All language subtitles for Cialo (2003) Src 720p

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Zasiedzia艂o si臋 troch臋 na nartach, co?

Warto wraca膰, za chwil臋 jesie艅.

I znowu sypnie jak kozie z dupy.

Czy siostry co艣 przewo偶膮?

Tylko cia艂o.

Widz臋.

馃幍馃幍馃幍 馃幍馃幍馃幍

馃幍馃幍馃幍

Ale jak tylko dojedziemy na miejsce... Wszyscy poznajecie Piotr.

Jeste艣 jaki艣 dziwny, wiesz.

Wybranie po艂o偶y艂e艣 pokni臋ciowe.

W og贸le wydaje mi si臋, jakby艣 urodzi艂. Przy tobie wszystko mi ro艣nie.

Klapn臋 tu, co?

W moim siedz膮 jakie艣 艣menele.

si臋 porobi艂o, 偶e strach je藕dzi膰.

Raz spotka艂em psychoanalityka.

Wykry艂 u mnie kompleks Edypa.

呕e niby z w艂asn膮 matk膮.

No to mu pokaza艂em zdj臋cie mamusi.

Wyszed艂.

Jak tatu艣.

Tatu艣, jak si臋 przyjrza艂 mamusi, to wsiad艂 na WS-k臋 i 艂up.

Ws艂up.

Urod臋 mam po tatusiu, tylko wy偶szy jestem.

Tatu艣 by艂... No, koszykarzem to on nie

by艂.

Pan do Warszawy?

Joga pieprzony.

Zabi艂em go艣cia.

Jezu!

Mo偶na?

Szkarlatyna! Wioz臋 dzieci ze szkarlatyn膮.

A to mo偶e ja m贸g艂bym pom贸c? Ja jestem pediatr膮. A ja chirurgiem.

Wypierda!

Ile tu miejsca, B膮belku?

No, no nareszcie.

Ale grzej膮, nie?

Ten pan nie oddycha.

Co ty m贸wisz, dziewczynko? Jak nie oddycha?

Oddycha, oddycha.

Tylko dyskretnie. To nie jasmatek, 偶eby mia艂 od razu charcze膰.

A jak masz na imi臋?

Ola. A twoja babcia?

Wanda. Wanda, co zabi艂a Niemca.

Ach, ta fantazja dzieci臋ca.

Kolega zm臋czony.

艢miertelnie.

Tym pan znowu nie oddycha.

A co tam masz za ksi膮偶eczk臋, dziewczynko?

Niech zgadn臋.

Kubu艣 Puchatek.

Medycyna s膮dowa.

Czy wie pan co wp艂ywa na proces gnicia?

Drobne ustroje.

rozk艂adaj膮 z艂o偶one cia艂a bia艂kowe na proste. A kiedy jest tak gor膮co, jak na

przyk艂ad tutaj w przedziale, to zw艂oki rozk艂adaj膮 si臋 bardzo szybko.

Zanudzasz pana, B膮belku.

Nie, nie, nie, to bardzo ciekawe. Mog臋?

Charakterystycznym obrazem rozk艂adu jest tworzenie si臋 gaz贸w gnilnych, kt贸re

powoduj膮... rozd臋cie brzucha.

Wargi przybieraj膮 kolor czarno-zielonkawy.

A ucisk powoduje wysuni臋cie kuch przodowi j臋zyka.

Niedobrze mi.

Komisarz Haberek, Wydzia艂 Kryminalny. Czy zauwa偶yli Pa艅stwo co艣 podejrzanego?

Na przyk艂ad...

Pan? Nie, nic nie widzia艂em.

Tamtego pana pytam.

Kolega 艣pi ca艂膮 drog臋, nic nie widzia艂.

S艂yszeli艣cie pogr贸da? 艢pi ca艂膮 drog臋. Nic nie widzia艂.

A pan?

Ale 偶e co?

Pan pyta, 偶e co?

呕e morderstwo.

Nie my艣li pan chyba, 偶e przyszli艣my tu karbonara sprawdza膰 bilety?

Ale my nic nie wiemy, panie komisarzu. Nikt z nas nie wychyli艂 nawet nosa z

przedzia艂u, prawda?

Nieprawda.

Ja wychodzi艂am.

Ale nie 偶eby mordowa膰. Na siku.

Na si.

No tak.

Oczywi艣cie. Na si.

Na mnie patrz.

Na mnie patrz, idioto. Maj膮 by膰 podobne do mnie.

No, ale przecie偶 panowie s膮 tacyszami.

Ludzie s膮 niepowtarzalni, debilu.

Je艣li z 80 milion贸w Niemc贸w tylko 10% ma domy, to

ile tam jest ogr贸dk贸w czekaj膮cych na Krasnal臋?

No, 8 milion贸w.

W艂a艣nie. Czyli 8 milion贸w figurek.

Nawet Micha艂 Anio艂 nie mia艂 takiej szansy.

Doce艅 to.

Nie pal, nie chc臋 mie膰 raka p艂uc. Nie histeryzuj p艂uc, a dzi臋ki Bogu mamy

osobne.

No, nareszcie. W porz膮dku?

Nie wydaje mi si臋, szefie, nie wydaje.

Micha艂 Anio艂, id藕 przypudrowa膰 nos.

S艂ucham? No wypierdalej.

No wi臋c weszli艣my do ko艣cio艂a.

Przez okno.

Lastarka nam zgas艂a.

I trzeba by艂o zapalniczk膮.

Ca艂e palce mam pobarzone.

Konkretnie, debilu?

Konkretnie to ciemno by艂o.

Wi臋c m贸wi臋 do Diesla.

Diesel, na Braila kra艣膰 si臋 nie da. Ko艂o udarza musimy co艣 znale藕膰.

Nie myli艂em si臋, znale藕li艣my to.

Przecie偶 to s艂u偶y do mszy, wy bandyci.

Nie uno艣 si臋. P贸藕niej skacze mi ci艣nienie.

A gdzie rze藕ba Madonn臋?

Szczepie, to jaki艣 wi贸r by艂. Prze偶arta przez korniki. Same trociny. Korniki

偶ar艂y Madonn臋 od sze艣ciuset lat.

I w艂a艣nie na tych sze艣ciuset latach mi zale偶a艂o.

W dodatku mia艂em kupca.

Wystarczy艂o zapakowa膰 w Krasnalajfiu do Niemiec. A co ja zrobi臋 z kielichami?

Obchn臋 je w winiarni? W Monachium?

Wyszli艣cie z ko艣cio艂a i co?

Bo biegli艣my do samochodu, nie mia艂 k贸艂.

M贸g艂by艣 powt贸rzy膰?

Nie mia艂 k贸艂, kto艣 nam ko艂a zajeba艂.

Zajeba艂 ko艂a.

Tak.

To my jeste艣my z艂odziejami!

Wiesz czym si臋 r贸偶ni膮 z艂odzieje od niez艂odziei, Goldie?

Bo to oni zajebuj膮, a nie im zajebuj膮! Czujesz t臋 jeban膮 r贸偶nic臋? Zygmunt, na

mi艂o艣膰 bosk膮, to nie jest zebranie penklubu, to proza 偶ycia.

M贸wi臋 do diesla, czekaj a偶 otworz膮 sklep z oponami, a sam prze艂o偶y艂em fanty do

walizki i... I przywioz艂e艣 fanty poci膮giem. Brawo.

Najbardziej podoba mi si臋 tamten.

Ca艂e szcz臋艣cie, 偶e jeszcze nie gnije.

