Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
www.NapiProjekt.pl - nowa jakosc napis�w. Napisy zostaly specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
Poprzednio:
Boisz sie pokazac prawdziwa siebie.
Kurwa, ugryzlas mnie!
Ten wyjazd musial cie zmienic, bo zachowujesz sie...
- Jak wariatka? - Inaczej.
Jestes jedyna osoba,
- na kt�rej moge polegac. - Otwieracie ob�z?
- Potrzebujemy pieniedzy. - A ja syna!
Znalezlismy ludzkie szczatki.
Czyje?
Zgloszenie z wypozyczalni. Zaginal tydzien temu.
- To wyglada na atak niedzwiedzia. - Tak myslicie?
Tam czeka was tylko smierc.
- W razie czego dzwon. - To nie ja!
Nie przepraszaj za sile, kt�ra sie w tobie kryje. Uwolnij ja.
- Nie dotkniesz Grace. - Za kogo sie uwazasz?
Nie ocalilam syna, ale ja moge.
Czesc.
- Wiem, ze jest p�zno. - Wszystko gra?
Chce tylko powiedziec, ze sie mylilam.
Jesli chodzi o nas.
Nie znasz mnie, bo nikogo do siebie nie dopuszczam,
ale kiedys mialam pragnienia,
czulam sie pelna zycia i wolna.
Zn�w chce sie taka czuc.
- Jestem na to gotowa. - Co sugerujesz?
WYSTEPUJA
CRYSTAL LAKE
NA MOTYWACH SERII PIATEK TRZYNASTEGO
SCENARIUSZ
REZYSERIA
Wymykasz sie?
Nie zartuj. Nie chcialem cie budzic.
- Zrobilem kawe, jesli... - Chetnie.
Dokad pedzisz w tym mundurze?
Chcialem zaproponowac sniadanie w l�zku, ale dostalem wezwanie.
W Bronco Beef Pit wybuchl w nocy pozar.
- Boze! Grozny? - Wszystko poszlo z dymem.
- Chyba nikt nie ucierpial? - Znalezli zwloki.
Valerie Snell.
Pewnie zapalil sie tluszcz,
- ale niczego nie wykluczam. - Boze!
- A co z Grace? Ona... - Nie.
Dzieki Bogu nic jej nie grozi.
- Jest z nia Dorf. - Ma jakas rodzine?
Nie wiem. Chyba nie.
Ale Christy zaproponowali, ze sie nia zajma na obozie,
dop�ki nie znajdzie czegos na stale.
Christy?
Kay od lat pracuje jako opiekunka.
Zadba o Grace.
Jakby tego bylo malo, Enos dal sie wczoraj postrzelic.
- Co? Boze! - Kretyni poszli na niedzwiedzia.
Wylize sie, ale niepredko.
Wsp�lczuje.
Mozesz zostac, jak dlugo zechcesz.
W lod�wce masz jedzenie i...
- Do zobaczenia? - Chcialabym.
I wiedz,
ze dla mnie zawsze bylas pelna pasji.
Nawet wczesniej.
- Nie daj sie prosic! - Zatrzymaj sie.
Hippiski wierza w wolna milosc!
Miales trzymac lapy na kierownicy.
Wykap sie, hippisko!
Czesc, dzieciaki, tu Duzy Dave! Czas wyskakiwac z l�zek,
bo w Crystal Lake mamy ranek!
Nici z ubezpieczenia.
Tam nigdy nie bylo inspekcji przeciwpozarowej.
- Szkoda Val. - Nie wylewala za kolnierz.
- Lois! - I do tego kopcila.
Jaki tam pozar tluszczu? Sprawcy to w�dka i papierosy.
Nie m�wcie zle o zmarlej. Kazdy ma swoje wady.
Swieta prawda. Dzieki.
- Zal mi tylko malej. - Mnie tez.
Czesc, dziewczyny.
Czesc, staruszku. Rzucisz 10 cent�w?
Pewnie.
- Cola, duzo lodu. - Ralph, dziewczyna nie jest dla ciebie.
- Co cie sprowadza? - Szukam przyjaci�l.
Widzieliscie moze?
Niedawno przejezdzali.
We wtorek mialem na stacji dziwna zgraje. W jednym z tych Volkswagen�w.
- Naprawde? - Ale daleko im bylo do ciebie.
Dokad pojechali?
Szukali roboty, to wyslalem ich do obozu.
Christy'emu przyda sie pomoc.
