All language subtitles for vabank-1981-hd-en

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Witam, szanownego pana. Czym mogę służyć?

Proszę pana, chodziłoby mi o naszyjnik.

To jest, ośmielam się zauważyć, bransoleta. Szanowny pana, raczej

wskazywać bransoletę.

Aha, bransoleta. Tak, tak, tak.

To w takim razie niech będzie bransoleta.

Służę uprzejmu.

Bransoleta. Nie, stanowczo nie.

Czy zechciałby mi pan jednak pokazać jakiś gustowny naszejnik?

To są naszejniki? Na pewno?

Absolutnie ponad wszelką wątpliwość.

Pracuję w tym fachu 24 lata.

A czy mógłbym... Przepraszam.

Mógłbym jeszcze zobaczyć ten pierścionek. Czy dobrze mówię? To jest

pierścionek, nieprawdaż? Ma pan absolutną trafność.

No.

Skoro wszystko jest takie piękne, to wobec tego biorę wszystko.

Wszystko?

A to już jak pan szalony uważa.

Niech mi tylko będzie wolno zauważyć, że wszystko razem kosztuje 9300 zł.

To niech pan łaskawie doda jeszcze coś za 700 dla równego rachunku, tylko coś

wykwintnego, wie pan. Służę panu.

Czy ten drobiazg może być?

A co to jest?

Brosza. Tak.

A wie pan co to jest?

Chwileczkę.

Co to jest?

Tłumik. Nie bardzo rozumiem, szanownego pana.

Czy zapakuje pan wszystko już teraz, czy mam do tego dokręcić rewolwer? To

oznacza, że... prawdopodobnie jest... napad?

Nie da się ukryć.

Tylko nie radzę żadnych sprytnych sztuczek z alarmem. To niezdrowe.

Uśmiechać się.

I pakować.

To.

Odwróć się pan i szukaj czegoś w dolnej szufladzie.

Jak doliczy pan do stu, może się pan odwrócić.

Tylko nie wcześniej.

Czy tu się sprzedaje?

Dziękuje za oglądanie.

Dziękuję za pamięć.

Wychodzi dzisiaj.

Kiedyś musiał wyjść.

Dziękuję.

Pozdrawiam się panu prezydentowi.

Dom bankowy Kramera, nie zapominajka, może wyłączyć system alarmowy.

Skarbie.

Boże mój.

Henryk.

Wejdź. Wejdź, Henryk. Proszę, wejdź.

Henryk. Henryk. Cieszę się, że już jesteś na wolności.

Wiesz, mam akurat przygotowany obiad. Zaraz coś podam gorącego.

Nie byłam u ciebie tak dawno, bo trochę chorobałam, nie mówiłam ci. A teraz

byłam dwa tygodnie u ciotki w Skierniewicach, bo wujek umarł.

No tak.

Właściwie powinnam przedstawić panów.

Henryk, pozwól, to jest pan... Harmoniki.

Moje nazwisko.

Bezprzyjemny bardzo.

To ja pójdę po nakrycie.

Zaraz pójdę.

Siadaj, Henryk.

No zostań.

Och, przynajmniej na obiedzie.

No, no, no, no tak wyrabiasz tym przedmiotem. Przestań, słyszysz? No,

czyś ty zidiociał, przestań!

Szuka pan dorożki?

Możemy pana podwieźć. Jedziemy na pewno w tym samym kierunku.

Ale proszę pana, ja muszę... Proszę mnie puścić!

Proszę pana, proszę panu prezesa... Ale...

Panie prezesie... Ręce przy sobie.

Panie prezesie, pan musi mnie wysłuchać. Pańscy kasjerzy nie chcą mi wypłacić

moich pieniędzy. O co chodzi? Niechże pan mówi spokojnie.

Panie prezesie, ja nazywam się Jan Rożek.

Mam u pana w banku wszystkie moje oszczędności. I ci bedelacy...

Przepraszam, pańscy kasjerzy.

Nie chcą mi ich wypłacić. No to... To chyba jest powód do zdenerwowania.

Drogi panie, niech pan tak nie ryczy. I niech pan przestanie obrażać moich

podwładnych. Panie Majer.

Ten pan, jak sam mówi, nazywa się Rożeka, a chce podjąć pieniądze z konta

pana Kowalskiego. No tak. Nie możemy wypłacić.

Bardzo mi przykro, ale pieniądze z konta Kowalskiego może podjąć tylko Kowalski.

Tak, ale jaka?

Co? Dlaczego pan milczy?

Przecież to pan mi doradził wpłacenie pieniędzy pod obcym nazwiskiem.

Ten pan powiedział, że...

że Kowalskich jest wielu. Nikt nie dojdzie, który jest który. A ja, proszę

pana, nie będę musiał płacić podatku od tej sumy.

Tak pan powiedział, że to będzie na zasadzie gentleman's agreement.

Rzeczywiście polecał pan naszemu gościowi gentleman's agreement?

Panie prezesie, nie robię nic, czego by pan nie wiedział.

A z drugiej strony to nieładnie, panie Rożek, że chciał pan oszukać urząd

podatkowy. Co ja?

Ale jak to? Co u czciwego Polaka? W ten sposób?

Za to, że nie chciałem popierać obcego kapitału i że wpłaciłem pieniądze do

waszego banku.

Chcecie mnie oszwawić?

Krabusie! Stralnie!

Ale... Zapłacicie mi za to.

Ja, bo... O Bóg!

O Bóg!

Nie uda wam się.

Stało się, że żyjemy w praworządnych, śmiennych krajach.

Ja pana... Ja pana... No,

panie roze.

Z tym strzelaniem to pan przeholował.

