Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
A skoro juї rozmawiamy, wyjaњnij pobieїnie,
co im wszystkim powiesz.
Mogк powiedzieж jedno. Raczej nikt mi nie uwierzy.
POPRZEDNIO
Jestem przekonana, їe Terry Maitland, Heath Hofstadter,
Maria Canales, wszyscy byli niewinni
i wszyscy stali siк ofiarami.
Tak naprawdк zamordowaіa zіowroga istota o nazwie El Cuco.
Tym siк zajmowaіa caіy ten czas?
Szukaіaњ pieprzonego boogeymana?! Ocipiaіaњ?!
Holly chce tylko, їebyњmy zachowali otwarty umysі.
Ja skupiк siк na faktach i dowodach, durnej, policyjnej robocie.
Zabija co 27 dni.
Nie mogіam poj№ж, їe siк przemienia.
Najpierw nie wiedziaіem, na co patrzк...
Staж!
...ale juї wiem.
Lepiej jedџmy na miejsce.
OUTSIDER
- Brakuje nam krzesіa. - Nie chcк go w domu.
- To gdzie jest? - Z tyіu.
Aї przyjad№ po њmieci.
Chyba їe sam zawieziesz na wysypisko.
Od teraz zapraszamy na kolacjк tylko singli?
Juї zamуwiіam nowe. Pod koniec tygodnia przywioz№.
- Czyli zaіatwione? - Tak.
- Ona dalej њpi? - Nie s№dzк.
Sіyszaіem, jak krz№taіa siк przy drzwiach.
- Czyli jej nie ma? - Tak s№dzк.
Nie rozumiem. Po co z samego rana wypuszcza siк w miasto, ktуrego nie zna?
Jak ma siк przemieszczaж?
Dok№d moїe iњж?
- Rozmawiaіeњ z ni№? - Byіem w іуїku.
- Szkoda. - Jest dorosіa.
Wiem, Ralph. Tylko mуwiк.
Idк.
Ktoњ ma chкж popracowaж?
Niech to szlag!
- Kto mуwi? - Czeњж, tu Glory.
Przepraszam.
Ktoњ mi buchn№і gryzak. Jak leci?
- Sam wiesz. - W sumie to nie.
- Wracam do pracy. - I dobrze.
W szafkach zaczyna brakowaж jedzenia.
- Zastanowiіaњ siк nad pozwem? - Chwilowo nie mogк o tym myњleж.
Sіusznie.
Minкіy dopiero trzy tygodnie. Spokojnie. W razie czego dzwoс.
Dziкkujк ci.
- Dok№d idziesz? - Do pracy.
- Wychodzк. - Po co?
- Zostaс z nami. - Chciaіabym. Na pewno do was zadzwoniк.
- Bкd№ dla ciebie niedobrzy? - Czemu?
W miasteczku jest mnуstwo miіych ludzi i komuњ na pewno sprzedam dom.
- Powodzenia, mamo. - Dziкkujк. Kocham was.
- Dziкkujк, Dreeno. - Nie ma za co.
Czeњж, kochanie.
Udanego dnia.
Jak daleko jest obora?
Jack? Jak daleko jest ta obora?
Nawet jako dzieciak w nic nie wierzyіem.
Ani w Boga, ani w diabіa,
ani w Њwiкtego Mikoіaja,
Supermana, boogeymana...
W nic.
Teraz wierzк.
Wierzк, kurwa, їe jest tam coњ innego,
gorszego, niї mogіem przypuszczaж.
I masz racjк.
Co to jest?
Wampir?
Szatan?
Joker? Wyrzut sumienia?
Nie wiem.
Ile ma lat?
Nie wiem.
Tyle co ja?
Setki? Jest starszy niї Wielki Wybuch?
Jest sam czy s№ tacy inni?
Nie wiem.
Przykro mi.
To powiem ci, co ja wiem. Jestem jak ten twуj biedny frajer, Tracey.
Co to wystawiі siк na strzaі, bo chciaі juї tylko zdechn№ж.
Pytanie.
Ze mn№ bкdzie tak samo?
Sprуbujк temu zapobiec.
Sprуbujк to coњ namierzyж i zdemaskowaж.
I dlatego zaprowadzisz mnie do obory,
pokaїesz, co trzeba, i puњcisz,
їebym mogіa to coњ powstrzymaж.
