Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Wystepuja
REWOLWEROWIEC
W pozostalych rolach
Nieraz szukalem wlasciwych sl�w,
by opowiedziec historie, kt�ra zaraz poznacie.
Wielokroc uznawalem, ze nie spos�b ujac jej w slowa.
Jest to opowiesc o zdradzie.
Nie jest to lekki temat, jednak -jak sie przekonacie - wart opowiedzenia.
Opowiesc o tym, jak mestwo jednego czlowieka
bywa krzyzem dzwiganym przez drugiego i o tym,
co wydarzylo sie przed laty w miasteczku Kingston.
Muzyka
Zdjecia
Scenariusz
Rezyseria
Wiesz, ze nie tego znosze, ale musimy trzymac sie nakaz�w.
Bolalo, prawda?
Krzycz skarbie, zaraz zaboli jeszcze bardziej.
Prosze pilnowac wlasnego nosa.
Na panskim miejscu ruszylbym w dalsza droge.
Czego pan chce?
Rozwiaz dziewczyne.
Dokad mam cie odwiezc?
Slyszysz mnie?
Zaczekaj!
Dowal mu! Jeszcze raz!
Dol�z sukinsynowi!
Wstawaj!
Co sie stalo?
Bylismy przy Hannan Creek jak pan kazal,
gdy nagle pojawil sie ten typ.
Jaki typ?
Nie wiem. Obcy.
Co z dziewczyna?
Zabral ja ze soba. Chyba jada do miasta.
Jak udalo ci sie uciec?
Bylem na g�rze, przy koniach. Trzymalem straz.
I nie widziales faceta, kt�ry zamordowal mi syna.
Przeklety lgarz!
Wiec juz wiesz.
To nienajlepsza chwila, ale musisz mnie wysluchac.
Wiem, ze chcesz powiedziec mi cos bardzo waznego,
ale w tej chwili mam to gdzies.
Ani slowa.
Chce tylko wiedziec, kto zabil mi syna i dlaczego.
Znajdz go i to juz.
Odnajde go synu,
masz moje slowo,
a wtedy zaplaci mi.
Bedzie mi ciebie brakowalo.
Tam jest saloon.
Dzieki.
- Jak tam twoje ksiazki? - Nienajlepiej.
Chyba wszystko zostalo juz opisane.
Wolnego panienko.
Gdzie u licha bylas?
Tam dokad mnie poslales.
Co on zn�w nawywijal?
Zastrzelil Vince'a Krantsa.
Zajmij sie nia.
Same klopoty z tymi babami.
Czym moge panu sluzyc?
Whisky.
Nie doslyszalem panskiego nazwiska.
Atherton. Michael Atherton.
Idz po szeryfa.
Przepraszam, moge sie przysiasc?
Przypadkiem uslyszalem, ze nazywa sie pan Atherton - czy tak?
A co ci do tego?
Prosze sie nie niepokoic.
Pisze ksiazke o rewolwerowcach.
Nie urodzil sie lepszy od Athertona.
Chryste, przestraszyles mnie.
Wiadomosc od pana Duncana.
O co chodzi?
Slyszalem wiele o panskich osiagnieciach. Chcialbym...
To prawda?
Zalezy co.
Barman gada, ze zabiles Vince'a Krantsa.
Nie znam tego nazwiska.
A wiec nie zrobiles tego?
M�wie tylko, ze nie znam tego nazwiska.
Nie przebylem takiej drogi, zeby oddac nagrode jakiemus gnojkowi.
Nie slyszalem o zadnej nagrodzie.
Ten Krants nie byl taki dobry, skoro dal sie zalatwic z�ltodziobowi.
Spragniony?
Zaplac mu.
Spokojnie. Zabierz bron od mojego przyjaciela.
Rozwale ci leb, zanim zdazysz mrugnac.
On nie zartuje.
Uznalem, ze przyda ci sie pomoc.
Nie ruszac sie.
To ten szeryfie. Zabil Vince'a.
Piles drinka i pilnowales wlasnego nosa?
Zwykle nie mieszam sie do cudzych spraw.
Jednak sa sytuacje...
Znasz pana Athertona?
Podr�zuje do Tucson w interesach.
Nie mam nic wsp�Inego z tym panem.
