z przodu, koło defibrylatora, ale uważaj, żeby się nie przewróciło.
- Chwilę to potrwa, ale wszystko załapię. - Tym się nie przejmuj.
Martw się o kolejny dzień.
Dobra. Pamiętasz, do czego to służy?
W etykietach wypadków mamy:
Nagły, drugorzędny, drobny i kostnicę.
W sytuacji, gdy masz kilka wypadków, używasz tych etykiet, jasne?
To wszystko.
Więc pracujesz tu już trochę...
Co robimy, gdy...znajdziemy się w położeniu...wiesz, na przykład...
Znaczy...pan Chen mówił, że nie powinienem udzielać żadnej pomocy medycznej pacjentom...
To gość, który boi się dostać jakiegoś pozwu.
Tym się nie martw, mam swój własny system. Wyluzuj.
Jimmy miał bzika na punkcie zasad.
Jego własnych zasad.
Jednostka 1-7, Howard St. 420, 55 Coast St, pacjent na 51-50 PDND...
- Jednostka 17. Przyjąłem.
OK, jedziemy.
Luzik...?
Cześć, Eric, co tam?
Starsza pani mówi, że gość nie wziął leków.
- To konkretny psychol. - No i? Próbowałeś z nim gadać?
- Trochę. Ale nie udało mi się.
(- Nie odwracaj się!)
Gdzie jest, z tyłu domu? Chodźmy.
Zamknij pysk! Nie do ciebie mówię!
Hej! Jak masz na imię, suko?
Zamknąć się wszyscy!
Zamienię się w psa i przemknę się im pod nosem.
Zamienię się w ptaka i przelecę im tuż pod nosem.
Napoleon, ucisz tę swą kurwę.
Zamknij się, suko! Wybiję wszystkich czarnuchów w tym pokoju!
I nie zatrzymasz mnie! Ty! Co?
Nie powstrzymasz mnie! Co?
Policja mnie nie zatrzyma! Nikt...
Patrzcie na tę przemianę. Mogę zmienić wszystko.
Cholera, mam ten plakat!
Mam taki sam plakat, to było ze dwa lata temu...
Kupiłem go w... skąd masz ten plakat?
Mam taki sam, musieliśmy bywać w tych samych miejscach.
Zostawcie go!
Nie musicie mu robić krzywdy! Potrzebuje tylko swoich leków!
Dobry początek.
Dzięki, do zobaczenia jutro.
Jeśli ci krzyczą i oddychają, najpierw udzielasz pomocy gliniarzom.
Jesteś ranny? Nie?
Sprawdź drogi oddechowe.
- Może sprawdzę, co z kolesiem z harleya? - Tak, idź do niego.
Hej, panie! Słyszysz mnie?
Brak akcji serca.
Hej, panie? W porządku?
Wciąż brak akcji.
300.
Masz puls?
Oddycha?
Tak.
Wiesz, jaki dziś jest dzień?
Przejmij go, ok?
- Jak masz na imię? - Tom!
- Ej, stary. Oznaczyłeś go.
On nie jest martwy.
Zmieniłeś mu położenie karku i sprawdziłeś drogi oddechowe?
Daj mi pęsetę.
Weź to stąd.
Nie mogę uwierzyć, że nie sprawdziłem jego dróg oddechowych.
Nie biczuj się zanadto, to był twój pierwszy wyjazd.
Rzecz w tym, że... naprawdę dałem dupy.
No, dałeś.
Naprawdę dałeś.
Ale...teraz jesteśmy zespołem?
Wzajemnie się osłaniamy. Tak to działa, kumasz?
Nie, dzięki. Nie na służbie.
Daj spokój, stary. Resztę dnia jesteśmy w transporcie.
Jeśli nas będą potrzebować, to zadzwonią na pager.
- Nie, naprawdę. Dzięki. - Napewno? - Tak.
Zawsze chciałeś być ratownikiem?
Nie.
Mam już staż pracy, więc mogę zwolnić się, kiedy mi się zechce.
Ale docelowo chcę być policjantem.
Departament Policji L.A. czy Departament Szeryfa - na to ostrzę zęby.
Wiesz, ci faceci...
Z nikim się nie pierdolą.
Żyją według własnych zasad.
Mówiłeś, że wolisz wezwania do nagłych wypadków.
Taa. Chyba tak.
Tak jak mówiłem, zetkniesz się w tej pracy z kupą gówna,
którego przeciętny człowiek nie widzi.
Wiesz, dostajesz czasem wezwanie,
gdy znajdują bezimienne ciało na poboczu drogi, martwe od dwóch tygodni,
całe okrwawione i zzieleniałe.
A ten smród...
czysty, pieprzony ból.
Mówisz sobie: "Co ja tu robię?"
To karetka, robimy w ratownictwie.
Coś w stylu: "Ej, chłopaki, myślę, że do niego przybyliśmy troszkę za późno."
Myślałem, że poszedłeś do łazienki.
Byłem już. Teraz piję drinka. Co chcesz?
Jesteśmy jeszcze na służbie.
Powiedziałem ci, że jesteśmy w transporcie, wyluzuj. Co chcesz do picia?
- Wezmę colę. - Colę.
Cześć, Jimmy.
Cześć, Karen, Ginger...jak leci?
Nie widziałem was jakiś czas, jakieś problemy?
Trochę.
Tom, mój nowy partner. A to Ginger i Karen.
Tom pije colę.
- Lubię colę...a ty lubisz colę? - Bardzo lubię colę.
- Lubisz colę? - Jasne.
Z colą życie jest piękne.
OK, idziemy usiąść, jak chcesz, to możesz się przyłączyć, tak?
Nie czekaj za długo.
Skąd znasz te dziewczyny?
Podobają ci się?
Pewnie, że mi się podobają.
Która?
- Obie. - Nie, musisz którąś wybrać.
- No to która? - Brunetka.
Tak, mam. Idź, przysiądź się do niego.
Idź.
Greg, daj mi piwo i 4 kolejki, po irlandzku.
Wiem, że powinienem wyskoczyć z tego pociągu, zanim jeszcze ruszył.
Znaki ostrzegawcze były wzdłuż całej trasy.
Ale jak tu przepuścić coś takiego.
Jimmy był najlepszym konduktorem, jakiego można sobie życzyć.
- Tom!
Tym razem puszczę to w niepamięć, ale jeśli mamy razem mieszkać,
musimy ustalić pewne zasady. Po pierwsze -
- nie jestem automatyczną sekretarką. A po drugie - telefon do ciebie.
