Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Jakiś czas temu w Monterrey, mieście na północnym wschodzie Meksyku,
rozkwitła kontrkultura znana ze swojej miłości do cumbii.
Jej członkowie nazwali się „Kolombia”.
Terko – osoba uparta, niechętna do zmian w swoim nastawieniu.
Ulises.
- Myślałam, że już wyjechałeś. - Co tu robisz?
Wpadłam, żebyś tak bardzo nie tęsknił.
- Jak to zrobiłaś? - No wiesz…
Jedźmy już.
Idź już, czekają na ciebie.
Cholera, Chaparra.
Dzwoń do mnie.
Terkos na wieki.
Panie Lo?
QUEENS, NOWY JORK, USA
W sprawie dachu?
Przyszedłeś naprawić dach?
Koleżko.
Tędy.
Po prostu wynieś śmieci.
Szybko pójdzie.
A tutaj masz korytko, farbę i sprzęt.
Może…
Skarbie, jestem w pracy. Oddzwonię.
Kocham cię.
Co sądzisz? To szybka robota.
Trzy tygodnie.
Cztery dni. Nie wal w chuja. Nie zapłacę ci więcej.
- Trzy tygodnie. - Nie ma mowy.
No to powodzenia.
Idziemy, stary. Co się z tobą dzisiaj dzieje?
Kto mówi?
Mam pozdrowienia dla ekipy.
- Jasne, brachu. Skąd dzwonisz? - Z drugiej strony.
Skąd?
- Z Nowego Jorku. - Powiało wielkim światem.
Kogo chcesz pozdrowić?
- Pozdrawiam… - Właśnie powiedziano mi,
że musimy coś ogłosić.
Ale zostań na linii. Albo pozwól, że zapiszę twoje słowa.
CISZA PODCZAS TRANSMISJI
Rząd federalny.
Drodzy obywatele, Meksyk doświadcza wielu przemian.
Od pierwszego dnia mojej prezydentury
bezpieczeństwo jest sprawą nadrzędną.
Poświęcamy mu najwięcej uwagi,
a każdego dnia wzrasta siła robocza…
Idziemy.
On może wam pomóc.
Przyszłam tu, by przekazać wiadomość
wszystkim cierpiącym, aby usłyszeli Słowo Boże.
Tylko on może odmienić wasze życie,
jak odmienił moje,
gdy byłam zdesperowana, smutna i samotna.
Przestań się tak ślinić, kolo.
Jesteś fanem czarnych kutasów?
Chyba któryś wpadł mu w oko.
Chodź już.
- Daj drugą. - Weź jedną.
Wezmę dwie.
Gdzie masz buty? To dla twojego bezpieczeństwa.
Nie bądź taki uparty.
Przepraszam.
Przyjacielu.
Przyjacielu.
Mógłbym zrobić ci zdjęcie?
Idealnie. Masz świetny styl.
Prowadzę stronę internetową,
fotografuję przypadkowych ludzi…
- Koleżko. - …poznaję ich…
On nie zna angielskiego.
Mógłbyś przez chwilę potłumaczyć?
- Zadam mu parę pytań - Nie da rady.
Zaraz wracamy do pracy. Wybacz.
Dobra. Dzięki.
- Wracamy do pracy. - No to jazda.
- Chłopak trafi na okładkę. - Czego?
Pewnie Animal Planet.
- Na pewno. - Z tym kogutem na głowie.
KILKA MIESIĘCY WCZEŚNIEJ
Zapraszam wszystkich do tańca.
Poczujcie rytm.
Pozdrawiam ekipę Diabłów ze 113.
Ręce w górę, jazda!
Śmiało.
Tak się tańczy cumbię.
Tak się tańczy cumbię w Monterrey.
A kogo my tu mamy? Widzę Pelones,
są też Esquineros. Wszyscy tańczą cumbię.
Zacznijcie się ruszać, bo dzisiaj…
Dzisiaj podkręcimy tempo.
Do wszystkich tu obecnych:
bawmy się i podążajmy za rytmem Kolombiano.
Zanurzmy się w kolumbijskiej muzyce i cumbii.
Odpalajcie silniki,
wczuwając się w rytm cumbii.
Właśnie tak. W górę ręce, świry.
W górę. Ruchy, ruchy.
Tak się tańczy.
Nie przestawajcie.
Ruchy.
Ruchy.
Cieszcie się cumbią. Poczujcie ją.
Viva la cumbia!
Co puścić?
„Cumbia Campesina” od Los Corraleros.
Nie ma sprawy.
- I pozdrowienia dla ciebie. Jesteś spoko. - Dziękuję.
Ulises.
I dla Payasos…
Skocz po colę.
…Chiquis, Pow, El Fresa, El Grano…
Na miłość boską, ogłuchłeś? Leć po colę.
…dla Chiqui i Niegrzecznych,
dla ziomali z Valle del Sol, Skandalistów,
a także dla Marquisa, Cres-bians i Świrów.
Co tam? Kopsnij na piwko.
Nie mam tyle hajsu.
- Nawet piątaka? - Nic.
Tragedia, kolo.
Chyba widziałem cię, jak tańczyłaś
Widziałem, jak się popisywałaś
Na placu mojego miasta
Tańczyłaś cumbię, tańczyłaś cumbię
A ja pamiętam tę cudowną melodię
Pamiętam, jak w tańcu powiedziałaś mi
Jakie to miłe
Jakie to miłe
- Biją Isaíego. - Kto?
Jakieś gnoje z kortów.
