All language subtitles for Cialo (2003) Src 720p

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Zasiedziało się trochę na nartach, co?

Warto wracać, za chwilę jesień.

I znowu sypnie jak kozie z dupy.

Czy siostry coś przewożą?

Tylko ciało.

Widzę.

🎵🎵🎵 🎵🎵🎵

🎵🎵🎵

Ale jak tylko dojedziemy na miejsce... Wszyscy poznajecie Piotr.

Jesteś jakiś dziwny, wiesz.

Wybranie położyłeś poknięciowe.

W ogóle wydaje mi się, jakbyś urodził. Przy tobie wszystko mi rośnie.

Klapnę tu, co?

W moim siedzą jakieś śmenele.

się porobiło, że strach jeździć.

Raz spotkałem psychoanalityka.

Wykrył u mnie kompleks Edypa.

Że niby z własną matką.

No to mu pokazałem zdjęcie mamusi.

Wyszedł.

Jak tatuś.

Tatuś, jak się przyjrzał mamusi, to wsiadł na WS-kę i łup.

Wsłup.

Urodę mam po tatusiu, tylko wyższy jestem.

Tatuś był... No, koszykarzem to on nie

był.

Pan do Warszawy?

Joga pieprzony.

Zabiłem gościa.

Jezu!

Można?

Szkarlatyna! Wiozę dzieci ze szkarlatyną.

A to może ja mógłbym pomóc? Ja jestem pediatrą. A ja chirurgiem.

Wypierda!

Ile tu miejsca, Bąbelku?

No, no nareszcie.

Ale grzeją, nie?

Ten pan nie oddycha.

Co ty mówisz, dziewczynko? Jak nie oddycha?

Oddycha, oddycha.

Tylko dyskretnie. To nie jasmatek, żeby miał od razu charczeć.

A jak masz na imię?

Ola. A twoja babcia?

Wanda. Wanda, co zabiła Niemca.

Ach, ta fantazja dziecięca.

Kolega zmęczony.

Śmiertelnie.

Tym pan znowu nie oddycha.

A co tam masz za książeczkę, dziewczynko?

Niech zgadnę.

Kubuś Puchatek.

Medycyna sądowa.

Czy wie pan co wpływa na proces gnicia?

Drobne ustroje.

rozkładają złożone ciała białkowe na proste. A kiedy jest tak gorąco, jak na

przykład tutaj w przedziale, to zwłoki rozkładają się bardzo szybko.

Zanudzasz pana, Bąbelku.

Nie, nie, nie, to bardzo ciekawe. Mogę?

Charakterystycznym obrazem rozkładu jest tworzenie się gazów gnilnych, które

powodują... rozdęcie brzucha.

Wargi przybierają kolor czarno-zielonkawy.

A ucisk powoduje wysunięcie kuch przodowi języka.

Niedobrze mi.

Komisarz Haberek, Wydział Kryminalny. Czy zauważyli Państwo coś podejrzanego?

Na przykład...

Pan? Nie, nic nie widziałem.

Tamtego pana pytam.

Kolega śpi całą drogę, nic nie widział.

Słyszeliście pogróda? Śpi całą drogę. Nic nie widział.

A pan?

Ale że co?

Pan pyta, że co?

Że morderstwo.

Nie myśli pan chyba, że przyszliśmy tu karbonara sprawdzać bilety?

Ale my nic nie wiemy, panie komisarzu. Nikt z nas nie wychylił nawet nosa z

przedziału, prawda?

Nieprawda.

Ja wychodziłam.

Ale nie żeby mordować. Na siku.

Na si.

No tak.

Oczywiście. Na si.

Na mnie patrz.

Na mnie patrz, idioto. Mają być podobne do mnie.

No, ale przecież panowie są tacyszami.

Ludzie są niepowtarzalni, debilu.

Jeśli z 80 milionów Niemców tylko 10% ma domy, to

ile tam jest ogródków czekających na Krasnalę?

No, 8 milionów.

Właśnie. Czyli 8 milionów figurek.

Nawet Michał Anioł nie miał takiej szansy.

Doceń to.

Nie pal, nie chcę mieć raka płuc. Nie histeryzuj płuc, a dzięki Bogu mamy

osobne.

No, nareszcie. W porządku?

Nie wydaje mi się, szefie, nie wydaje.

Michał Anioł, idź przypudrować nos.

Słucham? No wypierdalej.

No więc weszliśmy do kościoła.

Przez okno.

Lastarka nam zgasła.

I trzeba było zapalniczką.

Całe palce mam pobarzone.

Konkretnie, debilu?

Konkretnie to ciemno było.

Więc mówię do Diesla.

Diesel, na Braila kraść się nie da. Koło udarza musimy coś znaleźć.

Nie myliłem się, znaleźliśmy to.

Przecież to służy do mszy, wy bandyci.

Nie unoś się. Później skacze mi ciśnienie.

A gdzie rzeźba Madonnę?

Szczepie, to jakiś wiór był. Przeżarta przez korniki. Same trociny. Korniki

żarły Madonnę od sześciuset lat.

I właśnie na tych sześciuset latach mi zależało.

W dodatku miałem kupca.

Wystarczyło zapakować w Krasnalajfiu do Niemiec. A co ja zrobię z kielichami?

Obchnę je w winiarni? W Monachium?

Wyszliście z kościoła i co?

Bo biegliśmy do samochodu, nie miał kół.

Mógłbyś powtórzyć?

Nie miał kół, ktoś nam koła zajebał.

Zajebał koła.

Tak.

To my jesteśmy złodziejami!

Wiesz czym się różnią złodzieje od niezłodziei, Goldie?

Bo to oni zajebują, a nie im zajebują! Czujesz tę jebaną różnicę? Zygmunt, na

miłość boską, to nie jest zebranie penklubu, to proza życia.

Mówię do diesla, czekaj aż otworzą sklep z oponami, a sam przełożyłem fanty do

walizki i... I przywiozłeś fanty pociągiem. Brawo.

Najbardziej podoba mi się tamten.

Całe szczęście, że jeszcze nie gnije.