Jesli to juz wszystko, musze uciekac.
Jeszcze jedno.
- Nie doslyszalem panskiego nazwiska. - Kyle Tapert.
Szeryfie, to chyba wszystko?
Mamy jeszcze cos do przedyskutowania.
Prosze usiasc.
Stary Jacob powiedzial nam to i owo o panu.
Mnie tez.
Przejde do rzeczy: Nalezy ci sie nagroda.
- Za co? - Vincent Krants.
- M�wi ci to cos? - Nie.
Musisz znac jego starego, Jerriego Krantsa.
To najwredniejszy, sprzedajny sukinsyn na calym tym terytorium.
Panie burmistrzu, to jest Michael Atherton.
Michael, poznaj burmistrza Sayersa.
Nazywaja mnie "Gentleman Pete".
- Powiedziales mu? - Wlasnie mialem zamiar.
Przysieglem strzec prawa w tych stronach.
Takze wreczac nagrody.
To znaczna sumka.
10.000 $
To duzo pieniedzy.
Niewiele w por�wnaniu z tym, co zrobil.
On, jego stary i cala ta przekleta banda.
Wlasnie to mnie martwi.
Banda Krantsa jest instytucja w tym miescie.
Schodzimy im z drogi w zamian za co Krants zostawi nas w spokoju.
Niepisana umowa.
Chyba nie rozumie pan powagi sytuacji.
Krants nie zostawi tego.
Stracil jedynego syna.
Zazada odpowiedzi.
A kiedy je dostanie, ucierpi wielu obywateli tego miasta.
Wiem, to nasza wina.
Banda Krantsa obrasta w sile - my zas slabniemy.
Szeryf i Casey to nasi jedyni obroncy prawa.
Nie damy rady tej bandzie.
Prosze pana i licze, ze nie odm�wi nam pan pomocy.
Nagroda za Krantsa jest taka sama jak za jego syna,
ale jesli dostaniemy go zywego, podwoimy stawke.
Chcialbym pom�c, ale nie jestem najemnikiem.
Nie lubie zabijac ludzi.
Po prostu przejezdzalem tedy.
Przed wojna Atherton byl jednym z bardziej znanych szeryf�w.
W armii - mimo wielu osiagniec - nie dochrapal sie honor�w.
Zostal ujety przez Konfederat�w, ale uciekl im.
Potem zniknal; wszelki sluch po nim zaginal.
Nie widzialem go jakies siedem, osiem lat.
Ciekawe, gdzie sie ukrywal.
Powinnas odpoczac.
- Zajrze p�zniej do ciebie. - Dzieki.
Madam.
Zastap mnie, zaraz wracam.
- Whisky prosze! - Wolnego m�j panie.
Skarbie, ktos chcialby cie widziec.
Powiedz Duncanowi, ze nie czuje sie na silach.
On chyba nie chce figlowac.
Czesc.
Wpadlem zapytac, jak sie czujesz.
Calkiem niezle.
Przynajmniej mam przerwe... wiesz od czego.
Dobre i to.
To dla ciebie.
Co to?
Forsa z nagrody.
Za Vince'a?
Ile tego jest?
Szeryf twierdzi, ze 10 kawalk�w.
Nie wezme.
Slucham?
Nie chce tej forsy! Gluchy jestes?
Nie jestem na sprzedaz.
Nie kupisz mnie, ani ty, ani Duncan, ani Krants.
Wpadlem, zeby zapytac jak sie czujesz.
P�jde juz.
Tu jestem. Co jest?
Jest tu jeden dzien, a juz zdolal przekabacic Wendy.
Pan Krants powinien o tym wiedziec.
Ja decyduje, o czym ma wiedziec.
Pete wyplacil mu nagrode za Vincenta.
10 kawalk�w.
Podobno oferowal mu dwa razy tyle za glowe starego.
Czyzby?
To nic pewnego. Ludzie gadaja dziwne rzeczy.
Nazwisko?
To rewolwerowiec ze Wschodu.
Nazywa sie Atherton.
Michael Atherton?
Zgadza sie.
Michael Atherton, tu w Kingston?
A niech mnie!
- Znasz go? - Nie. Slyszalem o nim.
Pete zachowuje sie tak, jakby zawital tu sam Wyatt Earp.
Kto by pomyslal.
