Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
25
Gdzie by艂a艣, Ruth? Gdzie by艂a艣?
- Wiesz, gdzie. /- Nie tam, gdzie powinna艣.
Przesta艅.
- Lepiej p贸jd臋. - Nie musisz.
www.NapiProjekt.pl - nowa jako艣膰 napis贸w. Napisy zosta艂y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
- Niewiele si臋 zmieni艂o. - Nie.
Nie to, co my.
- Chod藕, Olive. - Nie rozumiesz? To dow贸d.
- Na co? - 呕e Alice jest prawdziwa. Istnieje!
To dziennik ma艂ej dziewczynki. /Niczego nie dowodzi.
Niech to szlag!
A-S-K-O-R.
MARCHLANDS 1x04
T艂umaczenie: jarmisz Korekta: loodka
Mamo?
Sk膮d wiesz, czy jeste艣 powa偶nie chora,
czy to co艣 co samo przejdzie?
Co?
Kiedy boli ci臋 g艂owa,
to mo偶e by膰 guz m贸zgu albo mo偶esz mie膰 kaca.
Sk膮d wiesz?
Wi臋kszo艣膰 ludzi wyczuwa r贸偶nic臋.
Jak?
Powa偶n膮 chorob臋 czuje si臋 inaczej?
Nie wiem. Zapewne.
Nie czuj臋 r贸偶nicy.
- Nie, skarbie. - Czuj臋 si臋 dobrze.
Ca艂y czas m贸wisz, 偶e powinno mi si臋 poprawi膰.
- Poprawia si臋. - Ale sk膮d wiesz?
Czuj臋 si臋 tak samo.
Uwierz mi, poprawia si臋. To troch臋 potrwa.
Sk膮d wiesz, kiedy przejdzie?
Lekarze b臋d膮 wiedzieli.
B臋d膮 wiedzieli, ale ja nie poczuj臋 偶adnej r贸偶nicy?
- To nie tak... - Po co ma mi si臋 poprawi膰,
skoro czuj臋 to samo?
Nienawidz臋 by膰 chora!
Dzi臋ki za wsparcie.
Ona ma racj臋.
Ty zacz膮艂e艣. Czemu gada艂e艣 o tym guzie?
Niewa偶ne. Zapomnij.
Wszystko b臋dzie dobrze.
Do zobaczenia za tydzie艅, ojcze.
Jak si臋 macie?
Bardzo dobrze, dzi臋kuj臋, ojcze.
Ojcze.
- Co s艂ycha膰? - Dobrze, dzi臋kuj臋.
- Lepiej. - To dobrze.
Mi艂o to s艂ysze膰.
- Nadal si臋 za was modl臋. - Dzi臋kuj臋, ojcze.
- S艂ysza艂a艣? - Wiem.
/Ha艅ba. /呕adnego wstydu.
Chcia艂am i艣膰 na gr贸b Alice.
Dobrze.
Mog臋 i艣膰 kiedy indziej.
Dobrze by艂oby wraca膰 jak rodzina.
- Dobrze, chod藕my. - Nie.
- Ju偶 dobrze. Id藕. - Na pewno?
Spotkamy si臋 w domu.
Nie znikn臋.
- To moja wina. - By艂am tylko w Leeds.
- Uciek艂 mi ostatni autobus. - My艣la艂em, 偶e ci臋 straci艂em.
Wr贸ci艂am.
Czekaj膮. Id藕. Nied艂ugo wr贸c臋.
Ruth nie idzie z nami?
Ma co艣 do zrobienia. Wr贸ci p贸藕niej.
- Kiedy? W 艣rod臋? - Przesta艅, mamo.
M贸wi艂em ci. To za艂atwione.
Mog臋 ci pom贸c?
Przepraszam.
Pewnie do spowiedzi?
Nie, ojcze. Ja tylko...
Szczerze m贸wi膮c, troch臋 mi g艂upio.
Ale nie wiedzia艂em, dok膮d p贸j艣膰.
Mam zgadywa膰, o co chodzi?
- By艂e艣 tu w 1967? - Tak.
Pami臋tasz Alice Bowen?
- Dlaczego pytasz? - Mieszka艂a w Marchlands.
Mieszkam tam teraz z rodzin膮.
S膮dz臋, 偶e Alice nadal tam jest.
Mo偶e porozmawiamy na osobno艣ci?