O. Dobrze wychowany.

Tak wpa艣膰 do kogo艣 i si臋 zepsu膰, te偶 bym si臋 kr臋powa艂.

Mo偶e nie umar艂.

A to co?

Manikier?

Skocz po narz臋dzia.

Dzi艣 w nocy w Krakowie znaleziono roznegli偶owane zw艂oki m臋偶czyzny o

nieustalonej to偶samo艣ci. Policja prowadzi dochodzenie...

Jaki艣 艣wiat艂ow贸d?

Jaki艣 ruroci膮g?

Nic nie rozumiem.

Marian Tuleja, Centralne Biuro 艢ledcze, pu艂kownik.

Pu艂kownik? Pu艂kownik!

Szefie, te nowe opony s膮 tulewskie.

艢wietnie si臋 trzyma.

Zygmunt.

Ja ju偶 mam tego dosy膰.

Prowadz臋 warsztat samochodowy, p艂ac臋 podatki, wysy艂am czeki na owsiaka i nie

chc臋 sko艅czy膰 w pierdlu tylko dlatego, 偶e brat, z kt贸rym mam akurat wsp贸lne

biodro przemyca dzie艂a sztuki w kasnelach ogrodowych i wozi kolej膮

zw艂oki agent贸w tajnych s艂u偶b. Tysi膮c razy ci m贸wi艂em, nie mog膮 ci臋 wsadzi膰 do

wi臋zienia, bo jeste艣 uczciwy.

A mnie te偶 nie, bo musieliby ze mn膮 wsadzi膰.

Uczciwego cz艂owieka.

Henio, ja jestem jedynym przest臋pc膮 na 艣wiecie, kt贸remu mog膮 na wsi uchodzi膰.

Sko艅czy艂e艣?

A pana z Centralnego Biura 艢ledczego zaraz si臋 pozb臋dziemy. I tych jego

trefnych dokument贸w te偶.

Tutaj? A co?

Chcesz go zabra膰 do zoo?

Mia艂o nikogo nie by膰.

Chul.

Tu niedaleka szko艂ka i dziecko.

No, Goldie, po偶egnaj si臋 z koleg膮.

Sta膰!

Policja! R臋ce do g贸ry!

Powoli odwraca膰 si臋.

Nie opuszcza膰 r膮k!

Co tu robicie?

My?

Nic.

Byda艂y.

Nie, sk膮d?

Nie ma si臋 czego wstydzi膰, ludzka rzecz.

No i na przysz艂o艣膰 uwa偶ajcie.

Nie mo偶na tak kaleki zostawia膰 samego.

艢wiat jest pe艂en zbocze艅c贸w.

Cichutko.

Nikogo nie ma.

Cool. Mam jeszcze jeden pomys艂.

Lepszy, naprawd臋.

Was zaraz zabije, jak si臋 go nie pozb臋dziemy.

Co jest? Co?

P贸jdzie si臋 ogoli膰.

Nie odbi艂o ci.

No mamy trupa w aucie, a ty chcesz, 偶ebym poszed艂 si臋 goli膰.

Pos艂uchaj.

Zazwyczaj, panie, to si臋 ju偶 nie goli.

Przepisy.

呕e niby ejco mo偶na dosta膰, ale gdzie tu kto w okolicy?

Ejca widzia艂 t膮 chorob臋 artyst贸w.

A tu ludzie normalni, pro艣ci.

Bliszaje egzema wrzody.

Czasem, panie, jak to baluj膮cy za bardzo jest, to mo偶e si臋 i trafi膰 si臋 syfilizm,

ale ja brzydko myj臋, pan si臋 nie z艂apie, nie?

Ale dzwoni kto艣!

No, fryzjer Eugeniusz z tej strony, prosz臋.

Jestem kierownikiem produkcji filmu Tarzan w Polsce.

I mamy pewien problem z gorylem.

Dok艂adnie z gorylic膮 matk膮 Tarzana.

Jest taka scena, kiedy Tarzan trafia do szpitala.

Lubi臋 pan cz艂owiek d偶ungli, nie nawyk艂y do naszej 艂贸dki.

Nie rozumiem, nie rozumiem. O co si臋 u pana rozchodzi?

Ju偶 panu m贸wi臋.

I ta gorylica, jak si臋 o tym dowiaduje, to z nerwu wy艂ysieje.

No wie pan, jakie s膮 matki.

No i my przywie藕liby艣my t臋 gorylic臋, 偶eby pan j膮 troch臋 wygoli艂.

Halo?

Dobrze, zaw艂adzimy.

Zdzicza艂a ludzka rasa.

Chc臋, 偶ebym mia艂 pensj臋.

Szefuniu, pobudka.

Sze... Szefuniu!

Pobud... pobudka!

Sze... po... po... pobudka!

Dwo szarego zbiorka!

Tylko mi drag贸w nie kupowa膰.

W zbiorkach kwadrans po nieparzystej. Rozej艣 si臋!

Zmoczni!

A ty lalk臋 gdzie?

Pilnuj mienia!

Ju偶 my艣la艂em, 偶e b臋dziemy musieli go zje艣膰.

Teraz musimy co艣 zrobi膰 z tym g贸wnem.

Mam kumpla w kot艂owni.

Zaj臋te. Pan mnie musi przyj膮膰. Nie widzi pan klientow膮.

B艂agam. Moje pierwsze manewry. Wszyscy tam b臋d膮.

Amerykanie, Anglicy, Holendrzy.

No musz臋 jako艣 wygl膮da膰.

Zrobi mi pan pedikur?

Panie, to jest m臋ski zak艂ad.

A ja to kto niby jestem, co?

B艂agam, tylko szybko, bo jak si臋 sier偶ant zorientuje, 偶e nie pilnuje

ci臋偶ar贸wki, to... To jak?

A gdzie ta ci臋偶ar贸wka? No tu, zaraz.

Dobra.

To kciuchy tu i raz, dwa pod prysznic.

Co mam si臋 k膮pa膰? A co?

Liszaj臋, ejc, paradon, to za wszystko, panie brakijeny, brakijeny.

Dzi臋ki. Dobra, dobra.

No wreszcie. Za艂atwione.

Dizel w艂a艣nie fajczy papiery ubeka. Jak tylko wr贸ci, ruszacie. Ko艣ci贸艂ek na

uboczu. Zabierzecie tylko jedn膮 skrzyni臋 z rze藕b膮 艣wi臋tego i 偶adnych kielich贸w.

Powt贸rz. Tylko jedn膮 skrzyni臋, 偶adnych kielich贸w.

Te strzelacze te pierdole!

漏 PTA & TVP

Co ci ptaszek zawini艂?

Ty, ty, ty, ty, ty!

Nie b膮d藕 taki ornitolog.

Jak staraj膮, to sprz膮tasz, nie ma komu.

Uuu.

Ale zaros艂em.

Musz臋 si臋 ogoli膰.

A wiedzia艂e艣, 偶e Wolter mia艂 dzieci?

Trzy c贸rki w Sopocie. Szkoda ch艂opa.

A m贸wi艂em? Nie ruszaj tych flaszek, to nie!

A sk膮d one si臋 tutaj w og贸le wzi臋艂y?

Dy艅 ksi臋偶 zostawi艂.

On teraz robi na cmentarzu. Po choler臋 mu na cmentarzu takie 艣wi艅stwo?

Kogo tam jeszcze mo偶na otru膰, jak i tak ju偶 dawno wszyscy nie 偶yj膮? To do nowej

us艂ugi jest.

Tak.

Teraz ludzie maj膮 wi臋cej kasy i wi臋cej wymaga艅.

