Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Postawmy to tu.
Wszystko dobrze?
- Daję radę. - Na pewno?
- Tak, szefie. - Nie nazywaj mnie tak.
Zamówili 240 elementów z anodowanego aluminium.
Zrobisz dzisiaj?
Wziąłem wolne popołudnie,
mam ważną sprawę. Powiedziałem panu Tosaniemu.
Następnym razem powiedz i mnie.
- Weźmiesz się do tego od rana? - Tak, jutro mogę.
Bardzo dobrze.
Uważaj na siebie.
WSZYSCY BOGOWIE W NIEBIE
Znalazłem!
- Pokaż! - Przecież widzisz.
To nie dla dziewczynek. Spływaj!
Ja ci powiedziałam, że tata ma rewolwer. Pokaż!
Przestań!
Daj!
Naprawdę chcesz? Czekaj.
Dawaj!
Nie poradzisz sobie.
Bum!
Ciężki!
Nie poradzisz sobie. Oddaj.
Poradzę sobie!
Wciśnij guzik.
- Jaki? - Masz go pod palcem.
Zaciął się.
Nie, tylko trzeba mocniej.
Nie mogę.
Oddaj.
Nie oddam! Poradzę sobie.
Podciągniemy cię, bo na leżąco byś nabrudziła.
O, tak.
"Dominique podniosła muszlę.
Udany połów? - spytał znajomy, miły głos,
który tak często nawiedzał ją w snach.
Dominique się obróciła...".
Jedz porządnie!
Na czym stanąłem?
"Nie wierzyła w te słowa.
Patrick de St-Léger...
stał za nią, patrząc swymi błękitnymi oczami.
Dominique poczuła, że się rumieni,
ale Patrick...".
Coś ty zrobiła?
Mogłaś skończyć jedzenie!
Dlaczego tak patrzysz? Co cię dziś opętało?
Za kilka dni twoje urodziny.
28 lat, masz pojęcie?
Cholera. Przemyślałem sprawę.
Nie pozwolę im cię zabrać. Nigdy!
Niech tu przyjdą, skurwysyny! Spóźnią się! Tamci będą wcześniej.
Trzeba cię przygotować.
To kwestia dni.
Pogódź się z tym.
Zmiana będzie wielka.
- Był pan umówiony? - Tak.
- Nazwisko? - Simon Dormel.
Halo!
Był pan zapisany na wczoraj.
Mam sobie iść?
Chwileczkę, spytam doktora.
- Zaczynajmy. - Nie będę już przychodził.
Odradzam. Zresztą nie ma pan wyboru.
To nic nie daje.
Ależ daje, proszę mi wierzyć.
Jak się pan dziś czuje?
Ujdzie.
A dokładniej?
Wciąż sikam krwią. Wiem, co to znaczy.
Powtarzam: nie ma pan raka.
To nieracjonalne przekonanie. Wyniki badań są w normie.
Wiem, co mówię.
No dobrze. Wziął pan pomoc domową, jak radziłem?
Mieliśmy o tym nie mówić. Sprawa załatwiona.
Naprawdę?
Przecież radzę sobie sam.
20 lat się nią opiekuję.
- Nie wpuszczę do domu cholernej baby! - Spokojnie.
Proszę uważać na słowa.
Odpowiadam za to, by należycie dbał pan o siostrę.
Inaczej zostanie umieszczona w ośrodku.
Lekarz i psycholog ocenią jej stan i stwierdzą,
czy może pan się nią opiekować.
Takie jest prawo.
Ona zostanie ze mną.
Przy takim pana zachowaniu - wątpię.
Wkrótce się z panem skontaktujemy.
Skończyliśmy?
Tak. Na razie.
- Ile wziąłeś? - Za 10.
- Na pewno? Nie oszukujesz? - Na pewno. Sprawdź.
Czyli 10.
Jest Antoine?
W warsztacie. Rozbiera brykę.
