Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
NETFLIX � SERIAL ORYGINALNY
Tesknilem.
Cos nie tak?
Nie czuje sie tak jak dawniej.
Wiem.
Wszystko sie ulozy.
Wyrwe ci z glowy tego Faysala.
Bez obaw.
Nie w tym rzecz.
Zmienily sie moje uczucia do ciebie.
Co?
Jak to?
Przez ciebie gina ludzie.
Wszystko, co robimy, ma swoja cene.
Ale twoja obecnosc niesie jedynie smierc.
Popelnilem bledy, ale...
Levent wsadzil ci noz w plecy.
Faysal kontroluje umysly.
Moge dlugo wyliczac.
Zabije ich obu, Leventa i Faysala.
Znowu zawiedziesz.
Nieprawda. Ja...
Hakan, wszystko psujesz.
Zeynep?
- Zawiodles nas. - Slucham?
- Mowila... - Co jest grane?
...ze nas zawiodles.
- Nie! - Nie zostawiaj nas.
- Ja... - Nie zostawiaj nas.
Nie chce!
Hakan...
Spokojnie. Nie denerwuj sie.
Juz dobrze.
Musisz odpoczywac.
Kula przeszyla ci bark.
Gdzie wszyscy?
Gdzie pozostali?
Ceylan nie zyje.
Can rowniez.
Co?
Can tez?
Przeciez byl w kryjowce.
A Leyla?
Nie wiemy.
Faysal zabral krew.
Levent ma koszule. Tyle wiemy.
To sie zle skonczy.
Sprawdzam i dorzucam 10 000.
Panowie!
Mama was nie nauczyla, ze hazard jest zly?
A tobie nie powiedziala, ze bron to nie zabawka?
Moja matka?
Wlasnie.
Zginela, zanim zdazyla mnie czegokolwiek nauczyc.
Serio?
Czego chcesz?
Do pelna.
Nie rob tego.
Jestes bystry. To niebezpieczne miejsce.
Dziekuje, ale nie potrzebuje rad.
Ale nie wiesz, kogo okradasz.
A czyj to niby lokal?
Kogos, kogo sie nie okrada.
Ja pieprze!
Szlag!
Juz sobie ide. Oddaj torbe.
Dobrze.
Zartowalem, kretynie!
Do pelna!
Ty sukinsynu!
Masz pojecie, z kim zadzierasz?
Co jest?
Ktos chce?
Krupierowi zawsze nalezy sie napiwek.
Na razie!
Musisz zostac.
- Hakan! - Nie rob tego, tamtego...
Nie jestesmy Lojalni, tylko Zalosni.
Przestan.
To ty ryzykowales wszystko, by ratowac jednego czlowieka.
Musze odszukac Leyle.
- Jest cos jeszcze. - Co?
Oni zniszcza Stambul.
Nie moge tego po prostu zignorowac.
Walka bez koszuli byla bledem.
Wytropie Leventa i sie go pozbede.
Jak chcesz pokonac kogos, kto nosi zakleta koszule?
Nie wiemy, gdzie jest Levent.
Takie gnojki jak on nie wysiedza dlugo w ukryciu.
Znajde go i wykoncze. Potem odszukam Leyle.
- Pojdziemy z toba. - Nie!
Stracilismy zbyt wielu ludzi.
Dzis umrze tylko jeden.
Levent albo ja.
Mamy chronic zarowno ciebie,
jak i dziedzictwo Obroncow.
A jesli Levent uzyje koszuli do zlych celow?
He?
Nie bedzie dziedzictwa.
Wybacz, ze to powiem, ale...
ona cie ostrzegala.
Kto?
Zeynep.
Serdar ma racje.
Zeynep nas sprzedala.
Nie ma prawa glosu.
Bede krzyczec, dopoki mi nie odpowiecie!
Kim jestescie?
No kim?!
Faysal, to ty, prawda?
Mam racje?
Tylko ty jestes na tyle podly.
