Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
www.NapiProjekt.pl - nowa jakosc napis�w. Napisy zostaly specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
Poprzednio:
Jest lato, baw sie jak inne dzieci.
- Nie jestem jak one. - Nie. Jestes silniejszy.
- Gdzie Claudette? - Dzieciom nic nie jest.
Widzialem je przy brzegu.
- Mamo! - Nie! Jason!
Crystal Lake nie oddaje zmarlych.
Nie chce odejsc. Codziennie tam stoi.
On tu jest, Lee. Czuje go.
Powinniscie sie wstydzic!
Wy tu swietujecie, a m�j syn zaginal!
- Skad panowie sa? - Policja stanowa Jersey.
Co powiedzieliby w Crystal Lake,
gdyby wiedzieli, kim ty i Jason naprawde jestescie?
Jesli ci na mnie zalezy, odejdz.
Nie bede cie niepokoil.
Nora, znalezli mnie.
WYSTEPUJA
CRYSTAL LAKE
NA MOTYWACH SERII PIATEK TRZYNASTEGO
SCENARIUSZ
REZYSERIA
Pam?
Nora,
dzieki Bogu!
Zyjesz?
Gdzie jestes? Slysze halas.
W budce.
Z pracy nie zadzwonie.
Gdyby wiedzieli, ze z toba rozmawiam, ze wiem...
Przepraszam, ze cie wciagnelam.
Nie wiem, kim oni byli.
To podwykonawcy,
pracowali na zlecenie.
Nie powiedzieli, dokad jada.
Od lat nikt o tobie nie m�wi.
Jestem bezpieczna?
Tego nie powiedzialam.
Jesli cie znalezli, inni tez moga.
Dzien dobry.
Czesc, Grace.
Sprzatalam pok�j
i znalazlam to w szufladzie.
Jason mi zrobil.
Powinna pani wziac.
Nie chcesz tego?
Nie,
chce,
ale pomyslalam, ze moze pani...
Nie bylam pewna.
Nie, kochanie.
Zatrzymaj.
Zrobil to dla ciebie.
Co u ciebie?
Dobrze.
A u mamy?
Chyba dobrze.
Rzadko ja widuje, odkad pracuje na noce.
- Blokujesz kolejke. - Przepraszam.
Dobrze cie zobaczyc.
To do widzenia.
Do widzenia.
CAMI DO POPRAWCZAKA
MARCY DOBRZE ROBI LODA
OBCIAGANIE JEST ZDROWE
JUDY REESE POLYKA
- Slyszalam! - Zalewasz.
- Slowo! - Co dokladnie slyszalas?
Ze na wycieczce Lisa calowala sie z nauczycielem.
Dziwka! Spytam na sobotniej imprezie.
Rodzice Jen skr�cili wyjazd.
Steve Christy powiedzial, ze zrobimy w obozie.
Tam sie boje.
Wszyscy ida. Alkohol i muza.
Mam dzis odsiadke.
"Na wycieczce Lisa calowala sie z nauczycielem.
To dziwka!"
Czesc.
- Mozemy porozmawiac? - Wejdz.
Dzieki.
Chce...
przeprosic.
Na pikniku... stracilam nad soba panowanie
i bylam niemila, gdy przyszedles sprawdzic, co u mnie.
Nie przepraszaj.
Dla ciebie.
Gliniarskie. Kapujesz?
Jestes niesamowita.
Tylko zwr�c pojemnik.
A jak... w pracy?
Cos ciekawego?
Na szczescie nic.
Ciekawie bylo w Newark. Chcesz zmienic branze?
W porzadku?
Tak. Pewnie.
Nie pytam z grzecznosci.
To wszystko wciaz mnie uwiera.
Nie wiem, jak sobie poradzic.
Biwakowalismy, lowilismy ryby...
Dwa kroki od domu moglismy poznawac przyrode.
A teraz boje sie postawic stope w lesie. Od miesiecy tam nie wchodze.
- Dasz wiare? - Tak.
Czuje, jakbym utknela we wspomnieniach.