O. Dobrze wychowany.

Tak wpaść do kogoś i się zepsuć, też bym się krępował.

Może nie umarł.

A to co?

Manikier?

Skocz po narzędzia.

Dziś w nocy w Krakowie znaleziono roznegliżowane zwłoki mężczyzny o

nieustalonej tożsamości. Policja prowadzi dochodzenie...

Jakiś światłowód?

Jakiś rurociąg?

Nic nie rozumiem.

Marian Tuleja, Centralne Biuro Śledcze, pułkownik.

Pułkownik? Pułkownik!

Szefie, te nowe opony są tulewskie.

Świetnie się trzyma.

Zygmunt.

Ja już mam tego dosyć.

Prowadzę warsztat samochodowy, płacę podatki, wysyłam czeki na owsiaka i nie

chcę skończyć w pierdlu tylko dlatego, że brat, z którym mam akurat wspólne

biodro przemyca dzieła sztuki w kasnelach ogrodowych i wozi koleją

zwłoki agentów tajnych służb. Tysiąc razy ci mówiłem, nie mogą cię wsadzić do

więzienia, bo jesteś uczciwy.

A mnie też nie, bo musieliby ze mną wsadzić.

Uczciwego człowieka.

Henio, ja jestem jedynym przestępcą na świecie, któremu mogą na wsi uchodzić.

Skończyłeś?

A pana z Centralnego Biura Śledczego zaraz się pozbędziemy. I tych jego

trefnych dokumentów też.

Tutaj? A co?

Chcesz go zabrać do zoo?

Miało nikogo nie być.

Chul.

Tu niedaleka szkołka i dziecko.

No, Goldie, pożegnaj się z kolegą.

Stać!

Policja! Ręce do góry!

Powoli odwracać się.

Nie opuszczać rąk!

Co tu robicie?

My?

Nic.

Bydały.

Nie, skąd?

Nie ma się czego wstydzić, ludzka rzecz.

No i na przyszłość uważajcie.

Nie można tak kaleki zostawiać samego.

Świat jest pełen zboczeńców.

Cichutko.

Nikogo nie ma.

Cool. Mam jeszcze jeden pomysł.

Lepszy, naprawdę.

Was zaraz zabije, jak się go nie pozbędziemy.

Co jest? Co?

Pójdzie się ogolić.

Nie odbiło ci.

No mamy trupa w aucie, a ty chcesz, żebym poszedł się golić.

Posłuchaj.

Zazwyczaj, panie, to się już nie goli.

Przepisy.

Że niby ejco można dostać, ale gdzie tu kto w okolicy?

Ejca widział tą chorobę artystów.

A tu ludzie normalni, prości.

Bliszaje egzema wrzody.

Czasem, panie, jak to balujący za bardzo jest, to może się i trafić się syfilizm,

ale ja brzydko myję, pan się nie złapie, nie?

Ale dzwoni ktoś!

No, fryzjer Eugeniusz z tej strony, proszę.

Jestem kierownikiem produkcji filmu Tarzan w Polsce.

I mamy pewien problem z gorylem.

Dokładnie z gorylicą matką Tarzana.

Jest taka scena, kiedy Tarzan trafia do szpitala.

Lubię pan człowiek dżungli, nie nawykły do naszej łódki.

Nie rozumiem, nie rozumiem. O co się u pana rozchodzi?

Już panu mówię.

I ta gorylica, jak się o tym dowiaduje, to z nerwu wyłysieje.

No wie pan, jakie są matki.

No i my przywieźlibyśmy tę gorylicę, żeby pan ją trochę wygolił.

Halo?

Dobrze, zawładzimy.

Zdziczała ludzka rasa.

Chcę, żebym miał pensję.

Szefuniu, pobudka.

Sze... Szefuniu!

Pobud... pobudka!

Sze... po... po... pobudka!

Dwo szarego zbiorka!

Tylko mi dragów nie kupować.

W zbiorkach kwadrans po nieparzystej. Rozejś się!

Zmoczni!

A ty lalkę gdzie?

Pilnuj mienia!

Już myślałem, że będziemy musieli go zjeść.

Teraz musimy coś zrobić z tym gównem.

Mam kumpla w kotłowni.

Zajęte. Pan mnie musi przyjąć. Nie widzi pan klientową.

Błagam. Moje pierwsze manewry. Wszyscy tam będą.

Amerykanie, Anglicy, Holendrzy.

No muszę jakoś wyglądać.

Zrobi mi pan pedikur?

Panie, to jest męski zakład.

A ja to kto niby jestem, co?

Błagam, tylko szybko, bo jak się sierżant zorientuje, że nie pilnuje

ciężarówki, to... To jak?

A gdzie ta ciężarówka? No tu, zaraz.

Dobra.

To kciuchy tu i raz, dwa pod prysznic.

Co mam się kąpać? A co?

Liszaję, ejc, paradon, to za wszystko, panie brakijeny, brakijeny.

Dzięki. Dobra, dobra.

No wreszcie. Załatwione.

Dizel właśnie fajczy papiery ubeka. Jak tylko wróci, ruszacie. Kościółek na

uboczu. Zabierzecie tylko jedną skrzynię z rzeźbą świętego i żadnych kielichów.

Powtórz. Tylko jedną skrzynię, żadnych kielichów.

Te strzelacze te pierdole!

© PTA & TVP

Co ci ptaszek zawinił?

Ty, ty, ty, ty, ty!

Nie bądź taki ornitolog.

Jak starają, to sprzątasz, nie ma komu.

Uuu.

Ale zarosłem.

Muszę się ogolić.

A wiedziałeś, że Wolter miał dzieci?

Trzy córki w Sopocie. Szkoda chłopa.

A mówiłem? Nie ruszaj tych flaszek, to nie!

A skąd one się tutaj w ogóle wzięły?

Dyń księż zostawił.

On teraz robi na cmentarzu. Po cholerę mu na cmentarzu takie świństwo?

Kogo tam jeszcze można otruć, jak i tak już dawno wszyscy nie żyją? To do nowej

usługi jest.

Tak.

Teraz ludzie mają więcej kasy i więcej wymagań.

