Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
1 00: 02: 00,343 -> 00: 02: 01,968 Ingyenes letöltés Kdrama Www.30tk.ir - A fenébe! - Akkor gyerünk.
2 00: 02: 17,802 -> 00: 02: 18,802 Emilie.
3 00: 02: 20,635 -> 00: 02: 21,885 Lépjen hátra!
4 00: 02: 22,010 -> 00: 02: 23,010 Cédric! Mounir!
5 00: 02: 23,593 -> 00: 02: 25,843 Kérjük, lépjen vissza. Adj nekik helyet.
6 00: 02: 26,552 -> 00: 02: 28,177 Rendben, Emilie.
7 00: 02: 28,510 -> 00: 02: 31,010 Nyugodj meg Lazuljon el.
8 00: 02: 33,052 -> 00: 02: 34,385 Én vagyok, Malik.
9 00: 02: 35,427 -> 00: 02: 38,427 Lazuljon el. Cédric, segíts velem!
Juz dobrze. Oddychaj.
Wlasnie, oddychaj.
A teraz wstajemy. Na "trzy", dobrze?
Wstajemy, w porzadku? Chodz.
Posluchaj. Juz jestesmy.
Dobrze. Spojrz, jedzie Sadio.
Juz jest. Chodz, Emilie.
Nie. Chodz.
Wskutek falszywego alarmu moga nastapic opoznienia na liniach...
- Jak tam, Joseph? - Szarpnalem niechcacy za hamulec.
- Wiem. Nic ci nie zrobili? - Jestem niewinny.
Alez wiem. Nie przejmuj sie.
Pojdziesz ze mna? Tylko cicho.
- Prosze pana? - Tak, slucham?
Chwileczke. Ustalilismy, ze to nie pierwszy raz.
Juz tak kiedys zrobiles?
Nie przypominam sobie. Ale spokojnie, juz go przypilnuje.
Wolno mu jezdzic samemu?
Staramy sie wlasnie przyuczyc go do jazdy pociagami, zeby...
Zdaje pan sobie sprawe, ze to godziny szczytu?
Tak, wiem o tym. Bardzo panow przepraszam.
Stawial opor. Czterech nie dawalo mu rady.
Chcial mnie pogryzc.
Nie wierze wlasnym uszom.
- Chciales ugryzc tego pana? - Jestem niewinny.
Wiem o tym. On nie jest brutalnym chlopakiem.
- Ale wolno bic mame? - Nie, skad.
Lubi sobie tak zartowac.
Robi to specjalnie, zeby bylo mi niezrecznie.
To my juz pojdziemy. Dziekujemy panom.
Jeszcze jedno. Na ktorej stacji zahamowal?
Na moscie, w polowie drogi do Kennedy.
Dziekuje. Milego dnia.
W polowie drogi, brawo. Teraz byle do Kennedy.
- Coraz blizej. - Zgadza sie.
Jestem z ciebie dumny. Damy rade?
- Tak. - Jasne, ze tak. Zmykajmy stad.
- Pokazesz skarpetki? - Nie.
A moge ci sie oprzec na ramieniu?
- Wolno mi bic mame? - Nie, nie wolno.
- Nie bic mamy! - Wlasnie.
NADZWYCZAJNI
- Sa w paski? - Co?
Skarpetki.
Wysiadamy.
Pociagnalem niechcacy za hamulec.
- Tak, slyszalam. - Coraz blizej.
Po drodze, posrodku mostu.
Wejdziesz na kawe?
Dziekuje, Hélène, nie wyrobie sie.
No chodz. Na chwilke.
Naprawde na chwilke.
NIE BIJ MAMY, BO BRUNO SIE OBRAZI
Oglada w kolko stare reklamy. To go uspokaja.
Zrobilam placek z ananasem, taki jak lubisz.
Bardzo dziekuje. Nie trzeba bylo.
Prosze, wez sobie.
Hélène, naprawde nie powinnas...
Ale skoro to ananasowy...
"Praktyczna, niedroga, solidna"!
Dzieki. Musze leciec.
Zdejmij buty.
- Po co je chowam? - zeby nie ukradli.
- A jak ukradna? - Wrocisz boso.
Ktos tu nie moze sie doczekac. Nakreciles sie.
Zaraz wloze swoje i pojedziemy.
Nie za ciasno? Dobrze?
Matthieu, patrz tutaj.
Cédric? Uwazaj.
Nigdy nie tul tak lyzwy. Wbije ci ja, jesli wierzgnie.
Tak nie wolno. Garance. Nie bij mnie.
Wkladaj lyzwy.
- Spozniony. - Trudno tu dojechac.
Spozniasz sie juz drugi raz. Trzeciego nie bedzie, jasne?
Jasne.
- Jaki nosisz rozmiar? - Co?
Rozmiar buta.
Nie wiem, chyba 43.
Chyba 43.
Sadio! Wez dla Dylana pare 43-ek, co?
No co ty. Nie przyszedlem jezdzic na lyzwach.
A co sie robi na lodzie? Kreci hula hop?
Jesli chcesz prace, to wkladaj lyzwy. Inaczej nie marnuj mojego czasu.
Jazda. Ruszamy!
Na lodowisko!
Jest u nas od pol roku.
Wyrzucili go z szesciu zakladow.
Dobrze mu szlo, az uderzyl dwie pielegniarki.
- Jaka diagnoza? - Ciezka odmiana autyzmu.
- Rodzice? - Rozwiedzeni.
Matka w szpitalu. Ojciec odchodzi od zmyslow.
Bardzo zlozona sytuacja.
Dzien dobry.
Valentin?
Czesc.
Jestem Bruno.
Podasz mi reke?
Valentin?
Nie chcialbys wstac? Moze sie przejdziemy?
Nie podoba mi sie ten ochraniacz.
Trudno w to uwierzyc, ale mu pomaga.
Gdy Valentin sie bije, robi to z calej sily.
Robil sobie krzywde nawet, gdy caly czas byl skrepowany.
Musi wychodzic chociaz raz w tygodniu.
Nie moze u nas zostac. W ten sposob znow sie w sobie zamknie.
- Cos wymysle. - Nie watpie.
Nie, Matéo Laprade jest nieletni. Byl w IME. ARS nic do tego.
Zalatwimy to przez ASE.
Witaj, Menachemie.
Dobra. Poprosze MDPH o dokumenty i jeszcze sie odezwe.
Dzieki.
Panie Haroche, to pani Diabaté. Wlasnie przyjelismy jej syna, Ibrahima.
Jak sie pani ma? Wszystko sie udalo?
- Udalo. - Ciesze sie.
- Lece na gore. - Jasne.
- Czesc, Mendel. - Witaj, Bruno.
- Z Ibrahimem wszystko dobrze? - Tak jest.
- Fabrice, moge na slowko? - Jasne.
Co to za dwojka?
Inspektorzy.
- No tak, to dzis. - Wlasnie.
- Dasz rade? - Bez problemu.
Dzien dobry.
Robicie szarlotke?
Jak sie masz, Salimato? Dobrze?
Nie przeslodzcie. Wyjdzie przepyszna.
- Dzien dobry. - Czesc.
- Witaj, Mendi. - Czesc, Bruno.
- Bruno? - Tak?
Obdzwonilam wszystkich, ale nikt nie ma czasu jezdzic do szpitala.
- Na pewno? - Szukalam dwie godziny.
Moze spytajmy Malika?
- Zadzwonie. - Jak tam Joseph?
Posrodku mostu.
- Coraz blizej. - Tez mu mowilem.
Tak? Dzien dobry, pani Engel.
Nie... Obiecalem, ze cos wymysle.
Dam pani znac, dobrze?
Co sie stalo?
Zachlapal sie. Pan Fratti czeka w gabinecie.
- To dzisiaj? - Sprawdz w kalendarzu.
Masz tam wypisane wszystkie spotkania.
- Wiem... - Zaloguj sie na komorce.
Zajrzyj do kalendarza i zobaczysz: "11:00, spotkanie z panem Frattim".
- Trzeba czytac te notki. - Tak, tak.
