Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W ROLACH G��WNYCH
:: SIOSTRY ::
RE�YSERIA
kosmetyka & synchro**stemil99**
"Podgl�dacze" Prowadzenie: Ted Craft
Witam w najnowszym i najciekawszym konkursie Nowego Jorku.
Zobaczyli�cie po�ow� sceny sfilmowanej ukryt� kamer�.
Musicie przewidzie�, co zrobi niczego nie spodziewaj�cy si� m�czyzna.
Do zgadywania zapraszam r�wnie� publiczno�� i telewidz�w.
Tematem przewodnim dzisiejszego programu jest rycersko��.
Co zrobi ten m�czyzna, kiedy pi�kna dziewczyna zacznie si� rozbiera�?
W dodatku niewidoma.
Nasz� przyn�ta jest urocza m�oda modelka, Daniele Breton.
Daniele nie jest niewidoma, ale chcemy, �eby m�czyzna tak my�la�.
Sp�jrzcie na ekran. Macie 20 sekund, by wybra� odpowied�.
St�j, patrz i s�uchaj. Milczenie jest z�otem. Bierz nogi za pas.
Oboje wybrali t� sam� odpowied�. Sprawd�my, czy mieli racj�.
Przykro mi. �ycz� szcz�cia nast�pnym razem.
Zanim poznamy kolejnych zawodnik�w, zapraszam urocz� Daniele.
Mi�o ci� widzie�. Czym si� zajmujesz?
Ucz� si� w szkole dla modelek i jednocze�nie studiuj� aktorstwo.
Wspaniale. Zapro�my kolejnego go�cia. Pan rycerz, Philip Woode.
Wspania�a postawa. Czym si� zajmujesz?
Jestem kierownikiem dzia�u reklamy w gazecie.
�wietnie. Mi�o si� z wami rozmawia, ale s�ysz�, �e czas ju� si� ko�czy.
Zd��ymy tylko wr�czy� nagrody.
Dla ciebie mam zestaw no�y z nierdzewnej stali.
Ty dostajesz talon na kolacj� dla dw�ch os�b w barze "Afryka�ska Chata".
U�wiadomi�am sobie, �e ca�y dzie� nie jad�am. Mo�e pom�c ci w restauracji?
Nie ugryz� ci�. Spokojna g�owa. Mam nawet w�asne no�e.
Chod�my do mojego samochodu.
Zamurowa�o mnie. Nie wiedzia�am, co zrobi�. Czu�am si� bardzo g�upio.
Powiedzia�am fotografowi tak, �e w pi�ty mu posz�o.
Zas�u�y� sobie. Nazwa�am go skurczy-wnukiem.
- Skurczysynem. - Dok�adnie tak go nazwa�am.
Nie jestem jak wyzwolone Amerykanki. Nie m�wi�, �e nienawidz� m�czyzn.
Ten facet po prostu sobie na to zas�u�y�.
Po tym wszystkim pomy�la�am, �e pora wraca� do Quebec.
Do Quebec? My�la�em, �e jeste� Francuzk�.
Jestem Kanadyjk�. To nie to samo.
Quebec jest pi�kny, ale teraz moim domem jest Nowy Jork.
Dla mnie oznacza wolno��. Wiesz, co wczoraj zrobi�am?
Wjecha�am na szczyt Empire State Building.
By�am sama. Nikt nie wiedzia�, �e tam jestem.
Patrzy�am w d� na male�kie samochody i nikt nie wiedzia�, �e tam jestem.
- Lubisz by� sama? - Czasem, ale nie dzi�.
Zabior� ci� do domu.
Przepraszam.
Czeka�em na ciebie w studiu. Widzia�a� mnie.
Zostaw mnie w spokoju.
- Panna Breton pije z mn� drinka. - Pani Breton.
Od roku jeste�my rozwiedzeni, a on wci�� za mn� chodzi.
Wystarczy. Nie omawiaj naszych problem�w przy nieznajomych.
- Chod�. - Nie dotykaj mnie.
- Kelner! - P�jd�, ale nie z tob�.
- Ten pan nas nagabuje. - Prosz� ze mn�.
Chod� ze mn�.
Daniele, chod�!
Odwioz� ci� do domu.
- Gdzie mieszkasz? - Na Staten Island.
- M�wi�a�, �e w Nowym Jorku. - To nie jest Nowy Jork?
Jest. Chod�.
Do niewielu os�b co� czuj�. Nie chodzi o m�czyzn.
Moja siostra odesz�a. ��czy�a nas silna wi�.
Tu mieszkam. Niedawno si� sprowadzi�am. Mam nawet zmywark�.
Prawdziw� zmywark�?
Gor�co tu. Przykr�c� termostat.
Wiesz, co robi�? Masz na mnie zaczeka�.
- Chryste... - Co robisz?
Czy tw�j by�y m�� zawsze stoi tu na warcie??
Czemu on za mn� �azi? To okropne. Nie daje mi spokoju.
M�wi, �e wszystko si� mi�dzy nami u�o�y, ale ja tego nie chc�.