Mo偶e wy艂apa艂 jak膮艣 stacj臋 radiow膮.
- Ale to by艂a ta melodyjka. - Nie umiem tego wyja艣ni膰.
Wierzysz mi?
Wierz臋. Ale niewiele ostatnio sypiasz.
- Nie wydawa艂o mi si臋. - Tego nie powiedzia艂em.
艁atwo si臋 pomyli膰, gdy jest si臋 zm臋czonym.
Albo po艂膮czy膰 rzeczy bez zwi膮zku.
- M贸zg p艂ata ci figle. - Wiem, co s艂ysza艂am.
I to nie przywidzenia. To ma zwi膮zek z tym domem.
Co?
Nie by艂o ci臋 tu. Nie wiesz, jak by艂o.
To stary dom, a ty jeste艣 zm臋czona.
- To ma co艣 wsp贸lnego z Alice. - Z dzieckiem?
Z inn膮 Alice. T膮, kt贸ra tu mieszka艂a.
Z inn膮 Alice!
T膮, po kt贸rej imi臋 ma nasza c贸rka.
Teraz my艣lisz, 偶e nawiedza to miejsce?
Nie wiem. Mo偶e.
Na lito艣膰 bosk膮, Nisha! Co ty wygadujesz!
To 艣mieszne.
Najpierw stare zdj臋cie, potem to malowid艂o.
A teraz nawiedzona pozytywka!
Nie chc臋 tego s艂ucha膰. Wystarczy.
Nie chc臋 si臋 tym zajmowa膰.
Nie! M贸wi臋 powa偶nie.
S膮 wi臋ksze powody do zmartwienia!
Jak co?
Czym wa偶niejszym powinnam si臋 martwi膰, Mark?
Rysunek Amy. Nie mog艂a wiedzie膰.
C贸rka jest pod opiek膮 lekarzy?
M贸wi膮, 偶e to problem psychiatryczny.
M贸wi艂e艣 o tym lekarzom?
呕ona m贸wi, 偶e uznaj膮 mnie za wariata.
A co ona my艣li?
Zgadza si臋 z nimi.
Nie jestem lekarzem. Nie mog臋 miesza膰 si臋 do leczenia.
Te偶 mi nie wierzysz.
Tego nie powiedzia艂em.
Kt贸ra godzina? Co tu robisz?
Nie mog艂em spa膰. Musz臋 nadrobi膰 zaleg艂o艣ci.
- To wa偶ne? - Mo偶e kosztowa膰 prac臋.
Cholera.
Daj j膮.
Poradz臋 sobie.
Zostaw to. Ja to zrobi臋.
- Dlaczego nie wracasz do 艂贸偶ka? - A kto si臋 ni膮 zajmie?
Nie musz臋 by膰 najwa偶niejszy. Zajm臋 si臋 ni膮.
艢wietnie. We藕 j膮. Ja wychodz臋.
- Dok膮d? - Dok膮d zechc臋.
/Tutaj, mamo! /Tutaj!
/Mamo!
/Tutaj, mamo! /Tutaj!
/Tutaj, mamo! /Jestem tutaj!
- Zgubi艂a si臋 pani? - Nie. Wiem, gdzie jestem.
Tutaj Robert zostawi艂 Alice w dniu jej 艣mierci.
- Gdzie艣 tutaj. - Bardzo blisko pani domu.
Gdyby sz艂a t臋dy, mo偶e sta艂oby si臋 inaczej.
Niczego pani nie widzia艂a?
Nie.
Pan Bowen wszcz膮艂 alarm. Przyjecha艂a policja.
Nie dzia艂o si臋 nic niezwyk艂ego? 呕adnych pojazd贸w? Obcych ludzi?
Nie. Przykro mi.
Z艂o偶y艂am zeznanie. Nie mam nic do dodania.
Przepraszam. Chod藕, Olive.
B臋d臋 za tym t臋skni艂.
Za byciem z tob膮.
Jak teraz.
Spotkasz wiele dziewcz膮t.
Ty by艂a艣 pierwsza. Tego si臋 nie zapomina.
B臋dziesz t臋skni膰?
Kiedy naprawd臋 odejdziesz. Nadal jeste艣.
Na razie.
To wszystko, czego chc臋.
- Jest pi臋kna. - Prawda?
