All language subtitles for Červená Jeřabina 1955_classic war drama_pl.

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Wał Pomorski.

Ostatnia nadzieja dobijanego faszyzmu.

Pas fortyfikacji nie do zdobycia.

Tak wygląda dzisiaj.

Przed ćwierć wiekiem o te umocnienia miało się rozbić decydujące uderzenie na

Berlin. Tu na przełomie lutego i marca 1945 roku

Armia Radziecka i Wojsko Polskie W zażartych walkach otworzyły drogę na

zachód. Tu żołnierz Polski wkroczył na piastowskie ziemie Pomorza Zachodniego.

muzyka

Za nami dzień, przed nami noc, pokliska księg, wilgotny

koc. Zostanie tu świat naszych nóg, za nami kraj,

przed nami wróg.

Opada puszcz do naszych stóp, zostanie tu żołnierstw i

grup.

Dwadzieścia lat mam ja i ty.

Kto zna Jeruzjał?

Naszej Krym!

I zapyta piosenka jak za dawnych lat.

Dziewczyny nasze, gdzie ojczyzna, gdzie? Jeśli nie, to serce ci skar.

Dziewczyna ma, ojczyzna ma.

Jarzębina czerwona, moje serce zna.

Tyś z jakich stron, gdzie twój rodzinny dom? To mój dom, gdzie krew płynie zna.

Za nami dzień, przed nami noc, ogień zmarzenny, lotny

koc. Zostanie tu ślad naszych nóg, za nami kraj,

przed nami wróg.

Odpada bóz, bo naszych stóp zostanie tu domiewski

dróg. Dwadzieścia lat mam ja i ty.

To Panie Boże, nasze imię i...

Panie majorze, radiogram ze sztabu dywizji.

Siedem!

Kontynuować natarcie w kierunku Sławoborze-Gościno-Kołobrzeg.

Działać w szyku rozwiniętym, przetracując wszystkie miejscowości i

lasy. Początek działań 9.00. Nadano 6 marca, godzina 7.20.

Szybciej! Dawaj, szybciej!

No,

chłopaki.

Następne moczenie. No, pałtyku!

Doma.

No cóż ty wyrabiasz, człowieku?

Zaczem raz ust?

Nie wbijesz na nogi.

Wiktor, czy my dobrze idziemy? Chyba dobrze.

Samoloty.

Czołgi.

I to chyba gdzieś z przodu.

Panie poruczniku, suczki na skraju lasu, chyba nasze.

Serżant Kamejczyk, pozwólcie obywatelu poruczniku zapytać, Wy nie z 3

Dywizji, a?

Podporucznik Kotarski. Z 6 jesteśmy.

A, przerwać do swoich się nie mogę.

Popatrzcie.

Bocza jest.

Wieją gdzieś nad zalew szczeciński.

Dobrze tam widać nasi gadom przy piekle, że tak ogon pod siebie chowają.

Zgubiliście swoją dywizję?

Maszyny pobieram z remonta. No, chciało się prędzej swoich dogonić. Tak ja

pojechał prosto przez las. Boki masz.

A wy także od swoich odstali, a?

Zostawili nas na przeczesywaniu.

Amunicja u was jest, sierżancie?

No jakże bez amunicji. Mnie, staremu frontowikowi, tylko podkalibrowych nie

хватa.

Można by spróbować i bez podkalibrowych.

Nie podkaczają.

Komanduj, porucznik.

W teraliere.

Tak jest.

W teraliere.

Siostronka starszego sanbata.

Transportowała rannych i też odstała. Tak podebrała i podrósł.

Dzięki za oglądanie!

Przyczaili się branie.

Pchnij skrzydłowe drużyny na kocioł.

Dobra.

Wykończę.

Dostaw. I tak stąd nie wyjdzie.

Zginie.

Głupia dziewczyna.

Koniec. Cofają się.

Strzelać? Nie strzelaj.

Naprzód!

Skąd się tu wzięłaś, gówniaro?

I po co? Kto cię tu prosił?

Czołem, panowie!

Jak tam spacerek?

Rozmnożyliście się, widzę, cudownie.

Nie mógłby mi pan, panie poruczynku, odstąpić tego wózka z damską załogą?

Skąd ten humorek, Marczyńsku? Jak to skąd? Nie wiesz, że wódkę przywieźli?

80 gram spirytusu na głowę.

Oficerska i żołnierska, sprawiedliwie.

Panowie, kawalerski wieczór, można powiedzieć.

Jaki kawalerski? Stypa.

Stypa, że daj Boże zdrowie.

Szefie, klapnić dziewko. Zobaczymy, co z tego wyszło. Jeszcze się nie przegryzło,

panie poruczniku. Trzeba trochę poczekać.

U nas przed wojną, w jedenastym pułku ułanów, tylko to się piło.

Przed wojną?

Harcerz byłem.

