All language subtitles for Les.Traducteurs.2019.FRENCH.1080p.WEB.H264-ALLDAYiN

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
cs Czech
da Danish
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian Download
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Widzisz,

przez ca艂e swoje 偶ycie demontowa艂em istniej膮ce mechanizmy.

Wszystkie, nawet te najbardziej skomplikowane.

Jako dzieciak

zam臋cza艂em magik贸w, 偶eby t艂umaczyli mi sztuczki.

I zawsze osi膮ga艂em zamierzony cel.

Ksi臋garnia Fontaine

Targi Ksi膮偶ki, Frankfurt, Niemcy

Szanowni Pa艅stwo! Niezmiernie mi艂o mi og艂osi膰,

偶e wydawnictwo Angstrom naby艂o prawa do fina艂owego tomu

trylogii Dedal Oscara Bracha, pod tytu艂em Cz艂owiek, kt贸ry nie chcia艂 umiera膰.

Jednoczesne prace nad przek艂adami rozpoczn膮 si臋 w grudniu,

a ksi膮偶ka b臋dzie dost臋pna we wszystkich dobrych ksi臋garniach od marca.

Kopenhaga, Dania

My艣la艂em, 偶e pisarki pracuj膮 w domu.

Dlatego si臋 z tob膮 o偶eni艂em. To najgorszy moment na wyjazd.

- Carl, nied艂ugo wszystko si臋 zmieni. - Niby jak?

Zaufaj mi.

Z drogi! Ruchy!

Lizbona, Portugalia

Dzi臋kuj臋.

Dzisiaj nie przyjd臋. Jad臋 pracowa膰 do Francji. Na dwa miesi膮ce.

Jaja sobie robisz?

- Wszystko w porz膮dku? - A sk膮d! Wylali mnie z pracy!

Nie jedzie pani pracowa膰 do Francji?

Od kiedy jedna praca wystarczy, 偶eby si臋 utrzyma膰?

W Pary偶u. Spotkam si臋 ze starym kumplem, Oscarem Brachem.

Co pan wyprawia? To moje!

To nic nie da. Ju偶 pr贸bowa艂em. Ignoruje nas.

- Konstantinos Kedrinos, Grecja. - Zabra艂 mi telefon! Szlag!

Nie czyta艂 pan umowy.

I co z tego? Mam drugi.

Gare du Nord, Pary偶, Francja

Co tam, stary?

Rezydencja Villette, Francja

Jak min臋艂a podr贸偶?

Rozdam identyfikatory.

Przynajmniej nie zapomnimy, jak si臋 nazywamy.

Nawet podczas ataku klaustrofobii. Od razu lepiej.

Prosz臋 bardzo uwa偶a膰, bo to...

Niewa偶ne. Nie ma sprawy.

To moje... Dzi臋ki.

To moje narz臋dzie pracy.

Musz臋 si臋 nagrywa膰.

To urz膮dzenie i tak...

nie 艂膮czy si臋 z sieci膮.

Warunki pracy s膮 poufne, panie Casal. Nie pozostanie 偶aden 艣lad po waszym pobycie.

- Pe艂ne zaufanie... - O艂贸wek i papier w zupe艂no艣ci wystarcz膮.

Wygl膮da jak ta martwa laska z Dedala. Od razu wchodzimy w klimat.

Zaburzenia osobowo艣ci. Zapewne wynik k艂opot贸w z tatusiem.

Chod藕my.

KOD DEDALA

Robi wra偶enie, prawda?

A to dopiero pocz膮tek.

- Alex Goodman. - Chen Yao.

- Przyjecha艂e艣 prosto z Chin? - Mieszkam w Pary偶u od ponad dwudziestu lat.

Nie wiedzia艂em, 偶e jeste艣 taki m艂ody.

Dedal to m贸j debiut. By艂em sta偶yst膮, gdy wydali pierwszy tom.

Nikt nie chcia艂 go wzi膮膰. Mia艂em szcz臋艣cie.

Cz臋sto 艣pisz na ulicy?

Przyjecha艂em wczoraj. Nigdy nie by艂em w Pary偶u.

Chcia艂em si臋 troch臋 zabawi膰...

Zabawi艂em si臋 bardziej ni偶 troch臋.

W艂a艣cicielem rezydencji jest rosyjski miliarder,

wielki fan Dedala, przekonany o bliskim ko艅cu 艣wiata.

Dzi臋ki jego nieszkodliwej obsesji dzie艂o Oscara Bracha b臋dzie bezpieczne.

Zapraszam.

Czeka was nie艂atwe, cho膰 presti偶owe zadanie.

Jednoczesna praca nad przek艂adem

to precedens i genialny pomys艂 pana Angstroma.

A tak偶e wyra藕ne przes艂anie polityczne.

Deklaracja jego zaciek艂ej walki przeciw wszelkim przejawom piractwa.

Mo偶ecie uwa偶a膰 si臋 za szcz臋艣ciarzy,

bo pochodzicie z kraj贸w, gdzie Dedal sprzedaje si臋 najlepiej.

Stworzyli艣my wam bardzo przyjazne warunki odosobnienia.

Wieczorem zobaczycie pokoje.

Ka偶dy z nich ma powierzchni臋 ca艂ego mojego mieszkania.

I w ka偶dym jest osobna 艂azienka.

Korzystanie z sieci jest surowo wzbronione.

Codziennie dostarczymy wam 艣wie偶膮, mi臋dzynarodow膮 pras臋.

Tutejszej kolekcji film贸w nie obejrzeliby艣cie do 艣mierci.

艢niadanie podajemy o 8, lunch o 13, a kolacj臋 o dwudziestej pierwszej.

Z wyj膮tkiem niedziel, dzie艅 pracy trwa od dziewi膮tej do dwudziestej.

Pan Angstrom b臋dzie surowo was z tego rozlicza艂.

Mo偶na tu przyjemnie przeczeka膰 apokalips臋, prawda?

Prosz臋 dalej.

T艂umaczymy tego gniota pogrzebani 偶ywcem. Oto apokalipsa!

Przepraszam...

Eric...

Dario Farelli. Ciesz臋 si臋, 偶e zn贸w pana widz臋. Pami臋ta mnie pan?

I pana, i ca艂膮 reszt臋.

Usi膮d藕cie, prosz臋.

- Pan r贸wnie偶. - Oczywi艣cie...

Tu jest tylko 20 stron...

W膮tpi臋, 偶e prze艂o偶y je pani bezb艂臋dnie w ci膮gu jednego popo艂udnia.

Wieczorem zbior臋 arkusze i zwr贸c臋 je wam jutro,

dodaj膮c, w razie konieczno艣ci, 20 kolejnych stron.

W ci膮gu miesi膮ca poznacie i prze艂o偶ycie 480 stron trzeciego tomu.

Drugi miesi膮c przeznaczycie na poprawki.

W tej bibliotece znajdziecie podstawy wiedzy og贸lnej.

Solidniejsze, ni偶 gdziekolwiek indziej.

Nie podoba si臋 tu panu, Kedrinos?

Gdybym chcia艂 pracowa膰 w korporacji wybra艂bym inny zaw贸d.

Arkusze i komputery zostaj膮 w tym pokoju.

Palarnia jest w holu, pani Alves.

Nasi rosyjscy przyjaciele b臋d膮 nad wami czuwa膰.

艢wietnie. 呕ycz臋 mi艂ej pracy.

I, jak to m贸wi膮 we Francji, "w g贸r臋 serca"!

DWA MIESI膭CE P脫殴NIEJ

Wi臋zienie Bois d'Arcy, Francja

Nie s膮dzi艂em, 偶e zgodzisz si臋 przyj艣膰.

Poczucie winy bywa pomocne.

Prosz臋.

Mimo wszystko j膮 wydadz膮.

Wykorzystaj膮 to, co si臋 sta艂o, 偶eby podkr臋ci膰 sprzeda偶.

We藕 j膮. Przynios艂em dla ciebie.

Twoje trofeum, w pewnym sensie.

Tylko 1% propozycji, kt贸re co roku trafiaj膮 na moje biurko, nadaje si臋 do publikacji.

Spo艣r贸d nich sprzeda si臋 tylko 10%.

I tylko jedna, g贸ra dwie, zostan膮 bestsellerami.

Ca艂ymi latami pracowa艂em

na sukces wydawnictwa Angstrom.

Wypowiadasz wojn臋 bran偶y, kt贸ra zatrudnia miliony,

a generuje miliardy.

Nie poradzisz sobie.

W k贸艂ko j膮 czytam.

