Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Może zrób jeszcze kilka, na wszelki wypadek.
Tak. Wiem.
Po prostu te testy czasem dają fałszywy wynik.
Po co panikować na zapas.
Nie, nie, nie.
Nie mówię, że panikujesz.
Musimy tylko się upewnić,
by nie panikować. Nie mówię, że panikujesz.
Chryste.
Nic takiego.
Dotarłem, muszę kończyć. Za 20 minut wrócę i coś ustalimy.
Kocham cię.
O kurde.
Mam B-7. Gdzie to zanieść?
Mam B-7. Wie pan, komu to zanieść?
Nie? Spoko.
Przepraszam... O Boże!
Rany boskie.
Przepraszam.
Mam B-7. Gdzie mogę...
Cholera.
Hej, mam B-7...
Słuchajcie, mam tu B-7!
Ktoś zamawiał nerkę, a może wątrobę?
To raczej pilna sprawa.
To dla was?
Miała być godzinę temu.
Jechałem prosto tu. Pochrzanili coś w papierach.
Hej, trzeba pokwitować!
Nie pokwituję odbioru przesyłki, ponieważ jej nie odebrałam.
Tak, wiem,
ale lekarz, który ją odebrał, poszedł sobie,
więc nie wiem, co robić.
Znajdź go.
Ale on wkłada to, co mu dałem,
komuś, kto tego potrzebuje.
Mam wejść na salę z długopisem?
Musisz zaczekać, aż wyjdzie.
Wie pani, ile to trwa?
- Wiem. - Kilka godzin.
Pokwitować może każdy. To nie musi być on.
Może sam pokwituj.
Jesteś?
Andrea Vasquez Pielęgniarka
Kiedy to powiedziała?
Miłego wieczoru.
- Nawzajem. - Dzięki.
„Andrea...
- Vasquez”. - Kurier!
- Ja nie... - Obrócisz jeszcze raz?
Nie, skończyłem na dziś.
- Serio? - Tak.
Poza strefą, podwójna stawka.
No dobrze.
Kategoria A, priorytet. Żadnych postojów, jasne?
Kategoria A? Super.
Dokąd to zawieźć?
Szpital w Raccoon City.
Cholera. Dobrze.
Kawał drogi.
Tak, w górach. Musisz więc...
Hej, ostrożnie!
To nie pizza.
Tak, przepraszam. Rozumiem.
Jesteś gotowy na zimowe warunki?
Jasne. W dzieciństwie jeździłem do babci w Minnesocie.
Nie o to pytam.
Jeśli nie masz łańcuchów i napędu 4x4, wezmę innego kuriera.
Hej, kumam.
Szlag. Cholerna ślizgawica.
Co?
Wybacz, mówiłem do siebie.
Możesz mówić do mnie? Zadałam ci pytanie.
Tak, wiem. Myślę.
Myślę, że...
Twoje ciało, twój wybór.
To moja odpowiedź.
Halo?
- To nie odpowiedź. - Jak to nie?
To najlepsza odpowiedź na twoje pytanie.
Halo?
- Bryan? - Michelle?
- Halo? - Słyszysz mnie?
Szlag. Kochanie?
Zasięg jest tu do bani. Słyszysz mnie?
Słyszysz mnie teraz?
Ranisz moje uczucia, nie wracając do domu,
by pomówić w cztery oczy.
Serio? Pracuję.
Nie dostarczam pizzy.
To najwyższy priorytet. Może serce małego chłopca
albo mózg czyjejś mamy.
Wiozę komuś życie.
- Pomieszkam u Katie. - Michelle, posłuchasz mnie?
Nie jedź do tej wariatki.
Nie mówię, że nie chcę go zatrzymać.
Mówię tylko, że musimy to przemyśleć.
Nie każda zmiana musi być straszna
albo zła,
ale teraz żyje się nam naprawdę super.
- Bryan? - Czy ty mnie w ogóle słyszysz?
