Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Musiał być spory.
Albo było ich kilka. Może to wataha.
Co robimy, Youssefie?
Odstrzały dopiero we wrześniu.
Można założyć elektryzator, podciągnąć przewód do stajni.
Nie patrz, to zaćmienie. Wypala oczy.
POŻEGNANIE Z NOCĄ
ROK 2015, PIERWSZY DZIEŃ WIOSNY
Sprawdź poidła.
- Pewnie nie jadłaś. - Muriel, nie trzeba.
Jajecznica? Jest też sałatka.
Nie, dzięki.
Dawno go nie było.
Jak wy żyjecie?
Właściwie go nie widujesz.
- Co dzień gadamy w necie. - To wam wystarcza?
Mnie w twoim wieku chłopak był potrzebny na miejscu.
Jest obecny, nawet kiedy go nie ma.
O której przyjedzie? Nie odpowiada na moje wiadomości.
O trzeciej.
Nie chce, żebym go odebrała ze stacji.
Widziałaś zaćmienie?
Cały dom opieki oglądał.
- Mieli okulary? - Nie, w telewizji.
Mogłabyś mi dziś zapłacić?
200 za sprzątanie,
wyłożyłam też 30 euro na środki czystości.
Dam ci za chwilę.
To na weekend.
Wiem, nie moja sprawa, ale co on będzie robić w Kanadzie?
Znajdzie coś dorywczego, jak w Tuluzie.
Dlaczego tak daleko?
Chce podróżować.
Też pojedziesz?
Nie wiem.
Bohaterowie nie wybierają obozu zwycięzców.
Stają się bohaterami nie poprzez swoje cele,
lecz działania prowadzące do przeobrażenia.
Rodzą się i dorastają w boju, wykraczają poza ludzką etykę.
Thomas Carlyle widzi w nich wzór.
Salam.
Udana podróż?
Zmienił kod.
Zadzwonię.
- To ja, proszę pana. - Nie ma odwiedzin.
To przyjaciel.
Tu nie burdel ani hotel! Żegnam.
Znalazłem coś w Antiochii.
Na troje trzeba liczyć 5 tys. 600 - 6 tys. euro,
plus nieprzewidziane, minimum 7 tys.
Bilal mówił też, że tam trzeba dziesięciu tysięcy za rok.
- Ile masz? - 2 tys. 360.
- Tylko? - Dużo brakuje?
- Sporo. - Przebiorę się.
Ile?
Mam 4,5 i dostałem pięć tysięcy kredytu.
Brakuje pięciu i pół, sześć byłoby idealnie.
Będziesz tam zarabiał.
Ale zarobki zależą od wkładu.
- Na pewno? - Raczej tak.
Natomiast nie wiem, jak jest z bronią.
Z bronią?
Z kałachami, strzelbami, granatnikami.
W cenie, czy trzeba płacić?
Mam nadzieję, że w cenie! Bez przesady!
Spytamy w niedzielę.
- Wchodzisz? - Za chwilę.
Cudowna woda!
Zgłupiałaś?
- Chodź. - Nie.
Idę po ciebie.
Nie, za zimna.
- Nie wiesz, co tracisz. - Jak tam wytrzymujesz?
Co zrobisz, jeśli zginę?
Będę dumna.
Wyjdziesz ponownie za mąż?
Nie wiem.
Ale nie zostanę w domu dla kobiet, dostałabym świra.
Ile chcesz mieć dzieci?
Dużo.
A ty?
Nie wiem.
Nie wiem...
Chodź! Ruby!
Wszystko w porządku?
Nadal brak zasięgu?
Zróbcie coś.
Przymierzają się do anteny od pięciu lat i nic!
Wściec się można.
- Internet załatwiłaś? - Tak, modem stoi.
Nie zauważyłem.
W porządku.
Czemu tak patrzysz?
Rzadko cię widuję, więc korzystam.
- Potrzebujesz jeszcze czegoś? - Nie.
Nie spałem w nocy, lecę z nóg.
Zrozumiałam. Zostawiam cię.
Dobrze, galop!
Doskonale, jeszcze!
Co tam?
Dobra jest ta nowa.
Widziałeś ją? Ma talent.
Długo tu pracuje?
Od ubiegłego tygodnia.
Wzięłam ją na próbę, na dwa miesiące.
Świetnie.
Zgadnij, kto przyjechał.
- Kto? - Alex.
- Ma się dobrze? - Tak. Tu wypocznie.
W imię Allaha.
- Widziałaś mnie? - Tak.
I?
Zastanawiałam się.
Nad czym?
- Nie wiedziałam... - Że?
- Że jesteś religijny. - To już wiesz.
Od dawna?
Osiem miesięcy. Lila otworzyła mi oczy.
Jak to?
Nie myślałem o tym, co po śmierci.
Liczyło się to, co teraz, a Lila pokazała mi drugie życie.
Drugie życie?
Liczy się życie potem.
Mnie brakowało wiary, ale twój dziadek był pobożny.
W Algierii co rano szedł na mszę.
