Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W poprzednich odcinkach:
Mówię ci, przestań.
- Harold Snow. - Szpiegujesz ludzi.
Nie tam. Spotkajmy się w Packingtown.
- Masz piękną żonę. - Gene! Nakarmiłeś kota?
- Urządziła scenę na pogrzebie. - Nie panuję nad nią?
Wracam do domu.
- Senator? - Wdziałaś Spiveya?
- Pan Brattle. - Sida już pani poznała.
Przyjechałem tu zrujnować komuś życie.
- Umawialiśmy się. - I dotrzymam słowa.
Wystartuję w listopadowych wyborach.
To ona zamówiła artykuł o Felicity.
Kronika należy do Staghornów. Kontrolują wszystko.
Naprawię to.
ZAGINĄŁ KOT
Cześć, Trish!
Boże, Felicity. To było cudowne.
- Ty jesteś cudowna. - Gene, daj spokój.
Dam ci, co tylko chcesz. Kocham cię, cukiereczku.
W MATNI
Cyrus.
- Pani Dill. Chwileczkę. - Musimy porozmawiać.
Za chwilę.
Proszę kontynuować.
Wokół budynku staną mundurowi, tajniacy wmieszają się w tłum.
- Tu są szczegóły. - Doskonale.
Przekażę firmie ochroniarskiej. Przepraszam za ten krótki termin.
Cieszymy się, że odwiedziliście San Bonifacio ze swoją kampanią.
Po co pani tu przyszła?
- Jak mówiłam... - Każdy mógł to załatwić.
Pofatygowała się pani sama. W jakiej sprawie?
Kandyduje pani na burmistrza. Szuka pani poparcia.
Nie możemy go udzielić.
Pan Salazar to przyjaciel. Lojalność jest ważna.
A kompetencje?
To polityka, a nie stolarka.
Poza tym, pani wcale nie chce rządzić San Bonifacio w Teksasie.
To tylko pierwszy krok. Myśli pani o czymś więcej.
Proszę nie ukrywać ambicji.
To najbardziej uwodzicielski zapach.
I niech pani odróżnia walutę od dyplomacji.
Kiedy przychodzi pani po przysługę, lepiej mieć coś na wymianę.
Przeciwko takim zakulisowym układom zamierzam kandydować.
Jest pani przezabawna.
Gdy będę leciał do Waszyngtonu, popijając wyborową brandy,
będę wypatrywał pani cnót.
Z takiej wysokości powinienem dostrzec ich blask.
- Kłamiesz o mojej siostrze. - Kochałam ją.
Złotko, gramy w jednej drużynie.
Wal się.
Miło było.
Nie rozumiem.
- Świnka chce być zjedzona? - Co tu robicie?
Nikt mnie nie uprzedził.
Senator docenia twoje informacje, ale postanowił sam zakasać rękawy.
To znaczy?
- Spotka się z Brattlem. - Chyba żartujesz.
Ten człowiek chciał spalić ludzi.
Zamordował strażnika granicznego. Przyjaciela.
Spivey nie ma czystych rąk. Syryjska wioska al Namur.
Sprawdziłem to.
Wyśmienite figi, ale plony spadły w tym roku.
W glebie jest za dużo wapna.
- I co? - W al Namur jest masowy grób.
Dziesiątki ciał.
Przyjaźń cię zaślepiła. Żaden z nich nie jest święty.
Są narzędziami, które wykorzystujemy.
- Do celów senatora. - Tylko one nas interesują.
No i te podroby. Są naprawdę wyborne.
Nie mów, że straciłaś apetyt.
Szkoda. Zapomnij o Spiveyu. Spotkamy się z Brattlem.
Dobra.
Allegro.
Pani Ramirez dołączy dziś do nas. Proponuję, żebyś...
Nie przychodziła.
Pamiętasz tę przemiłą parę z Mount Airy, Gene?
Przynieśli suflet na sąsiedzką imprezę.
Pomyślałam, że spróbuję odtworzyć ten przepis.
Mam jajka, ser, jeszcze więcej sera...
Lucretia, spójrz na mnie.
Ostatnie miesiące były dla ciebie trudne.
Oboje popełniliśmy błędy.
