Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Octavio!
Octavia!
Bellamy?
Bellamy!
- Spokojnie. - Co to? Gdzie ja jestem?
Wszystko gra.
Bellamy? Obudziła się.
Kim jesteś?
Mogę zapytać o to samo. Octavia nazwała cię Hope.
Tak Diyoza nazwała swoje nienarodzone dziecko.
Diyoza? Octavia?
Ty...
jesteś ranna.
Pozwól, że się temu przyjrzę.
Nie, zaczekaj!
Bellamy!
Mamy towarzystwo. Pilnuj dziewczyny.
Uciekła. Możemy ją jeszcze dogonić.
Albo i nie.
Witam w klubie.
- Gdzie Bellamy? - To coś zabrało go do Anomalii.
O nie, czas wariuje. Musimy do niego dotrzeć.
- Nie trafisz czegoś niewidzialnego. - Przestań gadać. Utoruję nam drogę.
Za mną.
Witaj.
Miałam zacząć dziś szkołę. Co tu robimy?
Chciałam ci pokazać nowy dom.
Russell zbudował go dla Simone,
by przypominał jej farmę, na której dorastała na Ziemi.
Zanim spadły bomby.
Picasso jest w komplecie.
Możemy ją zatrzymać?
Dziękuję, Clarke.
Chodźmy do środka.
Chodź, mała.
Nie wiem, co gorsze: kłamstwo na temat Płomienia,
czy kazanie Madi, by udawała, że wciąż jest Komandorem.
Indra sądzi, że to podzieli Wonkru. Zgadzasz się?
Owszem.
Są nam potrzebni, by utrzymać pokój.
Ale...
martwię się o Madi.
Racja.
Utrzymajmy to w tajemnicy.
Indra może mówić w imieniu Hedy.
Ale Madi pozostanie z boku.
Niech nacieszy się dzieciństwem.
Chodź. Miejsca starczy dla każdego.
Bez urazy, Heda, ale potrzebują cię gdzie indziej.
- Gdzie? - Jesteśmy tu już dzień,
- a nie pokazała się Wonkru. - Nie dramatyzuj, matko.
W porządku, skarbie. Dokończ swój lunch.
Chodź, mała.
Chyba z nią w porządku.
- Owszem. - Dopiero będzie.
Nikt nie przestał być Komandorem.
Nie wiemy, jak wpłynie na nią usunięcie Płomienia.
Nie mówiąc o zawładnięciu...
- Nie ma Sheidhedy. - Na pewno?
Jasne. Nie chciałam...
Czułabym się lepiej wiedząc, że ten kod już nie istnieje.
Okej. Przy kolejnym kursie na statek matkę
przeszukaj komputer.
A w międzyczasie musimy ustanowić pewne porządki.
Nie tylko dla Madi, dla nas wszystkich.
Sanctum jest zniszczone, naszym zadaniem jest je odbudować.
Skupmy się na tym, a będzie dobrze.
Zjedzmy coś, by mieć siłę do pracy.
Jedna z nas musi reprezentować Komandora.
A ja jestem głodna.
Ech, te matki i córki.
Przepraszam.
W porządku, Raven.
Jest dobrze.
Jej funkcje motoryczne są w normie.
Madi, chodź jeść. Potem pokażę ci nowy pokój.
Okej, chodź, Picasso.
Widzę, że zajęłaś największą sypialnię.
Do zwycięzców świat należy.
I tak dzielimy się ubraniami.
W porządku, Clarke. Nasz pokój nie jest zły.
Nieco ciasny, ale da radę.
Może Daniel i Kaylee powinni zamieszkać w pałacu.
Uratowali ci życie, Miller.
- Wystarczyłoby podziękować. - Gadaj zdrów. Ten pałac...
Nikt w nim nie zamieszka. A na pewno nikt z nas.
Wizerunek najeźdźców jedynie utrudni nam zachowanie pokoju.
Pierwszy posiłek w nowym domu.
Za wszystkich nieobecnych.
I tych, którzy odeszli.
Zdrowie Abby.