Nie wiem, czy jest coś po śmierci, trudno mi to sobie wyobrazić.
Pamiętaj, że lubię Lilę. Traktuję ją jak córkę.
Wiem, że łączy was mocna więź.
Ale żeby nakłaść ci takich rzeczy do głowy?
Niczego mi nie nakładła. Po prostu tak samo myślimy.
A to, co nas łączy, to wyłącznie nasza sprawa.
Chcę z nią być. Już wiesz.
Domyślałam się...
- Nie mam nic do powiedzenia? - Nie.
Długo pani czeka? Byłam zajęta.
Trzy kwadranse.
Nie szkodzi, to dla pani wielki dzień.
- Zadowolona? - Tak.
Proszę o parafki i podpis na ostatniej stronie.
Umowa z opcją przedłużenia.
Jeśli będziemy nadal zadowoleni, zostanie pani na kolejne pół roku.
Ulżyło?
Szkoda, że tak późno.
Okres próbny zawsze trwa. I nieczęsto kończy się umową.
Wiem. Dziękuję pani.
Przepraszam.
Tak, pani Wilson, dziękuję, że pani oddzwoniła.
Co do pani zapisu, potrzebowałabym kilku dokumentów.
Przyjdę później.
Przepraszam.
Wypisu z administracji, karty pacjenta, PIT-u,
decyzji emerytalnej oraz karty ubezpieczenia społecznego.
Proszę też załączyć ubezpieczenie zdrowotne, jeśli pani ma...
Tak...
oraz akt urodzenia i ślubu.
Tak, to wszystko.
Doskonale, wszystkim się zajmę.
Dziękuję, pani Wilson, do widzenia.
To dla pani.
No tak, przepraszam.
Muszę jeszcze poruszyć drażliwą kwestię.
Odmawia pani pielęgnacji mężczyzn. To dla nas kłopot.
Dlaczego? Załatwiamy to w swoim gronie,
wszystko jest dobrze.
Odsłonięte ramiona są higieniczniejsze.
- Cześć, Youssefie. - Cześć.
Nie ucałujesz mnie?
Co robicie?
Zakładamy elektryzator w sadzie.
Halo? Bilal?
Mówiłem, że tu nie ma zasięgu.
Musiałbyś widzieć, gdzie stoję...
Co?
Nie, Lila też nie zdobędzie więcej...
Bilal, wiem, przestań naciskać...
Trzeba chyba wziąć wóz na kredyt, tak jak Julien...
Kończę, idzie moja babka.
Wywołam cię wieczorem na Skypie.
Przyszedłeś nam wreszcie pomóc?
Niech robi, co chce.
Nie wiedziałam, że jesteś taka pobożna.
Skąd to? Wpływ sierocińca?
Nie, tam się niczego nie nauczyłam.
Sieroctwo to jednak atut.
Tworzysz sobie rodzinę, jaką chcesz, nikomu się nie opowiadasz...
Nie każdy ma tyle szczęścia.
Chodzisz do meczetu?
- Nie. - Dlaczego?
- Zmieńmy temat! - Nie!
Dowiaduję się, że mój wnuk i niemal wychowanica
są żarliwymi muzułmanami.
Zastanawiam się, dziwne?
Dlaczego nie chodzisz do meczetu?
- Ty chodzisz? - Nie!
Wolę Internet.
Internet?
Do studiów.
Do nauki religii?
Żeby zrozumieć naszą więź ze społeczeństwem. Jest zgniłe.
Zgniłe?
Przez materializm. Nie ma już ideałów.
Widzę to w pracy.
Los staruszków to dowód upadku cywilizacji.
Sporo się dziś dowiaduję...
Co?
Nie przeszkadzałoby mi, gdyby Lila spała tu z tobą.
To normalne.
Może dla ciebie.
Cóż...
- Dobrej nocy. - Dobranoc.
Zaczekaj. Zabrałaś zdjęcie mamy?
Mówiłeś, że ci z nim źle.
- To nic. - Jest tutaj.
- Gdzie postawić? - Daj.
- Dobranoc. - Do jutra.
Dobry wieczór.
- Zagrasz w pokera? - Nie dziś.
- Potrzebujesz pieniędzy. - Ale nie zaryzykuję przegranej.
- To na żetony. - Nie, dzięki.
- Jak ostatnio. - Nie, dziękuję. Dobranoc.
Lilo, proszę.
Usiądź.
Porozmawiamy.
Jestem stary, samotny i potrzebuję towarzystwa.
Dlatego tu mieszkasz.
Tak się umawialiśmy.
- A siedzę sam! - Pracuję.
A po pracy zamykasz się z komputerem.
Nie poświęcasz mi czasu od tygodni!
Umowa była inna.
- Upokarza mnie, że muszę prosić. - Przykro mi.
Będzie lepiej, jeśli poszuka pan kogoś innego.
Jedź dalej.
Tak, niżej.
Jeszcze.
385 miesięcznie.
Otwórz.
Klasa.
Sprzedasz na lewo za 10 kawałków.