- Kto to? - Jakiś Chińczyk, z głosu - wkurwiony.
Kurwa mać.
Panie Chen...
Tuńczku, czemu nie przychodzić dziś,a? Już godzina spóźniony!
Przepraszam, panie Chen. Jeszcze nie przestawiłem się na miejscowy czas.
To się już więcej nie zdarzy.
Taa. Nie wiem o tobie, rybko. Myślałem, że dobry chłopak.
Dlatego dawałem ci ta praca!
Jestem dobry. Jeśli kiedyś jeszcze to zrobię, może mnie pan zwolnić.
(- Zabiję cię, kurwa!)
W porządku, Tom.
Nic nie czuję.
Odpierdol się od niej, jebańcu!
- OK, uspokój się. - To twoja dziewczyna?
- Tak, moja. - Gówno prawda!
- Uważaj na język! - Jesteście braćmi, czy jak?
- Mieszkacie razem, chłopaki? - Taa, mieszkamy tu.
Zabiję cie, kurwa! Pieprzony mięśniaku...
Co, do chuja, robisz mojej starej?
Odejdź stamtąd!
Wyluzuj!
Zadzwonię po wsparcie, OK?
Będę grzeczna, przyrzekam, dajcie spokój. Puśćcie mnie!
Hej, człowieku! Puść mnie!
Boli cię to? Twoje ucho?
A co z tobą?
Kopnij to jeszcze raz, a...
Ok, panno Bo, można prosić o nazwisko?
- Bo? - Bo, Bo, Bo...
- Jak masz na nazwisko, Bo? - Bo.
Ludzie, powinniście... Jimmy!
Jimmy.
Ciszej tam!
Cicho!
Powiedziałem, żebyś uciszył tę swoją paskudną sukę, skurwielu,
albo wpędzę cię w naprawdę duże kłopoty!
Co on powiedział?
Bądźmy cicho, albo wpędzi nas w kłopoty, kochanie, a teraz mnie zerżnij!
- Co? - Po prostu bądź cicho! Bądź cicho!
Trzymajcie się!
Ty głupi idioto,
urwę ci zaraz łeb i napluję do szyi!
Odsuń się!
Boże mój!
Jimmy, co ty zrobiłeś?
Ucisz tę pieprzoną sukę, Tom!
On jest martwy!
Nie, nie jest martwy.
Zabiję go!
Zabiję go! On nie żyje!
OK, sprawa wygląda tak: Mamy 250 na 150...
Facet ma ranę głowy, babka halucynuje. Weźcie ją na obserwację.
Złożę na ciebie skargę!
Jimmy...
Czy ktoś to zgłosi panu Chen?
Nie marw się o Chena.
Mogłeś naprawdę zabić tego faceta.
Hej, Chen chciał dziś rano cię wyrzucić.
Nikomu o tym nie powiem.
- Co teraz robimy? - Szukam jednego kumpla.
- Kogo? - Kumpla.
Nie powinniśmy wracać od razu do bazy?
Słuchaj, mógłbyś po prostu siedzieć i przez 2 sekundy trzymać mordę na kłódkę?
Co takiego zrobiłem?
Hej, przepraszam. Mam jakiś chujowy dzień.
- Ej, ej!
Co jest, człowieku???
Jest Chiva?
Nie ma go tu.
Sprawdź na 6-stej koło mostu.
Dzięki.
Co robimy? Kto to jest Chiva?
- Chiva! - Ile?
Cuatro.
80$.
Nie ma 80$. Osiemdziesiąt.
Jest tylko 70.
Dalej, stary, pożycz mi dychę.
Nie dam ci kasy na narkotyki.
- Daj mi 10$. - Mowy nie ma.
Przestań, daj mi 10$. Szybko!
Potem ci oddam.
Ej! Dałeś mi tylko 3, ja ci dałem 80$, co jest?
- Facet, dałeś mu 3. Co ty wyprawiasz? - Dałem mu 4, chce nas wyjebać.
Co robisz, człowieku?
Zawsze dostaję jednego ekstra.
Co to za kamera?
Nie wiem.
Jakiś gnojek nie miał mi wydać,
więc mi ją dał. Nawet nie wiem, czy działa.
- Działa? - Chyba działa.
- Dziaaaała?
- Chcesz zobaczyć coś naprawdę strasznego? - Jasne.
Dawaj.
Jak to jest brać heroinę?
- To najlepsza rzecz, jaka istnieje. - Poważnie?
Tak. Jest bardzo łagodna. Znaczy, dopóki ją tylko palisz.
Ale z całą pewnością, nieważne, jak bardzo by ci się chciało, nie powinieneś tego grzać.
Rozumiesz, o co mi chodzi?
Co, gadam jak jakiś nawalony, oszalały ćpun?
Tak.
- Serio? - Tak.
Bo oglądasz za dużo tej "narkowizji", czlowieku.
"Odejdź ode mnie, pedale! Jestem pieprzonym ćpunem. Jestem pieprzonym ćpunem..."
- Dawaj, bracie, mamy wezwanie. - Dziękuję bardzo.
Ok, opuść.
1,2,3...już!
OK, przepraszam.
Koordynatorze, mamy tu zawał serca!
Poradzisz sobie?
Nie poradzę sobie! Jimmy, nie wiem, co robić, chodź tu!
Pomóż mi z tym gościem!
Jimmy, dawaj!
- Wygląda mi na zespół ZWU. - ZWU, co to takiego?
Zbyt Wiele Urodzin.
- To nie jest śmieszne. - Właściwy czas i przypadek do nauki, Tommy.
Sugerowałbym rozpięcie koszuli tego pana, włączenie defibrylatora...
- ...i zajęcie się nim, bo inaczej ludzie o nim zapomną. - Sprawdzam rytm.
Oglądałem pewnej nocy program na Discovery,
mieli tam świetny materiał o samoświadomości...
- ...hinduiści, buddyści... - Może ty byś spróbował sprawdzić ten rytm?
Przepraszam, że cię tak przestraszyłem...
ale wszystko tu już jest takie nudne.
Przestałem już robić kawały nieznajomym.
To jest Gramps.
Cześć, jestem Tom.
Cześć, Tom.
Co takiego zrobiłem,
że zasłużyłem na takiego wspaniałego wnuka?
Gramp, już trochę pękają u mnie w pracy, więc nie będę w stanie
załatwiać ci już u nich valium.
To cię poratuje do czwartku.
Czwartek...więc...
jaki masz numer? - Numer?