Michael Atherton...
Ten Atherton jest slawny.
Nie slyszalem o nim.
Bohater wojenny.
Walczyl dla Poludnia, moze dlatego.
Uciekl z niewoli i pom�gl zdobyc pozycje wroga w Columbii.
Oczyscil droge dla Shermana, kt�ry wkroczyl i spalil Atlante do cna.
Potem zniknal na pare lat.
Chodza sluchy, ze podczas ucieczki zabil
pietnastu zolnierzy Konfederacji wlasnymi rekami.
Pietnastu Konfederat�w?
Slyszalem, ze zmi�tl Vince'a i tamtych zupelnie bez wysilku.
Ci ludzie byli nasza rodzina,
krwia z krwi.
Zginal mi syn.
Nie podoba mi sie, ze traktujesz to tak lekko.
Zrozumiales?
Tak.
Dobra.
Jak zdobyles wszystkie te informacje?
Za to mi placisz.
Wynajeli sobie rewolwerowca.
- Ile mu placa? - Podwoili stawke za twoja glowe.
Tylko tyle?
Uderzmy w nich. Dajmy im nauczke, jakiej nie zapomna.
Nie, mam niespodzianke dla naszego miasta.
Wielka fete dla naszego bohatera.
Pietnastu ludzi.
Cholera, mam dzis wyjatkowe szczescie.
Chwila.
Trzeba przeliczyc karty.
Wiem, co pan sobie mysli: Kanciarz.
Sam bym tak pomyslal, jednak faktem jest, ze nie oszukuje.
Nie chowam nic w rekawie.
Jestescie kiepskimi zawodnikami.
I nienajlepszymi zabijakami, jak widze.
Zrobilem, co moglem.
Jestem niezmiernie wdzieczny.
Co robiles podczas wojny i zaraz potem.
Czego tu szukasz?
Przejezdzam tedy - jak ty.
Dokad zmierzasz?
Szczerze m�wiac, jeszcze nie wiem.
Moge spojrzec?
Lubisz strzelac?
Znam sie na broni. Ladna sztuka.
Scofield kaliber 45 z rekojescia z kosci sloniowej.
Zrobiono tylko pare sztuk.
Ciesze sie.
Chodza sluchy, ze zaoferowano ci znaczna nagrode za glowe pewnego pana.
Gdzie to slyszales?
Znasz male miasteczka. Wiesci roznosza sie szybko.
Posluchasz mojej rady?
Gwizdz na to miasteczko.
Obchodzisz ich tyle co zeszloroczny snieg.
Chca tylko, zebys odwalil za nich brudna robote.
Moze masz racje.
Szeryfie, chcialbym zamienic sl�wko z panem.
Tak przypuszczalem.
Wiem, ze slyszy mnie pan.
Cale to cholerne miasto mnie slyszy.
Powiem wprost: Chce dostac Athertona.
Jesli wydacie mi go, miasteczku nic sie nie stanie.
Jesli nie,
ta dziura...
przemieni sie w cholerne cmentarzysko.
Nikt nie przezyje.
Slyszysz?!
Slyszysz mnie, sukinsynu?
Powodzenia.
Podobno jestes bohaterem wojennym,
a brak ci odwagi by wyjsc i ocalic te niewinne dusze.
Tu nie ma bohater�w, tylko sami tch�rze.
Wynos sie stad! Szybciej!
P�jdziesz ze mna, skarbie.
Wstawaj.
Wiem, ze gwizdzesz na to miasteczko,
ale mam tu cos, na czym moze ci zalezec.
Odezwij sie, moja piekna.
Dalej dziwko!
Michael!
Zabierz stad to scierwo.
Slysze naszego zolnierzyka.
Tu jestem.
Widze.
Martwi bohaterowie nie potrzebuja broni.
Wiecie, dokad go zabrac.
Bohaterska postac znikla z naszego zycia r�wnie szybko, jak sie pojawila.
Nadzieja, jaka symbolizowal Michael Atherton odeszla na zawsze.
Miasto zn�w bylo bez obroncy.
Pozostalo czekac i patrzec, co jeszcze sie wydarzy.
Moja kolej.
Wstawaj.
Dol�z mu.
Jeszcze.
Pobieglem ciemna alejka za tym sukinsynem...
