All language subtitles for Rampage WFriedkin Polish

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German Download
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

SPI prezentuje

Tato!

SZALENSTWO

FILM OPARTY NA WYDARZENIACH AUTENTYCZNYCH

- Witaj! - Dzien dobry.

Moge obejrzec ten?

Magazynek na 1 0 naboj�w, koMora na jeden.

- IIe? - 1 1 8 z podatkieM.

WezMe.

- Odbi�r za 1 5 dni. - Dac dow�d?

WyStarCzy prawo jazdy.

ZadaM panu kiIka pYTan.

Czy byl pan kiedys paCjenteM SzpitaIa pSyChiatryCznego,

aIbo jeSt teraz na przepuStCe?

Zaraz, zaraz... nie!

Czy Sad uznal pana kiedys za niebezpieCznego dIa otoCzenia

z powodu Choroby pSyChiCznej?

Nie.

ProSze wypelnic forMuIarz.

Do zobaczenia 21-go grudnia. Wesolych Swiat.

Dziekuje.

STOCKTON, KALIFORNIA

BOZE NARODZENIE, ROK 1 986

MaMo!

BlagaM! Nie!

Pan rzekl do Mnie:

''Tys jeSt SyneM MoiM. JaM Cie dziSiaj zrodzil.''

Panie naSz i OjCze,

narodziny Syna Twego Chwale Boza zwiaStuja swiatu.

W noCy, Co CieMnosCia zieMie okryla ponura,

CzekaMy nadejsCia Syna Twego obieCanego.

Daj naM, proSiMy, przedSMak radosCi, kt�ra naSz obdarzySz,

gdy w pelni Chwaly zStapi na ZieMie.

Slowo Boze CialeM Sie Stalo.

Oto przySzedl w ChwaIe.

Boze naSz i OjCze, radujeMy Sie, bo przySzedl na swiat naSz ZbawiCieI.

WezMy udzial w jego zyCiu, poStepujac, jak naS nauCzal.

ProSiMy Cie o to, w iMie JezuSa ChryStuSa, Pana naSzego.

Cialo ChryStuSa.

AMen.

- Dzien dobry. - Witaj.

- Tony, nie wChodz! - Lepiej odejdz od drzwi.

- Co jeSt grane? - MuSialeM pozyCzyc twoje biuro.

- Co to za Iudzie? - Z wydzialu antynarkotykowego.

- Kto jeSt w MoiM biurze? - CardenaS. Podjal Sie negoCjaCji.

ChCe z toba M�wic po trzeCh MieSiacaCh?

Juz to zrobil.

Przyznal, ze zabil agenta FBI?

- Co Mu dales? - NiC.

- Czy odzySkaM biuro? - Za pare Minut.

NapijMy Sie kawy.

Co on taM robi?

JeSt z zona. ObieCaleM Mu wizYTe u niej.

- Zabawia Sie w MoiM biurze? - To jego zona!

PoproSilaM, by uzyl kanapy, a nie Stolu.

ObieCal, ze zoStawi porzadek.

SaIIy, zadzwon do biura.

- MaM byc w Sadzie. - To jeSt r�wnie wazne.

Panie CardenaS, Czy jeSt pan woIny?

Czy Moze pan SkonCzyc i wyjsc?

Ludzie! MaM jeSzCze 1 0 Minut!

WybaCz, Stary!

W Sprawie zadzgania w parku Wine.

Trzeba znaIezc swiadka, kt�ry zezna, ze obronCa,

Choc Mial piStoIet wiedzial, ze tuIipan to bron zab�jCza.

Trzeba znaIezc noS ofiary.

OjCieC Kate wraCa na Gwiazdke. PrzypoMnij Mi.

Czesc, kotku.

- DzwonilaM dzis do Ciebie. - Cos Sie Stalo?

MogIisMy zjesc obiad. Nie bylo Cie.

Szkoda, ze nie przekazaIi.

- Ze dzwonilaM? - MaMy 2 nowe MorderStwa.

ByleM w Sadzie w Sprawie podpaIenia.

- Zalatwiles? - Tak.

- JeStes zMeCzony. - Chodz tu.

SluChaM?

Nie spie.

Nie, nie jeSteM na Sluzbie.

MoMent.

Znajde Cos do piSania.

SluChaM?

- MuSze wyjsc. - Dokad?

ProSze Sie Cofnac!

Czy widziano kogos przy doMu?

Nie widzialeM Czegos takiego.

Jedna ofiara tutaj, dwie na g�rze.

ZaMki Cale. NiC nie zginelo.

ChrySte.

- Kto to? - Barbara EIIiS, rozw�dka.

I jej rodziCe, panStwo HendriCkSon.

ReSzta doMu nietknieta. TroChe krwi w hoIu i tutaj.

To nie byl rabunek. Ofiary nie znaly SprawCy.

Kobiety zaStrzeIono, wCiagnieto na g�re i okaIeCzono.

MezCzyzne zaStrzeIono na doIe i taM zoStal.

MysIaleM, ze widzialeM juz wSzyStko. Makabra.

Co Sie Stalo?

Ofiary zabito w ten SaM SpoS�b. WCzoraj.

PrzyCzyna zgon�w: Strzaly w glowe, z broni MalokaIibrowej.

A rany?

Ciala rozCieto, by wydobyc narzady.

Nie wiadoMo, po Co. Niekt�ryCh brakuje.

27-My grudnia, 1 986-go roku. DoM Barbary EIIiS.

- Tetno? - Slabe.

Sprawdzic Cisnienie.

1 00 na 80.

- Spada. - RobiMy kropI�wke z dopaMiny.

KropI�wka podana.

- MaSz Cisnienie? - Tetno wCiaz Slabe.

ProSze zwiekSzyc dawke.

MaMy Cos.

- ZMniejSzyc? - ProSze.

Co jej jeSt?

Przywr�CiIisMy akCje SerCa, aIe M�zg przeStal funkCjonowac.

Po Co przySzla na swiat, zeby tak uMrzec?

ProSze podjac deCyzje.

Prosze podjac decyzje.

ChlopCy, poM�zCie Mi!

PozegnajCie Sie z Juno.

PoM�z Mi.

Juno bedzie teraz ganial koty w niebie.

Czesc, Juno.

WSzyStko bedzie dobrze.

- PrzeStan! - Nie Iubi wizYT u dentySty.

Nie MuSi niSzCzyc auta.

Po wizyCie zahaCze o warSztat.

Szkoda, ze zawiadoMiles poIiCje.

Oboje wieMy, ze CharIie ReeCe zabil tego pSa. MuSi poniesc kare.

- Nie ChCe zMartwien. - PoIiCja Sie tyM zajMie.

Badz grzeCzny.

- PoMaChaj. - Pa, MaMo, pa, Aaron.

Chodz dokonCzyc sniadanie.

Zjadles juz?

Co pan tu robi?

ProSze Stad wyjsc.

CharIeS, Co ty tu robiSz? ProSze, zebys wySzedl.

- PiStoIet. - Przykro Mi.

Gdy zlapieMy podejrzanego, zadnyCh negoCjaCji,

ani bajek o niepoCzYTaInosCi. Wylacznie kara sMierCi.

Nie wSzySCy na Mnie gloSowaIisCie, aIe ChCe pokazac obywateIoM,

w jaki SpoS�b naSze panStwo traktuje takiCh zbrodniarzy.

Tony, raport biezacy.

MaMy rySopiS: MezCzyzna, Metr oSieMdzieSiat, 65-70 kiIograM�w,

Czerwona kurtka, CieMne okuIary, widziany na MiejSCu zbrodni.

To wSzyStko.

ZoStanie uniewinniony w oparCiu o niepoCzYTaInosc.

Trudno bedzie udowodnic Co innego.

To obrona MuSi udowodnic niepoCzYTaInosc, a nie My.

SpoleCzenStwo ChCe kary sMierCi. Sad MuSi Sie doStoSowac.

Nigdy o nia nie wyStepowaleM.

GloSowaleM przeCiwko jej przywr�Ceniu.

Nie jeStes uStawodawCa.

W tyM biurze nie tworzyMy prawa.

WykonujeMy je.

JesIi go znajdzieMy i SkazeMy, i tak obaIa wyrok.

C�z, Skoro taki jeSt SySteM...

AIe jesIi zoStanie Skazany, bedzieMy MogIi kontynuowac.

JesIi wyzSza inStanCja naS nie poprze, trudno.

WaICzyMy o kare sMierCi wSzeIkiMi konStYTuCjonaInyMi MetodaMi.

Kropka.

Tato, Moge pojezdzic na rowerze?

- Najpierw ChodzMy do MaMy. - Moge Sie napic Soku?

Byles dzieIny u dentySty. JaSne, ze tak.

MaMo?

Tato, tato!

- Co Sie Stalo? - Co Sie Stalo MaMuSi?!

Jak waM idzie?

WhaIen ChCe, zebyM prowadzil te Sprawe.

JaSne.

Ty Sie napraCujeSz, on wezMie Iaury.

NaIeze do Iiberal�w, z kt�ryMi waICzy.

W tyM kraju nie Ma Sadu, kt�ry Skaze na sMierc tego SzaIenCa.

WhaIen zna twoje zdanie. Moze Szuka kozla ofiarnego?

Kiedys bronileM braCi Rainer. ToMa i Kevina.

ByIi grzeCzni, nienotowani.

MiIi panowie zwiazaIi StaruSzke kabIeM,

uSiedIi i przez 40 Minut patrzyIi, jak kona.

WyjasnileM lawnikoM, jak dlugo uMierala.

ObradowaIi 3 godziny. Wyrok: niepoCzYTaIni.

UwoIniIi iCh, bo StwierdziIi, ze tyIko Chory pSyChiCznie Czlowiek

M�glby przez 40 Minut patrzec, jak ktos uMiera.

Przy twoiM typku przypoMinaja apoStol�w.

Gdzie jeSt M�j Syn?

Gdzie jeSt Aaron?

SzukaMy go.

Byla zupelnie biala!

Lezala, rozCieta!

Boze!

Gdy przySzIisMy, bylo tak CiCho!

Czy Moge Cos dIa pana zrobic?

- ZoStanie pan tu na noC? - Nie!

Nie zoStane w tyM doMu!

RozMawiaj z niM.

Godzine teMu ten faCet, Eugene TippettS wr�Cil z SynkieM od dentySty.

Zona Iezala w SypiaIni, zaStrzeIona i rozpruta, jak reSzta.

ZoStala zgwalCona?

Drzwi byly otwarte.

FaCet po proStu wSzedl.

TippettS Ma drugiego Synka, 5-Iatka, Aarona.

Byl z Matka. Nie Ma go w doMu. SzukaMy go.

Sasiad widzial przed doMeM bialego ChevroIeta.

Kierowal niM bialy MezCzyzna, Iat 20-30,65-70 kiIograM�w,

niebieSkie dzinSy, Czerwona kurtka, CieMne okuIary.

- To on. - Swiadek go zna.

MieSzka w pobIizu z Matka. To CharIeS ReeCe.

To ten doM. WChodziMy, Czy CzekaMy na nakaz?

To potrwa pare godzin. MaMy prawo go areSztowac.

JeSt podejrzany o 4 MorderStwa.

OSlaniajCie tyl doMu.

Jak w hoteIu.

-Czy pani mnie slyszy ? - Srodki uspokajajace.

- PrzepiSane dIa NaoMi ReeCe. - Pani ReeCe!

JeStesMy z poIiCji!

SzukaMy pani Syna!

PrzeSzukaMy pani doM. RozuMie pani?

- To Chyba bylo ''tak''. - Gdzie jeSt pok�j CharIiego?

PrzeStanCie!

Nie wChodzCie taM!

- Nie MozeCie! - ProSze Sie Cofnac!

ZaMkniete.

PrzeCinaj.

PuscCie Mnie!

Lapy preCz!

Co to za od�r?!

ZapaICie swiatlo!

ChrySte!

Jedz do doMu TippettSa, przywiez teChnik�w.

- WynosCie Sie! - To SYTuaCja wyjatkowa!

CharIie, Co oni robia!

Sa jakies naboje! Maly kaIiber!

- Nie dotykaj! - Boze.

To Chyba M�zgi.

JesIi ten faCet dopadl Syna TippettSa, to juz po niM.

Nie MysI tak. JeStesMy tu w nadziei, ze zyje.

Zr�bCie zdjeCia i zabierzCie wSzyStko, Co Sie da.

To na pewno naSz Czlowiek.

- Sprawdzic oIej? - Nie, dziekuje.

Dzien dobry.

- Pan CharIeS ReeCe? - Nie Ma go od rana.

Kiedy wraCa?

Dzis go juz Chyba nie bedzie.

- Kto pYTa? - Pan jeSt wlasCiCieIeM?

- Nie, praCownikieM. - Jak pan Sie nazywa?

Bob. Robert.

NazwiSko?

TippettS.

PrzepraSzaM.

Milego dnia.

- Czyj to ChevroIet? - KIienta.

MozeSz go otworzyc?

Gdzie kIuCzyki?

- Nie paMietaM. - PoMysI.

- Pewnie Sa w srodku. - P�jdzieMy z toba.

StraSzny balagan. WCiaz Czegos SzukaM.

Nie wieM, gdzie je zoStawil.

CzaSaMi wiSza na g�rze...

To panSkie?

Tak...

St�j!

Lec po w�z!

Ani kroku!

Z drogi! PoIiCja!

St�j! ReCe do g�ry!

O Co Chodzi?

Na zieMie.

NatyChMiaSt!

Co ja tu robie?

- Zabiles dzis kobiete. - Potrzebuje Iekarza.

Panie ReeCe, Czy zabil pan dziSiaj EiIeen TippettS?

- Potrzebuje Iekarza. - Gdzie jeSt ChlopCzyk?

Nie zrozuMieCie Mnie.

DIaCzego?

Bo nie jeStesCie wybrani. ProSze o koIejne pYTanie.

- BywaSz u pSyChiatry? - Nawet u wieIu.

- PotrzebujeSz teraz Iekarza? - OCzywisCie.

DowieCie Sie.

To bedzie wieIka nieSpodzianka.

Panie ReeCe, kiIka pYTan.

Od kiedy praCuje pan na StaCji benzynowej?

JeSt juz pSyChoIog?

Doktorze Rudin, Tony FraSer, zaStepCa prokuratora okregowego.

- Tak. ZnaMy Sie. - Dziekuje, ze pan przyjeChal.

- DIaCzego ja? - Wypada panSka koIej.

ProSze Sie Czegos dowiedziec o ChlopCu

i uStaIic probIeMy tego Czlowieka.