- Gdzie? - 6 km droga i dalej szlakiem.
Zobaczysz drogowskazy.
Podrzuce cie, jesli... masz chec.
Nie mam.
Mala, batonik na koszt firmy.
W ramach przeprosin za glupie gadanie.
Dzieki.
Tak?
Wielki lowczy sie ocknal?
Wiem, co powiesz. Odpusc.
- Bylismy glupi, ze tam poszlismy. - Nie zaprzecze. Co sie stalo?
Gus sie zamartwia, ze zmienil cie w warzywo.
To byl wypadek.
A cos wiecej?
Znalezlismy niedzwiedzie lajno.
Przy wejsciu do kanionu Nickland.
Tam, gdzie strumien przecina szlak. I tropy.
Harry i Arnie poszli bokami, a ja i Gus w oddaleniu.
Zobaczylismy, jak cos rusza sie miedzy drzewami.
Zlozylem sie,
ale Gus strzelil.
Musialo byc miedzy nami.
Moze widzieliscie siebie nawzajem?
Nie jestesmy idiotami. Tam cos bylo.
Przyjrzales sie mu?
Musze wiedziec.
Gdy padlem,
podeszlo i...
stalo nade mna.
Przypatrywalo sie, jak krwawie.
- Ciekawski niedzwiedz? - To nie byl niedzwiedz.
To cos bylo wysokie.
Jak mezczyzna, ale...
- wypaczony. - Dobrze.
- Wykrwawiales sie, p�lprzytomny... - Wiem, jak to brzmi, do diabla!
I wiem, co widzialem.
To nie bylo zwierze.
Ani zaden z chlopak�w.
- To bylo cos innego. - Co?
Jakis...
demon.
Halo?
Halo?
Kto tam jest?
Ostrzegam, ze mam n�z.
Musimy przycisnac. Jestesmy na styk.
Nie mozemy juz tak dobrze placic.
Jestem zaskoczony, ze w og�le chcialas wr�cic.
- Myslalem, ze to zbyt bolesne. - Przez pewien czas owszem.
Przepraszam za to, co m�wilam.
To nie byla wasza wina.
M�wiac szczerze,
Jason tak kochal to miejsce,
ze tutaj czuje sie blizej niego.
Chetnie cie przyjmiemy.
Kay niebyt dobrze gotuje.
Niedlugo zjawia sie goscie, a przed nami mn�stwo roboty.
- Widze, ze masz pomocnik�w. - M�wisz o tej czeredzie?
Tylko przejezdzaja.
Mieli pom�c za zarcie i forse na benzyne, lecz m�wiac miedzy nami,
wolalbym troche wiecej pracy i o wiele mniej...
- Jestes za dobry. - Sam nie wiem.
Zal mi tych dzieciak�w.
Ten swiat stal sie wredny.
Chce tylko troche rozswietlic im mrok.
Choc zle sie zabieraja do rzeczy,
nie musza byc zlymi ludzmi.
To ta, kt�ra stracila mame?
Nie ma sie na co gapic.
Pewnie, ja...
- Dzien dobry, pani Voorhees. - Czesc.
Wiesz, ze mozesz mi m�wic Pam.
- Co pani tu robi? - Bede latem pracowac w kuchni.
Dobrze.
Chce powiedziec,
ze przykro mi z powodu twojej mamy.
Wiem, jak to jest, gdy traci sie bliska osobe.
Nie wiem, co dokladnie czuje.
Pewnie smutek, ale tez jakby...
troche...
Nie wiem.
Gdybys chciala porozmawiac
lub czegos potrzebowala,
bede w poblizu.
To bylo piekne.
Moge w czyms pom�c?
Raczej ona moze. Grace?
- Tak. - Jestem Harmony.
Malujemy hangar i czuje,
ze znalazlam tu prawdziwa artystke.
- Mam racje? - Lubie rysowac.
Wiedzialam.
- Oczywiscie nie chce przeszkadzac... - Nie.
- Jasne. - Super!
Lap pedzel i pokaz nam magie!
Grace, tak? Dlugo na obozie?
Mama przysylala mnie co roku.
Wyslalem jej kwiatki.
- I kartke. - Co napisales?
"Slodziutka, pojalem aluzje.
Co z randka? Kocham cie, Dorf".
Kr�tkie i slodkie. Podoba mi sie. A ona?
Ze moze.
Jesli p�jdziemy z inna para.