Chwila.
- Dokad to? - Odchodze.
Doprawdy? A dokad to zamierzasz isc?
Byle dalej stad.
Zapomnij o tym.
Ile chcesz?
Za co?
Zebym mogla odejsc.
A ile masz?
Tyle.
Czysty ol�w.
Zaplaci mi za to.
Niech to, jestes twardszy niz myslalem.
Ale zlamie cie, przysiegam na Boga.
Czy nie wycierpial juz dosc?
Nie pochwalasz moich metod?
Nie sa to metody stosowane przez cywilizowane spoleczenstwo.
To pewne.
Jestem chwilowo zajety. Moze wpadniesz p�zniej?
Mam lepszy pomysl.
Przekaz, co masz do powiedzenia Paulowi, a oszczedzisz sobie podr�z.
Mam wrazenie, ze nie jestem mile widziany.
Place ci za to zebys robil, co chce i kiedy chce. Jasne?
Tak jest.
Nie przypominasz mnie sobie, prawda?
Slawna ucieczka, Columbia?
Za wszystko trzeba placic.
Ty albo ja.
Nadciaga burza. Co mamy z nim zrobic?
Zostanie tam, gdzie jest.
Zabiles mi syna.
Slyszysz?
Oko za oko,
zab za zab,
krew za krew.
Niech cie szlag.
To zaledwie poczatek.
Na razie zadowoli sie Athertonem, ale jego zemsta dosiegnie wszystkich.
Oskarzy cale miasto.
Stracilismy dzis prawdziwego obronce prawa.
Nie mozna go zastapic, ale zatrudnie paru chlopc�w
do czasu, az Casey poczuje sie lepiej.
Przyda im sie pare fachowych porad.
Pomozesz nam?
Dlaczego ja, jesli mozna zapytac?
Nie zna mnie pan.
Chodza sluchy, ze radzisz sobie z bronia.
Ale nie jestem Athertonem.
Czy tak?
To co zrobil pan wczoraj, stajac w obronie Athertona
osmiela mnie prosic pana o to, o co prosze.
Jestesmy zrozpaczeni.
Nim rzad mianuje nowego szeryfa bedzie juz za p�zno.
Przyznam, ze polubilem te miescine.
To przywilej i honor zostac jej szeryfem.
Dziekuje.
Przekazuje kontrole nad miastem obcemu?
Stary Pete wie, co robi.
Przynajmniej mam taka nadzieje.
- Co ty tu u licha robisz? - Wr�cilam po pare rzeczy.
Lepiej pospiesz sie.
Duncan wsciekl sie po twoim odejsciu i naprawde daje nam popalic.
Przykro mi.
Niepotrzebnie.
Dziewczyny nie winia ciebie, lecz siebie za brak odwagi, by zrobic to samo.
- Brak mi ciebie. - Mnie tez.
Dlaczego nie wyjechalas?
Zatrzymalam sie w Saban Wash. Kompletne odludzie.
Panno Gino, dzis wiecz�r o zwyklej porze?
Z przyjemnoscia.
Watpliwa...
Nie moze cie zobaczyc.
Duncan poszedl pogadac z nowym szeryfem.
- Nowym? - Wiele sie wydarzylo.
Po strzelaninie mianowano nowego szeryfa.
Nie rozumiesz?
Wyznaczono nagrode za twoja glowe.
Duncan obgadal to z nowym szeryfem.
Uciekaj stad, to zbyt niebezpieczne.
- Uwazaj na siebie. - Jasne.
Uciekaj.
Mam nadzieje, ze nie przeszkadzam.
Jesz?
Nie.
Jak sie czujesz?
Jestem glodny.
- Co to? - Drobne urozmaicenie.
Vincent Krants nie by� taki dobry, jesli dal sie zabic z�ltodziobowi.
Szeryf twierdzi, ze 10 tysiecy.
Nie wezme ich. Jestes gluchy?
Jeden z nas, partnerze.
Wiedzialem, ze nie odm�wi nam pan.
Co sie dzieje? Co jest?
Nic.
- To pan szeryfie? - Tak.
Prosze.
Juz wiem jak pan zdobyl przezwisko "Gentleman".
Nie wiem jak to sie stalo. Smiala sie.
I zabil ja pan.