Dobrze glowkujesz, ale nie do konca.
Kimkolwiek jestes,
mozesz mnie zabic juz teraz.
Smialo.
Jak chcesz.
Prosze cie.
Blagam.
Dzieki Bogu.
Skarbie.
Witaj z powrotem.
Mam krew Obroncy. Nie musimy sie juz bac.
Zabiles go?
Ale ktos go postrzelil.
Jak to?
- Kto? - Nie wiem. Chyba Vezir.
Smialo sobie poczyna.
To nie wszystko.
Starszy brat Hakana zyje i...
niestety, zabral koszule.
Pozostali juz wiedza? Maja nowy plan ataku?
Skarbie, nie mysl teraz o tym.
Bedzie na to czas.
Teraz odpoczywaj.
Zgoda?
Tak.
Porozmawiamy przy kolacji?
Nie wiedzialam, ze smierc tak zaostrza apetyt.
Zjemy cos?
Masz plany?
Siedze tu od wielu dni. Musze isc do biura.
Ale obiecuje, ze wieczorem ci to wynagrodze.
Swietnie.
Szukam Leventa Topala. Znacie go?
Szukam Leventa Topala.
- Znacie go? - Nie.
Dzien dobry.
Szukam Leventa Topala. Znacie go?
Topal,
a czasami Osman.
To jak?
Topal czy Osman?
To i to.
Uzywa obu imion.
Topal i Osman.
Dwa imiona.
Pewnie nie chce, by go odnaleziono.
Jak uwazasz.
To sobie idz.
Spadaj. Jestesmy zajeci.
Halo?
Tak?
Szukam Leventa Topala. Znasz go?
Znany jako Osman albo Topal.
Gdzies tu mieszka.
Znasz go?
Jestesmy bliskimi krewnymi.
Mam do niego pilna sprawe.
Jak bardzo pilna?
Stambulowi grozi niebezpieczenstwo.
Zabawne?
To zegnam.
Mlodziencze!
- Tak? - Masz pieniadze?
Zgineli w wypadku?
Tak nam powiedzial.
Zapytaj go o kolor nieba,
a bedzie klamal jak z nut.
Tak dobrze znasz Leventa?
Niestety tak.
Jego rodzina byla porzadna i honorowa.
Ale Levent to czarna owca.
Zly szelag.
Jakby...
nie byl synem swoich rodzicow.
Bardzo wczesnie zaczal cpac. Zadawal sie z gangsterami.
Byl bezczelnym zlodziejem.
Domyslam sie.
Pewnego dnia
zadarl z niewlasciwa osoba.
Chodzilo o czlonka konkurencyjnego gangu.
Tenze gang postanowil dac mu nauczke.
W srodku nocy wrzucili do jego domu koktajl Molotowa.
Naprawde.
Niestety...
Leventa tam nie bylo.
Jedynie rodzina.
Budynek splonal, zanim dotarli strazacy.
Ciala Mustafy i Tulay lezaly obok siebie, w objeciach.
Nie wiem, gdzie jest Levent,
ale na pewno wroci na stare smieci.
Predzej czy pozniej.
Nie mam czasu do stracenia.
To go odszukaj.
I nie lituj sie nad nim z uwagi na wiezy krwi.
Daj mu nauczke.
Taki jest plan.
Dzien dobry, panie i panowie!
Sluchajcie uwaznie!
Nie chce nikogo krzywdzic.
Chce tylko pieniedzy.
Nie robcie niczego glupiego.
Jasne?
Forsa do torby.
Mnie nikt nie placi za nadgodziny. Pospiesz sie!
Ruchy!
Co robisz?
Rzuc bron!
Uspokoj sie.
- Rzuc bron! - Spokojnie.
Tak!
Chlopakowi naleza sie brawa!
Co powiedzialem?
Brawa!
Podejdz.
Smialo.
Szacunek.
Zrobiles, co nalezy. Chroniles matke.
Brawo.