Jak...
kompletna wariatka.
I...
Tak.
Chcialabym zn�w czuc sie normalnie.
Wracaj do swoich zajec.
Wiem, ze pewnie odm�wisz, ale...
jesli nie chcesz siedziec w domu...
Rzucaj!
Tak jest!
Dziewczyna ma krzepe!
- Moglaby miazdzyc jaja! - Grzeczniej.
- Swietnie ci idzie. - Rozkrecam sie. Do roboty.
Niezle, co? Wyjsc.
Tak.
- Zam�w pani piwo. - Do pelna.
- Ja p�jde. - Nie. Rzucasz.
Dobra.
Od pikniku chcialam ci powiedziec,
ze przym�wilas wszystkim jak nigdy. Nie dorastalas tu,
to nie wiesz, ale to miasto przytlacza.
- Uzupelnic? - Prosze.
Ladne dzinsy, Shep.
Wiem, pani Kowalczyk.
Ile razy mam m�wic? Rita.
Prowincja.
Dlatego gdy tylko moge, poszerzam horyzonty.
Swiat jest wielki.
Widzisz?
Tez jestes otwarta, nie jak reszta tych wiesk�w.
A skoro o tym mowa, czy ty i Levon...
- Nie. Tylko przyjazn. - Nie oceniam.
Tez mialam romansik z panem wladza.
Zastepca Dupek dalej na mnie leci.
Dobry wyrobnik, niestety wybrakowany w kwestii rozumu.
Czuje, ze moge sie z toba dogadac.
Moze to dlatego, ze...
tez stracilam dziecko.
Amos Anthony Ellner.
24 marca 1951.
Urodzil sie bielutki.
Sila mi go wyrywali.
Rok przeplakalam.
Tak mi przykro, nie wiedzialam.
Nigdy duzo nie rozmawialysmy.
Mialas tyle na glowie.
Troszczylas sie o synka. Jestes taka silna.
Prosze.
Mysle, ze bylabys wspaniala matka.
Dziekuje.
Dokad wyjezdzasz?
Tez chetnie bym odetchnela.
Nie wierze!
W horoskopie wyszlo mi nowe towarzystwo.
Liczylam na meskie,
ale w weekend wybieram sie na seminarium do Passaic.
Cindy kupila bilety i nie jedzie.
To chyba kismet.
Wiem, mocne,
ale Cindy przysiega, ze odmienil jej zycie.
A po takim roku jak tw�j,
pojedz.
Wyjazd moze byc dla mnie dobry.
Z Rita Kowalczyk?
Sam m�wisz, ze mam dopuscic do siebie ludzi.
Punkt dla ciebie, ale uwazaj, ona jest szalona.
Nie w por�wnaniu z nami.
Dziekuje, ze mnie wyciagnales. Bylo super.
Nie wierze.
Ale dzieki za klamstwo.
Dziekuje, ze nie zrezygnowales ze mnie.
Nigdy. Obiecuje.
Jedz bezpiecznie.
Niewazne, czy rzadzi Nixon, McGovern,
czy Country Joe and the Fish.
Nic sie nie zmieni.
To Ameryka,
kraj skradzionych ludzi na skradzionej ziemi.
Co by powiedzieli Marsjanie,
gdyby sie tu rozejrzeli?
Na pewno nic przyjemnego.
Nie zrozumielibysmy ich.
Frodo!
Wracaj!
Zly pies! Chodz tu!
Chodz!
Chyba cos znalazl.
O w morde!
Prosze przypiac i usiasc.
Niedlugo zaczniemy.
Wiecej ludzi niz myslalam.
Towarzysze niedoli.
Czemu nas zamykaja?
Pewnie dla efektu.
Dzien dobry. Tutaj.
Rozsiadzcie sie. Witam.
Jestem Wilhelm Richter, zalozyciel REM,
Modalnosci Edukacyjnych Richtera,
pionier przezycia, kt�rego doswiadczycie.
O tak.
Drzwi sa, jak wiecie, zamkniete.
Lazienki i jedzenie zakazane.