W domu harcerz, w szkole harcerz, w podchorążówce też harcerz.

Największe święta.

Cześć, jak prosie.

Ale w Tobolsku...

Zacząłem pracować przy spławie drzewa na Irtyszu i doszedłem do normy.

I teraz jak tylko czuję pragnienie, wiem, że na rzece będzie robota.

Co, nie wierzycie?

Szef świadek!

Tak było przed Mireją, przed Bugiem, przed Wisłą. A teraz?

Teraz... Nie wiem.

Ale założę się, że...

Będzie wielka woda.

Bo mnie suszy jak diabli.

Chcesz?

Drobicz gdzie się podziewa? Siedzi w sztabie pułku od prawa.

Nie mówił kiedy wróci?

Chciałbyś już wiedzieć, co?

A właściwie co za różnica gdzie na zrzutu.

Kukuryda. Znów kukuryda. Jak Boga kocham, zwariować można.

Zgodnie z rozkazem otrzymane przydziały należy wydać wojsku według receptury. A

trofiejne konserwy tylko własnym przemysłem można wtrajać.

Sześćdziesiąt.

Tuzom.

Tuzom.

Osiemdziesiąt.

Osiemdziesiąt.

Mam wieki, panie kaprali.

Jakim wam sobie życzę?

Świńskie, wołowinko obsmażane, podróbki. Ubejdzie się.

Jednego się wypili, panie kaprali, a teraz mięsko jak w chłopie na Wielkanoc.

A tobie tylko dziewuchy brakuje, a?

Eee, tam co mi tam dziewuchy, panie kaprali?

Przysiągłem żoni wierność, żeby pan widział moją kobity.

Taka.

No, my tu, pani kapral, to Niemca rozbijemy w trybiga.

A jak wrócę do domu, to od razu prosiaka w łeb, a bimbro to z 10 litrów wygoni.

Nie, 20.

I całą kopalnię zaproszę do siebie.

Macie chłopaki, jedźcie, pijcie, skolko doszło za fragi. No, pan kapral ma się

rozumieć, także nie pogardzi, co?

Na co czekasz?

Już dwie godziny tak grzmocu.

Daleko do tego morza, chłopaki.

Woda mówią w Morzu Slona.

Kto ją tam wie?

Dla Bóg spróbuje człowiek to zobaczy.

Osiemdziesiąt...

No co jest, panowie?

Do kitu z takim piciem?

Lokal nie odpowiada?

Wiktor.

Powiedz mi, co z tego wyniknie? Z czego?

Front toczy się na zachód.

My idziemy na północ.

Ze wschodu błażą na nas szkopy.

Może być paskudnie?

No co paskudnie?

Dojdziemy do Bałtyku, przeskoczymy Odrę, rozwalimy Berlin i koniec.

Ja pojadę do Prus Wschodnich jako dowódca karnej ekspedycji, a ty

zostaniesz komendantem garnizonu w Lublinie.

Będziesz miał babski batalion żandarmerii do dyspozycji. Daj spokój.

Mówię poważnie. No ja też poważnie.

Rozpieprzymy Szkopów i możemy wracać do chałupy.

Po co?

Dzieci miańczycie.

Jakie znowu dzieci?

Przecież jesteś kawalerem.

A kawaler to co?

Ełnu?

Całkiem słuszne spostrzeżenie.

Stary, ale nie mówiłeś mi nic, że wasze... A co ci miałem mówić?

Widzisz?

W czasie okupacji uczyłem się.

W Lublinie na tajnych kompletach.

I tam poznałem jedną dziewczynę.

I zacząłem z nią łazić.

Ale jak tak chciałem trochę bliżej.

To nic z tego.

Słowieku.

Igle ja na nią forsę wydałem?

Nie mogłeś znaleźć innej?

Łatwo powiedzieć.

Kiedyś podpiłem sobie.

Poszedłem do niej i powiedziałem jej wszystko o sobie.

Rodzinie. I przysiągłem, że się z nią ożenię. A co ona na to?

Zamknęła drzwi na klucz.

Ty spałeś kiedyś z manekinem?

A ja właśnie wtedy.

Dziwka!

Panie chorąży.

Ja mam taką jedną.

W jedenastym półku ulanów. Dobra, dobra.

Święta nie była.

To fakt.

Paru kumpli zaczęło do mnie mówić szwagier.

A z dziewczyną zaczęło się na dobre.

Aż wreszcie powiedziała, żenisz się.

Albo... Albo co?

Postara się o dziecko i położy je pod próg mojej matki.

I dlatego prysnąłeś do wojska?

No dlatego, nie dlatego.

A co miałem robić?

Co byś ty zrobił na moim miejscu?

Szefie, słyszał pan?

Musimy coś poradzić koledze.

Trzeba wysłać zawiadomienie do tej pani, że Chorąży Jerzy Kręcki poległ na polu

chwaly i koniec.