Jak to jest by膰 ojcem?
Dziwnie.
Patrz臋 na ni膮 i przemyka mi przed oczami dalsze 偶ycie.
Chodzenie. M贸wienie.
Szko艂a. Ch艂opcy. Uczelnia.
Praca. 艢lub.
Wnuki.
Jest jak wehiku艂 czasu.
Mog臋 dostrzec swoj膮 staro艣膰.
- Czy to co艣 z艂ego? - Troch臋 przera偶aj膮ce.
Kiedy wyje偶d偶a艂em, my艣la艂em, 偶e mog臋 robi膰 wszystko.
Wszystko zobaczy膰.
呕e wyl膮duj臋 gdzie艣 na drugim ko艅cu 艣wiata,
a nie po drugiej stronie miasteczka.
Ale chocia偶 wyjecha艂e艣 i wr贸ci艂e艣.
Niekt贸rzy z nas nigdy nie wyjechali.
Kiedy wyje偶d偶asz?
Jutro.
Mam tydzie艅, by si臋 urz膮dzi膰.
Jeste艣 podniecony.
Dam ci adres. B臋dziesz mog艂a przyjecha膰.
Ale ja b臋d臋 chcia艂 ci臋 zobaczy膰.
B臋dziesz mia艂 nowe 偶ycie.
Tu jest przesz艂o艣膰. Twoja przysz艂o艣膰 jest tam.
- A co z twoj膮? - To ona.
- Tutaj. - Nie musi tak by膰.
Mama zbyt d艂ugo si臋 mn膮 zajmowa艂a.
B臋dzie potrzebowa艂a kogo艣, kto zajmie si臋 ni膮.
Kto inny m贸g艂by to zrobi膰?
To nie w porz膮dku.
Takie jest 偶ycie.
Id藕.
Zaraz.
Zanim to zepsujemy.
Pami臋tasz Marchlands z czas贸w, gdy tu mieszka艂a艣?
Tak.
Kto tam mieszka艂?
Starsza para.
Mieli tartak w Airesdale.
Mieszka艂o z nimi dziecko? Dziewczynka?
Chyba mieli wnuczk臋.
Pami臋tasz jej imi臋?
Niestety.
Dlaczego pytasz?
Interesuj臋 si臋 domem.
Czasami czuj臋, jakbym wariowa艂a.
Te dziwne drobne zdarzenia.
D藕wi臋ki i... otwieraj膮ce si臋 drzwi.
To stary budynek.
Tak m贸wi Mark.
W艂a艣ciwie uzna艂 mnie za histeryczk臋.
Jakbym by艂a ma艂膮, g艂upi膮 dziewczynk膮.
Z pewno艣ci膮 tak nie my艣la艂.
Nie wiem. Bardzo si臋 ostatnio zmieni艂.
Znasz t臋 g艂uch膮 kobiet臋 z Forest Road?
Olive Runcie?
Jaka jest?
Chyba z ni膮 nigdy nie rozmawia艂am.
Troch臋 zna艂am jej matk臋 Liz.
Ale ju偶 nie 偶yje.
- Mieszka tam sama? - O ile wiem.
Typ samotnika, jak s膮dz臋.
Nie wolno ci tego m贸wi膰. Nie wtr膮caj si臋.
- Ale ma prawo wiedzie膰. - Co z obiadem?
Ju偶 prawie. Mo偶esz przyprowadzi膰 Ruth.
Nic nie wiesz. Powtarzasz tylko plotki.
M膮偶 Violet Slater s艂ysza艂, jak si臋 przechwala艂 w pubie.
Plotki. Chcesz zniszczy膰 ma艂偶e艅stwo syna?
- To nie ja post膮pi艂am 藕le. - Ale post膮pisz, je艣li mu powiesz.
Ty nie chcia艂by艣 wiedzie膰?
Na jego miejscu? Nie chcia艂by艣?
Nie.
Nie s膮dz臋.
W niekt贸rych przypadkach...
niewiedza to szcz臋艣cie.
Nigdy tak nie jest.
- Pi臋knie pachnie. - Siadajcie.
W imi臋 Ojca i Syna, i Ducha 艢wi臋tego.
Pierdo艂y.
Amy jest moim dzieckiem, Alice.
Mo偶e wydaje ci si臋, 偶e to du偶a dziewczynka,
ale to nadal ta kruszynka, kt贸r膮 trzyma艂em w dniu narodzin.
