Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Włodzieje! Johannes!
Samuel!
Wczoraj wróciłem z Berlina. Dziękuję, wujko Goldstein.
Jedz, chłopcze, na zdrowie. Żebyś szybko rósł i dobrze się uczył i celująco zdał
maturę. Wiedzy, karyl, nic ani nikt ci nie odbierze. A szybko!
Włod! Zresztą ojciec zostawił wam spory majątek.
A co z nim?
Weźmiemy Wasylkę.
W podzięce Bogu za uratowanie mojego synka i Zosi.
I wychowamy jak swojego.
Napij się, Wasylko. Za pamięć twojej mamy. Jesteś sierotą na tym
świecie i zawsze nim będziesz.
Witajcie, chłopy.
Jeszcze Ukraina nie umarła.
Jeszcze nie umarła.
Jeszcze nie umarła. A ten? Co on tak po rusku gada? On nie nasz?
Nasz. Tak jak stał, uciekł przed Polakami do ruskich, a policji boi się
jak ognia.
A wy co mi tu agitujecie? I chłopaka rozpijacie?
Czasem i pośpiewać trzeba, panie Szoblewski. Tego Polska jeszcze nie
zabrania.
Policja już tu węszy za tym waszym śpiewem.
Wasylko.
Natychmiast do domu.
Wasylko!
Idź, Wasylko, lepiej idź.
Wasylko, idź.
Idź po Wasylko, spóźnimy się na mszę.
Wasylko!
Jak ty chcesz tak iść do kościoła?
Załóż krawat i włóż buty.
Nie będę więcej chodził do polskiego kościoła.
A do cerkwi chodziłbyś?
A jak różnica?
Ojciec z tobą jeszcze dzisiaj porozmawia.
Weselko.
Zosiu, Antonie, dzień dobry.
Dzień dobry. Dzień dobry, Krysiu.
Przepraszam, że tak przed na bożeństwo, ale... Dzień dobry.
Policja szukała u nas w dworze wasylki.
Dziękuję, Krysiu.
To jest krzyż pański z tym chłopakiem.
No wreszcie.
Pan Bóg na was nie będzie czekał.
Trzymaj.
Chodź tu, pomogę ci.
Dawaj, pomagaj.
No? Chłopak na medal.
Poja.
Upolnej zabawy z kolegami ministrantami.
I ładnie mi to śpiewajcie, Kastraci.
Panowie ministranci, pospieszcie się.
To ty?
Nie dotykaj mnie.
Aksinia, co ty?
Powiedziałam, żebyś przestał.
Popatrz na mnie.
Spójrz mi w oczy.
Co chcesz, żebym za ciebie zrobił?
Mam przestać oddychać?
No przestań.
Przestań.
Przestań.
Nigdy więcej mnie nie dotykaj.
To, co było, już się nie liczy? Niczego nie było.
Odejdź, proszę cię.
Na całym świecie mam tylko ciebie.
Dla innych jestem... Benkartem.
Ukraińskim podrzutkiem.
Boję się ciebie.
A Polaka się nie boisz?
Co on ci może dać?
Ty masz tylko diabła za skórą.
Tak myślisz?
A może jestem jeszcze gorszy?
Matka wiadomo kto.
Ojciec Parszywiec.
I słusznie skończę na szubienicy, bo właśnie tego mi wszyscy tak naprawdę
życzycie.
Nawet ty.
Schowaj się.
Schowaj się.
Schowaj się, głupi.
Uważaj na siebie.
Ja ci źle nie życzę.
Dzień dobry, panowie. Słucham.
Dzień dobry, panie Szableski.
Czy widział pan więcej takich druków u siebie we dworze, wśród ludzi?
Nie.
Takich nie.
Podobno miał kiedyś Wasylko, mój wychowanek.
Wiecie o tym.
Sprawa została wyjaśniona. Zgadza się?
Ustaliliśmy, że drukują to za ruską granicą i przemycają do nas.
Magazyn mają w cerkwi, a Wasyl ko jest jej kolpolterem.
Niestety, panie Szablewski.
To jest nakaz rewizji. Proszę prowadzić.
Pokój Wasyla Szewczuka.
To jest niewiarygodne i chyba trochę przesadzone.
Dobrze.
Tylko bardzo proszę o dyskrecję, mam gości.
Panie Antoni, proszę pana.
Wracaj do gości i nikomu ani słów.
Wojna wisi w powietrzu.
Teraz szczur ludzi do walki zbrojnej o wolną Ukrainę to jest kryminał.