Czasem nie ma wyj�cia.
Powiniene� ju� i��.
Mam pomys�. Wyjd�, wsi�d� do samochodu i pojad� na s�siedni� ulic�.
Zaparkuj� i wr�c� tu tylnym wej�ciem. B�dzie my�la�, �e odjecha�em.
- To nie jest dobry pomys�. - Zaufaj mi.
Ju� raz si� go pozby�em, to i teraz si� uda.
- Dobrze. - Zaraz wr�c�.
B�d� czeka�.
Zapomnia�a� no�y.
Daniele!
Dzie� dobry. Dobrze spa�a�?
Co si� sta�o? Czemu tak na mnie patrzysz?
Gdzie by�a� w nocy?
Nic chcia�am ci� budzi�. Spa�am na kanapie.
- Nie wierz� ci. - Przesta�. �le si� czuj�.
Ja te�. Chyba po�o�� si� na kanapie.
Zr�b mi herbat�.
- Nie wchod� do salonu. - Zrobi�, co b�d� chcia�a.
Zabraniam ci tam wchodzi�.
Tam jest m�czyzna. Wiem o tym.
Jak mog�a� go tu sprowadzi�?
Uspok�j si�. Wiesz, co powiedzia� lekarz.
Jestem zm�czona i �le si� czuj�. Zrozum to.
- A jak ja si� czuj�? - Rozdzieli� nas.
Umie�ci� mnie w szpitalu.
Dla twojego dobra, Dominique.
Co ty o tym wiesz? Tam jest pe�no wariat�w.
Nie k���my si� w nasze urodziny. Wszystko psujesz.
Ja psuj�? A ty co robi�a� z nim przez ca�� noc?
Jeste� wstr�tna.
- Uspok�j si�. - Nie dotykaj mnie.
- M�w ciszej. - Zostaw mnie, zdziro.
- Przepraszam. - Spokojnie.
- Kto to jest? - Moja siostra.
Nie denerwuj si�. Mnie mo�esz powiedzie�.
To wariatka. Jest zazdrosna o wszystkich.
Najpierw o mojego m�a, a teraz o ciebie.
Co ona tu robi?
Jeste�my bli�niaczkami. Dzi� s� nasze urodziny.
Przyjecha�a w odwiedziny, ale wie, �e b�dzie musia�a wr�ci�.
Dlatego jest taka z�a.
- P�jd� ju�. - Nie, prosz�.
- Zosta� ze mn�. - Dobrze.
- Okropnie wygl�dam. - Nie.
- Boli mnie g�owa. Za du�o wypi�am. - Troch�.
Sko�czy�y mi si� pastylki. Czy m�g�by� p�j�� do apteki?
- Wiesz, gdzie jest Bay Street? - Tak.
Potem urz�dzimy sobie urodziny.
4,50 $, 0,79 $, 1,10 $, 1,29 $. Razem 7,68 $
- Tak. - R�b co ci ka��. �le si� czujesz.
Zosta�y mi tylko dwie pastylki. Po�piesz si�.
Mo�e by�. Poprosz� o napis.
- Dekoratorka jeszcze nie przysz�a. - Pani nie mo�e tego zrobi�?
- �artuje pan? - Dlaczego nie?
Chce �ebym zrobi�a mu napis.
Na pewno pani nie umie.
Dobrze, napisz�. Co to ma by�?
"Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin dla Dominique i Daniele".
- Takie imiona? Chyba pan �artuje. - Pomog� pani.
Niespodzianka.
Zanim pokroisz tort musisz pomy�le� �yczenie i zdmuchn�� �wieczki.
Chc� z�o�y� doniesienie o morderstwie.
Kto� morduje 25-letniego czarnego m�czyzn�.
Widzia�am to przez okno. Mieszkam naprzeciwko.
Hamilton 36. Ju� schodz� na d�. Nazywam si� Grace Collier.
Tak, to ja napisa�am.
Przykro mi, �e tak pan to odbiera. Czasem policja te� si� myli.
Nie czas na takie rozmowy. On wykrwawi si� na �mier�.
Ju� schodz�.
Id�.
Dominique?
Chwileczk�.
Co si� sta�o?
Dzi�kuj�, �e przyjecha�e�. Ju� w porz�dku. Ubieram si� i wychodz�.
Co si� sta�o?
- Rano mia�am b�le. - Co tu si� sta�o?
Dominique, co ty zrobi�a�?
Dominique tu jest?
By�a.
Uwa�aj!
Kto� mo�e patrze� przez okno.
Pom� mi.
Pom� mi.
- Pom� mi! - Co chcesz zrobi�?
Na kanap�.
Pom� mi.
Umaluj si�. Sprawiaj wra�enie, �e nic si� nie sta�o.
Rzu� to tutaj.
Nazywam si� Grace Collier. To ja dzwoni�am.
Witam. Jestem detektyw Kelly, a to jest detektyw Spinetti.
O co chodzi?
- To z panem rozmawia�am? - Tak.