Mam przeczucie, 偶e rozwi膮zanie jest w 艣rodku.

Nie umiem sobie tego wybi膰 z g艂owy.

Musz臋 zrozumie膰, jak do tego dosz艂o.

Nie rozstawa艂em si臋 ani na chwil臋 z maszynopisem orygina艂u.

Poza autorem i mn膮

nikt inny go nawet nie trzyma艂.

A mimo to

musia艂 dosta膰 si臋 w twoje r臋ce.

Kiedy?

Nie patrz tak na mnie. W ko艅cu i tak si臋 dowiem.

- Chcesz odrobin臋, Javier? - Nie, dzi臋ki.

Musz臋 si臋 pilnowa膰. To b臋d膮 dwa intensywne miesi膮ce.

Chyba nie wszystkich to stresuje.

- No co? - Troch臋 chrapiesz. I si臋 艣linisz.

Fakt.

Masz szcz臋艣cie, 偶e trafi艂e艣 tu w tak m艂odym wieku.

- Musisz mie膰 talent... - Tak, on ma talent... Zw艂aszcza do drzemek.

- Cel u艣wi臋ca 艣rodki. - Po prostu musz臋 odespa膰.

Zreszt膮 i tak nigdy nie siadam do t艂umaczenia z marszu. To musi... dojrze膰.

Masz racj臋. Poza tym 藕le si臋 pracuje bez ca艂ego tekstu.

Znajomo艣膰 ca艂o艣ci to podstawa.

- Angstrom traktuje nas jak maszyny. - Sk膮d!

Po prostu jest ostro偶ny.

Obci膮gasz mu, czy co? Jest sadyst膮. Od razu to wida膰.

To frustruj膮ce!

My艣la艂em, 偶e si臋 dowiemy, kto utopi艂 Rebecc臋.

- Ale po co? - A mo偶e 艣ledztwo Francka wyka偶e,

偶e Rebbeca pope艂ni艂a samob贸jstwo?

- 呕eby go ocali膰? - Nie.

By艂bym zawiedziony.

A je艣li to sam Franck zabi艂 swoj膮 偶on臋?

Mo偶e dzia艂a pod wp艂ywem Dedala, cho膰 o tym nie wie?

Rebecca stworzy艂a wirus.

Traktowa艂a Francka jak kr贸lika do艣wiadczalnego i to si臋 na niej zem艣ci艂o.

Nie.

To by by艂o zbyt banalne.

To prawda.

Nie trzyma si臋 kupy.

Czekali艣my na to dwa lata.

Dwa przepieprzone lata.

To nie jest literatura, tylko produkt masowej konsumpcji.

呕adne zako艅czenie

nie uczyni z tej ksi膮偶ki arcydzie艂a.

O czym ty w og贸le m贸wisz? To 艣wiatowy bestseller!

- Miliard dolc贸w zysku, do kurwy n臋dzy. - Przypomnij mi, co z tego masz? G贸wno!

Oscar Brach, jest taki jak reszta.

B臋dzie wydawa艂 kolejne serie poboczne,

i pisa艂 w k贸艂ko t臋 sam膮 ksi膮偶k臋, dop贸ki nie sp艂aci domu w Szwajcarii.

Dedala analizuj膮 badacze z najlepszych uczelni w Europie.

Uniwersytety te偶 wkraczaj膮 do 艣wiata biznesu.

Wiem, co m贸wi臋. Wyk艂adam w Atenach.

Wi臋c co tutaj robisz, skoro tego nie akceptujesz?

To samo, co wy.

Uginam kark przed wielkim kapita艂em, 偶eby mie膰 co w艂o偶y膰 do garnka.

Ja robi臋 to z rado艣ci膮.

- A ja nie mam wyboru. - Traktujecie to jak zwyk艂e zlecenie?

Praca w s艂u偶bie Dedala to ogromny zaszczyt!

Rebecca...

albo raczej jej duch...

Franck rozr贸偶nia艂 je z coraz wi臋kszym trudem.

Rebecca sta艂a si臋 niewyra藕n膮 u艂ud膮.

Przypomina艂a mu...

o poczuciu winy, kt贸re ogarnia艂o go w tych fatalnych godzinach

i narasta艂o w przelotnych wizjach,

w powracaj膮cych stale odpryskach tragedii.

Rebecca.

Jej d艂ugie, czarne w艂osy na wodach Sekwany...

Ciemne k臋dziory, odbijaj膮ce 艣wiat艂a mijaj膮cych j膮 statk贸w.

I suknia, faluj膮ca wok贸艂 niczym bia艂e skrzyd艂a.

- Dobry wiecz贸r. - Dobry wiecz贸r.

Dzi臋kuj臋.

Dobranoc.

Panie Farelli!

Tak, Ericu?

Liczy艂 pan na spotkanie z Oscarem Brachem?

Tweetowa艂 pan o tym przed przyjazdem.

Nie. To taka metafora. Mia艂em na my艣li ksi膮偶k臋.

Troch臋 reklamy nie zaszkodzi.

Reklam臋 prosz臋 zostawi膰 mnie.

Rose-Marie p贸jdzie z panem na g贸r臋. Usunie pan ten post.

Dobrze.

Brach nadal nie chce nadzorowa膰 naszej pracy?

W tych okoliczno艣ciach by艂oby to mo偶liwe.

Podpisali艣my klauzul臋 poufno艣ci. Jego to偶samo艣膰 pozostanie tajemnic膮.

Nie interesuj膮 go techniczne szczeg贸艂y, zwi膮zane z publikacj膮.

Techniczne?

Na jego miejscu chcia艂abym pozna膰 tych, kt贸rzy m贸wi膮 jego g艂osem.

Tu chodzi o jako艣膰 tekstu.

Jako艣ci Dedala nie trzeba ju偶 udowadnia膰, pani Korbel.

Za chwil臋 sko艅czy. W razie potrzeby jestem obok.

Niech zostanie krytykiem, skoro nie ma ju偶 nic do powiedzenia.

W艂a艣nie!

Tak. Z punktu widzenia dziennikarza...

Naprawd臋 mi przykro... Cze艣膰!

- Co pani tu robi? - Rose-Marie kaza艂a mi na pana czeka膰.

Chcia艂 si臋 pan ze mn膮 spotka膰?

Tempo pani pracy jest imponuj膮ce, pani Anisinova.

Dzi臋kuj臋.

Premiera trzeciego tomu

na Paryskich Targach Ksi膮偶ki b臋dzie wielkim wydarzeniem.

Planuj臋 konferencj臋 prasow膮.

Fani...

Fani oszaleliby

na widok sobowt贸ra Rebeki.

Wola艂abym opowiedzie膰 im o swojej pracy.

Jedno nie wyklucza drugiego.

Za Pary偶!

Gdyby nie ta fascynacja Oscarem Brachem,

by膰 mo偶e tekst nigdy by nie wyciek艂.

Wiesz...

tajemnica jego to偶samo艣ci

i rola jedynego depozytariusza orygina艂u

przynios艂a mi same k艂opoty.

Powiedziano o nim wszystko. 呕e tak naprawd臋 to bli藕niacy,

偶e to kobieta,

i dawny enerdowski szpieg.

Niekt贸rzy twierdzili, 偶e to ja.

Barfleur, Normandia, Francja

Przepraszam... Kurs literatury i komparatystyki, to tutaj?

Ju偶 dawno nie ucz臋, m艂odzie艅cze. Rozczarowa艂em si臋.

Moi najlepsi studenci poszli w biznes. Zarabiaj膮 du偶e pieni膮dze.

Nie chc膮 by膰 smutnymi pisarzami.

Kto艣, to zazna艂 g艂odu, wie, 偶e sztuka go nie wykarmi.

Jak si臋 masz?

- Jak min臋艂a podr贸偶? - By艂a d艂uga i nudna.

- Do tego miejsca nie wal膮 t艂umy. - I niech tak zostanie.

Georges, dlaczego nie pozb臋dziesz si臋 tej ksi臋garni?

Za same tantiemy m贸g艂by艣 do 艣mierci je藕dzi膰 po 艣wiecie.

- Mam 艣wietny dzia艂 podr贸偶niczy. - Tak, wiem.

W艂a艣nie postawi艂em ostatni膮 kropk臋 w Dedalu.

M臋偶czyzna, kt贸ry nie chcia艂 umrze膰 czeka na ciebie na g贸rze.

- Wiedzia艂em! - Naturalnie.

Inaczej by艣 tu nie przyjecha艂.

Oscar Brach to jedyna osoba, kt贸rej dot膮d nie potrafi艂em przejrze膰.