Ju偶 nie wystarczy, 偶eby mamusie czy te艣cia umy膰, ubra膰 i do ziemi. Teraz w

modzie jest balsamowanie.

Co?

Balsamowanie.

Zatrudnili jednego Ruska.

Jakiego艣 specjalista, co si臋 mumi膮 Lenina zajmowa艂.

No i zam贸wienia maj膮 teraz na trzy miesi膮ce naprz贸d.

Ledwie kto krewnego do szpitala przywiezie, ju偶 miejsca bukuje. A kaska

leci.

Ale przecie偶 to jest nielegalne.

Dlatego mistrz, kt贸ry do balsamowania dyniarz trzyma艂 u nas.

To znaczy trzyma艂.

Bo j膮 Wolter wypi艂.

No i co, b臋dzie kurwa mumi膮?

Cholera wie.

Ale z pewno艣ci膮 minie troch臋, zanim si臋 roz艂o偶y.

Id臋 si臋 przywietrzy膰.

Piotr West, Marian Tuleja.

Jestem w Krakowie. Naprawd臋? Bardzo si臋 ciesz臋.

Odk膮d pierwszy raz zadzwoni艂e艣, ci膮gle o to my艣l臋 i wci膮偶 nie mog臋 uwierzy膰, 偶e

ci臋 zobacz臋.

Nikomu nie m贸wi艂e艣 o mnie? 呕onie?

Nikomu. Jak prosi艂e艣.

Zrobimy jej niespodziank臋.

To co, za godzin臋 na placu?

Za godzin臋.

A Has艂o pami臋tasz?

Ty to masz pomys艂y.

To cze艣膰.

Nawet sobie nie wyobra偶asz, jakie.

No wiem.

Jeszcze tydzie艅, dwa i Wolter by艂by s艂awny na ca艂y 艣wiat.

A co, wzi臋li go do ich troje?

Ty jeste艣 jednak megaworem.

On wiedzia艂, kto jest ojcem male艅stwa.

Ojcem czego?

Kogo.

Kiedy kangurzyca pojawia si臋 w lesie, od razu ma ze sob膮 male艅stwo. I nigdy nie

m贸wi, kto jest jego ojcem. Ale zachowanie niekt贸rych zwierz膮tek mo偶na

wnioskowa膰, 偶e mog艂y mie膰 z tym co艣 wsp贸lnego. Z jakich zwierz膮tek? Co to

odbi艂o ci?

M贸wi臋 o Kubusiu Puchatku, m艂otku.

Wolter analizowa艂 t臋 bajk臋. Doszed艂 do wniosku, 偶e je偶eli po艂膮czy膰... Czekaj,

czekaj, czekaj.

Ja jeste艣 ze mnie robisz, tak?

Nie, czemu?

Czemu?

Wiesz, bo trudno mi uwierzy膰, 偶e przez p贸艂tora roku mieszka艂em pod jednym

dachem z facetem, kt贸ry zastanawia艂 si臋, kto wali艂 kangura.

Wali艂 kangura?

Wiedzia艂em, 偶e tylko tyle z tego zrozumiesz. Bo偶e!

Poczekaj!

No poczekaj, no!

Odwal si臋.

Kt贸ra godzina jest?

Ach, zapomnia艂em zegarka.

Zesz艂ej zimy w Skierniewicach niespodziewanie zakwit艂y jab艂onie.

Pewnie przez dziur臋 ozonow膮.

Wie pan, ch臋tnie by艣my pokonwersowali, ale niestety czas nagli. Nie jeste艣cie

od niego?

Od kogo?

To nic, nic. Niewa偶ne.

艢wiat jest pe艂en 艣wir贸w. Chod藕.

Chod藕!

To by艂 ojca tego, jak mu tam, male艅stwa? Nie wiem.

Wolter nie zd膮偶y艂 mi powiedzie膰.

Przepraszam pani膮, gdzie jest 偶elatyna? Po drugiej stronie.

Dzi臋kuj臋. Prosz臋.

Czy by艂by pan taki uprzejmy?

Chcia艂abym tamte galaretki.

Nie te.

Tamte.

Przecie偶 to to same.

Bardzo pana prosz臋.

Interesuje mnie tamto pude艂ko.

Prosz臋.

Dzi臋kuj臋.

Wszystko spakowane, a o koniaczku zapomnia艂am.

Zwyk艂a s艂abostka starszej pani.

Co tu t艂umaczy膰?

W tym kraju 40 milion贸w ma tak膮 s艂abostk臋.

A galaretka to dla wnuczki. Wyje偶d偶amy jutro nad morze. Obieca艂am jej du偶膮

ryb臋. Bo wie pan, 偶e my troch臋 w臋dkujemy.

To za zbieg okoliczno艣ci.

My te偶 jedziemy nad morze.

Tak?

My?

Kolega ma tam rodzin臋. Musi si臋 z nimi spotka膰.

Aha. Przepraszam, panie.

Jak膮 rodzin臋?

Widzia艂e艣 dow贸d Woltera?

Troje dzieci w sobocie.

Walter le偶y sztywny na wersalce. Ole艅ko.

Nie wygl膮da na kogo艣, kto t臋skni za dzie膰mi. Ole艅ko.

Uwa偶aj, g贸wniaro. Ty patrz, to ten 艣wir.

Nie, tamten mia艂 inne ugranie. Jasne. To 偶aden dow贸d. Wiesz, jakie s膮 艣wiry.

Przepraszam pana.

W dupie mam twoje przeprosiny.

Je偶eli b臋dzie pan wulgarny, to moja babcia pana skarci.

Dotkliwie.

Prosz臋 si臋 nie przejmowa膰.

To wariat.

Kompletny 艣wir.

Po choler臋 nam ten wyjazd? Mo偶emy go pochowa膰 tutaj, u d臋ksiarza.

Wolter ma rodzin臋. Mia艂! Nie 偶yje, je艣li ci umkn臋艂o. A poza tym jak chcesz

przewie藕膰 przez ca艂膮 Polsk臋 trupa?

Co艣 wymy艣l臋.

Za rodzinne spotkanie.

A poza tym nie mamy ju偶 forsy.

Jestem zm臋czony.

Zjem dwie setki, waln臋 si臋 ko艂o Woltera i b臋d臋 spa艂 jak zabity.

Jak zabity z otrutym.

Zamknij si臋.

To ten 艣wir ze sklepu.

No.

Nie do艣膰, 偶e 艣wir, to jeszcze samolub. Mo偶e ma jak膮艣 kas臋.

Ty jestem organist膮, nie z艂odziejem. Musimy mie膰 na wyjazd.

Mam lepszy pomys艂.

Zabierzmy mu ubranie.

Przyda si臋 Wolterowi w ostatniej podr贸偶y.

My艣la艂em, 偶e ducha wyzi膮艂em.

Ale uda艂o si臋.

No, Wolter.

A to si臋 rodzina zdziwi, jak ci臋 zobaczy w gejerze.

Ciekawe, co jest w tej teczce.

Co? W tym na cesarza. Mo偶emy zajrze膰. P贸藕niej, p贸藕niej.

Ty, widzisz t臋 kobiet臋?

A tego frajera?

To patrz, co si臋 b臋dzie dzia艂o. Moja torebka! No nie, no kur... Chod藕 jej! No

i po torebce! 艁apa膰 to!

艢wiat jest d偶ungl膮 niestety.

I co, mamy si臋 na to godzi膰?

St贸j, st贸j, ty kur...

No

i co my teraz zrobimy, o艣le jeden?

Znorbiejmy go.

Dorwiemy. Ale jak?