Mam nadziej�, �e pani tego nie zmy�li�a.
Gdyby pan w�tpi�, nie przyjechaliby�cie.
Widzia�am jak kto� d�ga� m�czyzn� no�em. Mieszkanie 3R, panna Breton.
Ofiara umiera, albo ju� nie �yje. Najlepiej, jak tam p�jdziemy.
Spokojnie. Takie rzeczy s� tu na porz�dku dziennym.
- Nie rozumiem. - Prosz� zachowa� spok�j.
Nie wszystko na raz. Widzia�a to pani przez okno? O kt�rej?
Macie to zapisane. Trzeba ratowa� tego biedaka.
Jeste�my zawodowcami. �aden lekarz nie przyst�pi do operacji...
Pan nie jest lekarzem.
Czyta�em pani artyku� o brutalno�ci policji.
Nast�pnym razem pani gazeta powinna przys�a� prawdziwego reportera.
Id� tam.
- Pani nie jest policjantem. - Z tego, co widz�, pan te� nie.
Umiecie tylko bi� student�w.
S�ysza�a pani o nakazie rewizji? Ani pani go nie ma, ani ja.
Stoimy tu, pan mi zadaje krety�skie pytania, a tam umiera cz�owiek.
Widzia�am, co si� sta�o. Na w�asne oczy.
Spokojnie. Prosz� wr�ci� do mieszkania i odpocz��.
A wy odjedziecie?
Chcia�aby pani, prawda? To by�by �wietny temat artyku�u.
"Policja odmawia wszcz�cia �ledztwa w sprawie brutalnego morderstwa".
Nie ma mowy. Prosz� si� nas trzyma� i nic nie m�wi�.
Zrobi�, co uznam za konieczne.
To jeszcze nie jest pa�stwo policyjne.
To tam.
- S�ucham? - Policja.
O co chodzi?
- Pani tu mieszka? - Tak.
- Sama? - Tak.
- By� kto� u pani rano? - Nie.
Prosz� si� nie wtr�ca�.
Ch�tnie bym panu pomog�a, ale w�a�nie si� ubieram. Prosz� wybaczy�.
Czy mo�emy wej��?
- O co chodzi? - Ta pani wszystko wyja�ni.
- Macie rozkaz rewizji? - Ma pani na my�li nakaz rewizji?
- W�a�nie. Macie nakaz? - Nie.
- Ona ukry�a zw�oki. - Wobec tego musz� pa�stwa przeprosi�.
Zdobycie nakazu zajmie mi 10 minut. Spinetti zapewne zrobi to szybciej.
Przepraszam. Bez obrazy. Prosz� wej��.
W telewizji widzia�am, jak policjant puka� do drzwi okrutnego bandyty.
Bandyta od razu zapyta� o nakaz rewizji.
Nie powiedzieli�cie: "Otwiera� w imieniu prawa".
- Panno... - Daniele Breton.
Jestem detektyw Kelly, a to detektyw Spinetti.
To panna Collier, s�siadka z naprzeciwka.
Dzi� rano wydarzy�o si� co� niezwyk�ego.
Panna Collier zobaczy�a przez okno co�, co ni� wstrz�sn�o.
- Postanowi�a do nas zadzwoni�. - Widzia�am morderstwo.
Bardzo dzi�kuj�.
Czy st�d wida� okno mieszkania panny Collier?
- Nie wiem. - Doskonale pani wie.
Wida� moje okno. To na pewno to mieszkanie.
- Cz�sto mnie pani podgl�da? - Widzia�a mnie pani.
Gdybym pani� widzia�a, to zas�oni�abym rolety. Mam prawo do prywatno�ci.
Zaci�gn�a rolety. Ods�oni�a dopiero wtedy, kiedy schowa�a zw�oki.
- Musz� tu gdzie� by�. - To chyba jaki� �art.
W�asn� krwi� napisa� na szybie: "Na pomoc". Sama widzia�am.
- Gdzie ten napis? - Na pewno go zmy�a.
Ona kogo� kryje.
Morderczyni� jest kto�, kogo ona zna.
Tamta by�a ni�sza, mia�a wykrzywion� twarz i zmierzwione w�osy.
Wygl�da�a strasznie.
- Zna pani kogo� takiego? - Nie.
Widzia�am, jak d�ga�a go no�em.
- Czy kto� m�g� wej�� bez pani wiedzy? - Niemo�liwe. By�am tu ca�y czas.
- Nocowa� tu m�czyzna. - By�am zupe�nie sama.
Jestem rozwiedziona. To bardzo osobista sprawa.
Czasem ogl�dam w nocy jaki� horror, a potem podskakuj� na ka�dy szmer.
Rozumiem, �e trudno jest pani mieszka� samej.
Ja to naprawd� widzia�am.
- Czy mo�emy si� rozejrze�? - Prosz�.
Dzi�kuj� panno Collier. Wiem, �e stara si� pani pom�c, ale prosz� usi���.
Cia�o gdzie� tu jest. Ona o tym wie.
