Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Co się stało, Richard?
Skąd ta mina?
Traciliśmy kontakt z cieniem. Miał przekazać informacje o wydobyciu uranu w
polskich kopalniach.
Jak to, straciliście kontakt? Co się stało?
Pilot polskich linii lotniczych miał dostarczyć raport, ale nie pojawił się w
Kopenhadze.
Jeśli go złapali, to pewnie już syfnął.
Byłaby to dla nas katastrofa.
Musimy uruchomić wszystkich naszych polskich agentów, włącznie z tym
uśpionym w Uber.
Tak jest.
I wyślijmy naszego człowieka z Kopenhagi do Polski.
Jamesa. Tak jest.
Jeśli wyczuje jakiekolwiek zagrożenie, ma się natychmiast wycofać.
Nikomu ani słowa.
O sprawie na razie wiemy tylko my i szef wydziału. Tak jest.
Widzę, że robota w Departamencie I daje w kość poruczniku Dubelski.
Ugodniona tydzień i jesteście w coraz gorszej kondycji.
Was jakoś nasz departament nie zraża, stowarzyszu Kostek, skoro się tak do nas
pchacie.
Pcha nas, stowarzyszu minister.
Tak.
Bo sami nie umiecie powstrzymać wycieku na zachód tajnych informacji, które
szkalują wysokopostawionych stowarzyszy. Jesteście świetnie pojebarowani.
Słyszałem też kilka innych ciekawych rzeczy.
Na przykład o amerykańskim szpiegu załatwionym w proble.
Podobno miał przy sobie mikrofilm z planami radzieckich obieców w Polsce.
Dajcie spokój. W resorcie wiedzą nawet sprzątaczki.
Podejrzewacie, że mikrofilm pochodzi z tego samego źródła, co reszta
przecieków? A to musicie zapytać sprzątaczek.
Oficjalnie nie przyjęliście jeszcze śledztwa, nie mam obowiązku was
informować.
Zresztą, towarzysz minister zupełnie niepotrzebnie was przysyła.
Właśnie znaleźliśmy bardzo solidny punkt naczepienia. No to świetnie, tylko
coś późno, nie?
Szukacie za wolno.
Po amatorsku.
Myślisz, że jesteś lepszy, co?
Że przyjdziesz tutaj, że dwa dni rozwiążesz sprawę, wykażesz naszą
nieudolność albo złą wolę, a przy okazji znowu skoczysz do góry, nawet jak
ministra. To waszej ministrowi zależy na powstrzymaniu przecieków.
Dlatego śledztwo musi przyjąć fachowiec.
Fachowiec!
Pokaż to, bo teraz...
Spokojnie, towarzysze. Bo złożę raport.
Nie. Trochę nadpłynęło słowo.
Ale obejdzie się bez szpitala.
Nie?
Bukiecik tych fiołków, bukiecik nic z tego nie.
I w serce coś bezsłody, a mdlewa... Leuś!
Leuś!
Niech się Pani zajmie dziećmi.
No, Kajtus, cicho.
Pani Tereso, ile razy mówiłam?
Mąż nie może pić. Wie Pani, ile razy ja te gardło zdzieram, żeby przestał plać?
Proszę to wykupić.
No dziękuję, Pani doktor.
Dzień dobry. Dzień dobry. Dziennik poproszę. Ład wyproszę.
Dziękuję. Proszę, Sandra Pani.
Dzień
dobry.
Dzień dobry.
Cześć, Ewa.
Cześć.
Znowu się winda zacięła.
Takie wspaniałe te nowe porządki, a windy nikt nie umie naprawić.
Profesor Porada cię szukała.
Co? Po upojnej nocy niełatwo się dobudzić.
Oj, Kaziu, Kaziu.
A ty skąd wiesz, co ludzie po nocach robią?
Dorabiasz w milicy po godzinach? Nie muszę.
Widziałem wczoraj młodego Poradę pod szpitalem.
Niektórych miłość zaślepia bardziej niż imperializm.