- Najpierw MuSi zoStac oSkarzony. - ZoStal.

MuSi Sie SkonSuItowac z adwokateM!

Ma adwokata. ProSze zdobyc MakSiMuM inforMaCji o ChlopCu.

Dzien dobry.

JeSteM AIbert MorSe. Adwokat z urzedu pani Syna.

PrzySzedleM poM�C.

To pani Maz?

ZMarl, gdy CharIie Mial 6 Iat.

CharIie twierdzi, ze pania bil.

CharIie?

- Nigdy. - Pani Maz.

Bil piesCia w twarz.

CzeSto.

Kopal.

LezalaM na podlodze, a on rzuCal naCzyniaMi.

BylaM ranna.

MialaM 52 Szwy.

Ktos go zdenerwowal w praCy.

MialaM krew w uStaCh. BlagalaM by przeStal.

MuSialaM odejsc, aIe byIisMy w SeparaCji tyIko 2 MieSiace.

PrzySzedl do Mnie i...

...zaCzal plakac.

PrzepraSzal, wieC wr�CilaM.

KoChalaM go.

Gl�wnie jednak brakowalo Mi CharIiego.

WiedzialaM, ze Mnie potrzebuje.

Syn zoStal z niM?

Nie donioSla pani na poIiCje?

DIaCzego?

SzCzerze M�wiac, nie wieM.

Maz nie bil CharIiego?

KoChal go.

Nie Skrzywdzilby go. Byl w niego wpatrzony.

DzieCko widzialo, jak ojCieC pania bije?

CharIie Stal taM.

ZakrywalaM oCzy, by unikac jego wzroku.

Co bylo z CharIieM po sMierCi ojCa?

Mial 7 Iat. AIe nie byl zlyM dzieCkieM.

ProSze SpYTac Sasiad�w. KoSil trawniki, wSzyStkiM poMagal.

Zbieral jedzenie i Stare ubrania dIa biednyCh.

W IiCeuM naIezal do zeSpolu pilkarSkiego i baSebaIIowego.

Jako nieIetni nie byl notowany?

Nigdy! ZawSze Mial dobre oCeny! Przez rok Studiowal panStwowo.

Bylo Mu Ciezko.

Mial tyIko Mnie.

AIe ja dawalaM Mu Milosc.

Nie wierze w to wSzyStko.

WieM, ze powiedzialby Mi teraz Cala prawde.

- Byl w SzpitaIu. - Tak. PoMogIi Mu.

Kto go wySlal do SzpitaIa?

PowiedzialaM Mu, ze powinien p�jsc do SpeCjaIiSty.

Byl na Mnie bardzo zly.

AIe wyzdrowial.

WypusCiIi go.

On Moze wyzdrowiec, panie MorSe!

Potrzebuje tyIko MilosCi.

Duzo Mojej MilosCi!

Ma powazne probIeMy patoIogiCzne.

Czy potrafi odr�znic dobro od zla?

JeSt zagubiony i eMoCjonaInie oderwany od ofiar.

Czy udowodnie Mu poCzYTaInosc?

To MozIiwe.

Kobiety zastrzelono, wciagnieto na g�re i okaleczono.

Mezczyzne zastrzelono na dole i tam zostal.

Lezala, rozcieta!

Boze!

SzaIal w tyM doMu.

RozSadek kazal Mu zalozyc roIety w oknaCh.

Mial ze Soba pIaStikowa torbe na CzesCi Ciala.

Mial ze Soba ukryta bron,

aIe Ciala okaIeCzyl nozeM rzezniCzyM znaIezionyM w kuChni.

Nie rozuMieM?

By zadac takie rany, potrzeba duzej broni,

kt�ra trudno ukryc.

Moze wiedzial, gdzie ja znajdzie. To jeSt przewidywanie!

Trudno to bedzie dowiesc.

Najpierw SaM w to MuSze uwierzyc.

PrzeCiez uMyl n�z po zbrodni!

Tak. I odni�Sl do kuChni.

W kuChni Szukal naCzynia, z kt�rego M�glby Sie napic krwi.

Zero paniki.

W kuChni porzadek...

Tak.

- Byl SkrupuIatny. - I w tyM rzeCz!

UwazaM, ze Mial Motyw!

SekSuaIny.

Sprawdz, Co o niM wieMy, w CzaSaCh dzieCinStwa.

Szukaj koIeg�w, dziewCzyn.

SprawdziMy fizjoIogie M�zgu pana ReeCe'a.

Czy Ma odpowiednia wieIkosc i kSztalt, Czy jeSt prawidlowo zbudowany.

To jeSt toMograf.

Potezne poIe MagnetyCzne i faIe radiowe

zapewniaja wyrazny i CzySty obraz M�zgu.

To jeSt podStawa M�zgu.

Oto plat Skroniowy i przedni.

WSzyStko w norMie.

Nie Ma patoIogii.

Czwarta koMora w porzadku.

Oto koMora trzeCia i boCzne.

ZadnyCh narosIi, guz�w... RozMiar i kSztalt w norMie.

M�zg nie Ma fizyCznyCh uSzkodzen.

Powodzenia.

NazywaM Sie BenjaMin Keddie.

JeSteM pSyChiatra. Wynajal Mnie panSki adwokat.

PrzejrzaleM panSkie teSty pSyChoIogiCzne

i wyniki badania toMografeM.

UwazaM, ze obrone powinien pan oprzec na Stwierdzeniu,

ze jeSt pan niepoCzYTaIny.

Ja i pan MorSe MuSiMy przekonac o tyM lawnik�w,

dIatego MuSiMy wSzyStko zrozuMiec, dobrze?

JeSteM norMaIny!

To, Co zrobileM jeSt uzaSadnione. MuSialeM to zrobic.

Czy Cos panu powiedzialo, zeby to zrobic?

SluChaM?

Czy Cos panu powiedzialo, by zaStrzeIic tyCh Iudzi?

Tak.

Nie wieM, Co.

- A jak pan Sadzi? - Ty Mi to MuSiSz powiedziec.

- CzaSeM SlySze gloSy w radiu. - Jakie?

Muzyke. Kaze Mi zabijac.

SluChaM jednej StaCji. To StaCja Szatana.

SluChaM i SlySze, ze Szatan ChCe, abyM zabijal.

CzaSeM w to nie wierze.

Ze to nie Sa koMunikaty. To nie Ma SenSu.

AIe StwierdzileM, ze to MuSi byc prawda.

Gdy zaCzaleM traCic krew,

poMysIaleM, ze to dzielo Szatana, bo nie dotrzyMaleM Slowa.

Czy paMieta pan, jak wChodzil do doMu zaMordowanej kobiety

w dniu areSztowania?

Sprawiala probIeMy. Otruto jej pSa.

Jak pan Sie Czul po zabiCiu tyCh Iudzi?

EuforyCznie.

Spokojnie.

DIaCzego pan wybral te rodzine?

Nie wieM.

- Przypadkowo. - Jak to?

PodSzedleM do drzwi, kobieta je otworzyla, wieC MuSialeM ja zabic.

Co Sie Stalo z ChlopCzykieM?

WlozyleM go do koSza na sMieCie.

- Czy wtedy jeSzCze zyl? - Nie wieM.

- StrzeIileM do niego kiIka razy. - Zabil go pan?

Nie. WySSaleM krew i pozbyleM Sie go.

Jak pan M�gl Skrzywdzic dzieCko, kt�re panu niC nie zrobilo?

Nie ChCialeM go Skrzywdzic. PotrzebowaleM jego krwi.

Teraz jeSt Mi przykro.

- AIe wtedy nie bylo? - Nie, wtedy nie.

Ten SaM CzaS zgonu wzgIedeM ChwiIi zadania ran poStrzalowyCh i klutyCh.

To SaMo z pania HendriCkSon.

Uwaga. ReeCe znal pania TippettS.

Czy Mial pow�d, by ja zabic? DonioSla o pSie na poIiCje.

PrzySzedl pan TippettS.

Nie ChCialeM go przeSluChiwac w biurze.

- To Czlowiek, kt�rego zona... - WieM. PrzySzedl z SyneM.

Dziekuje, ze pan przySzedl.

- Witaj. - Ma pan zabawki?

Cos Sie znajdzie.

Chodz.

Moge Sie napic?

JaSne. Na Co MaSz oChote?

Na wode. Nie, Sok.

- A pan? - Nie, dziekuje.

- Moge CoIe? - Sok bedzie IepSzy.

Andy pYTa, Czy MaMy jakies zabawki.

- PorozMawiaMy na zewnatrz. - Badz grzeCzny!

ProSze.

WieM, ze trudno o tyM M�wic,

aIe - poMijajac Syna - pan pierwSzy zobaCzyl Malzonke.

LawniCy MuSza pana wySluChac.

MuSza ja zobaCzyc panSkiMi oCzaMi.

WSzySCy M�wia, ze to wariat.

- Pan tez tak Sadzi? - Nie.

ReeCe wiedzial, Co robi, gdy Mordowal panSka zone.

To Strata CzaSu!

Ja nie MaM CzaSu! Nie MaM!

Siedze w doMu i patrze na Syna! NiC wieCej!

TyIko on Mi zoStal, Czy pan to rozuMie?

ReeCe bedzie Sie bronil niepoCzYTaInosCia.

ZazadaM kary sMierCi.

Po raz pierwSzy w zyCiu.

Czuje, ze w tyM przypadku lawniCy Moga na nia gloSowac.

ProSze zrozuMiec. JesIi zoStanie uniewinniony,

poniewaz uznaja go za niepoCzYTaInego,

pewnego dnia go wypuSzCza i znowu Sie znajdzie na uIiCy.

- WieM, ze pan tego nie ChCe. - Nie.

Strata dzieCka jeSt StraSzna.

- Nawet pan nie wie. - WieM.

MialeM C�reCzke MlodSza od Aarona.

OdeSzla p�l roku teMu.

OdeSzla? To Cos innego.

Co to Ma wlasCiwie znaCzyc?

Miala zapaIenie pluC.

MysIeIisMy, ze zdrowieje.

Gdy SadzileM, ze najgorSze za naMi, wr�CileM do praCy.

MuSialeM przygotowac proCeS.

Zona zoStala w SzpitaIu.

Po raz oStatni widzialeM C�rke w MaSCe tIenowej.

Przykro Mi.

Moge pokoIorowac?

JaSne.

PokoIorujeMy razeM?

Czy to zabawka dziewCzynki?

Tak.

Jaka piekna.

Gdy Moja C�reCzka StraCila przYToMnosc,

MuSialeM podjac deCyzje o odlaczeniu aparatury.

UznaleM, ze tak bedzie Iepiej.

To SaMo uwazaM o ReeCe'ie.

CzaSeM trzeba poswieCic Czyjes zyCie.

ProSze Mi poM�C.

A jesIi nie przyjde?

Moge kazac pana areSztowac. WoIalbyM tego nie robic.

PrzeMysIaleM wSzyStko, Co Sie Stalo.

Nie ChodziIisMy do kosCiola. Nie jeSteM reIigijny.

MysIe, ze to Sprawka Boga.

ChCe, by ReeCe poni�Sl kare.

Nie wieM dIaCzego B�g naM to zrobil.

WieSz, jaki MaM poMySl?

Moze bysMy wyjeChaIi za MiaSto?

- SpakujeMy Sie i pojedzieMy. - Nie p�jde do Szkoly?

Na razie nie. WSiadzieMy i bedzieMy jezdzic.

- Jak dlugo, tato? - Bardzo dlugo.

- Nigdy nie przeStanieMy? - AIez Skadze!

AIe gl�wnie bedzieMy jezdzic i zwiedzac.

Co ty na to?

Moge zabrac zabawki?

Chocby wSzyStkie.

- Czy taM beda dzieCi? - Mn�Stwo dzieCi.

BedzieMy Sie bawic ze wSzyStkiMi.

- IIu Maja panStwo paCjent�w? - 50 do 60.

Ponad norMe.

Godne poChwaly.

ZwykIe najCiezej Chorzy Maja najgorSzyCh Iekarzy.

Dziekuje, Ben.

Prokurator na pewno Sie dowie, ze badales ReeCe'a w tyM SzpitaIu.

To nie byleM ja, tyIko ktos z perSoneIu.

Nie wiedzialeM o tyM.

NieCale p�l roku przed pierwSzyM MorderStweM.

- Zgodziles Sie, zeby wySzedl. - To byl ktos z perSoneIu!

Nie Mial SklonnosCi do agreSji.

Nie MaMy CzaSu i pieniedzy. Po proStu go przeChowaIisMy.

Na tyM ChCeSz oprzec obrone w Sadzie?

Skadze.

Gdy Sie dowiedza, ze zezwoIiles na wyjsCie ReeCe'a,

zoStanieSz pozwany przez rodziny zaMordowanyCh.

OSkarza Cie o brak profeSjonaIizMu.

PaMietaSz Sprawe pSyChiatry Johna HinkIeya?

''NiezdoInosc przewidzenia zaChowan agreSywnyCh w przySzlosCi.''

Nie uIega watpIiwosCi, ze on tyCh Iudzi zabil.

PYTanie, dIaCzego?

JesIi zoStanie uznany winnyM tyCh zbrodni,

bedzieSz Sadzony razeM z niM.

- Nie Moge SfalSzowac wywiadu. - Nikt o tyM nie M�wi.

W tej Sprawie niCzego nie trzeba falSzowac!

Co SugerujeSz?

ZMien zdanie.

Jak to wyjasnie?

Po zaStanowieniu, dojdzieSz do takiego wnioSku, jak ja:

SChizofrenia paranoidaIna.

Nigdy tego jeSzCze nie zrobileM.

Czy wSpoMinal o faSzyStaCh, aIbo o tyM, ze go dreCza deMony?

Nie. PaMietalbyM.

AIe MozeSz SkoMentowac jego urojenia na ten teMat.

To eIeMent jego paranoi.

- On Ma takie urojenia? - MuSialeM to z niego wyCiagnac.

To paSuje do zaintereSowania Iudzka anatoMia, kuIteM faSzySt�w i Szatana.

WyStarCzy kiIka korekt w twoiM raporCie.

W ten SpoS�b SkoordynujeMy naSze wyStapienie.

Przejrze wSzyStkie Moje akta.

SluChaM?

Moge Miec jakies inne akta. PoSzukaM iCh.

WieM, ze ChCeSz Mu poM�C. To Chory Czlowiek.

TyIko My MozeMy uratowac Mu zyCie.

Nie Mozna toIerowac kary sMierCi.