Nale偶y do tej samej kategorii ludzi, co ty.

Ale nie ja.

Ja nigdy nie mia艂em wyobra藕ni.

- Odbi艂o ci? - My艣la艂em, 偶e nigdy nie wyp艂yniesz.

Chcia艂am sprawdzi膰, co czu艂a Rebecca, gdy ton臋艂a.

Jak na t艂umaczk臋 masz dziwne metody.

Mylisz si臋 co do mnie, Katerino.

Ja te偶 jestem fanem Dedala.

Obserwuj臋 ci臋.

Czuj臋 to samo, co ty.

Ostatni tom ma moc.

Kt贸ry pisarz by艂 inspiracj膮 dla monolog贸w Rebeki?

James Joyce. I jego strumie艅 艣wiadomo艣ci.

Pozbawiony przecink贸w monolog Molly Bloom

z Ulissesa.

Dominuj膮cy narrator w trylogii?

- Wszystkowiedz膮cy. - 殴le. Rebecca.

To twoja interpretacja.

- Naucz si臋 czyta膰. - Bohaterem... jest Franck.

Rebecca jest dusz膮 tej powie艣ci.

Wszystkie zdarzenia pokazuj膮 Franckowi, 偶e nigdy nie by艂a jego.

Dedal to co艣 wi臋cej, ni偶 thriller. To opowie艣膰 o 偶alu.

A ty? Co ci臋 porusza w Dedalu?

Nie wiem.

R贸偶ne rzeczy. Lubi臋 zagadki.

Nie por贸wnujesz go z Ulissesem tylko dlatego, 偶e lubisz zagadki.

Dla mnie ta ksi膮偶ka opowiada g艂贸wnie o 偶a艂obie.

Niemo偶liwej do prze偶ycia.

To akurat dobrze znam.

Angstrom nie zrozumia艂 subtelno艣ci tej trylogii.

Tak prostacko opowiada o niej w mediach.

Dla pieni臋dzy zrobi艂by wszystko.

Kiedy艣 b臋dzie tego 偶a艂owa艂.

Ciesz臋 si臋, 偶e lepiej ci臋 pozna艂am,

Aleksie Goodmanie.

Mo偶e powinna艣 da膰 szans臋 innym, 偶eby te偶 ci臋 poznali.

Rozumiem, co ci臋 do tego sk艂oni艂o.

Poza pieni臋dzmi, oczywi艣cie.

T艂umacz 偶yje czyim艣 偶yciem.

Nikt nie zapami臋tuje jego nazwiska. Zawsze na drugiej stronie, nigdy na ok艂adce...

A ty...

Ty masz inne ambicje...

I mo偶liwo艣ci, by je spe艂ni膰.

Zawsze ci臋 dobrze traktowa艂em.

Da艂em ci szans臋.

Mog臋 da膰 ci kolejn膮.

Pod jednym warunkiem.

Powiedz mi to, co chc臋 wiedzie膰.

Odezwij si臋, do cholery!

Katerina przygotowuje si臋 do wielkiej rozgrywki.

To b臋dzie wspania艂y pojedynek!

Podchodzi, wymierza odleg艂o艣膰... I strike!

Co ty tu robisz?

艢wi臋ta nie s膮 dla mizantrop贸w.

- Zawsze mia艂em s艂abo艣膰 do szampana. - Ty 艂obuzie!

- Dzi臋ki za zaproszenie. - Mi艂o nam.

Nie chcia艂em zostawia膰 ci臋 z szefem. Mam dobre serce.

Dajesz, W艂ochu!

- Przepraszam! - Teraz przepraszasz?

Albo gramy albo nie gramy!

Dobra, nie gramy.

R臋ce s艂u偶膮 W艂ochom wy艂膮cznie do m贸wienia.

- Sk膮d ty bierzesz te wszystkie stereotypy? - Uwielbiam to.

- Jeste艣 gorszy ni偶 my wszyscy. - Mo偶e zata艅czysz flamenco?

A nie, to w Hiszpanii.

Zawsze mi si臋 myli. Jak wszystkim.

Ze mn膮 nikt nie wygra. Grecy wynale藕li

wino, teatr i demokracj臋. Przebijcie to.

To by艂o 3000 lat temu.

- W艂a艣nie! - A potem spocz臋li艣cie na laurach.

I nie p艂acicie podatk贸w.

呕artowa艂am.

Chcia艂bym wznie艣膰 toast.

Niech to odosobnienie utrze nosa tym,

kt贸rzy twierdz膮, 偶e 艣wiatowe braterstwo to mrzonka.

Pozw贸lcie, 偶e za艣piewam w j臋zyku Shakespeare'a...

Tym, czego pragnie dzi艣 艣wiat Jest mi艂o艣膰, s艂odka mi艂o艣膰

- Znasz? - Jasne!

A ja?

Witaj Eric...

Co si臋 dzieje, do cholery?

"Dziesi臋膰 pierwszych stron Tomu III ju偶 do ciebie nie nale偶y.

Pi臋膰 milion贸w euro zatrzyma ten wyciek.

Je艣li nie przelejesz ich w ci膮gu 24 godzin,

jutro w sieci pojawi si臋 100 kolejnych stron.

Upieraj si臋 nadal, a ca艂a ksi膮偶ka wymknie ci si臋 z r膮k.

Nie zastanawiaj si臋, lecz dzia艂aj.

Tylko w ten spos贸b odzyskasz spok贸j.

Ciesz si臋!

Tw贸j pech uszcz臋艣liwi licznych fan贸w Oscara Bracha.

Wielu z nich przek艂ada ju偶 jego kwiecist膮 francuszczyzn臋

na swoje j臋zyki, w czynie spo艂ecznym.

Internet obala granice kulturowe i 艂膮czy ludzi.

Tym, czego pragnie dzi艣 艣wiat jest mi艂o艣膰, s艂odka... mi艂o艣膰."

Podobno ma pan pi臋kny g艂os.

- Czy偶by艣cie nas obserwowali? - Winny jest w艣r贸d nas.

Prace zostaj膮 wstrzymane na czas nieokre艣lony.

Nie macie ostatnich stu stron. Ten kto to zrobi艂,

nie b臋dzie m贸g艂 spe艂ni膰 swojej gro藕by.

Dop贸ki nie znajdzie si臋 winny, jeste艣cie skazani na bezczynno艣膰.

- A je艣li nigdy si臋 nie znajdzie? - Prosz臋 si臋 nie martwi膰.

Znajdziemy go. I zdemaskujemy.

S艂owo komentarza, panie Kedrinos?

Przepraszam, ale je艣li pan nie zap艂aci,

b臋dzie pan w dupie.

Nikt nie kupi ksi膮偶ki, kt贸ra jest dost臋pna za darmo. Kto艣 pana wydyma艂!

Przesta艅!

Odbi艂o panu?

Rose-Marie, zr贸b co艣!

Mo偶emy to za艂atwi膰 bardzo szybko. Wszystko zale偶y od was.

- Ile chce haker? - 5 milion贸w.

Trzeba zawiadomi膰 policj臋.

To sprawka kt贸rego艣 z t艂umaczy. Zajm臋 si臋 tym.

Znajd臋 najwi臋kszego megalomana.

Mo偶e to kobieta? Mizoginia ci臋 zgubi!

To nie telefon!

Tylko ty znasz autora i posiadasz maszynopis.

Ro艣cisz sobie wszelkie prawa. Nie wiemy nawet, gdzie jeste艣!

Taka by艂a umowa.

Ca艂e 艣rodowisko panikuje. Zagraniczni wydawcy gro偶膮 s膮dem.

Ale偶 prosz臋, sprawdzajcie. Mog臋 nawet pom贸c.

Firma ju偶 i tak cienko prz臋dzie.

Za艂atw to, bo zbankrutujemy.

Odwalcie si臋!

Wy skurwysyny! 艁apy precz od moich rzeczy!

Puszczaj!

- Co o tym my艣li sam Oscar Brach? - O niczym nie wie.

- Jak to? - Tak czy inaczej, z艂odziej jest w pobli偶u.

Dopadn臋 go w ci膮gu kilku godzin.

Chroni臋 to, co moje.

Atakuj膮 mnie, wi臋c si臋 broni臋. Nikomu nie zabraniam odda膰.

Ale ludzie s膮 tacy s艂abi!

Cho膰by ty...

Jeste艣 zbulwersowana, ale boisz si臋 to powiedzie膰.

- Gdybym to zrobi艂a, straci艂abym prac臋. - I co z tego?