Jak Fratti, w humorze?
Po tylu kawach? Jak myslisz?
Nie spiesz sie, nie czekalem od godziny.
- Moze kawki? - Nie zartuj sobie. Siadaj.
Odloz to i posluchaj.
Rano przyszla inspekcja.
Nie denerwuj sie.
"Nie denerwuj sie". Co to znaczy?
zebys sie uspokoil.
Zostana, powesza pare dni, a potem sie odczepia, jak zawsze.
Nie ci!
Albercie, nie krzycz, bo wychodze.
Troche spokojniej, prosze.
Nie ci.
Ci sie nie patyczkuja. To inna liga, kolego.
Elitarni rzadowi urzednicy, przyslani prosto z ministerstwa.
Mowie dosc spokojnie?
Pewnie. Wole, gdy nie krzyczysz i sie nie ciskasz.
swietnie, bo w duchu wychodze z siebie. Slyszales o IGAS?
Generalny Inspektorat Opieki Spolecznej.
"Inspektorzy orzekaja, czy organizacje dzialaja przepisowo,
czy tez nalezy rozwazyc alternatywy". Alternatywy.
Rozumiesz?
Mam ci wytlumaczyc? Alternatywa to zamkniecie.
Dobiora sie do ciebie. Mowilem, ze bierzesz za duzo dzieci.
Spojrz na wydatki. Nie zaplacimy nawet podatkow.
Jest za duzo wychowankow. To nas przerasta.
Doigralismy sie. IGAS nas zalatwi.
Zrozum, Bruno. Nie groze ci.
Bede tu dalej ksiegowym, ale zrob dla mnie jedno. Jedna rzecz.
Przestan wszystkim powtarzac, ze "cos wymyslisz".
Na poczatek.
Co cie sprowadza? Nie masz zajec muzycznych?
- Ibou, chodz do mnie. - Zaniose go.
Albert, rozumiem cie doskonale. Cos sie...
Znajdziemy jakis... No wiesz.
Idealna postawa, Cédric. Tak trzymaj.
- Dzieki. - W sam raz.
Nie ma co, mamy tu prawdziwa lyzwiarke!
Dobrze, zaczynasz lapac.
Za spoznienie robisz dwa kolka.
Co za lekkosc, styl i elegancja. Jestem pod wrazeniem.
- Serio? - Pewnie, ze tak.
Tylko szpagatu nie umiem zrobic.
Czytales wiadomosc? Kto moglby wychodzic z tym chlopakiem?
Mam jednego zielonego, co nie przeszedl chrztu.
- On by sie nadal. - Ktory to?
Dylan, chodz no!
- Pojade po niego. - Slusznie.
- Powaznie. - Tak, tak.
Tak, na nocnego stroza.
Cztery noce w tygodniu.
Jakie godziny?
22:00 - 7:00.
Nie, w sumie pilnowalbys czterech mieszkan.
Na polnocy Paryza.
Od dzisiaj, jak najbardziej.
Oddzwon. Tylko tym razem na serio.
- Mozna na nim polegac? - Jasne.
No i ma wolne.
- Uspokoil sie. Sprobuje znowu. - Zadzwonie.
Hej, Valentinie. Chodz z nami.
Na dziesiec minut. Poglaszczesz koniki.
Spodoba ci sie.
Nie spieszy nam sie. Milo pobyc na powietrzu.
Mozemy zostac do wieczora.
Gdy poznasz konie, nie bedziesz chcial wracac.
Valentin.
Valentin, chodz z nami.
Co z toba?!
Wyjdz.
Nic na sile. Przekonuj go, ale nie ciagnij.
On musi podjac decyzje.
Chyba nic tu po nas.
Czekaj.
Napijesz sie? Chcesz lyczek coli?
Chodz, wez sobie.
Chodz. Prosze bardzo.
Zabieram konie, pozno juz.
Jeszcze piec minut.
Napij sie...
i pojdziemy do konikow.
Chcecie sie przejechac, skoro juz jestesmy?
- Co ty na to, Dylan? - Serio?
Nastepnym razem, jak bedziesz grzeczny.
Mozecie je zabrac. Dziekujemy!
Dziekuje. Dzien dobry.
Spokojnie.
W porzadku.
Wrocimy za tydzien.
Znow odwiedzimy koniki. Moze sie przejedziesz.
Wrocimy, slowo.
Witaj, Valentinie.
Jak tam? Chodz.
Ogolnie na plus, ale trudno sie wracalo.
Zaczal sie wyraznie stresowac na widok szpitala.
Wrocilibysmy we wtorek. Gdzie jest jego teczka?
Orzeczono, ze w domu zagrazalby sobie i swojej rodzinie.
Jako nieletni, trafi do domu opieki.
- Ile mamy czasu? - Dwa tygodnie.
Przyjelibyscie go?
Cos sie wymysli.
Tak.
Kto tam stoi?
- Wyjsc do niego? - Ja pojde.
- To zajmie chwilke. - Zaraz wrocisz?
Dzien dobry. Co cie sprowadza?
Jestes z nauczycielem albo opiekunem?
Rozumiesz, co mowie?
Nazywam sie Ludivine.
Oddasz mi ja?
Oddasz?
No daj.
Moze pozniej ja dostaniesz.
Chodz, odprowadze cie do bloku dla nastolatkow.
Dylan!
Co jest grane?
- Szukalem cie. - Zwiedzalem.
Jestes z nim? Wybacz, wzielam cie za...
Nie odzywales sie ani slowem, wiec pomyslalam...
Przepraszam.
- Przeszkadzam? - Skad, zostan.
Tez lubie szpitalne harlekiny, ale moze juz jedzmy?
No co z toba?
Wszystko gra? Co sie wyglupiasz?
Podaj mi teczke.
- Ile lat ma Valentin? - Nie wiem. 13, 14.
Juz i tak mamy straszny scisk.
Mowilam ci. Nie zdolamy przyjac jeszcze jednego.
Myslalem, ze daloby sie... rozlozyc mu gdzies materac.
- Nie da rady? - Nie.
- Bruno, moge na slowo? - Jasne.
Zastanawialem sie, co z wyplatami. Mija juz 24.
Zaloga zaczyna sie dopytywac o pieniadze.
Wiem, ze mamy opoznienie. Pogonie wyplaty, dobrze?
Dzieki.
I trzeba wymienic oslone na ekran. Victor stlukl ja dzisiaj glowa.
Wiem, ze jestes glodny. Zaraz bedzie jedzonko.
Juz niedlugo.
Tydzien temu prosilam Bikasha.
Jest zarobiony na Rue Petit. Wymienia tam kaloryfery.
- Bruno? - Tak?
Zadzwonie znowu.
- No? - Ktos do ciebie.
Dobry wieczor.
Przepraszam za najscie. Mieszkam od niedawna pietro wyzej.
Witamy. Jesli moge jakos pomoc...
Ja w innej sprawie. Mowilem juz panskiemu...
tamtemu panu, ze od trzech godzin ktos strasznie u was wali.
Rytmiczne, jakby mlotkiem. Echo niesie sie po scianach. To uciazliwe.
- Troche pozna pora na remonty. - Jasne.
Przepraszam, zalatwie to.
- Amino! - Tak?
Pojdziesz do Moussavira?
Witaj, Menachemie.
Czesc, Menachem.
Co do posilkow... Przepraszam.
Pogadajmy.
Dobry wieczor panu.
- Juz zalatwione. - Mowilem pani...
tamtemu panu, ze to dosc...
- Amino, lodowka! - Chwileczke.
Dobry wieczor.
Eddy, od Malika.
Eddy? Chodz, oprowadze cie.
- Ja na nocnego stroza. - Wiem.
- Przepraszam, juz przestaja. - Dobrze.
- Wala tak od trzech godzin. - Tak, rozumiem.
Menachemie?
Byloby swietnie, gdybyscie jutro wyrobili sie pol godziny wczesniej.
Glodne dzieci robia sie nieznosne.
Jak Bog da, ciezarowka juz sie nie rozkraczy.
No to oby Bog dal.