Głęboka myśl. Cały ty. Dusza mniszkówny język aktywu. Oj, uważaj, żebyś nie
musiała tłumaczyć się z tego żartu właśnie przed aktywem.
Myślisz, że przyszła teściowa załatwić leningrad?
Dziunia. Po to w nią sypia, żeby mu donosiła.
Szkoda mi go.
To musi być okropnie męczące tak knuć od rana do wieczora.
Uważaj na niego.
Wszędzie rozpowiada, że porada wysyła cię na konferencję, bo sypiasz z jej
synem. A tymczasem on doszedł do wszystkiego ciężką pracą.
Biedny duch.
I tak nie wiem, czy pojadę do tego Petersburga.
Znaczy, Leningradu.
No co ty?
Wydawało mi się, że ci zależy na tym wyjeździe.
Nie wiem, czy będę trzymała.
Rozstania z Tomkiem?
Myślałam o Pawełku.
Dzień dobry, pani profesor.
Trzymała mnie pani?
Najnowsze zdjęcia towarzyszki Markowskiej.
Nie ma wątpliwości, to pani miała rację.
Raz nawet operacja za granicą niewiele da.
Niestety. Ona ciągle na to liczy i nie zna pomocy, a nie towarzyszy.
Czy to nie ironia losu?
Wczoraj trzechwładna towarzyszka Markowska, pierwszy sekretarz KW, a
dzisiaj...
Komitet udzwonił, tylko jakiś urzędnik nie trzymał.
Dajemy jej morfinę, ale ból jest coraz silniejszy.
Proszę starać się jej ulżyć.
Zaraz do niej zajrzę.
Pani Heleno, proszę niech pani siada.
Mam dla pani dobrą wiadomość.
Moje starania w Warszawie odniosły skutek. Może pani szykować się do
wyjazdu. Pozna pani najnowocześniejsze radzieckie metody terapii. Zdobędzie
pani praktykę.
Nie mówiąc już o znajomościach. A to przed pani specjalizacją czysta korzyść.
Pani profesor, jestem bardzo wdzięczna, ale ja mam dziecko.
Pani Helen, to tylko rok.
Pani matka na pewno świetnie zajmie się synem. Dlaczego ja?
Mam najkrótszy staż. Uważam panią za najlepszego chirurga na oddziale. I to
zanim pani jeszcze zaczęła się spotykać z moim synem.
Jak pani wie, przed wojną pracowałam z pani ojcem.
Odziedziczyła pani jego zdolności i dlatego chciałabym w odpowiednim czasie
pozostawić oddział właśnie pod pani opieką.
Zgoda?
Szanowny towarzyszu Bartman, zwracam się do Was w ostatnim akcie rozpaczy i
nadziei z prośbą o pomoc. Dzięki Waszym kontaktom o umożliwienie mi wyjazdu na
operację i leczenie w Szwajcarii, czego odmówił mi mój były partner Ryszard,
obecny minister.
Ja jednak dzisiaj mam dowody, że Ryszard, pseudonim twardy, obecny
minister, któremu podlegacie przed wojną, będąc członkiem KPP.
Donosił na towarzyszy partyjnych stanacyjnej policji.
Stefa, stara się jak głupia.
Przecież Hrysiek dawno położył na tobie kreskę. Co ty się łudzisz? Nigdzie nie
pojedziesz, a pieniędzy do grobu nie zabierzesz.
Ale w Szwajcarii mają nowe metody.
Tutaj dalej.
Musi pani jak najszybciej podpisać w Warszawie dokumenty.
Mógłabym w piątek. Proszę tylko napisać podanie o urlop. Jeszcze raz bardzo
dziękuję.
Wielu towarzyszy na skutek donosu trafiło do Berezy.
Wiem, że towarzysz minister was nienawidził. Ja tego nie przekażę.
Tchórzem jesteś, Waśka. Nie mogę ryzykować. Dzień dobry. Mogę panią
przeprosić?