Miał już tylu partnerów, że trochę się w tym gubię.
Będziesz tu w czwartek, prawda, Jimmy?
Wiesz, że tak.
Dobrze...
Trzymajcie się, chłopcy, z dala od kłopotów, ok?
Miło było poznać, Gramps.
Jimmy mieszkał sam z Grampsem, od kiedy skończył 13 lat.
Mówił, że Gramps grzał herę, od kiedy sięga pamięcią.
A to jest Clinker. Ma dziwną płetwę grzbietową,
śmiesznie pływa, ale weterynarz mówi, że wszystko w porządku.
Wprowadzę cię w procedurę. Nie karmiłem ich dzisiaj, więc możemy zrobić to wspólnie.
- Ok. - Więc dajesz im pół pojemniczka rybiej...
...karmy.
Tom, czy to jest pół pojemniczka?
-Ok.
Och, boże mój, Tom! Nigdy nie wkładaj rąk do zbiornika.
Woda jest bardzo starannie zbilansowana, i mogłoby zakłócić jej pH,
gdyby dostała się tam jakaś bakteria. Mógłbyś zabić rybki.
OK? Więc tylko rozrzuć ją po powierzchni.
Świetnie.
Ok, to Brad. Zostawię ci na lodówce mój numer w Palm Springs...
jeśli działoby się coś nagłego.
Wszystkie międzymiastowe rozmowy zapisuj.
Niedługo będziesz miał własny telefon.
OK, wracam za 3 dni z zabójczą opalenizną.
- Jesteś niegrzeczny. - Ej, co robisz, gościu?!
Nie!
Zostaw go!
Co jest?
Facet się bił, ma rozciętą głowę. Źle to nie wygląda. Sprawdź zresztą.
Co to za gówno?
To mój brat, człowieku! To moje wesele!
Nie wierzę, kurwa.
To było jakieś szaleństwo.
Co to za hałas?
To moja walnięta sąsiadka. Wariatka.
Co ona robi?
Nie mam pojęcia.
Wali speeda cały dzień, już nie może usiedzieć w miejscu; i buduje jakieś gówno w swej kuchni.
To naprawdę wariatka, stary.
- Chcesz ją poznać? - Pewnie.
Ale możemy zostać góra na pięć minut,
bo ta cizia jak znajdzie wolnego słuchacza...
- Suzie!
- Suzie.
Co?! Halo?
- Tu Jimmy, otwórz. - Czego chcesz?
Jest ze mną mój nowy partner Tom, chcesz go poznać?
To zły pomysł...odejdź, Jimmy, nie teraz.
Przestań, wpuść nas.
- To kiepski moment, ok? - Tom chce cię poznać, Suzie.
Daj mi 5 minut, ok?
Nie mam pięciu minut. Suzie, daj spokój, otwórz.
Co za pieprzony... Okradł mnie, Jimmy. Okradł.
Myślę, że mnie bije, Jimmy.
Suzie, dawaj!
Wchodźcie! Ten facet gdzieś tu jest.
Boże mój!
Zajebię go.
Cześć.
Cześć, jestem Tom.
Tak mi głupio. Normalnie tak nie wyglądam.
Patrz na moją cholerną twarz, ten facet mnie bije...!
Chce mnie zamęczyć!
Nie znosi galaretki, wiesz?
Jest producentem, unika pierdla, ma większe możliwości...
tylko dlatego, że mój tato jest człowiekiem sukcesu.
Więc twój chłopak to producent.
- Kto ci tak powiedział? - Ty.
Jimmy... mówiłam ci. Pamiętasz? Patrz! Zapnij to.
Jak myślisz, czemu go kładę tuż przy drzwiach?
Kiedy wychodzisz, to moje tajemnice... Po prostu zamknij je, ok?
Wiem.
Wiem o panu Zippy.
Nie chcę, żebyście sobie źle pomyśleli, ale tak, jest producentem.
Nie mogę wam powiedzieć, jak ma na imię, bo pomyśli...
To naprawdę dziwne...
Czekaj, czekaj...
Co wieczór będę chodzić do tęczowego pokoju, sprzedawać ten towar...
Nie chcę wam mówić, przepraszam, ale nie chcę w to wchodzić głębiej...
bo w sąsiedztwie są dzieci, sąsiedzi obok mają małe dzieci...
nie chcę, żeby sobie o mnie myśleli, wiecie, co mam namyśli...
Dzięki, Jimmy.
Chcecie piwa, chłopaki?
Tak.
Dawaj, Tom.
To gówno piecze!
Powinno tak piec?
- Masz, użyj tego. - Jeden koleś mnie poprosił...
...żebym mu posypała pieprzu na kutasa.
Pieprzu na kutasa. Jestem niezłą raperką.
Chłopaki, jadę do Japonii...
- Lepiej, nie? - Żadna ze mnie tancerka, ale naprawdę to lubię.
Chcecie zobaczyć?
Mały człowiek, wielka kasa.
Teraz jestem słoniem, i ty też jesteś słoniem.
Odpieprz się ode mnie.
Chcesz pieprzu na kutasa, chłopczyku?
Boi się, zostaw go w spokoju.
Jest słodki, lubię go.
Nie mogę znaleźć walkmana, chłopaki, nie ukradliście mi walkmana albo coś?
Nie.
Nie, chłopcy, wy jesteście w porządku, nie chciałam tego powiedzieć, ale to jest jakby...
On nawet nie ma paszportu, i, wiesz...
ja nie jestem jakąś byle laską, mam tę klasę i energię życiową.
To nie tak, że zawsze byłam z facetami, którzy biją swoje dziewczyny.
- To naprawdę chujowo. - Co?
To, że cię bije.
Och, nie. On jest świetny, serio. Tylko wiecie, wyrzucili mnie z pracy...
Jak się czujesz, bracie?
Strasznie mi gorąco.
Jeszcze trochę materiału i byłoby kiepsko.
Weź trochę tego. To cię uspokoi.
Nie, serio. Nie krępuj się.
Poważnie. Muszę tylko posiedzieć i przez chwilę zupełnie nic nie robić.
OK, zostawię cię w spokoju.
- Jimmy!
Spoko. Sztachnij się jeszcze. Sztachnij się jeszcze.
Już więcej nie, bracie.
Jeszcze tylko raz.
Jesteśmy puści.
Kupmy jeszcze trochę.
Nie. Więcej już nie.
To by nie był dobry pomysł.
Na razie, Suzie!