Nie słyszę cię.
A teraz słyszysz?
- Złap zasięg i zadzwoń. - Przełączę...
Szlag.
Halo?
Halo?
Halo?
Proszę pani.
Podniosę panią.
No już. Wstajemy.
W porządku, trzymam panią i wsadzę do auta.
Trzyma się pani? Super, brawo.
Posadzę panią. OK, już pani siedzi.
Schowamy nogi. W porządku.
Świetnie się pani spisała.
Dobra. Szlag.
Cholernie mi przykro.
Dobra.
Zawiozę panią do szpitala.
Niech to szlag, pieprzona jazda.
Rany boskie! Przepraszam.
Muszę widzieć drogę. Spokojnie.
Jeszcze kawałek, proszę wytrzymać.
O kurwa!
Cholera.
Wszystko w porządku.
Tylko spokojnie.
Dzień dobry.
Dobry wieczór.
Zatrzymałem pana za jazdę zygzakiem.
Nie jeździ się bez łańcuchów.
Przepraszam,
ale mam tu mały problem.
Jezu, co jej się stało?
Jechałem, a ona wybiegła mi przed maskę.
Nie mogłem nic... Do diabła.
Przepraszam, ciągle tak robi.
Potrącił ją pan samochodem?
Zgadza się.
- Proszę wysiąść. - Oczywiście.
Co ona robiła na tym wygwizdowie,
skacząc pod koła na oblodzonej drodze?
Podejrzewam, że próbowała się zabić.
Proszę dmuchnąć.
Tu 72. Potrzebna pomoc medyczna. Odbiór.
Przez pogodę radio szwankuje.
Jeśli za godzinę nie dowiozę lodówki do szpitala,
narażę życie jakiegoś człowieka. Albo dziecka.
Kogoś, kto czeka na ten organ.
Rozumie pan?
Dobrze. Eskortuję pana do szpitala.
Udzielą jej pomocy, a pan dostarczy przesyłkę.
Potem wrócimy do naszej rozmowy.
Bardzo panu dziękuję.
Lepiej już jedźmy.
Co?
Może jechać z panem?
A jeśli dostanie ataku? Nie znam się na tym.
Szlag.
Wstajemy. Uwaga na głowę.
No to hop. I już.
Złap ją pod pachą.
Brawo. No proszę, idzie pani.
Zuch dziewczyna. Idzie pani.
W porządku, do przodu.
Umyjemy panią
i będzie OK. Jedziemy do szpitala.
Musi pani być w szoku. Nie szkodzi.
Trzyma ją pan?
Nie, nie. Pani pojedzie z nim.
Z nim.
Masz jechać za mną. Jeśli znikniesz mi z lusterka,
uznam, że uciekasz, i potraktuję cię jak przestępcę.
Zrozumiałeś?
Spoko. Rozumiem.
Dobrze.
„Potraktuję cię jak przestępcę”.
Jak przestępcę, sukinsynu.
Kurwa, co jest?
Do kurwy nędzy.
Jezu.
Ja cię pieprzę.
Dobra.
Pieprzony gliniarz.
Ścierwo.
Gówno widać na tym lodzie.
Rozbiła mi szybę. Pewnie zabulę z tysiaka.
Co za syf. Zasrany śnieg.
Pierdol się, durna przyrodo. Mam tego dość.
Wyłazi na pieprzonym zadupiu w środku nocy.
Hej!
Chłopie, żyjesz?
Szlag.
Proszę pana?
Panie władzo?
Panie władzo.
Błąkające się zwierzęta na trasie nr 6.
Halo?
Nie jestem gliną. Nie wiem, co powiedzieć, ale mamy tu wypadek. Słychać mnie?
Halo?
Gówno słychać!
Jak to zgłośnić?
Halo?
Komunikat.
Halo, słychać mnie?
Do wszystkich jednostek. Widoczność...