Skombinuję blankiet, panie Chorąży. Za wszystkimi pieszęciami. A jednostkę?

No rację, jednostki trochę się zatrze i wszystko w porządku.

Szefie, jutro wysyłamy.

O pomysły to wy macie rzeczywiście grońskie. No niech was cholera.

Ludwiczku, śpisz?

To ja?

Saperzy zawsze czuwają.

A teraz wielka woda przed nami.

Ciągle mnie suszy.

Szefie. No, to panowie, po jednym.

I, Lulu, no to ryb pod tę wielką wodę.

Prosimy, panie poruczniku, pańska porcja nieruszona.

Ruszamy.

45 pancerna gwardii jest już pod Kołobrzegiem.

Ale ataki dla opanowania miasta z marszu zostają odparte.

Bez piechoty niewiele chyba zrobią.

Musimy tam być jak najprędzej.

A to?

Trzeci batalion zaatakował cofającą się jednostkę pancerną.

Pełno się tego tu pamięta.

Sytuacja jest następująca.

Nasza ofensywa rozbiła grupę armii Weichsel na dwie części.

Druga armia niemiecka odrzucona na wschód ku Zatoce Gdańskim.

W naszym rejonie działania jedenasta armia niemiecka rozbita na kilka części.

Pod Świdlinem nasze dywizje zamknęły w okrążeniu dziesiąty korpus armijny SS.

Walki trwają.

Inne, drobniejsze grupy nieprzyjaciela przedzielają się na zachód w kierunku...

Gryfic i Trzebiatowa. Akurat na naszej osi marszu.

Tak.

Za godzinę ruszamy.

Ty, Wiktor, pójdziesz na prawo od marszu. Ty, pułku, trzeba w marszu

przeczesywać teren. Pamiętaj.

Weźmiesz te trzy suczki dowódca, pułku, już z nimi uzgodnił.

Idą w tym samym kierunku.

A ty, Marczyński.

A ten co?

Spił się?

Tak się człowiek wygłupia.

Z nudów.

Szanowni oficjerzy!

Szanowni oficjerzy! Jesteście przyjaciółmi jednej jednostki. Jako

burmistrz i członkowie partii.

Chciałbym zaprosić was do pomocy.

Zastanawiam się o to, ponieważ już od wczoraj... istniało urządzenie o

rozluźnieniu miasta.

Ludzie nie chcą uciec. Wszyscy są przeciwnikami.

że bolszewicy wiedzą, gdzie znajdują się drogi Kolberga. To oczywiście tylko

propaganda przeciwnika. Proszę, oficerze, stworzycie tę głupą kłopotę z

świata.

W całym mieście nie znajdują się grupy wojskowe?

Tak, niestety. Nie mamy ochrony.

Od wczoraj wczoraj. Nasze drużyny zostały odzyskane.

Hitler kapuć!

Hitler kapuć! Hitler kapuć!

Co jest?

Pierwsza drużyna.

Przeszukują do końca miasto.

Nowaszyn, chłopcy!

Ludzie kochane, a wy nie widzieli gdzie niejakiego Pudazzyna?

Koziuka Pudazzyna.

Co? Nie widzieli? W podwórku wyska.

Oj, nie widzieli.

Nie widzieli.

W 1942 w sam raz jego zabrali. Na Wilkanów. Co?

Nie widzieli?

Nie widzieli.

Gdy wy się pchacie?

Ludzie kochani!

Jaka to wioska?

Klonowic?

Szli tędy niedawno. Z trzeciej dywizji.

Wymacali ich szwaby z dział okrętowych.

Strach było patrzeć.

No i walą teraz z zaporowym.

Mysz się nie przeciśnie.

Sztab półku.

Gdzie kwateruje?

W Złotowie, tuż pod miastem.

Na linii prawie.

Przycichnie trochę, to was przeprowadzę. To zna, to zna. Zero jedenasty wezmą do

Bargońca. Jodła, jakie macie straty?

Dobra, zrozumiałem.

Ile potrzebujecie amunicji?

Podaj, ile potrzebujecie amunicji?

O, katarski.

Żyjesz? Żyjemy, obywatelu majorze. Ostatnio niezbyt pewnie, ale żyjemy.

No to jest dobrze.

Głównie pewnie cię cali.

Zapędziliśmy się obywatelu majorze trochę za daleko, a potem to już i

trudno się było zorientować. Gdzie swoi, a gdzie Niemcy? Z boków strzelają, z

tyłu strzelają.

Strzelają? Tak od tego i wojna, żeby strzelali.

A kto skazał, że to konieczne muszę z przodu?

Porucznik Drobicz myśli pewnie, żeśmy już na amen przepadli.

Drobicie nie ma.

A gdzie?

Niemcy kontratakowali wczoraj. My odbili.

No temu i tamtemu przyszło spoginąć. O tak.