To oparzenie drugiego stopnia. Nie mogę się skupić.
Pójdę do Alfred's Store po aloes.
Jutro robimy imprezę w Hot Springs...
- Zamówimy najlepsze owoce morza. - Ja nawet...
teraz nawet nie można mnie dotknąć. To okropne. O kurwa mać!
- Uspokój się! - Zejdź mi, kurwa, z drogi!
Tom!
Wiem, że jest dopiero druga po południu...
Tom! Muszę z tobą o czymś natychmiast pomówić!
- O co chodzi, Bob? - Ruszaj się!
To było naprawdę nieładne.
Masz się stąd do wieczora zwinąć.
Rzecz jasna, życie z Jimmym bardzo się różniło od tego z Bobem.
Czas do pracy, Tuńczyku.
Masz pan spory kłopot, panie Jimmy.
A to czemu, Tuńczyku?
Za dużo żeś pan wyćpał. Ćpanie źle się komponuje z jeżdżeniem.
Hej, Suzie. Będziesz na tym grać w warcaby?
W szachy.
Wiecie, to jest takie cholernie... coś jak...
Patrzcie, to będzie szło tak, i tak, i tak, i tak...
...i tak przez cały przód budynku, i aż do dołu po drugiej stronie,
i jak ktoś będzie tędy przejeżdżał i spojrzy na mój dom,
to tylko powie: "O, kurwa! Kto, do cholery, tu mieszka?"
A to będę ja!
Cześć, Suzie.
Jimmy...
Widzieliście moje ptaszki, chłopaki? Czyż nie są śliczne?
Chcecie zobaczyć resztę?
Nie, musimy jechać do roboty, Suzie.
Czemu ona się tak głupio zachowuje?
Ma ciężkie schizy, Tuńczyku. Bierze dragi. Dragi nie robią ci dobrze.
- Obiecaj, że ty nigdy nie będziesz próbował. - Obiecuję.
Dobry chłopak. Z dragów to tylko problemy.
Proszę, szybko, tutaj.
Tom! Chodź tu, pieczemy ciasteczka!
Nie teraz.
Popatrz, chodź, to moja przyjaciel!
No chodź, chcę ci coś powiedzieć!
Suzie, narobiłem tu bałaganu.
To nic, ja tam posprzątam. Tylko przyjdź!
Proszę...
Cześć. Jestem Tom.
Cześć, jestem Elizabeth.
- Suzie, nie trzeba. - Nie...
To Elizabeth, jest pielęgniarką w Bostonie.
W Seattle.
A Tom jest z Virginii.
Z Pensylvanii.
Nieważne. Weź ciasteczko.
Dobre.
- Masz mieć jakoś szczególnie dużo gości? - Nie, czemu?
Bez powodu.
Kurwa!
- To u niej normalne? - Taa.
A co ty tu robisz?
Jestem współlokatorką. Ale chyba to nie zda egzaminu.
Ona jest szalona.
I tak jestem zdziwiony, że się na tyle pozbierała, by dać ogłoszenie o wynajmie.
Nie dała. Pracowałam w szpitalu, przyszła odwiedzić koleżankę
i usłyszała, jak mówię, że się tu przeprowadziłam i muszę szukać pokoju.
Więc mówi, że mogę się u niej zatrzymać, niedrogo.
Wydała mi się trochę dziwna, ale...
- Nie spodziewałam się czegoś takiego. - No, nieźle jest pojechana.
Mój współlokator woli tu nie przychodzić, jesli nie ma nic naprawdę pilnego.
Pewnie mówię coś oczywistego, ale chyba bierze dużo narkotyków.
Cóż, może. Chyba tak.
Więc...co teraz zrobisz?
Chyba wrócę do bursy. Spróbuję znaleźć coś innego.
Chcę i tak mieszkać tu, w okolicy.
Na jakim oddziale pracujesz?
Na OIOMie. Zaczynam doceniać internę.
Ta praca z rakowcami, chorymi na serce, wiesz.
- Szaleństwo, nie? - No, na pewno.
A ty co robisz w LA?
- Potrzebowałem zmiany. - Why?
Bo...czasem jej potrzebujesz.
Zmiany czego?
Czy wszystkie przyszłe pielęgniarki zadają tyle pytań?
Taa.
Potrzebujesz pomocy w przeprowadzce?
Nie...chłopaki z bursy mi pomogą.
Ale dzięki za pomoc, to było naprawdę miłe.
Nie ma sprawy.
Więc...
Chcesz czasem gdzieś wyskoczyć?
Randka?
Cos w tym rodzaju.
Jasne.
Chodź, Gramps, stary kowboju. Tommy chce się przywitać.
Nie czuje się dziś dobrze.
- Co się dzieje, Gramps? - Dam się do kupy.
- Hej, Chester! Zabieraj dupę z powrotem do pokoju!
- Chodź, Gramps, przejdziemy się. - Nie mam ochoty na spacery.
Zabieram cię na chwilę. Zaraz wracamy.
Dobra.
Przeszłaś pozytywnie przez testy pokarmowe. Zjadłaś swoje danie.
Dzisiejsze dziewczyny biorą pokój za 20$ i zamawiają sałatkę.
- Świetnie się z tobą bawiłam. - I ja też.
Przepraszam, ale mężczyźni nie mają wstępu do tej części bursy.
W porządku, jestem inspektorem. Znaleźliśmy problem i pracujemy
nad jego rozwiązaniem, może pani odejść, dziękuję.
Przez ciebie oboje nas stąd wykopią.
Nie bój nic. Nałożę tej instytucji grzywnę
za zbyt małe łóżka, by człowiekowi było wygodnie. Co jest z tym...?
Cudownie mi z tobą.
Może sobie o mnie jakoś źle pomyślisz...
Wcale nie. Nie martw się tym.
Czy ty o mnie myślisz jak o jakiejś pierwszej lepszej?
Nie myślisz tak o mnie, prawda?
Nie, na pewno nie myślę o tobie jak o pierwszej lepszej.
Jeśli martwisz się o to, że mógłbym przespać się z tobą
i zapomnieć - to nie, tak się nie stanie.
Próbowałem poznać kogoś, od kiedy się przeniosłem, i proszę - stało się.
Dom Suzie to ostatnie miejsce, gdzie bym tego oczekiwał. To musiała być Opatrzność.
Naprawdę cię lubię. Mogę to udowodnić.
Zabieram cię wieczorem na kolację.
- Ok. - 08:30.
Brzmi świetnie.
Hej!
Myślisz, że pan Chen zna karate?