Już nie wystarczy, żeby mamusie czy teścia umyć, ubrać i do ziemi. Teraz w

modzie jest balsamowanie.

Co?

Balsamowanie.

Zatrudnili jednego Ruska.

Jakiegoś specjalista, co się mumią Lenina zajmował.

No i zamówienia mają teraz na trzy miesiące naprzód.

Ledwie kto krewnego do szpitala przywiezie, już miejsca bukuje. A kaska

leci.

Ale przecież to jest nielegalne.

Dlatego mistrz, który do balsamowania dyniarz trzymał u nas.

To znaczy trzymał.

Bo ją Wolter wypił.

No i co, będzie kurwa mumią?

Cholera wie.

Ale z pewnością minie trochę, zanim się rozłoży.

Idę się przywietrzyć.

Piotr West, Marian Tuleja.

Jestem w Krakowie. Naprawdę? Bardzo się cieszę.

Odkąd pierwszy raz zadzwoniłeś, ciągle o to myślę i wciąż nie mogę uwierzyć, że

cię zobaczę.

Nikomu nie mówiłeś o mnie? Żonie?

Nikomu. Jak prosiłeś.

Zrobimy jej niespodziankę.

To co, za godzinę na placu?

Za godzinę.

A Hasło pamiętasz?

Ty to masz pomysły.

To cześć.

Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie.

No wiem.

Jeszcze tydzień, dwa i Wolter byłby sławny na cały świat.

A co, wzięli go do ich troje?

Ty jesteś jednak megaworem.

On wiedział, kto jest ojcem maleństwa.

Ojcem czego?

Kogo.

Kiedy kangurzyca pojawia się w lesie, od razu ma ze sobą maleństwo. I nigdy nie

mówi, kto jest jego ojcem. Ale zachowanie niektórych zwierzątek można

wnioskować, że mogły mieć z tym coś wspólnego. Z jakich zwierzątek? Co to

odbiło ci?

Mówię o Kubusiu Puchatku, młotku.

Wolter analizował tę bajkę. Doszedł do wniosku, że jeżeli połączyć... Czekaj,

czekaj, czekaj.

Ja jesteś ze mnie robisz, tak?

Nie, czemu?

Czemu?

Wiesz, bo trudno mi uwierzyć, że przez półtora roku mieszkałem pod jednym

dachem z facetem, który zastanawiał się, kto walił kangura.

Walił kangura?

Wiedziałem, że tylko tyle z tego zrozumiesz. Boże!

Poczekaj!

No poczekaj, no!

Odwal się.

Która godzina jest?

Ach, zapomniałem zegarka.

Zeszłej zimy w Skierniewicach niespodziewanie zakwitły jabłonie.

Pewnie przez dziurę ozonową.

Wie pan, chętnie byśmy pokonwersowali, ale niestety czas nagli. Nie jesteście

od niego?

Od kogo?

To nic, nic. Nieważne.

Świat jest pełen świrów. Chodź.

Chodź!

To był ojca tego, jak mu tam, maleństwa? Nie wiem.

Wolter nie zdążył mi powiedzieć.

Przepraszam panią, gdzie jest żelatyna? Po drugiej stronie.

Dziękuję. Proszę.

Czy byłby pan taki uprzejmy?

Chciałabym tamte galaretki.

Nie te.

Tamte.

Przecież to to same.

Bardzo pana proszę.

Interesuje mnie tamto pudełko.

Proszę.

Dziękuję.

Wszystko spakowane, a o koniaczku zapomniałam.

Zwykła słabostka starszej pani.

Co tu tłumaczyć?

W tym kraju 40 milionów ma taką słabostkę.

A galaretka to dla wnuczki. Wyjeżdżamy jutro nad morze. Obiecałam jej dużą

rybę. Bo wie pan, że my trochę wędkujemy.

To za zbieg okoliczności.

My też jedziemy nad morze.

Tak?

My?

Kolega ma tam rodzinę. Musi się z nimi spotkać.

Aha. Przepraszam, panie.

Jaką rodzinę?

Widziałeś dowód Woltera?

Troje dzieci w sobocie.

Walter leży sztywny na wersalce. Oleńko.

Nie wygląda na kogoś, kto tęskni za dziećmi. Oleńko.

Uważaj, gówniaro. Ty patrz, to ten świr.

Nie, tamten miał inne ugranie. Jasne. To żaden dowód. Wiesz, jakie są świry.

Przepraszam pana.

W dupie mam twoje przeprosiny.

Jeżeli będzie pan wulgarny, to moja babcia pana skarci.

Dotkliwie.

Proszę się nie przejmować.

To wariat.

Kompletny świr.

Po cholerę nam ten wyjazd? Możemy go pochować tutaj, u dęksiarza.

Wolter ma rodzinę. Miał! Nie żyje, jeśli ci umknęło. A poza tym jak chcesz

przewieźć przez całą Polskę trupa?

Coś wymyślę.

Za rodzinne spotkanie.

A poza tym nie mamy już forsy.

Jestem zmęczony.

Zjem dwie setki, walnę się koło Woltera i będę spał jak zabity.

Jak zabity z otrutym.

Zamknij się.

To ten świr ze sklepu.

No.

Nie dość, że świr, to jeszcze samolub. Może ma jakąś kasę.

Ty jestem organistą, nie złodziejem. Musimy mieć na wyjazd.

Mam lepszy pomysł.

Zabierzmy mu ubranie.

Przyda się Wolterowi w ostatniej podróży.

Myślałem, że ducha wyziąłem.

Ale udało się.

No, Wolter.

A to się rodzina zdziwi, jak cię zobaczy w gejerze.

Ciekawe, co jest w tej teczce.

Co? W tym na cesarza. Możemy zajrzeć. Później, później.

Ty, widzisz tę kobietę?

A tego frajera?

To patrz, co się będzie działo. Moja torebka! No nie, no kur... Chodź jej! No

i po torebce! Łapać to!

Świat jest dżunglą niestety.

I co, mamy się na to godzić?

Stój, stój, ty kur...

No

i co my teraz zrobimy, ośle jeden?

Znorbiejmy go.