Klapn臋 tu, co?

W moim siedz膮 jakie艣 menele.

Si臋 porobi艂o, 偶e strach je藕dzi膰.

My艣l臋, 偶e wiem.

Kr贸lik jest ojcem.

Te偶 wymy艣li艂e艣.

Nie no, m贸wi臋 ci no. Kr贸lik zmajstrowa艂 tego ma艂ego kangura.

Przecie偶 to bardzo proste. Pos艂uchaj.

Jak tylko mama kangurzyca pojawia si臋 w lesie, to kr贸lik zaczyna kobinowa膰.

Napoczcza prosiaczka i puchatka, 偶eby porwali male艅stwo. A po co?

Czekaj, czekaj, czekaj.

Poczekaj. O.

Powiemy ci, gdzie jest male艅stwo.

Je艣li nam obiecasz, 偶e zabierzesz si臋 z lasu i nigdy ju偶 w t臋 stron臋 nie

wr贸cisz. No i co z tego?

Jak co z tego?

No rusz 偶eg艂ow膮, ch艂opie.

Zmajstrowa艂 Bachora, teraz si臋 boi, 偶e matka przyjecha艂a po alimenty.

Chce j膮 zastraszy膰, rozumiesz? Wi臋c porywa dziecko.

Skurwiel.

Kr贸lik?

To niemo偶liwe.

Ju偶 pr臋dzej puchatek.

Puchatek. Puchatek to dzieci臋.

Pierdziela mi贸d i 艣piewa g艂upie piosenki.

Poka偶.

A to?

Co wtorek male艅stwo sp臋dza艂o ca艂y dzie艅 ze swym serdecznym przyjacielem

Kr贸likiem i co wtorek kangurzyca sp臋dza艂a ca艂y dzie艅 ze swym serdecznym

przyjacielem Puchatkiem, ucz膮c go skaka膰.

Panowie, rozumiesz co jest grane?

Kr贸lik zabiera dzieciaka na ca艂y dzie艅, a mamusia sobie skacze z Puchatkiem.

Dobre, co?

Ma艂e, seksualne co nieco.

A jakie masz gwarancje, 偶e nie robili tego wcze艣niej, zanim ma艂y si臋 urodzi艂?

Ale jak? Przecie偶 ona wcze艣niej nie mieszka艂a w lesie.

Stary, nie b膮d藕my dzie膰mi.

Panowie, la膰 mi si臋 chce.

Sowa nie.

No bo jak?

A mo偶e k艂opuchy?

Takie niby niepozorne.

Taki osio艂.

Ale wiesz co?

Tacy s膮 w艂a艣nie najgorsi.

Zwariowa艂e艣? Nie mamy czasu.

Spokojnie. Na to zawsze jeszcze.

No wie pani, 偶e my aktualnie w艂a艣nie wracamy z wyprawy. No wie pani, tygrysy,

kleszcze, p臋偶e, takie tam. Czego pani s艂ucha, pan, no?

Morrison. Po prostu Morrison.

O, to bratnia dusza, jak widz臋.

艢wietna muza, naprawd臋, 艣wietna muza. A to pani zna?

Kocham ci臋, kochanie moje.

Kocham ci臋, kochanie moje. To pola w le艣nym g膮szczu ma nam. My number

one. Daleko jeszcze?

Nie, zaraz gdzie艣 tu powinien sta膰 m贸j samoch贸d. Co za pech, no.

Popsu艂 si臋 nam w 艣rodku lasu.

Zaraz, zaraz.

Jak to popsu艂 si臋 nam?

Jakim nam?

No nam.

A to z kim pani jest narzeczona?

Nie.

Z siostr膮.

Z siostr膮?

Same w lesie bieda trwa.

Polana w le艣nym g膮szczu schowana.

No

i gdzie szanowna

siostrzyczka?

Znajdzie si臋. A z autkiem to pan taks贸wkarz zaraz co艣 wykombinuje.

Co? Ja?

A co ja?

Ma pani dziesi膮tk臋?

Nie, tr贸jk臋.

Klucz. Klucz dziesi膮tk臋.

Aaa.

Z ty艂u jest w samochodzie.

O rany boskie.

A co to jest?

Trumno.

Przecie偶 widz臋, ale co jest w trumnie?

A co ma by膰? Przecie偶 nie ziemniaki.

O Jezu.

By艂em kiedy艣 organist膮 w ma艂ej wiejskiej parafii i troch臋 dawa艂em w szyj臋.

Wi臋c proboszcz rzuci艂 na mnie kl膮tw臋, 偶e jak b臋d臋 dalej pi艂, to p贸jd臋 do piek艂a.

Chyba pan nie uwierzy艂.

Uwierzy艂em, uwierzy艂em.

Od tego czasu nie pij臋.

Dosypuj臋 do alkoholu 偶elatyn臋, czekam a偶 zg臋stnieje i zjadam.

Zjadam, wi臋c nie pij臋.

No, tylko...

Czy ten wasz szef, no wiecie, wkurzy si臋?

Je艣li B贸g ceni inteligencj臋, ju偶 jest pan zbawiony.

A w艂a艣ciwie to po co wam te narty? Bo to nie nosz臋. To jej.

Co roku w Austrii organizowane s膮 mi臋dzyzakonne zawody narciarskie.

Siostra Benedykta zdoby艂a tam medal srebrny w skokach przedwczoraj. Na

艣redniej skoczni?

By艂a w 艣wietnej formie.

Niestety.

Wieczorem potkn臋艂a si臋 pod prysznicem. Niezbadane s膮 wyroki boskie. Dzi艣

tryumf, jutro pogrzeb.

Nie jutro, tylko ju偶 dzi艣.

Musimy zd膮偶y膰.

Zjad膮 si臋 siostry z ca艂ej Polski.

O, i ju偶 po deszczu.

Fajne z nich dziewczyny, nie?

My艣lisz, 偶e gdzie艣 tam jest teraz Wolter?

Wzi臋艂o艣 Viagr臋?

Pi臋膰 lat po 艣lubie, a ty si臋 rzucasz, jakby艣my to robili pierwszy raz.

To 藕le?

No.

Wezm臋 prysznic.

Tyle razy ci m贸wi艂em.

Zr贸b co艣 z tymi grabiami i szczotkami.

Niech si臋 pani zastanowi, Sandro. Kryzys ma艂偶e艅ski to jeszcze nie pow贸d, 偶eby

zabija膰. Niech si臋 pani nie martwi moim sumieniem.

Prosz臋 przekaza膰 szefowi, 偶e jestem zdecydowana.

Dobrze. Zdj臋cie i zaliczk臋 prosz臋 zostawi膰 w galaretkach, tam gdzie

m贸wi艂am. Reszt臋 dop艂aci pani ju偶 jako wdowa.

No chod藕, darling.

Nie robili艣my przecie偶 tego od...

Z tydzie艅 chyba.

Nieco wi臋cej nawet.

No to sama widzisz.

Po艂o偶y艂by si臋 lepiej, ksi膮dz Dobrodziej.

Od tego komputera to i nocy si臋 psuj膮.

Nie czas teraz my艣le膰 o oczach, kiedy tyle zn臋kanych dusz czeka ukojenia.

Ale przecie偶 jest noc, nie?

U nas.

Ale nie w Ameryce.

A co oni tam w tej samej Ameryce to ksi臋偶y nie maj膮?

U nas we wsi ludzie gadaj膮, 偶e Dobrodziej tylko spowiada.

Przez ten telewizor, a dla swojej parafii to ju偶 zupe艂nie nie ma czasu.