Wiem, nie można zakładać, że wszyscy Azjaci znaja karate, ale myślisz, że zna?
Wszyscy znają.
Która godzina?
Kurwa, późno jest, brachu.
Z Elizabeth Capallino poproszę.
Naprawdę? OK, dzięki.
Jednostka 17, przyjąłem. Dawaj, mamy wezwanie.
- Zostało nam 10 minut do końca zmiany... - Chcę to wziąć, jedziemy.
- Gdzie on jest? - W środku.
- Co z nim? - Nie budzi się. Nie możemy go zbudzić.
- Na czym jest? - Wypił za dużo syropu na kaszel czy czegoś tam.
Bardzo śmieszne. Nie pomogę mu, jeśli nie wiem, na czym jedzie.
Bawił się i nagle odpadł, to wszystko, co wiemy.
OK, pokażecie mi, gdzie on jest?
To jakaś parada dziwadeł, facet. Co z nim?
Trochę reaguje. Ale wciąż gość ma za dużo towaru w krwioobiegu.
Daj mu jeszcze 5 cm3, nie więcej.
Halo.
Sprzątanie dworca.
Będzie rzygał, posadźmy go.
Teraz chcę, żeby wszyscy stąd wyszli. Opróżnić pokój!
Jak to się stało?
Wiem, powiesz mi teraz, że nie wiesz, co się stało.
Że ktoś ci coś wrzucił do drinka.
Ale my i tak wiemy, co się stało. Widujemy to cały czas.
Mogłeś łatwo umrzeć.
Mogę w ciągu 2 sekund mieć tu 20 gliniarzy i ze 3 psy na dragi, jeśli nie będziesz współpracował.
Więc gdzie jest towar?
Nie wiem.
Błąd, facet. Naprawdę ma układ z pałami, lepiej, jak jemu powiesz.
Czekaj, dobra.
Lance ma.
- Który to? - Taki dziwnie wyglądający cudak, o tam.
Naprawdę świetne. Ale mógłbyś być nieco dokładniejszy?
Azjata, stoi koło budki DJ'a. To jego lokal.
Hej, Lance. Tak, ty.
Prawie zabiłeś swego kumpla dziś wieczorem.
- O czym ty mó... - Hej, grzeczniej trochę!
Właśnie robię ci cholerną przysługę, wiec lepiej posłuchaj.
Tu i teraz oddasz mi cały towar, który ci jeszcze został, natychmiast.
Ruchy! Natychmiast!
- Kurwa! Oddawaj je natychmiast! - Kurwa!
- Oddaj mi ten jebany towar! - Trzymaj swoje zasrane łapy przy sobie!
Zła odpowiedź. Kurewsko zła odpowiedź.
- Albo zaraz oddajesz mi dragi, albo wzywam pały. - Zrobiłbym to na twoim miejscu, Lance.
Tylko mówię, co bym zrobił.
Pamiętaj, Lance. Tylko gnojki robią w dragach.
To było jak zabranie dzieciakowi cukierków.
Skurwiele!
Pospieszcie się, proszę! Mąż nie może oddychać!
- Jest na jakichś lekach? - Tak.
- Jaki to rodzaj leków? - Silne leki.
- Jakie silne leki? - Cystrol.
Dobrze. Zaprowadzi mnie pani?
Co się stało, proszę pana?
Po prostu opadł mi kutas, a co myślałeś?
W porządku, proszę pana.
Mam atak serca, albo coś takiego.
- OK. Mam pan nadciśnienie? - Tak, mam.
Ok.
Tylko się pośpieszcie.
Powolutku, proszę pana, będzie pan hiperwentylował.
Podamy leki, po których poczuje się pan lepiej.
Dobrze? Proszę potrzymać męża za rękę, to mu naprawdę pomoże.
Tom, posłuchaj.
Gość jest zdrów. Ma zgagę albo coś w tym stylu, więc zostań z nim chwilkę, ok?
- O czym ty gadasz? - Daj mu Anasin, odwróć jego uwagę.
Zadzwonię teraz do bazy...
Tom zada panu kilka pytań i zajmie się panem.
Da mi pani szklankę wody? Dla męża, żebym mógł mu podać leki, dobrze?
Oczywiście.
- Jak ma pan na imię? - Earl.
Świetnie... dam ci teraz leki, Earl.
- Mógłbym też dostać szkalnkę wody? - Oczywiście.
Bardzo dziękuję.
Gdzie on to dał...
Proszę, kochaneczku.
- Dziękuję bardzo. - Nie ma za co.
Wie pan co...?
Jeśli...
O, proszę, niech pan to weźmie.
Jeśli za 10 minut będzie wciąż bolało, proszę do nas zadzwonić.
I...
wtedy do pana wrócimy.
Proszę chwilkę zaczekać!
Proszę, taki domowy chlebek, upiekłam dla panów.
- Mam nadzieję, że będzie smakował. - Bardzo dziękujemy.
- To ja dziękuję. - Nie ma za co.
I co, w porządku z nim?
Jesteś pieprzonym znawcą.
Co się stało, Schicko? Co ci jest? Powiedz mi.
Dobra...
Czemu nic nie mówisz?
- Czemu milczysz? - To nie było w porządku, Jimmy.
- Nie wchodzę w to. Nie. - Uwaga, komunikat.
- To zła karma. - Uwaga, komunikat.
Tom nagle ma serce z jebanego złota.
To trochę śmieszne.
To by było na tyle.
Gap się dalej w okno, dupku.
Oglądaj widoczki.
Mogę ci wsadzić nogę w tyłek, jeśli chcesz.
Dobra. Dobra.
Wyjaśnijmy to sobie na gorąco.
Dobra, zróbmy to.
Zróbmy to.
Chcę usłyszeć, co ty i twe nowo odkryte zasady moralne macie do powiedzenia.
Dawaj.
- Dalej, wywal to. - Kurwa, nie dotykaj mnie!
- Albo naprawdę skopię ci dupsko! - Zrób to! Zabij mnie!
Dalej!
Nie próbuję z tobą walczyć, Jimmy. Chcę tylko powiedzieć, że to było złe. Cholernie złe!
- Co? - Przed dwiema godzinami odratowaliśmy gościa...
...a teraz kradniesz wideo 'Jackowi Clamptonowi' i jego żonie. To nie ma sensu!
Ej, ten facet badał grunt.
Próbował nas. Nic mu nie było, Tom.
Gdyby nam miał narobić problemów - udzieliliśmy mu pomocy.