Pozbawimy was tez czasomierzy,
bo przez kilka nastepnych godzin...
bedziecie moi.
Poznajmy sie wiec.
Zaczne.
Jestem edukatorem,
kt�ry odmienil tysiace zyc.
A wy...
jestescie w dupie.
Smieszne?
Dla mnie zalosne.
- Mocne. - Jak to prawda.
A jest ona taka,
ze zyje wam sie do dupy i o tym wiecie.
Dlaczego?
Bo tu jestescie.
Wasze zycia nie dzialaja!
Myle sie? Nie!
I dlatego co roku przychodza do mnie tysiace ludzi!
Przychodza i przychodza, i przychodza,
bo maja zlamane zycie!
Na szczescie dla nich
i dla was
potrafie je naprawic.
Chetnie zobacze jego sprzet.
Zakonczymy orientacje
i wezmiemy sie do rzeczy.
48 godzin emocjonalnego obnazania.
Gwarantuje sukces,
ale nie przyjdzie on lekko. To nie jest program dla tch�rzy,
tylko dla tej dzielnej garstki, kt�ra jest gotowa,
ma wole i odwage,
zeby wyzdrowiec.
Zacznijmy wiec
od prostego pytania do wszystkich.
Czego sie boicie?
Sprawdzilem teren.
Nic wiecej.
To miejscowy?
Skad mam wiedziec?
Moze wedrowiec, ktos obcy?
Sp�jrz na ugryzienia.
Po rozmiarze stawialbym na niedzwiedzia.
Ja cie sune!
Odlot.
Wracajmy.
Sprawdzmy, czy ktos zaginal.
W miedzyczasie przyslij McCready�ego.
Niech szuka dalej.
A co z tym stekiem?
Zapakuje i wysle do patologa w Newton.
Z tego przyczyny smierci nie ustalimy.
Kto wie?
Ludozerne niedzwiedzie,
tajemnicze fragmenty cial... Ciekawie.
Nie rozglaszaj tego.
Nic jeszcze nie wiemy.
Nie chce przedwczesnej paniki.
Jasne, szefie.
Znasz mnie.
Dlatego m�wie.
Boje sie, ze uzna,
ze slub ze mna to blad, i odejdzie.
Czyli porzucenia. Dobrze.
To baza. P�zniej sie nia zajmiemy.
Kto jeszcze?
Jak ci na imie?
Calliope.
Czego sie boisz?
To zabrzmi glupio,
ale chyba mezczyzn.
Mezczyzn? Cisza. Milczec.
Dlaczego? Co w nas strasznego?
Pracujemy, zarabiamy,
jestesmy synami i ojcami, filarami spoleczenstwa.
Co w nas strasznego?
Nie wiem, ale tak mam.
Pieprzysz i tyle.
Nie boisz sie mezczyzn, tylko swoich potrzeb.
Chyba nie.
Na pewno!
Powiedz, czego nie daja ci mezczyzni?
- Nazwij te potrzeby! - Daj jej spok�j.
Masz cos do dodania?
Nie. Przepraszam.
Wez mikrofon.
- Nie, dzieki. - Nagle zamilklas?
Dawaj, gadulo. Nie tch�rz.
Wez mikrofon i opowiedz o sobie.
Co chcesz wiedziec?
- Skoro tak lubisz krasc uwage... - Wcale nie.
...to powiedz, czego sie boisz.
- Nie chce w tym uczestniczyc. - Jestes tu.
- Wspieram przyjaci�lke. - Prawie obca osobe?
Czyli opiekunka.
Wszystkim pomagasz, a potrzeby innych zawsze sa wazniejsze,
ale to przeciez nie ty, Pam.
To tylko rola.
Moze taka, kt�ra ktos ci wybral.
Mikrofon trzymasz jak osoba doswiadczona.
Wiekszosc trzyma go tu,
a ty wiesz, skad najlepiej zbiera.
Przemawialas publicznie?
- Bylam piosenkarka. - Jezu! Idealnie!
- Dasz nam pr�bke? - Nie.