Markowska, jak się pani czuje?
Śle. Śle, pani doktor.
Strasznie boli.
Tęcno przyspieszone.
Proszę unikać wzruszeń.
Kiedy był ostatni zastrzyk? Po ósmej.
To za pół godziny zrobimy kolejne, po obchodzie. A nie dałoby rady teraz.
Pani doktor, proszę.
To jest taki ból.
Dobrze. Proszę przygotować zastrzyk.
Dziękuję.
Pani doktor, ja mam jeszcze jedną sprawę. Może pani usiąść?
Słucham.
Chodzi o to, żeby pani przekazała ten list do rąk własnych do wasza Bartmana.
Nie można wysłać pocztą?
Poczta. Nie można.
A co to jest?
Cała prawda o jednym takim.
Przed wojną byliśmy razem.
Kochał mnie.
Ale mi dziwczem został i zapomniał.
Tu są papiery na niego.
Towarzysz Bartman go nienawidzi, także się ucieszy.
Bardzo pani współczuję, ale będzie musiała pani znaleźć innego posłańca.
Pani doktor, ja panią obserwowałam.
Pani jednej zależy.
Stychłabym tu już dawno. Pewnie i tak stychnę.
Niech pani zobaczy.
Wszystko jest dla pani. Pani Markowska, proszę to schować. Nie można tego tutaj
trzymać. Chcę się zemścić, rozumie pani? Chcę się zemścić jako kobieta, pani to
rozumie? Wiesz ile to pieniędzy? Wiesz ile to jest warte wszystko?
Nie wiem i nie chcę wiedzieć.
Czego chcesz?
Wszystko ci mogę załatwić, Bóg je żyje, wszystko ci mogę załatwić. Pani
Markowska, ja wiem, że pani bardzo cierpi, ale ja nie chcę się mieszać w
takie sprawy.
Może poprosi pani siostrę?
Ona się boi.
A skąd pani wie, że ja się nie boję?
Znam się na ludziach.
Po prostu ty jesteś sama z dzieciakiem.
Ciężko ci.
Siostro, zastrzyk.
Zastanów się.
No, to zatłujawan.
Chodzi o Tadeuszkę Markowską.
Umiera w szpitalu rak.
Tak po ludzku bardzo mi jej szkoda, ale nie była dostatecznie pryncypialna.
A w ogniu walki klasowej muszą być ofiary. Oczywiście.
Gdzie leży?
W Łodzi.
Myśli, że operacja w Szwajcarii uratuje jej życie i grozi, że jeśli nie pomożemy
jej wyjechać... To może być zagrożeniem.
Coś nas kiedyś włączyło, ale było minęło.
Krótko mówiąc, trzeba to zakończyć.
Dobrze. Zajmę się tym. Tylko pamiętaj, my nie mamy z tą sprawą nic wspólnego.
To aż minister może na mnie polegać, jak zawsze.
Weldowałeś się już Bartonowi?
Nie, na razie zdążyłem poznać jego zaufanego, porucznika Dubelskiego.
Wjazdy w Kopenhazę przejęli szyfrogram podpisany pseudonimem Cień.
Kurierem był pilot lotu, Jan Owerski. Niestety w areszcie popełnił
samobójstwo. Więc aresztowanie tego agenta jest naszym podstawowym zadaniem.
I musimy to zrobić przed Bartmanem. Tylko uważaj na niego.
Twarda stuka. Od dawna rozstrzyga kły na mój fotel.
No, to idź mu tam się domelbyś.
Tak jest, panie przewodniczący.
No to co, kochanie?
Panią z oka spuściłam i już półgarka zupy nie ma.
Pani Porczyńska, mam swoją.
Tak, ale żeś z mojej pani dolała.
Bzdury.
Bzdury. Mało, że najlepszy pokój ma ta. A my się z dziećmi i z mężem
wisiły w klitce.
To jeszcze nam żarcie od gęby odbierać.
Jak masz, pani Tereso?
Co?