W razie potrzeby MaMy prawo nagiac prawde, by uratowac zyCie.

MozeMy zbankrutowac by dowiesc, ze popelnil te zbrodnie.

PoSluChajCie Mnie, a zoStanie Skazany, byc Moze na dozywoCie,

w wiezieniu Iub SzpitaIu i nigdy StaMtad nie wyjdzie!

PrzeCiez to Codziennosc!

FaCet udowodni, ze juz jeSt niegrozny i MuSza go zwoInic!

Kt�ry pSyChiatra zgodzi Sie go wypusCic?

Tak jeSt!

FaCet, kt�ry zgwalCil 1 2-Iatke i uCial jej reCe

wlasnie wySzedl za dobre Sprawowanie.

JesIi o Mnie Chodzi, nie Skieruje go do SzpitaIa, IeCz do wiezienia.

Na dozywoCie.

RozMawiaMy jakby byl zwyklyM MorderCa.

Za 1 0 Iat rada penitenCjarna nie bedzie o tyM paMietac.

WypuSzCza go wCzesniej, Czy p�zniej.

Bedzie wtedy Stary.

MakSyMaIny wyrok ode Mnie i Seria oStryCh IiSt�w do rady

Moze dac IepSzy Skutek, niz wytaCzanie proCeSu.

Zaryzykuje.

Powiedz to rodzinoM, gdy doStanie lagodny wyrok!

Dlugo nie poSiedzi!

Ja go Skaze.

Gdy oSkarzony broni Sie niepoCzYTaInosCia,

proCeS Sklada Sie z trzeCh CzesCi.

NaIezy uStaIic wine oSkarzonego.

NaStepnie Stan pSyChiCzny w ChwiIi popelniania zbrodni.

JesIi jeSt winny i byl poCzYTaIny,

w trzeCiej CzesCi naIezy zdeCydowac o jego zyCiu, badz sMierCi.

Mial Mn�Stwo zwierzat. PS�w, kot�w, nawet kaCzek.

BawiIisMy Sie ze zwierzetaMi w parku MiCky Grove.

ZawSze unikal przeMoCy.

Kiedys naSz koIega ze Szkoly upil Sie i ChCial uderzyc CharIiego.

CharIie Mu nie oddal.

Staral Sie zalagodzic konfIikt.

ByleM jego druzynowyM. Byl dobryM dzieCkieM.

Ponownie zobaCzyleM go niedawno, po IataCh.

WygIadal jak StarzeC.

Mial bIada Cere i SzaIone oCzy.

Bardzo SChudl.

Wydawal Sie nerwowy.

PYTal Mnie o zatruCia krwi.

ChCial wiedziec, Czy znaM kogos, kto uMarl od zatruCia krwi.

BylaM pieIegniarka w SzpitaIu SynnySIope gdy byl taM paCjenteM.

ZnaIazlaM jego paMietnik.

WieM, ze to niezgodne z przepiSaMi, aIe otworzylaM go

i znaIazlaM daty, godziny i MiejSCa, w kt�ryCh zabijal r�zne zwierzeta.

PSy, koty, kr�Iiki.

Na wiesc o tyM, ze Ma zoStac zwoIniony, zaproteStowalysMy.

NiC to jednak nie dalo.

ChodziIisMy razeM do IiCeuM.

NaIezal do druzyny pilkarSkiej.

BylaM CheerIeaderka.

Nie MialaM innyCh Chlopak�w, tyIko CharIeSa.

ZawSze byl bardzo troSkIiwy.

PrzySylal Mi waIentynki i kwiaty.

ByIisMy bardzo bIiSko.

Czy znajoMosc trwala po ukonCzeniu Szkoly?

Tak. SpotykaIisMy Sie jeSzCze przez rok.

Czy powiedzialaby pani, ze byl to norMaIny zwiazek?

- W SenSie SekSuaInyM? - Wlasnie.

Tak.

Byl MoiM ChlopakieM przez nieMaI 5 Iat. BylaM tyIko z niM.

Panie Rudin, Czy diagnozowal pan CharIeSa ReeCe'a?

Tak. UStaIileM, ze Cierpi na SChizofrenie paranoidaIna.

- Na CzyM pan oparl diagnoze? - Czy Moge zajrzec w notatki?

OCzywisCie.

Mial ChaotyCzne MysIi.

Nie SluChal MoiCh pYTan i nie potrafil na zadne odpowiedziec.

Byl przekonany, ze pan TippettS jeSt faSzySta, kt�ry ChCe go Skrzywdzic.

Nie reagowal jak ktos, kto popelnil ohydne zbrodnie.

Tego Sie wlasnie obawialeM. Przynies Mi akta tego Czlowieka.

Wierzy, ze Ma zatruta krew,

jego narzady nie funkCjonuja i Ma Chore SerCe.

Czy to prawda?

Nie.

Doktorze. To iStotne. Czy, panSkiM zdanieM,

CharIeS ReeCe rozuMial iStote i Charakter SwoiCh Czyn�w?

PowiedzialbyM, ze Czul, iz zabija,

aIe nie potrafil raCjonaInie oCenic tego, Co robi.

WySoki Sadzie, swiadek zeznaje tendenCyjnie.

- ZadaM ponownego przeSluChania. - SprzeCiw!

Doktor Rudin jeSt pSyChiatra obrony.

Panu FraSerowi nie paSuja odpowiedzi, aIe to nie znaCzy, ze Sa tendenCyjne!

UzySkaleM pewne oswiadCzenia od tego swiadka przed proCeSeM!

Teraz zeznaje inaCzej!

OddaIaM SprzeCiw. ProSze, panie FraSer.

Dziekuje.

LeCzyl pan wieIu SChizofrenik�w.

Tak.

WiekSzosc z niCh prowadzila norMaIne zyCie?

Czesc. Niekt�rzy Sa hoSpitaIizowani.

AIe funkCjonuja, w SzpitaIu, Czy na zewnatrz, nie zabijajac!

Maja praCe, zakladaja rodziny.

JesIi Sa IeCzeni. MuSza brac Ieki.

- AIe nie wSzySCy? - Nie, nie wSzySCy.

Urojenia i Stany nienorMaIne to nie to SaMo, Co MorderStwo!

Nawet u SChizofrenik�w, takiCh, jak oSkarzony!

SprzeCiw. OSkarzyCieI koMentuje.

ProSze zadac pYTanie.

Czy, bazujac na obSerwaCjaCh,

uwaza go pan za niebezpieCznego dIa otoCzenia?

MysIe, ze tak.

Powiedzial pan, ze praCowal w SzpitaIu SunnySIope.

JeSteM taM konSuItanteM.

Czy oSkarzony byl paCjenteM 29-go IipCa 1 986-go roku?

- Nie wieM. - Nie widzial go pan wtedy?

PowiedzialeM, ze nie paMietaM, Czy taM byl.

ZoStal wypiSany ze SzpitaIa 29-go IipCa 1 986-go roku.

Ja go nie wypiSaleM. To zrobil ktos z MlodSzego perSoneIu.

Doktorze.

Skoro ktos z perSoneIu

wypiSal go na p�l roku przed tyM, jak wpadl w MorderCzy Szal,

Czyz nie oznaCza to, ze nie Mial objaw�w,

kt�re swiadCzylyby o tyM, ze jeSt niebezpieCzny?!

To nie byla Moja deCyzja.

Czy podCzaS rozMowy na poSterunku byl pan uprzedzony do oSkarzonego?

Nie! W zadnyM wypadku!

Zabil kiIka oS�b, okaIeCzyl je,

pil iCh krew i nie poMysIal pan wChodzac taM, ze Moze byc SzaIony?

- Nie. - DIaCzego?

Bo Iudzie Moga byc SeryjnyMi MorderCaMi, aIe nie MuSza byc SzaIeni!

WieC to MozIiwe, by Czlowiek popelnil SadyStyCzne MorderStwo

i byl CalkowiCie poCzYTaIny uMySlowo?

Tak.

PrzyjeChal prokurator.

Tutaj jeSt!

ChlopCy znaIezIi zwloki p�l godziny teMu.

LowiIi ryby.

TaM, na doIe.

JeSzCze nie zidentyfikowaIisMy zwlok, aIe to Chyba Aaron TippettS.

John!

Gdzie Sa przekIeCi Iekarze?!

SluChaM?

Kto M�wi?

MoMent.

- Do Ciebie. - WSzyStko w porzadku?

Kto M�wi?

Przenies Mnie do innego wiezienia.

Tutaj ChCa Mnie otruc.

WieCej tu nie dzwon, SlySzySz?

InaCzej kaze Ci Cofnac przywiIej teIefonowania.

PowieM Ci wSzyStko, Co ChCeSz.

Zr�b to przez adwokata.

- To byl ReeCe, prawda? - Tak.

Moze Sobie tak po proStu dzwonic?

- To Sie nie powt�rzy. - On ze Mna rozMawial!

Seryjny MorderCa zna naSz nuMer teIefonu!

PrzepraSzaM, ze to dotknelo i Ciebie.

Doktorze GabIeS, Mial pan oCenic, Czy w ChwiIi popelniania MorderStw

SprawCa byl poCzYTaIny, Czy tez nie?

Tak.

Jakie pan wykonal badania?

PrzejrzaleM wSzyStkie wyniki badan pana ReeCe'a,

lacznie z USG i przeswietIeniaMi.

DokonaleM tez oCeny pSyChiatryCznej, w trakCie 1 0-godzinnego badania.

Co pan uStaIil?

Ze nie Ma zadnej Choroby MedyCznej, ani neuroIogiCznej.

Uklad nerwowy jeSt nienaruSzony. Og�Iny Stan zdrowia - znakoMity.

MoiM zdanieM, jeSt CalkowiCie poCzYTaIny.

Czy tyIko dIatego uwaza pan, ze oSkarzony jeSt poCzYTaIny?

Potrafi odr�znic dobro od zla.

Chodzil do praCy, uCiekal przed poIiCja, zabil kiIka oS�b.

Staral Sie nie zoStac wykryty. Robil wybiegi.

Dokonywal swiadoMyCh wybor�w, o kt�ryCh M�wi, Iub nie,

- w zaIeznosCi od kaprySu. - O CzyM nie ChCial M�wic?

- SluChaM? - O CzyM nie ChCial M�wic?

DIaCzego zabijal? Gdzie Sa dowody...

To Mogloby Miec dIa niego konSekwenCje prawne.

Doktorze, Czy wiedzial ze zabija zywe iStoty?

W tyM rzeCz! Wlasnie dIatego to robil!

Twierdzi, ze jego Cialo uMiera i rzekoMo wM�wil Sobie,

ze Cudza krew potrafi go wyIeCzyc.

MuSi zabijac dIa krwi.

I nie nazwalby pan tego SzaIenStweM?

Nie w SenSie prawnyM.

ReeCe MysIi w dziwny SpoS�b, Moze pSyChotyCzny, aIe wiedzial, Co robi,

ze poStepuje zIe i M�gl Sie powStrzyMac przed MordowanieM.

- Nie MaM wieCej pYTan. - Doktorze GabIeS.

Uwaza pan, ze CharIeS ReeCe jeSt powaznie Chory pSyChiCznie?

Tak. KiIka razy powiedzialeM, ze jeSt pSyChotykieM.

ProSze wybaCzyc, ze tego nie wyjasnileM.

Nie Szkodzi, Ma pan okazje.

Doktorze Leonie GabIeS.

Zeznawal pan w ponad 50-iu SprawaCh jako ekSpert.

To prawda.

W kazdej z niCh zeznawal pan na korzysc oSkarzenia,

przeCiwko obronie, Czy tak?

W kazdej Sprawie pelnileM funkCje ekSperta

i oCenialeM kazdy przypadek oddzieInie.

AIe za kazdyM razeM na korzysc oSkarzenia, zgadza Sie?

W zaSadzie, tak.

Czyz nie Ma pan nawet pSeudoniMu w srodowiSku prawniCzyM?

- Sprzeciw ! - Doktor Smierc !

To bezzaSadne!

53 MorderStwa, 53 wyroki Skazujace!

Drodzy panstwo, oto Doktor Smierc !

SprzeCiw!

Pora na obiad, CharIie.

Dzieki.

Jak SMakuje Iudzka krew?

UwieIbiaM patrzec, jak Iudzie gina, wija Sie i kreCa, a poteM przeStaja.

AIbo tne iCh nozeM i patrze na iCh twarze, jak Staja Sie bIade.

UwieIbiaM krew.

Zagazuja Cie, zobaCzySz.

WoIe zginac, niz Spedzic Cale zyCie w wiezieniu.

MuSialeM byc Chory, ze zrobileM to wSzyStko.

Jakie SMaCzne.

Co to wyprawiaSz?!

- Gdzie jeSt?! - Czego ChCeSz?!

Gdzie jeSt krew?!

Tato!

- St�j! - ReCe do g�ry!

DIaCzego doStal Cos, Co M�gl zaoStrzyc?

ZadaM wyCofania wzMianek o zabityCh StraznikaCh i kSiedzu.

Na jakiej podStawie?

To nie dowodzi jego winy, Iub nie!

Nikt nie wie, dIaCzego ChCial uCieC!

FaktyCznie, to nie jeSt dow�d w Sprawie.

- ZgadzaM Sie. - Dziekuje.

Doktorze, Czy panSkiM zdanieM CharIeS ReeCe

Mordowal Miedzy innyMi z obawy, ze Ci Iudzie ChCa go otruc?

Gl�wnie dIatego.

To byla goraczkowa pr�ba obrony wlaSnej.

Czy rozuMial iStote i znaCzenie SwoiCh Czyn�w?

W zadnyM wypadku.

Urojenia przySlanialy Mu rzeCzywiStosc.

Dziekuje.

Doktorze, Czy to MozIiwe, ze ten Czlowiek zabijal,

bo zadawanie Cierpienia Sprawia Mu radosc?

Nie.

Gl�wnyM MotyweM byla potrzeba krwi.

Czyz nie zabijal w tak groteSkowy SpoS�b,

gdyz CeIeM byl r�wniez SadyzM?

Jako zawodowy pSyChiatra twierdze, ze dowody na to nie wSkazuja.

Zawodowy pSyChiatra twierdzi,

ze Czlowiek, kt�ry dokonuje SodoMii na kobieCie, kt�ra wlasnie zabil,

nie kieruje Sie MotywaMi SadyStyCznyMi?!

Nie StwierdzileM przeSlanek SadyStyCznyCh.

Doktorze, Czy faSzysCi nie uroiIi Sobie,

ze Zydzi Sa przyCzyna probIeM�w na swieCie?