- Mogę do niego iść? - Tak.
- Dzień dobry. - Cześć.
Jestem Simon.
Skontaktowałeś mnie z Patrickiem - na urodziny siostry.
Pamiętam.
Mówił, że nie najlepiej poszło.
Mnie nic nie mówił.
Ale już nie chce.
Z tego, co opowiadał, to zrozumiałe.
Masz kogoś innego?
Może. Co proponujesz w zamian?
Niewiele mam. Czego chcesz?
Promesy na furgonetkę. Za rok będzie moja.
Mam plany...
Tak czy nie?
Przysługa za przysługę.
Dobrze.
Znam takiego jednego, Michela.
Za kasę zrobi wszystko.
Gdzie go znajdę?
Kurwa! Co mówiłem?
- Że nie jesteś moim ojcem. - Szlag!
Miałaś nie łazić między brykami! Tu mogę być tylko ja, rozumiesz?
- Jestem duchem i lecę, gdzie chcę. - Dość! Bo zaraz ducha zamknę!
- Jasne? - Nie jesteś moim ojcem.
- Nie denerwuj się. - Nie ma czym.
To moja siostrzenica Zoé.
Jej matka zmarła od pestycydów. Ojciec nieznany.
Mała trafiła do mnie.
Biorę zasiłek.
Dziwna jest. Ma fantazję.
Dziwna jesteś, co, dziewucho?
Nazywam się Zoé Debar
i mam 9 lat.
- A ty? - Jestem Simon.
Spadaj! I przestań się malować jak dziwka.
Nie jesteś moim ojcem, kłamczuchu!
Gdzie go znajdę?
Gdzie znajdę Michela?
Spytaj Lolitę, ona go zna.
Idź już, mam robotę.
Dzięki.
Czego chcesz od Michela?
Muszę się z nim spotkać.
- Nie jestem jego sekretarką. - Podaj mi numer.
Antoine się zgodził.
On to on, a ja to ja.
Potrzebny mi ten numer!
Powiedz gnojowi, żeby spłacił dług. Inaczej skończy w moim bagażniku.
Przekażę.
- Zabierzesz mnie na przejażdżkę? - Złaź stamtąd! Co z tobą?
Czego chcesz?
Nudzę się. Tu nie ma nic do roboty.
Takie jest życie, a potem się umiera.
Przywyknij.
Antoine nie jest moim wujkiem. Nawet go nie znam.
Nie obchodzi mnie to.
- Czego chcesz? - Spotykać się z ludźmi.
- Ciągle jestem sama. - Ja ci nie pomogę.
Nie znam wielu osób.
Mieszkasz sam?
Prawie.
Nie jesteś żonaty?
Jaka ciekawska!
Mieszkam z siostrą.
- Nie lubimy ludzi. - Masz siostrę? Super!
Pobawiłabym się z nią! Zabierz mnie!
Ja prawie nie znam swojej siostry.
Będę grzeczna, obiecuję.
Zabiorę cię za godzinę. I bez wygłupów.
Obiecuję!
Tylko spytaj, czy możesz.
Zaraz wrócę.
Wierzysz w duchy?
Tak. Wiem, że istnieją.
A ty?
Nie wiem, nie widziałem ich.
Może to i lepiej.
Do mnie wieczorami przychodzi mama.
Antoine mówi, że umarła,
ale kiedy gaszę światło,
ona jest w pokoju.
Idzie w moją stronę. Widzę jej czarne oczy.
No proszę.
Potem siada na łóżku,
łapie mnie za szyję i dusi.
Dlaczego?
Nie wiem.
Może myśli, że ze mną będzie jej lepiej.
Antoine mówi, że zwariowałam.
Nie wierzy mi.
- A ja nie zwariowałam. - Wiem.
Ci kretyni niczego nie rozumieją.
Nic im nie mów, nigdy!
Bo cię załatwią!