- Zalezy nam. - Jak kazdemu.
Dziekujemy, ze znalazl pan chwile, panie Marchetti.
Pewnie napisal pan do masy ludzi.
Do 10,000, jesli da pan wiare. Do 10,000 osob.
A ile odpisalo?
Nie powiem, zeby sie przescigali. Dlatego tak mi zalezalo.
Szczerze mowiac, gdy sie pan odezwal...
Joseph ma do tego wielki talent.
Nie trzeba talentu, zeby reperowac pralki.
Wlasciwie nie jestem pewien, czy mozemy przyjac...
kogos o takim profilu.
Panie Marchetti, znamy Josepha i pomagamy mu juz od jakiegos czasu.
Tacy jak on nie maja wielkich perspektyw.
Mam prosta propozycje. Szybka pilka.
Wezcie go na tydzien na probe.
Wie pan, to nie tak, ze nie chce...
Chlopak ma wielki potencjal.
Robilby drobne dostawy.
Drobne dostawy, wspaniale! swietna mysl! A dokad?
Mamy drugi zaklad na przedmiesciach.
Moglby wozic tam metrem czesci zamienne. To cztery stacje.
Dobrze, ale...
w warsztacie tez by sie sprawdzil.
Pralki sa calym jego swiatem. Ma prawdziwy dar.
Ale drobne dostawy... Czemu nie?
Bo chyba jest samodzielny, prawda? Moze sam jezdzic metrem?
Samodzielny...
Przepraszam.
Tak. Nie...
Nie, juz mowilismy.
Uzgodnilismy, ze nie. Tlumaczylem juz pare razy.
- Nie bic mamy. - Wlasnie.
Pozdrawiam pana.
Jestem. Panie Marchetti...
To jak, wezmie go pan?
Ale niczego nie obiecuje. Jeden tydzien, na probe.
- Zgoda? - Zgoda. Dziekuje.
Ale sie ucieszy.
Bylismy umowieni na szosta.
Jest za 15 siodma.
Nie konczylem prestizowego angielskiego uniwerku i tez go nie prowadze.
Ale chociaz przeproscie za spoznienie. I szczerze, jesli laska.
Nie zaslaniajcie sie korkami ani tym, ze metro nie przyjechalo.
Musi wam zalezec.
Powtarzam, ze w Przystani obowiazuja was pewne zasady.
Przestrzegajcie ich i tyle. Na zewnatrz mozecie zyc jak chcecie.
Mounir?
- Nie spisz? - Nie.
- To zwolnienie od lekarza? - Tak.
To pokazales, by usprawiedliwiono ci nieobecnosc na egzaminie?
- Chory bylem. - Ach tak.
Moj ty geniuszu.
Nie dosc, ze podrobil podpis, to jeszcze ze zla data.
Na serio bylem chory!
To chyba jestes jasnowidzem.
Skad wiesz, ze za dwa tygodnie zapadniesz na...
przewlekla grype zoladkowa?
Nie czaruj. Co sie stalo?
- Zaspalem. - Zaspales, tak?
Egzamin byl o 15:00.
To przez te zmiane czasu!
Na drugi raz rusz troche glowa. Znamy twoje spiewki na pamiec.
Mozesz wciskac nam kit i kombinowac do woli,
ale przyjdzie pora, ze bedziesz sie musial przylozyc.
Na wszelki wypadek cos ci przypomne.
Sala jest mala, a drzwi - niedaleko. Na pewno trafisz.
Teraz omowimy wasze raporty.
Nie wystarczy dobra praca w terenie. umiec ja zaraportowac.
Jesli chcecie kiedys pracowac w przychodniach i szpitalach,
musicie sie z tego podciagnac.
Nie chce widziec zadnego "sb" zamiast "siebie",
- "nwm" zamiast "nie wiem"... - To skroty.
Jasne, ale nie piszecie komus SMS-a.
I koniec z "wkrecaniem sie".
"Wkrecil sie w kregle", "wkrecil sie w lyzwy"...
W naszym jezyku sa inne slowa. Inne slowa i wyrazenia.
A propos - na pewno spodoba wam sie raport piora Dylana.
Prosze o uwage, dlugi nie jest.
"Fajnie bylo".
"Bylo" przez "u".
Rozumiem, ze jestes nowy, ale pisz, prosze, ciut wylewniej.
Opisz dzien chociaz w paru slowach.
Fajnie bylo i juz.
"W paru slowach" to takie wyrazenie. Wykrzesz z siebie cos wiecej.
Co tam, zaszalej. Wez podmiot, orzeczenie i dopelnienie,
i sklec z tego pelne zdanie.
Dokad to?
Pelnym zdaniem?
On trafil do drzwi!
Dobrze.
Czekaj na mnie wieczorem w tym samym miejscu, zgoda?
- Zgoda. - I dokad pojedziemy?
- Na tance. - Wlasnie.
Bardzo ci do twarzy w krawacie.
- Ciasno mi. - Tak?
Mama mowila, ze do pracy trzeba sie ladnie ubierac.
Slusznie. Zaraz poluzuje.
Wygodniej?
- Tak. - Dobra.
A teraz... idz prosto do warsztatu...
i spytaj tam o pana...
- Marchettiego. - Brawo.
Powie ci, co bedziesz robil. Rob wszystko tak jak ci kaze.
Wolno mi bedzie wciskac kazdy przycisk na pralkach?
Nie kazdy. Tylko te, ktore pozwoli pan Marchetti.
Dobrze. Gdy spytaja, jak dojechales...
- Metrem. - Z przesiadka na...
- Saint-Lazare. - A potem?
- Porte de Champerret. - Tak! Piatka.
- Postarasz sie? - Wszystko wcisne.
Doskonale. To znaczy - nie wszystko.
Lubie, jak sie usmiechasz.
Dobra, ale starczy tych wyznan. Lec do roboty.
Zmykaj.
Wolniej! Wolniej.
Syn mial dosc trudna sytuacje w szkole.
Nie mogl chodzic do zwyklej, bo wszyscy sie go bali.
Musialam znalezc inne wyjscie.
I znalazlo sie?
Nie. Jedyne, co moglam zrobic, to odejsc z pracy.
- Calkowicie? - Calkowicie.
Powie nam pani, co dzialo sie dalej?
Potem przyszedl okres nastoletni. Joseph zrobil sie bardzo agresywny.
Bil, gryzl i wyrzucal przez okno wszystko, co wpadlo mu w rece.
Tak komunikowal sie ze swiatem.
Bylismy z mezem w kropce. W zupelnej kropce.
Czy w tym czasie chciala go pani umiescic w jakims zakladzie?
Pewnie, ale zaden go nie chcial.
Procz jednego. Ale nie chce go wspominac.
Prosimy, to istotne.
Spedzil chwile w Horyzontach, na przedmiesciu.
I co sie tam stalo?
Szprycowali go lekami. Dawali mu rysperydon przez okragla dobe.
Moj wesoly chlopiec stal sie...
jak warzywo.
Joseph stal sie ofiara wykluczenia.
Zawislismy w prozni.
Az pewnego dnia maz uznal, ze trzeba go poslac na kolonie.
ze dobrze mu zrobi swieze powietrze.
Obdzwonil wszystkie organizacje i pukal do kazdych drzwi.
Wszedzie odmawiali.
Az nagle oznajmil, ze jeden czlowiek sie zgodzil.
- Bruno Haroche. - Wlasnie tak.
Przyjmowal inne dzieci z zaburzeniami?
W zadnym razie. Prowadzil zwyczajne kolonie.
Maz opowiedzial mu o naszej tragicznej sytuacji.
Nie wiem, jakim cudem, ale sie zgodzil.
Syn spedzil w gorach trzy tygodnie.
Wciaz zdarzaly sie gorsze dni, ale wrocil do nas odmieniony.
To wtedy Bruno zalozyl swoja organizacje.
- Joseph byl pierwszym wychowankiem? - Tak.
Dlatego wlasnie relacja, ktora ich laczy...
Nie wiem, jak to ujac. Jest wyjatkowa.
Bruno wpoil mu nowe reguly.