- Lubi臋 swoj膮 prac臋. - Lubisz by膰 pokoj贸wk膮?

Nie. Lubi臋 literatur臋.

Wi臋c za艂贸偶 wydawnictwo. Nie moja wina, 偶e ludziom brak ambicji.

To powa偶ne wykroczenie.

Angstrom nie stoi ponad prawem. Wy te偶 nie.

Nie dotykaj tego! To moje!

D艂ugo si臋 pani ukrywa艂a!

To nie jest transkrypcja Dedala.

Ka偶dy, kto zna du艅ski, mo偶e to za艣wiadczy膰.

Ma pani beznadziejny styl.

Jeszcze tego nie sko艅czy艂am.

To moja pierwsza powie艣膰.

Jak d艂ugo pani nad tym siedzi?

Tylko szczerze.

Osiem lat.

Ale odk膮d tu jestem, co艣 si臋 ruszy艂o.

Wie pani...

偶e umowa zabrania wszelkiej innej aktywno艣ci

podczas pracy nad przek艂adem.

Nie wie pan, jak to jest, gdy si臋 ma rodzin臋.

Dwa miesi膮ce w odosobnieniu to okazja, by uko艅czy膰 powie艣膰.

Ale偶, pani Tuxen!

Jest pani beztalenciem.

Gdzie艣 w g艂臋bi duszy

jaki艣 cichy g艂osik powtarza to pani od lat,

ale pani udaje, 偶e go nie s艂yszy.

Z艂udzenia to nic dobrego.

Kiedy艣 mi pani podzi臋kuje.

Co ty gadasz!

- Wiem, 偶e chc膮 mnie w to wrobi膰! - "Kto si臋 czerwieni, ju偶 jest winny.

"Prawdziwa niewinno艣膰 nie wstydzi si臋 niczego." Rousseau.

Ktokolwiek to jest - szacun!

Je艣li potrzebuje pomocy, niech da mi zna膰.

Odbi艂o ci? Haker wydyma艂 nie tylko Angstroma, ale i nas.

Kto zarabia tu najmniej?

A co? Tylko biedni okradaj膮 bogatych? Zejd藕 na ziemi臋, Dario!

Dlaczego to mia艂by by膰 kto艣 z nas?

- Dlaczego nie Rose-Marie? - A mo偶e ochrona? Albo kucharze?

Nie. Nie grali z nami w kr臋gle.

- Nie s艂yszeli, jak 艣piewa艂em. - Rose-Marie s艂ysza艂a.

I wyda艂a ci臋 Angstromowi.

Rose-Marie to grzeczna dziewczynka. Nigdy by tego nie zrobi艂a.

Angstrom musi zap艂aci膰. I to szybko.

Nigdy nie zap艂aci.

W 偶adnym kryminale nie p艂aci si臋 pierwszego okupu. I to jest pocz膮tek k艂opot贸w.

Drugie 偶膮danie wzmaga napi臋cie, ale te偶 nie zostaje spe艂nione.

Nikt nie 艂amie si臋 przed trzecim. P艂ac膮 dopiero w ostatniej chwili.

"Zagadka to sekwencja prostych rzeczy." Dedal, tom I, rozdzia艂 4.

W艂a艣nie! Musimy my艣le膰 jak haker!

Gdybym by艂a nim lub ni膮, na pewno skopiowa艂abym tekst.

Kiedy? Sp臋dzali艣my razem ca艂e dnie. Zauwa偶yliby艣my.

- W nocy. - A co z dost臋pem do sieci?

Kto艣 m贸g艂 wnie艣膰 do schronu

roz艂o偶onego na cz臋艣ci smartfona.

I gdzie by go schowa艂?

Nosi go zawsze przy sobie.

Przypomnij mi, jak sobie to zrobi艂e艣?

- Spad艂em z roweru. - Kiedy?

W艂a艣nie, kiedy?

Jaki艣 miesi膮c temu.

Telma!

Odbi艂o ci?

Nie m贸g艂by udawa膰. Niczego nie chowa pod gipsem.

Je艣li b臋dziemy si臋 wzajemnie pilnowa膰, haker nie b臋dzie m贸g艂 dzia艂a膰 dalej.

Nie proponuj臋 ci drinka...

Daj spok贸j, Alex. Nie wierz臋 ju偶 w twoj膮 poz臋 m艂odego luzaka.

Nie popadaj w paranoj臋. Nie ty.

K艂amiesz. Od samego pocz膮tku.

Wszystko sprawdzi艂am przed wej艣ciem do schronu.

Nie prze艂o偶y艂e艣 ani Uk膮szenia Rebeki,

ani Zatrutego poca艂unku.

Wdepn膮艂em w niez艂e g贸wno.

Londyn, Anglia

S艂ucham pana.

Nic z niego nie wyci膮gniemy.

Chce rozmawia膰 wy艂膮cznie z Oscarem Brachem.

Mamy mu zap艂aci膰 za pirackie t艂umaczenia? Prosz臋 da膰 mi akta. Za艂atwi臋 to.

Naprawd臋 chce pan z tym i艣膰 do s膮du?

艢ciganie fana 藕le wp艂ynie na wizerunek Dedala.

Igrasz z ogniem, m艂odzie艅cze.

We Francji za kradzie偶 w艂asno艣ci intelektualnej grozi 5 lat,

i 300 000 grzywny, przy du偶ym szcz臋艣ciu.

W Anglii dostaniesz 10. A ja nie s艂yn臋 z mi艂osierdzia.

Pokaza艂 pan moje przek艂ady Oscarowi Brachowi?

Pa艅skie s膮 gorsze. Fani wol膮 moje.

Prawdziwi fani nie kradn膮, lecz p艂ac膮.

Prawdziwi fani 艣ci膮gn臋li moj膮 wersj臋 10 milion贸w razy, w ci膮gu dw贸ch tygodni.

A jak to wygl膮da u pana?

My艣lisz, 偶e jeste艣 sprytny, a da艂e艣 si臋 z艂apa膰.

Mo偶e w艂a艣nie tego chcia艂em?

Nigdy nie poznasz Oscara Bracha.

Nawet, je艣li go zainteresujesz, nie wy艣wiadcz臋 ci tej przys艂ugi.

Niech mnie pan zatrudni. Przet艂umacz臋 trzeci tom.

- Oficjalnie. - Jaja sobie robisz?

- Na chwa艂臋 Oscarowi Brachowi. - Mam ju偶 angielskiego t艂umacza.

Aaron Troy? Jest do dupy.

Praca nad przek艂adem

nie pomo偶e ci w poznaniu Bracha.

Ale i nie zaszkodzi.

Ma pan wiele do zyskania

i nic do stracenia.

B臋d臋 pracowa艂 za darmo.

Najlepiej znam jego tw贸rczo艣膰, do kurwy n臋dzy!

Do艣膰 tego. Do celi!

Za艂o偶臋 si臋, 偶e zgadn臋 pierwsze zdanie Tomu III.

To 艂atwe.

Co on powiedzia艂?

Boi si臋 pan, 偶e zgadn臋?

Mo偶ecie nas na chwil臋 zostawi膰?

Chod藕.

Prosz臋 bardzo.

Zaimponuj mi.

Jak to zrobi艂e艣?

Pierwsze zdanie Tomu II

sk艂ada si臋 z pierwszych s艂贸w ka偶dego rozdzia艂u Tomu I.

Opar艂em si臋 na logice Oscara Bracha

i wydedukowa艂em, 偶e w III Tomie u偶yje pierwszych s艂贸w z Tomu II.

Genialne.

Szkoda, 偶e si臋 nie pomyli艂em. Angstrom jest przekonany, 偶e ten haker to ja.

Zrobi艂bym wszystko, by pozna膰 Oscara Bracha,

ale nigdy bym go nie wykorzysta艂 do zarabiania pieni臋dzy.

Nie m贸g艂bym go zdradzi膰.

Ju偶 go zdradzi艂e艣, udost臋pniaj膮c t艂umaczenia dw贸ch pierwszych tom贸w.

Angielskie t艂umaczenie by艂o takie, jak Angstrom.

Blichtr pozbawiony g艂臋bi.

Czytelnicy podpisywali petycje,

偶eby zmieniono t艂umacza.

Je艣li nie znajdzie si臋 winny,

b臋dzie po mnie.

Prawie ukrad艂am orygina艂.

Nie mog艂am si臋 doczeka膰. Musia艂am pozna膰 zako艅czenie.

Wiesz, gdzie Angstrom go ukrywa?

Nigdy nie rozstaje si臋 z teczk膮. Nietrudno by艂o zgadn膮膰.