- A co ten dureń nawywijał? - Podobno ukradł jakieś łańcuchy.
- Rany. - Idziemy.
- Zaraz dostaniesz po łbie! - Goń się!
- Idźcie do Leona. - W końcu zejdziesz.
Spierdalajcie stąd!
Złaź.
Szybko.
Ulises. Dzieciak chce się z nami pobujać.
- Jesteś Kolombia? - No jasne.
- Jak się nazywasz? - Leo.
- Z kim latasz? - Z nikim.
Może spuścimy mu oklep?
Na pewno jesteś Kolombia?
Sorry za tę bluzę. Luźniejsze ciuszki zostały w domu.
Nie świruj. Przecież masz kaptur.
- Był tam już? - Nie.
No to chodź, Bluza.
Co tam? Uczysz się?
Nie, wyleciałem.
- Za co? - Dałem z liścia dyrektorowi.
- Bez jaj! - To było naprawdę Terko.
To radio jest do dupy. Same pozdrowienia, zero muzyki.
Skończ, nie jesteś Kolombia. I nie udawaj, że tak.
Myślę, że ta suczka słuchała Norteñas.
- Norteñas, serio? - Co za narkus.
Co tam? Tędy nie przejdziecie.
Nie mamy grosza przy duszy, León.
Nie zbieram myta. Skąd ten pomysł?
Jestem honorowym Terko.
To w czym rzecz?
Wychodziłem zza rogu i zobaczyłem opancerzone auta,
musiałem skręcić w alejkę, by je wyminąć.
Kuzyn właśnie napisał, że zamknięto ulicę.
- Kolejny gang? - To policja.
Pewnie na kogoś polują.
Lepiej zawróćmy.
Serio?
Właśnie, boisz się?
Nawet nie wiemy, co tam się dzieje.
Wracajmy.
Dorzućcie się do piwka.
- Znajdź pracę. - Przecież śpiewam w autobusach.
Nie jak wy, lenie.
Uważajcie, dzieciaki, tam jest paskudnie.
Też idę w tę stronę. Nie jestem głupi.
Uważajcie. Spokojnej nocy.
Spokojnie. To swojak.
Co tam, dzieciaki?
Co knujecie?
- Gliny odcięły nam drogę. - Kurwa.
Wiedzą, by tu nie przychodzić.
- A co to za jeden? - Bluza.
- Chcecie coś przyćpać? - Dzięki, ale spadamy.
- Nawet nie mamy kasy. - Idziecie już?
- Dokładnie. - Daj im trochę na próbę.
Serio nie trzeba. Zwijamy się.
- Jasne. - Dobra.
- Uważajcie. - Chodźcie.
Ulises. Chodź na chwilę.
Chodź.
Fajnie, że masz na nich oko.
Są tacy młodzi. Zwłaszcza Bluza.
Wygląda jak dziecko.
Chciałbym mieć takiego ziomala jak ty, gdy byłem dzieciakiem.
Ale nie miałem.
A jak rodzina?
- Spoko. - Tak?
A twoje rodzeństwo?
- Też. - Pewnie nieźle wyrośli.
To dobrze.
Przekaż bratu, że tęsknimy. Razem założyliśmy ten gang.
Szkoda, że tylu braci siedzi w pudle.
Chcesz zajarać?
Gdybyś nas potrzebował, wal jak w dym.
Czasem mu zazdroszczę.
Tutaj muszę walczyć o przetrwanie.
Pamiętam, jak byłeś dzieckiem.
Nie umiałeś mówić, a już tańczyłeś.
- Jasne, lecę. - Jak coś, wal.
Terkos.
Gwiazda.
Się wie. Trzymajcie się sztywno.
Jest za duża.
Nauczył mnie tego tatko w poprawczaku.
Nie spadnie.
Spójrz, twoja ulubiona.
- Spoko opcja. - Fajna.
Wór jak diabli. Jest świetna.
Zajebista.
Przyniosłem ją z domu. To jedna z moich ulubionych.
Ta czy inna?
Wygląda spoko. Pasuje do converse’ów.
- Fakt. - Jest kozacka.
- Wiadomo. - Kozacka czerwień.
No jasne.
Masz piękne oczy. Podkreśl je.
Jak zawsze uciekli. Pizdy.
Zwykłe siusiumajtki.
Nic nie skumali, goniliśmy ich aż pod ich teren.
I wtedy skończyła się bitka.
Wtedy się pojebało.
Dołączył Jeremy, Pekesillo i Ulises.
Biliśmy się z dzieciakami z Los Padres.
Dostali oklep, ale my też oberwaliśmy.
Ale ja nie uciekłem. Byłem z Isaíem i jego Terkos.
- Co nie? - No jasne.
Mów głośniej, pizdo.
- Jak facet. - No jasne.
- Głośniej, nie słyszę. - No jasne.
- Głośniej. - No jasne!
Wiecie, że mam wyjebane.
Biliśmy się i nagle pojawiły się gliny.
Jakże tęsknię za moją cudowną sawanną Utknąłem w górach
Czekam na chwilę Gdy wrócę do ojczyzny
Na moim osiedlu Panna, z którą byłem
Smutno mi, że to tak daleko
Cumbia zakwitła w moim sercu Z całej tej tęsknoty
Po policzku łzy spłynęły
Cumbia z duszy Ona wstaje wcześnie
Przed nieroztropnością I z wytrwałością
Szukam wytrzymałości
Jest mi bardzo smutno
Przez odległość
Jest mi bardzo smutno
Jestem tak daleko od ojczyzny
I jest mi bardzo smutno
Przez odległość
Jestem tak daleko od ojczyzny…
Pospiesz się, już późno!