Gdy Josepha nachodza brutalne mysli, wyraza je slowami.
Opowiada o nich, gdy tylko czuje agresje.
Czesto dotycza mnie. Pyta, czy wolno mnie bic.
- Wtedy mu przechodzi. - Dobrze.
Pani Dubois, dostrzegamy, z jakimi trudnosciami sie panstwo borykali,
jednak chcialbym wyjasnic cel naszej wizyty.
To element naszego sledztwa.
Rzecz w tym, ze organizacja Sprawiedliwy Glos
dziala obecnie bez oficjalnego przyzwolenia
oraz rzadowej certyfikacji. Dostrzega pani chyba, jaki to klopot.
Tak, oczywiscie.
Ale cos panstwu powiem.
Wspolczuje mlodym rodzicom, slyszacym diagnoze.
Nikt nie nauczyl mnie myslec o przyszlosci.
To byla codzienna walka.
Za mlodu sa urocze. Nie wyobrazamy ich sobie jako doroslych.
Ale w miare, jak rosna, swiat zaczyna ich postrzegac inaczej.
Jak dla mnie na swiecie sa dwa rodzaje ludzi.
Tlum tych, ktorzy zamkneli sie na innych, i pojedynczy zyczliwi.
Ale jakies certyfikaty...
I jak, dobrze bylo?
- Dobrze bylo. - Nie zdjales kitla?
- Podoba mi sie. - Jasne.
Nie bede cie mogl odbierac codziennie. Sprobujemy znowu z metrem.
- Zgoda? - Zgoda.
Robiles wszystko, jak kazal pan Marchetti? Tak?
- Chcialbym tam zostac. - Tak?
Bylo mi milo, gdy Brigitte sie ze mna zegnala.
Brigitte? Co za Brigitte?
Brigitte jest strasznie fajna.
Dobrze, w porzadku. Ale pamietaj, by skupic sie na pracy.
Bede... skupiony na pracy.
I na Brigitte.
Dobrze. W porzadku.
Ale opowiedz, co wlasciwie robiles.
- Wciskalem kazdy przycisk. - swietnie.
A Brigitte... sie smiala.
Dobrze, wsiadaj. Wrocimy do tego.
To jakis zart.
Bez was 40 dzieciakow nie bedzie mialo sie gdzie podziac.
Nas tez tak maglowano.
Pogroza troche i na tym sie skonczy.
To nie byle urzedasy, tylko ktos z gory.
Jakies zbiry z ministerstwa zdrowia.
Powaznie, dokrecaja srube.
Dzieci nocuja w twoich mieszkaniach bez ich nadzoru.
Tu lezy pies pogrzebany. Widza pewne ryzyko.
Wyobraz sobie, Bruno, ze kolezanka siostry ze Strasburga
jest akurat w Paryzu. Pomyslalem, ze moglibyscie sie spotkac.
To jeden telefon.
Tez jest samotna, jak ty. Stad mysl, zeby was...
Nie, Menachemie. Jestem wdzieczny, ale nie teraz.
- To nie sziduch. - Zadzwon, co ci szkodzi?
Wlasnie. Jest niedaleko. To nie sziduch, slowo.
Znasz mnie. Zalatwie to z klasa.
Wlasnie: znam cie.
- Zadzwon. - Super.
Daj spokoj, nie mam humoru.
"Sziduch" znaczy "zasadzka"?
Nie to jakby... taka randka w ciemno.
I sie rozmawia, czy...?
A tobie co?
- Szybko! - Niedaleko, fakt.
Myriam, poznaj mojego kolege, Bruna.
To moj staly, oddany klient. Kawaler.
Jest samotny od lat, calkiem jak ty. Choc usilnie staramy sie to zmienic.
Szczerze mowiac... naprawde dawno nie widzielismy go z kobieta.
- Dzieki za przedstawienie. - Juz sobie ide.
Tylko dajcie mi znac, kiedy slub.
Musze zarezerwowac termin, mam napiety grafik.
Maliku, zostawilem ci kawe przy barze.
Zrozumiano.
Jestes ze Strasburga?
Jest ze Strasburga.
- Trzymam kciuki. - Dzieki, Menachemie.
Dobry wieczor.
Przepraszam.
Joseph?
- Nie. - Tak.
Wybaczycie mi? Musze odebrac. Przepraszam.
Nie, nie wolno bic mamy.
Usiadz.
- Malik, milo mi. - Myriam.
Moj pierwszy sziduch.
Wyloze karty na stol, na wypadek, gdyby cos mialo z tego wyjsc.
Otoz jestem muzulmaninem.
- Tak? - Tak, praktykujacym.
- No to w porzadku. - To nie koniec.
Mam zone i troje dzieci.
Tez praktykujace?
Nie, Josephie, nie wolno!
Pojde juz. Twoj kolega jest bardzo zajety.
A z nami nic nie...?
- Zmykam. - Dobrej nocy.
- Ide. - Przepraszam cie.
Nie wolno ci. Nie, nie wolno.
Na trasie jest straszny korek.
Postaramy sie to nadrobic. Juz sie przerzedza.
Dziekuje i przepraszam. Pedzimy.
Domowy milczy.
Gdzie on sie podziewa? Niech mnie nie wnerwia!
Dzwoni matka Emilie. Co robic?
Jedzmy.
Zaraz, to nie on?
- Wybacz, byl klopot... - Pakuj sie.
25 minut! 25 minut w plecy!
Wiesz, do czego prowadzi takie opoznienie?
Rodzice sa w dupie!
Czekaja z dzieciakami w domu, zamiast isc do pracy.
Nie wspominajac o tamtym w szpitalu.
Punktualnosc przede wszystkim! Mowilem!
Co za karykatura. Mamy burzyc stereotypy, a ty je umacniasz.
By pokazac, ze nie wziely sie znikad.
"Pol godziny po czasie? Luz, styknie".
Nie marudz! Co ci poradze, ze linia C stanela?
Nie wciskaj mi kitu. Jest metro, autobusy, pociagi...
Znam te wymowki na pamiec! Zameczycie mnie.
Tak, wzdychaj, wzdychaj.
Strugaj twardziela, bardzo sie boje. Wiesz, kim jestem?
Co sie gapisz?
Jeszcze pogadamy. Mowilem: trzeciego razu nie bedzie.
Dokad to?
Znowu trafil do drzwi.
Czesc, Alexis.
Wybacz, Albercie. Byl klopot po drodze.
Nie przejmuj sie. Macie leki i reszte w torbie.
Dzieki.
- Hej, Alexis. - Na razie.
Przywitajcie Alexisa.
- Jak sie ma? - Tyle czekal, ze juz gorzej.
- Przepraszam jeszcze raz. Na razie. - Czesc.
No i w droge.
- Przepraszamy. - zaden klopot.
- Czesc, jak sie masz? - Chodz.
Poznajcie Valentina. Pojedzie dzis z nami. Powitajcie go cieplo.
- Nie ma jego opiekuna? - Dylana? Wzial dzis wolne.
Pa.
Mounir, zapnij sie.
Podskakujcie.
Dobrze. Super.
Drobne skoki. Wspaniale.
A teraz - przodem do siebie.
Stancie w parach. Znacie juz to cwiczenie.
Nadgarstki. Tak jest. Powoli.
Powoli.
Dobrze, daj rece.
Pacjent dyktuje tempo.
Delikatnie, nie tak szybko.
- Wolniej. - Dobrze, Emilie.
Zgrajcie sie.
O tak.
Tak jak zwykle.
We wlasnym tempie, po swojemu.
Powoli.
swietnie.
Dobrze, a teraz barki.
Mozna szybciej, jesli sie chce.
Wlasnie. Zgrajcie sie ze soba.
Obracaj glowa, Emilie.
Super.
swietnie.
Teraz w tyl.
Dobrze.
Co sie dzieje? Panowie, prosze!
- Prosze go puscic! - A moze "dzien dobry"?
Witam serdecznie. Pusccie go. Trzech na jednego!
Nie wyglupiajcie sie, jest niegrozny. Pusccie go!