Teraz będziecie musieli być komandirami kompanii porucznika. Dajcie pomylę.

To i jest chłodny wiek.

Kiedy podeszliśmy pod miasto...

Myślał człowiek dzień, dwa i koniec.

Okazało się troszkę inaczej.

Od wchodu zaatakował szesnasty.

Od wchodu nastupuje sowiecki.

Od południa wczoraj wyszła do szturmu trzecia dywizja.

Siedmój przełamał pierwszą linię obrony i posyła się w przód. Ale nie idzie

to Latwa.

Niemcy kontratakują, utrzymali się, podciągnęli czołgi, artylerię, możemy

dostawać pomoc, a my tu utknęliśmy na tych kazarmach.

18 dwa dnia tu szturmował.

Oto tu 16, tu 18, a

tu kazarmy.

Jak czeriak nam.

Nie weźmiesz ich, tak oni...

Podręczą nas od tyłu.

Tak, wziąć te kazarki muszowe.

Obiecałe.

A liczyć możemy tylko na siebie.

No cóż, kolegi, pospać by wam trzeba.

Oddechnąć. A za trzy, no...

Za cztery godziny na linię.

Mam

prośbę

do pana porucznika. W razie czegoś tu jest adres, żeby rodzinę zawiadomić.

A może ja wezmę od pana, co?

Dziękuję, szefie, nie trzeba.

A panu, panie chorąży, załatwiłem nam medal. Wysłałem zawiadomienie do tej

pani.

Szefie, gdybyśmy nie szli na linię, pogadałby z panem inaczej. Niech sobie

dziewczę szuka innego frajera.

No widzę.

Nie spodziewaliście się mnie tu spotkać, prawda?

A przeciwnie.

Ja się już po tobie wszystkiego spodziewam.

I taką dziewczynę mogli zabić.

Nie mogli.

Boście mnie oslaniali.

Zauważyłaś to jednak.

Nawet zastanawiałam się potem dlaczego.

Bo bardzo mi zależało na życiu tego Niemca.

No dobra mała.

Chciałaś co ode mnie?

Nie, nie, skądże. Zobaczyłam was i podbiegłam.

Mamy tu punkt sanitarny.

Tymczasowy. Mieli nas ewokować, ale jakoś nie podesłali samochodów.

Przeziębisz się. Zimno.

Nie, mnie nie.

Ale jak chcecie, mogę zrobić prawdziwy herbaty. Chłopcy przyniesie trochę i my.

Dziękuję.

Ale chyba nie dzisiaj.

Trudno.

Za parę godzin odchodzicie. Pod koszary. Tak.

Skąd wiesz?

Wiem.

Od dwóch dni nosząc tamtąd rannych.

Wanda. Co?

Nic, takie imię.

To po matce.

Moja matka była Polką, tylko ojciec Gruzim.

Ale poniemnicy nie mam.

Oczy.

Tak mówią.

Poszedł w czterdziestym pierwszym i nie zdążył napisać ani jednego listu.

Potem matka umarła na tyfus.

Jakbyście śpieszyli się moi, żeby mnie prędko zostawić.

To wszystko.

Od dwóch miesięcy jestem już zupełnie sama.

Dwa miesiące temu zginął mój narzeczony.

W różny sposób chciałam zapomnieć. A na ten sposób wybrałaś sobie mnie.

Nie bądź zarozumiały.

Takich okazji mogę mieć każdego dnia tysiąc. Ciebie naprawdę zaprosiłam na

herbatę. Będziesz się śmiała, ale ja też naprawdę przyszedłem na herbatę.

A na Ciebie ktoś czeka?

Nikt.

Czemu?

Trzy lata byłem pod kołem polarnym.

W 1941 drapnąłem prawie spod niemieckiego czołgu, aż tam się

zatrzymałem.

Budowali drogę.

Zgodziłem się, potem żałowałem, ale było już za późno.

Nie wytrzymywałem tej pustki.

Śnieg, śnieg.

Raz na miesiąc przywozili

Lekarstwa, żywność, gazety.

I znowu pustka.

No a potem jak wszyscy, sielce i od Lenino aż do dziś.

A rodzice nie czekają?

Już nie.

Przechodziłem nawet przez nasz dom.

To jest przez to miejsce, gdzie powinno stać.

Nie było nic.

Ani domu, ani wioski.

Ani mogił nawet nie było.

Została tylko tablica.

Wieś Chorynia do Sarn, 40 kilometrów.

Wiesz, co to banderowcy?

Tak, słyszałam.

Najmłodsza siostra miała 6 lat.

Zrób tę herbatę.

Kto tam? Panie porucyjku, to ja, Edio.

Szer mnie przysłał. Dobra, zaraz idę.

Zostań.

Dobrze.

Panie Porfiku, to ja poczekam na dole.

Wszystko masz? Tak.

Aha, zaraz.