Czeka się?
Sprawdzę warunki.
"Dostawa najpóźniej 30 dni po akceptacji dokumentów...
Nigdy się nie uda! Spokojnie.
Ale sprawdzaj, kiedy coś proponujesz.
To amatorstwo.
DRUGI DZIEŃ WIOSNY - Wyspała się pani? - Tak.
- Nie za ciepła? - Nie.
Za tydzień siądzie pani do fortepianu.
Brakuje mi go.
Piękny lakier, pani Barthelot!
Wszystkie konie pochodzą z naszych stad ogierów.
Dzięki naszej stadninie odkryjecie góry Katalonii.
Poznacie dziką florę i faunę szlaku Przemytników...
Jak ci się podoba? Reklama na nową stronę.
Poznajcie masyw Canigou,
region, w którym szanuje się dziką przyrodę.
Inwestujecie w turystykę jeździecką?
Jakich macie klientów?
Głównie Holendrów.
Na terenie katalońskiego parku regionalnego,
na wysokości od 1300 do 1900 metrów
rozciągają się płaskowyże Cerdagne i Capcir.
Alex, zamieszkasz w Montrealu?
Tak. Mówią po francusku.
Mógłbyś lecieć przez Pointe-à-Pitre, spotkać się z tatą.
Czemu to mówisz?
Często o ciebie pyta.
Rozmawiasz z nim?
Co on cię obchodzi?
Chciałby cię zobaczyć.
To niech się tu zjawi. Pierwszy raz.
Ja mam lecieć?
Ma rodzinę na Gwadelupie, jemu trudniej.
Zaprasza cię.
Nie chcę znać jego rodziny.
Powinieneś zostać we Francji.
Przystąpić jeszcze raz do egzaminów. Nie zawsze się nam udaje.
Nie wolno się poddawać.
Olałem medycynę.
Są inne kierunki.
Wiedz w każdym razie, że jesteś tu u siebie.
Zawsze będzie tu dla ciebie miejsce.
Dzięki, ale moje miejsce jest gdzie indziej.
Bilal, nie rozumiesz? Ma kasę, ale kiedy jej zwrócę?
Brakuje sześciu tysięcy.
Możemy sprzedać skuter, Lila dostanie dodatek mieszkaniowy,
ale i tak zabraknie...
Nie krzycz, rozumiem!
Co mam zrobić, napaść na kogoś?!
I nie truj mi o babce, o nic jej nie poproszę!
Zaprzęgamy.
Wyregulowałaś?
W porządku.
Sprawdźcie wszystko!
Klapki na oczy, cugle.
Weźcie baty i rękawice.
Dobrze, wyjeżdżamy.
Kłus!
Pokaż.
Jedną kreską, bo widać.
To dobry pomysł?
A masz lepszy?
Czemu nie poprosisz? Dałaby ci je. Na Kanadę.
Nie będę prosić. Jestem dorosły.
Tak nie można.
Okradasz rodzinę, podwójny grzech.
To co, nie jedziemy?
Nie urodzę tych pieniędzy.
W sumie Muriel to niewierna, więc właściwie nie kradniesz.
To bardziej łup.
Powiedzmy, że mamy prawo.
Nie wiem, jesteś w tym bieglejsza ode mnie.
Co robimy? Decyduj.
To niewierna, więc w porządku. Wolno okradać kafirów.
Ale połapie się.
Z konta stadniny wciąż się coś wypłaca.
To sześć tysięcy!
To co, rezygnujemy?!
Nie wolno.
Próbuj dalej.
Już lepiej.
- Ty to zrób. - Ja?
Mnie nie wychodzi nawet własny podpis.
Data urodzenia?
23 czerwca '97 roku.
- Ma pani rachunek w innym banku? - Nie.
Proszę o czeki.
Dziękuję.
Będzie pani miała sześć tysięcy. Proszę o podpis.
Jakieś plany?
Pobieramy się.
Gratuluję. Na co to wydacie?
Na mieszkanie? Dzieci? Podróże?
Mamy ciekawe oferty.
Np. atrakcyjny kredyt mieszkaniowy...
Nie kupujemy mieszkania.
Rozumiem. Dziękuję.
To może ubezpieczenie na życie?
Pozwala zbudować świetnie waloryzowany kapitał.
Nie jesteśmy zainteresowani. Możemy już wypłacić pieniądze?
Obowiązuje doba karencji.
Natomiast na powitanie dostaje pani sto euro.
- Nie da się wcześniej? - Przykro mi.
- Na pewno? - Tak.
Noga w górę.
Wyciągnięta.
Wyżej. Właśnie.
Tak, doskonale.
Ramię prosto. I wyżej. Patrz przed siebie.
Spróbujemy klęku?
Jedno ramię...
i drugie.
Tak, dobrze, świetnie. Teraz młynek.
Noga wyżej.
Wysoko.
Patrzysz przed siebie, ufaj kucowi.
- Jesz dziś z Lilą czy tutaj? - Pracuje wieczorem.