Za Abby.
Hej! Co z tobą nie tak?
Nie będę patrzył, jak pije zdrowie kobiety, która zginęła przez niego.
Nie wiedziałem, co zamierza Russell.
Jasne? Uwierz mi, Clarke. Nie wiedziałem.
Wierzę ci.
Rozgrzebywanie przeszłości nie pomoże nam rozwinąć skrzydeł.
I utworzyć nowego ośrodka.
Co do...?
ZAUFAJ BELLAMY'EMU
Ludzie Sanctum stracili dawny styl życia,
ale wielu nadal wierzy w Pierwszych.
I winią nas.
Wiara to potężna siła.
I niebezpieczna.
Może wybuchnąć konflikt pomiędzy wiernymi oraz niewierzącymi.
A na dodatek są tu również Dzieci Gabriela.
Sanctum jest też ich domem.
Chcą śmierci Russella i tych, którzy w niego wierzą.
Póki co są sprzymierzeńcami.
Dodajmy do tego 36 kryminalistów z Ziemi,
którzy walczyli z Wonkru kilka dni temu,
i już wiemy, że utrzymanie pokoju będzie trudne.
Weźmiemy ich na muszkę?
Wonkru pozostaną uzbrojeni, dopóki reszta nie złoży swojej broni.
Armia pokojowo nastawionych kanibali.
Co może pójść źle?
Ile musimy czekać na wybudowanie ośrodka?
Dwa lata, o ile wszystko pójdzie po naszej myśli.
A więc trzy lata.
Skończcie się gapić. Pora brać się do pracy.
Heda.
Idź się czegoś nauczyć, dobrze?
Chronić ją?
Tak.
Ale zachowaj odstęp. I upewnij się, by dali jej spokój.
Zrozumiano.
Zbyt wielu ludzi.
Dobrze, że nie ma A.L.I.E.
Tu jesteście. Dzięki Bogu.
- Co jest? Znów reaktor? - Nie, chodzi o coś gorszego.
I co? Odebrało ci mowę?
Potwórz to, co mówiłeś.
Chwila. Nie rób mu krzywdy.
Trey, jest okej.
Chodziło mi o to, że ten pałac jest dla nich święty.
Na pewno znajdziecie sobie...
Nie przejmuj się moją żoną.
Bardziej szczeka, niż gryzie.
Fantastycznie. Durnie i kryminaliści. W czym jest problem?
Nie ma problemu.
Szukamy jedynie miejsca na nocleg.
To miejsce odpada.
Ten przybytek znajduje się pod opieką Dzieci Gabriela.
Akurat.
Być może nie słyszałeś,
ale twoi bogowie nie żyją.
I tym razem nie powrócą.
Powiedz to Russellowi.
Zrobię to.
Zanim spalimy go na stosie.
Myślisz, że tak odzyskasz utraconą miłość rodziców?
Stawiam na tych, którzy mają broń.
Nie ruszajcie, Dzieci Gabriela.
I tych również.
A teraz oskarżą o wszystko skazańców.
Nie, ale gdy obudziliśmy was, by oczyścić teren pod ośrodek,
zgodziliście się zostać w namiotach.
Pałac pozostaje pusty.
Również dla Dzieci Gabriela.
W porządku.
Dobra. Póki co zadowolimy się ochłapami.
Ale skoro mamy tu pracować,
to mam nadzieję, że to będzie „nasz ośrodek”.
Idziemy.
Jordan.
Nie pojawiłeś się. Mamy dla ciebie pokój.
Wolę zostać nad tawerną.
Ci ludzie chcą zobaczyć Russella.
Nie ma mowy.
Zobaczycie go, gdy będzie płonął żywcem.
Nie przesadzałbym.
Nie będziemy nikogo palić na stosie.
Koniec z tym.
A więc co z nim będzie?
Jeszcze nie wiemy.
- Ale ma opiekę. - Twoje słowo nam nie wystarczy.
Mówisz o kimś, kto zabił jej matkę.
Radzę podziękować i brać nogi za pas.