- Mogę wystawić głowę przez okno? - Jeśli chcesz.
To Estelle, moja siostra.
- Co jej się stało? - Miała wypadek.
Idź do niej, poznajcie się.
- Wiem, w co będziemy się bawić. - W co?
W makijażystkę. Patrz.
Zostawiam was.
Masz na imię Estelle, tak? Ja jestem Zoé.
Zaraz będziesz ładniejsza.
Trzeba obrysować usta
i dodać im objętości, żeby były pełniejsze.
A teraz podkreślmy oczy.
Są bardzo ważne. To oczy najpierw widzimy w twarzy.
Uwydatnię je czernią. Zamknij...
Muszę je ładnie obrysować, nadać im kształt migdałów.
Jak u księżniczki.
Nałożymy grubą warstwę podkładu, żeby zamaskować bliznę.
Teraz wyglądasz jak prawdziwa księżniczka.
Widzisz? Ładnie, co?
W bajce byłabym rycerzem.
Pocałowałabym cię w usta, a ty obudziłabyś się z długiego snu.
Co robicie?
Bawimy się.
- Wie pan, że doskonale się czuję. - Nie mam nic przeciwko tobie.
To środek ostrożności, w twoim interesie.
- Mam już tego dość! - Nie jesteśmy twoimi wrogami.
Bądź spokojny, a wszystko się ułoży.
Chodźmy.
Proszę spocząć.
Dzień dobry.
- Wie pan, dlaczego tu jest? - Nie.
Naopowiadali panu bzdur. Dobrze się czuję.
Nie jestem pewien.
Poinformowano nas,
że nie stosuje się pan do zaleceń.
Lekarz przepisał panu...
Zyprazydon.
Neuroleptyk typu czwartego.
Zabroniono panu pracować na giętarkach.
Skłamał pan w formularzu.
To naruszenie tajemnicy lekarskiej.
Nie skłamałem, odstawiłem leki.
W ośrodku medycyny pracy badali mi krew, można sprawdzić.
Jeśli przerwał pan leczenie z własnej woli -
to jeszcze gorzej.
Mogę coś powiedzieć? Proszę.
Simon nigdy nie stwarzał problemów.
Jest dyskretny, dobrze pracuje.
Tyle że ostatnio wydajesz się nieswój.
Nie chcemy, żebyś zrobił sobie krzywdę.
- Mógłby obsługiwać palety. - Czemu nie?
Odpowiada to panu?
Na czas, który mi został.
Jak to?
Zgadzam się na palety. Mogę iść?
Proszę.
Zajęte!
- I? - Nic.
Ale na pewno dziś przyjdzie.
Irino, podaj chleb.
Chleb.
Jest obok ciebie, ty wziąć!
Żartujesz?
Wystarczy, że wyciągniesz rękę. A ja muszę wstać.
Zawsze mam wszystko robić?
Ja jeść, okej?
Daj spokój.
Ty sobie jesz, a ja co?
Zaharowuję się, żeby zapełnić ten koszyk.
Ty masz mi go tylko podać.
Musisz się nauczyć paru rzeczy.
Ci dranie znowu podwyższyli opłaty!
Jeden gorszy od drugiego!
Bogacą się naszym kosztem.
Mamy im płacić i jeszcze dziękować! Niech mnie w dupę pocałują!
Tak. Mnie też.
Jak zwykle: dużo obiecują, niczego nie dają.
Jasna sprawa.
Banda nieudaczników.
Skończę ze sobą.
Palnę sobie w łeb.
I to będzie wina tych pedałów!
Co o tym myślisz?
Ja nic nie rozumieć, kiedy ty mówisz.
Nic nie rozumieć. Nic!
To wielki błąd, że ja tu przyjechać. Do ciebie.
Chcę wracać.
Rozumiesz coś z tego?
- Szczerze mówiąc, nie. - Ani ja.
- Ale chętnie bym ją zerżnął. - Dédé, do cholery!