Ty się nim zająłeś. Zjadł trochę za dużo chilli, i za szybko, to wszystko.
- Nie o tym mówię. - Wiem, o czym mówisz.
Ale grzanie to grzanie; nieważne, czy pochodzi od dealera czy milionera.
- A co, gdyby ktoś zrobił to Grampsowi? - Zamknij się. Wkraczasz na cienki lód.
- Nie powinniśmy mieć pewnych zasad? - Czemu, bo nosimy te niebieskie mundurki?
- Że niby mamy być nieskazitelni? - Dokładnie.
Jesteś żałosny.
Rzygać mi się z ciebie chce.
Ile zarabiasz, co? Jebana minimalna stawka: 5,15$ na jebaną godzinę.
Najniższa stawka.
Ratujemy ludziom życie. Decydujemy o życiu lub śmierci.
A jakiś gość, co robi burgery, zarabia więcej od ciebie.
Więc przestać zawodzić.
Powinieneś mi dziękować, że włączyłem cię w mały serwis Jimmi'ego.
Jeśli poprawi ci to samopoczucie - ci starzy ludzie mają zawsze ubezpieczenie.
Skąd wiesz?
Bo to właśnie robią staruszkowie. Wykupują polisy.
Więc, inspektorze McMahon, kiedy będzie mecz policji w tym roku?
W lipcu. Bob sprzedaje bilety.
O, Jimmy, tych dwóch panów ma do ciebie sprawę.
- James Warsniak? - Tak.
Detektyw McMahon. To mój kolega, detektyw Baer.
- Jeśli można, zadalibyśmy parę pytań. - Nie ma sprawy. Jakich pytań?
Chodzi o skradzione rzeczy z domu państwa Goldstein.
Mówią, że wcześniej przyjęliście wezwanie do nich.
Czas kradzieży i waszego pobytu tam jest zbliżony; może widzieliście coś podejrzanego?
- Widziałeś coś? - Nie.
Nie? Ja nic nie pamiętam, ale może ty...nie? Nie.
OK. Cóż, chcemy zadać jeszcze kilka pytań. To zajmie tylko kilka minut.
Panie Chen, możemy tu gdzieś porozmawiać na osobności?
Tam jest pokój...za tymi drzwiami... możecie...możecie z niego skorzystać.
Dziękujemy. James, pozwolisz? Nie, tylko James.
- Mogę z panem zamienić parę słów? - Jasne.
15, 20 minut. Może mniej.
- Jakiś problem? - Nie, panie Chen, żadnego. Pana pracownik bardzo nam pomógł.
Bob, idziemy.
- Shei shei, panie Chen. - Shei shei, bardzo dobrze.
- Niech pan nie zapomni o meczu policji. - Przyniosę panu bilety.
Oczywiście. W tym roku wezmę 12.
Nie wiem, co się stało, ale ja nie chcę od waszej dwójki żaden problem!
- Hej, panie Chen. Wszystko w porzo, luzik. - "W porzo."
O co tu chodzi?
Przylatują tu jak psy gończe na tropie, a w następnej chwili wszystko gra.
Pamiętasz, co ci powiedziałem, jak przyjechaliśmy do pierwszego wypadku?
- Nie, co? - Zawsze najpierw udzielaj pomocy gliniarzom.
- Mówiłem ci, żebyś nie obrabiał tych ludzi. - Mógłbyś przestać moralizować?
- Jimmy, zaczynam mieć straszne obawy, jeśli nie przestaniemy tego robić. - Słuchaj...
- Chcesz szuakć nowego mieszkania? - Nie.
- Chcesz nowego, milutkiego współlokatora? - Nie.
Ok. Więc przerwijmy tę konwersację, bo zaczyna mnie ona kurewsko nudzić.
Dobra. Ale ja kończę z grzaniem. Wiem, już to mówiłem, ale teraz naprawdę. Nigdy więcej.
Posłuchaj. Grzej sobie, albo i nie grzej. Ja mam to w dupie.
Tylko przestań już marudzić.
Współczuję ci, brachu.
- Nigdy więcej, stary. Już nigdy tego nie wezmę. - Pewnie.
Hej, słuchaj. Masz wiadomość.
Cześć, Tom, tu Elizabeth. Dawno cię nie słyszałam.
Daj tylko znać, jak leci. Przeprowadziłam się, mam nowy numer:456-5908.
Zadzwoń, jak będziesz mógł. Pa.
Cześć, Elizabeth.
Właśnie o tobie myślałem.
Taa...
Nie wiem, co się wtedy stało.
Miałem wezwanie tego wieczoru.
Byłem naprawdę zajęty.
Nie, ja tego nie robię.
Nasze relacje stały się napięte. Nie było łatwo.
Jimmy nic nie mówił. Pewnie myślał, że go osądzam.
> Jednostka 17, kod 03...
Jednostka 17, przyjąłem.
- Co mamy? - Pijany kierowca. Jedźmy.
Kurwa, nie wiem, czy będą mieli tyle krwi dla tego dzieciaka.
Nawet jak przeżyje, to raczej już mamuśki do domu nie zabierze.
Pierdolony pijak za kierownicą.
Zakręć.
Trzymam go.
Wiesz, czasem bym, przysięgam, rozpierdolił łeb takiemu skurwielowi.
Z grubsza się z tobą zgadzam.
Dawaj, Jimmy. Ten dzieciak cienko przędzie, jedźmy szybciej!
Nawet nie myśl, żebyś miał mi tu umrzeć, mały gnojku!
Dalej, ten mały mi się tu kończy! Szybko, Jimmy!
- Co mamy? - Chłopiec, 10 lat.
OK, mam go. GPS340.
Przyklejcie to do monitora. Uważajcie na tego dzieciaka. Ma problemy z krążeniem.
- Tom, przejmiemy go. - Ma problemy z krążeniem.
Już się nim zajęli. Jedźmy.
Nareszcie. To ja. Musisz mi wyświadczyć wielką przysługę.
- Jasne. - Jestem na estakadzie, nie mam jak wrócić. Musisz zawieźć Grampsowi strzał.
Właśnie z nim gadałem, jest na strasznym skręcie. Obiecałem mu, że mu zawieziesz.
Powinienem?
- Stary, ile razy cię o coś prosiłem? - Nie o to chodzi, Jimmy, ja...
- Co? - Chodzi o to...
Nie wpędzasz go w nałóg. Był wpieprzony na długo przed twoim urodzeniem.
Pomagasz mnie. Zrobisz to, czy nie?