Ze niby trzeba zadbac o kwestie konwersacyjne.
I dobrze. Ciesz sie.
Skontaktuj sie z szefem strazy hrabstwa Westings.
Niech przysle raport z dochodzenia.
To bedzie Grankowski.
Co?
Daj spok�j.
Rita lubi sie z ta Voorhees, kt�rej pakowales graty.
Pomoglem jako przyjaciel.
Mnie tez pom�z. Jako przyjaciel, nie?
Serio! Od miesiecy nic nie zaliczylem!
Nie wiem, ile dam rade tlumic chi.
- Mam gdzies twoje chi. - Wr�g na drugiej!
- Czyli co? - Legowisko niedzwiedzia!
Slyszysz cos?
Gadatliwego funkcjonariusza.
Niedzwiedz sie stad wyni�sl.
Jest jeden spos�b, zeby sie przekonac.
Nic z tego. Mam przed soba cale zycie.
To zagrajmy.
- No juz. - Dobra.
W morde. Dobra.
Ostroznie.
- Cholera! - Zyjesz?
- Ki chuj? - Szefie!
Rusz dupsko.
Uwaga! Poznajcie Grace.
Ta artystka uzyczy nam swojego talentu.
Odlot! Ja jestem Gabe, a to moja stara Rhiannon.
Nie stara i nie jego.
Ale podoba mi sie twoje imie. Swiete.
Zauwazyliscie, jak niewiele
r�zni swietosc od strachu?
To demaskuje te cala zabawe w Boga.
- Co? - Space Ghost tak gada.
Od wyjazdu z Oregonu jest na bakier z religia.
A czyja to wina?
To opium dla mas.
Swiat musi sie obudzic i dzialac.
- Wez m�j pedzel. - Jasne.
Daj dziewczynie spok�j!
Portretuje niewinnosc, wciaz nieupadla.
- To Shutterbug. - Czesc. Jestem Stella.
Zajmij sie kwiatkami.
Nie chce ich skopac.
Na tym polega piekno.
R�b, co czujesz, a bedzie to dobre.
Jakby kolejna lewa stopa.
- Czyli... - Dwa ciala.
Albo jakis mutant.
Tak czy siak mamy tu ludozerce.
W miednice byly wbite nozyczki.
M�j ojciec ma mn�stwo metalu z wojny.
Slyszales, zeby niedzwiedz atakowal z glodu?
Nie, ale...
m�gl miec wscieklizne.
Wsciekly niedzwiedz znalazl na szlaku wedrowc�w
i zaprosil do jaskini na kolacje?
To dorosli faceci.
Nie zalatwilby obu naraz. Nawet wsciekly.
Bardziej prawdopodobne,
ze ktos podrzucil tu zwloki.
Ja cie sune!
- W morde! - To od siekiery?
Powiem ci jedno.
Na pewno nie od niedzwiedzia.
Cholera!
To bylo raczej dlugie ostrze.
Moze katana?
Japonska.
Mniej prawdopodobny niz wsciekly niedzwiedz
czy tr�jnogi mutant
jest tylko samuraj latajacy po Crystal Lake i siekacy ludzi.
Nigdy nie wiadomo.
To but wojskowy?
Witaj, Ralph.
Niemadrze podkradac sie do kogos, kto rabie drewno.
Latwo stracic czesc ciala.
Mozesz odlozyc siekiere?
Co was sprowadza?
W kanionie znalezlismy legowisko niedzwiedzia.
I odcisk buta, kt�ry wyglada na tw�j.
Mozliwe.
Martwiliscie sie niedzwiedziami, to szukalem.
Wiemy, Ralph.
I zostawiles kilka trup�w.
Opowiesz nam o nich?
- Tez je widzieliscie? - A pewnie.
Myslalem,
ze umysl plata mi figle.
Ostatnio wszedzie widze zmarlych.
Dlatego ich ignoruje.
Mozemy sie rozejrzec?
- Zebys czegos nie przegapil. - Pewnie.
O ile pokazecie nakaz.
Masz cos do ukrycia?
Walczylem za ten kraj w dw�ch wojnach.
Ryzykowalem w obronie prawa czlowieka do prywatnosci
i nie zamierzam z niego rezygnowac dla was ani dla nikogo innego.
Rozumiem.
Mam prosbe. Nie wyjezdzaj.
Mozemy miec pytania.
BELLFLOWER Z POZWEM ZBIOROWYM
Noah F eldman.
Dobra, wyczuwam scieme.