Wiesz, їe chcк ci pomуc.
Skrкж w tк drogк.
Tu Holly Gibney. Nie mogк odebraж, ale zostaw namiar, to siк odezwк.
Czeњж, Holly. Znowu Ralph Anderson. Moїesz oddzwoniж?
Dziкki, Yune. Bкdк szukaі.
Tu Jack Hoskins. Nie ma mnie. Zostaw wiadomoњж.
Przekrкж do mnie, Jack. Mуwi Ralph.
Prуbujк namierzyж Holly Gibney,
ktуr№ wczoraj poznaіeњ.
Oddzwoс.
Nie, Howie. Jeњli siк pojawi, niech zadzwoni.
Wіaњnie zamierzam.
Nie, Holly siк nie odezwaіa, ale rozmawiaіeњ z Jackiem?
Nie odbiera. A co?
Widziaіeњ, jak siк wczoraj zakumplowali?
- Tak. - Zapunktowaі.
Tylko on j№ wspieraі.
- Fakt. - Nie odbiera.
Ona teї.
- Spotkajmy siк u niego. - Jadк.
Premia na poїegnanie.
Nie musiaіeњ.
Ilekroж matula zostawiaіa mnie w sierociсcu,
dawaіa mi na osіodк kopertк z kas№.
Tak mnie wychowaіa.
Przynajmniej ciк staж. Z moich kopert tylko lec№ mole.
Dziкki.
- Co zamierzasz? - Nie wiem.
Pewnie wrуcк na Harvard.
Skoсczк doktorat o atomowych operacjach mуzgu.
- Zabawny jesteњ. - Ostatnio nie czujк siк sob№.
Tak to tu bywa.
Dobra, brachu. Dziкki.
Jeszcze raz.
Do nastкpnego.
Dlaczego ja?
Dlaczego wybraі mnie?
To coњ...
pragnie bуlu.
Cierpienie jest jego winem.
Dlatego ty.
Caіe їycie byіeњ krzywdzony.
Nie wiem przez kogo.
Choжby przez matkк.
Ilu psychiatrуw wystarczy, їeby zmieniж їarуwkк?
Jeden,
ale їarуwka naprawdк musi chcieж siк zmieniж.
Pokaїк sypialniк.
Poіudniowa strona, њwietny widok z okna.
Јadna.
Przepraszam.
Do kuchni tкdy.
Wszystkie sprzкty zostaj№ w domu.
Uwielbiam to. W sam raz na wielk№ michк makaronu.
Podіogi drewniane. W іazienkach teї.
- A szkoіy? - Najlepsze w hrabstwie.
Programy sportowe?
Pewnie tak.
Tak, to ja.
- Sіucham? - Їona Terry'ego Maitlanda,
Frankensteina.
Ja siк staram, a wy myњlicie tylko o tym,
- komu najpierw sprzedaж rewelacjк. - Wcale nie.
Jeњli zgodzicie siк dobiж targu,
moїecie nagraж, jak obracam gіowк o 360 stopni i plujк guacamole.
- Doњж tego. - Przejdџmy do pokoju goњcinnego.
Wchodzimy?
Czeњж, Yune.
Jest kiepsko. Musimy poszukaж jej auta.
Nie wiem, co siк staіo, ale jeњli s№ razem,
trzeba go uznaж za uzbrojonego i niebezpiecznego.
Tak.
Mam nadziejк, їe to jego krew, nie jej.
- Czeњж, Alec. - Holly zaginкіa.
- Co? - Chyba jest z Hoskinsem.
- Sk№d wiesz, їe s№ razem? - Tak wynika z naszych ustaleс.
Pomoїesz?
Mam spotkanie za spotkaniem. Znajdк chwilк i przekrкcк.
- Ty j№ w to wpl№taіeњ. - Boisz siк Jacka Hoskinsa?
Wczoraj widziaі w niej speіnienie modlitw.
- Moїe maj№ randkк? - Randkк?
Przyjedџ tu, popatrz na wszechobecn№ krew,
- to pogadamy o randkach. - Zadzwoniк...
Do czego ciк zmuszaі?
Do drobiazgуw.
Trochк cateringu,
trochк zakupуw.
Trochк szpiegowania.