Wlasnie zrozumialem, czego sie boisz.
Tego, ze cie zobacza.
Nie to, co chcesz pokazac, ale prawdziwa ciebie,
- ukryta pod politura suke. - Jak smiesz?
Wlasnie. Te wscieklosc.
Nie mozesz na nia patrzec,
boisz sie ja pokazac.
- Myle sie? - Tak.
Udowodnij. Pokaz, kim jestes.
Pokaz!
Bzdura! Dlatego sie nie przebilas,
zero autentycznosci.
Robisz miny, jakby targaly toba uczucia,
ale to przedstawienie.
Zaloze sie, ze cale zycie grasz.
Piosenkarke, zone, matke.
Maski! Zeby nikt cie nie zobaczyl!
Zebys nie musiala mierzyc sie z prawda o sobie!
Jaka?
Ze zaslugujesz na szczescie.
I wolnosc.
Zaslugujesz, zeby uwolnic sie od syfu,
kt�ry przytlacza cie cale zycie, i wyzdrowiec.
Zaslugujesz na to,
a ja obiecuje, ze jesli wytrwasz do konca,
jesli otworzysz sie na doswiadczenie,
zyskasz pewnosc, kt�ra pozwoli ci przestac grac,
zrzucic maski
i wreszcie zaakceptowac prawdziwa siebie.
Brawa dla Pam!
Kto teraz?
- Kto to? - A kto jeszcze ma klucz?
Kupilam zarcie.
Do lod�wki.
M�glbys podziekowac.
"Dziekuje". "Nie ma za co".
"Co ja bym bez ciebie zrobil?"
"Pewnie umarl".
Co sie stalo?!
Cholera!
- Niedobrze mi. - Patolog zamkniety.
- Otwiera w poniedzialek. - Nie masz lod�wki w robocie?
- Mam to zostawic Dorfowi? - Na pewno nie kolo jedzenia!
- Wywal to! - Jasne.
- Co sie z toba stalo? Byles glina! - Jestem.
Skazales sie na prowincje i rzezbisz figurki.
- Czemu atakujesz? - Bo to nie twoje miejsce.
Idz na ulice Newark. Nie przetrwasz dnia.
Ja wytrzymalem 9 lata.
Nie jestem dzieckiem. Nie wyjechales bez powodu.
Co, wziales w lape, odwr�ciles wzrok?
- Kiedys sie dowiem! - Dosc tego!
Chcesz zostac?
Na All In The Family .
Zrobie herbate.
Nie musisz przyjezdzac i mnie sprawdzac.
Bede, dop�ki trzymasz w lod�wce tylko mleko i fragmenty cial.
A patolog w Newark guzik wie.
Lepiej sam to zbadaj.
Nie uwierzysz.
- Poznalam kogos. - Naprawde?
Dr Norman Blaustein, dentysta.
Konferencja.
Da mi poprowadzic Porsche, jesli skocze do niego na jednego.
Nie masz nic przeciwko?
Mial byc babski wiecz�r,
ale szczerze m�wiac, mam od tego ciarki.
- Idz. - Dzieki.
Jest moja rajd�wka!
Dokad ucieklas?
Lalam do baku.
Dr Norman Blaustein, dentysta.
Imprezujesz?
Zalezy jak. Ciasto i lody?
Mam w gabinecie gaz rozweselajacy. Bezpieczny.
- Jestem zawodowcem. - Najpierw masz zbadac mnie.
Dobranoc.
Nie czekaj.
Idziemy.
Bylam na twoim seminarium.
Spiewaczka, pamietam.
Wiem, co robisz.
Rozkladasz nas i skladasz.
Naprawde?
M�j nauczyciel stosowal te technike.
Uwazam, ze jestes przenikliwy i trafiasz w sedno,
ale nie musisz byc takim palantem, zeby pomagac.
To dziala na tych,
kt�rzy zdecyduja sie zostac, ale dzieki za wsparcie.
Zaczekaj!
- Kupie ci drinka. - Serio?
Malo kto ma odwage zaczepic mnie prywatnie.