Widzę go, kurwa!
Widzę.
To on, wał jeden.
- Przyszedł! - Pokaż.
Tak, to on. Sukinkot.
Powiem mu dwa słowa.
Co robisz?
Nic.
Przychodzisz tu od kilku tygodni.
Nie wygląda, żebyś nic nie robił.
Przeciwnie - coś robisz.
Co ci do tego?
To moja ziemia, chamie.
Sam jesteś cham. Twoja ziemia kończy się tam. Tu jest moja.
Ty masz tylko walący się dom! To jest mój teren!
Jak cię tu jeszcze zobaczę, dostaniesz ze śrutówki.
Powiem, że wziąłem cię za dzika, rozumiesz?
Niedługo to ty zrozumiesz.
Dzień dobry.
Cześć.
Co podać?
- Colę. - Nie ma.
No to sok.
Też nie ma.
Więc niech pan sam wybierze.
Wie pan, z kim mi się pan kojarzy?
Nie.
Jak on się nazywa...
Nie wiem.
Helene!
Jak się nazywa ten palant z TV,
z którego się nabijam?
Ile płacę?
2,40.
Dzień dobry. Dziękuję, że pan przyszedł.
- Jestem Michel. - Simon.
Wolałem najpierw spotkać się z panem osobiście,
- bo komputery to nie moja bajka. - Doskonale rozumiem.
Niech pan powie, co i jak.
Chodzi o moją siostrę.
To dość oryginalne.
Muszę jej to załatwić. Jest niepełnosprawna.
- Niepełnosprawna? - Przecież mówiłem.
Powiedział pan, że jest od pana zależna.
Sądziłem, że chodzi o żonę i zależność uczuciową,
a nie o niepełnosprawną siostrę.
To problem?
Nieporozumienie. Jaka to niepełnosprawność?
Znaczna. Pomagam jej, jak mogę.
Znaczna?
Szczerze mówiąc... sam nie wiem.
- Rozumiem, dziękuję. - Moment!
Niech pan usiądzie.
Zgoda.
- Ale proszę o dodatek. - Jaki?
- 150. - Nie. 50.
100.
- Niech będzie 100. - 60. Więcej nie mogę.
Dobrze.
- Sprawa zostaje między nami. - Oczywiście.
- Dobry wieczór. - Proszę wejść.
Dziękuję.
- Ładny ma pan teren. - Jak pan widzi, w domu jest gorzej.
Rzeczywiście, skromnie.
To dom po rodzicach.
Nie stać mnie nawet na ogrzewanie. Ruina.
Na piętrze.
Ma na imię Estelle.
To jest Michel. Podoba ci się?
Tak?
No tak.
Jest świadoma?
- Na pewno tego chce? - Co proszę?
Myśli pan, że jej nie znam? 20 lat się nią zajmuję.
- Pytam, bo to nie jest oczywiste. - Ja wiem lepiej.
Jest świadoma.
Bez kontaktu z ludźmi od dawna by nie żyła.
Skoro pan tak mówi...
Pieniądze są na stole. Do zobaczenia.
Słyszysz mnie?
Rozumiesz, co mówię?
O kurwa.
Mam na imię Michel.
Przykro mi.
- Dasz mi papierosa? - Palisz?
- Zaczynam. - Nigdy nie widziałem cię na przerwie.
A ogień masz?
Długo tu pracujesz?
8 miesięcy.
- To tymczasowe. - Tak?
- Jesteś Simon? - Tak.
Mickey.
Dlaczego z nikim nie rozmawiasz?
Bobyście mi nie uwierzyli.
W co?
W nic.
Martini nam powiedział...
Co takiego?
Wiedz, że zawsze możesz się zwrócić do chłopaków.
Martini za dużo gada. Niech pilnuje swoich spraw.
- Powiedziałem ci, jak jest. - Tak.
Mam jeden problem.