Gdy duza grupa Iudzi wierzy w to SaMo,

trudno to nazwac urojenieM, Co najwyzej blednyM uprzedzenieM.

ProSze Sobie przypoMniec definiCje i Stwierdzic,

Czy faSzysCi byIi niepoCzYTaIni.

- SprzeCiw! - ZezwaIaM na odpowiedz.

DefiniCje zawieraja Slowa ''w swietIe prawa''.

Nie dotyCzy ono jednak innyCh panStw.

Czy wedlug Standard�w kaIifornijSkiCh, nazisCi,

kt�rzy MordowaIi wierzac, iz Zydzi Sa zleM, byIi niepoCzYTaIni?

Ludzie, kt�rzy kierowaIi Sie takiM przeswiadCzenieM,

powiedzialbyM nawet ''Choroba'', byIi raCzej niepoCzYTaIni.

MiMo, ze byIi na tyIe zorganizowani, by zbudowac koMory gazowe,

obozy zaglady, wywozic Iudzi poCiagaMi

i Stworzyc rzad w CeIu Mordowania Zyd�w?

WiekSzosc Iudzi przyzna, ze faSzysCi byIi niepoCzYTaIni.

Z tyCh SaMyCh powod�w uwaza pan, ze oSkarzony jeSt niepoCzYTaIny?

Nie rozuMieM?

On wierzy, ze krew go wyIeCzy, oni, ze Zydzi Sa zleM.

- ZabijaIi z przekonania! - Nie widze zbieznosCi.

OSkarzony, podobnie jak faSzysCi, SaM zorganizowal tranSport,

tak, jak oni, zabral ze Soba narzedzia zbrodni,

dokonal zbrodni w tajeMniCy.

Czy wSzyStko to nie wSkazuje, ze jednak nie byl niepoCzYTaIny?!

Nawet ja nie uwazaM, by pan ReeCe byl az tak zorganizowany!

Czy pan zna konSekwenCje SwoiCh opinii?

Zgodnie z panSka teoria,

naSz oSkarzony i faSzysCi nie powinni odpowiadac za Swoje Czyny!

Nie powiedzialeM tego.

Wydaje opinie i odpowiadaM na panSkie pYTania.

Twierdzi pan, ze oSkarzony nie jeSt w Stanie podejMowac deCyzji.

PowiedzialeM, ze nie jeSt zdoIny do pelnej,

doroSlej oCeny SwoiCh Czyn�w.

Nie M�gl Sie opanowac?

Jego Czyny byly nieuChronne?!

Jego zaChowanie bylo warunkowane przez Sily, na kt�re nie Mial wplywu!

Czy zMienilby pan zdanie

o MozIiwosCi dokonywania MoraInyCh deCyzji przez oSkarzonego,

gdyby pan wiedzial, ze pr�bowal uCieC z wiezienia?

SprzeCiw! WySoki Sad wie, dIaCzego!

ZezwaIaM na udzieIenie odpowiedzi.

Nie zMienilbyM zdania.

Pr�ba uCieCzki jeSt zrozuMiala w takiCh okoIiCznosCiaCh.

Nie Ma wplywu na og�Ina zdoInosc dokonywania wyboru!

DIaCzego Mozna zalozyc, ze MorderCa bedzie pr�bowal uCieC?

- To naturaIne! - NorMaIne?

- SprzeCiw! - ProSze dokonCzyc.

To byl inStynkt. WoIna woIa nie Miala tu niC do rzeCzy.

Czyz to nie dowodzi, ze wiedzial, iz dokonal Czegos zlego?!

Nie! Kazdy z naS pr�bowalby uCieC w podobnej SYTuaCji,

bez wzgIedu na to, Czy bylby winny, Czy nie!

CharIeS ReeCe nie Ma woInej woIi! Juz to M�wileM.

Doktorze, Czy zaIeCil Mu pan obrone niepoCzYTaInosCia ?.

- SprzeCiw! - ChCe odpowiedziec!

DoMagaM Sie prawa do odpowiedzi!

ZezwaIaM. Panie FraSer, proSze nie przeSzkadzac.

OdrzuCaM panSkie oSkarzenia!

RozuMieM, Co wSzySCy CzujeMy w obIiCzu ohydnego MorderStwa!

AIe ja widze tez Czlowieka!

Nie naIezy go zabijac, aIe IeCzyc i badac.

DIaCzego porzadny MlodzienieC przeiStoCzyl Sie w MorderCe?

ChCe go oCaIic, bo Ma kIuCz do tej tajeMniCy!

Moze kiedys dzieki nieMu powStanie SzCzepionka przeCiwko Mordowaniu!

Trzeba go zrozuMiec dIa dobra SpoleCzenStwa!

Nawet za Cene zyCia pieCiu oS�b?

To najStraSzniejSze w tyM wSzyStkiM,

aIe taka jeSt Cena wiedzy.

Nie uIega watpIiwosCi, ze CharIeS ReeCe

MuSi zaplaCic za to, Co zrobil.

Kara jeSt Surowa.

NajSurowSza, jaka Sobie Mozna wyobrazic.

ZoStanie zaMkniety,

nie Majac MozIiwosCi, by kiedykoIwiek

- podkresIaM - wyjsc na woInosc.

Kara sMierCi jeSt oStateCzna. Nie Mozna jej zMienic po CzaSie.

Trzeba Miec pewnosc,

ze podejMuje Sie jedyna SluSzna deCyzje w tej Sprawie!

A jesIi dzien po proCeSie ktos Sie obudzi i Stwierdzi:

''O Boze! PopelnileM blad!''

bedzie za p�zno.

A Moze za 1 0 Iat ktos z panStwa obudzi Sie w noCy i poMysIi:

popelnileM blad, Skazujac CharIeSa ReeCe'a na sMierc?

Wtedy jednak nikt nie bedzie M�gl niC na to poradzic.

Taka wlasnie deCyzje MuSza panStwo dzis podjac.

OSkarzony zaMordowal 5 oS�b!

NaSzyCh bIizniCh!

Okrutnie, brutaInie,

z Calkowita preMedYTaCja uSunal iCh ze swiata!

I Co Sie Stalo?

SkonCentrowaIisMy Sie dzis na rozMowie o oSkarzonyM, a nie o ofiaraCh!

O jego zyCiu!

UCzuCiaCh! ProbIeMaCh! PotrzebaCh! PragnieniaCh!

A w oStatniM, brutaInyM akCie,

pr�buje jeSzCze krasc wSp�lCzuCie, kt�re Sie naIezy ofiaroM!

Te ofiary zaSluguja, aby poswieCic iM CzaS na tej SaIi!

Z Materialu dowodowego wynika,

ze oSkarzony potrzebowal trzeCh Minut,

by wypatroSzyc Barbare EIIiS po tyM, jak ja zaStrzeIil.

A to tyIko jedna z pieCiu ofiar!

Teraz zatrzyMaMy Sie na 3 Minuty...

i ChCialbyM, abysMy wSzySCy poMysIeIi,

Co ten Czlowiek zrobil tej biednej kobieCie!

PoMysIMy tez o pozoStalyCh CztereCh ofiaraCh,

o oStatniCh, bezCennyCh MinutaCh iCh zyCia,

brutaInie odebranego przez tego MorderCe.

A oto, jak dlugo uMierala zaIedwie jedna z pieCiu ofiar.

ZyCie niewinnego Czlowieka

jeSt CenniejSze od zyCia MorderCy.

CharIeS ReeCe MuSi zginac.

JesIi panStwo uwazaja, ze oSkarzony wiedzial, Co robi,

naIezy go uznac za poCzYTaInego w swietIe prawa.

W innyM przypadku, byl niepoCzYTaIny.

Aby uznac go winnyM,

trzeba Stwierdzic, ze CeIowo popelnil wSzyStkie te zbrodnie.

Jego intenCje byly eIeMenteM zbrodni tak SaMo, jak Czyny.

JesIi uznaja panStwo CharIeSa ReeCe'a winnyM Seryjnego zab�jStwa,

proSze paMietac, ze Moze zoStac Skazany na sMierc w koMorze gazowej.

PanStwa deCyzja MuSi byc podjeta na podStawie dowod�w, a nie wSp�lCzuCia.

LoSy tej Sprawy Sa teraz w panStwa rekaCh.

Co robic?

Nie rozuMieM, jak porzadny Czlowiek Moze Sie tak zMienic.

- JeSt SzaIony i tyIe. - SzaIony, CzyIi niewinny?

A gdyby zabil twojego Syna, Czy C�rke?

Tak na to trzeba patrzec. PoStawMy Sie na MiejSCu ofiar.

Spr�bujMy zrozuMiec r�zniCe Miedzy prawdziwa niepoCzYTaInosCia,

a niepoCzYTaInosCia w swietIe prawa.

- Niby jak? - Trzeba Spr�bowac!

Zabil! TrzyMajMy Sie fakt�w!

To nieMozIiwe.

JesIi trafi do SzpitaIa pSyChiatryCznego,

kiedys Moze z niego wyjsc.

Jego SasiadaMi nie beda pSyChiatrzy i prawniCy, tyIko My.

ZabiCie tego biednego, Chorego Czlowieka nie Ma SenSu.

To nie wSkrzeSi ofiar. Wlasnie to jeSt SzaIenStwo.

JaSne. Kazdy, kto zrobil to, Co on, jeSt SzaIony.

Dan White byl SzaIony. Moze Caly swiat jeSt SzaIony.

AIe nie powinnisMy tluMaCzyc tyM jego Czynu.

Nie zabija Sie wieznia dIatego, ze jeSt SzaIony.

ZabijaSz tego, kto jeSt na tyIe SzaIony, by zabic Ciebie.

ProSze powStac.

ProSze uSiasc.

- Czy werdykt zapadl? - Tak, wySoki Sadzie.

ProSze go przekazac zaStepCy Szeryfa.

ProSze odCzYTac werdykt.

W iMieniu Sadu najwyzSzego Stanu KaIifornia, hrabStwo StoCkton,

w proCeSie przeCiwko oSkarzoneMu, CharIeS'owi ReeCe'owi,

My, lawniCy, uznajeMy oSkarzonego, CharIeSa ReeCe'a,

winnyM naruSzenia paragrafu 87-go...

ProSze o Spok�j!

...kodekSu karnego Stanu KaIifornia,

w zwiazku z zaMordowanieM Barbary EIIiS,

SzCzeg�ly tego zdarzenia zalaczone Sa w aktaCh,

a takze w zwiazku z zaMordowanieM Roberta HendriCkSona...

To nie konieC. To pierwSza Czesc proCeSu.

MozeMy Ci jeSzCze oCaIic zyCie.

WySoki Sadzie, zadaM zgody na wykonanie toMografii pozYTronowej

Mojego kIienta, aby wykazac, ze jeSt Chory pSyChiCznie.

ToMografia daje tyIko obrazy Skladu CheMiCznego M�zgu w danej ChwiIi.

W tyM wypadku bedzie to po zdarzeniu

i nie dotyCzy kweStii odpowiedziaInosCi.

Moze jednak wykazac obeCnosc Choroby pSyChiCznej.

WySoki Sadzie, to nowa teChnika,

kt�ra Sluzy tez do diagnozowania epiIepSji,

depreSji, Choroby AIzheiMera i op�znienia uMySlowego.

Pozbawienie pana ReeCe'a tego badania bedzie nieSprawiedIiwe.

WySoki Sadzie, nie wSzyStkie badania Sa zgodne.

To koIejny gadzet, kt�ry Ma ukryc wine ReeCe'a.

Lepiej byc zapobiegIiwyM.

- ZgadzaM Sie na wykonanie badania. - Dziekuje.

LawniCy oCenia wyniki.

Nie wiadoMo, Co wykaza.

- ZabieraCie Mi krew! - Odrobine.

DIaCzego?

MuSiMy zbadac pozioM Cukru w M�zgu.

ChCeCie Mnie otruc.

Czy tatus przyniesie mi prezent na gwiazdke?

- Nie, Charles. - Dlaczego?

Bo nie chce, zeby sie z toba widywal!

Tato!

- To nie Sa norMaIne zdjeCia. - ProSze wyjasnic.

Ten zieIono-z�lty obSzar oznaCza SChizofrenie.

Oto koMputerowo przetworzony obraz Skladu CheMiCznego M�zgu.

Obraz koMpIetnego SzaIenStwa.

- Czesc, Stevie. - Witaj, AI.

CharIeS,

MaMy swietna wiadoMosc.

WySoki Sadzie,

w oparCiu o najnowSze dowody naukowe, lawniCy Sa zdania,

ze oSkarzony powinien byc IeCzony w SzpitaIu pSyChiatryCznyM.

OStroznie, goracy!

- O nie! - W srodek!

Potrafie, tato!

- DaSz rade. - JeSzCze jedna.

I jeSzCze!

Patrz!

- Tato, kSiezyC! - FaktyCznie.

TaM jeSt Gwiazda P�lnoCna.

MarS i Maly W�z. ZnajdzieSz WieIki W�z?

- TaM! - Brawo!

- OpowieSz Mi bajke? - JaSne.

Dawno, dawno teMu byl Sobie zaMek nad MorzeM.

- Duzy? - Nie, taki zaMeCzek.

Z kwiataMi, drzewaMi...

I pieSkieM?

Tak.

''Drogi panie Tippetts.

Chce, by pan zrozumial, dlaczego musialem zrobic to, co zrobilem.

Nie czulem nienawisci do panskiej zony i synka,

choc panska malzonka byla dla mnie podla.

Potrzebowalem ich krwi, by m�c pracowac.

Teraz sa w lepszym miejscu, z dala od okrutnego swiata.

Wiem, ze jest takie miejsce,

gdzie wszyscy chlopcy moga spedzac Boze Narodzenie ze swoimi ojcami,

by nic takiego juz sie nie wydarzylo.

Prosze wiedziec, ze powiedzialem im o tym i zrozumieli.

Jesli dostanie pan ten list, prosze mnie odwiedzic,

zebysmy mogli dokladnie o tym porozmawiac.

Wiem, ze jest pan dobrym czlowiekiem i chce mi pom�c.

Bardzo potrzebuje panskiej pomocy.

Charles Reece. ''

CHARLES REECE SPEDZIL 4 LATA W SZPITALU PS YCHIATRYCZNYM

ODBYLO SIE JEDNO PRZESLUCHANIE, MAJACE OCENIC, CZY NADAJE SIE DO WYJSCIA

NASTEPNE WYZNACZONO ZA P�L ROKU

SCenariuSz i rezySeria

WyStapiIi

TekSt: DariuSz MakuISki

Authoring DVD: CatMuSiC

SPI prezentuje

Tato!