Zrobię.
Wejdź.
- Uważaj, gdzie stajesz. - Gramps...
- Słuchaj, sprowadzę pielęgniarkę. - Nie, nie. Tom...
Proszę, daj mi ten towar.
- Ok. - Daj mi towar.
- Wiesz, jak to zrobić, tak? - Jimmy powiedział, że ty to zrobisz...
Tommy, nie. Potrzebuję, żebyś mi pomógł. Sam nie dam rady.
- Widziałem, jak to robił raz czy dwa. Spróbuję.
Pospiesz się.
Droga wolna.
Proszę bardzo.
Dzięki, Tommy.
Chcę cię o coś poprosić.
Jasne.
Jestem jedyną bliską osobą, którą w ogóle ma Jimmi.
Więc, gdy odejdę, proszę, miej na niego oko.
Proszę, zatroszcz się o niego.
Cóż, tak szybko się to nie stanie.
Tom, posłuchaj. Gdy ludzie gadają o życiu, to tak naprawdę nie o tym gadają.
To nie to, stary. To nie to.
Chłopaki!
Nie mam teraz ochoty na jej towarzystwo.
Hej, chłopaki!
Co!?
Otwórz!
- Czego chcesz? - Chcę wejść!
- Może ją wpuścimy? - Nie.
- Powiedz jej, że później wpadniemy. - Później do ciebie wpadniemy.
- Co? - Mówię, że później wpadniemy, wariatko jedna!
Pospieszcie się. Jestem w ogródku z moim kumplem Jedem.
- Pójdziemy tam? - Nie.
Będzie pukać, dopóki do niej nie pójdziemy.
Taa.
- Chcecie, chłopaki, trochę speedy-gonzales? - Może później.
- Knicky-knockera?
- Wyprawiasz przyjęcie sama dla siebie? - Nie, mówiłam wam, że jest Jed.
- Kto to jest Jed? - Jak leci?
- Jed. - A, to ty jesteś tym producentem.
- Co? Nie jest żadnym producentem. No, daj mi ten towar. - Nie ma sprawy.
Widzicie? Chodzi o to, że Jed może zrobić dużo takiego towaru, wiecie?
Wiem, że nie jesteście żadnymi dealerami i w ogóle. Ja też nie.
Absolutnie się w to nie bawię.
Ale, jeśli zrobimy tego dużo, to na jednej sprzedaży zrobimy kupę kasy.
- Skąd jesteś? - Opowiedz im o sobie.
- Jest strasznie zamknięty. - W porządku...
Ciekawa sytuacja...
znam gości, którzy to robią w 50-galonowych beczkach, kilka razy do roku.
Potem biorą sobie facetów, którzy pomagają im się tego pozbyć, obrabiając ich jednocześnie.
- Gdzie to jest? - Robią to w San Brodeu.
San Brodeu?
Więc czego od nas oczekujesz?
Chłopaki chcą przenieść laboratorium... i ja z Suzie będziemy mieć...
Mówię, czemu nie, tu, w szopie, tu możemy to robić.
- Świetnie. Jak wybuchnie, to do samego nieba. - W szopie nie ma się czego obawiać.
W każdym razie, chłopaki, jeśli coś upłynnicie, opłaci się wam.
Nasz czas jest cenny, brachu.
Znacie kogoś?
Może.
Zajebiście.
- Jadę do Grampsa, przygotujesz strzał? - Jasne.
- Jimmy, co się dzieje? - Nie ma już Grampsa.
Umarł zeszłej nocy.
Jimmy...kurwa, wyglądał normalnie, gdy go ostatnio widziałem.
- Na pewno chcesz jechać? - A po co tu zostawać?
Źle się czułem ze względu na Jimmy'ego.
Śmierć Grampsa sprawiła, że w naszej codziennej rutynie powstała wyrwa.
Mogłem tylko wyobrażać sobie, jak on wypełni tę dziurę.
- Weźmiesz mi parę taccos? - Jasne. Wszystko w porządku?
- Na pewno? - Tak.
Ok.
- Hola, Maria. Dos taccos, por favor. - Dos o quatro?
Dos.
Hej, ty...
Co ty wyprawiasz?
Jimmy, co ty robisz?
Nie, nie, nie, mówiłeś zawsze, że nie tkniesz tego kurestwa.
Czemu żeś to zrobił?!
Skłamałbym, gdybym powiedział, że jedynym powodem, dla którego
nie chciałem, by Jimmy zaczął hukać, było, by nie zaczął wyglądać jak Gramps.
Druga część mnie chciała wiedzieć, jak się wtedy człowiek czuje.
I przez większość czasu właśnie ta część nakręcała bieg spraw.
Odjeb się ode mnie, facet.
Hej! Coś się dzieje z Joem!
Dzwońcie na 911. Szybko!
Pospiesz się, człowieku!
Halo? Kolega przedwakował, brał chyba crack albo coś takiego.
Słuchaj, wezmę tylko walizkę z auta.
- Dawaj! - Rób, co do ciebie należy, stary!
Dokąd wy idziecie, ludzie?
- Nie, nie, wskakuj do kabiny. - Ochujałeś, człowieku...?!
- To ty ochujałeś! Jak chcesz wytłumaczyć, co tu robiłeś,
zanim ktoś zadzwonił na 911, co? Co?!
Wskakuj do tego jebanego auta!
Kurwa!
Jesteśmy przeklęci, źli... Jesteśmy skurwysynami...
Jacy przeklęci, zatkaj pysk!
To przez nas się przekręcił.
To tak samo złe, jakbyśmy go sami zabili.
Morda w kubeł, Tommy!
- Halo. - Elizabeth.
Nie wiem, czy mnie pamiętasz, ale...
Tom? Pewnie, że tak. A czego chcesz?
Chciałem tylko wiedzieć, co robisz. Naprawdę, chciałbym się z tobą zobaczyć.
Jest naprawdę późno, i nie rozmawiałam z tobą od miesięcy.
Halo!
Tom, jesteś tam jeszcze? Halo!
Moglibyśmy...mogę się z tobą gdzieś spotkać?
- Nie, nie możesz. - Elizabeth, proszę.
Chcę tylko pogadać.
- Wszystko w porządku? - Nie wiem.
Proszę.
Ok.
- Cześć, Tom. - Cześć.
Usiądź.
Tom, co się z tobą dzieje?
- Chce pani kawy? - Tak, poproszę. Dzięki.
Co się dzieje?
Co masz na myśli?