Lekarza.
Szpicla. Chcę, żeby zdechł.
Co ty gadasz?
- Pomożesz mi? - Serio?
Żartuję. Nie mam problemów.
To dobrze.
Co ty wyprawiasz?
Chodźmy do infirmerii.
Nic się nie dzieje.
Muszę iść.
Halo. Panie Dormel?
Słyszy mnie pan?
Dzwonię z opieki społecznej.
Muszę do pana przyjść...
Nie jestem zainteresowany.
"Marcusie, wstań.
Oczywiście, że oddam ci rękę. To już się stało.
Spojrzał na nią. Był piękny i pociągający.
Moja dusza już do ciebie należy.
Moje ciało będzie twoim już dziś, ukochany".
Ujęła jego twarz w dłonie i złożyła pocałunek na czole.
Co tu robisz?
Przyszłam do Estelle.
Nie możesz przychodzić bez uprzedzenia.
Ona jest zmęczona.
- Wracaj do domu. - Nie mam domu.
- Nie chcę problemów z twoim wujkiem. - Mówiłam, że nawet go nie znam!
Przestań krzyczeć.
Ktoś cię woła.
Gdzie jest?
To duch za tobą. Woła cię.
Nie wierzę w twoje duchy.
Przyjrzyj się uważniej.
- Wracaj do domu. - Nie mam domu!
Estelle!
Nie rób tego!
- Oczywiście, że sobie poradzę. - Jesteśmy blisko celu!
Estelle!
Co jeszcze?
Zrobiłem wszystko, co kazaliście!
Kiedy mi pomożecie? Cholera!
Przepraszam, nie wiem, co mnie opętało.
To się nie powtórzy.
Odszedłem z pracy.
Koniec z fabryką.
Przez czas, który nam został, będę się zajmował tobą.
Odpoczywaj.
Tylko mu nie mów. Chciałam się z tobą zobaczyć.
Na pewno się nudzisz, zamknięta w pokoju.
Smutno mi.
Raz, kiedy byłam mała,
zrobiłam głupstwo.
Mama zamknęła mnie w komórce.
Po godzinie myślałam, że zwariuję. Tyle krzyczałam i płakałam,
że aż straciłam przytomność.
Ale teraz tęsknię za mamą.
Cieszę się, że mam koleżankę.
Wiesz co?
Jeśli tu zostaniesz, umrzesz. Musisz uciec. Ale trzeba poćwiczyć.
Chodź.
Estelle, przysuń się do mnie.
Podczołgaj się.
Musisz to zrobić sama. Nikt ci nie pomoże.
Za długo jesteś w tym stanie. Musisz się obudzić.
Zbliż się do mnie. Daj rękę.
Dobrze. Jeszcze, do przodu.
- Centrum medyczne, słucham. - Mówi Simon Dormel.
Pan przesadza. Znów nie przyszedł pan na wizytę.
Jestem.
Nie był pan umówiony na dziś.
- Panie Dormel? - Tak?
Doktor wyjątkowo pana przyjmie. Ostatni raz.
- Panie Dormel. - Dzień dobry.
Proszę dalej.
Był pan w okolicy
i postanowił przy okazji mnie odwiedzić?
Nie całkiem.
Są zasady.
Tak funkcjonuje społeczeństwo: poprzez zasady.
A pan o nich zapomina.
Zasady są niesprawiedliwe. Zawsze przeciwko mnie.
Zaharowuję się! Dobrze dbam o Estelle.
Czy regularnie przyjmuje pan leki? Szczerze.
Powiedzmy sobie wprost: pan z nami nie współpracuje.
Odstawił pan Zyprazydon i ma pan rzut paranoi.
Coś panu powiem: popełniłbym zbrodnię, pozwalając,
by wciąż opiekował się pan siostrą. Nie może pan zadbać nawet o siebie.
Przed skierowaniem pana do ośrodka powstrzymuje mnie tylko to,
że pan pracuje.