Dureń nie może znaleźć fiutka, żeby sobie zwalić.
Ma się za gościa z Dragon Balla?
Z tej złości zaraz się przemieni.
On nie wejdzie.
Czemu nie? On tylko młodo wygląda.
Wpuść go. Przecież go znasz.
Przecież ciągle tu wpadamy.
- Daj spokój. - Wiesz co?
Dobra, właźcie.
Zatańczysz z moim kumplem?
To mój kolega. Dopiero co przyjechał z Meksyku.
Hej, papi. Zatańczymy do następnej?
- Wstydzi się czy pedał? - Chyba to i to.
Piosenka opłacona. Chodź tańczyć.
Wstawaj, kolo.
Chodź.
- Zatańcz. - Chodź.
Nie chcesz tańczyć?
Ta muzyka to szajs.
To kup mi piwo.
Chodź.
Daj forsę.
Skoczę po piwo, bo ta suka mnie nie cierpi.
Nawet lepiej, że nie chcesz tańczyć.
- Nie do takiej szmiry. - A do czego tańczysz?
- Kolombia. - Co? Kolumbia?
Taką muzykę lubię.
Kolumbia to nie muzyka, a kraj. Mój kraj.
- Serio jesteś Kolumbijką? - Jak połowa okolicy.
Jaką kolumbijską cumbię lubisz?
Sprawdzasz mnie?
Ile masz lat? Albo nie mów, bo będzie mi smutno.
Wiesz, jaką muzykę lubię?
Binomio de Oro. Lisandro Mesa.
Taką muzykę lubię.
Ja też! Posłuchaj.
„Cuando lo negro sea bello”. Wieki jej nie słyszałam.
Posłuchaj.
Brzmi dziwnie. Chyba bateria ci pada.
- I mnie też. - To tak specjalnie.
- Jest spowolniona, trwa dłużej. - Specjalnie? Ale po co?
W wolniejszą lepiej się wczuć.
Dzięki za piwo. Następnym razem naładuj baterie.
Pa.
Zabierz go. My jeszcze poimprezujemy.
Jasne. Wiesz, jak wrócić do domu?
W porządku. Idziemy.
- Ruchy. - Idę.
Dalej, Chaparra!
MOŻECIE MI ZAUFAĆ
Idziemy. Jebać to.
Ruchy.
Podoba mi się. I te grube krawędzie.
Wiedziałam, że wybierze ten.
Ile ci to zajmie?
Nie za długo.
- Do dzieła. - Robi się.
Przy nim mój dom
Od bardzo dawna
Nie możesz rozkazywać sercu
Zakochuje się samo
- Bez jaj. - Prawie trafiłeś.
- Prawie. - Hej!
Kopsnij jointa.
Wywiesimy nasz transparent. Nową flagę Terko.
Zrób jeszcze jedno, chcę być na fotce.
Pokażcie znak gangu.
Dalej, graj.
Naprawdę nieźle.
Kolumbijska cumbia!
Dalej, Terkos.
Dalej, Terkos. Tańczcie cumbię.
Co jest?
Dobra robota, Peke.
Jest i Pedro! Pokaż coś.
- Tańcz cumbię, mała. - Jazda.
Super.
- Siema, szef. - Co tam?
Witam w imperium kolumbijskiej muzy.
Monterrey, Nuevo Leon, Kolumbia. Niezrównani w okolicy.
Czego szukacie?
Czegoś fajnego. Wszystkiego po trochu.
Jasne, obczaj to.
Mam tutaj vallenato. Jest też sonideras.
Mam też parę spowolnionych, są naprawdę niezłe.
Niektóre z Peru, kilka z Argentyny.
A to?
- To moje, nie na sprzedaż. - Czemu nie?
Mam na nim całą moją muzę.
- Ile chcesz? - Daj spokój.
Skoro zostaje w okolicy, zrobię wyjątek.
To wasz szczęśliwy dzień.
Dwa tysiące.
- To dużo. - Nie przeczę.
- Do ilu opuścisz dla rodziny? - Daj spokój,
naprawdę warto.
Ale najniżej zejdę do 1500.
Zapłacimy w przyszłym tygodniu. Może być?
Jasne. Jeśli mówisz serio.
No jasne.
- To dla Terkos. - Dobra, 1500
- i jest wasz. - Stoi, szefie.
Idźcie z Bogiem. Uważajcie na siebie.
Musimy zacząć oszczędzać.
Nie możemy wydawać na alko i dragi.
Słyszeliście, ile ma tam kawałków?
Ta, kupę muzy z całego świata.
- Kopsnij pięć peso. - Nie mam.
- To na szczytny cel. - Nie bądź chujem.
Daj no.
Cokolwiek.
- Dobra, idziemy. - Ruchy.
Ile dał?
Co to miało być?
Widziałem, co odjebaliście.
Nie róbcie tak tutaj. Spierdalajcie stąd.
Czemu nie? To nasza szkoła.
No i? Macie tak nie robić.
O co ci lata? Nic do ciebie nie mamy.
I co, pizdy? Macie natychmiast
z tym skończyć.
Kolego, masz pięć peso?
A temu o co chodzi?
Spadajmy stąd.
- Na luzie. - Tak, zwijajmy się.
- Jebać to. - Przynajmniej coś nam wpadło.
Jebać to.
Co teraz?
Co tam?
Twoi już mi powiedzieli.