Czemu nie powstrzymaіeњ mnie przed spotkaniem i powiedzeniem im prawdy?
Zawiozіeњ mnie na spotkanie i chіon№іeњ moje sіowa,
a nawet mnie broniіeњ.
Zobacz, jak kaїe ci pіaciж.
Patrz na drogк, proszк.
Tak naprawdк miaіem nadziejк, їe powiesz mi wiкcej, niї moїesz.
- Czeњж, Ralph. - Jak Jerome?
- Dobrze. - A ty?
Teї.
Zaczekaj chwilк.
Јadny dzieс.
Co tam?
- Chcк pogadaж o Jacku. - Co znowu zrobiі?
S№dzimy, їe zabraі nasz№ detektyw, Holly Gibney.
Jak to zabraі?
Nie jestem pewien, ale ty byіaњ z nim blisko.
Zauwaїyіaњ jak№њ zmianк?
Nie widziaіam go od chrzcin. Teї na nich byіeњ.
Wyszіaњ za nim.
To czemu go nie wzi№іeњ?
Pytaіam, dlaczego tak wczeњnie wychodzi.
A on?
Chrzaniі coњ w swoim stylu.
Czegoњ mi nie mуwisz?
Pytasz, czy ciк okіamujк? Ocipiaіeњ?
- Pytam, czy ktoњ ci groziі. - Jack?
Dobra.
Uњciskaj ode mnie rodzinkк.
Po powrocie do pracy przeniosк siк do cyfrowego.
Nie!
- Dlaczego? - Dla dziecka.
Mam doњж horrorуw.
Dalej bкdк w policji, tylko...
Znajdџ Jacka.
Od kilku dni Jack daje nam odetchn№ж. Nie narzekam.
Przy ostatnim pobycie wydawaі siк nieswуj?
Nieswуj? Byі jak chodz№cy granat. Gdybym go nie znaі, wyleciaіby.
- Claude pracuje? - Odszedі.
- Mуwiі, jakie ma plany? - Chyba chce wrуciж do szkoіy.
Jeњli Jack siк odezwie, daj nam znaж.
Jasne.
To Yune. Namierzyі telefon Holly.
- Jest? - Zgadnij, obok czyjego.
Jacka.
Jad№ na poіudnie drog№ nr 22. Minкli Bartlow i Pope.
- Zatrzymaj№ ich? - Pojedziemy. Jeszcze siк spіosz№.
W mordк. Dobra.
- Co robisz? - Muszк do ubikacji.
- Wytrzymasz. - Nie.
- Juї prawie. - Muszк.
- Potrzebna ci torebka? - Coњ innego.
Niby co?
Powiedz albo bкdziesz siк zaіatwiaж tutaj.
- Nie kaї mi tіumaczyж. - Zasіoniк uszy.
Mam okres.
Poїyczysz mi telefon?
- Po co? - Bo mуj pada.
Mam kluczyki!
Kurwa!
Dіugo znasz Hoskinsa. Czy coњ z tego ma sens?
Nie przepadam za nim.
Ale to?
Zakіadamy, їe facet kogoњ porwaі.
Wiem.
Dlaczego?
Odk№d zobaczyіem zamordowanego Frankiego Petersona, nic nie ma sensu.
Nic nie trzyma siк kupy.
Nie potrafiк tego poі№czyж.
Pewnego lata jako dzieciak pojechaіem na kilka tygodni nad jezioro.
Zgubiіem siк w lesie.
W jednej chwili wygіupiaіem siк z bratem i innymi,
w drugiej zostaіem sam i nie wiedziaіem, jak wrуciж.
Potem zrobiіo siк ciemno i zimno.
O 4.00 znalazіo mnie dwуch myњliwych.
Z grupy ratunkowej. Szukali mnie starzy, gliniarze i straїnicy.
A najlepsze,
їe zanim mnie znaleџli,
coњ zawoіaіo mnie po imieniu.
Dwa razy.
Wyobraџnia.
Wszyscy tak powiedzieli.
Ale nie.
Twardy byі ze mnie gnojek.
Twardy jak diabli.
Ale gdy usіyszaіem, jak to coњ mnie woіaіo...
Nigdy wiкcej aї tak siк nie baіem.
Wіaњnie.
Mog№ wnieњж zarzuty.