To pan! Pan przesłał dane medyczne!
Przepraszam?
Słusznie pan przeprasza, ale za późno. Żegnam pana.
Zachowując się tak, sam pan sobie szkodzi.
Co się dzieje?
Co tu robisz? Jak weszłaś?
- Schowałam się w szafie. - W szafie.
Była dla ciebie miła?
Skoro jesteś, to jej poczytaj.
- Umiesz? - Umiem.
Rozdział 17.
"Na tle zachodzącego słońca
pan de St-Ange wyglądał...
pło... płomiennie.
Hermeline czuła pociąg do tego mężczyzny,
którego ledwie znała.
Przeszył ją dreszcz pożądania".
Wystarczy. Wracaj na stację.
Wczoraj była u mnie mama.
Przekazuję ci od niej, że oni nie przyjdą.
Co?
Nie wiesz, o czym mówisz. Pleciesz bzdury.
Wcale nie! Nigdy po ciebie nie przyjdą! Ani po Estelle.
Wszystko przez ciebie! Nikt cię nie uratuje.
Wracaj do wujka i więcej tu nie przychodź.
Mówiłam, że to nie mój wujek.
Jej serce zabiło mocniej.
Cóż za nowe uczucie w niej rozkwitało?
Czy to mogła być miłość?
Co robisz?
Co tak ciągle rysujesz?
Nie wiem, mam to w głowie.
- Mogę iść do siebie? - Zostań przy stole.
Zaczekaj, aż siostra skończy.
Powtarzam:
dopóki tu mieszkasz, będziesz czekał, aż siostra skończy jeść.
- Jesteś jej winien minimum szacunku. - Szacunku?
Niczego nie jestem winien! Policja mówi, że to przez ciebie.
- Przez broń w domu. - Milcz.
- Nie zrobiłem nic złego! - Nie mów tak do ojca.
Nie musisz mi przypominać. Estelle robi to co dzień od trzech lat.
Simon, chodź tu! No, już!
Wracaj!
- Mam dość! - Wracaj!
- Kurwa, dość! - Otwieraj!
Mam dość, słyszycie?
Otwórz.
Daj mi spokój.
Już, bo wszystko rozwalę.
Zostaw mnie! Nie chcę cię więcej widzieć!
Nigdy! Słyszysz?
- Otwórz drzwi. - Zostaw mnie.
To się stało z twojej winy.
To twoja wina! Twoja!
Już idę.
Dzień dobry.
Carine Charles, pańska nowa opiekunka społeczna.
Od trzech dni nie mogę się dodzwonić, więc po prostu przyszłam.
Mogę wejść do środka?
Lepiej nie.
Nalegam.
Okej.
Mam sprawdzić, w jakich warunkach żyje pańska siostra,
i ocenić pańską zdolność do opieki nad nią.
Z wiadomości od psychiatry wynika,
że ostatnio znów cierpi pan na paranoję.
Niepokoimy się o dobro siostry i pana.
Psychiatra to drań.
Chce mi odebrać Estelle, ale nie wie, co się tu dzieje.
Nie pozwolę, żeby mnie załatwił.
Możemy przejść do pokoju Estelle?
Na piętrze.
Już widzę, że nie jest to stymulujące środowisko dla chorej.
Chce pani mówić o wystroju?
- Zamyka ją pan? - Nie.
To dla bezpieczeństwa.
Drzwi wejściowe się nie zamykają,
więc kiedy wychodzę, przekręcam klucz.
Z obawy przed włamywaczami.
Nie zamykam jej. Jest sparaliżowana, do cholery!
Rozumiem.
Nie ma tu czego kraść.
- W jakim ona jest stanie! - Zajmuję się nią.
Nie chce telewizora, bo od tego ma migreny.
Czytam jej, kąpię ją, masuję, stymuluję.
Jest tu pani dwie minuty i mnie poucza?