Zbieraliśmy hajs pod szkołą i chcieli nas odstraszyć.
I odstraszyli?
No co ty.
Wpadłem obadać sytuację.
To goście z konkurencji?
To banda cipek, które myślą, że uda im się nas wystraszyć.
Pokaż im.
Chodźcie, coś wam pokażę.
- Mówią mi Shadow. - I co tu robisz?
- Miałem coś sprawdzić. - Sprawdzić?
- Tak. - Wiesz, kim jesteśmy?
Cholera, odcięli mu głowę.
Uszło im to płazem.
Fakt. Wiem, że jesteście Terkos, ale Pelones aż po grób, nie?
Się wie.
Super.
- W razie potrzeby dzwońcie. - Dobra.
- Pozdro. - Piona.
Chaparra, radio.
Bateria padła.
Proszę, czujcie się jak u siebie.
- Łazienka? - Tutaj. Moment.
Śmiało.
- Odłóż piwa. - Gdzie?
Tędy, zamknij drzwi. Już puszczam muzę.
Obudziliśmy waszego kumpla.
Spokojnie, on nie gryzie.
Cześć.
Przywitaj się. Nie bądź niegrzeczny.
Podaj piwko, suczko.
Jak chcesz, wracaj do łóżka. Tylko nie wal konia.
Karuzela jedzie dalej.
Chcesz zatańczyć?
- Dalej, pokaż, jak się ruszasz. - Zatańcz.
- Dalej, tańcz. - Tańcz.
Dobra, ale ja wybiorę piosenkę.
Dobra. Pokaż, co potrafisz.
Zobaczymy, co go kręci.
Podaj kabel.
Dobra, ale nie zepsuj, bo będziesz oddawał hajs.
Co za gość.
Spójrzcie na niego! Kto by przypuszczał?
Czemu wyłączyłeś? Podobała mi się.
Nie chcę zepsuć głośników. Lepiej puszczę coś swojego.
Proszę.
Powinieneś tańczyć na ulicy, może zarobiłbyś na taco.
Co?
Pokaż, co potrafisz.
Nie spodobało ci się?
Chcesz być czarny, ale nie umiesz się ruszać.
- Co powiedziałeś, dupku? - A co, głuchy jesteś?
Spieprzaj, zanim stłukę cię przy ludziach.
Spokojnie. Z nowych zawsze są jaja.
Co za frajer.
Co?
Jebcie się, pizdy.
Hej, pizdo!
Jeden dolar.
- Mam iść na górę? - Co?
Tydzień temu Chińczyk mówił,
- że jest robota na dachu. - Chwila.
- Panie Lo. - Tak?
Pyta o robotę na dachu.
Pozbieraj śmieci, a potem znieś je na dół.
Śmieci. Na dół.
Jasne.
Do zobaczenia. Postaraj się.
- Hej? - Tak?
Ma pan może kabel…
żebym mógł…
Żebym miał światło. Powiem temu na dole.
Wybacz, nie chciałam cię wystraszyć.
Miałam sprawdzić, czy skończyłeś.
Już prawie.
POKOJE DO WYNAJĘCIA
Trzy, cztery, pięć, 50.
I trzy… Pięć dolarów.
Nie sprawdzisz?
- Co? - Nie sprawdzisz mnie?
Nie mogę co chwilę tam wchodzić.
Plecy mnie bolą.
A co z malowaniem? Malowanie,
- góra… - Nie. Może innym razem.
- Malowanie. - Innym razem.
Jasne. Dzięki.
Dzięki. Nie palę.
Czego słuchasz?
Nie rozumiem.
Mój hiszpański… słaby.
Co to za fryzura?
Twoje włosy.
Moje włosy?
Fajne są. Chyba.
Mogłyby być fajniejsze, ale i tak są spoko, co?
Mówisz po hiszpańsku?
Nie znam angielskiego.
Nie rozumiem.
To jedziemy na tym samym wózku. Ja nie rozumiem ciebie.
Pokażemy państwu moment,
w którym nauczycielka śpiewa z dziećmi podczas strzelaniny na zewnątrz.
Posłuchajmy.
Dzieci.
W porządku. Jesteśmy tu bezpieczni.
Ale nie wychylajcie się, proszę.
Zaśpiewamy piosenkę?
- Tak! - Zaśpiewamy… Już wiem!
A krople…
Odbierz, Chaparra.
Daj spokój, taniej nie znajdziesz.
Na twoim miejscu bym brał. To taniocha.
Im dłużej, tym taniej.
- Kim jesteśmy? - Pelones!
- Kim jesteśmy? - Pelones!
- Kim jesteśmy? - Pelones!
- Kim jesteśmy? - Terkos!
- Pozdrowienia dla Diabłów św. Mikołaja. - Terkos!
Pozdrowienia dla Ulisesa, Jeremy’ego, Bluzy, Isaíego i Chaparry.
I dla Wendy, Negry, Pekesilla, Chidy, Prendidy i wszystkich Terkos.
Zrobisz sobie z nami fotkę?
Naprawdę? Celebryta.
Ma się za kozaka, bo umie tańczyć.
- Już z nami nie gada. - Właśnie.
Przy takiej dupci nie muszę pić.
Wpadliśmy tam dla jaj i spójrzcie.
Wiedziałem, że ten na czatach coś knuje.
Gdy tylko mu wypadła, od razu ją zgarnąłem.
Mam ochotę ją włączyć.
Nie rób tego. Pewnie szukają tego gówna.
Tego nie da się namierzyć.