A kod?

123, najcz臋stszy.

Zaraz potem - 321.

567.

765.

666, liczba Szatana.

911, jak 11 wrze艣nia.

365 - liczba dni w roku.

069 - pozycja seksualna.

007.

777, trzy razy 艣wi臋ta liczba.

To najcz臋艣ciej u偶ywane trzycyfrowe kombinacje do zamykania walizek.

Dedal Tom I, rozdzia艂 15.

W przypadku Angstrom, oczywi艣cie, sprawdzi艂a si臋 pozycja seksualna.

Za godzin臋 lecisz do Londynu.

Przywie藕 mi wszystko co uda ci si臋 znale藕膰 na temat Aleksa Goodmana.

Poka偶, 偶e naprawd臋 kochasz literatur臋.

No tak. Nie tra膰my czasu...

Eric? Jestem w mieszkaniu Goodmana. Nic tu na niego nie ma, przykro mi.

Jest jednak co艣, co m臋czy艂o mnie przez ca艂膮 podr贸偶.

Od przyjazdu tylko troje t艂umaczy by艂o na g贸rze.

Mogli po艂膮czy膰 si臋 z sieci膮.

Mia艂am oko na pana Farellego i na pani膮 Tuxen.

Ale nie na pani膮 Anisinow膮.

10 PIERWSZYCH STRON DEDALA MILIONY WY艢WIETLE艃

No i prosz臋. Zaraz wszystko b臋dzie jasne.

Zobaczymy, dla kogo ta sytuacja oka偶e si臋 najtrudniejsza do zniesienia.

No, dalej!

Spr贸bujcie teraz wys艂a膰 mi maila!

"Drogi Eriku,

Widz臋, 偶e si臋 nie spieszysz.

艢wiat otrzyma dzi艣 100 nast臋pnych stron.

20 milion贸w euro ocali to, co jeszcze ci zosta艂o.

Ju偶 i tak nadu偶ywasz mojej wspania艂omy艣lno艣ci.

Masz sze艣膰 godzin.

P贸藕niej moje przygody zaczn膮 wymyka膰 ci si臋 z r膮k.

Podejmij dobr膮 decyzj臋 i we藕 si臋 w gar艣膰.

Kto si臋 czerwieni, ju偶 jest winny.

Prawdziwa niewinno艣膰

nie wstydzi si臋 niczego."

No i co? Teraz to wina Ingrid?

Tak. Powiedzia艂am to.

To jaka艣 czarna magia.

"Magia nie jest z tego 艣wiata."

Dedal, Tom II,

rozdzia艂 10.

Zna pani r贸wnie偶 na pami臋膰 wszystkie strony Tomu III?

- Tak to pani zrobi艂a, prawda? - S艂ucham?

Prosz臋 nie odgrywa膰 niewini膮tka! Udaje pani Rebecc臋,

pracuje pani pilniej, ni偶 ca艂a reszta, robi pani wszystko,

by zwr贸ci膰 na siebie moj膮 uwag臋. 呕ebym zaprosi艂 pani膮 do gabinetu.

- To nie by艂o wystudiowane... - Ca艂a jeste艣 wystudiowana!

To ona! Jasne, 偶e ona!

- Chce nas pan ze sob膮 sk艂贸ci膰? - Chroni臋 to, co moje!

Do艣膰 tego!

Nie b臋d臋 tu przez ciebie tkwi艂! Ty suko!

Przesta艅!

Alex, nie!

Spadaj!

Wiem, 偶e to ty.

Wiem! I udowodni臋 to.

Zobaczysz! Wiem to!

Dop贸ki nie znajdzie si臋 winny, niczego ode mnie nie dostaniecie.

- Mamy umrze膰 z g艂odu? - Nie obchodzi mnie to.

B臋dzie dobrze.

Nie b臋dzie. Nie mamy wody i ogrzewania. Nie mamy jedzenia.

Oka偶 troch臋 wi臋cej zrozumienia!

Spokojnie, Javier.

Najgorsze min臋艂o.

Wspaniale!

- Javier? - Dlaczego jest ciemno?

- Specjalnie od艂膮czyli pr膮d. - 艢wiat艂o!

Wszystko gra?

Musimy st膮d jako艣 uciec.

Kto艣 na was czeka po tamtej stronie?

Mo偶e m贸j pies.

Moi kochankowie.

A i oni...

potrafi膮 si臋 艣wietnie bawi膰 beze mnie.

Moja c贸rka.

Ale ona jest ju偶 du偶a.

Nie widzia艂am jej od kilku miesi臋cy.

Sta艂y艣my si臋 sobie obce.

Nie martw si臋, Helene.

Masz wielkie szcz臋艣cie.

- M膮偶 i dzieci kochaj膮 ci臋. - Ale ja ich nie.

- Chyba tak nie my艣lisz? - My艣l臋. To straszne.

Chyba jeszcze nigdy nie my艣la艂am tak trze藕wo.

Odk膮d tu jestem, dociera do mnie...

cho膰 robi臋 wszystko, by wm贸wi膰 sobie, 偶e jest inaczej...

偶e nie t臋skni臋 za nimi.

Za nikim, nawet za najm艂odszym.

Jak gdyby byli dla mnie...

tylko konceptami.

W m艂odo艣ci chcia艂am tylko

pisa膰 powie艣ci.

Podr贸偶owa膰 po 艣wiecie.

Nigdy nie chcia艂am dzieci.

Ale Karl naciska艂.

Wi臋c ust膮pi艂am, 偶eby si臋 cieszy艂.

Zawsze tak robi艂am.

Wszystkich uszcz臋艣liwia艂am.

To sk艂oni艂o mnie do pisania. Chcia艂am sprawia膰 ludziom przyjemno艣膰.

Ale ba艂am si臋 przej艣膰 do czynu.

Wyrzuca艂am m臋偶owi i dzieciom, 偶e zabieraj膮 mi czas...

i tw贸rcz膮 przestrze艅.

Mia艂am do nich 偶al, 偶e jestem tylko t艂umaczk膮!

Nie autork膮 z prawdziwego zdarzenia!

Nie przyznawa艂am si臋 do tego przed sob膮, ale odcina艂am si臋 od nich.

Prawda jest taka, 偶e nie potrafi臋 pisa膰.

Ale wmawiaj膮c sobie, 偶e jest inaczej,

przegra艂am na wszystkich frontach.

Da艂em ci si臋 omota膰.

Od pocz膮tku nosisz mask臋. Nabra艂em si臋.

A przecie偶 te偶 umiem zachowa膰 zimn膮 krew.

Wi臋c daj mi szans臋.

Daj mi szans臋!

Prosz臋!

Mamy to.

"Prosz臋."

Magiczne s艂owo.

Nie by艂o tak trudno, prawda?

Jak na kogo艣 bez wyobra藕ni wymy艣la pan zgrabne historyjki.

- M贸wi艂em wy艂膮cznie prawd臋. - Sprawdz臋 to.

Pomin膮艂 pan jeden szczeg贸艂.

To pan jest w wi臋zieniu.

- Nie ja. - Przetrwam proces. Jestem niewinny.

- To by艂a obrona konieczna. - "Kto si臋 czerwieni, ten ju偶 jest winny."

"Prawdziwa niewinno艣膰 nie wstydzi si臋 niczego."

Czego ty w艂a艣ciwie chcesz?

M贸wi艂em to jasno, od pocz膮tku.

Chc臋 pozna膰 Oscara Bracha.

Na pa艅skim miejscu,

spr贸bowa艂bym wreszcie go do tego nam贸wi膰.

Inter folia fulget.

Zatem, je艣li zako艅cz臋 wyb贸r t艂umaczy do schronu

w pa藕dzierniku,

Mog臋 zleca膰 druk w lutym.

Znalaz艂em niezwykle bezpieczny magazyn.

- 艢wiatowa premiera oko艂o... - Zwolnij.

Czy偶by艣 chcia艂 poprosi膰 o czas na doszlifowanie tekstu?

Zawsze prosisz.

I za ka偶dym razem m贸wi臋 ci, 偶e wszystko jest idealne.

I mam racj臋.

Nie chc臋 ju偶 z tob膮 pracowa膰.

- S艂ucham? - Jestem um贸wiony z innymi wydawcami

w przysz艂ym tygodniu.

- Mam nadziej臋, 偶e to 偶art. - Nie podpisa艂em umowy na wy艂膮czno艣膰.

Dam ci milion podwy偶ki

i podwoj臋 tantiemy ze sprzeda偶y. Mo偶e by膰?