Gotowe?
Kim jestescie?
To my zadajemy pytania,
nie takie cos jak ty.
Wy...
jestescie Niesmiertelni.
Och!
Jest piekna i bystra.
Teraz rozumiem slabosc Faysala.
Coscie mi zrobili?
No coz...
Mam dla ciebie dwie wiadomosci, dobra i zla.
Dobra � Faysal juz cie nie kontroluje.
Zla zas jest taka, ze kontrolujemy cie my.
A konkretnie...
nalezysz do mnie.
Pewnie chcesz wiedziec.
Napad na bank w Kad?rdze.
Podajemy najnowsze wiadomosci.
Spojrz.
Dzis, okolo poludnia, w Stambule...
Azra...
Nie mam czasu na gadanie, chyba ze
o Levencie.
Wiemy jedynie, gdzie byl
kilka godzin temu.
Czyli?
Obrobil bank w Kad?rdze.
Serio?
Jestem niedaleko.
Jakis chlopak
postrzelil go z jego wlasnej broni.
Niestety kule
sie go nie imaly.
Dzieki koszuli.
Macie cos jeszcze?
Nie.
Mozliwe, ze wspolpracuje
z Niesmiertelnymi.
Mogli zabic Leyle.
Nie wiem, co robic. Zapadl sie pod ziemie.
Zaczekajmy. Moze znowu cos wywinie.
No wlasnie.
Musze go odszukac, zanim kogos skrzywdzi.
Mamy przyjechac?
Nie wzbudzajmy podejrzen.
Pomoc moze tylko jedna osoba.
To ja.
Chce wiedziec, gdzie sie spotkamy.
O ile sie spotkamy.
Moze jestes zabiegany.
Daj znac.
Czesc.
Musimy pogadac.
Nie w bibliotece.
- Wyjdzmy na zewnatrz. - Przymknij sie.
- Idz sobie. - Prosze!
Ceylan nie zyje.
Ludzie Faysala ja zadzgali. Zmarla na miejscu.
Levent zabral koszule. Nie moge go znalezc.
Mialas racje.
Pomoz mi odszukac Leventa.
Byla taka mloda.
I oddana sprawie.
Az za bardzo.
Wierzyla w misje.
Nie zadawala pytan.
Ja juz nie pamietam, co znaczy wierzyc.
- Niemozliwe. - A jednak.
Przestalo ci zalezec?
Czemu tak sie przejmujesz?
Jak to?
Powiedz!
Skad tyle emocji i gniewu?
Trzymaja cie w pionie?
Przez twoje bledy zginelo wielu ludzi!
Bezsensownie!
Dlaczego tak sie dzieje?
Wybacz.
Nie przepraszaj.
Masz racje.
Serio.
To wlasnie mnie nakreca od dnia, kiedy sie poznalismy.
Chce pomscic Neseta.
Chce pomscic Memo.
To pragnienie daje mi sile.
Robie to dla mojej rodziny.
Dla Doktora.
Ale teraz...
gniew mnie oslepil, Zeynep.
Roztrzaskasz sie.
A ty nie?
Przez cale zycie bylam Lojalna. Nic innego nie potrafie.
Niestety po smierci ojca
nie wiem, czemu ma sluzyc...
chronienie Obroncy.
Wielkie dzieki.
- Nie chce ci dopiec. - Jasne.
Powiem jedno:
oboje przezylismy koszmar.
Ale o nic cie nie oskarzam.
Sam to robie.
Ale juz wystarczy.
Musze bardziej uwazac.
Co oznacza, ze musze prosic cie o pomoc.
- Hakan... - Posluchaj!
Szanuje cie.
Serio.
Na kazdy temat wiesz wiecej ode mnie.
Prosze.
Blagam.
Pomoz mi.
A jesli nie mnie, pomoz Stambulowi i ludzkosci.
Prosze.
Gdzie ostatnio widziano Leventa?
Obrobil bank w Kad?rdze.