Można tylko gadać.
Jebać to.
Pewnie nawet nie naładowana.
Tu 31, pod drzwiami.
- …samotna matka? - Zgadza się.
Jaki rozmiar majteczek nosisz?
Żebyśmy z Toño i Seppy Boyem mieli jakiś zarys.
- Siedem. - Siedem, skarbie?
Z całym szacunkiem, jesteś bardzo seksi.
- Dziękuję. - Serio.
A ile masz dzieci?
- Tylko… jedno. - Jedno? Ile ma lat?
Niezły z ciebie świr.
- Świr. - Gość ma wyjebane.
A może kogoś pozdrowimy?
„Do cipki, która zgubiła radio.
Pozdro od wszystkich Terkos,
którzy dedykują ci tę piosenkę i każą się jebać”.
Co za agresja.
To moja piosenka.
Wolę wolniejszą wersję.
Zaraz cię zwolnię z noszenia majtek.
Chyba śnisz.
Jak tam uważasz.
Z drogi, coś jedzie.
Wy dwaj. Do środka, już.
Liczę do trzech. Jak nie wejdziecie, zajebię.
- Ruchy. - Do środka, pizdy!
Właźcie. Szybciej, kurwa!
Ruchy. Zamykaj!
Ty spierdalaj.
Ruszaj!
Nie wychylać się, skurwiele.
Tacy z was twardziele? Chcecie forsy?
Weźcie się za robotę.
Pracujcie, zamiast żebrać jak pizdy.
Znaleźć wam zajęcie? Pracy tu pełno.
Jak jesteście cipami, siedźcie w domu.
Jak jeszcze raz zobaczę was na ulicy, zajebię.
Macie się za kozaków? Ja tu rządzę.
Odpowiadaj, pizdo.
I przestańcie się tak ubierać, pizdy.
Albo was, pizdy, wystrzelam. Zrozumiano?
Dobra, wypad.
Wypierdalać!
- Zamknij się. - Powiedz: „Zamknij się, Sappy”.
- Skąd dzwonisz? - Ulises, wyłącz to gówno.
Gdzie dokładnie w San Berna?
- Z… - Nie wie.
Twój brat dopiero zasnął. Wyłącz.
Skąd w San Bernabé?
Skąd?
Ile masz lat, skarbie?
- Dwadzieścia osiem. - No proszę.
- Nieźle, stary. - Masz męża?
Do kurwy nędzy!
Mówiłam, że go obudzisz, ale jesteś zbyt uparty!
Wypierdalaj stąd! Już!
Byliście szczęśliwym małżeństwem?
Nie szczęśliwym, ale…
Mów, że po prostu małżeństwem.
Chodź, Jeremy.
Zostań.
Chodź, Jeremy.
Jeremy.
Chodź, stary.
- Nawet na ciebie nie zaczekali. - Nic o tym nie wiem.
- Masz przejebane. - Nie wiedziałem, ziom.
- Już nie żyjesz. - Nie wiedziałem. Co mam robić?
Nic. Ty i twoja rodzina już nie żyjecie.
Nie wiedziałem, serio.
Szybko, mamo.
Ostrożnie! Rany.
Uważaj na małą.
- Ostrożnie. - Szybko!
Nie mają już z nimi kontaktu.
Co teraz?
Znam jeszcze kogoś z północy, ale nie wiem, czy was stać.
Ile chcą?
Pomóż mi.
Widzisz, co się dzieje, gdy zgrywasz zbira?
Zniszczyłeś życie całej rodzinie.
Robię to dla twojej mamy.
Ta kobieta dość już wycierpiała.
Z nikim nie rozmawiaj!
Ktoś wie, że tu jesteś?
- Nie wiedziałem. - Do kurwy nędzy!
Halo?
Zapytaj, co tu robi.
- Znasz go? - Pracuje dla dziadka.
Cześć. Czemu tu śpisz?
- Dzwonimy po gliny? - Zapytaj go.
Pracujesz… dla jej dziadka?
- Tak. - Mówi, że tak.
Wiem, mówiłam ci.
Spytaj, czemu tu wczoraj przyszedł.
Dziadek wie, że tu sypiasz?
Może obudźmy go i zapytajmy.
Skoro dziadek ci pozwolił, czemu wszedłeś po drabinie?
O co zapytałeś?
- Wezwijmy policję, Lin. - Zostawiłeś coś.
Mów, czemu się tu włamałeś.
Pyta, czemu tu sypiasz.
Jebani współlokatorzy obili mi gębę.
- Co powiedział? - Czemu cię obili?
Ich było kilku, ja sam.
Tak, ale dlaczego wdałeś się w bójkę?
Śmiali się z moich włosów i tego, jak mówię.
Gnębili go z powodu fryzury.
Powiedz, że ma fajny styl.
Jej podoba się…
twój styl.
Pojedynczo bym ich pokonał. Ale było ich czterech.
Kto zrobił mu włosy?
- To istotne? - Zapytaj.
Ciekawi ją, kto ci zrobił włosy.
- Ja sam. - Mówi, że to jego dzieło.
I co teraz zrobi?
Masz gdzie spać?
Coś wymyślę.
- Nie ma dokąd pójść. - Czemu?
Nie wiem. Wydaje się podejrzany.
Skąd jesteś?
Z Monterrey. Chujki, z którymi mieszkałem…
A ty skąd?
Stąd, ale moi rodzice z Puebli i Guerrero.
- Kojarzysz? - Nie.
Ja też nie znam Monterrey. Od dawna w Nowym Jorku?