Ale jeżeli pan stąd natychmiast zniknie i przestanie powtarzać te brednie, nie

wezwę policji.

Wyprowadzić. Dobrze?

Ale moje pieniądze!

Wyprowadź! Moja pieniądze! Paszą wam!

Wszystko w porządku. Proszę wracać do pracy. Dziękuję.

Proszę wracać do pracy i spokojnie.

Gentlemen's agreement.

Skąd pan to wyciągnął? A dużo tego było?

Sześć tysięcy.

Za pańskie szczęśliwe uwolnienie.

A czego szczęśliwe?

Terminowe. Fakt.

Tylko niech pan nie myśli, że każdego, kto wyjdzie z więzienia, tak fetujemy.

Tylko pana?

Pan jest Henryk Quinto.

Pierwszy kasiarz Rzeczypospolitej.

Ja wyglądam na kasiarza, jestem muzykiem.

A siedział pan za wigawie, co?

Tak.

1924 Lwów, Polski Bank Krajowy.

1925 Łódź, Bank Kredytowy Szwajcarski. W 26... W 27 Bydgoszcz, Bank

Ludowy. W 28 Warszawa, Bank Gospodarstwa Krajowego. Wymieniłem oczywiście tylko

ważniejsze pana koncerty. Panie muzyku, schwytany raz, 1928.

Sześć lat więzienia tylko dlatego, że nie udowodniono pozostałych razów.

O co wam chodzi?

O współpracę.

Mamy kilka ekstra pomysłów. A to na zdrowie.

Pańskie.

Pan z nami nie pije?

No tak.

Pokaż panu.

Wzięliście mnie za kogoś innego.

Wie pan, co to jest?

To jest tłum.

Dogadamy się, czy on ma dokręcić do tego rewolwer.

A wiecie, co to jest?

To jest ustnik.

Co? Od trąbki.

Jakiej trąbki?

Jestem muzykiem.

Dobra.

Jakby się pan... Jakby pan chciał z nami zagrać, to jesteśmy w warsztacie na

Okopowej. Dla Harka wulkanizacja.

Otwierał pan kasy bez narzędzi, wyłącznie na słuch.

Jakie kasy?

Dosyć.

Moks!

Moks!

No i co? To jest ostatni raz.

Ostatni twój pomysł, przecież to nie on.

Musimy coś z nim zrobić.

Ale co?

Cholera, trzeba go odwieźć. No pewnie, że trzeba go będzie odwieźć.

Ale go to nie ma.

Pokój proszę.

Pan wybaczy, ale...

Proszę upeń nie.

Witaj.

Nic się nie zmieniłeś.

Można?

Nie interesuje cię, co jest w środku?

Chciałbym, żebyś to traktował jako sprawę interesu, nie osobistą. W końcu

obaj jesteśmy ludźmi interesu, prawda?

Czy zastanawiałeś się, co by było, gdybym w sądzie powiedział o twoim

współudziale?

Nic by nie było, bo to nie był współudział, tylko prowokacja.

Widzisz, jaki jestem z tobą szczery.

Pamiętasz tę moją sprawę z fałszywymi obligacjami?

Ci z kryminalnej mieli mnie na widelcu.

Pewien komisarz, nie wiadomo skąd, dowiedział się o naszych powiązaniach i

zaszantażował mnie.

Zmusili mnie, żebym sprowokował włamanie i zwawił cię w pułapkę.

Ujęcie kwinty na gorącym uczynku to było coś.

Już wtedy uczyli o tobie w szkole policyjnej.

Nie przyszło mi to łatwo.

Byliśmy przecież przyjaciółmi.

Zrozum, Quinto.

Gdybym ja poszedł siedzieć, byłby to dla mnie koniec wszystkiego.

Kariery, zdrowia, wszystkiego. A ty? Tak miałeś ustaloną reputację.

No to okrutne, okrutne, ale... Tak właśnie wtedy rozumowałem.

O przeszłości nie da się naprawić.

Ale ta paczka mogłaby ci ułatwić przyszłość.

45 tysięcy złotych polskich.

Patrz. 45 tysięcy.

Dwa razy tyle, ile byś wtedy zdobył.

Siedziałem 2196 dni.

To jest około 20 złotych dziennie. Tanio to obliczyłeś. Myślę, że uczciwie.

Zrozum.

Przez całe 6 lat ta sprawa nie dawała mi spokoju.

Wreszcie chcę załatwić to wszystko fair do końca.

Ja skończyłem z tym, co było. Skończyłem.

Jestem uczciwym człowiekiem.

Dzisiaj mogę nim być, bo mam pieniądze.

Ale dzisiaj... Dobra.

Niech będzie, że jesteśmy kwita.

Miałeś prawo.

Wybaczam ci.

Gdybyś miał jakieś kłopoty, wal jak dym.

Lepiej nie zostawiaj mi adresu.

Rozumiem aluzję, ale nic z tego.

Mojego banku nie da się zrobić.

Ucho od śledzia.

Wielu ja się znam na tym.

No to co? To jak powiedziałeś, jesteśmy kwitakintą.

Straciłbyś tylko czas.

Ucho od śledzia.

Był wczoraj u mnie spięty, rozumiesz mnie?

Ma coś na oku, szuka składu.

Żebym widać, to bym mu Ciebie polecił.

No to co?

Zadzwonić?

Umówić się z nim?

Słuchaj, to pewny numer.

Bez żadnego ryzyka.

Weltmeisterschaft. Ile?

Słuchaj, można zrobić 250.

Pytam o Fiata.

Jak dla Ciebie to 4, rozumiesz mi?