O kurwa!
Może pani przestać?
Proszę pani! Cholera.
Szlag.
Hej! Nie żartuję.
Co robisz?
Dokąd idziesz? Co robisz?
Paniusiu, nie. Wracaj.
Cholera! Paniusiu.
Spierdalaj!
Cholera!
Przestań, bo strzelę!
Nie!
Przestań! Wypad!
Kurwa!
Proszę! Daj mi spokój!
Przestań!
Kurwa!
Pierdolony bezpiecznik!
Pieprzone gówno!
Kurwa, co jest?
Kurwa!
Ja pierdolę! Zostaw mnie!
Co ci się stało?
Cholera.
Numer alarmowy
No już.
Brak Sieci
Kurwa.
Dobra, poszukam pomocy.
Wrócę tu.
Co to, kurwa, jest?
Kto mi strzelił w...
Ty...
Kurwa!
Pieprzyć to.
No to już. Idziemy.
TEREN PRYWATNY OBCYM WSTĘP WZBRONIONY
OGRODZENIE POD NAPIĘCIEM
Szlag.
Dasz radę.
Kurwa.
Cholerny prąd.
Jezu!
Bladź!
O cholera!
Cholera!
Szlag!
Naucz się wspinać, dupku!
Spróbuj bez kciuków otworzyć to gówno.
Tak jest.
Proszę bardzo.
Wal się.
Wal się, parchaty gnoju.
Proszę bardzo.
Może w to się wgryź?
Udław się drabiną!
Dobra.
Cholera.
Drabina! Kurwa!
Szlag.
Cholerny skurwiel.
W porządku.
Ale jesteś wredny.
Wiesz co?
Wal się.
Nie!
Szlag!
Kurde, nie!
Kurwa mać!
Co, do kurwy?
To się nie stało.
Wszystko nieprawda.
To się nie stało. Co za cholerstwo.
Co za gówno?
Halo?
Miałem mały wypadek. Mógłbym skorzystać z telefonu?
Halo?
Halo?
Wejdę na chwilę, bo trochę zmarzłem.
Halo?
Szlag.
Cholera.
Raz, dwa, trzy, cztery.
Zajefajnie.
O ja cię.
Ciężka.
Naboje.
Cześć, tu Michelle. Zostaw wiadomość.
Słuchaj...
Przykro mi, że nas rozłączyło,
ale wydarzyły się pewne sprawy
i znalazłem się w totalnie porypanym położeniu.
Nie mogę dodzwonić się na policję...
Szlag.
Nawet nie znam adresu.
Wybacz.
Czy możesz oddzwonić pod ten numer?
To pilne.
Dobra.
Kocham cię.
Wchodzę na górę.
Szlag.
Do diabła.
Gdzie są te naboje?
O Boże. Zajebiście.
CIĘŻKI ŚRUT
Co jest, kurwa?
Kurwa.
Szlag.
Dodzwoniłeś się do Darryla i Kathy Fennerów.
Nie możemy teraz odebrać. Zostaw wiadomość, a oddzwonimy.
Cześć, tu Michelle.
Ktoś do mnie dzwonił z tego numeru...
Kurwa mać.
- Mój chłopak Bryan. - No dalej. Szlag.
Nie odbiera teraz, choć obiecał.
Jeśli to dobry numer
i nie ośmieszam się
na poczcie głosowej obcych ludzi,
proszę, odbierz, Bryan.
Bryan, mówiłeś, że to pilna sprawa.
Tylko dlatego jeszcze czekam.
Proszę, odbierz.
O mój Boże.
Proszę.
Nagrałeś straszną wiadomość.
Brzmiało to tak, jakbyś miał kłopoty.
Jeśli więc mnie słyszysz,
wracaj do domu. Dobrze?
Po prostu wróć.
Jezu Chryste.
O, proszę. Ciekawe.
Jezu.
O rany.
A niech mnie.
Tak.