Weź to.

Nigdy nie użyłam broni.

Weź, na wszelki wypadek.

Gdyby ktoś koniecznie chciał przyjść na herbatę.

Pale, Edziu.

Należy nam się.

E, co będę pana porucznika opalał? Na jutro nic wam nie zostanie. Bierz,

bierz. Raz człowiek żyje.

Co to jest, panie poruczniku, że im więcej strzelają, tym więcej człowiek

fajczył i fajczył?

Bo ja to już wszystko swoje wykurzyłem.

Normalna rzecz, bracie.

Sam widzisz, że jak rąbią po nas, to czort wie, co z rękami zrobić.

A tak przynajmniej cybucha garścią słaniasz albo do gęby niesiesz.

Racja, panie poruczniku. Bo jak ten z bunkra grzeje, to aż skóra cierpnie.

A tak, że tak niesie człowiek dymem, od razu lepiej.

Różnice!

Na dawę!

Panie Różniku!

Ciągi! On się cieszy.

Przez mojżeszami do cholery!

Dajcie ogień na koszary! Szybko!

Tak, obserwowany!

Trzymam się!

Rusznica!

Co z Rusznicą?

Już.

Jedziemy im na karkach do tych koszarów.

Uwaga!

Hamson!

Panie poruszniku, batalion.

Tak, słyszę.

Zuja rzębina.

Tak, tak.

Osłaniajcie mnie artylerią.

Osłaniajcie artylerią.

Ściągniemy tylko rannych i spróbuję jeszcze.

Tak, cześć.

Takie fajsze ślady do trawy.

Cześć, panie kolego.

Gorczyński jestem.

No, nareszcie.

A co pan myśli, że pana jednego mam na głowie?

Piechociarze dzwonią i dzwonią.

Temu rozpiew punkt obserwacyjny, tamtemu barykada zawadza.

A co panu koledze znowu?

Ten bunkier śmierdzi.

Pół kompanii mi wytłukł.

Taki mocny dupek.

Zobaczymy, kto mocniejszy, jak mu dosuniemy z dwustu metrów.

Co? Co mi się pan kolega tak przygląda?

A...

Tak, gole się nawet tutaj.

Jedyne ludzkie zajęcie, jakie mi jeszcze pozostało.

Prócz trafienia oczywiście.

Chce pan wysunąć działa na przedpole?

Ile pan ma KM-ów?

Dwa CKM-y i pięć dyktyriewów.

To wystarczy, żeby szkopów dwa razy tyłkami obrócić.

Osłonimy pan kolega łaskawie.

Zejście z pozycji.

Aha, i jak będą ranni u mnie, to proszę uprzejmie zaopiekować się nimi.

Nie zabieram ze sobą łapiduchów na wypady, bo przy każdej salwie fajtolą w

portki. No.

Panie poruczniku.

Spokojnie.

Obejrzałem dzień co potrzeba.

Niemcy rozniosą was tu na strzępy jak zobaczą. Niech się w dupę ugryzą.

Zobaczyć nie zobaczą.

Zamówiłem pogodę jak jej nada. Nie zdążycie wykopać stanowisk.

A kto by tam wychodki kopał?

Wystarczy jak na koczowaniu. Byle KM-y oczy nie zapruszyły.

Ty dochód. Do swoich.

Łeb ledwie dostał i zdurniał. A tuczonie szwoi, to mi tak pożytku siebie nie

będzie. Przecie ja celowniczy, panie Frejter.

Zaraz chłopaki ciało stawią.

Ja, obywatelu... Puście mnie!

Puście mnie, obywatelu sierżancie.

Przecie ja celowniczy.

Gdzie ono by cię zastąpił?

Chodzić możesz?

Mogę, obywatelu sierżancie. Ja klęcząc ciało wyceluję.

Bady, zaprowadź go na punkt sanitarny.

Zaraz wracaj. Tak jest.

Aaaa!

Niczego sobie sikać.

Trofeiny, ale na bezrybiu rak ryba.

Niczego.

Dobre czasy przypomina.

Swoisko tu pana kolegi.

Zacisznie. Zacisznie, nawet bardzo.

8.00 idziemy do ataku. Licho już wie, który raz. Wspiera nas cała artyleria

pułkowa. Plus moja półbateria.

Spokojnie.

Ej, młody pan jeszcze, panie kolego.

Po co mówić o czymś, co i tak na pierwszy rzut oka jest jasne? Przecież w

tym zawsze jest szansa. Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Pół na pół.

Równo.

Widziałem już niejedno sześć lat polowego munduru na grzbiecie.

Jeszcze we wrześniu, jako podchorążę rezerwy, z francuskich polówek na

drewnianych kołach grzmociłem pod Kutnem.

Potem wakowskiej partyzance ze zdobycznych Wielingów biliśmy do

Junkersów i Sztukasów.