Z艂o偶y艂em jej wtedy obietnic臋.
Obieca艂em, 偶e zawsze b臋d臋 nad ni膮 czuwa艂.
A teraz siedz臋 i patrz臋, jak cierpi.
Nic nie mog臋 na to poradzi膰.
Tym razem to nie zale偶y ode mnie.
To zale偶y od ciebie, Alice.
Wi臋c prosz臋 ci臋...
w imieniu Amy...
i w swoim.
Prosz臋.
Prosz臋, zostaw j膮 w spokoju.
Co ty tu wyprawiasz?
Pomy艣la艂em...
Patrzy艂em, jak 艣pi.
Chod藕 do 艂贸偶ka.
Nie wiem, co to znaczy.
Nie wiem, co chcesz mi powiedzie膰.
To mia艂o zwr贸ci膰 moj膮 uwag臋?
Czego powinnam szuka膰?
To troch臋 kr臋puj膮ce. Jeste艣my s膮siadami
i nie pozna艂y艣my si臋 dot膮d, wi臋c pomy艣la艂am...
- Nisha? - Tak.
- Sk膮d wiesz? - Mark mi o tobie opowiada艂.
- By艂 tutaj? - Biega t臋dy.
- T膮 drog膮. - Tak, biega. Wi臋c?
- Czasami wpada. - Wpada? Naprawd臋!
Rozmawiamy. To wszystko.
- My musimy porozmawia膰. - To z艂y moment.
Na to 偶aden nie jest dobry.
- Powinna艣 wyj艣膰. - Musz臋 wiedzie膰, co si臋 dzieje.
- Dlaczego mnie ok艂amuje. - Nie mog臋 ci pom贸c.
- Tylko ty mo偶esz mi pom贸c. - Prosz臋.
Kwiecie艅 1988?
Od 6:52...
21 kwietnia...
do 20:12...
22 kwietnia.
37 godzin.
By艂am mam膮 przez 37 godzin.
Chyba s艂ysza艂am samoch贸d.
- Gdzie ojciec? - W ogrodzie, rozmawiaj膮 z Ruth.
Rozmawiaj膮?
Szcz臋艣ciarz. Ja nie mog臋 z niej s艂owa wydusi膰.
- Od jej nieobecno艣ci. - To nic takiego.
Wi臋c co to by艂o?
- Powiedzia艂a ci, co robi艂a? - Ucieka艂a ode mnie.
- Oskar偶a ci臋? - To by艂a moja wina.
Nie powinienem by艂 tak do niej m贸wi膰.
To 艣mieszne.
Dlaczego?
Dlaczego 艣mieszne?
O co chodzi, mamo?
Znasz syna Keith贸w? Tego studenta.
- Briana. - Tak.
Przechwala si臋 w pubie, 偶e sp臋dzi艂 noc z Ruth w Leeds.
Dobrze, 偶e utrzymujesz grz膮dk臋 Alice.
Musz臋. Bardzo j膮 kocha艂a.
Sadzi膰, patrze膰, jak rosn膮.
Dobry spos贸b, by pami臋ta膰.
Hodowali艣my tu kiedy艣 warzywa.
W czasie wojny. Evelyn si臋 tym zajmowa艂a.
/D艂ugo mnie nie by艂o.
/Kiedy wr贸ci艂em, /Paul ledwo mnie pozna艂.
- Evelyn w艂a艣ciwie te偶. - To musia艂o by膰 trudne.
Chyba trudniejsze dla tych, co tu byli.
Zmaganie si臋 z codziennymi sprawami.
Udawanie, 偶e wszystko jest normalne...
gdy nikt nie wiedzia艂, co si臋 stanie.
To naprawd臋 bohaterstwo.
To wojowniczka. Trudno zaprzeczy膰.
Nie chc臋, 偶eby Ruth wiedzia艂a.
Dlaczego? Powinna wiedzie膰!
Nie chc臋, 偶eby wiedzia艂a, co ludzie m贸wi膮,
偶e ty wiesz i mi powiedzia艂a艣.
Ale Paul...
Wychodz臋. Musz臋 pomy艣le膰.
Prosz臋 wej艣膰, ojcze.
- Wezm臋 p艂aszcz. - Dzi臋kuj臋.