Ale teraz może być inaczej.
Inaczej?
Wrócę dziś wcześniej.
Zjemy razem kolację. Obejrzymy twój ulubiony program.
- O starożytnych drogach. - Wcale nie jest o tym.
Jestem blisko sukcesu w pracy.
Minę pewną przeszkodę i zaczniemy wszystko od nowa.
- Przysięgam. - Nie kłam.
Tata mówił: nie wychodź za kłamcę.
Nie wyszłaś.
Dobrze, to ja zacznę trzeć ser.
Siedemnasta?
Doskonale.
Świetnie.
Wiesz, gdzie może być mój kot?
Nie. Ale myślę, że nasz los się odmieni.
Nie, tam nie jest bezpiecznie. Spotkajmy się w Packingtown.
Była przerażona.
Felicity powiedziała, żeby nie ufać glinom.
A ich komendantce?
Nawet nie będę zaczynał.
Zamówiła artykuł.
Pchnęła Felicity pod autobus, którym wjedzie do ratusza. Dlaczego?
Godzisz się na to?
Pytasz mnie jako prawnika czy jako...
- Kogo? - Kimkolwiek wtedy byliśmy.
No dobra.
- Chyba robisz to źle. Cindy! - Powinno boleć. Są zagraniczne.
- Do diabła! - Mam przestać?
Nie.
- Wytrzymam. Rób dalej. - Dziękuję.
Musisz poćwiczyć.
To było dobre!
- Chyba możemy skończyć. - Nie, to jeszcze nie to.
Cześć.
To takie zagraniczne.
- Możemy wejść? - Jasne. Zapraszam.
- Wpadliście towarzysko? - Informacje o Eve Raytek.
Komendantka policji?
- Możesz to zrobić? - Cindy, powiedz im, co mogę.
- Jest bardzo gibki. Może... - Wszystko.
Mogę zrobić wszystko. Za odpowiednią opłatą.
Pięć tysięcy.
Trzy.
I więcej cię nie uderzę.
Połowa teraz, połowa po robocie.
Singe idzie z tobą.
- Ona żartuje. - Spoko.
- Co? - Ty i ja, Murtaugh.
Wezmę sprzęt. Będzie fajnie.
- Dopisz do rachunku. - Na koszt firmy.
- Dzięki. - Allegra. Nie do wiary.
Twoja aura jest niesamowicie niebieska.
To dobrze?
Nie mam pojęcia.
Ale mnie to kręci.
Jasny gwint!
Odbezpieczony działa lepiej.
Tak sprawdzam.
- Nie potrzebuję niańki. - Zlecenie poszło dawno,
a Spivey jakimś cudem ciągle żłopie tandetne piwo.
- To nie takie proste. - Wiesz, dlaczego szef cię zatrudnił?
Albo jesteś najlepszym kilerem, w co wątpię,
albo najgorszym. Co oznacza, że nie chce go zabić.
Dlaczego miałby nie chcieć?
Cholerny Spivey.
Bydlak jest niebezpieczny, bo ludzie go lubią.
Zwłaszcza szef.
- A pan go lubi, panie władzo? - Kapitanie Colder.
Nie lubię go. To podły, antyamerykański gnojek.
Więc to załatwię.
Załatw. Albo ja to zrobię.
Ale wtedy nie tylko Spivey trafi do kostnicy.
- Wiesz, że zasiadam w Senacie? - Właśnie widzę.
Otwórz drzwi.
Okej.
Wykończysz mnie.
- Cyrus wie, gdzie jesteś? - Zabronił mi tu przychodzić.
Nie może ci zabronić.
A kto może?
Kiedy spotkam się z Brattlem?
- Umówię was. - Tak po prostu wystawisz Spiveya?
Tak będzie lepiej.
Jake jest stuprocentowym Teksańczykiem.
- Nie polubiłbyś go. - Sam jestem Teksańczykiem.
Wiesz, o czym mówię.
Poza tym, coś nas łączyło.
Pogadam ze Spiveyem, jeśli uważasz, że warto.
- Cyrus się nie zgodził. - Cyrus pracuje dla mnie.
- Umówię was na jutro. - Polecisz coś w tym mieście?