- Może wolisz być sam? - Przestań.
Przyjechałem, żeby się pożegnać. Wyjeżdżam daleko i na długo.
Czemu tak mówisz? Montreal to nie koniec świata.
Z Gwadelupy do Kanady jest tylko 4,5 godziny.
Masz jakąś manię.
- Możesz tam polecieć później. - Po co?!
Poznasz rodzeństwo.
Mam stawać na głowie, bo zmachał trójkę bachorów?
- Czwórkę. - Czwórkę! Nigdy nie przestanie?
- Nie chcesz ich poznać? - Nie.
I nie pokazuj mi już zdjęć, tego szczęścia w tropikach.
Przysłał mi film.
Ratunku... na pomoc.
Dobra, nie nalegam.
Co chcesz na kolację?
Otworzysz słoik prawdziwków?
Dziękuję.
Wyjeżdżam na długo.
Powiedz mi prawdę o śmierci mamy.
Znasz prawdę.
Źle policzyła dekompresję, typowy wypadek.
- Ale konkretnie. - Powtarzałam ci.
Pewnie wpadła w popłoch,
za szybko się wynurzyła i azot został w tkankach.
Nie znosiła nurkować!
Miała chorobę morską,
wymiotowała nawet na czterdziestu metrach głębokości!
- Owszem, ale nikt jej nie zmuszał. - Może jednak?
On był instruktorem.
Skończ z tym. Twój ojciec nie odpowiada za ten wypadek.
Zawsze wszystkich godzisz.
Głupio, że nie pijesz, nie można się stuknąć.
Objadam się.
Ty nie jesz?
Jesienią zebraliśmy 200 kilo grzybów.
Mam przesyt.
Pomogę ci.
- Chcesz deser? - Tak.
Dlaczego nigdy nie mówisz o sobie?
Wiodę banalne życie. O czym tu mówić?
Nie wiem, choćby o Algierii.
Byłam za mała w chwili wyjazdu, nic nie pamiętam.
Ale mówisz po arabsku.
Nie. Tylko rozumiem.
Jesteś szczęśliwa?
Szczęśliwa? Co za pytanie!
Lubię swoje życie.
Zwłaszcza kiedy przyjeżdżasz.
Wiedziałem, że tu będziesz. Nawet w deszcz.
- Masz. - Nie wolno mi.
Czekasz na tego dzika?
- Jak widzisz. - Nie boisz się?
Niespecjalnie.
Pojawi się?
Przyłazi co noc.
Dobrze, że nie przyjechałaś do mnie do Tuluzy.
Nie zaprosiłeś mnie.
Nie chciałam przeszkadzać.
Różnie bywało. Nie byłem w formie.
Zapisali mi leki. Risperidon, znasz?
- Bierzesz go nadal? - Nie.
Z tym koniec. Jestem innym człowiekiem.
Od przejścia na islam?
Religia daje nadzieję.
Babciu, bardzo cię kocham, nawet jeśli ci tego nie okazywałem.
Dziękuję za wszystko, nigdy cię nie zapomnę.
Zmierzam ku światłu, żegnam się z mrokiem.
Przepraszam za te pieniądze.
TRZECI DZIEŃ WIOSNY
Pomogę ci.
Pad odwrotnie.
Spiąć popręgiem?
Nie, Laura to zrobi.
Kucyk już czysty?
Życie jest piękne.
- Jesteście w formie przed zawodami? - Tak.
Kto zaczyna?
- Ja. - Ty, Imeldo?
Doskonale.
Kto wygra?
- Ja! Ja! - Wszystkie?
Wezmę twoje auto. Lila ma wolne.
A wybory?
Lokalne go nie obchodzą.
Już nie głosuję.
Ale na skoki przyjdziesz?
Jesteś idolem Justina.
Lila nie będzie zachwycona. Na razie.
Przed nami numer 1: Flore na Fistaszku.
Ile on ma wzrostu? Na Skypie był niższy.
Niezłe miejsce wybrałeś.
Dyskretne.
Lepiej się nie pokazywać.
Wysiadajcie.
Mam dla ciebie odpowiedź.
W bankach w Mosulu było 430 milionów dolarów,
przejął je kalifat.
Jedzcie, moja żona przyszykowała ser i miód.
Tam macie gry wideo.
Nasz brat Crush został zatrzymany,
jest na komisariacie.
Pomódlcie się za niego.
Pod żadnym pozorem nie dzwońcie i nie wysyłajcie mu wiadomości.
Justin, synku, byłeś dziś wspaniały.
Uwielbiam cię.
Chodź tu mnie ucałować.
Dziadek pęka z dumy?
Jesteś wielki.
Mój ty mistrzu! Przystojniak z niego.
Pochwal też jego matkę, która go trenuje!
Toast!
Zdrowie Justina!
Mojego syna!
Za zdrowie i sukcesy!
A koń?
Świetnie, jest w formie.
Nie wzrost się liczy.
Mój mistrz.
Zrobię zdjęcie.
Przestań. Z dziadkiem.