A pan niech ochlonie. Prosze odetchnac.
Bedzie mnie pan uczyl medytacji na peronie metra?
Zostawcie go. Joseph, chodzmy.
- Starczy tego. - Wlepimy mu mandat.
Wlepcie, droga wolna. Ale dajcie mi pracowac.
Nalezy sie 200 euro.
Cieszcie sie, ze tylko tyle, bo limit to 3750.
Cieszymy, a jakze.
Coraz blizej.
- Oprawimy go. - swietnie.
- zycze milego dnia. - Dziekuje.
- Co sie stalo? - Ktos niechcacy pociagnal za hamulec.
Komus ciagle sie to przydarza. Kto to taki?
Kiedys musisz sie tego oduczyc.
- Tak? - Juz tak nie zrobie.
Slowo?
Chodzmy stad.
Cédric, zlap Valentina.
Skurwysynu! Puszczaj mnie!
Spokojnie, wyluzuj. Glowa do dolu i zatkaj.
- Moj pieprzony nos! - Uwaga na jezyk.
A wy co sie gapicie? Wracac do cwiczen.
Pokaz.
Raczej nie jest zlamany. Zatkaj.
Przeswietlimy cie, jesli spuchnie. Morgane, przynies apteczke.
Widzisz? To byla twoja pokuta.
Zdenerwowal sie, bo tyle czekal.
Terapeutka tez o ciebie pytala. Jak jej bylo? Ludivine?
Glowa w dol, nie wierc sie.
Dobrze. Powtorzmy jeszcze raz.
- Co sie stalo? - Byl klopot w metrze.
A jaki?
Pociagnalem niechcacy za...
I...
"Bardzo przepraszam za"...?
Przepraszam za spoznienie.
Pociagnalem niechcacy za hamulec.
Po prostu przepros i juz.
Przepraszam, panie Marchetti. Juz wiecej nie zahamuje.
Nie, tego nie dodawaj. Daruj sobie szczegoly.
Tylko przepros i tyle.
Przepraszam, Bruno.
Tylko "przepraszam"...
- Panie Marchetti. - Wlasnie.
- Bez szczegolow. - Nie podam szczegolow.
Slusznie.
- Bedzie Brigitte? - Nie mysl o niej.
zadnej Brigitte. Nie liczy sie.
Nie pociagne wiecej za hamulec.
Wlasnie. Nie szarp za hamulec, nie bij mamy i nie mysl o Brigitte. Jasne?
- Coraz blizej. - Coraz blizej, zgadza sie.
Dobra. Idziemy? Chodz.
Uwaga pod nogi.
Dobrze.
- Moge ci oprzec glowe na ramieniu? - Byle szybko.
Lepiej?
Trzymam kciuki. Lec.
Nie biegnij!
Oddzwonie za dziesiec minut.
Dzieki za pomoc.
Nie ma sprawy. Co sie stalo z Josephem?
Ten jego ukochany hamulec awaryjny.
Jestesmy coraz blizej, ale ten most to jego zmora.
I jak, jest zlamany?
Spoko, zagoi sie.
A nasi koledzy z ochrony metra?
Planujemy wspolne wczasy.
Rozpetal rano istny chaos. Linia C nie kursowala przez pol godziny.
Linia C?
Nachyl sie i zatkaj nos.
Nie czaje.
Czego konkretnie?
Wzial mnie za reke, jakby chcial mnie przytulic, a potem rozkwasil mi nos.
Zrozum, ze... wiekszosc tych dzieciakow zyla w odosobnieniu.
Miesiacami, a nawet latami.
Gdy zjawiamy sie my i nagle trafiaja do grupy...
nie odnajduja sie.
Nie umieja sie zachowac. Zbyt dlugo byly same.
Wystarczy jeden frustrujacy bodziec, by to wyszlo na wierzch.
A poniewaz nie mowia, uciekaja sie do rekoczynow.
To znaczy...
tak to rozumiem.
Bo w gruncie rzeczy nie wiadomo.
Wiem, ze trzeba je stad wyciagac.
- I co? - Dobrze. Przyjma go za pol godziny.
Na razie chodzmy na przeswietlenie. Zapraszam.
Mezatka, ale rozwiedziona.
Z dwiema coreczkami. Noa ma osiem lat, Abigail - piec.
Tez mieszkaja w Villeurbanne?
Tak, razem ze mna.
Uwielbiam rozwodki.
Wybacz.
Juz sie tlumacze. Niezrecznie mi w takich chwilach, wiec gadam bzdury.
Wiem, ze "uwielbiam rozwodki" to straszny tekst, ale...
Slusznie. Znaczy...
- Zapomnialam o cos spytac. - smialo.
Pytaj, chetnie odpowiem.
Eva kazala cie spytac, czy wylaczyles komorke.
Tak. Za progiem wlaczylem tryb samolotowy, zeby...
zeby...?
Miec lepszy start.
Tak, coz...
Rozumiesz, bo tryb samolotowy... Wiem, ze to nie byl zart...
wysokich lotow.
Chyba ktos do ciebie.
- Do mnie? - Tak.
- A ty tu skad? - Dzwonilismy, ale nie odbierasz.
- Nie, jestem w samolocie. - Jest klopot w Anatole-France.
Nowy stroz dal ciala. Musisz tam natychmiast jechac.
- Przepraszam. - Ja tez. Bardzo mi...
- Przed tym tez ostrzegala. - Bardzo mi przykro...
Dobry wieczor, jestem Fabrice. Pracujemy razem.
Mamy nagly wypadek i trzeba... Wybaczcie, ze przerwalem.
Dziekuje i przepraszam za nas obu.
Predko, spieszy mi sie.
Jak tu trafiles?
Mamy grupowy kalendarz. Tylko co to jest "sziduch"?
Czytales o sziduchu? Rety...
Tyle z prywatnosci.
Sziduch to taka randka?
Nie mialem pojecia. Wszyscy ciagle pytaja, czy tez randkujesz.
- Ale nie musimy o tym gadac. - Nie, zebys wiedzial.
Czyli taki zydowski Tinder.
Kluczyki.
Jak wyglada panska wspolpraca z Brunem Harochem i Sprawiedliwym Glosem?
Prowadzimy dwie osobne organizacje,
ale nasza dzialalnosc sie zazebia.
Obaj przyjmujemy trudnych pacjentow i przydzielamy im po jednym opiekunie.
Przystan dodatkowo szkoli na opiekunow mlodziez z biednych rodzin.
Bruno czesto zatrudnia moich uczniow.
Zatem potrzebowal personelu, gdy otworzyl domy opieki w roku...
2011, zgadza sie?
Wlasciwie tak.
Czy gdy powiadomil pana o tym,
ze w ciagu roku podwoil oblozenie, nie odniosl pan wrazenia, ze...
podejmuje wielkie ryzyko i nalezaloby go od tego odwiesc?
Nie spodoba sie wam, co powiem.
Przekonajmy sie.
Uznalem, ze ma jaja.
Emilie.
Czy ktos moze pomoc z Emilie?
Na czym stanalem?
Na kwiecistym opisie przyrodzenia pana Haroche'a.
Mam go rozwinac?
Obejdzie sie.
Wiecie panstwo, od czego bym odwodzil?
Sluchamy.
Od faszerowania dzieci proszkami i zamykania ich w zakladach,
przykutych za nogi. To dopiero wariactwo.
Trudno nam potem odrobic miesiace lub lata takiej izolacji.
W raportach Rejonowej Agencji Zdrowia stwierdzono,
ze wiekszosc opiekunow nie ma dyplomow.
To wystawiaja dyplomy za dostawanie po twarzy?
Co ma pan na mysli?
Co mam na mysli? ze inne zaklady sa bardzo wybredne.
Kiwasz sie - zapraszamy, slinisz sie - wykluczone.
Gryziesz albo bijesz - do widzenia.
Nie przesadza pan nieco?
Nie mowie, ze jestesmy bez skazy, ale chociaz nie wybrzydzamy.
Chce - nie chce.
Chcesz szklanke, czy nie? Tak.