Ile tu jest pomieszcze�?
Ten salon, �azienka, kuchnia i sypialnia.
- Mo�emy obejrze� �azienk�? - Oczywi�cie.
- Sypialnia? - Tutaj.
- Wychodzi pani? - Przepraszam na chwil�.
Prosz� si� nas trzyma�.
- Zajrza� pan pod ��ko? - Czeka�em na pani�.
Jest co�?
- Zajrzyjmy do szafy w przedpokoju. - Nie mam nic przeciw temu.
Prosz� bardzo.
- Czy mog� zajrze� do toreb? - Oczywi�cie.
Czemu tu s� po dwie takie same rzeczy? Ma pani siostr� bli�niaczk�?
Czasem wyst�puj� w reklamach telewizyjnych.
Je�li ubranie pobrudzi si�, mam zapasowe do nast�pnego uj�cia.
Jestem modelk�. Czasem r�wnie� gram.
- W�a�nie widz�. - Wystarczy, panno Collier.
Przepraszamy za naj�cie.
Ju� id�.
W razie czego prosz� nas zawiadomi�.
Ukrywanie dowod�w to wsp�udzia� w przest�pstwie.
Jak co� b�d� wiedzia�a, to zadzwoni�.
Sp�ni�em si�, kochanie?
To jest m�j by�y m��, Emil Breton. Detektyw Spinetti.
- Co� narozrabia�a�? - Nie. Szukaj� zw�ok.
- M�wisz powa�nie? - S�siadka podobno widzia�a morderstwo.
- Jak si� pan nazywa? - Emil Breton.
- Jak dawno temu rozwiedli�cie si�? - Jeste�my tylko w separacji.
Dominique i Daniele. Ona ma bli�niaczk�!
Na torcie by�y imiona.
Jeszcze jedno s�owo, a wsadz� pani� za kratki za napa�� na funkcjonariusza.
Obiecuj� to pani.
Widzia�am morderstwo i dowiod� tego.
Nie wiem, czy pani ma nier�wno pod sufitem, czy szuka pani rozg�osu.
W ka�dym razie prosz� nie niepokoi� ani mnie, ani tej dziewczyny.
Sprawa jest zamkni�ta. Rozumie pani?
- Mia�a� czeka� na g�rze. - Co tu robisz?
- Przecie� dzi� wtorek. - Zapomnia�am.
Jed�my.
- Chyba powinna� si� przebra�. - Racja. Spotkamy si� przy samochodzie.
My�la�am, �e porozmawiamy na g�rze. Pomog�abym ci posprz�ta� ba�agan.
Nie wiem, co b�dzie, jak wyjdziesz za m��.
Wiesz, �e c�rka Cunningham�w si� zar�czy�a?
Jest w twoim wieku i znalaz�a sobie lekarza.
W�a�ciwie to weterynarz, ale w�a�ciciele zwierz�t s� zamo�ni.
Ma w�asn� przychodni�.
Tobie nie u�o�y�o si� z tym wydawc�. Jak on mia� na imi�?
Nie mam ochoty o tym rozmawia�.
Nie chc� si� wtr�ca�, ale ten lekarz ma bardzo przystojnego asystenta.
Przypomnia�am sobie co�. W s�siedztwie otworzyli specjalny zak�ad.
Nie wiem jakim cudem dostali pozwolenie.
Trzy ulice od nas. S�uchasz mnie, kochanie?
To �wietny temat do gazety. Eksperymentalny dom wariat�w.
Najgorsze, �e pozwalaj� im chodzi� wolno.
Postanowili nie trzyma� ich w zamkni�ciu. Lekarze stworzyli im dom.
Mieszkaj� jak normalni ludzie, w rodzinnej atmosferze.
Bardzo nowoczesna metoda. M�wili o tym w telewizji.
Na Staten Island dziej� si� niezwykle ciekawe rzeczy.
Jednak w nocy nie czuj� si� bezpiecznie.
- Zatrzymaj si�. - Po co?
Okropne. Je�li chcesz tort, pojedziemy do Briana.
Nie chc�.
Czy jaki� m�czyzna kupowa� dzi� rano tort urodzinowy?
Droga pani, dziesi�ciu m�czyzn kupowa�o dzi� torty.
Na tym torcie by�y dwa imiona, napisane niewprawn� r�k�.
- Napisa�am to dla pewnego murzyna. - Co to by�y za imiona?
Nie pami�tam. Daisy i Debbie.
- Dominique i Daniele. - W�a�nie. Pisa�am, a nie pami�tam.
- Podajcie mi swoje nazwiska. - Po co?
Jestem Grace Collier, reporterka "The Staten Island Panorama".
Ja jestem jej matk�.
Czytujemy pani artyku�y. Nazywam si� Elaine Deanna.
To jest Lousie Wilanski.
- Co pani chce wiedzie�? - Dzi�kuj�, to wszystko.
Co ty na to? M�wi�a, �e ma pisa� artyku� a nawet o nic nie zapyta�a.
Maj� bardzo kr�tkie terminy.