Hamulce hydrauliczne.

Szkula, kupiłem od ciebie samochód.

Czego jeszcze chcesz?

Żebyś się namyślił.

Przez ostatnie sześć lat cały czas się namyślałem. I wymyśliłem, że już mi się

nie chce.

Obcięli ci włosy razem z jajami.

No i co? Idziesz?

Panie, szybciej!

Moment!

Więc co mam powiedzieć spiętemu? Żeby się rozpiął.

Wypuścili cię.

A gdy już w domu?

Nie.

Mogę zaczekać?

Przyszedłem dlatego, że Tadeusz do mnie pisał. Pisał o Ciebie?

O co?

Kiedy wróci?

Tadeusz nie żyje.

Co?

Nie zrozumiałeś?

Nie żyje.

Jak to się stało?

A co Ci to obchodzi?

Tadeusz jest moim przyjacielem.

Był.

Był Twoim przyjacielem.

I tego właśnie nie potrafię zrozumieć, odkąd dowiedziałam się, kim jesteś

naprawdę.

Co się stało z Tadeuszem?

Oj Boże.

Tadeusz zdecydował, że wpłaci wszystkie nasze pieniądze na procent do banku.

Całe dziewiętnaście tysięcy.

Kiedy wracał do domu,

Napadli go i pobili.

Zabrali mu dowód wypłaty. Tadeusz nie mógł podjąć tych pieniędzy, bo dostał

weksel na okaziciela. Co to za bank?

Nie wiem.

Następnego dnia rzucił się z okna.

A policja stwierdziła, że to było samobójstwo.

Tadeusz? Samobójstwo?

Robię to, bo wiem, że Tadeusz by sobie tego życzył.

Słuchaj, Kwinto.

Powiedz mi.

Czy Tadeusz też był... Czy był taki jak ty?

Możesz być spokojna.

Nie był.

To jest kolor? To jest kolor? Do dupy, to jest jakiś hipropon. To trzeba było

lepiej wyklepać.

Wyklepać? Leci mi się ten niedotarty łeb, Pajo.

Co?

Ja chcę pozobaczyć, co nam da auto.

Kto jest jeździć?

Dupą po nieheblowanej desce.

Niedotarty.

Niedotarty?

A kto go stuknął?

Kto stuknął?

Ostatni raz za kierownik siadłek.

Ostatni raz!

Kurde, balans.

Widziałeś?

Pan muzyk, żebym drżał.

Ale się pan odpicował jak stróż. Po pierwsze, sprzedacie mój samochód. Pięć

tysięcy. I to dziesięć.

Po drugie, poszukacie Duńczyka?

Ostatni adres. To jutro. Pojutrze spotykamy się o drugiej przy bramie na

Smutnej. A to może ja bym... Zatny własnych pomysłów.

To po trzecie.

A jak pan tu wszedł?

Trzeba było uważać.

Panie prezesie?

Ja mam prawdę.

Forza, panie prezesie.

45 tysięcy?

Tak, skąd pan wiedział?

O, to to jest jeszcze.

Czy to ten Rykliński, co grał razem z Kiewinto w jednym zespole?

Rykliński, Kiewinto... Tak, tak, 26, 27, w którymś z kabaretu. A nie mógł pan

tego wcześniej sprawdzić?

Niech pan wezwie do mnie Krępicza. Tak jest.

Nie mam nic dla nikogo.

Proszę bardzo.

Może cygaro?

Nie, proszę cię, nie błagam!

Błagam cię, nie proszę!

Nie! Nie!

Ten rewolwer jest niedobry! Jak to niedobry?

Pożyczyłem go specjalnie od szwagra policjanta. To prawdziwy browning.

O co znowu chodzi, panie Turwi?

Boi się pan.

Przecież nienawidzy. Przecież wie pan doskonale, że się nie boję. Nie o to

przecież chodzi, dyrektorze. Ja sobie po prostu nie życzę. Wszystko jest umowne,

tylko pistolet prawdziwy. To mi po prostu rozbija nastrój.

Nastrój, nastrój. Najpierw nie chce pan wejść pod łóżko, a teraz znowu pistolet.

Coś już panem dzieje, panie kolego.

Zaangażowałem aktora... ...cybabel.

Dyrektorze, ja sobie wypraszam. W garderobie jest... Brudno.

Ręczników nie ma. Słusznie.

Proszę przynieść atrapę. Potrafię z tym zagrać tak jak z prawdziwym rewolwerem.

W końcu to ja z tej cholery jestem aktorem.

Dobrze.

Proszę przynieść atrapę dla pana Turwida.

I 10 minut przerwy.

Dziękuję.

A co chodzi? Chciałbym mówić z właścicielem. Właśnie o co robicie?

Pan Kwinto chciałby z panem zagrać w piłkę. Co? W piłkę. Zrywam ten kowtel

już.

A co teraz robi?

Nie wiem.

Ja, proszę pana, sprzedaję bilety.

Panowie zapytają tego tam, co wpuszcza. Oni byli w lepszej komisji.

Chcielibyśmy skomunikować się z panem Duńczykiem.

Z Duńczykiem, powiadaj pan.

Nie znam człowieka.

To dziwne. Przez dwa lata był pańskim pracodawcą. Tak? Nie pamiętam.

Może byłem wtedy chory.

A teraz?

A teraz jestem zdrowy.

A co pan myśli, że my jesteśmy z policji, panie? A co mnie to obchodzi?

Albo wchodzicie do środka, albo do widzenia.

Do widzenia? Myśmy widzieli ten film.

Moje uzanowanie.