Nie co dzień zdobywa się puchar.
Chodź, tato.
Do zdjęcia.
Ja wam zrobię, daj aparat.
Wnusia też.
Cofnij się.
Momencik.
Puchar w górę.
Gotowi?
Żyj, jak chcesz, kochaj, kogo chcesz,
lecz klnę się na Allaha, Pana nieba i ziemi,
że gdy przed Nim staniemy, na żale będzie za późno.
I powiem: "Panie, spytaj go,
dlaczego nie walczył na twej ścieżce.
Dlaczego słuchał krzyków muzułmanek w więzieniach niewiernych
i nic nie robił...',
Mieliśmy w Rakce mieszkanie. Po kimś.
Widać było, że poprzednicy wynieśli się w pośpiechu.
Wielkie, luksus...
Nie żałujesz powrotu?
Fakt, było dobrze. Bawiliśmy się.
Miałam nikab, rękawiczki, makijaż, torebkę Chanel.
I męża! Mężatka?
- Jeszcze nie, ale niedługo. - Staniesz przed sądem.
- Jak to? - Dostaniesz umowę małżeńską.
- Wziąć ślub przed wyjazdem? - Inaczej musiałabyś mieć opiekuna.
Miałaś kilku mężów?
Nie było czasu. Nie chciałam tam rodzić.
- Dlaczego? - Bałam się brudu.
Ilu kobieta ma mężów?
Trzech-czterech. Szok, bo to kraj muzułmański.
Ale faceci giną, a kobieta nie może być sama.
Muriel!
Youssef nie śmiał ci powiedzieć.
Dzwonili z banku.
Zrealizowano czeki stadniny na sześć tysięcy.
- Co? - Nie ty je wystawiłaś?
Youssef wie, że konsultuję z nim każdy wydatek.
Okradziono cię.
- Co jest?! - Masz tę książeczkę?
Tak, w domu. Sprawdzę.
Zgłoś to, odzyskasz pieniądze.
Czeki leżą w biurze.
Youssef mówi, że to twój wnuk.
Wiem, że nie lubi Alexa, ale przesadza.
Zadzwonię do banku. Pogadam z nim.
- Odwieźć cię? - Nie, wrócę pieszo, dzięki.
Dzień dobry, tu poczta głosowa Alexa, proszę zostawić wiadomość.
NIEWŁAŚCIWE HASŁO. PROSZĘ SPRÓBOWAĆ PONOWNIE.
I co?
Z czekami masz rację. Robota Alexa.
Trudno się z tym pogodzić.
Nie śmiał cię poprosić.
Mniejsza o forsę, to i tak dla niego.
Nie martw się, zwrócę.
Czego szukasz?
Listu chłopaka, który pojechał do Syrii. Kojarzysz?
Nie ma go.
Nie mam go tu.
Dlaczego się nim interesujesz?
Proszę, to ten.
"Chciałbym podjąć pracę w Pani sadzie,
ale muszę poinformować o swojej szczególnej sytuacji:
walczyłem w Syrii, a potem, zrażony, wróciłem do Francji.
Odsiedziałem trzy lata, mam zwolnienie warunkowe.
Nie szczycę się tym, co zrobiłem.
Liczę, że da mi Pani szansę, choć wiem, że to niełatwe...
- Odmówiłeś mu. - To terrorysta.
Mógł pisać szczerze.
Nie będę pracować z kimś, kto kala islam.
Dlaczego zawracasz mi głowę zamkniętą sprawą?
Jeśli jesteś młodym wierzącym muzułmaninem,
dżihad to twój żywioł.
Jeżeli grzęźniesz w grzechu i nieposłuszeństwie,
jest najlepszym sposobem na odkupienie win.
Ty, który pijesz wino, który oddajesz się rozpuście,
który pasjonujesz się futbolem,
który włóczysz się po ulicach, stadionach i centrach handlowych
oszczędź sobie srogiej kary.
Żyj prawdziwym życiem w Allahu, wśród proroków, głoszących prawdę,
męczenników i ludzi bogobojnych.
To najlepsze towarzystwo.
Udzielam ci cennej rady.
Klnę się na Allaha, że cię nie oszukuję.
U kresu swego życia Prorok mawiał:
"chciałbym walczyć, zginąć i znów walczyć i ginąć',.
Chwileczkę.
Jak długo trwa szkolenie?
Od miesiąca do półtora, a potem są specjalizacje.
Snajper, broń zespołowa.
Szkolenie komandosa to pół roku.
Co byś wybrał?
Nie wiem. Chciałbym walczyć, ale brak mi wyszkolenia.
Zastanowimy się.
Halo?
Proszę z panem Fouadem Saïdim.
Lokale wyborcze będą otwarte do 19:00 w mniejszych miastach
i do 20:00 w dużych, oprócz Paryża i Lyonu, gdzie nie ma wyborów.
Front Narodowy nadal rośnie w siłę,
w sondażach wyprzedza znacznie UMP i Partię Socjalistyczną...