Zwr贸c臋 ci zaliczk臋. Nie chodzi o pieni膮dze.

Wi臋c o co?

O lojalno艣膰.

- Wobec samego siebie. - A co z lojalno艣ci膮 wobec mnie?

Zawsze szanowa艂em twoje 偶yczenie anonimowo艣ci. Walczy艂em o Oscara Bracha,

gdy nikt w niego nie wierzy艂. Tak mi dzi臋kujesz?

Wiesz, ile w to zainwestowali艣my? To musi by膰 bestseller roku!

Bardzo tego potrzebujemy. Ja tego potrzebuj臋.

Zosta艅 tu na noc.

I spokojnie to przeczytaj.

Chc臋, 偶eby艣 pierwszy pozna艂 zako艅czenie.

Dzi臋ki za ten zaszczyt!

Nie wkurzaj mnie!

Nigdy nie zdo艂am ci臋 zadowoli膰! Od studi贸w nic si臋 nie zmieni艂o!

Gdy do ciebie przyszed艂em,

Wydawnictwo Angstrom by艂o ma艂膮 oficyn膮,

kt贸ra traktowa艂a swoje ksi膮偶ki jak prawdziwe dzie艂a.

Teraz sprzedajesz Dedala jak zwyk艂膮 past臋 do z臋b贸w.

Wyciskasz z niego co si臋 da.

Poch艂on臋艂a ci臋 ch臋膰 zysku.

Sukces nie jest niczym z艂ym.

Gdyby艣 sam odwa偶y艂 si臋 pisa膰, zrozumia艂by艣 mnie.

Nie mo偶esz mi tego zrobi膰!

Jeste艣 got贸w zamkn膮膰 t艂umaczy w schronie

i traktowa膰 ich jak byd艂o?

Straci艂e艣 poczucie cz艂owiecze艅stwa i zrozumienie dla procesu tw贸rczego.

- Co robisz? - Pracuj臋.

Inni chyba zapomnieli, po co tu jeste艣my.

Ja te偶 zawsze uciekam w lektur臋.

W POSZUKIWANIU STRACONEGO CZASU

Wiesz, dlaczego upodobni艂am si臋 do Rebeki?

To m贸j pancerz.

Czuj臋 si臋 niezwyci臋偶ona.

To dziwne, 偶e zyskujesz si艂臋, uto偶samiaj膮c si臋 z ofiar膮.

Ona nie jest ofiar膮.

Przeciwnie. Zgin臋艂a, bo mia艂a moc.

Pierwsze zdanie Tomu III

nie sk艂ada si臋 z pierwszych s艂贸w z ka偶dego rozdzia艂u Tomu II.

Ok艂ama艂e艣 mnie.

- To ty jeste艣 hakerem. - Przesta艅! Nigdy ci臋 nie skrzywdz臋.

- Nie wiem, kim jeste艣... - Jestem fanem Dedala.

Nie ok艂ama艂em ci臋 w najwa偶niejszej kwestii. Nie chcesz wiedzie膰, kim jest Oscar Brach?

Szanuj臋 jego wol臋 pozostania anonimowym.

Nie znam twojej historii,

ale musia艂o przydarzy膰 ci si臋 co艣 z艂ego.

Sta艂a艣 si臋 jedn膮 z jego bohaterek.

Potrafi艂 wyrazi膰 twoje cierpienie. Tylko on ci臋 rozumie.

Co mu powiesz, je艣li uda ci si臋 go spotka膰?

Nic. Gdy stoisz naprzeciw Oscara Bracha, czekasz, a偶 sam zacznie m贸wi膰.

Te偶 chc臋 tam by膰.

Przyszed艂em udzieli膰 panu lekcji magii.

Dlaczego zmieni艂e艣 zdanie?

- Wczoraj zrobi艂o mi si臋 pana 偶al. - Spierdalaj.

Jak brzmi z艂ota zasada Francka Hardy'ego?

"Zawsze patrz w dobrym kierunku."

Pobrzmiewa w niej utoni臋cie Rebeki.

Gdyby stan臋艂a przy prawej burcie, Franck m贸g艂by j膮 uratowa膰.

Dzi臋ki. Wiem, co si臋 z ni膮 sta艂o.

Potem pr贸bowa艂 robi膰 to prowadz膮c 艣ledztwo.

Patrzy艂 w dobrym kierunku.

No i?

Zrobi艂 pan b艂膮d

zbyt d艂ugo upieraj膮c si臋, 偶e wszystko rozgrywa si臋 w schronie.

Dzia艂a艂e艣 z wyprzedzeniem...

Ale to nadal nie wyja艣nia mi, jak przej膮艂e艣 maszynopis...

- Mia艂em go zawsze przy sobie. - Wiem.

I wiem te偶, 偶e pa艅ski dzie艅 jest uregulowany jak w zegarku. Wychodzi pan z wydawnictwa

co wiecz贸r, za dwadzie艣cia 贸sma,

i wraca pan prosto do domu.

Siada pan za ka偶dym razem w tym samym miejscu,

w 艣rodkowym wagonie metra.

Stapia si臋 pan z t艂umem.

Metro jest bardziej punktualne, ni偶 samoch贸d.

Ma pan 13 stacji mi臋dzy Glaci猫re a Passy.

Odst臋py mi臋dzy stacjami linii 6 wynosz膮 1 minut臋 i 18 sekund,

zatem ca艂y przejazd trwa 15 minut i 36 sekund.

Tydzie艅 przed wej艣ciem do schronu,

nie艣wiadomie odby艂 pan

ko艅c贸wk臋 podr贸偶y z pust膮 teczk膮.

Podmieni艂em je.

Cze艣膰.

666.

911.

365.

- No, dalej! - Nie!

069.

Mamy ma艂o czasu.

Dalej...

007.

Dalej...

- Ju偶 po nas. - Zamknij si臋!

777.

Mamy to!

Riso GD7630 to Rolls Royce w艣r贸d kserokopiarek.

Kopiuje 170 stron na minut臋.

Przy dw贸ch maszynach

potrzeba minuty i 36 sekund,

by skopiowa膰 480 stron

trzeciego tomu Dedala.

- Wiesz, co nam za to grozi? - Wi臋zienie.

Ju偶 jeste艣 w wi臋zieniu, Ingrid. Wszyscy jeste艣my. S艂u偶ymy absurdalnemu systemowi,

kt贸ry nas gn臋bi, cho膰 nas potrzebuje.

Jeste艣 zbyt inteligentna, by si臋 temu podporz膮dkowa膰.

Wolno艣膰 to abstrakcyjne poj臋cie w kraju, z kt贸rego pochodz臋.

Sam cenzurujesz swoje przek艂ady? A mo偶e robi to redakcja?

Nauczy艂em si臋 antycypowa膰.

Wydawcy tacy, jak Angstrom godz膮 si臋 na to, by wej艣膰 na rynek.

To przest臋pcy.

Nie masz 偶adnych zysk贸w ze sprzeda偶y.

A przecie偶 500 milion贸w ludzi m贸wi na 艣wiecie w twoim j臋zyku.

Uwa偶asz, 偶e to sprawiedliwe?

- Nie mam wyboru. - Zawsze masz wyb贸r.

Jarasz si臋, gdy inni traktuj膮 ci臋 jak...

g贸w-g贸w-no...

- Nie nabijaj si臋 ze mnie. - S艂yszysz?

Najlepsze jest to, 偶e nikt ci臋 nie b臋dzie podejrzewa艂.

Jestem twoj膮 偶yciow膮 szans膮, Javier.

Wybra艂em najbardziej szalonych. Najbardziej bystrych.

Najbardziej wyzyskiwanych. Najodwa偶niejszych.

Czemu mia艂abym ci zaufa膰?

Nie jestem debiutantem.

Zaczekaj, Chen!

Rusz si臋, do cholery!

Co, co cholery...

Uwa偶aj!

Skurwysyn!

Z drogi, baranie!

O, kurwa!

Nie uda si臋!

Alex!

Kurwa!

Kto ci pom贸g艂?

- Kto? - Powiedzia艂em panu, jak.

Nie powiem, kto.

Magik nigdy nie wyjawia wszystkich sztuczek.

Na to wygl膮da...

Ale z艂apiemy ich w ten, czy w inny spos贸b.

Skoro pan tak m贸wi...

Wierzysz, 偶e ten dzieciak sprzeniewierza miliony euro?

I tak nigdy nie powie, gdzie jest forsa.

"Zbrodnia to rodzaj teatru."

Dedal Tom I, rozdzia艂 9.

Jeste艣 gorszy ode mnie.