O rany. O nie.
O nie.
Dobra, muszę stąd spieprzać.
Kurwa mać.
Szlag.
Zacznę od tego.
Szlag.
Pieprzony klucz. No już.
Pa, pa.
O Boże.
Dobra, ty cholero.
Szlag by to!
Pieprzyć to. Dam radę.
To żaden problem, skurwielu.
Trzymaj się, kolego.
Nic ci nie będzie.
Nie.
Kurwa!
Co ja tu robię?
Ale to porypane.
Kurde, miała rację. Powinienem być w domu z Michelle. A ja w tym śniegu
odmrażam sobie tyłek
i uciekam przed jakimiś pokręconymi potworami.
Przemoczyłem skarpetki.
Psychiczne psy...
Kurwa!
Boże!
Da się to obejść?
Nie.
O nie.
No dobra.
Halo?
Szlag.
Dobra.
WYJŚCIE
Hej. No, cześć.
Nic ci nie zrobię.
Nic ci nie jest?
Skarbie.
Wszystko w porządku. Jesteś bezpieczna.
Pomóż mi.
Niech to szlag!
Proszę.
Boję się.
W porządku. Nic ci nie będzie.
Mama ugryzła mnie w stopę, więc schowałam się tutaj.
Ale nie wiem, dokąd poszła.
Jasne. Znajdziemy ją.
Boli mnie stopa.
Naprawdę?
Wyciągniemy cię stąd.
Do diabła.
Dobra. No już.
No to hop.
Co jest, kurwa?
- Moja noga! - Przestań!
Pomóż mi!
Nie wierzę w to.
Nie strzeliłem dziewczynce w twarz.
Lubię dzieci.
Lubię dzieci.
O rany. Jak napieprza mnie ręka.
Szlag.
Dziabnęła mnie.
Hej! Pomocy!
Tutaj!
Szlag!
Kurde.
O Boże. Dzięki.
- Zainfekowany? Zabij go. - Nic mi nie jest!
- Nie strzelaj. - Ma torbę.
Daj mi to.
To?
- Nie. - Nie proszę.
Oddaj pojemnik albo Maxine zatrzyma auto i cię zabije.
- Maxine, zastrzel go. - Nie zrobię tego.
- Czemu każesz jej mnie zabić? - Wiesz, co wieziesz?
- Serce dla dziecka? Wątrobę dla pijaka? - To nie wątroba dla pijaka.
Co robisz?
Nie rób tego!
Pracuję dla Umbrella Corporation. Wiesz, co to jest?
Rząd zlecał nam...
różne projekty, z różnych powodów...
ale wszystkie są tajne. W każdym razie...
stworzyliśmy substancję,
która niemal natychmiast potrafi przekształcić dowolny organizm
- w jego wysoce rozwiniętą formę. - Czekaj.
A więc to, co wiozę, jest przyczyną tego całego gówna?
Nie. Przyczyną jest coś, co wymknęło się spod kontroli w laboratorium.
To, co masz, to substancja neutralizująca,
dzięki której będziemy mogli dokończyć antidotum.
Mieliśmy już prawie wszystko.
Brakowało nam tylko ostatniego elementu do stworzenia leku.
To czemu ja wożę to gówno?
Wynajmujecie zwykłego kuriera, by przewiózł wam lek? Pogięło was?
Wtedy nie było sytuacji awaryjnej! Mieliśmy zapas!
Wezwaliśmy cię tylko na wszelki wypadek.
- Ale potem? - Ale potem
technik uszkodził nasz zapas. Błąd ludzki.
- Co zrobił? - Nieważne.
- Ale upuścił to czy co? - Nieważne, że upuścił.
Każdemu mogło się przytrafić. W laboratorium jest ślisko.
- To byłeś ty? - To bez znaczenia!
Cały ten syf w mieście, to, co dziś widziałeś,
to się wydarzyło w ciągu kilku godzin.