Chcę cię przeprosić za tę randkę, wtedy, wiesz.
Naprawdę mi przykro.
Nie wiem, co się stało.
- Ty bierzesz. - Nie.
Wiem, jak to wygląda. Tom.
No, czasami. Ale tylko troszkę.
- Musisz z tym coś zrobić. - To tylko przejściowe.
Nie wciskaj mi kitu, Tom. Wyglądasz w tej chwili jak upiór.
- Musisz z tym coś zrobić. - Taa.
Słuchaj, nie gadajmy o tym teraz, ok?
Chcę to wszystko nadrobić.
- Może moglibyśmy umówić się któregoś dnia. - Mam już chłopaka.
Kuchnia włoska, chińska, gdziekolwiek będziesz chciała, możemy tam iść.
Tom, posłuchaj mnie. Musisz skończyć z ćpaniem.
Nie byłem z tobą zupełnie szczery, wiem.
I wiem, że źle wyglądam. To dlatego, że miałem zły dzień. Masz tak czasem?
Znam miejsce, gdzie się możesz zgłosić i tam cię odtrują.
Widziałam ludzi, który z tego wyszli. Możesz z tego wyjść, Tom.
- Ale ja nie chcę tego robić, serio. - Czemu to sobie robisz?
Zrobiłaś kiedyś coś...
...coś, czego nie da się naprawić?
Czego nie da się przywrócić do poprzedniego stanu?
- Tom... - Wiesz co, lepiej już pójdę.
- Tom! Dokąd chcesz iść? - Dzięki, że przyszłaś.
- Muszę iść. - Proszę. Proszę, nie idź, Tom.
Tak, wiem, panie Chen. To strasznie boli.
Nie wiem, czy to żołądek, jakieś żarcie czy co.
Może jad kiełbasiany.
Obudziłem się w środku nocy...
Hej, hej, Chiva! Niebieskie!
- Za ile chcecie? Cuanto se? - Za $80.
- Dobrze. Schowaj tę jedną ekstra. - O, kurwa!
Już za późno, kurwa, nie rób tego teraz.
Jezu Chryste, oszalałeś?
- Jest jeszcze jedna. - Gdzie?!
- Przysięgam, była tu. - Uspokój się! Jest jeszcze jedna, skurwiała ćwiartka.
To jest naprawdę ohydne.
- Będę chyba rzygał. - Jestem z tobą, brachu.
- Sluchaj, nie dam już rady, masz jakąś kasę? - Nie mam ani grosza.
- Ale tu musi coś być. - Sprawdzałem, nic tam nie ma.
Hej, słuchaj.
Pamiętasz ten raz, kiedy przewróciliśmy się na kanapę?
Musi coś być w kanapie.
Pomóż mi z tą kanapą.
Twinkle, rozmawiam teraz z Mango. Cześć, Maby.
- Hej, Suzie. - Wow. Wyglądacie jak kupa gówna.
Dzięki. Musimy pogadać z twoim lokatorem. Gdzie jest Jed?
Hej, gościu!
- Kurwa, człowieku. Przestraszyłeś mnie. - Przepraszam. Słuchaj, stary...
Mam takich dwóch kolesi. Stracili swoje kontakty, ale szukają nowego źródła.
Czekaj, chwila. Muszę zadzwonić do faceta, dla którego pracuję. Ja tylko robię roboty.
- Spójrz, Jed, oni nie chcą czekać, stary. - Ile by wzięli?
- Koło funta. - Koło funta?
Funt.
- Dawaj, Jimmy, gość powiedział, że mamy za godzinę oddzwonić!
- Co z nim? - Zatruł się żarciem.
Niech tylko...sprawdzę, czy tyle mam.
Tu jest funt.
- Ile ci faceci za to zapłacą? - Najwyższą stawkę.
Jesteś pewnien, że jesteś w stanie teraz to załatwić?
Czuję się dobrze.
- Nie bierz nic mniej niż 25. - Pewnie, że nie. Jasne.
- Ok. - Do zobaczenia później.
- Dobra, później. - Chodź, stary. Lecimy.
Wy, chłopaki, zostajecie tu, i nie mówcie nic Mango.
Ja i Mango...
Suzie, co, do chuja, mówiłem o zapalniczkach?
Suzie...!
- Jimmy, nie słyszę swego serca. - Zamknij się!
- Co jest, Jimmy. Jak się masz, bracie? - Dobrze.
- Bo wyglądacie raczej jak kupa sraki. - Dzięki.
- Słuchaj, muszę upłynnić trochę towaru. - Jednostka 17, jednostka 17...
- Co mam według ciebie z tym zrobić? - Kupić ode mnie.
Nie handluję tym, Jimmy. Handluję koksem. To gówno jest dla TIRowców i ludzi z przyczep.
Jednostka 17, czemu się nie zgłaszasz?!
- Nie słyszę swego serca. - Morda w kubeł.
- Słuchaj, dam ci dobrą cenę, 50 tys. baksów. - Słuchaj, naprawdę chciałbym ci pomóc, stary.
Ale dla mnie to gówno nie ma żadnej wartości.
- Ok. Mam trochę sprzętu. Gry, CD, tenis, golf... - Jimmy, ty masz jakąś jazdę.
OK, chuj z tym. 100 baksów. 100 baksów!
Ej! Chiva...
Masz, za stówę.
Zamknij się!
- Yo, yo! Dałeś mi tylko 4, facet. Dałem ci stówę. - Nie rób tego dziś!
- Co? - Ile jebanych razy chcecie z nami tak pogrywać, co?
Na pewno zrobiliście kopię?
Proszę, dajcie mi adwokata.
Dziękuję.
Masz poważne kłopoty, chłopcze, więc pozwól, że wyrażę się jasno.
Tym razem jesteś w dupie.
Wiemy a twoim małym wypadku po pijanemu.
- Co zrobił? - Zabił po pijaku 10-letnie dziecko.
Rodzina Amiszów. Nie chcieli wnosić oskarżenia, więc to się mu upiekło.
Mógłbym łatwo obciążyć Jimmy'ego za to, co się stało.
Ale coś sobie przyrzekłem.
W końcu zrozumiałem, że nie od wszystkiego można uciec.
Musiałem stanąć twarzą w twarz ze swym życiem i błędami, które zrobiłem.
Z faktem, że odebrałem komuś życie.
I że jestem narkomanem.
Polskie napisy - Titi Korekta - InvaLidka
www.NapiProjekt.pl - nowa jakość napisów. Napisy zostały specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.