Podobno macie ładne zoo.
- Długo będziemy to ciągnąć? - Myślałem, że to lubisz.
Ja lubię.
Ja też.
Pogadamy, jak wrócę do Waszyngtonu.
Co my robimy? To dom komendantki policji.
Cindy zawsze powtarza, że nie należy się wahać.
- Co to jest? - Pineapple.
Ale nie ma nic wspólnego z ananasem.
Złapie sygnał wifi komendantki,
połączy się z urządzeniami i da mi dostęp do danych.
- To bardzo niepokojące. - Tak, zgadzam się.
- Chodźmy. - Gotowe?
Już sobie idziemy.
- Co teraz? - Wracamy do mnie,
zobaczymy, co mamy i czy w ogóle będzie to chciała.
Wszyscy chcą znać prawdę i po to mnie zatrudniają.
Kończy się to tak, że potem mnie nienawidzą.
W każdym razie, to zajmie kilka godzin.
- Napijesz się? - Jak coś wyjdzie, dzwoń do Allegry.
Mógłbyś nazwać mnie Riggsem. Myślałem, że się rozumiemy.
- Sala konferencyjna. - Dziękuję.
Dziękuję, że zgodził się pan spotkać.
Tato. Spotkanie poprowadzi Horace i reszta redakcji.
Będziemy je obserwować jako prezesi i wydawcy Kroniki.
- Horace. - Komendantko Raytek,
pani zdaniem,
jaki jest najważniejszy problem, z którym boryka się San Bonifacio?
Rządy Tony'ego Salazara doprowadziły do zastoju gospodarczego.
W jaki sposób chce pani tę gospodarkę ożywić?
- Dziękuję. Linda? - Londa.
Londo, dziękuję za pytanie.
W Packingtown działały wielkie fabryki.
Teraz leżą odłogiem.
Środki kierowane są do starszych, bogatszych dzielnic.
- Pomóc mu? - Tato, co się dzieje?
Ona wygaduje kolosalne bzdury!
Rozumiesz, czym jest to miasto?
Czy jesteś tępą krową? Nie, nie jesteś.
- Tato. - To miasto żyje.
Ma we wnętrzu szlachetne organy.
A Packingtown to jelito grube tego miasta.
Jego odbyt.
Miejsce zgnilizny i odchodów.
Pełne pasożytów.
A ty proponujesz je wzmocnić.
Meksykanów. Kobiety. Dorobkiewiczów jak Jake Spivey.
Nie, ty nie wygrasz wyborów w tym mieście.
Zgodzisz się nam służyć.
- Redakcja nie poprze... - Zamknij się, Londa.
Gene, jest 17.00.
Wal się. Mam dość.
Hej, mówi Luke.
Masz czas?
Nie, tam nie jest bezpiecznie.
Masz coś?
Niewiele. Wiedziałaś, że zamawia buty w Maine?
- Harold. - Za bardzo się nie wychyla.
Ma jakieś apki randkowe.
- Najwyraźniej lubi towarzystwo... - Nie obchodzi mnie to.
- Na pewno? - Tak.
Jest weteranką. Wiedziałaś?
Utrzymuje kontakt z kolegami z wojska.
E-kartki, grupy, takie tam.
Coś jeszcze?
Jest jedno "łał". Wiesz, kogo najczęściej wyszukuje?
Ciebie.
- To wszystko? - Na razie tak.
Ale grzebię dalej. Wpadnij później, dobra?
Czekaj, jest jeszcze coś.
Czy mówi ci coś nazwisko Clyde Brattle?
Halo?
Wiesz, że nie zajmuję się rozwodami.
- Byłeś dla mnie miły. - Przyniosę ręcznik.
Mój mąż
wywiózł mnie tysiące kilometrów od rodziny,
żeby bzykać się z inną kobietą.
- Zostawię mu ten dywan. - Nie tracisz głowy.
Spójrz na mnie.
61 kilogramów pierwszorzędnej
amerykańskiej ślicznotki.
Odchodzę, bo to dobry moment.
I jestem szybka. Nadążysz za mną?
- Co tu się dzieje? - Dawaj!
Muszę do toalety. Gdzie jest?