Dorwiemy. Ale jak?

Klapnę tu, co?

W moim siedzą jakieś menele.

Się porobiło, że strach jeździć.

Myślę, że wiem.

Królik jest ojcem.

Też wymyśliłeś.

Nie no, mówię ci no. Królik zmajstrował tego małego kangura.

Przecież to bardzo proste. Posłuchaj.

Jak tylko mama kangurzyca pojawia się w lesie, to królik zaczyna kobinować.

Napoczcza prosiaczka i puchatka, żeby porwali maleństwo. A po co?

Czekaj, czekaj, czekaj.

Poczekaj. O.

Powiemy ci, gdzie jest maleństwo.

Jeśli nam obiecasz, że zabierzesz się z lasu i nigdy już w tę stronę nie

wrócisz. No i co z tego?

Jak co z tego?

No rusz żegłową, chłopie.

Zmajstrował Bachora, teraz się boi, że matka przyjechała po alimenty.

Chce ją zastraszyć, rozumiesz? Więc porywa dziecko.

Skurwiel.

Królik?

To niemożliwe.

Już prędzej puchatek.

Puchatek. Puchatek to dziecię.

Pierdziela miód i śpiewa głupie piosenki.

Pokaż.

A to?

Co wtorek maleństwo spędzało cały dzień ze swym serdecznym przyjacielem

Królikiem i co wtorek kangurzyca spędzała cały dzień ze swym serdecznym

przyjacielem Puchatkiem, ucząc go skakać.

Panowie, rozumiesz co jest grane?

Królik zabiera dzieciaka na cały dzień, a mamusia sobie skacze z Puchatkiem.

Dobre, co?

Małe, seksualne co nieco.

A jakie masz gwarancje, że nie robili tego wcześniej, zanim mały się urodził?

Ale jak? Przecież ona wcześniej nie mieszkała w lesie.

Stary, nie bądźmy dziećmi.

Panowie, lać mi się chce.

Sowa nie.

No bo jak?

A może kłopuchy?

Takie niby niepozorne.

Taki osioł.

Ale wiesz co?

Tacy są właśnie najgorsi.

Zwariowałeś? Nie mamy czasu.

Spokojnie. Na to zawsze jeszcze.

No wie pani, że my aktualnie właśnie wracamy z wyprawy. No wie pani, tygrysy,

kleszcze, pęże, takie tam. Czego pani słucha, pan, no?

Morrison. Po prostu Morrison.

O, to bratnia dusza, jak widzę.

Świetna muza, naprawdę, świetna muza. A to pani zna?

Kocham cię, kochanie moje.

Kocham cię, kochanie moje. To pola w leśnym gąszczu ma nam. My number

one. Daleko jeszcze?

Nie, zaraz gdzieś tu powinien stać mój samochód. Co za pech, no.

Popsuł się nam w środku lasu.

Zaraz, zaraz.

Jak to popsuł się nam?

Jakim nam?

No nam.

A to z kim pani jest narzeczona?

Nie.

Z siostrą.

Z siostrą?

Same w lesie bieda trwa.

Polana w leśnym gąszczu schowana.

No

i gdzie szanowna

siostrzyczka?

Znajdzie się. A z autkiem to pan taksówkarz zaraz coś wykombinuje.

Co? Ja?

A co ja?

Ma pani dziesiątkę?

Nie, trójkę.

Klucz. Klucz dziesiątkę.

Aaa.

Z tyłu jest w samochodzie.

O rany boskie.

A co to jest?

Trumno.

Przecież widzę, ale co jest w trumnie?

A co ma być? Przecież nie ziemniaki.

O Jezu.

Byłem kiedyś organistą w małej wiejskiej parafii i trochę dawałem w szyję.

Więc proboszcz rzucił na mnie klątwę, że jak będę dalej pił, to pójdę do piekła.

Chyba pan nie uwierzył.

Uwierzyłem, uwierzyłem.

Od tego czasu nie piję.

Dosypuję do alkoholu żelatynę, czekam aż zgęstnieje i zjadam.

Zjadam, więc nie piję.

No, tylko...

Czy ten wasz szef, no wiecie, wkurzy się?

Jeśli Bóg ceni inteligencję, już jest pan zbawiony.

A właściwie to po co wam te narty? Bo to nie noszę. To jej.

Co roku w Austrii organizowane są międzyzakonne zawody narciarskie.

Siostra Benedykta zdobyła tam medal srebrny w skokach przedwczoraj. Na

średniej skoczni?

Była w świetnej formie.

Niestety.

Wieczorem potknęła się pod prysznicem. Niezbadane są wyroki boskie. Dziś

tryumf, jutro pogrzeb.

Nie jutro, tylko już dziś.

Musimy zdążyć.

Zjadą się siostry z całej Polski.

O, i już po deszczu.

Fajne z nich dziewczyny, nie?

Myślisz, że gdzieś tam jest teraz Wolter?

Wzięłoś Viagrę?

Pięć lat po ślubie, a ty się rzucasz, jakbyśmy to robili pierwszy raz.

To źle?

No.

Wezmę prysznic.

Tyle razy ci mówiłem.

Zrób coś z tymi grabiami i szczotkami.

Niech się pani zastanowi, Sandro. Kryzys małżeński to jeszcze nie powód, żeby

zabijać. Niech się pani nie martwi moim sumieniem.

Proszę przekazać szefowi, że jestem zdecydowana.

Dobrze. Zdjęcie i zaliczkę proszę zostawić w galaretkach, tam gdzie

mówiłam. Resztę dopłaci pani już jako wdowa.

No chodź, darling.

Nie robiliśmy przecież tego od...

Z tydzień chyba.

Nieco więcej nawet.

No to sama widzisz.

Położyłby się lepiej, ksiądz Dobrodziej.

Od tego komputera to i nocy się psują.

Nie czas teraz myśleć o oczach, kiedy tyle znękanych dusz czeka ukojenia.

Ale przecież jest noc, nie?

U nas.

Ale nie w Ameryce.

A co oni tam w tej samej Ameryce to księży nie mają?

U nas we wsi ludzie gadają, że Dobrodziej tylko spowiada.