Nie.
Co się dzieje?
- Powiedział, skąd jest. - Znasz to miejsce?
- Słyszałem o nim, ale myślę, że nie… - Nie myśl, tłumacz.
Co ona powiedziała?
Ona… nie wie, czy może ci zaufać.
Spokojnie. Pójdę sobie.
On chce już iść. Ja zresztą też.
Czemu?
Dziewczyna bardzo się przejęła.
Mówię jej, że chcemy już iść,
ale ona wciąż zadaje pytania. Po prostu idź.
Przepraszam.
Kolego…
Przekaż, że wiem, że nie mogę zostać, ale może mi zaufać.
Ty też. Nie chcę kłopotów.
Jestem Lin.
A ty?
- Ulises. - Luises?
Mam 16 lat. A ty?
Szesnaście. A ty ile?
Siedemnaście? Miło cię poznać.
Na osiedlach Monterrey
cumbia znalazła drugi dom.
Tutaj tańczy się ją inaczej, a ludzie zaczynają bardzo młodo.
- Jak się nazywasz? - Ulises.
Świetnie. Ile masz lat?
Cztery. Świetnie. Pokaż, jak się ruszasz.
To ja.
Byłeś uroczy!
Masz inne filmy, jak tańczysz?
Co?
Czy teraz… też tańczysz?
Co? Mam tu zatańczyć?
Odbiło ci?
Film…
jak tańczysz… niedawno?
- Spójrz. - Gdzie to jest?
- W Monterrey. - Który to ty?
Gdzie… ty?
Tutaj.
To ty?
Jesteś niesamowity.
Jest też moja ekipa.
Boże!
Pekesillo, Isaí.
Chaparra.
Jest nawet Negra.
Nie widzę Jeremy’ego. Pewnie był z jakąś panną.
Tęsknisz za nimi?
Ja, Jeremy, Chaparra, Negra, moja ekipa.
- Byliśmy… - Przyjaciółmi?
Tak. Jesteśmy… Terkos.
Terkos.
Jest wiele podobnych gangów.
Są Guachalokos, Babylokos, Gobliny,
Złe Psy, Recydywa i wiele innych.
- Oni wszyscy… - Wszyscy?
Wszyscy tworzymy gwiazdę.
Gwiazda.
A gwiazda…
Jesteśmy bardziej verga…
Verga czyli dobrze, nie?
- Tak. - Vergas.
A gwiazdę wybraliśmy,
bo jest pięć punktów na mapie.
Pięć punktów na mapie.
Na… mapie?
Na mapie Monterrey.
Łącząc te punkty…
tworzysz gwiazdę. W ten sposób.
Dlatego wasz symbol to gwiazda!
Właśnie tak, tworzą gwiazdę.
W ten sposób.
Ten z tym.
Ale super, to gwiazda!
O tak.
Chwila.
Muszę iść.
Gdy pójdziesz dziś na górę…
proszę, bardzo późno.
Gdy wejdziesz na górę… bardzo późno.
Uważaj… na mojego dziadka…
albo policję… żeby cię nie widzieli.
Uważaj, dobrze?
Dziękuję, Lin.
DLA ULISESA OD LIN
Gwiazda!
Co to?
Dzięki za wszystko.
Robisz tu imprezę?
Znalazłem sposób na zarobek.
- Pieniądze. Taniec. - Co?
Taniec… metro.
W kolejce.
Taniec w metrze za pieniądze.
Rozumiem.
Niżej.
- Co? - Twoje włosy.
Co z nimi?
Moment.
Właśnie tak.
Też muszę zmienić fryzurę, ale nie mam czym.
Ale dla ciebie mogę zrobić coś innego.
W metrze będziesz musiał wyglądać verga.
Spójrz, ten kolor jest verga.
Nie używaj tego w każdym zdaniu.
- Co? - Nie powtarzaj go za często.
Ale ten kolor jest verga.
Jak ci to wyjaśnić.
Nieważne.
Przestań!
Przestań!
Chodźcie, przyjaciele. Ustawcie się w kolejce.
- Spokojnie. - Starczy dla każdego.
- Proszę. - To od kartelu „F”.
Ustawcie się w kolejce.
Rząd i policja nic dla was nie robią.
A my rozdajemy wszystkim jedzenie.
Każdy dostanie. Chodźcie.
Kolego, masz pozwolenie na głośniki i tańczenie?
Potrzebujesz pozwolenia na głośniki.
- Pierdol się! - Wystarczy zadzwonić pod 311.
Pierdol się!
Cześć, siadaj.
Nie szukasz asystenta?
Nie.
A nie wiesz, czy ktoś szuka?
Nie, wybacz.
Dziękuję.
UWAŻAJ NA SIEBIE TĘSKNIMY
NIE ZAPOMNIMY O TOBIE LICZYMY DNI
CZEMU SIĘ NIE ODZYWASZ? ZAPOMNIAŁEŚ O NAS?
Cześć. Czekałam na ciebie.
Jak było?
Czego chcesz?
Jak było?
Taniec? Metro? Pieniądze?
Szczerze mówiąc, nie wyszło.
Chce mi się spać.
Gdzie książka, którą ci dałam?
Nie rozumiem cię.
Dlatego pytam o słownik.
Czego szukasz?
Zarobiłeś aż tyle?
Czego chcesz, Lin?
Słownika.
Ja…
chciałam…
dowiedzieć się…
jak dzień…
taniec, metro, pieniądze i ty. Dobrze?