Tam. Pospiesz się!
Boże, Felicity. To było cudowne. Ty jesteś cudowna.
ARMIA USA 91. ZJAZD KAWALERII
Cześć.
Co to za muzyka?
Co?
Cześć! Wejdź, mamy małą imprezę.
- Panowie, wracajcie do biura. - Tak jest.
Nareszcie. Jedziemy z tym koksem.
No dawaj.
Spivey, pokaż się.
Jedziemy.
Jasny gwint!
NIE MUSISZ WRACAĆ. MAM TOWARZYSTWO.
O, nie.
Mam problem. Pomóż mi go rozwiązać.
Chryste, Jake.
Musiałam zdjąć twoją ochronę.
- Chrzanisz. Umawialiśmy się. - Dotrzymałam słowa.
Nieźle się narobiłam, sprzątając po tobie.
Ciała, pogorzeliska, uciekający imigranci.
- Trochę się to wymknęło... - Chłopie, obudź się!
Trzeba ruszyć Packingtown. Staghornowie już to blokują.
No cóż.
Bez immunitetu nic nie mogę zrobić.
- Musimy uzbroić się w cierpliwość. - Nie mów mi o cierpliwości.
Przez całe życie użeram się z dziadami w typie Staghornów
i zmieniam pieluchy takim jęczącym smarkaczom jak ty.
Teraz moja kolej.
Niech twoja dziewczyna to załatwi.
Nie jest moją dziewczyną.
Andiamo!
Dokładnie tak podają je we Włoszech.
Lucretia.
Szpiegowałaś moją siostrę?
Troszeczkę.
To źle, co nie?
Musiałam wiedzieć.
Była dla mnie taka miła. Na imprezie sąsiedzkiej.
Podobno zawsze taka była. Pomyślałam,
jak to możliwe, że ktoś tak miły
zrobił coś tak okropnego.
Możesz mi powiedzieć?
Dlaczego twoja siostra chciała mnie skrzywdzić?
Nie wiem.
Na szczęście jest ktoś w tej zapadłej dziurze,
kto może się dowiedzieć wszystkiego o wszystkich.
Dokąd chodzą, co robią,
jakie dźwięki wydają, kiedy się bzykają.
Wystarczy zapłacić. Wspaniałe, co nie?
Lucretia!
- Jest mój kochający mąż. - Luke, co się dzieje?
- Pójdziemy już. - Dobry pomysł.
Przepraszam za dywan.
- Co im powiedziałaś? - Przepraszam, wstydzisz się mnie?
- Co im... - Zabiłeś mi kota!
Musimy przejrzeć pliki Harolda.
- Szpiegował Felicity dla dwóch osób! - To przestępca. Słuchaj.
Dlaczego Felicity nie poprosiła cię o pomoc?
Jedyne, co zrobiła,
to zapisała ci polisę. Której nie przyjęłaś.
- Nie chcę forsy za jej śmierć. - Nie chcę twojej śmierci!
Ona też by nie chciała.
Wyciągnąłem cię z wozu, zanim wybuchł,
a ty ciągle do niego wracasz. Bez końca.
Może to i lepiej. Nie musiałaś się żegnać.
Wal się.
- Lucretia! - Mam coś dla ciebie.
Ciastka z domową polewą.
Nie znosisz słodyczy.
- Przepyszne. - Wiem.
- Co to za nadzienie? - Karmelowe.
Twoje ulubione.
Kocham cię, cukiereczku.
Podsłuchiwałaś mnie?
Możesz iść za to do więzienia.
- Każdy sędzia w Teksasie cię skaże. - Przestań.
Oby ten palant nie miał nagrań,
bo jeżeli ma, to osobiście go aresztuję!
I upewnię się, że zgnijesz w celi!
Rozumiesz, ty żałosna, nienormalna paranoiczko?
Gene! Będzie dobrze. Naprawię to.
Uwielbiam nowe banknoty. Przyjemnie leżą w dłoni.
Znalazłem jeszcze coś niezłego.
Mogę skorzystać z łazienki?
Tylko nie dotykaj matki kombuchy. Jest wrażliwa.
Ale mają kapelusze.