Przez ten telewizor, a dla swojej parafii to już zupełnie nie ma czasu.

Teraz dzięki internetowi moją parafią jest cały świat.

Mój drogi, nie można naszej wsi przeciwstawiać globalnej wiosce.

Daj spokój.

To tylko wiatr.

Idź zobacz, co to.

W takim momencie?

Wyjdź na zewnątrz i sprawdź.

No wyjdź!

A jednego razu wjeździliśmy krasnale do Amsterdamu.

Przyszła niedziela.

Nuda.

Robić nie ma co.

Od jarania trawy ryj mi całkiem zesztywniał.

To myślę, a co mi tam? Niech stracę. Skoczę do muzeum. Raz też byłem z klasą

w muzeum.

Wojska czy coś.

Dali nam filcowe kapcie. Walłem się w chałbice. Pięć słów.

Pieprzy muzea. Ale to nie było zwykłe muzeum. To było muzeum seksu. Muzeum

seksu?

U mnie w bloku mieszka jedna, co tak na nią wołają.

Czy ty zawsze musisz mi przerywać?

Co się tak głupio robisz?

Rusz tyłek, mamy kłopot.

Cholera, mam mundur.

Nie żyje? A skąd? Śpij sobie.

Pewnie, że nie żyje. Dwa razy strzeliłem.

Co my z nim zrobimy? Adoptujemy.

O co się głupio pytasz?

To wszystko przez ciebie.

Źle ci było w łóżku?

Musimy się go jakoś pozbyć. Ale jak? Zjemy go? To żołnierz.

Jutro tu będzie cały batalion śledczych.

Poczekaj.

Poczekaj.

Co to jest?

Twój strój do joggingu.

Co mam teraz, biegać odbiło ci?

Pamiętasz to dzikie jezioro?

Piętnaście kilometrów stąd, wrzucimy go tam.

Przecież nikt nie skojarzy do pielca biegacza z zaginionym komandosem.

Trzeba go ściągnąć.

Święty Antoni zapakowany?

Leży w szynie.

Trochę żal, nie?

Tyle lat.

Przecież biorą go tylko do konserwacji.

Odnowią go i wróci.

Jednak mimo to trochę żal.

Zżył się człowiek.

Chyba pójdę się pożegnać.

Kościół zamknij.

No ale co, też dobrodziej. No, już ja wiem co.

Nie miał wlotów po pociskach, to znaczy, że go nie trafiłeś. A co to ma teraz za

znaczenie? Dlaczego umarł? Ze strachu? Nie żyje. I już.

Jakiś... Różę się, trupiem.

Czas popływać.

Szlagby to.

Już na tym trupie nie dojedziemy.

Kościół. To nie odbiło ci.

Pchaj!

No pchaj!

Generala, nogi mu się podkurczyły od tego motocykla.

Oprzyjmy go konfesjona. Będzie naturalnie wyglądał.

Co się dzieje?

Kto tu jest?

Chciałbym dziś wyspowiadać. Ale ja nie mogę.

Ja jestem... Moją ostatnią nadzieją.

Ale ja... Jeśli odmówisz, czeka mnie wieczne potępienie.

Jestem strasznym grzesznikiem.

Ale ja... Lubię zwierzątka.

No to co?

To jeszcze nic złego.

Ale ja je lubię za bardzo.

Niech babcia ich nie zatrzymuje.

Mówiłam babci, że jadą w drugą stronę.

Goldi, nie obrażaj się.

Co tam widziałeś?

Faceta z największym fajfusem na świecie.

Pracował tam?

Nie, był na zdjęciu.

Czarno-białym czy kolorowym?

A co to ma kurwa za znaczenie?

No ja ci mówię, że facet miał małego jak pałac kultury, a ty się mnie pytasz o

fotografię. to może mam ci jeszcze powiedzieć, czy było na papierze

błyszczącym, czy na macie. Jeśli jak Pałac Kultury, to nie mógł mieć małego.

No, ale tak się mówi.

Mieć małego.

No, ale jeśli mieć... Dobra, dobra.

Miał małego, zajebiście wielkiego.

No, co się tak słów czepiasz? Miodek jesteś, czy jak?

Zagadałeś mi i przejechaliśmy.

Później była wiewiórka, ale jej nie kochałem.

Czyste pożądanie.

Powiada pismo, że aby zgrzeszyć,

wystarczy spojrzeć porządliwie na kobietę.

A co dopiero na wiewiórkę?

Proś o łaskę, synu.

A może zostaniesz wysłuchany?

Ty się powinien w piekle zmarzyć.

A teraz już idź, precz.

Nie słyszałeś?

No już!

Wynokam! O Matko Boska...

Miałem nosa, żeby poczekać.

No i gdzie ten trup?

Tu leżał, w skrzyni.

Zmartwychwstał?

W 20 minut?

Nawet Pan Jezus potrzebował trzech dni.

A skrzynia?

Gdzie? Co? Też z martwych stała?

Oj, mam ja inne wytłumaczenie.

Ale co też, dobrodziej?

Przecież się zaszyłem.

Otwórz usta.

Spokojnie, bo cię rozwalę.

Kim jesteś?

No mów.

Jestem twoim mężem.

Co ty robisz, darling?

Zabijam cię. Od dawna chciałam to zrobić.

Proszę.

Nie.

Nie jestem twoim mężem.

Oczywiście, że nie. Masz mnie za idiotkę?

Kim naprawdę jesteś?

Jego brata. Kłamiesz!

Piotr nie miał brata.

Miał.

Ale o tym nie wiedział.

Kiedy byliśmy niemowlętami, matka oddała nas do domu dziecka, a potem jego ktoś

adoptował, a ja zostałem. I dlatego go zabiłeś? Z zawiści? Że miał więcej

szczęścia, co?

Nie. Nie, nie dlatego.

Więc dlaczego?

To wszystko zaczyna mocno śmierdzieć.

Chcę się wycofać.

Wycofać się można z rajdu Paryż-Dakar.

Ten pański rurąciąg to trefna sprawa.