Co za potworny wypadek.
Nie chcialem jej zabic. Musi mi pan uwierzyc.
Wiem, ze pan nie chcial. Troche za mloda, nie uwaza pan?
O, Boze.
Nie masz sie o co martwic, Pete.
Byla nikim i nikomu nie bedzie jej brakowalo.
Wez sie w garsc.
Dzwigasz na barkach zbyt wielka odpowiedzialnosc,
by przejmowac sie jakas tania dziwka.
Powierzyles mi to miasto, zgadza sie?
Tak.
To bedzie nasz maly sekret. Ty i ja.
- Ale... - Zadnych ale. Zostaw to mnie.
Bedziemy rzadzic tym miastem tak jak nalezy.
Na moich zasadach, a ja wiem, jak zalatwiac takie sprawy.
Idz sie ogarnac. No juz!
Idziesz gdzies?
- Widze, ze zdrowiejesz. - Chyba tak.
- Niedlugo powinienes byc got�w. - Na to wyglada.
Masz plan?
A moze chcesz strzelac do nich jak do puszek na plocie?
Nie zastanawialem sie nas tym.
Lepiej zacznij. To nie beda puszki i bedzie ich znacznie wiecej.
Slyszysz mnie?
Nie musisz sie odgrywac.
Mozesz zostac tu ze mna.
Chcesz dac sie zabic za cos, czego i tak nie zdolasz zmienic.
Wiem o Sarze...
i rozumiem, co czujesz.
Nie pr�buje zajac jej miejsca.
Nie masz pojecia, co czuje.
Chcesz walczyc o bande nieznajomych, kt�rzy maja cie gdzies?
O nikogo nie walcze.
Tu nie chodzi o to, co dobre, a co zle.
A o co?
Nie wiem.
Czego pan chce?
Mieli przekazac ci, ze to juz jutro.
Przekazali, ale po co czekac?
- Gdzie sa wszyscy? - Pojechali.
- Na szaber? - Zgadza sie.
- Ladna sztuka. - Nie latwo zdobyc do niej amunicje.
- Prawdziwe cudo. - Podoba ci sie?
Bierz.
Czego chcesz?
Nie warcz na mnie w moim wlasnym domu.
Wybacz. Czym moge ci sluzyc?
Jestes mi winien wyjasnienie.
W jakim sensie?
Slyszalem o nowym podatku, jaki nalozyles.
Nie pytales mnie o zgode, ale mam nadzieje,
ze chociaz podzielisz sie przyszlymi zyskami?
- Jasne. - Prosze?
Oczywiscie.
Wynos sie stad.
Dzieki.
Sukinsyn.
Podziwiaj i placz.
Cale szczescie, ze radzicie sobie lepiej z bronia niz z kartami.
Trzy razy z rzedu.
Nic mnie dzis nie powstrzyma.
Co za wiecz�r.
Nie moze byc.
Czego zn�w chcesz, Tapert?
Zabilem cie.
Ty nie zyjesz.
No dalej, zabij mnie.
Nie zabije cie.
Zabiles sie sam.
Cos tu nie gra, musi mi pan pom�c.
Gadaj wreszcie, chce isc do domu.
Nie sluchal mnie pan?
Gina zniknela jakies trzy dni temu.
Kiedy widzialem ja po raz ostatni, byla w barze i opowiadala wszystkim,
ze widziala sie z ta druga zdzira.
Ta kt�rej szukalismy nie dalej jak wczoraj.
Te dziwki doprowadza mnie do ruiny.
Ktos chce mnie zalatwic. Wszyscy czekaja na m�j koniec.
Wiem, ze cierpisz, ale mam wziac sie za to teraz - po nocy?
Laduje w ciebie tyle, ze chyba m�glbys sie pofatygowac.
- Co ty tu robisz? - Mam wazne wiesci.
Musza poczekac.
Krants nie zyje.
Co sie stalo?
Sukinsyn wpadl do stodoly i zaczal strzelac.
Zaskoczyl nas. Zabil wszystkich.
Kiedy wyszedlem na zewnatrz, znalazlem Jerriego na werandzie.
Martwego.
Szalony sukinsyn zwial.
- Kto to byl? - To niemozliwe.
- Wydawalo mi sie... - Gadaj do cholery!