Dzi臋kuj臋 panu.

Konie, ptaki,

艣winie... spoko, ale szczury?

- Gdzie si臋 nauczy艂a艣 tak je藕dzi膰? - Nie chcesz wiedzie膰.

- Masz prawko? - Nie dotyka艂am go.

Kto by dotkn膮艂 szczura?

- Nienawidz臋 szczur贸w! - Cicho!

- Kto czyta pierwszy? - 艢mia艂o, prosz臋 pana.

呕adnych przywilej贸w. Czytamy na g艂os.

Cudownie!

Kto czyta?

Nie ja. To by mog艂o...

potrwa膰.

Nie przeszkadza wam, 偶e zaczn臋?

Widz臋, 偶e masz ochot臋.

Oscar Brach. Tom III. Dedal.

Cz艂owiek, kt贸ry nie chcia艂 umiera膰

trzy tygodnie odosobnienia...

twierdz膮, 偶e 艣wiatowe braterstwo to mrzonka...

Zacytuj臋 w j臋zyku Shakespeare'a... "Tym, czego pragnie dzi艣 艣wiat..."

- Raczej to za艣piewaj. - Jeszcze raz.

Jak to sz艂o?

W艂a艣nie!

Wszyscy razem! 艢piewajcie.

Tak mo偶e by膰?

Na pomoc! Na pomoc!

Wiedzia艂a, 偶e zostanie zdemaskowana.

Pan Tuxen nie by艂aby do tego zdolna.

Zreszt膮 - w og贸le, do niczego.

W ko艅cu zmierzy艂a si臋 z rzeczywisto艣ci膮.

Koniec z tym! Pa艅scy pracownicy wypuszcz膮 nas st膮d,

- gdy tylko dowiedz膮 si臋 o 艣mierci Helene. - Najpierw si臋 musz膮 dowiedzie膰!

Jest tu na tyle zimno, 偶e cia艂o przetrwa jaki艣 czas.

Nikt nie wyjdzie z biblioteki!

Szczere wyrazy wsp贸艂czucia.

- Czy偶bym pan obudzi艂a? - M贸w o co chodzi, Rose-Marie.

Mieszkanie by艂o bardzo wiarygodne, poza jednym drobnym szczeg贸艂em.

Nie ma w nim przybor贸w toaletowych. 呕adnego myd艂a, nic.

Nikt w nim nie mieszka.

Pyta艂am s膮siad贸w. Nigdy nie widzieli Goodmana.

To on jest winny.

Kto艣, kto nie musi si臋 chowa膰, nie potrzebuje przykrywki.

Wi臋c gdzie on mieszka?

Nie wiem...

Zaczniesz wreszcie co艣 robi膰, 偶a艂osna idiotko?

Poruszysz niebo i ziemi臋, i znajdziesz jego nor臋.

Zrozumia艂a艣?

Nie jeste艣cie zm臋czeni?

Mam nadziej臋, 偶e Angstrom p艂aci wam za nadgodziny.

Je艣li chcecie si臋 odpr臋偶y膰, znajd藕my ustronne miejsce.

Podobno robi臋 艣wietne masa偶e.

No co? Mo偶e nigdy st膮d nie wyjdziemy.

Korzystajmy z czasu, kt贸ry nam pozosta艂.

Chen! Eric wie... On wie.

- O czym? - 呕e to my.

Od pocz膮tku nas za to karze.

Jak upad艂em... jego pi贸ro wylecia艂o... z teczki.

O czym ty m贸wisz?

Na pewno zauwa偶y艂.

Pos艂uchaj... Musimy teraz zachowa膰 zimn膮 krew.

Co tam knujecie?

Do艣膰 tego!

To si臋 musi sko艅czy膰!

Rozumiem, co czujesz,

ale Helene i tak by to zrobi艂a, jak nie tu, to gdzie indziej.

Sk膮d mo偶esz wiedzie膰?

Wola艂bym siedzie膰 w pace, ni偶 sp臋dzi膰 tu cho膰by sekund臋 wi臋cej.

Javier.

To ty jeste艣 hakerem?

Zapyta艂em ci臋 o co艣.

Jeste艣 hakerem.

"Drogi Eriku,

nie by艂y mi znane twoje autodestrukcyjne zap臋dy.

200 kolejnych stron wymkn臋艂o ci si臋 z r膮k na zawsze.

80 milion贸w. Tyle wynosi ca艂kowita suma twojej kary.

Masz 20 minut.

Potem ksi膮偶ka pop艂ynie ku innym horyzontom.

Dokonaj dobrego wyboru.

Chro艅

to, co twoje."

Powiedzcie, jak to powstrzyma膰, albo zabij臋 was wszystkich!

To zdalny system wysy艂a maile o ustawionych datach i godzinach.

Je艣li mnie pan zabije, po偶egna si臋 pan z trzecim tomem.

Chcesz si臋 zabawi膰? To si臋 zabawimy!

Zaczniemy od kraju, na kt贸rym zarabiamy najmniej.

On nie ma z tym nic wsp贸lnego. To sprawa mi臋dzy nami.

Mog艂e艣 pomy艣le膰 o tym wcze艣niej.

Zastrzel mnie, skurwielu. Przynajmniej sobie odpoczn臋.

- Musimy co艣 zrobi膰... - Po francusku, j膮ka艂o.

On nie rozumie.

Zorganizujmy si臋 i walczmy.

- Co mamy robi膰? - Podzielmy si臋 na dwie grupy.

Jedni odwr贸c膮 uwag臋 ochrony, drudzy zajm膮 si臋 nim.

Namawiaj膮 si臋. Troch臋 znam hiszpa艅ski. Potrzebuj臋 wi臋cej, ni偶 troch臋, kretynie!

- Jestem po twojej stronie. - Kurwa!

- Nie znam hiszpa艅skiego! - Ja znam.

M贸wcie. Przet艂umacz臋.

Przesta艅cie, do cholery!

Mo偶emy to za艂atwi膰 szybko. Wszystko zale偶y od pana.

Serio? Co sugerujesz?

Prosz臋 zadzwoni膰 do Oscara Bracha i da膰 mi s艂uchawk臋.

- Za p贸藕no, Alex. - Prawie to mamy.

Musimy dzia艂a膰 razem.

Telma, Chen i Javier,

zajm膮 si臋 ochron膮.

Ingrid i ja rzucimy si臋 na tego gnoja!

- Przesta艅cie! - Telma, Chen i Javier,

zajm膮 si臋 ochron膮 Ingrid i ja rzucimy si臋 na tego gnoja!

Nie znam hiszpa艅skiego ani mandary艅skiego. Greka?

Prosi艂e艣 si臋 o to!

Cokolwiek chcieli艣cie zrobi膰, zr贸bcie to teraz.

Zaczynamy. Na trzy!

Zaczekaj. Wszyscy licz膮 do trzech po hiszpa艅sku.

Nawet on.

Policz臋 po chi艅sku. Raz...

- Dwa... - Trzy!

Chyba nie tylko ja dzia艂am pod presj膮 czasu.

Nie powstrzymam tego. Wszystko wysy艂a m贸j komputer w Londynie.

Je艣li nie zrobi pan przelewu, tekst automatycznie trafi do sieci.

Podaj mi sw贸j adres. Prawdziwy.

- Podaj adres! - Zr贸bcie co艣!

Wezwijcie karetk臋.

- Kod? - 1415.

Znajd藕 ten cholerny komputer.

Wygra艂 pan. Prosz臋 wezwa膰 karetk臋!

Wszystko w porz膮dku?

W absolutnym, Rose-Marie.

Ratujesz Wydawnictwo Angstrom.

By艂em surowy, bo w ciebie wierzy艂em. Dyrektor ds. sprzeda偶y. Chcia艂aby艣?

Twoje g贸wniane 偶ycie zamienia si臋 w艂a艣nie w 艣wietlan膮 przysz艂o艣膰.

Rose-Marie, jeste艣 tam?

Znalaz艂a艣?

Rose-Marie, odpowiedz mi! Znalaz艂a艣?

Dzwo艅 po t臋 jeban膮 karetk臋!

Rozwal ten pieprzony komputer,

je艣li trzeba, to nawet m艂otkiem!

Eric?

Ja naprawd臋 kocham literatur臋.

Tak? No to co?

No to si臋 pierdol.

Nie mamy wyboru. Musimy zap艂aci膰.

Za p贸藕no. Nie mamy takiej sumy.

Dorzu膰 moje udzia艂y. P艂acimy.

- Jaki numer konta? - Ju偶 wys艂a艂em.