Teraz dzi臋ki internetowi moj膮 parafi膮 jest ca艂y 艣wiat.

M贸j drogi, nie mo偶na naszej wsi przeciwstawia膰 globalnej wiosce.

Daj spok贸j.

To tylko wiatr.

Id藕 zobacz, co to.

W takim momencie?

Wyjd藕 na zewn膮trz i sprawd藕.

No wyjd藕!

A jednego razu wje藕dzili艣my krasnale do Amsterdamu.

Przysz艂a niedziela.

Nuda.

Robi膰 nie ma co.

Od jarania trawy ryj mi ca艂kiem zesztywnia艂.

To my艣l臋, a co mi tam? Niech strac臋. Skocz臋 do muzeum. Raz te偶 by艂em z klas膮

w muzeum.

Wojska czy co艣.

Dali nam filcowe kapcie. Wal艂em si臋 w cha艂bice. Pi臋膰 s艂贸w.

Pieprzy muzea. Ale to nie by艂o zwyk艂e muzeum. To by艂o muzeum seksu. Muzeum

seksu?

U mnie w bloku mieszka jedna, co tak na ni膮 wo艂aj膮.

Czy ty zawsze musisz mi przerywa膰?

Co si臋 tak g艂upio robisz?

Rusz ty艂ek, mamy k艂opot.

Cholera, mam mundur.

Nie 偶yje? A sk膮d? 艢pij sobie.

Pewnie, 偶e nie 偶yje. Dwa razy strzeli艂em.

Co my z nim zrobimy? Adoptujemy.

O co si臋 g艂upio pytasz?

To wszystko przez ciebie.

殴le ci by艂o w 艂贸偶ku?

Musimy si臋 go jako艣 pozby膰. Ale jak? Zjemy go? To 偶o艂nierz.

Jutro tu b臋dzie ca艂y batalion 艣ledczych.

Poczekaj.

Poczekaj.

Co to jest?

Tw贸j str贸j do joggingu.

Co mam teraz, biega膰 odbi艂o ci?

Pami臋tasz to dzikie jezioro?

Pi臋tna艣cie kilometr贸w st膮d, wrzucimy go tam.

Przecie偶 nikt nie skojarzy do pielca biegacza z zaginionym komandosem.

Trzeba go 艣ci膮gn膮膰.

艢wi臋ty Antoni zapakowany?

Le偶y w szynie.

Troch臋 偶al, nie?

Tyle lat.

Przecie偶 bior膮 go tylko do konserwacji.

Odnowi膮 go i wr贸ci.

Jednak mimo to troch臋 偶al.

Z偶y艂 si臋 cz艂owiek.

Chyba p贸jd臋 si臋 po偶egna膰.

Ko艣ci贸艂 zamknij.

No ale co, te偶 dobrodziej. No, ju偶 ja wiem co.

Nie mia艂 wlot贸w po pociskach, to znaczy, 偶e go nie trafi艂e艣. A co to ma teraz za

znaczenie? Dlaczego umar艂? Ze strachu? Nie 偶yje. I ju偶.

Jaki艣... R贸偶臋 si臋, trupiem.

Czas pop艂ywa膰.

Szlagby to.

Ju偶 na tym trupie nie dojedziemy.

Ko艣ci贸艂. To nie odbi艂o ci.

Pchaj!

No pchaj!

Generala, nogi mu si臋 podkurczy艂y od tego motocykla.

Oprzyjmy go konfesjona. B臋dzie naturalnie wygl膮da艂.

Co si臋 dzieje?

Kto tu jest?

Chcia艂bym dzi艣 wyspowiada膰. Ale ja nie mog臋.

Ja jestem... Moj膮 ostatni膮 nadziej膮.

Ale ja... Je艣li odm贸wisz, czeka mnie wieczne pot臋pienie.

Jestem strasznym grzesznikiem.

Ale ja... Lubi臋 zwierz膮tka.

No to co?

To jeszcze nic z艂ego.

Ale ja je lubi臋 za bardzo.

Niech babcia ich nie zatrzymuje.

M贸wi艂am babci, 偶e jad膮 w drug膮 stron臋.

Goldi, nie obra偶aj si臋.

Co tam widzia艂e艣?

Faceta z najwi臋kszym fajfusem na 艣wiecie.

Pracowa艂 tam?

Nie, by艂 na zdj臋ciu.

Czarno-bia艂ym czy kolorowym?

A co to ma kurwa za znaczenie?

No ja ci m贸wi臋, 偶e facet mia艂 ma艂ego jak pa艂ac kultury, a ty si臋 mnie pytasz o

fotografi臋. to mo偶e mam ci jeszcze powiedzie膰, czy by艂o na papierze

b艂yszcz膮cym, czy na macie. Je艣li jak Pa艂ac Kultury, to nie m贸g艂 mie膰 ma艂ego.

No, ale tak si臋 m贸wi.

Mie膰 ma艂ego.

No, ale je艣li mie膰... Dobra, dobra.

Mia艂 ma艂ego, zajebi艣cie wielkiego.

No, co si臋 tak s艂贸w czepiasz? Miodek jeste艣, czy jak?

Zagada艂e艣 mi i przejechali艣my.

P贸藕niej by艂a wiewi贸rka, ale jej nie kocha艂em.

Czyste po偶膮danie.

Powiada pismo, 偶e aby zgrzeszy膰,

wystarczy spojrze膰 porz膮dliwie na kobiet臋.

A co dopiero na wiewi贸rk臋?

Pro艣 o 艂ask臋, synu.

A mo偶e zostaniesz wys艂uchany?

Ty si臋 powinien w piekle zmarzy膰.

A teraz ju偶 id藕, precz.

Nie s艂ysza艂e艣?

No ju偶!

Wynokam! O Matko Boska...

Mia艂em nosa, 偶eby poczeka膰.

No i gdzie ten trup?

Tu le偶a艂, w skrzyni.

Zmartwychwsta艂?

W 20 minut?

Nawet Pan Jezus potrzebowa艂 trzech dni.

A skrzynia?

Gdzie? Co? Te偶 z martwych sta艂a?

Oj, mam ja inne wyt艂umaczenie.

Ale co te偶, dobrodziej?

Przecie偶 si臋 zaszy艂em.

Otw贸rz usta.

Spokojnie, bo ci臋 rozwal臋.

Kim jeste艣?

No m贸w.

Jestem twoim m臋偶em.

Co ty robisz, darling?

Zabijam ci臋. Od dawna chcia艂am to zrobi膰.

Prosz臋.

Nie.

Nie jestem twoim m臋偶em.

Oczywi艣cie, 偶e nie. Masz mnie za idiotk臋?

Kim naprawd臋 jeste艣?

Jego brata. K艂amiesz!

Piotr nie mia艂 brata.

Mia艂.

Ale o tym nie wiedzia艂.

Kiedy byli艣my niemowl臋tami, matka odda艂a nas do domu dziecka, a potem jego kto艣

adoptowa艂, a ja zosta艂em. I dlatego go zabi艂e艣? Z zawi艣ci? 呕e mia艂 wi臋cej

szcz臋艣cia, co?

Nie. Nie, nie dlatego.

Wi臋c dlaczego?

To wszystko zaczyna mocno 艣mierdzie膰.

Chc臋 si臋 wycofa膰.

Wycofa膰 si臋 mo偶na z rajdu Pary偶-Dakar.

Ten pa艅ski rur膮ci膮g to trefna sprawa.

Dziennikarze w臋sz膮, politycy wydaj膮 jakie艣 o艣wiadczenia, a m贸j w艂asny

wydzia艂 ma prowadzi膰 艣ledztwo. A w ko艅cu kto艣 si臋 kurwa z...