Są świadkowie na Wasylkę, że nawołuje do pozbycia się stąd Polaków raz na zawsze.
Mamy nakaz aresztowania Wasylki. Nie ma dyskusji. Ale ja nie dyskutuję. Po
prostu nie wiem, gdzie on teraz jest.
A może go kto ostrzegł, panie Szodlewski, i ktoś go tu kryje?
Proszę mi nie insynuować, że przeszedłem na ukraińską stronę.
Panowie, co to ja, obcy jestem?
Sam przywiozę chłopaka i wyśpiewa wam wszystko, co trzeba.
Dzięki.
Wystarczy?
Jeszcze trochę.
Włodku? Proszę.
Dziękuję. Axinio, możesz już iść.
Oto jest jamyk, jak wyrosła.
Lecena się czekaliśmy. Witaj.
Zabierz to do gabinetu.
Jakie wieści ze Lwowy?
Wszyscy kraczą tylko o jedno.
W tym domu jest zakaz mówienia o wojnie. Nie chcę o tym służyć.
Może rozejdzie się po kościach. Wszyscy mamy taką nadzieję.
To zapraszam do stołu na wyrandę.
Pani Zofio, przepraszam najmocniej.
Antoni, możemy porozmawiać na osobności?
Oczywiście. Przepraszam.
Narastają w prawo!
Policjanci?
Stale to się kręcą.
Do nas skręcili, czy do plaszawek.
I co, boisz się, że po ciebie?
A co?
Obroniłbyś ty mnie?
A gdyby twój ojciec wezwał policję, bo ma jakaś dziwucha jego Zbyszka
Świętuszy?
Szablewscy nie walczą z kobietami.
Aksinia? On cię nie każe ani kraść, ani zabić, ani żenić się z głupią Ukrainką.
Jak chcesz tu się ze mną barłożyć bez ślubu, jeśli ty w Boga wierzysz?
Przecież to grzech.
Nawet jak masz mnie za coś gorszego, to i tak grzech.
Co innego, jakbyś powiedział, że Boga nie ma.
Wasylko cię tego nauczył.
Boga nie ma.
Polacy to wyzyskiwacze.
że dla takiej dziwuchy jak ty to nie mam ani serca, ani honoru.
I umowa da ci gwarancję.
Wspaniała.
Wspaniała. Dziękuję.
Dostałem wiadomość, że ma być jedna. Drugą gozałem zwrócić. Zgadza się?
Niestety tak.
Jeszcze to.
Szkoła z internatem w Londynie czeka. Bilet na statek też.
Zosia się nie zgadza.
Zbyszek nie jest jeszcze dorosły.
Decyzja zapadła. Lwów, Uniwersytety Jana Kazimierza.
Antoni!
Teraz, kiedy wszyscy mówią o wojnie?
Wów to nie jest dobre miejsce. Nawet Anglia jest za blisko.
Powodzenia.
Czekamy na Ciebie.
Dzień dobry, Wiśla Beber. Weck.
W sprawie posadzy lekarza? Tak.
Jude Weck. Proszę zostawić papiery.
Od jutra może pani zacząć.
Do widzenia.
Nie chce pan nawet zobaczyć mojego dyplomu? O co?
Personalnie zobaczę. On wie najlepiej, co sprawdzić.
Panie profesorze... Jude Weck.
Przepraszam.
Bardzo dziękuję za lata wspólnej pracy i przepraszam.
Do widzenia.
Belterze, jutro ostatni raz powiesisz tu mój płaszcz.
Jak to? Panie profesorze, dlaczego?
Nie wiesz? Do 30 czerwca wszystkie szpitale w Breslau muszą być oczyszczone
z żydowskich lekarzy. Odchodzimy.
Teraz przyjmą każdego, kto się zgłosi.
Jedni pacjenci.
I co?
Mów, czemu tak szybko?
Jestem przyjęta.
Ale nas nabrałaś, taką miała minę.
z żydowską literaturą!
Chodźmy stąd. Zaczekaj.
Nie będę się wdawał w żadne awantury.
Nikt mnie nie zmusi.
Nienawidzę tego.
Wracam do domu.
Masz tremę?
Strasznie się boję. Peter, słyszysz? Lisa najbardziej boi się podchwytliwego
pytania. Czy ty, liso Weber, chcesz poślubić tego oto peteralitkę?
Przestańcie!
Pierwsza praca, ślub, nowe życie. Za dużo nowych, małych żyć.
Liso, a ty nie wzniesiesz z nami to astu?