- Jakie? - Uszczerbek emocjonalny.
Za wczeњnie pozwoliіam ci wrуciж.
A kiedy powinnam?
Moїe nigdy.
Podzwoniк po agencjach, ale nie s№dzк, їe tam bкdzie inaczej.
Muszк zacz№ж zarabiaж. Jesteњmy prawie spіukane.
Ja sprzedaіabym dom.
- Dok№d pуjdк? - Obojкtne. Zacznijcie od nowa.
Nie.
Terry i ja wychowaliњmy w tym domu cуrki. Nie zrobiк im tego.
Zostajemy.
Jeњli zmienisz zdanie, obiecujк ci najwyїsz№ moїliw№ cenк.
Dziкkujк.
W sumie masz racjк. Teї nie pozwoliіabym siк wygnaж.
Nie po tym, co ci zafundowali.
- Czeњж, Glory. - Pozwijmy ich.
- Kogo? - Choжby policjк.
- To oczywiste. Kogo jeszcze? - Ty mi powiedz.
Prokuraturк okrкgow№
i zarz№d wiкziennictwa. Nie ochronili Terry'ego.
- A wіaњciciel gruntu przy s№dzie? - Hrabstwo.
- Niech teї pіaci. - A jakieњ konkretne osoby?
- Pomyњlк. - Gdy juї zaczniemy,
musisz byж gotowa...
Sprzedawca siedziaі w sіuchawkach i patrzyі w smartfona.
Nic nie widziaі ani nie sіyszaі.
St№d odjechaі samochуd.
Samochуd odjechaі, ale nie wiemy, kto siedziaі w њrodku.
Mamy to.
Racja. Sablo twierdzi, їe telefon przestaі pracowaж tutaj.
To jej. Cholera!
Nie їyje?
- Sk№d mam wiedzieж? - A przeczucie?
Teї gуwno wie.
Moїemy pokrкciж siк i poszukaж auta,
ale maj№ 90 minut przewagi.
Zaraz i tak zast№pi№ nas miejscowi.
- Powiedzmy im. - Sablo to zrobiі.
Pokaїmy im to i jedџmy.
Kurwa!
Kurwa!
Drzwi byіy otwarte.
Na pocz№tku myњlaіam, їe jest z nami, dlatego uwierzyіam,
їe chce mi coњ pokazaж w tej oborze, jak zapowiadaі.
Potem zobaczyіam ranк na karku.
I pomyњlaіam, їe dostarcza mnie komuњ, jak Tracey Powell siostry Williams.
Ale nie.
To coњ їeruje tylko na dzieciach.
Ale z drugiej strony, gіodne albo zdesperowane...
W koсcu uznaіam, їe wiezie mnie gdzieњ, їeby wyeliminowaж.
Jack naprawdк siк z tym zmagaі.
Ale nie miaі wyboru.
- „Diabeі mi kazaі”. - Wіaњnie.
Znak na karku Jacka i Traceya sіuїy do manipulacji.
Tak to coњ dociera do oњrodkуw bуlowych, umysіуw, wspomnieс, dusz...
Zagnieїdїa siк w gіowach i patrzy oczyma naznaczonych.
A ci biedni ludzie,
gdy juї wejdzie,
mog№ siк wyzwoliж jedynie poprzez њmierж.
Czy Jack choжby wspomniaі, dok№d siк wybiera?
Jest tam, gdzie chce go mieж to coњ.
Ostatnia rzecz. Widziaіaњ go juї?
Nie, ale...
Ale?
Nie.
Zatrzymaj. Moїe coњ ci przyjdzie do gіowy.
Szukam Holly Gibney.
- Wiem, mogіem zadzwoniж. - Co tu robisz?
W mordк! Nawet mnie nabraіaњ!
- To ci historia! - Wiem.
Szukaj№ go.
Obserwuj№ mieszkanie i samochуd. Jak dot№d nic.
Tylko їe obora, do ktуrej rzekomo miaі j№ zawieџж,
jest dwie godziny jazdy w przeciwn№ stronк niї stacja.
- A jego komуrka? - Wyі№czyі.
Wszystko jasne, ale nie mogк poj№ж,
dlaczego w ogуle miaіby j№ zabijaж?