SZALENSTWO

FILM OPARTY NA WYDARZENIACH AUTENTYCZNYCH

- Witaj! - Dzien dobry.

Moge obejrzec ten?

Magazynek na 1 0 naboj�w, koMora na jeden.

- IIe? - 1 1 8 z podatkieM.

WezMe.

- Odbi�r za 1 5 dni. - Dac dow�d?

WyStarCzy prawo jazdy.

ZadaM panu kiIka pYTan.

Czy byl pan kiedys paCjenteM SzpitaIa pSyChiatryCznego,

aIbo jeSt teraz na przepuStCe?

Zaraz, zaraz... nie!

Czy Sad uznal pana kiedys za niebezpieCznego dIa otoCzenia

z powodu Choroby pSyChiCznej?

Nie.

ProSze wypelnic forMuIarz.

Do zobaczenia 21-go grudnia. Wesolych Swiat.

Dziekuje.

STOCKTON, KALIFORNIA

BOZE NARODZENIE, ROK 1 986

MaMo!

BlagaM! Nie!

Pan rzekl do Mnie:

''Tys jeSt SyneM MoiM. JaM Cie dziSiaj zrodzil.''

Panie naSz i OjCze,

narodziny Syna Twego Chwale Boza zwiaStuja swiatu.

W noCy, Co CieMnosCia zieMie okryla ponura,

CzekaMy nadejsCia Syna Twego obieCanego.

Daj naM, proSiMy, przedSMak radosCi, kt�ra naSz obdarzySz,

gdy w pelni Chwaly zStapi na ZieMie.

Slowo Boze CialeM Sie Stalo.

Oto przySzedl w ChwaIe.

Boze naSz i OjCze, radujeMy Sie, bo przySzedl na swiat naSz ZbawiCieI.

WezMy udzial w jego zyCiu, poStepujac, jak naS nauCzal.

ProSiMy Cie o to, w iMie JezuSa ChryStuSa, Pana naSzego.

Cialo ChryStuSa.

AMen.

- Dzien dobry. - Witaj.

- Tony, nie wChodz! - Lepiej odejdz od drzwi.

- Co jeSt grane? - MuSialeM pozyCzyc twoje biuro.

- Co to za Iudzie? - Z wydzialu antynarkotykowego.

- Kto jeSt w MoiM biurze? - CardenaS. Podjal Sie negoCjaCji.

ChCe z toba M�wic po trzeCh MieSiacaCh?

Juz to zrobil.

Przyznal, ze zabil agenta FBI?

- Co Mu dales? - NiC.

- Czy odzySkaM biuro? - Za pare Minut.

NapijMy Sie kawy.

Co on taM robi?

JeSt z zona. ObieCaleM Mu wizYTe u niej.

- Zabawia Sie w MoiM biurze? - To jego zona!

PoproSilaM, by uzyl kanapy, a nie Stolu.

ObieCal, ze zoStawi porzadek.

SaIIy, zadzwon do biura.

- MaM byc w Sadzie. - To jeSt r�wnie wazne.

Panie CardenaS, Czy jeSt pan woIny?

Czy Moze pan SkonCzyc i wyjsc?

Ludzie! MaM jeSzCze 1 0 Minut!

WybaCz, Stary!

W Sprawie zadzgania w parku Wine.

Trzeba znaIezc swiadka, kt�ry zezna, ze obronCa,

Choc Mial piStoIet wiedzial, ze tuIipan to bron zab�jCza.

Trzeba znaIezc noS ofiary.

OjCieC Kate wraCa na Gwiazdke. PrzypoMnij Mi.

Czesc, kotku.

- DzwonilaM dzis do Ciebie. - Cos Sie Stalo?

MogIisMy zjesc obiad. Nie bylo Cie.

Szkoda, ze nie przekazaIi.

- Ze dzwonilaM? - MaMy 2 nowe MorderStwa.

ByleM w Sadzie w Sprawie podpaIenia.

- Zalatwiles? - Tak.

- JeStes zMeCzony. - Chodz tu.

SluChaM?

Nie spie.

Nie, nie jeSteM na Sluzbie.

MoMent.

Znajde Cos do piSania.

SluChaM?

- MuSze wyjsc. - Dokad?

ProSze Sie Cofnac!

Czy widziano kogos przy doMu?

Nie widzialeM Czegos takiego.

Jedna ofiara tutaj, dwie na g�rze.

ZaMki Cale. NiC nie zginelo.

ChrySte.

- Kto to? - Barbara EIIiS, rozw�dka.

I jej rodziCe, panStwo HendriCkSon.

ReSzta doMu nietknieta. TroChe krwi w hoIu i tutaj.

To nie byl rabunek. Ofiary nie znaly SprawCy.

Kobiety zaStrzeIono, wCiagnieto na g�re i okaIeCzono.

MezCzyzne zaStrzeIono na doIe i taM zoStal.

MysIaleM, ze widzialeM juz wSzyStko. Makabra.

Co Sie Stalo?

Ofiary zabito w ten SaM SpoS�b. WCzoraj.

PrzyCzyna zgon�w: Strzaly w glowe, z broni MalokaIibrowej.

A rany?

Ciala rozCieto, by wydobyc narzady.

Nie wiadoMo, po Co. Niekt�ryCh brakuje.

27-My grudnia, 1 986-go roku. DoM Barbary EIIiS.

- Tetno? - Slabe.

Sprawdzic Cisnienie.

1 00 na 80.

- Spada. - RobiMy kropI�wke z dopaMiny.

KropI�wka podana.

- MaSz Cisnienie? - Tetno wCiaz Slabe.

ProSze zwiekSzyc dawke.

MaMy Cos.

- ZMniejSzyc? - ProSze.

Co jej jeSt?

Przywr�CiIisMy akCje SerCa, aIe M�zg przeStal funkCjonowac.

Po Co przySzla na swiat, zeby tak uMrzec?

ProSze podjac deCyzje.

Prosze podjac decyzje.

ChlopCy, poM�zCie Mi!

PozegnajCie Sie z Juno.

PoM�z Mi.

Juno bedzie teraz ganial koty w niebie.

Czesc, Juno.

WSzyStko bedzie dobrze.

- PrzeStan! - Nie Iubi wizYT u dentySty.

Nie MuSi niSzCzyc auta.

Po wizyCie zahaCze o warSztat.

Szkoda, ze zawiadoMiles poIiCje.

Oboje wieMy, ze CharIie ReeCe zabil tego pSa. MuSi poniesc kare.

- Nie ChCe zMartwien. - PoIiCja Sie tyM zajMie.

Badz grzeCzny.

- PoMaChaj. - Pa, MaMo, pa, Aaron.

Chodz dokonCzyc sniadanie.

Zjadles juz?

Co pan tu robi?

ProSze Stad wyjsc.

CharIeS, Co ty tu robiSz? ProSze, zebys wySzedl.

- PiStoIet. - Przykro Mi.

Gdy zlapieMy podejrzanego, zadnyCh negoCjaCji,

ani bajek o niepoCzYTaInosCi. Wylacznie kara sMierCi.

Nie wSzySCy na Mnie gloSowaIisCie, aIe ChCe pokazac obywateIoM,

w jaki SpoS�b naSze panStwo traktuje takiCh zbrodniarzy.

Tony, raport biezacy.

MaMy rySopiS: MezCzyzna, Metr oSieMdzieSiat, 65-70 kiIograM�w,

Czerwona kurtka, CieMne okuIary, widziany na MiejSCu zbrodni.

To wSzyStko.

ZoStanie uniewinniony w oparCiu o niepoCzYTaInosc.

Trudno bedzie udowodnic Co innego.

To obrona MuSi udowodnic niepoCzYTaInosc, a nie My.

SpoleCzenStwo ChCe kary sMierCi. Sad MuSi Sie doStoSowac.

Nigdy o nia nie wyStepowaleM.

GloSowaleM przeCiwko jej przywr�Ceniu.

Nie jeStes uStawodawCa.

W tyM biurze nie tworzyMy prawa.

WykonujeMy je.

JesIi go znajdzieMy i SkazeMy, i tak obaIa wyrok.

C�z, Skoro taki jeSt SySteM...

AIe jesIi zoStanie Skazany, bedzieMy MogIi kontynuowac.

JesIi wyzSza inStanCja naS nie poprze, trudno.

WaICzyMy o kare sMierCi wSzeIkiMi konStYTuCjonaInyMi MetodaMi.

Kropka.

Tato, Moge pojezdzic na rowerze?

- Najpierw ChodzMy do MaMy. - Moge Sie napic Soku?

Byles dzieIny u dentySty. JaSne, ze tak.

MaMo?

Tato, tato!

- Co Sie Stalo? - Co Sie Stalo MaMuSi?!

Jak waM idzie?

WhaIen ChCe, zebyM prowadzil te Sprawe.

JaSne.

Ty Sie napraCujeSz, on wezMie Iaury.

NaIeze do Iiberal�w, z kt�ryMi waICzy.

W tyM kraju nie Ma Sadu, kt�ry Skaze na sMierc tego SzaIenCa.

WhaIen zna twoje zdanie. Moze Szuka kozla ofiarnego?

Kiedys bronileM braCi Rainer. ToMa i Kevina.

ByIi grzeCzni, nienotowani.

MiIi panowie zwiazaIi StaruSzke kabIeM,

uSiedIi i przez 40 Minut patrzyIi, jak kona.

WyjasnileM lawnikoM, jak dlugo uMierala.

ObradowaIi 3 godziny. Wyrok: niepoCzYTaIni.

UwoIniIi iCh, bo StwierdziIi, ze tyIko Chory pSyChiCznie Czlowiek

M�glby przez 40 Minut patrzec, jak ktos uMiera.

Przy twoiM typku przypoMinaja apoStol�w.

Gdzie jeSt M�j Syn?

Gdzie jeSt Aaron?

SzukaMy go.

Byla zupelnie biala!

Lezala, rozCieta!

Boze!

Gdy przySzIisMy, bylo tak CiCho!

Czy Moge Cos dIa pana zrobic?

- ZoStanie pan tu na noC? - Nie!

Nie zoStane w tyM doMu!

RozMawiaj z niM.

Godzine teMu ten faCet, Eugene TippettS wr�Cil z SynkieM od dentySty.

Zona Iezala w SypiaIni, zaStrzeIona i rozpruta, jak reSzta.

ZoStala zgwalCona?

Drzwi byly otwarte.

FaCet po proStu wSzedl.

TippettS Ma drugiego Synka, 5-Iatka, Aarona.

Byl z Matka. Nie Ma go w doMu. SzukaMy go.

Sasiad widzial przed doMeM bialego ChevroIeta.

Kierowal niM bialy MezCzyzna, Iat 20-30,65-70 kiIograM�w,

niebieSkie dzinSy, Czerwona kurtka, CieMne okuIary.

- To on. - Swiadek go zna.

MieSzka w pobIizu z Matka. To CharIeS ReeCe.

To ten doM. WChodziMy, Czy CzekaMy na nakaz?

To potrwa pare godzin. MaMy prawo go areSztowac.

JeSt podejrzany o 4 MorderStwa.

OSlaniajCie tyl doMu.

Jak w hoteIu.

- Czy pani mnie slyszy ? - Srodki uspokajajace.

- PrzepiSane dIa NaoMi ReeCe. - Pani ReeCe!

JeStesMy z poIiCji!

SzukaMy pani Syna!

PrzeSzukaMy pani doM. RozuMie pani?

- To Chyba bylo ''tak''. - Gdzie jeSt pok�j CharIiego?

PrzeStanCie!

Nie wChodzCie taM!

- Nie MozeCie! - ProSze Sie Cofnac!

ZaMkniete.

PrzeCinaj.

PuscCie Mnie!

Lapy preCz!

Co to za od�r?!

ZapaICie swiatlo!

ChrySte!

Jedz do doMu TippettSa, przywiez teChnik�w.

- WynosCie Sie! - To SYTuaCja wyjatkowa!

CharIie, Co oni robia!

Sa jakies naboje! Maly kaIiber!

- Nie dotykaj! - Boze.

To Chyba M�zgi.

JesIi ten faCet dopadl Syna TippettSa, to juz po niM.

Nie MysI tak. JeStesMy tu w nadziei, ze zyje.

Zr�bCie zdjeCia i zabierzCie wSzyStko, Co Sie da.

To na pewno naSz Czlowiek.

- Sprawdzic oIej? - Nie, dziekuje.

Dzien dobry.

- Pan CharIeS ReeCe? - Nie Ma go od rana.

Kiedy wraCa?

Dzis go juz Chyba nie bedzie.

- Kto pYTa? - Pan jeSt wlasCiCieIeM?

- Nie, praCownikieM. - Jak pan Sie nazywa?

Bob. Robert.

NazwiSko?

TippettS.

PrzepraSzaM.

Milego dnia.

- Czyj to ChevroIet? - KIienta.

MozeSz go otworzyc?

Gdzie kIuCzyki?

- Nie paMietaM. - PoMysI.

- Pewnie Sa w srodku. - P�jdzieMy z toba.

StraSzny balagan. WCiaz Czegos SzukaM.

Nie wieM, gdzie je zoStawil.

CzaSaMi wiSza na g�rze...

To panSkie?

Tak...

St�j!

Lec po w�z!

Ani kroku!

Z drogi! PoIiCja!

St�j! ReCe do g�ry!

O Co Chodzi?

Na zieMie.

NatyChMiaSt!

Co ja tu robie?

- Zabiles dzis kobiete. - Potrzebuje Iekarza.

Panie ReeCe, Czy zabil pan dziSiaj EiIeen TippettS?

- Potrzebuje Iekarza. - Gdzie jeSt ChlopCzyk?

Nie zrozuMieCie Mnie.

DIaCzego?

Bo nie jeStesCie wybrani. ProSze o koIejne pYTanie.

- BywaSz u pSyChiatry? - Nawet u wieIu.

- PotrzebujeSz teraz Iekarza? - OCzywisCie.

DowieCie Sie.

To bedzie wieIka nieSpodzianka.

Panie ReeCe, kiIka pYTan.

Od kiedy praCuje pan na StaCji benzynowej?

JeSt juz pSyChoIog?

Doktorze Rudin, Tony FraSer, zaStepCa prokuratora okregowego.

- Tak. ZnaMy Sie. - Dziekuje, ze pan przyjeChal.

- DIaCzego ja? - Wypada panSka koIej.

ProSze Sie Czegos dowiedziec o ChlopCu

i uStaIic probIeMy tego Czlowieka.