Nawet dla najwiekszej dyni nie zarywa sie nocki.
Dawno polozylam ja spac.
To co to jest?
Sledztwo mojego brata. Niezidentyfikowane zwloki.
Uwaza, ze denaci mogli pracowac dla Subsun Solutions,
ale takiej firmy nie ma.
- Biur ani pracownik�w tez. - Dziwne.
Znalazlam tylko sp�lke Subsun
zarejestrowana na prawnika Noaha Feldmana,
kt�ry w 1964 reprezentowal Bellflower w glosnym pozwie.
Tych od chemii?
Bellflower rozjasni tw�j dzien.
Niby wszystko pieknie,
ale pozwano ich za sprzedaz armii skazonej zywnosci.
Kilku zolnierzy zmarlo.
- Firma zawarla ugode? - I zaplacila.
Bellflower to potw�r.
Wojsko, rynek prywatny...
Robia polowe sprzetu do kuchni.
Jak taka szycha jak Feldman przechodzi od korporacji
do pozw�w w nieistniejacych firmach?
Chyba ze Subsun to przykrywka.
Wlasnie. Tak.
Moze zajmuje sie tym, do czego Bellflower nie chce sie przyznawac?
Myslisz, ze ci denaci mogli pracowac dla Bellflower?
Nie wiem, ale jesli tak jest,
to co miedzynarodowy konglomerat chemiczny robi w Crystal Lake?
Lato bedzie w deche!
Tylko my dwoje,
sami w lesie,
bez trujacych dupe rodzic�w.
Zajrzyj pod siedzenie.
Zwedzilem ciotce z szuflady.
Straszna swintucha.
- Ohyda! - Co?
Wypr�bujemy nowe pozycje.
M�wilam. Nie ide na calosc.
Myslalem, ze w czasie szkoly.
Jest lato, czas wyluzowac.
Nie. W og�le.
Pastor m�wi, ze zlo czyha na tych, co szukaja uciech cielesnych,
- zwlaszcza bez slubu. - Wierzysz w te bzdury?
A co z twoim autem? Co z zeszlym latem?
Dobra...
ale reka mozemy?
- Chcesz reka? - Tak.
To wl�z na moja pierscionek. Albo baw sie swoja.
Sprawdzilismy wszystkie sprawy przeciwko Bellflower.
W tej pada nazwa Subsun.
To zeznanie jednego z badaczy,
kt�ry przeciwko nim wystapil.
- Sygnalisty. - Spokojnie. Spalas w og�le?
Nie, ale patrz. Sprawa nie trafila do sadu.
Bellflower zaplacilo, zeby go uciszyc.
Ukrywaja cos, co ma zwiazek z ta tajemnicza firma.
A najlepsze, ze sygnalista uczy w Wilmington, dwie godziny stad!
Fascynujace, ale nie wiem, czy pomocne.
Jesli nam�wie go na wywiad o tym,
co odkryl w Bellflower i co kombinuje Subsun,
bedzie sensacja.
Na takiej historii buduje sie kariere.
Ty szukasz Pulitzera, a ja mam w lesie denat�w,
zadnego motywu czy narzedzia zbrodni, a jedyny podejrzany to chory weteran.
Kto?
Miejscowy, Ralph Neely, ale na mojego nosa to nie on.
Wierze w tw�j nos, jesli nie chodzi o zarcie,
ale Lee, to naprawde duza sprawa.
Zidentyfikuj ich, to przycisne sygnaliste,
wybadam, co wie.
A co niby robie? Tu nie FBI.
To zajmie miesiace!
Dziewiec lat pracowales w miescie i nie mozesz poprosic o pomoc?
Gdybym chcial to zrobic, nie prosilbym ciebie.
To mysle, braciszku, ze oboje mamy pecha.
Czekaj, jeszcze jeden!
Wystarczy!
Wyglada jak Space Ghost.
Faktycznie!
Trafilas w punkt!
To nic specjalnego.
Sztuka to pasja, nie rzemioslo.
Wyrazasz dusze, nie oceniasz jej.
Kapuje.
Czesc.
Nowa farba wyglada super. Taka kolorowa.
Dzieki. Jestem Harmony.
Claudette.
Moge zamienic sl�wko z Grace?
Chcialam tylko powiedziec, ze przykro mi z powodu twojej mamy.
Dobra. To wszystko?
I z powodu tego, co stalo sie w szkole.