Jest tak. Duńczyk sprzedał Wodewils cztery lata temu i kupił kino. Ale

sprzedał dwa lata temu i teraz ma jakiś interes, tylko że chwilowo nie wiemy

jaki. Zresztą, jeżeli jest konsekwentny, powinien go w tym roku sprzedać.

Ja zresztą przejrzałem niektóre ogłoszenia. O, mam tu na przykład

fotoplastikon. Pilnie?

Sprzedam. Dzisiejsza? Oferty... Mhm.

O tam na górze, gdyby pan wychciał.

Ciekawe. No.

Gramy dziś z Wiktorią.

Ale nie ma co gadać. Dostaliśmy w Berlinie 3-0. Nie mamy szans.

W to wiele.

Co się dzieje w państwie duńskim?

Pinto na powietrzu.

Aż przyjemnie popatrzeć.

Zmężniałeś, trudno się rozpoznać.

Trudno cię znaleźć.

Zbyt wielu szukam.

Na szczęście upodobania rzadziej zmieniasz niż adresy. No ale o tym

wiedzą tylko nieliczni.

Jak ja?

Jak ty.

Ile to lat to jest?

Sześć.

Przejdzie się ze mną do banku i z podrodem?

Dawnośmy się nie widzieli, to nie wiesz.

Czego? I że się wycofałem.

Ja też, ale to nie jest zwykły numer.

Ile masz podjąć?

Wszystko.

Pytam z ciekawości, bo odmawiam.

Z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie popyt na

święty spokój.

Przepraszam cię, Quinto, ale rozmawiam z emerytem.

Winczyk, ja muszę to zrobić.

I z tobą.

Sam, sam!

Już nic nie zrobię.

Lekarza!

Na chwilę będzie tu policja. Szybko, szybko!

Co tu się dzieje? Przepraszam, przepraszam!

Na boiszku miałeś taką minę, jakby to do ciebie strzelali.

Nie powiem nie.

Masz jakieś tarapaty?

Gustaw Kramer, dom bankowy, spółka akcyjna, ulica Kredytowa 6.

Czekaj no, czy to nie jest ten sam Kramer, który kiedyś pomógł policji,

żeby cię capnęła?

Ten sam.

Teraz pomógł mojemu przyjacielowi przenieść się na tamten świat,

zabierając mu wszystkie pieniądze.

Aha, rozumiem.

A co to miałby być za numer?

Wabang. A bez metafor?

Pamiętasz sprawę Szwandrowskiego w Krakowie w 24?

Jasne.

Świetnie pomyślane.

Tylko, że mu nie wyszło.

Mnie wyjdzie.

Czekaj no, Gustaw Kramer?

No to przecież on się zna na alarmach, bo pracował w punku.

Trzy lata jako kasję, zna się na tym.

Nie możesz się mścić na kimś innym?

Przecież to cwania.

Czy on w ogóle ma jakieś słabe punkty? Znasz go?

Znam. Do tego numeru potrzeba jeszcze co najmniej dwóch. Mam. Znam? Nie.

Co robili? Raz robili jubilera.

Szopenfeldziarze. Ale mają dużo zapału. Bo nie siedzieli. I bardzo dobrze. My

się zbytnio nie możemy pokazywać. A co ja mam robić?

Wejść do środka.

A dalej to już moja sprawa.

Nie no.

Facet, co się zna na alarmach i dwóch szopenfeldziarzy z zapałem.

A ja mam po prostu wejść do środka. To tak jakbym prowadził piłkę przez całe

boisko, okiwał sześciu facetów, podał, a ty tylko przykładasz nogę, tak?

A bez metafor musiałbym być ciężko chory, żeby pójść na tę dungę.

A wiem, że ostatnio też kiepsko się czuję.

Obejrzyj sobie.

Ostatnia szansa.

Wkrótce sprzedaję to pudło.

Następne będą jeszcze lepsze.

O, tam pierwsze zlewio.

Proszę, proszę.

Żółte, nie? Tak.

Panie profesorze,

jedna kasjerek stwierdziła, ten człowiek był dzisiaj u nas rano.

Duńczyk. Ja zapomniałem, że on w ogóle istnieje.

Od kilku lat wszelki słuch o nim zaginął.

Założył sobie konto dzisiaj u nas.

Może po prostu zaczął oszczędzać.

Może.

Musicie się dowiedzieć, gdzie mieszka i łazić za nim.

Że jak?

Z kim przebywa, gdzie jada, wszystko.

Tak jest. Dobra.

To jedziemy.

Kościoł mokrej roboty.

Siedem lat w legii cudzoziemskiej.

Załatwił podobno więcej ludzi, niż przez jadłość kompletną.

A to pan.

Niżej jest restauracja. Czynna w czasie, kiedy jest zamknięty. Na parasol też nie

da rady.

W prywatnych mieszkaniach.

No koniec. Właśnie.

Ale najtrudniejsza sprawa.

To instalacja alarmowa.

Niestety mają najlepszą, jaka istnieje, szwajcarskiego zimnera. W razie alarmu

blokuje wszystkie wejścia i oczywiście natychmiast zawiadamiana jest policja. W

środku nie można otworzyć pudełka zapałek, żeby nie wywołać alarmu.

Da się zablokować?

Każda się da, tylko trzeba to zrobić za pierwszym razem.

Ale nawet jeżeli uda mi się złamać ten system, po to, żeby go zablokować, muszę

wejść do środka.

Wszystkie wejścia są po rozłomnej instalacji.

Czyli tak zwana kwadratura koła.

No, wchodzimy na bezstrzelnego. Biały dzień.

Przestawiamy kasierom rewolwery do brzuchów. Zgarniam im to.

Kto to jest?