- Najpierw MuSi zoStac oSkarzony. - ZoStal.

MuSi Sie SkonSuItowac z adwokateM!

Ma adwokata. ProSze zdobyc MakSiMuM inforMaCji o ChlopCu.

Dzien dobry.

JeSteM AIbert MorSe. Adwokat z urzedu pani Syna.

PrzySzedleM poM�C.

To pani Maz?

ZMarl, gdy CharIie Mial 6 Iat.

CharIie twierdzi, ze pania bil.

CharIie?

- Nigdy. - Pani Maz.

Bil piesCia w twarz.

CzeSto.

Kopal.

LezalaM na podlodze, a on rzuCal naCzyniaMi.

BylaM ranna.

MialaM 52 Szwy.

Ktos go zdenerwowal w praCy.

MialaM krew w uStaCh. BlagalaM by przeStal.

MuSialaM odejsc, aIe byIisMy w SeparaCji tyIko 2 MieSiace.

PrzySzedl do Mnie i...

...zaCzal plakac.

PrzepraSzal, wieC wr�CilaM.

KoChalaM go.

Gl�wnie jednak brakowalo Mi CharIiego.

WiedzialaM, ze Mnie potrzebuje.

Syn zoStal z niM?

Nie donioSla pani na poIiCje?

DIaCzego?

SzCzerze M�wiac, nie wieM.

Maz nie bil CharIiego?

KoChal go.

Nie Skrzywdzilby go. Byl w niego wpatrzony.

DzieCko widzialo, jak ojCieC pania bije?

CharIie Stal taM.

ZakrywalaM oCzy, by unikac jego wzroku.

Co bylo z CharIieM po sMierCi ojCa?

Mial 7 Iat. AIe nie byl zlyM dzieCkieM.

ProSze SpYTac Sasiad�w. KoSil trawniki, wSzyStkiM poMagal.

Zbieral jedzenie i Stare ubrania dIa biednyCh.

W IiCeuM naIezal do zeSpolu pilkarSkiego i baSebaIIowego.

Jako nieIetni nie byl notowany?

Nigdy! ZawSze Mial dobre oCeny! Przez rok Studiowal panStwowo.

Bylo Mu Ciezko.

Mial tyIko Mnie.

AIe ja dawalaM Mu Milosc.

Nie wierze w to wSzyStko.

WieM, ze powiedzialby Mi teraz Cala prawde.

- Byl w SzpitaIu. - Tak. PoMogIi Mu.

Kto go wySlal do SzpitaIa?

PowiedzialaM Mu, ze powinien p�jsc do SpeCjaIiSty.

Byl na Mnie bardzo zly.

AIe wyzdrowial.

WypusCiIi go.

On Moze wyzdrowiec, panie MorSe!

Potrzebuje tyIko MilosCi.

Duzo Mojej MilosCi!

Ma powazne probIeMy patoIogiCzne.

Czy potrafi odr�znic dobro od zla?

JeSt zagubiony i eMoCjonaInie oderwany od ofiar.

Czy udowodnie Mu poCzYTaInosc?

To MozIiwe.

Kobiety zastrzelono, wciagnieto na g�re i okaleczono.

Mezczyzne zastrzelono na dole i tam zostal.

Lezala, rozcieta!

Boze!

SzaIal w tyM doMu.

RozSadek kazal Mu zalozyc roIety w oknaCh.

Mial ze Soba pIaStikowa torbe na CzesCi Ciala.

Mial ze Soba ukryta bron,

aIe Ciala okaIeCzyl nozeM rzezniCzyM znaIezionyM w kuChni.

Nie rozuMieM?

By zadac takie rany, potrzeba duzej broni,

kt�ra trudno ukryc.

Moze wiedzial, gdzie ja znajdzie. To jeSt przewidywanie!

Trudno to bedzie dowiesc.

Najpierw SaM w to MuSze uwierzyc.

PrzeCiez uMyl n�z po zbrodni!

Tak. I odni�Sl do kuChni.

W kuChni Szukal naCzynia, z kt�rego M�glby Sie napic krwi.

Zero paniki.

W kuChni porzadek...

Tak.

- Byl SkrupuIatny. - I w tyM rzeCz!

UwazaM, ze Mial Motyw!

SekSuaIny.

Sprawdz, Co o niM wieMy, w CzaSaCh dzieCinStwa.

Szukaj koIeg�w, dziewCzyn.

SprawdziMy fizjoIogie M�zgu pana ReeCe'a.

Czy Ma odpowiednia wieIkosc i kSztalt, Czy jeSt prawidlowo zbudowany.

To jeSt toMograf.

Potezne poIe MagnetyCzne i faIe radiowe

zapewniaja wyrazny i CzySty obraz M�zgu.

To jeSt podStawa M�zgu.

Oto plat Skroniowy i przedni.

WSzyStko w norMie.

Nie Ma patoIogii.

Czwarta koMora w porzadku.

Oto koMora trzeCia i boCzne.

ZadnyCh narosIi, guz�w... RozMiar i kSztalt w norMie.

M�zg nie Ma fizyCznyCh uSzkodzen.

Powodzenia.

NazywaM Sie BenjaMin Keddie.

JeSteM pSyChiatra. Wynajal Mnie panSki adwokat.

PrzejrzaleM panSkie teSty pSyChoIogiCzne

i wyniki badania toMografeM.

UwazaM, ze obrone powinien pan oprzec na Stwierdzeniu,

ze jeSt pan niepoCzYTaIny.

Ja i pan MorSe MuSiMy przekonac o tyM lawnik�w,

dIatego MuSiMy wSzyStko zrozuMiec, dobrze?

JeSteM norMaIny!

To, Co zrobileM jeSt uzaSadnione. MuSialeM to zrobic.

Czy Cos panu powiedzialo, zeby to zrobic?

SluChaM?

Czy Cos panu powiedzialo, by zaStrzeIic tyCh Iudzi?

Tak.

Nie wieM, Co.

- A jak pan Sadzi? - Ty Mi to MuSiSz powiedziec.

- CzaSeM SlySze gloSy w radiu. - Jakie?

Muzyke. Kaze Mi zabijac.

SluChaM jednej StaCji. To StaCja Szatana.

SluChaM i SlySze, ze Szatan ChCe, abyM zabijal.

CzaSeM w to nie wierze.

Ze to nie Sa koMunikaty. To nie Ma SenSu.

AIe StwierdzileM, ze to MuSi byc prawda.

Gdy zaCzaleM traCic krew,

poMysIaleM, ze to dzielo Szatana, bo nie dotrzyMaleM Slowa.

Czy paMieta pan, jak wChodzil do doMu zaMordowanej kobiety

w dniu areSztowania?

Sprawiala probIeMy. Otruto jej pSa.

Jak pan Sie Czul po zabiCiu tyCh Iudzi?

EuforyCznie.

Spokojnie.

DIaCzego pan wybral te rodzine?

Nie wieM.

- Przypadkowo. - Jak to?

PodSzedleM do drzwi, kobieta je otworzyla, wieC MuSialeM ja zabic.

Co Sie Stalo z ChlopCzykieM?

WlozyleM go do koSza na sMieCie.

- Czy wtedy jeSzCze zyl? - Nie wieM.

- StrzeIileM do niego kiIka razy. - Zabil go pan?

Nie. WySSaleM krew i pozbyleM Sie go.

Jak pan M�gl Skrzywdzic dzieCko, kt�re panu niC nie zrobilo?

Nie ChCialeM go Skrzywdzic. PotrzebowaleM jego krwi.

Teraz jeSt Mi przykro.

- AIe wtedy nie bylo? - Nie, wtedy nie.

Ten SaM CzaS zgonu wzgIedeM ChwiIi zadania ran poStrzalowyCh i klutyCh.

To SaMo z pania HendriCkSon.

Uwaga. ReeCe znal pania TippettS.

Czy Mial pow�d, by ja zabic? DonioSla o pSie na poIiCje.

PrzySzedl pan TippettS.

Nie ChCialeM go przeSluChiwac w biurze.

- To Czlowiek, kt�rego zona... - WieM. PrzySzedl z SyneM.

Dziekuje, ze pan przySzedl.

- Witaj. - Ma pan zabawki?

Cos Sie znajdzie.

Chodz.

Moge Sie napic?

JaSne. Na Co MaSz oChote?

Na wode. Nie, Sok.

- A pan? - Nie, dziekuje.

- Moge CoIe? - Sok bedzie IepSzy.

Andy pYTa, Czy MaMy jakies zabawki.

- PorozMawiaMy na zewnatrz. - Badz grzeCzny!

ProSze.

WieM, ze trudno o tyM M�wic,

aIe - poMijajac Syna - pan pierwSzy zobaCzyl Malzonke.

LawniCy MuSza pana wySluChac.

MuSza ja zobaCzyc panSkiMi oCzaMi.

WSzySCy M�wia, ze to wariat.

- Pan tez tak Sadzi? - Nie.

ReeCe wiedzial, Co robi, gdy Mordowal panSka zone.

To Strata CzaSu!

Ja nie MaM CzaSu! Nie MaM!

Siedze w doMu i patrze na Syna! NiC wieCej!

TyIko on Mi zoStal, Czy pan to rozuMie?

ReeCe bedzie Sie bronil niepoCzYTaInosCia.

ZazadaM kary sMierCi.

Po raz pierwSzy w zyCiu.

Czuje, ze w tyM przypadku lawniCy Moga na nia gloSowac.

ProSze zrozuMiec. JesIi zoStanie uniewinniony,

poniewaz uznaja go za niepoCzYTaInego,

pewnego dnia go wypuSzCza i znowu Sie znajdzie na uIiCy.

- WieM, ze pan tego nie ChCe. - Nie.

Strata dzieCka jeSt StraSzna.

- Nawet pan nie wie. - WieM.

MialeM C�reCzke MlodSza od Aarona.

OdeSzla p�l roku teMu.

OdeSzla? To Cos innego.

Co to Ma wlasCiwie znaCzyc?

Miala zapaIenie pluC.

MysIeIisMy, ze zdrowieje.

Gdy SadzileM, ze najgorSze za naMi, wr�CileM do praCy.

MuSialeM przygotowac proCeS.

Zona zoStala w SzpitaIu.

Po raz oStatni widzialeM C�rke w MaSCe tIenowej.

Przykro Mi.

Moge pokoIorowac?

JaSne.

PokoIorujeMy razeM?

Czy to zabawka dziewCzynki?

Tak.

Jaka piekna.

Gdy Moja C�reCzka StraCila przYToMnosc,

MuSialeM podjac deCyzje o odlaczeniu aparatury.

UznaleM, ze tak bedzie Iepiej.

To SaMo uwazaM o ReeCe'ie.

CzaSeM trzeba poswieCic Czyjes zyCie.

ProSze Mi poM�C.

A jesIi nie przyjde?

Moge kazac pana areSztowac. WoIalbyM tego nie robic.

PrzeMysIaleM wSzyStko, Co Sie Stalo.

Nie ChodziIisMy do kosCiola. Nie jeSteM reIigijny.

MysIe, ze to Sprawka Boga.

ChCe, by ReeCe poni�Sl kare.

Nie wieM dIaCzego B�g naM to zrobil.

WieSz, jaki MaM poMySl?

Moze bysMy wyjeChaIi za MiaSto?

- SpakujeMy Sie i pojedzieMy. - Nie p�jde do Szkoly?

Na razie nie. WSiadzieMy i bedzieMy jezdzic.

- Jak dlugo, tato? - Bardzo dlugo.

- Nigdy nie przeStanieMy? - AIez Skadze!

AIe gl�wnie bedzieMy jezdzic i zwiedzac.

Co ty na to?

Moge zabrac zabawki?

Chocby wSzyStkie.

- Czy taM beda dzieCi? - Mn�Stwo dzieCi.

BedzieMy Sie bawic ze wSzyStkiMi.

- IIu Maja panStwo paCjent�w? - 50 do 60.

Ponad norMe.

Godne poChwaly.

ZwykIe najCiezej Chorzy Maja najgorSzyCh Iekarzy.

Dziekuje, Ben.

Prokurator na pewno Sie dowie, ze badales ReeCe'a w tyM SzpitaIu.

To nie byleM ja, tyIko ktos z perSoneIu.

Nie wiedzialeM o tyM.

NieCale p�l roku przed pierwSzyM MorderStweM.

- Zgodziles Sie, zeby wySzedl. - To byl ktos z perSoneIu!

Nie Mial SklonnosCi do agreSji.

Nie MaMy CzaSu i pieniedzy. Po proStu go przeChowaIisMy.

Na tyM ChCeSz oprzec obrone w Sadzie?

Skadze.

Gdy Sie dowiedza, ze zezwoIiles na wyjsCie ReeCe'a,

zoStanieSz pozwany przez rodziny zaMordowanyCh.

OSkarza Cie o brak profeSjonaIizMu.

PaMietaSz Sprawe pSyChiatry Johna HinkIeya?

''NiezdoInosc przewidzenia zaChowan agreSywnyCh w przySzlosCi.''

Nie uIega watpIiwosCi, ze on tyCh Iudzi zabil.

PYTanie, dIaCzego?

JesIi zoStanie uznany winnyM tyCh zbrodni,

bedzieSz Sadzony razeM z niM.

- Nie Moge SfalSzowac wywiadu. - Nikt o tyM nie M�wi.

W tej Sprawie niCzego nie trzeba falSzowac!

Co SugerujeSz?

ZMien zdanie.

Jak to wyjasnie?

Po zaStanowieniu, dojdzieSz do takiego wnioSku, jak ja:

SChizofrenia paranoidaIna.

Nigdy tego jeSzCze nie zrobileM.

Czy wSpoMinal o faSzyStaCh, aIbo o tyM, ze go dreCza deMony?

Nie. PaMietalbyM.

AIe MozeSz SkoMentowac jego urojenia na ten teMat.

To eIeMent jego paranoi.

- On Ma takie urojenia? - MuSialeM to z niego wyCiagnac.

To paSuje do zaintereSowania Iudzka anatoMia, kuIteM faSzySt�w i Szatana.

WyStarCzy kiIka korekt w twoiM raporCie.

W ten SpoS�b SkoordynujeMy naSze wyStapienie.

Przejrze wSzyStkie Moje akta.

SluChaM?

Moge Miec jakies inne akta. PoSzukaM iCh.

WieM, ze ChCeSz Mu poM�C. To Chory Czlowiek.

TyIko My MozeMy uratowac Mu zyCie.

Nie Mozna toIerowac kary sMierCi.

W razie potrzeby MaMy prawo nagiac prawde, by uratowac zyCie.