Dziennikarze węszą, politycy wydają jakieś oświadczenia, a mój własny

wydział ma prowadzić śledztwo. A w końcu ktoś się kurwa z...

Przepraszam.

Zorientuję, że pracuję dla pana.

Pierwszy rok jesteś w resorcie Marian, nie wiesz co robić?

Współpracuj z nimi, zacieraj ślady, mieszaj tropy.

Panie senatorze, ja prosty ubek jestem, ja się na klosa nie pisałem. Było

bezpiecznie, pomagałem, robi się gorąco, mówię adieu.

Żebym ja cię adieu nie powiedział.

Żebym nie powiedział.

Podobno zniknąłeś z Warszawy.

Czyżbyś mnie unikał?

Pan oszalał. Zabijać dziennikarza największej gazety w kraju?

Nie chciałeś mi pomóc, musiałem radzić sobie sam.

Koniec naszym układem. Ja już nie chcę mieć z panem nic wspólnego.

Tak? I co zrobisz?

Pójdziesz na policję?

Albo do klasztoru?

Wszędzie cię dopadnę, musiałbyś zniknąć, rozpłynąć się.

Może się rozpłynę. Słuchaj, dość żartów.

Zabiję cię, jeśli nie będziesz mi posłuszny, rozumiesz?

Albo jesteś ze mną, albo nie macie wcale.

Piotr West, słucham.

Marian Duleya, jestem właśnie w Krakowie.

A jak się zorientowałaś, że udaję?

No przecież byliśmy identyczni. Nie bardzo.

Piotr był impotentem.

O cholera tego, nie przewidziałem.

I tylko dlatego chciałaś go zabić?

A co, to mało?

Wynajęłam nawet zawodowego mordercę.

Tego spadochroniarza?

Też mi killer.

Umrzeć od huku wystrzałów. Nie był taki zły.

Gdyby nie ten zachłanny staruszek, już byś nie żył. Ten z warstwu.

Co się wepchnął przede mnie i zeżarł moje paruki?

Boże.

Życie jest jednak piękne.

Chciałam się pozbyć Piotra, a dzięki tobie już go nie ma.

A jednocześnie jest.

A ciebie senator już nie odnajdzie, bo nazywasz się teraz Piotr West, co ja

zawsze poświadczę.

Zaczekaj. Wezmę prysznic i ratyfikujemy nasz układ.

I to wielokrotnie, Darnie.

Zidentyfikowano roznegliżowane zwłoki mężczyzny znalezione poprzedniej nocy w

Krakowie. Policja ustaliła, że zmarłym jest znany biznesmen Piotr West. Trwają

poszukiwania żony denata Sandry West, która zniknęła w tajemniczych

okolicznościach.

Wstawione. I co ja mam z nimi zrobić, Heniu?

Wyrzuć ich, a przyjmij tego.

Jest w nim ujmujący spokój.

Zna fajne jaskinie, można go tam wrzucić.

To nic.

Kit jeszcze mamy.

Myślę, że powinniśmy zrezygnować z tego zlecenia. Dlaczego?

Po pierwsze, bo w leśniczówce nie było obiektu eliminacji.

Po drugie, bo zleceniodawczy nie leżała martwa pod prysznicem.

No i co? Nie trzyj tak, bo porysujesz.

No i drugiej raty już raczej nie dostaniemy.

Wiesz, dlaczego ludzie najbardziej cenią...

Szwajcarskie zegarki?

Dlatego, że inne są raz lepsze, raz gorsze. A szwajcarskie są zawsze takie

same. Renoma firmy.

Dlatego wolę stracić połowę pieniędzy niż zaufanie klienta. Nawet martwego.

Odszukamy męża świętej pamięci Sandry West i dokończymy zlecenie. Ale nie

będziemy już truć parówkami?

Nie, Bąbelku. Zrobimy to klasycznie.

Wydek.

Wydek.

Wydek.

Wydek.

Wydek.

Wydek.

Sprytnie to wymyśliłeś z tym suboptorem.

A właściwie kto to był?

Mój brat.

Zabiłeś brata?

Rasowy z ciebie ubek.

Ale twój świetny plan się nieco posypał. Bo kiedy policja znalazła pana Westa,

nie było przy nim papierów, że nazywa się Tuleja i jest pułkownikiem

Centralnego Biura Śledczego.

Spróbuj to.

Nie.

Dziękuję. Ja ci nie proponuję. Ja zalecam.

Przy trupie braciszka nie było też niestety moich dokumentów.

A one nie powinny krążyć po kraju.

Znajdę je.

Wyciągnę spod ziemi.

Senatorze, niech pan da mi jeszcze szansę.

Mam informację, że jakiś gnojek z jakiegoś warsztatu chciał sprzedać nasze

dokumenty prasie.

Odszukaj go, zanim inni to zrobią.

Tak jest.

Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry.

Proszę pani, szukamy kolegi.

Jechaliśmy razem pociągiem, musieliśmy wysiąść, chciałbym pojechać dalej.

Policja! Na ziemię! Na ziemię!

Za co?

Za wcześnie na szampanał.

Teraz jej się musisz pozbyć. Diesel i Goldie zaraz tu będą.

Twoja wiara w nich jest naprawdę budująca. Mają tylko przywieźć trumnę,

to chyba potrafią do cholery... O, właśnie przyjechał.

Policja! Nie ruszać się!

No właśnie, insalata miska.

Jak dowiedzieli się o tej zakonnicy?

Oni nie przyszli po zakonnicy.

A po co?

Po krasnale?

Jezu! Miałeś go spalić!

Pomyślałem, że można na tym trochę zarobić.

Już jestem trupem.

Wiesz? I właśnie.

Zwariowałeś? Nie jestem trupem! Ale będziesz, jak nie wejdziesz.

Ja odciągnę ich uwagę.

Więc mówisz, że nie wiesz nic o żadnym Necessarze.

Zastanów się.

Dam uczciwą cenę.

A jaką?

Zabiję cię bezboleśnie.

To bardzo uczciwa cena.

Pan żartuje.

To nie ja, to Goldi.

Kto?

Goldi pracuje tu. To on przybył z tym Necessar. Gdzie on teraz jest?