Nie zobaczaj na nich. Abym zapomniał o dwóch strażnikach, które zmieniają

cztery razy na dobę.

No, czyli mamy co najmniej sześć godzienczostek. Brawo, brawo, tak jest.

Tylko że nie mamy którędy wejść.

Żadnych szans?

Prawie żadnych.

Prawie.

No jest jedna.

Inaczej nie strzępiłbym sobie nadal mnie języka.

Przyjrzyjcie się dokładnie temu planowi.

No co, widzicie?

Którędy?

Tejdy!

Kurde małe!

Bardzo przepraszam, czy mógłby pan zatelefonować do mojego papy?

Zepsuł mi się samochód.

Mógłbym, oczywiście.

Ale po co niepokoić papę?

Ja się też znam na tym.

To cudownie.

Ja kompletnie nie mam o tym pojęcia.

Ma pani niezbędne narzędzia? Tak. Doskonale.

No, do roboty, do roboty.

Czy to coś poważnego?

Jeszcze nie wiem.

Jak Pani na imię?

Natalio.

Pobrudziła się Pani, Pani Natalio.

O wyżej, na nosku. O tak!

Dziękuje za oglądanie.

Polski wynalazek.

Wszystko jasne, czy mam coś powtarzać? Wszystko jasne. Co to do roboty? Jutro

nie spuszczać mi oka Skramera.

Uważamy na niego od tygodnia, może pan być zupełnie spokojny.

No to... do jutra.

Nie chciałem umieć przy tych twoich Chopin freudziarzach, ale czy Kramer nie

domyśla się, że szyjemy mu garnitur?

Dałem mu do zrozumienia, że bardziej bolało.

Tylko kogo?

Nie mówię ci, że jesteś pechowiec, ty ostatnio nie miałeś zbyt wiele

szczęścia. Dlatego wziąłem ciebie. Nie znam drugiego większego szczęściarza.

Drugim był mój brat.

Tylko się utopił jak miał trzy lata.

Na wszelki wypadek wyprowadź się z tego hotelu. Za dużo ludzi bierze, tam

mieszkasz. Jak będą chcieli mnie znaleźć, to znajdą. Nie mam tego

sposobu. Też fakt.

Masz się czym bronić, jak uciąg?

Nieźle.

Ale weź także... Weź także to, wszelki panek.

Jak się to wszystko uda, to się chyba upije.

A teraz nasz ostatni wspólnik.

Blokuje szwajcarską instalację Ziegler'a.

Dajcie coś ode mnie. Dla mnie.

Przepraszam, że tutaj zaprosiłem.

Zawsze lubiłam tu przychodzić, wiesz o tym.

Zacząłeś pracować?

Dziękuję ci, żeś przyszła.

A pijesz się czego?

Dziękuję.

Koktajli, to co zawsze.

Tak się składa, że znam dobrze prokuratora i kilku komisarzy policji.

Obiecali zająć się sprawą Tadeusza.

A jak będzie trzeba, znowu ją śledztwom.

Gdyby się okazało, że Tadeuszowi ktoś pomógł w tym samobójstwie,

otrzymasz odszkodowanie.

Nie chcę. Tadeusz był wysoko ubezpieczony na życie.

Wiem, że te pieniądze ci go nie zwrócą, ale należą ci się.

Dlaczego to wszystko robisz, Kinga?

Nie wierzę w samobójstwo Tadeusza.

Jestem wdzięczna. Jeszcze nie ma za co.

Dziękuję.

Słuchajcie, mam do Was prośbę.

Gdyby się ktoś o mnie wypytywał, to jutro wieczorem grałem tutaj dwa dni.

Pokażę róże wszystkie.

Dziękuję. Jeszcze jedna siada.

Zrobił sobie fajerant trzy godziny wcześniej.

Ja nic nie dziwię.

Jestem nieprzyzwoicie punktualny. To poniekąd moja cecha zawodowa. Dobry

wieczór. Szampan. Co to za okazja? Już tydzień.

Czas na uroczystość.

Bardzo przepraszam, że pan czekał.

Musiałam się przebrać.

Jak się panu tutaj podoba?

Chorędalnie. To jest właściwe słowo.

To mieszkanie mojego patry.

Mieszkam tutaj, jak on wyjeżdża od interesa. Ach, tak.

Pardon,

byte, co proszę?

Pamięta pan naszą mowę? Miał mi pomagać pan Wieniecki. Ach, ja, na tyle, jeśli

chyba bym zapomniał.

Kaffe? Te?

Ja.

Pani Natalio, where is das?

Where is my papa?

Firma Maszyny Rolnicze Bielecki, Holzweber, to pani papa?

Tylko Bielecki.

Holzweber to wujcio.

Naprawdę, panie, jak coś powie. No ma się to poczuć jak humoru, pani Natalio.

Chyba mi nie pasuje ten maszynnik.

Dlaczego bardzo piękny?

Może mi tam pomóc odpiąć? Oczywiście, znajęcie.

Chciałem.

Trudno się odpina.

Trudno się odpina. A jest.

Langsam. Langsam, langsam, Abba Zichel.

Nie poznałem pana.

Nie szkodzi, będę bogaty.

No to teraz po kwintę.

Panu się gdzieś spieszy?

Zdaje się, że jednak pan się spóźni. Policja.

Mamy rozkaz odprowadzić pana do komisarza.

Dlaczego akurat mnie?

Panie Kwinto, pana to można za samo nazwisko.

Zdaje się, że nie macie prawa.

Owszem, mamy.

Na 48 godzin każdego.

Chyba, że...

Nie śpij.

Co jest? Nie ma kim się śpiewać.