Tak szybko to działa.
Wyobraź sobie, co będzie, jeśli ogarnie cały świat.
Dlatego jedziemy do laboratorium.
Mój zespół jest w bezpiecznej, odizolowanej części szpitala,
na ostatnim piętrze Raccoon City General
i czeka na to,
żeby przygotować lek
przed przybyciem Gwardii Narodowej.
- Gwardia Narodowa? - Owszem.
Wezwali kawalerię.
Maxine, prowadź.
Zamknij ryj.
A tak z ciekawości. Jeśli to coś ugryzło
mojego przyjaciela,
to po jakim czasie
zacznie dziać się coś złego?
Pomocy!
Proszę!
Hej, nie wysiadaj!
A ona dokąd idzie?
Jasny gwint. Dobra jest w te klocki.
To było zajebiste.
Ale co ona... Co tym razem?
Gdzie ona...
Dokąd poszła, do cholery?
- Jakby wyparowała. - Suka nas olała?
Poradzi sobie. Rozwaliła tych gości.
Ma do tego smykałkę.
Jedźmy.
- Mamy jechać? - Tak.
Muszę dostarczyć to do szpitala.
Nie możemy na nią czekać. Musimy jechać. Tego by chciała.
„Tego by chciała”? Mówisz tak, jakby nie żyła.
To gdzie jest?
Nie wiem. Może dziesięć metrów stąd. Daj jej chwilę.
Jezu.
- Dobra, jedźmy. - Tego by chciała.
Właśnie.
Płoną samochody.
Jest bohaterką. Dostanie medal.
Gdzie są kluczyki?
Chyba nie...
Do diabła.
Zabrała kluczyki.
Nie ufa nam?
Kretynka.
Może zajrzyj pod daszek.
Boże.
Cóż...
Jeden z nas musi tam pójść.
Pójść tam?
Do piekła? Serio?
Nie możemy tu zostać. Potrzebujemy kluczyków.
Nie możesz wezwać innej Maxine?
Nie ma innych! To była Maxine.
Jedna jedyna.
Szlag.
Mam związane...
Szlag.
Broń.
- Jest tu duża broń. - Na co czekasz? Śmiało.
- Gówno wiem o broni. - Ja też.
Do diabła.
O rany.
Co robisz?
Obczajam ten szajs.
- Tak. - Myślę, że to nie ten.
Chyba ten drugi. Drugi?
- Ten. - U góry.
Nie. Odwróć go.
Nie obracaj. Odwróć.
- Tak? - Tak. Słyszałeś to?
Tak, słyszałem.
Czyli działa. Gotowa.
- Gotowa. - Tak.
To co teraz robimy?
Szukam bezpiecznika. W każdej jest gdzie indziej.
Strzelam tylko w grach. W realu nie ogarniam.
No przecież. Gry wideo.
Znalazłem.
- Tak. - OK. Teraz wiesz.
Kurwa! Odwaliło ci?
Jaja sobie robisz? Mogłeś nas zabić, durniu!
- Strzelasz w aucie? - Niechcący.
Nie znam się na broni. Chyba to mówiłem?
Nie strzela się w aucie. Mogłeś trafić w silnik.
Pieprzony dupek.
Boże, pogięło cię?
Czego?
Tak, wiem.
Kurwa, idę. Nie trąb.
Maxine!
Szlag.
Dobra.
Szlag.
Spokojnie.
No dalej.
Niech to szlag, idę.
Kurwa.
Pieprzyć to.
Ani śladu po niej.
Idę, do cholery.
- Szlag. - Pomocy!
- Szlag! - To ten cholerny pies. Zastrzel go!
Co?
Cholera!
Znowu to samo?
Szlag!
Kurwa!
Cholera.
Dasz radę.
Szlag.
Co jest?
Co to, kurwa, jest?
Halo.
Proszę pana?
Nic panu nie jest?
Szlag!
Nie, nie, nie.