W porządku, Indra.
Zdaje się, że dogadujecie się z Jordanem.
A więc może zamiast mnie, spróbujesz zaufać jemu?
CZEŚĆ I CHWAŁA PIERWSZYM
Wiem, jak to jest.
Co znaczy stracić rodzinę 100 lat temu i wczoraj jednocześnie.
A czy ty zabiłeś swoją?
Tak sądziłem.
Pojmujesz jedynie cząstkę tego, jaki ból czuję w środku.
Dlatego nie jesz?
I jak mniemam nie śpisz?
Nie potrzebuję pokarmu ani snu.
Chcę śmierci!
Wyglądasz na zdziwionego.
A może to troska?
Po co tu jesteś?
Twoi ludzie chcą wiedzieć, jak cię traktują.
A czemu ci ufają?
Mniejsza z tym.
Powiedz, że traktują mnie lepiej, niż na to zasługuję.
A teraz wynocha!
Sądzę, że powinieneś to wziąć.
Przeszedłeś adaptację.
Teraz wierzysz w boskość Pierwszych, tak?
Nie.
Wiem, że po prostu się pogubiłeś.
A zatem powiedz mi, co ujrzałeś?
Widziałeś przebłysk.
Przebłysk?
Ukazujący prawdę większą od nas.
Tak.
Nie.
Sam nie wiem.
Niech zgadnę.
Zobaczyłeś to.
Ty również?
Oczywiście.
Stworzyłem całe Sanctum na obraz tego.
Ale co to oznacza?
Przestałem szukać odpowiedzi 100 lat temu.
To teraz twój krzyż, który musisz nieść.
I jeśli nie uczynisz tego samego mnie, to skończyliśmy tę rozmowę.
Bellamy!
Trzymaj się, jeśli mnie słyszysz!
- Co robisz? - Upewniam się, że nas nie śledzi.
Ale co? Spotkałeś kiedyś coś takiego?
Nie.
Hope! Przestań!
Nie chcę cię skrzywdzić.
Kim ty jesteś?
Gdzie jest Octavia i czemu wzięli Bellamy'ego do Anomalii?
Nie ma go?
Znasz go? Przypomniałaś sobie?
Nie.
Wołałeś go z namiotu.
To coś...
miałam w swojej ręce.
„Ufaj Bellamy'emu”.
Nie pamiętam, bym to tam chowała, ale chyba musiałam.
To kolejny kod.
Taki jak na plecach Octavii.
- Do czego służy? - Nie wiem.
Nie kłam!
Spokojnie. Octavia również straciła pamięć.
To pewnie na skutek Anomalii.
Czym ona jest?
Ty nam powiedz.
To ten dźwięk w tle.
Wypowiedziałaś imię Octavii, zanim ją dźgnęłaś.
Pamiętałaś je wtedy i pamiętasz wszystko też i teraz.
Anomalia nami manipulowała.
A ona straciła pamięć, gdy ustąpiła.
Zabierając Octavię.
Ale czemu tylko ją?
I skąd utrata pamięci?
To bez sensu, ale równocześnie niesamowite.
Musimy dotrzeć do Bellamy'ego.
Jak szybko biegasz?
Nie wiem.
Przekonamy się.
Po jednej stronie żołdacy, po drugiej gamonie.
Przestań.
Posłuchaj tego.
Kaylee zmieniła się dzięki miłości.
Isaac sprawił, że ujrzała, kim się stali.
Niczym farmer prowadzący prosię na rzeź.
Jackson tego nie chciał.
To nie ty zabiłeś Abby.
Zrobił to Russell.
Obiecałem, że nic jej nie będzie.
Zdradziłem im, że szpik kostny Abby wytwarza nocną krew.
Po to, by nas ocalić.
Pomogłem Josephine przekonać Abby, że jest Clarke.
Błogosławiony Daniel.
Niech będzie...
Przepraszam, mój panie.
Zajmę się tym.
W porządku. Chyba już mu wystarczy.
Chyba coś pomieszałaś. Sądzisz, że ja...