Strzelało się z polskich, francuskich, rosyjskich, niemieckich i czord wie

jeszcze jakich armatek.

Tak, tak.

Rzucało się z tego na Niemców.

Nawet hacelami. I zawsze z takim skutkiem jak dzisiaj?

W różnym.

Niemieckie flaki aż na mury porozrzucało.

Nawet pan nie popatrzył.

Spójrz pan.

A nie, nie.

Nie mogę.

Nigdy nie patrzę.

Niemożliwe. A możliwe.

Zawsze mi się chce rzygać, kiedy widzę takie rzeczy.

Skręci pan?

To nasze cholerne zaopatrzenie nie może zrozumieć, że tytoń jest równie ważny

jak amunicja. No kręć pan, kręć. Wystarczy jeszcze.

Chętnie skorzystam, bo u mnie już zabrakło.

Ale że nie przywykł pan jeszcze?

W akcji z pana kozak.

Kochany panie kolego.

My nie mamy drogi pośredniej.

Jeżeli my nie zabijemy, to oni zabiją nas.

Nie tylko zresztą o nas tu chodzi.

Dlatego nie możemy bawić się w sentymenty i fuszerować robotę.

Stawka zbyt wysoka.

Kiedyś, jak przeżyjemy,

Dadzą nam wszystkim po zasługach, jak mówią Rosjanie.

Wtedy ten mundur i odznaczenia oprawię w ramce i powieszę na ścianie.

Dowód dla żony i dla innych, że męskiego wigoru, młodości, zdrowia i nerwów nie

rozczastałem po burdelach.

Ale zostawię tu, w lesie i w okopach.

Chyba będę mógł spojrzeć ludziom w oczy.

A że dotąd nie przywykłem i rzygać mi się chce, to już inna sprawa.

Jaka?

Coś niecoś ludzkiego musiało w nas chyba pozostać.

Szkoda, że tak niewiele.

Kiedy doszedł już człowiek swoich lat.

Chcecie powiedzieć, majorze, że zarówno nasza dywizja, jak i trzecia całością

sił zaangażowali się w walce?

Dziękuję za informację.

To także wiem.

Niestety.

A jeśli ten się zalami, dowództwo armii powinno dać pomogę.

Zmocznić siłę uderzenia.

Musi, musi.

Musi zatrzymać dziesięć tysięcy Niemców, którzy z rejonu Mrzeżyno przebijają się

na Dziwnów i Wyspę Wolin.

Walczy z nimi druga dywizja i jednostki radzieckie. Czwarta osłania skrzydło

frontu. A czołgi?

Tak, pójść, chociaż przyszedł czołgi. Brygada pancerna poszła na Gdańsk.

A czwarty czołgów, ciężowych?

Pod Gryfilem jako jedyny odwód armii. No!

Co no?

Nie jestem panem Bogiem ani dowódcą armii.

Proszę.

Według rozpoznania lotniczego Niemcy znowu dostali posiłki drogomorską.

Cztery transportowce na Redzie.

Jeden nasze Jaki zatopiły.

Dalsze działanie lotnictwa uniemożliwił niski pływaw chmurów.

Dlaczego Niemcy tak zażarcie bronią miasta, majorze, co?

Logiczne pytanie.

Oni nie bronią miasta, bronią portu.

Portu... Tu, w Kurlandii,

odciętych ponad 20 niemieckich dywizji.

W Prusach 31.

W rejonie Gdyni i Gdańska 18.

Zaopatrzenie, łączność i ewentualna ewakuacja tylko drogą morską. I to tak.

Od portów zachodniobautyckich do portów Kurlandii i z powrotem operuje bez

przerwy hitlerowska flota.

Przeciąć im drogę to skazać na zagładę tych kilkadziesiąt dywizji. A przeciąć

im drogę można tu.

W Kolobrzegu. Port trzeba uchwycić.

Port.

Siedma czterdzieści sześć.

Tak.

Siedma czterdzieści sześć.

Pozwólcie iść, panie komisarzu.

Tak, tak.

Tak jest.

Przykuń się, Jurek.

Jak tylko Padgadowka urwie, nacieraj. Nie przegap momentu, pamiętaj.

Pamiętam, pamiętam, tylko... Tylko ta zapora w bramie.

Marczyński idzie stop.

Musisz przeskoczyć, inaczej przepadłeś.

Dobra, ale... Przepchnij za nami resztę. Jasne. Masz coś do mnie jeszcze?

To trzymaj się, stary.

Cześć.

Za peży!

Za mną!

Marsz!

Nacieraj do cholery, bo ci w łeb przelew!

Uwaga! Raz na dwóch! Za mną skokami marsz!

Właśnie idioto! Zastrzelam cię!

Zaraz tylko odgarnę.

Bierz telefon.

Gdzie katuszka?

Zebnął chłopci naprzód!

Zostawiam tę porsikę. Tę.