Wytіumaczyіa ci dlaczego. Tylko nie chciaіeњ sіuchaж.
To nie wariatka. Jest dziwna, ale nie szalona.
Ledwie tu przyjechaіa, a juї ktoњ chciaі j№ usun№ж z szachownicy.
Pokazaіem jej zdjкcie Boltona. Spytaіem, czy go kojarzy.
Co powiedziaіa?
Nigdy go nie widziaіa, ale coњ zaczкіo jej њwitaж.
Coњ, czego jeszcze nie skojarzyіa.
Dziкki.
Dziкki, їe nabijasz jej gіowк kolejnymi banialukami.
Wiesz, co nas rуїni?
Ty chcesz odkryж w tym sens, z ktуrym bкdziesz mуgі їyж,
ja chcк to zakoсczyж.
Odezwк siк, gdy znajdк Jacka.
Odk№d poznaіem Holly, badam przeszіoњж Heatha Hofstadtera.
Tak dotarіem do Terry'ego Maitlanda i caіej reszty.
Chodzi mi o to, їe chкtnie...
do was doі№czк.
Jestem... byіem dobrym detektywem.
Moїe to niezbyt istotne, ale nigdy nie baіem siк zakasaж rкkawуw.
Wiedziaіeњ.
Їe te szkice odrobinк przypominaj№ Claude'a Boltona? Tak.
To prawda, їe obcy Terry zadrapaі Claude'a?
Tak.
Kiedy? Dlaczego nie powiedziaіeњ?
Po tym, jak mуwiіam, їe Terry'ego drapn№і Heath,
- ktуrego pewnie drapnкіa Maria... - Canales. Wiem.
To czemu milczaіeњ?!
Tym razem to nie przejdzie, Ralph.
- Co? - Udawanie, їe logicznie i racjonalnie
jest ignorowaж nielogiczne i nieracjonalne, ktуre masz przed oczami!
Jeњli macie powstrzymaж to coњ, przeіam siк.
A jeњli nie chcesz albo nie potrafisz, zejdџ z drogi.
Bo jak dot№d wszystkim przeszkadzasz!
Wiem, їe siк narzucam, i przepraszam, ale dzwoniк, bo to naprawdк pilne.
Dziкkujк. Bкdк za godzinк.
W co wierzysz?
Sіucham?
W Boga?
Wiesz, їe moja wiara niczego nie zmienia?
A wierzysz w istnienie piekіa i nieba?
A w zіo?
Wierzysz w ten koncept?
Zіo kojarzy mi siк ze њredniowieczem.
Ale wierzysz?
W przyczynк i skutek, a takїe badania medyczne.
Czyli dla ciebie...
dowolny rodzaj negatywnego zachowania
to efekt
zіego wychowania, zіych genуw albo zіej pracy mуzgu.
Nie istnieje zіo, ktуre nie ma racjonalnego wyjaњnienia?
Gdybym chciaі byж lekarzem voodoo, studiowaіbym voodoo.
Co siк z tob№ dzieje? Mуwiіeњ, їe to bardzo pilne.
Maj№ teraz miejsce
pewne wydarzenia, ktуre...
ktуre mnie przerastaj№.
Musisz mуwiж konkretnie.
Wiem, їe cierpisz.
Widzк.
Ale daj mi coњ, od czego bкdк siк mуgі odbiж.
Dobrze.
W niektуrych koњcioіach mуwi№, їeby dopuњciж do siebie Boga.
Tu chodzi raczej o to,
їeby dopuњciж do siebie...
coњ...
innego.
Wiem, їe to brzmi jak wariactwo, ale nie jestem wariatem,
tylko chwilowo nie mogк powiedzieж nic wiкcej.
Їaіujк, Ralph. Їaіujк, їe nie chcesz mnie dopuњciж.
Ja teї. Wierz mi.
Powiem ci jedno.
Na tyle zrozumieliњmy juї nasz њwiat,
by wiedzieж, їe pewnych spraw nie zrozumiemy nigdy.
Pomogіem ci?
- Mam kluczyki! - Cholera!
REЇYSERIA
SCENARIUSZ
NA PODSTAWIE POWIEЊCI STEPHENA KINGA
WYSTҐPILI
Wersja polska na zlecenie HBO Start International Polska
Tekst: Wojtek Stybliсski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.