Posz艂o.

Ju偶 po wszystkim.

"Drogi Eriku,

Dedal ci si臋 wymkn膮艂.

Tak, nawet strony, kt贸rych mi nie da艂e艣.

My艣l臋, 偶e spodobaj膮 ci si臋 zwroty akcji,

z kt贸rych tak s艂ynie Dedal".

"W dupie mam twoje pieni膮dze.

To ciebie chc臋 dopa艣膰. I chyba ju偶 nawet dopad艂em."

Niech pan zadzwoni do Oscara Bracha.

Nie! Stop!

Nie!

Angstrom w艂a艣nie straci艂 prac臋. My te偶. Daj spok贸j.

Co艣, co wisia艂o w powietrzu, co艣, jakby pieszczota,

zdawa艂o si臋 go wo艂a膰.

Rebecca.

Cho膰 wybacza艂a mu ci膮gle od nowa,

w przysi臋gach, kt贸re powtarza艂 sam sobie,

nie przestawa艂a go oskar偶a膰, gdy tylko zamyka艂 oczy.

Prawda pozostawa艂a prawd膮.

By艂 jej jedynym morderc膮,

cz艂owiekiem, kt贸rego tak desperacko szuka艂,

cz艂owiekiem, na kt贸rego bezwiednie

patrzy艂 ka偶dego ranka,

gdy przegl膮da艂 si臋 w lustrze.

80 milion贸w euro.

Wy艂udzi艂e艣 ode mnie 80 milion贸w.

Gdzie jest ta forsa?

Co to pana obchodzi?

Jeszcze jedno.

Gdy spotkali艣my si臋 w Londynie, odgad艂e艣 pierwsze zdanie Tomu III.

To by艂o zanim ukrad艂e艣 mi maszynopis.

Jak to zrobi艂e艣?

Nie s艂ysz臋 ich.

Co si臋 dzieje?

To ja je napisa艂em.

Oby ta ksi膮偶ka by艂a tego warta.

Dobrze wiesz, o czym m贸wi臋.

Chcia艂em pozna膰 zako艅czenie. Sw贸j egzemplarz zostawi艂em w domu.

Rozs膮dniej by艂oby po niego wr贸ci膰.

Dom jest u mamy, w Londynie.

Sp臋dzam wakacje u taty.

Jest Francuzem. Sztywniakiem, jak pan.

Proponuj臋 ci umow臋.

Je艣li zgadniesz, kto by艂 morderc膮 w Orient Expressie,

zatrzymasz ksi膮偶k臋.

A je艣li nie zgadn臋?

Tu jest sporo do roboty.

My艣l臋, 偶e wszyscy s膮 winni.

Widzisz ten karton?

Wyjmij z niego ksi膮偶ki i rozstaw je na rega艂ach.

Tak, tak. Dzia艂aj.

Jak si臋 nazywasz?

Alex Goodman.

Czyta艂em Dedala.

G贸wniany. Powiedz to od razu.

Jest naprawd臋 艣wietny.

Idealne po艂膮czenie anglosaskiej dramaturgii z j臋zykiem francuskim.

Imponuj膮ce. I ju偶 wiem, komu to wy艣l臋.

Nie zale偶y mi na publikacji. Chcia艂em ci udowodni膰, 偶e to umiem.

I udowodni艂e艣.

Wreszcie mnie pos艂ucha艂e艣. Twoi bohaterowie 偶yj膮.

Nauczy艂e艣 si臋 obserwowa膰 ludzi, opisywa膰 ich po swojemu.

Ale nie piszemy dla siebie.

Ludzie potrzebuj膮 dobrych ksi膮偶ek.

- A ta jest bardziej, ni偶 dobra. - Nie, Georges.

Nigdy si臋 nie o艣miel臋.

Zrywa si臋 wiatr. Trzeba pr贸bowa膰 偶y膰.

Nie pozwol臋, 偶eby ten tekst zosta艂 w szufladzie.

Je艣li naprawd臋 chcesz to wyda膰,

podaj si臋 za autora.

Nie m贸wisz powa偶nie.

Dlaczego nie?

W takim razie wymy艣lmy pseudonim.

To ty wybra艂e艣

Oscara Bracha.

Napraw to. Nic nie s艂ycha膰!

- Do艣膰! Id臋 po dzieciaka. - Nie mamy 偶adnych dowod贸w.

Jest tylko jeden winny w tej opowie艣ci. Ty.

Chce zamkn膮膰 t艂umaczy w schronie? Traktowa膰 ich jak byd艂o?

Ten facet nie szanuje ani ludzi, ani procesu tw贸rczego.

Chcia艂e艣 pozosta膰 w cieniu. Kontroluj臋 sytuacj臋...

Niczego nie kontrolujesz.

Angstrom opowiada brednie o Dedalu. Sprzedaje go jak zwyk艂膮 past臋 do z臋b贸w.

Czy tego chcesz, czy nie, zawdzi臋czasz mu sukces.

Zawdzi臋czam go sobie i nikomu wi臋cej!

Znasz t臋 ksi膮偶k臋?

W POSZUKIWANIU STRACONEGO CZASU

Otworzy艂a przede mn膮 niesko艅czone perspektywy.

Nie dbam o to, kto mi j膮 sprzeda艂.

Spomi臋dzy stronic tryska

wiedza.

Inter folia... fulget.

Tekst ma wi臋ksz膮 moc, ni偶 cokolwiek innego.

Tylko tekst pozostanie.

Zapis.

Zaufaj literaturze.

Szanowni Pa艅stwo! Niezmiernie mi艂o mi og艂osi膰,

偶e wydawnictwo Angstrom naby艂o prawa do fina艂owego tomu

trylogii Dedal Oscara Bracha, pod tytu艂em Cz艂owiek, kt贸ry nie chcia艂 umiera膰.

Za偶arcie negocjowa艂em z Oscarem Brachem,

ale zapewniam, 偶e to ja mia艂em przewag臋.

Nie przestaj臋 chroni膰 tego, co moje.

Jestem pewien, 偶e Oscar Brach nie b臋dzie tego 偶a艂owa艂.

Jednoczesne prace nad przek艂adami rozpoczn膮 si臋 w grudniu,

a ksi膮偶ka b臋dzie dost臋pna we wszystkich dobrych ksi臋garniach od marca.

Zatem, drodzy pa艅stwo, drugi kwarta艂 roku b臋dzie zab贸jczy!

Prawdziwy angielski przek艂ad Dedala I i II.

Nie mo偶esz by膰 Oscarem Brachem!

Naprawd臋 my艣lisz, 偶e podmieni艂bym walizki w metrze tak, 偶eby艣 tego nie dostrzeg艂?

Ca艂y czas mia艂e艣 przy sobie maszynopis orygina艂u.

Nie musia艂em go kra艣膰.

Tylko, 偶e reszta w to wierzy.

Prawda jest taka, 偶e nie mia艂e艣 nic, co mo偶na by ukra艣膰.

"Chro艅 to, co twoje."

A co tak naprawd臋 jest twoje?

Moje ksi膮偶ki?

Ty je tylko kupujesz. A wiesz, co jest naj艣mieszniejsze?

Gdy powiem 艣ledczym, 偶eby sprawdzili twoje konto...

znajd膮 na nim 80 milion贸w.

Co ty gadasz?

No艣na historia, prawda?

Wydawca zamyka kilku t艂umaczy w bunkrze,

i udaje, 偶e pad艂 ofiar膮 haker贸w.

Usypia czujno艣膰 wszystkich, wy艂udzaj膮c monstrualny okup.

- Nikt ci nie uwierzy. To ty jeste艣 hakerem! - Nikt, poza tob膮, mnie nie oskar偶y艂.

Ani Rose-Marie, ani t艂umacze, ani ochroniarze.

Przekupi艂e艣 ich, hakerze!

Teraz ju偶 wiesz, kim jestem.

K艂amiesz!

Nie mo偶esz by膰 Oscarem Brachem. On nie 偶yje, rozumiesz?

Zabi艂em tego 艂ajdaka w艂asnymi r臋kami!

W艂a艣nie to chcia艂em us艂ysze膰.

Id臋 tam.

To nie ja zabi艂em Oscara Bracha. To jest Oscar Brach.

- To on. - Jasne.

M贸wi臋 wam, 偶e to on.

Nie mog艂em go zabi膰. Przecie偶 to on. To jest Oscar Brach!

Nie smu膰 si臋, ma艂y. Wr贸cisz tu za rok.

KOD DEDALA

T艂umaczenie: Magdalena Kami艅ska-Maurugeon

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.