Sporo sie potem modlilam. Nie mialam racji.
Wiem. Nie mialas.
Ale nie chodzi tylko o szkole i o mnie.
Cale zycie traktujesz ludzi jak smieci.
Ciesz sie, ze Jezus ci wybaczyl, bo ja nie zamierzam.
Czesc, Lee. Kope lat.
- Dzieki, ze wpadles. - Pewnie. Dobrze cie widziec.
Twoi kumple sie z tym nie zgodza.
Kiedys to byli tez twoi kumple.
- To jak? - Miales racje.
Karl Egan to tak naprawde Benny Mutrux. Byly komandos.
Wiekszosc informacji ocenzurowano, ale w 1963 wylecial z woja.
Kilka lat pracowal jako ochroniarz, a potem zniknal.
Albo to szpieg, albo wykonuje brudna robote
dla ludzi, o kt�rych lepiej nie pytac.
W kazdy m razie to dran.
Nie sadzilem, ze jeszcze sie odezwiesz.
Nie po tym, jak zostawiles sprawy.
Nie zostawilem. Wzialem na siebie wine.
Twoi kumple maja jeszcze robote tylko dlatego,
ze latwiej bylo pozbyc sie czarnucha niz posprzatac w firmie.
Ale to nie oni podpalili miasto.
Jasne.
Nie wiem, co sobie powtarzasz na tej prowincji,
ale ja tam bylem i pamietam.
Byles tak samo umoczony jak my,
tylko gorzej to ukrywales.
Dzieki za informacje.
Lee,
o kolejna przysluge pros kogos innego.
Zostaw troche dla innych.
Dla kazdego wedle zdolnosci i zapotrzebowania.
- Masz zdolnosci? - Podpina sie pod zarelko.
Wiedzialam, ze masz Ksiezyc w Rybach. Twoja aura emanuje kreatywna energia.
- Aura? - Widze ja. Jest jak szalejacy ogien.
Pomaranczowy to pasja i pragnienia.
Bedziesz swietna w l�zku.
I czerwien, czyli impulsywnosc.
Dzialasz, zanim pomyslisz.
To cie przeraza.
Ze posuniesz sie za daleko.
Ciekawe, kiedy namaluja jej na czole krzyzyk.
Wyluzuj, wydaja sie spoko.
Jak Rodzina Mansona, dop�ki im nie odbilo.
A kt�z to tam idzie?
Toz to Pani Obiad,
olsniewajaca bogini czekoladek!
Badz blogoslawiona, laskawa pani slodkosci!
- Wystarczy. - Ladne wdzianko. Randka?
Spotkanie z przyjaci�lmi.
Pracuj, moja pani!
Pokaz pysznosci!
Alez smakowite!
- Jak cie zwa? - Pam.
Masz w sobie cos z Julie Newmar.
Tr�s chic! Tr�s chic!
- Dobrej nocy. - Dziekujemy!
Tam bylo jak na wojnie.
Zebra tu, czaszka tam, jak po wybuchu miny.
Wiekszosc posralaby sie ze strachu, ale ja jestem szkolony.
W chwili prawdy nie myslisz, tylko dzialasz.
Instynktownie.
- Znalezliscie niedzwiedzia? - Nie.
Bo to nie jego robota.
- Tylko czlowieka. - Jak to?
M�wie o czaszce z jaskini.
Ktos ja rozlupal. Mieczem.
- Ohyda! - Chcecie jeszcze?
A Dolly Parton bola plecy?
Zam�wilem tez jedzenie.
- Dorf, pomozesz? - Tak.
Odsun chlopu szklanke od lapy, to umrze z pragnienia.
Ale te dzinsy!
- Co to bylo? - Ale co?
Gadasz o trwajacym sledztwie.
Spoko, to tylko dziewczyny.
I Gus z Enosem, kt�rym nagadales o niedzwiedziu.
- Enos prawie dal sie zabic. - Jego wyb�r.
Przynajmniej chroni miasto.
- Ze co? - Slyszales.
Mamy Ralpha na widelcu, a ty sie z nim cackasz.
Trzeba bylo zamknac szajbusa w pace.
Nie udowodnimy mu nawet wtargniecia!
Wiedzialbys, gdybys mial cos wsp�lnego z policja.
Wiedzialbys, ze sprawa musi sie trzymac kupy.
Ale ty, Dorfman, g�wno wiesz!
Wszystko gra?
Tak. Chyba juz podziekuje. Wybacz.