O zasadzie brzytwy Ockhama nauczylam sie,
gdy mialam zostac badaczka.
Nic mi to nie mowi. O co chodzi?
O rozwiazywanie problemow.
Najprostsze odpowiedzi
sa najbardziej prawdopodobne.
Nadal nie rozumiem.
Pomysl.
Levent mogl obrobic dowolny bank.
Mogl napasc na mennice, zrobic cokolwiek.
A on wolal okrasc maly bank w Kad?rdze.
Tam dorastal.
No wlasnie! To miejsce wiele dla niego znaczy.
- Mamy trop. - Tak.
Potrzebujemy jeszcze motywu.
Chodz.
Co sie stalo?
Nic.
Grunt, ze wrocilas.
Kto tak powiedzial?
Zeynep...
Wybacz.
Tu nasze drogi sie rozchodza.
Milo bylo pogadac.
Zaczekaj!
Puszczaj. Ja nie zartuje.
Mam juz inne plany.
Naprawde?
Lece jako naukowiec do Oxfordu.
Juz raz im odmowilam. Skoro ponowili zaproszenie,
to pewnie znak.
Nie zartujesz.
Przyznaje...
niedobrze jest dzialac pod wplywem emocji.
Ale tlumienie ich wyrzadzi wieksze szkody.
Powodzenia w nowym zyciu.
Gdzie jestes? Odbierz.
Czesc.
Otoz to!
Co?
Usmiechnelas sie.
Od 30 minut probuje cie rozbawic.
Kim jestes, by decydowac o moim usmiechu?
Podszedlem...
bo chyba ktos cie wystawil.
Mylisz sie.
On nawet nie chcial tu przyjsc.
No prosze.
Jaki mezczyzna moze byc az tak glupi?
Chcialbym z nim porozmawiac.
Ile masz lat?
28.
A ty?
Jestem starsza, niz sadzisz.
Nie wierze.
Bo wygladasz...
oszalamiajaco.
- Nie upiles sie czasem? - Nie.
Wykluczone.
Nie ja pierwszy ci to mowie.
Dziekuje.
W takim razie co tutaj robisz?
Przyszlam tu, poniewaz...
Spojrzysz?
Razem z mezem spedzilismy tam romantyczny wieczor.
Lata temu.
Chcialam znowu poczuc tamte emocje.
A ile lat uplynelo?
Prawie 100.
�Prawie 100�. Dobre!
Naprawde.
Wiesz co?
Chodzmy stad.
Zmienmy lokal. Co ty na to?
Ucieknijmy od tych wspomnien.
Obiecuje, ze bedzie wesolo.
Prosze.
Innym razem.
Daj mi chociaz swoj numer.
Zadzwonie.
Jestes wyzsza, niz myslalem.
Daremny twoj opor.
Pieprze cie, suko!
Moge cie zabic i nie ozywic!
Wiesz o tym?
He?
He?!
Nie kus.
Wlascicielem banku jest Ahmet Ozturk.
W ramadanie zwykl dawac darmowa kolacje.
Czyli nie zna Leventa.
Moze chodzi o innego pracownika banku.
W telewizji puscili nagranie z napadu.
To na pewno Levent.
Rozmawia z chlopakiem, ktory zgrywa bohatera.
Pogadam z wlascicielem banku.
Moze mnie oswieci.
Watpie, ale przesle ci adres.
Nareszcie.
Witaj.
Dziekuje.
Wszystko gra?
Zmeczylam sie.
Martwilem sie o ciebie.
Wydzwanialem.
Ktos mogl cie porwac.
Ale widze, ze do tego nie doszlo.
Nie musisz sie mna przejmowac.
Jak to �nie musze�?
Faysal...
nie jestem dzieckiem.
Nie wpakuje sie w klopoty.
Skarbie...
Obronca i jego ludzie moga byc gdziekolwiek.
Mogliby cie porwac.
- Albo zabic. - Ale zyje!