Nie tańczyłem.
- Nie. - Żadnego tańca.
Nie poszedłeś? Nie tańczyłeś? Nie zarobiłeś?
Chodzi o to… że nie mogę robić tego sam.
Sam? Bez vergas?
Kurwa, nie rozumiem.
Sam?
Nie lubisz tańczyć sam?
Ty… denerwujesz się?
Tak.
Niedobrze!
Wiesz co, Lin?
Jestem zmęczony. Pogadamy jutro.
Co?
Rozumiem. Wymyślę coś.
Dobranoc.
Dobranoc, Lin.
Wiesz co?
Obce dziewczyny ze szkoły zaprosiły mnie…
Zaprosiły nas na imprezę.
- Co? - Impreza.
Impreza… taniec?
Nie rozumiem.
Twoje włosy…
Ogarnij je.
Jesteś głodny?
Przyniosę ci coś.
- Pójdzie po tego drinka? - Tak.
Sporo się widujecie? Jak to z wami jest?
Pracował u mojego dziadka.
Przyjaźnicie się? A może coś więcej?
Jak ci mija dzień?
Unikasz odpowiedzi.
Więc jak?
To raczej nie przyjaźń…
- Coś więcej? - Tak.
Już mam.
O czym rozmawiacie?
O… szkole.
Nie powiedział słowa po angielsku.
Nie zna angielskiego?
Jest tu nowy.
Ta muzyka jest do dupy.
- Co? - Muzyka jest do dupy.
Mnie pasuje.
Gość ma swój styl.
Rozejrzę się.
- Uczy mnie języka. - I znasz już hiszpański?
Trochę.
Uczysz go angielskiego?
Fajna fryzura.
Postawili blokadę na ulicy Alfonsa Reyesa…
Halo, synu?
Co się dzieje? Czemu nie dzwoniłeś?
…autobusy zablokowały przejazd.
Ktoś rozmawiał z kierowcami…
Głupi jesteś?
…kazał im wysiąść…
Gdy tylko poczujesz, że już pora,
albo najdzie cię ochota na powrót,
zapomnij, że masz matkę. A wiesz czemu?
Bo gdy tylko się tu pojawisz, durniu, nie będę miała syna, bo cię zabiją.
Może masaż? Szukasz towarzystwa?
Nie wejdziesz tu.
- Ja do znajomej. - W tych ciuchach nie wejdziesz.
To Gladys, Kolumbijka.
- Zawołaj ją. To pilne. - Wszyscy tak mówią.
Zawołaj! To moja mama.
Wiem, że wiele tu przeszedłeś.
Ale nie jesteś pierwszym ani ostatnim.
A może myślałeś, że pierwszego dnia zaproszą cię do Białego Domu?
Nie, kolego.
Już cię znudziłam. Zasypiasz.
Po prostu się nie wyspałem.
Można rachunek?
To tu.
Możesz się tu przespać.
Uznaj to za wzajemną przysługę.
Ale pamiętaj.
Możesz spać tu.
- Słuchasz mnie? - Tak.
Włącz muzykę.
- Co? - Potrzebuję prywatności.
Lepiej wyłączę tę szmirę.
Jestem tu dziś sam i smutno mi
Jestem tu dziś sam i smutno mi
Myślę o pięknej róży
Pamiętam, co mi powiedziałaś
Do ciebie należy moje serce
Pamiętam, co mi powiedziałaś
Do ciebie należy moje serce
Jeremy. Ludzie z Terkos! Ulises!
- Cieszmy się cumbią. - Tańczmy!
Bawmy się!
- Kim jesteśmy? - Szalonymi Terkos!
Jak się spało?
Dobra, Ulises.
Zjedz coś. Weź chleb.
- Mogę skorzystać z łazienki? - Śmiało.
Wszystko będzie dobrze,
ale nie nachodź mnie więcej.
Zapomnij o przeszłości.
Dzięki.
Gdzie byłeś?
Kto to?
Kto to?
Nikt.
FARBY I INSTALACJE WODNO-KANALIZACYJNE
Dzień dobry, Monterrey! Cóż za piękny poranek dla cumbii,
która zmyje wam śpiochy z oczu i da radość życia.
Kogo my tu mamy? Zacznijmy od porannych pozdrowień.
Dla Asy, Jahira
i Crazy’ego z dynastii.
Dla Sprytnego z Zapaty,
który buja się po El Encanto w środy i niedziele.
Pozdrawiamy też Chuchi…
OK, mamo.
…Piloku i Świrów. A także Peki…
WYJAZDY NA ZAKUPY
Wstąpimy po drodze do Bed Bath & Beyond?
Nie!
Nikt nie pyta was o zdanie.
Musimy kupić pojemniki.
Mamo, dziś ruszają wyprzedaże,
nic dla nas nie zostanie.
…I Smoczą Ekipę, a także wszystkich z Siódmego Listopada.
Mamy też pozdrowienia od Szalonych Terkos,
życzą komuś udanej podróży.
Powodzenia, pozdrawiają cię.
Specjalnie dla ciebie przyszli tu z wielkim transparentem.
Chcieli się pożegnać i życzyć ci dużo szczęścia.
A teraz nieco muzyki. Mamy nadzieję, że ci się spodoba.
Jazda.
- Miłej podróży. - Dzięki.