Dzień dobry.
A dobrze, dziękuję.
Bardzo dobrze. Znaczy, no, względnie dobrze.
Chciałam właśnie podziękować pani doktor. Ale pani na mamusia to...
Dokumitetu poskarżę.
Złośliwy tłumok.
Ile razy mogę cię prosić?
Czy ty naprawdę nie umiesz z ludźmi w zgodzie żyć?
To znaczy, że co?
Trzeba mu pozwolić, żeby mnie obrażano.
Dobrze, że ojciec tego nie doczekał.
No i jak?
Jedziesz na ten staż? A to będzie z Pawłem? Oj, co będzie, co będzie.
Damy radę.
Co to jest?
Nie znaleźli.
Fiurenko, musisz ułożyć sobie jakoś w końcu życie, rozumiesz? Paweł potrzebuje
męskiej ręki. Mamo?
Tak.
Już raz wydałaś mnie za mąż. Nic dobrego z tego nie wyszło.
Rodzina jest? Żona? Dzieci?
Wolę niezależność.
Wierzę, że moje doświadczenie przyda się na odcinku walki z reakcją i
imperializmem.
Zawsze gadacie jak z biuletyną?
To zależy.
Wasz przydział do mojej komórki dotyczy na razie tylko jednego zadania na
mierzenie cienia.
Znacie sprawę?
Tak, słyszałem. Towarzysz minister wspominał.
Ale nie zapominajcie, kto tutaj dowodzi.
O postępach w śledztwie meldujecie mnie i tylko mnie.
Jasne, majorze Kosik?
Kosek, tak jest.
Czytajcie.
Szlag by co trafił.
Wiceminister komunistycznego rządu agentem gestapo.
Podobno towarz Bierut bardzo się martwi, że tego typu informacje po raz
kolejny
Wypływają na zachodzie. No właśnie. Z początku nie łączyliśmy ze sobą tych
przecieków.
Było ich niedużo i były rozrzucane w czasie.
Ale teraz jesteśmy absolutnie pewni, że jest dosyć nie zorganizowana siatka
szpiegowska. A potwierdza to przejęty przez nas w Kopenhadze szyfrogram.
Szyfrogram cienia.
Właśnie. Tylko, że niestety od pewnego czasu...
Cień milczy.
Tam im w wodę.
Mamy podejrzenie, że może wpadł w jakiejś innej sprawie i siedzi w którymś
z naszych więzień. No.
To trzeba zacząć go szukać.
Zawiadomimy zakłady karne. Niech uruchomią strażników i wtyki w celach.
Może któryś z politycznych go pozna.
Każe im meldować o każdym podejrzanym grypsie.
To jest wasza sprawa. Wy odpowiadacie za efekty lub ich brak.
Do pomocy dostaniecie porusznika Dubelskiego. To bezwychłopak.
A, jeszcze jedno.
Jeśli nie złapiemy cienia, sprawę przejmą towarzysze radzieccy.
I wtedy będziemy się tłumaczyć przed nimi.
No to do roboty, towarzyszu majorze Kosik.
Tak jest.
Meldować na bieżąco.
Adam, miej go na oku.
Nie miałem wyjścia. Minister szuka na mnie haka.
Dlatego go tu przysłał.
To my musimy wcześniej znaleźć coś dla niego.
Narysowałem, jak tata szkopówczo zwała.
Jak w szkole będą pytać o rodzinę, to powiedzę, że dziadek był lekarzem i
pomagał ludziom w czasie wojny, a tata...
Tata pracował jako mechanik. A jak ty miałeś roczek, to
zmarł. Nazywał. Będziesz pamiętał?
Powiedz mi coś więcej o tacie.
Kiedy się powiem, ci wszystko.
A teraz marsz do łóżka.
Mama ma wychodne.
Helu.
Ludzie mają oczy i uszy.
Nic nieka nie obchodzi.
Jesteś lekko myślna jak twój ojciec.
Mama.
Gdybym nie posłuchał to...