Sanitariusz! Sanitariusz!

Porsiku. Padł zabity.

Kalinowski zabity.

Wodecki...

Usadźcie te cholerne drzwi!

Poruczniku, musimy wskoczyć do środka!

Miała być wielka woda.

Osłaniaj.

Brać te chłopcy!

Odcięli ich! Milcz!

Zginiem ojczulku, zginiem, nie przejdziem.

Dawaj batalion, nie ma łączności.

Przerwało. Ech, raz rady lamanty, raz plewam operaty. Za mną chłopcy,

ura!

Chodźcie!

Jurek! Jurek!

Co z sobą?

Daj granatę.

Obywatelu majorze.

Obywatelu majorze.

Tak, tak.

Kwartal 46.

Ciołgi podeszli?

Nie, obywatelu majorze, ale mamy jeńców.

Melduj. Jak tylko nadejdą, melduj strażu.

Obywatelu majorze, posłanie przygotowałem.

Powinien obywatel major przespać się trochę, chociaż godziny.

Powinien, oczywiście powinien.

Dawaj tu tych plemnych.

Zaczynaj.

Uważał obronę miasta za bezcelową, został za to publicznie rozstrzelany.

Mówi, że generała Hermana rozstrzelali w pierwszych dniach marca.

Jego miejsce zajął przybyły z Berlina pułkownik SS Fjullride.

Mówi, że wszyscy się go boją.

Kazał rozstrzelać kilkadziesiąt osób, cywilów i żołnierzy.

Ludność cywilna zwróciła się do niego z prośbą o kapitulację.

Mówi, że na rozkaz Hitlera Kołobrzeg został ogłoszony twierdzą i będzie

broniony do ostatniego żołnierza, do ostatniego naboju.

Ty wiesz, draniu, co esesmani robili z naszymi jeńcami, wiesz? Zostaw.

Tak prowadzić.

Wiktor, śpisz?

Ty, śpisz?

Śpię.

A ja nie mogę.

Dlaczego nie możesz?

Wyjdź mi się chce, rozumiesz?

Wyjdź? Tak, jak pies, cholera.

No to wyjdź, tylko odejdź trochę dalej, bo ludzi pobudzisz.

Jeszcze trochę, a nie będzie kogo budzić.

Strach cię wleciał.

Ochotniku.

Strach?

Niech ci będzie, że strach.

O domu myślisz, o swoich.

Znam ten ból.

Przylekniesz, Juroś. Do wszystkiego człowiek przyleknie.

Słuchaj.

Jak ja sobie pomyślę, że... że ona teraz może z innym.

To ja nie... Kto?

Ta sanitariuszka?

Jaka sanitariuszka?

No ta z polany.

Daj spokój, co mi tam obchodzi jakaś sanitariuszka.

Wiesz co?

Zapalił go.

A ty?

Pytasz się.

A masz?

Idiota.

A wiesz, ona paliła.

Bracie, żebyś ty ją widział.

Piękna była.

Miała taką skórę gładką, jak aksamit.

Dwa dni opalała się na brązowo, to że jeszcze potem przez całą zimę miała

takie białe pastki od kostiumu.

Jak tak pociągnąłeś ręką po jej ciele, to...

A mówiłeś, że była jak manekina.

Tylko wtedy, pierwszy raz.

Po tym, jak jej nie widziałem parę dni, chodziłem jak błędny.

A żona przed tym z innymi?

Przecież każda dziewczyna chce mieć kogoś.

No nie jest tak? A po cholerę uciekałeś od niej?

Mądry Polak po szkodzie.

Teraz to ja mam gdzieś ludzkie gadanie.

A jakże?

Czołgów nie podsyłają. Ciebie gdzieś licho nosi. Oj, nosi, nosi.

Maszyną już dechu nie staje. A i człowiek z jedną noc by się przespał.

No niczło.

Komanduj, parucznik.

Dzięki za oglądanie!

Odchodzicie, co?

Tak jest, siostro.

Może już tam nowi na mnie czekają.

Cały dzień kotlowało się jak młynie, a wieczorem spokoju nie było.

Wiem. Tylu rannych z waszej kompanii. Ciężko tam, co?

A komu tu lekko zabitych nie ma już jak chować.

Leżą między ruinami. A nasz porucznik... Co porucznik?

Zapalić by się zdało.

A nasz porucznik o rannych troskliwy mówi do mnie, jak mi każdego w ciągu

godziny na punkt nie dostarczysz, to nie masz do kompanii po co i wracać.

To i dostawiam, a wszystkich na własnych plecach prawie.

A za jednym nawrotem to znów pyta, jak tam na punkcie i kto niby koło naszych

rannych chodzi.

Dobry, litościwy człowiek, choć młody.

I sam tylko z oficerów w naszej kompanii został.

Wiem. Ujdę, siostro.

Ucichło jakby trochę.