- Dzień dobry. - Dziękuję za spotkanie.
Nie ma za co. Proszę usiąść.
Tato!
Co, serduszko?
Moja córka.
Idź się bawić.
Zmykaj.
Czego pani oczekuje?
Jak mówiłam: żeby pan porozmawiał z moim wnukiem.
Myśli pani, że to coś da?
Że mu to pomoże?
Spotykam się z matkami, ale w ramach stowarzyszeń.
Prywatnie to zakazane.
I nie wolno mi widywać się z osobami zradykalizowanymi.
Muszę popytać.
Nie! Nie chcę kłopotów.
- Jeszcze nic nie zrobił. - Uniemożliwcie mu wyjazd.
Ale jak?!
Przepraszam, że to powiem, ale znam ich metody.
Wnuk nie wróci.
Alex!
Co?
Przejdźmy się.
Masz pomysły, już spałem.
Mało dziś rozmawialiśmy.
Momencik.
Wylatujesz dwudziestego czwartego? Z Blagnac?
Nie, z Barcelony.
Dlaczego z Barcelony?
Mają lepsze połączenia.
Oni obsługują południe.
Kanadę też, cały świat.
Coś jest ze skrzynką elektryczną, widziałeś?
Nie, czemu?
W stajni. Nie wiem, coś się dzieje.
Nie.
Serio. Boję się zwarcia.
Zerknijmy, skoro się martwisz.
Nie szklicie?
Nie ma pieniędzy.
Nie słyszę nic dziwnego.
Wsłuchaj się.
Nie, to normalne.
Co robisz?
Co robisz?!
- Nie chcę, żebyś wyjeżdżał. - Co?!
Kłamiesz!
Zawsze zmyślałeś, od dziecka. Ale to co innego.
- Grzebałaś w moich rzeczach? - A ty mnie okradłeś.
Nie wiedziałeś, że bank mnie zawiadomi?
Dlaczego Stambuł?!
Chcesz przekroczyć granicę?!
- Otwórz. - Nie.
Otwórz.
Otwieraj!
Nie masz prawa mnie oceniać!
CZWARTY DZIEŃ WIOSNY
OŚRODEK NIECZYNNY
Dzień dobry.
Dlaczego nikogo nie ma?
Dałam wszystkim wolne.
Musimy odpocząć.
Alex nie odbiera moich wiadomości, co się dzieje?
Nie ma go.
Wyrzuciłam go.
Dzwonili z banku w sprawie czeków.
Muszę to tylko formalnie zgłosić.
Dowiem się, kto to zrobił.
- Powiesz mi coś? - Nie.
- Na pewno? - Tak.
Ja do Bilala Lauzina, zawiadomi go pani?
- Kogo zapowiedzieć? - Lilę, wystarczy.
Nie, nie odezwał się. Wiedziałem. Olał nas.
Zmył się. Proste - to zdrada.
- Nie wkurzaj mnie, wróci. - Ja cię wkurzam?!
Spokojnie.
Masz rację.
Zróbmy sobie sjestę.
Zgłupiałeś?
Dziwny gość.
Kiedyś spaliśmy razem i wiesz, co zrobił?
Pieścił mi brzuch i pocałował w czoło.
Rano powiedział, że cierpi na bezdech senny.
Tak jest, od wieku dziesięciu lat.
Spaliście ze sobą?
Chory jesteś?!
Długo się znacie?
Od dziecka.
Zadajesz za dużo pytań.
Jesteście moim rodzeństwem.
Co robisz?
Resztka mojego dawnego życia.
- Tam rzucę. - Uruchomisz alarm!
Jest wyłączony.
Omnibus z ciebie.
To znowu ja, wydzwaniam od rana! Co się dzieje, gdzie jesteś?
Nie rozumiem.
Oddzwoń, martwimy się z Bilalem.
Przepraszam za spóźnienie.
Dziękuję, że pan przyjechał.
Proszę już przestać. Córka jest u swojej mamy.
A bez niej czuję się zagubiony.
Widuję mało osób, wie pani, to dla mnie urozmaicenie.
Tyle że muszę być w domu przed dziewiątą.
Kontrolują pana codziennie?
Pilnują, normalka.
Po Charlie Hebdo wywrzaskiwali takbiry.
- Co? - Allah Akbar. Cały blok.
Miałem wrażenie, że są wszędzie.
Więzienie się trzęsło.
Wtedy dotarło do mnie, że to szaleńcy.
Wcześniej pan tego nie widział?
Walczyłem, nie miałem dystansu.
Człowiek się uważa za jedynego sprawiedliwego.
Trudno z tego wyjść.
Alex to chłopak zamknięty w sobie.
Oby pan go przekonał.
- Dlaczego to robi? - Nie ma wyjaśnienia.
Nigdy nie byłem na komisariacie, w szkole mnie nie karano.
Nie podobało mi się moje życie, to wszystko.
Miałem paru kumpli, graliśmy na konsoli,
czytałem mangi, słuchałem rapu.
Francja mnie męczyła.
Liczy się, jak żyjemy.