Przepraszam.

Zorientuj臋, 偶e pracuj臋 dla pana.

Pierwszy rok jeste艣 w resorcie Marian, nie wiesz co robi膰?

Wsp贸艂pracuj z nimi, zacieraj 艣lady, mieszaj tropy.

Panie senatorze, ja prosty ubek jestem, ja si臋 na klosa nie pisa艂em. By艂o

bezpiecznie, pomaga艂em, robi si臋 gor膮co, m贸wi臋 adieu.

呕ebym ja ci臋 adieu nie powiedzia艂.

呕ebym nie powiedzia艂.

Podobno znikn膮艂e艣 z Warszawy.

Czy偶by艣 mnie unika艂?

Pan oszala艂. Zabija膰 dziennikarza najwi臋kszej gazety w kraju?

Nie chcia艂e艣 mi pom贸c, musia艂em radzi膰 sobie sam.

Koniec naszym uk艂adem. Ja ju偶 nie chc臋 mie膰 z panem nic wsp贸lnego.

Tak? I co zrobisz?

P贸jdziesz na policj臋?

Albo do klasztoru?

Wsz臋dzie ci臋 dopadn臋, musia艂by艣 znikn膮膰, rozp艂yn膮膰 si臋.

Mo偶e si臋 rozp艂yn臋. S艂uchaj, do艣膰 偶art贸w.

Zabij臋 ci臋, je艣li nie b臋dziesz mi pos艂uszny, rozumiesz?

Albo jeste艣 ze mn膮, albo nie macie wcale.

Piotr West, s艂ucham.

Marian Duleya, jestem w艂a艣nie w Krakowie.

A jak si臋 zorientowa艂a艣, 偶e udaj臋?

No przecie偶 byli艣my identyczni. Nie bardzo.

Piotr by艂 impotentem.

O cholera tego, nie przewidzia艂em.

I tylko dlatego chcia艂a艣 go zabi膰?

A co, to ma艂o?

Wynaj臋艂am nawet zawodowego morderc臋.

Tego spadochroniarza?

Te偶 mi killer.

Umrze膰 od huku wystrza艂贸w. Nie by艂 taki z艂y.

Gdyby nie ten zach艂anny staruszek, ju偶 by艣 nie 偶y艂. Ten z warstwu.

Co si臋 wepchn膮艂 przede mnie i ze偶ar艂 moje paruki?

Bo偶e.

呕ycie jest jednak pi臋kne.

Chcia艂am si臋 pozby膰 Piotra, a dzi臋ki tobie ju偶 go nie ma.

A jednocze艣nie jest.

A ciebie senator ju偶 nie odnajdzie, bo nazywasz si臋 teraz Piotr West, co ja

zawsze po艣wiadcz臋.

Zaczekaj. Wezm臋 prysznic i ratyfikujemy nasz uk艂ad.

I to wielokrotnie, Darnie.

Zidentyfikowano roznegli偶owane zw艂oki m臋偶czyzny znalezione poprzedniej nocy w

Krakowie. Policja ustali艂a, 偶e zmar艂ym jest znany biznesmen Piotr West. Trwaj膮

poszukiwania 偶ony denata Sandry West, kt贸ra znikn臋艂a w tajemniczych

okoliczno艣ciach.

Wstawione. I co ja mam z nimi zrobi膰, Heniu?

Wyrzu膰 ich, a przyjmij tego.

Jest w nim ujmuj膮cy spok贸j.

Zna fajne jaskinie, mo偶na go tam wrzuci膰.

To nic.

Kit jeszcze mamy.

My艣l臋, 偶e powinni艣my zrezygnowa膰 z tego zlecenia. Dlaczego?

Po pierwsze, bo w le艣nicz贸wce nie by艂o obiektu eliminacji.

Po drugie, bo zleceniodawczy nie le偶a艂a martwa pod prysznicem.

No i co? Nie trzyj tak, bo porysujesz.

No i drugiej raty ju偶 raczej nie dostaniemy.

Wiesz, dlaczego ludzie najbardziej ceni膮...

Szwajcarskie zegarki?

Dlatego, 偶e inne s膮 raz lepsze, raz gorsze. A szwajcarskie s膮 zawsze takie

same. Renoma firmy.

Dlatego wol臋 straci膰 po艂ow臋 pieni臋dzy ni偶 zaufanie klienta. Nawet martwego.

Odszukamy m臋偶a 艣wi臋tej pami臋ci Sandry West i doko艅czymy zlecenie. Ale nie

b臋dziemy ju偶 tru膰 par贸wkami?

Nie, B膮belku. Zrobimy to klasycznie.

Wydek.

Wydek.

Wydek.

Wydek.

Wydek.

Wydek.

Sprytnie to wymy艣li艂e艣 z tym suboptorem.

A w艂a艣ciwie kto to by艂?

M贸j brat.

Zabi艂e艣 brata?

Rasowy z ciebie ubek.

Ale tw贸j 艣wietny plan si臋 nieco posypa艂. Bo kiedy policja znalaz艂a pana Westa,

nie by艂o przy nim papier贸w, 偶e nazywa si臋 Tuleja i jest pu艂kownikiem

Centralnego Biura 艢ledczego.

Spr贸buj to.

Nie.

Dzi臋kuj臋. Ja ci nie proponuj臋. Ja zalecam.

Przy trupie braciszka nie by艂o te偶 niestety moich dokument贸w.

A one nie powinny kr膮偶y膰 po kraju.

Znajd臋 je.

Wyci膮gn臋 spod ziemi.

Senatorze, niech pan da mi jeszcze szans臋.

Mam informacj臋, 偶e jaki艣 gnojek z jakiego艣 warsztatu chcia艂 sprzeda膰 nasze

dokumenty prasie.

Odszukaj go, zanim inni to zrobi膮.

Tak jest.

Dzie艅 dobry. Dzie艅 dobry. Dzie艅 dobry.

Prosz臋 pani, szukamy kolegi.

Jechali艣my razem poci膮giem, musieli艣my wysi膮艣膰, chcia艂bym pojecha膰 dalej.

Policja! Na ziemi臋! Na ziemi臋!

Za co?

Za wcze艣nie na szampana艂.

Teraz jej si臋 musisz pozby膰. Diesel i Goldie zaraz tu b臋d膮.

Twoja wiara w nich jest naprawd臋 buduj膮ca. Maj膮 tylko przywie藕膰 trumn臋,

to chyba potrafi膮 do cholery... O, w艂a艣nie przyjecha艂.

Policja! Nie rusza膰 si臋!

No w艂a艣nie, insalata miska.

Jak dowiedzieli si臋 o tej zakonnicy?

Oni nie przyszli po zakonnicy.

A po co?

Po krasnale?

Jezu! Mia艂e艣 go spali膰!

Pomy艣la艂em, 偶e mo偶na na tym troch臋 zarobi膰.

Ju偶 jestem trupem.

Wiesz? I w艂a艣nie.

Zwariowa艂e艣? Nie jestem trupem! Ale b臋dziesz, jak nie wejdziesz.

Ja odci膮gn臋 ich uwag臋.

Wi臋c m贸wisz, 偶e nie wiesz nic o 偶adnym Necessarze.

Zastan贸w si臋.

Dam uczciw膮 cen臋.

A jak膮?

Zabij臋 ci臋 bezbole艣nie.

To bardzo uczciwa cena.

Pan 偶artuje.

To nie ja, to Goldi.

Kto?