Michael Atherton.
Zabilismy go, a teraz powstal z martwych.
- Jestes pewien? - Mialbym klamac?
On albo jego duch. Widzialem go.
Nie moge uwierzyc: Jerry Krants nie zyje.
Wstrzymaj sie.
Wszyscy widzielismy, jak zginal.
Dolozylismy mu.
Paru z nas pojechalo tam dzien p�zniej, ale nie znalezli ciala.
Pomyslalem, ze to kojoty i sepy zrobily sobie smaczna kolacyjke.
Co sie tu u licha dzieje?
Powiem ostatni raz: Zamknij sie.
Kto jeszcze widzial Athertona?
Wszyscy, kt�ry byli przy jego smierci.
Ile on ma zywot�w?
Powiedzialas, ze Tapert jest szeryfem.
Ilu ma zastepc�w?
Nie wiem.
Wiem, ze nie dbasz o to, ale...
kocham cie.
Jesli rozniesie sie, ze Atherton zabil Krantsa, stanie sie Bogiem
i wszystko wymknie sie spod kontroli.
Nie tak mialo byc.
Co mam zrobic?
Nie widzisz?
Nawiedza nas. Dran ukradl mi pomysl.
Musimy odnalezc go, zanim stanie sie wszechmocny i zniszczyc go.
Wiem, jak to zrobic.
Ale gdzie go szukac?
Czy ta dziwka, kt�rej dal szmal m�wila gdzie teraz mieszka?
Tak.
Swietnie.
Wiesz, kt�ra jest godzina?
Druga trzydziesci.
Nie w tym rzecz. Czy to nie moze zaczekac do rana?
Chodzi pan do kosciola, prawda burmistrzu?
Oczywiscie.
Pamietasz ustep w kt�rym B�g m�wi Abrahamowi, ze musi poswiecic dziecko?
Tak.
To byla tylko pr�ba, ale dowodzi tego,
ze zawsze musi byc ktos got�w poniesc ofiare.
Rozumiesz?
To bron Athertona, skad ja masz?
Nie powinno cie teraz interesowac skad ja mam,
ale co zamierzam z nia zrobic.
Droga pani, czuje sie okropnie.
Ktos powinien wezwac szeryfa.
Zabito czlowieka.
Wybaczcie, ze zerwalem was tak wczesnie w srodku nocy,
ale to sprawa nie cierpiaca zwloki.
Mam dla was zle wiesci: Zamordowano naszego burmistrza.
Wiem, gdzie ukrywa sie sprawca.
Wstyd mi o tym m�wic, ale jest nim ktos, kogo dobrze znamy
i kogo podziwialismy.
Poddano go okrutnej karze, jednak zdolal przezyc.
Niestety, obarcza wina cale miasto. W tym naszego drogiego burmistrza
i jego piekna niewinna zone.
Nazywa sie Michael Atherton.
Jak zdolal wymknac sie z rak Krantsa pozostanie tajemnica.
Bohater wojenny czy nie, sprawiedliwosci musi stac sie za dosc.
Mamy swiadka tej potwornej zbrodni.
Pokazmy mu, ze potrafimy obronic nasze miasto.
Nie!
Brac go!
St�j.
- Co tu mamy? - Cos potwornego.
Zgadza sie.
Panie Finch, jakiej broni najchetniej uzywa nasz slynny pan Atherton?
Przeciez on nie zyje.
Prosze odpowiedziec.
Scofield kaliber 45. Robiony na zam�wienie.
Przeraza mnie potwornosc tej zbrodni.
Zemsta to straszna rzecz.
To znaczy, ze Michael Atherton zyje?
I ma sie dobrze.
To jasne, ze to nie byl wypadek.
Starczy spojrzec na cialo burmistrza i widac jasno, ze zostal zastrzelony.
Zamordowany.
Zaloze sie o ostatniego dolara, ze znajdziecie w nim pocisk ze Scofielda.
- Nie wierze. - Uwierz mi na slowo.
A wiec?
Scofield 45.
Dlaczego nie zapytamy go osobiscie?
Jak m�gl dopuscic sie takiej zbrodni?
Jak udalo ci sie przezyc?
Slyszeliscie o tym, by komus udalo sie wymknac z rak Jerriego Krantsa?