Daniel, możemy porozmawiać?
Daj nam chwilę.
- Udawajcie, że mnie nie znacie. - O czym ty mówisz?
To miejsce jest jak beczka z prochem.
Wspaniale.
Moralistka chce, żebyśmy byli Pierwszymi.
Już nimi jesteście. Klamka już zapadła.
Ale jeśli oni wierzą, że jesteście Danielem i Kaylee,
to możemy na tym zyskać.
Odpowiedź brzmi: nie.
Daniel!
Wini się za śmierć Abby.
To nie wróży nic dobrego.
I jak tam Russell?
- Co mówił? - Jest okej.
- Nie. Musimy mu pomóc. - Chodźcie.
Idziemy.
Dzieci Gabriela, ruchy.
- Znów się zaczyna. - Z drogi.
- Trey, zaczekaj. - Uwolnijcie Russella!
- Jak śmiecie go więzić?! - Zasługuje na gorszy los!
Musimy tam wrócić i uwolnić Russella.
- Chcą wyciągnąć Russella. - Pokażcie nam naszego boga!
Ukażcie go! Oddajcie nam Russella!
Przeniosę go do pałacu. Tam będziemy mogli go chronić.
Mieliśmy omijać pałac.
Każdy plan bierze w łeb
- z chwilą, gdy padają strzały. - A Dzieci Gabriela?
Będą źli. Albo to,
albo spalmy go na stosie i miejmy problem z głowy.
Hej, wielkie dzięki za pomoc.
Powiedziałem im tylko, że chce, by go zabito.
Zatem dajmy mu to, czego chce. Śmierć Pierwszym!
- Śmierć Pierwszym! - Brać go!
Musimy zrobić to teraz.
Śmierć Pierwszym!
Zewrzeć szyki i zatrzymać ich!
- Do tyłu! - Śmierć Pierwszym!
- Śmierć Pierwszym! - Cofnąć się!
- Zabić go! - Przenosimy cię w bezpieczne miejsce.
Śmierć Pierwszym!
Czemu chronisz tego, który zabił ci matkę?
Doskonałe pytanie.
Śmierć Pierwszym!
Śmierć Pierwszym!
Gdybym mógł zabić cię za to, co zrobiłaś,
nie zawahałbym się.
Wyprowadzić go.
Do tyłu.
- Tam jest! - No dalej!
- Cofnąć się! - Śmierć Pierwszemu!
Nie dotykać go! Precz z łapami!
- Nie damy go zabić! - Chwila!
- Dogadamy się! - Zejdźcie z drogi!
Przenosimy go dla jego bezpieczeństwa.
- Nie musi być ofiar! - Indra!
- Nie pasujesz tu! - Stać!
Tylko nie to! Nie!
Nie.
Niczego się nie nauczyliście?
Przepuśćcie ich.
Możemy ufać Wonkru.
W końcu...
jesteśmy jednością.
Tworzymy jedność.
- Tak. - Racja.
- Jesteśmy jednością. - Tak!
Tworzymy jedność.
Idziemy!
- Cofnąć się! - Ruchy!
- Naprzód! - Dalej.
Szybko.
- Cofnąć się. - Dalej.
„Jesteśmy jednością”?
To z dziennika Kaylee. Jej hasło, gdy zakończyła oblację.
Ale jesteś pociągająca.
Siostro.
To był mój pomysł.
Całkiem niezły.
Ale teraz Dzieci Gabriela chcą też i ich śmierci.
I pomyśleć, co ludzie zrobią, by zamieszkać w zamku.
Będziemy mieszkać w zamku?
Jeśli mają zginąć, to lepiej tam, niż na farmie.
Słuszna uwaga. Muszę się wysypiać.
W porządku. Póki co albo dopóki was nie zabiją.
Czemu je narysowałaś?
Nie wiem. Nudziłam się podczas prelekcji na temat Pierwszych.
Czemu wciąż wierzą, znając prawdę?
Czasem wiara okazuje się silniejsza.
Cześć. Wybacz spóźnienie.