To na g贸rze
- Nie masz 偶adnej torby? - Po co?
Nie wiem. Ze sprz臋tem.
Osikowe ko艂ki? Srebrne kule?
- Nie jestem Van Helsingiem. - Wybacz, my艣la艂em...
Mam wszystko, 偶eby pob艂ogos艂awi膰 to miejsce.
Panie zmi艂uj si臋 nad tym domem, strze偶 jego mieszka艅c贸w.
Niech twoje b艂ogos艂awie艅stwo towarzyszy im wsz臋dzie.
Uczy艅 ten dom miejscem mi艂o艣ci,
otocz go swoj膮 艂ask膮.
Przepraszam. Amen.
Chro艅 ich Panie we dnie i w nocy.
Amen.
A w tym k膮cie, ojcze?
- I przy drzwiach. - To nie odka偶anie.
Co si臋 tu dzieje, u diab艂a?
To ojciec Boyle. Poprosi艂em o pob艂ogos艂awienie domu.
- Co? - Ty musisz by膰 Amy.
Przesta艅. Zostaw j膮 w spokoju.
- Ja tylko... - Mam to gdzie艣. Wynocha!
Masz szcz臋艣cie, 偶e nie wezwa艂am policji.
Nie ma potrzeby.
Precz. I trzymaj si臋 z dala od mojej c贸rki.
- Zrozumiano? - Przepraszam, ojcze.
Zdurnia艂e艣 do reszty?
Co tu si臋 wyprawia? Ksi膮dz!
- A w czym to szkodzi? - W czym?
Odprawiasz te g艂upawe rytua艂y, dzwonki, kadzid艂a
i jeszcze pytasz o szkody?
A co z pierdo艂ami w twoich medycznych ksi臋gach?
艁ykasz bzdury ka偶dego, kto ma bia艂y fartuch.
Doro艣nij wreszcie! Powr贸t do 艣redniowiecza!
Takich jak Amy palili na stosie.
Pr贸buj臋 pom贸c.
Pomo偶e jej, jak zobaczy, 偶e jej ojciec wierzy
w uzdrowicielsk膮 moc magicznej wody?
Nie wiesz, o czym m贸wisz.
Odrzucasz inne mo偶liwo艣ci, chocia偶 nie wiesz wszystkiego.
Wiem, 偶e jeste艣 pieprzonym idiot膮.
/Robi膮c to, /zaszkodzi艂e艣 Amy.
/Sk膮d wiesz? /Nigdy jej nie s艂uchasz.
/Od miesi臋cy m贸wi艂a, co si臋 dzieje. /Nie chcia艂a艣 jej uwierzy膰.
- Alice? /- Bo jest chora.
/Dlaczego to do ciebie /nie dociera?
/Jest chora!
Je艣li to s艂ysza艂a, to 艣wietna robota.
Alice?
Amy?
Nie ma jej tu.
- Amy, gdzie jeste艣? - Amy! Wracaj.
- Poda膰 co艣? - Podw贸jn膮 whisky.
Zaczekaj na mnie!
Nastawi臋 czajnik.
Nie martw si臋, kochanie. Nied艂ugo wr贸ci.
Co si臋 dzieje?
Nie wiem, o co ci chodzi.
Co mu powiedzia艂a艣?
O Brianie Keithie. Mia艂 prawo wiedzie膰.
A偶 si臋 wierzy膰 nie chce.
- Dok膮d idziesz? - Poszuka膰 go.
S艂yszysz mnie?
Alice?
Ty jeste艣 Brian Keith?
- I co z tego? - Mo偶emy pogada膰?
- Mo偶esz si臋 przysi膮艣膰. - Na osobno艣ci.
O co chodzi? Kim jeste艣?
M臋偶em Ruth Bowen.
To ty?
Czego chcesz?
Czego chcesz?
呕eby艣 przesta艂 opowiada膰 bajki o mojej 偶onie.
- Bajki? Tak uwa偶asz? - Mam to gdzie艣. Masz przesta膰.
- I trzymaj si臋 od niej z daleka. - Ona te偶 tego chce?
Tak.
- Masz prawo m贸wi膰 za ni膮? - Jestem jej m臋偶em.
I oczywi艣cie ekspertem od jej pragnie艅.
Nic o niej nie wiesz.