Czyli terapia dziala.
Prosze.
M�wia, ze mam sie z tym pogodzic.
Nie wiem jak, skoro nawet nie znalezli ciala.
Czuje sie winna,
bo nie bylo mnie, gdy potrzebowal.
Komu pomagasz, obwiniajac sie?
Jasona przeciez juz nie ma.
Tobie tez nie, bo tylko przedluzasz b�l.
Moglabym sie przeprowadzic. Zaczac od nowa.
Moglabys, ale zabierzesz b�l ze soba.
Dlatego m�wimy o nim "bagaz".
Jedyny spos�b, zeby p�jsc naprz�d, to przestac uciekac.
- Moge ci zadac pytanie? - O cokolwiek.
Nie boisz sie, ze grzebiac ludziom w glowach,
przypadkiem...
sama nie wiem...
- Co? - Otworzysz niewlasciwe drzwi.
Nie.
Od zawsze wiedzialem, ze nie jestem zwyklym przecietniakiem z pipid�wka.
Choc wszyscy go we mnie widzieli,
zeby stac sie naprawde soba,
mezczyzna, kt�ry siedzi przed toba,
musialem przestac sie bac utraty bezpiecznej tozsamosci.
Musialem zdjac maske i byc ze soba szczery.
Badz szczera.
Czego sie boisz?
Tego, ze odpuszcze.
W takim razie...
sprawdzmy, co sie wtedy stanie.
Ja nie...
Przepraszam, jesli tak zrozumiales.
Jest rok 1972.
Dwoje doroslych pije drinki i rozmawia o zyciu.
Poczulem bliskosc i nie stlumilem zdrowego impulsu.
Jesli cie nie pociagam, mea culpa,
kontynuujmy rozmowe.
Ale...
sli jestes tak ciekawa mnie, jak ja ciebie,
a powstrzymuje cie tylko strach przed odpuszczeniem,
czy to nie najlepszy czas, by sie z nim zmierzyc?
Dawno nie bylam z mezczyzna.
Nie szkodzi.
Dobrze trafilas.
Cholera, Pam, nie odpuszczasz.
- Przepraszam. - Nie przepraszaj.
Nie musisz sie bac.
Nie skrzywdze cie.
Ty kontrolujesz sytuacje.
Tak.
Wlasnie tak.
Tak jest, odpusc.
Przestan m�wic.
Ja pierdole! Ugryzlas mnie!
Nie, nie zrobilam tego.
Moge ostro. Tego chcesz?
Ja...
Nie, to nie ja.
Nie wiesz, dop�ki nie zrzucisz maski.
Zejdz. Zejdz ze mnie!
Dobra!
To ty mnie ugryzlas.
Przepraszam.
Przepraszam.
Nie przepraszaj za sile,
kt�ra sie w tobie kryje.
Uwolnij ja.
Witaj, Ralph.
Jesli idzie o jelenia, nie zastawilem sidel.
- Musial je zawlec. - Nie.
Znalazlem w lesie szczatki. 400 metr�w na wsch�d.
Ludzkie.
Ludzkie?
Czyje?
Pr�bujemy ustalic. I znalezc reszte denata.
To nikt stad.
Moze zagubiony wedrowiec albo mysliwy.
Znasz okolice najlepiej. Widziales ostatnio obcych?
Obcych?
Nie.
Ostatnio pojawily sie niedzwiedzie.
Nie wiedzialem, ze jedza ludzi.
Tu sa gorsze istoty.
Slucham?
Co?
Powiedziales,
ze sa tu gorsze istoty?
Naprawde?
Nic nie widzialem.
- Wybacz mi! - To nie twoja wina.
Nie bylem pewien, czy po tej nocy wr�cisz.
- Co to jest? - Tak zwane regresywne opetanie.
Pozwalasz staremu, uszkodzonemu "ja" opanowac twoje cialo,
zeby powiedziec, co chcesz, krzywdzicielom.
To... intensywne.
Tylko tak mozna wyrzucic poczucie winy,
strach i wstyd i zrobic miejsce na prawdziwego siebie.