- Niech jej pani nie dotyka! - Nie chodzi o to, co pan robi, ale jak.
Jestem opiekunką społeczną.
Zajmiemy się panią.
Przyjedziemy po Estelle dziś wieczorem. Zgłosimy tę sytuację władzom.
Nie może pan zamykać tej kobiety i trzymać jej bez opieki.
Przypominam, że pracuję w opiece społecznej.
Przysłał mnie tu przełożony.
Wszyscy wiedzą, że tu jestem. Nie dam się zastraszyć.
Spokój!
Jestem spokojny. To pani się spięła.
Jeśli pan mnie tknie, będzie to pana kosztowało.
Nigdy nie zobaczy pan siostry.
Spokojnie. Chcemy tylko jej dobra...
Dobrze.
Widzę, że robisz postępy.
To ważne.
Ale nie próbuj dalej, bo zrobisz sobie krzywdę.
Dla bezpieczeństwa będę musiał cię przywiązać do łóżka.
Chyba tego nie chcesz?
Tak myślałem.
No, już.
Żadnych głupstw.
Dlaczego to robisz?
Zwłaszcza teraz.
Kiedy wszystko ma się ułożyć.
To bez sensu.
Na co liczyłaś? Więcej szacunku!
Z takim zachowaniem cię nie przyjmą!
Nigdy, rozumiesz?
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.
Słyszysz? Już niedługo.
Nie jesteś głodna?
- Chodź ze mną. - Mogę jeszcze jeden napój?
Najpierw panowie zadadzą ci kilka pytań. Chodź.
Nie bój się.
- Wcale się nie boję. - To dobrze.
To ona.
Ma na imię Zoé.
Powtórz im to, co mi opowiedziałaś.
Dzień dobry, Zoe.
Usiądź tutaj.
Żeby sobie przypomnieć, co powiesz, będę cię filmował.
Nie denerwuj się. Tak robimy.
Skontaktuję się z wydziałem ds. nieletnich. Dam znać.
Mogę dostać drugi napój czekoladowy?
Tak, ale najpierw odpowiedz na pytania.
Potem dostaniesz tyle napojów, ile zechcesz.
To ważne, żebyś powiedziała całą prawdę.
On nie jest moim wujkiem.
Kto?
Simon.
A kto to jest Simon? Twój kolega?
On karmi swoje świnie paniami.
Co chcesz przez to powiedzieć?
Zoé?
Chciałabym odnaleźć mamę.
Antoine mówi, że umarła, ale to kłamca i nawet go nie znam.
Zresztą tak się nie umiera. To nie tak.
Spokojnie, znajdziemy mamę.
Zoé, proszę...
Co powiedziałaś policjantce?
Widziałam, jak jedną panią zjadły świnie.
Chciała uratować Estelle.
Mogę już dostać czekoladę?
Zaczekaj. Nie opowiadaj nam bajek.
Chcesz odnaleźć mamę?
Wymyśliłaś to wszystko? Widziałaś w TV?
Widziałam na własne oczy. Schowałam się w stodole.
Mam informacje.
Jak się nazywasz?
Zoé Debar.
A naprawdę?
Możesz powiedzieć.
Już nie musisz się niczego bać.
Aline Nostra.
Mała Nostra ze sprawy Nerona?
Od pięciu lat cię szukamy. Już po wszystkim.
Czy dostanę czekoladę?
Jestem Simon Dormel,
moje współrzędne GPS to 51, 28, 38 N.
Od kilku dni gorzej się czuję.
I dzieją się dramatyczne rzeczy.
To znak, że oni są blisko.
Skontaktowali się ze mną 25 lat temu, znam ich.
Sygnał jest coraz silniejszy.
Co dzień nadają dłużej.
Słyszę też uderzenia w kominie. Posłuchajcie i popatrzcie.
Gdy znajdziecie ten film, nas już tu nie będzie.