Ja już dziury wykołem.

Co robimy?

Czekamy.

Albo nam tu źle.

Co się z nim ma dostać?

A ty jak jesteś ubrany, Schopenfeldziażu?

To jest skok, a nie sklepik.

Dobry wieczór, panie Kingo.

Przepraszam, wysadzałem panu ciepło.

Proszę siadać.

A wie pan, ja wówczas odkręciłem nogi prawie we wszystkich meblach, a forza

była tylko w jednej.

No ale do rzeczy.

Dziwi się pan na pewno, dlaczego wezwaliśmy pana tutaj.

Otóż wczoraj wieczorem było włamanie w biurach mecenasa Walenty.

I dlatego pozwoliliśmy sobie pana niepokoić.

To rutynowe sprawdzenie. Zaczynamy jak zwykle od pieca, a pan jest... Pan jest

ciągle numer jeden.

Zna go pan?

To mecenas Walenta? Pod racz żartować.

To Adam Szpulski, zwany Szpulą.

Przydaje samochody.

Nie znam.

No dobra.

A tego?

Też nie. Nie.

To Bertrand Malkiewicz.

Bardziej znany jako spięty.

Nie znam.

To trudno.

W każdym razie ma pan szczęście. Walenów te zrobili oni.

Nie pan.

Złapali ich z manelami w momencie, kiedy pana wjeźdźli tutaj.

Tym razem udało się panu.

To raczej panu się nie udało.

Ale zepsuł mi pan wieczór.

To są konsekwencje pana sławnej przeszłości.

Ale może mógłbym coś naprawić.

Zanim spotkamy się znowu.

Przestań, co?

Żeby zdążyć, powinniśmy zacząć pół godziny temu.

To co, schodzimy?

Psiakrew, te dziury.

Domyślą się, że było coś na dojdzie.

Szkoda, cholera szkoda.

No dobra, idziemy, nie będziemy tu siedzieć, bo dostaniemy wilka.

Policja!

Policja! To po nas?

Co robimy? Jemy?

Stoi.

Wiedziałem, że jak żyję, to przyjdzie.

Nieźle nas pan przeszymał.

Strasznie się generowaliśmy. Co się stało?

Zaspałem.

No to nie.

Co tam?

A to ja cię koniem gardę.

Ja cię gardę, ja cię gardę, zobaczę.

Pioneczek do przodu.

A cholera, co ty widzisz.

Słyszałeś? Co słyszałem?

No właśnie nie wiem.

A co tu może być?

A ja tobie.

Tak, to ja... Strzeżonego Pan Bóg strzeże.

Olek, daj spokój, tu na dole w knajpie grają.

Olek, chodź, teraz gramy.

Nie dotykałeś tej blaszki? No skąd? Za kokoprem nie ma.

Można już?

Jak pan to zrobił? Trzeba było uważać

Natalio, jaka to karta?

Valet, Karo.

Brawo. Pocieramy ręką i mamy?

Masa, Karo. I pocieramy ręką i mamy?

Jaka ty inteligentna. Nic tak nie cenią kobiety, jak wiedzie.

Ustawię. Ustawię.

Ustawię.

Wszystko zabraliście? Może mam być potężny.

Prawimy się.

Jutro zgadzam.

Szanowni Państwo, panie komisarzu.

I co, inżynierze?

To bardzo skomplikowany system.

Tędy płynie prąd, a każde przerwanie obiegu powoduje alarm.

Aby to ominąć, należy zablokować tylko czujniki.

To musiałby być przerywacz w takim kształcie.

Przepraszam, panie komisarzu.

Znaleźliśmy odciski na tym placu.

Zdjąłem się rady i jadę do biura, co? Chwileczkę, niech pan weźmie najpierw

odciski wszystkich pracowników z banku.

W kartotece może pogrzebać klinik. Tak jest, panie komisarzu.

Ten przerwazd to mogło być coś takiego?

Tak.

Tak, spokojnie, niech pan się utręży.

Niech pan nie pomaga. Urazimy sobie.

Ja nie pomagam.

Widzi pan, kolega zadowolony.

Nie bał się.

Panie komisarz, z nim zjechał właściciel.

Pan Werner.

Kramer!

Komisarz, przygoda z policji kryminalnej? Przygoda, no. To jedyna

podciecha, że to właśnie pan zwołać nas.

To te dwa barany miały służbę? Tak jest, panie prezesie. Dzwonić!

Ile było w kasie? W gotówce 585 tysięcy oraz papiery wartościowe. Ale jak się tu

docelimy? To jest niemożliwe. Ta instalacja alarmowa jest niezawodna.

Wyłączana i kontrolowana z zewnątrz przez policję. Przebyli się w toalecie z

szybu wentylacyjnego. Z restauracji, która jest pod bankiem. Szyby.

To sobie nie pomyślałem. Siak.

Ale jak można wyłączyć taką instalację, panie komisarzu?

Z tą blaszką.

Oto firma Ziegler. Zapłaci nam.

Szkodowanie.

Czy mógłby pan otworzyć sejf?

Otworzyć? Przecież jest rozkwit.

Ale mógłby pan. Proszę.

Te pół miliona ile zajmowało miejsca? No na dolnych półkach papiery wartościowe,

a dwie górne to bantnoty w paczkach.

Niech pan odpłacę drugą część.

Widzi pan?

To rozprócił, umożliwia wzięcie pieniędzy tylko ze środkowej półki.

Najwyższa jest bezpieczna.

Dziura do niej nie sięgnie. No, gdzież więc są te pieniądze?

No właśnie.

Przypuszczam, że kasa została otwarta normalnie.

Z zamka.