- By�a� zbyt osch�a. - Pracuj� nad pewnym tematem.
Zbyt powa�nie podchodzisz do tego zaj�cia.
Masz 25 lat. My�l o czym� innym.
Nie wychodz� za m��. I nie nazywaj mojej pracy "zaj�ciem".
To prawdziwa profesja, ale pisanie do tej gazety jest �miechu warte.
- Wiesz, o czym mi ka�� pisa�? - Nie.
Jutro jem lunch z by�ym bandyt�, kt�ry zrobi� makiet� wi�zienia z myd�a.
To bardzo ciekawe.
Chc� pisa� o apatii policji i o przeciekach skonfiskowanej heroiny.
Nie krzycz na ulicy. Co si� sta�o? Nigdy ci� takiej nie widzia�am.
- Trafi�am na co� wielkiego. - Bierzesz pigu�ki na odchudzanie?
Widz�, �e my�lisz o czym� zupe�nie innym.
Um�wmy si� na inny dzie�.
Ju� jeste�my um�wione. W pi�tek jesz z nami kolacj�.
Przyjd�.
- Podrzuci� ci� gdzie�? - Nie, przejd� si�.
Planowa�y�my inaczej, ale trudno.
Bia�a kobieta zabija czarnego kochanka, a gliny maj� to w nosie.
Widzia�am to na w�asne oczy, a oni nie chc� wszcz�� �ledztwa.
Je�li wy nie chcecie, to na pewno kto inny to zamie�ci.
Interesuje was? Sama przeprowadz� �ledztwo. Czemu nie?
Wiem wi�cej ni� ci krety�scy gliniarze i znam karate.
Prywatny detektyw? Wyrzucone pieni�dze.
Jak on si� nazywa? Joseph Larch.
Uwa�am, �e powinni�my...
Id� do siebie, zadzwo� do Daniele i sprawd�, czy kto� tam jest.
Je�li kto� odbierze, zamachaj raz, je�li nie, dwa razy.
- Wejdziesz tam? - Musz� wiedzie�, jaka jest sytuacja.
- Mog� udawa� ankieterk�. - Wystarczy jak zamachasz.
- Wyci�gn� od dozorczyni klucz. - Musisz zrobi� odcisk w wosku.
To prze�ytek. Id� do siebie i obserwuj front.
Je�li kto� b�dzie szed�, zadzwo�. Jeden sygna� i odwie� s�uchawk�.
- Rozumiesz? - Tak.
- By�a� kiedy� detektywem? - Nie.
Jednak wystarczy my�le� logicznie. Nie wiem, po co te tajemnicze znaki.
To jest rzemios�o. Ja nie b�d� uczy� ci� pisania artyku��w.
Nauczy�em si� tego w studium nowoczesnej kryminalistyki.
Id� do mieszkania i zr�b to, co ci powiedzia�em.
Ja tu zaczekam.
Pud�a.
- Co? - Zejd� do samochodu.
Uciekaj stamt�d.
Sp�ywamy.
- Czym macha�e�? - Nie wiem.
Schowali w sypialni, wi�c to mo�e co� wa�nego.
Zerknij. Prawdziwy dow�d znalaz�em w salonie.
Wszed�em bez k�opotu i niczego nie znalaz�em.
My�la�em, �e gliny mia�y racj�, dop�ki nie spr�bowa�em przesun�� kanapy.
Nie mog�em, by�a za ci�ka.
On jest w kanapie. W�a�ciwie jego zw�oki.
- Jakie zw�oki? - Te, kt�re mia�em znale��.
Cia�o jest w kanapie.
A morderczyni jest tutaj. Wiesz, co znalaz�e�? Akta bli�niaczek Blanchion.
Nie rozumiem.
Rok temu "Life" opublikowa� o nich artyku�. Syjamskie bli�niaczki.
By�em na g�rze i nie widzia�em �adnych syjamskich bli�niaczek.
�eby udowodni� morderstwo, musz� by� zw�oki.
Musz� wjecha� za nimi na prom.
- B�dziesz ich �ledzi�? - Do samego Quebec.
W�a�nie tam Breton kaza� im zawie�� kanap�.
Nie spuszcz� z nich oka. Chc� wiedzie�, kto j� odbierze.
- To ma sens. - Po�ycz mi dolara.
Pop�yn� na Manhattan i odwiedz� autora artyku�u.
Potem wr�cisz do mieszkania, zamkniesz drzwi i zaczekasz na m�j telefon.
- Gdzie jest gabinet pana McLennena? - Po prawej stronie.
Panna Collier? Jestem Arthur McLennen.
Jestem dzi� troch� niezorganizowany. Co pani� sprowadza?
Bli�niaczki Blanchion.
Pisa� pan o nich rok temu. Mo�e pan co� pami�ta?
Biedne dziewczyny. To chyba akta, kt�re widzia�em w instytucie.
- Oryginalne? - My�l�, �e tak.
Sk�d pani to ma? Chcecie dopisa� ci�g dalszy? Nam si� nie uda�o.