Dlatego wyjechał pan tam zabijać?
Psychiatra mówiła, że jestem słaby. To prawda.
Często chorowałem, zmuszałem się do sportu.
A tam było inaczej, stałem się przystojniakiem.
Ludzie lajkowali moje posty na fejsie,
dziewczyny pchały się z propozycjami małżeństwa.
Mordowaliśmy, liżąc lody.
Gnaliśmy furgonetkami 200 na godzinę - taka zabawa.
Nastrój jak na obozie.
Nie zdawaliśmy sobie sprawy ze swoich czynów.
Co to za kwiaty? To migdałowce?
Wiśnie.
- Pani nie idzie? - Nie.
Lepiej pomówcie we dwóch.
Nazywam się Fouad.
Byłem w Syrii w 2012. Walczyłem 50 dni...
Niech otworzy.
Nie zrobi tego.
Czego chcesz? Przeszkodzić mi w wyjeździe, prawić morały?
Łatwo ci, jestem zamknięty.
Proszę o klucz.
Dokąd?!
Wymiękłeś tam?
Ale wiesz, są jeszcze odważni ludzie.
Posłuchaj, co cię czeka.
Nie chcę wiedzieć, spadaj.
Halo?
To ja.
Musisz po mnie przyjechać. Pośpiesz się.
Podjedź pod elektrownię.
Bałam się!
- Co ci się stało? - Zaczekaj.
Jestem.
W porządku, znalazłam go...
Nie wiem, co się stało, wytłumaczę ci później.
Zadzwonię za chwilę, nie jest z nim najlepiej.
Alex, czekam, co robisz?
Już idę.
Dzień dobry, poznaje mnie pani?
Chcielibyśmy dwójkę na dziś.
90 euro. Obok pokoju pani znajomego.
Dobrze.
Poproszę o paszport. Jeden wystarczy.
Da mu pani znać?
Twoja babka oszalała!
Nie mów mi o niej.
Zdejmij ten kask.
- A jak roześlą rysopis? - Tu nie musisz się czaić.
Daj to.
Co ci powiedział ten renegat?
Nie zdążyliśmy porozmawiać.
Nie odmówiłem wszystkich modlitw.
To nic, nadrobisz.
Powiedz mi...
- Zrobiłeś głupstwo? - Jakie?
Zabiłeś go?
- Nie wiem, mocno mu przylałem. - Jak?
Łopatą. Leżał, kiedy uciekłem.
Tego mi brakowało!
Usiądź.
Chyba zmienimy plan.
Przyniosłam szaszłyki z kurczaka.
Miło z twojej strony. Weryfikujemy plany.
Nic nie zmieniamy, jutro wyjazd.
Nie jadę z nim, jeśli go poszukują.
Co to znaczy?
Rozdzielamy się.
Ma rację.
Spotykamy się rano na lotnisku. Każdy dociera na własną rękę.
Co zrobicie?
Nocujemy w Barcelonie. Nie będę mieć opiekuna. Ani męża.
To kłopot.
- Alex, prędzej. - Już.
Zostajemy razem.
Nie chcę, żeby cię przeze mnie złapali.
Powiedziałem!
Jesteście beznadziejni, ale nie rozdzielamy się.
Dziękuję.
- Nie zostaje pan na obserwacji? - Nie trzeba.
Prześwietlili mnie, wszystko gra.
Marne cztery szwy.
Ale pani wnuk rozpoczął swoją wojnę.
Zostawił mi list pożegnalny.
Każdy zostawia.
Ściągamy wzory z Internetu.
Gdzie pan pracował przed wyjazdem?
Byłem ochroniarzem w nocnym klubie.
Nie jest pan osiłkiem.
Małe gabaryty potrafią narobić szkód.
Co noc były bójki.
Monotonia.
Chciałem się zaciągnąć do piechoty morskiej.
Znałem trochę arabski, proponowali mi łączność.
To nie wchodziło w grę, chciałem być komandosem.
Więc się nie udało.
Nie lubię o tym mówić.
Muszę jechać. Bransoleta woła.
- Odwiozę pana. - Nie ma mowy.
Nie puszczę pana z urazem czaszki!
Uraz czaszki, żartuje pani?
Nic mi nie jest.
Naprawdę.
Cóż, pożegnam się.
Do widzenia.
Przepraszam, ale nie mogę tak zostać.
Wyda się to panu śmieszne, ale...
ulżyłoby mi, gdybym pana odwiozła.
Chcę porozmawiać.
Rozumie pan?
Dobrze.
- Co robić? - Nic. Nic więcej pani nie zdziała.
A pan? Z jaką myślą pan wyjeżdżał?
Chyba chciałem odmienić swoje życie.
- Boli? - Nie.
Może teraz ja? Czuje się pani gorzej ode mnie.
Tak. Dziękuję.
10 minut.
Dziękuję, bracia, że jesteście z nami.
I to punktualnie.
Abdel będzie swatem, a Fabien i Saïd świadkami.
Ja będę opiekunem Lili.