Wszelkie próby rozłączenia mnie z Estelle są daremne.
Tam, dokąd się udamy, niczego nam nie zrobicie, skurwysyny.
Najmłodsi nie lubią światła.
Trzeba zrobić półmrok.
Już są!
Są!
Co? Cholera! Szlag by to!
Co jest?
Pan Simon Dormel? Inspektor Lavant.
W związku z zaginięciem Carine Charles mamy do pana parę pytań.
Możemy wejść?
Lepiej nie. Żona chodzi nago po domu.
Proszę jej przekazać, żeby się ubrała. Mamy kilka pytań.
Dobrze, dwie minuty.
Nadszedł wielki dzień.
Zabierzcie nas. Teraz!
Teraz!
Do kurwy nędzy! Zabierzcie nas!
Jesteśmy gotowi.
Weźcie nas. Teraz.
Ożeż kurwa!
To moja siostra! Puszczać! Co robicie?
Nie możemy zostawić Estelle!
Proszę!
Nie! Estelle!
Obudził się.
Chodźmy do niej.
- To siostra zawiadomiła doktora? - Tak.
Rano pacjent był przytomny, próbował wyrwać sondę.
Źle siostra zrobiła.
Należało zwrócić się do mnie.
- Jest procedura. - Dość! Niech siostra po nią idzie.
- Spotkamy się w jej pokoju. - Dobrze.
Proszę otworzyć, to ja, Anna.
Wiesz, dlaczego moi rodzice nie przychodzą?
Czekają, aż ci się polepszy.
Nie zapomnieli o tobie.
Może przejechał ich autobus z uszkodzonymi hamulcami.
Nie sądzę.
Wróć do siebie, przyjdę później.
Dobrze.
- Wciąż jest przytomny? - Tak.
Niech Bóg się nad nim zlituje.
Simon nie mógł decydować o godzinie sądu!
Nie mieszkali razem po nic.
Nie Bóg wybierze między karą a litością,
lecz Estelle.
Wtedy odzyska spokój.
A Bóg osądzi go w swoim czasie.
Czy tylko on za to odpowiadał?
Nie reagujmy pochopnie.
Niech emocje opadną.
Dzień dobry. Niesłychane, co się stało.
Dzień dobry, Estelle.
Czy on może mówić?
Nie wiemy. Raczej nie.
Mogę go zobaczyć?
Proszę.
Siostro...
Dzień dobry.
Ocknął się rano. Wydaje się przytomny, ale nie może się ruszyć.
Mogę z nim zostać na kilka minut?
Oczywiście. Zostawmy ich na parę minut.
Doktor Cartier zbada pani brata.
Dzień dobry.
Gratuluję postępów w ostatnich miesiącach.
To dobrze wróży.
Słyszy mnie pan?
Zastanawia się pan, gdzie jest? W klasztorze sióstr augustianek.
Doktor Yves Cartier. Dbam, by pański powrót do nas przebiegł jak najlepiej.
Wyjmę sondę. Będzie tylko trochę nieprzyjemnie.
Już po wszystkim.
Długo był pan w śpiączce.
Szanse wybudzenia były znikome.
Przewieziemy pana do odpowiedniejszej placówki.
Zapomniałam radia. Potrzebne mi nowe baterie.
Proszę się zwrócić do siostry Marie.
Nie uważam, że należy informować służby.
Na wieść, że się ocknął,
opieka społeczna zabrałaby go stąd i Estelle zostałaby sama.
To przekreśliłoby cały nasz postęp.
Zapomina siostra o celu waszej misji. Siostra błądzi.
Moja misja - to czynić, co uważam za słuszne.
Ta decyzja nie należy do siostry.
Nie wie pan, o czym mówi.
Niektóre sprawy pana przerastają.
On zostanie i już.
- Życzę miłego dnia. - Jeszcze zobaczymy.
Do widzenia.
Tekst: Karolina Bober
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.