Goldi pracuje tu. To on przyby艂 z tym Necessar. Gdzie on teraz jest?

Kto, Goldi? Nie, kurwa, Neseser.

Goldi wsadzi艂 go do trumny, kt贸r膮 przywioz艂y... wywioz艂y st膮d dwie

zakonnice. Co za brednie. Masz mnie za idiot臋?

Sk膮d? Pojecha艂y do Szamocinat. Tam jest ich klasztor. Dzi艣 w nocy maj膮 pogrzeb.

Znamuruj膮 trumn臋 w Krypcie razem z Neseserem. Cholera. Jak si臋 nazywa ten

klasztor? Szamocin.

Naprawd臋 przysi臋gam.

Niech mi pan nie robi krzywdy.

A jaka to krzywda?

Ju偶 wiem, gdzie jest NSSR.

Jad臋 tam.

Aha, bo jest jeszcze jaki艣 Goldi, czyli jakby mu tam... To co z nim?

A tak jest.

Oczywi艣cie, najwa偶niejsze s膮 dokumenty.

Cz艂owiek jest jak makaron.

Podgrzejesz. Musi zmi臋kn膮膰.

Z wami te偶 tak b臋dzie.

To co?

Otruli艣cie go par贸wkami. Si?

Sam si臋 otru艂.

I nie par贸wkami, tylko balsamem.

Kwicie ze mnie.

Ale偶 sk膮d?

Naprawd臋 balsamem. Do cia艂a. Do nie偶ywego cia艂a.

呕eby by膰 艣cis艂ym.

Mo偶e to jest i spos贸b, 偶eby udawa膰 idiot贸w.

Wasza sytuacja nie wygl膮da jednak r贸偶owo.

No bo co my tu mamy?

Po primo trupa w poci膮gu zatrutego par贸wkami.

Co tam dalej?

Po secundo

dw贸ch facet贸w

kt贸rzy wypytuj膮 o trupa z poci膮gu i po tertio maj膮 bilety na

inkryminowany przejazd.

Dwadzie艣cia pi臋膰 lat b臋dzie si臋 ci膮g艂o jak lasagne.

Panie komisarzu, w warsztacie nie by艂o poszukiwanych dokument贸w.

Ale mamy kolejnego trupa.

Kobiety.

Chocia偶 w艂a艣ciwie nie kobiety.

Od kompinowania to s膮 wyj艣ci szabrz膮 pogruda. Wy m贸wcie prosto.

Zakonnicy znaczy si臋, panie komisarzu.

Ciekawe. W sferach duchownych si臋 jeszcze karbonara nie obraca艂em.

A sprawcy?

Uj臋li艣cie sprawc贸w? Tak jest. Dw贸ch.

Chocia偶 to w艂a艣ciwie jakby jeden.

Co wy mi tu pogruda jakie艣 farfale wciskacie? To w ko艅cu ilu ich jest?

No dw贸ch, ale to bracia syjamscy.

Bokami zro艣ni臋ci.

Pewnie przez te detergenty.

Tak. Zacz臋li sypa膰?

Na razie daj膮 walni臋tych, m贸wi膮, 偶e za ko艅cem maj膮 przez pomy艂k臋. Tak, przez

pomy艂k臋. 呕e j膮 podmienili na trupa, kt贸rego rzekomo kto艣 znalaz艂 w poci膮gu.

Ka偶dy by chcia艂 znale藕膰 trupa w poci膮gu.

Ale do tego trzeba si臋 nazywa膰 ja.

Gdzie za konica?

W furgonetce na parkingu. A z ro艣laki?

W sali przes艂uchem.

A wy tu g膮cola siedzie膰 grzecznie. Z wami jeszcze nie sko艅czy艂em.

Cze艣膰.

Cze艣膰.

To wy z t膮 martw膮 zakonnic膮?

A bo co?

A bo macie przer膮bane.

Mieli艣cie si臋 godzin臋 temu zamordowa膰.

Hawerek dosta艂 sza艂u.

Papardelle, krzycza艂.

Urw臋 mu papardelle.

No le膰cie, le膰cie, odkr臋膰cie to.

Popilnujemy.

Jak pi臋knie, nie?

Czuj臋, 偶e 艣p.

Benedykta patrzy na nas z g贸ry.

I wie, co si臋 raduje.

Gdzie jest siostra Morrisona?

呕eby艣cie mi si臋 znowu nie sp贸藕nili. U siebie.

Modli si臋.

Nagi m臋偶czyzna, kt贸ry zdemolowa艂 wczoraj zak艂ad fryzjerski w Warszawie, okaza艂

si臋 偶o艂nierzem jednostki powietrzno-desantowej, bior膮cej udzia艂 w

zako艅czonych w艂a艣nie w Polsce manewrach wojsk NATO.

Incydent ten nie zawa偶y艂 jednak na og贸lnej ocenie manewr贸w, kt贸re dow贸dztwo

si艂 NATO oraz polskiej w艂adzy uzna艂y za wielki sukces.

Tu nie wolno przebywa膰 m臋偶czyzn膮. W艂a艣nie dlatego tu jeste艣my.

Cezary, ju偶 nie mog臋.

Co wy tu robicie?

Jak ci powiem, nie uwierzysz.

Nawet wiara zakonnicy ma swoje granice.

Sk膮d艣 mnie z艂apa艂. Zamknij si臋.

Musisz nas wpu艣ci膰.

M贸wi nie ma.

Za godzin臋 mamy wystawienie zw艂ok. Wiecie, co tu si臋 b臋dzie dzia艂o?

Wiemy, zw艂aszcza jak podniesiecie wieko.

Trzeba si臋 pogoni膰.

Nie marud藕. Lepiej wymrzyj, co powiesz.

O kur... Kuria dwie przedstawicielki nawet przys艂a艂a.

Nawet kuria.

A siostrze, co dolega? Znaczy, je偶eli oczywi艣cie mo偶na spyta膰...

Bo je偶eli z臋by, to robimy tutaj u nas w klasztorze doskona艂膮 nalewk臋.

By艂am misjonark膮.

W Teheranie.

Siostra rozumie.

Przezwyczajenie.

Do naszego domu.

W Darusie.

M臋偶czyzna.

Na terenie naszego domu nigdy nie by艂o m臋偶czyzny.

Ja nie jestem m臋偶czyzn膮.

To znaczy, ja tu nie jestem jako m臋偶czyzna, tylko oficer Centralnego

Biura 艢ledczego.

Na terenie tego budynku jest co艣, co wi膮偶e si臋 z bezpiecze艅stwem naszej

ojczyzny. Co?

Niestety obowi膮zuje mnie tajemnica s艂u偶bowa.

Pa艅stwu.

Ale gdzie to co艣 jest? Chyba mo偶e pan mi zdradzi膰.

Sk膮d macie to pod艂o? Z dar贸w.

Zmie艣cie si臋 w nim?

Z Bo偶膮 pomoc膮.

T臋skni艂e艣? Bo ja bardzo.

Jezu!

Szybko! Nie mamy czasu!

Za chwil臋 mnie b臋dzie ci臋 chowa膰!

Wolterku, strasznie ci臋 przepraszam. Ty!

Czemu on jest w dresach?

Mo偶e biega艂?

Ale je艣li biega艂, to czemu z SSR-em?

S艂ysz臋 kroki!

Nie zd膮偶ymy.

Weplnijcie go pod kataferk臋.

O Jezu, na sezer臋.

Od tej chwili wszystko, co siostry zobacz膮, obj臋te jest tajemnic膮

pa艅stwow膮. To tak jakby tajemnica spowiedzi.