Da Bóg, może noc będzie spokojna.

Ty, koleś!

Ty wiesz, że na Warcie palić nie wolno?

A 20 godzin bez zmiany na posterunku to wolno, a?

No dobra, dobra, ale dałoby się sztachnąć. No raz chociaż.

Sztachnij się.

Widziałem, że się dziś natyrał.

My na linii za siebie i za takich jak ty dekowników tyrać musimy.

Ty!

Oddaj peta łapiduchu!

Rano cię tu przydybam.

Przyjdziesz tu jeszcze.

Podjemy sobie ojczulku.

Jak jest chleb solą, tak człowiek nie zginie.

A co to padarzyn?

Przyjadły się wam konserwy?

A może obżarstwem gardzicie, że tylko tak chlebuś, chlebuś? E, pan foron, że

to ciągle szutki ma w głowie.

Ładne szutki.

No tak, obywatelu, poruczniku.

Wszystko pod obstrzałem od samego świtu.

Ale idzie jeszcze obracać. Słuchaj, Badyl.

Tam na punkcie jest siostrzyczka.

No wiesz, ta nasza z brygady czołgów. Nie widziały się jej przypadkiem?

Nie, nie mogłem patrzeć. I nie było nawet czasu.

Akurat mieli ich chować do wspólnego grobu.

Co?

Kogo mieli chować? No wszystkich rannych, personel.

Niemcy brzmieli ich wszystkich do nogi.

Coś ty powiedział?

Panie poruczniku.

Co pan?

Poruczniku.

W nocy ich najść musieli, śpiących.

Pod pałacem było ukryte przejście.

Niech się nawet nie bronił, bo jedna tylko sanitariuszka miała podobno

parabelkę.

Major całe tyły postawił na nogi.

Naszych rannych zostawiłem przy sztabie.

Słyszysz? Czwarta Dywizja nadciąga. Jadą bracia, jadą. Jeden bunk

podrzucili już wczoraj.

Tak jest, zrozumiałem.

Przerwij ogień!

Po tej polinii!

Przerwij ogień! Co znaczy przerwij? Ja cię przerwę.

Spokój się, taki jest rozkaz.

Przerwij ogień!

Przerwij ogień!

i mieszkańcy miasta Koldark. Wy wygraliście.

Miasto i teren są zamkniętymi.

Współpraca została zakończona przez naszą artylerię i amortyzację.

Kolejny przeciwnik jest bezsensowny.

Dziękujemy.

Chcemy jednak uniemożliwiać zniszczenie bólu.

Tylko to od Was jest obowiązujące.

Chcecie, żebyście nie chronili swoich kobiet i dzieci przed

zniszczeniem? To jest nasza ostatnia zapytanie.

Śpiewaj białą łapkę! Zabierz łapki!

Kameradzie, nie wierzcie w ludzi z SS.

Nie jest prawdą, że pancerze są w drodze, by was zniszczyć.

Król stracił się.

Zabierzcie się.

Zabierzcie swojego ludu.

Co za... Co za... Co za...

Co za... Tu ja Rzeblina. Tu ja Rzeblina.

Atakuje nas pociąg pancerny. Co?

Tak, pociąg pancerny.

Dajcie natychmiast artylerię.

Cholera z tą artylerią!

Co? Co, Major? Co, Major? Sam nie wleciej!

Artylerię mówiłem!

Artylerię!

Obywatelu mają rzędy.

Wyrazić! Już! Już!

Żyć broń!

Chodź.

Ty, ty, kom!

... ... ... ... ...

Dziękuje.

Dziękuję.

Hytla kaput!

Hytla kaput! Dobra, dobra, rzuć broń. Rzuć broń!

Wyłazić, śniadł!

Wyłazić!

Jaja Rzymbina, wyszliśmy na morze.

Morze, prawdziwe morze.

Co? Kto mówi?

Edzio mówi.

Strzelec Edzio.

Słucham?

Tak, zaraz przekażę.

Panie poruczniku, obaj panowie mają wiltuty militari.

Kto obaj? No pan, panie poruczniku i Chorąży Kręcki.

Edek, a gdzie Chorąży?

Niosą pana Chorążywa. Co?

Tam, na wydmach były miny, takie porcelanowe.

Gdzie? Tutaj?

No tak.

Jak my go nieśli, uśmiechał się jeszcze.

Trudno chłopaki, dojdę was w Berlinie, mówił.

Cały czas mówił, przytomny był.

I skończył nie wiadomo kiedy.

Ostrożnie przecież nieśli biedaczka na palatce.

Panie poruczniku, tu są dokumenty pana Chorążego.

Jest list, pewnie do narzeczonej.

Bo inne nazwisko na kopercie.

Może pan poruczyka, że wysłać.

Zanim dziewczyna dowie się o wszystkim, niech się jeszcze cieszy.

Goszka!

KONIEC!

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.