Moze dogadales sie z nim?
Dlaczego zabiles Pete'a?
Moze zaplacono ci za to?
Zejdz mi z oczu.
Pogrzebcie go.
Smierc przez powieszenie.
Domaga sie tego wiekszosc, a ja jestem tylko sluga publicznym.
Nie masz pojecia jak mnie cieszy wiedziec cie w takim stanie.
Szukalem cie tyle lat, ale oplacilo sie.
Cierpliwosc poplaca.
Nadal nie przypominasz mnie sobie?
Widac nie bylem tak wazny dla ciebie jak ty dla mnie.
Dales mi nauczke i zapamietalem cie na zawsze.
Nie zabiles wtedy pietnastu zolnierzy.
Ja bylem pietnastym. Jedynym, kt�ry przezyl.
Nikt juz nie pamieta ludzi, kt�rych zabiles
podczas ucieczki - pr�cz mnie.
Jutro, kiedy zostaniesz powieszony,
narodzi sie nowa legenda.
Zostaniesz zapamietany nie za swoje mestwo, lecz jako zab�jca.
Skonczyles?
Gdy slonce pojawi sie jutro na horyzoncie,
zadyndasz.
I masz moje slowo, ze bez wzgledu na to, ile to mialo trwac i kosztowac,
odnajde te twoja kurewke i potraktuje tak, jak na to zasluzyla.
Zaluje tylko, ze nie zabije cie osobiscie.
To byloby cudowne. Wspaniale.
Sukinsyn.
Szczeg�ly ucieczki Athertona z obozu Poludniowc�w nie sa znane.
Nigdy nie ujawniono nazwisk zolnierzy, kt�rzy wtedy zgineli.
Legenda glosi, ze bylo ich pietnastu.
Wiec to jest mozliwe?
Ze ktos przezyl?
Mozliwe.
Dokumenty zostaly zniszczone, trudno dosc prawdy, ale to jest mozliwe.
Zadam ci pytanie.
Skad to zainteresowanie historia, kt�ra wszyscy znaja?
Mam wrazenie, ze wszyscy moga sie mylic.
Wiedzialem, ze przyjedziesz.
Uciekles z paki i ty i twoja wsp�Iniczka zechcecie sie przyczaic.
Dla porzadku zalatwilem sobie swiadka.
Niech wszyscy dowiedza sie, co sie naprawde wydarzylo.
Poznaja prawde z moich ust.
Wiedzialem, ze nie strzelisz do mnie;
nie bedziesz narazal swojej panienki.
Wiesz, wczoraj uswiadomilem sobie,
ze nie wystarczy mi zabicie cie i pohanbienie twego imienia.
Chce wiecej. Uznalem, ze tym sposobem bede mial satysfakcje
z tego, ze zabilem cie osobiscie.
Wiem, to nie bylo w porzadku wobec ciebie.
A teraz skoncentruj sie, nim siegniesz po bron,
chce miec pewnosc, ze zabilem najlepszego.
Przyznam, jestes cholernie dobrym rewolwerowcem - nawet jako kaleka.
Ale nawet najlepszy nie poradzi sobie bez kul.
Nawet tepa dziwka to wie.
- Gdzie on jest? - Juz dobrze, nie zyje.
Nic ci nie jest?
Jedzie zastepca.
W porzadku panie Atherton.
Wiem, ze jest pan niewinny.
Podsluchalem wczoraj wasza rozmowe.
Tapert lgal od samego poczatku.
Nie sadzilem, ze posunie sie do najgorszego, ale kiedy zobaczylem
otwarte drzwi do aresztu, musialem go powstrzymac.
Dziekuje.
Zastepco, uwolni mnie pan?
Chyba tak.
Nigdy nie sprawdzilem czy Kyle Tapert by� tym za kogo sie podawal.
P�zniej okazalo sie, ze nie uzywal prawdziwego nazwiska.
Jesli zas chodzi o Michaela Athertona,
c�z, zn�w zapadl sie pod ziemie.
Czlowiek kt�ry sam zlikwidowal gang Krantsa
i ocalil male miasteczko na wschodzie,
wreszcie odnalazl to, czego tak dlugo szukal:
Spok�j.
Tekst: Dorota Galczynska
Ripped by: SkyFury
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.