Żaden problem. Nie gniewaj się, ale już zjadłyśmy.
Podczas gdy ty odbudowywałaś Sanctum.
I pomyśleć, że odbudowa społeczeństwa to taka ciężka praca.
Clarke.
Nieważne, że się spóźniłaś, najważniejsze, że tu jesteś.
Indra ma rację.
- Czeka nas dużo pracy. - Przestań!
Mów do mnie.
Wiem, jak to jest stracić mamę. Mogę ci pomóc.
Hej.
Ale ja nadal tu jestem.
Nie straciłaś mnie.
Ciebie nie.
Ale ona zmarła w moich ramionach.
Wiem, jakie to uczucie.
Cóż, kobieta, którą posłałam w przestrzeń, nie była moją matką.
Nic mi nie jest, Madi.
Pójdę się położyć.
Nie jestem z siebie dumna.
Nie bądź dla siebie taka surowa.
Dobrze to zniosłaś.
Można tak powiedzieć. Mi po śmierci ojca nie pozwolono płakać.
Byliśmy na wojnie. Dzięki temu jesteś silna.
I stałam się Obrońcą Płomienia.
Ale czego mam bronić, gdy go nie ma?
Wszyscy musimy znaleźć sobie nową ścieżkę.
Nigdy ci nie podziękowałam.
Płomień był dla ciebie wszystkim, a mimo to ocaliłaś Madi.
Nie wyobrażam sobie, jakie to musiało być trudne.
Dziękuję.
Powinnaś to zobaczyć.
Rysuje wspomnienia, które nie należą do niej.
Są Sheidhedy?
Nie wiem.
Mogą być każdego z Komandorów.
Przyjrzę się temu.
Cieszę się, że może na ciebie liczyć.
Dzień, w którym Wanheda pokłoniła się Hedzie.
Wybacz, że mnie to ominęło.
To zdaje się takie odległe.
Nowy świat, stare problemy.
Leć. Zostanę z Madi.
Dziękuję.
Chwila. W powietrzu jest zbyt dużo toksyn.
Nie chcę zobaczyć swojego ducha, a wy?
- Laserowe spluwy. Super. - Skoro strzela, to może też oberwać.
Kiepski strzał, bez względu na odległość.
Echo? Co ty wyprawiasz?
Testuję pewną teorię.
Teorię? Jeśli się mylisz...
Nie myli się. To coś nie chce nas zabić.
Nie obowiązują nas te same reguły.
Rozejrzyj się, Echo.
Cząsteczki poruszają się zależnie od ruchu.
- Jeśli się zbliżą... - Namierzę cel.
Musimy być przed tym, by zastawić pułapkę. Za mną.
Posłuchajcie.
Nadchodzi.
Nie ruszajcie się...
inaczej się do nas nie zbliży.
- Zabójca pozostanie zabójcą. - Kazałaś się nie ruszać.
Roan?
Nie zażyłaś antytoksyny. Echo, to nie jest prawdziwe.
Za kim pójdziesz, gdy zabrakło Bellamy'ego?
- Zamknij się. - Ciszej.
Cel w zasięgu.
- Odpowiedz na pytanie, Ash. - Kim jesteś, gdy nikt cię nie prowadzi?
Dziewczyną, która zabiła przyjaciółkę i ukradła jej tożsamość?
Ktoś bez honoru zrobi wszystko dla swej królowej.
Nawet zdradzi tego, którego twierdzi, że kocha.
Echo, jest już blisko.
Dam radę.
Musisz być cicho. Bez względu na wszystko.
Rozumiesz?
Hope, to dzieje się tylko w twojej głowie.
Na pewno mama i ciotunia po ciebie wrócą.
A teraz...
Nie, nie.
Schyl się.
Echo, oni tam są. Strzelaj. Pociągnij za spust.
Przepraszam.
Gabriel, musimy iść. Może być ich więcej.
Musimy wiedzieć, czym oni są.
- Gabriel. - Chwila.
To tylko człowiek. Ma takie tatuaże jak ty.
- Posłuchajcie. - Co to?