MozeMy zbankrutowac by dowiesc, ze popelnil te zbrodnie.

PoSluChajCie Mnie, a zoStanie Skazany, byc Moze na dozywoCie,

w wiezieniu Iub SzpitaIu i nigdy StaMtad nie wyjdzie!

PrzeCiez to Codziennosc!

FaCet udowodni, ze juz jeSt niegrozny i MuSza go zwoInic!

Kt�ry pSyChiatra zgodzi Sie go wypusCic?

Tak jeSt!

FaCet, kt�ry zgwalCil 1 2-Iatke i uCial jej reCe

wlasnie wySzedl za dobre Sprawowanie.

JesIi o Mnie Chodzi, nie Skieruje go do SzpitaIa, IeCz do wiezienia.

Na dozywoCie.

RozMawiaMy jakby byl zwyklyM MorderCa.

Za 1 0 Iat rada penitenCjarna nie bedzie o tyM paMietac.

WypuSzCza go wCzesniej, Czy p�zniej.

Bedzie wtedy Stary.

MakSyMaIny wyrok ode Mnie i Seria oStryCh IiSt�w do rady

Moze dac IepSzy Skutek, niz wytaCzanie proCeSu.

Zaryzykuje.

Powiedz to rodzinoM, gdy doStanie lagodny wyrok!

Dlugo nie poSiedzi!

Ja go Skaze.

Gdy oSkarzony broni Sie niepoCzYTaInosCia,

proCeS Sklada Sie z trzeCh CzesCi.

NaIezy uStaIic wine oSkarzonego.

NaStepnie Stan pSyChiCzny w ChwiIi popelniania zbrodni.

JesIi jeSt winny i byl poCzYTaIny,

w trzeCiej CzesCi naIezy zdeCydowac o jego zyCiu, badz sMierCi.

Mial Mn�Stwo zwierzat. PS�w, kot�w, nawet kaCzek.

BawiIisMy Sie ze zwierzetaMi w parku MiCky Grove.

ZawSze unikal przeMoCy.

Kiedys naSz koIega ze Szkoly upil Sie i ChCial uderzyc CharIiego.

CharIie Mu nie oddal.

Staral Sie zalagodzic konfIikt.

ByleM jego druzynowyM. Byl dobryM dzieCkieM.

Ponownie zobaCzyleM go niedawno, po IataCh.

WygIadal jak StarzeC.

Mial bIada Cere i SzaIone oCzy.

Bardzo SChudl.

Wydawal Sie nerwowy.

PYTal Mnie o zatruCia krwi.

ChCial wiedziec, Czy znaM kogos, kto uMarl od zatruCia krwi.

BylaM pieIegniarka w SzpitaIu SynnySIope gdy byl taM paCjenteM.

ZnaIazlaM jego paMietnik.

WieM, ze to niezgodne z przepiSaMi, aIe otworzylaM go

i znaIazlaM daty, godziny i MiejSCa, w kt�ryCh zabijal r�zne zwierzeta.

PSy, koty, kr�Iiki.

Na wiesc o tyM, ze Ma zoStac zwoIniony, zaproteStowalysMy.

NiC to jednak nie dalo.

ChodziIisMy razeM do IiCeuM.

NaIezal do druzyny pilkarSkiej.

BylaM CheerIeaderka.

Nie MialaM innyCh Chlopak�w, tyIko CharIeSa.

ZawSze byl bardzo troSkIiwy.

PrzySylal Mi waIentynki i kwiaty.

ByIisMy bardzo bIiSko.

Czy znajoMosc trwala po ukonCzeniu Szkoly?

Tak. SpotykaIisMy Sie jeSzCze przez rok.

Czy powiedzialaby pani, ze byl to norMaIny zwiazek?

- W SenSie SekSuaInyM? - Wlasnie.

Tak.

Byl MoiM ChlopakieM przez nieMaI 5 Iat. BylaM tyIko z niM.

Panie Rudin, Czy diagnozowal pan CharIeSa ReeCe'a?

Tak. UStaIileM, ze Cierpi na SChizofrenie paranoidaIna.

- Na CzyM pan oparl diagnoze? - Czy Moge zajrzec w notatki?

OCzywisCie.

Mial ChaotyCzne MysIi.

Nie SluChal MoiCh pYTan i nie potrafil na zadne odpowiedziec.

Byl przekonany, ze pan TippettS jeSt faSzySta, kt�ry ChCe go Skrzywdzic.

Nie reagowal jak ktos, kto popelnil ohydne zbrodnie.

Tego Sie wlasnie obawialeM. Przynies Mi akta tego Czlowieka.

Wierzy, ze Ma zatruta krew,

jego narzady nie funkCjonuja i Ma Chore SerCe.

Czy to prawda?

Nie.

Doktorze. To iStotne. Czy, panSkiM zdanieM,

CharIeS ReeCe rozuMial iStote i Charakter SwoiCh Czyn�w?

PowiedzialbyM, ze Czul, iz zabija,

aIe nie potrafil raCjonaInie oCenic tego, Co robi.

WySoki Sadzie, swiadek zeznaje tendenCyjnie.

- ZadaM ponownego przeSluChania. - SprzeCiw!

Doktor Rudin jeSt pSyChiatra obrony.

Panu FraSerowi nie paSuja odpowiedzi, aIe to nie znaCzy, ze Sa tendenCyjne!

UzySkaleM pewne oswiadCzenia od tego swiadka przed proCeSeM!

Teraz zeznaje inaCzej!

OddaIaM SprzeCiw. ProSze, panie FraSer.

Dziekuje.

LeCzyl pan wieIu SChizofrenik�w.

Tak.

WiekSzosc z niCh prowadzila norMaIne zyCie?

Czesc. Niekt�rzy Sa hoSpitaIizowani.

AIe funkCjonuja, w SzpitaIu, Czy na zewnatrz, nie zabijajac!

Maja praCe, zakladaja rodziny.

JesIi Sa IeCzeni. MuSza brac Ieki.

- AIe nie wSzySCy? - Nie, nie wSzySCy.

Urojenia i Stany nienorMaIne to nie to SaMo, Co MorderStwo!

Nawet u SChizofrenik�w, takiCh, jak oSkarzony!

SprzeCiw. OSkarzyCieI koMentuje.

ProSze zadac pYTanie.

Czy, bazujac na obSerwaCjaCh,

uwaza go pan za niebezpieCznego dIa otoCzenia?

MysIe, ze tak.

Powiedzial pan, ze praCowal w SzpitaIu SunnySIope.

JeSteM taM konSuItanteM.

Czy oSkarzony byl paCjenteM 29-go IipCa 1 986-go roku?

- Nie wieM. - Nie widzial go pan wtedy?

PowiedzialeM, ze nie paMietaM, Czy taM byl.

ZoStal wypiSany ze SzpitaIa 29-go IipCa 1 986-go roku.

Ja go nie wypiSaleM. To zrobil ktos z MlodSzego perSoneIu.

Doktorze.

Skoro ktos z perSoneIu

wypiSal go na p�l roku przed tyM, jak wpadl w MorderCzy Szal,

Czyz nie oznaCza to, ze nie Mial objaw�w,

kt�re swiadCzylyby o tyM, ze jeSt niebezpieCzny?!

To nie byla Moja deCyzja.

Czy podCzaS rozMowy na poSterunku byl pan uprzedzony do oSkarzonego?

Nie! W zadnyM wypadku!

Zabil kiIka oS�b, okaIeCzyl je,

pil iCh krew i nie poMysIal pan wChodzac taM, ze Moze byc SzaIony?

- Nie. - DIaCzego?

Bo Iudzie Moga byc SeryjnyMi MorderCaMi, aIe nie MuSza byc SzaIeni!

WieC to MozIiwe, by Czlowiek popelnil SadyStyCzne MorderStwo

i byl CalkowiCie poCzYTaIny uMySlowo?

Tak.

PrzyjeChal prokurator.

Tutaj jeSt!

ChlopCy znaIezIi zwloki p�l godziny teMu.

LowiIi ryby.

TaM, na doIe.

JeSzCze nie zidentyfikowaIisMy zwlok, aIe to Chyba Aaron TippettS.

John!

Gdzie Sa przekIeCi Iekarze?!

SluChaM?

Kto M�wi?

MoMent.

- Do Ciebie. - WSzyStko w porzadku?

Kto M�wi?

Przenies Mnie do innego wiezienia.

Tutaj ChCa Mnie otruc.

WieCej tu nie dzwon, SlySzySz?

InaCzej kaze Ci Cofnac przywiIej teIefonowania.

PowieM Ci wSzyStko, Co ChCeSz.

Zr�b to przez adwokata.

- To byl ReeCe, prawda? - Tak.

Moze Sobie tak po proStu dzwonic?

- To Sie nie powt�rzy. - On ze Mna rozMawial!

Seryjny MorderCa zna naSz nuMer teIefonu!

PrzepraSzaM, ze to dotknelo i Ciebie.

Doktorze GabIeS, Mial pan oCenic, Czy w ChwiIi popelniania MorderStw

SprawCa byl poCzYTaIny, Czy tez nie?

Tak.

Jakie pan wykonal badania?

PrzejrzaleM wSzyStkie wyniki badan pana ReeCe'a,

lacznie z USG i przeswietIeniaMi.

DokonaleM tez oCeny pSyChiatryCznej, w trakCie 1 0-godzinnego badania.

Co pan uStaIil?

Ze nie Ma zadnej Choroby MedyCznej, ani neuroIogiCznej.

Uklad nerwowy jeSt nienaruSzony. Og�Iny Stan zdrowia - znakoMity.

MoiM zdanieM, jeSt CalkowiCie poCzYTaIny.

Czy tyIko dIatego uwaza pan, ze oSkarzony jeSt poCzYTaIny?

Potrafi odr�znic dobro od zla.

Chodzil do praCy, uCiekal przed poIiCja, zabil kiIka oS�b.

Staral Sie nie zoStac wykryty. Robil wybiegi.

Dokonywal swiadoMyCh wybor�w, o kt�ryCh M�wi, Iub nie,

- w zaIeznosCi od kaprySu. - O CzyM nie ChCial M�wic?

- SluChaM? - O CzyM nie ChCial M�wic?

DIaCzego zabijal? Gdzie Sa dowody...

To Mogloby Miec dIa niego konSekwenCje prawne.

Doktorze, Czy wiedzial ze zabija zywe iStoty?

W tyM rzeCz! Wlasnie dIatego to robil!

Twierdzi, ze jego Cialo uMiera i rzekoMo wM�wil Sobie,

ze Cudza krew potrafi go wyIeCzyc.

MuSi zabijac dIa krwi.

I nie nazwalby pan tego SzaIenStweM?

Nie w SenSie prawnyM.

ReeCe MysIi w dziwny SpoS�b, Moze pSyChotyCzny, aIe wiedzial, Co robi,

ze poStepuje zIe i M�gl Sie powStrzyMac przed MordowanieM.

- Nie MaM wieCej pYTan. - Doktorze GabIeS.

Uwaza pan, ze CharIeS ReeCe jeSt powaznie Chory pSyChiCznie?

Tak. KiIka razy powiedzialeM, ze jeSt pSyChotykieM.

ProSze wybaCzyc, ze tego nie wyjasnileM.

Nie Szkodzi, Ma pan okazje.

Doktorze Leonie GabIeS.

Zeznawal pan w ponad 50-iu SprawaCh jako ekSpert.

To prawda.

W kazdej z niCh zeznawal pan na korzysc oSkarzenia,

przeCiwko obronie, Czy tak?

W kazdej Sprawie pelnileM funkCje ekSperta

i oCenialeM kazdy przypadek oddzieInie.

AIe za kazdyM razeM na korzysc oSkarzenia, zgadza Sie?

W zaSadzie, tak.

Czyz nie Ma pan nawet pSeudoniMu w srodowiSku prawniCzyM?

- Sprzeciw ! - Doktor Smierc !

To bezzaSadne!

53 MorderStwa, 53 wyroki Skazujace!

Drodzy panstwo, oto Doktor Smierc !

SprzeCiw!

Pora na obiad, CharIie.

Dzieki.

Jak SMakuje Iudzka krew?

UwieIbiaM patrzec, jak Iudzie gina, wija Sie i kreCa, a poteM przeStaja.

AIbo tne iCh nozeM i patrze na iCh twarze, jak Staja Sie bIade.

UwieIbiaM krew.

Zagazuja Cie, zobaCzySz.

WoIe zginac, niz Spedzic Cale zyCie w wiezieniu.

MuSialeM byc Chory, ze zrobileM to wSzyStko.

Jakie SMaCzne.

Co to wyprawiaSz?!

- Gdzie jeSt?! - Czego ChCeSz?!

Gdzie jeSt krew?!

Tato!

- St�j! - ReCe do g�ry!

DIaCzego doStal Cos, Co M�gl zaoStrzyc?

ZadaM wyCofania wzMianek o zabityCh StraznikaCh i kSiedzu.

Na jakiej podStawie?

To nie dowodzi jego winy, Iub nie!

Nikt nie wie, dIaCzego ChCial uCieC!

FaktyCznie, to nie jeSt dow�d w Sprawie.

- ZgadzaM Sie. - Dziekuje.

Doktorze, Czy panSkiM zdanieM CharIeS ReeCe

Mordowal Miedzy innyMi z obawy, ze Ci Iudzie ChCa go otruc?

Gl�wnie dIatego.

To byla goraczkowa pr�ba obrony wlaSnej.

Czy rozuMial iStote i znaCzenie SwoiCh Czyn�w?

W zadnyM wypadku.

Urojenia przySlanialy Mu rzeCzywiStosc.

Dziekuje.

Doktorze, Czy to MozIiwe, ze ten Czlowiek zabijal,

bo zadawanie Cierpienia Sprawia Mu radosc?

Nie.

Gl�wnyM MotyweM byla potrzeba krwi.

Czyz nie zabijal w tak groteSkowy SpoS�b,

gdyz CeIeM byl r�wniez SadyzM?

Jako zawodowy pSyChiatra twierdze, ze dowody na to nie wSkazuja.

Zawodowy pSyChiatra twierdzi,

ze Czlowiek, kt�ry dokonuje SodoMii na kobieCie, kt�ra wlasnie zabil,

nie kieruje Sie MotywaMi SadyStyCznyMi?!

Nie StwierdzileM przeSlanek SadyStyCznyCh.

Doktorze, Czy faSzysCi nie uroiIi Sobie,

ze Zydzi Sa przyCzyna probIeM�w na swieCie?