Redaktor naczelny nie chcia�.
Mam si� dowiedzie� ile si� da. Nie bardzo wiem, o co tu chodzi.
Porozmawiamy w �rodku.
To dziwna historia. Po publikacji artyku�u dostali�my 500 list�w.
Wszystkie by�y napisane w tonie niezdrowej fascynacji.
Sam nie by�em lepszy. Mnie te� siostry Blanchion nie mog�y wyj�� z g�owy.
Skoro zamierza pani pisa� artyku�, to chcia�bym pani co� pokaza�.
- B�d� wdzi�czna. - Ma pani troch� czasu?
Skoro tak, powinna pani obejrze� pewien film.
Im wi�cej si� dowiadywa�em, tym bardziej mnie to ciekawi�o.
Aspekty psychologiczne i filozoficzne maj� dla mnie du�e znaczenie.
Doskonale.
Zaczynamy.
Rozdzielenie bli�niaczek Blanchion.
Zro�ni�te bli�niaki, zwane syjamskimi, walcz� o �ycie od pierwszego oddechu.
Od wiek�w wi�za�y si� z nimi legendy.
Niekt�re pr�bowa�y �y� normalnie.
Urodzeni w Syjamie Chang i Eng, od kt�rych pochodzi nazwa,
o�enili si� i mieli dzieci.
Inne bli�niaki wyst�powa�y w weso�ych miasteczkach
lub prowadzi�y sklepy z pami�tkami.
Dzi�ki opracowanym niedawno nowoczesnym metodom chirurgicznym,
niekt�re bli�niaki zostaj� rozdzielone i wiod� normalne �ycie.
Inne nie maj� tyle szcz�cia.
Urodzone 27 marca 1948 roku w Quebec siostry Blanchion
by�y pierwszymi kanadyjskimi bli�niaczkami syjamskimi.
Rok p�niej ich rodzice zgin�li w wypadku samochodowym.
Dominiqe i Daniele dorasta�y w szarych �cianach Instytutu Loisel.
Nie chc�c ryzykowa� niebezpiecznej operacji,
chirurdzy postanowili ich nie rozdziela�.
- To m�� Daniele. - Sk�d pani wie?
Chc� obejrze� do ko�ca.
Wszystko ma swoj� cen�.
Z wiekiem ich r�wnowaga psychiczna ulega zachwianiu.
Staj� si� rozchwiane emocjonalnie i agresywne wobec siebie.
Ja i moi koledzy jeste�my zgodni.
Przyczyn� ca�ego z�a jest Dominique.
Daniele jest mi�a, kontaktowa i ca�kowicie normalna.
W przeciwie�stwie do siostry, kt�ra stara si� zabi� w niej te cechy.
To by�o ostatni wywiad udzielony przez z��czone bli�niaczki.
Wieczorem lekarze, zmuszeni przez natur�,
przeprowadzili operacj�, kt�rej starali si� unikn��.
Nast�pnego dnia instytut og�osi�, �e zabieg si� uda�.
Dominique i Daniele b�d� teraz �y�y osobnym �yciem.
- Co pani o tym s�dzi? - Niezwyk�y film.
Pr�bowa�em dopisa� ci�g dalszy, ale nie wpuszczono mnie ju� do instytutu.
Dlaczego?
Podobno po operacji nast�pi�y pewne komplikacje.
Jakie?
Nigdy nie udzielono mi oficjalnej informacji.
Za 20 dolar�w jedna z piel�gniarek powiedzia�a,
�e Dominique zmar�a na stole operacyjnym.
- Co pan tu robi? - Pracuj�.
- Pan tu mieszka? - Podobno.
- Czy mog� skorzysta� z telefonu? - Oczywi�cie.
- Gdzie jest? - W kuchni na dole.
Uciekaj st�d. Tu nie wolno wchodzi�.
Musz� skorzysta� z telefonu.
Nie powinno ci� tu by�. Chyba jeste� przezi�biona.
Nie.
To czysty telefon.
My�lisz, �e ka�demu wolno tu wchodzi�?
Wiesz, �e zarazki potrafi� przechodzi� przewodami?
Nigdy nie rozmawiam przez telefon.
Od tego mo�na zachorowa�. Bardzo ci�ko zachorowa�.
Rozchorowa�am si�, bo kto� do mnie zadzwoni�.
Co si� tu dzieje? Kim pani jest?
Grace Collier, reporterka "Panoramy". Musz� zadzwoni�.
Nie!
Prosz� jej nie pozwala�!
Nigdzie nie zadzwoni. Obiecuj� ci.
To klinika psychiatryczna. Nie wolno tu wchodzi�.
Jedna z waszych pacjentek jest morderczyni�.
Bez �art�w. Nie przypuszcza�em, �e "Panorama" powa�nie traktuje plotki.
Mam zamiar zawiadomi� policj�.
- Prosz� jutro zadzwoni� do dyrektora. - Teraz z nim porozmawiam.
Sprawdz�, czy jeszcze nie �pi.