Szklanka. Tak czy nie? Nie rozumiem.
Chce sie napic.
Zaczekaj. Niech sam to powie.
Chcesz...
Chcesz pic?
Juz nalewam.
Prosze.
Pic.
Nie chcesz? Nie rozumiem.
Ludivine, mozesz na chwile?
Tak, ide.
Przypilnuj go, dobrze? Zaraz wracam.
Jak tam?
Chcesz?
Dzieki.
Dobrze. Chcialo ci sie pic.
Brawo, swietna lekcja. Mozesz isc.
Na razie. Do widzenia.
Czesc.
CHCe - ZJEsc - W RESTAURACJI - Z TOBa
Zostaw. Nie bij.
Co mowie? Nie rob tak.
Dzieki, mozesz zostawic.
Do twarzy ci.
Przyniesiesz druga?
Przynies skrzynke.
Mila Brigitte...
Panie Marchetti, znow to robi.
Chodz. Chodz ze mna.
Daj jej spokoj, co?
To klatwa. Przekleto mnie, gdy bylam w ciazy.
Poszlam do specjalisty i to potwierdzil.
Specjalisci bywaja przerozni...
Przepraszam. Trzeba isc, mamo. Ibou sie denerwuje.
Za chwileczke.
Tlumacze panu, a pan nie rozumie.
Haruje dzien i noc, by zabrac go do domu i zdjac klatwe.
Powtarzam pani, ze Ibrahim robi postepy. Ma apetyt...
Ja tez powtorze.
Bardzo dziekuje za pomoc z Ibrahimem, ale leci ze mna.
Juz postanowilam. Zabieram go.
- Byloby strasznie szkoda. - Jest przeklety i kropka.
- Zabiore go ze soba. - Prosze to przemyslec...
- Dziekujemy panu za wszystko. - Pani Diabaté...
Polece go odczarowac. To moj syn.
Przepraszam.
Nie potrafie wybic jej tego z glowy.
Kazdy ma prawo wierzyc, w co chce.
Polegamy na tym, gdy czegos nie pojmujemy.
My polegamy na panu. Widze, jak Ibou sie poprawil, odkad tu jest.
Cale rodzenstwo panu dziekuje.
Milo mi to slyszec, bo pani mama...
Pomijajac jego ataki, nic nie wiem o sytuacji w domu.
Jestem do dyspozycji.
Gdyby mial pan ochote porozmawiac nieco dluzej.
Tak, moglibysmy... spotkac sie i porozmawiac...
Omowic... konkrety.
Spotkalismy sie juz? Zwykle przychodzi chyba pani siostra.
Tak, jestem u panstwa pierwszy raz.
Tak, zwrocilbym uwage.
Znaczy - poznalbym pania. Pamietalbym.
Wiedzialbym, ze pania spotkalem. Mam dobra pamiec do...
Mam jeszcze siedmioro rodzenstwa. Jestem piata.
A to dopiero. Ja tak samo.
- Zabawne. - W mojej rodzinie.
- Przeciez nie w mojej. - Skadze.
Bruno, przepraszam, ale czy nie masz wpisanego spotkania w kalendarzu?
- Kalendarzu? - Tym grupowym.
A, tak, w kalendarzu.
Mamy wspolny kalendarz dla lepszej orgaz... organizacji pracy.
Synchronizuje sie... w chmurze, czy jakos tak.
- Pojde znalezc mame. - Jasne.
A gdyby chciala sie pani kiedys wybrac na kawe...
mozemy ustalic jakas date. Jestem elastyczny.
Jak chcesz, to umowie cie na sziduch w Dakarze.
Co cie ugryzlo?
Dzien dobry.
Nie, Valentin. Posluchaj.
Dzis jest wtorek. Jutro - bedzie sroda.
A ja przyjde w czwartek.
Chodz.
Wyluzuj!
Przestan, prosze.
Pomozcie!
Célia, daj mate!
Spokojnie, Valentin. Poloz sie.
Spojrz na mnie. Spojrz.
Policze do trzech i pojdziemy do pokoju.
Raz... dwa... i trzy.
Nic mu nie bedzie.
Chodzmy.
Bruno, nie mamy wyjscia. Musimy go zwolnic w ciagu 48 godzin.
Dobrze. Zobacze, co da sie zrobic.
Masz dla niego miejsce?
Tak, miejsce to nie klopot.
Musze wyjasnic to i owo, ale to drobiazgi.
Licze na ciebie. Milego wieczoru.
Dziekuje, pani doktor, wzajemnie.
- Pamietasz, co bylo ostatnio? - Czekaj tylko.
Powtorzmy reguly, zeby nie bylo jak poprzednio.
Zakaz uzywania komorek. Kto powie pierwszy, dostaje punkt.
- Shirel, notujesz? - Tak. Jedna frytka - jeden punkt.
Niech jakas czysta, nieskalana dlon wyjmie pierwsze haslo.
Menachemie, ty masz czysta?
Czysta i nieskalana. I pachnaca jasminem.
IME?
Instytut Ksztalcenia Medycznego!
ARS?
Regionalna Agencja Zdrowia.
Uwaga...
CAJM?
- Centrum Ratownictwa! - Medycznego!
Centrum Ratownictwa Medycznego! Zjadl literke!
Kurde, zawsze zapominam!
Jest jeden punkt.
- ESAT. - Biuro...
Biuro Posrednictwa Pracy Chronionej!
Glosniej sie juz nie da?
- Morgane, wyluzuj. - Co cie opetalo?
Zawsze mowia szybciej.
AVS?
Centrum Nauczania Niepelnosprawnych!
I AVSI: Indywidualnego!
Dwa punkty!
Niby skad dwa?
Dwa hasla, to dwa punkty!
Brawo, ale tylko jeden. Jeden.
- Jedna frytka. - Wiadomo.
Mamy trzy do trzech.
UMI.
Miedzywydzialowa Jednostka Mogilna!
Ja ci dam "mogilna"!
Dalej, Cédric, zgadniesz.
Ejze. Podpowiadasz.
Miedzywydzialowa Jednostka Mobilna!
No prosze, zgadl. Brawo.
Kantowales, widzialem.
Co ty wyrabiasz? Zjadasz punkty.
Nie baw sie jedzeniem.
Tak sledze punktacje. Nie zjadaj ich.
Sluchajcie, bo teraz bedzie trudniejsze.
Zaraz, a jaki jest wynik?
- Stracilam rachube. - Smaczny.
Bylo piec dla Przystani i cztery dla Sprawiedliwych.
Troche...
- Ejze. - Dobrze, dobrze.
Uwaga, podwojnie punktowane.
Ci, ktorzy to zgadna, wygrywaja.
USIDATU?
Miedzy...
No? Mounir?
- Zwiazek... - Ja wiem.
- Ja odpadam. - Nikt nie zgadnie?
- Jasne, czekaj. - Miedzywydzialowa...
Placowka Opiekuncza Przyjmujaca w Naglych Wypadkach.
Miedzywydzialowa Placowka Opiekuncza Przyjmujaca w Naglych Wypadkach.
Jestem w takim szoku, ze dalbym ci dziesiec!
Na bank kantowal!
Skad. Spedza tam duzo czasu.
Tak, bo leci na tamta ortopedke. Malik wspominal.
Nie pisnalem ani slowem.
Ale jesli juz, to na logopedke. Ortopedzi lecza wady postawy, mistrzu.
Niby co za roznica?
Zgrywasz sie teraz?
Cicho tam, przegrancy! Przystan gora!
swietujcie nieco ciszej. A Dylan pracuje przeciez dla mnie.
Nie, oficjalnie jest u nas.
- Mam to czarno na bialym. - Dylan, twoja decyzja.
- A bo ja wiem? - Nie wydurniaj sie!
Kogo bys wybral, gdybys musial?
- Dylan, rodzina! - "Rodzina", no wiesz...
Krew nie woda, Dylan!
Przyblizy nam pani cele USIDATU?
I opowie, jak je realizuje?
Przyjmujemy najciezsze i najbardziej niereformowalne przypadki.