- Tym razem sie udalo! - Przestan!
Uspokoj sie.
Posluchaj.
Juz dwa razy przywrociles mi zycie.
Jestem wdzieczna.
Ale jesli...
nasze zycie...
Tak?
Jesli chcesz mnie zamknac w tym domu,
to wole smierc.
Ruya?
Myslalam o dawnych czasach.
O dniach, kiedy mielismy jakis cel.
Nie siedzielismy w domu. Brakuje mi tego.
Wiem.
Nie mam prawa narzekac.
Ale czuje, ze powinnam powalczyc o nasza sprawe.
Wybacz.
Ide spac.
Dobranoc.
Przepraszam.
Szlag!
Wybila godzina prawdy!
Dosyc!
Przestan!
Zrobiles to dla nich?
Chodzilo o pieniadze?
Odpowiedz! Mam racje?
Chcialem pomoc...
Levent!
Hakan?
Milo cie widziec.
Przedstawiam ci Ahmeta Ozturka.
Znasz tego dupka?
To wlasciciel banku.
Masz racje. Ale to nie wszystko.
Ahmet prowadzi rowniez inna firme. Opowiesz o niej?
Ja...
Ja tylko pomagam ludziom z sasiedztwa.
To prawda!
Tak jest.
Ale ma tez inne hobby.
Na przyklad dziwki.
Nie!
- Szmugluje prochy. - Nie!
Tak?
Hazard.
A takze...
potrafi zabijac niewinnych dla pieniedzy.
Nie.
Nie!
Zabil twoja rodzine.
Wiem.
Zaszlachtowal ich.
Latami szukalem tego skurwiela.
Mial ochroniarzy, opancerzone pojazdy, najemnikow.
Ale dzieki koszuli w koncu moglem go dopasc.
Bylem gotow.
Prawda?
He?
Dobrze to rozumiem.
Nie sadze!
Rozumiem!
Trudno pogodzic sie ze strata bliskich.
Wiem.
W tej chwili kieruje toba gniew.
Ale recze, ze nie doczekasz szczesliwego konca.
On tym bardziej.
Rzuc noz.
Pieprz sie.
Rzuc noz, bracie!
Bracie?
Nie nazywaj mnie tak. Nie jestem twoim bratem.
Jestes.
Jestesmy Obroncami.
Nieprawda.
Czy ci sie to podoba, czy nie.
Naszym wrogami sa Niesmiertelni,
nie ludzie.
Uwierz mi.
Ja tez bladzilem.
Zabilem swojego dreczyciela.
Potem latami mnie to meczylo.
Przeciez wiesz, ze mam koszule.
Wiem.
Ale on nie ma.
Odbiore ci luksus zemsty.
Wyrecze cie.
Levent!
Przestan!
Puszczaj, Hakan!
Puszczaj!
Idz precz!
Puszczaj!
Zostaw mnie, do cholery!
Zalatwie go!
Nie sadze.
Puszczaj!
No mowie!
Puszczaj!
Puszczaj mnie!
Na milosc boska!
Blagam, pusc mnie.
Uspokoj sie.
Juz po wszystkim.
Puszczaj.
Juz dobrze.
To koniec. Uspokoj sie.
Pusc mnie.
Chec zemsty mnie zaslepila.
Bylem gotow na wszystko, by go powstrzymac.
Przykro mi.
Dokad jedziemy?
Do kryjowki.
Nienawidza mnie po tym, co zrobilem na moscie.
Wytropimy Faysala i uratujemy Leyle.
Taki mam plan.
Jest dla ciebie az tak wazna?
Tak.
Jest.
Czego chcecie?
No wlasnie.
Dla mnie to tylko zwierzak.
Nie podoba mi sie to.
Ale teraz to moj zwierzak.
Zadanie masz proste. Najpierw zabijesz Obronce, Hakana.
Potem Faysala.
Dasz rade?
Tak.
Napisy: Sylwester Stachowicz
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.