- O kurka. - Jak stado mew.
Powinnaś mieć taki do show. Dasz radę zrobić?
- Raczej tak. - Na pewno.
- Wystarczy trochę kleju. - Klej, trochę...
PRAWDA JEST W ŚRODKU
Co ona tam robi?
Nie wiem. Taka fryzura na pewno wymaga poprawek.
Skarbie, przyniesiesz mi krem z sypialni?
Dopiero usiadłem. Jestem zmęczony.
Wiesz, jak potrzebuję nawilżenia.
No dobra.
- Proszę. - Dobra. - Dziękuję.
Stoi na szafce nocnej. Tam go zostawiłam.
Z różową nakrętką i dzidziusiem.
- Tak, wiem. - Z masłem shea.
Przynieś to z masłem shea!
Ktoś przyszedł!
Jak zwykle coś. Spokojnie.
- Otworzę. - Hej, są mokre!
Proszę, proszę. Kogo my tu mamy?
Harold!
Na pomoc! O Boże. Słyszysz mnie? Boże!
Cześć, San Bonifacio!
Bardzo się cieszę, że mogę być tu z wami.
Wiem, że już nie produkujecie cukru, ale jesteście słodcy.
Dziękuję swojej pięknej żonie Soni, że jest tu ze mną.
Gdyby nie ta cudowna kobieta, nigdy bym tyle nie osiągnął.
Mamy ją.
To dzięki miłości, którą do niej czuję,
jestem wierny tym trzem wartościom.
Powtórzcie je ze mną.
Wiara, rodzina, lojalność.
Wiara, rodzina, lojalność.
Dzięki.
Znaleźli ją.
Nie sądziłem, że kogoś zabije.
Kochała tego kota.
Przykro mi.
Dzięki.
Chcesz coś? Kawy?
Pewnie.
NAJLEPSZY MĄŻ NA ŚWIECIE
- Cześć. - Snow?
Tak jest.
- Nie może pan... - Zajmę się tym.
Proszę, proszę. Wracają wspomnienia.
Ile lat temu widzieliśmy się w takim pomieszczeniu? 10?
- Dwanaście. - Dwanaście lat.
Niesamowite.
Stworzyliśmy niezły zespół.
Po twoim aresztowaniu zastanawialiśmy się z Danvillem,
dlaczego ktoś oskarżony o szantaż, zamilkł za kratkami.
Wiedziałam, że zjawi się ktoś taki jak ty.
I kiedy się zjawiłem, coś w tobie dostrzegłem, Allegro.
- Coś dzikiego, ale kontrolowalnego. - Do rzeczy.
Załatwiłaś Spiveyowi spotkanie. Gratuluję.
Pierwszy raz mi się sprzeciwiłaś. I ostatni.
12 lat temu cię z tego wyciągnąłem.
Bez oporów wsadzę cię z powrotem.
Na stałe.
Boże, Pika! Prawie dostałem zawału!
Lalo Levantes nie żyje. Brattle go zabił.
Zapłaci za to.
Nie chodzi tylko o niego. To to miasto.
Niszczy biednych, młodych ludzi, którzy chcą coś zmienić.
Ściera ich na proch.
Felicity.
Lalo.
My.
Czy to jest Packingtown?
Tak. Co o tym myślisz?
- Jezu, Jake. Park wodny? - Ludziom należy się trochę rozrywki.
Czas odebrać zabawki starym prykom. Raz na zawsze.
Załatwiłam ci spotkanie z senatorem.
Brawo!
Jutro rano.
To nasza ostatnia karta. Zostaliśmy sami. Musisz wygrać.
- Jasne, że wygram. - Nie słuchasz mnie.
Musisz wygrać.
Jedno spotkanie. Oboje będziemy wolni.
Dobra.
Zawsze miałem gadane.
- Powiesz mu wszystko. - Przysięgam na Gwiazdkę.
O al Namur?
To nie ja jestem tym złym.
Udowodnij to.
Senator to dobry człowiek. Wysłucha cię.
Jasne, skarbie. Jak chcesz.
Wyleję z siebie wszystko jak stary tankowiec.
Zostaliśmy sami.
Tekst: Hanna Osuch
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.