Mówimy hop, zanim przeskoczyliśmy.
Tak można?
My decydujemy o tym, co można.
Do zobaczenia.
Goldstein! Jest pan spóźniony.
Wiem.
Czy mogę wyjść?
Proszę.
Przepraszam, że nie mogłem być wcześniej.
Ale mam prezent dla młodej pary.
Nie mogę tego przyjąć. To jest ogromny majątek.
Ja i starszy pan Weber byliśmy jak bracia.
Siedzieliśmy w jednym okopie.
To tak jak prezent od ojca.
A gdyby moje dzieci kiedyś potrzebowały na chleb?
Proszę przyjąć.
Rozumiem.
W najgorszym nawet położeniu znajdzie sposób, żeby zarobić.
Na pewno teraz też ma pan świetny pomysł.
Rzeczywiście, cudem udało nam się nie stracić na tym okropnym kryzysie.
Ale teraz żadna firma się nie uchowa pod żydowskim nazwiskiem.
Panie Karl, ja panu sprzedam wszystko, co mam.
Moje 50% naszych zakładów odzieżowych w fabryce pasmanterii i przędzarni.
Ale czy ja mam pieniądze, żeby to kupić?
Pan ma dobre aryjskie pochodzenie.
A pieniądze się nie liczą, kiedy chodzi o życie.
Zapłacie mi pan.
Albo mi pan to odsprzeda.
Jak ta banda kryminalistów sobie łby porywa.
A dzisiaj czego pan oczekuje w zamian?
Że pan mi pomoże wyjechać z Niemiec.
Ja?
Nie mam takich możliwości.
Wczoraj spalili mój dom.
Żonę.
Zrzucili ze schodów.
Pan Peter pracuje w magistracie.
Zna urzędników od paszportów.
Panie Karl, musimy dostać paszporty.
Zobaczę, co da się zrobić.
Jeszcze mam prośbę.
Czy pan mnie może przenocować?
Żona z dziećmi śpią u naszej służącej.
Jutro, panie Goldstein.
Dziś już dzień.
Proszę przyjść po zmierzchu piechotą.
Dziękuję.
Kiedyś... Myliłem się co do pana.
Przepraszam.
Co ci powiedział Goldstein?
Nic takiego.
Chciał przenocować.
I nie zgodziłeś się?
Ileż tego nocowania? Już jest widno.
Módl się, żeby cię nigdy nie spotkało to samo.
Jestem ostrożny.
Odpowiadam za ciebie. To nie jest ostrożność.
to tchórzostwo i podłość.
Szybciej! Sprośnie!
Przepraszam, gdzie tu jest szatnia dla lekarzy?
O Pani, płaszcz może Pani zostawić u mnie.
Pani pozwoli.
Dzień dobry, jestem tu nowa, Lisa Weberlitke.
Salowa? Nie, lekatka.
A, to pani.
Zobaczymy zaraz, co pani umie.
Koleżanko, proszę za mną.
Proszę zbadać obrażenia pacjenta i przygotować go do zabiegu.
Zaraz wracam.
Koleżanko, ucisk.
Pani Goldstein, wszystko będzie dobrze.
Dzieci.
Nazaj moje dzieci.
Tak, Wielku Goldstein.
Tak będzie.
Panie ordynatorze!
Pani go zna?
Znam.
Nie miał dokumentów.
Jest pani pewna, że zna pani Donata?
Znam.
Proszę wypełnić akt zgonu.
Zaraz podpiszę.
Wszystko będzie dobrze.
Piję.
Panie Goldstein, wszystko będzie dobrze.
To przez te niemieckie papiery. Czytasz je od rana do nocy.
Umarł dokładnie w tej samej sali.
Prawie na rękach Lizy Weber.
Nie interesują mnie te wszystkie szczegóły. Goldstein był u nas w domu w
dniu ślubu Lizy. Nie obchodzi mnie to. Nie słyszysz?
A mnie bardzo.
Oszalałaś na punkcie tych Weberów.
Teraz najważniejsza jest babcia, a nie jacyś Niemcy.
Nie martw się.
Szykuje się wojna.
Dostałem powołane do wojska.
Wasza matka jeszcze nie wie.
Moja matka już nie żyje.
Wasylko.
Zobowiązałem się dostarczyć cię na policję.
Jeżeli wojna szybko wybuchnie, będziesz uratowany.
Nikt nie będzie miał głowy, żeby ścigać cię za ulotki.
Jeszcze jedno.
Obiecałem wam nagrody.
Za zdanie małej matury.
Niestety jedną musiałem zwrócić.