Kto, Goldi? Nie, kurwa, Neseser.

Goldi wsadził go do trumny, którą przywiozły... wywiozły stąd dwie

zakonnice. Co za brednie. Masz mnie za idiotę?

Skąd? Pojechały do Szamocinat. Tam jest ich klasztor. Dziś w nocy mają pogrzeb.

Znamurują trumnę w Krypcie razem z Neseserem. Cholera. Jak się nazywa ten

klasztor? Szamocin.

Naprawdę przysięgam.

Niech mi pan nie robi krzywdy.

A jaka to krzywda?

Już wiem, gdzie jest NSSR.

Jadę tam.

Aha, bo jest jeszcze jakiś Goldi, czyli jakby mu tam... To co z nim?

A tak jest.

Oczywiście, najważniejsze są dokumenty.

Człowiek jest jak makaron.

Podgrzejesz. Musi zmięknąć.

Z wami też tak będzie.

To co?

Otruliście go parówkami. Si?

Sam się otruł.

I nie parówkami, tylko balsamem.

Kwicie ze mnie.

Ależ skąd?

Naprawdę balsamem. Do ciała. Do nieżywego ciała.

Żeby być ścisłym.

Może to jest i sposób, żeby udawać idiotów.

Wasza sytuacja nie wygląda jednak różowo.

No bo co my tu mamy?

Po primo trupa w pociągu zatrutego parówkami.

Co tam dalej?

Po secundo

dwóch facetów

którzy wypytują o trupa z pociągu i po tertio mają bilety na

inkryminowany przejazd.

Dwadzieścia pięć lat będzie się ciągło jak lasagne.

Panie komisarzu, w warsztacie nie było poszukiwanych dokumentów.

Ale mamy kolejnego trupa.

Kobiety.

Chociaż właściwie nie kobiety.

Od kompinowania to są wyjści szabrzą pogruda. Wy mówcie prosto.

Zakonnicy znaczy się, panie komisarzu.

Ciekawe. W sferach duchownych się jeszcze karbonara nie obracałem.

A sprawcy?

Ujęliście sprawców? Tak jest. Dwóch.

Chociaż to właściwie jakby jeden.

Co wy mi tu pogruda jakieś farfale wciskacie? To w końcu ilu ich jest?

No dwóch, ale to bracia syjamscy.

Bokami zrośnięci.

Pewnie przez te detergenty.

Tak. Zaczęli sypać?

Na razie dają walniętych, mówią, że za końcem mają przez pomyłkę. Tak, przez

pomyłkę. Że ją podmienili na trupa, którego rzekomo ktoś znalazł w pociągu.

Każdy by chciał znaleźć trupa w pociągu.

Ale do tego trzeba się nazywać ja.

Gdzie za konica?

W furgonetce na parkingu. A z roślaki?

W sali przesłuchem.

A wy tu gącola siedzieć grzecznie. Z wami jeszcze nie skończyłem.

Cześć.

Cześć.

To wy z tą martwą zakonnicą?

A bo co?

A bo macie przerąbane.

Mieliście się godzinę temu zamordować.

Hawerek dostał szału.

Papardelle, krzyczał.

Urwę mu papardelle.

No lećcie, lećcie, odkręćcie to.

Popilnujemy.

Jak pięknie, nie?

Czuję, że śp.

Benedykta patrzy na nas z góry.

I wie, co się raduje.

Gdzie jest siostra Morrisona?

Żebyście mi się znowu nie spóźnili. U siebie.

Modli się.

Nagi mężczyzna, który zdemolował wczoraj zakład fryzjerski w Warszawie, okazał

się żołnierzem jednostki powietrzno-desantowej, biorącej udział w

zakończonych właśnie w Polsce manewrach wojsk NATO.

Incydent ten nie zaważył jednak na ogólnej ocenie manewrów, które dowództwo

sił NATO oraz polskiej władzy uznały za wielki sukces.

Tu nie wolno przebywać mężczyzną. Właśnie dlatego tu jesteśmy.

Cezary, już nie mogę.

Co wy tu robicie?

Jak ci powiem, nie uwierzysz.

Nawet wiara zakonnicy ma swoje granice.

Skądś mnie złapał. Zamknij się.

Musisz nas wpuścić.

Mówi nie ma.

Za godzinę mamy wystawienie zwłok. Wiecie, co tu się będzie działo?

Wiemy, zwłaszcza jak podniesiecie wieko.

Trzeba się pogonić.

Nie marudź. Lepiej wymrzyj, co powiesz.

O kur... Kuria dwie przedstawicielki nawet przysłała.

Nawet kuria.

A siostrze, co dolega? Znaczy, jeżeli oczywiście można spytać...

Bo jeżeli zęby, to robimy tutaj u nas w klasztorze doskonałą nalewkę.

Byłam misjonarką.

W Teheranie.

Siostra rozumie.

Przezwyczajenie.

Do naszego domu.

W Darusie.

Mężczyzna.

Na terenie naszego domu nigdy nie było mężczyzny.

Ja nie jestem mężczyzną.

To znaczy, ja tu nie jestem jako mężczyzna, tylko oficer Centralnego

Biura Śledczego.

Na terenie tego budynku jest coś, co wiąże się z bezpieczeństwem naszej

ojczyzny. Co?

Niestety obowiązuje mnie tajemnica służbowa.

Państwu.

Ale gdzie to coś jest? Chyba może pan mi zdradzić.

Skąd macie to podło? Z darów.

Zmieście się w nim?

Z Bożą pomocą.

Tęskniłeś? Bo ja bardzo.

Jezu!

Szybko! Nie mamy czasu!

Za chwilę mnie będzie cię chować!

Wolterku, strasznie cię przepraszam. Ty!

Czemu on jest w dresach?

Może biegał?

Ale jeśli biegał, to czemu z SSR-em?

Słyszę kroki!

Nie zdążymy.

Weplnijcie go pod kataferkę.

O Jezu, na sezerę.

Od tej chwili wszystko, co siostry zobaczą, objęte jest tajemnicą

państwową. To tak jakby tajemnica spowiedzi.