Dopiero potem rozpróta dla zmalenia śladu. Nie ma to sensu.

Po co ktoś miałby sobie zadawać tyle, co robił pan?

Aha.

Dla upozorowania włamania na przykład.

Upozorować?

Pan komisarz sugeruje, że to zrobił ktoś z banku.

Powiedziałem na przykład.

W każdym razie musimy wziąć odciski palców wszystkich pańskich pracowników,

począwszy od strażników, a skończywszy na panu, panie Kramer.

Na mnie?

A co, może to ja sam zrobię, co? Może pan Sawicki ukradł moje pieniądze?

Jakie to szczęście, że pan prowadzi śledztwo, panie komisarzu.

Szczęśliwy jestem.

Cieszę się.

Dzień dobry.

Dzień dobry.

Czy jest w domu ktoś starszy? Tak.

Pani... Słucham, na co chodzi? Pani Marta Rychnińska. To ja.

Proszę Pani, mam dla Pani pieniądze. Wpuśćcie mnie, Pani.

Dzień dobry, Pani. Dzień dobry.

Proszę.

Proszę Pani, tu jest 20 tysięcy złotych dla Pani.

Proszę, Oskar, przeliczyć.

Nie, to jakaś pomyłka.

Ja nie rozumiem, skąd tyle pieniędzy.

Ja nie mogę tego przyjąć.

To chyba nie chodzi o mnie. Ależ tak, to na pewno chodzi o panią.

Nie, nie.

Jesteśmy... Idź pobaw się do pokoju.

To niemożliwe, proszę pana.

Widzi pani, prezes banku, w którym mąż pani ulokował gotówkę, okazał się być

hochsztaplerem łaskawa pani.

Na szczęście zajęliśmy się tą sprawą i jak pani widzieli, zwracamy gotówkę

wszystkim poszkodowanym. Czy pan jest z policji?

Raczej z wymiaru sprawiedliwości.

Proszę pofitować. To nieprawdopodobne, proszę pana.

Ja nie mogę w to uwierzyć.

Ja nie wiem, jak mam panu dziękować. Ależ to zbędne, to po prostu nasz zawód.

Proszę.

Tu? Tak, tak.

Proszę pana.

Czy pan działa w porozumieniu z panem Quinto?

Quinto? Tak.

Quinto, wybacz. John przysłał tu Pani.

Wyłacz Pani, ale ja chyba nie słyszałem nigdy tego nazwiska. Może pracuje w

innym dziale.

Proszę. Dziękuję.

Do widzenia.

To bardzo ważne.

Moje szanowanie Pani.

Dziękuję.

Po odliczeniu kosztów własnych na każdego wypada po 20 tysięcy.

Tak, no za dużo to to nie jest. A sobie?

Ja już swoje zabrałem.

Aż w życiu nie brałem udziału w takim idiotycznym skoku.

Mamy jeszcze jakieś zobowiązania?

Nie, spłaciliśmy wszystkich.

Co do jatu?

Wezmę listy.

Gdybym dostał te pieniądze miesiąc wcześniej, pojechałbym do Rzymu.

Mistrzostwa Piłkarskie.

Pojedziesz, jak będzie grała Polska. O, to musiałbym żyć jeszcze ze 40 lat.

100 lat.

Pan na pewno wziął swoją rolę?

Kto prowadzi śledztwo?

Komisarz Przegroda.

Komisarz Przygoda. A to dobrze, bardzo dobrze. Pedant.

Szczególarz.

Powinien już tam być.

Musiał mieć pan szalenie ważny pomysł. Skoro przeszkodzi mi pan, bo wiedzie, ma

pan chociaż jakiś trop?

Właśnie dlatego tu jestem. Świetnie, siadajcie panowie. Dziękuję.

Moroński? Dziękuję.

Jestem, jak się mówi, na służbie. Ludno, będę pił sam.

Pamięta pan tę blaszkę?

No, wkazywałem ją panu, a ona zdaje się zablokowała instalację alarmową, prawda?

Zgadza się. Znaleźliśmy na niej odciski palców, a nawet udało nam się je

zidentyfikować. No, naprawdę działa pan jak błyskawicek. Gratuluję.

Dziękuję bardzo.

Niestety, panie Kramer, są to pańskie odciski. Gratuluję.

Kto pa? Kpi ze mnie?

Nigdy w życiu nie widziałem tej zasranej blaszki. Ja nie mogę o jej dotykanie,

proszę pana.

Może te odciski są podobne do moich?

Panie Kramer, atmoskopia wyklucza ponad wszelką wątpliwość istnienie dwóch

identycznych linii papilarnych. Dlatego to taka ważna broń w walce z

przestępcami. Czy Pan sobie nie za dużo pozwala, proszę Pana?

Co Pan mnie chce robić?

Jeszcze chwilę, a oskarżę Pana o szczerswo.

Mam jeszcze jedną sprawę do Pana.

W trakcie jak tu na Pana czekaliśmy, nasi ludzie nieco rozejrzeli się po

Pańskim mieszkaniu. Jakim prawem?

A to trzeba mieć nakaz o rewizji.

Opisany przez prokuratora.

Kto jest Państwem przewodnikiem?

Proszę.

Wypuszcza Pan, że nie znam się na potrzeby?

I mi pan powie, czy zawsze pan trzyma pieniądze w koszu z brudną bielizną?

Tak, oczywiście. Zawsze.

Zawsze. A marmeladę i proszek do zębów w skarpetach, pan nie?

No właśnie, znaleźliśmy to u pana w koszu z brudną bielizną.

Wysypać.

No i zguba się znalazła.