Proszę bardzo, to dla ciebie.
Na co czekasz?
Przyjmiesz?
Ładne jest.
Wasylko, nie zdałeś matury. Miałeś dokładnie takie same szanse jak Zbyszek.
To jest twój zbiór zadań.
Podpisane Wasyl Szewczuk.
Ma nawet nierozcięte kartki.
Masz talent do matematyki.
Mógłbyś zostać inżynierem, mógłbyś zostać konstruktorem maszyn, mógłbyś...
Zostanie tym, kim ja zechcę.
Nikt nie będzie mnie rozkazywał.
Dlaczego od razu nie oddaliście mnie do ukraińskiej hołuby?
Nikt z twoich cię nie chciał.
Bierz tę kurtkę i idź do pokoju.
Zdasz maturę w drugim terminie, też dostaniesz kurtkę.
A jak ja nie chcę?
Chcemy dla ciebie jak najlepiej.
Dlaczego na mnie wierzysz?
Kocham cię jak syna.
Jakiego syna?
Proszę was wszystkich bliżej.
Wyzwałem Was tu, bo w takiej chwili trzeba być razem.
O to proszą Kościół i władze państwowe.
Co on tam mówił?
Wybuchła wojna. Niemcy napadły na Polskę.
I dobrze.
I dobrze.
Lisa, jak się cieszę. Ja już myślałam, że jak zwykle skończy się na gadaniu.
Zrobiliśmy to.
Niemcy już nigdy nie pozwolą pluć sobie w twarz.
Karl już wie. Zapraszam was dzisiaj na wieczór. Musimy uczcić tę wojnę.
Dziękuję.
Krzywo tak, górne prawo do siebie, od siebie. O, o, nie, o, o, o, o, o, o, o,
bardzo dobrze.
I co?
Nawet nie wiesz, jaki to dzisiaj dla nas ważny dzień.
Jesteśmy uratowani.
A już myślałeś, że bez Goldsteina pójdziemy na dno?
Bo zawsze było on mądry, a ja głupi. Dzisiaj wybuchła wojna.
Bombardujemy Polskę. Nie wojna, tylko kampania obronna.
Mogli nie zaczynać. O, i tu, i tu, i tu jeszcze.
A teraz dostaną za swoje.
Tak jest.
Połkniemy ich w trzy dni.
Opijamy największe zamówienie w historii rodziny Weber.
Mamy 100 tysięcy mundurów do uszycia. Nasza fabryka tekstylna przestanie
zdychać. Nawet ojciec nigdy nie podpisał takiego kontraktu.
Mam nadzieję, że to widzi.
Z góry. Widzi, widzi.
Za ojców.
Nie pamiętasz już, co to jest wojna?
Jak umierała nasza matka i całe Königsdorf?
A ty jak zwykle skwaszony.
Wojna to największy biznes.
To jest jak polowanie. Trzeba tylko uważać, żeby być myśliwym, a nie
zającem. Karl, odkujemy się za wszystkie czasy.
Już Adolf będzie wiedział, jak Polakom obciąć głowę, a zostawić ręce. I niech
szyją nasze mundury.
Albo się nauczą żyć, jak chcemy.
Nie.
Tak, jak im każemy.
Albo wek.
W końcu to my jesteśmy narodem filozofów.
Nasza matka była z domu cichej.
Jesteś pewien, że to jest dobre miejsce na ten portret? Lisa. W holu?
To by było nieostrożne nie mieć Führera na ścianie.
Oj, kresy nasze spokojne, od wojny dalekie.
Głupcy jesteśmy.
Ty, Antoni, najlepiej wiesz, co to wojna.
I co, babskim fanaberiom uległeś?
Trzeba było Zbyszka, Zosię, dzieci do Anglii posłać.
Kategorycznie.
Jesteś ojcem.
Mężem. Ty za nich odpowiadasz.
Zosia nie chciała.
Uparła się jak nigdy w życiu.
A to hazard jakiś.
Czy ona będzie miała rację, czy ja?
Że albo tak będzie jak ona chce, czy tak jak ja chcę?
Idź do swoich, bo jeszcze chwila i nie ręczę za siebie.
Idź stąd, Polaczku.
Ludzie!
Uciekajcie!
Tak będziemy wam oczy wyłpywać. Nasza Armia Czerwona wyzwoliła was,
Ukraińców, z pod jarzma polskich panów.
Przyszedł rozkaz. Macie się spakować.
Wyjeżdżacie za godzinę. Szybciej!
Jechać!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.