My nie spojadamy.

Panie pu艂kowniku, prosz臋 zabiera膰 to swoje i si臋 wynosi膰. Siostro,

przypodnie膰 wieko.

Cholera.

Pana szala?

Prosz臋 zabiera膰 t臋 艂apsk臋! To musi gdzie艣 by膰!

To mia艂a by膰 ta twoja tajemnica? To jest z boku jeden!

Zaraz wyja艣ni臋 wszystko! Ja ci wyja艣ni臋! Ja ci wyja艣ni臋!

Co tak stoisz? Zr贸b co艣!

Taliban! Pieprzony!

O nie!

Dzi臋ki ci!

Odzyska艂em dokumenty.

Ten Goldie?

No nie, jeszcze go nie dorwa艂em.

Ale jak pan sobie 偶yczy.

I tak sko艅czy w wapnie.

A ten, co obmacywa艂 siostr臋 Benedykt臋, to ten sam, co w Krakowie pyta艂 o

jab艂onki. Mia艂e艣 racj臋. To 艣wir.

Co ci? Nic, zm臋czony jestem.

Nie do艣膰, 偶e by艂o ciasno, to jeszcze siostry ca艂膮 noc 艣piewa艂y.

Czekaj, to chyba tutaj.

Tak mi przykro.

Przykro.

Po trzykro膰 przykro.

Akwizytor, tak? Ale ja niczego nie potrzebuj臋. Prosz臋 pani, ja b臋d臋 m贸wi艂

wprost.

Pani m膮偶 nie 偶yje.

Elenka! To co jest?

Roz艂贸偶 prawie wystyg.

Kto to?

Nie wiem.

Aha, wi臋c to tak.

Rozumiem, rozumiem.

呕ycie nie znosi pustki.

Poeta jaki艣, najwyra藕niej.

Daj mu par臋 groszy i wracaj do nas. Ale to nie poeta, to wariat.

M贸wi, 偶e nie 偶yjesz.

Idziemy na chwil臋.

Ja?

Ja nie 偶yj臋.

S艂yszysz, Pamelo, ten 艣piew i d藕wi臋ki gitar?

To 艣piewaj膮 ch艂opcy z naszego p艂ebla.

Jutro o 艣wicie idziemy w 艣wiat.

Gr贸d wyp臋dza nas z tego pustego stepu.

na kt贸rym rosn膮 tylko kolczaste opuncje.

Mo偶e w dalekim mie艣cie znajdziemy odrobin臋 chleba i odrobin臋 szcz臋艣cia.

No i co teraz?

Polska si臋 nam sko艅czy艂a!

Rzeczywi艣cie. Zdj臋cie wklejone.

Wczoraj te偶 wcze艣niej tego nie zauwa偶y艂em.

Pami臋tasz? W zesz艂ej zimy Wolter pracowa艂 w tym, burderu.

Egzotika, czy jak mu tam. Pami臋tasz, nie? No. A ten kole艣 jest kierowc膮.

Je藕dzi tirem.

Zawsze jak wpada do Krakowa, to tam si臋 w艂a艣nie zabawia. I w zesz艂ej zimy zgin膮艂

mu dow贸d.

Poprosz臋 o lod臋.

Spadaj, t艂u艣ciochu.

Lepiej by艣 troch臋 pobiega艂.

Musimy co艣 z nim zrobi膰, no.

G艂upio tak kumpla trzyma膰 w rodziarce, nawet martwego.

Trzeba go w ko艅cu pochowa膰.

No ale gdzie?

Tam na pla偶y?

Masz inne wyj艣cie?

Kochani, nieszcz臋艣cia, jak to m贸wi膮, chodz膮 parami.

Dwa dni temu pochowali艣my Adasia Diesla, zastrzelonego w niewyja艣nionych

okoliczno艣ciach, a dzi艣 przysz艂o nam odprowadzi膰 na miejsce wiecznego

spoczynku Emila Karpatk臋, znanego nam wszystkim jako Goldie.

Okrutna 艣mier膰 zabra艂a ich w k...

Co pan tu robi, pu艂kowniku?

Spacer przed obiadem.

Waza, radz臋 ci, nie podskakuj.

Bo gdyby to ode mnie zale偶a艂o, to by艣 spierdla nie wyszed艂. Na szcz臋艣cie nie

zale偶y. Zna pan mojego brata?

Bardzo uczciwy cz艂owiek.

Pan wybaczy, brat ma depresj臋. Zna艂 pan Goldiego?

Wspania艂y ch艂opak. By艂em mu ojcem. A ja wujem.

Straszna historia.

Otruty mikstur膮 z Rosji.

Pan pozwoli pu艂kowniku, 偶e przedstawi臋. M贸j nowy pracownik, Wolter.

Za 艣wi臋tej pami臋ci Goldiego.

To dok膮d teraz, szefie? Do kliniki, debilu.

Uwa偶aj, g贸wniaro. M贸wi艂am, babcia pana skarci.

Nie, nie.

M贸wi臋 ci, 偶e to Tygrysek, no.

Jeste艣my idiotami, 偶e od razu na to nie wpadli艣my.

Tygrysek? Ale on jest taki niedry偶a艂y.

Ci膮gle by tylko bryka艂. A, w艂a艣nie, w艂a艣nie.

M贸g艂 brykn膮膰 i kangurzyce. Przecie偶 on nie mieszka.

Ale po to, by pi膰 tran.

To mo偶e Krzy艣?

Nie wiem. Zawsze wydawa艂 mi si臋 taki niesympatyczny.

Skurwiel.

Mog臋 je ponagoli膰?

Ogoli膰 si臋 chcia艂em.

By艂bym zobowi膮zany, gdyby pan opu艣ci艂 m贸j lokal.

S艂ucham?

Wypierdala膰!

Wiesz co, szanie to golenie, zapuszczam rod臋. A r贸b co chcesz i tak jeste艣

przytki. To na pewno kr贸lik. Tak, kr贸lik, kr贸lik.

Kr贸lik, sam jeste艣 kr贸lik. Tygrysek. Nie tygrysek, tylko kr贸lik.

Kr贸lik jest ojcem ma艂ym.

Akcja! Wolterku, strasznie si臋 przepraszam.

Ty... Czemu on jest w dresach?

Mo偶e biega艂?

Ale je艣li biega艂, to czemu za Cezarem? S艂u偶臋 kroki!

Po艣pieszcie si臋!

Akcja.

Jeszcze raz.

Bez palca.

Wzrokiem.

Dobrze jest. Mamy.

Nieprawda.

Ja wychodzi艂am.

Ale nie 偶eby mordowa膰. Na siku.

Na si艂.

No tak.

Oczywi艣cie. Na si艂.

Na si艂.

Dzie艅 dobry. Dzie艅 dobry. Dzie艅 dobry. Prosz臋 pani, szukamy kolegi. Zgin膮艂 nam

kolega. W艂a艣ciwie nie kolega, a w艂a艣ciwie drugi kolega.

Cia艂o. O.

Zgin膮艂 nam cia艂o. Wsiedli艣my do poci膮gu. To jest nie偶ywy facet. O.

Ma oczy wyba艂uszone na wierzch, jest wypruty, ma flaki te偶.

I w艂a艣nie chcemy si臋 dowiedzie膰, gdzie on jest.

Mo偶e nam pani pom贸c? Tak, pomog臋. Prosz臋 poczeka膰. Dzi臋kuj臋.

Naprawd臋 dzi臋kuj臋.

Policja? Tak.

Dw贸ch podejrzanych.

Tak id膮 w g贸rku, tak.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.