Przepraszam, �e przeszkadzam. Jaka� reporterka nalega na rozmow� z panem.
Doktor zaraz przyjdzie.
Pi�knie posprz�ta�a�.
Teraz odnie� wszystko do schowka.
Jedna z pacjentek jest morderczyni�. Przyjecha�am tu za ni�.
Trzeba zawiadomi� policj�. To on!
Pani twierdzi, �e jest reporterk�.
Czemu nie jeste� w swoim pokoju, Margaret?
Ten cz�owiek jest zamieszany w morderstwo. Dzwonimy na policj�.
Przyjecha�a wczoraj. Ciesz� si�, �e do��czy�a do naszej rodziny.
Wczoraj mia�em wolne.
Pan Jansen, Margaret Grisham.
Nie�le. W moim samochodzie jest prawo jazdy na nazwisko Grace Collier.
Nie musisz m�wi� do niej "Margaret". B�dzie jak sobie �yczysz.
Jak b�dziesz gotowa, �eby nazywa� ci� twoim imieniem, to powiesz.
Zaprowad� j� do pokoju 23.
Chod�, Margaret. Chcia�em powiedzie� "Grace". Nie denerwuj si�.
Jestem ca�kowicie zdrowa. Prosz� zajrze� do mojej torebki w aucie.
- Jak tylko si� po�o�ysz. - Teraz. Grozi mi niebezpiecze�stwo.
Rozumiem.
Wiem, jak to brzmi, ale m�wi� powa�nie.
Musi si� pan przekona�, kim jestem i zrozumie�, �e mnie wrabiaj�.
Wierz�, �e m�wisz powa�nie.
- Prosz� mnie pu�ci�. - Nie chc� si� z tob� szarpa�, Grace.
- Nie nazywaj mnie Grace. - Mam m�wi� Margaret?
Nie. Mam na imi� Grace. Puszczaj!
- Podwi� r�kaw. To nie b�dzie bola�o. - Ratunku!
Otw�rz oczy.
- Przysz�a�, �eby zadawa� mi pytania? - Tak.
B�dziesz pyta�a. Dok�adnie zapami�tasz odpowiedzi. S�owo po s�owie.
- Rozumiesz? - Tak.
Powtarzaj za mn�: "Co zrobili�cie ze zw�okami?"
Co zrobili�cie ze zw�okami?
"To pomy�ka. Nie by�o �adnych zw�ok". Powt�rz.
To pomy�ka. Nie by�o �adnych zw�ok.
"Nie by�o zw�ok, bo nie by�o morderstwa". Powt�rz.
Nie by�o zw�ok, bo nie by�o morderstwa.
Jeszcze raz.
Nie by�o zw�ok, bo nie by�o morderstwa.
Dobrze. Kiedy si� obudzisz, b�dziesz pami�ta�a to, co ci powiedzia�em.
- Rozumiesz? - Tak.
Teraz wprowadz� ci� w g��boki sen.
Rozlu�nij si� i oddychaj g��boko.
Wydech. Wdech.
S�uchaj uwa�nie.
Przyjecha�a�, �eby nas szpiegowa� i �erowa� na naszym cierpieniu.
- S�yszysz mnie? - Tak.
Chcesz pozna� nasze tajemnice? Podzielimy si� nimi z tob�. Patrz.
- Co ona tu robi? - Nie pami�tasz? Zawsze tu by�a.
Zapomnia�a�?
Wr�� pami�ci� do tego.
Przypomnij sobie jak by�a� bardzo m�oda.
Ja i moi koledzy jeste�my zgodni.
Przyczyn� ca�ego z�a jest Dominique.
Daniele jest mi�a, kontaktowa i ca�kowicie normalna.
W przeciwie�stwie do siostry, kt�ra stara si� zabi� w niej te cechy.
By�y�my na pikniku.
Ludzie podchodzili, �eby si� nam przyjrze�. Pami�tam to.
Co jeszcze pami�tasz?
To byli moi przyjaciele. Nie denerwuj si�.
Przywie�li ze sob� koszyki z jedzeniem i aparaty fotograficzne.
- By�y te� ma�e dzieci. - Tak, pami�tam.
Cz�stowa�y was ciastkami, cukierkami i jab�kami.
Potem pyta�y, czy mog� sobie zrobi� z wami zdj�cie.
Dominique nie podoba�y si� dzieci.
- M�wi�a, �e si� z nas wy�miewaj�. - Pami�tasz to?
- Nie pami�tam. - Przypomnij sobie.
- Jak was nazywa�y? - Nie pami�tam.
Na pewno sobie przypomnisz.
Pami�tasz. Patrz na mnie.
Nie r�bcie zdj��. Nie pami�tam.
Jak was przezywa�y? Przypomnij sobie.
M�wi�y, �e jeste�my dziwol�gami.
U�miechnijcie si�.
Niech oni sobie p�jd�.
- Z czego zda�a� sobie spraw� rok temu? - Nie pami�tam.