Żyjcie w bojaźni Bożej i umierajcie w pełnym oddaniu Allahowi.
Trwajcie w lęku przed Panem, który stworzył mężczyznę i kobietę,
i przez nich zaludnił ziemię.
Drżyjcie ze strachu przed Allahem, by nie zerwał więzów krwi.
Allah was widzi.
Bójcie się Go i niech wasza mowa będzie prosta,
by dawał wam czynić dobro i wybaczał grzechy.
Posłuszni Allahowi i jego Prorokowi doświadczą pomyślności.
Wianem będą dwa daktyle. Przyjmujecie te warunki?
Alexie, daję ci Lilę za żonę.
Zgadzam się na ten ślub.
- Ja pierwsza? - Tak.
Już.
Bilal nas nie usłyszy?
Jak to?
Śpi obok.
Nie będziemy wrzeszczeć.
Chodź.
- Nie chcesz mnie pocałować? - Chcę.
Tylko pachniesz mlekiem.
Bezczelny.
A ty masz wąsy.
- Nie denerwuj się. - Nie jestem zdenerwowany.
Tam będzie łatwiej. Bez pośpiechu.
PIĄTY DZIEŃ WIOSNY Przechodzimy w kłus.
Ręce, dziewczyny.
Tak, ty dobrze.
Nie przywiozłem nic z targu.
Bez ciebie nie umiem wybrać.
Dasz mi kawy?
- Co, zimno ci? - Trochę.
Alex wyjechał. I nie do Kanady.
Już go nie zobaczymy.
Co ty gadasz?
Co się dzieje?
Boicie się?
- Nie. - Trochę.
Tchórzostwo ma swoją historię.
Przed islamem tchórzem był ten, który łamał prawa rodu,
uciekał od obowiązku solidarności.
Od Proroka jest nim ten, któremu brak determinacji,
lękliwy, kłamliwy w mowie, szybko rezygnujący.
Tchórz żyje w fałszu, głosi wierność Prorokowi,
lecz wycofuje się, gdy tylko Ten się odwróci.
My tak nie możemy.
Bohaterowie nie wybierają obozu zwycięzców.
Stają się bohaterami nie poprzez swoje cele,
lecz działania prowadzące do przeobrażenia.
Rodzą się i dorastają w boju, wykraczają poza ludzką etykę.
Dzień dobry, policja.
Proszę przygotować dowody tożsamości lub dokumenty podróży.
Dzień dobry, pan pozwoli z nami.
Proszę wstać.
Patrzeć na mnie.
Spokojnie.
Proszę na mnie patrzeć, spokojnie. Nie ma niebezpiecznych przedmiotów?
Bez nerwów, wszystko będzie dobrze.
Proszę iść z kolegą.
Proszę wstać. Niech pani wstanie.
Patrzymy na mnie.
Koleżanka założy pani kajdanki, spokojnie, proszę.
Niech pani patrzy na mnie!
Na mnie, proszę, będzie dobrze.
Wychodzimy. Pan pozwoli z nami.
Podnieście go.
Trzymaj rękę.
Pierwsza obrączka. Nie szarp się.
Dobra, wyprowadź go.
Do wyjścia.
Kawy?
Ujęto go na ostatnim zjeździe przed granicą.
Poszło bez kłopotu, nie było oporu.
Co dalej?
- Przesłuchamy go w DGSl. - Dlaczego?
Sprawdzimy, dokąd się wybierał.
Nie przekroczył granicy!
Jeśli wnuk jechał do Syrii, do Daeshu, złamał prawo.
Stanie przed sądem.
Nie rozumiem. Chciałam go tylko zatrzymać.
I słusznie! Dzięki pani unikamy najgorszego.
Zna pani te osoby?
Był z nimi.
Ona wysławia terroryzm w sieci, a on jest werbownikiem.
Oboje od pół roku pod obserwacją.
Na szczęście nowe przepisy pozwalają nam na szybsze działanie.
To niebezpieczne czasy...
MIESIĄC PÓŹNIEJ
Znów pani nie zjadła.
Trzeba się przymusić.
Zostawię deser i serek.
O której ją odwieźć?
Wychodzi pierwszy raz, nie za późno, na piątą.
Nadal się nie odzywa?
Przejedziemy się?
Muriel?
Idziemy?
Jak dobrze cię zobaczyć!
Dzień dobry.
Dziękowała mi pani bez potrzeby, a ja mam rzeczywiście za co!
Bransoleta zniknęła.
Także dzięki pani.
Dzięki mnie?
Mój sędzia czytał pani zeznanie. Mówiła pani o mnie, to mi pomogło.
Jestem wolny.
Co z wnukiem?
Nie ma jeszcze daty procesu.
Jeździ pani na widzenia? To dobrze robi.
Nie chce o mnie słyszeć.
Wiadomo. Niech się pani nie daje, trzeba do niego pisać.
Nie ma siły, nie widzi pan?
Nie mów tak!
Tak zrobię.
Słusznie, napiszę do niego.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.