Jutro z samego rana
Mówiłem ci, skarbie Twój ukochany ruszy w podróż
Zostałaś tu we łzach
Bo nie możesz jechać ze mną
Ale zostaniesz w moim sercu
Zostaniesz w moim sercu
Zostaniesz w mojej piosence
Jeśli nie możesz przyjść
Zostaniesz w moim sercu
Zostaniesz w moim sercu
I zostaniesz w mojej piosence
Koleżko, wszystko gra?
W porządku?
Jesteś cały?
Nie. Wszystko gra? Chodź.
Chodź.
Spokojnie.
Przemyśl to. To długi proces.
A najlepiej, żeby się nie spieszyli.
Wiesz, że nie ma odwrotu.
Jeśli wrócisz i cię aresztują, trafisz prosto do więzienia.
Nie wrócę.
KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ
Dobra, słuchajcie.
Niech wyczytani wstaną.
Lucas Remedio Tomás.
Mega Mega Julián.
García García Esteban.
Porzuela Benites Estaquillo.
Sin Ferias a Secas Ulises.
Ramírez Solar Karla.
Uribe Santos Jonathan.
Za tragedię Meksykanów odpowiada częściowo fakt,
że graniczymy z największym konsumentem narkotyków
i największym eksporterem broni.
Co roku płacą miliardy dolarów
kryminalistom dostarczającym ogromne ilości narkotyków.
Wydałem rozkazy, wzmagając obecność wojska
w aglomeracji Monterrey na północnym wschodzie kraju.
Dziękuję.
Rząd federalny.
Dzień dobry. To piękny poranek dla cumbii.
Zacznijmy od piosenki w najlepszym radiu, w którym usłyszycie vallenatę.
Jakże tęsknię za moją cudowną sawanną
Utknąłem w górach
Czekam na chwilę
Gdy wrócę do ojczyzny
Udałem się do Doliny Pubenzy
Z całej tej tęsknoty
Cumbia zakwitła w moim sercu
Posłuchajcie, przyjaciele!
To nie miejsce na łzy. Ten człowiek zawsze szedł naprzód.
Też musimy iść naprzód, prawda?
Prawda? Wszyscy jego kumple wiedzą, o co chodzi.
Oklaski dla lsaíego!
Co jest, Chucky? Zagraj coś!
Jest trzecia rano Nie kontroluję nerwów
Gdy zdałem sobie sprawę Musiałem zacząć kraść
Zawiodłem wszystkich Sam spaliłbym mosty
Moja chęć pięcia się wyżej Już dawno umarła
Oddałem się Bogu Bo nie mogłem znaleźć odpowiedzi
Miałem też oferty Z tej złej strony
Powiedziałbym też Że to zawsze było ze mną
Że był świadkiem Wszystkich naszych czynów
Że jeśli chcę pokoju To znajdę go w Nim
Wtedy zrozumiałem Że potrzebuję go jak przyjaciela
Spójrz na siebie, Jeremy.
Wiem, ale co miałem zrobić?
Sprawy mają się kiepsko. Pan wezwał…
Nigdy nie będę tego żałować.
To twój dom, jesteś tu mile widziany.
Spoko. Nie trzeba.
- Pokażesz forsę czy jak? - Zrobię to choćby za darmo.
- Przestań, chuj z tym. - O tak, ziomal.
Gra gitara.
Ludzie milczą, bo się boją.
Wchodzą ludziom do domów.
Żołnierze kradną naszą własność.
- Kiedy odpuszczą? - Kiedy ci dranie odpuszczą?
Chcę ci dziś powiedzieć
Że już cię nie kocham
Że już za tobą nie tęsknię
Chcę ci dziś powiedzieć
Szczerze…
TERKOS NA WIEKI
Tu Jhon, HCR.
Juan Daniel García Treviño. Derek.
Leo z Padrilokos.
Bianca Coral Valenzuela.
Tutaj Pekesillo.
Camibeth Alvarado Verástegui.
Brandon Jahir Alday Vázquez.
Estefanía Judith Tovar Ramírez.
Jessica Deyanira Olvera Coronado.
Rosany Guadalupe Puente Coronado.
Życie moje inspiruje dramat
Fabuła jego jest mi nieznana
Nie wiem, czy słuchać rad Czy może serca
Co powinienem robić Nie tylko po to, by zarobić
Ale dziękuję za błędy Dzięki którym jutro nie nawalę
Przeżyłem tak wiele Że aż życie bolało
Jednak muszę wstać Jeśli chcę przetrwać
Jeśli czegoś mam być pewien I zawsze ci to powiem
Gdybym był reżyserem Napisałbym swą rolę od nowa
Takie moje przeznaczenie I bez sensu się poddawać
Zawsze jestem żołnierzem Zawsze jestem twardy
Zawsze pozostawię coś Dla moich naśladowców
W dniu mojej śmierci Wszystko będzie tego warte
Poznałem aktorów Czego później żałowałem
I inne rzeczy, a z nimi cierpienie W niejednej scenie
Słowa i zdarzenia Które nigdy nie odejdą
Czuję, że ten film Zmienia się w opowieść
Mnie już tu nie ma I nie wiem, dokąd zmierzam
Może to są konsekwencje Tego, co robiłem za młodu
Ale to moje życie I nie wiem, czy to dobrze
Niech żyje szaleństwo I niech żyją Terkos
Tutaj Jonah, HCR, suki
Dwa, zero, jeden, dziewięć
Pozdrawiam moją ekipę Szalonych Terkos
I pozdrowienia dla Dereka
Dla Pekesilla, Fer i Coral
Joselyn, Tani i Deyaniry
Fanny i kumpeli Vaisy
To wszystko
Koniec
Napisy: Bartosz Zieliński
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.