Gdyby艣 wiedzia艂, czego potrzebuje, nie by艂aby nieszcz臋艣liwa.
- Stul pysk. - Nie ca艂owa艂aby mnie.
- Ostrzegam ci臋. - I nie rzuca艂a na mnie.
Przepraszam. Nic si臋 nie wydarzy艂o!
Nic si臋 nie sta艂o!
Chod藕. Zostaw go.
Chod藕. Wyno艣 si臋 st膮d.
Nie powinna艣 podchodzi膰 do brzegu. To niebezpieczne.
- Przepraszam. - Omal nie wpad艂a艣.
- Z艂apa艂a艣 mnie. - Mia艂a艣 szcz臋艣cie.
Widzia艂am, jak mija艂a艣 dom.
Przysz艂am zobaczy膰, czy wszystko w porz膮dku.
Nie powinna艣 by膰 tu sama.
- Uciek艂am. - Jak tu trafi艂a艣?
Zgubi艂a艣 si臋?
Nie, przyjaci贸艂ka mi pokaza艂a.
Gdzie ona jest?
To sekretna przyjaci贸艂ka.
Te偶 kiedy艣 mia艂am takiego przyjaciela.
Moja ma na imi臋 Alice.
W porz膮dku?
Nic mi nie jest. Olive mnie uratowa艂a.
Dzi臋kuj臋. Bardzo dzi臋kuj臋.
O co chodzi?
Widzia艂am si臋 z Olive.
Po co?
Chcia艂am j膮 pozna膰.
Dowiedzie膰 si臋, dlaczego mnie ok艂amujesz.
Ok艂amuj臋? W czym?
M贸wi艂e艣, 偶e pracowa艂e艣 w ogrodzie.
Tak.
Mia艂e艣 z ni膮 romans.
20 lat temu.
Odwiedzasz j膮, kiedy wychodzisz biega膰.
Tak si臋 z艂o偶y艂o.
Przepraszam.
Oboje zabrn臋li艣my w niedobre miejsce.
Wiem.
Naprawimy to. Obiecuj臋.
Mo偶e.
Ale nie dzi艣.
Musisz co艣 zrobi膰.
Co?
Gdy wyjecha艂e艣, Olive by艂a w ci膮偶y.
Dlaczego nie powiedzia艂a?
Ba艂a si臋, 偶e ka偶膮 jej usun膮膰,
wi臋c trzyma艂a to w tajemnicy.
Wyst膮pi艂y komplikacje i dziecko prze偶y艂o tylko kilka godzin.
To by艂 ch艂opiec.
Id藕, porozmawiaj z ni膮.
Teraz?
Czeka na ciebie.
A co z nami?
- Nic jej nie jest? - Na ile wiem.
- M贸wi艂a, 偶e mia艂a do艣膰 k艂贸tni. - Nie tylko ona.
- My艣li, 偶e to jej wina. - To wy艂膮cznie nasza wina.
Wi臋c co zrobimy?
Nie b臋dziesz mi wchodzi艂 w drog臋,
przestaniesz si臋 bawi膰 w rob贸tki r臋czne
i zostawisz Amy specjalistom.
- Jestem jej ojcem. - 呕adne usprawiedliwienie.
My艣la艂em, 偶e chcesz go zabi膰.
Chcia艂em.
Nie wiem, co si臋 z nami dzieje.
Nie wiem, co robi膰.
Je艣li chcesz mojej rady...
Wyjed藕cie.
- Co? - Zostawcie to.
Dom, matk臋, mnie, Alice.
Zbyt wiele wspomnie艅.
Utkniecie tu, je艣li zostaniecie.
We藕 Ruth i wyjed藕cie. Daleko.
Zapomnijcie o nas. Zacznijcie od nowa.
A co z mam膮?
To twoje 偶ycie, synu. Twoje i Ruth.
Nie rujnuj go dla matki. Nie warto. Uwierz mi.
M贸wi臋 powa偶nie.
Wyjed藕.
Nie m贸w jej, 偶e to powiedzia艂em.
A je艣li wyjedziemy st膮d i zaczniemy od nowa?
- Nie opuszcz臋 domu. - K艂贸c膮 si臋.
K艂贸c膮 si臋 o mnie.
Tego dnia Alice by艂a z tob膮.
www.NapiProjekt.pl - nowa jako艣膰 napis贸w. Napisy zosta艂y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.