No, punktualność to nie twoja mocna strona, kochanie. Dokąd ty tak
spieszysz?
Zgadnij.
Nie mogę zostać na noc.
A nikt cię o to nie prosi.
Może ci coś powiedzieć?
Szukałam ojca Pawełka.
Napisałam do Czerwonego Krzyża.
Odpisali dziś.
Nie znaleźli go.
Kto to był?
Nieważne.
Jakby było nieważne, to byś mi powiedziała.
Znajomy w konspiracji.
Nagle zniknął.
No, a gdyby się odnala?
Tomek?
Kocham cię.
Nie, że twoja matka załatwiła mi to stypendium w Leningradzie.
Słucham?
A co ze mną?
Zrobisz parę premier.
Poznasz piękne aktorki.
Moja matka prześladuje mnie nawet w łóżku.
W piątek pojedziesz ze mną do Warszawy?
Muszę podjechać do ministerstwa podpisać jakieś papiery przed wyjazdem.
Aha.
Widzę, że to już jest postanowione, tak?
Jeśli byśmy wzięli ślub, to nie pojechałabyś do tego lewnym bradu?
Spóźnię się na dyżur.
Helena.
O ślubie teraz?
Tak, teraz. A kiedy?
To co tutaj robisz? Nie masz dyżuru.
A, tak.
Stęskniłem się.
A, stęskniłeś się.
Tylko za godzinę muszę pójść dom.
A ja muszę podać leki.
A ty myślisz?
Siostro!
Gdzie się siostra podziewała? Markowska powinna była dostać zastrzyk 15 minut
temu. Oj, zegarek mi chyba stanął, przepraszam.
Młode, dęsacki.
Pacjentkom dwójki i dziesiątki proszę podać coś na sen. Jedę się zgrzemać.
Proszę mnie obudzić, gdyby było coś ważnego. Tak jest.
Pani Markowska?
Pani doktor, Markowska nie żyje.
Wiecie, obywatelko, partia was wyróżnia, a więc... Nie zapiszę się do partii.
Skoro tak, to w Leningradu nic.
Wiecie, chodzi o to, że partia chce wysyłać za granicę ludzi ukształtowanych
ideą.
Mogę nie jechać.
Do widzenia.
No już, już, rozej się, nie przeszkadzasz. No już, już, już.
O, pani profesor.
Już otwieram.
Chwileczkę.
Cięgliwości.
O, już.
Tylko ostrożnie.
Co się do cholery dzieje z tą windą?
No przedwojenna konstrukcja, chęści brak.
Siostro, o co tutaj chodzi?
Kołronek.
Z kryminalnego niestety, kapitan.
Przesłuchujemy personel w sprawie śmierci towarzyszki Markowskiej. A
dlaczego ja nic o tym nie wiem?
Co wam jest? Źle się czujecie?
Trzy noce na nogach.
Muszę zadać kilka pytań o obywatelce Bielawskiej, ale nie ma jej na
stanowisku pracy nawet.
Ma urlop, jest w Warszawie.
Pojechała do Ministerstwa Zdrowia.
A co wy, rzeczywiście źle się czujecie?
Chodźmy do ambulatorium.
Dziękuję.
Zbadam pana.
Dziękujemy.
Cudownie, że nie jedziesz do tego Leningradu. Chodź, pokażę ci coś.
Chodź, chodź, chodź, chodź.
Tu mieszkaliśmy przed wojną.
Gdzie?
Tu. W tej kamienicy, której nie ma.
Na trzecim piętrze.
Nie jedziesz do
Leningradu.
Nie masz domu.
Cholernie ci się podobam.
Może jednak zamieszkamy razem.
Ty jesteś nie normalny.
Podeptałaś.
Tu, tu boli.
Prawdopodobnie ma pan wrzody. Proszę się ubrać.
Musi pan iść do specjalisty. Na razie przepiszę panu coś łagodzącego.
Dziękuję, pani doktora.