Takie, z ktorymi nie radza sobie inne instytucje.
Nasi pacjenci stanowia zagrozenie dla swoich bliskich lub dla personelu.
Ile trwa pobyt w przypadku mlodych i nastoletnich dzieci?
W teorii przyjmujemy je na trzy miesiace.
Nie przetrzymujemy ich dluzej.
Pewne osoby, z ktorymi spotkalismy sie wczesniej, stwierdzily,
ze instytucje panstwa pokroju prowadza swoista selekcje.
Co pani na to?
To rzeczywistosc, wynikajaca z przeludnienia.
Unikanie trudnych przypadkow jest nagminne.
Czy to tlumaczyloby, dlaczego organizacja
taka jak Sprawiedliwy Glos dziala 15 lat bez zezwolenia?
Poniekad tak. Wynika to z pewnego paradoksu.
Im bardziej zlozony jest dany przypadek,
tym wieksza szansa, ze pacjent skonczy w areszcie domowym.
Dobrze, ale powierzacie im panstwo pacjentow regularnie.
Skad pewnosc, ze beda wlasciwie leczeni? Fachowo dogladani?
Co z zapewnieniem nalezytej ochrony, nadzoru i higieny?
Glos pomaga pacjentom w skrajnej potrzebie.
Bezwarunkowo przyjmuje spolecznych wyrzutkow.
Oraz przypadki beznadziejne.
Ale czy pozostawiajac te organizacje samopas, mozemy miec pewnosc,
ze wkrotce nie pojawia sie jacys mniej sumienni nasladowcy?
Nie.
Czy przez te wszystkie lata ani razu nie zaapelowala pani do ich rozsadku?
Medycyna stosuje scisle procedury. Ich podejscie jest zgola inne.
Kieruja sie wiara i glosem serca. To pozwala na innowacje.
Nieszablonowe myslenie. Zdarzalo nam sie mowic:
"Ostroznie, to brutalny pacjent. Marne rokowania. Nie ryzykujcie".
Ale nie usluchali. I wiedza panstwo co?
Slusznie zrobili.
Na razie. Dawajcie znac.
Oczywiscie, bedziemy. Do widzenia.
- Napiszesz do mnie jeszcze? - Pewnie.
Zostaw. Nie dotykaj tego.
Kazali tu zaczekac.
- Spodobala ci sie? - Ktora?
Tamta moja kolezanka.
- A, ze Strasburga? - Nie, z Villeurbanne.
Tak, ladna ta z Villeurbanne.
Ale musialem wyjsc.
Zadzwonie, przeprosze ja i zaprosze na kawe.
- Pomozesz? - Darowalabym sobie.
- Nie chce mnie? - Skad, bardzo cie polubila.
- Ale inny wpadl jej w oko. - Powaznie?
- Beda sie zareczac. - Czyli tak.
Uciekla mi dobra partia. Jeszcze polki i gotowe.
Kolezanka z Aix-Les-Bains bedzie kilka dni w Paryzu...
Nie. Dziekuje ci, Evo, ale starczy juz tych sziduchow.
Arcachon, Biarritz, Nantes... Zaraz napisze przewodnik.
To nie dla mnie. Jest zbyt mechaniczne.
Wszystkie te kobiety na czarno, z dlugimi rekawami i sukniami...
Ja w zasadzie lubie jaskrawe barwy.
Rozumiesz, co mowie?
Nie.
Przeszkadzam?
Nie, juz skonczylismy.
- Dobrze bylo? - Maliku, blagam.
- Przynioslem to. - Nada sie. Zakleisz okno?
Jasne.
Kto to teraz zje? Wszystko powgniatal!
Nie drzyj sie na mnie, to bylo niechcacy.
Czyzby? Widzialem, jak wtykal w nie wszystkie palce. Co teraz?
Odczep sie od niego. Mowie ci, ze to wypadek.
Nie pyskuj do mnie. Juz cie tu nie ma!
- ze co? - Jazda!
Pogielo cie? Wez spierdalaj.
- lapy precz. - ze co?
- Wynos sie stad. - Za kogo ty sie masz?
Uspokoj sie i idz do Valentina.
Co sie stalo?
Tamten chlopak wsadzil palce w crème brûlée. Co ja zrobie?
Mam je wyrzucic?
Spojrz pan na nie!
Przepraszam za niego, ma klopoty.
- A tamten bluzga. Nie wolno. - Slusznie.
- Za niego tez przepraszam. - Nie wolno.
- Zaplacimy. - Wstyd.
- Zaplacimy. W porzadku? - Co sie dzieje?
Male nieporozumienie, ale juz wyjasnione.
- Jest jakis klopot? - Nie, skad.
Nie? No to wracaj do pracy.
- Jasne. - Mamy gosci.
- Chodzcie na gore. - Pokoj 808.
"Valentin wkrecil sie"
Valentin ogromnie docenil...
Ogromnie...
Chrzanic, pisze "wkrecil sie". Moze byc?
Lepiej brzmi?
"Valentin wkrecil sie w crème brûlée". Czesc.
Mialby pan chwilke?
Oczywiscie. Joseph, wsiadaj. Zaraz przyjde.
Cos nie tak?
Reszta personelu sie skarzy.
Zwlaszcza jedna pracownica. Moze o niej wspominal?
Nie przypominam sobie. Jak sie nazywa?
Brigitte Monnier.
Tak, kojarze. Chyba ja lubi.
Malo powiedziane. To juz obsesja.
Dzis rano zmienila godziny pracy.
Wytlumacze Josephowi. Zrozumie, jesli dac mu chwile.
Ale wykazal sie, pomijajac ten zgrzyt?
Tak, pracuje wzorowo.
Ale ta sprawa z Brigitte to nie byle "zgrzyt". Jest bardzo niezrecznie.
Ciagle prosi, zeby polozyc jej glowe na ramieniu.
- I chce ogladac jej skarpetki. - To wyrazy sympatii.
W ustach Josepha slowa nie znacza tego samego. Gdy go blizej poznac...
Prowadze firme. Obowiazuja mnie pewne przepisy i normy.
- Mam inne zmartwienia... - Doskonale rozumiem.
Mowilem jasno: "Zobaczymy, na czym stanie za tydzien".
I na czym stanelo?
ze to skomplikowane.
Szczescie, ze nie robil dostaw.
Szczescie.
Coz, sprobowalem.
Tak, sprobowal pan.
O co jej chodzi?
Skad truskawka?
Valentin, zobacz.
Rozumiesz?
Dobrze, czy nie?
Trampolina?
- Czesc, Menachemie. - Witaj. Czesc, maly.
- Co przyniesliscie? - Kurczaka i ziemniaki.
A ten zaplatany chleb?
Chalke? Jasne, jak zawsze.
Ekstra.
Lecimy, dzis piatek. Urwanie glowy.
- Dobrego szabatu. - Nawzajem.
Aby uprac cztery kilo ubran w zaledwie 12 litrach wody,
rzecz jasna potrzebna ci automatyczna pralka marki Philips!
Automatyczna pralka Philips.
Zajmuje mniej miejsca, niz kiedykolwiek. 40 centymetrow.
Jest latwa w obsludze. Robi wszystko za ciebie.
Chyba sie uspokoil.
To ja juz pojde.
Ale nie tknales placka.
Jest wysmienity, Hélène, ale...
Innym razem, dobrze?
Moge ci zapakowac.
Skad, nie klopocz sie.
To nie klopot.
Bedzie dobrze, Hélène. Zobaczysz.
Damy rade. Jestesmy coraz blizej.
Nasza praca w koncu wyda owoce.
Zaufaj mi i wytrzymaj jeszcze troche.
Co on zrobi, gdy odejde?
Nie moglam tego zniesc, gdy go zamkneli.
Wole juz chyba zabic sie z nim tu i teraz.
Albo zjem troche placka.
To ten... ananasowy, prawda?
Kurwa...
Kurwa mac!
Tu poczta glowowa Bruna Haroche'a.
Zostaw wiadomosc, a oddzwonie. Dziekuje.
Malik, tu Dylan.