My nie spojadamy.

Panie pułkowniku, proszę zabierać to swoje i się wynosić. Siostro,

przypodnieć wieko.

Cholera.

Pana szala?

Proszę zabierać tę łapskę! To musi gdzieś być!

To miała być ta twoja tajemnica? To jest z boku jeden!

Zaraz wyjaśnię wszystko! Ja ci wyjaśnię! Ja ci wyjaśnię!

Co tak stoisz? Zrób coś!

Taliban! Pieprzony!

O nie!

Dzięki ci!

Odzyskałem dokumenty.

Ten Goldie?

No nie, jeszcze go nie dorwałem.

Ale jak pan sobie życzy.

I tak skończy w wapnie.

A ten, co obmacywał siostrę Benedyktę, to ten sam, co w Krakowie pytał o

jabłonki. Miałeś rację. To świr.

Co ci? Nic, zmęczony jestem.

Nie dość, że było ciasno, to jeszcze siostry całą noc śpiewały.

Czekaj, to chyba tutaj.

Tak mi przykro.

Przykro.

Po trzykroć przykro.

Akwizytor, tak? Ale ja niczego nie potrzebuję. Proszę pani, ja będę mówił

wprost.

Pani mąż nie żyje.

Elenka! To co jest?

Rozłóż prawie wystyg.

Kto to?

Nie wiem.

Aha, więc to tak.

Rozumiem, rozumiem.

Życie nie znosi pustki.

Poeta jakiś, najwyraźniej.

Daj mu parę groszy i wracaj do nas. Ale to nie poeta, to wariat.

Mówi, że nie żyjesz.

Idziemy na chwilę.

Ja?

Ja nie żyję.

Słyszysz, Pamelo, ten śpiew i dźwięki gitar?

To śpiewają chłopcy z naszego płebla.

Jutro o świcie idziemy w świat.

Gród wypędza nas z tego pustego stepu.

na którym rosną tylko kolczaste opuncje.

Może w dalekim mieście znajdziemy odrobinę chleba i odrobinę szczęścia.

No i co teraz?

Polska się nam skończyła!

Rzeczywiście. Zdjęcie wklejone.

Wczoraj też wcześniej tego nie zauważyłem.

Pamiętasz? W zeszłej zimy Wolter pracował w tym, burderu.

Egzotika, czy jak mu tam. Pamiętasz, nie? No. A ten koleś jest kierowcą.

Jeździ tirem.

Zawsze jak wpada do Krakowa, to tam się właśnie zabawia. I w zeszłej zimy zginął

mu dowód.

Poproszę o lodę.

Spadaj, tłuściochu.

Lepiej byś trochę pobiegał.

Musimy coś z nim zrobić, no.

Głupio tak kumpla trzymać w rodziarce, nawet martwego.

Trzeba go w końcu pochować.

No ale gdzie?

Tam na plaży?

Masz inne wyjście?

Kochani, nieszczęścia, jak to mówią, chodzą parami.

Dwa dni temu pochowaliśmy Adasia Diesla, zastrzelonego w niewyjaśnionych

okolicznościach, a dziś przyszło nam odprowadzić na miejsce wiecznego

spoczynku Emila Karpatkę, znanego nam wszystkim jako Goldie.

Okrutna śmierć zabrała ich w k...

Co pan tu robi, pułkowniku?

Spacer przed obiadem.

Waza, radzę ci, nie podskakuj.

Bo gdyby to ode mnie zależało, to byś spierdla nie wyszedł. Na szczęście nie

zależy. Zna pan mojego brata?

Bardzo uczciwy człowiek.

Pan wybaczy, brat ma depresję. Znał pan Goldiego?

Wspaniały chłopak. Byłem mu ojcem. A ja wujem.

Straszna historia.

Otruty miksturą z Rosji.

Pan pozwoli pułkowniku, że przedstawię. Mój nowy pracownik, Wolter.

Za świętej pamięci Goldiego.

To dokąd teraz, szefie? Do kliniki, debilu.

Uważaj, gówniaro. Mówiłam, babcia pana skarci.

Nie, nie.

Mówię ci, że to Tygrysek, no.

Jesteśmy idiotami, że od razu na to nie wpadliśmy.

Tygrysek? Ale on jest taki niedryżały.

Ciągle by tylko brykał. A, właśnie, właśnie.

Mógł bryknąć i kangurzyce. Przecież on nie mieszka.

Ale po to, by pić tran.

To może Krzyś?

Nie wiem. Zawsze wydawał mi się taki niesympatyczny.

Skurwiel.

Mogę je ponagolić?

Ogolić się chciałem.

Byłbym zobowiązany, gdyby pan opuścił mój lokal.

Słucham?

Wypierdalać!

Wiesz co, szanie to golenie, zapuszczam rodę. A rób co chcesz i tak jesteś

przytki. To na pewno królik. Tak, królik, królik.

Królik, sam jesteś królik. Tygrysek. Nie tygrysek, tylko królik.

Królik jest ojcem małym.

Akcja! Wolterku, strasznie się przepraszam.

Ty... Czemu on jest w dresach?

Może biegał?

Ale jeśli biegał, to czemu za Cezarem? Służę kroki!

Pośpieszcie się!

Akcja.

Jeszcze raz.

Bez palca.

Wzrokiem.

Dobrze jest. Mamy.

Nieprawda.

Ja wychodziłam.

Ale nie żeby mordować. Na siku.

Na sił.

No tak.

Oczywiście. Na sił.

Na sił.

Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry. Proszę pani, szukamy kolegi. Zginął nam

kolega. Właściwie nie kolega, a właściwie drugi kolega.

Ciało. O.

Zginął nam ciało. Wsiedliśmy do pociągu. To jest nieżywy facet. O.

Ma oczy wybałuszone na wierzch, jest wypruty, ma flaki też.

I właśnie chcemy się dowiedzieć, gdzie on jest.

Może nam pani pomóc? Tak, pomogę. Proszę poczekać. Dziękuję.

Naprawdę dziękuję.

Policja? Tak.

Dwóch podejrzanych.

Tak idą w górku, tak.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.