Pami�tasz. U�wiadomi�a� sobie, �e nie masz domu, m�a, ani dzieci.
Przypominam sobie.
Pami�tam.
Mia�a� spa�.
Nie mo�esz jej u�pi�?
Zr�b co� �eby zasn�a. Prosz�.
Dobrze.
Na pomoc! Nie r�b mi krzywdy! Ratunku!
Co by�o potem?
Sz�y�my z Dominique po ogrodzie. Powiedzia�am jej, �e jestem w ci��y.
Pr�bowa�am wyja�ni�, �e to b�dzie r�wnie� jej dziecko.
Wpad�a we w�ciek�o��. Pr�bowa�a zabi� dziecko sekatorem.
Boli ci�?
- Chyba strac� dziecko. - Wszystko b�dzie dobrze.
- Umr�. - Nie, wszystko b�dzie dobrze.
Wszystko b�dzie dobrze.
To boli. Pom�cie mi.
Nie b�j si�.
Spokojnie. Jestem chirurgiem. Straci�a� dziecko.
Bardzo silnie krwawisz.
Jedyny ratunek, to oddzielenie ci� od Dominique.
- Czy ja umr�? - Nie.
Wszystko b�dzie dobrze.
�pij.
�pij.
�pij.
Spokojnie.
�pij.
- Wiedzia�am, �e wr�cisz, Dominique. - Dominique nie �yje.
- Wr��, Dominique. - Ona umar�a.
- Nieprawda. Ona ci� zabije. - Dominique nie �yje.
- Wiem, �e nie umar�a. - �pij.
Dominique nie �yje. Pora, by� pogodzi�a si� z jej �mierci�.
Musimy wyjecha�. O�eni� si� z tob�.
Pami�tasz, jak zamieszkali�my razem w klinice?
Przez pewien czas by�o dobrze.
Jednak Dominique nigdy dla ciebie nie umar�a.
Wci�� �y�a w twoim umy�le.
Czasem stawa�a� si� ni�, by uwiarygodni� jej istnienie.
Nigdy nie wyzwoli�a� si� z poczucia winy z powodu jej �mierci.
By�o mi ci�ko, kiedy wiedzia�em, �e nie b�dziemy �yli jak m�� i �ona.
Za ka�dym razem, kiedy si� kochali�my, Dominique wraca�a.
Przejmowa�a nad tob� kontrol�.
Nie wiedzia�em jak si� jej pozby�.
Dawa�em ci pigu�ki na sen i czeka�em, a� odejdzie.
Pr�bowa�em ci� ostrzec.
Dominique jest niebezpieczna dla nas obojga.
Dla niej ka�dy m�czyzna, kt�ry si� z tob� kocha jest mn�.
Kocham ci�.
Sp�jrz na ten n�. Zabi�a� nim cz�owieka.
Pami�tasz? Przypomnij sobie.
Co si� wydarzy�o?
- Pami�tam tort. - Co jeszcze?
- �wieczki. - Co zrobi�a�?
Pomy�la�am �yczenie i zdmuchn�am je.
A potem...
Spokojnie. On nie �yje.
Chwileczk�, pani Breton.
Czy chce si� pani przyzna� do zab�jstwa m�a?
Wszystko, co pani powie, mo�e zosta� u�yte przeciwko pani.
Nigdy w �yciu nikogo nie skrzywdzi�am.
Zamordowa�a go pani siostra?
Moja siostra zmar�a rok temu.
Dosz�a pani do siebie?
- Jak si� pani czuje? - Dobrze.
Dzi�kuj� za czekoladki. Pocz�stuje si� pan?
Wznowili�my �ledztwo. Oskar�yli�my j� o morderstwo pierwszego stopnia.
Niestety nie znale�li�my murzyna, kt�rego zab�jstwo pani widzia�a.
Prosz� powiedzie� wszystko, co pani pami�ta.
To pomy�ka. Nie by�o �adnych zw�ok.
Przepraszam, �e by�em sceptyczny. Powinienem by� pani uwierzy�.
To by�a pomy�ka.
Mam pani� przeprosi� na pi�mie? Przecie� przys�a�em czekoladki.
M�wi� to, co pami�tam.
Wydawca powiedzia�, �e wynaj�a pani detektywa. Co on na to wszystko?
�wiadek widzia�, jak �adowano kanap� do ci�ar�wki.
W �rodku na pewno by�y zw�oki. Inaczej, po co by j� wywozili?
To proste. Nie by�o zw�ok, bo nie by�o morderstwa.
Proste? Ta sprawa wcale nie jest prosta.
Nic nie rozumiem. Nagle twierdzi pani, �e nie by�o cia�a.
To czemu wcze�niej m�wi�a pani o morderstwie? To powa�ne oskar�enie.
Grace nigdy w �yciu nie sk�ama�a. Po prostu jeszcze nie dosz�a do siebie.
Czuj� si� �wietnie. Nic mi nie jest.
Nie by�o zw�ok, bo nie by�o morderstwa.
.:: Napisy24.pl - Wprost od t�umaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.