Ty skurwysynu, czeka, ja cię dorwę! Pan mnie wzywał?

To niedorzeczne, po co miałbym okradać własny bank? Jest parę przyczyn. Po

pierwsze ubezpieczenie, po drugie kradzież uderza pańskich klientów

bardziej niż pana.

Kiedy zjawią się o swoje pieniądze, pan rozłoży ręce i powie skąd je mam wziąć,

przecież mnie okradli.

Ja mogę panu wierzyć, ale prokurator i dowody są innego zdania. To absurd,

jestem dostatecznie bogaty bez okradania się dodatkowego. Proszę pana, jest takie

przysłowie, które mówi... Kto ma pół miliona, to jest bogatszy od tego, co ma

ćwierć miliona. A może ktoś to wszystko ukartował, co? Żeby mnie pogrążyć.

Mówi panu coś o nazwisku Quinto?

Tak. Sześć lat temu pan go nam wystawił.

Sądzi pan, że mógłby się mścić? W mojej trzydziestoletniej karierze nie

spotkałem człowieka, który by ukradł pół miliona, a potem potrucił komuś innemu,

aby go pogrążyć.

Zresztą sprawdziliśmy.

Quinto ma swoje alibi.

Alibi?

Alibi, właśnie. Dlaczego pan mnie nie spytał o alibi? Przecież od tego się

zwykle zaczyna, prawda?

A pan ma alibi?

Mam! Można wrócić wóz! Niech pan zawraca!

Dzień dobry.

Ja do Panny Natalii. Tu nie mieszka żadna Natalia. Jak to nie mieszka?

Natalia Bielecka.

To pomyłka.

Nie ma mowy o żadnej pomyłce. Ja już wczoraj tu byłem.

Kto Pan w ogóle jest?

I co ma robić z tymi logami?

Nie,

to jakiś wariak. Tu policja.

Ten Pan twierdzi, że wczoraj w tym mieszkaniu spędził wieczór z pewną damą.

To jest bardzo ważne dla niego.

Pan pozwoli, że wyjdziemy?

No. Na władzę nie poradzę.

O, przepraszam bardzo.

Nie do wiary.

Panie komisarzu, to jakaś horrendalna mistyfikacja.

Ja mnie wszystko poznaję.

To jest ten pokój, ja tu wczoraj byłem. To ciekawe, żeśmy się wczoraj nie

spotkali. Ale może tak byłem zajęty robotą, że nie zauważyłem. To wszystko

jest szyte grubymi nićmi.

Panie komisarzu, niech pan aresztuje tych ludzi.

Oni są w zmowie z prawdziwymi sprawcami, niech pan ich aresztuje. O, ledwo

przyszedł, już by aresztował.

Cicho, to waria.

Panie komisarzu, ja tu wczoraj byłem.

Daję panu na to uroczyste słowo honoru. Nie wierzy mi pan? Prawdę mówiąc, nie

przekonał mnie pan.

Burzyn!

Burzyn!

Daję sali, panie krucarzu, jedzmy!

Jedzmy, to będzie na pewno alibis!

Czego? Niech Pani otworzy.

Czy zastałem Pana tego, no, Murzyna?

Jakiego Murzyna? No, tego Murzyna, którym mieszkał Pani. A niech mnie Matka

Boska broni! Pod jednym dachem?

Z antychrystem?

No dlaczego pani kłamie? Przecież widziałem, jak wczoraj wychodził z pani

domu Murzyn z psem!

Z psem? Tak, z psem!

Święty! Z jakim psem?

Tu nie ma żadnego psa!

Tak, to nie ma żadnego psa! Przecież widziałem, jak tu wychodził wczoraj

Murzyn! Z taką piwką i z psem!

Ta baba też jest z nimi w zmowie, niech ją pan aresztuje, błagam pana.

Panie komisarzu, jak Boga kocham, widziałem, jak tu wczoraj wychodził pies

z Murzynem, no!

Panie komisarzu, jak Boga kocham, no!

Błagam pana!

Panie Kramer, starczy tego alibi.

Idziemy.

Nie dziwię się, że Kramer się mi zakochał.

Byłam po prostu w jego typie.

Gdybym wiedziała, że mi w coś takiego wpłacujecie, nigdy bym się na to nie

zdecydowała. Mam nadzieję, że z tym kraftem poszło mu jeszcze lepiej niż z

tobą.

Że to się wszystko udało, to cud!

Wiesz co?

Muszę to zrobić.

Co?

Zatańczyć z naszą psznę.

Ona ma nogi jak kasztanka marszałka.

Mam ekstra pomysł.

Wiecie, kogo zrobimy następną razą?

Będzie następnej razy.

Jak to?

Kasiarz tak nie mówi.

Wierzycie mnie za kogoś innego. Ja jestem muzykiem.

Kasiarz to co? Zły fakt.

Taki sam jak inne zawody.

I wymagający także jak inne zajęcia niezłych kwalifikacji.

Zresztą... Zamiast kraść jako dyrektor, fabrykan, sekretarz czy inny prezes,

lepiej już kraść par excellence jako złodziej.

Tak jest chyba uczciwiej. Par excellence?

Ładnie powiedziane, ale w takim razie dlaczego pan zrobił tyle banków?

Tak naprawdę powód był zawsze ten sam.

Dzięki. No.

Bo tam były pieniądze.

Panie komisarzu, kilka słów dla kuriera. Dzień dobry.

Panie Kramer, jak pan patrzy na to, że był bieg? Jak pan patrzy na to, że był

bieg? Jak pan patrzy na to, że był bieg?

Jak pan patrzy na to, że był bieg?

Jak pan patrzy na to, że był

bieg?

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.