Jestes gotowa wykonac te prace?
Odprez sie i pozw�l sobie odplynac.
Do czasu, gdy czulas sie najbardziej bezbronna.
Przerazona.
Pojawiaja sie wok�l ciebie ludzie,
widzisz miejsce.
Zlap je, osadz sie w nim.
Skonfrontuj sie z krzywdzicielami, powiedz, co przez nich czujesz.
Doswiadczysz b�lu, a potem go uwolnisz.
Sluchaj mojego glosu, niech cie prowadzi.
Idz tam. Gdzie jestes?
Co widzisz?
Wiem, ze to straszne, ale jestes bezpieczna.
Nigdy.
- Zmierz sie z tym, bo nie wyzdrowiejesz! - Wypusc mnie.
Znowu uciekniesz, jak w nocy ode mnie?
Balas sie skonczyc, co zaczelas.
Jestes chory.
Zr�bmy przerwe.
Tata wszystko juz zaplanowal.
Skoncze szkole,
dostane stypendium sportowe uniwerku w Michigan,
cztery lata przygotowania do prawa i Columbia.
A potem duza firma.
Tego wlasnie chcesz?
Sam juz nie wiem, czego chce.
Poza ostatnim latem na obozie starych.
Na pewno otworza?
Musza, zeby odbic sobie to, co stracili.
Przez tego dziwolaga?
- Kto to byl? - Jason Voorhees.
Nie znalezli ciala.
- Kto by tu chcial byc? - Ja.
Grace? Co ty tu robisz?
Slyszalam o imprezie.
Dla licealist�w.
W twoim wieku pilam herbatke z Barbie.
- Tu jest zabawniej. - Jak?
Zostawcie. To impreza.
Niezle chodaki. Wygladasz jak Michelle Phillips.
Dzieki.
Siadaj. Dam ci piwo.
- Dobrze. - Niedobrze. Mozemy pogadac?
Powiem wprost to, czego od nich nie uslyszysz.
Z tym makijazem wygladasz smiesznie.
- Wracaj do domu. - Sama wracaj!
Nie pyskuj, mloda.
Widzialam cie w hangarze.
Robilas to z Barrym. I Jason utonal.
Szpiegowalas nas, zboku?
- Pozw�l mi zostac, to nie wygadam. - Nie wygadasz,
bo sie wypre i przypomne wszystkim,
czemu tw�j maly kumpel znalazl sie na srodku jeziora.
To ty rzucilas pilke, po kt�ra poplynal.
Tez moge byc wredna. Milo ci?
Mam lata doswiadczenia.
Skoro chcesz byc duza, moge cie tak traktowac.
Do domu.
Kazdy z nas ma taka mozliwosc...
Wyrazilem potrzeby i odeszla! Zabije cie!
Jestes oszustem! Zabije!
Szarlatan i lgarz! Puszczajcie!
Zabije!
Prosze. Pom�z mi.
Widzisz, co sie dzieje, gdy grzebiesz ludziom w glowach?
Dla niekt�rych z nas maski to koniecznosc.
Ja pierdole!
Chodzcie.
Dopiero zrobilam fryzure!
Strasznie leje.
Przeparkujmy. Nie chce tu utknac.
To Trans Am, kotku.
345 koni, gigantyczny moment.
Nic nam nie bedzie.
To dobrze, bo cala noc chcialam z toba zostac sam na sam.
Wyciagaj palke.
Zaraz zalicze baze.
Co to?
Ktos tam jest?
Do cholery!
Kto tu jest?
Grace, to ty, g�wniaro?
Przestan, bo zloje ci dupe!
Jebac to!
Kto to? Barry! Kto to?!
Nie wiem, cicho!
- Cholera! - Boje sie!
Powiedz cos!
Co to, kurwa, bylo?!
ZDJECIA
Wersja polska: HBO / Iyuno Polska Tekst: Wojtek Styblinski
www.NapiProjekt.pl - nowa jakosc napis�w. Napisy zostaly specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.