- Przeze mnie? - Nie. Byles idealny.
Po prostu wizyta w obozie dala mi w kosc.
Jestem wykonczona.
- Odwioze cie. - Nie!
Zostan z nimi.
Dam sobie rade.
Dobrze.
W razie czego wiesz, gdzie mnie znalezc.
Cholera! Przepraszam.
- To jest... - Nie walcz.
Dobra. Dalej.
Niech to szlag!
- To chyba nie byl dobry pomysl. - Daj spok�j.
Przywykne do kolysania. Jestem wybitnym atleta.
Wiem, ale tego nie powinno sie robic na sile.
Nie robie.
M�wilam o sobie.
Jestes dosc trzezwy, zeby prowadzic?
Juz tak.
Stac, czekajcie!
To nasza pani slodkosci!
Spacerowalam i uslyszalam muzyke.
Pam, witaj w Krainie Czar�w! Prawda, ze jest super?
Co robisz tak daleko od obozu? Christy beda sie martwic.
Stracilam poczucie czasu.
Tak sobie gadamy i gadamy...
Obczajamy okolice.
- Pilas? - Nie. Niewiele.
To dziecko!
Odbilo wam?
Niech mysli samodzielnie. To jeszcze nie zbrodnia.
- Nie badz taka sztywna. - Nie jestem, ale cie pilnuje.
- Idziemy. - Nie, jeszcze nie mialam odczytu.
Co? Jakiego odczytu?
Harmony to medium. Rozmawia z duchami.
- To niemozliwe. Chodz. - M�wi, ze znajdzie moja mame.
Slucham? Jak smiesz wmawiac jej takie rzeczy?
- Wiesz, przez co przeszla? - Dlatego zaproponowalam.
Nie musisz sie martwic.
Kochamy Grace jak ty. Zostan.
Musi sie teraz otoczyc miloscia.
Tez kogos stracilas, prawda?
- Jak kazdy. - Nie.
Nie jak ty.
To nie przypadek, ze nas dzis znalazlas.
Jestesmy zlaczone.
Czujesz to, prawda?
Wybitny atleta?
Genialne, Romeo. Cholera!
Zr�b cos.
Zr�b.
Chcesz dowodu, szefie?
To jazda!
Chodz zobaczyc.
To twojej mamy?
Istoto swiatla, zapraszam cie.
Istoto swiatla, odplace sie.
Niech ten klucz drzwi otworzy.
Niech ten klucz drzwi otworzy.
Kim jestes?
Czego chcesz?
Zadalam pytanie.
- Mamo, to ja. - Grace?
- Znowu zasnelam przy telewizji? - Nie.
Ty juz nie zyjesz. Pamietasz?
Pamietam...
krzyki...
i b�l.
- Chce wr�cic do snu. - Wiem, ale...
przyjaciele pomogli mi cie odnalezc, zebym sie pozegnala.
Nigdy nie mialas ich wielu.
Poza tym zdeformowanym chlopcem, kt�ry lazil za toba jak ohydny cien.
Dobrze, ze ich znalazlas.
Zaslugujesz na szczescie.
Tesknie za toba, c�reczko.
Wiem, ze bylam dla ciebie surowa, az za bardzo,
ale zawsze cie kochalam.
- Mamusiu! - Dosc tego.
Ona slucha, co m�wisz, i powtarza, tylko inaczej.
- Boze! Harmony! - Idziemy.
Co ona tu, kurwa, robi?!
Nie odczepisz sie od niej, suko?
- Ona nie jest twoja, jasne? - Dosc tego. Chodz.
Masz pojecie, jaki z niej potw�r?
O czym ona m�wi?
Przestan, straszysz ja!
Myslisz, ze teraz sie boi?
Poczekaj, az dowie sie, co zrobilas.
Ty paskudna, wypaczona kurwo!
- Harmony, wr�c! - Pomocy!
- O czym m�wila? Co zrobilas? - Nic, kochanie.
To nie twoja mama, tylko okrutny dowcip.
Nie wiem, w co wy sie tutaj bawicie.
- Posluchaj, Grace... - Trzymaj sie ode mnie z dala.
Dorf albo smierc, skarbie.
Co ukrywasz, chory draniu?
Jezu, kurwa!
ZDJECIA
Wersja polska: HBO / Iyuno Polska Tekst: Wojtek Styblinski
www.NapiProjekt.pl - nowa jakosc napis�w. Napisy zostaly specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.