Przyjedz.
Sprawdzcie kazda ulice przy hotelu, kazdy park, przystanek i stacje metra.
Wszystkie cieplejsze miejsca. Nie spimy, poki sie nie znajdzie.
- Dzwoniles do Bruna? - Jest piatek, nie...
Probuj dalej. sciagnijcie, kogo sie da. W droge!
Kurde.
Rue de Meaux z glowy. Teraz Rue Petit.
Dobra. My jedziemy na Jean-Jaurès, przez Secrétan.
- Na razie ani sladu. - Jasne.
Napisz Cédricowi, ze za dziesiec minut zbiorka na Stalingrad.
- Mounir sie meldowal? - Nie.
No jedz!
Nie widzieliscie go moze? Szczuply, w ochraniaczu na glowie.
Nie, nigdy.
Daj swoj numer, to zadzwonie, jak sie pojawi.
Zjezdzaj.
Idziemy!
Sprawdzmy tam.
Co? Co jest?
Kurwa!
Malik! Jest na wiadukcie miedzy Pantin i Lilas. Biegiem!
Jedziemy.
Valentinie!
Chodz!
lapcie go!
Gazu!
- Po co wam moj dowod? - Taka jest procedura.
Tlumacze pani, ze wybieglem bez niego.
Zadzwonie. Odezwe sie.
Nawalilem.
- Rozwin. - Nawalilem, mowie.
Odchodze, to koniec.
Spytam cie o cos.
Po co wstapiles do Przystani?
Patrz na mnie, gdy mowie.
Przyszedles do nas, bo nie istniales.
Wczesniej byles zwyklym bandziorem.
Te dzieciaki daja ci cos w zamian. Pozwalaja ci znalezc swoje miejsce.
Miejsce, ktorego kazdy inny ci poskapi.
Kiedys przyjdzie pora je zajac.
Ale to zalezy od ciebie.
Nikt nie zdecyduje za ciebie, kim jestes.
Zastanow sie.
Jedziemy!
Dnia 20 lutego 2017 roku,
czlonkowie dyrekcji Ministerstwa Zdrowia
oraz Sekretariatu do spraw Niepelnosprawnosci i Integracji
powierzyli IGAS, czyli nam,
przeprowadzenie inspekcji w panskiej organizacji,
dzialajacej bez zezwolenia rzadu,
swiadczacej pomoc i opieke dzieciom oraz doroslym,
u ktorych stwierdzono ciezkie formy autyzmu.
Inspekcja miala zweryfikowac zarzuty
Regionalnej Agencji Zdrowia, konkretnie:
"Skandaliczne warunki, szczegolnie w obiektach na terenie Paryza,
wynikle z nieprzystosowania lokali, niekompetencji personelu
oraz braku dlugoterminowego planu".
Slyszalem to wszystko, ale...
Moge mowic? Skonczyli panstwo?
Niezupelnie. Prosze opowiedziec o zajsciu z Valentinem Fournierem.
Zostawil go pan samego w hotelu z niedyplomowanym opiekunem
i jedynie cudem wrocil pod panska opieke.
Mamy zatem wiele pytan. Apelujemy o cierpliwosc, panie Haroche.
Oczywiscie. Cieszy mnie to spotkanie.
- Powiedziec, dlaczego? - Sluchamy.
Bo na panstwa czekalem. Juz od jakiegos czasu.
Tak sie sklada, ze tez mam pare pytan.
Skoro w az tylu raportach zarzuca nam sie niekompetencje, jakim cudem...
jakim cudem od 15 lat ARS, Stowarzyszenie Praw Dziecka,
sady, lekarze i szpitale
dzien w dzien dzwonia do mnie i prosza, bym przyjal koleje dzieci?
Jakim cudem opiekuje sie dzis 40-toma przez okragla dobe,
a na liscie czeka kolejnych 50?
Jakim cudem wszyscy wciaz sie do mnie dobijaja?
- Prosze pana... - Pytam, dlaczego.
Prosze sie nie unosic.
Rozumiemy pana odczucia, trudnosci, z jakimi sie pan boryka
oraz sytuacje dzieci i ich krewnych, jednak nie mozemy pozwolic...
Powiem to wprost.
Wszystko sprowadza sie do pieniedzy.
latwiej zaplacic, niz przyjac ciezki przypadek.
Dlaczego my je bierzemy? Bo nikt inny nie chce.
Jesli chce sie pan przedstawiac jako stojacy na strazy czlowieczenstwa rycerz,
przeciwko ktoremu wystepuja oderwani od rzeczywistosci biurokraci,
gwarantuje panu ze to znacznie bardziej zlozone.
Panskie metody budza zastrzezenia.
Mamy dopilnowac, by zapanowaly tu wiekszy porzadek oraz bezpieczenstwo.
Slusznie, nie unosmy sie. Badzmy rozsadni.
Rozwazylem wszelkie za i przeciw...
i sadze...
ze cos wymyslilem.
- Sluchamy. - smialo.
Wezcie ich.
Po prostu.
Co do jednego.
Matéo Laprade, skrajnie agresywny, wali we wszystko glowa.
Nawet na silnych lekach wszystkich atakuje i spi po gora dwie godziny.
Nie przyjela go zadna instytucja.
Matce odmawiano 11 razy i kazano jej wrocic za dziesiec lat.
Matéo. Jest wasz.
Idriss Diop.
Epilepsja i ciezkie zaburzenia ze spektrum autyzmu.
My krepujemy go w trzy osoby. Wy...
przykujecie go do lozka, odurzycie i zamkniecie.
Wezcie tez Idrissa. Droga wolna.
Moussavir Leguen. Nie chodzil piec miesiecy.
Drapie i szczypie, co popadnie. Dlonie, rece, najchetniej wlosy.
Swoja ostatnia opiekunke oskalpowal. Prosze, jest wasz.
Panie Haroche...
Wezcie Cécile'a Laporte'a.
Wezcie Kevina Loiseau, wezcie Luke Bovina.
Valentina Fourniera, Julie, Ibrahima, Aïche, Frédérica!
Wezcie wszystkich!
I zycze wam powodzenia.
Z calego serca.
"Na przestrzeni lat szereg organizacji wyksztalcilo wlasne, autorskie metody
niesienia pomocy niepelnosprawnym oraz chorym umyslowo dzieciom".
Czesc, Jérémie.
Witaj, Jérémie. Jak sie masz? Dobrze?
Zabawimy sie dzisiaj. Wskakuj do wozu.
Nazywam sie Bruno.
"Tematu przez dluzszy czas nie podejmowala zadna agencja publiczna,
gdyz w razie ich zamkniecia wielu wychowankow pozostaloby bez opieki".
Chcesz zagrac?
Zagramy z nia?
Mam dosypac?
Co bys chciala?
Zglodniala.
Tak sie strzela!
Zbierzcie sie, przypomnimy cos Mounierowi.
Podkreslam, ze opiekunom nie wolno strzelac goli!
- Nie jestes pepkiem swiata. - Ja sie nie cackam.
Mistrz!
Brawo, kolego.
Dokad?
Co robisz? Nie!
W nogi!
Uwaga z harissa, Sadio, jest wrecz zraca.
Prosze wszystkich o uwage.
Zgodnie z obyczajem,
gdy ktos dostaje dyplom, zbiera gromkie brawa!
"Zamkniecie jedynego osrodka zapewniajacego nalezyta opieke,
bez dania zadnej alternatywy, byloby nie do przyjecia.
Niniejszym zaleca sie przyznanie warunkowego zezwolenia na dzialanie".
- sprawozdanie Generalnego Inspektoratu Opieki Spolecznej z 17 kwietnia 2017
Chodzmy.
Powolutku.
W porzadku?
Dobrze, spokojnie.
Pojdziemy usiasc do stolu?
Spokojnie.
Dylan, wezmiesz Valentina?
Jak leci?
Dobrze wygladasz.
Usiadz przy stole.
Pamieci Johanna Bouganima
Dla Davida, Matéa, Salimaty, Virgila, Brahima i pozostalych
NADZWYCZAJNI
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.