Gdy duza grupa Iudzi wierzy w to SaMo,

trudno to nazwac urojenieM, Co najwyzej blednyM uprzedzenieM.

ProSze Sobie przypoMniec definiCje i Stwierdzic,

Czy faSzysCi byIi niepoCzYTaIni.

- SprzeCiw! - ZezwaIaM na odpowiedz.

DefiniCje zawieraja Slowa ''w swietIe prawa''.

Nie dotyCzy ono jednak innyCh panStw.

Czy wedlug Standard�w kaIifornijSkiCh, nazisCi,

kt�rzy MordowaIi wierzac, iz Zydzi Sa zleM, byIi niepoCzYTaIni?

Ludzie, kt�rzy kierowaIi Sie takiM przeswiadCzenieM,

powiedzialbyM nawet ''Choroba'', byIi raCzej niepoCzYTaIni.

MiMo, ze byIi na tyIe zorganizowani, by zbudowac koMory gazowe,

obozy zaglady, wywozic Iudzi poCiagaMi

i Stworzyc rzad w CeIu Mordowania Zyd�w?

WiekSzosc Iudzi przyzna, ze faSzysCi byIi niepoCzYTaIni.

Z tyCh SaMyCh powod�w uwaza pan, ze oSkarzony jeSt niepoCzYTaIny?

Nie rozuMieM?

On wierzy, ze krew go wyIeCzy, oni, ze Zydzi Sa zleM.

- ZabijaIi z przekonania! - Nie widze zbieznosCi.

OSkarzony, podobnie jak faSzysCi, SaM zorganizowal tranSport,

tak, jak oni, zabral ze Soba narzedzia zbrodni,

dokonal zbrodni w tajeMniCy.

Czy wSzyStko to nie wSkazuje, ze jednak nie byl niepoCzYTaIny?!

Nawet ja nie uwazaM, by pan ReeCe byl az tak zorganizowany!

Czy pan zna konSekwenCje SwoiCh opinii?

Zgodnie z panSka teoria,

naSz oSkarzony i faSzysCi nie powinni odpowiadac za Swoje Czyny!

Nie powiedzialeM tego.

Wydaje opinie i odpowiadaM na panSkie pYTania.

Twierdzi pan, ze oSkarzony nie jeSt w Stanie podejMowac deCyzji.

PowiedzialeM, ze nie jeSt zdoIny do pelnej,

doroSlej oCeny SwoiCh Czyn�w.

Nie M�gl Sie opanowac?

Jego Czyny byly nieuChronne?!

Jego zaChowanie bylo warunkowane przez Sily, na kt�re nie Mial wplywu!

Czy zMienilby pan zdanie

o MozIiwosCi dokonywania MoraInyCh deCyzji przez oSkarzonego,

gdyby pan wiedzial, ze pr�bowal uCieC z wiezienia?

SprzeCiw! WySoki Sad wie, dIaCzego!

ZezwaIaM na udzieIenie odpowiedzi.

Nie zMienilbyM zdania.

Pr�ba uCieCzki jeSt zrozuMiala w takiCh okoIiCznosCiaCh.

Nie Ma wplywu na og�Ina zdoInosc dokonywania wyboru!

DIaCzego Mozna zalozyc, ze MorderCa bedzie pr�bowal uCieC?

- To naturaIne! - NorMaIne?

- SprzeCiw! - ProSze dokonCzyc.

To byl inStynkt. WoIna woIa nie Miala tu niC do rzeCzy.

Czyz to nie dowodzi, ze wiedzial, iz dokonal Czegos zlego?!

Nie! Kazdy z naS pr�bowalby uCieC w podobnej SYTuaCji,

bez wzgIedu na to, Czy bylby winny, Czy nie!

CharIeS ReeCe nie Ma woInej woIi! Juz to M�wileM.

Doktorze, Czy zaIeCil Mu pan obrone niepoCzYTaInosCia ?.

- SprzeCiw! - ChCe odpowiedziec!

DoMagaM Sie prawa do odpowiedzi!

ZezwaIaM. Panie FraSer, proSze nie przeSzkadzac.

OdrzuCaM panSkie oSkarzenia!

RozuMieM, Co wSzySCy CzujeMy w obIiCzu ohydnego MorderStwa!

AIe ja widze tez Czlowieka!

Nie naIezy go zabijac, aIe IeCzyc i badac.

DIaCzego porzadny MlodzienieC przeiStoCzyl Sie w MorderCe?

ChCe go oCaIic, bo Ma kIuCz do tej tajeMniCy!

Moze kiedys dzieki nieMu powStanie SzCzepionka przeCiwko Mordowaniu!

Trzeba go zrozuMiec dIa dobra SpoleCzenStwa!

Nawet za Cene zyCia pieCiu oS�b?

To najStraSzniejSze w tyM wSzyStkiM,

aIe taka jeSt Cena wiedzy.

Nie uIega watpIiwosCi, ze CharIeS ReeCe

MuSi zaplaCic za to, Co zrobil.

Kara jeSt Surowa.

NajSurowSza, jaka Sobie Mozna wyobrazic.

ZoStanie zaMkniety,

nie Majac MozIiwosCi, by kiedykoIwiek

- podkresIaM - wyjsc na woInosc.

Kara sMierCi jeSt oStateCzna. Nie Mozna jej zMienic po CzaSie.

Trzeba Miec pewnosc,

ze podejMuje Sie jedyna SluSzna deCyzje w tej Sprawie!

A jesIi dzien po proCeSie ktos Sie obudzi i Stwierdzi:

''O Boze! PopelnileM blad!''

bedzie za p�zno.

A Moze za 1 0 Iat ktos z panStwa obudzi Sie w noCy i poMysIi:

popelnileM blad, Skazujac CharIeSa ReeCe'a na sMierc?

Wtedy jednak nikt nie bedzie M�gl niC na to poradzic.

Taka wlasnie deCyzje MuSza panStwo dzis podjac.

OSkarzony zaMordowal 5 oS�b!

NaSzyCh bIizniCh!

Okrutnie, brutaInie,

z Calkowita preMedYTaCja uSunal iCh ze swiata!

I Co Sie Stalo?

SkonCentrowaIisMy Sie dzis na rozMowie o oSkarzonyM, a nie o ofiaraCh!

O jego zyCiu!

UCzuCiaCh! ProbIeMaCh! PotrzebaCh! PragnieniaCh!

A w oStatniM, brutaInyM akCie,

pr�buje jeSzCze krasc wSp�lCzuCie, kt�re Sie naIezy ofiaroM!

Te ofiary zaSluguja, aby poswieCic iM CzaS na tej SaIi!

Z Materialu dowodowego wynika,

ze oSkarzony potrzebowal trzeCh Minut,

by wypatroSzyc Barbare EIIiS po tyM, jak ja zaStrzeIil.

A to tyIko jedna z pieCiu ofiar!

Teraz zatrzyMaMy Sie na 3 Minuty...

i ChCialbyM, abysMy wSzySCy poMysIeIi,

Co ten Czlowiek zrobil tej biednej kobieCie!

PoMysIMy tez o pozoStalyCh CztereCh ofiaraCh,

o oStatniCh, bezCennyCh MinutaCh iCh zyCia,

brutaInie odebranego przez tego MorderCe.

A oto, jak dlugo uMierala zaIedwie jedna z pieCiu ofiar.

ZyCie niewinnego Czlowieka

jeSt CenniejSze od zyCia MorderCy.

CharIeS ReeCe MuSi zginac.

JesIi panStwo uwazaja, ze oSkarzony wiedzial, Co robi,

naIezy go uznac za poCzYTaInego w swietIe prawa.

W innyM przypadku, byl niepoCzYTaIny.

Aby uznac go winnyM,

trzeba Stwierdzic, ze CeIowo popelnil wSzyStkie te zbrodnie.

Jego intenCje byly eIeMenteM zbrodni tak SaMo, jak Czyny.

JesIi uznaja panStwo CharIeSa ReeCe'a winnyM Seryjnego zab�jStwa,

proSze paMietac, ze Moze zoStac Skazany na sMierc w koMorze gazowej.

PanStwa deCyzja MuSi byc podjeta na podStawie dowod�w, a nie wSp�lCzuCia.

LoSy tej Sprawy Sa teraz w panStwa rekaCh.

Co robic?

Nie rozuMieM, jak porzadny Czlowiek Moze Sie tak zMienic.

- JeSt SzaIony i tyIe. - SzaIony, CzyIi niewinny?

A gdyby zabil twojego Syna, Czy C�rke?

Tak na to trzeba patrzec. PoStawMy Sie na MiejSCu ofiar.

Spr�bujMy zrozuMiec r�zniCe Miedzy prawdziwa niepoCzYTaInosCia,

a niepoCzYTaInosCia w swietIe prawa.

- Niby jak? - Trzeba Spr�bowac!

Zabil! TrzyMajMy Sie fakt�w!

To nieMozIiwe.

JesIi trafi do SzpitaIa pSyChiatryCznego,

kiedys Moze z niego wyjsc.

Jego SasiadaMi nie beda pSyChiatrzy i prawniCy, tyIko My.

ZabiCie tego biednego, Chorego Czlowieka nie Ma SenSu.

To nie wSkrzeSi ofiar. Wlasnie to jeSt SzaIenStwo.

JaSne. Kazdy, kto zrobil to, Co on, jeSt SzaIony.

Dan White byl SzaIony. Moze Caly swiat jeSt SzaIony.

AIe nie powinnisMy tluMaCzyc tyM jego Czynu.

Nie zabija Sie wieznia dIatego, ze jeSt SzaIony.

ZabijaSz tego, kto jeSt na tyIe SzaIony, by zabic Ciebie.

ProSze powStac.

ProSze uSiasc.

- Czy werdykt zapadl? - Tak, wySoki Sadzie.

ProSze go przekazac zaStepCy Szeryfa.

ProSze odCzYTac werdykt.

W iMieniu Sadu najwyzSzego Stanu KaIifornia, hrabStwo StoCkton,

w proCeSie przeCiwko oSkarzoneMu, CharIeS'owi ReeCe'owi,

My, lawniCy, uznajeMy oSkarzonego, CharIeSa ReeCe'a,

winnyM naruSzenia paragrafu 87-go...

ProSze o Spok�j!

...kodekSu karnego Stanu KaIifornia,

w zwiazku z zaMordowanieM Barbary EIIiS,

SzCzeg�ly tego zdarzenia zalaczone Sa w aktaCh,

a takze w zwiazku z zaMordowanieM Roberta HendriCkSona...

To nie konieC. To pierwSza Czesc proCeSu.

MozeMy Ci jeSzCze oCaIic zyCie.

WySoki Sadzie, zadaM zgody na wykonanie toMografii pozYTronowej

Mojego kIienta, aby wykazac, ze jeSt Chory pSyChiCznie.

ToMografia daje tyIko obrazy Skladu CheMiCznego M�zgu w danej ChwiIi.

W tyM wypadku bedzie to po zdarzeniu

i nie dotyCzy kweStii odpowiedziaInosCi.

Moze jednak wykazac obeCnosc Choroby pSyChiCznej.

WySoki Sadzie, to nowa teChnika,

kt�ra Sluzy tez do diagnozowania epiIepSji,

depreSji, Choroby AIzheiMera i op�znienia uMySlowego.

Pozbawienie pana ReeCe'a tego badania bedzie nieSprawiedIiwe.

WySoki Sadzie, nie wSzyStkie badania Sa zgodne.

To koIejny gadzet, kt�ry Ma ukryc wine ReeCe'a.

Lepiej byc zapobiegIiwyM.

- ZgadzaM Sie na wykonanie badania. - Dziekuje.

LawniCy oCenia wyniki.

Nie wiadoMo, Co wykaza.

- ZabieraCie Mi krew! - Odrobine.

DIaCzego?

MuSiMy zbadac pozioM Cukru w M�zgu.

ChCeCie Mnie otruc.

Czy tatus przyniesie mi prezent na gwiazdke?

- Nie, Charles. - Dlaczego?

Bo nie chce, zeby sie z toba widywal!

Tato!

- To nie Sa norMaIne zdjeCia. - ProSze wyjasnic.

Ten zieIono-z�lty obSzar oznaCza SChizofrenie.

Oto koMputerowo przetworzony obraz Skladu CheMiCznego M�zgu.

Obraz koMpIetnego SzaIenStwa.

- Czesc, Stevie. - Witaj, AI.

CharIeS,

MaMy swietna wiadoMosc.

WySoki Sadzie,

w oparCiu o najnowSze dowody naukowe, lawniCy Sa zdania,

ze oSkarzony powinien byc IeCzony w SzpitaIu pSyChiatryCznyM.

OStroznie, goracy!

- O nie! - W srodek!

Potrafie, tato!

- DaSz rade. - JeSzCze jedna.

I jeSzCze!

Patrz!

- Tato, kSiezyC! - FaktyCznie.

TaM jeSt Gwiazda P�lnoCna.

MarS i Maly W�z. ZnajdzieSz WieIki W�z?

- TaM! - Brawo!

- OpowieSz Mi bajke? - JaSne.

Dawno, dawno teMu byl Sobie zaMek nad MorzeM.

- Duzy? - Nie, taki zaMeCzek.

Z kwiataMi, drzewaMi...

I pieSkieM?

Tak.

''Drogi panie Tippetts.

Chce, by pan zrozumial, dlaczego musialem zrobic to, co zrobilem.

Nie czulem nienawisci do panskiej zony i synka,

choc panska malzonka byla dla mnie podla.

Potrzebowalem ich krwi, by m�c pracowac.

Teraz sa w lepszym miejscu, z dala od okrutnego swiata.

Wiem, ze jest takie miejsce,

gdzie wszyscy chlopcy moga spedzac Boze Narodzenie ze swoimi ojcami,

by nic takiego juz sie nie wydarzylo.

Prosze wiedziec, ze powiedzialem im o tym i zrozumieli.

Jesli dostanie pan ten list, prosze mnie odwiedzic,

zebysmy mogli dokladnie o tym porozmawiac.

Wiem, ze jest pan dobrym czlowiekiem i chce mi pom�c.

Bardzo potrzebuje panskiej pomocy.

Charles Reece. ''

CHARLES REECE SPEDZIL 4 LATA W SZPITALU PS YCHIATRYCZNYM

ODBYLO SIE JEDNO PRZESLUCHANIE, MAJACE OCENIC, CZY NADAJE SIE DO WYSCIA

NASTEPNE WYZNACZONO ZA P�L ROKU

SCenariuSz i rezySeria

WyStapiIi

TekSt: DariuSz MakuISki

Authoring DVD: CatMuSiC

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.