Anomalia. Ucichła.
Wyłączają ją.
- Co to oznacza? - Potrafią ją kontrolować.
Może zabierają Bellamy'ego i nie chcą,
- żebyśmy ich śledzili? - Idziemy.
- Bellamy. - Nie!
Zwolnij! Echo!
- Zamyka się! - Przejdziemy razem.
Różnica kilku sekund rozdzieli nas o całe miesiące.
Słyszeliśmy eksplozję. Raportuj, Miller.
Wysadzili kontener, by odwrócić naszą uwagę od pałacu.
Pod kwaterą Russella znajduje się tuzin jego fanatyków.
Wyznawcy zostali stłumieni.
Strażnicy są u ich drzwi. Poddali się bez stawiania oporu.
To była słuszna decyzja.
Nikt nie powinien ginąć za przekonania.
- A jest lepszy powód? - Zgadzam się.
- Co on tu robi? - Jest nieuzbrojony.
- Mamy pewne żądania. - Nie wychylaj się.
Wy chcecie pokoju, a my Russella.
Jego los zależy od mieszkańców, a nie od nas.
To jest również i nasz dom.
Wyrzucono nas stąd jak psy.
Moi rodzice nadal tu są,
ale nawet nie wiem, kim oni są.
To sprawka Pierwszych.
Przykro mi, że cię to spotkało.
Ale nie wydamy wam Russella.
Albo zginie on, albo Kaylee i Daniel.
Daj spokój, Nelson. Wiesz, że oni nimi nie są.
Oszukujecie, by prowadzić lud jak stado owiec. W porządku.
Ale Russell Pierwszy jest nasz.
Czekam do jutra do drugiej pełni.
Ten facet zasługuje na śmierć, Clarke.
Być może.
Ale nie chcę wychowywać dziecka wśród ludzi żądnych zemsty.
Clarke, on zabił ci...
W porządku.
- Rozgonimy fanatyków. - Nie.
Koniec z przemocą.
A zatem co zrobimy?
My nic.
Zrobi to Russell. Pójdę po Jordana.
Jest w tawernie.
Wzywajcie imiona Pierwszych w modlitwie.
Josephine...
Simone...
Priya...
Russ...
Wierni, zablokować przejście.
Chce zobaczyć Russella.
I tak byś mnie przeszukał.
Nie pozwoliłbyś, by ktoś wniósł broń na spotkanie z twym bogiem.
W porządku, Trey.
Możesz jej zaufać.
Przejście.
Nie rozkuli cię.
Nie pozwoliłem im.
Rozkaż ludziom, by opuścili pałac.
Powiedz mi, Clarke.
Jak można żyć dalej, gdy straci się wszystko?
Należy wziąć głęboki oddech,
a później kolejny.
I tyle.
Wydasz im ten rozkaz czy nie?
Zrozumiałabyś mój ból, gdybym zabił Madi, gdy miałem okazję.
Zaczekaj.
Mam coś dla ciebie.
Simone zostawiła je tu po swoim zmartwychwstaniu.
Należały do twojej matki.
Pomyślałem, że zechcesz je z powrotem.
To za moją matkę!
Wstawaj.
Tego chcesz?
Tak.
Zrób to.
Pociągnij za spust i uwolnij mnie.
Przepraszam.
Witaj, Russellu Pierwszy.
Podoba mi się twe nowe ciało.
Gdzie ja jestem?
Kim jesteś?
Od tej pory...
Jestem tobą.
Clarke, otwieraj drzwi!
Wygląda na to, że jednak spłoniesz.
Proszę, nie zostawiaj mnie tu.
Co powiedziałaby na to Madi?
Niech się pali.
Sanctum jest wolne!
Nie ma w nim żadnych królów, królowych ani Pierwszych!
Pałac nie jest nam potrzebny!
Jesteśmy ostatnimi z ludzkiej rasy!
I każdy z nas popełniał błędy.
Ale jutro Russell Pierwszy zginie za swoje czyny.
Tekst polski: Piotr Lipiec
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.