Był anonimowy telefon, że Markowskie pomogła przenieść się na tamten świat
lekarka dyżurna.
Na wtyczki witały dwie zapasowe odpunki. Dyżur miała Bielawska niestety. To ona
zrobiła Markowskiej ostatni zastrzyk.
Dlaczego doktor Bielawska miała wydawić pacjentkę? To absurd.
W tej pensji ciężko otrzymać dziecko i matkę.
Piotra Markowskiej twierdzi, że zmarła miała w sobie waluty i trochę biżuterii
kosmetyczne, która zniknęła.
Bielawska o niej wiedziała.
Znam doktor Bielawską. Powtarzam, to absurd.
Pani, jaka była Markowska?
A Bielaczka to dziecko sanacyjnego lekarza. Wiem, sama byłam sanacyjnym
lekarzem. Wy jest na płacie.
Zapisaną piękną kartę w życiorysie.
Członkostwo w KPP.
Wiedzenie.
Wy też nie jesteście bezpieczne.
Teraz ściany mają uszy.
No wasz syn i ta lekarka.
Jak pan śmieje. To są prywatne sprawy.
Mojego syna.
Proszę receptę.
Macie jakieś dowody?
Nawet jej jeszcze nie przesłuchaliście, tak?
Dowody zawsze można znaleźć.
Czarekowy Klupa, macie coś?
Czyje to biurko?
Heleny, towarzyski Bielackiej.
No to mamy dowód.
Dowód na co? Na razie na nielegalne posiadanie waluty.
Ale jeżeli siostra Markowskiej rozpozna tę błyskotkę, to...
Niestety.
Tylko osobiste drobiazgi.
Widać, że nie zadziałać w tę porę. Na pewno nikt cię nie widział.
To jest minister. Może być spokojny.
Do widzenia.
Cieszę się, że przeprasza dobre pełnopoczucie mojego męża.
No ktoś mu ślicz.
Dzień dobry.
Może by mi pan popytać, o co chodzi? Co się stało?
Helu!
Co tu się dzieje?
Jesteście podejrzane o zabójstwo. Czucha?
Zbierajcie się, pójdziecie z nami. Ja nigdy nie idę. To jest jakaś pomyłka.
Puść mnie.
No!
Wyrok w imieniu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
Sąd rejonowy w Łodzi po rozpatrzeniu sprawy Heleny Bielawskiej z domu Górczyn
oskarżonej o zabójstwo obywatelki Stefanii Markowskiej, podzielając opinię
prokuratora, że czyn ten został popełniony z premedytacją tak z powodów
materialnych, jak i wskutek obcej socjalistycznej moralności deprawacji
oskarżonej, uznaje ją winną zarzucanego czynu i wymierza... Proszę o ciszę.
i wymierza karę dożywotniego pozbawienia wolności oraz pozbawienia praw
publicznych na lat 20.
Wyprowadzić skazaną.
Dzień dobry.
Dzień dobry, dzień dobry.
Ale towarzyszka kusząco wygląda, kiedy taka zaczytana.
Co tam piszą ciekawego?
Czytam o procesie.
Lekarki mordercyni.
Straszne.
A zrobicie mi kawę?
Już się robi, towarzyszu majorze.
A Ty moje pocieszenie
zostawiłeś, smutek żal.
Czemuś poszedłeś...
Nie słuchał szumu ucha.
Nie usłyszysz już w turniach wiatru
grania i pewnikiem też mojego śpiewania.
Przecież żeś tak tego...
Cieszy muzyka.
Gdybyś szepnął, choć słóweczko, nie
puściłabym cię nijak.
Razem byśmy se grali i śpiewali.
Naszym śpiewaniem ludzi pocieszali.
Dziś została sama.
Ale przecież się spotkamy.
Przyjdzie kiedyś.
Popytamy chór aniołów, co by
śpiewał z nami w ram.
Ja Ci podegram nucickę wierchową.
Ty mi zaśpiewasz, ja pociągnę z Tobą.
Dzięki.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.