No dobra.
A to co za nowe gówno?
Jezu.
Co to, do kurwy, było?
O Boże.
O Boże!
O mój Boże!
Niech to szlag!
Do diabła!
Hej tam...
Nie wracacie?
A więc możecie umrzeć.
Dobra.
SZPITALNY ODDZIAŁ RATUNKOWY
Po co im te cholerne kłódki?
Śmiało.
Śmiało.
Dajesz, brachu.
Niech to szlag, dupa ze mnie, nie strzelec!
Już blisko.
Dajesz.
Dasz radę.
Już blisko.
Dzięki Bogu.
No już!
Szlag!
Co do...
Szlag!
O kurwa!
Kurwa!
Brak sieci
Wiadomość dla Michelle.
Wygląda na to, że już ze sobą nie pogadamy
i nie dokończymy rozmowy, którą dziś zaczęliśmy.
Ale...
Beznadziejnie zareagowałem.
Wkurza mnie to, że pierwsze, co poczułem...
to strach...
przed zmianą...
i przed dorosłością.
Dziecko to zmiana, która przyjdzie,
czy tego chcę, czy nie.
Ale chcę.
Chcę mieć z tobą dziecko.
Mogłem od razu tak powiedzieć.
Nie dlatego, by cię ucieszyć, ale dlatego, że to prawda.
I tylko...
Cokolwiek postanowisz i cokolwiek dziś się stanie,
myślę...
że będziesz wspaniałą mamą.
Halo?
Słyszysz mnie? Do ciebie mówię.
Tak, ty. Płaczący koleś.
Halo?
Nie słyszę cię.
Halo?
Musisz wstać i użyć domofonu.
Bo cię nie słyszę.
Halo?
Brawo. Posłuchaj.
Nie mam pojęcia, jak wszedłeś do garażu, ale to cud, że żyjesz.
Stary, nie masz pojęcia.
Jestem kurierem
i mam przesyłkę.
Może wam się przyda, więc jestem tu.
Boże! Ma to gówno! Widzę je.
Czekaj, co?
Słuchajcie. Trzyma to w ręku.
- Masz... - Stary, nic nie rozumiem.
OK, przepraszam.
Posłuchaj mnie. Musisz nam to natychmiast przynieść!
Jasne, rozumiem,
ale winda nie chce się otworzyć.
Nie wiem, czy widziałeś to z ulicy,
ale w tym budynku teraz sporo się dzieje.
Tak, wygląda na to,
że macie tam niezły bajzel.
Budynek sporo ucierpiał. To zły pomysł, by jechać windą.
Lepiej nie ryzykuj i idź schodami, OK?
Nie windą, schodami.
Które to piętro?
Ostatnie.
Dobra, ale które konkretnie?
Dwudzieste ósme. Jednak nie.
Musisz wejść na 24. piętro,
potem przejść łącznikiem do wieży B
i znów schodami na 28. piętro.
Mam wejść po schodach
aż na 28. piętro?
Tak.
I musisz się pospieszyć, bo ta próbka jest nam potrzebna.
Wiem, już idę.
PIĘTRO 2
PIĘTRO 4
O Boże. Nikt nie dałby rady.
Kurwa, umrę.
Do cholery.
Mogłem to zrobić cztery piętra temu.
Kurwa.
Ja pierdolę.
Co to jest?
Szlag!
Dawaj, brachu.
Nie spieprz tego.
Szlag!
Kurde!
Szlag!
Co się dzieje? Dokąd idziesz?
Co się stało?
Obrzygałeś mnie?
Obrzydliwy skurwiel!
Odpieprz się ode mnie, gnoju!
No i co? Wal się!
I ty też!
Głupie, pieprzone...
potwory.
Co jest...
Kurde.
Kurwa!
Moje cholerne Jordany!
Został jeden.
OK. Jeden nabój.
„Łącznik”. OK.
Jestem tutaj.
Oddział położniczy.
ODDZIAŁ POŁOŻNICZY
WYJŚCIE
No to jazda.
Szlag.
Kurwa.
Daj spokój, nie rób tego.
Proszę, nie.
Do kurwy nędzy!
Nie!
Kurwa!
Szlag!
Kurwa.
Dopadło mnie.
Kurwa mać!
Do diabła!
Przepraszam, OK?
Wybacz, że cię potrąciłem. Proszę, odwal się ode mnie!
Co? Cholerny...
Proszę.
Tak!
Gry wideo!
Tak!
Tak.
Jasny gwint.
Szlag.
KLATKA SCHODOWA PIĘTRO 27.
- Udało ci się. - Tak.
Odłóż broń.
Tak. Pieprzyć ją.
Próbka jest nienaruszona?
Ziom, nienaruszona. Otwórz te drzwi.
Nie mam długopisu, ale ktoś musi pokwitować to gówno.
Wszystko gotowe. Pospiesz się.
Tak, idę.
Zwykle nie wpuszczamy osób nieupoważnionych, więc...
Więc co?
Ale mieliśmy dzień.
Mogę prosić o... Kurwa!
Poproszę próbkę.
- Próbka? - Tak.
Dziękuję.
Co tak długo?
- Grzebał się. - Nieuszkodzona?
Nienaruszona.
Mamy pięć minut, żeby to przygotować i dostarczyć Gwardii Narodowej na dach.
- Jest dobra? - Otwieram główne zabezpieczenie.
Hej, co on tutaj robi?
Środek wiążący: minus 80°C.
Jak mama zobaczy to w TV, to chyba padnie.
Ale to tutaj wszystko się zaczęło, prawda?
Czy to nie przez was...
Serio, co on tu jeszcze robi?
- Wszystko OK? - Tak.
Tak.
Ciężki dzień. Dużo schodów.
Ile potrwa zrobienie z tego leku?
Dobra, baza gotowa. Birdie, mów.
Mam 85%. Już prawie.
Stanley, środek wiążący?
Środek wiążący, gotowy...
Już.
Brawo, Stanley.
Dobra, przekazuję.
Tylko nie upuść. Ostrożnie.
Szybko.
- Wade, mów. - OK.
Wszystko... gra.
- Gotowy? - Replikuje się.
- Udało się? - Dave, ekstrakcja.
Przyjąłem. Zaczynam ekstrakcję.
- O mój Boże. - Mogę trochę tego czegoś?
A niech mnie. Nie zbliżaj się!
Jest zarażony, do kurwy!
Nic mi nie jest.
To te schody.
Naprawdę tego potrzebuję.
Musi pan opuścić laboratorium!
- Nikogo nie skrzywdzę. - Dave, ruchy!
- Cofnij się. - Szlag, nie mogę.
Odejdź!
Mam to.
Mam to!
Puść ją!
- O, nie. - Cholera!
Wade. Strzykawka.
- Co? - Przynieś strzykawkę.
Mam ją.
Mam ją!
Nie!
Birdie!
- Pomóż mi! - Ratuj go!
Birdie!
Pomóż mi.
Birdie!
Birdie!
Nie!
- O Boże! - Przynieś ją.
- Jazda, Stanley. - OK.
Musisz ją znaleźć.
Łatwizna, musisz ją wziąć
i wbić gdziekolwiek,
a to całe gówno...
- Dave. - Stul dziób!
Była tutaj!
Nie!
Łap ją!
Łap igłę.
Proszę.
Nie!
Błagam! Wstrzyknij mi to!
Stój. Czekaj!
Co u licha?
Proszę, pomóż mi.
DOSTĘP PRZYZNANY
Proszę.
Wracaj!
Cholera!
Czekaj! Stój!
Nie!
Igła.
Wstrzyknij mi to!
Zrób to.
Tłumaczenie napisów: Agata Deka
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.